Inne barwy życia. Muzułmanie prywatnie i służbowo. Wspomnienia polskiego lekarza chirurga z Libii lat 80. XX wieku

Poza wygodą, tradycyjny strój daje kobietom wolność i anonimowość. Mogą pójść na zakupy do centrum handlowego, pochodzić po ulicach i dopóki same nie zechcą, nikt ich nie rozpozna, nawet mąż.

Marian Smoczkiewicz

Wielkie zainteresowanie w naszej kulturze społecznej budzi wielożeństwo, które istnieje w wielu krajach arabskich. Pozwala ono mężczyźnie na posiadanie kilku żon (maksymalnie 4). (…) Obecnie w wielu krajach muzułmańskich wielożeństwo nie jest zakazane, ale małżeństwa pojedyncze (mąż i żona) są powszechne, społecznie akceptowane i urzędowo popierane. Młodzi przed ślubem nie zawsze się znają, ale z reguły wiedzą, co im rodzice szykują i muszą wyrazić zgodę.

Małżeństwo to poważna transakcja handlowa. Za pannę młodą trzeba zapłacić, i to na ogół niemało. Są to negocjacje pomiędzy rodzicami obojga stron. Wysokość wniesionego majątku zależy od statusu społecznego panny młodej. Zapłatę można wnieść w postaci gruntu, domu, bydła, złota itp. W przypadku rozwodu drugie tyle trzeba dać, aby pozostawiona żona miała środki do życia na wiele lat dla siebie i dzieci. Pracując w krajach arabskich, spotkałem wielu samotnych, młodych mężczyzn, ciężko pracujących, aby zarobić pieniądze, które umożliwią im staranie się o wymarzoną dziewczynę. Tak skonstruowane małżeństwo ma silne oparcie w rodzinie i stabilne podstawy ekonomiczne, które przede wszystkim zabezpieczają kobietę. Rozwody są bardzo rzadkie, mało kogo na to stać. To są zwyczajowo-prawne warunki do zawarcia ślubu.

Na pewno miłość odgrywa, jak wszędzie, niebagatelną rolę i może tę sytuację po swojemu modyfikować.

Jeżeli komuś się marzy wielożeństwo, to wie, że każdej żonie musi stworzyć takie same warunki, tzn. wszystkie muszą mieć porównywalnej wartości oddzielne domy, podobne samochody, tę samą ilość złota itp. W praktyce tylko bogaci szejkowie mogą sobie pozwolić na taką ekstrawagancję. Codzienna rzeczywistość udowodniła, że najlepszym rozwiązaniem i układem jest rodzina składająca się z męża i żony.

Informacje te pochodzą z rozmów z moimi arabskimi przyjaciółmi, a nie z oficjalnych źródeł, ale obserwacja codzienności potwierdza, że chyba prawidłowo odczytuję stosunki panujące w rodzinach.

Kiedyś miałem okazję prześledzić podział obowiązków w konkretnej sytuacji w wielodzietnej rodzinie. Przez całą noc czekałem w holu lotniska w Trypolisie na połączenie do Polski. Obok mnie siedziała typowa rodzina arabska: mąż, żona, pięcioro dzieci – wśród nich niemowlak karmiony piersią – oraz teściowie. Żona zajmowała się wyłącznie najmłodszym dzieckiem, małżonek próbował ogarnąć całość. Dzieci rozbiegały mu się po całym lotnisku, organizując sobie różne zabawy, a on starał się zebrać je, żeby któremuś się nie stała się jakaś krzywda. Najwięcej kłopotów miał z drugim najmłodszym, który jeszcze nie chodził, tylko raczkował, i to błyskawicznie. Stale trzeba go było przynosić. Malec siły miał niespożyte i przez kilka godzin uciekał z miejsca, gdzie rodzina siedziała. Nikt z pozostałych członków rodziny się tym maluszkiem nie interesował. Nie zostawiając ani na chwilę bez opieki tego wędrowniczka i mając oko na resztę dzieciarni, ojciec rodziny dostarczył małżonce kilkakrotnie picie i jedzenie (potrzebuje, bo karmi); podobnie obsłużeni zostali dziadkowie. W pracy i trosce tego mężczyzny o rodzinę nie było widać najmniejszego zniecierpliwienia czy zdenerwowania. Dla niego to było naturalne. Inni siedzący w pobliżu Arabowie nie widzieli w tym nic nadzwyczajnego. Dobrze po północy wszyscy posnęli koło dziadków i mamy. Nasz bohaterski ojciec czuwał do rana, mając na oku rodzinę i bagaże. Wtedy zrozumiałem, dlaczego kilkuletnie dziecko, budząc się ze znieczulenia po zabiegu chirurgicznym, często woła ojca. To nie wynika z poprawności myślenia dziecka, że ojciec jest najważniejszy, tylko z tego, że ojciec poświęca dzieciom dużo czasu.

Bardzo istotnym elementem kultury islamskiej jest ubiór kobiet, który wyróżnia je w sposób zasadniczy z innych grup kulturowych. Składa się na niego długa aż do ziemi suknia połączona z nakryciem głowy (kapturem), zwykle w jednolitym kolorze czarnym lub ciemnopopielatym. Kaptur może być tak skonstruowany, że zakrywa część twarzy z wyjątkiem oczu. Twarz też bywa zakrywana oddzielną maseczką. Te zunifikowane stroje w różnych regionach mają swoje odmiany i różne nazwy.

