Popołudnie Wnet 27 marca 2017 – Aleksander Bondariew – rosyjski dysydent, prof. Tomasz Grosse – politolog

Aleksander Bondariew – rosyjski dysydent, tłumacz i dziennikarz, mieszka na stałe w Paryżu; Prof. Tomasz Grosse – politolog, UW; Piotr Skwieciński – dziennikarz, publicysta;   Prowadzący: Łukasz Jankowski Realizator: Andrzej Gumbrycht Część pierwsza: Aleksander Bondariew o niedzielnych protestach Rosjan przeciw korupcji, a także o stanie tamtejszej opozycji. Część druga: Prof. Tomasz Grosse o znaczeniu podpisanej […]

Aleksander Bondariew – rosyjski dysydent, tłumacz i dziennikarz, mieszka na stałe w Paryżu;

Prof. Tomasz Grosse – politolog, UW;

Piotr Skwieciński – dziennikarz, publicysta;

 


Prowadzący: Łukasz Jankowski
Realizator: Andrzej Gumbrycht


Część pierwsza:

Aleksander Bondariew o niedzielnych protestach Rosjan przeciw korupcji, a także o stanie tamtejszej opozycji.

Część druga:

Prof. Tomasz Grosse o znaczeniu podpisanej w sobotę przez przywódców UE Deklaracji Rzymskiej.

Część trzecia:

Piotr Skwieciński o wydarzeniach minionego, gorącego weekendu w Rosji, a także na Białorusi.

 

Bućko: Łukaszenkę trzeba traktować jak dyktatora, nie mówić, że on chce się wymknąć Putinowi. To jest namiestnik Putina

– Na Białorusi represje były, są i będą, dopóki rządzi Łukaszenka. Ludzi się wykańcza po prostu tym, że się ich zwalnia z pracy z wilczym biletem – mówił dziennikarz Marek Bućko w Poranku Wnet.

 

Dziennikarz od lat śledzący sytuację polityczną na Białorusi stwierdził, że represje nie są niczym nowym. Niemniej wydarzenia w Mińsku określił jako największe od 2010 roku: – Stan na niedzielę wieczór to łącznie około tysiąca zatrzymanych i aresztowanych. Zobaczymy, jakie wyroki będą zapadać, bo z paragrafu o organizowanie masowych zamieszek to może być nawet 7-8 lat więzienia.

Jego zdaniem, jest to bardzo duży cios dla tamtejszej opozycji: – W zasadzie prawie wszyscy aktywni działacze wylądowali w aresztach. Opozycja będzie się długo zbierać, niezależnie od radykalizacji sprzeciwów. Brak struktur organizacyjnych nie pozwoli skutecznie demonstrować.

Redaktor zauważył, że wśród protestujących było dużo emerytów, rencistów i inwalidów: – Wyszedł żelazny elektorat Łukaszenki. Oni rzeczywiście żyją już w takiej biedzie, że mają dosyć. – Agresję wobec nich rozmówca Radia Wnet określił jako próbę zdyscyplinowania elektoratu, który zaczął wymykać się spod kontroli.

Ryszard Czarnecki, poproszony o ocenę sytuacji, stwierdził: – Poważnym problemem dla Unii, ale przede wszystkim dla Polski, jest to, że spora część opozycji białoruskiej jest w wymiarze politycznym bardzo prorosyjska. Alternatywa dla Łukaszenki w sensie geopolitycznym jawi się bardzo niedobrze.[related id=”8657″]

Innego zdania jest Marek Bućko: – Opozycja od dawna nie jest prorosyjska. Nie znam żadnych przykładów, oprócz komunistów. Opozycja białoruska jednym głosem krzyczy, że jest zagrożenie niepodległości Białorusi ze strony Putina. To jest Ruch o Wolność, Europejska Białoruś i inne organizacje.

Eurodeputowany, zapytany o możliwość wpłynięcia na Aleksandra Łukaszenkę przez Brukselę, odparł: – Presja na pewno ze strony Komisji Europejskiej będzie. Jest pytanie, czy Unia będzie chciała spychać Łukaszenkę do narożnika, ale być może będzie musiała. Problemem Unii jest to, że dokonuje otwarcia, ale nie kontroluje, czy prezydent Białorusi spełnia zobowiązania.

