Rassija dla początkujących. Na tym państwie wypróbujmy niezawodność i naukowość koncepcji zastosowanej w artykule

To nie będzie polemika, a jedynie dopiski na marginesie tekstu, czyli glossa. Ze wszystkimi tezami się zgadzam. To będzie zatem jedynie dopowiedzenie, sprawdzenie, czy metoda jest prawidłowa.

Jan A. Kowalski

Rassija dla początkujących

Glossa do tekstu Ukraina dla początkujących, Kurier WNET 56, styczeń 2019

Na samym początku, jak mawiają Rosjanie, chciałbym bardzo podziękować dr Monice Gabrieli Bartoszewicz. Nie tylko za fascynujący tekst, ale również za przybliżenie czytelnikom „Kuriera WNET” swej oryginalnej metody badawczej. Dzięki jej zastosowaniu najmniej nawet bystry Jan Kowalski, nie ubliżając samemu sobie, może dokonać stuprocentowo pewnej oceny otaczającego go świata. Bowiem prawdziwie naukowa metoda, a z taką w przypadku dr Bartoszewicz mamy bez wątpliwości do czynienia, sprawdza się nie w jednym przypadku, a w każdym.[related id=68918]

Nie czekając zatem, aż mnie ktoś ubiegnie, podniosłem do góry ołówek, zamknąłem oczy i upuściłem go na znajdującą się na stole mapę. Padło na Rosję. Zatem Rosja – to na niej wypróbujmy niezawodność i naukowość koncepcji Moniki Bartoszewicz. I uprzedzam: to nie będzie polemika, a jedynie dopiski na marginesie tekstu, czyli glossa. Bo przecież ze wszystkimi tezami zawartymi w artykule Ukraina dla początkujących się zgadzam. To będzie zatem jedynie dopowiedzenie, sprawdzenie, czy metoda jest prawidłowa. Dlatego w tekście swoim, żeby niczego nie pokręcić, posłużę się prawie wyłącznie cytatami z Pani Doktor.

Moim oryginalnym wkładem będzie jedynie zamiana pojęć: ‘Ukraina’ i ‘ukraiński’ na: ‘Rosja’ i ‘rosyjski’. A dla łatwiejszego przyswojenia metody przez Czytelników, rzecz całą przedstawię w punktach.

