Łęszczak: Pniewy mogą pochwalić się ekstraklasą futsalu na najwyższym poziomie [VIDEO]

„Nie możemy wstydzić się infrastruktury sportowej” – Damian Łęszczak opowiada o coraz większej liczbie wydarzeń sportowych w Pniewach.

 

 

Kiedy spotykam się z ludźmi w Polsce, to niestety stwierdzam, że Pniewy kojarzą się w miliarderem czyli historią zaprzeszłą, początkiem lat 90-tych. Podczas, gdy my możemy pochwalić się ekstraklasą futsalu – opowiada gość „Poranka WNET”.

Proces powstania klubu piłkarskiego trwał dość długo. Wśród wychowanków Red Dragons są osoby, które występują na stałe w kadrze narodowej futsalu. Sztab szkoleniowy pniewskiego klubu zamierza w następnym sezonie zawalczyć o najwyższe miejsca w tabeli.

Oprócz sportu, jakim jest piłka nożna, w kalendarzu pniewskich imprez sportowych pojawia się triathlon, zawody rowerów MTB i wiele innych dyscyplin sportowych. Jak dodaje dyrektor Ośrodka Sportu i Rekreacji – „Nie możemy wstydzić się infrastruktur sportowej”.

 

M.N.

 

Górski: Nigdy bym nie pomyślał, że zostanę triathlonistą. Żeby się przekonać co się potrafi, trzeba najpierw spróbować

O tym, jak ruch zmienił jego życie, co czuje, kiedy biegnie i jak zrealizował swoje marzenie „dzięki głowie” mówi Jerzy Górski.

Jerzy Górski przedstawia swój życiorys, w którym pewnego czasu zamienił używki na sport i dziś zachęca wszystkich ludzi wokół, aby oprócz skupieniu się na rozwijaniu sił umysłowych oraz duchowych, doskonalić swoją fizyczną stronę.

Jak jesteśmy chorzy, to się nie ruszamy, ruch ukształtował mnie na nowo.

Jak mówi, „zakochałem się w triathlonie”. Jest pewien, że każdy potrafi poprawić swoje warunki fizyczne; wystarczy tylko „zacząć chcieć”. Nasz gość jest tego przykładem. Wybrał triatlon. Efektem jego ciężkiego wysiłku była wygrana Double Iron Triathlonu (podwójny Ironman)  w Huntsville w 1990 r. Dystans 7,6 km pływania, 360 km jazdy na rowerze i 84 km biegu pokonał w czasie 24 godzin, 47 minut i 46 sekund.

Nie miałem prawa tego ukończyć, ale głowa mnie doprowadziła do tego, że zrealizowałem to marzenie.

Tak mówił o biegu, który udało mu się ukończyć mimo kontuzji.

Wsparcie odczuwam od kilkudziesięciu lat, kiedy to jeszcze nie był KGMH. Pierwszą pomoc dostałem od Huty Miedzi.

Następnie mówi o biegowej Lidze Crossowej i wsparciu tej inicjatywy przez KGHM Polska Miedź S.A.

Jak mówi, „to moje nowe życie z miedzią jest związane”. Środowisko związane z przemysłem miedziowym wsparło jego inicjatywy promujące sport. Jak mówi, bez tego wsparcia „nie robiliśmy tego na tę skalę”. Przy okazji organizowanych przez niego wydarzeń sportowych ludzie przekonują się, że mogą zrobić więcej, niż się po sobie spodziewali. Zaznacza, że ruch to „autentycznie recepta na wszystko”.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Mateusz i Henryk Polaczykowie zawodowi kajakarze: Wszystkie przeciwności hartują ducha.

Mieszkający w Szczawnicy Bracia Polaczykowie zdradzają, jak „za kulisami” wygląda kajakarstwo i droga do osiągnięcia zawodowstwa w tej dziedzinie: Dużo krwi, łez, wyrzeczeń, ale warto.

Mateusz i Henryk Polaczykowie to bracia mieszkający w Szczawnicy, która słynie z kajakarstwa. Od pokoleń cała ich rodzina uprawia tę dyscyplinę sportową, a co więcej odnosi w niej wielkie sukcesy. Ojciec Polaczyków był również kajakarzem i zaszczepił tę pasję w swoich dzieciach.

