Ekspert ds. bliskowschodnich mówi o ostatnim ataku rakietowym w irackim Kurdystanie,m planowanej wizycie apostolskiej papieża Franciszka w Iraku oraz o rozmowie telefonicznej przywódców USA i Izraela.
Paweł Rakowski mówi o ostatnim ataku rakietowym w irackim Kurdystanie., w wyniku którego zginęła jedna osoba a kolejna odniosła rany. Zwraca uwagę, że ten region w ostatnim czasie był względnie bezpieczny.
Do tej pory Kurdystan znajdował się na uboczu zawirowań w Iraku.
Nikt nie przyznał się do dokonania zamachu. Powściągliwie zareagowały Stany Zjednoczone. Nie chcą one komplikować planów resetu z Iranem.
Poruszony zostaje również temat rozmowy Benjamina Netanjahu z Joe Bidenem, na którą ten pierwszy musiał dość długo oczekiwać.
Izraelski premier był przeszczęśliwy, pomimo iż rozmowa była całkowicie kurtuazyjna.
Gość „Kuriera w samo południe” odnosi się również do perspektyw polityki bliskowschodniej USA w nowej kadencji prezydenckiej. Zwraca uwagę na niepokojące, z punktu widzenia Izraela, wypowiedzi nowego sekretarza stanu Anthony’ego Blinkena. Wyraża obawę, żę chaos w regionie wyraźnie się powiększy.
Widzimy już, że Izrael skłania się ku opcji B, jaką jest Władimir Putin.
Paweł Rakowski zapowiada również rozpoczynającą się za półtora tygodnia pielgrzymkę papieża do Iraku, którą będzie obserwował na miejscu.
Kazimierz Gajowy o dotarciu polskiej pomocy do Libanu i swym zarażeniu koronawirusem.
Kazimierz Gajowy informuje od dotarciu pomocy z Polski do Libanu. Dziękuje Adamowi Rosłońcowi za zorganizowanie kontenera z 15 tonami produktów od polskich przedsiębiorców. Związana z patriarchatem fundacja Młodzież Nadziei nadziei zajmuje się pakowaniem paczek, które będą rozsyłane do libańskich rodzin.
Rozmówca Jaśminy Nowak informuje, że będą paczki małe, średnie i duże- w zależności od wielkości obdarowanej rodziny. Zawierają one przede wszystkim środki czystości, gdyż ich obecnie najbardziej brakuje. Kazimierz Gajowy zdradza, że jest razem z Adamem Rosłońcem zarażony koronawirusem:
Co prawda złapaliśmy tą koronę, ale naprawdę ją znosimy dzielnie i wiemy, że ona nas bardzo umocni.
Adam Rosłoniec o trudnej sytuacji humanitarnej w Libanie, transporcie środków czystości do tego kraju i wsparciu dla libańskich chrześcijan, aby nie musieli opuszczać swej ojczyzny.
Adam Rosłaniec mówi, że kontener z pomocą humanitarną do Libanu został przeładowany w Antwerpii. Niedługo płynąć będzie na Morze Śródziemne. Transport środków higienicznych niestety nie zdąży dotrzeć do Libańczyków na Boże Narodzenie.
Miejmy nadzieję, że już będą mogli Libańczycy prać w naszych polskich proszkach.
Wiceprezes Fundacji Fenicja przypomina, że w ostatnim wybuchu w Bejrucie najciężej dotknięte zostały dzielnice chrześcijańskiej. Do tego cały kraj trapi kryzys gospodarczy. W rezultacie
Chrześcijanie zaczynają emigrować, uciekać z Libanu.
Patriarchat maronicki podarował ziemię dla rodzin chrześcijańskich. W ramach akcji „Dom dla Józefa” Fundacja Fenicja chce podarować jeden dom „dla takiego Jusufa, który chciał już uciekać z Bejrutu”. Adam Rosłaniec składa słuchaczom życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia.
St. chor. Dariusz Sczepański o polskich żołnierzach poległych za zagranicznych misjach wojskowych, tym, co czuł podczas misji oraz o znaczeniu wsparcia kolegów w czasie misji.
Do tej pory zginęło 121 polskich żołnierzy i pracowników wojska.
21 grudnia to Dzień Pamięci o Poległych i Zmarłych w Misjach i Operacjach Wojskowych poza Granicami Państwa. St. chor. Dariusz Sczepański zaznacza, że choć odsetek poległych żołnierzy do wszystkich biorących udział w misjach nie jest duży, to każda śmierć jest tragedią, którą przeżywają rodziny poległych. Sam znał trzech spośród tych, którzy oddali swe życie poza granicami Polski. Opowiada, w jakich zagranicznych misjach służył:
Uniifil, czyli misja ONZ-owska w Libanie oraz polski kontyngent wojskowy w Iraku, czyli lata 98-99 i później 2003-2004 Irak, pierwsza zmiana.
Podczas pierwszej z nich, pokojowej, najbardziej dotkliwe były dla niego tęsknota za rodziną i krajem oraz poczucie obcości kulturowej. W Iraku zaś pojawiało się już napięcie związane z niebezpieczeństwem. Zauważa, że
Pierwszą ofiarą w Iraku był mój sąsiad, mój w sumie mentor. Zaczynałem u śp. pułkownika Kupczyka swoją służbę jako żołnierz zawodowy w 94 roku.