  1. Jeśli przyjmiemy kryteria paradygmatu demokracji liberalnej (Demokracy Index 2017), Rosję wypadałoby umieścić gdzieś pomiędzy Rwandą (134) a Zimbabwe (136) na 167 państw sklasyfikowanych; dla porównania Polska zajmuje miejsce 53, a Ukraina 83.
  2. Jedynym i rzeczywistym organizatorem państwa rosyjskiego jest kompleks cywilno-wojskowy (KGB/GRU), zarządzany przez byłego pułkownika KGB Władimira Putina. Brak jest homeostatu, który powinno stanowić społeczeństwo reprezentowane przez powołane w tym celu instytucje państwowe oraz rząd.
  3. Rosja dysponuje bardzo dużym potencjałem obszarowo i liczebnie. Ten potencjał najlepiej oddaje bieżąca wartość produkcji ropy naftowej i gazu, przewyższająca produkcję nie tylko Norwegii, ale wszystkich państw europejskich łącznie. Potencjał ten wykorzystywany jest przede wszystkim w interesie obcych Rosji graczy. Czyni też Rosję, zwłaszcza południowo-wschodnią, atrakcyjnym łupem dla jej największego wroga. (Domyślności Czytelników pozostawiam kwestię, w interesie których dwóch państw zachodnich pracuje w pocie czoła cała rosyjska gospodarka.)
  4. Politycznym wishful thinking jest oczekiwanie, że Rosja zintegruje się z systemami zachodnimi. Zarazem taka próba rozszerzenia na wschód znacznie osłabiłaby Wspólnotę Europejską. Osłabiłaby jej tożsamość i przybliżyła niebezpiecznie jej granice do światowego mocarstwa, do Chin.
  5. Bez względu na to, czy przyjmiemy założenia teorii cyklicznej Arnolda Toynbee’ego, czy też nieco nowszą teorię wojny hegemonicznej Roberta Gilpina, widać wyraźnie, że w obecnym okresie Stany Zjednoczone traktują Europę jako problem drugiej kategorii. Przy obecnym słabnięciu Rosji widać wyraźnie, że rolę drugiego mocarstwa światowego przejmują Chiny. Skuteczne wyparcie przez nie Rosji (wcześniej Związku Sowieckiego) z całego kontynentu afrykańskiego, większej części Azji Południowo-Wschodniej i Ameryki Łacińskiej (tu do spółki z Amerykanami) jest kolejnym gwoździem do rosyjskiej trumny. Odbudowa dwubiegunowego świata, tym razem w konstelacji USA–Chiny, oznacza ostateczne zepchnięcie Rosji do kategorii państw drugiej, jeśli nie trzeciej kategorii.
  6. Z tego punktu widzenia sprzedaż Chinom nowoczesnego uzbrojenia wojskowego powinna co najmniej dziwić, zwłaszcza znając łakome spojrzenia Chin na tereny prawie połowy państwa rosyjskiego. Jednak, co już zostało przytoczone, w przypadku Rosji rolę homeostatu pełni nie społeczeństwo , a nieidentyfikujący się z nim zewnętrzny organizator – kompleks wojskowo-cywilny KGB/GRU.
  7. Realność, czy raczej nierealność funkcjonowania państwa rosyjskiego, szczególnie w jego wschodniej i południowo-wschodniej części, widać także na gruncie nauki porównawczej o cywilizacjach, której jednym z ojców założycieli był Feliks Koneczny. Cały wschód i południe Rosji zamieszkałe jest niewątpliwie przez lud rosyjski, ale również w dużej mierze przez ludy i narodowości nierosyjskie, w żadnej mierze niezwiązane kulturą, religią, a często nawet językiem z narodem i państwem rosyjskim.
  8. Dla Polski proces obecnego budowania tożsamości narodowej Rosjan pozostaje o tyle problematyczny, że rosyjskie poczucie narodowe budowane jest w oparciu o szowinizm, wyrosły na gruncie antypolskich sentymentów, jednoznacznie i nieodwołalnie wrogich Polsce. Rosyjska Duma państwowa w roku 2015, najwyższe władze państwowe odradzającej się po upadku Związku Sowieckiego Rosji, ustanowiły dzień 4 listopada, rocznicę wygnania wojsk polskich z Kremla w roku 1612, oficjalnym najważniejszym świętem państwowym. Około 200 tys. Polaków wymordowali Rosjanie w bestialski sposób w roku 1938 za to tylko, że byli Polakami – mieszkańcami zabranych kiedyś Rzeczypospolitej ziem. O innych bestialstwach, rzezi Woli – ludobójczym mordowaniu cywilnych mieszkańców, w tym kobiet i dzieci, oraz podobnych aktach niczym nieusprawiedliwionego bestialstwa w trakcie i zaraz po II wojnie światowej nie wspominając.
  9. Niestety polska polityka wschodnia niczym pijany zatacza się od ściany do ściany (spotkanie na sopockim molo Tusk–Putin, a potem rajd samolotowy L. Kaczyńskiego do Gruzji), nie prezentując żadnej spójnej koncepcji nakierowanej na osiągnięcie długofalowych rezultatów zgodnych z polską (nie zaś rosyjską) racją stanu. Aby nieszczęściu stało się zadość, nad wszystkim unosi się duch redaktora Giedroycia, którego sofizmaty na długie lata zdominowały dyskurs polityczny w tym zakresie. Założenie podstawowe jego koncepcji, że Związek Sowiecki jest stałą geopolityki polskiej i światowej, jest absolutnie bezrozumne i przestarzałe. Pośrednio zaowocowało to jedynie kreowaniem wolnej i silnej Ukrainy w roli bufora odgradzającego nas od Rosji, albo koncepcji współpracy z Niemcami. Tymczasem wiemy z historii, że najbardziej korzystne dla Polski jest zdecydowane odsunięcie Rosji na wschód, jeśli nie jej całkowity rozpad.
  10. W związku z tym odpowiednio skalibrowana i długofalowa polska polityka wschodnia powinna być raczej nastawiona na odzyskanie Królewca (najlepiej na drodze informacyjnej) niż na utratę Suwałk. Zaś prawdziwi politycy kierujący się dobrem państwa, nie zaś politykierzy zainteresowani korzyściami partykularnymi i utrzymaniem się u władzy, powinni się zastanowić, jaki przebieg wschodniej granicy najlepiej zapewni osiągnięcie polskich celów strategicznych w zmieniającym się globalnie układzie sił. (Przyłączenie historycznie polskich ziem, z Królewcem jako stolicą regionu, pozwoli zlikwidować największe obecnie zagrożenie militarne ze strony Rosji. Spowoduje, że przesmyk suwalski stanie się pojęciem ze starych podręczników wojskowych, a samą Rosję odsunie daleko na wschód od polskich granic).
  11. Odradzałbym jednocześnie przejmowanie się pozostawioną samej sobie Rosją, zwłaszcza w perspektywie nieuchronnego starcia z rosnącą potęgą Chin. Z perspektywy polityki narodowej, i to nie tylko polskiej, przejmowanie się Rosją ma oczywiście sens, ale tylko wtedy, gdy w miejsce bezinteresownych sojuszy oraz walki za „wolność waszą i naszą” wejdą roztropne interesy.

Dobrnąłem do końca tej niezwykle rozwijającej intelektualnie przygody. Bez pomocy naukowca i jego aparatu pojęciowego nie tylko bym jej nie odbył, ale nawet o niej nie pomyślał. Jeszcze raz, Pani Doktor, serdecznie dziękuję!

Pani oddany uczeń

Jan A. Kowalski

Artykuł Jana A. Kowalskiego pt. „Rassija dla początkujących” znajduje się na s. 4 lutowego „Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jana A. Kowalskiego pt. „Rassija dla początkujących” na s. 4 lutowego „Kuriera WNET”, nr 56/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Rosja to dla Stanów Zjednoczonych wyzwanie – nie wsparcie. Komentarz do artykułu: „Nowa zimna wojna” Kazimierza Dadaka

Optymalna polityka USA powinna skupiać się na organizowaniu sojuszy regionalnych ograniczających politykę rewizjonizmu, ekspansjonizmu, burzenia ładu światowego i nietraceniu z oczu i Chin, i Rosji.

Mariusz Patey

Czy Rosja widzi śmiertelne zagrożenie ze strony Chin?

