Kiedy topnieją lodowce: ocieplenie klimatu w Perú / Cuando se deshielan los glaciales: el calentamiento global en Perú

Ocieplenie klimatu powoduje szybki proces topnienia andyjskich lodowców. O samym procesie i jego tragicznych skutkach dla środowiska naturalnego i społeczeństwa Perú opowiemy w dzisiejszej audycji

Globalne ocieplenie klimatu przeciętnemu zjadaczowi chleba między Bugiem a Odrą niewiele mówi. Wspomina się jedynie o tym, że być może kiedyś  nad Bałtykiem zaczną rosnąć palmy, a Polska stanie się turystyczną mekką.

A jednak są i takie miejsca na Ziemi, gdzie ocieplenie klimatu stało się przekleństwem. Do takich miejsc z pewnością należy wiele rejonów Ameryki Łacińskiej, gdzie zmiany klimatu oddziałują na środowisko naturalne i życie człowieka. Jednym z nich są Andy, będące jednym z najwyższych łańcuchów górskich na Ziemi. Jednym ze skutków, jakie niesie ocieplenie klimatu jest gwałtowne topnienie lodowców wysokogórskich. Szacuje się, że od lat 70-tych XX wieku ubyć mogła aż połowa lodu pokrywającego andyjskie szczyty.

Przede wszystkim andyjskie lodowce są żródłem wody setek dla milionów ludzi. I to nie tylko osób zamieszkujących andyjskie doliny, zasilane wodą płynącą z górskich szczytów. Andy są też źródłem Amazonki – jednej z najważniejszych rzek na całej kuli ziemskiej. Na jej wodach opiera się środowisko naturalne olbrzymiej części Ameryki Południowej. Choć początkowo szybko topniejący lód oznaczał lepsze zaopatrzenie w wodę w górskich strumieniach. Z czasem jednak jego skutkiem stało się wyschnięcie koryt rzecznych. Jego konsekwencją jest zaburzenie gospodarki rolniczej człowieka: przede wszystkim brak możliwości nawodnienia pól uprawnych. Oznacza to głód i konieczność migracji w inne miejsca, a co za tym idzie również porzucenie dotychczasowych tradycji i kultury.

Krajem w ogromnej mierze dotkniętym procesem topnienia wysokogórskich lodowców jest Perú. Na pierwszy rzut oka skutki tego procesu ekologicznego nie są widoczne w tym kraju. Mimo to ocieplenie klimatu stało się początkiem życiowego dramatu tysięcy ludzi. Ludzi, którzy musieli porzucić swoje dotychczasowe ziemie i przenieść się przede wszystkim do większych miast, gdzie zasilają szeregi wielkomiejskiej biedoty.

O skutkach, ocieplenia klimatu oraz topnienia lodowców na życie Peruwiańczyków opowie nasz dzisiejszy gość, pochodzący z Perú Diego Amado Olivas. W rozmowie ze Zbyszkiem Dąbrowskim nasz gość opowie również, jak zmieniło się środowisko naturalne jego kraju na skutek zmian klimatu. Nie omieszkamy zapytać naszego gościa również i o to, czy rząd Perú oraz społeczność międzynarodowa robią cokolwiek, aby zapobiec temu zjawisku, czy też czy bezsilnie przyglądają się topniejącym lodowcom na andyjskich szczytach, smaganych skrzydłem kondora.

Na peruwiańsko – ekologiczne rozmowy zapraszamy w najbliższy poniedziałek, 19 listopada, o godz. 20H00!

¡República Latina – pozytywnie ocieplamy klimat!

Resumen en castellano:

El calentamiento global es un proceso activo en todo el Mundo. También en América Latina se nota muchos de sus efectos. Uno de ellos es el deshielo de los glaciales en los Andes. Se estima que dentro de los últimos 40 años se ha podido desaparecer casi la mitad de la superficie de los glaciales andinos. Los glaciales andinos que son la fuente del agua para millones de personas. No sólo las que viven en las montañas, sino también en las cuencas de varios Ríos: entre otros Amazonas. El deshielo de los glaciales significa también la falta del agua en los arroyos. El mismo agua, que la población de los pueblos de las montañas usa para irrigar la tierra. Falta del agua significa el hambre y la necesidad de dejar las tierras patrias y migrar para otros lugares.

Uno de los países afectados por el calentamiento y deshielo de los glaciales es Perú. Todo este proceso significa una tragedia para miles de personas, que tenían que dejar sus tierras y moverse para las ciudades grandes (e.g. a Lima), donde se metieron en los grupos de la pobreza urbana.

Sobre el calentamiento global, el deshielo de glaciales y sus efectos en el pueblo peruano vamos a hablar con Diego Amado Olivas. Con nuestro invitado vamos a hablar también sobre los cambios del ambiente natural de Perú y le preguntamos de que hace el gobierno peruano y la comunidad internacional para parar este fenómeno negativo.

Les invitamos para escucharnos el lunes, 19 de noviembre, ahora a las 20H00!

Kiedy Polska była tylko w sercach – wybitni Polacy, budowniczowie Ameryki Łacińskiej

Setna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości jest świetną okazją do przypomnienia najwybitnijszych z naszych rodaków, którzy przyczynili się do rozwoju Ameryki Łacińskiej w okresie zaborów.

Polska świętuje stulecie odzyskania niepodległości. Jedni świętują w huczny sposób na marszach i festynach, inni w zaciszu domowym. Był jednak i taki okres w historii naszego kraju, kiedy Polska oficjalnie zniknęła z map świata. I byli oni – wybitni Polacy, którzy pomimo braku wolności kraju pochodzenia pokazywali światu, że ich ojczyzna nie do końca znikła. Zarazem robiąc wszystko ku pożytkowi narodów latynoamerykańskich, które stały się ich nowymi przybranymi ojczyznami.

Od Meksyku na północy po Chile i Argentynę na południu: niemalże w każdym państwie Ameryki Łacińskiej znajdziemy polski ślad. I to nie tylko ślad imigracyjny, bowiem poza Argentyną i Brazylią polska imigracja w zasadzie nie uczestniczyła w kolonizacji nowych ziem. Był to ślad, który wybitni Polacy zapisali wielkimi literami w oficjalnych historiach tych państw. Znajdziemy go również często w nazwach geograficznych, na pomnikach, czy nazwach ulic wielu latynoamerykańskich miast.

Wybitni Polacy byli bojownikami o wolność państw Ameryki  Łacińskiej, oficerami, podróżnikami, naukowcami, inżynierami. Choć trzeba przyznać, że żaden z nich nie planował robić oszałamiającej kariery. Historia każdej z tych osób była odmienna. Wielu z nich musiało opuścić Polskę ze względu na swój olbrzymi patriotyzm: działalność w organizacjach niepodległościowych oraz uczestnictwo w powstaniach niepodległościowych. Innych do wyboru dalekich stron świata wezwał duch przygody. W większości jednak Polska pozostawała w sercach polskojęzycznych budowniczych nowych ojczyzn w Chile, Perú, Brazylii i innych krajach Ameryki Łacińskiej. Niewielu z nich miało okazję powrócić na polskie ziemie.

Wybitni Polacy, budowniczowie Ameryki Łacińskiej przegrali niestety z czasem. Z biegiem lat pamięć o nich zatarła się zarówno w Polsce, jak i w ich przybranych ojczyznach. Tę pamięć odświeży Zbyszek Dąbrowski, który w najbliższy poniedziałek, 12-go listopada, o godz. 20H00 opowie o osobach, które bardzo często powodowały, że ich nowe ojczyzny mogły wspiąć się na wyższy poziom naukowy, czy cywilizacyjny. Pamięć ta powinna trwać: wybitni Polacy w Ameryce Łacińskiej są bowiem osobami, z których z pewnością możemy powinniśmy być dumni!

