Dzień 14. z 80/ Poranek Wnet z Łężycy: Jak można było mordować wszystkich po kolei, od tego w kołysce po starca?

Chcemy żyć w zgodzie z Ukraińcami, ale zapomnieć nam nie wolno! – powiedział Czesław Laska, inicjator budowy pomnika upamiętniającego ofiary ludobójstwa na Kresach Wschodnich, który stanął w Łężycy.

– Żeby nie zapomnieć o tym ludobójstwie na Kresach Wschodnich, którego dokonali Ukraińcy na narodzie polskim – powiedział Czesław Laska, inicjator budowy Pomnika Ofiar Ludobójstwa na Kresach Wschodnich w Łężycy, gmina Zielona Góra. [related id=”28623″]

On sam urodził się już na tak zwanych Ziemiach Odzyskanych w latach 50., ale jego rodzice pochodzili z Kresów Wschodnich i zostali wysiedleni po II wojnie światowej na mocy układów, jakie zawarły państwa alianckie z ZSRR pod koniec wojny.

– 17 lutego 1944 roku został zamordowany mój stryj Władysław Laska, żołnierz XIV Pułku Ułanów Jazłowieckich, za to, że był Polakiem – powiedział Laska.

– Nawet się nie spodziewali, że sąsiad może zamordować sąsiada – powiedział gość Poranka. Dowodził, że ta metodyczna i skoordynowana akcja wymierzona w Polaków miała miejsce na terenie aż sześciu województw II RP jednocześnie. Przypomniał, że „wszystko się zaczęło” w województwie tarnopolskim, mimo że do historii rzeź ta przeszła pod mianem ludobójstwa na Wołyniu. [related id=”28604″]

– Jak można było mordować wszystkich po kolei, od tego w kołysce po starca? – pytał gość Poranka Wnet. Nie może zrozumieć, mimo upływu lat, jak mogli dokonać tak haniebnej zbrodni przy ołtarzu w kościele ludzie „przecież wierzący, grekokatolicy”, „podlegający pod tego samego papieża” .

– Chcemy żyć w zgodzie z Ukraińcami, ale zapomnieć nam nie wolno! – powiedział rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego.

MoRo

Chcesz wysłuchać całego Poranka Wnet, kliknij tutaj

 

Prawda i Pamięć: 11 lipca 1943 roku „krwawa niedziela” – apogeum Rzezi Wołyńskiej dokonanej na Polakach przez Ukraińców

11 i 12 lipca 1943 r. zbrodnicze organizacje OUN-UPA dokonały skoordynowanego ataku na polskich mieszkańców 150 miejscowości na Wołyniu. W wyniku Zbrodni Wołyńskiej zginęło ponad 100 tysięcy Polaków.

Sprawcami Zbrodni Wołyńskiej były Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów – frakcja Stepana Bandery – i podporządkowana jej Ukraińska Powstańcza Armia oraz ludność ukraińska uczestnicząca w mordach swoich polskich sąsiadów. OUN-UPA nazywała swoje działania „antypolską akcją”. To określenie ukrywało zamiar, jakim było wymordowanie i wypędzenie Polaków. Do tej pory historycy spierają się w kwestii liczby ofiar. W wielu opracowaniach szacuje się, że w trakcie rzezi na Wołyniu zginęło nawet 300 tysięcy Polaków i około 10-20 tysięcy Ukraińców, często w wyniku bratobójczych mordów spowodowanych zdecydowanym sprzeciwem wobec żądań, aby brali udział w mordowaniu własnych sąsiadów. [related id=28627]

Według szacunków historyków IPN ukraińscy nacjonaliści zamordowali około 100 tysięcy Polaków. 40-60 tysięcy zginęło na Wołyniu, 20-40 tysięcy w Galicji Wschodniej, co najmniej 4 tysiące na terenie dzisiejszej Polski. Terror UPA spowodował, że setki tysięcy Polaków opuściły swoje domy, uciekając do centralnej Polski.

