Stefanik: Turcja apeluje o bojkot francuskich produktów. Drugi lockdown nad Sekwaną wydaje się na przesądzony

Zbigniew Stefanik o tureckich oskarżeniach wobec Francji, bojkocie produktów i cyberatakach oraz o sytuacji epidemicznej i ekonomicznej nad Sekwaną w kontekście spodziewanego drugiego lockdownu.

Prezydent Turcji stwierdził w zeszłym tygodniu, że prezydent Francji potrzebuje badań psychiatrycznym. W odniesieniu do Macrona mówi „ten osobnik, który rządzi Francją”.

Zbigniew Stefanik przedstawia trwający spór między Paryżem a Ankarą. Według tej ostatniej francuskie władze zachęcają do postaw niechętnych islamowi. Turcja wezwała do bojkotu francuskich produktów, do którego przyłączył się Katar. Zaatakowane zostały witryny internetowe francuskich firm. Zostały na nich opublikowane treści obraźliwe dla Francji i propaganda islamistyczna w języku angielskim. Tymczasem obok problemów międzynarodowych Republika ma także te natury wewnętrznej. Coraz głośniej mówi się o drugim lockdownie.

Eksperci apelują o wprowadzenie lockdownu na okres dwóch-trzech tygodni. Stan nadzwyczajny potrwa do połowy lutego przyszłego roku.

Korespondent polskich mediów we Francji wskazuje, że zdaniem specjalistów sytuacja epidemiczna nad Sekwaną może się poprawić na wiosnę, jeśli zostaną wprowadzone odpowiednie ograniczenia.  Czy te ostatnie wytrzyma jednak francuska gospodarka?

Prognozowana recesja na ten rok to 20 pkt proc. na minusie. Dług publiczny już przekroczył 115 proc. rocznego PKB.

Rząd francuski szykuje rozwiązania, które pogodziłoby walkę z pandemią i troskę o uchronienie gospodarki przed upadkiem. Nie wiadomo, czy potencjalny lockdown będzie taki jak na wiosnę, czy w innej formie. To, że jednak zostanie on wprowadzony, wydaje się przesądzone.

Macron zapowiadał przed drugą falą Covidu, że Francja będzie dysponowała 10 tys. łóżek covidowych w szpitalach. Tak się jednak nie stało.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Krzysztof Kolany: Polityka dodruku pieniądza powoduje, że złoto wraca do łask

Główny analityk portalu Bankier.pl mówi o końcu globalnego systemu finansowego opartego o petrodolara.

Kursy kontraktów terminowych na złoto spadły na początku pandemii, jednak bardzo szybko się podniosły. W lipcu pobity został rekord wszechczasów.

Krzysztof Kolany mówi, że w dobie kryzysu inwestorzy zwracają się ku złotu, gdyż są pewni, że nie straci ono drastycznie na wartości.

Cena złota ustabilizowała się na poziomie 900 dolarów za uncję. Na razie na tym rynku mamy ciszę i spokój.

Analityk stwierdza, że rola banków centralnych na rynku złota w ostatniej dekadzie nieco wzrosła:

Banki centralne na Zachodzie przestały złoto wyprzedawać, zaś na Wschodzie zaczęto je intensywnie wykupywać. Przez poprzednie pół wieku ten kruszec był na banicji.

Polska w zeszłym roku podwoiła swoje rezerwy złotowe, kupując 120 ton.

W ostatnich latach prymat na tym rynku posiadały Chiny, wyprzedzając Turcję i Rosję.

Krzysztof Kolany dodaje, że prywatni inwestorzy zachodni wykazują duże zapotrzebowanie na złoto.

Bardzo prawdopodobne, że polityka dodruku pieniądza doprowadzi do dalszego wzrostu wartości tego surowca.

W opinii gościa „Poranka WNET” światowy system finansowy oparty o „petrodolara” wymaga szybkiej i daleko idącej reformy:

Być może złoto wróci do systemu jako coś, co zwiększa zaufanie do pieniądza.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T. / A,W.K.

Repetowicz: Armenia jest osamotniona przeciwko Azerbejdżanowi. Jej największym sojusznikiem są trudne do zdobycia góry

Korespondent wojenny Witold Repetowicz mówi o azerskich zbrodniach wojennych, biernej postawie Rosji i Zachodu oraz pretensji Ormian wobec społeczności międzynarodowej o brak pomocy.