¡República Latina – dumni z Polski w Ameryce Łacińskiej!

Piotr Mateusz Bobołowicz / Spod Kapelusza / Który kraj Ameryki Południowej obrać za cel podróży?

No to tak, decyzja podjęta, kierunek Ameryka Południowa. Ale dokąd konkretnie? Sam sobie zadawałem to pytanie. Padło na Ekwador, bo akurat tam znalazłem tani lot z Frankfurtu.

Trochę już siedzę w Ameryce Południowej. Przyjechałem tu będąc kompletnie zielonym, ale ponad siedmiomiesięczne obserwacje dały mi doświadczenie, którego nie mają ci jadący tu po raz pierwszy. Dodatkowo moim udziałem stało się także poniekąd doświadczenie dziesiątek podróżników, których spotkałem, a każdy dodał coś do mojego know-how. Więc się nim podzielę. Napisałem już swego czasu dwa teksty, które zawierają sporo przydatnych informacji. Poruszyłem w nich między innymi takie kwestie jak transport zbiorowy, jedzenie, bezpieczeństwo czy higiena. Po pierwsze tekst o siedmiu mitach i faktach o Ekwadorze , po drugie bardziej wyspecjalizowany tekst o transporcie zbiorowym.

 

A dzisiaj pytanie: dokąd w ogóle się wybrać?

Ameryka Południowa. Autor Aotearoa. Źródło. Materiał udostępniony na licencji CC BY 3.0.

No to tak, decyzja podjęta, kierunek Ameryka Południowa. Ale dokąd konkretnie? Sam sobie zadawałem to pytanie. Padło na Ekwador, bo znalazłem tani bilet. Najlepiej szukać połączeń z Hiszpanii, ale także Frankfurt czy Londyn oferują sensowne propozycje. Z pewnością z Polski zwłaszcza Frankfurt będzie atrakcyjny ze względu na odległość i dosyć dobre połączenia z naszymi regionalnymi portami lotniczymi. Ja leciałem właśnie z miasta nad Menem. Koszt biletu… Dorwałem połączenie w jedną stronę w atrakcyjnej cenie 370 euro. Bilet w dwie strony kosztuje ok. 600-700. Oczywiście są droższe i tańsze. Jeden minus- najtańsze połączenia są z reguły z przesiadką w Stanach Zjednoczonych, a tejże nie da się odbyć bez wizy (sic!). W USA każdorazowo przechodzi się kontrolę paszportową, nie ma na lotniskach stref tranzytowych, a koszt wizy turystycznej to kolejne 160$, chociaż procedura jej uzyskania jest prosta i w miarę szybka.

Jeżeli miałbym lecieć dzisiaj, to mimo mojej wielkiej miłości do Ekwadoru, zdecydowałbym się pewnie na lot do Kolumbii albo Argentyny lub Chile – żeby móc potem przejechać cały kontynent w jednym kierunku. Z drugiej strony Ekwador jest wciąż mocno na północy kontynentu, można nawet zwiedzić go, pojechać do Kolumbii, a stamtąd bezpośrednio do Peru. Opcji jest sporo.

To jednak plan na długą podróż, co najmniej kilkumiesięczną.

 

Co można więc zobaczyć w dwa tygodnie? Albo w miesiąc?

W dwa tygodnie to lepiej jednak wybrać się gdzieś bliżej niż Ameryka Południowa – oczywiście zorganizowana wycieczka zdecydowanie się sprawdzi nawet na tak krótki czas. Dla tych, którzy wolą się jednak powłóczyć bez przewodnika i podstawionych autokarów, sugeruję nieco dłuższą wyprawę. Kraje tego kontynentu mają to do siebie, że są stosunkowo duże i zwiedzanie ich z pomocą transportu publicznego zajmuje czas. Jechałem z Puerto Maldonado w Peru do Guayaquil w Ekwadorze. Od wtorku popołudniu do soboty rano, zatrzymując się właściwie tylko, by zmienić autobus (oprócz Piury, w której chciałem kupić jedną rzecz – i wziąłem prysznic). Dlatego też na krótsze wyjazdy dobrym rozwiązaniem będzie właśnie Ekwador – jest nieco mniejszy od Polski, a oferuje niezwykłą różnorodność doznań. Kontynentalny Ekwador dzieli się na trzy zasadnicze części – wybrzeże (costa), góry (sierra) i Wschód, czyli puszczę amazońską (Oriente, selva). Ponadto oczywiście Galapagos, ale z zasłyszanych opinii dowiedziałem się, że można tylko tam spędzić miesiąc i się nie nudzić. Do tego dobrze rozbudowana siatka połączeń autobusowych w Ekwadorze sprawia, że można pokonać większą część kraju podczas jednej nocy – oszczędzić czas i pieniądze na noclegu.

 

Cztery regiony naturalne Ekwadoru. Autor David C. S. Źródło. Materiał na licencji CC BY-SA 3.0

 

Określ budżet podróży

Wiadomo, że istotnym zagadnieniem przy wyborze celu podróży jest budżet. Boliwia jest najtańszym oprócz Wenezueli państwem Ameryki Południowej w tym momencie. Do Wenezueli sam bym się teraz nie wybrał, ze względu na sytuację społeczną i ekonomiczną i realne zagrożenie dla podróżnych. Dalej Kolumbia i Peru, w których koszt podróżowania jest zasadniczo nieco niższy niż w Polsce. Koszty noclegu wahają się od ok. 15 do 50 soli za dobę (sol jest ciut mocniejszy od złotówki). Zaoszczędzić można niewątpliwie na jedzeniu, bo poza typowo turystycznym Cuzco, obiad kosztuje w granicach 6-10 soli. Ceny kolumbijskie są podobne, może nieznacznie niższe. Dalej Ekwador. Trochę drożej. Obiad za 2,5-3,5 dolara, choć są i tańsze, zwłaszcza w dużych miastach. Najtańsze noclegi można znaleźć nawet za 5$, ale najczęściej trzeba liczyć się z wydaniem do 10$, zwłaszcza jeśli chce się mieć prywatny pokój. Argentyna i Chile… Moi rozmówcy podzielali opinię, że drogo, zwłaszcza w turystycznych regionach. Na pewno nie jest to niskobudżetowa opcja. Będę musiał to kiedyś zweryfikować osobiście. Marzy mi się Patagonia.

Ekwador ma jeszcze jeden plus – bezpieczeństwo. Nie żeby gdzie indziej było szczególnie niebezpiecznie, ale jednak Ekwador jest w czołówce kontynentu. Do tego, zwłaszcza w dużych miastach i lokalizacjach turystycznych, można się dogadać po angielsku. W temacie bezpieczeństwa pozostając, nie jest ono wcale tak poważnym problemem w Kolumbii, jak zwykło się uważać.

Znaną i lubianą opcją jest Peru – zwłaszcza ze względu na zabytki inkaskie. Machu Picchu to obowiązkowy punkt programu. Tylko te odległości… Ale zdecydowanie warte rozważenia, zwłaszcza jeśli mówimy o nieco dłuższym pobycie (przynajmniej miesięcznym).

 

Jak pewnie zauważyliście, ominąłem kilka państw. W tym Brazylię. Przyznaję bez bicia, nigdy mnie tam nie ciągnęło, a w związku mam dosyć skąpe informacje. Więc się nie wypowiem.

W przyszłości opiszę przygotowania do podróży – co spakować, co zaplanować, a co pozostawić przypadkowi.