Weteran 12 brygady zmechanizowanej zdradza, w jakich okolicznościach odszedł z wojska. Było to w 2007 r., gdy „chodziły już słuchy w jednostce, że będziemy zabezpieczali Afganistan”. Dochodził wówczas do siebie po poważnej kontuzji kolana:
Zdałem sobie sprawę, że wyjeżdżając na kolejną misję, gdzie naprawdę jest istotnapełna sprawność żołnierza, po roku, czy po półtora roku rekonwalescencji, odzyskiwania sprawności na to kolano, nie dam rady.
St. chor. Sczepański zachęca pełniących służbę żołnierzy by pilnowali się nawzajem. Świadomość, że można liczyć na kolegę, który cię ubezpiecza, zapewnia żołnierzowi potrzebny mu wewnętrzny spokój.
Bliski Wschód się gotuje jak w garnku pod ciśnieniem. Tylko Liban pozostaje jako wentyl bezpieczeństwa. Jeśli zniknie Liban, zniknie cały Bliski Wschód, a zwłaszcza chrześcijanie jeszcze tutaj żyjący.
Maja Outayek, Adam Rosłoniec
Zdjęcia Witold Dobrowolski
Bejrut po wybuchu
Dlaczego warto ratować to miasto?
Rozmawiam z Mają Outayek, rodowitą Libanką z maronicko-katolickiej rodziny od pokoleń zamieszkującej w Byblos, mieście z historią pięciu tysięcy lat. Maja jest menedżerką zarządzania oraz urzędniczką instytucji międzynarodowych.
Adam Rosłoniec: Dlaczego tak wiele krajów na świecie interesuje się Libanem?
Maja Outayek: Według mnie nigdy żaden kraj nie interesował się Libanem, aby mu pomóc. Zawsze obce rządy korzystają z Libanu, aby osiągnąć własne cele; czasem są to cele polityczne, czasem ekonomiczne. Albo wręcz chcą bez reszty zachłannie wykorzystać nasz kraj i zabrać wszystko. Aktualnie wyraźnie widać, że istnieje kilka grup państw ze sobą skonfliktowanych. Na arenie międzynarodowej po jednej stronie znajdują się Stany Zjednoczone ze swoimi sojusznikami, na czele z Izraelem, po przeciwnej stronie stoi Rosja z Turcją, a do gry ostro chcą włączyć się Chiny, szukając swojego interesu w Libanie. Według zasady, gdzie dwóch się bije…
Do odbudowy czy wyburzenia?
A tak ściślej, dla przykładu. Czego szuka w Libanie Francja, w kontekście podwójnej wizyty prezydenta Macrona tuż po wybuchu i miesiąc później?
Francja po prostu szuka w Libanie gazu odkrytego pod dnem Morza Śródziemnego na wodach terytorialnych Libanu. Gazu jeszcze nie wydobywanego, choć gra potężnych firm wydobywczych o koncesję właśnie jest w stanie kulminacji. Francja za pośrednictwem firmy Total chce urwać spory kawałek tego tortu. Wiele krajów jest zainteresowanych tym bogactwem, ale szczególnie Francja uważa się za pretendenta do niego. Korzysta z historycznych relacji, jakie miała z Libanem.
Jednak ostatnio dowiedzieliśmy się o powstaniu Forum Gazowego, które za plecami Francji chce całkowicie pozbawić Liban możliwości korzystania z tych bogatych złóż „błękitnego złota”. Rychła eksploatacja mogłaby rozwiązać w krótkim czasie większość problemów ekonomicznych kraju cedrów, ratując go przed upadkiem. Tymczasem ministrowie energii i rozwoju gospodarczego 7 krajów wschodniego basenu Morza Śródziemnego – Egiptu, Włoch, Cypru, Grecji, Izraela i Jordanii oraz Autonomii Palestyńskiej – podpisali umowę o utworzeniu Wschodnio-Śródziemnomorskiego Forum Gazowego, z siedzibą w stolicy Egiptu, Kairze. Według oświadczenia egipskiego ministerstwa ropy naftowej, „Wschodnio-Śródziemnomorskie Forum Gazowe ma stać się istotną platformą zrzeszającą producentów, konsumentów i kraje tranzytu gazu, w celu stymulowania trwałego regionalnego rynku surowców”. Pytam się: a co z Libanem, któremu niby wszyscy chcą pomóc, a tu wyraźnie widać, że się go pomija i utrudnia korzystanie z jego naturalnych bogactw? Wykluczenie Libanu dziwi tym bardziej w kontekście włączenia do tego Forum Jordanii, która przecież nie ma dostępu do Morza Śródziemnego. Czyżby miał również wchodzić w grę transfer głębiej do Azji?
To zastanawiające. Francja miałaby przegrać ten wyścig. To dobry moment, aby choć trochę naszkicować czytelnikom historyczne związki między Libanem a Francją.
Pytasz, gdzie szukać korzeni nowożytnego Libanu?
Tak, wiemy przecież, że tak jak Polska, Liban nowożytny obchodzi, można powiedzieć, swoje 100-lecie istnienia – choć jeszcze nieutrwalonego deklaracją niepodległości, to jednak już kształtującego się spójnego bytu państwowego.