Do antyrządowych demonstracji doszło również w Rosji. Osoby wychodzące na ulice uzasadniają to oburzeniem wobec olbrzymiego majątku Dmitrija Miedwiediewa: – To, co ujawnił Nawalny, ma duży oddźwięk w Rosji. Myślę, że to uderzyło w wizję świata Rosjan – że Putin jako car może kraść, ale jego ministrowie już nie. Myślę, że stąd ten mimo wszystko autentyczny odzew, a opozycja nie jest na tyle zorganizowana, żeby wyprowadzić na ulice tysiące ludzi – komentował Marek Bućko.

Ryszard Czarnecki zwrócił uwagę, że w środowisku KGB jest dużo osób, które chciałyby usunąć Władimira Putina i Dmitrija Miedwiediewa, a nie mogąc uderzyć w samego Putina, próbują zaatakować Miedwiediewa.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy.

WJB

Wiceszef Biełsat TV: Trwające obecnie spontaniczne protesty na Białorusi mogą zostać przejęte przez Rosjan

Jeżeli w Mińsku na ulice wyjdzie kilka tysięcy ludzi, może się okazać, że opozycja nie jest w stanie kierować takim tłumem. A Rosjanie potrafią to robić – w Poranku Wnet mówił Aleksy Dzikawicki.

Gość Poranka Wnet, Aleksy Dzikawicki, szef programu informacyjnego „Obiektyw” w Biełsacie, opowiadał o protestach, które, jak dotąd, zawiązują się spontanicznie. – Poziom frustracji jest już niezmiernie wysoki. Ludzie nie mają pracy albo dostają propozycje na poziomie 100 euro. Przez podatek od tzw. nieróbstwa znacznie zmniejszyła się opłacalność sezonowych wyjazdów zagranicznych. [related id=”7317″]

Zatrzymano kilkadziesiąt osób. Do wczorajszego dnia aresztem lub grzywnami ukarano 50 osób. Skala protestów przerosła oczekiwania. Od lat 90. zwykli ludzie nie wychodzili na ulice. Mieliśmy do czynienia co najwyżej z manifestacjami osób zaangażowanych politycznie – kontynuował nasz gość.

Łukaszenka jest w najtrudniejszej sytuacji od wielu lat. Rosja nie może już finansowo wspierać Białorusi, ponieważ ma znaczne wydatki gdzie indziej, choćby na Ukrainie. Łukaszenka, nie mając rosyjskiej strzykawki, nie może teraz np. podnieść ludziom pensji – podsumował Aleksy Dzikawicki.

Obecny w studio Sławomir Ozdyk, ekspert ds. bezpieczeństwa, podzielił się swoimi obserwacjami z niedawnego pobytu na Białorusi. Opowiedział między innymi o wstrzymanych pracach budowlanych w tym kraju. Mówił także o związkach białoruskich nacjonalistów i ukraińskich narodowców.

Wiosną 2015 roku prezydent Aleksander Łukaszenka podpisał dekret, zgodnie z którym osoby zdolne do pracy, które nie przepracują przynajmniej połowy w roku, są zobowiązane do płacenia tzw. podatku „od bezrobocia”. Jest to jednorazowa opłata, równowartość ok. połowy średniej pensji na Białorusi. Podatku nie płacą zarejestrowani bezrobotni.

AA

„Washington Post”: Były doradca prezydenta Trumpa, Michael Flynn, był opłacany przez podmioty powiązane z Rosją

Prezydent Trump zażądał dymisji Flynna ze stanowiska doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego, gdy okazało się, że ten zataił przed wiceprezydentem Pence’em szczegóły swoich rozmów z ambasadorem Rosji.

Były doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego gen. Michael Flynn otrzymał w 2015 roku od powiązanych z Rosją przedsiębiorstw prawie 68 tys. dolarów – podaje dziennik „Washington Post”.

Wcześniej informowano, że Flynn otrzymał od rosyjskiej telewizji Russia Today ponad 33 tys. dolarów za udział w grudniu 2015 roku w obchodach 10-lecia działalności. Według danych, do których dotarł WP, kwota, jaką zapłaciła mu RT, była większa i wyniosła ponad 45 tys. dolarów. O sprawie pisze też dziennik „Wall Street Journal”.