Wątpię, by to zagrożenie Kreml diagnozował w krótkim czy nawet średnim horyzoncie czasowym, bowiem wtedy nie prowadziłby ekspansjonistycznej, rewizjonistycznej polityki w Europie Wschodniej. Nie okupowałby Krymu i Donbasu, ale szukałby porozumienia ze swoimi najbliższymi sąsiadami i z Zachodem, tym samym pokazując, że większe siły NATO nie są potrzebne dla obrony wschodniej flanki w Europie. Zamiast rozbudowywać ofensywną infrastrukturę militarną na zachodzie, intensywnie by wzmacniał swoje możliwości obronne na Dalekim Wschodzie. Można zadać Autorowi pytanie: po co Rosja forsownie inwestuje w ofensywną broń, którą następnie rozmieszcza na przykład w Obwodzie Kaliningradzkim? Po co zapuszcza się do Syrii, a także realizuje duże projekty infrastrukturalne związane z przesyłem ropy i gazu z myślą o rynku chińskim? Jak interpretować zachowanie Rosji także w Ameryce Południowej, udzielenie poparcia – wbrew opinii większości państw demokratycznych – dla populistycznego prezydenta Wenezueli Nicolasa Mandury, oskarżanego przez własnych obywateli o sfałszowanie wyborów?[related id=69082]

Znając historię rosyjskiej i sowieckiej dyplomacji można przypuszczać, granicząc z pewnością, że sygnały wysyłane przez Rosję do USA o rzekomej chęci porozumienia na kierunku chińskim to tzw. „maskirowka”, a prawdziwe jej cele i priorytety są inne. W razie otwartego konfliktu chińsko-amerykańskiego Rosja w najlepszym razie pozostałaby neutralna. (…)

Czy Rosja musi rzeczywiście obawiać się Chin?

(…) Skala zniszczeń i potencjalnych strat chińskich stawia wszelkie kalkulacje co do siłowej aneksji części terytorium FR poza ramami realnych scenariuszy, tym bardziej że Chiny mogą z łatwością pozyskiwać syberyjskie surowce bez swojej administracyjnej tam obecności. Chiny, jeśli już analizujemy „scenariusz północny ekspansji”, mogłyby być zainteresowane aneksją Mongolii, licząc na to, że Rosja nie zdecyduje się na otwarty konflikt w obronie tego kraju, lub jej rozbiorem w porozumieniu z udziałem Rosji. Rosja, co bardziej realne, mogłaby taktycznie sprzymierzyć się z Chinami, licząc na ich przyzwolenie na reintegrację krajów dawnych republik ZSRS Azji Centralnej, niż stać się sojusznikiem Zachodu.

Eskalacja konfliktu w basenie Morza Południowochińskiego

(…) Autor niezbyt precyzyjnie tłumaczy politykę Chin w basenie Morza Południowochińskiego chęcią zabezpieczenia szlaków komunikacyjnych ważnych dla chińskiego handlu. Polityka Chin nie zmierza bowiem do zabezpieczenia szlaków handlowych przed zewnętrznym niebezpieczeństwem, gdyż go nie ma, ale do zabezpieczenia własnych interesów kosztem ograniczenia swobody korzystania ze szlaków handlowych przez konkurentów Chin na rynkach światowych – małych i średnich krajów Azji Południowo-Wschodniej. (…)

Przegrana USA w Azji to nie tylko utrata przez nie wizerunku, ale i groźba uzależnienia od importu produktów z ChRL, które dziś są dywersyfikowane importem z innych krajów Azji. Ułatwiłoby ChRL podjęcie dalszej walki o dominację światową i nowy globalny podział wpływów o niewiadomym kształcie.

Cały artykuł Mariusza Pateya pt. „Rosja to dla USA wyzwanie – nie wsparcie” znajduje się na s. 16 lutowego „Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Mariusza Pateya pt. „Rosja to dla USA wyzwanie – nie wsparcie” na s. 16 lutowego „Kuriera WNET”, nr 56/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Budzisz: Opinia publiczna w Niemczech i Francji za większe zagrożenie dla światowego pokoju uważa Trumpa niż Putina

Marek Budzisz komentuje rosyjską politykę zagraniczną w skali globalnej, zarówno w Europie jak i na Bliskim Wschodzie. Wyjaśnia, dlaczego popiera dalsze zacieśnianie więzów wojskowych z USA

Wczoraj rozpoczęła się wizyta premiera Izraela Benjamina Netanjahu w Rosji. Przywódcy obu krajów rozmawiali głównie o wojnie w Syrii. Jak twierdzi Budzisz, wizyta jest spowodowana zacieśnianiem więzów persko-syryjskim. Niedawno miała również miejsce wizyta Assada w Teheranie, gdzie razem z ajatollahem Chamenei rozmawiał o wzmocnieniu obecności Irańczyków w Syrii. Głównym miejscem koncentracji są wzgórza Golan, przy granicy z Izraelem, stąd nerwowa reakcja Jerozolimy i próba mediacji z sojusznikiem Damaszku i Teheranu.

Budzisz komentuje też ostatnie groźby Rosji, która w reakcji na plany rozszerzenia NATO zapowiada, że nie zawaha się wystrzelić rakiety z ładunkiem nuklearnym nie tylko w kraje europejskie, ale też „w stronę krajów, które są decyzyjne”. Budzisz na pytanie o różnicę potencjału państw NATO i Rosji odpowiada, że rosyjscy stratedzy nie wierzą, że w XXI wieku wojna między mocarstwami mogła trwać  latami jak na przykład II wojna światowa, a raptem kilka tygodni. – Różnica potencjału nie będzie, jak mówią, grać wielkiej roli – opowiada Budzisz.

Gość Poranka WNET popiera także zwiększenie obecności wojsk Stanów Zjednoczonych na terenie Polski. Uważa, że to jedyna gwarancja bezpieczeństwa, pewniejsza niż państwa zachodnioeuropejskie. – Proszę popatrzeć na sondaże we Francji albo w Niemczech, opinia publiczna tych krajów uważa, że większym zagrożeniem dla pokoju jest prezydent Trump niż Władimir Putin – wyjaśnia. Budzisz sugeruje, że w warunkach wojny hybrydowej, gdy nikt oficjalnie nie wypowiada wojny, dyplomacja europejska będzie bezradna. Nasz ekspert nie uważa, że wojna przy pomocy zielonych ludzików grozi Polsce, ale Litwie, Łotwie i Estonii już tak.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy!

mf

 

Rodkiewicz: Korea Północna próbuje uwolnić się od Chin. Planowane w Wietnamie spotkanie z Trumpem może to uwypuklić

Dr Witold Rodkiewicz o szczycie w Wietnamie, gdzie mają się spotkać Donald Trump i Dzong Un. Historyk jest przekonany, że zbliżające się spotkanie świadczy o większej sile Chin i USA aniżeli Rosji.

