Kolejne zatrzymania CBA w związku z podejrzeniem korupcji w stołecznych wodociągach

Dwóch z trzech zatrzymanych już wcześniej przebywało w areszcie. Czynności śledcze prowadzone są w różnych częściach kraju.

Agenci stołecznej delegatury CBA nadal prowadzą śledztwo w sprawie korupcji w Miejskim Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji w Warszawie. Tym razem zatrzymali trzy osoby. Są to: Wiesław M., były dyrektor Pionu Wsparcia w MPWiK, Jacek M. były kierownik w tym pionie oraz Rafał T., były wspólnik śląskiej firmy. Wiesław M. i Rafał T. już wcześniej byli zatrzymani w tej samej sprawie, jednak sąd uchylił ich tymczasowe aresztowanie.  W ramach działań śledczych prowadzone są przeszukania w mieszkaniach zatrzymanych oraz osób biorących udział w przetargach, realizowanych przez MPWiK (Katowice, Wrocław, Białystok, Płock i  okolice Warszawy). Nadzór nad postępowaniem Biura sprawuje Prokuratura Okręgowa w Warszawie. W komunikacie CBA czytamy:

Realizowane dzisiaj czynności związane są z podejrzeniem działania na szkodę MPWiK w Warszawie oraz innych oferentów, podczas realizowania zamówień publicznych
Rafał T.  miał wręczyć Wiesławowi M. 130 tys. złotych łapówki w zamian za korzystne dla jego firmy rozstrzygnięcie jednego z przetargów.

Oprócz ówczesnego dyrektora pionu wsparcia w Miejskim Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji w Warszawie i dwóch przedsiębiorców-wspólników spółki ze Śląska na początku lipca CBA zatrzymało w tej sprawie zastępcę kierownika ds. sieci kanalizacji sosnowieckich wodociągów oraz byłego kierownika działu sieci kanalizacyjnej gliwickiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji. Do kolejnego zatrzymania doszło pod koniec sierpnia; był to współwłaściciel warszawskiego przedsiębiorstwa z branży usług komunalnych.

A.W.K

Marian Banaś zrezygnuje, czy zostanie odwołany? Paweł Poncyljusz: PiS ma parę instrumentów

Polityk Koalicji Obywatelskiej mówi o nieprzemyślanym powoływaniu Mariana Banasia na wysokie stanowiska państwowe. Przedstawia prognozy na nową kadencje parlamentu i krytykuje reorganizację rządu.

 

Paweł Poncyljusz mówi o zarzutach wobec prezesa NIK Mariana Banasia. Uważa, że Prawo i Sprawiedliwość „zaspało” w tej sprawie:

 Całe zamieszanie jest trochę wygenerowane przez samo Prawo i Sprawiedliwość. Nie jest tajemnicą dla ludzi dobrze zorientowanych w Warszawie, że postępowanie wobec Mariana Banasia toczyło się dużo dłużej, niż nawet był on ministrem finansów. […] Ktoś na wysokim szczeblu politycznym podjął decyzję, że pomimo różnych złych informacji ze strony służb zdecydowano, że pan Marian Banaś ma zostać ministrem finansów, a potem szefem NIK.

Paweł Poncyljusz porównuje postępowanie zachowanie prezesa NIK wobec stawianych mu zarzutów do postawy” szatniarza z PRL-owskich filmów. Mówi, że do odwołania Mariana Banasia nie jest potrzeba zmiana konstytucji:

Idziemy w kierunku jakiejś bananowej republiki, gdzie od wydarzenia do wydarzenia zmieniamy  konstytucję. Nie otwierajmy tego rozdziału. Niech PiS faktycznie z tym się zmierzy sam. Moim zdaniem ma parę instrumentów.

Polityk Koalicji Obywatelskiej  spodziewa się „barwnej i ciekawej” kadencji Sejmu. Pytany o różnice poglądów między członkami Koalicji stwierdza, że w warunkach europejskich i amerykańskich jest to rzecz normalna. Kładzie nacisk na szukanie konsensu między poszczególnymi skrzydłami KO. Pytany o komunistyczną przeszłość części członków formacji, z list której dostał się do parlamentu, Paweł Poncyljusz przywołuje nazwiska prominentnych do niedawna polityków PiS-u, Stanisława Piotrowicza i Wojciecha Jasińskiego. Jest przekonany, że w kwestiach światopoglądowych będzie mógł głosować według własnych przekonań.