Dodatkowo były doradca Donalda Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego miał przyjąć ponad 11 tys. dolarów od rosyjskiej firmy zajmującej się cyberbezpieczeństwem Kaspersky Lab i identyczną kwotę od amerykańskiego przedsiębiorstwa zajmującego się transportem powietrznym, powiązanego z grupą firm Wołga-Dniepr, kontrolowaną przez rosyjskiego biznesmena. Oba podmioty tłumaczyły, że pieniądze są wynagrodzeniem za przemówienia Flynna, które wygłosił w Waszyngtonie.

Dokumenty, na które powołuje się „Washington Post”, pokazują też, że przedstawiciele Flynna negocjowali z Rosjanami stawki wynagrodzeń.

Informacje na temat generała ujawnił kongresmen Elijah Cummings, najwyższy rangą przedstawiciel Partii Demokratycznej w Komisji Reform i Nadzoru Rządu Izby Reprezentantów. W jego ocenie honoraria, które otrzymał Flynn, mogą stanowić pogwałcenie konstytucyjnej klauzuli zabraniającej pracownikom rządowym przyjmowania prezentów od obcych rządów.

Prezydent Trump 13 lutego br. zażądał dymisji Flynna ze stanowiska doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego po tym, jak okazało się, że ten zataił przed wiceprezydentem Mike’em Pencem szczegóły swoich rozmów z ambasadorem Rosji w Waszyngtonie.

Już po dymisji Flynna wyszło na jaw, że w okresie kampanii wyborczej Trumpa był on także płatnym lobbystą rządu Turcji.

 

PAP/jn

Doradczyni prezydenta RP: Na Białorusi nie ma rewolucji. Panują tam niepokoje, ale społeczeństwo pozostaje pasywne

To, że ludzie w kilku miastach protestują przeciwko pewnemu dekretowi, to jeszcze nie znaczy, że będą się domagać zasadniczej zmiany politycznej w państwie – w Poranku Wnet mówiła Urszula Doroszewska.

Jak podkreślała rozmówczyni Krzysztofa Skowrońskiego, niepokoje na Białorusi wynikają z przyczyn socjalnych. – Spadł PKB, produkcja przemysłowa maleje, dochody ludności uległy uszczupleniu mniej więcej o jedną trzecią. Wzrosło zadłużenie zagraniczne – wyliczała Urszula Doroszewska.

Gospodarka Białorusi jest bardzo archaiczna. Bez reform zagranica nie sfinansuje niezbędnego dla rozwoju kredytu, a zarazem istnieje obawa przed reformami, które mogą zaburzyć działanie państwa opiekuńczego – dodała doradczyni prezydenta Andrzeja Dudy. [related id=”7317″]

Jak oceniała nasza rozmówczyni, w społeczeństwie białoruskim istnieją obawy przed zmianami. – Na Białorusi po wydarzeniach ukraińskich zapanował strach. Majdan i jego konsekwencje interpretowano jako amerykańska próbę podważenia rosyjskiej władzy, w odpowiedzi na co Rosjanie weszli na teren Ukrainy.

– Duże znaczenie mają przewidziane na wrzesień wielkie manewry wojsk rosyjskich w pobliżu białoruskiej granicy. Nie wydaje mi się, żeby przedtem miało dojść do poważniejszych zmian politycznych na Białorusi – uzupełniła rozmówczyni Krzysztofa Skowrońskiego.

Polska popiera europejskie aspiracje Ukrainy i pokojowe rozwiązanie konfliktu wszczętego na Ukrainie przez Rosję

Minister Witold Waszczykowski: Wzywamy Rosję do zaprzestania agresji przeciwko Ukrainie, do zwrotu zagarniętych ziem i powrotu do współpracy z Ukrainą i całą Europą na zasadach prawa międzynarodowego.

Waszczykowski na wspólnej konferencji prasowej  z ministrem spraw zagranicznych Ukrainy Pawłem Klimkinem oświadczył, że Polska popiera europejskie aspiracje Ukrainy i pokojowe rozwiązanie konfliktu wszczętego na Ukrainie przez Rosję.

Przypomniał swoją niedawną, wspólną z ministrem spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Borisem Johnsonem wizytę na Ukrainie. – Nasze przesłanie, które wspólnie wyraziliśmy było jasne: Ukraina nie jest sama, nie pozostaje sama w świetle konfliktu, jaki wytoczyła przeciwko Ukrainie Rosja – powiedział szef polskiej dyplomacji.

