Waszczykowski: Koncepcja LGBT oparta na gender to ideologia. Ambasadorowie nie powinni zajmować stanowisk ideologicznych

Czemu Turcja czuje się zostawiona ze swymi problemami przez UE i NATO? Witold Waszczykowski o konflikcie w Górskim Karabachu, polityce Ankary, praworządności i liście ambasadorów.

Witold Waszczykowski przypomina, że Górski Karabach to ormiańska enklawa na azerbejdżańskim terytorium, a konflikt o ten region toczy się od 1988 r. Rozwiązaniu go służy Grupa Mińska OBWE. Polska powinna być zainteresowana tym konfliktem, gdyż toczy się on na przedpolu Europy, a zaangażowane są w niego takie mocarstwa jak Rosja (sojusznik Armenii) i Turcja (wspierająca Azerbejdżan). Obydwa kraje są partnerami dla NATO i Unii Europejskiej. Były minister spraw zagranicznych wskazuje, że nie mamy jako członek NATO obowiązku popierać w nim Turcji, gdyż nie jest ona w nim zagrożona. Zauważa przy tym, że położenie Turcji sprawia, iż jest ona otoczona przez obszary na których toczą się różne konflikty. Z perspektywy Ankary jej sojusznicy nie robią wystarczająco dużo w ich sprawie:

Turcy mają do nas do NATO do Unii Europejskiej wiele zastrzeżeń i pretensji, że pozostawiliśmy ich, że nie rozwiązujemy konfliktów, które toczą się wokół nich, np konfliktu syryjskiego. W związku z tym oni muszą brać sprawy w swoje ręce.

Eurodeputowany PiS wyraża nadzieję, że konflikt zostanie szybko zażegnany, wskazując, że w bombardowaniach cierpią także cywile. Odnosi się do także do listu ambasadorów, który wzywa Polskę do przestrzegania praw człowieka odnośnie to tzw. społeczności LGBT. Podkreśla, że w Polsce nie ma żadnej dyskryminacji ze względu na czyjeś życie seksualne. Tym o co chodzi lobby LGBT są przywileje, takie jakie mają małżeństwa. Kuriozalną nazywa sytuację, w której o przestrzeganie praw człowieka wzywa Polskę kraj taki jak Wenezuela. Wskazuje na reakcję Mateusza Morawieckiego, który podkreślił, że Polska ma długą tradycję tolerancji.

Nasz gość komentuje słowa amerykańskiej ambasador, która stwierdziła, że nasz kraj „stoi po złej stronie historii” jeśli chodzi o LGBT. Zaznacza, że ambasadorowie nie powinni zajmować stanowiska w sporach ideologicznych. Ocenia, że Georgette Mosbacher jest pod presją amerykańskich środowisk „które wywalczyły sobie przywileje”.

Dyskusja o praworządności nie jest dyskusją nad poprawą polskiego, czy węgierskiego prawa, tylko dyskusją nad tym, czy rządy takie jak polski  i węgierski w ogóle mają prawo egzystować.

Polityk komentuje kolejną odsłonę unijnej debaty na temat praworządności. Przedstawiane obecnie propozycji określa jako „antyeuropejskie”. Wymiar sprawiedliwości i kwestia jego reformy nie jest czymś objętym traktatami unijnymi.

Mamy próbę uzurpacji większej władzy przez Komisję Europejską.

Polityk wskazuje, że Polska przekonuje do swego stanowiska kraje takie, jak Litwa. Ze stanowiskiem polskiego rządu zgadzają się także Węgry.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Lawon Wolski: W czasie komunizmu było więcej wolności na Białorusi niż teraz. Teraz wszystko jest zakazane

Lawon Wolski o wolności na Białorusi i w ZSRR oraz o białoruskiej niezależnej scenie muzycznej.