Palili żywcem w kościołach

Pierwszy masowy mord na ludności polskiej na Wołyniu został dokonany 9 lutego 1943 roku przez oddział Ukraińskiej Armii Powstańczej, który zamordował 173 Polaków we wsi Parośla I w powiecie sarneńskim.

Wpływ na nasilenie się fali zbrodni miało porzucenie w marcu i kwietniu 1943 roku przez policjantów ukraińskich służby na rzecz Niemiec i przejście w szeregi UPA. Wielu z tych policjantów brało wcześniej udział w zagładzie Żydów. Jednej z największych zbrodni ukraińscy nacjonaliści dokonali w nocy z 22 na 23 kwietnia 1943 roku – UPA spaliła osadę Janowa Dolina i zamordowała ok. 600 Polaków.

Szczególne nasilenie zbrodni nastąpiło w lipcu 1943 roku. Zamordowano wówczas ok. 10-11 tysięcy Polaków. 11 i 12 lipca UPA dokonała skoordynowanego ataku na Polaków w 150 miejscowościach w powiatach włodzimierskim, horochowskim, kowelskim i łuckim. Wykorzystano fakt gromadzenia się w niedzielę 11 lipca ludzi w kościołach. Doszło do mordów w świątyniach, m.in. w Porycku (dziś Pawliwka) i Kisielinie. Około 50 kościołów katolickich na Wołyniu zostało spalonych i zburzonych. Często dochodziło do zamykania ludności polskiej w świątyni i podpalania jej. Ludzie, którym udało się wyrwać z pożogi, często byli dobijani przez Ukraińców, którzy krążyli wokół palącego się kościoła.

Używano siekier i wideł

16 lipca 1943 roku oddziały UPA we wsi i w majątku Pułhany (pow. Horochów) zamordowały około 120 Polaków, a w Kupowalcach (pow. Horochów) około 150.

Zbrodnie na Polakach dokonywane były niejednokrotnie z niebywałym okrucieństwem, palono ludzi żywcem, wrzucano do studni, używano siekier i wideł, wymyślnie torturowano ofiary przed śmiercią, a także gwałcono kobiety.

Ogółem zbrodni na Polakach dokonano w 1865 miejscach na Wołyniu. Największych masakr dokonano w Woli Ostrowieckiej, gdzie zamordowanych zostało 628 Polaków, w kolonii Gaj – 600, w Ostrówkach – 521, Kołodnie – 516.

Polska samoobrona

UPA atakowała bazy samoobrony polskiej na Wołyniu, w których chroniła się ludność, m.in. Przebraże, gdzie uratowało się ok. 10 tysięcy Polaków. Tylko część baz samoobrony przetrwała. Pomocy bazom udzielała partyzantka sowiecka, a także żołnierze węgierscy, sprzedając amunicję. Były przypadki pozyskiwania broni od Niemców. Polacy szukali ratunku, uciekając do miast i miasteczek kontrolowanych przez wojsko niemieckie. Wielu z nich zostało wywiezionych na roboty przymusowe do Niemiec. Niewielkie szanse na przeżycie mieli ci, którzy na własną rękę opuszczali bazy samoobrony – m.in. 16 lipca 1943 roku oddziały UPA wymordowały co najmniej 155, być może nawet 600 Polaków, którzy opuścili Hutę Stepańską (pow. Kostopol), ośrodek polskiej samoobrony.

Określenie Zbrodnia Wołyńska dotyczy nie tylko masowych mordów dokonanych na terenach Wołynia, czyli byłego województwa wołyńskiego, ale także w województwach lwowskim, tarnopolskim i stanisławowskim (Galicja Wschodnia), a także w województwach lubelskim i poleskim.