W Stepanakercie nieustannie słychać strzały.

Witold Repetowicz relacjonuje sytuację w Górskim Karabachu, gdzie trwają azerskie bombardowania:

Ludzie żyją głównie pod ziemią, wychodzą bardzo rzadko. Mimo to, Azerbejdżanowi nie udało się złamać ducha walki Ormian.

Korespondent mówi o „dzikich zwyczajach” Azerów, którzy niejednokrotnie obcinają uszy swoim ofiarom.

W Górskim Karabachu trwa regularna, brutalna wojna. Wiemy o zbrodniach wojennych Azerbejdżanu, m.in. o zbombardowaniu szpitala. Od początku wiadomo, że to Azerowie są stroną silniejszą,

Gość „Poranka WNET” mówi o dotkliwym osamotnieniu Armenii w walce z wrogiem:

Turcja chce zniszczyć państwowość ormiańską, tak samo jak to robiła 100 lat temu razem z bolszewicką Rosją.

Moskwa próbowała doprowadzić do zawieszenia broni w Górskim Karabachu. Okazało się ono niemożliwe ze względu na sprzeciw Turcji.

Rosja nie stanęla jednoznacznie po stronie Ormian, by nie tracić pozycji mediatora.

Zdaniem Witolda Repetowicza nie można na razie mówić o „wielkiej wiktorii” Azerbejdżanu.

Największym sojusznikiem Armenii są trudne do przebycia góry.

Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego nie wyklucza, że w najbliższym czasie wyjazd z Górskiego Karabachu może być niemożliwy. Jak dodaje:

Wielu ludzi straciło bliskich i dorobek swojego życia. Niestety, na tym polega wojna. Ormianie mają duży żal do świata. Czują, że stawiają opór innej cywilizacji.

Witold Repetowicz opisuje również sytuację epidemiczną w Górskim Karabachu:

Nikt tutaj nie ma czasu zajmować się koronawirusem, wszyscy walczą o przetrwanie.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T / A.W.K.

Bojadżjan: Turcja masowo wysyła do Armenii tych samych dżihadystów, którzy ucinali głowy syryjskim chrześcijanom

Prezes Ormiańsko-Polskiego Komitetu Społecznego Hraczja Bojadżjan wskazuje, że jedynym rozwiązaniem konfliktu azersko-ormiańskiego jest uznanie niepodległości Górskiego Karabachu.


Hraczja Bojadżjan mówi o bombardowaniach Stepanakertu, stolicy Górskiego Karabachu:

Pokojowe rozwiązanie tego konfliktu jest możliwe tylko wtedy, jeżeli Unia Europejska przestanie udawać, że nie widzi problemu.

Gość „Poranka WNET” postuluje uznanie przez społeczność międzynarodową niepodległości Górskiego Karabachu.

Turcja masowo wysyła do Armenii tych samych dżihadystów, którzy ucinali głowy syryjskim chrześcijanom. Fakty są takie, że Armenia jest osamotniona.

Rozmówca Magdaleny Uchaniuk podkreśla, że Ormianie mieszkający w Polsce zawsze wiernie służyli Rzeczpospolitej:

W związku z tym liczymy na radykalne poparcie Armenii. Póki co, prezydent Andrzej Duda wypowiada się zachowawczo.

Hraczja Bojadżjan przestrzega, że brak ingerencji społeczności międzynarodowej w konflikt azersko-ormiański doprowadzi do czystek etnicznych.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T. / A.W.K.

Repetowicz: Białoruś przesyłała rakiety Azerbejdżanowi. Wejście Turcji na Górny Kazukaz powoduje, że może wejść też Iran

Witold Repetowicz o tym, czemu konflikt w Górskim Karabachu nie jest wojną zastępczą między Rosją i Turcją oraz o postawie Kremla wobec konfliktu i ofiarach walk.


Witold Repetowicz przedstawia sytuację w stolicy separatystycznej Republiki Górskiego Karabachu. Stepanakert jest wyludniony- większość kobiet i dzieci wyjechało. Dziennikarz, że w konflikt na Kaukazie zaangażowany jest nasz wschodni sąsiad:

Białoruś jest członkiem Organizacji Układu Bezpieczeństwa Zbiorowego. Przesyłała rakiety Polonez Azerbejdżanowi. […] Ormianie mają do tego bardzo negatywny stosunek.

