Energetyczne państwo w państwie słabnie. O znaczeniu Gazpromu w polityce Rosji, a także o konkurencji gazowego molocha

Gazprom ma wielkie znaczenie dla rosyjskiej polityki wewnętrznej i zewnętrznej, jednak jego monopol na rynku wewnętrznym został przełamany – w Poranku Wnet mówił dr Szymon Kardaś, ekspert ds. Rosji.


Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego dawał przykłady wykraczania Gazpromu poza format komercyjnego koncernu energetycznego: – Gazprom jest podmiotem dostarczającym gaz do tych peryferyjnych regionów Federacji Rosyjskiej, których rynkowe zaopatrzenie w to paliwo byłoby nieopłacalne. [related id=”14383″]

Bywa też wykorzystywany do finansowania wielkich przedsięwzięć logistycznych, takich jak inwestycje związane z organizacją olimpiady w Soczi czy mistrzostwa świata w piłce nożnej – kontynuował dr Szymon Kardaś.

Jednak niezwykła pozycja gazowego giganta jest w ostatnich latach równoważona. – Od kilku lat obserwujemy proces utraty przez Gazprom dawnej monopolistycznej pozycji, jeśli chodzi o wydobycie gazu w Rosji. Dawniej bywały lata, kiedy Gazprom odpowiadał za ponad 90 proc. produkcji i dostaw na rynek wewnętrzny – mówił dr Kardaś.

Pojawiła się poważna konkurencja, mówi się o grupie tak zwanych „niezależnych” producentów gazu. Obecnie udział Gazpromu w dostawach wewnętrznych wynosi ok. 60 proc., więc spadek jest znaczny. Jednym z większych podmiotów w grupie konkurentów jest Rosnieft, największy państwowy koncern naftowy w Rosji, a jego prezes Igor Sieczin należy do najbardziej wpływowych osób w kraju – informował gość Krzysztofa Skowrońskiego.

aa

Minister obrony Rosji Szojgu: System antyrakietowy to czynnik destabilizujący, wzmaga groźbę zastosowania broni jądrowej

Siergiej Szojgu oskarżył również NATO o manifestowanie w rejonie Bałtyku „siłowego promowania swych interesów”. Działania Rosji zaś mają być reakcją na rozszerzenie Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Rozmieszczanie elementów amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej jest czynnikiem destabilizującym – oświadczył w środę minister obrony Rosji Siergiej Szojgu. Oskarżył również NATO o manifestowanie w rejonie Bałtyku „siłowego promowania swych interesów”.

Działania Rosji dotyczące wzmocnienia jej zdolności obronnych są zrównoważoną reakcją na rozszerzenie Sojuszu Północnoatlantyckiego”, a także na rozmieszczanie przez NATO sił w państwach graniczących z Rosją – oświadczył Szojgu na otwarciu VI Moskiewskiej Konferencji na temat Bezpieczeństwa Międzynarodowego.

Przypominając podpisanie przez USA i ZSRR w 1972 roku układu o ograniczeniu systemów obrony przeciwrakietowej (ABM), Szojgu ocenił, że rozmieszczanie tarczy antyrakietowej jest „czynnikiem destabilizującym, obniżającym próg zastosowania broni jądrowej”. Polskę wymienił wśród tych krajów europejskich, które są „już zaangażowane w prace praktyczne nad rozmieszczeniem naziemnych i morskich elementów systemu przeciwrakietowego USA”.

Rosyjski minister oskarżył NATO o realizowanie polityki „włączania w orbitę swoich wpływów coraz to nowych państw”, czego dowodem – zdaniem Szojgu – jest decyzja o przyjęciu Czarnogóry do Sojuszu. Położenie geograficzne Czarnogóry „pozwala na wzmocnienie kontroli nad Bałkanami” – ocenił Szojgu.

[related id=”14981″ side=”left”]Zarzucił on również NATO rozszerzanie infrastruktury Sojuszu w Arktyce i podkreślił, że na północy Norwegii, „bezpośrednio w pobliżu granicy z Rosją”, utworzony został nowoczesny poligon, „gdzie na razie na zasadzie rotacji rozmieszczane są kontyngenty NATO”.

Mówiąc o misjach lotniczych NATO, których celem jest kontrola przestrzeni powietrznej państw bałtyckich, Szojgu oznajmił, że te działania są elementem „tzw. strefy ograniczenia dostępu, obejmującej obwód kaliningradzki i wschodnią część Morza Bałtyckiego”. Dodał następnie: „postrzegamy te działania NATO jako demonstrację siłowego promowania swoich interesów”.

Szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow, występując na otwarciu konferencji oświadczył, że rozmieszczanie w Europie elementów tarczy antyrakietowej USA to proces „jednostronny”, stanowiący „bardzo poważną przeszkodę na drodze wzmocnienia stabilności strategicznej”. Obecność „parasola przeciwrakietowego” może stworzyć „pokusę kroków jednostronnych w rozwiązywaniu problemów regionalnych i globalnych” – oświadczył Ławrow.

Moskiewska Konferencja na temat Bezpieczeństwa Międzynarodowego organizowana jest pod auspicjami Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej od 2012 roku.

Źródło: PAP

lk

Jerzy Targalski w Poranku Wnet: Efektem polityki Erdogana na Bliskim Wschodzie będzie upadek i rozpad Turcji

Zdaniem gościa Poranka Wnet, polityka prezydenta Turcji, opierająca się na sunnickim islamie i mająca na celu odbudowę imperium osmańskiego, doprowadzi do geopolitycznej klęski tego państwa.

Z doktorem Targalskim rozmawialiśmy o konsekwencji geopolitycznego klinczu na Bliskim Wschodzie oraz o roli Turcji w globalnej układance. – Erdogan legitymizuje swoją władzę przez koncepcję odbudowy regionalnej potęgi tureckiej, rozumianej jako potęga sunnicka. Ale nie żyjemy w czasach Osmanów i polityka Erdogana doprowadzi Turcję do katastrofy, i to w perspektywie kilku, kilkunastu, lat – podkreślił gość Poranka Wnet, wskazując kwestię Kurdów jako najważniejszą przyczynę klęski planów prezydenta Turcji.

Twarda podstawa USA i atak rakietowy wymierzony w reżim Asada są korzystne dla Turcji, bo wzmacniają jej pozycję, ale z drugiej strony, cały czas widzimy szorstką przyjaźń między Ankarą a Moskwą, gdzie każda ze stron stara się oszukać partnera – podkreślił Jerzy Targalski.

Zdaniem Jerzego Targalskiego istnieje pytanie, czy Turcja pozostaje pewnym sojusznikiem w ramach NATO. – Jeśli powiedziałbym, że są wątpliwości, że Turcja jest lojalnym sojusznikiem NATO, to od razu byłaby interwencja ambasady tureckiej, więc tego nie powiem. W bliskowschodniej geopolityce wszytko zależy od układu sił w trójkącie między Stanami Zjednoczonymi, Turcją i Rosją, a główną stawką tego konfliktu są Kurdowie. Efektem aktualnego zamieszania na Bliskim Wschodzie będzie rozpad Turcji.

[related id=13387]

Drugim tematem rozmowy były wybory we Francji i próba budowy nowego układu sił na Starym Kontynencie. –  W drugiej turze zwycięży Emmanuel Macron, ale naprawdę istotne jest, co się stanie po wyborach prezydenckich. Na miejscu Putina przed wyborami przeprowadziłbym jeden lub dwa zamachy, ale dogrywkę, w postaci fali ataków terrorystycznych, zostawiłbym na czas po wyborach, tak aby doprowadzić do destabilizacji Francji, która jest najsłabszym ogniwem sojuszu w zachodniej Europie. Dla Polski lepszym wariantem będzie wygrana Emmanuela Macrona, bo daje nam pewne pole manewru, czego nie będzie po wyborze Marine Le Pen.

Zdaniem publicysty „Gazety Polskiej”, dla Warszawy lepszy będzie wybór Macrona: – Sojusz francusko-niemiecki nie jest jeszcze ustalony, bo Angela Merkel nawet nie spotkała się z Macronem, więc Niemcy chcą zmieniać swojej niepodzielnej pozycji w Unii Europejskiej. Obecnie to Macron występuje jako strona aspirująca do zmiany układu, na wspólne władztwo Niemiec i Francji w UE.

Dobra zmiana jest w punkcie wyjścia. Nie ma żadnych konkretnych posunięć w wymiarze geopolitycznym, poza zbliżeniem ze Stanami Zjednoczonymi – zaznaczył gość Radia Wnet.

ŁAJ

 

Istnieje bardzo duże ryzyko, że dojdzie do okupacji Białorusi przez wojska rosyjskie po manewrach „Zapad 2017”

W Poranku Wnet o sytuacji na Białorusi po demonstracjach z końca marca Krzysztof Skowroński rozmawiał z Siarhejem Czysłowem, jednym z twórców legendarnej organizacji opozycyjnej „Biały Legion”.

Założyciel Białego Legionu opisywał skalę represji po demonstracjach z końca marca: – Aresztowanych zostało około 700 osób, w większości to byli zwykli ludzie, którzy po prostu brali udział w protestach. Aresztowanych zostało również około 20 osób należących kiedyś do Białego Legionu. Do aresztowań doszło jeszcze przed główną demonstracją.