Lawon Wolski wspomina swój niedawny występ w Polsce na koncercie Solidarni z Białorusią. Można było na nim poczuć wolność, której w jego kraju dawno nie czuć- wskazuje. Muzyk wspomina czasy Związku Sowieckiego. W latach 80. zaczynał swoją działalność muzyczną. Stwierdza, że

Było wtedy więcej wolności. Nie było tylu OMONowców, siłowików. Teraz mamy taką sytuację, że nic nie wolno.

Artysta zdradza, że boi się wracać do swej ojczyzny, jednak po występach w Polsce wróci na Białoruś. Mówi o niezależnej scenie muzycznej na Białorusi. Obecna jest ona w Internecie, gdyż ciężko jest z koncertami publicznymi.

W Mińsku mamy tylko dwa małe klubiki i jeden duży.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Możejka: Białorusini już się nie ugną, zostaną na ulicach. Społeczeństwo obywatelskie potrzebuje konkretnej pomocy

Paweł Możejka o wciąż trwających protestach na Białorusi, stosunku Białorusinów do Rosji, początku rządów Łukaszenki i tym, co mogą zrobić państwa zachodnie.

Mamy ogromną granicę z Rosją i jest to nasz sąsiad. W naszym interesie są normalne stosunki sąsiedzkie. Prosimy tylko o jedno, by nie wtrącali się w nasze sprawy.

Paweł Możejka mówi o stosunku Białorusinów do Rosji. Chcą oni mieć z nią dobre stosunki, tak jak z innymi sąsiadami. Tymczasem trwa 51 dzień protestów na Białorusi. Dziennikarz Biełsatu podkreśla, że ludzie wciąż protestują w aż 30 miastach, mimo represji, złej pogody i zmęczenia. Odpowiada na pytanie, czy Białorusini są gotowi na sankcje ekonomiczne. Stwierdza, że na razie mówi się tylko o sankcjach politycznych- zakazach wjazdu dla urzędników. Nasz gość wskazuje, że

Nie słyszymy konkretów, jeśli chodzi o wsparcie społeczeństwa obywatelskiego.

Podkreśla, że demonstranci potrzebują konkretnych propozycji pomocy. Możejka przypomina początki rządów pierwszego białoruskiego prezydenta. Zmieniona została flaga, a następnie konstytucja.

Nie było roku, by Łukaszenka nie skupiał więcej władzy wokół siebie. […] Nie mieliśmy wówczas społeczeństwa demokratycznego.

Rozmówca Katarzyny Adamiak-Sroczyńskiej podkreśla, że Białorusini są normalnym społeczeństwem. Stwierdza, że trzeba wywierać presję na Rosję, żeby nie wspierała Łukaszenki, albo nawet żeby popychała go do porozumienia z protestującymi.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Bogusław Ziętek: Po rezygnacji z węgla Polska będzie na energetycznym pasku Rosji i Niemiec

Przewodniczący WZZ „Sierpień’80 krytykuje porozumienie na linii rząd-związki górnicze. Wytyka tym ostatnim zbyt miękką postawę negocjacyjną.

Bogusław Ziętek mówi o porozumieniu między rządem a związkami górniczymi. Nie ocenia go jako przełomowego, uważa że jest ono jedynie zabezpieczeniem podstawowych interesów pracowników tej branży:

Jeżeli komuś strzelają dzisiaj korki od szampana, to są to urzędnicy w Brukseli, którym zależy na niszczeniu  przemysłu we wszystkich krajach, w tym w Polsce. Polacy powinni się smucić, bo energetycznie niedługo będą na pasku Rosjan i Niemiec.

Związkowiec ubolewa, że polski rząd zrezygnował z kwestionowania unijnej polityki energetycznej, zamiast tego realizując ją „na kolanach”.  Bogusław Ziętek dodaje, że większość przedstawicieli związków górniczych prezentowało zbyt miękką postawę w negocjacjach z rządem:

Jestem tylko jednym z uczestników tych negocjacji. Byłem gotów negocjować dłużej, niestety zwolennicy tej koncepcji znaleźli się w mniejszości

Gość „Popołudnia WNET’ wypomina władzom bierność w kwestii importu węgla z Rosji, który, jak mówi, nie powinien mieć miejsca. Bogusław Ziętek krytykuje również Zjednoczoną Prawicę za koncentrowanie się na wewnętrznych sporach:

Rząd ma Śląsk w głębokim poważaniu. Ci ludzie nie stanęli na wysokości zadania. Kiedy potrzebowali głosów Ślązaków, byli tu codziennie.