SS Galizien razem z UPA mordowała Polaków

UPA, kierowana przez Romana Szuchewycza „Tarasa Czuprynkę”, rozpoczęła antypolską akcję w Galicji Wschodniej w kwietniu 1944 roku. Miała ona być w założeniu nie tak drastyczna, jak ta przeprowadzona na Wołyniu. Zamierzano zmusić Polaków do opuszczenia domów pod groźbą śmierci. W przypadku odmowy mieli być zabijani tylko mężczyźni. W praktyce często dochodziło do zbrodni na wszystkich mieszkańcach. Masowych mordów dokonano m.in. w Podkamieniu (100–150 zabitych), Bryńcach Zagórnych (100-145 ofiar) Berezowicy Małej (130-135 ofiar). W zbrodniach oprócz UPA wzięli udział ukraińscy żołnierze, ochotnicy dywizji SS Galizien (Huta Pieniacka, 600-900 zabitych).
Z rąk nacjonalistów ukraińskich ginęły także rodziny polsko-ukraińskie, Ukraińcy odmawiający wzięcia udziału w zbrodniczej akcji oraz osoby ratujące Polaków. „Kresowa Księga Sprawiedliwych” (wyd. IPN), opracowana przez Romualda Niedzielkę, podaje, że Ukraińcy uratowali 2527 Polaków. Do tej pory udało się udokumentować tylko 384 takie przypadki.

Ludobójstwo na Kresach

W opinii znawcy problematyki polsko-ukraińskiej historyka prof. Grzegorza Motyki „choć akcja antypolska była czystką etniczną, to jednocześnie spełnia ona definicję ludobójstwa”. Celem było bowiem zniszczenie na Wołyniu w całości, a na innych terenach w części polskiej grupy etnicznej.

W 2016 roku Sejm ustanowił 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP. Sejm – głosi uchwała – oddaje hołd „wszystkim obywatelom II Rzeczypospolitej bestialsko pomordowanym przez ukraińskich nacjonalistów”.

MoRo/PAP

Ukraina podtrzymuje blokowanie prac Instytutu Pamięci Narodowej na jej terytorium. Sporu o bandy UPA ciąg dalszy

Ukraina w dalszym ciągu wstrzymuje legalizację polskich upamiętnień i prace poszukiwawcze IPN na jej terytorium. Warunkiem zmiany stanowiska Ukraińców jest m.in. odbudowanie pomnika UPA w Hruszowicach

O sprawie poinformował dyrektor Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa IPN Adam Siwek, który w poniedziałek omawiał we Lwowie ze stroną ukraińską sporne kwestie dotyczące współpracy między państwami w obszarze historycznych upamiętnień.

„Decyzja władz ukraińskich dotycząca prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych IPN oraz legalizacji polskich upamiętnień pozostaje w mocy. Nie usłyszeliśmy we Lwowie żadnej deklaracji, że dalsze prace są możliwe. Warunki, które nam postawiono, były nie do przyjęcia” – powiedział PAP i IAR Siwek.

Poinformował, że podstawowym warunkiem strony ukraińskiej jest zalegalizowanie wszystkich wzniesionych bezprawnie upamiętnień ukraińskich na terenie Polski oraz odtworzenie w pierwotnej formie pomnika UPA w Hruszowicach (Podkarpackie). Chodzi o wzniesiony w 1994 r. monument, który w kwietniu br. usunęli m.in. działacze Ruchu Narodowego, Młodzieży Wszechpolskiej oraz mieszkańcy wsi. Zdaniem polskiego resortu kultury pomnik wzniesiono z naruszeniem obowiązującego w Polsce prawa.

Dyrektor Siwek podkreślił, że niemożliwe jest, by pomnik w Hruszowicach został odbudowany, ponieważ nie stał na miejscu pochówku Ukraińców, lecz gloryfikował UPA. „Pomnik od lat był zarzewiem konfliktu, wywoływał złe emocje, ponieważ był to obiekt stricte symboliczny poświęcony czterem kureniom UPA, zrealizowany bez jakichkolwiek uzgodnień i zezwoleń. Nie było też tam ekshumacji, informacja o tym, że jest to mogiła, pochodzi od strony ukraińskiej i opiera się na relacji jednej, nieżyjącej już osoby. To jest słaba podstawa, żeby to uznać za grób wojenny czy jakikolwiek grób” – tłumaczył.