Wsparcie Łukaszenki dla Azerbejdżanu potwierdza fakt, że w konflikt ten nie angażuje się Rosja. Ta bowiem mogłaby łatwo wpłynąć na niego, by przestał sprzedawać broń Baku. Tymczasem ze strony Rosji nie ma żadnego wsparcia, choćby w postaci sprzedaży broni, dla jej armeńskich sojuszników. Przed obecną ofensywą Azerbejdżanu Moskwa sprzedawała broń obu państwom.

Mówienie, że jest to konflikt zastępczy między Turcją a Rosją jest jakimś totalnym nieporozumieniem. Rosja nie jest zaangażowana w ten konflikt ani militarnie, ani nawet politycznie nie wyraziła swego jednoznacznego poparcia dla strony ormiańskiej.

Celem Kremla jest sprowadzenie do Górskiego Karabachu swych sił pokojowych, na co sami Ormianie się nie zgadzają. Baku szuka wsparcia nie tylko w Moskwie, ale też w Waszyngtonie, Paryżu, czy Atenach.

Wejście Turcji na Górny Kaukaz całkiem zmienia układankę, powoduje, że w każdej chwili może wejść także Iran.

Dziennikarz wskazuje, że nie można rozłączać tego, co się dzieje na Morzu Śródziemnym, z wydarzeniami na Kaukazie. Łączy je bowiem turecki ekspansjonizm.

Jest ogromna liczba zniszczeń, jeśli chodzi o domy i sklepy. To jest bardzo brutalna wojna, z dużą ilością ofiar.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Azerka: Ormianie bombardują terytoria odległe od Górskiego Karabachu. Chcą sprowokować Azerbejdżan do odpowiedzi ogniem

Mieszkanka Gandży w Azerbejdżanie o bombardowaniach swego miasta- jego ofiarach i celu jakiemu mają służyć oraz o międzynarodowych sojusznikach obu stron i ryzyku globalnego konfliktu.


Emina Isaeva pochodząca z miasta Gandża w Azerbejdżanie wyjaśnia czemu jej kraj nie może zaatakować Armenii.

Wojna jest na Górskim Karabachu – tam wojsko broni naszej ziemi i tam są walki. […] Ormianie natomiast rozpoczęli ostrzał terytoriów dalekich od Górskiego Karabachu. Robią to po to, by sprowokować Azerbejdżan.

Podkreśla, że Baku nigdy nie atakowało Armenii i jej ludności cywilnej, tylko Górski Karabach. Według relacji naszego gościa to Ormianie prowokują wojska azerskie w Górnym Karabachu.

Bombardowanie cywilnych miast jest po to, żebyśmy zaczęli odpowiadać ogniem na ogień.

Jeśliby do tego doszło, po stronie Erywania będzie musiała wystąpić Moskwa. Baku wesprze wtedy jednak Ankara. Skutkiem będzie globalna wojna. Azerbejdżanka wspomina bombardowanie swego miasta, którego była świadkiem:

29 września byłam w domu razem z siostrą […]. Nagle usłyszałam dźwięk uderzenia. Otworzyłam okno i zobaczyłam dym. Wtedy w to miejsce spadła bomba. […] Nigdy wcześniej nie było ataków na Gandżę.

Gandża znajduje się, ok. stu kilometrów od strefy konfliktu. Do kolejnego ataku na miasto doszło w nocy 11 października.  Nasza rozmówczyni przedstawia bilans strat w jej mieście, w wyniku tego ataku:

9 osób, w tym dzieci zginęło, ok. 30 zostało rannych. […] Wszystkie te osoby były cywilami.

Wskazuje, że w pobliżu miejsca bombardowania była jej koleżanka, która na szczęścia razem ze swoją rodzina była wówczas poza domem. Wiele ludzi nie miało takiego szczęścia- stracili oni swoich bliskich pod gruzami. Helena Gruszewska wyjaśnia, że Isaeva jest zwykłą dziewczyną, 23-latką, pochodzącą z miasta, które dotąd jedynie przyjmowało uchodźców, ale samo nie było w obszarze walk.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Repetowicz: Kreml zachowuje dystans od obu stron sporu Górskim Karabachu. Ormianie otrzymują mało pomocy humanitarnej

Bliskowschodni korespondent mówi o tym, jak wygląda aktualnie w stolicy Górskiego Karabachu, Stepanakercie. Tłumaczy rolę Rosji w konflikcie. Mówi o braku pomocy humanitarnej zza granicy.