Pierwsza umowa socjalna zawarta przez obecną władzę ze społeczeństwa białoruskim polegała na powszechnym dostępie do tanich kredytów oraz możliwości czasowych wyjazdów za granicę, w zamian za co cała władza miała zostać przekazana w ręce Łukaszenki, który nawet mówił, że Białorusinowi wystarczy „lufa i słonina” – zaznaczył gość Poranka Wnet.

Zdaniem Siarheja Czysłowa, Putin będzie starał się zbrojnie opanować Białoruś. – Istnieje wielkie niebezpieczeństwo okupacji Białorusi przez wojska rosyjskie. Sytuacja z Białym Legionem pokazuje, że Kreml rękoma białoruskich służb specjalnych chce usunąć tych, którzy mogliby stawić opór rosyjskiej okupacji.

Na pytanie o możliwe pozytywne scenariusze rozwoju wydarzeń na Białorusi odpowiedział: – Rosja prowadzi od lat intensywną politykę inkorporacji Białorusi i Ukrainy. Dlatego prezydentami zostali Janukowicz i Łukaszenko, aby łatwiej było to zrobić. Ale na Kremlu zdają sobie sprawę, że Rosja nie wytrzyma dwóch wojen, więc będą dążyli do scenariusza krymskiego, czyli pokojowego przejęcia Białorusi.

Unia Europejska na różne sposoby próbowała współpracować z Łukaszenką – i w sposób miękki, i na twardym kursie. Ale nic z tego nie wyszło. Wydaje się że Unia nie ma pomysłu, jak rozmawiać Łukaszenką – stwierdził gość Poranka Wnet.

ŁAJ

Adam Borowski: Za zgodę na podpisanie umowy SKW z FSB Donald Tusk powinien stanąć przed Trybunałem Stanu

Zdaniem byłego opozycjonisty z lat PRL, organizatorzy demonstracji na Dworcu Centralnym liczyli na większą frekwencję, a przyszli tylko działacze i parlamentarzyści z Platformy Obywatelskiej.

Zdaniem Adama Borowskiego, huczne przywitanie Donalda Tuska w Warszawie miało przykryć sprawę, w której były premier zeznawał w prokuraturze, czyli podpisania umowy o współpracy między Służbą Kontrwywiadu Wojskowego a rosyjskim wywiadem: – Polskie służby w 2010 roku bez formalnej zgodny swojego przełożonego, czyli Donalda Tuska, rozpoczęły współpracę ze służbami wrogiego państwa, jakim jest Rosja. W tej sprawie mamy do czynienia z co najmniej brakiem nadzoru nad służbami i niedopełnieniem obowiązków przez Donalda Tuska.

[related id=14055]

Jak podkreśli szef Warszawskiego Klubu Gazety Polskiej, akcja przywitania Donalda Tuska nie spełniła oczekiwań polityków opozycji. – W komitecie powitalnych na Dworcu Centralnym przeważali funkcjonariusze partyjni z Platformy, posłowie, senatorowie oraz działacze młodzieżówki z tej partii. Na peronie nr trzy Donalda Tuska przyszedł witać aparat partyjny. Z pewnością organizatorzy spodziewali się większej frekwencji, ponieważ zamknięto wcześniej całą ulicę dla manifestantów.

Na peronie doszło do przemieszania się demonstrantów i były akty agresji. Mój transparent został naderwany w trakcie przepychanek z działaczami KOD. Ale do większych rękoczynów nie doszło – przyznał Adam Borowski.

Gość Popołudnia Wnet podkreślił, że najwięcej do przegrania na powrocie przewodniczącego Rady Europejskiej może mieć obecny przewodniczący Platformy – Donald Tusk na tle liderów opozycji jawi się jako człowiek dużo sprawniejszy i posiadający pewną charyzmę. Wiec wzbudził nadzieje opozycji, że wróci do krajowej polityki. Dla Grzegorza Schetyny powrót Donalda Tuska w szeregi Platformy Obywatelskiej oznaczałby degradację. Dalego będzie się starał wypchnąć Tuska jako kandydata opozycji w wyborach prezydenckich.

Jeden z posłów opozycji mówił, że za fakt współpracy SKW z rosyjskim FSB, Donald Tusk powinien co najmniej stanąć przed Trybunałem Stanu – zaznaczył w Popołudniu Wnet Adam Borowski.