Dodał też, że podczas rozmów we Lwowie zaproponowano Ukraińcom przeprowadzenie ekshumacji w Hruszowicach, ale tą propozycją nie byli oni zainteresowani.

Po demontażu pomnika w Hruszowicach prowadzone przez IPN poszukiwania ofiar z czasów II wojny światowej na Ukrainie zostały wstrzymane przez władze ukraińskie. Specjaliści z Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN, m.in. dr Leon Popek z lubelskiego oddziału IPN, zamierzali w pierwszej kolejności przeprowadzić ekshumacje szczątków w miejscowościach Ostrówki (dot. ofiar zbrodni wołyńskiej), Tynne (dot. żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza, którzy zginęli w walce z Sowietami po 17 września 1939 r.) oraz Hołosko we Lwowie (dot. żołnierzy Wojska Polskiego, którzy zginęli w obronie miasta).

Podczas spotkania polska strona zaproponowała, aby Ukraińcy umożliwili poszukiwania nie tylko szczątków Polaków zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów podczas rzezi wołyńskiej, ale ten wniosek również został odrzucony. „Poszukiwania dotyczą również żołnierzy polskich, którzy zginęli w walce z Niemcami, w walce z Sowietami, tak samo ludności ukraińskiej, która zginęła z rąk NKWD. To są ofiary, które nie wywołują żadnych złych emocji po obu stronach. Tak mi się wydawało, że to będzie możliwe, żeby ten obszar wyłączyć z naszego sporu, żeby te dyskusje nie blokowały działalności w obszarach, które powinny nas łączyć, a nie dzielić” – tłumaczył.

Po incydencie w Hruszowicach ukraińska dyplomacja wskazała, że w związku z tym incydentem konieczne jest nasilenie współpracy między odpowiednimi organami dwóch krajów, która doprowadzi do rozwiązania tej kwestii zgodnie z prawem i obowiązującymi umowami dwustronnymi.

Sprawę tę omawiali 24 maja w Kijowie prezes IPN Jarosław Szarek i Wadyma Prystajka z ukraińskiego MSZ. Ustalono, że Polska i Ukraina sporządzą listy miejsc pamięci narodowej po obu stronach granicy i wypracują mechanizm, który regulowałby upamiętnienia historyczne w dwóch krajach. Polska strona jest gotowa do przedstawienia takiej listy; strona ukraińska poinformowała jednak podczas spotkania we Lwowie, że potrzebuje na to około roku.

W spotkaniu we Lwowie uczestniczyli ze strony polskiej przedstawiciele IPN i Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a ze strony ukraińskiej przedstawiciele IPN Ukrainy oraz Państwowej Międzyresortowej Komisji ds. Wojen i Represji Politycznych. Kolejne spotkanie, tym razem w Polsce, prawdopodobnie odbędzie się we wrześniu br.

„Temat jest trudny i perspektywa porozumienia ze stroną ukraińską nie jest tak bliska, jak mogłoby się wydawać ludziom podchodzącym do tego zbyt optymistycznie. To spotkanie potwierdziło naszą fundamentalną różnicę w ocenie pewnych wydarzeń historycznych dotyczących głównie XX wieku” – dodał Siwek. Podkreślił, że polska negatywna ocena UPA spotyka się na Ukrainie z tak samo negatywną oceną w odniesieniu do polskiego podziemia, głównie Armii Krajowej. Podobnie negatywnie – jak zaznaczył – oceniani są polscy żołnierze broniący Lwowa w latach 1918-1919.