 

Po więcej moich wpisów z Ekwadoru zapraszam na mojego bloga Spod Kapelusza, a także na profil na Facebooku o tej samej nazwie. Można śledzić mnie także na Instagramie lub wesprzeć moją podróż w serwisie Patronite.pl.

Piotr Mateusz Bobołowicz / Spod Kapelusza / Jak nie zginąć w Ekwadorze – siedem faktów i mitów o Ameryce Południowej

Ekwador jest czyściutki, pomijając niektóre części Guayaquil, w tym ścisłe centrum, gdzie na stertach śmieci buszują szczury wielkości kotów i karaluchy wielkości myszy. Miasta są czyste i zadbane.

Gdy szykowałem się do wyjazdu do Ekwadoru, szukałem w Internecie różnych opinii. Ameryka Południowa nie kojarzy się zbyt bezpiecznie. Większości ludzi od razu stają przed oczami kartele narkotykowe, partyzantki komunistyczne i dyktatury z obu stron politycznej skali. Do tego brazylijskie fawele, no i ogólnie brud i ubóstwo. Hotel? Pewnie jakiś stary drewniany barak z moskitierami zamiast okien i wężami wypadającymi z prysznica. Kartoflisko zamiast lotniska. Autobusy przerobione z ciężarówek.

Skłamałbym, gdybym powiedział, że w Ameryce Południowej tego nie ma. Spałem w tego typu hotelu w Peru (Hospedaje Moderno, jak na ironię. Pisałem o tym tutaj). Gwoli ścisłości, nie było węży wypadających z prysznica. Robactwa tylko trochę, materac się nie ruszał. Ale był klimat! Widywałem autobusy z ciężarówek (także w Ekwadorze). No, ale przejdźmy do konkretów.

1. Autobusy

Komunikację publiczną w Ekwadorze opisywałem już wcześniej. Wszystkie miasta są bardzo dobrze skomunikowane, a flota autobusowa zaskakuje nowością i nowoczesnością. Sporo autobusów ma Wi-Fi (chociaż rzadko kiedy ono działa, ale to już raczej wina problemów z siecią komórkową). Standardem na dłuższych trasach są filmy. Niestety Ekwadorczycy (Peruwiańczycy też) przejawiają niezwykłe upodobanie do filmów z serii „Szybcy i wściekli” i innych pokrewnych, niezbyt wymagających intelektualnie mordobić.

W większości autobusów fotele rozkładają się do około 60 stopni. Polecam nocne podróże – można sobie wygodnie pospać, gdy Dwayne Johnson przestanie już okładać przeciwników po twarzach.

Widziałem autobus taki jak po lewej. Zrobiłem mu zdjęcie, ale nie miałem przyjemności jechać. Większość jednak przypomina bardziej ten po prawej.

 2. Hotele

Hotele w Ekwadorze nie należą do najdroższych, chociaż do najtańszych też nie. Nocleg w sali zbiorowej kosztuje w granicach 5-10$. Z drugiej strony za tę samą cenę można trafić czasem pokój indywidualny (a za 10$ to już na pewno, przynajmniej w Quito). Oczywiście standard bywa… hmm… różny. Spałem akurat w jednym z najdroższych hoteli podczas całego mojego pobytu w Zamorze. Hotel bardzo przyzwoity. Cena 12$. Wynegocjowana z 15$. Spędziłem tam trzy noce. Codziennie świeży ręcznik, nowe mydełko i szampon. W kranie ciepła woda (o tym zaraz). Pewnej nocy zasypiałem sobie spokojnie. Na podłodze leżała foliowa torebka. Usłyszałem szelest. Poświeciłem telefonem i zobaczyłem gigantycznego karalucha. Uciekł pod łóżko, zanim go zdążyłem zabić. Zanim wróciłem do prób zaśnięcia, upewniłem się, że żadna z moich rzeczy nie dotyka ziemi. Nie podobało mi się to, ale co zrobić. Jakoś trzeba z tym robactwem żyć. Przynajmniej nie była to tarantula.

To akurat zdjęcie z Peru. Dokładnie tak wyobrażałem sobie hotele w Ameryce Południowej i byłbym bardzo zawiedziony, gdybym nie znalazł żadnego takiego. Ale się udało. Nawet spędziłem tam Boże Narodzenie!

3. Higiena

Poruszę niesmaczne tematy. Toalety. W Ekwadorze, w Peru zresztą też i, z tego co słyszałem, to w większości Ameryki Południowej koło toalety stoi kosz na śmieci. Na zużyty papier toaletowy. I naprawdę nie jest to fanaberia. Nie wiem dlaczego (słyszałem wersję o za wąskich rurach, za niskim ciśnieniu i jakieś jeszcze inne wytłumaczenie), ale wrzucony papier może naprawdę zapchać odpływ. Nic miłego. Więc śmietnik, innej opcji nie ma.

Tabliczka z KFC: „Bardzo ważne” [Po co ten cudzysłów? Czyżby ktoś podawał w wątpliwość wagę tej kwestii?] Panowie, z tej toalety korzystają także panie, dlatego podnoście deskę [a o opuszczaniu po sobie nie napisali] i stosujcie się do poniższych instrukcji [tu następują uwagi w stylu: przysuń się bliżej i celuj do środka]. Ale najważniejsze na dole: jeżeli używasz papieru, wyrzuć go do kosza. Pomijam szowinistyczny aspekt tej tabliczki. Jakby faceci nie wiedzieli, jak korzystać z toalety… Mogli zamontować pisuar na ścianie i nie byłoby problemu.
Przy okazji higieny dochodzi kwestia prysznica, bo o urządzeniu takim jak wanna chyba tu nie słyszeli – a przynajmniej nigdzie się z nim nie spotkałem, czy to w prywatnych domach, czy w hotelach. Ale też nie szukałem specjalnie. Woda… no jest. Najczęściej zimna. W niektórych miejscach, zwłaszcza na wybrzeżu i w dżungli, ma to marginalne znaczenie, bo ze względu na panujące warunki atmosferyczne zimny prysznic to jedyne, o czym człowiek marzy. A woda nie jest tak naprawdę zimna… Co innego w górach. Lodowaty strumień płynie prosto z górskich źródeł i mrozi do szpiku kości. Z rzadka można spotkać bardziej centralny system ogrzewania wody. Najczęściej na prysznicu usytuowana jest elektryczna nakładka (proszę, nie pytajcie mnie o kwestie bezpieczeństwa tej instalacji. Przestałem się nad tym zastanawiać dosyć szybko, bo inaczej nigdy bym nie wszedł pod prysznic), która grzeje bezpośrednio wodę spadającą na głowę. Czasem ma gałkę do sterowania temperaturą, najczęściej lepiej jej nie dotykać, żeby przypadkiem nie domknąć obwodu. Najczęściej jednak, żeby mieć prawdziwie ciepłą wodę, trzeba się ograniczyć do jej wąskiego strumienia.

4. Woda

Jak już o wodzie mowa… Jedną z pierwszych rzeczy, jaką wyczytałem w Internecie i usłyszałem od lekarza medycyny podróży, było: nie pić wody. Pierwszym pytaniem, które zadałem, gdy jechałem taksówką z lotniska do centrum Quito, było: czy można pić wodę z kranu? Można. Przynajmniej w górach. Na wybrzeżu i w dżungli jest to zdecydowanie odradzane, ale cała sierra ma świetnej jakości wodę mineralną w kranie. Zresztą w butelkach często jest dokładnie ta sama. Piję i żyję. Przez pięć miesięcy problemy żołądkowe miałem raz – po wypiciu soku z papai w Peru. Tu dochodzi jeszcze kwestia restauracji…

5. Jedzenie

Jedzenia nie warto przygotowywać samemu, zwłaszcza w porze obiadowej. Kompletny obiad (zupa, danie główne, sok) można dostać już za 1,5$ w Quito. W innych miastach średnia cena to około 2,5$-2,75$. 3,5$ też się zdarza, drożej to już chyba tylko w Guayaquil w restauracji z owocami morza. Problem mogą mieć natomiast wegetarianie i weganie. Zwłaszcza ci drudzy. Weganizm jest obcy kuchni ekwadorskiej, peruwiańskiej też. Wtedy rzeczywiście lepiej kupować warzywa samemu. Przy okazji – są one tanie. Tak jak owoce. Za dolara można kupić na przykład: 2-3 mango, 6 owoców zwanych naranjilla (odmiana marakui), funt truskawek, 4 jabłka albo 20 limonek.

