Ilmi Umerow, zastępca przewodniczącego Medżlisu, zagrożony karą do 5 lat więzienia za wywiad udzielony tatarskiej TV ATR

Umerowa przetrzymywano wbrew jego woli trzy tygodnie w szpitalu psychiatrycznym, mimo że nie jest chory psychicznie, co potwierdziła diagnoza. FSB tym razem sięgnęła do arsenału represji rodem z ZSRS.

Ilmi Umerow, były zastępca przewodniczącego Rady Najwyższej Krymu, w czasie aneksji był szefem administracji rejonu bachczysarajskiego. Po wywiadzie udzielonym 19 marca 2016 roku tatarskiej telewizji ATR został oskarżony o nawoływanie do naruszenia granic FR. Jest jednym z pierwszych Tatarów krymskich oskarżonych na podstawie wprowadzonego po aneksji Krymu sławetnego już artykułu 180.1.

[related id=35355]

W 40-minutowym wywiadzie ATR padło pytanie o to, jak Unia Europejska i ONZ mogą pomóc Ukrainie. Ilmi Umerow odpowiedział, że największą pomocą byłoby, gdyby te ośrodki zintensyfikowały sankcje, w wyniku których Rosja wyszłaby z Krymu i Donbasu. Wywiad dla telewizji ATR dla Umerowa zakończył się oskarżeniem o nawoływanie do naruszenia integralności terytorialnej Federacji Rosyjskiej. Rozpoczął się kolejny proces polityczny na Krymie.

Ilmiego Umerowa miało bronić czterech adwokatów – dwóch Tatarów krymskich z Symferopola i dwóch znanych moskiewskich obrońców – Nikołaj Połozow, który bronił między innymi Aleksieja Nawalnego i grupy Pussy Riot, oraz Marek Fejgin. W trakcie trwania procesu na wszystkich z adwokatów starano się wywierać wpływ bądź ich zastraszać.

Adwokat Emila Kurbiedijew otrzymał 10 dni aresztu za udostępnienie czyjegoś postu na profilu społecznościowym. W biurze Edema Semedlajewa w Symferopolu przeprowadzono przeszukanie i zabrano komputery. W wypadku Połozowa spowodowano, że nie prowadzi on sprawy Umerowa, a Marka Fejgina próbowano wykluczyć z Izby Adwokackiej Moskwy.

Oskarżenie opierało się nie na tekście oryginalnym, a na tłumaczeniu. Okazało się, że tłumaczenia tekstu wywiadu nie przeprowadził filolog krymskotatarski, a germanista. Ekspertyza była stronnicza, wykonana przez specjalistę z Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Samo zdanie będące przedmiotem oskarżenia wyjęto z kontekstu i niewłaściwie przetłumaczono: „Należy zmusić Rosję, żeby wyszła z Krymu i Donbasu”.

W czasie postępowania przeprowadzono ekspertyzę psychiatryczną. Wbrew woli Ilmiego Umerowa przetrzymywano go trzy tygodnie w szpitalu psychiatrycznym, w warunkach niepozwalających na sen i przestrzeganie higieny.
Sam Umerow uważa pobyt w szpitalu za sposób znęcania się nad nim. Efektem trzytygodniowego pobytu była diagnoza, że nie ma chorób psychicznych, które należałoby leczyć. Tymczasem Ilmi Umerow cierpi na schorzenie neurologiczne, jakim jest choroba Parkinsona.

W czasie procesu wychodzą na jaw nieścisłości. Funkcjonariusz FSB przepytywany przez adwokatów plątał się w zeznaniach przed sądem. W czasie rozprawy twierdził, że sam trafił na wywiad, a w dokumentacji było jego zeznanie, że zajął się telewizyjnym wywiadem Umerowa „na polecenie z góry”.

Obrona przyjęła następującą linię:

– przeprowadzona została niefachowa, nierzetelna ekspertyza wywiadu, opierająca się na nierzetelnym tłumaczeniu;

– w wyżej wymienionym wywiadzie nie ma nawoływania do naruszenia integralności terytorialnej Federacji Rosyjskiej z roku 1991, a takie właśnie granice Rosji są uznane przez ONZ i UE;

– nowe „granice” Rosji są bezprawne, bo w czasie aneksji Rosja złamała szereg praw: ukraińskie, rosyjskie i międzynarodowe.[related id=”35203″ side=”left”]

Ponadto 15 specjalistów nie znalazło w tekście żadnych nawoływań do naruszenia terytorium Federacji Rosyjskiej.

Ilmi Umerow jest dobrej myśli. Jak powiedział, przebieg sprawy obnaża zupełny brak podstaw do oskarżenia i bałagan dowodowy. Jest przygotowany na to, że w razie niekorzystnego dla niego werdyktu, zostanie on zaskarżony w Hadze.

Na ostatnim, czwartkowym posiedzeniu sądu po raz pierwszy głos zabrali świadkowie deklarujący występowanie w języku krymskotatarskim. Do tej pory sąd nie mógł znaleźć tłumaczy.

Artykuł 180.1 przewiduje kary do pięciu lat pozbawienia wolności.