Tam, w Kijowie i tu, w Warszawie, jeszcze raz wzywamy Rosję do zaprzestania agresji przeciwko Ukrainie, do zwrotu zagarniętych ziem i powrotu do współpracy z Ukrainą i całą Europą na zasadach prawa międzynarodowego i wszystkich kwestii międzynarodowych, które do tej pory, po zakończeniu zimnej wojny chcieliśmy wspólnie z Rosją wypracować – podkreślił Waszczykowski.

Jak oświadczył, z Klimkinem rozmawiał m.in. o ostatnich wypadkach „aktów wandalizmu” lub „politycznej prowokacji” dotyczących polskich pomników na Ukrainie. – Uznaliśmy, że wspólnie będziemy próbowali zaradzić tym kwestiom, tam gdzie się da być może będziemy wspólnie tworzyć system monitoringu – powiedział szef MSZ.

Wyraził nadzieję, że Forum Polsko-Ukraińskie skupiające naukowców, przedstawicieli think tanków, ośrodków analitycznych, byłych dyplomatów – pozwoli rozszerzyć, wzbogacić relacje poprzez wykreowanie nowych inicjatyw, nowych możliwości współpracy polsko-ukraińskiej.

Wiemy o wypadkach wandalizmu i wiemy, że nie są one przypadkowe (…). Wiemy, że jest to wykorzystywane absolutnie w sposób świadomy – oświadczył Klimkin.

Pracujemy nad tym na Ukrainie, aby polepszyć kontrolę, aby polepszyć ochronę i mówimy o tym. Ponieważ ważna jest dla nas spuścizna historyczna narodu polskiego, tak samo, jak dla Polaków jest ważna spuścizna narodu ukraińskiego. Świadomie będziemy nad tym pracować. Dzisiaj wiele o tym mówiliśmy i będzie to naszym priorytetem – zapewnił ukraiński minister i dodał, że partnerstwo naszych państw, a także narodów, jest „unikalne na skalę świata”.

Szef polskiej dyplomacji odniósł się do porozumienia między Komisją Europejską a Rosją w sprawie Nord Stream 2.

Mamy ograniczone zaufanie (…) do instytucji europejskich. W związku z tym my również podejmujemy samodzielne działanie, aby nie być skazani tylko i wyłącznie na dyktat dostaw gazu rosyjskiego. Od lat polski rząd, polskie władze przyjęły zasady zabiegania o dywersyfikację, o to, aby mieć możliwość importu gazu, energii również z innych, bezpiecznych źródeł światowych – powiedział Waszczykowski.

Jak przypomniał, Polska zbudowała terminal LNG w Świnoujściu, dzięki czemu może importować gaz z jakiejkolwiek części świata. – Będziemy go rozbudowywać. Jest również podjęta decyzja, aby wspólne z Duńczykami, Norwegami w najbliższych latach zbudować bezpośredni gazociąg, który łączyłby nas z obszarem Morza Północnego, skąd również pochodzą znaczne ilości gazu światowego. Moglibyśmy tą rurą dostarczać gaz do Polski, a być może również nadwyżki rozprowadzać do innych krajów sąsiedzkich – powiedział.

Jesteśmy w stanie w ciągu najbliższych 5 lat doprowadzić do sytuacji, w której Polska byłaby niezależna od dostaw gazu rosyjskiego. Nie oznacza to, że przerwalibyśmy te dostawy, jeśli byłyby nam proponowane na normalnych warunkach – konkurencyjnych, tańszych niż dostawy z innych części świata. W ciągu najbliższych kilku lat możemy zbudować podstawy samodzielności, niezależności, bezpieczeństwa gazowego w oparciu o alternatywne kierunki dostaw gazowych – podkreślił.

Z kolei Klimkin zaznaczył, że od ponad roku jego kraj nie kupuje rosyjskiego gazu. – Czy można sobie było coś takiego wyobrazić cztery lata temu? – pytał. – Było to wtedy niemożliwe, ale my to osiągnęliśmy poprzez solidarność i pomoc naszych przyjaciół. Kupujemy teraz gaz od Unii Europejskiej.

Według niego, UE „powinna sobie zadać pytanie: czy chce być zależną od państwa – a Gazprom jest częścią Rosji – któremu nikt obecnie nie ufa? (…) Tutaj w Polsce – jestem przekonany – że wszyscy rozumieją, że liczyć na Rosję nie można. Dlatego powinniśmy wyjaśnić całej Unii Europejskiej, że nie można tego robić” – stwierdził minister spraw zagranicznych Ukrainy.