Witold Repetowicz relacjonuje aktualny stan konfliktu w Górskim Karabachu. mówi, że widać dużą różnicę jeżeli chodzi o życie w Stepanakercie w porównaniu z latem.

Jeszcze dwa miesiące miasto tętniło życiem, w tej chwili jest wymarłe.

O ile naloty na stolicę Górskiego Karabachu zostały wstrzymane, to azerskie lotnictwo wciąż bombarduje wschodnią część regionu; zniszczony został szpital w Martakercie.

Bomba spadła obok szpitala, budynek silnie uszkodziły odłamki.

Jak wskazuje ekspert, Rosja nie jest najbardziej zaangażowanym w konflikt państwem w Górskim Karabachu. Jest nim Białoruś, i to po przeciwnej stronie niż wielki wschodni sąsiad:

Mimo, że Łukaszenka jest mocno uzależniony od pomocy moskiewskiej, to wysłał rakiety Polonez Azerbejdżanowi.

Rozmówca Jasminy Nowak dodaje, że:

Wojska rosyjskie nie biorą udziału w walkach. Kreml próbuje utrzymać równy dystans od obu stron tak długo, jak walki nie odbywają się na terytorium Armenii. W tym momencie nie zgadzam się z określaniem tego konfliktu mianem zastępczej wojny między Rosją a Turcją.

Gość „Kuriera w samo południe” ocenia, że Azerbejdżan nie zrealizował swoich założeń opracowanych przed eskalacją konfliktu w Górskim Karabachu. Prognozuje, że spór w najbliższych dniach się zaostrzy, m.in. wznowione zostaną bombardowania Stepanakertu.

Witold Repetowicz relacjonuje, że pomoc dla Ormian w Górskim Karabachu dociera głównie od diaspory oraz ze stolicy Armenii, Erewania.

Nie spotkałem się świadectwami pomocy humanitarnej zza granicy.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

 

Magdalena Cedro: W sprawie środków unijnych trwa klincz. Chodzi o to, kto pierwszy poczuje się „głodny”

Magdalena Cedro o szczycie przywódców krajów członkowskich UE, negocjacjach ws. Brexitu i środków unijnych oraz o tym, kto najwięcej straci na braku porozumienia.

Ma się w Brukseli odbyć szczyt przywódców 27 krajów. Teraz negocjowana jest umowa handlowa.

Magdalena Cedro mówi, iż może nie dojść do porozumienia brexitowego Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej. Brytyjczycy są skłonni stracić na handlu, gdyż bardziej im zależy na nieodległości.

Jednym z wielu problemów, które krążą wokół tego porozumienia jest zgoda wszystkich członków UE na ratyfikację porozumienia. Dziennikarka „Dziennika Gazety Prawnej” wskazuje, że państwa członkowskich nie chcą głosować nad trapiącymi Unię problemami większością, z pominięciem któregoś państwa.

Na każdej granicy jest jakiś problem, który wymaga wspólnego rozwiązania: Turcja, otrucie Nawalnego, Białoruś. […] Rezultat musi być poparty przez inne państwa.

Duży jest spór wokół powiązania środków unijnych z praworządnością. Jednocześnie tematem dyskusji są koronaobligacje:

By zaciągnąć wspólny dług Unia Europejska musi podnieść pułap dochodów własnych.

Cedro wyjaśnia, że w obecnym konflikcie są trzy strony: parlament europejski, kraje oszczędne pragnące bardzo ścisłego powiązania praworządności oraz Polska i Węgry. Wskazuje na słowa Katariny Barley, która mówiła o „zagłodzeniu finansowym”.

Chodzi o to, kto pierwszy poczuje się „głodny” .

klincz może trwać bardzo długo. Wszystkim krajom zależy żeby jak najszybciej rozdysponować te środki. Czy grozi nam prowizorium budżetowe? Nie wiadomo, natomiast najbardziej straciłyby na tym będące na marginesie sporu kraje Południa.

Pytanie kto weźmie na siebie odium wizerunkowe, tego przez którego nie uchwalono dodatkowych środków.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Dr Surdel: Najlepszym rozwiązaniem byłoby przyznanie Górskiemu Karabachowi autonomii w ramach Azerbejdżanu

Dr Bruno Surdel o metodzie faktów dokonanych, strategicznej przyjaźni Azerbejdżanu i Izraela, roli Rosji i Turcji, najemnikach oraz o szansie na przerwanie walk.