Z Ukrainy Wojciech Jankowski

Sulejman Kadyrow posądzony o nawoływanie do naruszenia integracji FR za komentarz na Facebooku „Krym to Ukraina”

Kadyrow jest aktywistą tatarskim, u którego już dwukrotnie przeprowadzono przeszukanie. Za komentarz na portalu społecznościowym „Krym to Ukraina” grozi mu kolonia karna lub 5 lat więzienia.

[related id=35785]Sulejman Kadyrow poza tym, że jest działaczem Medżlisu został również delegatem Światowego Kongresu Tatarów Krymskich z ramienia Teodozji. Z powodu aktywności politycznej  już dwukrotnie u niego przeprowadzono przeszukanie, oficjalnie z powodu zamieszczonego komentarza na portalu społecznościowym „Krym to Ukraina”. Oskarżany jest o nawoływanie do naruszenia integralności terytorialnej Federacji Rosyjskiej.

Sulejman Kadyrow został wpisany na listę ekstremistów przez rosyjskie organa na Krymie. Powoduje to między innymi,  że nie może korzystać z konta bankowego, ani z karty płatniczej. Za każdym razem, gdy otrzymuje emeryturę musi iść do banku, składać podanie o wypłacenie pieniędzy. Następnie czeka na telefon z banku, po którym może wypłacić pieniądze. Aby zapłacić comiesięczną ratę za kredyt też musi pisać podania. Stara się nie opuszczać często domu i przebywać w towarzystwie innych aktywistów, ponieważ były już wypadki podrzucania broni lub narkotyków osobom krytycznie nastawionym do okupacji Krymu przez Rosję. Wszystko z powodu jednego komentarza w internecie.

-Ci fesesbesznicy nie szanują nawet swojej konstytucji – powiedział o funkcjonariuszach Federalnej Służby Bezpieczeństwa Kadyrow – To jest państwo czekistów, kagiebistów. Tam nie było nigdy demokratycznych wyborów i nigdy nie będzie. To państwo autorytarne!

Dwukrotnie przeprowadzono w jego domu rewizję. Pierwszy raz prawdopodobnie w skutek tego, że jako aktywista proukraiński często jeździł samochodem na Ukrainę kontynentalną. Pewnego dnia w ponad rok od aneksji i  powrocie z Ukrainy, gdy położył się spać na dwie godziny, do jego domu załomotały służby w celu przeprowadzenia przeszukania. Drugi raz był rok później. Załomotano do jego drzwi o 7 nad ranem. Rewizja trwała 4 godziny, chociaż w sprawozdaniu służb jest napisane, że „ogląd” mieszkania, nie rewizja, trwała 15 minut. Przez 2 i pół godziny przeglądano mu komputer.

W czasie przeszukania pod bronią trzymano jego matkę, którą sowieci w dzieciństwie deportowali do Uzbekistanu. Po wielu latach do jej domu znów przyszli uzbrojeni Rosjanie. Wszystko co najgorsze w życiu spotkało ją z rąk Rosjan, i na stare lata historia zatoczyła swego rodzaju koło. Matka Kadyrowa z utęsknieniem wspomina Ukrainę:
-Kocham Ukrainę i będę kochała do śmierci! W najgorszym momencie Ukraina nas uratowała! Niech mnie sądzą, ja już w życiu wszystkie trudy przeżyłam – mi to nie straszne, jestem na to gotowa. Kocham Ukrainę! Chwała Ukrainie! [w oryg. Sława Ukrainie!)

[related id=35592] Po przeszukaniu jego mieszkania, na profilu Facebookowym pojawiły się komentarze, których on sam nie napisał. Trudno nie odnieść wrażenia, że zostały one dopisane przez funkcjonariuszy FSB. Jego konto jest w tej chwili zablokowane.

W czasie rewizji działa wypracowany przez Tatarów krymskich system wspierania się. W momencie, gdy przychodzi informacja o przeszukaniu w domu aktywisty, inni Tatarzy momentalnie przyjeżdżają pod jego dom. Zdarzały się bowiem sytuacje, gdy Tatarzy zaginęli bez wieści, albo znajdowano tylko ich ciała.

Matka Kadyrowa trzyma w toalecie telefon na wypadek kolejnej rewizji. Jest przygotowany w specjalny sposób, aby po naciśnięciu jednego klawisza wysyłał alarmującą wiadomość tekstową do bliskich. Jeden raz niechcący nacisnęła przycisk i wszczęła alarm. Zanim Tatarzy zjechali się pod dom, sprawa została wyjaśniona.

-Składałem przysięgę, jako członek Medżlisu, narodowi tatarskiemu, jako milicjant narodowi ukraińskiemu – tłumaczy swoją postawę Kadyrow – a to jest jedna i ta sama przysięga – ochrona wszystkich narodów Ukrainy.

Sulejman Kadyrow jest jednym z wielu aktywistów na Krymie sądzonych z paragrafu o nawoływanie do naruszenia integralności terytorialnej Federacji Rosyjskiej na podstawie artykułu 280.1. Sędzia dał zgodę na przeszukiwanie mieszkania na podstawie podejrzeń o wspieranie batalionu tatarskiego Asker, który w 2016 roku miał doprowadzić do wyzwolenia Krymu spod rosyjskiej okupacji.