Paweł Poncyljusz krytykuje przebudowę gospodarczej części rządu. Obawia się zamieszania w pracach Rady Ministrów. Mówi również o kapitulacji rządu w kwestii tzw. neutralności klimatycznej.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K

Prof. Szeremietiew: Czas żeby powstała instytucja, która byłaby w stanie weryfikować oskarżenia takie jak wobec Banasia

Prof. Romuald Szeremietiew o niszczeniu niewygodnych ludzi, tym jak można by walczyć z fałszywymi oskarżeniami i czemu sądy czy prokuratura tu nie wystarczą oraz o polskim przemyśle zbrojeniowym.


Prof. Romuald Szeremietiew mówi o mechanizmie niszczenia ludzi w związku ze sprawą Mariana Banasia, szefa NIK.

Zapisał się jako ten, który podjął walkę z mafiami vatowskimi. Stworzył system, który uszczelnia system podatkowy […] Musi się teraz tłumaczyć z zarzutów formalno-prawnych, a nie karnych. Celem jest usunięcie Mariana Banasia z przestrzeni publicznej.

Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego przedstawia swój pomysł powołania osobnej komórki skupiającej ludzi mających „doświadczenie w dziennikarstwie śledczym lub kontrwywiadzie”, którzy weryfikowaliby na bieżąco zarzuty wobec zajmujących ważne stanowiska państwowe. Broni tej idei przed zarzutami, że grozi ona ograniczeniem wolności dziennikarskiej. Podkreśla, że chodzi o to, by  „przywrócić pewne proporcje między atakiem a obroną”, gdyż obecnie Marian Banaś musi się bronić sam, a to, co sam robi w tej chwili, określa jako „to jest działanie trochę amatorskie”.

Postawiono mi zarzut, że jestem łapownikiem, bo kupiłem za tanio samochód i dostałem kilkadziesiąt tysięcy łapówki. […] Okazało się, że ten biegły to specjalista od wyceny pojazdów szynowych, który nie ma pojęcia o wycenie samochodów. Wyobraził sobie, że salon sprzedaje samochody zgodnie z ceną podaną w katalogu.

Prof. Szeremietiew podkreśla, że sądy nie wystarczą, by oczyścić człowieka z fałszywych zarzutów, nie tylko dlatego, że działają one wolno. Przytacza przykład procesu we własnej sprawie, gdzie dopiero nowy biegły powołany na wniosek obrony wykazał, że oskarżony za kupiony przez siebie samochód nie tyle niedopłacił, ile wręcz przepłacił. Gość „Poranka WNET” stwierdza, że „gdyby istniał zespół dziennikarzy, żadnego procesu by nie było”.

Były wiceminister obrony narodowej komentuje sytuację w zakładach Mesko, gdzie wdrażany jest program produkcji amunicji i odnosi się do słów premiera o potrzebie rozwijanie polskiego przemysłu obronnego. Dzieli się ciekawostkami historycznymi na temat kampanii wrześniowej, którą ostatnio się badawczo zajmował. Okazuje się, że w 1939 r. „polskie wytwórnie prochu miały trzykrotnie większą wydajność niż francuskie”.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Zatrzymano funkcjonariuszy CBŚP podejrzanych o współpracę z ukraińskimi sutenerami

Prokuratura w Rzeszowie oskarża wysokich funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego Policji o torpedowanie śledztwa przeciwko ukraińskim gangsterom prowadzącym agencje towarzyskie na Podkarpaciu.

Jak podaje „Rzeczpospolita”, we wtorek prokuratura postawiła 4 byłym funkcjonariuszom podkarpackiego oddziału Centralnego Biura Śledczego Policji zarzuty współpracy z gangsterami z Ukrainy, prowadzącymi na Podkarpaciu agencje towarzyskie – Jewgienijem R. i Aleksiejem R. Zatrzymani to: Piotr J. – obecny naczelnik zarządu CBŚP w Rzeszowie, i dwaj byli naczelnicy tutejszego CBŚP – Damian W. oraz Krzysztof B.  Ponadto – Robert P., były szef delegatury rzeszowskiego CBA (również wywodzący się z policji).  Zatrzymania to efekt śledztwa  przeciwko innemu funkcjonariuszowi tej formacji Danielowi Ś., który w zamian za „ochronę” dostawał m.in. usługi prostytutek.