ŁAJ

Wiec poparcia dla Donalda Tuska na Dworcu Centralnym to początek kampanii prezydenckiej byłego szefa Platformy

Demonstracyjny przyjazd byłego premiera do Warszawy oraz entuzjastyczne przyjęcie przez elity III RP i działaczy Platformy Obywatelskiej pokazały, że opozycja ma tylko jednego prawdziwego przywódcę.

Były premier po raz kolejny pokazał, że jest mistrzem marketingu politycznego. Wezwanie do prokuratury ws. wyjaśnienia kulis podpisania przez dowództwo kontrwywiadu umowy o współpracy Służby Kontrwywiadu Wojskowego z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa wydawało się być dla wizerunku Donalda Tuska sporym kłopotem. Bo jak racjonalnie można wytłumaczyć, że premier Polski (który z własnej woli przejął bezpośredni nadzór nad służbami specjalnymi) dopuszcza do sytuacji, w której rosyjskie służby specjalne dostały możliwość infiltracji polskiego kontrwywiadu wojskowego (np. przebywający w Polsce funkcjonariusze FSB mieli możliwość swobodnego poruszania się po jego siedzibie)? Sama umowa została podpisana kilka miesięcy po katastrofie prezydenckiego TU-154 pod Smoleńskiem, której przyczyny dopiero miały zostać ustalone, a nawet w oficjalnym śledztwie udział osób trzecich nie został wykluczony.

Niestety, pytając zebranych na Dworcu Centralnym zwolenników przewodniczącego Rady Europejskiej, odnosiło się wrażenie, że nikt z witających Donalda Tuska nie zadawał sobie pytań o powód i zasadność wezwania go do prokuratury. Grały emocje, dodajmy, po większej części emocje negatywne, co szczególnie silnie mogli odczuć zebrani członkowie „Klubów Gazety Polskiej”, którzy zebrali się, aby przypomnieć, dlaczego były przewodniczący Platformy Obywatelskiej musiał przyjechać do Warszawy.

[related id=”14061″]

Donald Tusk postanowił wykorzystać zebranych zwolenników, w większości członków Platformy Obywatelskiej, do odwrócenia uwagi opinii publicznej od kłopotliwej umowy oraz do zaaranżowania własnego powrotu na scenę polityczną. 19 marca na peronie nr trzy Dworca Centralnego można było poczuć atmosferę wiecu wyborczego. Tak Donald Tusk rozpoczął kampanię prezydencką, której wynik poznamy za ponad trzy lata.

Aranżacja powrotu „prezydenta Europy” była doskonale wkomponowana w prowadzoną od kilku miesięcy operację medialną, kreującą PiS na oderwaną od zwykłych ludzi, dygnitarską partię władzy. Kiedy premier porusza się rządową CASĄ – to Donald Tusk przyjeżdża do Warszawy koleją; kiedy wiceministrowie rozbijają się limuzynami na sygnale, to przewodniczący Rady Europy idzie z dworca do prokuratury pieszo. Dopełnienie obrazu stanowi sprawa kariery byłego rzecznika MON, Bartłomieja Misiewicza.

I znowu większość wyborców nie będzie zastanawiać się, jak naprawdę wygląda korzystanie z przywilejów władzy przez obecny rząd. Nie zobaczą wielu ministrów, którzy codziennie pieszo przychodzą do swoich gabinetów. Znaczna część opinii publicznej nie pamięta już cotygodniowych podróży Donalda Tuska z Warszawy do Gdańska rządowym samolotem czy kolacji w restauracji „Sowa i Przyjaciele” za pieniądze podatników. Wyborcy zobaczą, jak „prezydent Europy” skromnie stawia się przed prokuraturą. Widzowie telewizji informacyjnych nie zobaczą, że za Donaldem Tuskiem maszerowała niezbyt liczna grupa demonstrantów, głównie działaczy partyjnych i były urzędników. Nie zobaczą, że demonstrujący zaraz po wejściu Donalda Tuska do siedziby prokuratury szybko zaczęli się rozchodzić. Obrazek został nagrany i będzie po wielokroć emitowany, a tym samym cel polityczny został zrealizowany.

Jestem bardzo krytyczny wobec tego, co dzieje się w naszej ojczyźnie, ale wszystko jest dziś w rękach ludzi – powiedział Donald Tusk w drodze do stołecznej prokuratury. Słowa byłego premiera mogą wskazywać ma szukanie przesilenia politycznego na ulicy, podobnie jak to miało miejsce 16 grudnia 2016 roku. Zebrani zwolennicy Tuska, obok wyrażania poparcia dla przewodniczącego Rady Europejskiej,  skandowali również hasła antyrządowe, nawołujące do obalenia rządu.