PAP/MoRo

Polacy dali na Kresach Wschodnich wielką daninę krwi. Nie powinniśmy poświęcać pamięci o nich poprawności politycznej

Gościem Poranka Wnet była Aleksandra Biniszewska – dyrektorka Muzeum Lwowa i Kresów. Głównym tematem rozmowy były losy Polaków mieszkających na Kresach Wschodnich oraz stosunki polsku-ukraińskie.

Aleksandra Biniszewska powiedziała, że Muzeum Lwowa i Kresów to instytucja poświęcona kultywowaniu pamięci o polskich kresach. Szefowa muzeum zaznaczyła, że jako osoba z korzeniami kresowymi bardzo ubolewa nad tym, że  pamięć kresowian poświęcana jest dla poprawności politycznej.

– W imię stosunków z sąsiadami lepiej nie mówić o tym, co działo się na kresach, o pamięci kresowian. Gdyby nie Polacy ze wschodu, nie byłoby Polski jaką dziś mamy. Większość naszych bohaterów narodowych pochodzi stamtąd, to samo dotyczy kultury czy literatury. Trzeba pamiętać o ogromnej daninie krwi, jaką Polacy dali na wschodzie.

Gość Radia Wnet skomentowała również stosunki polsko-ukraińskie w kontekście ostatnich antypolskich incydentów na Ukrainie. – Wszyscy widzą, że te stosunki nie są najlepsze – mówiła. Jako ich przykład podała najnowsze doniesienia o próbie podpalenie szkoły, niszczeniu polskich grobów ect.

Aleksandra Biniszewska zwróciła uwagę, że wiele osób sugeruje, że te incydenty dzieją się na zlecenie Rosji. Jednak powinniśmy spojrzeć na pewne sprawy realnie:

– Za część incydentów mogą odpowiadać Rosjanie, ale jest również duża grupa ludzi na Ukrainie, która obecnie kultywuje osobę Stepana Bandery czy organizacje UPA – za to odpowiedzialni są Ukraińcy i ukraiński rząd, który na to przyzwala.

– Nie możemy dyskutować z władzą ukraińską, która pozwala na kultywowanie bandytów. Nie wszyscy Ukraińcy jednak są zwolennikami UPA czy Bandery i znajdziemy na Ukrainie partnerów do rozmowy, którym zależy na dobrych stosunkach z Polską oraz na tym, aby Ukraina była rozwiniętym, otwartym krajem – podkreślałą nasza rozmówczyni.

Zdaniem Aleksandry Biniszewskiej Ukraińcy wykorzystują fakt, że Polska obawia się Rosji i zamiast być zainteresowana swoim interesem narodowym, ulega presji z jej strony.

Aleksandra Biniszewska wypowiedziała się na temat sytuacji Polaków mieszkających na wschodzie:

– Część polskich ośrodków kulturalno-oświatowych radzi sobie dobrze na Ukrainie, natomiast jest też wiele takich, które zamykają swoją działalność. Dzieje się tak głównie z powodu braku pieniędzy.

Tym ośrodkom najbardziej potrzebne są pieniądze m.in. na kształcenie młodzieży, rozwijanie polskiego biznesu na Ukrainie, tak aby to Polacy dawali pracę i mieli możliwość wchodzenia w struktury samorządowe – komentowała dyrektor muzeum.

Na zakończenie rozmowy Aleksandra Biniszewska powiedziała o prowadzonej przez siebie bibliotece w Muzeum Lwowa i Kresów oraz o tym, jak wygląda podejście nauki polskiej oraz literatury do kwestii kresowych.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy

JN

 

Małgorzata Gosiewska: W Gruzji docenia się Polskę i wciąż silna jest pamięć o odwadze Lecha Kaczyńskiego (VIDEO)

Gościem Krzysztofa Skowrońskiego w Poranku Wnet była poseł PiS Małgorzata Gosiewska. Głównym tematem rozmowy była kontrowersyjna decyzja ukraińskiego rządu oraz stosunki polsko-gruzińskie.