Historię Libanu, jaki znamy współcześnie, można rozpocząć już w 1920 roku. Bezpośrednio po zakończeniu pierwszej wojny światowej, francuski generał Henri Gouraud, dzięki swojemu zwycięstwu w bitwie pod Maysaloun, zniweczył marzenia o wyswobodzeniu się Syrii spod panowania haszymidzkiego króla Fajsala. Tenże generał uzyskał całkowitą swobodę działania, oddzielając Syrię od Libanu i proklamując stworzenie Państwa Libańskiego, którego granice miały całkowicie zaspokajać pragnienia zwolenników „wielkiego Libanu”. Ta idea pojawiła się, gdy na prośbę delegacji maronickiej do Mandatowego Libanu dodano Dolinę Bekaa, Tripolis, Sydon i Tyr. Dodanie tych obszarów zniweczyło szansę na powstanie ścisłego państwa maronickiego, na rzecz konfesyjnej demokracji 18 wyznań i grup etnicznych.
Wydzielenie Libanu z Syrii pociągnęło za sobą niezadowolenie zarówno w Damaszku, jak i w Trypolisie czy w Baalbek. Część środowisk muzułmańskich kontestowała sens istnienia Libanu. Spis powszechny z roku 1932 (jedyny taki do tej pory) wykazał, że na obszarze Libanu dominują chrześcijanie (51%), a najliczniejszą chrześcijańską grupą są maronici (30%). Według tego właśnie spisu ukształtowany został porządek organizacyjny państwa libańskiego.
Wyniki spisu z 1932 roku do dzisiaj budzą kontrowersje. Dla chrześcijan marzenie posiadania własnego państwa, przynajmniej częściowo, stawało się rzeczywistością. Nacjonalistom arabskim zostało jednak narzucone przez armię francuską. Syria na krótki czas została podzielona na cztery wyznaniowe minipaństwa, między innymi na Państwo Alawitów i Druzów. Libanowi już od 1920 roku udało się poczynić pozytywne kroki i dostosować się do nowej rzeczywistości, stąd jego niepowtarzalność i specyfika. To prawda, że działo się to na drodze konfliktów i napięć, ale Liban wciąż chce przypominać światu, że w najlepszych latach swojej historii był i nadal ma nadzieję być krajem-symbolem lub nawet tym, czym określił go papież Jan Paweł II podczas wizyty w Harrisie w Sanktuarium Matki Bożej Libanu, w 1997 roku, gdy powiedział znamienne słowa, święte dla Libańczyków – „Liban to więcej niż kraj, to przesłanie”.
Obecny stan portu, który powinien dawać pracę
Trzeba zaznaczyć, że pomimo konfliktów i kryzysów gospodarczo-finansowych, jest nadal atrakcyjny dla wszystkich mieszkańców arabskiego Bliskiego Wschodu, a w szczególności dla chrześcijan. Ta „mozaikowa” kompozycja społeczeństwa i pluralizm libański nie datują się od początków istnienia mandatu francuskiego, ale istniały już w czasach imperium otomańskiego. Obecny charakter pluralizmu libańskiego wywodzi się właśnie z tamtego okresu. Jest on obecny nie tylko w systemie sądowniczym, ale również w organizmach politycznych i administracyjnych, gdzie wyznaniowość jest regułą.
Jednak system mandatowy sprawił, że muzułmanie poczuli się oszukani na polu politycznym i ekonomicznym. Źle znosili panowanie chrześcijan. Przewidujący chrześcijanie dostrzegli ten problem i zaczęli stopniowo zdawać sobie sprawę, że emancypacja i przetrwanie Libanu będą możliwe tylko dzięki porozumieniu z muzułmańską burżuazją. Dążyli do przekonania elity sunnitów do idei niezależnego Libanu. Zaproponowali sunnitom porzucenie myśli o „wielkiej Syrii”. Zaszczepienie takiej idei stworzyło spójność interesów (niektórzy mówili o akcie wiary), a w konsekwencji przyczyniło się do powstania w 1943 roku „paktu narodowego” – nigdzie nie zapisanego, lecz trwałego porozumienia między maronitami a sunnitami. Miało ono na celu zbudowanie wspólnej wizji politycznej i podzielenie odpowiedzialności, za cenę wzajemnych ustępstw. Tak oto zarysował się kompromis w stylu libańskim. Prawdą jest, że nie zawsze udawało się go utrzymać w sferze polityki, ale długie doświadczenie, zdobyte przez wspólne życie Libańczyków, dało pozytywne rezultaty. Gdybyśmy ośmielili się stwierdzić, że w każdym chrześcijańskim Libańczyku jest coś z muzułmanina, a w każdym muzułmańskim Libańczyku coś z chrześcijanina, oznaczałoby to, że dialog poprzez sukcesję pokoleń, mimo pewnych trudności, nie był zmarnowany. Nie chodzi tylko o jakiś fakt narzucony przez historię, razem z jego blaskami i cieniami, ale również o wolny i odpowiedzialny wybór, którego konsekwencje są widoczne dla jednostki i wspólnoty.
Jak w tę historię nowożytnego Libanu wpisuje się jego stolica Bejrut?