Rzecz polega na tym, że piękno i powab kobiety są dla postronnych zasłonięte, a mają być zarezerwowane dla męża i cieszyć tylko jego. Tak ubrana kobieta w przestrzeni publicznej jest nierozpoznawalna.

Instytucje, do których przychodzi dużo klientów, takie jak banki, urzędy, szpitale powinny mieć wydzielone odrębne stoiska dla mężczyzn i dla kobiet. Jeżeli tego nie ma ze względu na miejscowe warunki i jest tylko jedno stanowisko, to kiedy przyjdzie kobieta, cała męska kolejka musi się odsunąć, wpuścić ją poza kolejnością i tak stać, aby jej nie dotykać.

Kiedy pracowałem w Emiratach Arabskich, gdzie panuje duży liberalizm i nie ma obowiązku noszeni burek (podobnie w większości krajów arabskich), moje asystentki – lekarki miejscowe przyjeżdżały do pracy zakutane w czarne okrycie. Zdejmowały je w szatni i do pracy przystępowały jako modnie i elegancko ubrane damy, często lepiej i staranniej zadbane niż lekarki w Europie czy USA. W rozmowie pytałem, co je skłania do tego, by po pracy na powrót zakładać tradycyjne okrycia i tak jechać do miasta czy domu. Te młode, wykształcone kobiety uważają, że poza wygodą, tradycyjny strój daje im to absolutną wolność i anonimowość. Mogą pójść na zakupy do centrum handlowego, pochodzić po ulicach i dopóki same nie zechcą, nikt ich nie rozpozna, nawet mąż.

Cały artykuł Mariana Smoczkiewicza pt. „Inne barwy życia” znajduje się na s. 8 wrześniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 75/2020.

 


  • Od lipca 2020 r. cena wydania papierowego „Kuriera WNET” wynosi 9 zł.
  • Ten numer „Kuriera WNET” można nabyć również w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: e-kiosk.pl, egazety.pl lub nexto.pl.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Mariana Smoczkiewicza pt. „Inne barwy życia” na s. 8 wrześniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 75/2020

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Wspomnienia lekarza. Praca w Libii stała się bogatym źródłem wiedzy o kraju, zwyczajach arabskich i swoistą szkołą życia

Tylko osoba wierząca mogła liczyć na wizę na dłuższy pobyt i pracę w islamskim kraju. Po prostu Libijczycy uważali, że wierzący, bez względu na rodzaj religii, kierują się ogólnie przyjętymi zasadami.

Marian Smoczkiewicz

Minęło już 35 lat od mojej ponad dwuletniej pracy na kontrakcie medycznym w szpitalu w Dernie w Libii. Po takim czasie wspomnienia nie gasną, tylko nabierają łagodniejszych kolorów i nawet te złe, mimo wszystko, stają się bliskie sercu. (…)

Nieznajomość kultury, delikatnych stosunków i więzi rodzinnych to prosta i łatwa droga do konfliktów, a nawet nieszczęść. Oczywiście wszyscy chcieliśmy dobrze i działaliśmy według swoich norm etycznych, które dla naszych libijskich pacjentów i ich rodzin były zupełnie nieczytelne, i na odwrót.

Przykład z codziennej praktyki chirurgicznej, który bardzo często się powtarzał. Do szpitala zgłosił się ojciec z kilkuletnią córką. Dziewczynka skarżyła się na silne bóle brzucha, wymioty, brak apetytu. Dolegliwości miała od wczoraj i nasilały się.

Po wykonaniu koniecznych badań stwierdziliśmy ostre zapalenie wyrostka robaczkowego i poinformowaliśmy ojca, że w tym przypadku jedynym leczeniem jest przyjęcie do szpitala i zabieg operacyjny, który należy wykonać bezzwłocznie.

 Reakcja ojca była zaskakująca. W sposób kategoryczny odmówił pozostawienia dziecka w szpitalu. Zabrał je do domu. Rozmowa miała charakter awantury.

Miejscowi są na ogół bardzo impulsywni, nigdy nie wiadomo, co może spowodować konflikt. Moi współpracownicy starali się spokojnie wyperswadować ojcu jego decyzję. Ponadto poinformowali o jej skutkach, czyli jakie niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia jego córki groziło w przypadku zaniechania leczenia. Do dyskusji chwilami włączały się miejscowe pielęgniarki, ale bez większego entuzjazmu. Narastało zdenerwowanie i agresja.

Ostatecznie ojciec zabrał córeczkę do samochodu i odjechał do domu, a my zostaliśmy z obawą o zdrowie i życie dziecka. Martwiliśmy się, czy zrobiliśmy wszystko, żeby rozwiązać konflikt na korzyść pacjentki. Zastanawialiśmy się, jak można wybrnąć z takiej sytuacji, kiedy nieświadomy niebezpieczeństwa ojciec nie przyjmuje argumentów i postępuje nieodpowiedzialnie. Po upływie około godziny ojciec zjawił się ponownie z chorą córką i spokojnie, jakby nie było poprzedniej sprzeczki, poprosił o przyjęcie i operację. Na wszystko się zgodził i podpisał. Nie ten sam człowiek.