Rozmówca Łukasza Jankowskiego mianem „bufonady” nazywa głosy polityków i ekspertów, zapewniających, że wydobycie węgla w Polsce na pewno zakończy się 2049 r. Jak dodaje:

Unia Europejska jest zakładnikiem faktu, że niczego nie produkuje. W trakcie pandemii przekonaliśmy się, że taka polityka jest zgubna.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

 

Zmicier Mickiewicz: Widać, że milicjanci są już zmęczeni. Zimą możemy zobaczyć duże problemy ekonomiczne

Zmicier Mickiewicz o protestach na Białorusi po inauguracji Aleksandra Łukaszenki na prezydenta: zmęczeniu funkcjonariuszy, narracji państwowych mediów i problemach finansowych reżimu.

Było widać po działaniu tzw. policji antyterrorystycznej, że są już zmęczeni- nie byli gotowi na nawet małą liczbę osób. Działają trochę spontanicznie.

Zmicier Mickiewicz  wskazuje, że przy okazji protestów po zaprzysiężeniu pierwszego prezydenta Białorusi na kolejną kadencję, widać było zmęczenie sił porządkowych. Funkcjonariusze wyrażają swoje zmęczenie w rozmowach między sobą.

W zeszłą sobotę mój kumpel został zatrzymany i dostał 15 dni aresztu za to, że tylko przejeżdżał obok protestu.

Władze nie mają innego pomysłu na zakończenie protestów niż zastraszanie ludzi. Tymczasem reżimem zachwiać mogą problemy finansowe. Łukaszenka bowiem nie dostał od swojego rosyjskiego odpowiednika pieniędzy, które mógłby wydać na Białorusi. Półtora miliarda dolarów, które Kreml przekazał Mińskowi pójdą na spłatę długu białoruskiego wobec Rosji i refinansowanie rosyjskich pożyczek.

Łukaszenka teraz nie ma skąd liczyć na wsparcie. Zimą możemy zobaczyć duże problemy ekonomiczne.

Dziennikarz telewizji Biełsat wskazuje, że w Wenezueli Nicolas Maduro utrzymuje się u władzy już mimo, że protesty trwają tam już „więcej niż trzy lata”. Białorusini, którzy protestują 40 dni muszą więc uzbroić się w cierpliwość. Tymczasem białoruscy hakerzy zaczęli przedstawiać wszelkie informacje na temat najbardziej brutalnych milicjantów.

Mickiewicz informuje, że według białoruskich mediów publicznych w przypadku akcji ujawniania milicjantów mamy do czynienia z dezinformacją. Twierdzą one, że skala protestów jest mała.

MSW Białorusi opublikowało na swojej stronie telefony od ludzi, którzy chwalą służby za poradzenie sobie z protestami. Nasz gość zwraca uwagę, że wśród nagrań jest telefon od człowieka, który

Mówi, że niech już policja strzela do protestujących- niech strzela im w głowę.

Podkreśla, że rozmowę tą ministerstwo opublikowało na swej stronie.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Jan K. Ardanowski: Twórcy „piątki dla zwierząt” będą się jej mocno wstydzić. PiS kieruje się zasadami marksistowskimi

Droższy drób, utrata nowych rynków zbytu od Afryki Płn. po Indonezję, wpisanie się w narrację neomarksistów i „koalicja” PiS-u z Lewicą. Jan Krzysztof Ardanowski krytykuje tzw. piątkę dla zwierząt.