Truskawki. Za te konkretne zapłaciłem 1,5$ za dwa funty.

6. Czystość

Ameryka Południowa w moich wyobrażeniach śmierdziała. Śmieci na ulicach, brudni, spoceni ludzie tłoczący się w autobusach. Nic z tych rzeczy! Przynajmniej nie w Ekwadorze, bo Peru rzeczywiście ma swoje nieprzyjemne zapachy. Ekwador jest czyściutki, pomijając może niektóre części Guayaquil, w tym ścisłe centrum, gdzie na stertach śmieci buszują szczury wielkości kotów i karaluchy wielkości myszy. Miasta są czyste i zadbane. Nie ma śmieci na ulicach a kosze są opróżnione. Do tego duża dostępność publicznych toalet (dużo wyższa niż w Polsce). A ludzie… Cóż, są czysto ubrani i chyba umyci, bo nie pachną. Po prostu nie wydzielają zapachów. Nawet kobiety oblane za dużą ilością tanich perfum są raczej wyjątkiem niż regułą. Tutaj niestety, w Peru, sytuacja wygląda inaczej, bo w autobusie zdarza się dosyć często trafić na nieprzyjemny zaduch z aromatem niemytych ciał. A na ulicach leżą śmieci i śmierdzi.

Cuenca i jej czyste ulice i place. Nie to, co w Peru.

 

7. Przestępczość

Wiecie, jakich miast nie ma na liście pięćdziesięciu najniebezpieczniejszych miast świata? Ekwadorskich. A nawet z USA jest kilka. Ekwador jest uznawany za jeden z najbezpieczniejszych krajów Ameryki Łacińskiej. W odróżnieniu od bardzo niebezpieczniej Wenezueli, ostatnio bezpieczniejszej, ale nadal budzącej obawy Kolumbii, czy nawet tak turystycznego sąsiedniego Peru, raczej nie zdarza się tu wiele zabójstw czy porwań. Oczywiście trzeba się strzec kradzieży, zdarzają się napady, w tym z bronią w ręku. Rozmawiałem niedawno z pewną Francuzką, która od kilku miesięcy podróżuje po Ameryce Łacińskiej. Powiedziała, że praktycznie każdy z jej rozmówców został przynajmniej raz okradziony. Oprócz niej. Mam podobne odczucia. Spotkałem na przykład Hiszpankę, której ukradziono torbę z rejsowego autobusu. Bo zostawiła ją na siedzeniu i wyszła na postój. Niby autobus miał być zamknięty, w środku monitoring, ale w czym to pomoże, gdy kierowca współpracuje ze złodziejami. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że wystarczy podstawowy zmysł samozachowawczy i da się uniknąć problemów. Ekwador stara się też walczyć z drobną przestępczością – chociażby w centrum Quito po zmroku pojawiają się tłumy policjantów. Dzięki podobnym działaniom udało się historyczne centrum stolicy odzyskać dla turystów.

W Quito spodziewałem się kartofliska, ale srogo się zawiodłem, bo lotnisko jest jednym z najnowocześniejszych, jakie w życiu widziałem. Przed kilku laty przeniesiono je ze ścisłego centrum miasta daleko poza obrzeża, a na jego miejscu utworzono park, w którym nawet po zmroku nie ma się raczej czego obawiać – o ile zachowa się podstawową czujność. Oczywiście zawsze warto być przygotowanym i posiadać na przykład dwa portfele – w razie gdyby z jednego trzeba było zrezygnować na rzecz niezbyt miłych panów z bronią białą lub palną. No, ale to nie tylko w Ekwadorze może się przytrafić.

Po więcej moich wpisów z Ekwadoru zapraszam na mojego bloga Spod Kapelusza, a także na profil na Facebooku o tej samej nazwie. Można śledzić mnie także na Instagramie lub wesprzeć moją podróż w serwisie Patronite.pl.

Kino latynoamerykańskie – cz. I: kino peruwiańskie / El cine latinoamericano: 1ᵃ parte: el cine de Perú

Kino peruwiańskie nie jest raczej znane przeciętnemu miłosnikowi filmów. W najblizszej audycji opowiemy o peruwiańskich produkcjach filmowych i zwyczajach związanych z kinem o oglądaniem filmów w Perú

Kino latynoamerykańskie raczej jest słabo znane przeciętnemu miłośnikowi kina w Polsce, gdzie dominują produkcje miejscowe, europejskie i północnoamerykańskie. Tymczasem niejednokrotnie jest to bardzo dobre gatunkowo i ciekawe kino. Zazwyczaj prezentowane jest ono niestety jedynie podczas festiwali filmowych lub nocnych seansów programów filmowych telewizji.  Wielu aktorów pochodzenia latynoskiego znanych jest polskiemu widzowi.  Jednak znani są oni jedynie jako aktorzy występujący w filmach produkcji hollywoodzkiej, a nie latynoskiej.

Na tle raczej słabo w Polsce znanego kina latynoskiego, kino peruwiańskie świeci jeszcze słabszym blaskiem. Najprawdopodobniej przeciętnemu polskiemu kinomanowi nie są znane ani żadne produkcje filmowe, ani peruwiańscy aktorzy. Kino peruwiańskie ma jednak długą, liczącą ponad 100 lat tradycję. I choć żaden z filmów peruwiańskich nie zdobył nigdy filmowego Oscara, to jednak wiele z nich zyskało prestiż i uznanie na wielu festiwalach międzynarodowych.

Kino peruwiańskie, czyli filmową tematykę Perú, przybliży nasz gość: pochodzący z Perú Diego Olivas, który swoją karierę naukową oparł właśnie na sztuce filmowej swojej ojczyzny. W rozmowie ze Zbyszkiem Dąbrowskim nasz gość przybliży słuchaczom najwybitniejsze i najbardziej znane produkcje z jakich słynie kino peruwiańskie. Z naszym gościem porozmawiamy także o zwyczajach kinowych Peruwiańczyków. Czy istnieją tu różnice pomiędzy miastem, a prowincją? Jak wyglądają zwyczaje związane z wyjściem do kina obecnie, a jak wyglądały dawniej? Czy kina w Perú skazane są jedynie na wielkie multipleksy, grające międzynarodową sieczkę, czy jest też miejsce na bardziej ambitne produkcje. Poruszymy także temat sztuki filmowej, z jakiej słynie kino peruwiańskie w nieco mniej ambitnej, choć i równie kolorowej strefie. Mianowicie temat oper filmowych oraz reklam.

Na kinowo – peruwiańską audycję zapraszamy w najbliższy poniedziałek, 26-go stycznia, jak zwykle o 21H00! Będziemy rozmawiać po polsku i hiszpańsku!

¡República Latina – ambitnie przez sztukę!

Resumen en castellano: el cine latinoamericano no es bien conocido a un amante del cine en Polonia. Sin embargo el cine latinoamericano puede hace una gran oferta de varios géneros del cine a su destinatario.