Czas mandatu francuskiego, który przypada na okres międzywojenny, to czas, kiedy Bejrut przygotowywał się, aby stać się stolicą nowo tworzącego się państwa. Powstały okazałe bulwary i ulice. Z tego okresu pochodzi plac Gwiaździsty i większość do dzisiaj stojących budynków w stylu neokolonialnym. Niestety niemal wszystko zostało zniszczone podczas 15-letniej wojny, którą trudno nazwać domową, jeżeli weźmiemy pod uwagę, chociażby bombardowania izraelskie z 1982 roku. Centrum Bejrutu w 90% zostało odbudowane. To, czego najbardziej brakowało, to przedwojenny duch, który jeszcze się nie odrodził. Stan na dzień dzisiejszy można by określić jako zadawalający, gdyby nie ten nieszczęsny wybuch z 4 sierpnia tego roku.
Zanim zajmiemy się tym zagadnieniem, powróćmy na chwilę do problemów dzisiejszego Libanu, a zarazem problemu dzisiejszej Europy. Chodzi mi o uchodźców, których przecież nie brakuje.
To ważne zagadnienie dla Libanu, ale jeszcze ważniejsze dla całej Europy. Bo jeżeli rządy europejskie boją się upadku Libanu, to tylko z tego powodu, że spadnie na nich dramat uchodźców. 1,5 mln zdesperowanych ludzi stąd mogłoby raptem zapukać do domów Europejczyków, zakłócając im wygodny, konsumpcyjny styl życia. Co więcej, nie tylko uchodźcy ekonomiczni, ale również rodowici Libańczycy, spoglądając na upadające państwo, decydowaliby się na emigrację do Europy. Próby już mieliśmy w ostatnich dniach. Z okolic Trypolisu wypłynął statek pełny Libańczyków próbujących nielegalnie dopłynąć do Cypru. Niestety, o zgrozo, zatonął.
Czy można powiedzieć, że komuś zależy na tym, aby zniszczyć Liban – ten, który znamy – i na jego zgliszczach powołać nowy byt państwowy? Może jakieś rządy chciałyby, aby uchodźcom palestyńskim, zamieszkujących okolice Saidy i Tyru, przyznać obywatelstwo nowego Libanu? Jest ich około pół miliona, tak jak uchodźców syryjskich, którzy nie chcą wrócić do Syrii. Zmuszenie Libanu do przyznania im wszystkim obywatelstwa libańskiego rozwiązałoby problemy pewnych państw, ale co to znaczyłoby dla Libanu? Czy Twoim zdaniem taki scenariusz jest możliwy?
Stara dzielnica chrześcijańska
Taki plan istnieje od czasów Sekretarza Stanu USA Henry’ego Kissingera i plan ten powrócił w 2006 roku z nową, autorytarną wizją dla Bliskiego Wschodu Condoleezzy Rise. Od wojny między Hezbollahem a Izraelem w 2006 roku ten plan wszyscy mieli i mają w głowie. Czy aby tylko dlatego, żeby pomóc Izraelowi rozwiązać jego problem, Liban ma cierpieć? Czy do tego dojdzie? Nie jestem w stanie odpowiedzieć na takie pytanie. Sama zadaję sobie retoryczne pytanie, czemu trzeba zniszczyć Liban. Czemu trzeba zniszczyć wcześniej, niż go się zdobędzie. Dlaczego nie przejąć go takim, jaki jest obecnie?
Naturalnie, aby go przejąć, trzeba go maksymalnie osłabić. Liban taki, jaki jest obecnie, nie może masowo dać obywatelstwa uchodźcom. To zachwiałoby fundamentami państwa. Przecież jest ono zbudowane na równowadze pomiędzy chrześcijanami a muzułmanami.
Oczywiście! Zdajemy sobie sprawę, że przyznanie obywatelstwa takiej liczbie muzułmanów sprawiłoby, że chrześcijanie staliby się niczym, mniejszością bez znaczenia. A jak uczy doświadczenie, taka mniejszość spychana jest do nicości. Właśnie dlatego według koncepcji nie-Libańczyków trzeba stworzyć nowe państwo. Taki „nowy” Liban, „zaprogramowany” przez wielkich tego świata, nigdy by nie protestował. De facto Izrael miałby rozwiązany problem palestyński u siebie. Gdyby doszło do sytuacji, że muzułmanie stanowiliby 80 procent Libańczyków, zostałoby mniej miejsca dla chrześcijan w życiu politycznym. Chrześcijanie doświadczą wówczas tego samego, co w Syrii i Iraku – po prostu zostaną zmuszeniu do emigracji. Szyici od wieków śnią sen o potężnym państwie w kształcie półksiężyca zaczynającego się w szyickim Iranie, poprzez Irak, Syrię aż po Liban, gdzie szefem tego superpaństwa byłby ajatollah. Sunnici natomiast od wieków mają swój projekt wielkiego państwa muzułmańskiego na czele z kalifem. W tym wypadku chrześcijanie mogą zostać jako poddani – zimmi – i jak nakazuje Koran, płacić podatek religijny – dżizję, dzięki czemu mogliby pozostać w kraju i praktykować swoją wiarę.
Czyli wszyscy, którzy niby chcą pomóc Libanowi pod pozorem tworzenia państwa laickiego, demokratycznego – tak naprawdę kłamią. Dla islamu państwo i religia to jedno: „DIN ŁA DAULE”.