Bycie ministrem to pewien etap w życiu, gdzie człowiek podejmuje przerastające go czasem zadania i musi być gotowy odejść, gdy zmieni się koncepcja rządu.

Minister rolnictwa i rozwoju wsi wskazuje, że nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt jest pomieszaniem z poplątaniem i nie była z nikim konsultowana. Przyznaje, że jest „zaskoczony i zawiedziony”, że z powodu tzw. piątki dla zwierząt niszczy się dorobek polityki Prawa i Sprawiedliwości w zakresie rolnictwa. Zawieszony poseł PiS wskazuje, że

Bracia Kaczyński mieli zbieżną z moim myśleniem wizję Polski, która jest jest silna na arenie międzynarodowej, solidarna, ale też oparta o tradycyjne wartości: konserwatyzm, poszanowanie własności.

Rolnicy są niezadowoleni z poczynań partii rządzącej. Uchwalone przez Sejm nowelizacja jest dla nich jak policzek. Jan Krzysztof Ardanowski zaznacza, że niekonsultowana z nikim nowela:

Ma wiele, wiele wad. Konsekwencje tej ustawy będą się wlekły latami w sądach. Ci którzy ją stworzyli będą się jeszcze mocno wstydzić tej ustawy.

Podkreśla, że 81 proc. rolników poparła prezydenta Andrzeja Dudę, a 71 proc. Prawo i Sprawiedliwość w wyborach parlamentarnych.  Antagonizowanie tej grupy społecznej to prezent dla PSL-u, Konfederacji i reszty opozycji. Gość „Poranka Wnet” mówi, że nawet sprawy z którymi można by się co do zasady zgodzić w tej ustawie, jak zakaz używania zwierząt w cyrkach, czy surowsze normy trzymania zwierząt są ujęte w formie absurdalnych zapisów.

Wyobraża sobie Pan małego pinczerka, który będzie ciągnął sześciometrowy łańcuch. […] Jeżeli ktoś ma sukę w mieszkaniu, która mu się oszczeni, to jeśli ma kawalerkę, to musi się z niej wyprowadzić.

W ustawie nie chodzi więc bynajmniej o norki. Kwestia ta przykrywa inne, zwarte w tej nowelizacji. Ardanowski przyznaje, że zapotrzebowanie na futra spada. Sektor ten i tak prędzej, czy później upadnie. Wybrano jednak rozwiązanie siłowe. Branża ta powiązana jest z drobiarską, gdyż drobiarze sprzedają odpady produkcyjne hodowcom norek na karmę. Jeśli nie będą tego mogli robić to odpady trzeba będzie spalić, czym chętnie zajmą się niemieckie firmy specjalizujące się w tym.

Albo zbankrutuje branża drobiarzy albo będziemy musieli więcej za drób zapłacić.

Jan Ardanowski podkreśla, że w innych krajach europejskich w których zakazano produkcji futer, albo i tak jej nie było lub była na szczątkowym poziomie albo, jeśli była bardziej rozwinięta, to likwidowano ją przy zachowaniu okresu przejściowego i odszkodowań dla hodowców.

Hodowla zostanie przeniesiona do Białorusi, Ukrainy, Chin, czy Rosji, gdzie w dużo gorszych warunkach te zwierzęta będą.

Podkreśla, że kwestia zabijania zwierząt futerkowych nie jest najbardziej kontrowersyjna. Jest nią policyjna ochrona aktywistów prozwierzęcych, nie mających bynajmniej specjalistycznej wiedzy weterynaryjnej, którzy będą mieli możliwość zabierania cudzych zwierząt, jeśli uznają, iż ich właściciel nie stosuje się do omawianej ustawy.

To postawienie państwa prawa na głowie .

Ubój zwierzęcia zawsze jest dramatyczny, bo zabieramy życie zwierzęciu- wskazuje szef resortu rolnictwa porównując ubój zwykły i rytualny. Za hipokryzję uważa mówienie o uboju lepszym, czy gorszym. Wskazuje na kurczące się rynki zbytu w rolnictwie. Rynek wieprzowiny cierpi w wyniku ASF. Zostają jak mówi, drób i wołowina. Powiązane są one z produkcją zboża (na paszę) i mleka.

