Ryszard Czarnecki: Nie śpiewałbym w chórze komentatorów w pełni zadowolonych ze zwycięstwa Sebastiana Kurza w Austrii

Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego uważa, że wyniki wyborów w Austrii to element narastania nastrojów antyimigranckich, który jednak nie doprowadzi do zasadniczej zmiany polityki Wiednia.

Gość Poranka Wnet komentował na antenie Radia WNET wyniki niedzielnych wyborów, które wygrała chadecko-centrowa Austriacka Partia Ludowa (OeVP), zdobywając 31,36 procent głosów. Na miejscu drugim znalazła się prawicowa Austriacka Partia Wolności (FPOe) z 27,35 procent głosów, a na trzecim – współrządząca dotąd z chadekami w ramach „wielkiej koalicji” – Socjaldemokratyczna Partia Austrii (SPOe), którą poparło 26,75 procent głosujących.

Wybory w Austrii wygrały dwa ugrupowania, które są jednoznacznie antyimigracyjne. Pod nowym przywództwem Sebastiana Kurza wygrała Austriacka Partia Ludowa, „grając na mocnym antyimigranckim fortepianie”, co odpowiadało temu, co czuło austriackie społeczeństwo – tak wybory w Austrii podsumował w rozmowie z Aleksandrem Wierzejskim wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego z ramienia frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.

Zdaniem Ryszarda Czarneckiego zwycięstwo Austriackiej Partii Ludowej to przejaw dostosowywania się elit władzy do zmian w nastawieniu społecznym. Establishment europejski przemalował szyld, wystawił najmłodszego w UE ministra spraw zagranicznych na lidera. Gość Poranka WNET nie śpiewa jednak „w chórze radości polskich komentatorów”. Lider wolnościowców (partii, która zdobyła drugi wynik) mówił o potrzebie współpracy z Grupą Wyszehradzką. Natomiast przyszły kanclerz Sebastian Kurz (lider Austriackiej Partii Ludowej) raczej stawiał na Grupę Sławkowską, z Czechami i Słowacją, chcąc poniekąd rozbijać spoistość Wyszehradu i w polityce zagranicznej bardziej orientować się na Paryż i Berlin.

– Wiedeń nie będzie odgrywał samodzielnej roli w zakresie energetyki, tylko będzie raczej membraną tego, co mainstream unijny będzie w tej materii przekazywał – podkreślił gość Poranka Wnet.

Ryszard Czarnecki po raz pierwszy publicznie ogłosił, że europejskie sankcje wobec Kremla zostaną przedłużone na kolejny okres – jest szansa na to, że jeszcze w grudniu Unia Europejska podtrzyma szeroki zakres sankcji dla Rosji. Co będzie po kolejnym półroczu, już nie wie. Obawia się jednak, że Mundial w Rosji może być pretekstem dla szeregu krajów, także z naszego regionu, żeby zmniejszyć zakres sankcji.

Wiceprzewodniczący parlamentu UE odniósł się również do możliwej dalszej eskalacji agresywnej polityki zagranicznej Kremla w Europie Środkowej: – Rosja słabnie ekonomicznie w oczach na skutek sankcji oraz spadku cen ropy naftowej. To, co zabiło Związek Sowiecki, dzięki mądrej polityce Ronalda Reagana, który porozumiał się z Arabią Saudyjską oraz innymi eksporterami ropy, zaczyna się również teraz realizować. Ale im Rosja słabsza gospodarczo, tym bardziej szuka rozwiązań w ekspansywnej polityce militarnej i zagranicznej. Więc możemy się spodziewać pewnych wojowniczych ekscesów wobec krajów Bałtyckich.

Gość Poranka Wnet wypowiedział się również na temat możliwej zmiany położenia mniejszości polskiej na Litwie: – Polacy na Wileńszczyźnie przed wejściem Litwy i Polski do UE mieli mniej problemów, ponieważ Wilno wtedy bardziej się pilnowało w kontekście wchodzenia do struktur europejskich. Teraz nie ma tego hamulca, sytuacja nie jest specjalnie lepsza. Może retoryka jest lepsza, ale potrzebne są czyny, a nie słowa.

ŁAJ

Rozmowa z Ryszardem Czarneckim dostępna jest w pierwszej części dzisiejszego Poranka WNET.

Żurawski vel Grajewski o separatyzmie w Europie: Referendum w Katalonii nie spełnia żadnych zdroworozsądkowych kryteriów

Secesja Katalonii nasiliłaby nastroje separatystyczne w państwach europejskich, co mogłoby trafić rykoszetem w Polskę, bowiem bezpośrednim następstwem rozpadu państw byłoby osłabienie NATO.

Gościem Poranka WNET był prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski – historyk, członek gabinetu politycznego szefa MSZ i Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP.
– To byłby pewien paradoks, bowiem ruch kataloński jest silnie lewicowy, żeby nie powiedzieć – lewacki – powiedział Żurawski vel Grajewski o ciągotach wielu polskich środowisk prawicowych, które zdają się kibicować zapędom separatystycznym Katalończyków. – W wymiarze geostrategicznym każda skuteczna secesja separatystów z jakiegokolwiek kraju UE pobudzałaby tego typu ruchy w innych państwach.

Jego zdaniem destabilizacja wywołana rozpadem jednego z sześciu największych państw UE, jakim jest Hiszpania, mogłaby wzmóc nastroje separatystyczne chociażby w Szkocji, której secesja byłaby problemem dla Wielkiej Brytanii, a to z kolei uderzyłoby rykoszetem również w Polskę, bowiem zachwiałoby Sojuszem Północnoatlantyckim.