Bracia wspominają Igrzyska Olimpijskie, w których uczestniczyli. Sami z przyczyn organizacyjnych nie mieli okazji brać udziału w pochodach sportowców otwierających Olimpiady, jednak ich brat Grzegorz, który był na Olimpiadzie w Atenach, przyznaje, że było to bardzo emocjonujące wydarzenie.

Polaczykowie przyznają, że kajakarstwo to bardzo wymagający sport, równie pod względem fizycznym, ale również finansowym.

Poza sercem i mięśniami trzeba mieć również zaplecze techniczne.

Obecnie coraz więcej ludzi interesuje się sportem, ruch stał się modny, przybywa również infrastruktury sportowej np. w Krakowie, został wybudowany tor kajakowy, a w Szczawnicy organizowane są zawody kajakarskie.

Mateusz i Henryk Polaczykowie podkreślają, że bardzo ważnym aspektem jest wsparcie Ministerstwa Sportu, a także samorządów terytorialnych.

Wsparcia potrzebują szczególnie kluby sportowe.

Kajakarstwo górskie, które uprawiają bracia Polaczykowie, wymaga od nich dobrego przygotowania fizycznego, dlatego podczas treningów dużo biegają i pływają, a także ćwiczą gimnastykę. Często istotną przeszkodą jest również pogoda, która nieraz utrudnia treningi. Osiągnięcie zawodowstwa jest bardzo czasochłonne.

Trzeba latami trenować. Małymi krokami do przodu.

Mateusz i Henryk Polaczykowie działają także jako popularyzatorzy sportu. W Krościenku nad Dunajcem organizowane są szkolenia kajakowe dla dzieci.

Najtrudniej jest zacząć, potem jest coraz łatwiej.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P./M.K.

Magda Linette, ostatnia Polka we French Open, podobnie jak Agnieszka Radwańska odpadła w trzeciej rundzie turnieju

Magda Linette przegrała w Paryżu z rozstawioną z numerem 5 Ukrainką Jeliną Switoliną 4:6, 5:7 . Tenisistka z Poznania po raz pierwszy w karierze dotarła do tego etapu wielkoszlemowej rywalizacji.

Pierwotnie 94. w rankingu WTA Linette i szósta w tym zestawieniu Switolina miały zmierzyć się na zakończenie sobotnich zmagań na korcie centralnym. Z powodu deszczu, który zaczął padać późnym popołudniem, najpierw spotkanie czekających na poprawę pogody zawodniczek zostało przesunięte na inny obiekt, a następnie przełożone na kolejny dzień. Ostatecznie pierwsza w karierze konfrontacja tych tenisistek odbyła się na korcie im. Suzanne Lenglen, drugim co do wielkości obiekcie French Open.

Zdecydowaną faworytką tego meczu była Ukrainka, która jest najlepszą tenisistką tego sezonu – prowadzi w rankingu „Road to Singapore”. Wygrała w tym roku cztery imprezy: w Tajpej, Dubaju, Stambule i Rzymie, a w całej karierze ma w dorobku osiem tytułów. Turniej w stolicy Włoch był ostatnim sprawdzianem przed paryską rywalizacją.

25-letnia Polka w drugiej fazie zmagań sprawiła niespodziankę, eliminując rozstawioną z „29” Anę Konjuh. Po meczu przyznała jednak, że Chorwatka popełniła bardzo dużo błędów. Poznanianka zapowiadała walkę ze znacznie wyżej notowaną i młodszą o dwa lata Ukrainką i słowa dotrzymała.

O zwycięstwie Switoliny w obu setach przesądziło jedno przełamanie. Urodzona w Odessie zawodniczka od początku starała się narzucić Linette swoje warunki gry i kontrolować przebieg pojedynku. Bardzo cennego, jak się później okazało, „breaka” zanotowała już w trzecim gemie. W końcówce poznanianka popełniła dwa błędy. Linette nie rezygnowała z walki – nieraz popisywała się odważnymi uderzeniami w głąb kortu, które wcześniej były znakiem rozpoznawczym przeciwniczki. Przy stanie 3:5 obroniła piłkę setową, ale kolejnego gema już przegrała.

Polka nie poddawała się i przez niemal całą drugą partię trwała walka „gem za gem”, a kibice obejrzeli wiele efektownych wymian z ciekawymi zagraniami z obu stron. Linette była czujna i skoncentrowana, ale może mieć do siebie pretensje o sytuację przy stanie 2:1. Przy podaniu Ukrainki prowadziła 40:15, ale zmarnowała trzy kolejne okazje na przełamanie, a potem jeszcze jedną. Sama dwukrotnie wybroniła się przed „breakiem”. W dziewiątym gemie popisała się ładnym uderzeniem w biegu, gdy zdobyła punkt w trudnej sytuacji.