Historyk zauważa, że od kilku lat znaczenie Rosji w polityce dalekowschodniej drastycznie spadła, szczególnie po zwycięstwie Trumpa i wprowadzeniu sankcji. Wcześniej mógł korzystać ze swoich wpływów w Korei Północnej, jednak od ostatniego spotkania Trump-Kim Jong Un stracił on tamtejsze wpływy.

W Korei Północnej wpływy tracą też Chińczycy. Rodkiewicz spekuluje, ile wyniknie z wymuszonej w traktacie denuklearyzacji Korei Północnej. Zauważa, że nowy przywódca jest inny niż jego ojciec i dziadek, ma nieco szersze horyzonty, całkiem możliwe, że planuje szersze otwarcie się na zachodnie rynki i zmiany modelu na „wietnamski”, czyli mieszana gospodarka kontrolowana w większości przez rząd.

Rodkiewicz studzi jednak nadzieje na zjednoczenie. – Nomenklatura boi się, że zjednoczenie Korei skończy się dla niej tak jak dla nomenklatury wschodnioniemieckiej, to znaczy utratą wpływów – mówi. Mimo wszystko, fakt, że Kim zaczyna cokolwiek zmieniać należy uznać za dobry znak.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy!

mf

Kuczyński: Jeśli Merkel jest wszystko jedno, czy gaz płynie przez Ukrainę, czy przez Bałtyk, to sama sobie zaprzecza

Ekspert od spraw rosyjskich Grzegorz Kuczyński ocenia wydarzenia mijającego tygodnia, skupiając się przede wszystkim na konferencjach: warszawskiej i monachijskiej

Ekspert od spraw rosyjskich Grzegorz Kuczyński uważa, że głównym zagadnieniem szczytu w Soczi, na którym spotkały się Rosja, Iran i Turcja, była wojna w Syrii. Przypomina, że wszystkie trzy kraje mają w tym regionie sprzeczne interesy, a łączy je jedynie niechęć do Ameryki. Co więcej – uważa, że szczyt zakończył się porażką Putina i Erdogana, gdyż wbrew oczekiwaniom nie przyniosło kompromisu.

Kuczyński odnosi się również do wyników rozmów na konferencji bezpieczeństwa w Monachium. Dziwi się słowom Angeli Merkel, kanclerz Niemiec, która oświadczyła, że Ukraina musi być tranzytowym dla rosyjskiego gazu, ponieważ jej czyny przeczą temu stwierdzeniu – chodzi o budowę Nord Stream 2, czyli de facto omijanie Ukrainy w dystrybucji gazu. W Poranku WNET ocenia również przyszłe stosunki izraelsko-rosyjskie.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy!

mf

Jan Parys: Wspieranie Hezbollahu, Hamasu, ISIS przez niektóre kraje to wielki problem Bliskiego Wschodu

Zorganizowania konferencji o Bliskim Wschodzie na terenie Polski można uznać za sukces polskiego rządu – mówi w Radiu WNET Jan Parys, były minister obrony w rządzie Jana Olszewskiego

Jan Parys sądzi, że fakt zorganizowania konferencji o Bliskim Wschodzie na terenie Polski można uznać za sukces polskiego rządu. – Ważne również także to, że wiele państw uczestniczących w szczycie są krajami bliskowschodnimi i muzułmańskimi – mówi. Lecz dodaje: – Nie jestem przekonany o tym, że uda się wypracować pokój. Bliski Wschód to jest kocioł, wiele razy próbowano zaprowadzić tam pokój, to się nigdy nie udawało, no ale jako dyplomaci nie możemy przestać próbować!.

Parys wskazuje również, że obecna konferencja dowodzi, że prezydent Trump ma konsekwentną politykę bliskowschodnią, którą realizuje od czasu pierwszej wizyty zagranicznej w Arabii Saudyjskiej – jej celem jest przyciągnięcie chętnych do współpracy bliskowschodnich państw do USA.

Parys wyraża też zdziwienie, że zachodnia Europa w osobie Frederici Mongherini postanowiła zignorować konferencję. Przypomina, że udział bierze kilkanaście państw bliskowschodnich, nie tylko Ameryka i Izrael. Według byłego ministra efektem konferencji powinno być przedstawienie Iranowi porozumienia, dzięki któremu nie będzie on prowadził polityki izolacjonistycznej oraz przestanie wspierać organizacje terrorystyczne jak Hamas czy Hezbollah.

Zapraszam do wysłuchania rozmowy!

MF

 

Rosja zwołała dziś posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie Ukrainy

Na 12 lutego Rosja zwołała posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ. Powodem ma być czwarta rocznica podpisania porozumień mińskich. Komentarz Pawła Bobołowicza

Rzecznik stałego przedstawicielstwa Ukrainy przy ONZ Ołeh Nikołenko zwraca jednak uwagę na dosyć niezwykły zbieg okoliczności co do samego terminu. W specjalnym wpisie stwierdza:

„Nie spieszcie z wiarą, że Rosja zaczęła zbytnio się przejmować porozumieniami mińskim”

Ukraiński dyplomata wiąże bowiem działania Rosji z zaplanowanym całościowym omówieniem rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie, które ma się odbyć na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ zaplanowanym na 20 lutego. Ukraina jeszcze we wrześniu ubiegłego roku wprowadziła ten punkt do porządku dziennego Zgromadzenia Ogólnego. Teraz, na kilka dni przed posiedzeniem, podobny temat, ale w kontekście tzw porozumień mińskich i bez wskazywania Kremla jako odpowiedzialnego za agresję, wprowadza pod obrady Rady Bezpieczeństwa ONZ Federacja Rosyjska.