Takie sytuacje były na porządku dziennym. Zdarzały się zwykle, gdy ojciec sam przyjeżdżał z dzieckiem. Tu jeszcze należałoby wspomnieć o zasadzie, że zgodę na operację podpisuje wyłącznie mężczyzna. Kobiety nie mogą podpisać zgody za siebie, w ich imieniu wyraża ją mąż, ojciec, syn itp. Wygląda to jak typowa dyskryminacja, stawiająca kobietę w gorszej sytuacji. Tak prosto widzą to często przedstawiciele naszej cywilizacji.

Wracając do dziewczynki z zapaleniem wyrostka robaczkowego. Dlaczego jej ojciec na początku się awanturował i wszystko negował, gdzie był potem przez godzinę i dlaczego wrócił zupełnie odmieniony? Sprawa jest prosta. Trzeba tylko i aż tylko znać reguły i zwyczaje panujące w rodzinie i miejsce każdego jej członka.

Nasz bohater po awanturze w szpitalu pojechał do domu zreferować sprawę. Tam musiał uzyskać zgodę na zabieg od żony, potwierdzoną przez teściową i babcię. Nie konsultował się ze swoim ojcem ani braćmi. Decydowały kobiety. Ich zdanie było ostateczne.

Decyzja zapadła szybko; kobiety mają wyczucie, co należy robić. Godzina, jaka była potrzebna na powrót do szpitala, wynikała z odległości między szpitalem a domem.

Teraz ojciec mógł przyjść z podniesionym czołem i zakomunikować, że dojrzał do decyzji i wyraża zgodę na proponowane leczenie. Jego niezależność i samodzielność w podejmowaniu decyzji została pozornie nienaruszona, ale ile musiał się nabiegać, to jego sprawa. W rozmowie z moimi arabskimi przyjaciółmi znalazłem potwierdzenie: dla nich było oczywiste, że bez uzgodnienia z rodziną mężczyzna na ogół nie odważy się niczego podpisać. Z czasem nauczyliśmy się nie przejmować takimi dyskusjami. Zwyczajnie mówiliśmy, co należy zrobić w konkretnej sytuacji i dawaliśmy czas na podjęcie decyzji. Na tym przykładzie widać, że pozycja kobiety w świecie islamskim jest teoretycznie słaba, a w praktyce zaskakująco silna. (…)

Szpital w Dernie wraz z kampem znajdował się na płaskowyżu górującym nad miastem. Domki były nowoczesne, ze wszystkim mediami i klimatyzacją, wystarczająco wyposażone. Problem był w tym, że klimatyzacja często się psuła, a w tropiku przebywanie w metalowej puszce jest nie do zniesienia. Pierwsi pracownicy medyczni z Polski przyjechali 3 lata wcześniej. W momencie przyjazdu kamp zasadniczo był gotowy do zamieszkania. Pozostała tylko sprawa ogrodzenia i zamknięcia obiektu. Libijczycy odpowiedzialni za całość inwestycji przystąpili do budowy muru, który miał otoczyć nasze miejsce do życia i wypoczynku.

Wśród naszych pracowników podniósł się gwałtowny protest przeciwko budowie muru. Nie damy się zamknąć jak w więzieniu, nie zasłonimy sobie słońca i widoków na okolicę – argumentowano. Na wspólnym zebraniu przegłosowano prawie jednomyślnie, że nie będzie muru, tylko zwykły płot. Wola większości została spełniona i powstał płot z siatki.

W tradycji arabskiej tylko odpowiednio wysoki mur stanowi wyłączenie pewnej przestrzeni z powszechnego użytku i dostępu postronnych do tego miejsca. Wszystkie domy rodzinne są otoczone murami, a nie płotami. Mur zapewnia bezpieczeństwo, prywatność, intymność, a jego przekroczenie bez zgody gospodarza traktuje się jak przestępstwo. Są jeszcze inne przyczyny, które wpłynęły na zwyczaj odgradzania się murami – np. ochrona przed wiatrami i zasypywaniem pustynnym piaskiem, ochrona przed słońcem. Płot nie spełnia żadnych z tych funkcji i w wyobraźni miejscowych w ogóle nie istnieje. Jak wiatr przenika przez płot, tak można przez niego przechodzić, nie naruszając czyjejś prywatności.

Na konsekwencje nierozumnej decyzji zamiany muru na płot nie trzeba było długo czekać. Większość naszego zespołu stanowiły panie, które w czasie wolnym od pracy chciały odpocząć i w stroju plażowym poleżeć na leżaku na słońcu przed swoim domkiem. Taka sytuacja budziła ogromne zainteresowanie męskiej części społeczeństwa Derny. W krótkim czasie wzdłuż płotu gromadził się tłumek gapiów, który głośno i w niewybredny sposób komentował, co widzi, a niektórzy zgorszeni nawet rzucali kamieniami.

Nie tylko nie dało się opalać na kampie przed swoim domem. Problemem też było wieszanie prania, bo co atrakcyjniejsze części garderoby łatwo zmieniały właściciela. Prym w tej dziedzinie wiodła bielizna damska, która nie wisiała nawet minuty, stając się łupem kolekcjonerów.