– Rozpad jednego z wiodących mocarstw NATO, jakim jest Wielka Brytania, której siły zbrojne współtworzą stabilność wschodniej flanki Sojuszu, byłby bezpośrednim ciosem dla bezpieczeństwa Polski – ocenił profesor, przypominając o wiodącej roli kontyngentu brytyjskiego w państwach bałtyckich.

Jego zdaniem polski MSZ powinien zignorować ewentualne deklaracje niepodległościowe Katalonii z wielu względów, m.in. z powodu warunków, w jakich było przeprowadzone referendum. Abstrahował tutaj od niekonstytucyjności tegoż referendum (co jest argumentem prawnym, ale nie ma znaczenia politycznego), podnosząc przede wszystkim kwestie wiarygodności. Kolejną kwestią był fakt niewzięcia udziału w referendum przeciwników secesji, co uplasowało frekwencję na poziomie 42 procent. Z kolei dane mówiące o 90-procentowym poparciu separatystów są, zdaniem Żurawskiego vel Grajewskiego, mało wiarygodne, albowiem karty do głosowania każdy mógł sobie wydrukować sam, trudno więc wykluczyć, że te same osoby głosowały nawet kilkakrotnie. Stopień wiarygodności wyników referendum w Katalonii nasz gość przyrównał do stopnia wiarygodności wyników na Krymie, gdzie referendum urządziły władze rosyjskie po zajęciu tych ukraińskich terenów.

– Referendum w Katalonii nie spełnia żadnych zdroworozsądkowych kryteriów, a więc te cytowane powszechnie wyniki 90 procent poparcia są skrajnie niewiarygodne – podkreślił profesor. Jego zdaniem, mimo że działania policji były zdecydowane i obfitowały w pewną dozę przemocy, przyczyniając się do rozpalenia nastrojów, to liczba poszkodowanych w wyniku ich działań była przez władze katalońskie mocno przesadzona. Podano, że było to blisko 900 osób, tymczasem do szpitali zgłosiły się 73 osoby, co jest „różnicą skali”.

Angażowanie policji w tej sprawie przez Hiszpanów było, zdaniem gościa Poranka, błędem, bowiem doprowadziło do „heroizacji” uczestników starć po stronie katalońskiej i odbiło się szerokim echem na świecie. Profesor zaznaczył, że z polskiego punktu widzenia sprawa Katalonii powinna być rozstrzygnięta przez Hiszpanię, jednak „o ile przed wypadkami rola łagodząca UE miałaby tu jakieś znaczenie”, to obecne debaty, zwłaszcza na forum Parlamentu Europejskiego, niczemu już nie służą.

– Apele o wystudzenie emocji są jak najbardziej pożądane, z tym że ich natura w kwestii skuteczności politycznej jest mocno ograniczona – ocenił ekspert.

Zapad 2017

Przeprowadzenie przez Rosję manewrów Zapad 2017, które częściowo odbywały się na terenie Białorusi, ma zdaniem prof. Żurawskiego skutki wielowymiarowe. Po pierwsze wprowadziło w stosunkach Białorusi z Ukrainą pewien element nieufności, mimo że Białoruś do tej pory nie uznała aneksji Krymu. W dodatku ze względu na fakt, że granica między tymi państwami przebiega przez tereny bagienne i podmokłe Polesia, które są operacyjnie martwe, ewentualny atak z północy na Ukrainę musiałby przebiegać od strony Brześcia, co z kolei zdestabilizowałoby operacyjnie cały region, a zwłaszcza Polskę.

– Rosja zademonstrowała, że bez względu na to, co mogą zadecydować władze w Mińsku, to samo terytorium Białorusi na mocy decyzji Kremla może być wykorzystane przeciwko Ukrainie – powiedział Żurawski vel Grajewski. Zapad 2017 „pokazało Białoruś jako wojskowo zależną od Rosji, co z kolei zmniejszyło pole manewru Mińska”.

Historyk uważa, że konsekwencją tego będzie sytuacja, w której potencjalni inwestorzy będą brać pod uwagę ingerencje Kremla na Białorusi, co stawia pod wielkim znakiem zapytania ewentualne inwestycje w tym kraju.

Przypomniał, że w 2013 roku miały miejsce manewry rosyjskie na Bałtyku, których scenariusz zakładał atak na wyspy szwedzkie, a w 2009 roku na fińskie. To wszystko wpływa na niepokój w regionie i „demonstruje zdolność operacyjną wojsk rosyjskich”, co jest elementem szantażu na arenie międzynarodowej.

MoRo

Ilmi Umerow, lider Tatarów krymskich, skazany na dwa lata łagru: Na Krymie „sprzedawczycy sądzą niesprzedajnych”

Tatarzy mają odczucie, że znowu wraca rok 1944 – rok w którym wywieziono cały naród na Syberię. Umerow to kolejny Tatar wyeliminowany z życia publicznego, którego zesłano na dwa lata do koloni karnej.

Rosjanie eliminują z życia publicznego kolejną osobę z Medżlisu, samorządu Tatarów krymskich. Ilimi Umerow, zastępca przewodniczącego medżlisu Tatarów krymskich, był oskarżony o nawoływanie do naruszenia integralności terytorialnej Rosji ze względu na wywiad udzielony tatarskiej telewizji ATR.

