Repetowicz: Turcy w Syrii łamią wszelkie konwencje, bombardując szpitale, ambulanse oraz mordując służby medyczne

– Nikt tu nie wierzy w to, że Turcja przestraszy się słów i sankcji. Tutaj ludzie liczą na czyny i konkretne akcje podjęte przez Europę i USA. – zaznacza Witold Repetowicz.


Witold Repetowicz, dziennikarz zajmujący się tematyką Bliskiego Wschodu, prosto z północno-wschodniej Syrii, terenów kontrolowanych przez siły Kurdyjskie, komentuje sytuacje na froncie:

Jestem w Al-Kamiszli. Od 2 dni Turcja nie ostrzeliwuje już miasta, ludzie wreszcie wyszli na ulice. Rozmawiałem z jednym z mieszkańców, była to dla nich nowość, bo wbrew steoretypowi, że w Syrii od lat trwa wojna, to w tej części kraju wojny właściwie nie było. […] Ci ludzie przeżywają to po raz pierwszy, jakby nie patrzeć, za sprawą członka NATO.

Jak zauważa gość korespondent, NATO to sojusz, który dużo mówi o wartościach, a którego członek zaatakował ludność cywilną. W mieście panuje w tej chwili spokój, ale w innych częściach północno-wschodniej trwają ciężkie walki o największe miasta, które dzielnie się bronią, w tym Serekanie:

Jest ono zacięcie bronione przez Kurdów i ich sojuszników — Syryjskich Sił Demokratycznych. Turcja łamie wszelkie standardy prawa międzynarodowego. Wczoraj rozmawiałem z szefową Kurdyjskiego Czerwonego Półksiężyca, która pytała, czy bombardowanie ambulansów, punktów medycznych, uniemożliwianie oparzenia rannych jest zgodne z prawem międzynarodowym […] właśnie to Turcja robi.

Turcja uniemożliwiła Kurdyjskiemu Czerwonemu Półksiężycowi dostęp do miasta Serekanie w celu niesienia pomocy rannym:

W mieście Turcy zbombardowali szpital, dwa ambulanse Kurdyjskiego Czerwonego Półksiężyca zostały porwane przez siły Tureckie, a załogi ambulansów prawdopodobnie zostały zamordowane przez tych bandytów.

Sytuacja w miejscach atakowanych przez Turcję jest bardzo ciężka. Kurdowie boją się, że miasto Kobane zostanie zaatakowane przez Turcję:

Było ono przed laty zajęte w 60% przez ISIS. Od obrony tego miasta zaczęła się kontrofensywa, która doprowadziła do zniszczenia Państwa Islamskiego.

W walkach z ISIS zginęło 12 tysięcy żołnierzy Syryjskich Sił Demokratycznych. Mieszkańcy Syrii rozczarowani są postawą Zachodu:

Nikt tutaj nie ma najmniejszych wątpliwości, iż Turcja przyszła na odsiecz państwa Islamskiego. Ok 6000 terrorystów z ISIS przetrzymywanych jest przez Kurdów i Turcja wyraźnie bombarduje okolice obozów, aby osłabić strażników i umożliwić ucieczki terrorystów z Państwa Islamskiego i Al-Kaidy.

Jak dodaje Witold Repetowicz, w Syrii każdy zgodnie twierdzi, iż deklaracje i zapowiedzi sankcji na Turcji są nic niewarte:

Nikt tu nie wierzy w to, że Turcja przestraszy się słów i sankcji. Tutaj ludzie liczą na czyny i konkretne akcje podjęte przez Europę i USA. […] W Syrii nadal są wojska Amerykańskie i Francuskie i to na ich działanie czekają mieszkańcy, a nie na słowa, które nie mają znaczenia. Turcja może ustąpić jedynie pod wpływem kija, a nie słów.

Gość „Poranka WNET” jestem przekonany, że gdyby stacjonujące tam siły USA zaczęły działania militarne, to Turcja zatrzymałaby się i nie zaryzykowałaby konfrontacji. Na koniec dodaje, że w obronie miasta Al-Kamiszli, w którym się aktualnie znajduje, poległo już kilkanaście osób:

Dzisiaj odbędzie się pogrzeb osób jadących cywilnych konwojem humanitarnym, który Turcy zbombardowali, zabijając 14 osób, w tym dwoje dziennikarzy.

