Brak taktyki, należytej troski o sprzęt i sprawnego dowodzenia oraz demoralizacja żołnierzy. Prezes Federacji dla Rzeczpospolitej o błędach rosyjskich najeźdźców na Ukrainie.
Jak dodaje, członkowie armii Federacji Rosyjskiej w większości są całkowicie zdemoralizowani. Polityk wyraża nadzieję, że żołnierze Putina poniosą w trwającej wojnie jak najbardziej dotkliwą klęskę.
Powrót kijowian do miasta, wiary w zwycięstwo, absurdy rosyjskiej propagandy i znikający ludzie w okolicach Chersonia. Najnowsze wieści z Ukrainy w Studiu Kijów.
Paweł Bobołowicz donosi się mieszkańcy Kijowa wracają do miasta, mimo apeli mera, żeby się z tym nie śpieszyć.
Przeprowadziłem wiele rozmów i muszę powiedzieć, że właściwie jednoznacznie dominuje takie poczucie pewności, że Ukraina zwycięży.
Nasz korespondent wskazuje na absurdalność rosyjskiej propagandy.
Każdy atak rakietowy na Ukrainę w tej propagandzie rosyjskiej to jest atak ukraiński, co jest po prostu nieprawdopodobnym absurdem.
Pierwszy rzut strategiczny poszedł. Natomiast Rosjanie nie sformułowali drugiego rzutu, bo nie ogłosili mobilizacji. Dlaczego? Szczerze powiem – nie wiem. Ważne jest, że tego drugiego rzutu nie było.
Płk Piotr Lewandowski, Magdalena Uchaniuk, Łukasz Jankowski
Z płk. Piotrem Lewandowskim, byłym dowódcą bazy w Redzikowie, członkiem misji m.in. w Iraku i w Afganistanie, rozmawiają Magda Uchaniuk i Łukasz Jankowski. Rozmowa odbyła się 29 marca br.
W swojej analizie dotyczącej działań na Ukrainie pisze Pan, że na początku wszystko szło zgodnie z planem Rosjan. Co się stało, że armia rosyjska walczy tak źle?
Początek operacji, której, co istotne, Rosjanie nie nazwali wojną, przebiegał w zasadzie zgodnie z planem. Nie udało im się wprawdzie zająć Kijowa specjalną operacją powietrzną, która zakończyła się spektakularną porażką, ale jednostki pancerne zmechanizowane przez pierwsze trzy dni parły do przodu. Moim zdaniem plan rosyjski wyglądał trochę jak inwazja talibów na Afganistan.
Oni myśleli, że Ukraina nie będzie walczyć. To jest też kwestia szowinizmu rosyjskiego: postrzegali swoich sąsiadów jako takich gorszych Rosjan.
Przez pierwsze trzy dni czołówki rosyjskie od północnego zachodu i od wschodu doszły pod Kijów, z południa zajęto Chersoń – ten początek nie był zły. A potem przytrafiły się miasta: Sumy, Charków, Czernihów, gdzie Rosjanie zostali zatrzymani przez równorzędne siły, czyli ukraińskie jednostki pancerne zmechanizowane i ich lekką piechotę (to popularne pojęcie, więc umówmy się, że tak będziemy tę formację nazywać), wyposażone w najnowocześniejszą zachodnią broń przeciwpancerną, które zaczęły te czołówki po prostu odcinać, a Rosjan było najzwyczajniej w świecie za mało.
Rosjanie w ciągu pierwszych trzech dni posuwali się ze średnią prędkością 80 kilometrów na dobę. Początkowo wyglądało to niemalże jak Blitzkrieg. Będziemy pewni, co się stało, dopiero po wojnie; na razie możemy przypuszczać.
Mimo wszystko Rosjanie mieli zaskoczenie operacyjne. Strategicznego, czyli na poziomie polityczno-militarnym – nie, bo Ukraina wojny się spodziewała. Natomiast na poziomie operacyjnym, czyli czysto wojskowym, pewne zaskoczenie uzyskali, bo nikt nie wiedział, którego dnia ta wojna się zacznie.