Desgraciadamente la mayoría de las películas latinas se puede ver sólo en unos festivales internacionales del cine. También los actores más famosos de América Latina deben su fama a las películas del Hollywood.

Un cinespectador promedio de Polonia no sabe mucho sobre el cine de Perú: ni las películas, ni los actores. Sin embargo hay que decir que el cine de Perú tiene una historia larga con varias producciones, que ganaros varios premios. Sobre el tema del cine peruano vamos a hablar con Diego Olivas, un jóven Peruano, especialista del cine de su patria. Vamos a mencionar no sólo de las películas más famosas de Perú. También vamos a mencionar de los “costumbres de cine” en Perú. O sea las diferencias entre las ciudades y los pueblos, los costumbres contemporáneos y los del pasado etc. También vamos a hablar sobre las producciones “menos ambiciosas” que forman el arte del cine, o sea las teleóperas y producciones del comercio en Perú.

Para escuchar la emisión sobre el cine peruano les invitamos para el lunes, 26 de enero, a las 21H00 UTC+1! Vamos a hablar polaco y castellano!

Perú z dala od utartych szlaków: część I: Yauyos / Perú fuera de las rutas populares: 1a parte: Yauyos

Choć Perú jest krajem licznie odwiedzanym przez rzesze turystów, istnieją jeszcze miejsca, nie zadeptane przez obce stopy. Jednym z nich jest prowincja Yauyos, której skarby przedstawimy w audycji.

Perú z pewnością jest jednym z najciekawszych krajów, które warto odwiedzić w Ameryce Łacińskiej. Kraj o bogatej kulturze, fascynującej historii, czy różnorodnej, smacznej kuchni  od wielu lat przyciąga rzesze turystów.

Większość z nich skieruje swe kroki ku zabytkom kultur prekolumbijskich np.: Machu Picchu, Chiclayo czy Nazca, fenomenom natury i kultury, jak np. Wyspy Ballestas, Amazonia, czy Jezioro Titicaca oraz miastom, jak Cuzco, Arequipa, czy Lima.

Istnieją jednak i miejsca znaczniej słabiej odkryte turystycznie, które ciekawemu podróżnikowi zaoferować mogą naprawdę wiele. Zarówno przyrodniczo, jak i historycznie, kulturowo, czy kulinarnie. Jednym z takich miejsc jest prowincja Yauyos, położona ok. 6 godzin jazdy od stolicy kraju, na południowy wschód. Mimo, że Yauyos nie należy do miejsc tłumnie odwiedzanych przez turystów, jest ona miejscem, do którego warto wybrać się nawet na krótką wycieczkę. Z pewnością jedną z najciekawszych atrakcji prowincji jest rezerwat przyrody Nor Yauyos-Cochas – pierwszy rezerwat przyrody utworzony na terenie całego Perú. Jest to miejsce pełne oszałamiających krajobrazów, oraz wielu gatunków roślin i zwierząt, w tym endemicznych. Jednak prowincja Yauyos to również miejsce o bardzo bogatej kulturze, muzyce i tańcach. Wielu mieszkańców tej prowincji wyemigrowało do Limy, gdzie populacja osób pochodzących z Yauyos tworzy jedną z najsilniejszych grup w mieście.

co jeszcze warto zobaczyć w Yauyos? Jacy są mieszkańcy tej prowincji? Jakimi potrawami mogą nas poczęstować? Ile czasu warto tam spędzić? Na te i inne pytania odpowiedzi zna nasz dzisiejszy gość – Doris Lopez de Witkowski, której rodzinne korzenie sięgają małej wioski Casinta w prowincji Yauyos. W rozmowie ze Zbyszkiem Dąbrowskim nasz dzisiejszy gość opowie również czy i jak świętują karnawał mieszkańcy prowincji Yauyos.

Na górskie, peruwiańskie rozmowy zapraszamy w najbliższy poniedziałek, 29-go stycznia, jak zwykle o 21H00!  

¡República Latina – tam, gdzie jeszcze nas nie było!

Resumen en castellano: Aunque Perú es uno de los países más visitados de América Latina, hay muchas partes del país todavía no conocidos por el turismo. Una de ellas es la Provincia de Yauyos unos 300 kilómetros al sureste de Lima. La Provincia de Yauyos es famosa por La Reserva Paisajística Nor Yauyos-Cochas – la primera reserva paisajística de todo el país. Hoy vamos a hablar sobre la provincia Yauyos con nuestra invitada – Doris Lopez de Witkowski, cuyos raíces vienen de un pequeño pueblo Casinta en la Provincia de Yauyos. Junto con nuestra invitada vamos a ver que vale la pena visitar, hacer y comer en Yauyos y que tradiciones y costumbres mantiene la gente de la provincia.

Les invitamos para escucharnos el lunes, 29 de enero, a las 21H00 UTC+1!

Piotr Mateusz Bobołowicz / Spod Kapelusza / Machu Picchu – Inkaska placówka badawcza na szczytach Andów

Miasto zbudowano od szczytu, najpierw umacniając zbocze tarasami, potem dopiero stawiając budynki. Hiszpanie nie odkryli Machu Picchu, gdyż zostało ono porzucone – specjalnie po to, by je ukryć.

No to wracam do wyprawy po Peru. Do Cuzco dojechałem z przygodami. Dość powiedzieć, że na Machu Picchu wybrałem się, mając tylko tyle ubrań, ile na sobie. Na dwudniową wyprawę w dosyć chłodnych górach. Życie ratowało mi poncho, nieodłączny towarzysz podróży autobusem.

Opcje wycieczki do Machu Picchu

Wycieczki z Cuzco można kupić… cóż, od stu dolarów. Właściwie wszystko powyżej, do tysiąca, jest możliwą opcją. Wersja podstawowa to około 100-200$. W cenie sześciogodzinna (w jedną stronę) podróż busikiem, nocleg, trochę jedzenia i bilet na Machu Picchu z przewodnikiem. No i dwie godziny marszu po torach w jedną stronę, kolejnego dnia podobny powrót. Nie żałuję ani centa.

Jeśli masz większy budżet, za 300-600 dolarów możesz kupić wycieczkę luksusowym pociągiem. Wygląda komfortowo i podobno dobrze karmią. I nie musisz maszerować po torach. Wszystko ma swoją cenę.

Istnieje też opcja organizacji wycieczki samemu. Bilet na busa do hydroelektrowni, z której idzie się do Aguas Calientes, kosztuje w dwie strony ok. 50 soli, hotel podobnie. Do tego 120 soli za wejście do Machu Picchu. Nie znam kosztu przewodnika, ale zapewne mieści się w kwocie 50-100 soli. Do tego jedzenie. Kolejne 50 soli. Czyli wychodzi około stu dolarów. Można zorganizować tanią wycieczkę. Ale w sumie sporo z tym zabawy w porównaniu do tych oferowanych przez dziesiątki biur w Cuzco.

Współtowarzysze

Na busa czekałem w hostelu w Cuzco razem z Hectorem i Valery, dziadkiem i wnuczką. Hector urodził się i wychował w Cuzco, ale od wielu lat mieszka w Limie. Chciał pokazać wnuczce dziedzictwo kulturowe Peru, bardzo często nieznane jego mieszkańcom.

Na pokładzie wspaniałego środka transportu, w którym przyszło mi męczyć się przez jakieś sześć godzin, zaprzyjaźniłem się z Rodrigiem, Hiszpanem. Potem szliśmy razem od elektrowni wodnej wzdłuż torów do Aguas Calientes. Po drodze spotkaliśmy jeszcze Francuza, którego imienia żaden z nas nie zapamiętał. Francuz podróżuje po Ameryce Południowej na rowerze, chociaż tutaj akurat był pieszo. Tak więc poszliśmy do miasteczka.