Bracia R. przez wiele lat prowadzili na Podkarpaciu swoją działalność. Jak się okazuje, ich nietykalność wynikała z faktu, iż oferowali oni funkcjonariuszom CBŚP korzyści majątkowe i osobiste. Ukraińcy umożliwiali im bezpłatne korzystanie z usług zatrudnianych przez siebie prostytutek. Dodatkowo zapewniali darmowe posiłki i alkohol.

W zamian, funkcjonariusze blokowali rozwój śledztwa przeciwko braciom R.  Co więcej, ujawniali gangsterom poufne informacje. Proceder miał miejsce w latach 2014-2016 ( warto dodać, że Ukraińcy prowadzili swoje agencje przez 20 lat). „To niebywały skandal” – ocenia jeden z wysoko postawionych policjantów Biura. Proceder R. był odrażający – od ukraińskich sutenerów kupowali kobiety w trudnej sytuacji i kazali im za darmo odpracowywać „dług”. Dwukrotnie w związku ze swoim postępowaniem usłyszeli wyroki sądowe, ostatni raz w 2018 r. Kary jednak nie odsiedzieli.

Jak piszą dziennikarze „Rzeczpospolitej”, do zintensyfikowania działań przeciwko braciom R. nakłonili polską prokuraturę śledczy ukraińscy. Prokuratura z kraju naszego wschodniego sąsiada zainteresowała się sprawą, ponieważ bracia R. prowadzili handel kobietami z sutenerami działającymi na terytorium Ukrainy.

A.W.K

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Witt: Kiedyś ludzie wszędzie widzieli UFO, tak jak dziś widzą księży pedofilów

Piotr Witt mówi o wojnie przeciw kościołowi, która będzie trwać, póki ten będzie istniał, a także przytacza historię francuskiego księdza oskarżonego o gwałt, który okazał się jedynie mistyfikacją.

 

Piotr Witt, korespondent Radia WNET we Francji nawiązuje do zakończonego w ostatnią niedzielę synodu biskupów w sprawie Brazylii, który przemilczano w lewicowych mediach francuskich. Zauważa jednak, iż:

Wojna przeciwko kościołowi nie zakończy się, dopóki kościół będzie istniał.

Gospodarz „Kroniki Paryskiej” wraca następnie do bolesnej afery francuskiej sprzed paru miesięcy. Chodzi o gwałt dokonanego przez miejscowego proboszcza na dwóch chłopcach w wieku 14 i 16 lat:

Oskarżony ksiądz […] kierował ogniskiem dobroczynności. […] Kościół zareagował natychmiast, aby uchronić się od oskarżeń o opieszałość wysłał oskarżonego księdza w miejsce odosobnienia z dala od diecezji. […] Do publicznej wiadomości podano adres miejsca odosobnienia i nazwisko księdza.

Państwo Marten, którzy zgłosili gwałt, oprócz hierarchów kościelnych, poinformowali również prokuraturę i lokalną prasę, która szeroko rozpisywała się o tym wydarzeniu:

Prokurator okazał się człowiekiem dociekliwym. Zanim sformułował akt oskarżenia, przeprowadził wnikliwe dochodzenie. Okazało się, iż 20 przesłuchany świadków oczyściło księdza z wszelkich podejrzeń. Główna ofiara zaprzeczyła, jakoby miała zostać zgwałcona.

Bezstronny prokurator pragnął dotrzeć do źródeł oskarżenia. Dowiedział się, iż Państwo Marten łączyły z księdzem bliskie stosunki natury handlowej. Byli oni bliscy ogniska dobroczynności i w zamian za pomoc księdzu, otrzymali oni możliwość mieszkania, na którego terenie właścicielem był kościół:

Z czasem sytuacja przestała im odpowiadać, ksiądz domagał się wypełnienia kontraktu i wybuchł konflikt lokatora z właścicielem, zakończony denuncjacją skiędza jako pedofila.