Islam rządzi i nigdy nie może być rządzony, żadne laickie prawa nie mogą rządzić islamem. Europa Zachodnia tego nie rozumie. Prawdziwy muzułmanin nie może podlegać żadnemu innemu prawu poza szariatem. Gdyby powstał ten tzw. nowy Liban, mamy 80 % władzy w rękach islamistów.
Ale przecież można pozytywnie założyć, że 80 proc. parlamentarzystów będzie politykami świeckimi, areligijnymi.
Dokonać zmiany na papierze i nazwać reprezentantów narodu świeckimi, to tylko pozór. Należałoby zmienić ich przekonania, myślenie i serca, a to w przypadku religii muzułmańskiej sprawa niewykonalna.
Znasz przecież wiele muzułmanek i muzułmanów w Libanie w pracy i w życiu codziennym, z którymi się przyjaźnisz. Czy Twoje koleżanki i koledzy śnią o Libanie muzułmańskim?
Nie, w żadnym wypadku. Pragną Libanu, naszego Libanu, który zbudowaliśmy razem. Nie chcemy mieć Libanu instruowanego przez inne państwa.
Co trzeba zrobić, aby właśnie, tak jak mówiłaś, ten zbudowany przez muzułmanów i chrześcijan Liban uratować?
Przede wszystkim wszystkich polityków rządzących Libanem od początku lat 90., a wcześniej będących „panami wojny”, należy postawić przed trybunałem. Każdy, kto zawinił, musi ponieść karę; ten, który ukradł państwowe pieniądze, musi je oddać. A w konsekwencji oddać władzę, którą uzurpuje od ponad 30 lat.
Stara dzielnica chrześcijańska
Czy wobec tego Liban potrzebuje nowego porozumienia narodowego, nowej konstytucji? Przecież obecna jest dość stara, z 1943 roku?
Moim zdaniem obecna konstytucja jest jedną z najlepszych na świecie. Świat powoli się do niej przekona i ją odkryje. Mówi się teraz o stworzeniu państwa laickiego, demokratycznego – ale my, według konstytucji, już tym jesteśmy właśnie takim państwem. Religie nie mają żadnej roli bezpośredniej w systemie politycznym Libanu, pozostają jednak w życiu społeczeństwa, są swego rodzaju sumieniem dla poszczególnych ich wyznawców i kiedy zabraknie tego sumienia, zabraknie również i ducha wartości.
Czy w Waszej konstytucji są nawiązania do religii chrześcijańskiej czy muzułmańskiej?
Nie ma żadnych. Mamy konstytucję świecką, ale zbudowaną na wartościach pochodzących z wiary i na poszanowaniu życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Jedyne wspomnienie o religii w konstytucji dotyczy zapisu o wolności wyznania. Jakiekolwiek utrudnienia w wyznawaniu wiary podlegają karze.
No tak, ale przecież zdarza się, że wychodzący na mównicę parlamentarzysta muzułmanin zaczyna swoje przemówienie od słów zapisanych w pierwszych wersetach Koranu: Bi Smi Lahi rahmani Rahim…, tzn. „W imię Boga miłosiernego, przebaczającego”… Dlaczego tak się dzieje?
Konstytucja mu tego nie zabrania i nie nakazuje, tu jest pełna wolność. Choć w nawiązaniu do takich sytuacji parlamentarzysta chrześcijanin występujący po nim rozpoczyna wystąpienie od znaku Krzyża Świętego: „W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”, dodając jeszcze – dla naszego regionu – „W Boga Jedynego”, żeby muzułmanie nie myśleli, że mamy trzech bogów.
I istotną sprawą jest to, że choć wezwanie muzułmanina jest dla nas, chrześcijan, do zrozumienia, choć nie zaakceptowania, to już nasze wyznanie wiary, mówiące „W Imię Syna-Jezusa”, jest dla muzułmanina bluźnierstwem. Tym samym chcę jeszcze raz podkreślić i udowodnić, że wizja państwa Libanu jako państwa świeckiego w znaczeniu zachodnioeuropejskim jest utopią.
Mając doświadczenie pracy dla wielu instytucji międzynarodowych, masz ogląd sytuacji w różnych zakątkach globu. Czy uważasz, że jest sens ratowania tego Libanu, który znamy obecnie? Jeżeli tak, to dlaczego?
Mój Liban jako naród i kraina istnieje od kilku tysięcy lat. Jego historię znamy chociażby ze Starego i Nowego Testamentu. Jest tam wspominany ponad 100 razy. Najpiękniejsze znane nam epizody, historie miały miejsce właśnie tutaj. Niszczyć go teraz byłoby czymś nielogicznym i zbrodniczym. To byłaby katastrofa nie tylko dla Libanu, ale także dla całego swiata. Liban, zwłaszcza dla Bliskiego Wschodu, jest swego rodzaju zaworem bezpieczeństwa. Bliski Wschód cały się gotuje jak w garnku pod ciśnieniem. Izrael, Palestyna Syria, Irak – wszędzie jest stan napięcia. Tylko Liban pozostaje jako wentyl bezpieczeństwa. Jeżeli zniknie Liban, zniknie cały Bliski Wschód, a zwłaszcza chrześcijanie jeszcze tutaj żyjący. A rezultaty tych zniszczeń i odłamki tej tragedii dotrą do Europy. A może nawet odbiją się również na całym świecie.