PAP/lk

Szef MON: Rosja ponosi odpowiedzialność za katastrofę smoleńską, a Donald Tusk za oddanie tej sprawy w ręce Rosjan

Część polityków oraz mediów jest gotowa poruszyć niebo i ziemię, by tylko przeszkodzić naszemu dążeniu do prawdy. Źródłem tej szczególnej niechęci jest prawdopodobnie strach przed prawdą.

Odpowiedzialność strony rosyjskiej za katastrofę smoleńską oraz odpowiedzialność Donalda Tuska za oddanie postępowania w tej sprawie Rosjanom są przesądzone – oświadczył w wywiadzie dla tygodnika „Do Rzeczy” szef MON Antoni Macierewicz.

Minister powiedział, że wiemy bardzo dużo o tym, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku: – Dotychczasowe prace komisji przesądzają w sposób niezbity o odpowiedzialności rosyjskiej za katastrofę smoleńską i o odpowiedzialności Donalda Tuska za oddanie postępowania w tej sprawie Rosjanom.

Opinia publiczna otrzyma wkrótce dokładne i całościowe wyjaśnienie mechanizmów, które doprowadziły do katastrofy. Będzie to wyjaśnienie przyczyn technicznych tragedii oraz wskazanie odpowiedzialności za działania i zaniechania w związku ze śledztwem smoleńskim. Tak jak w pierwszej kwestii sprawstwo Rosjan, tak w drugiej – Donalda Tuska są przesądzone.

Zdaniem Macierewicza, „opór wobec idei wyjaśnienia tej sprawy powoduje, że część polityków oraz mediów jest gotowa poruszyć niebo i ziemię, by tylko przeszkodzić naszemu dążeniu do prawdy. Źródłem tej szczególnej niechęci jest prawdopodobnie – bo trudno mi znaleźć inną przyczynę – strach przed prawdą”.

Macierewicz, pytany o wypowiedź, w której nazwał katastrofę smoleńską jednym z etapów rosyjskiej agresji, oświadczył, że i tak był w tej sprawie bardzo ostrożny. – Każde państwo eksponuje te elementy rosyjskiej agresji, które najbardziej godzą w jego bezpieczeństwo. Dlatego śmierć prezydenta Lecha Kaczyńskiego, prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego, całej elity polskiej armii i polityki jest tym wydarzeniem, o którym musimy mówić zawsze, gdy jest czyniony bilans rozliczeń między Rosją a Zachodem – argumentował szef MON.[related id=”3286″ side=”left”]

Macierewicz skrytykował też swoich poprzedników w MON w latach 2011-15 – ministra Tomasza Siemoniaka i wiceministra Czesława Mroczka (obaj PO): – Oskarżam o działanie na szkodę polskiej racji stanu panów Siemoniaka i Mroczka, którzy mianowali i akceptowali byłego funkcjonariusza WSW na stanowisku rektora Akademii Obrony Narodowej, którzy tolerowali korupcję w wojsku, którzy zmniejszyli liczebność polskiej armii w czasach, gdy zagrożenie ze Wschodu wzrastało, którzy oskarżali polskich pilotów o tragedię smoleńską, choć musieli wiedzieć, że winę za to ponoszą Rosjanie.

W listopadzie 2015 r., tuż po objęciu stanowiska szefa MON, Macierewicz odwołał rektora-komendanta AON gen. dyw. Bogusława Packa. Generał na początku kariery w wojsku służył w Wojskowej Służbie Wewnętrznej.

PAP/lk

Cejrowski: Nawet zgrzytające zębami TVN-y i Gazety Wyborcze, czyli CNN-y i New York Timesy, doceniły wystąpienie Trumpa

– Nawet te lewicowe media, zwane przez Trumpa „fake news”, musiały przyznać, że przemówienie było prezydenckie – powiedział Wojciech Cejrowski w rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim.

Znany publicysta komentował reakcje po pierwszym przemówieniu Donalda Trumpa w amerykańskim parlamencie: – Wiele osób jest zachwyconych, nawet zgrzytające zębami TVN-y, czyli CNN, i Gazety Wyborcze, czyli New York Timesy.