Jak zaznacza Piotr Witt, w atmosferze ostatnich skandali i oskarżeń wielu księży, Państwo Marten uważali, iż wysunięte przez nich oskarżenie idealnie wpisze się w nagonkę na kościół katolicki i odniesie skutek. Na szczęście ksiądz został oczyszczony z wszelkich zarzutów, jednak państwo Marten zostali skazani jedynie na zapłacenie księdzu symbolicznego euro oraz na kilka miesięcy więzienia w zawieszeniu:

Mniej więcej w tym samym czasie dwaj inni księża z powodu podobnych zarzutów popełnili samobójstwo.

Zdaniem Witta przy użyciu współczesnych środków technologicznych możliwe jest rozpętanie każdej psychozy zbiorowej i „wmówienie w naród każdej bredni”. Przytacza on również narastające od lat 50. historie o spotkaniach z UFO:

Za czasów mojej młodości wszyscy widzieli latające talerze […] byli nawet tacy, którzy je fotografowali czy jedli kolację z Marsjanami […] wystarczyło, że prasa, radio i telewizja codziennie mówiły o latających talerzach, żeby je ludzie zobaczyli, tak jak dzisiaj widzą wszędzie księży pedofilów. Kościół, zamiast udzielać wiernym wsparcia intelektualnego, przytakuje swoim prześladowcom, a w najlepszym razie zachowuje potakujące milczenie.

A.M.K.

CBA weszło do stołecznego ratusza. Chodzi o awarię „Czajki”

Funkcjonariusze CBA weszli do wydziału zarządzania kryzysowego warszawskiego ratusza i Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji.

Rzecznik CBA Temistokles Brodowski, cytowany przez TVP.info, poinformował, że Biuro wypełnia postanowienie wydane przez Prokuraturę Regionalną w Warszawie:

Czynności mają na celu zabezpieczanie dokumentacji (w tym zapisów elektronicznych) dotyczącej inwestycji budowy i eksploatacji tzw. spalarni, a także związanej z wystąpieniem awarii w oczyszczalni „Czajka”.

Jak przypomniał rzecznik Biura, prowadzone przez CBA śledztwo dotyczy między innymi niegospodarności przy zajmowaniu się sprawami majątkowymi Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji polegającej na niewłaściwym nadzorze podczas przeprowadzania inwestycji w zakresie modernizacji i rozbudowy Oczyszczalni Ścieków „Czajka”. Na brak właściwego nadzoru nad oczyszczalnią wskazywał w rozmowie z Radiem WNET radny mazowiecki PiS Wojciech Zabłocki.

awarii oczyszczalni „Czajka”, ocenach ekspertów na temat jej przyczyn i efektów oraz innych powiązanych z nią kwestiach informowaliśmy wielokrotnie na antenie Radia WNET.

A.P.

Handlarze środków poronnych aresztowani. Policja rozbiła zorganizowaną grupę przestępczą

15 lat więzienia grozi trójce mieszkańców Śląska zatrzymanych w akcji, którą przeprowadzili policjanci z komendy wojewódzkiej w Rzeszowie wspólnie z funkcjonariuszami poznańskiego zarządu CBŚ.

Udział w zorganizowanej grupie przestępczej, pomocnictwo w przerywaniu ciąży, obrót fałszywymi lekami i „pranie brudnych pieniędzy”. Te zarzuty ciążą na zatrzymanych, którzy zdaniem policji, prowadzili internetową sprzedaż środków poronnych.

Początek śledztwa przypada na 2018 r., kiedy to do szpitala trafiła z silnym krwawieniem kobieta, u której lekarze podejrzewali stosowanie środków poronnych. Zgodnie z ustaleniami brzozowskiej prokuratury środki, które kobieta zażyła kupione zostały w internecie. Sprawą zajęli się więc policjanci z Wydziału do walki z Cyberprzestępczością KWP w Rzeszowie. Potwierdziła ona, że środki zostały zakupione w sieci, ale do ustalenia tożsamości sprawców potrzebna była pomoc Centralnego Biura Śledczego Policji Zarządu w Poznaniu. Razem udało się odkryć ich tożsamość i sposób działania.