Ukraiński dyplomata nazywa to cynizmem i stwierdza, że nikt w konstruktywną rolę Kremla w rozwiązaniu konfliktu na Donbasie

Zarzuca również Federacji Rosyjskiej, że do tej pory nie zwoływała Rady Bezpieczeństwa w sytuacji, gdy tzw. separatyści nie raz ostrzeliwali cywilne części miast położnych w pobliżu strefy frontu i przypomina, że tzw. bojownicy stale ostrzeliwują ukraińskie pozycje wykorzystując zabronione uzbrojenie. Separatyści blokują również prace misji monitorującej OBWE, nie mając także oporów przed np. zestrzeleniem drona organizacji

Wybrana przez Rosję data 12 lutego tez ma jeszcze jedno znaczenie. Dzisiaj w ONZ ma być prezentowany Plan reagowania humanitarnego dla Ukrainy na rok 2019. ONZ zadeklarowała 163 mln USD pomocy dla ponad 2 milionów Ukraińców, poszkodowanych w wyniku rosyjskiej agresji.

W tym kontekście zwoływanie na dzisiaj przez Rosję posiedzenia Rady Bezpieczeństwa poświęconego kwestiom porozumień mińskich zostało nazwane przez ukraińskiego przedstawiciela przy ONZ „zasłoną dymną”

1 stycznia 2018 r. rozpoczęła się dwuletnia kadencja Polski jako niestałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ Rada jest głównym organem Narodów Zjednoczonych, zajmującym się utrzymaniem pokoju i bezpieczeństwa.

Temat polskiej aktywności, w tym wsparcia dla Ukrainy na forum ONZ, był przedmiotem posiedzenia ostatniego Komitetu Konsultacyjnego Prezydentów Polski i Ukrainy, który obradował w piątek 8 lutego w Warszawie. Rozmawiano tam między innymi o polskim wsparciu na forum ONZ dotyczącym zwolnienia ukraińskich jeńców i więźniów politycznych przetrzymywanych w Rosji

W komunikacie po posiedzeniu Komitetu napisano:

,Biorąc pod uwagę obecne niestałe członkostwo Polski w Radzie Bezpieczeństwa ONZ strony wymieniły poglądy ws. dalszych wysiłków koniecznych w celu konsolidacji międzynarodowej społeczności na rzecz zapewnienia Ukrainie praktycznego wsparcia w przeciwstawianiu się rosyjskiej agresji, a także uwolnienia przez Federację Rosyjską ukraińskich więźniów, w tym marynarzy zatrzymanych w rejonie Cieśniny Kerczeńskiej w listopadzie 2018 r.”

Posiedzenie Rady Bezpieczeństwa będzie transmitowane na żywo na stronach ONZ (http://webtv.un.org/live-now), początek o godzinie 21:00

Ukraina: Rekordowa liczba kandydatów w wyborach prezydenckich. Do tej pory zarejestrowały się aż 42 osoby

Dzisiaj jest ostatni dzień rejestracji kandydatów na prezydenta Ukrainy. Do wczoraj centralna komisja wyborcza zarejestrowała 42 kandydatów. Ogółem wpłynęło 91 wniosków.

Jest to rekordowa liczba osób chętnych do objęcia tej funkcji od początku niepodległej Ukrainy

Każdy z kandydatów musi wpłacić kaucję w wysokości 2,5 mln hrywien – to ponad 300 tys złotych. Kaucja będzie zwrócona tylko tym kandydatom, którzy trafią do drugiej tury.

Część kandydatów to osoby, które jednak myślą o walce politycznej w perspektywie wyborów parlamentarnych, a te będą miały miejsce już jesienią tego roku. Start w wyborach prezydenckich to po prostu logiczny ciąg działalności ich formacji politycznej. [related id=”69009″]

Uzyskany wynik w wyborach prezydenckich będzie tez traktowany jako pewnego rodzaju sondaż dla partii. Będzie też wskazywać siłę lidera i pokazywać możliwości koalicyjne. Dla niektórych partii może być to sygnał, ze samodzielnie nie maja co się starać o wejście do ukraińskiego parlamentu.

Cześć kandydatów spełnia też kandydatów „technicznych”. Ich zadaniem jest po prostu osłabianie, lub wspieranie liderów sondażu

O taką rolę Julia Tymoszenko oskarżyła kandydata noszącego to samo nazwisko co ona czyli – Tymoszenko. Jurij Tymoszenko znajdzie się na karcie do głosowania obok liderki Batkiwszczyny. Łatwo sobie zatem wyobrazić, że przy takiej liczbie kandydatów może być to faktyczny problem dla wyborców i pomyłkowo mogą głosować nie na swojego kandydata.

Julia Tymoszenko oskarża prezydenta Poroszenkę, że to on stoi za kandydatem o takim samym nazwisku jak i ona. Jurij Tymoszenko to deputowany Rady Najwyższej do niedawna należący do frakcji Frontu Ludowego, czyli koalicjanta Bloku Petra Poroszenki. Jednak niedawno Front Ludowy wyrzucił go ze swojej frakcji za ignorowanie decyzji partii. Część obserwatorów uważa, że przyczyną był właśnie start Jurija Tymoszenko w wyborach prezydenckich.

W przypadku niepowodzenie Julii Tymoszenko w wyborach, może ona wykorzystać ona fakt obecności Jurija Tymoszenko na liście kandydatów, by oprotestować wynik wyborów.