Sulejman Kadyrow krytycznie ocenia obecną sytuację na Krymie nie tylko ze względu na politykę i represje rosyjskie, ale również z uwagi na rozczarowanie Rosjan trzecim rokiem życia w Federacji Rosyjskiej:
– Kiedyś Krym był rosyjski, teraz zrobił się ukraiński. Oni zrobili wielki błąd! Lepiej było trzymać prorosyjski Krym w składzie Ukrainy.

Rewizje w domu Sulejmana Kadyrowa odbyły się 31 października 2015 roku i 5 października 2016 roku. Jego sprawą zajmuje się tatarski adwokat specjalizujący się w sprawach politycznych na Krymie, Edem Semedlajew.

Wojciech Jankowski z Ukrainy

W audycji Wojciech Jankowski opowiadał również o problemach jakie mają na granicy Ukrainy i anektowanego przez Rosję Krymu dziennikarze, które stały się również jego udziałem. Otóż przekroczenie tej „granicy administracyjnej”, jak ja nazywają Rosjanie, jest co najmniej frustrujące.

-Jadąc z Symferopola w kierunku Armiańska w stronę granicy zastanawiałem się jak będzie wyglądało to przejście granicy – powiedział Jankowski, wspominając o swoich doświadczeniach i innych korespondentów, z tego typu „przejściami granicznymi”.

-Jechałem autobusem, jeszcze w ostatniej chwili wyrywałem notatki, kasowałem zdjęcia i o godzinie 19.00 wreszcie przeszedłem przez granicę – wspomina Jankowski. Gdy pokazał polski paszport na przejściu granicznym „pani, zastanawiała się co zrobić. Zadzwoniła i dowiedziała się, że ma mnie potraktować tak jak wszystkich”.

-Niestety, w końcu znalazła  napis журналистская виза (wiza dziennikarska – przyp.red.) i wtedy zapytała, „a czym się zajmowaliście?” – kontynuuje Jankowski, który  wymijająco odpowiedział na pytanie funkcjonariuszki – czy zajmował się na Krymie polityką? – że między innymi kościołem katolickim.

-Ona popatrzyła na mnie i pouczyła”kościół to nie polityka, to kultura” – wspomina Jankowski, który zdziwiony tą klasyfikacją odetchnął z ulgą, chociaż musiał jeszcze trochę poczekać. Nasz korespondent wiedział, że tak będzie, bo zazwyczaj dziennikarze mają kilkugodzinne rozmowy z funkcjonariuszami FSB. Na szczęście FSB nie była zainteresowana piszącym o „kulturze” i zakomenderowała „пропуск”(wypuścić – przyp.red.).

-Wtedy również pomyślałem, że życie jest piękne! – powiedział Jankowski.

MoRo

 

 70 okrętów Rosyjskiej Floty i ponad dwa tysiące żołnierzy na Bałtyku w ramach sprawdzianu gotowości bojowej

Rosyjska Flota Bałtycka prowadzi planowy sprawdzian gotowości bojowej; w morze wypłynęło ponad 70 jednostek bojowych i pomocniczych – poinformował rzecznik floty Roman Martow.

[related id=31585]W ramach sprawdzianu „zgrupowania i jednostki wojskowe Floty Bałtyckiej wypełniają zadania szkoleniowo-bojowe na poligonach morskich i lądowych” – powiedział Martow. Udział w sprawdzianie biorą siły z dwóch baz marynarki wojennej: Bałtyckiej (w Bałtyjsku w obwodzie kaliningradzkim) i Leningradzkiej (obejmującej m.in. Petersburg).

Jak poinformował Martow, załogi okrętów przeprowadziły ćwiczenia i szkolenia z przygotowania okrętu do walki i przemarszu morzem, prowadzenia walki o utrzymanie żywotności okrętu przy jego postoju przy nabrzeżu oraz ochrony przeciwdywersyjnej okrętów w punktach bazowania.

Wśród ponad 70 okrętów, które wyszły w morze, są korwety, małe okręty rakietowe i duże okręty desantowe.

Należący do sił zbrojnych Rosji kanał telewizyjny Zwiezda podał, że w środę ćwiczy na Bałtyku piechota morska. Przyłączyły się do niej duże okręty desantowe Korolow i Aleksandr Szabalin. Elementem ćwiczeń było m.in. odparcie ataku z powietrza z wykorzystaniem środków walki radioelektronicznej.

Ponadto również w środę na Morze Barentsa wypłynęły w ramach ćwiczeń okręty rosyjskiej Floty Północnej.

PAP/MoRo

Czytaj również: Waszczykowski: Polska jest gotowa na kompromis w sprawie pracowników delegowanych, warunkiem są ustępstwa drugiej strony

Krymski dziennikarz Mykoła Semena oskarżony o wzywanie do naruszenia granic Federacji Rosyjskiej za napisanie artykułu

Dziennikarz został oskarżony o wzywanie do naruszenia integralności terytorialnej FR za artykuł na portalu Krym Realii. Pół roku po publikacji FSB przeszukała mu dom i wytoczyła sprawę przed sądem.