 

Most kolejowy na szlaku z hydroelektrowni

Na andyjskich Krupówkach

Aguas Calientes to miasteczko położone u stóp góry, na której znajduje się Machu Picchu. Ściśle turystyczne. Całe wygląda jak Krupówki w Zakopanem w szczycie sezonu. Składa się z restauracji, hoteli i sklepów z pamiątkami. Są tam też, jak wskazuje nazwa, gorące źródła i baseny, ale miałem napięty harmonogram, więc nie skorzystałem.

 

Aguas Calientes wita turystów

Wieczorem spotkałem znowu Hectora i Valery na kolacji. Zaprosili mnie, żebym z nimi usiadł. Hector opowiedział mi trochę o swoim życiu, był też ciekawy mojego. Pochwalił się, że zna język keczua – ten, którym posługiwali się Inkowie. Indianie mówią nim do dziś. Hector stwierdził, że w brzmieniu przypomina mu rosyjski – ten miał zaś okazję usłyszeć, gdy pracował w Stanach Zjednoczonych w mocno międzynarodowym towarzystwie.

Tysiące stopni

Następnego dnia nie miałem szansy skorzystać z uroków hotelu, mimo że był to najwyższy standard, w jakim spałem od początku mojego pobytu w Ameryce Południowej. Bardzo czysty, ciepły, z wygodnym łóżkiem i ciepłą wodą w prysznicu. O piątej byłem już na szlaku – przewodnik miał czekać na nas o szóstej trzydzieści, jak to sam ujął „czasu inkaskiego, nie latynoskiego”. Znaczy punktualnie.

 

Godzina piąta rano

Ja nie byłem punktualny. Pokonały mnie schody. Część z nich oryginalna, inkaska. Nie liczyłem stopni, ale ciągną się przez ok 1,2 km, a czas ich przejścia to godzina. Tyle mi to zajęło, spóźniłem się jakieś trzy minuty. Dogoniłem grupę zaraz po wejściu. Ale nie byłem ostatni. Hector i Valery przyszli jeszcze później i ostatecznie nie spotkałem ich aż do popołudniowego powrotu do Cuzco.

Inkaski uniwersytet

Machu Picchu… Cóż, co ja mam o tym gadać. Najpierw krótka synteza ciekawostek, potem zdjęcia – niech mówią za siebie.

Miasto nie było zasiedlone w regularny sposób. Stanowiło rodzaj placówki badawczej, w której mieszkańcy przebywali po pół roku. Król odwiedzał je raz, dwa razy do roku. Kobiety i mężczyźni mieszkali oddzielnie, w innych częściach miasta i zajmowali się różnymi rzeczami – tworzyli nowe odmiany kukurydzy i ziemniaków, badali ruch ciał niebieskich, hodowali lamy i alpaki, zioła. Miasto zbudowano od szczytu, najpierw umacniając zbocze tarasami, potem dopiero stawiając budynki. Hiszpanie nie odkryli Machu Picchu, gdyż zostało ono porzucone – specjalnie po to, by je ukryć.

 

Machu Picchu z rana tonęło we mgle. Potem w sumie też, ale trochę się przejaśniło
„Rób zdjęcia mnie, nie tym kamieniom”
Miasto we mgle
Domy
Na tę górę można wejść. Mnie się nie chciało. I tak pogoda nie obiecywała widoków
Widok z Machu Picchu
Główny plac
To jest forma kalendarza – określa datę na podstawie długości cienia
Ta druga strona zbocza – rzadziej pokazywana

Po więcej wpisów z Ameryki Południowej zapraszam na mojego bloga Spod kapeluszastronę na Facebooku o tej samej nazwie.

Piotr Mateusz Bobołowicz / Wizyta papieża Franciszka w Peru – oczekiwania i nastroje wśród mieszkańców

To właśnie tam Ojciec Święty spotka się ze społecznością Indian, którzy w sumie stanowią 45% populacji. Nie tylko peruwiańskich. Oczekiwani są również pielgrzymi z Boliwii i Brazylii.

Przy wigilijnym stole w Puerto Maldonado rozmowy dotyczyły głównie polityki. Pedro Pablo Kuczynski, wybrany w zeszłym roku prezydent Peru, nie cieszy się zaufaniem rodziny, która mnie gościła. W naturalny sposób pojawił się też temat jego polskiego pochodzenia. Mnie jednak bardziej niż polityka interesowało inne zagadnienie – zbliżająca się pielgrzymka papieska do Peru i Chile.

 

Przy wigilijnym stole

 

Papież odwiedzi dżunglę

„Czemu akurat Puerto Maldonado?” zapytałem. Czemu Franciszek wybrał to miejsce na pielgrzymkę? Położona w dżungli blisko brazylijskiej granicy stolica regionu Madre de Dios nie jest nawet w pierwszej dziesiątce największych miast Peru – w przeciwieństwie do dwóch innych celów wizyty papieża – stolicy Peru Limy i Trujillo, położonym na północy kraju trzecim największym ośrodku. Mieszka tam zaledwie ok. 92 tysięcy ludzi.

Jest kilka przyczyn. Św. Jan Paweł II podczas swoich pielgrzymek w latach 1985 i 1988 odwiedził inne miasta, w tym Cuzco i Iquitos, ale nigdy nie był w południowo-wschodniej części kraju. Przede wszystkim jednak to właśnie tam Ojciec Święty spotka się ze społecznością Indian, którzy w sumie stanowią 45% populacji. Nie tylko peruwiańskich. Oczekiwani są również pielgrzymi z Boliwii i Brazylii – obu położonych stosunkowo niedaleko. Rozmawiałem na ten temat z ojcem Juanem Carlosem, dominikaninem z parafii katedralnej w Puerto Maldonado pw. Matki Boskiej Różańcowej (Nuestra Señora de Rosario).

Społeczność indiańska w regionie Madre de Dios jest mocno rozproszona. Żyją oni w wioskach położonych głównie nad rzekami Madre de Dios i Rio Tambopata. Chciałem wybrać się do jednej z tych wiosek na Boże Narodzenie, jednak ojciec Juan Carlos odradził mi taką wyprawę. Ci, którzy rzeczywiście obchodzą chrześcijańskie święta, przybywają w ten dzień do Puerto Maldonado, żeby uczestniczyć w Mszy Świętej. W wioskach zostają głównie ci, dla których święta nie mają prawdziwie religijnego wymiaru.

 

Ekologia i aktywizacja religijna

Fizyczne oddalenie od kościoła stanowi problem w podtrzymywaniu zaangażowania religijnego. Ojciec Juan Carlos liczy, że dzięki wizycie papieża wzrośnie poczucie duchowej wspólnoty sprowadzające się do aktywnego uczestnictwa w życiu kościoła nie tylko od święta. Dużą szansę upatruje on w licznych wolontariuszach przygotowujących wizytę Franciszka. Młodzi ludzie przez sam fakt tak wielkiego wydarzenia wykazują duże większe zainteresowanie, tworząc tym samym sposobność do ewangelizacji.

