Budapeszt, Węgry / Fot. Konrad Tomaszewski, Radio WNET
Publicysta tygodnika „Sieci” komentuje raport Globsec dotyczący stosunku 9 krajów do Rosji i Wojny na Ukrainie. Wyjaśnia z czego wynikają różnice w podejściu do Amerykanów u Polaków i Węgrów.
Globsec opublikował ostatnio raport pokazujący jakie jest stosunek 9 europejskich państw do konfliktu na Ukrainie i Rosji. Najbardziej antyrosyjskie nastroje widoczne są w Polsce, Czechach i na Liwte.
Słowacja, Węgry i Bułgaria są bardziej wstrzemięźliwe w krytyce Rosji. Rozumieją racje Putina i bardziej sceptycznie podchodzą do tematu wspierania Ukrainy.
Mówi publicysta Sieci Grzegorz Górny. Węgry są nie tylko bardziej prorosyjskie niż Polska, ale również wykazują większą nieufność wobec Stanów Zjednoczonych. Wynika to z ich historii. Amerykanie podpisały traktat w Trianon (4 czerwca 1920 roku), w wyniku którego Królestwo Węgier utraciło znaczne ziemie.
Węgrzy mają do USA również żal o wydarzenia z 1956 roku. Radio Wolna Europa zachęcało Madziarów do wystąpienia przeciw ZSRR obiecując pomoc z Zachodu. Ta jednak nie nadeszła.
Historyk z Uniwersytetu w Dnipro komentuje działania wojsk rosyjskich. Jego zdaniem tracą one zdolności operacyjne i już wkrótce może nastąpić koniec wojny.
Prof. Roman Dyczkowski komentuje sytuację w Dnipro. W mieście obecnie panuje spokój. Możliwe, że związane jest to ze zmianą sytuacji międzynarodowej. Ostrzał rakietowy mógł przestać być potrzebny do wywierania presji na zagranicznych liderów. Niewykluczone jednak, że niedługo pociski znów spadną na miasto, gdyż:
Rosjanie działają jak terroryści. Myślą kategoriami: proszę przyjąć nasze warunki pokoju, bo inaczej zniszczymy wszystko, co da się zniszczyć.
Demolowanie miast może być wynikiem desperacji Rosjan, którzy tracą powoli możliwości do prowadzenia natarcia. Skoncentrowali się na zdobyciu Lisiczańska. Mają wystarczające siły, by uderzyć na miasto, lecz w innych regionach (zdaniem gościa Radia Wnet) ich zdolności operacyjne spadły prawie do zera.
Sytuacja na wschodzie nie jest wcale tak tragiczna jak zwykło się mówić. Najgorzej było w maju. Do Ukrainy dociera wsparcie z Zachodu. Przewidują, że wojna skończy się 1 sierpnia, choć nie z zadawalającym do nas rezultatem.
Dmytro Antoniuk komentuje wczorajszy atak rakietowy na centrum handlowe w Krzemieńczuku. Mówi o sytuacji ukraińskiej armii w Donbasie.
Im dłużej trwa wojna, tym bardziej Rosja staje się brutalna w działaniu. Wczorajszego dnia doszło do wielu ataków rakietowych. Zniszczono między innymi centrum handlowe w Krzemieńczuku zabijając 18 osób.
Mocno ucierpiał też Charków, w którym za cel wzięto sobie centralne dzielnice miasta. Uderzono również na Lisiczańsk. Pociski spadły na osoby czekające w kolejce po wodę.
Mówi korespondent Radia Wnet Dmytro Antoniuk. Wojna trwa w najlepsze, a sytuacja w Donbasie staje się coraz poważniejsza. Rosjanie znajdują się już na południowych obrzeżach Lisiczańska. Odnoszą też sukcesy na północ od Popasnej.
Jeżeli Rosji uda się zdobyć miasto, to zamkną okrążenie wokół Lisiczańka. Po jego zdobyciu Moskwa będzie kontrolowała cały obwód ługański.
Mykoła Kniażycki opisuje przemianę części środowisk prorosyjskich po wybuchu wojny. Wyjaśnia, jakie czynniki zadecydowały o tym, że Ukraina nie była do niej przygotowana.
W przestrzeni publicznej utarło się przekonanie, że Lwowa w ogóle nie dotyka trwająca wojna. Nie jest to jednak prawda. Miasto co prawda nie jest atakowane, lecz pochodzi z niego wielu żołnierzy walczących obecnie w Donbasie.
Cała lwowska obrona terytorialna walczy obecnie na wschodzie. Codziennie w mieście chowani są żołnierze polegli na froncie. Tylko się nam wydaje, że nie ma wojny
Mówi deputowany do Rady Najwyższej Mykoła Kniażycki. Parlament ukraiński nie zaprzestał pracy.
Przed rosyjską inwazją wybuchł w nim poważny kryzys, związany ze słabnącym poparciem dla partii Wołodymyra Zełenskiego. Teraz wszyscy parlamentarzyści się zjednoczyli. Dotyczy to także części środowisk prorosyjskich. Doszło w nich do podziału.