Wyrok zapadł 27 września w Symferopolu. Poza dwuletnią karą łagru Umerow ma zakaz działalności publicznej i udzielania wywiadów mediom. Lider Tatarów przebywa w tej chwili w swoim domu w Symferopolu. Dopóki nie zostanie rozpatrzona apelacja, wyrok nie nabierze mocy prawnej.
W niedzielę 1 października w Kijowie odbył się wieczór poparcia dla Ilmiego Umerowa. Wzięli w nim udział Mustafa Dżemilew i Refat Czubarow, którzy mają zakaz wjazdu na Krym. W czasie spotkania córka Ilmiego Ajsze Umerowa powiedziała, że nie wiadomo, kiedy będzie rozpatrzona apelacja, zatem jest bardzo mało czasu na to, żeby poruszyć wszystkie możliwe mechanizmy, aby wyrok nie nabrał mocy prawnej:
– Ojciec ma 60 lat. Cierpi na kilka chorób. To dla niego zsyłka. To jest powtórka z tego, co zrobiono Tatarom w 1944 roku. To naprawdę druga deportacja, kiedy musisz mieszkać w ograniczonej przestrzeni oraz musisz się meldować.
W przemowie Umerow na rozprawie powiedział, że na Krymie panuje taka sytuacja, że „sprzedawczycy sądzą niesprzedajnych”. Słowami „do zobaczenia w Hadze” dał do zrozumienia, że nie liczy na uniewinnienie, bo proces jest sfingowany i ma charakter polityczny. Zakończył słowami hymnu Tatarów krymskich po krymskotatarsku, po czym przeczytał tłumaczenie: „Przysięgałem, dałem słowo, że za naród mój umrę”.

– Władza w Rosji w swej istocie jest terrorystyczna, ponieważ stara się zastraszyć społeczeństwo. Jedną z metod zastraszania są polityczne represje na tych, którzy otwarcie mówią, co myślą o sytuacji politycznej. To reżim terrorystyczny – powiedział, komentując wyrok w TV ATR, Alekasander Podrabinek, rosyjski dziennikarz, obrońca praw człowieka, nagrodzony Krzyżem Solidarności Walczącej. – Jego aresztowano, aby ludzie zrozumieli, że występowanie przeciw władzy jest niebezpieczne; żeby zasiać strach. Sąd w Symferopolu to imitacja praworządnego sądu. Oni demonstrują, że mogą posadzić, kogo zechcą, jakiegokolwiek lidera, w tym lidera ruchu narodowego Tatarów krymskich. Demonstrują całemu społeczeństwu, że mogą nie liczyć się z prawem, że mogą ignorować przepisy, a w sądzie ignorować dowody braku winy, fałszować dowody winy, jak to robią w procesie Umerowa. Oni to robią, żeby pokazać, że wszystko jest w ich rękach i można za nic posadzić człowieka, za cokolwiek, za to, że powiesiłeś flagę, że udzieliłeś wywiadu telewizji w innym państwie.

Ilmi Umerow po wywiadzie udzielonym 19 marca 2016 roku tatarskiej telewizji ATR został oskarżony o nawoływanie do naruszenia granic Federacji Rosyjskiej. Oskarżenia dokonano na podstawie nowego artykułu w kodeksie karnym 180.1. W wywiadzie Umerow na pytanie o pomoc, którą Zachód mógłby udzielić Ukrainie, odpowiedział, że byłoby nią zintensyfikowanie sankcji. Temat był omawiany w Radiu Wnet tutaj: http://wnet.fm/2017/09/01/ilmi-umerow-wiceprzewodniczacy-medzlisu-zagrozony-kara-5-wiezienia-wywiad-udzielony-tatarskiej-tv-atr/

Ilmi Umerow stał na czele rejonu bakczysarajskiego w okresie „referendum”. Pełni też funkcję zastępcy przewodniczącego Rady Najwyższej Krymu. Należy do pokolenia tatarskich działaczy, którzy w latach 80., wiecując w Moskwie, walczyli o powrót na Krym. Brał aktywny udział w tych protestach. Wydany wyrok jest wyższy od żądanego przez prokuratora.

Wojciech Jankowski

Rosja: okręty na Bałtyku w ramach ćwiczeń Zapad-2017

Rosyjskie ministerstwo obrony poinformowało  o wypłynięciu na Morze Bałtyckie około 20 okrętów i jednostek pomocniczych Floty Bałtyckiej, biorących udział we wspólnych rosyjsko-białoruskich manewrach.

Okręty opuściły punkty stałej dyslokacji i wypłynęły w kierunku wyznaczonych rejonów na Bałtyku w celu wykonania zadań taktycznych – podał resort w komunikacie.

Ministerstwo wskazało, że będą to zadania z zakresu zwalczania okrętów podwodnych, obrony przeciwlotniczej, a także zadania przeciwminowe. Okręty – jak podano w komunikacie – są gotowe do prowadzenia ostrzału artyleryjskiego różnego typu celów imitujących cele morskie i powietrzne.

Wśród 20 jednostek są korwety, małe okręty rakietowe oraz do zwalczania okrętów podwodnych, kutry rakietowe i rozmaite jednostki pomocnicze.