Mykoła Semena 11 września opublikował na stronie Krym Realii artykuł pod tytułem „Blokada – pierwszy i niezbędny krok ku wyzwoleniu Krymu”. Tekst był głosem w szerszej dyskusji na temat sensu wprowadzenia blokady Krymu. Pół roku później okazało się, że Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) interesowała się działalnością Mykoły Semeny i w kwietniu 2016 roku funkcjonariusze FSB przeszukali jego mieszkanie (i innych dziennikarzy publikujących na stronie Krym Realii). Semenę oskarżono o wzywanie do naruszenia granic i integralności terytorialnej Federacji Rosyjskiej, chociaż istnieje artykuł o naruszeniu integralności terytorialnej Krymu, który został wprowadzony w prawie rosyjskim po aneksji tej części Ukrainy. Warto wiedzieć, że artykuł 280.1 kodeksu karnego Federacji Rosyjskiej – z którego ma być sądzony dziennikarz – przewiduje w tym wypadku karę kolonii karnej i zakaz zajmowania się wykonywanym zawodem lub do pięciu lat pozbawienia wolność plus trzy lata zakazu wykonywania zawodu.

Mykoła Semena przyznał się do autorstwa artykułu. Obrońcy dziennikarza oparli obronę na dwóch faktach. W artykule nie było wezwań do naruszenia integralności FR. Ponadto, nawet wedle prawa rosyjskiego Krym nie wszedł w skład Federacji Rosyjskiej.

Ostatnią tezę uzasadnili tym, że:

– konstytucja FR uznaje priorytet prawa międzynarodowego, dopiero potem prawo wewnętrzne państwa, a wedle takiego porządku aktów pierwszeństwo mają: akt helsiński o nienaruszalności granic w Europie, dokumenty Rady Europy, ONZ i OBWE. Ponadto organizacje te nie uznały aneksji Krymu przez Rosję.

– wedle prawa rosyjskiego granica FR – zgodnie z umową z Ukrainą „O przyjaźni, współpracy i wzajemnej pomocy” i o granicy państwowej  – przebiega przez Morze Czarne i Cieśninę Kerczeńską.

Zdaniem obrońców w porządku prawnym FR nie nastąpiło przeniesienie granicy między Rosją a Ukrainą z Cieśniny Kerczeńskiej na granicę miedzy Krymem a obwodem chersońskim. Jako przykład podają oni przypadek pewnego Rosjanina, który niedawno zrobił tratwę i przepłynął na niej przez cieśninę na Krym i został… oskarżony o naruszenie granicy.
Dane ściągnięte z komputera Semeny zostały pobrane nielegalnie przez funkcjonariuszy, ponieważ zgodę na to dostali od sądu kilka miesięcy później. Ekspertyzę tekstu przeprowadzono w sposób nierzetelny. Przy FSB powstała jednostka do tego przeznaczona, która wedle Semeny pisze ekspertyzy na własne potrzeby.

Obrońcy zamówili w Moskwie powtórną ekspertyzę. W recenzji napisano, że krymska ekspertyza była przeprowadzona przez niewykwalifikowaną osobę. Znaleźli w dokumencie 72 błędy (na poziomie szkoły wyższej – 25, średniej – 27 i 20 błędów na poziomie nauczania języka rosyjskiego w szkole podstawowej!).

– Jest to oświadczenie rosyjskich organizacji obrony praw człowieka, że artykuł 280.1, na podstawie którego mnie sądzą, został wprowadzony do kodeksu karnego z powodów politycznych. Były przecież takie czasy, kiedy w Rosji nie było więźniów politycznych – powiedział Mykoła Semena – Nie rozumiem, dlaczego Rosja znów wraca do tych czasów. To ewidentny krok wstecz.

Mykoła Semena nie ma wątpliwości, że jego proces jest kolejną sądową sprawą polityczną na Krymie. Żegnając się ze mną, powiedział, że nie wie, jak potoczą się jego sprawy, może pójdzie do więzienia. Zaznaczył, że za większe drobnostki osądzano ludzi w Rosji, na przykład za tzw. reposty, udostępnienia cudzej publikacji w mediach społecznościowych. W takim wypadku, jak mówi, przynajmniej wiedziałby, za co poszedł do więzienia. „Jestem patriotą Ukrainy i wyraziłem swoją opinię” – zakończył.

W obronę Semeny zaangażowała się grupa Memoriał, wedle której w tekście nie ma wezwań do naruszenia granic rosyjskich.

Artykuł 280.1 kodeksu karnego o wzywaniu do naruszenia integralności terytorialnej Federacji Rosyjskiej został wprowadzony po aneksji Krymu i wedle wielu komentatorów ma on charakter polityczny. Na podstawie artykułu 280.1 oskarżono już wiele osób, w tym mieszkańców Krymu, między innymi Ilmiego Umerowa za wywiad udzielony tatarskiej telewizji ATR.

W czwartek 31 sierpnia odbędzie się kolejne posiedzenie sądu. Obrońcy będą opierali się na tym, że wezwań do naruszenia integralności FR w artykule Semeny nie ma, jednocześnie de iure paragraf o integralności terytorialnej FR nie dotyczy Krymu i poproszą o uniewinnienie.

Wojciech Jankowski z Krymu

Korespondencja z Krymu / Tatar krymski Serwer Karametow: Jesteśmy rdzennym narodem Krymu! Nie powinniśmy się bać!