Nie ma innych nowych rynków mięsa na świecie niż rynki muzułmańskie i muzułmanów w Europie Zachodniej.

Żeby rozwijać rolnictwo w polskie potrzeba nam rynków zbytu, takich jak Afryka Północna, Bliski Wschód, czy Indonezja. Jest to zaś rynek mięsa halal. Nie zaprosimy zaś muzułmanów do Polski, by zrekompensować polskim rolnikom utratę tych rynków.

PiS, partia, której zawierzyłem, partia, która wydawała się prawicowa […] Ta partia wpisuje się w wojnę ideologiczną, która się toczy w Europie […] która ze zwierzęcia robi boga i dehumanizuje człowieka.

Ponadto mówi, że nie zamierza być doradcą w Kancelarii Prezydenta, a obecne zachowanie PiS jest próbą wypchnięcia go z partii. Nie zamierza porzucić mandatu posła.

Nadal będę zajmować się problemami polskiej wsi.

Podkreśla, że w sprawach sumienia, do których zalicza głosowanie, za które został ukarany, nie powinno być dyscypliny partyjnej. Zauważa, że w Sejmie:

Doszło do jakiegoś absolutnie egzotycznego sojuszu […] Prawa i Sprawiedliwości oraz Lewicy.

Nie spodziewał się, że doczeka się takich czasów. Przypomina prezydentowi Andrzejowi Dudzie, że polska wieś powierzyła mu swoje zaufanie.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Tajna inauguracja prezydencka Łukaszenki. Poczobut: Obnaża to słabość przywódcy twierdzącego, że zdobył 80 proc. głosów

Andrzej Poczobut o inauguracji kolejnej kadencji prezydenta Alaksandra Łukaszenki, tym czym różniła się ona od innych oraz o zwalnianiu się ludzi służb z pracy i sankcjach UE.

 

Jest to najdziwniejsza inauguracja prezydenta Łukaszenki z dotychczasowych.

W jaki sposób białoruski prezydent uchronił się przed protestami wobec inauguracji swej kolejnej kadencji? Zorganizował ją w tajemnicy. Andrzej Poczobut wskazuje, że zgodnie z białoruskim prawem inauguracja powinna być transmitowana na żywo w radiu i telewizji. Tak się jednak nie stało, gdyż prezydent nie chciał ujawniać daty inauguracji. Dodaje, że

Rzeczniczka Łukaszenki mówiła mediom, że jeżeli będzie inauguracja przed nią zostaną media poinformowane o tym.

Dziennikarz zaznacza, że pierwotnie inaugurację planowano przeprowadzić już po zdławieniu protestów. To się jednak nie udało, więc ucieknięto się do wybiegu obnażającego słabość prezydenta:

Przywódca, który twierdzi, że wygrał zdobywając 80 proc. głosów, nie musi sięgać po takie po takie triki, żeby przeprowadzić inaugurację.

Poczobut odnosi się do informacja na temat masowych odejść  pracowników białoruskich służb z pracy. Stwierdza, że ludzie faktycznie zwalniają się, ale nie ma to skali masowej. Nie sądzi też by było to efektem akcji ujawniania tożsamości tłumiących protesty funkcjonariuszy. Podkreśla, że gdyby faktycznie przeciwko Łukaszence zwrócili się ludzie ze służb, to jego władza by upadła. Nasz gość nie liczy na zdecydowane działania ze strony Unii Europejskiej:

Unia nie jest w stanie uzgodnić nawet kilkudziesięciu nazwisk objętych sankcjami.

A.P.