A.M.K.

Dr Fydyrek: Turcja wierzy, że musi znaleźć swoje miejsce jako naturalny lider Bliskiego Wschodu i świata muzułmańskiego

O świecie wielobiegunowym, ofensywie tureckiej przeciwko Kurdom, znaczeniu płn-wsch Syrii i rywalizacji amerykańsko-chińskiej mówią Dr Michał Lubina i dr Łukasz Fyderek.

Dr Michał Lubina i dr Łukasz Fyderek opowiadają o sytuacji na Bliskim Wschodzie po agresji Turcji na Kurdów w Syrii.

Pierwszy z gości stwierdza, że to nie pierwszy raz, kiedy Amerykanie posługują się Kurdami, by ich później porzucić. Tak było w Iraku na początku lat  90. i w 2003 r., kiedy zostali zaangażowani przeciwko Saddamowi Husajnowi. Inaczej patrzy na to dr Fydyrek:

Nie zgodziłbym się, że jest to sytuacja w pełni analogiczna, rola Kurdów nieporównywalnie większa niż w przeszłości, Kurdowie iraccy byli wykorzystywani przez różne siły, teraz ich pozycja międzynarodowa jest o wiele silniejsza.

Politolog zwraca uwagę, że akcja Turcji przeciwko Kurdom sięgnęło na nią „potępienie przez wszystkich graczy, od graczy bliskowschodnich na czele z Egiptem po europejskich”. Stwierdza, że imperialna polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych wymaga, żeby popierały zarówno Turcję, jak i Kurdów. Sprawa tych ostatnich cieszy się zaś sympatią w środowiskach republikańskich. Prawdopodobnie obecny kurs wyznaczony przez Trumpa zakładający poparcie Turcji i ignorowanie Kurdów zostanie skorygowany na bardziej uwzględniający obie strony konfliktu. Dr Lubina uzupełnia, że Stany nie poświęcą relacji ze swoim ważnym sojusznikiem w ramach NATO dla kwestii kurdyjskiej.

Następnie ekspert ds. stosunków międzynarodowych mówi o małym zaangażowaniu Chin na Bliskim Wschodzie.

Te interesy Chin są tam dużo słabsze i zaangażowanie chińskie jest dużo słabsze, jeśli patrzymy na pozycję Chin na Bliskim Wschodzie, to jest ona po prostu dużo słabsza.

Dodaje, że nie chce mówić o „konflikcie” między Chinami a Stanami Zjednoczonymi, gdyż kraje te nie są w stanie wojny. Jest to rywalizacja  i to nie jednoznaczna, gdyż istniejąca obok współpracy obu mocarstw. Choć nie jest to zimna wojna 2.0, to „ta współzależność zmniejsza się”. Wskazuje na „ograniczenie dostępu chińskich studentów i naukowców do amerykańskich technologii”.

Dr Fydyrek stwierdza, że rywalizacji opisywanej przez jego współrozmówcę Turcja nie postrzega jako powrotu do świata dwubiegunowego:

Z perspektywy tureckiej świat ma być wielobiegunowy. Na jednym z biegunów ma być Turcja. […] Z perspektywy Ankary Turcja musi znaleźć swoje miejsce jako naturalny lider Bliskiego Wschodu i świata muzułmańskiego.

Stany Zjednoczone i Chiny są w wizji świata podzielanej przez Władymira Putina i Recepa Tayyipa Erdoğana są jednymi z wielu biegunów, obok ich własnych krajów, na których opiera się ład globalny.

Z tej perspektywy Turcja prowadzi politykę zwaną neoottomanizmem, budowania nowego bieguna, niezależnego od innych graczy.

Dodaje, że na terenach płn-wsch Syrii znajdują się „relatywnie duże zasoby ropy i ziemi uprawnej” bez których „reżim Baszara Al-Asada będzie deficytowy”. Oznacza to, że jeśli USA nie chce wzmocnienia Iranu to „musi utrzymać kontrolę sprzymierzonych ze sobą Kurdów nad złożami ropy”.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

 

Dr Fyderek: Egipskim chrześcijanom zależy, aby Al-Azhar pozostał suficki

Dr Łukasz Fyderek o tym, kim jest kosygnatariusz deklaracji o braterstwie ludzkim Ahmed el-Tayeb, powiązaniu islamu z polityką, tym czym się różnie sufizm i salafizm oraz stosunkowi Koptów do tego.