Trójka zatrzymanych nie miała wykształcenia medycznego. Sprowadzali oni z zagranicy leki na różne schorzenia, których skutkiem ubocznym było działanie poronne, w tym te, które nie zostały dopuszczone do obrotu w Polsce. Jak podaje na swojej stronie policja, takie leki, stosowane bez nadzoru lekarza, mogły stanowić zagrożenie także dla zdrowia i życia biorących je kobiet.

Śledztwo wykazało, że do obrotu wprowadzono co najmniej kilkanaście tysięcy tabletek. Zyski z tego procederu były olbrzymie. Członkowie grupy, żeby ukryć nielegalne  dochody, wykorzystywali łańcuch powiązanych ze sobą rachunków bankowych, zakładanych na różne osoby tzw. „słupy”. Lider grupy, aby zalegalizować środki pochodzące z przestępstwa założył też działalność gospodarczą.

Tak w oficjalnym komunikacie informowała policja. 30-latek i dwie kobiety w wieku 26 i 49 lat zostały zatrzymane w poniedziałek. Podczas przeszukania, funkcjonariusze zabezpieczyli telefony komórkowe, komputery, twarde dyski i przenośne nośniki danych. Policja postanowiła też zabezpieczyć dwa luksusowe samochody.

Zatrzymani usłyszeli już prokuratorskie zarzuty. Będą odpowiadać za udział w zorganizowanej grupie przestępczej, za udzielanie pomocy kobietom ciężarnym w przerywaniu ciąży, czym sprowadzali zagrożenie dla życia i zdrowia wielu osób, także za odpłatne dostarczanie znacznych ilości sfałszowanych produktów leczniczych i dokonywanie obrotu lekami bez wymaganego zezwolenia. Grozi im też odpowiedzialność karna za „pranie brudnych pieniędzy”. 30-latek będzie odpowiadał również za założenie i kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą.

Informuje portal policja.pl. Zatrzymani zostali decyzją sądy poddani tymczasowemu aresztowi na okres 3 miesięcy.

A.P.

1800 osób poszkodowanych w upadku giełdy BitMarket, straty szacuje się na ponad 100 mln złotych

Strona Bitmarket.pl zakończyła swoją działalność w nocy z poniedziałku na wtorek. Głównych powodem zamknięcia biznesu była „utrata płynności”.

Jedna z najstarszych polskich giełd kryptowalutowych BitMarket.pl upadła. Jak tłumaczą to właściciele działalności, powodem był „brak możliwości regulowania zobowiązań przez operatora giełdy”.

Bitmarket.pl była giełdą, która jako jedna z nielicznych oferowała możliwość handlu lewarowego, czym nadrabiała braki w zróżnicowaniu wirtualnych walut w ofercie. Dzienne obroty sięgały nawet 3 milionów złotych, choć giełda zajmowała dopiero 160 miejsce na świecie. W 2018 roku spółka IQ Partners ogłosiła, że zamierza przejąć BitMarket, licząc na roczne wielomilionowe zyski. Do przejęcia jednak nie doszło. Z giełdy w nocy wyparowały depozyty klientów o wartości 2,3 tys. bitcoinów.

Zdaniem profesora Krzysztofa Piecha, eksperta ds. kryptowalut, poszkodowani mają małe szanse na odzyskanie pieniędzy. – W takiej sytuacji klienci mogą co prawda złożyć wniosek do prokuratury, natomiast należy pamiętać, że takie środki jest bardzo trudno odzyskać, a prokuratura sobie niespecjalnie radzi w takich sytuacjach – powiedział ekspert w rozmowie z serwisem chip.pl.

Z giełdy BitMarket zniknęły środki, które oszacować można nawet na 113 mln zł. Z ustaleń gazety wynika, że konto na platformie miało ok. 60 000 użytkowników, z czego w ostatnich miesiącach aktywnych było ok. 5000. Z kolei utworzona na Facebooku grupa „Bitmarket poszkodowani” liczy już ponad 1800 osób.

M.N.

 

 

Na rynku energii od marca dochodzi do spekulacji, złożymy zawiadomienie do prokuratury – zapowiada prezes URE

Zdaniem Macieja Bando koncentracja rynku elektroenergetycznego w rękach trzech zależnych od państwa spółek, sprzyja spekulacyjnemu wzrostowi cen energii elektrycznej dla odbiorców.