Podróżnik podkreślił, że dzisiejsza prasa amerykańska potrzebuje pomocy finansowej od osób takich, jak George Soros. Ta prasa nie spełnia już też swojej roli, jaką jest kontrola władzy w imieniu obywatela: – Skończyły się fakty, zaczęły się bluzgi, nie ma opisów faktów, tylko są opinie wyrażane przez różne gazety.

W Ameryce cała prasa jest lewicowa. Wyszukanie prawicowej gazety to jest sztuka. Nawet te lewicowe media, zwane przez Trumpa „fake news”, musiały przyznać, że przemówienie było prezydenckie. Nie było kampanijne, bo to jest miliarder, który umie się zachować. W parlamencie operuje innym językiem niż na stadionie, gdzie ma przed sobą swoich wyborców – kontynuował rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego.

Natomiast lewactwo piszczy i zdycha. Tak jak zdychająca żaba, gdy ją przekłujesz drutem, to ona piszczy z bólu, miota się, i taka niewinna żabka potrafi drapać i gryźć. To wyobraź sobie, jak drapie i gryzie zdychające lewactwo w Ameryce – mówił Wojciech Cejrowski.

Dlaczego do weteranów zalicza się nie tylko żołnierzy, ale i policjantów? Czemu Amerykanie wyjeżdżają na wojny poza granice kraju? Ile miejsc pracy przez 40 dni stworzył już Donald Trump? Dlaczego WC uważa, że Trump powinien dogadywać się z Putinem? Dlaczego trzeba osłabić gospodarczo Chiny?

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy.

WJB

Kolejny doradca Trumpa zataił swoje kontakty z Kremlem – podaje „Washington Post”. Możliwe zmiany w administracji Trumpa

Według doniesień dziennika „Washington Post” minister sprawiedliwości i prokurator generalny Jeff Sessions zataił podczas przesłuchań w Senacie swoje kontakty z przedstawicielami Rosji.

Senator Sessions, który był głównym doradcą Donalda Trumpa podczas kampanii prezydenckiej,  miał m.in.  przyjąć ambasadora Rosji w USA, Sergieja Kislaka, w swoim biurze we wrześniu ubiegłego roku. Dziennik dodaje, że wizyty miały prywatny charakter. Stany Zjednoczone żyły wówczas atakami rosyjskich hakerów na serwery rywala Trumpa – Partii Demokratycznej.

Podczas przesłuchania w Senacie Jeff Session był pytany wprost o kontakty z Rosją, ale wszystkiemu zaprzeczył. „Washington Post” twierdzi, że rozmowa Sessionsa i Kislaka miała charakter prywatny.

Jeff Sessions wydał w nocy ze środy na czwartek oświadczenie, w którym  zdementował doniesienia prasy, jakoby podczas przesłuchań w Kongresie miał zataić swoje kontakty z oficjalnymi przedstawicielami Rosji.

– Nigdy nie spotkałem się z żadnymi oficjalnymi przedstawicielami Rosji, by rozmawiać o sprawach związanych z kampanią, przed wyborami prezydenckimi w USA w listopadzie zeszłego roku – napisał w  oświadczeniu Sessions. Zapewnił, że nie „ma pojęcia, czego miałoby dotyczyć to oskarżenie”.

W połowie lutego prasa nieprzychylna prezydentowi Donaldowi Trumpowi szeroko rozpisywała się na temat kontaktów sztabu wyborczego Trumpa z Rosjanami. „New York Times” opublikował wówczas informacje wskazujące na regularne kontakty między agentami rosyjskiego wywiadu a współpracownikami Trumpa, a dziennik „Washington Post” napisał z kolei, że administracja Trumpa próbowała pozyskać przedstawicieli wywiadu i kongresmenów do podważania doniesień o tych kontaktach z Rosjanami.

Agencje prasowe przypominają, że po doniesieniach prasowych dziennika „Washington Post” ze stanowiskiem musiał pożegnać się doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Michael Flynn. Śledztwo dziennikarskie wykazało, że zanim obecny prezydent objął urząd, Flynn omawiał sankcje USA wobec Rosji z rosyjskim ambasadorem w Waszyngtonie i zataił to przed wiceprezydentem Mike’em Pence’em.