Dr Łukasz Fyderek mówi o podpisanej przez papieża Franciszka deklaracji o braterstwie międzyludzkim. Ze strony muzułmańskiej jej sygnatariuszem jest wielki szejk Al-Azharu, Ahmed el-Tayeb. Te ostatnie to zarówno meczet, jak i związany z nim uniwersytet.

Wielki szejk tego meczetu ma szczególny autorytet w świecie islamu sunnickiego.

Zanim w 1923 r. zniesiono kalifat, wielki szejk Al-Azhar był najważniejszych po kalifie autorytetem dla sunnitów. Obecnie jest on najważniejszym muzułmańskim przywódcą religijnym w Egipcie, ale poza jego granicami jego autorytet nie jest już tak uznawany. Sunnickie kraje Bliskiego Wschodu jak Turcja i Arabia Saudyjska mają własne koncepcje islamu. Politolog podkreśla powiązanie islamu z władzą:

Wynika to z samej natury islamu, który jest podporządkowany władzy politycznej.

W państwach muzułmańskich o tym, która ze szkół prawnych islamu jest uznawana za najważniejszą, decyduje ministerstwo ds. wyznań. Obecnie autorytet al-Azharu poza Egiptem uznają głównie kraje Dalekiego Wschodu. Kraje te z własnej decyzji wybrały tę szkołę.

Na uniwersytecie w Al-Azhar i placówkach przy nim afiliowanych uczy się 2 mln studentów, z czego w większości Egipcjanie, ale też przybysze z Malezji lub Indonezji.

Ahmed el-Tayeb jest zwolennikiem sufizmu, a obecnie najbardziej krzykliwym nurtem w islamie jest salafizm.

Salafizm jest szkołą, pod której wpływem pozostaje m.in. Arabia Saudyjska, ale też Daesh. Gość „Poranka WNET” tłumaczy różnice między obydwiema szkołami:

Salafizm jest doktryną, która zmierza do odtworzenia rzeczywistości islamu w takim kształcie, w jakim on funkcjonował w wieku VII w. W większej mierze skupia się na doktrynie i widzialnym wymiarze wyznawania religii. Sufizm jest dużo bardziej uduchowiony, mistyczny, pozostawiający znacznie większą przestrzeń dla wiernych, jeśli chodzi o sposób, w jaki wyznają swoją religię.

Dr Fydyrek tłumaczy, że na tym, żeby na Uniwersytecie w Al-Azharze utrzymał się obecny kierunek, zależy zarówno koptyjskim chrześcijanom, jak i egipskiemu rządowi. Obawiają się oni bowiem wpływów Bractwa Muzułmańskiego, które łączy salafizm z modernizmem.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Szatkowski: Amerykańskie dowództwo dywizyjne w Poznaniu jest jedynym takim w Europie [VIDEO]

Tomasz Szatkowski o tym, jaką wagę ma dywizja, o planach obronnych Polski i o kordialnej atmosferze panującej w strukturach NATO.

Tomasz Szatkowski mówi o przesunięciu się wschodniej flanki NATO z Niemiec do Polski:

Kontyngent amerykański, który obecnie jest w Polsce i będzie wzmacniany […] umożliwia zintegrowanie się w krótkim czasie w dywizje. To poważna formacja na teatrze działań europejskich. Obecna dywizja inaczej wygląda aniżeli za czasów drugiej wojny światowej.

Kluczowe w tej sprawie, jak mówi Szatkowski, jest trwała aniżeli czasowa obecność wojsk amerykańskich w Polsce. Szatkowski zauważa, że amerykańskie dowództwo dywizyjne w Poznaniu to jedyne takie dowództwo amerykańskie w Europie. Dywizja to obecnie formacja wojskowa, którą w Europie zachowały jedynie większe kraje, wśród których poza Polską są: Francja, Hiszpania, Niemcy, Turcja, Włochy, Wielka Brytania.