Poczobut: Po udzieleniu Łukaszence kredytu, prorosyjskie społeczeństwo białoruskie przeżywa zderzenie z rzeczywistością

Andrzej Poczobut podkreśla, że po udzieleniu przez Putina pożyczki białoruskiemu dyktatorowi, w białoruskim społeczeństwie zaczynają się pojawiać dyskusje, co może zmienić ich prorosyjskie nastawienie


Polsko-białoruski dziennikarz, Andrzej Poczobut ocenia, że 36-letni Białorusin, który dokonał samospalenia przed komisariatem policji ma niewielkie szanse na przeżycie. Na Białorusi nadal trwają rozproszone protesty, a największe demonstracje odbywają się w weekendy. W sobotę planowany jest następny marsz kobiet, a w niedziele „ogólnokrajowa mocna akcja”. Wtedy będzie można ocenić, na ile motywacja społeczeństwa do wyrażania sprzeciwu wciąż jest silna.

Poprzednia niedziela pokazała, że spadek aktywności, który się zarysował-zatrzymał się […] OMON dostał rozkaz, że należy dać wycisk i on ten wycisk dał. Spodziewali się, że to spowoduje, że w niedziele przed spotkaniem Łukaszenki z Putinem będzie mniej ludzi, ale tak się nie stało. Było setki tysięcy w Mińsku i dziesiątki tysięcy w całym kraju.

Odnosząc się do sprawy kredytu Rosji dla Łukaszenki, redaktor Poczobut wskazuje, że był to kredyt na spłacenie innych kredytów, a białoruskie społeczeństwo powoli dostrzega, że Putin wspiera Łukaszenkę, co jest dla nich pewnego rodzaju zderzeniem z rzeczywistością i być może doprowadzi do zmiany nastrojów prorosyjskich u naszych wschodnich sąsiadów.

To pokazuje, że ten kredyt nie będzie zastrzykiem gotówki, który potrzebowałby Łukaszenka i gospodarka. Gest Putina nie podoba się białoruskiemu społeczeństwu, które jest w większości z sympatią nastawione do Rosji. Teraz obserwujemy zderzenie się ich z rzeczywistością. Dla prozachodnich zachowanie Putina jest oczywiste, że będzie on wspierał Łukaszenkę, ale dla ludzi o prorosyjskich poglądach […] następuje zderzenie, które powoduje, że pojawiają się dyskusje.

Gość Radia Wnet wyraża nadzieje, że polsko-litewski sojusz w sprawie Białorusi poszerzy się o Łotwę i Ukrainę, by te państwa wspólnie zaczęły prowadzić wspólną politykę wobec Mińska. Dzięki temu Łukaszenka nie mógłby używać swojej niespójnej retoryki do rozgrywania sąsiednich państw.

Jeżeli była zła Polska, to dobra stawała się Litwa. Jeżeli zła była Litwa, to dobra była Polska. W ten sposób próbowano narzucić swoją narracje i wciągnąć w dyskusję, by wpłynąć na politykę państw sąsiednich.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

M.K.

Prokuratura wnioskuje o areszt dla kontrolerów z lotniska w Smoleńsku. Kreml reaguje

Śledczy zwrócili się z wnioskiem do sądu o tymczasowy areszt dla trzech kontrolerów pełniących w 2010 r. służbę na lotnisku w Smoleńsku-Północ. Do wniosku odniósł się rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.

Badając sprawę katastrofy smoleńskiej polscy śledczy ustalili po ponownym zbadaniu materiału dowodowego, że radiolokacyjny system lądowania, z którego korzystała obsługa wieży kontrolnej w Smoleńsku, był niesprawny. Kontrolerzy nie wiedzieli momentami, gdzie jest samolot, gdyż punkt go symbolizujący zanikał na ekranach ich monitorów. Mimo to podawali oni załodze polskiego samolotu komendy tak, jakby znali ich dokładną pozycję. Jak poinformowała w środę wieczorem rzecznik Prokuratury Krajowej Ewa Bialik:

Zespół śledczy nr 1 w Prokuraturze Krajowej wystąpił do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotów z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie trzech kontrolerów pełniących w 2010 r. służbę na lotnisku w Smoleńsku-Północ.