Na końcówkę tej odsłony Switolina uruchomiła jednak dodatkowe pokłady energii i ponownie starała się dominować. W efekcie zawodniczki wymieniały się uderzeniami po skosie w okolicach linii końcowej. W decydującym momencie Polce zabrakło nieco chłodnej głowy. Przy stanie 5:5 zanotowała dwa błędy, a przy ostatnim punkcie do faworytki uśmiechnęło się szczęście – piłka po jej uderzeniu przeszła po siatce i spadła tuż za nią – Linette nie miała szans, by do niej dobiec. Tym samym Ukrainka zaliczyła przełamanie, a po chwili dokończyła dzieła, wygrywając bez straty punktu ostatniego gema.

 

Pap/aa

PWPW podpisała umowę z Polskim Związkiem Zapaśniczym. Spółka zostanie strategicznym sponsorem zapaśniczej federacji

Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych będzie wspierać polskich zapaśników. Dzięki sponsorowi strategicznemu ta ważna dyscyplina polskiego sportu ma szansę nawiązać do swoich największych sukcesów.

Do tej pory byliśmy znani głównie z działań historycznych – pomagaliśmy w sprowadzaniu szczątków polskich oficerów, pułkownika Ignacego Matuszewskiego i majora Henryka Floyara-Rajchmana, budowaliśmy pamięć o powstańcach warszawskich. Chcemy także realizować strategię polskiego rządu, w której zawiera się opieka biznesu nad sportem. Za sprawą tej pomocy młodzież może zająć się sportem i osiągać wyniki ku chwale kraju – mówił Piotr Woyciechowski – prezes Zarządu Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych podczas uroczystości podpisania umowy z Polskim Związkiem Zapaśniczym.

Zapasy od dziesięcioleci stanowiły jedną z najmocniejszych stron polskiego sportu. Zawodnicy tej dyscypliny przywozili medale i nagrody z najważniejszych imprez. Mimo tych zasług, Polski Związek Zapaśniczy – podobnie jak wiele innych związków sportowych – borykał się w III RP z problemami związanymi z niestabilną sytuacją finansową.
Ta sytuacja ulegnie zmianie dzięki Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych. PWPW wspomagać będzie rozwój zapasów zarówno na poziomie szkolenia młodych zawodników, jak i sportu profesjonalnego. Umowę podpisali prezes PWPW Piotr Woyciechowski i wiceprezes Polskiego Związku Zapaśniczego, Andrzej Wroński.

Prezes Piotr Woyciechowski, minister sportu Witold Bańka/foto: PAP

Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych wspierać będzie dyscyplinę mającą ogromny potencjał. 26 medali olimpijskich dało polskim kibicom ogromną satysfakcję. Powstały Kodeks Dobrych Praktyk Sponsoringowych ma pomagać przy wsparciu spółek Skarbu Państwa w rozwoju przynoszących sukcesy dyscyplin sportu. Resort angażuje się w stworzenie warunków popularyzacji zapasów, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży – powiedział po podpisaniu umowy minister sportu i turystyki Witold Bańka.

– Zarząd spółki zdecydował o nawiązaniu współpracy, mając na uwadze dokonania polskich zapaśników na arenie międzynarodowej w ostatnich 50 latach. Umowa przewiduje struktury wydatków Związku i stanowi nowy kierunek promocji PWPW – powiedział Piotr Woyciechowski. W czasie uroczystości prezes PWPW ujawnił, że w latach 80. ubiegłego wieku uprawiał zapasy w stołecznej Legii pod kierunkiem olimpijczyka i wychowawcy medalistów, Bolesława Dubickiego.
Wiceprezes zapaśniczego związku i dwukrotny mistrz olimpijski z Seulu 1988 i Atlanty 1996 Andrzej Wroński wyraził nadzieję, że umowa z PWPW o sponsorowaniu związku i pierwszej w Polsce zawodowej ligi będzie kontynuowana do igrzysk olimpijskich w Tokio w 2020 roku. Andrzej Wroński podkreślił wychowawczy wymiar uprawiania zapasów, a zwłaszcza obecny wśród najlepszych zawodników etos fair-play.