Komentator polityczny Wołodymyr Cybulko uważa, że na wynik duży wpływ będzie miała frekwencja. Olbrzymia liczba kandydatów według Cybulki spowoduje, że wielu wyborców zignoruje I turę wyborów, a zmobilizuje się dopiero na II. Według eksperta oprócz tego na wybory będzie mieć negatywny wpływ fakt, że wielu mieszkańców Ukrainy przebywa poza jej granicami – według szacunków na terenie tylko Polski może przebywać ok 1,5 mln Ukraińców i w wiekszości są to w większości osoby będące wyborcami.

Nad przebiegiem wyborów mają czuwać obserwatorzy OBWE. Ukraina jednak nie życzy sobie, żeby wśród nich znaleźli się obywatele Federacji Rosyjskiej. Ukraiński parlament postanowił, że obserwatorami wyborów nie mogą być obywatele kraju, który jest uznany na Ukrainie za agresora, a taki status ma Rosja.

Ukraińska decyzja oburzyła OBWE. W specjalnym liście do MSZ Ukrainy dyrektorka Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka Ingibjörg Sólrún Gísladóttir stwierdziła, że taka decyzja jest bezprecedensowa i przeczy zobowiązaniom członków sygnatariuszy uczestników OBWE. Według dyrektor obserwatorzy OBWE reprezentują nie swoje kraje, lecz OBWE i kierują się ściśle określonym kodeksem

Ukraińscy działacze wielokrotnie wysławiali swoje krytyczne oceny pod kątem misji obserwacyjnej OBWE na wschodzie Ukrainy.. W powszechnym przekonaniu są oni mało skuteczni i nie zawsze obiektywni. Wśród ukraińskich żołnierzy powszechnym są określani jako… „towarzystwo ślepych”.

Wybory prezydenckie na Ukrainie odbędą się 31 marca tego roku.

Zapraszam do wysłuchania całej rozmowy.

JN

Nowa „zimna wojna”. Prezydent USA i Kongres utworzyli zwarty antychiński front. Czy już nie jest na to za późno?

Oficjalnie mówi się o amerykańsko-chińskiej wojnie handlowej, ale zmagania toczą się w każdej sferze stosunków międzynarodowych, począwszy od konfliktu ideologicznego, skończywszy na wyścigu zbrojeń.

Kazimierz Dadak

Przed naszymi oczyma rozgrywa się fascynująca walka o dominację nad światem. Po rozpadzie ZSRR wydawało się, że Stany Zjednoczone na zawsze pozostaną jedynym supermocarstwem. Przejawem tego stanowiska była słynna swego czasu książka Koniec historii i ostatni człowiek F. Fukuyamy. Ten tryumfalizm srodze się zemścił, niepostrzeżenie Amerykanom wyrosła groźna konkurencja.

(…) W Polsce dużo się mówi o elektromobilności, natomiast w Chinach po prostu działa się w tym zakresie i to na niespotykaną nigdzie indziej skalę – w 2018 r. ponad połowa globalnej produkcji samochodów z napędem elektrycznym (bateryjnym i hybrydowym) przypada właśnie na ten kraj (ponad 1,1 miliona aut, wszystkie sprzedane na rynku krajowym). Wypada nadmienić, że właśnie w Chinach największa proporcja produkcji i sprzedaży, około ¾, przypada na wozy o „czystym” napędzie elektrycznym (czyli na baterie), natomiast w USA i EU około połowa to auta o napędzie hybrydowym. (…)

Trzeba pamiętać, że sukcesy chińskich przedsiębiorstw są możliwe dzięki importowi wielu kluczowych technologii. Bez opatentowanych w USA, a często wytwarzanych na Tajwanie czy w Singapurze podzespołów, Huawei, ZTE, czy Lenovo nie byłyby tak znanymi markami na świecie. Z powodu złamania wcześniejszych umów, w kwietniu 2018 r. administracja Donalda Trumpa wydała zakaz sprzedaży ZTE jakichkolwiek podzespołów i firma ta z dnia na dzień przestała działać. W wyniku dalszych negocjacji i zapłacenia przez Chińczyków ogromnych kar zakaz ten został cofnięty, niemniej przypadek ten doskonale obrazuje ogromne luki technologiczne, na jakie nadal cierpi gospodarka chińska.

Przywództwo chińskie w 2015 r. ogłosiło dziesięcioletni plan, nazwany Made in China 2025, stawiający sobie za cel uzyskanie daleko idącej niezależności w zakresie wybranych kluczowych technologii.

(…) Rzecz nie dotyczy tylko elektroniki. Podobne plany są kreślone w odniesieniu do przemysłów lotniczego i kosmonautycznego, sterowanych cyfrowo maszyn i robotów, najbardziej zaawansowanych technologii w przemyśle stoczniowym i transporcie kolejowym, maszyn rolniczych i informatyki, sprzętu medycznego oraz nowych materiałów (polimerów). Biorąc pod uwagę tempo, w jakim chińscy wytwórcy wdarli się do czołówki przemysłu komputerowego, można przypuszczać, że strategia Made in China 2025 ma duże prawdopodobieństwo powodzenia, a zatem obawy Zachodu co do osiągnięcia przez Chiny światowej dominacji już za 30 lat nie są pozbawione podstaw. O ile Unia Europejska nie stanowi jednolitego państwa i chińska ekspansja może przynieść wymierne korzyści niektórym jej członkom, na przykład Grecji i Portugalii, i z tego względu Europie jest trudniej przyjąć jednolite stanowisko w tej kwestii, o tyle w USA sprawy mają się inaczej i zarówno władza wykonawcza (Prezydent), jak i władza ustawodawcza (Kongres) utworzyli zwarty antychiński front. Jedyne pytanie, jakie ciśnie się na usta, to: dlaczego dopiero teraz? Czy, z amerykańskiego punktu widzenia, dwadzieścia, a nawet dziesięć lat temu sprawy nie byłyby dużo prostsze? (…)