Ojciec Juan Carlos wskazał mi jednak inne zagadnienie, które stało się tematem rozmowy podczas wieczerzy wigilijnej z Carlą i Jesúsem, przyjaciółmi moich gospodarzy. Papież Franciszek poświęca wiele uwagi zagadnieniom ekologii – zarówno jej wymiarowi środowiskowemu jak i społecznemu. Jak pisze peruwiańska La República, w ciągu ostatnich piętnastu lat dżungla amazońska w Peru zmniejszyła się o prawie dwa miliony hektarów. Papież w swojej encyklice Laudato si’ akcentuje szczególnie potrzebę ochrony naszego wspólnego domu. Poruszenia tych zagadnień podczas wizyty oczekują od niego mieszkańcy Madre de Dios. Wycinka lasów zagraża wspólnotom żyjącym w tradycyjny sposób. Dodatkowym problemem jest nadmierna eksploatacja złóż. Ludzie pracują w kopalniach, które nie cieszą się opinią przesadnie dbających o bezpieczeństwo. Wiele osób choruje przez zanieczyszczenie środowiska. Ludzie realnie odczuwają w życiu codziennym to, co w Europie pojawia się tylko czasem jako doniesienia medialne.

 

Papież Polak bliższy od Argentyńczyka

Interesujący jest dysonans, jaki wyczuwa się między nastawieniem ludzi do Franciszka a tym, jak wspominają św. Jana Pawła II. Widać wiele oczekiwań względem Franciszka przy równoczesnej ograniczonej sympatii. Rodrigo, sprzedawca książek, z którym rozmawiałem w Limie, innym z celów wizyty papieża, mówił, że się nie wybiera. Według niego wejściówki, które miały być darmowe, są pokątnie sprzedawane. Rodrigo nie przepada za Franciszkiem. Zarzuca mu korupcję. Z rozrzewnieniem wspominał jednak wizytę Papieża Polaka w 1985 roku. Był tam jako mały chłopiec. Do dzisiaj pamięta charyzmę papieża, bijące od niego ciepło i dobroć. Podobną opinię wyraziła Carla, która uczestniczyła w Eucharystii w Cuzco w tym samym roku. Zapytałem, czy jako Amerykanie nie czują się lepiej, mając papieża z ich kontynentu. Argentyna jest jednak mentalnie odległa dla mieszkańców Peru czy Ekwadoru. Niektórzy nawet postrzegają Argentyńczyków jako gringo. Papież Argentyńczyk dla moich peruwiańskich rozmówców jest tak samo odległy, jak byłby Europejczyk.

 

Jan Paweł II – papież podróżnik

 

Nie wszyscy się cieszą

W okolicach Trujillo na północy Peru Franciszek spotka się z poszkodowanymi w powodzi, która nawiedziła kraj na początku zeszłego roku. W wyniku kataklizmu ok. 100 tysięcy Peruwiańczyków straciło dach nad głową. O tym elemencie papieskiej pielgrzymki rozmawiałem z Augusto, kierownikiem budowy, który przygotowuje plac na spotkanie z papieżem w Huanchaco pod Trujillo. Na 17 hektarach zmieścić się ma ok. 50 tysięcy wiernych. Wśród nich zapewne także pielgrzymi z sąsiedniego Ekwadoru. Sam Augusto nie będzie wśród nich – jest ewangelikiem. Docenia jednak wagę papieskiej pielgrzymki. Zapytałem go, co sądzą o tym ludzie. Wytknął z jednej strony dysproporcję pomocy rządowej dla poszkodowanych w powodzi i wydatków na wizytę papieża, z drugiej jednak strony zwrócił uwagę, jak dużym zastrzykiem ekonomicznym dla lokalnej przedsiębiorczości będzie pielgrzymka. Zyskają hotele, restauracje, sprzedawcy pamiątek i dewocjonaliów. W samej Limie podczas mszy papieskiej na Costa Verde przewiduje się uczestnictwo około dwóch milionów pielgrzymów z całego kraju.

 

Budowa krzyża w miejscu papieskiej wizyty w Huanchaco

 

Choć wizyta papieża Franciszka w Peru wywołuje u niektórych negatywne emocje i kontrowersje, nie są one tak burzliwe jak w Chile. Równolegle do podpalenia pięciu kościołów w Chile, w Limie ktoś podłożył ogień pod ponad dwudziestometrową statuą Chrystusa. Pożar został jednak szybko ugaszony i obyło się bez większych strat. Mimo wszystko wydaje się jednak, że nastroje są spokojniejsze w Peru niż u południowego sąsiada.

Papież Franciszek wylądował w Peru w czwartek 18 stycznia wieczorem lokalnego czasu. Dziś uda się do Puerto Maldonado. W sobotę odwiedzi Trujillo. W niedzielę 21 stycznia, ostatni dzień pielgrzymki, odprawi Mszę Świętą w Limie.

Piotr Mateusz Bobołowicz / Spod Kapelusza / Puerto Maldonado, Peru: Boże Narodzenie na skraju amazońskiej dżungli

Zaśpiewałem Cichą noc, na którą dostałem hiszpańskojęzyczną odpowiedź, potem Bóg się rodzi. Rozmawialiśmy o tradycjach polskich i peruwiańskich, o polityce, o nadchodzącej wizycie papieża Franciszka.

Do Puerto Maldonado dotarłem autobusem z Cuzco. Kolejna noc spędzona w trasie. Z dworca pojechałem do centrum miasta rodzajem rikszy z motocyklem zamiast roweru. Miałem w głowie plan, żeby święta spędzić w dżungli z Indianami. Widząc więc otwarte biuro turystyczne, postanowiłem zasięgnąć informacji. Nawet tam coś czasem są w stanie podpowiedzieć. Uzyskałem informację na temat hotelu.

Hospedaje Moderno. Opisany przez pracownika biura turystycznego jako najstarszy budynek na całej ulicy. Znalazłem bez pudła. Drewniane schody, łuszcząca się farba i moskitiery zamiast szyb – dokładnie takiego klimatu szukałem w Ameryce Południowej.

 

Hotel „Nowoczesny” w Puerto Maldonado

Piekło i Matka Boska

Nadal chciałem spędzić święta w indiańskiej wiosce. W biurze turystycznym powiedzieli, że mogę popłynąć w Wigilię rano z transportem prezentów dla dzieci… za 150 soli (ok. 170 PLN). Nie uśmiechała mi się ta opcja, bo wyczerpywała mój budżet na najbliższy tydzień.

Spróbowałem zasięgnąć informacji w hostelu. Właścicielka obiecała się czegoś dowiedzieć do wieczora. Comunidad nativa Infierno. Indiańska wioska o nazwie Piekło położona nad rzeką Madre de Dios, Matka Boska. Idealne miejsce na spędzenie Bożego Narodzenia… Zdecydowałem się jednak zostać w Puerto Maldonado. Nie czułem się dobrze, żołądek męczył mnie od kilku dni, a na dodatek środek pory deszczowej nie dawał o sobie zapomnieć. Właścicielka hostelu zaprosiła mnie na kolację wigilijną.

 

Taką pogodę miałem przez całe święta.

Świętowanie po peruwiańsku

Wiadomo, święta oznaczają jedzenie. Wieczerza wigilijna była już właściwie bożonarodzeniową, bo zaczynała się o 22.30, już po mszy w katedrze. Stół nie uginał się jednak pod licznymi potrawami. Jedzenie było proste, ale  z widocznym świątecznym charakterem – pieczona wieprzowina, ziemniaki i surówka z jabłka. Do posiłku najpierw wino musujące, potem zwykłe, a potem peruwiański trunek – pisco. Peru i Chile od lat toczą spór o to, który naród ma prawo uznawać pisco za napój narodowy. Winiak z winogron, podobny do włoskiej grappy, jest niezwykle popularny w obu państwach.