Dr Bruno Surdel wyjaśnia, że z perspektywy Azerbejdżanu „po dwudziestu paru latach bezsilności Grupy Mińskiej” trzeba było coś z tą kwestią zrobić.

Metoda faktów faktów dokonanych, jak pokazała Rosja, jest najlepsza na świecie i nic innego nie można zrobić żeby osiągnąć swoje cele.

Stwierdza, że jego zdaniem najlepszym rozwiązaniem byłoby funkcjonowanie Arcachu (Górskiego Karabachu) jako autonomicznego regionu Azerbejdżanu. Na takie rozwiązanie wyjścia jednak, żadna ze stron nie jest gotowa. Ekspert zauważa przy tym, że Rosja nie będzie bronić ormiańskich separatystów, ale samej Armenii już tak.

Azerbejdżan i Izrael utrzymują bardzo ciepłe bardzo dobre kontakty od wielu lat.

Zauważa, że zachodni sąsiad Iranu jest traktowany przez Tel-Awiw „jako miejsce, z którego można dokonywać pewnych operacji zarówno szpiegowskich, jak i różnych taktycznych i rozpoznawczych w samym Iranie”.  Izrael i Azerbejdżan współpracują ze sobą także na polu energetyki. Dr Surdel zauważa, że na całej sytuacji najbardziej korzysta Turcja, która jest zainteresowana zmianą granic i układu międzynarodowego:

Jest takie słynne powiedzenie prezydenta Erdoğana że świat jest większy niż pięć. Chodzi o to, że jest pięciu stałych członków Rady Bezpieczeństwa.

Turecki prezydent chciałby zaś tą sytuację zmienić. Ankarę oskarża się o sprowadzanie do Azerbejdżanu najemników. Są to  bojownicy z Syrii, w tym syryjscy Turkmeni. Azerbejdżan ze swej strony oskarża Armenię, że po jej stronie walczą Ormianie z Syrii. Jednocześnie mówi się, że

Jest możliwe, iż Iran obecnie wysyła sprzęt, i broń Ormianom do Górskiego Karabachu.

Czy jest możliwy stały pokój w regionie? Zdaniem rozmówcy Jaśminy Nowak nie należy na to liczyć. W uspokojeniu obecnej sytuacji pomóc mogą zaś Rosja i Turcja, które prowadzą ze sobą wojny zastępcze w Syrii i Libii, a jednocześnie współpracują ze sobą energetycznie.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Dr Jabłonka o konflikcie w Górskim Karabachu: Azerbejdżan chce dokończyć rzeź Ormian

Dr Krzysztof Jabłonka nakreśla historyczne tło sporu o Górski Karabach. Przestrzega przed nasilającym się imperializmem Turcji. Mówi również o bitwach: pod Cecorą i pod Lepanto.

 

Dr Krzysztof Jabłonka tłumaczy genezę konfliktu Górskim Karabachu:

Podstawowym błędem jest mówienie, że Górski Karabach jest integralną częścią Republiki Azerskiej.

Historyk przypomina, że 100 lat temu został dokonany podbój Armenii.

2 lata po sowieckich eksperymentach wybuchło powstanie, za które Stalin ukarał Ormian oderwaniem Karabachu. To tak, jakby Białystok, Łomżę i Siedlce przyłączyć do Białorusi. Z drugiej strony, równie dobrze można by mianem separatysty określić Józefa Piłsudskiego.

Zwraca uwagę, że w eskalację konfliktu w  Górskim Karabachu nie angażuje się w sposób bezpośredni Federacja Rosyjska:

Inspiratorem tej całej awantury jest Turcja.

Jak przestrzega historyk:

Strona azerska chce dokończyć rzeź Ormian sprzed 105 lat. Karabach to po polsku czarny ogród. Tym mianem określa się cmentarze.

Zdaniem dr Jabłonki tureckie władze nawiązują do tradycji osmańskiej:

Turcja weszła na drogę ottomanizmu. Już zaczyna się mówić 0 sułtanie Erdoganie.

Dr Jabłonka prostuje wiadomości, jakoby rzeź Ormian miała miejsce w Turcji:

Należy odróżnić imperium od normalnych państw. To tak, jakby mówić, że powstanie warszawskie wybuchło w Niemczech.

Poruszony zostaje również temat bitew pod Cecorą i pod Lepanto w rocznicę tych starć.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.