Wiele wskazuje na to, że ten pokazowy spacer w świetle niezliczonych kamer telewizyjnych i obiektywów fotoreporterów to początek marszu Donalda Tuska w stronę Pałacu Prezydenckiego, czego głośno domagali się zebrani na peronie szeregowi działacze Platformy oraz członkowie KOD-u.

Z rozmów przeprowadzonych na peronie z działaczami Platformy można było odnieść wrażenie, że uczestnicy demonstracji z żadnym innym liderem opozycji nie wiązali tak silnych nadziei na odsunięcie PiS-u od władzy, jak z byłym premierem. Powrót Donalda Tuska do polskiej polityki będzie  realnym końcem sporu o przywództwo w opozycji. Po kompromitacji Ryszarda Petru oraz Mateusza Kijowskiego oraz deficycie politycznej charyzmy u obecnego przewodniczącego Platformy Obywatelskiej, Tusk pokazał się jako niekwestionowany przywódca całej opozycji.

ŁAJ

Donald Trump złagodził swoją ocenę NATO, natomiast stosunki z Rosją określił jako „być może najgorsze w historii”

Prezydent USA na wspólnej konferencji prasowej z Sekretarzem Generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem mówił także o relacjach z Chinami, problemie z Koreą Płn. i o obecności Sojuszu w Europie Wschodniej.

Do zmiany oceny Sojuszu Północnoatlantyckiego – jak wyjaśnił prezydent USA po zakończeniu rozmów z sekretarzem generalnym NATO – przyczyniło się zwiększenie przez NATO swej roli w walce z terroryzmem. Trump wyraził nadzieję, że siły Sojuszu Północnoatlantyckiego pomogą armii irackiej w walce z tzw. Państwem Islamskim i w walce z terroryzmem w Afganistanie.

Prezydent Trump powtórzył za sekretarzem stanu USA Rexem Tillersonem, że stosunki Waszyngtonu z Moskwą osiągnęły obecnie „najniższy punkt w historii”.

„W ogóle nie możemy się dogadać z Rosją” – podkreślił Trump.

Amerykański prezydent bardzo dobrze ocenił podczas konferencji prasowej rozmowy Rexa Tillersona w Moskwie i stwierdził, że „będzie fantastycznie”, jeśli stosunki Stanów Zjednoczonych z Rosją poprawią się w przyszłości. Dodał jednak, że „może być całkiem odwrotnie”.

Donald Trump przeciwstawił też swą ocenę kontaktów z Putinem, „którego nie zna”, doskonałym, jego zdaniem, relacjom z prezydentem Chin Xi Jinpingiem.

Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg, który podobnie jak prezydent Trump, bardzo dobrze ocenił spotkanie w Białym Domu, zwrócił uwagę, że NATO dokonuje obecnie największego w swej historii wzmocnienia sił na wschodnich rubieżach Sojuszu, w państwach bałtyckich i w Polsce.

Stoltenberg przyznał, że jednym z głównych tematów rozmów było zapewnienie, że państwa członkowskie NATO będą w równym stopniu łożyć na wspólną obronę.

W opinii amerykańskich mediów spotkanie prezydenta Trumpa z sekretarzem generalnym NATO było komentarzem do zakończonych w środę moskiewskich spotkań amerykańskiego sekretarza stanu Rexa Tillersona i uwerturą do majowego spotkania przywódców państw członkowskich NATO w Brukseli.

pap/aa

Aleksander Bondariew: Rosja daje jasny przekaz: jeśli Zachód chce walczyć z terroryzmem, powinien być jej sojusznikiem

Według Rosji, Zachód, chcąc walczyć z terroryzmem, powinien być sojusznikiem Rosji, a każdy kolejny akt terroru jest argumentem za tym, by zdjąć z Rosji sankcje za Ukrainę i Krym i stanąć u jej boku.

Aleksander Bondariew, rosyjski pisarz, dziennikarz i tłumacz, na stałe mieszkający w Paryżu, był gościem Poranka Wnet w środę 12 kwietnia. Komentował relacje rosyjsko-amerykańskie w kontekście sytuacji w Syrii. Próbował odpowiedzieć na pytanie, czym może zakończyć się spotkanie spotkanie amerykańskiego sekretarza stanu Rexa Tillersona w Moskwie z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych. Stwierdził, że powinno zostać wyjaśnione, po której stronie barykady stoją Rosjanie, i czy Asad może stracić poparcie Kremla.