 PWPW SA stała się strategicznym sponsorem Polskiego Związku Zapaśniczego oraz tytularnym Krajowej Ligi Zapaśniczej, która przyjmie nazwę – PWPW Krajowa Liga Zapaśnicza.

W najbliższą niedzielę – inauguracja sezonu wyścigowego na Służewcu! 73 sezon z pewnością dostarczy wiele emocji

Sezon rozpocznie się 23 kwietnia i potrwa do 19 listopada. Miłośnicy sportu królów w ciągu 54 dni wyścigowych zobaczą w sumie 452 gonitwy. Łączna pula nagród w 2017 roku wyniesie ponad 8 mln zł.

Już w najbliższą niedzielę 23 kwietnia o 14.00 zostanie zainaugurowany 73 sezon wyścigowy. Po zimowej przerwie na widzów czeka 54 pełnych sportowych emocji dni gonitw, które rozegrane zostaną na stołecznym Torze Wyścigów Konnych Służewiec.

W tym roku zaplanowano łącznie 452 gonitwy: 269 biegów dla folblutów, 163 dla arabów i 20 dla kłusaków francuskich. Łączna pula nagród  nieznacznie przekroczy 8 mln zł. Do najciekawszych wydarzeń sezonu 2017 na pewno należy zaliczyć: Otwarcie Sezonu (23 kwietnia), Nagrodę Rulera (21 maja), Derby Galę (2 lipca), Nagrodę Liry/Oaks (30 lipca), Dzień Arabski (20 sierpnia), Nagrodę St. Leger (27 sierpnia) oraz Wielką Warszawską (24 września).

W dniu inauguracji odbędzie się 8 gonitw z udziałem 64 koni. Zgodnie z tradycją, przed pierwszą gonitwą i słynnym „Ruuuszyły…” nad torem zabrzmi „Bomba w górę” – przebój w wykonaniu Jaremy Stępowskiego. Potem na scenie pozostaną już tylko główni aktorzy – konie i dosiadający ich jeźdźcy.

W pierwszym biegu sezonu starsze folbluty będą rywalizowały w handicapie o Nagrodę Dandolo. Ciekawostką jest trzeci z rzędu udział w tej gonitwie trenowanego przez Macieja Jodłowskiego Szameta. Oprócz niego do wyścigu zgłoszono m.in. Bowiego, Suwenira i Novitora. W zeszłym sezonie zaprezentowały się one służewieckiej publiczności z dobrej strony.

Interesująco zapowiada się trzecia niedzielna gonitwa, czyli Memoriał Tomasza Dula, do którego zostało zgłoszonych siedem trzyletnich ogierów. Najwyższą wagę w handicapie generalnym mają irlandzkie Blue Connoisseur i Freddyisready oraz polski Magnetic. Niezłe są także Umberto Caro i Strzelin.

Nie mniej ciekawie może wyglądać piąta gonitwa z udziałem trzylatków. Chociaż jest to bieg III grupy, to wystąpią w nim konie, z którymi trenerzy wiążą spore nadzieje: Eluzzam, Chant Soldier, Piemont, Polish Spirit, Meltimo, Illdowhatican oraz Almenar.

Na zakończenie pierwszego dnia odbędzie się bieg o Nagrodę Skowronka. Młody służewiecki trener Maciej Kacprzyk zgłosił do niego aż trzy bardzo mocne „alkhalediahy”: Shadwana, Burkana i Salmana. O płatne miejsca powinny powalczyć także pozostałe silne araby – Szakur, Etorio, Estarion i Horacy.

Z myślą o najmłodszych została przygotowana specjalna strefa, gdzie dzieci będą mogły poskakać na minibungee, pojeździć na kucykach, zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie w fotobudce, a po szaleństwach na placu zabaw zjeść darmową watę cukrową. Dla wszystkich zaś zgłodniałych widzów strefa gastronomiczna będzie dostępna w przerwie między pasjonującymi gonitwami.

Na Tor najlepiej dostać się komunikacją miejską, m.in. jeżdżącym co pół godziny z pętli przy stacji Metro Wilanowska bezpośrednio na tor „wyścigowym” autobusem linii 300 lub jadącymi w kierunku Piaseczna autobusami linii 709, 715, 727, 739 (przystanek na żądanie „Wyścigi”) oraz tramwajami: 4, 10 i 35 na pętlę Wyścigi, skąd trzeba przejść kładką do Alei Wyścigowej. Na Służewiec można również dojechać samochodem – wjazd od ulicy Puławskiej 266.