Bliższa wojskowa współpraca polsko-amerykańska spotkała się z entuzjastyczną reakcją ministrów państw bałtyckich, którzy wystosowali list w tej sprawie. Pozytywnie do tego odnosi się również sekretarz generalny. Istnieje wciąż sceptycyzm części państw, które obawiają się, że zbytnie wzmocnienie wschodniej flanki NATO zostanie odebrane jako działanie prowokacyjne wobec Rosji. Sceptycyzm ten jednak ostatnio osłabł.

Gosć „Poranka WNET” odnosi się do wypowiedzi prof. Romualda Szeremietiewa. Podkreśla, że Ministerstwo Obrony Narodowej posiadało i posiada koncepcje strategii obrony Polski.

Nie mogę się zgodzić z tym, że nie było żadnej strategii obronnej, bo taki proces był.

Opowiada o utajnionym Strategicznym Procesie Obronnym, z którego został sporządzony jawny wyciąg — Koncepcja Obronna Rzeczypospolitej. Stwierdza, że w MON pracował do stycznia 2018 r., więc nie może odpowiedzieć na pytanie, czemu po tym okresie dokumentu tego lepiej nie wykorzystano. Stwierdza, że „na pewno ministrowi Błaszczakowi zależy na tym, by podejmowane decyzje służyły wzmocnieniu obronności”.

Szatkowski wierzy, iż Polska dokonuje racjonalnego zakupów sprzętu militarnego. Zapewnia, iż za czasów bycia wiceszefem resortu tak się działo. Następnie opisuje, jak wygląda życie w instytucjach natowskich. Od 23 lipca 2019 bowiem kieruje Tomasz Szatkowski placówką Stałego Przedstawicielstwa Rzeczypospolitej Polskiej przy NATO, która znajduje się w Brukseli. Stwierdza on, że „praca polskiego przedstawiciela w NATO jest łatwiejsza” niż jego poprzednie stanowisko, gdyż jest mniej pracy stricte urzędniczej, a więcej dyplomatycznej. Ambasador RP przy NATO podkreśla, że w strukturach Sojuszu panuje atmosfera konsensusu, a panujące relacje są kordialne, wręcz rodzinne. Aby skutecznie działać na tym forum trzeba brać pod uwagę nie tylko potrzeby własnego kraju, ale i Paktu jako całości.

Ponadto w „Poranku WNET”

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Kownacki: Niemcy w czasie II wś wykazywali się okrucieństwem przywodzącym na myśl zbrodnie UPA na Wołyniu

Bartosz Kownacki o niemieckich zbrodniach na Pomorzu ( i nie tylko) w czasie II wś oraz o stanie i perspektywach polskiego przemysłu zbrojeniowego.

Bartosz Kownacki, poseł PiS, były wiceminister MON, opowiada o wyjątkowości Bygdoszczy i całego województwa kujawsko-pomorskiego, które w dużej części było pod zaborem pruskim, co miało konsekwencje w chwili wybuchu II wojny światowej:

Ludzie żyli przez dziesiątki setki lat razem obok siebie i kiedy wybuchła II wojna światowa, to z dnia na dzień, ci, którzy chodzili razem do szkoły, razem pracowali, stali się wrogami. To oni tworzyli listy osób  listy polskiej elity, która miała zostać wymordowana.

Te tereny zamieszkiwała mocno wymieszana ludność. W Koralewie  Niemcy utworzyli pierwszy obóz koncentracyjny na tych terenach, gdzie co najmniej 1780 osób brutalnie zamordowano, z których kilkaset po ekshumacji nie miało głów. Jak mówi poseł, pokazuje to niezwykłe bestialstwo Niemców, kojarzące się z tym, które znamy z mordów UPA na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Podkreśla, że czy to na Pomorzu, czy na warszawskiej Woli okrucieństw dopuszczali się nie tylko, jak się czasem to przedstawia gestapowcy, esesmani, czy oddziały RONA, ale też jednostki Wermachtu.