Jeszcze 10 dni temu uważano, że Rex Tillerson jako specjalny wysłannik Donalda Trumpa spotka się z Putinem. Później okazało się, że takiego spotkania nie będzie. Powodem tego był atak z użyciem broni chemicznej w Syrii. Rzeczywiście był to punkt zwrotny w kontaktach Rosja – USA. Donald Trump w ten sposób chciał pokazać, że nie jest zależny od Moskwy, co zarzucano mu podczas afery dotyczącej rosyjskich służb bezpieczeństwa.
[related id=”766″]

Aleksander Bondariew  zasugerował,  że Rosja sponsoruje akty terroru i używa ich jako karty przetargowej w rozmowach na arenie międzynarodowej:

Ostatnie ataki w Sankt Petersburgu również były aktami terroryzmu, ale po nich pojawił się znamienny apel w wypowiedziach władz rosyjskich: Jeżeli Zachód chce walczyć z terroryzmem, powinien być sojusznikiem Rosji.  Czyli można powiedzieć, że każdy akt terroru był argumentem na to, aby zdjąć z Rosji sankcje za Ukrainę oraz za Krym i być jej sojusznikiem.  

Aleksnder Bondariew skomentował również ostatnie afery związane z korupcją na wysokich szczeblach władzy, m.in z ogromnym majątkiem Dmitrija Miedwiediewa.

– Putin trzyma w Rosji całą władzę, na niższym szczeblu można obserwować coraz więcej niezadowolenia i protestów po stronie ludzi. Po drugim ataku w metrze pojawił się człowiek z Gwardii Narodowej, który rozbroił bombę i zniknął. Takie incydenty są związane m.in. z rywalizacją starych służb bezpieczeństwa z nowo powstałymi grupami, m.in Gwardią Narodową, o względy prezydenta Putina.

Te organizacje  mają zupełnie inne cele: Stare służby bezpieczeństwa chcą dołączyć do władzy socjalistów systemowych, a  Gwardia Narodowa, która jest związana z Ramzanem Kadyrowem (niezależnym wojskowo od Moskwy) chciałaby wprowadzić terroryzm. Film o Miedwiediewie miał tylko pokazać, że kosztem takiej manipulacji można wyprowadzić tysiące ludzi na ulice i zająć ich głowy manifestowaniem przeciwko korupcji, podczas gdy  prawdziwym problemem w Rosji jest terror.

jn

 

 

OSW: Komisja Europejska gra na zwłokę i chce opóźnić realizację gazociągu Nord Stream 2. To zła wiadomość dla Rosji

Zdaniem analityków Ośrodka Studiów Wschodnich, Komisja chciałaby przeciągnąć projekt poza rok 2019, bo wtedy wygasa obowiązująca umowa tranzytowa między rosyjskim Gazpromem a ukraińskim Naftohazem.

Eksperci OSW napisali w swej opinii: – Sygnalizując konieczność utrzymania tranzytu gazu z Rosji przez Ukrainę, co jest jednym z celów polityki Brukseli wobec Kijowa, próbuje Komisja Europejska de facto wymusić na stronie rosyjskiej zawarcie nowego kontraktu ze stroną ukraińską na tranzyt rosyjskiego gazu po 2019 roku.

Nord Stream 2 to projekt dwunitkowej magistrali gazowej z Rosji do Niemiec przez Morze Bałtyckie, o mocy przesyłowej 55 mld metrów sześciennych surowca rocznie. Gazociąg ma być gotowy do końca 2019 roku; w tym samym roku Rosja zamierza zaprzestać przesyłania gazu rurociągami biegnącymi przez terytorium Ukrainy. Polska, kraje bałtyckie i Ukraina sprzeciwiają się projektowi. Akcjonariuszami Nord Stream 2 są: rosyjski Gazprom, austriacka OMV, niemieckie BASF-Wintershall i Uniper (wydzielona z E.On), francuska Engie i brytyjsko-holenderska Royal Dutch Shell.

[related id=”6501″]

Pod koniec marca Komisja Europejska wystosowała list do rządów Danii i Szwecji. Jej zdaniem, projekt nie jest spójny z celami unii energetycznej, gdyż nie daje dostępu do nowych źródeł gazu i wzmacnia pozycję Rosji jako największego dostawcy na rynku europejskim. Komisja w obecnej sytuacji  nie widzi też zapotrzebowania na rynku europejskim na budowę nowych gazociągów takiej wielkości.

Dania i Szwecja zwróciły się do Komisji w styczniu o wskazanie skutków realizacji gazociągu Nord Stream 2 dla prawa UE i celów unii energetycznej. Nord Stream 2 ma bowiem przebiegać przez duńską i szwedzką wyłączną strefę ekonomiczną na Bałtyku oraz duńskie wody terytorialne – stąd wymagana jest formalna zgoda obu państw na budowę gazociągu. Do Duńskiej Agencji Energii w kwietniu br. wpłynął list spółki Nord Stream 2 o wydanie zgody na wytyczenie trasy gazociągu w wyłącznej strefie ekonomicznej i morzu terytorialnym Danii.