Część polityków wspierających Putina wyjechało za granicę i raczej już nigdy na Ukrainę nie wróci. Inni z kolei zmienili swoją postawę. Zaczęli mocno wspierać Wołodymyra Zełenskiego.
Zjednoczenie parlamentarzystów w obliczu trwającej wojny jest niezwykle istotne. Tym bardziej, że wiele wskazuje na to, że Ukraina nie była do niej przygotowana!
Prezydent Zełenski nie wierzył w rosyjską inwazję. Sądził, że z Putinem da się rozmawiać. Z tego powodu Rosjanie mieli od północy otwartą drogę do Kijowa. Gdyby się przygotowano, nie doszłoby do wydarzeń z Buczy i Irpienia.
prezydent Joe Biden / Fot. Gage Skidmore, Wikimedia Commons (CC BY-SA 2.0)
W niedzielę w Niemczech rozpoczyna się trzydniowy szczyt państw G7. Joe Biden zapowiedział wprowadzenie zakazu importu rosyjskiego złota.
Przywódcy największych gospodarek świata zjechali się do Niemiec. Tam, na zamku Elmau położonym nieopodal Garmisch-Partenkirchen, podejmą kolejne kroki mające na celu wywarcie presji na Rosji. Do państw G7 zaliczane są Francja, Wielka Brytania, Włochy, Niemcy, Japonia, Kanada i Stany Zjednoczone.
Prezydent ostatniego z tych państw potwierdził już jedno z postanowień, które zostanie ogłoszone podczas szczytu w Bawarii. Przywódcy zamierzają zakazać importu złota z Federacji Rosyjskiej. Joe Biden przypomina, że sprzedaż tego surowca daje Kremlowi dziesiątki miliardów dolarów.
The United States has imposed unprecedented costs on Putin to deny him the revenue he needs to fund his war against Ukraine.
Together, the G7 will announce that we will ban the import of Russian gold, a major export that rakes in tens of billions of dollars for Russia.
Z kolei szef brytyjskiego rządu przed szczytem podkreśla znaczenie jedności, która powinna charakteryzować państwa Zachodu. Boris Johnson mówi także o potrzebie szczerej rozmowy na temat „presji, jaką odczuwają przyjaciele i partnerzy” państw G7. Zaznaczył, że
„cena wycofania się, cena pozwolenia Putinowi na sukces, na oderwanie ogromnej części Ukrainy, na kontynuację jego programu podboju, będzie o wiele, wiele wyższa”.
Prócz przedstawicieli wyżej przedstawionych państw, na rozmowy w Bawarii zaproszono prezydenta Ukrainy oraz premierów Indii, Argentyny, Indonezji, RPA i Senegalu.
Przeciwdziałanie Rosji nie będzie jedynym tematem omawianym na szczycie. Uczestnicy spotkań na zamku Elmau pochylą się także m.in. nad sprawą światowego bezpieczeństwa żywnościowego.
Paweł Bobołowicz wraz ze swymi gośćmi komentuje działania Aleksandara Łukaszenki. Opisuje również wydarzenia na froncie wojny ukraińsko – rosyjskiej.
Prowadzi:
Paweł Bobołowicz
Realizacja
Daniel Chybowski
Goście:
Olga Siemaszko – szefowa sekcji wschodniej Radia Wnet
Jurij Banachiewicz – korespondent Ukrinform w Polsce
Roztysław Kuszyna, Bożena Dar – artyści
Olga Siemaszko – komentuje atak rakietowy przeprowadzony przez Rosjan z terytorium Białorusi. Aleksander Łukaszenka zarzeka się, że jego kraj nie jest stroną w trwającym na Ukrainie konflikcie. Udostępnienie swojego terytorium do rosyjskiego ataku burzy jednak tę narrację. Przywódca Białorusi przebywa obecnie w Petersburgu, gdzie spotka się w Władimirem Putinem.
Jurij Banachiewicz – mówi o tym jak na Ukrainie i poza jej granicami została odebrana decyzja Unii Europejskiej o przyznaniu naszym wschodnim sąsiadom statusu kandydata. Jego zdaniem zintensyfikowany rakietowy ostrzał prowadzony przez Rosjan jest deklaracją, że oni z decyzją UE się nie zgadzają. Rosji nie odpowiada też niepodległość Ukrainy. Wciąż dąży do zajęcia całego terytorium swojego sąsiada. Wojska rosyjskie wyparły Ukraińców z Siewierodoniecka. Ci drudzy wycofali się jednak na bezpieczne pozycje, gdzie będą kontynuować obronę.
Roztysław Kuszyna, Bożena Dar – mówią o swojej działalności artystycznej. Dziś ma mieć miejsce ich koncert.
Dlaczego przyznanie Ukrainie statusu kandydata jest tak ważne? Czy Ukraińcy posiadają wystarczającą liczbę broni? Koniecznie wysłuchaj całej audycji!
Jurij Banachiewicz wyjaśnia dlaczego przyznania Ukrainie statusu kandydata do Unii Europejskiej ma tak duże znaczenie. Opisuje sytuację na froncie, po wycofaniu się przez Ukraińców z Siewierodoniecka.