I na tych kierunkach, mówiąc kolokwialnie, armia ukraińska trochę zaspała, bo z kierunku białoruskiego w zasadzie bez większych walk Rosjanie doszli do przedmieść Kijowa. Dopiero w późniejszej fazie w Buczy ogniem artyleryjskim zniszczono rosyjską kolumnę, ale to był już rosyjski drugi rzut, który ogniem artylerii zaczęto odcinać od pierwszego rzutu. Natomiast na kierunku południowym ta operacja musiała być przygotowana jako niezależna wcześniej, po 2014 roku. I tę operację zaplanowano bardziej zgodnie z rosyjską doktryną wojenną: ich oddziały zmechanizowane rajdowym manewrem zajęły Chersoń – notabene jedyne duże miasto, które Rosjanom się udało do tej pory zająć – bo Ukraińcy nie zdążyli przygotować obrony.
Jako Polska śledzimy rozwój rosyjskiej doktryny wojennej, która zakłada, że na głównych kierunkach uderzeń Rosjanie będą mieli trzykrotną przewagę. Na kierunkach przełamania, czyli ciężkich walk (takie walki obserwujemy w Sumach, w Czernihowie), oni zakładali, że będą mieli przewagę nawet sześciokrotną. A tak naprawdę walczą jeden do jednego. Ich armia po prostu nie jest do tego przygotowana.
Ich piechota w znakomitej większości składa się z żołnierzy poborowych, 19–20-letnich chłopaków, powołanych do wojska z myślą (tych poborowych), że odsłużą dwa lata, pojadą na strzelnicę, zaliczą 1–2 poligony i wrócą do domów. I tych chłopaków rzucili przeciwko wysoce zmotywowanym żołnierzom ukraińskim.
A przypominam, że znakomita część żołnierzy ukraińskich ma doświadczenia bojowe z rejonu działań operacji antyterrorystycznej, czyli Ługańsk, Donieck.
Tutaj muszę nadmienić, że ja nie wierzę w narrację, że ci żołnierze myśleli, że to są ćwiczenia. Nie, im powiedziano, że to będzie wyglądało jak ćwiczenia. I te w zasadzie dzieciaki, słabo przygotowane, bo taktyki walk miejskich Rosjanie nie ćwiczyli, i to widać – żadnego miasta się nie udało zdobyć – rzucono przeciwko ukraińskim weteranom.
Oczywiście drugi rzut to były już jednostki powietrzno-desantowe, rozpoznawcze, specnaz, żołnierze zawodowi, ale oni również sobie nie poradzili, bo musieli współpracować z tymi żołnierzami z poboru, którzy absolutnie nie są przygotowani do tego typu walki. (…)
Najnowsze dane ze Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy: od początku wojny wojsko rosyjskie straciło 17 tysięcy żołnierzy, niemal 600 czołgów, 303 systemy artyleryjskie, 127 samolotów i 129 śmigłowców. To są liczby z 29 marca.
Tak, są portale, które analizują szczegółowo dostępną dokumentację fotograficzną i liczą te straty. Potwierdzone straty strony rosyjskiej to 350 do 400 czołgów, z czego mniej więcej 150 Rosjanie stracili w wyniku bezpośredniego ostrzału. Reszta to są straty o charakterze niebojowym. Charakter niebojowy to są usterki techniczne, ewentualnie brak paliwa, czyli to sprzęt, który został po prostu porzucony. Czyli trzykrotnie więcej czołgów Rosjanie stracili nie w wskutek bezpośredniego ostrzału, ale w wyniku strat niebojowych; tak wynika z analiz internetowych. Straty ukraińskie w czołgach wyliczane są jako trzykrotnie niższe.
Jednak porównanie strat czołgów ukraińskich i rosyjskich nie świadczy dramatycznie źle o taktyce Rosjan, bo jeżeli się naciera, nie jest dyskredytująca strata trzykrotnie większej ilości czołgów – odciętych od piechoty, niszczonych ogniem z granatników, płonących w miastach. Natomiast procent strat niebojowych – już tak.
Przyczyn jest kilka. Po pierwsze, rosyjskie czołgi konstrukcyjnie są bardziej skomplikowane od np. amerykańskich czy niemieckich. Bo ich technologia wymusza, że coś, co czołgi zachodnie rozwiązują relatywnie prosto, u Rosjan jest konstrukcyjnie skomplikowane i ich czołgi są najzwyczajniej w świecie awaryjne. Natomiast dyskredytujące jest to, że one są porzucane; były porzucane (bo w tej chwili już takich zdjęć jest coraz mniej). Porzucano je dlatego, że Rosjanie nie mieli tyłów i jeżeli czołg się zepsuł, a w każdej chwili mogła się pojawić piechota z granatnikami, to załogi po prostu uciekały. Na pewno miało tu też swój wpływ niskie morale; tak że tak wysoki procent strat niebojowych rzeczywiście jest dyskredytujący.