PAP/MoRo

Rosja eliminuje niepokornych. Aktywista tatarski na Krymie Achtem Czijgoz otrzymał wyrok ośmiu lat kolonii karnej

Wiceszef Medżlisu został skazany za zorganizowanie protestu przed gmachem Rady Najwyższej Krymu. Rosjanie wyeliminowali z życia publicznego trzech najważniejszych członków tatarskiej mniejszości.

[related id=35785]Achtem Czijgoz został aresztowany w styczniu 2015 roku. Od tamtej pory przetrzymywany był w areszcie. Wytoczono mu sprawę o zorganizowanie przez Tatarów krymskich blokady gmachu Rady Najwyższej Krymu, co miało miejsce 26 lutego 2014. Wchodzący w skład Ukrainy Półwysep Krymski został zaanektowany przez Rosję w marcu 2014 roku, po referendum, które władze Ukrainy i Zachód uznają za nielegalne. Zatem wówczas było to terytorium Ukrainy. Rosjanie złamali w tej sprawie rzymską zasadę, że prawo nie działa wstecz, na co powoływała się obrona. Wszyscy komentatorzy nie mieli wątpliwości, że jest to proces polityczny, na dodatek pozbawiony podstaw prawnych.

Do tej pory Czijoz spędził w areszcie dwa i pół roku. Nawet na rozprawy nie dowożono go i brał w nich udział za pośrednictwem transmisji internetowych. W tym czasie tylko raz pozwolono mu opuścić więzienie. Pod eskortą zawieziono go na 10 minut do umierającej na raka matki.

W dniu ogłoszenia wyroku pod gmachem sądu czekało na niego około 400 Tatarów krymskich, aby udzielić mu wsparcia. Wśród zebranych był również ojciec Czijgoza. Powiedział on, że to nie jest wyrok na jego syna, a na całym krymskotatarskim narodzie. Tatarzy skandowali „Achtem, jesteśmy z tobą! Achtem, jesteśmy z tobą!”.

W sierpniu żona lidera Tatarów wystosowała w wywiadzie apel do Polaków, który wyemitowaliśmy w Radiu Wnet:
– Chciałam zwrócić się do mieszkańców Europy, w tym do Polaków, którzy zawsze wspierali w walce naród Tatarów krymskich. Nie zapominajcie o nas! Wspierajcie nas! Ponieważ to, co przytrafiło się nam w 2014 roku i ma miejsce teraz, może okazać się nieostatnim takim zdarzeniem, może zdarzyć się jeszcze komuś. To, co teraz odbywa się z rdzennym krymskotatarskim narodem, bezprawie, z jakim ma do czynienia, może przytrafić się innym narodom. Tylko gdy się zjednoczymy, możemy nie dopuścić do powtórzenia 2014 roku, tylko zjednoczona Europa i Ameryka, ich poparcie dla Ukrainy w obronie integralności i nienaruszalności granic, może ocalić Europę przed – niestety – niebezpiecznym sąsiadem!
Czijgoza skazano na osiem lat w kolonii karnej wyrokiem, który zapadł 11 września. Czijgoz nie mógł go osobiście wysłuchać, bowiem nie przywieziono go na salę rozpraw. Wyrok transmitowano mu w więzieniu.

Nikołaj Połozow zapowiedział apelację w przyszłym roku do Sądu Najwyższego Federacji Rosyjskiej. Ministerstwo Spraw Okupowanych Terytoriów w Kijowie zapowiedziało, że zaskarży wyrok w sądzie w Hadze. Refat Czubarow, przewodniczący Medżlisu, zaznaczył, że Ukraina będzie domagała się ekstradycji swojego obywatela do Kijowa.

Federacja Rosyjska wyeliminowała w ten sposób z życia społecznego już trzech liderów Tatarów krymskich: Mustafę Dźemilewa i Frefat Czubarówa, przewodniczący Medżlisu ma zakaz wjazdu na półwysep. Achmet Czijgoz jest już uwięziony od dwóch i pół roku. Zastępca przewodniczącego Medżlisu Ilmi Umerow ma wytoczoną sprawę o nawoływanie do naruszenia integralności terytorialnej kraju. Grozi mu za to pięć lat ppozbawienia wolności.

Wojciech Jankowski ze Stanisławowa na Ukrainie

Czytaj również

Elmira Ablialimowa, żona Achmeta Czijgoza: Polacy! Nie zapominajcie o nas! 2014 rok może przydarzyć się innym narodom

Czy kwestia ukraińska będzie ceną rozwiązania konfliktu z Koreą Północną?

Władimir Putin i dyplomacja rosyjska próbują ugrać coś na kryzysie wokół Korei Północnej i wykorzystać to w konflikcie z Ukrainą o Donbas.

14 września rozpoczynają się w Rosji i na Białorusi ćwiczenia wojskowe Zapad 2017. Na Ukrainie od 7 do 23 września też trwają ćwiczenia – Rapid Trident. Biorą w nich udział także żołnierze NATO. Duże dyskusje wywołała obecność na manewrach 57 wojskowych z Mołdawii, gdyż prorosyjski prezydent tego kraju nie zgodził się na ich wysłanie na Ukrainę. Pomimo to rząd mołdawski żołnierzy wysłał. W tym czasie mołdawski prezydent odbywa wiele spotkań z rosyjskimi delegacjami, co relacjonuje na swoim profilu na Facebooku. Z kolei w Gruzji mają miejsce manewry Agile Spirit, podczas których komandosi z NATO oraz z Gruzji i Ukrainy ćwiczą w górach możliwości desantowe.