Bilety wstępu od 5 zł. Dzieci i młodzież szkolna do 18 lat oraz seniorzy od 60 roku życia wchodzą za darmo. Bilety można również nabyć na www.eventim.pl.

Więcej informacji na www.torsluzewiec.pl

Puchar Świata w skokach: Polska trzecia w konkursie drużynowym w Planicy. W sobotnich zawodach zwyciężyli Norwegowie

Polscy skoczkowie narciarscy zajęli w Planicy trzecie miejsce w ostatnim w sezonie drużynowym konkursie Pucharu Świata. Biało-czerwoni są już niemal pewni zwycięstwa w klasyfikacji Pucharu Narodów.

Sobotni konkurs nie układał się początkowo po myśli podopiecznych trenera Stefana Horngahera. Piotr Żyła wylądował na 220. metrze i po pierwszej z ośmiu kolejek skoków drużynowi mistrzowie świata z Lahti zajmowali dopiero szóste miejsce. Kłopoty w locie miał też Dawid Kubacki. Uzyskał tylko 201 m, ale otrzymał 16,8 pkt za niekorzystny wiatr, co pozwoliło awansować biało-czerwonym o jedną lokatę. Więcej szczęścia, jeżeli chodzi o warunki, miał Maciej Kot i z tego skorzystał – zanotował 140 m, ale nie zmieniło to sytuacji jego i kolegów.

W trakcie konkursu wielokrotnie zmieniano belkę startową. Przed skokami czołowych zawodników obniżono ją z 10. na ósmą. Kamil Stoch uzyskał 227,5 m i Polacy na półmetku byli tuż za podium. Na nim znaleźli się Niemcy przed Norwegami i Słoweńcami. Austriacy – najgroźniejsi rywale biało-czerwonych w walce o zwycięstwo w klasyfikacji Pucharu Narodów – plasowali się na piątej pozycji. Wśród nich odległością nie błysnął lider klasyfikacji generalnej PŚ Stefan Kraft – 220,5 m.

W finałowej serii biało-czerwoni walczyli z Austriakami o najniższy stopień podium, bo słabiej skakali gospodarze. Żyła miał kłopoty w locie, ale mimo to uzyskał 233,5 m i zapewnił awans drużyny do „trójki”. Mistrzowie świata stracili jednak tę lokatę po kolejnym skoku Kubackiego – 209 m. Najrówniejszy tego dnia spośród nich był Kot, który tym razem odnotował 241 m i ponownie polscy kibice cieszyli się z trzeciej pozycji swoich ulubieńców.

Najwięcej emocji przyniosła ostatnia tura – skaczący przed Stochem Kraft poleciał na 251 m. Wydawało się, że dwukrotny mistrz olimpijski z Soczi ma małe szanse na poprawienie tego osiągnięcia, tym bardziej, że przed jego próbą obniżono rozbieg. Wylądował jednak pół metra dalej, ustanawiając rekord kraju (245,5 m Żyły z Vikersund przetrwał tydzień) i obiektu. Po chwili utonął w ramionach kolegów z reprezentacji.

Tego dnia wszystkich zdeklasowali Norwegowie. Nad drugimi Niemcami mieli prawie 50 pkt przewagi. W zwycięskiej ekipie szczególnie imponował Robert Johansson, który uzyskał 246 i 246,5 m. To on jako pierwszy w sobotę ustanowił rekord skoczni – podczas treningu miał 250 m.

Polacy poprzednio w Planicy na podium w drużynie byli raz – w 2009 roku zajęli drugie miejsce.

Biało-czerwoni nigdy wcześniej nie triumfowali w klasyfikacji Pucharu Narodów, a tylko raz – w sezonie 2010/11 – zmieścili się w czołowej trójce. Teraz prowadzą i przed kończącym sezon niedzielnym konkursem indywidualnym mają 276 punktów przewagi nad czwartymi w sobotę Austriakami. Tylko niesamowity zbieg okoliczności mógłby ich pozbawić historycznego i prestiżowego sukcesu.

W pięciu wcześniejszych zawodach drużynowych PŚ w tym sezonie Polacy zawsze stawali na podium. Odnieśli dwa zwycięstwa (pierwsze w historii), dwa razy byli drudzy, a raz uplasowali się na trzeciej pozycji. Poza tym w Lahti zdobyli jako zespół złoty medal mistrzostw świata.

PAP/aa