Bejrut przeszedł wiele: długie lata wojny domowej, bombardowania, ranni i zabici. Jednak dzisiaj stolica Libanu wydaje się przerażona, niedowierzająca, wstrząśnięta do samego fundamentu gwałtowną eksplozją, która 4 sierpnia tego roku wstrząsnęła portem i zniszczyła prawie połowę miasta. Hipotezy na temat tego, co się stało, są liczne. Detonacja, która uderzyła w Bejrut, była tak potężna, że spowodowała trzęsienie ziemi o sile 3,5 w skali Richtera, które było odczuwalne na Cyprze, oddalonym o około 200 kilometrów. Eksplozja w porcie w Bejrucie wstrząsnęła krajem borykającym się już z bezprecedensowym kryzysem gospodarczym, który jest przyczyną i zarazem skutkiem równie głębokiego kryzysu politycznego. Jak mogłabyś opisać ranę zadaną Bejrutowi 4 sierpnia tego roku?
Ta rana została zadana na dwóch poziomach o różnym natężeniu. Na poziomie fizycznym jest to zburzenie portu i prawie połowy miasta. Żadne z działań podczas piętnastoletniej wojny nie doprowadziło do tak kolosalnych zniszczeń, jak ten jeden moment. Drugi poziom zniszczeń, może jeszcze gorszy, dotyczy ducha. Podczas żadnej wojny, nawet tej najbardziej okrutnej, krwawej, Libańczycy nie bali się tak, jak podczas tego wybuchu. Lęk pozostał do dziś. Zwłaszcza dotknęło to dzieci, ponieważ zostały niespodziewanie zranione w ich własnych domach, tam, gdzie czuły się najbezpieczniej. Wiele z nich widziało na własne oczy śmierć swoich rodziców. W jednej sekundzie dzieci straciły wszystko: dom, rodziców, przyjaciół, szkołę i swoją przyszłość. Teraz, gdy słyszą jakiś nieznany, głośniejszy dźwięk w pobliżu, wzbudza to u nich strach.
Czego teraz najbardziej potrzebują ci, którzy mieli szanse przeżyć, aby pozostać w Bejrucie?
Ludzie szukają pomocy
Przede wszystkim powrotu do własnego domu, mieszkania, przed rozpoczęciem pory deszczowej i nadchodzącego chłodu. Ludzie zostali złamani. Wcześniej włączali się w próbę reform swego kraju – jak słynna saura, czyli rewolucja uczniowska jesienią ubiegłego roku. Teraz, gdy nie mają gdzie mieszkać, nie mają co jeść, nie będą się zajmować rewolucją. Nie wyjdą na ulice, aby protestować. Może właśnie o to chodziło. Po pierwsze chcę mieć chleb, mieszkanie, później mogę myśleć, jak wpłynąć na rząd mego kraju, aby zmieniał go na lepsze. Po drugie, żeby kontynuować moje życie, muszę mieć gdzie pracować, utrzymać rodzinę. Dewaluacja naszej waluty z jednej strony spowodowała zubożenie znacznej części naszego społeczeństwa i tym bardziej pomoc zagraniczna, która napływa w walucie dolarowej, sprawia, że nawet małe sumy pozwalają na powrót do normalności. W chwili obecnej najbardziej efektywna jest pomoc w żywej gotówce, ponieważ pomoc żywnościowa w postaci ryżu czy cukru może być nietrafiona – może rodzina potrzebuje zupełnie czegoś innego.
Jak wiesz, polska Fundacja Fenicja im. świętego Charbela od lat pomaga na różnych płaszczyznach zarówno uchodźcom syryjskim, jak i ubogim rodzinom libańskim. Od pierwszego dnia po wybuchu 4 sierpnia całą naszą energię skierowaliśmy na pomoc Bejrutowi. Dzięki naszym ofiarodawcom doprowadziliśmy do stanu użytkowania kilkanaście mieszkań. Oprócz tego pomogliśmy w odbudowaniu piekarni i restauracji. Jak oceniasz wkład fundacji?
Mówiłam już wcześniej, jak ważna jest sprawa odbudowy mieszkań przed porą deszczową. Waszą działalnością zatrzymaliście choć trochę tendencję wyjazdu chrześcijan z miasta. Moim zdaniem jeszcze większe znaczenie ma pomoc w odbudowie małych, rodzinnych biznesów, takich jak piekarnia czy wspomniana restauracja. Odbudowana restauracja nie tylko utrzyma właściciela firmy, ale przede wszystkim uratuje miejsca pracy dla Libańczyków i ich rodzin.
A Ty – czy masz zamiar zostać w Libanie?
Tak, pozostaję tu. Jeżeli ktoś planuje zmusić nas, chrześcijan, do opuszczenia Libanu, to my mu w tym nie pomożemy. Co nie znaczy, że nie ma lęku w moim sercu. Ale dzięki mojej wierze i wsparciu libańskich świętych, niczego nie powinnam się bać. W takich trudnych chwilach zwątpienia przychodzi mi na myśl modlitwa z Psalmu 23: „Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. Twój kij i Twoja laska są tym, co mnie pociesza…”.
Liban jest miejscem, gdzie mitologiczny feniks odrodził się z popiołu. Tak i my odrodzimy się jeszcze raz.
Dziękuję za rozmowę.
Więcej o Libanie przeczytają Państwo w książce Kazimierza Gajowego pt. Liban, więcej niż przewodnik, polecanej na stronie makazi.eu.