Być może w innych okolicznościach nie zwracalibyśmy uwagi na takie nagromadzenie wojskowych ćwiczeń. Trudno jednak nie patrzeć na nie w kontekście sytuacji wokół Korei Północnej, która w pełni pokazuje swoje możliwości bojowe. Widać już, kto może, przynajmniej politycznie, skorzystać na konflikcie na Półwyspie Koreańskim. Szczególnie aktywna stała się Rosja.

Władimir Putin stwierdził ostatnio, że Korea Północna ma nie tylko rakiety średniego zasięgu, ale też dalekosiężną artylerię i systemy zaporowego ognia, wobec których nie można zastosować systemów przeciwrakietowych. Tym samym prezydent Rosji podważył politykę Donada Trumpa i próbował pokazać, że świat ma ograniczone możliwości militarnego osłabienia Korei i obrony przed jej atakiem. Powiedział też, że w Korei będą jeść trawę, ale nie zrezygnują z programu atomowego. Wymusza to, jego zdaniem, prowadzenie z Koreą dialogu i podważa sensowność nakładania na nią kolejnych sankcji.

Pojawia się tutaj wątek ukraiński. Putin twierdzi bowiem, że oczekiwanie wprowadzenia sankcji na Koreę jest śmieszne. Wcześniej Stany Zjednoczone zastosowały sankcje w stosunku do Rosji i Chin. Sankcje przeciwko Rosji USA wprowadziły z powodu jej postępowania wobec Ukrainy, przede wszystkim aneksji Krymu. [related id=37343]

W tym samym czasie na forum ONZ Rosja zgłosiła pomysł wprowadzenia do Donbasu sił pokojowych. Jeszcze kilka dni temu jednoznacznie opowiadała się przeciwko takiemu rozwiązaniu. Jego inicjatorem była strona ukraińska już w 2015 roku. Potem do tego wielokrotnie powracała, co Rosja jednak bojkotowała.

Według ukraińskich ekspertów w rosyjskiej propozycji nie chodzi o rozwiązanie konfliktu na Ukrainie, ale o umocnienie w nim pozycji Rosji. Ta po pierwsze stawia się w pozycji kraju niebiorącego udziału w konflikcie na Ukrainie. Może więc chcieć, żeby jej żołnierze uczestniczyli w zapowiadanej misji pokojowej. Ukryty, ale faktyczny agresor stałby się wtedy rozjemcą. Po drugie misja miałaby być zlokalizowana nie na terenie całego Donbasu, a na linii frontu. Utrwalałoby to istnienie tzw. republik ludowych, ich związki z Rosją i na lata blokowałoby możliwość odzyskania ich terenów przez Ukrainę.

Jeszcze 2 września Rosja na misje pokojową w Donbasie nie chciała się zgodzić. Trudno więc nie łączyć zaostrzania się konfliktu koreańskiego ze wzmożeniem aktywności dyplomacji rosyjskiej. Putin może przy tej okazji załatwiać swoje interesy w innych częściach świata. Udało mu się to już raz w Syrii. Zaangażowanie Rosji w walkę przeciwko Państwu Islamskiemu, po krótkim okresie izolacji na forum międzynarodowym, wprowadziło ją w grono światowych liderów decydujących o bezpieczeństwie całego świata.

Co ciekawe, do dzisiaj nie rozstrzygnięto kwestii, kto stoi za finansowaniem Państwa Islamskiego i stworzeniem światowej sieci terroryzmu. Trudno nie zauważyć, że aktywność islamskich terrorystów ostatecznie okazała się dla Rosji politycznie bardzo korzystna. Podobnie – fala imigrantów szturmujących Europę.

Dziś niechętnie przypomina się, że głównym partnerem ekonomicznym i politycznym Korei Północnej przez lata były Rosja i Chiny. Teraz starają się wykazać, że to one mogą doprowadzić do pokoju. Pytanie, za jaką cenę i czy tą ceną nie będzie kwestia ukraińska – a tak to właśnie jest postrzegane na Ukrainie.

Felietonu Pawła Bobołowicza można wysłuchać w części drugiej Poranka WNET z Puław.

JS

Generał Roman Polko: Ćwiczenia Zapad 2017 budują agresywny potencjał militarny Rosji. NATO ćwiczy, ale nie przeciw Rosji

Mamy do czynienia z kolejnym krokiem Rosji, która buduje swój potencjał militarny nie tylko do działań obronnych, ale również do działań agresywnych – ocenia manewry Zapad 2017 były dowódca GROM.

W poniedziałkowym artykule brytyjskiego dziennika „Financial Times” napisano m.in., że „pomimo obaw państw sąsiedzkich nie ma wystarczających powodów, by sądzić, że manewry Zapad 2017 mogą być punktem wyjścia do militarnego ataku. Rosja nie prowadzi wojny informacyjnej, przygotowującej grunt dla interwencji zbrojnej”.

W opinii gen. Romana Polko publikacja „Financial Timesa” ma wydźwięk uspokajający, sugerujący, że „nic nie powinniśmy robić, że nic poważnego się nie dzieje”. Tymczasem, jak uważa generał, choć „prawdopodobieństwo ataku na kraje NATO w wymiarze kinetycznym jest bardzo małe, to mamy do czynienia z kolejnym krokiem Rosji, która buduje swój potencjał militarny nie tylko do działań obronnych, ale również do działań agresywnych”.

– „Financial Times” powinien być więc raczej zaniepokojony takim rozwojem sytuacji – zauważa Polko.