W sierpniu tego roku Serwer Karametow wyszedł protestować z plakatem „Putin. Nasze dzieci to nie terroryści”. Otrzymał za to 10 dni aresztu, mimo że ma 76 lat i cierpi na chorobę Parkinsona.

Serwer Karametow jest przykładem dla młodych Tatarów. Brał udział w protestach już w 1969 roku. W 1987 roku był z innymi Tatarami w Moskwie na placu Czerwonym. Pojechał również na Majdan.

– Jesteśmy rdzennym narodem Krymu – mówił 76-letni aktywista. – Nie powinniśmy się bać, czemu mielibyśmy się bać? W czasach sowieckich nieraz jeździliśmy na protesty do Moskwy.

Serwer Karametow wyszedł na protest z plakatem „Putin. Nasze dzieci to nie terroryści” w obronie Achmeta Czijgoza 8 sierpnia. Został zatrzymany i skazany 10 sierpnia na 10 dni aresztu i mandat w wysokości 10 tysięcy rubli (otrzymuje emeryturę 8900 rubli) za naruszenie porządku jednoosobowych protestów i przeciwstawienie się funkcjonariuszom policji.

Po ogłoszeniu wyroku społeczność tatarska zapłaciła 10 tysięcy rubli. Istnieje organizacja Krymska Solidarność, która zbiera pieniądze na aktywistów krymskich. Kilku Tatarów zadzwoniło z informacją, że biorą na siebie karę Karametowa. Aresztowanie Serwera Karametowa wywołało inne jednoosobowe protesty Tatarów na Krymie.

Aktywista faktycznie spędził w areszcie 12 dni. Powinien był znajdować się w areszcie do 17 sierpnia, tymczasem wyszedł 19 sierpnia. Wypuszczono go nocą i wywieziono bez pieniędzy na dworzec autobusowy, pomimo że pod gmachem sądu czekali na Karametowa Tatarzy. Wcześniej adwokatom zapowiedziano, że Karametow zostanie wypuszczony przed gmachem sądu na ul. Pawlenki w Symferopolu. Karametowa odnaleziono dopiero, gdy włączył oddany mu na dworcu telefon.

Serwer Karametow jest aktywistą od 1966 roku. Już w 1969 roku brał udział w proteście w obronie prześladowanego Tatara, został posadzony wówczas na 15 dni. W rocznicę deportacji Tatarów, 18 maja, również wyszedł na protest w Symferopolu. Zatrzymano go wówczas na trzy godziny.

– Już dziesiątki ludzi posadzili na podstawie artykułu o terroryzmie, a terroryzmu u nas w ogóle nie ma. My nie dopuszczaliśmy się aktów terroryzmu i nie będziemy tego robić. Jesteśmy tak małym narodem. W 1863 roku nas było 16 milionów. Rosjanie nas wypychali z Krymu. Do Turcji wyjechało siedem milionów – uzasadniał swoje działanie Karametow. – Dlatego myślałem, jak chronić nasz naród. Wszyscy się boją, nikt nie wychodzi z protestem na ulicę. Jednemu człowiekowi z Sewastopola dali siedem lat, drugiemu 15, a w domu u nich niczego nie znaleźli, ani papierów, ani broni.

Jedyna rzecz, której boi się Serwer Karametow, to kolejne deportacje dzieci Tatarów krymskich. Przypomina, że w 2014 roku w trakcie aneksji Rosjanie dzielili się już tatarskimi domami. Karametow zawsze przy sobie ma na wypadek spontanicznego protestu flagę krymsko-tatarską.

Serwer Karametow wrócił na Krym do rejonu leninowskiego już w 1968 roku, jako jeden z pierwszych Tatarów. Miał wówczas 27 lat. Wedle słów Karametowa było wówczas tylko 10 rodzin tatarskich na Krymie. Po powrocie pracował jako pasterz w kołchozie, żona pracowała przy dojarce. Serwer Karametow mieszka w Starym Krymie, 90 km od Symferopola.

Wojciech Jankowski z Krymu

 

Jan Bogatko z Sankt Petersburga/ Wojna nie zniszczyła substancji miasta. Powiedziano mi, że zniszczyła ludzi, nie mury

Wspomnienie o Witoldzie Iwickim, kapłanie, który poznał totalitaryzmy: carski, komunistyczny i narodowosocjalistyczny, i oddał dobrowolnie życie za bliźniego, podobnie jak Maksymilian Maria Kolbe.

Jan Bogatko

 

Moi dziadkowie mieszkali w Petersburgu przez kilka miesięcy w roku. W jednym z domów niedaleko Fontanki, przy najkrótszej ulicy w ówczesnej stolicy imperium. Nazywa się Mała Sadowa i liczy 175 metrów długości. Zamknięta dla ruchu, ma kilka kawiarń i pomniki …kotów. Jeśli wcelujesz w jednego z nich, to spotka cię szczęście, opowiada się. Ciekawe, nie widać żebraków czyhających na odbijające się od ścian monety. Przyczyna tkwi chyba nie tyle w niekorzystnym kursie rubla, co w braku żebraków w Petersburgu w ogóle. (…)

Nie tylko moi dziadkowie mieszkali w Petersburgu. Mieszkał tu i pracował także stryj mego ojca, Witold Iwicki. Był on proboszczem jednej z dwu parafii katolickich w Petersburgu – św. Stanisława, Biskupa i Męczennika.