Chiny stawiają na naukę i innowacje. Chiny i USA nadal dzieli spora różnica, ale dysproporcje gwałtownie zmalały. Warto pamiętać, że ostatni miernik, względna liczba zatrudnionych w instytucjach badawczo-rozwojowych, jest w Kraju Smoka znacznie niższa niż w USA, ale już nie w bezwzględnych wartościach, bo Chińczyków jest ponad czterokrotnie więcej niż Amerykanów. W jednym zakresie należy wykazać pewną ostrożność – udziału towarów hi-tech w całkowitym eksporcie, ponieważ duża część tego wywozu to są produkty wytwarzane przez przedsiębiorstwa amerykańskie w Chinach, zatem w sensie kontroli nad technologiami, nie jest to wywóz chiński. Stąd też, z amerykańskiego punktu widzenia, batalia o pogrzebanie strategii Made in China 2025 ma tak ogromne znaczenie. (…)

Patrząc na realny PKB na głowę mieszkańca zauważamy, że przeciętny Chińczyk wytwarza zaledwie 28% tego, co produkuje przeciętny Amerykanin – należy jednak pamiętać, iż w 1990 r. chińskie PKB na głowę mieszkańca wynosiło zaledwie 4% amerykańskiego. (…)

Trudno sobie wyobrazić, aby chińskie przywództwo było skłonne do wyrzeczenia się wielkomocarstwowych ambicji, ponieważ tylko w warunkach szybkiego wzrostu stopy życiowej i nieustannego marszu na podbój świata komuniści mogą utrzymać się przy władzy. Z drugiej strony, przyzwyczajony do grania pierwszych skrzypiec amerykański establishment nie ma zamiaru ustąpić miejsca Azjatom. Obie strony słusznie uważają, że w ostatecznym rozrachunku względna potęga gospodarcza zadecyduje o tym, który z pretendentów do światowej dominacji przeważy. (…)

Chiny nie pozostają w tyle za USA, by nie powiedzieć, że znacznie wcześniej rozpoczęły budowę sojuszów. Wielkim krokiem w tym kierunku było założenie w 2014 r. Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych, do którego, wbrew ostrym protestom USA, przyłączyły się wszystkie większe państwa zachodnie. Jest to nieodłączny element szerszego planu zdobycia sojuszników, jeśli nie podporządkowania sobie Euroazji i Afryki, pod nazwą Nowego Szlaku Jedwabnego. Pierwsze fragmenty tego szlaku powstały już dawno, Chiny zainwestowały w gazo- i ropociągi w Azji Środkowej (Turkiestan i Kazachstan), a także budowały infrastrukturę w Pakistanie. Ponieważ w Azji Środkowej dominowała Rosja, USA nie wykazywały tymi przedsięwzięciami większego zainteresowania. W ciągu ostatnich lat Szlak Jedwabny objął także spore połaci Afryki i Azji, tereny, które do tej pory mocarstwa zachodnie uważały za swoją domenę, stąd został przypuszczony zmasowany atak propagandowy na tę inicjatywę. (…)

Szczęśliwie dla USA, Chiny nie są dobrotliwym partnerem – swoje interesy na Morzu Południowochińskim forsują, nie oglądając się na dobro innych państw leżących na jego obrzeżach – Pekin rości sobie wyłączne prawa do praktycznie całego tego akwenu.

Chiny mają także szereg innych słabych punktów. Kraj ten nie szanuje podstawowych wolności i praw ludzkich, gnębi mniejszości narodowe oraz wspiera szpiegostwo i piractwo gospodarcze. Obywatele chińscy są pozbawieni swobodnego dostępu do informacji. Mówiąc wprost, Chiny stanowią model rozwoju atrakcyjny dla autokratów, który jest oparty na błyskawicznej poprawie warunków bytowych ludności kosztem wyrzeczenia się przez obywatela podstawowych swobód. (…)

Chiny intensywnie rozbudowują swój przemysł zbrojeniowy. Do niedawna bardzo dużą cześć ich zapotrzebowania na uzbrojenie pokrywał import z Rosji, ale w trakcie ostatnich lat coraz więcej broni pochodzi z ich własnej produkcji, ba, zaczynają nawet wchodzić na międzynarodowe rynki ze swoim sprzętem. W niektórych przypadkach, na przykład w zakresie łodzi podwodnych, chińskie modele są bardzo podobne do rosyjskich, stąd też kraj ten uchodzi za „niewdzięcznego klienta”, czyli takiego, który bez zahamowań kopiuje importowane wyroby. W każdym razie Kraj Smoka wydaje się szybko przeganiać mistrza. Ostatnio chińska marynarka wojenna wzbogaciła się o pierwszy lotniskowiec własnej produkcji, znacznie przewyższający kupioną od Ukrainy jednostkę, która powstawała jeszcze na zamówienie floty ZSRR. Biorąc pod uwagę, że stocznie chińskie należą do najściślejszej czołówki światowej, także pod względem zaawansowania technologicznego, można przypuszczać, kraj ten nie tylko dorówna USA i jego sojusznikom w zakresie ilości, ale także i jakości.