Z braku prawidłowego ogrodzenia wynikało też niestety wiele innych, bardziej poważnych sytuacji. Kiedy zostałem dyrektorem zespołu, uznałem, że postawienie muru jest najważniejszym zadaniem na najbliższy czas. Umówiłem się z merem miasta i pojechałem na spotkanie. Rozmowa była bardzo przyjemna i owocna. Mer zauważył, że płot został postawiony na nasze życzenie. Ja tłumaczyłem, że reprezentujemy różne kultury i to, co u nas uchodzi, może być źle odbierane przez społeczność miejscową. Nie chcemy narzucać swojego stylu życia, ale wypoczywając, chcielibyśmy czuć się swobodnie na wyznaczonym nam terenie i nie drażnić otoczenia. Wiedziałem też, że opinia w mieście o kampie jest nie najlepsza. W rzeczowej i przyjaznej atmosferze szybko doszliśmy do porozumienia. Już następnego dnia przyszli robotnicy i zaczęli stawiać mur. Stał on się materialnym dowodem mojej dyrektorskiej działalności.

Z całej tej historii należy wyciągnąć dwa wnioski. Po pierwsze: znajomość uwarunkowań środowiska, historii, kultury, panujących zwyczajów jest podstawą podejmowania prawidłowych decyzji. Po drugie: nie wszystkie sprawy czy problemy należy rozwiązywać, uciekając się do głosu ludu, czyli głosowania. Są sprawy, które nie podlegają głosowaniu i muszą być rozwiązane przez specjalistów, którzy się znają na zagadnieniu. Również odpowiedzialność za decyzję jest wówczas przypisana do określonej osoby lub grupy osób, a nie rozmyta, bo większość tak zadecydowała.

Cały artykuł Mariana Smoczkiewicza pt. „Czego nauczyła mnie Libia” znajduje się na s. 7 sierpniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 74/2020.

 


  • Od lipca 2020 r. cena wydania papierowego „Kuriera WNET” wynosi 9 zł.
  • Ten numer „Kuriera WNET” można nabyć również w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: e-kiosk.pl, egazety.pl lub nexto.pl.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Mariana Smoczkiewicza pt. „Czego nauczyła mnie Libia” na s. 7 sierpniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 74/2020

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Dr Surdel: Turcy mają chrapkę na lotnisko na Malcie, skąd mogliby bombardować rządzoną przez Haftara wschodnią Libię

O co toczy się gra w Libii? Jak postąpi Waszyngton wobec ostrej polityki Ankary? Jak na sytuację w Nigerii wpłynął koronawirus? Odpowiada dr Bruno Surdel.


Dr Bruno Surdel odnosi się do turecko-greckiego sporu na Morzu Śródziemnym i wskazuje na enigmatyczną rolę Malty, gdzie Turcy chcieliby zbudować lotnisko wojskowe, aby przeprowadzać naloty na Libię. Chodzi o wschodnią część tego kraju, którą kontroluje gen. Chalifa Haftar. Temu zaś pomaga Rosja. Nasz gość wyjaśnia, że w tej międzynarodowej rozgrywce

Chodzi o wpływy na Morzu Śródziemnym i surowce- gaz.

Konflikt z Grecją jest także wygodnym tematem dla prezydenta Erdogana, który musi zmagać się z trudną sytuacją gospodarczą wewnątrz kraju. Kurs lira tureckiego spada.

Członek Centrum Stosunków Międzynarodowych  uważa, że Stany Zjednoczone będą chciały „udobruchać Turcję jednocześnie mówiąc miłe słówka do Greków”. Eskalacja konfliktu zależeć będzie od sytuacji gospodarczej, gdyż, gdy ta się pogarsza, rekompensuje się to agresywną polityką zagraniczną. Obecnie rolę mediatora przyjęli Szwajcarzy, którzy przejęli pałeczkę po Hiszpanach.

Dr Surdel opowiada o swoim pobycie w Nigerii. Wykładał tam na uniwersytecie w Abudży.

Uczyłem studentów i oni mnie uczyli.

Nasz gość wyjaśnia, jak wygląda epidemia koronawirusa w tym kraju. Sam doświadczył ograniczeń lock-downu. Pandemia uderzyła w nigeryjską gospodarkę, co prawdopodobnie spowoduje największą recesję gospodarczą od lat 80. Odpowiadając na pytanie o sytuację chrześcijan przywołuje sprawę muzułmańskiego pieśniarza, którego skazano za obrazę Mahometa.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

 

Bittel: Na greckiej wyspie Samos 7000 ludzi koczuje wokół obozu przeznaczonego jedynie dla 800 osób

Jarosław Bittel o migrantach przybywających do Grecji, ich ciężkim położeniu i niezadowoleniu tubylców, tym ilu wśród przybywających jest uchodźców i kto najbardziej potrzebuje pomocy.

Na wyspie Samos jest parafia katolicka […] udzielaliśmy pomocy migrantom.