Witold Iwicki, wilnianin, syn powstańca roku 1863, Teofila Bronisława Iwickiego i Celiny Antoniny z Białłozorów, po uzyskaniu matury w wileńskim gimnazjum, w 1902 roku wstąpił do seminarium duchownego w Petersburgu, gdzie otrzymał w 1907 roku święcenia kapłańskie. Jako kapłan wcześnie naraził się carskim władzom. Na żądanie premiera Rosji, Piotra Stołypina, metropolita mohylewski musiał usunąć ks. Iwickiego z pełnionych funkcji w Mozyrzu. (…)

Aresztowany jako zakładnik we wrześniu 1920 roku, był więziony w Moskwie. Jego proces wywołał szczególny rozgłos. W marcu 1921 roku w drodze wymiany wrócił z Rosji do niepodległej Polski, szczęśliwie unikając zsyłki do bolszewickiego łagru lub stracenia. Tak polski kapłan poznał drugi totalitaryzm – komunistyczny.

17 września Pińsk zajęli Sowieci, a po wybuchu wojny Hitlera ze Stalinem miasto znalazło się pod kolejną okupacją – z kolei niemiecką. Tak polski kapłan poznał trzeci totalitaryzm: narodowo-socjalistyczny.

I tego nie dane mu było już przeżyć. 22 stycznia 1943 roku zamordowano go w Janowie Poleskim jako zakładnika po akcji AK na więzienie w Pińsku. Przed egzekucją darowano mu życie. Z zeznań świadka Jana Pietraszka: „Wskazując na niego (naczelnika stacji kolejowej w Pińsku), ks. prał. Iwicki powiedział, że on ma żonę i dzieci i żeby on został zwolniony, a ja poniosę śmierć”.

Proces beatyfikacyjny Witolda Iwickiego jest w toku.

Cały felieton Jana Bogatki, pt. „Białe noce” – jak co miesiąc, na stronie „Wolna Europa” „Kuriera Wnet”, nr sierpniowy 38/2017, s. 3, wnet.webbook.pl.

Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku Radia WNET na falach Radia Warszawa (106,2 FM) i Radia Nadzieja z Łomży (103,6 FM) oraz na www.radiownet.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Jana Bogatki pt. „Białe noce” na s. 3 sierpniowego „Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl

Wojciech Jankowski z Krymu / Służby rosyjskie nie dopuściły do spotkania uczestników protestu tatarskiego z 1987 roku

Dzień 57. z 80 / Nadleśnictwo Lipusz / Poranek WNET – W kolejnej korespondencji z Krymu o napięciu między Tatarami a władzą Federacji Rosyjskiej oraz o najnowszej historii Tatarów krymskich.

W niedzielę 20 sierpnia tatarscy uczestnicy protestu z Moskwy z 1987 mieli spotkać się, by uczcić protest w jego rocznicę w bazie odpoczynku w miejscowości Biała Skała (po krymskotatarsku – Aq Qaya) w rejobnie biełogorskim (Biełogorsk, po krymskotatarsku – Qarasuvbazar). Spotkanie miało mieć charakter pikniku. Organizatorzy wybrali miejsce z dala od centrów dużych miast, gdyż wiedzieli, że nie dostaną pozwolenia. Miejsce pod gołym niebem miało nie dawać pretekstu do interwencji i nie wymagało pozwolenia.

Interwencja jednak nastąpiła. Uzbrojone służby w czarnych bandytkach nie dopuściły do przeprowadzenia mityngu. Przyjechało jednak kilka samochodów OMON i policji. Miejsce spotkania zostało otoczone kordonem.

Pomimo obecności uzbrojonych służb siłowych Tatarzy wyjęli flagi tatarskie i zaczęli się modlić. W odległości kilku metrów od kordonu omonowców występował zespół dziecięcy z ludowymi tańcami. Nad głowami obecnych przelatywały śmigłowce. Omonowcy wezwali zebranych do rozejścia się bez użycia siły z ich strony.[related id=35319]

W tym samym czasie zostali otoczeni Tatarzy, którzy przybyli na miejsce przed blokadą. Znajdujący się wśród otoczonych Bekir Umerow zapytał, jak długo potrwa interwencja. W odpowiedzi usłyszał, że „do lepszych czasów”, na co oznajmił, że lepsze czasy przyjdą, gdy zmieni się prezydent. Te słowa zostały potraktowane jako pogróżki skierowane do prezydenta Federacji Rosyjskiej. Bekir Umerow został zatrzymany na kilka godzin.

Po wypuszczeniu Bekira Umerowa spotkanie jednak odbyło się – dwie godziny później, w miejscowości oddalonej o kilka kilometrów. Tatarzy przejechali samochodami z wywieszonymi flagami krymskotatarskimi w inne miejsce, gdzie pomodlili się.