Również chińskie siły lotnicze szybko uzupełniają swój arsenał. Do służby wszedł myśliwiec o kryptonimie J-20, który jest zaprojektowany jako konkurent dla amerykańskiego F-22. Niebawem mają się zakończyć próby z myśliwcem J-31, maszyną pomyślaną jako konkurent dla F-35. Tę ostatnia maszynę Chiny chcą oferować państwom drugim. (…)

Niebawem USA staną wobec perspektywy: albo zwolnić tempo zbrojeń, albo podnieść podatki, albo obciąć i tak niewysokie wydatki na programy pomocy społecznej. W obecnej konfiguracji politycznej opcje druga i trzecia są mało prawdopodobne, natomiast możliwość pierwsza byłaby równoznaczna z wywieszeniem białej flagi w drugiej zimnej wojnie.

Z amerykańskiego punktu widzenia najlepszym rozwiązaniem byłoby zawiązanie globalnej koalicji antychińskiej, sojuszu, w którym niezbędnym członkiem byłaby Rosja. Tylko w sytuacji całkowitego okrążenia Chin, co pociągałoby za sobą także ograniczenie, jeśli nie zamknięcie dostaw kluczowych surowców, Krajowi Środka można by narzucić warunki wymuszające rezygnację z posiadania kontroli nad kluczowymi technologiami. Tak długo, jak kraj ten jest zależny od importu takich technologii, tak długo Chinom można narzucić politykę gospodarczą zgodną z interesami Zachodu. O tym, że w tej chwili gospodarka chińska jest wystawiona na tego typu groźbę, najlepiej świadczy wspomniana wyżej zapaść jednej z największych chińskich firm (ZTE).

Gdyby Chiny wygrały pierwszy etap nowej zimnej wojny, kolejny najprawdopodobniej nie byłby skierowany przeciw USA, bo Chiny i USA dzieli Ocean Spokojny, ale na północ, czyli Syberię. Na tych obszarach, z jednej strony, zalegają ogromne bogactwa naturalne konieczne do zabezpieczenia długofalowego rozwoju Chin, a z drugiej, są one bardzo słabo zaludnione – co więcej, szybko się wyludniają. Zatem Chiny stanowią śmiertelne zagrożenie dla Rosji. USA mogą przegrać zimną wojnę z Chinami, ale taki rozwój sytuacji przyniósłby Stanom „tylko” detronizację z pozycji światowego hegemona, ale nie podległość polityczną i gospodarczą. Natomiast dla Rosji taki rozwój sytuacji stanowiłby katastrofę, perspektywę utraty azjatyckiej części państwa i groziłby statusem chińskiego wasala. Zatem Rosja ma w gruncie rzeczy całkowicie zbieżne interesy z USA w kwestii chińskiej.

Cały artykuł Kazimierza Dadaka pt. „Nowa zimna wojna” znajduje się na s. 10–11 styczniowego „Kuriera WNET” nr 55/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Kazimierza Dadaka pt. „Nowa zimna wojna” na s. 10–11 styczniowego „Kuriera WNET”, nr 55/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Polak Węgier dwa bratanki. Relacje polsko-węgierskie są dobre. Łączy nas nie tylko historia, ale o wiele więcej [VIDEO]

Marcin Bobiński, attaché prasowy w Ambasadzie RP w Budapeszcie opowiada o stosunkach bilateralnych między Polską a Węgrami, o sytuacji gospodarczej, oraz o uczelni George’a Sorosa na Węgrzech.

– Opozycja nie ma w tej chwili ani jednego zdecydowanego lidera, nie ma również partii, która w sondażach odnotowywałaby znaczące wzrosty. Ta sytuacja na Węgrzech utrzymuje się już od kilku lat- od objęcia władzy przez Fidesz. Na obecną chwilę w tym roku mamy wybory do Parlamentu Europejskiego i wybory samorządowe. Wygląda na to,że nic się nie zmieni – mówi Marcin Bobiński, attaché prasowy w Ambasadzie RP w Budapeszcie. Dodaje, że Wiktor Orban rządzi bardzo sprawnie.

– Relacje polsko-węgierskie zawsze były dobre, bez względu na to, kto rządził. Teraz jesteśmy blisko siebie, mamy w obu krajach rządy prawicowe, jesteśmy członkami Grupy Wyszehradzkiej oraz współpracujemy z ramach Unii Europejskiej – opowiada gość Poranka WNET. Jako jeden z przykładów współpracy attache prasowy w Ambasadzie RP w Budapeszcie wymienia chociażby projekt Via Karpatia-  budowana etapami europejska międzynarodowa trasa, która ma połączyć wschodnie Węgry z Polską przez Słowację. Na Węgrzech budowa ta ma zakończyć się w 2022 roku.

Jak wyjaśnia Bobiński, mamy bardzo dobre dyplomatyczne kontakty z Węgrami. Jeżeli chodzi o Węgierską gospodarkę to dominujący jest przemysł motoryzacyjny. Węgry mają ponad 4 proc. wzrostu PKB  i ten wzrost od kilku lat utrzymuje się na stałym poziomie. Na Węgrzech rosną płacę ale wciąż brakuje rak do pracy.

Gość Radia Wnet mówi także o uniwersytecie założonym przez amerykańskiego finansistę George’a Sorosa. Rząd nie przedłużył umowy z uczelnią, co skutkuje przeniesieniem rekrutacji na studia akredytowane w USA z Budapesztu do Wiednia.

Uniwersytet środkowo-europejski zadecydował, że nabór na nowy rok akademicki przeprowadzi już w Wiedniu a studia w Budapeszcei będą sukcesywnie wygaszane. Nie wiadomo co jeszcze z całą infrastrukturą budynku – mówi.

Jak dodaje, Soros jest znaną postacią na Węgrzech, tam się urodził, jest obywatelem Węgier, jednak jeżeli dziś przyjechałby na Węgry, mógłby być osobą niepożądaną.

Zapraszam do wysłuchania całej rozmowy!

JN