Jarosław Bittel opisuje sytuację na greckiej wyspie Samos, gdzie przebywa sporo migrantów. Przybysze nie są jedynie Syryjczykami, ale pochodzą z różnych bliskowschodnich krajów, a także z czarnej Afryki oraz Pakistanu i Afganistanu. Ze stref objętych wojną i konfliktem uciekło ok. 10% z nich. Sytuacja na Samos jest spokojna, lecz nastrój prowadzi do przygnębienia. Grecy mają już dość migrantów na swoim terytorium. W najgorszym położeniu wśród migrantów są dzieci. Jest ich około 3000. Większość z nich to sieroty, które zgubiły podczas wędrówki rodziców. Obóz na Samos został pomyślany na pomieszczenie 800 osób oczekujących na ewentualną zgodę na wpuszczenie wgłąb kraju. Tymczasem wobec przedłużania się procedur i napływu kolejnych ludzi w obozie i wokół niego koczuje łącznie ok. 7 tys. osób. Część z tych ludzi ma już rodziny w Europie Zachodniej, jednak nie udało im się uzyskać wizy. Zastępca dyrektora Caritas Polska zauważa, że droga przez Turcję jest lepszą opcją dla migrujących, gdyż Afrykańczycy mogą do niej wjechać na wizie turystycznej. Gorszą jest droga przez Libię, gdzie najpierw trzeba przejść przez Saharę, by później zostać ryzykować, że będzie się zmuszonym do niewolniczej pracy.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Waszczykowski: Problem emigrantów zostanie rozwiązany, kiedy zakończone zostaną konflikty w Syrii i w Libii

Witold Waszczykowski o tym, jak UE powinna rozwiązać problem migrantów z Południa, powodach dla których Turcja nie ustąpi w sprawie Syrii i o zaangażowaniu Rosji w regionalnych konfliktach.

Witold Waszczykowski  podkreśla, że Unia Europejska powinna rozwiązać problemy wewnętrzne Syrii. Rozwiązywałoby to problem migrantów z Syrii, dla których Turcja, otworzyła swoje granice. Do Europy więc ruszyła fala migrantów. Znajdują się na granicy z Grecją do której przybyli w akcie solidarności europejscy politycy. Tymczasem jak zaznacza europoseł Komisja Europejska powinna zwalczać problem migracji u źródeł, a tymczasem:

Unia Europejska nie rozwiązuje konfliktu ukraińsko-rosyjskiego, który niedawno eskalował. Nie widać postępu w rozwiązywaniu konfliktu libijskiego […] konfliktu syryjskiego.

Waszczykowski mówi o potrzebie porozumienia UE z Turcją. Ta pierwsza przekazała tej drugiej pieniądze. Nie trafią one jednak wprost do tureckiego budżetu, ale muszą zostać przeznaczone na uzgodniony cel.

Turcy nie ustąpią, bo chodzi im o kwestię kurdyjską. Kurdowie to duży naród, który żyje w czterech państwach […] Turcy boją się, że Kurdowie syryjscy stworzą jakąś niepodległą enklawę.

Ankarę, jak mówi były szef MSZ należy wesprzeć jako sojusznika z NATO i państwo stowarzyszone z Unią, które czeka w kolejce by do niej wstąpić. Przypomina, że musiała ona się do niedawna mierzyć z problemem Państwa Islamskiego w sąsiednim Iraku. Nasz gość mówi także o działaniach Rosji, która prowadzi wojnę hybrydową z Ukrainą, popiera syryjski rząd, a w Libii wspiera gen. Haftara wbrew popieranemu przez Zachód rządowi w Trypolisie.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

 

Prof. Szeremietiew: USA straciły zdolność do prowadzenia dużych wojen. Targowiczanie uważali się za patriotów [VIDEO]

Czy chiński koronawirus może być bronią biologiczną? Co łączy polską opozycję z Targowicą? Na czym polega różnica interesów Moskwy i Ankary? Odpowiada prof. Romuald Szeremietiew .

Prezydent Turcji odwiedził Kijów i wypowiedział się bardzo negatywnie na temat zajęcia Krymu przez Rosję.

Prof. Romuald Szeremietiew o sytuacji na Bliskim Wschodzie, gdzie ujawniła się rozbieżność interesów między Turcją a Rosją. Zauważa, że Turcja skonfliktowana z reżimem Baszszara al- Asada i popierająca go Rosja rozbieżne interesy miały już wcześniej, ale porozumiały się mimo nich. Porównuje to do paktu Ribbentrop-Mołotow, kiedy to III Rzesza i Związek Sowiecki miały na dłuższą metę sprzeczne interesy, ale w danej chwili zbieżne. Odnosi się też do konfliktu amerykańsko-irańskiego, który został jego zdaniem zamrożony.

Stany Zjednoczone są w bardzo delikatnym momencie. Czas jakiś temu straciły zdolność do prowadzenia dużych konfliktów militarnych.

Jak stwierdza rozmówca Magdaleny Uchaniuk-Gadowskiej ,„stronom konfliktu nie zależy by nakręcać całą sprawę”. Zauważa, że Stany Zjednoczone nie są przygotowane do toczenia dużej wojny. Po upadku ZSRR skupiły się one na walce z terroryzmem do czego umiejętność ta nie była potrzebna. Teraz prezydent Trump odbudowuje tą zdolność. Gość „Poranka WNET” komentuje także chęć współpracy Francji z Polską w sprawie Libii i Sahelu, gdzie Francuzi walczą tam z islamskimi bojownikami.