 

W czasie posiedzenia rady przedsiębiorców przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców, poświęconego wzrostom cen energii, głos zabrał przeze Urzędu Regulacji Energetyki. Maciej Bando w swoim wystąpieniu w sposób aluzyjny obwiniał zarządu kontrolowanych przez państwo spółek energetycznych, za wzrost cen energii. – Ostatnie badania prowadzone przez nas w sposób jednoznaczny wskazują, że od 2007 roku nastąpił gwałtowny wzrost koncentracji przedsiębiorstw energetycznych, czyli monopolizacja państwa. Trzy podmioty państwowe z kontrolnym udziałem Skarbu Państwa rządzą 70 procentami energii sprzedawanej na rynku – powiedział.

Jakoś tak się dziwnie składa, że kłopoty konsumentów i odbiorców przemysłowych, usługodawców, łączą się w czasie z tym jednym zjawiskiem, czyli gwałtowną koncentracją w jednych rękach, rękach państwa – wskazał szef URE.

Główną tezą zawartą w wystąpieniu prezesa URE jest wskazanie, że przedsiębiorcy handlujący energią elektryczną proponują cenę energia po znacznie wyższych cenach niż by to wynikało ze wzrostów cen węgla i uprawnień do emisji dwutlenku węgla: Zaobserwowaliśmy, że różnica pomiędzy ceną sprzedaży w ostatnich miesiącach i latach po odjęciu kosztu węgla i dwutlenku węgla, czyli tego czym wszyscy się tłumaczą, bo rośnie, ta cena gwałtownie wzrosła w ostatnich miesiącach. Coś jest nie tak. To nie tylko dwutlenek węgla, ani węgiel. Oba te składniki wzrosły, ale nie na tyle, żeby dzisiaj Państwo stykali się z ofertą 400-500 zł za MWh.

Czy przedsiębiorcy muszą płacić tak dużo? To pytanie do koncernów energetycznych, a jeśli te nie potrafią odpowiedzieć, to do ich właścicieli – wyjaśnił  Maciej Bando.

Prokuratura Okręgowa w Jeleniej Górze: Wstępny raport nie wskazuje na użycie przemocy wobec Magdaleny Ż.

Kluczowe dla śledztwa ma być przesłuchanie rezydenta polskiego biura podróży w Egipcie. Prokuratura złoży też wniosek do władz Egiptu o udział polskiego prokuratora w przesłuchaniach w tym kraju.

Wstępny raport nie wskazuje na użycie przemocy wobec Magdaleny Ż., ale dopiero wynik badań biologicznych pozwoli na wykluczenie udziału osób trzecich – poinformowała szefowa zespołu śledczych, Ewa Węglarowicz-Makowska z Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze.

Marek Gołębiowski, szef Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze przypomniał podczas wtorkowej konferencji prasowej, że śledztwo wszczęte przez tę prokuraturę ws. śmierci Magdaleny Ż. prowadzone jest w kierunku zabójstwa. Zastrzegł, że to wstępna kwalifikacja prawna sprawy.

– W toku postępowania zakładamy kilka wersji śledczych, w tym zabójstwo mające związek z handlem ludźmi i handlem narkotykami. Brane jest również pod uwagę możliwe załamanie nerwowe i śmierć samobójcza – powiedział prokurator Gołębiowski. Nie chciał przesądzać, która wersja jest najbardziej prawdopodobna.

Szefowa zespołu śledczych, prok. Ewa Węglarowicz-Makowska na wtorkowej konferencji prasowej poinformowała, że ze wstępnego raportu nie wynika, aby na ciele ofiary znaleziono ślady, które świadczyłyby o użyciu wobec niej przemocy, jednak dopiero wyniki badań, m.in. biologicznych, pozwolą na stuprocentowe wykluczenie udziału osób trzecich. Tak samo odpowiedziała na pytanie, czy Magdalena Ż. mogła paść ofiarą gwałtu.