Amerykański wywiad sugeruje, że Rosja próbowała pomóc Trumpowi w dostaniu się do Białego Domu, dokonując cyberataków, by zdyskredytować Hillary Clinton oraz całą Partię Demokratyczną. Zareagował na to ówczesny prezydent Barack Obama, który nałożył  sankcje na Rosję. W ramach tych sankcji wydalono 35 rosyjskich dyplomatów. Dodatkowo objęły one Federalną Służbę Bezpieczeństwa i Główny Zarząd Wywiadowczy Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Rosji.

PAP/jn

Ildar Dadin, rosyjski opozycjonista więziony za prowadzenie pokojowych demonstracji, został uwolniony z kolonii karnej

Pierwszy rosyjski opozycjonista skazany na karę łagru za wielokrotne naruszenie przepisów o zgromadzeniach publicznych, Ildar Dadin, wyszedł w niedzielę na wolność dzięki decyzji Sądu Najwyższego.

Dadin został wypuszczony po kilku dniach oczekiwania. Formalnie warunkiem jego zwolnienia było dostarczenie dokumentów z sądu do administracji kolonii karnej. Gdy w niedzielę rano do kolonii w Kraju Ałtajskim przyjechał samochód wiozący dokumenty, stało się jasne, że opozycjonista wyjdzie na wolność. W miejscowości Rubcowsk czekała na niego rodzina – żona Anastasija Zotowa i siostra, a także działacze opozycyjnej partii Jabłoko i grupa dziennikarzy.

Dadin powiedział po zwolnieniu, że „przeżył dzięki poparciu wszystkich uczciwych ludzi” i wyraził przekonanie, że w Rosji istnieje społeczeństwo obywatelskie. – Będę dalej walczył z kłamliwym reżimem, aby przestrzegane były prawa człowieka – zapowiedział.

Zotowa informowała wcześniej, że rozważa wyjazd z mężem z Rosji, ponieważ obawia się, że znów zostanie on aresztowany. Dadin powiedział w niedzielę, że oboje będą jeszcze o tym dyskutować. Zastrzegł, że na razie przez najbliższych kilka miesięcy chciałby odpocząć. Dodał jednak: – Jeśli nie będę dalej uczestniczył, nie będę szanował sam siebie.

– Jestem gotów oddać życie, aby w Rosji nie wróciły czasy represji Stalina – powiedział opozycjonista dziennikarzom.

Sąd Najwyższy w środę uchylił wydany wobec niego wyrok i uznał, że Dadin może ubiegać się o rehabilitację. Sąd przyznał również, że postępowanie karne wobec opozycjonisty nie powinno była być wszczynane, bo w czasie, gdy to nastąpiło, nie uprawomocnił się jeszcze wyrok wydany w ostatniej wytoczonej Dadinowi sprawie administracyjnej.

Gdy mimo decyzji Sądu Najwyższego zwolnienie Dadina przeciągało się przez kilka dni, jego adwokaci złożyli skargi do Federalnej Służby Więziennej (FSIN), Prokuratury Generalnej Rosji, a także Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz).

Dadin został aresztowany w grudniu 2015 roku. W październiku zeszłego roku został wysłany do kolonii karnej w Karelii. W listopadzie media opozycyjne opublikowały jego list skierowany do żony, w którym napisał, że w karelskiej kolonii był torturowany. Służby więzienne zaprzeczyły tym doniesieniom, jednak zadecydowano o przeniesieniu Dadina do innej kolonii karnej.

Następnie Sąd Konstytucyjny rozpatrzył skargę opozycjonisty na artykuł kodeksu karnego, na mocy którego został skazany. Sąd uznał, że artykuł ten jest zgodny z konstytucją, ale nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy Dadina i zajął się nią Sąd Najwyższy.

34-letni Dadin jest pierwszym opozycjonistą skazanym w Rosji za „wielokrotne naruszenie zasad zgromadzeń publicznych” po zmianie w 2014 roku przepisów o zgromadzeniach. Otrzymał wyrok trzech lat kolonii karnej, później wyrok zmniejszono do 2,5 roku. Oskarżenia wobec niego dotyczyły naruszenia zasad zgromadzeń w latach 2012–14. Chodziło między innymi o demonstracje organizowane w proteście przeciwko powrotowi Władimira Putina na Kreml w 2012 roku, przeciw ustawodawstwu dotyczącemu środowiska LGBT i wojnie na Ukrainie.

 

Pap/aa