Niemcy i Francja ogłosiły, że taki czołg będą budować, Polska oświadczyła, że chętnie by w tym brała udział.

Mówi też o chęci Polski włączenia się do francusko-niemieckiego projektu budowy europejskiego czołgu. Zauważa, że jest to powrót do tego, co nasz kraj proponował już wcześniej.

Wszystko może być. […]  zobaczyliśmy jak Rosja używa różnych środków zatruwających jako element działalności wywiadowczo-dywersyjnej […] Przed wojną Japończycy przygotowywali zestaw środków biologicznych, które miały wywoływać różnego rodzaju choroby u przeciwnika.

Były minister obrony narodowej odnosi się do koncepcji sugerujących używanie koronawirusa jako broni biologicznej. Prof. Szeremietiew nie odrzuca koncepcji, wedle których wirus z Wuhan „wymknął się” z laboratorium jako chińska broń, bądź został rozsiany w celach militarnych. Ponadto odnosi się do swojego tekstu, w którym porównał opozycję do konfederacji targowickiej. Zauważa, że:

Targowiczanie wcale nie uważali się za zdrajców. Uważali się za patriotów chcących ratować ustrój demokratyczny, jaki był w Rzeczypospolitej.

Obawia się, że szukanie przez opozycję wsparcia w instytucjach Unii Europejskich może mieć negatywne dla kraju konsekwencje, tak jak odwołanie się konfederatów targowickich do carycy Katarzyny.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Bault, Jegliński: Niemcy wchłaniają francuską gospodarkę. Macron jest w trudnej sytuacji wewnętrznej

Jakie wspólne interesy mają Polska i Francja? Jakie problemy ma ta ostania? Jaki błąd popełnia ws. Francji PiS? Co Polska mogłaby zyskać przez udział w misjach wojskowych w regionie Sahelu?

Prawie wszystkie [dzienniki-przyp. red.] pisały głównie o tym, że prezydent Macron chce naprawić stosunki z Polską, bo jest to mu potrzebne po brexicie by posunąć do przodu jego postulaty.

Olivier Bault i Piotr Jegliński opowiadają o wizycie Emmanuela Macrona w Polsce, którą komentują francuskie media. Zwracają one uwagę, że prezydent Francji chce zostawić kwestię praworządności w Polsce Brukseli, tak by nie była ona zagadnieniem stosunków obydwu krajów. Jedynie komunistyczny dziennik „L’Humanite”, który „wspierał w latach 80. reżim komunistyczny w Polsce” napisał, że Macron jedzie do Polski by bronić praworządności. Jegliński stwierdza, że:

Kością niezgody jest nierówne traktowanie różnych krajów Unii.

Zwraca uwagę na wejście policji francuskiej do Trybunału podkreślając, że „gdyby nasza policja weszła do sądu wyobrażam sobie jakie byłyby tytuły światowej prasy”. Francji jednak się to wybacza, podobnie jak przekroczenie dopuszczalnego przez UE poziomu zadłużenia. Kiedy o to ostatnie „spytano się komisarza europejskiego, powiedział c’est la France, to jest Francja”.

Albo wszystkie kraje obowiązują podobne reguły albo to wszystko zacznie się rozsypywać.

Prezes wydawnictwa Edition Spotkania zauważa, że „Francja znajduje się w uścisku Niemiec”. Bault podkreśla, że tę sprawę coraz częściej zauważa francuska prasa. Pałac Elizejski zaczyna dostrzegać, że układ Unii Europejskiej opartej na dominacji Paryża i Berlina się nie sprawdza. Przypomina słowa Macrona, który mówił, że są „szalone umysły, które rządzą na Węgrzech i w Polsce i które okłamują swoje narody”. Jak mówi:

Taka polityka, gdzie się obraża partnerów europejskich do niczego nie prowadzi.

Tymczasem jak zaznacza dziennikarz tygodnika „Do Rzeczy” „są tematy, gdzie są wspólne interesy w ramach Unii, np. obrona”. Macron promuje „projekt budowy wspólnej obrony europejskiej w ramach NATO”, w którym nasz kraj musiałby odgrywać istotne znaczenie. Dziennikarz stwierdza, że w interesie Polski mogłoby być zaoferowanie Francji wsparcia wojskowego w prowadzonych przez nią operacjom przeciw islamistom na Sahelu. Stanowiłoby to jego zdaniem argument przeciwko uczestnictwu naszego kraju w relokacji uchodźców. Zgadza się z nim Jegliński, który podkreśla, że:

Afryka to klucz do bezpieczeństwa Europy.

Obszar od Syrii po Libię jest terenem, gdzie  mają swe źródła konflikty powodujące przepływy ludności z którymi musi się mierzyć Europa. Problem Afryki Płn. trzeba rozwiązać, a potrzebującym najlepiej pomagać na miejscu. Tymczasem we Francji ludzie protestują, gdyż pracujący Francuz na prowincji zarabia średnio 1800 euro, gdy:

Uchodźca, który przyjeżdża dostaje od razu 1600 euro pomocy, nie płaci za mieszkanie, dostaje bezpłatne szkoły.