Prokurator Gołębiowski oświadczył, że w ramach śledztwa badane są zarówno okoliczności sprzed wyjazdu kobiety do Egiptu, jak i w trakcie jej pobytu w tym kraju. Prokuratura sprawdza, z kim Magdalena Ż. się kontaktowała; przesłuchuje jej znajomych i osoby, które przebywały z nią w ośrodku w Egipcie i te, które były z nią w samolocie. Z relacji świadków wyłania się sprzeczny opis zachowania kobiety z pierwszego okresu wycieczki: jedni mówią, że w jej sposobie bycia nie było nic nadzwyczajnego, inni zaś oceniają go wręcz przeciwnie.

Prokurator dodał, że kluczowe dla losów śledztwa będzie przesłuchanie rezydenta polskiego biura turystycznego w Egipcie. Strona polska zwróci się z kolejnymi wnioskami do władz Egiptu o pomoc prawną. Chodzi o możliwość uczestnictwa polskiego prokuratora w przesłuchaniach świadków, w tym rezydenta polskiego biura podróży oraz personelu hotelu i szpitali, w których przebywała Magdalena Ż.

Podczas wtorkowej konferencji prasowej dziennikarze pytali też prokuratorów, czy partner kobiety może mieć coś wspólnego z jej śmiercią. – Nie ma żadnych okoliczności, które mogłyby wskazywać na jego udział w tym zdarzeniu – odparła prokurator Węglarowicz-Makowska.

Na pytanie o to, czy zabezpieczono dokumentację medyczną z polskich placówek medycznych, w których mogła się wcześniej leczyć Magdalena Ż., prokurator odpowiedziała, że wątek załamania psychicznego jest badany i prowadzący śledztwo wystąpili o zabezpieczenie odnośnej dokumentacji. Są to jednak dane wrażliwe i nie wolno ich podawać do wiadomości publicznej.

Prokurator Gołębiowski poinformował, że prokuratura nie ma jeszcze wyników badań laboratoryjnych z Egiptu. Badania będą ponowione po sprowadzeniu ciała do kraju; procedura w tej sprawie już się rozpoczęła; ciało Magdaleny Ż. zostanie sprowadzone do Polski w tym tygodniu. Zwłoki będą poddane kolejnej sekcji w Zakładzie Medycyny Sądowej we Wrocławiu. Ostateczną przyczynę śmierci kobiety będzie można stwierdzić dopiero po uzyskaniu wyników badań biologicznych i histopatologicznych.[related id=”18553″]

Podejrzenie, iż Polka mogła paść ofiarą handlu ludźmi, powstało „w wyniku licznych informacji, które były przekazywane w momencie wszczynania śledztwa”, jak powiedział prokurator Gołębiowski. Chodzi o informacje medialne oraz dowody zgromadzone na pierwszym etapie śledztwa. Prokuratorzy zapowiedzieli przesłuchanie kolejnych osób, przebywających na tym samym wyjeździe do Egiptu, co Magdalena Ż.

Zastępca dolnośląskiego komendanta wojewódzkiego, insp. Piotr Leciejewski poinformował na wtorkowej konferencji, że w sprawie śmierci Magdaleny Ż. przesłuchano do tej pory kilkudziesięciu świadków, a 55 z nich wniosło do sprawy wiele okoliczności, które są obecnie weryfikowane. – Dokonaliśmy szeregu czynności związanych z zabezpieczeniem dowodów, zabezpieczeniem telefonów, nośników, jak również wszelkiego rodzaju nagrań zarówno z lotniska, jak z drogi dojazdów, powrotów – wyliczał inspektor.

27-letnia Magdalena Ż. 25 kwietnia poleciała na wycieczkę do egipskiego kurortu Marsa-Alam. Po dwóch dniach partnera kobiety, który miał z nią kontakt telefoniczny, zaniepokoiło jej zachowanie; zaplanował jej wcześniejszy powrót do kraju. Ze względu na pogarszający się stan zdrowia, kobieta trafiła do szpitala. W tym samym czasie do Egiptu przyjechał jej znajomy, aby zabrać ją do Polski. W szpitalu dowiedział się, że Magdalena Ż. nie żyje. Zmarła w wyniku obrażeń odniesionych wskutek upadku z pierwszego lub drugiego piętra szpitala w Marsa-Alam, gdzie przebywała.

PAP/LK