Krzysztof Skowroński poprosił Małgorzatę Gosiewską o komentarz na temat decyzji władz Kijowa o nazwaniu jednej z największych kijowskich ulic imieniem Romana Szuchewycza – człowieka odpowiedzialnego za rzeź wołyńską.

Poseł PiS odpowiedziała, że są to wyniki błędów popełnianych przez kolejne rządy polskie:

– Ukraina miała polskie wsparcie z różnych sektorów niezależnie od tego, kto rządził. Nigdy nie żądano niczego w zamian i nigdy nie uregulowano polityki historycznej. Jest to pole do różnych prowokacji, które nie są dla nas miłe.

Stwierdziła też, że szereg antypolskich incydentów na Ukrainie to w większości prowokacje, a cała reszta wynika z braku świadomości historycznej Ukraińców:

– Nie uciekniemy przed tym, że istnieje pewna siła, która chce skłócić Polskę i Ukrainę. Po polskiej stronie również mamy takie incydenty, np. niszczenie pomników ukraińskich.

Z powodu pełnionej przez siebie funkcji i aktywności na Ukrainie w polityce zagranicznej poseł została zapytana o to, jaka będzie reakcja rządu polskiego na decyzję polityków ukraińskich:

– Nie boję się trudnych słów i często ich używam. Takich słów użyłam np. w Hucie Pieniackiej [we wsi, w której zniszczono pomnik Polaków zamordowanych przez oddziały ukraińskiej dywizji SS Galizien – Wnet].

Poseł Gosiewska uważa, że brakuje osoby pełnomocnika rządu ds. ukraińskich, który z jednej strony koordynowałby pomoc dla Ukrainy, a z drugiej strony uzależniałby ją od konkretnych działań ukraińskich.

Poproszona o komentarz do zachowania szefa ukraińskiego IPN, który najpierw zapewnia o jak najlepszych stosunkach naszych narodów, a tydzień później pochwala krzywdzącą dla Polski decyzję samorządowców Kijowa, przyznała:

– Jest to dla mnie trudne, ponieważ sama czuję się mocno zaangażowana we wsparcie dla Ukrainy. Wspieram jednak przede wszystkim społeczeństwo ukraińskie, a nie władze.

W drugiej części rozmowy, której przedmiotem były relacje polsko-gruzińskie, powiedziała, że w Gruzji docenia się polskie działania i wciąż – niezależnie od tego, kto rządzi Gruzją – bardzo silna jest pamięć Lecha Kaczyńskiego.

Zdaniem poseł nie możemy jednak zapominać o tym, jaka jest sytuacja opozycji gruzińskiej.

Na zakończenie rozmowy gość Radia Wnet została zapytana o stosunek do najnowszych ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej.

– Mój komentarz w tej sprawie jest niezmienny. To, co zafundowała państwu polskiemu Platforma Obywatelska, musi doczekać się kary. Za kłamstwa, za podział polskiego społeczeństwa oraz za ból rodzin.

Jej zdaniem Rosja zachowuje się zawsze tak samo: – My, Polacy, wiemy, czego możemy się spodziewać po tzw. kulturze rosyjskiej. Nie rozumie tego Zachód, który przez lata próbuje ją cywilizować. Ten Zachód bardzo szybko zapomniał o tym, co stało się w Gruzji w 2008 roku. Podobnie zrobili politycy w Polsce, którzy rok po agresji Putina na Gruzję przyjmowali go w Polsce na salonach i planowali dalsze działania. Konsekwencją tego był Smoleńsk.

JN

 

Obejrzyj również wywiad z posłanką PiS na YouTube Radia Wnet!