Przyznanie Ukrainie statusu kandydata do Unii Europejskiej nie spodobała się części państw. Szczególnie niezadowolona z tego faktu jest, zdaniem Jurija Banachiewicza, Rosja.
Zintensyfikowanie ostrzału rakietowego przez Rosjan, to sposób wyrażania przez nich sprzeciwu. Moskwa będzie bagatelizować decyzję Unii, twierdząc, że nic ona nie znaczy. Ukraina zobaczyła jednak światełko w tunelu.
Z tego tunelu trzeba będzie jednak wyjść. Żeby to zrobić, Ukraińcy muszą wygrać wojnę. Sytuacja na froncie nie jest jednak łatwa. Wojska Ukraińskie musiały wycofać się z Siewierodoniecka.
Wycofaliśmy się na dobrze przygotowane pozycje. Dla nas nie jest ważne utrzymanie jednego kilometra kwadratowego ziemi, ale życie naszych żołnierzy.
Czy decyzja o przyznaniu Ukrainie statusu kandydata do Unii Europejskiej zmieni sposób jej postrzegania na arenie międzynarodowej? Czy nasi wschodni sąsiedzi mają wystarczającą liczbę broni i amunicji? Dowiesz się słuchając całej rozmowy z naszym gościem!
Zastępca dyrektora telewizji Biełsat komentuje mobilizację wojska białoruskiego i jego możliwy udział w wojnie na Ukrainie.
Zachęcamy do wysłuchania całej audycji!
Aleksy Dzikawicki zwraca uwagę na utrudniony przepływ informacji z Białorusi w związku z zakazem wolnych mediów. Przez to trudno potwierdzić czy armia białoruska rzeczywiście przygotowuje się do udziału w wojnie na Ukrainie. Zastępca dyrektora telewizji Biełsat jednak ma wątpliwości, że to będzie miało wpływ na wynik.
Tutaj chodzi o to samo o co chodziło i trzy i dwa miesiące temu. Łukaszenka tylko udaje podwyższoną aktywność. Ponieważ wojsko białoruskie nie jest ani duże, ani dobrze uzbrojone. […] Wojsko może wystawić do walki maksymalnie 15-20 tysięcy.
Aleksy Dzikawicki jest przekonany, że taka aktywność ma na celu pokazać Kremlu gotowość do walki. Jednak patrząc na nastroje w społeczeństwie i samej armii, gość „Popołudnia Wnet” uważa, że do tego nie dojdzie.
Zastępca dyrektora telewizji Biełsat komentuje także możliwe spotkanie Łukaszenko i Putina w Grodnie.
Nie ma pewności czy Putin odwiedzi Białoruś w najbliższym czasie. Cele też nie są znane, ale obawiam się, że Rosja będzie chciała pochłonąć Białoruś przez niepowodzenie na Ukrainie, żeby rzucić kość swoim wyborcom w postaci Białorusi .
W zaistniałej sytuacji politycznej Aleksy Dzikawicki widzi winę Zachodu, który nie zareagował na tłumienie protestów i poniekąd zachęcił Rosję do agresji na Ukrainę.
Na zakończenie dziennikarz wypowiada się ponadto na temat losu uwięzionych pracowników telewizji Biełsat.
Flaga Bułgarii / Fot. Pixabay. com (CC0, Public Domain)
Analityk Ośrodka Studiów Wschodnich mówi u upadku bułgarskiego rządu. Wyjaśnia jego przyczyny oraz stara się przewidzieć następstwa.
Wczoraj Bułgaria przeżyła wstrząs. Upadł rząd Kiriła Petkowa złożony z czterech partii, często o różnym zapatrywaniu na prowadzenie polityki. Koalicja rządzącej od początków rządów brakowało stabilności.
W zeszłym roku mieliśmy w Bułgarii serię trzech wyborów parlamentarnych, gdyż żadne z ugrupowań nie potrafiło zdobyć większości. Rząd powstał dopiero 8 grudnia.
Do rozpadu koalicji mogło doprowadzić różne patrzenie na sprawę pomocy Ukrainie. Sprzeciwiali się jej szczególnie socjaliści. Oficjalną przyczyną obecnego kryzysu jest jednak działanie Sławi Trifonow,a, lidera partii Jest Taki Naród. Wycofał on z rządu 4 swoich ministrów.
Rosjanom udało zająć się dwie ważne miejscowości na południe od Lisiczańska. Prawdopodobnie spróbują oni uderzyć z tego kierunku na miasto. Wciąż broni się Siewierodonieck.
Wojska ukraińskie bronią się w dzielnicy przemysłowej. W zakładach Azot przebywają też cywile, w tym około 38 dzieci.
Dmytro Antoniuk mówi o sytuacji obrońców Sewierodoniecka. Dodaje, że na wielu odcinkach frontu nie obserwujemy wielkich zmian. Pod ciągłym ostrzałem znajduje się Charków. Zwolnić może również ukraińska ofensywa na południu, gdyż Rosjanie przerzucili swoje siły z Mariupola do Melitopola.