– Sojusz natowski też wprawdzie trenuje, ale nigdy w scenariuszu nie zakłada uderzenia na suwerenne terytorium Rosji – mówi ekspert. – Natomiast ze strony rosyjskiej konsekwentnie, co rok, mamy do czynienia z ćwiczeniem scenariusza uderzenia na kraje natowskie – dodaje i przypomina książkę gen. Richarda Shirreffa „2017. Wojna z Rosją”, w której były zastępca naczelnego dowódcy Sojuszniczych Sił Zbrojnych NATO w Europie przestrzega, że „bezczynność wręcz ośmiela Putina, który testuje nas na różne sposoby”.

Gen. Polko polemizuje z opinią brytyjskiego publicysty o wojnie informacyjnej, stwierdzając, że „agresja w sferze informacyjnej już ma miejsce w cyberprzestrzeni”. „A przecież z punktu widzenia NATO to też jest obszar wojny” – dodaje.

– Działania Rosji w obszarze informacyjnym mają pokazać, że Rosja jest silnym imperium i że Europa nie powinna drażnić 'niedźwiedzia’ – stwierdza Polko.

– Do tej pory Putinowi się to udawało i za każdym razem nie było adekwatnej odpowiedzi – czy to na agresję na Gruzję, czy na Ukrainę i Donbas – mówi ekspert. Oceny generała nt. działań europejskich nie zmienia rozmieszczenie na wschodniej flance NATO sił sojuszniczych, ponieważ, jak zauważa, w gruncie rzeczy mamy tutaj do czynienia „z reakcją, za którą odpowiadają Stany Zjednoczone, a nie Europa”. – Przyznaję tu rację Donaldowi Trumpowi, który dobitnie mówi o zbyt słabym zaangażowaniu państw europejskich w NATO – dodaje Polko.

Według generała, „jeśli głębiej przeanalizować postawę takich krajów jak Niemcy czy Francja, to okazuje się, że interesy biznesowe są dla nich ważniejsze niż pryncypia, które mówią o kolektywnej obronie”. – Putinowska Rosja nie od dziś rozgrywa te rozbieżności interesów członków NATO, by skutecznie prowadzić swoje działania na froncie wojny propagandowo-informacyjnej – puentuje ekspert.

Rosyjsko-białoruskie manewry Zapad ’17 mają się odbyć w dniach 14-20 września. W ćwiczeniach tych ma wziąć udział 12,7 tys. wojskowych, w tym 3 tys. z Rosji; zaangażowanych zostanie 700 jednostek sprzętu wojskowego.

PAP/MoRo

Zapad 2017, czyli Rosja ćwiczy scenariusz ataku na kraje NATO. Wysoka gotowość bojowa armii rosyjskiej

Czy manewry Zapad 2017 mogą stanowić zagrożenie dla Polski i państw bałtyckich? Wojskowi i eksperci do spraw bezpieczeństwa komentują rosyjsko-białoruskie ćwiczenia militarne.

[related id=37031]Rosyjsko-białoruskie manewry Zapad 2017 mają się odbyć w dniach 14-20 września. Według oficjalnych danych w ćwiczeniach ma uczestniczyć 12,7 tys. wojskowych, w tym 3 tys. z Rosji; zaangażowanych zostanie 700 jednostek sprzętu wojskowego. Zdaniem ekspertów uczestników manewrów może być jednak znacznie więcej – nawet 100 tys. żołnierzy.

„Prowokacja? Putin nie podjął jeszcze decyzji”

„Manewry Zapad 20117 będą zapewne próbą straszenia Zachodu i mobilizacji społecznej wewnątrz Rosji” – komentuje natomiast publicysta prezes Ośrodka Analiz Strategicznych Witold Jurasz. Dodał, że Polska musi zachować spokój i konsekwentnie budować relacje regionalne. Ekspert uważa, że zarówno w oficjalnych komunikatach, jak i w mediach brak jest pewnych informacji o manewrach Zapad 2017.

„Nie wiadomo ani tego, ilu ludzi i żołnierzy weźmie udział w manewrach, ani tego, czy Rosja zdecyduje się przy okazji manewrów na prowokacje w stosunku do państw NATO, czy też ograniczy się tylko do manewrów. Nie sposób tego przewidzieć i nie wiedzą tego również agencje wywiadowcze, ponieważ decyzji o tym, co będzie miało miejsce, nie podjął zapewne jeszcze Władimir Putin” – wyliczył Jurasz.

Jego zdaniem „cechą polityki zagranicznej Rosji jest to, że Moskwa zawsze równocześnie realizuje kilka równoległych scenariuszy i żonglując nimi, łatwo uzyskuje przewagę polityczną nad Zachodem, który reaguje znacznie wolniej, bo każda decyzja wymaga ustaleń w państwach członkowskich oraz – na dalszym etapie – pomiędzy państwami członkowskimi”. „Już samo to – bez analizy manewrów, oznacza, że Zachód musi uprościć procedury reagowania na działania Rosji, np. przekazując prawo do podejmowania decyzji dowódcom wojskowym” – mówił publicysta.

Według Jurasza jest wątpliwe, by Rosja zdecydowała się zaatakować którekolwiek z państw bałtyckich czy Polskę, jednak „trzeba przyjąć, że o ile politycznie jest to skrajnie mało prawdopodobne, o tyle z militarnego punktu widzenia jest to możliwe”.