W kwietniu 2017 r. prokuratura postanowiła o zmianie zarzutów wobec kontrolerów płk. Pawła P. i mjra Wiktora R. z nieumyślnego na umyślne spowodowanie katastrofy. Postawiono wówczas po raz pierwszy zarzuty także ppłk. Nikołajowi K., który wydawał polecenia kierownikowi lotów. Wniosek polskich śledczych komentował na briefingu prasowym rzecznik prasowy prezydenta Federacji Rosyjskiej Dmitrij Pieskow:

Generalnie, konceptualnie odnosimy się negatywnie (do tej sytuacji).

Odpowiadając na pytanie, czy były jakieś kontakty w sprawie wniosku polskiej prokuratury, który stanowi pierwszy krok do wydania międzynarodowego listu gończego, Pieskow stwierdził:

Nie wiem, czy były jakiekolwiek kontakty, bądź działania prawne zgodne z praktyką międzynarodową, czy nasza prokuratura generalna, bądź organy śledcze otrzymywały wnioski ze strony Warszawy.

Źródła: RFM 24, Polsat News

A.P.

Kuczyński: Putin będzie wspierał ekonomicznie Łukaszenkę do momentu, gdy uda się bezpiecznie zmienić władzę w Mińsku

Grzegorz Kuczyński uważa, że Rosja nie będzie wiecznie dotowała Białorusi i z czasem może przeprowadzić alternatywny scenariusz zmiany władzy. Szczyt w Soczi nie był aktem wasalizacji Łukaszenki.


Analityk i dziennikarz zajmujący się polityką wschodnią, Grzegorz Kuczyński ocenia, że wczorajsze czterogodzinne spotkanie Aleksandra Łukaszenki z Władimirem Putinem nie było przełomowe, dlatego też przedwczesne są twierdzenia o wasalizacji prezydenta Białorusi względem Kremla.

Pamiętajmy, że jest to sprytny gracz, który jest prezydentem Białorusi od ćwierćwiecza, cały czas musi grać między wschodem a zachodem i dotychczas mu się to udawało […] To nie jest tak, że w jest 100% zdany na łaskę Rosji, bo może w jakiś sposób grozić Kremlowi, że jeśli upadnie, to Rosjanie nie mają gwarancji, że jego następcy będą prowadzić tak samo prorosyjską politykę. Moim zdaniem jest to główny argument w rozmowach Łukaszenki z Kremlem.

Dodaje, że gdyby Rosja miała pewność co do tego, jak rozwinie się sytuacja na Białorusi, to nie wspierałaby Łukaszenki udzielając mu kredytów. Twierdzi, że nie będzie to trwało w nieskończoność i Kreml będzie przygotować „alternatywny scenariusz zmiany władzy” w Mińsku.

Tak naprawdę w tym momencie to Łukaszenka zyskał taką korzyść, że ta pomoc ekonomiczna płynąca z Rosji przez lata dla Białorusi, która została wstrzymana w ciągu ostatniego roku czy dwóch, to teraz ta rewolucja spowodowała, że została ona wznowiona, bo dla Moskwy jest najważniejsze, aby ten reżim wciąż trwał.

Odnosząc się do sprawy otrucia Aleksieja Nawalnego, redaktor Kuczyński uważa, że podana mu trucizna była dawkowana tak, by go unieszkodliwić na pokładzie samolotu, a nie w celu postraszenia opozycjonisty.

Gdyby Nawalny zmarł na pokładzie samolotu czy w szpitalu, to jestem pewien, że do tej pory byśmy się nie dowiedzieli, jaka była tego przyczyna. Postraszyć Nawalnego można było innymi środkami, a nie środkiem takim, który wywołał poważny kryzys Rosji z Zachodem. Użycie takiego środka byłoby niewspółmierne do zamierzonego efektu, czyli jedynie postraszenia i czasowego wyeliminowania Nawalnego. Celem była fizyczna eliminacja tego opozycjonisty.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

M.K.