Maja Outayek posiada tytuł licencjata w dziedzinie komunikacji i informatyki oraz tytuł magistra zarządzania biznesem. Przez ostatnie 15 lat pracowała w zakresie pomocy humanitarnej w Libanie w różnych organizacjach lokalnych i międzynarodowych.
Numer konta dla darowizn: 62 1020 1156 0000 7402 0134 0702
BIC/SWIFT: BPKOPLPW
Wywiad Adama Rosłońca z Mają Outayek, pt. „Bejrut po wybuchu”, znajduje się na s. 10–11 październikowego „Kuriera WNET” nr 76/2020.
Od lipca 2020 r. cena wydania papierowego „Kuriera WNET” wynosi 9 zł.
Ten numer „Kuriera WNET” można nabyć również w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: e-kiosk.pl, egazety.pl lub nexto.pl.
Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
Na południu Libanu doszło do eksplozji. Podejrzewa się, że związek z tym może mieć Hezbollah.
Kazimierz Gajowy mówi o wybuchu do jakiego doszło we wtorkowe popołudnie na południu Libanu. Przypomina słowa prezydenta Michela Aouna, która na pytanie dokąd zmierza Liban, odpowiedział, że do piekła:
Były to prorocze słowa, bo znowu mamy piekło, znowu mamy dym.
Filmy z mediów społecznościowych pokazują siłę eksplozji, a pod jednym z filmów możemy przeczytać, że wybuch był słyszalny nawet w północnej części Izraela. Jak podaje portal wnp.pl powołując się na telewizję Al-Dżadid, budynek, w którym doszło do wybuchu, miał być składem broni Hezbollahu.
المعلومات المتداولة تتحدث ان الانفجار كبير، وحصل في منزل تابع لحزب الله او يستخدمه الحزب لتخزين اسلحة. الحزب فرض طوقا امنيا. اضرار مادية كبيرة. لا معلومات حتى الساعة عن عدد الاصابات. واسئلة كبيرة تطرح حول الحادث. pic.twitter.com/t54nFQXlDa
Co mają obecne protesty na Białorusi do stanu wojennego w PRL? Jakie skutki mogłoby mieć obalenie Łukaszenki? Zbigniew Stefanik o zachodnich sankcjach, Libanie i problemie z Turcją.
Dziennikarz polskich mediów we Francji, Zbigniew Stefanik porównuje obecną reakcję państw zachodnich do sytuacji, gdy wprowadzono w Polsce stan wojenny w 1981 roku. Wówczas także wprowadzono sankcje, ale dalej handlowano i prowadzono interesy z Sowietami.
Wprowadzone sankcje nie przeszkodziły w tym wspólny wspólnym amerykańsko-sowieckim interesie, jakim był transport zboża do Związku Sowieckiego z USA.
Zdaniem redaktora Stefanika, państwa Unii Europejskie będą obawiały się zmiany władzy na Białorusi i podaje przykład Algierii, która w czasie zimnej wojny znajdowała się pod kontrolą Moskwy. Tam w lutym ubiegłego roku toczyły się wielomilionowe protesty,w wyniku których prezydent Algierii Abd al-Aziz Buteflika i jego klan stracili władzę. Nie zmieniło to wiele, ponieważ nadal
Ten sam układ nadal sprawuje tam władze, bo Zachód boi się destabilizacji tego państwa.
W tej chwili nie wiadomo, kto mógłby zastąpić Łukaszenkę i rozpocząć proces demokratyzacji, co wzmacnia niepewność i nie sprzyja poparciu zza granicy. Zachód uznaje, że o tym, co się dzieje na Białorusi decyduje Władimir Putin. Zdaniem rozmówcy Jaśminy Nowak, Polska ma obowiązek moralny wspierać Białorusinów, ale może to robić jedynie symbolicznie, gdyż nie posiada żadnych instrumentów, które mogłyby zmienić tę rzeczywistość:
Nie można myśleć, o jakichkolwiek zmianach na Białorusi bez Rosji. Próbowano tego dokonać na Ukrainie- skutki tego, są takie, jakie znamy. […] Zachód na tym etapie ma inne priorytety, jak bardzo skomplikowana sytuacja w Libanie. Coraz większy kłopot jest z Turcją.
Zaznacza, że przy braku alternatywy na Białorusi w przypadku upadku Łukaszenki byłby stary układ z nową twarzą albo chaos. Odnośnie tego ostatniego kraju, redaktor Stefanik zauważa, że stosunki na linii Paryż-Ankara uległy istotnemu pogorszeniu w 2018 roku, gdy masowo wycofano z punktów sprzedaży jeden z tygodników, który zdaniem Turcji, pokazywał w niekorzystnym świetle prezydenta Erdoğana:
Francja uznała te działania za wrogie. Mówiono nad Sekwaną wręcz o elemencie wojny hybrydowej.
Ponadto Francuzi krytykują zaangażowanie Turcji w Libii, z kolei Ankara krytycznie odnosi się do zaangażowania Paryża w Libanie. W związku z tym, w obecnym sporze grecko-tureckim, Francja z pewnością stanie po stronie Greków.
Ks. dr Mariusz Boguszewski opowiada o pomocy polskiego Kościoła dla poszkodowanych Libańczyków, najbliższym transporcie środków antywirusowych, planowanej zbiórce ubrań, a także potrzebie pokoju.