„NATO jest oczywiście wielokrotnie silniejsze od Rosji, ale problemem jest wysoka gotowość bojowa armii rosyjskiej, która od kilku lat regularnie bierze udział w niezapowiadanych uprzednio manewrach. Sporo zainwestowano też w jednostki powietrzno-desantowe, co czyni Rosję zdolną do przerzutu sił na sporą odległość, a to oznacza, że Moskwa może dokonać ataku w sposób zaskakujący, niekoniecznie mobilizując siły na granicy potencjalnego przeciwnika” – wskazał Jurasz.

Jak zaznacza publicysta, Rosja „ćwiczy taktykę jądrowej eskalacji w celu deeskalacji, chociaż formalnie nie używa takiego określenia”. „Oznacza to użycie taktycznej broni jądrowej w stosunku do nieposiadającego broni atomowej państwa członkowskiego NATO, a przez to wywołanie efektu psychologicznego – zmuszenie mocarstw nuklearnych NATO do zakończenia konfliktu bez uderzenia na siły rosyjskie, do zaakceptowania skutków rosyjskiej agresji” – wyjaśnia.

Według eksperta obecna sytuacja potwierdza zasadność dyslokacji sił sojuszniczych w państwach bałtyckich i w Polsce tak, by ewentualnie atak na którekolwiek z państw oznaczał natychmiastowe starcie z całym NATO. „Z naszego punktu widzenia kluczowe jest jednak to, żeby ta obecność przekształciła się w istnienie stałych baz na terenie państw bałtyckich i Polski. Formuła rotacyjnej, ale ciągłej obecności sił NATO de facto oznacza stałą obecność, ale zostawia furtkę do zmiany tego korzystnego dla nas stanu rzeczy” – podkreśla Jurasz.

Twierdzi, iż jest mało prawdopodobne, że koncentracja sprzętu może zostać użyta dla zwiększenia napięcia albo zastraszenia Kijowa uderzeniem z kierunku białoruskiego.

„Linia frontu na Ukrainie jest znacznie oddalona od styku granic Rosji, Ukrainy i Białorusi. Atak z terytorium Białorusi miałby sens tylko wtedy, gdyby Rosja zdecydowała się na uderzenie bezpośrednio na Kijów – nic na to jednak nie wskazuje, a ponadto wymagałoby to zaangażowania sił znacznie poważniejszych od tych, które przypuszczalnie mają wziąć udział w manewrach Zapad 2017” – zaznacza publicysta.

Jednym z rozważanych przez ekspertów scenariuszy jest to, że armia Federacji Rosyjskiej może pozostać na Białorusi.

„Jest to oczywiście ryzyko, ale tu z kolei można zakładać, że stopień kontroli Aleksandra Łukaszenki nad armią i służbami specjalnymi jest większy niż to, z czym mieliśmy do czynienia na Ukrainie, gdzie na początkowym etapie wojny służby specjalne w znacznym stopniu stanęły po stronie Rosji. W tym sensie system dyktatorski na Białorusi jest paradoksalnie korzystny dla jej suwerenności” – uważa Jurasz.

Jego zdaniem „manewry Zapad 2017 będą zapewne próbą straszenia Zachodu i mobilizacji społecznej wewnątrz Rosji”.

„Polska musi w tej sytuacji zachować spokój, konsekwentnie budować relacje regionalne, ale też pamiętać, że nie licząc Stanów Zjednoczonych, trzon sił NATO skierowanych do Polski i krajów bałtyckich to siły państw będących równocześnie członkami UE. Walcząc więc o swoje interesy i wchodząc w spór tam, gdzie to konieczne, warto też więc nie otwierać frontów tam, gdzie nie jest to konieczne. Jedność Zachodu może czasem uderzać w nas, gdy usiłuje się przeforsować niekorzystne dla nas zapisy polityki klimatycznej, ale tam, gdzie mowa o bezpieczeństwie, ta jedność jest naszą gwarancją bezpieczeństwa właśnie” – podsumował publicysta.

„Rosja od dziesięcioleci kieruje się własną przewrotną logiką”

„Nie sądzę, by w najbliższych dniach stało się coś złego” – ocenił dla PAP rosyjsko-białoruskie ćwiczenia Zapad 2017 dr Rafał Brzeski, ekspert ds. bezpieczeństwa. Dodał, że co innego straszenie i wywieranie nacisku, zwłaszcza na tych, którzy nie chcą podporządkować się linii Moskwy.

Dr Rafał Brzeski, specjalista w dziedzinie wojny informacyjnej, służb specjalnych i terroryzmu, mówił PAP o scenariuszu manewrów Zapad ’17 podanym w zeszłym tygodniu przez ministerstwo obrony Białorusi.

[related id=36974]”Przewiduje on atak ze strony trzech wyimaginowanych państewek: Wejsznorii, Besbarii i Lubenii. Państwa te podejmują próbę destabilizacji Białorusi przez wywołanie konfliktu wewnętrznego. Udaje im się zdobyć teren, na którym proklamują powstanie nowego państwa. Zgodnie ze scenariuszem separatystów wspiera militarnie Zachód, w domyśle NATO. Zagrożonej rozpadem Białorusi rusza z pomocą wojskową Rosja. Sądząc z opublikowanej mapy ćwiczeń, fikcyjna Wejsznoria leży na ziemiach Białorusi, Besbaria na Litwie, a Lubenia na terenie Polski, a więc nas to zdecydowanie dotyczy. Scenariusz zakłada, że wydarzenia te rozgrywają się na terenie Grodzieńszczyny i północnej Witebszczyzny, czyli w regionach zamieszkałych przez mniejszość polską” – powiedział dr Rafał Brzeski.