Gość „Poranka WNET” przypomina także historię pierwszego w Polsce rozstrzelania cywili w trakcie II wojny światowej. Na rynku zostało rozstrzelanych od 600 do 800 Polaków. Mieszkańcy Bydgoszczy dobrze znają również historię tzw. Doliny Śmierci, czyli miejsca masowego mordu i jednocześnie grobu mieszkańców Bydgoszczy i okolic wymordowanych jesienią 1939 r. przez członków pomorskiego oddziału Selbstschutzu oraz SS-manów z oddziału Einsatzkommando 16. Fordońska „Dolina Śmierci” jest największą mogiłą zbiorową na terenie Bydgoszczy. Bartosz Kownacki ten mord nazywa wprost „Bydgoskimi Palmirami”. Mord ten był odpowiedzią Niemców na wydarzenia, które miały miejsce w Bydgoszczy 3 września 1939 r., które geobbelsowska propaganda ochrzciła mianem bydgoskiej krwawej niedzieli. Według jej twierdzeń Polacy mieli zamordować w Bydgoszczy tysiące cywili niemieckiego pochodzenia. W rzeczywistości w tym dniu niemieccy dywersanci ostrzelali wycofujący się oddział Wojska Polskiego, który odpowiedział ogniem. Jak dodaje poseł, kolejnym barbarzyństwem Niemców popełnionym w imię odwetu, było wyszukiwanie wśród wziętych do niewoli polskich żołnierzy tych pochodzących z Bydgoszczy i mordowanie ich.

W drugiej części rozmowy poseł porusza temat zbrojeń. Wysoko ocenia decyzję związaną ze zwiększeniem wydatków na obronność do dwóch i pół procent PKB. Jak dodaje, należy wydawać tyle, aby czuć się bezpiecznym oraz realizować największą ilość zleceń przez Polski przemysł zbrojeniowy:

Trzeba myśleć o tym, żeby zakupy w jak największej części były jednak realizowane w Polsce. To jest wyznacznik dla każdego Ministra Obrony Narodowej.

Bartosz Kownacki podkreśla, że dla rozwoju przemysłu zbrojeniowego potrzebna jest konsekwentna wizja realizowana przez dekadę lub dwie, co pokazuje przykład krajów takich jak Turcja czy Korea Płd., które jeszcze odpowiednio w latach 90. i 80. nie były tak rozwinięte pod tym względem, jak dzisiaj. Jak dodaje, nie ma sensu kupowanie najnowocześniejszego sprzętu, jeśli nie będziemy w stanie serwisować go w Polsce:

To jest kwestia nie tylko tego, że ten sprzęt jest wyprodukowany, ale później, w przypadku wojny, serwisowany w kraju. Co z tego, że będziemy mieć nawet najlepszy sprzęt, skoro nie będzie gdzie go serwisować, gdy dojdzie do konfliktu.

Jak stwierdza, polski przemysł zbrojeniowy ma ogromny potencjał.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.M.K./A.P.

W libijskiej wojnie domowej walczą ze sobą drony z Turcji i z Chin

W trwającej wojnie domowej w Libii obie strony używają bojowych bezzałogowców. Libijska Armia Narodowa chińskich dronów Wing Loong I/II, a siły powietrzne rządu w Trypolisie tureckich TB2 Bayraktar.

Jak podaje portal Defence 24, bezzałogowce Wing Loong zostały zakupione przez ZEA w 2017 r. i oddane do dyspozycji stojącego na czele Libijskiej Armii Narodowej gen. Chalify Haftara. Libijski wojskowy wrócił do kraju z emigracji w czasie rewolucji, do której się przyłączył. Po nieudanym puczu podporządkowane mu siły opanowały Bengazi, tworząc opozycyjny wobec Rządu Jedności Narodowej w Trypolisie ośrodek władzy. Samoloty, śmigłowce i drony Haftara operują m.in. z bazy w Al-Khadim. Lotnisko położone jest we wschodniej Libii, zdjęcia satelitarne z 2016 r. wskazywały w bazie co najmniej dwa bezzałogowce Wing Long I/II.