Ukraiński IPN w reakcji na rozbiórkę w Polsce pomnika UPA chce wstrzymać legalizację polskich pomników na Ukrainie

Kijów wstrzymuje legalizacje upamiętnień, wydawanie pozwoleń na poszukiwanie polskich pochówków i porządkowanie polskich miejsc pamięci. To reakcja na wyburzenie nielegalnego pomnika UPA w Polsce.

Jak podkreśla nasz korespondent na Ukrainie, Paweł Bobołowicz, co najmniej 105 polskich pomników i upamiętnień na Ukrainie jest niezalegalizowanych. Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej inicjuje wstrzymanie ich legalizacji i wydawania pozwoleń na poszukiwanie polskich pochówków i porządkowanie polskich miejsc pamięci. To reakcja na wydarzenia w Hruszowicach.

W tym tygodniu dokonano rozbiórki pomnika ku czci Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA), który znajdował się na cmentarzu w Hruszowicach w powiecie przemyskim.

[related id=15530]

Sprawę pomnika ku czci UPA w Hruszowicach bardzo mocno w ostatnich latach nagłośnił podkarpacki europoseł PiS Tomasz Poręba, wielokrotnie interweniując m.in. u sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Janusza Kunerta, wskazując, że jest to obiekt tylko i wyłącznie o znaczeniu symbolicznym, nie kryje żadnego pochówku członków UPA, więc nie może być mowy o legalizacji tego miejsca. Co więcej, pomnik ku czci UPA został w 1994 r. postawiony nielegalnie, gdyż nie uzgodniono tego z żadnym organem państwowym czy samorządowym. Europoseł PiS zwracał się również z prośbą o likwidację tej nielegalnej budowli do wójta gminy Stubno.

ŁAJ

Pomnik UPA w Hruszowicach koło Przemyśla został rozebrany. Monument od 1994 roku stał nielegalnie na lokalnym cmentarzu

O likwidację pomnika od lat zabiegał Tomasz Poręba z PiS. – Na naszych ziemiach nie może być miejsca dla pomników gloryfikujących organizacje, które dokonywały zbrodniczych mordów na Polakach.

W tym tygodniu dokonano rozbiórki pomnika ku czci Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA), który znajdował się na cmentarzu w Hruszowicach w powiecie przemyskim, o co od wielu lat zabiegał podkarpacki europoseł PiS Tomasz Poręba – Bardzo się cieszę z decyzji podjętej przez gminę Stubno. Na naszych ziemiach nie może być miejsca dla pomników gloryfikujących osoby i organizacje, które dokonywały zbrodniczych mordów na ludności polskiej tylko dlatego, że byli Polakami – mówi Tomasz Poręba.

Sprawę pomnika ku czci UPA w Hruszowicach bardzo mocno w ostatnich latach nagłośnił podkarpacki europoseł PiS Tomasz Poręba, wielokrotnie interweniując m.in. u sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Janusza Kunerta, wskazując, że jest to obiekt tylko i wyłącznie o znaczeniu symbolicznym, nie kryje żadnego pochówku członków UPA, więc nie może być mowy o legalizacji tego miejsca. Co więcej, pomnik ku czci UPA został w 1994 r. postawiony nielegalnie, gdyż nie uzgodniono tego z żadnym organem państwowym czy samorządowym. Europoseł PiS zwracał się również z prośbą o likwidację tej nielegalnej budowli do wójta gminy Stubno.

Od lat konsekwentnie zabiegałem o likwidację tego pomnika. W ostatnim czasie rozmawiałem o tym z kierownictwem Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. To jest kwestia szacunku Polaków do samych siebie, do prawdy i pamięci historycznej. Chcę bardzo podziękować panu wójtowi za podjęcie tej decyzji – powiedział Tomasz Poręba.

Europoseł PiS zapowiedział także, że w przyszłym roku z jego inicjatywy odbędzie się w Parlamencie Europejskim wystawa upamiętniająca ofiary rzezi ludności polskiej na Wołyniu.

źródło: http://www.tomaszporeba.pl/?pg=omnie

ŁAJ