Zdaniem analityków OSW list KE potwierdził, że zasady stosowania unijnego prawa, w tym trzeciego pakietu energetycznego, wobec gazociągów budowanych po dnie morza, „są niejasne”.

Komisja uważa, że dla części morskiej Nord Stream 2 powinien zostać ustanowiony specjalny reżim prawny, uwzględniający część kluczowych reguł unijnych. W konsekwencji Komisja w liście poinformowała, że będzie się starać uzyskać od Rady Europejskiej mandat do negocjowania umowy z Rosją dotyczącej Nord Stream 2 – napisali.

[related id=”10767″]

W swej analizie eksperci OSW zauważyli, że w odniesieniu do „newralgicznego pytania”, czy Nord Stream 2 powinien podlegać unijnemu prawu, „ostrożność sformułowań użytych w liście podpisanym przez wiceprzewodniczącego KE ds. unii energetycznej i komisarza ds. energii i klimatu kontrastuje z wypowiedzią rzeczniczki prasowej KE, Anny-Kaisy Itkonen”.

Przy okazji udostępnienia treści listu mediom stwierdziła ona, że choć ze względów politycznych projekt nie podoba się Komisji, to nie ma prawnych podstaw, by wstrzymać Nord Stream 2, gdyż unijne prawo nie stosuje się do części morskiej projektu. Równolegle do listu Komisji, 30 marca kilkudziesięciu posłów Parlamentu Europejskiego, reprezentujących niemal wszystkie państwa członkowskie UE oraz ugrupowania polityczne w PE, wystosowało pismo do przewodniczącego Rady Europejskiej oraz przewodniczącego KE, wzywające do pilnego wstrzymania realizacji Nord Stream 2 – zaznaczyli.

Autorzy analizy podkreślili, że list komisarzy, wraz z odpowiedzią KE na list dziewięciu państw członkowskich z Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej z marca 2016 r., są jedynymi oficjalnymi dokumentami, w których KE zaprezentowała swoje stanowisko dotyczące Nord Stream 2.

Od ogłoszenia projektu w 2015 roku komisarze wielokrotnie wypowiadali się na temat projektu, jednak KE unikała opublikowania całościowej oceny projektu – jego zgodności z prawem i celami politycznymi UE oraz możliwych skutków. Jedynym dodatkowym dokumentem na jego temat była opinia doradców prawnych KE, upubliczniona w marcu 2017 roku na portalu Euractiv. Stwierdzono w niej nieoczywistość zastosowania prawa UE w przypadku NS2, wynikającą m.in. z konfliktu między dwoma reżimami prawnymi: unijnym i rosyjskim, którym powinien podlegać Nord Stream 2 jako gazociąg mający początek w Rosji, a koniec w UE. Nie zostały natomiast ujawnione inne dokumenty wewnętrzne KE na temat NS2, w tym dokument prawników z Dyrekcji Generalnej ds. Energii, mający sugerować konieczność podporządkowania NS2 prawu unijnemu – podkreślili.

Ich zdaniem, obecne stanowisko KE przedstawione w liście do ministrów energii Danii i Szwecji nie rozwiewa wątpliwości dotyczących reżimu prawnego, jakiemu projektowana rura miałaby podlegać.

Co więcej, dodatkowe wątpliwości pojawiają się w związku z cytowaną w mediach wypowiedzią rzeczniczki KE, jednoznacznie stwierdzającą, że unijne prawo nie stosuje się do części morskiej projektu. Jest to pierwsza tak kategoryczna wypowiedź na ten temat ze strony unijnej, kontrastująca z ostrożnymi sformułowaniami samego listu i nie jest jasne, czy odpowiada to stanowisku Komisji. Do tej pory, pomimo pojawiających się pytań, nie zostało ono formalnie skomentowane (ale też zdementowane) przez żadnego wyższego rangą urzędnika KE. List Komisji nie odnosi się też w żaden sposób do pytań o konsekwencje geopolityczne projektu, w tym dla bezpieczeństwa na Morzu Bałtyckim, podnoszonych m.in. w państwach skandynawskich – zaznaczyli.

[related id=”1902″]

Eksperci OSW zauważyli, że debata związana z listem i wypowiedzi rzecznik KE potwierdzają, że projekt Nord Stream 2 pogłębia podziały wśród państw członkowskich UE. Jego zwolennikami są popierające go koncerny: niemiecki Uniper i Wintershall, austriacki OMV, brytyjsko-holenderski Shell i francuski ENGIE, jak również – w mniej lub bardziej formalny sposób – Niemcy, Austria, Francja i Holandia. Przeciwnikami są natomiast Polska, państwa bałtyckie i Słowacja.