Jak powiedział Ilmi Umerow, jeden z członków zakazanego przez władze Federacji Rosyjskiej na Krymie Medżlisu, całe wydarzenie w ogóle byłoby niezauważone przez media, gdyby nie interwencja służb. Miałoby charakter pikniku, o którym, poza kilkuset osobami, nikt by się nie dowiedział.

– Ich logikę trudno zrozumieć. Cel jest tylko jeden – skomentował Ilmi Umerow – nastraszyć cały naród krymskotatarski, nastraszyć wszystkich, którzy myślą inaczej, wszystkich niepokornych wobec tych władz. Metody zastraszania wybierają za każdym razem inne. A w efekcie ani strachu przed nimi w nas nie przybyło, ani lojalności wobec nich. Po raz kolejny władze pokazały swoją tchórzliwość i niekompetencję. Podjęły głupią decyzję, w wyniku której piknik zamienił się w protest. [related id=35203]

Protesty z 1987 roku to kamień milowy w najnowszej historii Tatarów krymskich. Po deportacji w 1944 roku zamieszkiwali oni głównie Uzbekistan, dokąd ich wtedy wywieziono. Część zdołała przeprowadzić się do sąsiadującego przez Zatokę Kerczeńską Kubania. Tatarzy krymscy byli pierwszym narodem, który wystąpił z protestami w Moskwie.

Latem 1987 roku doszło do serii protestów w Moskwie, w wyniku których z protestującymi spotkał się Andriej Gromyko. Po rozgonieniu protestu i deportacji do republik związkowych – miejsc zamieszkania – aktywiści tatarscy podjęli decyzję o powrocie do ojczyzny. Efektem aktywności Tatarów krymskich z lata 1987 roku był powrót na Krym i przyznanie Tatarom prawa do tego przez władze w 1989 roku.

Bekir Umerow jest jednym z bohaterów ruchu odrodzenia Tatarów krymskich. W latach 80. mieszkał w Kraju Krasnodarskim (Kubań). W rocznicę deportacji swojego narodu, 18 maja 1987 roku, podjął głodówkę w celu skłonienia Gorbaczowa do spotkania z delegacją Tatarów – grupą, która zebrała się w kwietniu 1987 roku w Taszkiencie. Po niedzielnym incydencie Umerow spodziewa się aktu oskarżenia. Jego bratu Ilmi Umerowi wytoczono dwa lata temu proces za wywiad udzielony telewizji krymskotatarskiej ATR.

Wojciech Jankowski

Relacja dostępna w drugiej części Poranka WNET. Zapraszamy do słuchania.

Litewski politolog z Centrum Studiów Europy Wschodniej Linas Kojala: możliwość prowokacji podczas ćwiczeń Zapad-2017

Możliwość prowokacji podczas rosyjsko-białoruskich ćwiczeń Zapad-2017 i brak przejrzystości w przygotowaniach do tych manewrów wzbudzają niepokój na Litwie – powiedział dyrektor CSEW Linas Kojala.

[related id=31554]

Ćwiczenia Zapad-2017 mają odbyć się w dniach 14-20 września. Politolog zaznaczył jednak, że Litwa jak nigdy dotąd czuje się bezpieczna, a w społeczeństwie nie odczuwa się napięcia.

Kojala przypomniał, że od kilku lat w regionie trwa proces wzmacniania bezpieczeństwa dzięki staraniom poszczególnych państw. W tym kontekście zwrócił też uwagę na zwiększenie obecności NATO. Dowództwo Sojuszu Północnoatlantyckiego niejednokrotnie podkreślało, że Litwa, Łotwa, Estonia, a także Polska są pełnoprawnymi członkami NATO, a Sojusz będzie bacznie przyglądał się sytuacji.

„Prowokacje i możliwość demonstracji siły poprzez wtargnięcie na teren państw bałtyckich podczas tych ćwiczeń wzbudzają niepokój. Niepokoi też brak informacji na przykład jeśli chodzi o liczbę żołnierzy biorących udział w tych ćwiczeniach: 13 tysięcy, czy 100 tysięcy” – oświadczył Kojala.

„Zrobiono naprawdę wiele i dzisiaj możemy czuć się znaczniej bezpieczniej aniżeli przed wybuchem konfliktu na Ukrainie” – uważa politolog.

Ostatnie sondaże opinii wskazują, że Litwini największe zagrożenie dla bezpieczeństwa swego kraju widzą w wysokim poziomie emigracji i bezrobociu. Zagrożenie rosyjską inwazją wojskową dostrzega tylko 21 proc.

„Taki wynik zawdzięczamy właśnie poczynionym staraniom w ostatnich latach w celu wzmocnienia siły obronnej” – powiedział Kojala. Przypomniał, że w 2014 roku, tuż po aneksji ukraińskiego Krymu, 80 proc. respondentów na Litwie obawiało się rosyjskiej inwazji.

PAP/MoRo

Rosyjski szef MSZ Siergiej Ławrow o kryzysie koreańskim: Ryzyko jest wysokie. Otwarte groźby użycia siły

Szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow ocenił, że ryzyko konfliktu USA i Korei Północnej jest bardzo wysokie, biorąc pod uwagę retorykę obu krajów. Wyraził przy tym nadzieję, że „zwycięży zdrowy rozsądek”.