Bault dodaje, że polski rząd popełnia duży błąd rozmawiając jedynie ze swym francuskim odpowiednikiem. Powinien bowiem rozmawiać także z francuską opozycją, czyli ze Zjednoczeniem Narodowym (do 2018 r. Frontem Narodowym).

Należy rozmawiać i z władzą i z opozycją.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

RFN chce odejść od węgla do 2038 r. i otwiera nową elektrownię węglową. Rybińska: Kto otwiera bloki węglowe na 18 lat?

Aleksandra Rybińska o wojnie domowej w Libii i o tym czemu Rosja naciskała na zawieszenie broni oraz o niemieckim odchodzeniu od węgla, ekologach przykutych do drzew lasu Hambach i Grecie Thunberg.

Aleksandra Rybińska o sytuacji w Libii. W Berlinie negocjowano zawieszenie broni między walczącymi stronami: oficjalnym rządem w Trypolisie a siłami gen. Chalify Haftara. Na jego ostatniego nacisk by zgodził się na zawieszenie broni wywierała Rosja, z której pochodzą najemnicy wspierający libijskiego wojskowego. Moskwie bowiem, jak zauważa, dziennikarka nie zależy na zwycięstwie generała, gdyż wtedy ten mógłby się od niej uniezależnić. Lepsza z perspektywy Kremla jest więc obecna sytuacja. Rybińska podkreśla, że w Libii podobnie jak w Syrii krzyżują się interesy wielu graczy polityki międzynarodowej. Turcja wspiera rząd w Trypolisie, z którym podpisała umowę na wydobycie libijskich złóż gazu. Libijskimi surowcami interesują się także Włoch i Francja, a Niemców ten kraj zajmuje jako element szlaku migracyjnego do Europy. Nieobecni zaś są Amerykanie. Dziennikarka mówi także o odchodzeniu Niemiec od węgla, które zgodnie z zawartym porozumieniem ma nastąpić do 2038 r.

Rząd federalny porozumiał się z krajami związkowymi w których wydobywa się węgiel, takimi jak: Nadrenia-Północna Westfalia, Saksonia, Saksonia-Anhalt […] które wydobywają głównie węgiel brunatny.

Do tej daty zamknięte mają być niemieckie elektrownie węglowe. Oznacza to, że nowo otwarta elektrownia węgla kamiennego Datteln IV funkcjonować będzie, zgodnie z ustaleniami, jedynie 18 lat. Odejście od węgla jest dobrą wiadomością dla ekologów broniących lasu Hambach z którego zostały, jak mówi rozmówczyni Krzysztofa Skowrońskiego, tylko dwa lub trzy kilometry. Zlikwidowana zostanie bowiem kopalnia odkrywkowa dla której wycięto większość liczącego tysiące lat lasu. Zaprzestanie wycinki nie oznacza jednak, że ekologowie zejdą z drzew do których się przykuli. Jest to bowiem, jak stwierdza Rybińska, ich praca. Dziennikarka tygodnika „Sieci” mówi też o przyjeździe kontrowersyjnej 16-letniej aktywistki Grety Thunberg do Polski.

Okazało się niedawna, że jej konto w mediach społecznościowych prowadzi jej ojciec, pracownik ONZ-u zresztą. Ona w zasadzie wszystko, co mówi czyta z kartki. Ktoś próbował przeprowadzić z nią wywiad bez kartki i nie potrafiła powiedzieć pół zdania.

Nastolatka pojawiła się w Kleszczowie, by nagrać film o zakładzie w Bełchatowie.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Dr Surdel: Nikomu nie zależy na przestrzeganiu embarga poza rządem w Trypolisie, który jest rządem Trypolisu, nie Libii

Dr Bruno Surdel o wojnie domowej w Libii i zaangażowaniu w nią Moskwy i Ankary oraz prześladowaniach przez Boko Haram chrześcijan w Nigerii, korupcji i zaangażowaniu Chińczyków w tym kraju.

Dr Bruno Surdel jest obecnie w stolicy Nigerii Abudży. „Nigeria to bardzo bogaty kraj”, ale przesiąknięty korupcją i podzielony między 300 różnych grup etnicznych. Na północy rządzi „Państwo Islamskie prowincji zachodniej”, czyli  Boko Haram, zmilitaryzowana muzułmańska organizacja ekstremistyczna. Członkowie tej organizacji prześladuje chrześcijan. Boko Haram pieniądze uzyskuje z krajów bliskowschodnich oraz pomocy muzułmanów afrykańskich z Czadu i Kamerunu. Terroryści ci zajmują nigeryjskie terytoria z których część kontrolują na stałe, a inne atakują, po to by wycofać się z nich, kiedy pojawia się nigeryjskie wojsko.

Ponadto nasz gość mówi o sytuacje w Libii, gdzie trwa wojna domowa. W konflikt zamieszana jest Rosja i Turcja, które w tym kraju, jak mówi dr Surdel,  „próbują powtórzyć format astański” z Syrii. W wojnie domowej walczą rosyjskie prywatne firmy wojskowe, a „prezydent Erdoğan wysyła wojowników z Syrii”.