Jak zaznaczył rozmówca PAP, „pozornie taki scenariusz manewrów jest niezgodny z logiką, bo trudno sobie wyobrazić, żeby trzy małe państewka zaatakowały dużą Białoruś i zagroziły potężnej Rosji”.

„Jednak Rosja od dziesięcioleci kieruje się własną przewrotną logiką. Scenariusz staje się logiczny przy założeniu, że jest ćwiczona nie tyle obrona Białorusi i Rosji przed zagrożeniem ze strony separatystów wspieranych przez małe państewka, ale rosyjski atak na te państewka i reagowanie Moskwy na różne potencjalne warianty obrony swoich ziem przez Wejsznorię, Besbarię i Lubenię” – zaznaczył dr Brzeski.

Dr Brzeski podkreślił, że plan ćwiczeń jest zgodny z aktualną doktryną wojenną Federacji Rosyjskiej. Moskwa uważa za zagrożenie dla jej bezpieczeństwa powstanie państw graniczących z Federacją Rosyjską, których rządy prowadzą politykę niezgodną z interesami Kremla.

„Aktualna doktryna wojenna Rosji poszerza strefę jej wpływów i wprowadza zasadę ograniczonej suwerenności państw ościennych, które powinny bezwzględnie respektować interesy Rosji. Wedle doktryny priorytetem działań rosyjskich sił zbrojnych, zwłaszcza wojsk walki informacyjnej, jest obrona świata rosyjskiego. Przez to pojęcie rozumieją w Moskwie nie tylko rodaków, lecz także emigrantów, ich potomków, obcokrajowców mówiących po rosyjsku, studentów i wykładowców języka rosyjskiego oraz wszystkich, którzy szczerze interesują się Rosją i jej przyszłością” – przybliża dr Brzeski.

Ekspert zauważył, że rosyjski atak na Gruzję w 2008 roku nastąpił po manewrach na Kaukazie, mimo że ćwiczenia były oficjalnie zakończone. Z kolei, manewry w 2014 roku wykorzystano do rozpoczęcia aneksji Krymu.

„Nie sądzę, żeby w najbliższych dniach stało się coś złego, ponieważ każda konfrontacja, a tym bardziej konflikt na terenie północno-wschodniej Europy są niesłychanie groźne, ryzykowne i potencjalnie nie do opanowania. Co innego straszenie i wywieranie nacisku, zwłaszcza na tych niepokornych, którzy nie chcą podporządkować się linii Moskwy. To straszenie będzie jednym z elementów wywierania długotrwałej presji i tworzenia wewnątrz tych krajów klimatu przyzwolenia na odbudowę utraconego imperium Kremla. My jesteśmy 'za miedzą’ i reagujemy czujniej niż Zachód, który już przywykł do rosyjskich manewrów i powoli akceptuje rosyjską strefę wpływów” – zaznaczył dr Brzeski.

Według rozmówcy PAP, jeżeli jakakolwiek prowokacja została zaplanowana, to najbardziej prawdopodobną datą jej przeprowadzenia będzie 17 września. „Taka rocznica byłaby bardzo silnym sygnałem dla Polski: przestańcie być samodzielni, podporządkujcie się nam” – powiedział dr Brzeski.

 

PAP/MoRo

Putin i Xi nie dopuszczą do chaosu na Półwyspie Koreańskim. Chcą denuklearyzacji i dyplomatycznego rozwiązania kryzysu

Prezydenci Rosji i Chin, którzy w niedzielę spotkali się na otwarciu szczytu BRICS w Xiamen (południowo-wschodnie Chiny), postanowili „właściwie potraktować Koreę Północną” po próbie nuklearnej.

Przywódcy ogłosili też, że ich celem jest nadal dążenie do pełnej denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego, i zobowiązali się do utrzymywania stałego kontaktu oraz koordynowania podejmowanych w tej sytuacji kroków – poinformowała chińska agencja Xinhua.

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow powiedział, że prezydenci Rosji i Chin Władimir Putin i Xi Jinping, którzy spotkali się w niedzielę w Xiamen (południowo-wschodnie Chiny), postanowili, że nie pozwolą, by na Półwyspie Koreańskim zapanował chaos.
Pieskow dodał też, że Xi i Putin podkreślili znaczenie „zachowania spokoju w reakcjach na próbę jądrową” Korei Płn. i poszukiwania dyplomatycznego rozwiązania kryzysu.

Spotkanie przywódców państw należących do ugrupowania BRICS, czyli Brazylii, Rosji, Indii, Chin i Republiki Południowej Afryki, otworzył w Xiamen prezydent Xi. Potrwa ono do 5 września.

Wcześniej uwagę agencji informacyjnych zwróciło to, że otwierając szczyt Xi nie odniósł się do najnowszej prowokacji Pjongjangu.

Resort dyplomacji w Pekinie wydał oświadczenie, w którym „stanowczo potępił” kolejną próbę atomową przeprowadzoną przez reżim północnokoreański, a MSZ Rosji wyraziło głębokie zaniepokojenie i zaapelowało o „zachowanie zimnej krwi” oraz powstrzymanie się od wszelkich działań prowadzących do dalszej eskalacji napięcia oraz o powrót do negocjacji.

PAP/MoRo