Nad Libią drony  typu Wing Loong I (i być może II) wykonują misje bojowe uzbrojone m.in. w chińskie przeciwpancerne rakiety kierowane, m.in. LJ-7, czyli eksportową wersję pocisku powietrze-ziemia HJ-10. Ciężki chiński Wing Loong II (Chengdu Aircraft Industry Group — CAIG) może przebywać w powietrzu ok. 20 godzin i dysponuje zasięgiem operacyjnym 4 tys. km. Wobec słabości lotnictwa oficjalnego rządu drony wykonują całodobowe ataki na cele naziemne, w tym bazy lotnicze, raczej bez problemów. Niemniej jednak do tej pory potwierdzono co najmniej jedną stratę Wing Loong. 3 sierpnia 2019 r. siły podległe rządowi w Trypolisie zestrzeliły w rejonie Misraty bezzałogowiec chińskiej produkcji, zidentyfikowany jako Wing Loong II, sił powietrznych gen. Haftara. Zdjęcia wraku wskazują, że bezzałogowiec uzbrojony był w kilka pocisków LJ-7.

Rząd w Trypolisie jest wspierany  przez Turcję, która dostarcza do Libii broń, pojazdy, doradców wojskowych itd. Dysponuje on tureckimi uderzeniowymi TB2 Bayraktar (Baykar Makina). TB2 są szeroko wykorzystywane w Libii do misji bojowych, atakując cele naziemne. Przypuszcza się, że bezzałogowce mogły być częścią dużej partii uzbrojenia tureckiego, które przypłynęło do Libii 18 maja br. na pokładzie statku Ro-Ro „Amazon” z portu Samsun (m.in. MRAP Kirpi i Vuran). Bayraktar operują m.in. w rejonie Trypolisu, gdzie toczą się od kilku miesięcy walki, a jedna z maszyn została uchwycona 9 czerwca br. na filmie wideo.

Prawdopodobnie zarówno Wing Loong, jak i TB2 Bayraktar, obsługiwane są i kierowane przez specjalistów – odpowiednio – emirackich i tureckich. Źródła libijskie wskazują, że na czele zespołu tureckich specjalistów i doradców, z bazą w rejonie Trypolisu, stoi turecki gen. Irfan Tur Ozsert.

Turcy mają dość uchodźców z Syrii. Trwają nieoficjalne deportacje

W ostatnich tygodniach setki Syryjczyków zostało zmuszonych do powrotu do kraju, twierdzą uchodźcy i organizacje pozarządowe.

Jeżeli Syryjczycy tego nie chcą, nikt ich nie zmusza do powrotu do Syrii. Ich powrót do ojczyzny odbywa się na zasadzie dobrowolności.

Powiedział w ubiegłym tygodniu dziennikarzom Ramazan Seçilmiş, który w tureckiej agencji ds. imigracji kieruje departamentem ds. nieuregulowanej imigracji. Według jego słów trwa obecnie akcja mająca na celu zarejestrowanie nieudokumentowanych imigrantów.

Według relacji Syryjki Namy, z miasta Giazantep w południowej Turcji, jej mąż został zatrzymany po tym, jak skontrolowany w drodze do pracy, nie mógł się wylegitymować. Mężczyznę od razu wsadzono  w autobus jadący do Idlib, północnozachodniej prowincji Syrii, zrujnowanej przez syryjsko-rosyjskie naloty, o czym jego rodzina dowiedziała się, dopiero gdy Mahmud zadzwonił do niej już po drugiej stronie granicy. Jak mówi 21-letnia Nama, która od trzech lat mieszka w Turcji, „Boję się o jego bezpieczeństwo. Idlib to niebezpieczne miejsce”.

Uchodźcy i azylanci nie mogą być zmuszani do powrotu do jakiejkolwiek części Syrii, tak długo, jak nie zostaną spełnione warunki do bezpiecznych i dobrowolnych powrotów.

Tak wypowiadał się Rzecznik Komisji Europejskiej, Carlos Martin Ruiz de Gordejuela. Jak powiedział we wtorek, UE jest „przekonana”, że Turcja przyjrzy się tym oskarżeniom i podejmie „stosowne działania”.