Libia jest teraz podzielona między Cyrenajkę i Trypolitanię […] To tak naprawdę mogą być osobne kraje.

Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego zwraca uwagę, że podział na Cyrenajkę i Trypolitanię jest naturalny, gdyż regiony te różnią się pod względem historyczno-kulturowym. Wynegocjowane w Berlinie zawieszenie broni nie jest przestrzegane, tak jak embargo na sprzedaż broni.

Nikomu nie zależy na przestrzeganiu embarga poza rządem w Trypolisie, który jest rządem Trypolisu, nie Libii.

Jak zauważa analityk Centrum Stosunków Międzynarodowych w Nigerii z zasobów naturalnych „największe zyski czerpie elita kraju”, podczas, gdy „większość ludzi żyje w wielkiej nędzy”. Zwraca też uwagę na zaangażowanie Chińczyków we wszystkie dziedziny gospodarki tego afrykańskiego państwa: infrastrukturę, energetykę itd. Niektórzy Nigeryjczycy widzą w tym przykład neokolonializmu, ale większość kojarzy jednak to pojęcie z dawnymi potęgami kolonialnymi.

Dr Surdel zauważa, że nawet w Abudży, która jest najbezpieczniejszym miastem w Nigerii, nie spaceruje się normalnie po ulicach, gdyż jest to niebezpieczne.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Dr Surdel: Rosja jest w Rep. Środkowoafrykańskiej, w Syrii, Libii. W tej części świata dyktatura sprawdza się najlepiej

Dr Bruno Surdel o sytuacji w ogarniętej wojną domową Libii i interesach innych państw w tym kraju, oraz o działaniach Turcji i Rosji w regionie, zmiennej polityce Trumpa i zabiciu irańskiego generała.

W tej części świata dyktatura sprawdza się najlepiej. Taka jest opinia moja i moich studentów.

Dr Bruno Surdel o sytuacji w Libii. Turcja chce do tego afrykańskiego państwa wysłać wojska, aby wesprzeć uznawany przez społeczność międzynarodową rząd premiera Fajiza as-Sarradża. Obecnie większość kraju kontroluje Haif al-Haftar, który razem z Kaddafim brał udział w obaleniu króla Libii, by w latach 80. popaść w konflikt z dyktatorem. Opuścił kraj jako współpracownik CIA. Powrócił do Libii po wybuchu rewolucji przeciwko Kaddafiemu, którego obalenie nigeryjscy studenci naszego gościa nazywają nieszczęściem dla Afryki.

Rosja jest w Republice Środkowoafrykańskiej, jest w Syrii, jest też w Libii. […] Nazywa się ich najemnikami, ale są to prywatne firmy wojskowe pod nadzorem Kremla.

Obecnie Libia jest przedmiotem rozgrywki między Arabią Saudyjską, Emiratami Arabskimi, Rosją i Turcją. Nasz gość przypomina, że Ankara „bardzo mocno wspierała w Egipcie Bractwo Muzułmańskie i prezydenta Mursiego”, a „Arabia Saudyjska i Emiraty Arabskie wspierają obecny rząd Sisiego”. Dr Surdel dodaje, iż Fajiza as-Sarradża wspierają gangi plemienne, które trudnią się handlem migrantami. W kraju tym wciąż działa Daesh, choć przegrupowane. Komentuje politykę USA względem regionu.

Trump jest prezydentem pragmatycznym, kontraktowym. Jest to bardzo chybotliwa polityka i zmienna.

Zauważa, że bardziej stabilny kurs amerykańskiej polityce próbują nadać generałowie. Stwierdza, że „Trump chce mieć sukcesy w roku wyborczych”. Tłumaczyć to może wydaną przez niego decyzję o zabiciu irańskiego generała na lotnisku w Bagdadzie. Gen. Kasem Sulejmani, którego konwój samochodowy został zbombardowany przez Stany był dowódcą elitarnej jednostki Al Kuds. Wraz z nim zginął Abu Mahdi al-Muhandis, założyciel milicji Kataib Hezbollah. Dr Surdel zauważa, że Sulejmani  został zabity, bo podległe mu oddziały atakowały placówki amerykańskie, takie jak ambasada w Iraku.

Analityk Centrum Stosunków Międzynarodowych następnie przedstawia sytuację w Nigerii. Jest ona nazywana gigantem Afryki ze względu na swoją powierzchnię i bogate złoża ropy. Jednocześnie jest krajem trawionym przez ogromną korupcję, nędzę i terroryzm.

Nigeria proporcjonalniej ma więcej ludzi żyjących w nędzy niż Indie. Ale są tam też gangi, które porywają, mordują, gwałcą. Rząd przyznaje, że to efekt nędzy (w której żyje ok. 95 proc. ludzi) […] Problemem też jest endemiczna korupcja i podział religijny.

Zyski z surowców naturalnych czerpie zamknięty krąg elit oraz według Nigeryjczyków „neokolonialiści z Zachodu”. Trwa konflikt między muzułmańskimi pasterzami a chrześcijańskimi rolnikami. Choć Nigeryjczycy przywiązani są do swojego państwa to większe znaczenie ma dla nich tożsamość plemienna i religijna.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.