Szereg państw UE ma do Nord Stream 2 stosunek niejednoznaczny; z jednej strony docenia możliwe korzyści ekonomiczne, z drugiej obawia się jego negatywnych skutków w obszarze bezpieczeństwa. Są to m.in. Czechy czy państwa skandynawskie.

W poniedziałek autor artykułu w jednym z najbardziej opiniotwórczych duńskich dzienników, zatytułowanym „Jyllands Posten”, zauważył:

– Niemcy w sporze o gazociąg zachowują się egoistycznie. UE powinna się uwolnić od dominacji rosyjskiej i tym samym osiągnąć większe bezpieczeństwo zaopatrzenia (w gaz – Agencja Prasowa). – Ale to wymaga jedności, a nie działania w pojedynkę. Polityka podwójnej gry Niemiec, które z jednej strony uczestniczą w sankcjach przeciwko Rosji, z drugiej kontynuują ścisłą współpracę z Kremlem w dziedzinie energetyki, musi się spotkać z poważną krytyką strony duńskiej, ponieważ właśnie tutaj leży prawdziwe wyzwanie – napisał „Jyllands Posten”.

Zdaniem ekspertów OSW, dla Danii list Komisji, mimo swej niejednoznaczności, jest korzystny politycznie. „Zaangażowanie UE w kwestię projektu jest zgodne z interesem Danii, która nie popiera powstania gazociągu, ale też nie chce go blokować samodzielnie. Projekt wspierają Niemcy (największy partner handlowy Danii), ale rodzi on obawy natury geopolitycznej i przeciwne jego realizacji są m.in. USA (najważniejszy sojusznik) oraz partnerzy regionalni (np. Polska i państwa bałtyckie)” – podkreślają.

Dania może przyjąć nowe rozwiązania prawne, które uniemożliwiłyby budowę gazociągów 

Budowa Nord Stream 2 stawia Danię w trudnym położeniu, bo – w przeciwieństwie do Szwecji i Finlandii – trasa planowanego gazociągu przebiega nie tylko przez wyłączną strefę ekonomiczną, będącą obszarem ograniczonej jurysdykcji państwa, ale także przez duńskie terytorium (morze terytorialne). To znaczy, że Dania mogłaby nie zgodzić się na proponowaną trasę gazociągu. – Pole manewru Danii w sprawie NS2 ogranicza jednak duńska interpretacja konwencji o prawie morza (art. 79) z 2009 roku. Wówczas duński rząd wyraził zgodę na budowę pierwszych dwóch nitek gazociągu Nord Stream, argumentując, że Dania na gruncie prawa morza jest zobligowana do takiego działania – zauważyli analitycy.

W ostatnim czasie w Danii trwa ożywiona debata na temat projektu. Opozycyjna lewica jest mu przeciwna i wykorzystuje kwestię Nord Sstream 2 do krytyki konserwatywno-liberalnego rządu. Przeciw wydawaniu zgody na budowę rury wypowiedział się m.in. były premier Danii i były sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen. Budowę gazociągu popiera natomiast Duńska Partia Ludowa. Obok tradycyjnych argumentów przeciw gazociągowi, czyli kwestii geopolitycznych i niezgodności z trzecim pakietem energetycznym, w dyskusjach pojawiły się nowe wątki. Część mediów i polityków opozycji zwracała uwagę, że rządowa interpretacja prawa morza z 2009 roku jest błędna i Dania mogła nie wyrazić zgody na budowę Nord Stream w swoim morzu terytorialnym.

Duńskie Ministerstwo Energii pod koniec marca wydało oświadczenie, w którym powtórzyło argumentację z roku 2009.

PAP/jn

Sekretarz Stanu USA Rex Tillerson: Rosja musi wybrać, po której stronie chce stać w sprawie konfliktu w Syrii

Tillerson oświadczył, że sojusz Rosji z prezydentem Syrii Baszarem el-Asadem i popierającymi go Iranem i libańskim Hezbollahem nie służy jej interesom. Zaapelował o sojusz z USA i ich stronnikami.

Sekretarz stanu USA Rex Tillerson powiedział we wtorek po obradach szefów MSZ krajów G7 we włoskim mieście Lukka, że Rosja musi wybrać, po czyjej stronie chce stać w sprawie konfliktu w Syrii. Zaapelował do Moskwy o sojusz z Waszyngtonem i jego partnerami.

„Jasne jest dla wszystkich, że panowanie rodziny Asadów zbliża się do końca” – powiedział Tillerson.

Źródło:PAP

lk