Dotychczas Erdoğan promował politykę otwartych drzwi, deklarując poparcie dla syryjskiej opozycji. Jak podaje portal Onet,  od wybuchu wojny domowej w 2011 roku w Turcji urodziło się 430.000 syryjskich dzieci, z których większość rodzice posłali do tureckich szkół. Jednak po 8 latach nastroje społeczne zmieniają się na niekorzyść przybyszy z Syrii. Z lipcowego sondażu przeprowadzonego przez Konda Research wynika, że zaledwie 21 procent respondentów chciałoby mieć za przyjaciół lub sąsiadów Syryjczyków, dwa razy mniej niż trzy lata temu. Wielu oskarża Syryjczyków o to, że zabierają im pracę i doprowadzają do przeciążenia usług publicznych. Jednocześnie w kraju trwa bolesne spowolnienie gospodarcze, które uwolniło szalejącą inflację i pozbawiło pracy miliony Turków.

3,6 miliona Syryjczyków chciałoby pozostać w Stambule, a to nie jest liczba, z którą miasto mogłoby sobie poradzić.

Komentował Seçilmiş. Do działań wezwał rząd nowy prezydent Stambułu, Ekrem İmamoğlu. Według oficjalnych danych w Stambule, w którym mieszka około 16 milionów ludzi, zarejestrowanych jest 547 tys. Syryjczyków. Miejscowy gubernator dał Syryjczykom, którzy są zarejestrowani w innych prowincjach, czas do 20 sierpnia na opuszczenie Stambułu. Media, powołując się na gubernatora, informują, że już ponad 2.600 Syryjczyków zostało usuniętych z miasta.

A.P.

 

 

 

Turcja zaostrza kontrolę internetu. Najwyższa Rada Radia i Telewizji obejmie kontrolą nadawców treści on line

„Największy krok w historii tureckiej cenzury” – takie głosy słychać wśród przeciwników nowego prawa, zgodnie z którym licencji będą potrzebować internetowe radia i telewizje oraz serwisy VOD.

W  ostatni czwartek Ankara wprowadziła ze skutkiem natychmiastowym  dekret podporządkowujący tamtejszych nadawców działających w internecie kontroli ze strony Najwyższej Rady Radia i Telewizji (RTUK).

Celem tej regulacji jest ustanowienie metod i zasad regulowania przedstawień i świadczeń radia, telewizji i usług programów na życzenie, przekazywania licencji na nadawanie dostawcom usług medialnych […] i nadzór nad rzeczonymi transmisjami.

Tak jak informuje Reuters, brzmi fragment uchwalonego w ubiegłym tygodniu prawa. Zapisy stosuję się do z jednej strony gigantów rynku VOD jak Netflix, ale także do lokalnych serwisów streamingowych jak PuhuTV czy BluTV. W przypadku niepodporządkowania się zaleceniom RTUK grozić im mogą kary finansowe lub nawet utrata licencji. Rzeczniczka Netlixa w Turcji zapowiedziała, że dostosują się do nowych przepisów.

Regulacja dająca RTUK prawo do cenzury internetu weszła dzisiaj w życie … Niedługo, dostęp do platformy Netflix lub do programów informacyjnych z zagranicy … może być zablokowany.

W tych słowach wypowiadał się prof. Yaman Akdeniz, ekspert od praw człowieka i cyberbezpieczeństwa i prorektor Istanbul Bilgi University.

Jak komentują wirtualne media, prezydent Recep Tayyip Erdoğan od czasu próby zamachu z 2016 r. stosuje represje wobec opozycyjnych mediów. |W lutym ub.r. turecki sąd skazał na dożywocie sześciu dziennikarzy i pracowników mediów, wśród nich Ahmeta Altana, redaktora naczelnego dziennika „Taraf” oraz wpływową turecką dziennikarkę Nazli Ilicak, a w kwietniu uwięziono kolejnych 13 pracowników mediów.

A.P.

Zbigniew Stefanik: Co dalej z demokracją w Tunezji?

Po śmierci 92-letniego prezydenta Tunezji demokratyczna przyszłość tego i tak niestabilnego politycznie państwa stoi pod wielkim znakiem zapytania.

Zbigniew Stefanik prosto z Francji komentuje śmierć 92-letniego prezydenta Tunezji.  Al-Badżi Ka’id as-Sibsi był historycznie patrząc, pierwszym Tunezyjskim prezydentem, wybranym w demokratycznych wyborach:

 27 czerwca tego roku prezydent dostał wylewu, a jego stan zdrowia był bardzo poważny.