Ks. dr Mariusz Boguszewski z międzynarodowej organizacji katolickiej Pomoc Kościołowi w Potrzebie, opowiada o sytuacji w Libanie i zwraca uwagę, że w wyniku wybuchu w Bejrucie zginęło ok. 150 osób, co przy tej sile wybuchu jest zaskakujące.
Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie, natychmiast po eksplozji przystąpiło do przygotowania pomocy żywnościowej dla poszkodowanych, a w najbliższych dniach do Libanu trafią także środki antywirusowe.
Wylot odbędzie się 27 sierpnia. Będzie to transport ze środkami antywirusowymi. Będą to środki do dezynfekcji […] Od razu po wybuchu zaczęliśmy przygotowywać również transport żywnościowy. Szczególnie mleko w proszku, które przygotowaliśmy z grupą Fundacji PKP.
Rozmówca Marty Niźnik podkreśla, że wielu Libańczykom grozi śmierć głodowa, a w przeciągu najbliższych miesięcy potrzebne będą także ubrania w związku ze zbliżającą się zimą.
Kiedy skończymy te transporty, trzeba będzie dowozić ubrania […] Ta pomoc najbardziej potrzebna, absolutnie nie skończy się przed zimą. Prognozy są takie, że Liban cofnął się w rozwoju o 30 lat.
Ks. Boguszewski zwraca uwagę na przykładną postawę młodych Libańczyków, którzy przyjeżdżają do stolicy, by pomagać w odbudowie i sprzątaniu po katastrofie. Silnie zaangażowany w pomoc poszkodowanym jest także tamtejszy Kościół, a szczególnie Maronici, którzy wykazują się niezwykłą przedsiębiorczością.
Oni (Maronici-przyp. red.) są bardzo otwarci, bardzo żywi i przedsiębiorczy […] Pamiętajmy, że Bliski Wschód to wielki dynamizm. Tam nie ma takiej stateczności. Tam bez przerwy ktoś się porusza i coś organizuje, a więc dynamika Kościoła na pewno jest większa od naszej i myślę, że możemy uczyć się od nich zaangażowania.
Gość Kuriera w samo południe przypomina, że tamtejsza ludność potrzebuje zarówno pomocy materialnej, jak i nadziei, która pozwoli im odczuć, że świat o nich nie zapomniał.
Pamiętam taką historię z jednym z biskupów na Bliskim Wschodzie, który mówił mi „dziękujemy za wasze modlitwy i pieniądze, ale przede wszystkim dziękujemy za waszą obecność”.
Kazimierz Gajowy mówi o umowie nawiązania stosunków dyplomatycznych między Izraelem a ZEA, na mocy, której Izrael zobowiązał się do powstrzymania aneksji terytoriów palestyńskich.
Trójstronne porozumienie zostało zawarte telefonicznie, wczoraj o godzinie 18:00 polskiego czasu – mówi gość Krzysztofa Skowrońskiego.
Jak mówi gospodarz „Studia Bejrut”, porozumienie daje szansę na utworzenie niepodległej Palestyny i stabilizację sytuacji w regionie bliskowschodnim.
Jest to porozumienie kluczowe w ostatnich dziesięcioleciach. Podpisanie tego sojuszu będzie miało miejsce za ok. 3 tygodnie. Jeżeli porozumienie zostanie zrealizowane w 100 proc. będzie oznaczało to zwrot zarówno w polityce i sytuacji polityczno-społecznej na Bliskim Wschodzie, ale również dotyczyć to będzie Europy i świata.
Porozumienie zostało osiągnięte pomiędzy Donaldem Trumpem, premierem Izraela oraz koronowanym księciem Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Przedstawiono tę umowę jako „umowę Abrahama”. Umowa wzywa Izrael do zawieszenia planów aneksji kilku obszarów na zachodnim brzegu.
Liban aktualnie nie posiada rządu. Francja chciałaby rządu jedności narodowej, jest to najgorsze co może przydarzyć się państwu. Stany Zjednoczone natomiast dały do zrozumienia, że chcą rządu, który rzeczywiście będzie miał zaufanie do Libanu i innych państw – mówi gość „Poranka WNET”.
Kazimierz Gajowy komentuje wizytę wysokiego przedstawiciela rządu USA w Bejrucie. Amerykanie dążą do zwiększenia aktywności sił ONZ w Libanie.
Wybuch sprawił, że świat choć na chwilę zainteresował się Libanem. Żadna rewolucja nie pomoże sobie sama, zwłaszcza z położeniem tego państwa. „Wiemy, że Ameryka zdecydowała się na poważne kroki kierowane w stronę Libanu. Miałaby ona zyskać możliwość, a wręcz obowiązek kontrolowania granicy z Syrią” – mówi.
Kazimierz Gajowy omawia dzisiejszą prasę podkreślając, że dzisiejsza libańska prasa poranna ukazuje możliwy konflikt między Francją a Stanami Zjednoczonymi.
Gospodarz „Studia Bejrut” mówi o działaniach fundacji Fenicja na rzecz poszkodowanych przez wybuch w Bejrucie. Wytypowano już 4 rodziny potrzebujące wsparcia. Kazimierz Gajowy stwierdza, że Polacy wykazują się dużą hojnością na rzecz Libanu.