W pierwszych dniach mówiono, że Rosjanie chcą działać jak Amerykanie w Pustynnej Burzy, czyli najpierw naloty, artyleria, a potem wjeżdżamy jak po swoje. Szybko się okazało że jednak nie zdobyli pełnej kontroli w powietrzu ani innych przewag. A mimo to weszli kolumnami pancernymi. Jak to o nich świadczy?
Pojawia nam się tutaj kluczowy aspekt przewagi informacyjnej i świadomości pola walki. Strona ukraińska dysponuje absolutną przewagą informacyjną, którą uzyskała dzięki wsparciu natowskiemu. Mam na myśli samoloty AWACS, które krążą nad naszymi głowami, tudzież cały pozostały obszar rozpoznania radioelektronicznego, radiowego, walki radioelektronicznej. To wsparcie NATO dla Ukrainy jest bezcenne.
Ukraińcy mają obraz pola walki prawie w czasie rzeczywistym. Czyli widzą, gdzie Rosjanie są, gdzie się koncentrują, jakie manewry wykonują. Natomiast Rosjanie mają niewielką wiedzę na temat działań ukraińskich.
Rosyjskie rozpoznanie satelitarne obecnie jest po części mitem. Oni nie dysponują obrazowym rozpoznaniem satelitarnym na poziomie natowskim, nawet się do niego nie zbliżają. Natomiast, owszem, mają samoloty walki radioelektronicznej, rozpoznania radioelektronicznego, mają systemy zakłócania, bo chwalili się, że potrafią zakłócić obraz satelitarny.
Przed wojną mówiono w analizach o możliwej przewadze Rosjan w tej dziedzinie. Pokazywano, jak wyłączono wszelkie systemy radiolokacyjne jednego z amerykańskich okrętów bojowych i kilkakrotnie przelatywał nad nim rosyjski MiG namierzający, który mógł ten statek zatopić. Rosjanie pokazywali, że mogą wyłączać kluczowe dla wojsk natowskich systemy.
Owszem, pojawiała się narracja, że Rosjanie stworzą tak zwaną bańkę antydostępową. Czyli na kilku poziomach zakłócą sygnały satelitarne, GPS itd., itp. Mało tego, twierdzili że tę zdolność sprowadzili do poziomu batalionowych grup bojowych czy taktycznych i posiadają do tego sprzęt. Ale przyszedł moment, kiedy zabrzmiało „sprawdzam”. Jedno to jest osiągnąć pełną zdolność, a drugie – osiągnąć standardy w wykorzystywaniu tej zdolności. W jakimś miejscu na chwilę taką zdolność udało im się osiągnąć. Ale niestety w armii rosyjskiej standardem to się nie stało.
W armiach zachodnich, jeżeli armia osiąga jakąś zdolność, przekuwa ją się na powszechny standard. W armii rosyjskiej tak się nie dzieje.
I my nie widzimy tego zakłócania radioelektronicznego, tych niesamowicie tajnych urządzeń, które miały zakłócić odbiór satelitarny. Notabene one się pojawiły na polu walki, bo pierwsze egzemplarze dostały się już w ręce Ukraińców. Ale one po prostu nie spełniają swojej roli.
Cały wywiad Magdaleny Uchaniuk i Łukasza Jankowskiego z płk. Piotrem Lewandowskim, pt. „Dlaczego armia rosyjska walczy tak źle?” znajduje się na s. 13 dodatku „Ukraina walczy” do kwietniowego „Kuriera WNET” nr 94/2022.
Kwietniowy numer „Kuriera WNET” można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
Wywiad Magdaleny Uchaniuk i Łukasza Jankowskiego z płk. Piotrem Lewandowskim, pt. „Dlaczego armia rosyjska walczy tak źle?” na s. 13 dodatku „Ukraina walczy” do kwietniowego „Kuriera WNET” nr 94/2022
Wykształcona w Warszawskiej AT Arina Piskovskaya opowiada o marzeniach wyjazdu do Polski i zostania aktorką, okresie edukacji i wyzwaniach jakie przedstawiała oraz pracy na polskiej scenie.