Doszedł on do władzy po tzw. Arabskiej Wiośnie w 2011 roku. Tunezja, będąca państwem muzułmańskim, zagrożona jest poważną niestabilnością polityczną:

W tym kraju trwają spory społeczno-polityczne, które dają się we znaki zarówno rządzącym, jak i mieszkańcom.

Od kilku miesięcy przez kraj ten przewijają się wielotysięczne demonstracje. Kolejnym problemem kraju jest zmaganie się ze zjawiskiem szeroko pojętego islamizmu. Po tzw. Czarnej Dekadzie w Algierii islamiści algierscy schronili się na granicy tunezyjsko-algierskiej. Ostatni zamach w Tunezji miał miejsce 27 czerwca tego roku.  Obecnie, krajem tym rządzi muzułmańska partia, którą można porównać do partii Erdogana rządzącej w Turcji. Dotychczas partia ta przeprowadziła szereg istotnych reform. Jedną z nich było zdobycie przez kobiety prawa do dziedziczenia:

Tunezja to kraj, który ma być dowodem na to, że kraj muzułmański może być również krajem demokratycznym.

Tunezja jest również krajem, do którego co roku przyjeżdża wielu turystów. Niestety ataki terrorystów zniechęcają wczasowiczów do podróży w te rejony świata. Po militarnej klęsce ISIS na Bliskim Wschodzie radykalni islamiści mogą przenieść swoje główne bazy właśnie do Tunezji, w której od dawna działają dosyć dobrze zorganizowane grupki:

Grupy te czekają na dogodny moment, by zaatakować.

Również zła sytuacja polityczna w Algierii stanowi duże zagrożenie dla tego kraju. Niestabilność Tunezji może mieć również wpływ na kraje Europy ze względu na ruchy emigracyjne,  a także ze względów gospodarczych. Już od lat Afryka Północna jest partnerem gospodarczym Europy:

Destabilizacja tego regionu politycznego może doprowadzi do kolejnego kryzysu.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.K./M.K.

Symboliczna kara dla Microsoftu za liczne oszustwa, korupcje i łapówki. Zapłacą jedynie 26 milionów dolarów

Za podobne przestępstwo, jeszcze miesiąc temu Walmart, zapłacił karę 282 milionów dolarów. Co spowodowało, że wysokość kary dla Microsoftu jest tak niska?

Jak podaje techspot.com, wysoko postawieni pracownicy Microsoftu na Węgrzech dopuścili się licznych oszustw. Doszło do korupcji wobec rządowych oficjeli, w wyniku czego w latach 2013-2015 pracownicy mogli realizować swoje nielegalne interesy. Sprzedawali oni lokalnym dystrybutorom oprogramowania z 30% zniżką, a ci następnie odsprzedawali je podmiotom rządowym. Cena ta jednak była znacznie wyższa, zbliżona do ceny oficjalnej:

Różnice w cenach wykorzystywano do wręczania przedstawicielom rządu łapówek, które nakłaniały ich do kolejnych zamówień i marnowania pieniędzy publicznych.

Te nielegalne działania sprawiły, że  Microsoft zarobił dodatkowo, aż 13,78 miliona dolarów. Gdy sprawa wyszła na jaw, szefostwo od razu zwolniło pracowników zamieszanych w oszustwa. Ponadto doszło do zerwania kontraktów z czterema dystrybutorami oprogramowania.

Kwota ugody jest symboliczna i wynosi zaledwie 26 milionów dolarów. Natomiast wysokość kary nałożona na Walmart za podobne przestępstwa wyniosła w zeszłym miesiącu 282 miliony dolarów.

Amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd oświadczyła, że podczas audytu w Turcji, Tajlandii i Arabii Saudyjskiej również wykryto pewne istotne nieprawidłowości. Na przykład w  Arabii Saudyjskiej wszystkie koszty podróży i  prezentów wręczanych członkom saudyjskiego rządu, pokrywano z nielegalnego funduszu opiewającego na 400 000 dolarów:

Kupowano prezenty w postaci mebli, laptopów i tabletów i innego sprzętu wykorzystywanego przez agencje rządowe.

M.K.