 

Wieczerza wigilijna

 

Peruwiańczycy mają swoje kolędy. Obdulia, właścicielka hostelu, powiedziała mi jednak, że raczej rzadko teraz się je śpiewa. Pamięta kolędowanie z wcześniejszych lat, ale ostatnimi czasy cała świąteczna atmosfera się nieco rozmyła. Ja jednak nie mogłem sobie odmówić i zaśpiewałem Cichą noc, na którą dostałem zresztą hiszpańskojęzyczną odpowiedź, a potem Bóg się rodzi. Rozmawialiśmy o tradycjach polskich i peruwiańskich, o polityce (ze szczególnym uwzględnieniem prezydenta Peru Pedro Pablo Kuczynskiego, który przynajmniej w rodzinie Obdulii nie cieszy się zaufaniem), o zbliżającej się wizycie papieża Franciszka.

 

Przy świątecznym stole. Cesar, policjant zaproszony podobnie jak ja na Wigilię. Obdulia, właścicielka hostelu i Heyner, jej mąż. Ich dzieci, Lida i Gonzalo oraz Andres, przyjaciel domu i pracownik hostelu

 

O północy były fajerwerki i petardy niczym w Nowy Rok. Zapytałem, do której godziny zazwyczaj świętują. „Do rana!” odpowiedział mi Heyner, wznosząc kolejny toast za Boże Narodzenie szklanką Peru libre – pisco z coca-colą.

 

Świętujemy

 

Po więcej wpisów z Ameryki Południowej zapraszam na mojego bloga Spod Kapeluszastronę na Facebooku.

Piotr Mateusz Bobołowicz / Spod Kapelusza / Długa droga autobusami na południe – Trujillo, Lima, Cuzco

W wielu sklepach można spotkać informację, że fałszywe banknoty będą przebijane i będzie wezwana policja. Ludzie, przyjmując pieniądze, odruchowo obmacują banknoty w poszukiwaniu wypukłego druku.

Peru nie jest duże. Peru jest gigantyczne. Całkowita powierzchnia to 1 285 216 km², ponad czterokrotnie większa od Polski. Dziewiętnasta pozycja pod względem wielkości na świecie. Przy tym Peru jest raczej dłuższe niż szersze. Od granicy z Ekwadorem do Chile jest prawie dwa i pół tysiąca kilometrów. Nie dojechałem aż tak daleko i na razie się nie wybieram, chociaż nie wykluczam tego w przyszłości.

Nad oceanem

Z Chiclayo pojechałem nad Ocean Spokojny do Huanchaco koło Trujillo. Miasteczko nie zasługuje na jakiś specjalny opis. Ot, pełno drogich knajp, mało tych tanich, dużo hosteli i surferzy. Nie surfowałem, chociaż pewna pokusa była. Do tego molo, płatne mniej niż w Sopocie (ok. 15 centów) i garść rybaków i wędkarzy. Wędkowanie jest trochę dziwne, bo nikt nie używa do niego wędki. Do drewnianej łopatki przywiązana jest żyłka z ciężarkiem, na haczyk zaczepia się takie obrzydliwe małe skorupiaki, które wyglądają jak morskie karaluchy, i się łowi. Chyba działa.

Rybacy zarzucają sieci z wąskich łódek plecionych z totora, czyli rodzaju trzciny. Zajrzałem do środka takiej łódki. W XXI wieku rybacy idą na łatwiznę i wypychają je styropianem lub pustymi butelkami. Ale wyglądają nadal jak przed wiekami.

Rybak z Huanchaco.

 

Uwaga na banknoty

Kolejny przystanek to Lima. Z Trujillo (duże miasto obok Huanchaco) autobus jedzie do stolicy całą noc. Jechałem, mając w portfelu trzy fałszywe banknoty – o czym uświadomił mnie taksówkarz, który zawiózł mnie z dworca do dzielnicy Miraflores – bardzo luksusowej i eleganckiej części Limy. Zadzwoniłem do ambasady, żeby upewnić się, że w razie zatrzymania przez policję ktoś się mną zainteresuje, i poszedłem do banku, z którego bankomatu wypłaciłem w Trujillo pieniądze. Odstałem w kolejce swoje, w bojowym nastroju podszedłem do biurka konsultanta… i zderzyłem się z falą profesjonalizmu i zrozumienia. Wypełniliśmy razem formularz i otrzymałem zapewnienie, że moja reklamacja zostanie rozpatrzona najpóźniej w pierwszym tygodniu stycznia.

Fałszerstwo pieniędzy to dosyć powszechny problem w Peru. W wielu sklepach można spotkać informację, że fałszywe banknoty będą przebijane i będzie wezwana policja. Ludzie przyjmując pieniądze odruchowo obmacują banknoty w poszukiwaniu wypukłego druku. Sam tak zacząłem robić.

Lima… nie zachwyciła mnie. Jest wielka, głośna i dalece odbiega od wyobrażeń na temat Ameryki Południowej. Miraflores mogłoby znajdować się równie dobrze w Hiszpanii, Francji czy Stanach Zjednoczonych, a historyczne centrum jest przykładem wspaniałej architektury kolonialnej, której nie powstydziłby się Stary Świat. Mógłbym tutaj wrzucić kilkadziesiąt zdjęć z kościoła i klasztoru Świętego Dominika, ale ograniczę się do jednego, bo może coś kiedyś o tym jeszcze napiszę.

Wirydarz

 

Uciążliwa podróż

Kupiłem sobie w Limie książkę Maria Vargasa Llosy i tak uzbrojony wsiadłem w autobus do Cuzco. Dwadzieścia godzin, powiedział mi Google. Chciałbym, żeby to było dwadzieścia godzin. Jechałem ponad dwadzieścia pięć. Zapis pierwszych chwil podróży prowadziłem w czasie rzeczywistym. Tu w nieco zredagowanej formie.

Od dwóch godzin krążymy po Limie.
Ale chyba już jedziemy.
I dzisiaj miałbym piękny zachód słońca, ale siedzę w autobusie.
Ale mam dla siebie dwa miejsca!
Głodny jestem.
Ciekawe, czy jest posiłek. W niektórych liniach jest podobno.
Tak!

 

O takie mi dali.

O takie mi dali.
Kisiel.
Już jestem cały w kisielu, a tylko lekko uchyliłem wieczko.
Bo czułem, że coś owocami pachnie, ale nie bylem pewien. Teraz już wiem.
Wkurzają. Zaczęli rozdawanie żarcia od deseru. I siedź jak ciul z tym zakichanym kisielem.

Ryż, warzywa, chyba mięso.

A teraz gość chodzi z wielką butlą Inca Coli i nalewa każdemu kubeczek.
O, jest jeszcze woda do wyboru. Nie chcę wody, chcę Inca Colę.
Zwłaszcza, że woda to Cielo. Smakuje jak kranówa, nie lubię jej.
Dali mi tego tyle, jakby to była wódka albo lekarstwo.
Mam pomysł. Za dopłatą miejsca, z których nie widać telewizora. Albo możliwość wyboru filmu dla całego autobusu.
Kisiel był marakujowy. I rzadki. Wypiłem, bo jedzenie łyżeczką skończyłoby się tragicznie.
Nieee!
Postanowili nam zrobić maraton Resident Evil.
Czemu leci ten sam jeszcze raz?
Czy można wysiąść?

Nie można było. Dojechałem do Cuzco następnego dnia po południu. Mój bagaż nie dojechał. Nie dogadałem się z obsługą. Odzyskałem go trzy dni później. Ale mam przynajmniej ładny podkoszulek z napisem Peru. I nowy komplet bielizny.

Dla wszystkich moich Czytelników serdeczne życzenia zdrowych, spokojnych i rodzinnych świąt Bożego Narodzenia. Ja będę świętował w Puerto Maldonado z lokalną rodziną, czemu poświęcę zapewne najbliższy tekst.

 

Szopka w Puerto Maldonado

Serdecznie zapraszam również do czytania mojego bloga Spod Kapelusza i śledzenia strony na Facebooku o tej samej nazwie.