Jak mówi w „Rozmówkach”- początki nie były łatwe. Po rocznym doświadczeniu studiów aktorskich w Kijowie, Arina zdecydowała się przerwać edukację i spróbować szczęścia na którejś z Akademii Teatralnych w Polsce. Wracając wspomnieniami do tych czasów pamięta, że Polska jawiła się jej jako przeznaczenie. Mimo przeciwności losu wyruszyła z rodzinnego domu sama do obcego kraju.
Gość Janka Olendzkiego opowiada o pierwszych wrażeniach po przyjeździe do Polski, nauce języka i trudnościach jakie to przedstawiało, a wreszcie o doświadczeniu studiowania sztuki aktorskiej pomimo akcentu i odmiennej kultury kształcenia do tej, którą poznała w Kijowie.
Historia Ariny pokazuje adaptację twórcy zagranicznego na polskim rynku sztuki- w tym wypadku filmowej. W rozmowie słyszymy jakie wyzwania stoją przed ambitną Ukrainką szukającą ról na polskich scenach, jak się do nich przygotowywała i co wyniosła.
Teraz, gdy trwa wojna, Piskovskaya zaangażowana jest w organizację pomocy humanitarnej dla uchodźców, jak i tych, którzy zostali na Ukrainie. Jednym z projektów, który stworzyła to fundacja Pomagajmy Sobie Nawzajem (https://pomagajmysobienawzajem.pl/strona-glowna/).
Ponadto, w dzisiejszych „Rozmówkach” pojawią się propozycje ukraińskich filmów do obejrzenia w wolnym czasie.
Europoseł PiS o rosyjskich zbrodniach na Ukrainie, stosunku PE do Polski oraz o słowach francuskiego prezydenta na temat polskiego premiera i o tym, jak należy na nie zareagować.
Witold Waszczykowski odnosi się do kolejnych rosyjskich zbrodni na Ukrainie. Plan szybkiej inwazji się nie powiódł. Obecnie Władimir Putin chce odciąć Ukrainę od morza i jej centrów przemysłowych.
Trzeci element, który Putin realizuje to niszczenie Ukrainy.
Zmuszanie masy Ukraińców do migracji to problem zarówno dla nich samych, jak i dla sąsiadów Ukrainy.
Europoseł PiS zauważa, że nie zmienia się postawa polityków unijnych wobec naszego kraju.
Tutaj w parlamencie dominują głosy, że wojna nie może być wymówką do tego, aby nie przymuszać Polski do takich zmian jakich sobie życzy Komisja i Trybunał Sprawiedliwości UE.
Rozmówca Łukasza Jankowskiego komentuje też wywiad prezydenta Francji, w którym nazwał on polskiego premiera „skrajnie prawicowym antysemitą”.
Czy ambasador Francji jest jeszcze w Warszawie? Powinien już być skierowany do Paryża po stosowną refleksję https://t.co/ms1gr4nWmm
— Witold Waszczykowski (@WaszczykowskiW) April 8, 2022
Waszczykowski stwierdza, że to klasyczny zestaw zarzutów: strefy wolne od LGBT, rasizm na granicy, brak pomocy lekarskiej dla kobiet.
To na pewno wymaga interwencji i stanowczej odpowiedzi ze strony Polski.
Z uwagi na twierdzenia zawarte w wywiadzie Prezydenta Republiki Francuskiej dla @le_Parisien minister @RauZbigniew zdecydował o wezwaniu Ambasadora Francji do MSZ.
W wywiadzie prezydent Francji nazwał polskiego premiera (@MorawieckiM) antysemitą.#RadioWnethttps://t.co/wUkncJ5EDw
Sądzi, że słowa Macrona są przejawem jego frustracji związanej z nie najlepiej idącą kampanią wyborczą. Przewiduje, że we francuskich wyborach prezydenckich konieczna będzie II tura.
Jeśli Macron będzie brnął dalej w takie skandaliczne wypowiedzi, to będzie się narażał.
Europoseł PO o embargo na rosyjskie surowce, odcięciu się od prorosyjskich polityków europejskich i środkach z Unii na pomoc uchodźcom.