„Uważam, że ryzyko jest bardzo wysokie, szczególnie jeśli uwzględnić tę retorykę: brzmią otwarte groźby użycia siły” – powiedział szef MSZ na spotkaniu z młodymi politologami i socjologami na forum młodzieżowym w obwodzie włodzimierskim.

Ławrow zauważył, że w przypadkach, „gdy dochodzi niemal do bójki, to jako pierwsza z niebezpiecznej linii powinna się zapewne wycofać strona, która jest silniejsza i mądrzejsza”.

„Niestety, retoryka w Waszyngtonie i Pjongjangu zaczyna przekraczać miarę. Mimo wszystko sądzimy, że zdrowy rozsądek zwycięży” – mówił. Podkreślił, że Rosja stoi na stanowisku, że niedopuszczalne jest uzyskanie przez Koreę Północną broni jądrowej.

[related id=34216]Szef rosyjskiej dyplomacji mówił także o stosunkach Rosji z Zachodem, któremu zarzucił toczenie walki o zachowanie swojej dominacji w świecie. „Nasi koledzy amerykańscy wykorzystują obecną sytuację, w tym antyrosyjską postawę swych sojuszników w Europie, po to, by (…) utrzymać znaczenie NATO, które nie może istnieć bez USA, i jednocześnie myśleć o własnych interesach ekonomicznych” – oświadczył.

Z kolei wewnątrz Unii Europejskiej istnieje – zdaniem rosyjskiego ministra – „agresywna rusofobiczna mniejszość”, która „próbuje nadużywać zasady solidarności” i narzuca innym państwom unijnym „podejście agresywne i konfrontacyjne”.

Ławrow przekonywał, że „część elit na Zachodzie chciałaby widzieć Rosję słabą” i „gotową do ustępstw na szkodę jej interesom”. Wyraził przekonanie, że „celem wojny na sankcje jest m.in. osiągnięcie tego celu”. „Nigdy nie będziemy niczego robić na szkodę naszym interesom i o tym wszyscy wiedzą” – zapewnił.

PAP/MoRo

Premier Miedwiediew po nałożeniu dodatkowych sankcji na Rosję przez USA: Amerykański establishment ograł Trumpa

Po podpisaniu przez Trumpa ustawy o sankcjach wobec Rosji jej premier uznał, że „amerykański establishment ograł na czysto prezydenta, a ostatecznym celem tych działań jest odsunięcie go od władzy”.

„Amerykański establishment zdołał sprawić, że prezydent USA Donald Trump podpisał ustawę o zaostrzeniu sankcji przeciw Rosji, co świadczy o bezsilności obecnej administracji. Poza tym to zapewne dopiero pierwsze kroki na drodze do odsunięcia Trumpa od władzy” – taką opinię wyraził na Facebooku rosyjski premier Dmitrij Miedwiediew.

Prezydent Donald Trump w środę podpisał ustawę, która wprowadza nowe sankcje wobec Rosji, Iranu oraz Korei Północnej. Trump zastrzegł, że ustawa jest „bardzo wadliwa”, uznał jednak jej walor polegający na zaaprobowaniu środków, które „ukarzą i ograniczą złe zachowanie zbójeckich reżimów w Teheranie i Pjongjangu”. Zaznaczył też, że popiera przesłanie, iż „USA nie będą tolerować ingerencji w nasze procedury demokratyczne”, a on stanie po stronie sojuszników Ameryki „przeciw rosyjskiej działalności wywrotowej”.

„Prezydent nie jest zachwycony nowymi sankcjami, lecz nie mógł nie podpisać ustawy” – podkreślił rosyjski premier. Ustawa przeszła miażdżącą większością głosów; ewentualne weto prezydenta zostałoby z łatwością przełamane.

Zdaniem premiera Rosji przez zaostrzenie sankcji Stany Zjednoczone w rzeczywistości wydały Rosji wojnę handlową. „Nasze nadzieje, że stosunki z nową administracją amerykańską się poprawią, spełzły na niczym” – podkreślił.

Jednocześnie Miedwiediew na swej stronie na Facebooku wyraził przekonanie, że Rosja zdoła się dalej rozwijać.

„Spokojnie będziemy kontynuować prace w rozwoju gospodarki i sfery socjalnej, będziemy się zajmować zastępowaniem importu, rozwiązywać najważniejsze zadania państwa, będziemy liczyć przede wszystkim na siebie” – oświadczył Miedwiediew.

„W ostatnich latach nauczyliśmy się to robić” – dodał.

Wcześniej do nowej amerykańskiej ustawy odniósł się Kreml. Jego rzecznik Dmitrij Pieskow powiedział, że podpisanie przez prezydenta Trumpa ustawy o sankcjach wobec Rosji „niczego nie zmienia” i że Moskwa już podjęła kroki będące reakcją na te restrykcje.

O możliwości różnych kontrposunięć w związku z nowymi amerykańskimi sankcjami wobec Moskwy poinformował w środę wieczorem rosyjski MSZ. Jego zdaniem nowe sankcje są oznaką krótkowzroczności i – jak napisano w komunikacie resortu spraw zagranicznych – „mogą naruszyć globalną stabilność, za którą właśnie Moskwa i Waszyngton ponoszą szczególną odpowiedzialność”.

PAP/MoRo