Parlament Europejski wzywa Komisję Europejską i państwa członkowskie do wprowadzenia embarga na rosyjską ropę, węgiel i gaz. Andrzej Halicki zauważa, że zima jest już za nami. Czeka nas 7-8 miesięcy zmniejszonego zużycia energii. Działa to na naszą korzyść jeśli chodzi o rezygnację z rosyjskich surowców. Zauważa, że jest 7-8 różnych kierunków dostaw gazu, a Rosja jest tylko jednym z nich.
Jeżeli słyszę pytania albo czytam analizy, które każą się zastanowić nad tego rodzaju ruchem, czyli embargo, bo […] kilka kilkanaście euro będziemy płacić więcej za baryłkę ropy to muszę powiedzieć, że nie mam słów, bo to żadna alternatywa i żaden koszt w stosunku do tego jaki płacą Ukraińcy swoją krwią życiem nie raz a przede wszystkim zrujnowanym krajem, żeby obronić nasze bezpieczeństwo.
Europoseł podkreśla, iż polską racją stanu jest przekonywanie innych państw UE do solidarności z Ukrainą.
Dodaje, że trzeba piętnować związki europejskich polityków z Rosją.
.@AndrzejHalicki w #PoranekWnet: Polską racją staną jest odcięcie się i marginalizowanie się od wszystkich, którzy rozbijają solidarność europejską. Mówię tu o Orbánie, Le Pen, Salvinim #RadioWnet
Korespondent Radia Wnet na Ukrainie o kolaboracji władz ukraińskich miejscowości z okupantem, wyzwolonych miastach i niewystarczającej pomocy Zachodu.
Dmytro Antoniuk mówi o przypadkach kolaboracji burmistrzów zajętych miast z okupantem. Okupanci ustanowili swojego burmistrza w Mariupolu, przedstawiciela dawnej partii opozycyjnej (obecnie zakazanej). Burmistrz Rubiżnego służy wrogowi pomocą i informacją na temat obrońców.
Podobna sytuacje są też w niektórych innych zajętych przez wroga miejscowościach, ale to są pojedyncze przypadki.
Sumy zostały wyzwolone. Ludzie wracają do Irpienia.
Korespondent Radia Wnet na Ukrainie podkreśla, że pomoc militarna Zachodu jest niewystarczająca. Przekazywany sprzęt pochodzi z czasów ZSRR.
Sto czołgów nowoczesnych mniej więcej miały nam dostarczyć Niemcy i była już zgoda na to ministra spraw zagranicznych Niemiec, ale kanclerz Niemiec Schultz powstrzymał tą w dostawę mówiąc, że muszą jeszcze otrzymać zgodę od wszystkich krajów Unii Europejskiej.
Mieszkaniec Kijowa o rosyjskich zbrodniach na ukraińskich cywilach.
Sergiusz Staroselski mówi, że ludzie wracają do Kijowa, gdzie życie zaczyna odżywać. Głównym tematem rozmów są rosyjskie zbrodnie wojenne. W Buczy trwa śledztwo.
Stwierdzono, że 90 procent zabitych to są ludzie zabici od kul, nie od bomb.
Rozstrzeliwania ludzi nie były spontaniczne. Żołnierze dostali rozkaz.
Zabijano na początku mężczyzn.
Okazało się przewoźne krematoria nie były dla rosyjskich żołnierzy, tylko dla ukraińskich cywilów.
Wicemarszałek Sejmu o stanie polskiej armii, jej potencjale, sojuszu z Węgrami w obliczu rosyjskiej agresji na Ukrainę a także o rozliczeniu tragedii smoleńskiej.
Polityk PiS mówi na temat odbudowy armii polskiej po latach zaniedbań. Służyć ma temu ustawa o obronie ojczyzny. Terlecki zauważa, że postawa opozycji wobec rządu nie zmieniła się po wybuchu wojny.
.@RyszardTerlecki w #PoranekWnet: obserwujemy nadal jak opozycja w Sejmie atakuje rząd w sposób bezwzględny, także w sprawach, które wydawałoby się, powinny nas łączyć #RadioWnet
Marszałek Sejmu omawia relacje polsko-węgierskie. Zauważa, że Warszawie wypomina się relacje z Budapesztem nie zauważając, że to Berlin był główną siłą sprawczą ws. uzależniania Europy od rosyjskiego gazu.