Aksamitna eliminacja działaczy Medżlisu Tatarów krymskich / Relacja Wojciecha Jankowskiego

Achtem Czijgoz i Ilmi Umerow zostali wypuszczeni z rosyjskiego więzienia, ale podobnie jak dwaj pozostali najważniejsi działacze samorządu krymskotatarskiego mają zakaz wjazdu na Krym.

W środę wiceprzewodniczący Medżlisu Tatarów krymskich Achtem Czijgoz i jeden z liderów krymskotatarskiego ruchu narodowego Ilmi Umerow zostali wypuszczeni z więzienia i odwiezieni na lotnisko. Odbyli lot do Anapy w Kraju Krasnodarskim i stamtąd do Ankary. Z powodu sankcji nie ma bowiem bezpośrednich połączeń lotniczych między Krymem a resztą świata. Loty odbywają się jedynie między Krymem a Rosją. Po pobycie w Turcji będą mogli pojechać na Ukrainę kontynentalną.

Zostali uwolnieni, ale w ten sposób Federacja Rosyjska pozbyła się osób nr 3 i 4, po Mustafie Dżemilewie i Refacie Czubarowie, w społeczności krymskotatarskiej. Cała czwórka najważniejszych działaczy samorządu krymskotatarskiego ma teraz zakaz wjazdu na Krym.

Rafat Czubarów w wywiadzie dla telewizji ATR powiedział, że starano się o poparcie sprawy uwolnienia działaczy tatarskich u wielu głów państw, ale najwięcej w tej sprawie zrobił prezydent Turcji Recep Erdogan. [related id=24959]

Achtem Czijgoz, zastępca przewodniczącego Medżlisu Tatarów krymskich, był skazany na osiem lat kolonii karnej za akcję protestacyjną pod Radą Najwyższą Krymu w okresie poprzedzającym nielegalne referendum w 2014 roku. Ilmi Umerow został skazany na dwa lata kolonii za wywiad udzielony krymskotatarskiej telewizji ATR.

Nie doszło do rozpatrzenia apelacji, którą zapowiedzieli obrońcy Umerowa i Czigoza. Ilmi Umerow przemowę w sądzie przed ogłoszeniem wyroku zakończył zdaniem „Zobaczymy się w Hadze!”, dając do zrozumienia, że sprawa zostanie przekazana do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości.

Recep Erdogan był z wizytą w Kijowie 9 października 2017 roku. Jego rozmowa z prezydentem Petrem Poroszenką trwała ponad trzy godziny. Wyraził wówczas swe poparcie dla integralności terytorialnej Ukrainy i zaznaczył, że Turcja nie uznaje aneksji Krymu. Bliskie relacje Turcji z Rosją z pewnością nie są mile widziane prze liczną diasporę Tatarów krymskich w Turcji.

Wojciech Jankowski

Relacji można posłuchać w części trzeciej Poranka WNET.

 

Ilmi Umerow, lider Tatarów krymskich, skazany na dwa lata łagru: Na Krymie „sprzedawczycy sądzą niesprzedajnych”

Tatarzy mają odczucie, że znowu wraca rok 1944 – rok w którym wywieziono cały naród na Syberię. Umerow to kolejny Tatar wyeliminowany z życia publicznego, którego zesłano na dwa lata do koloni karnej.

Rosjanie eliminują z życia publicznego kolejną osobę z Medżlisu, samorządu Tatarów krymskich. Ilimi Umerow, zastępca przewodniczącego medżlisu Tatarów krymskich, był oskarżony o nawoływanie do naruszenia integralności terytorialnej Rosji ze względu na wywiad udzielony tatarskiej telewizji ATR.

Wyrok zapadł 27 września w Symferopolu. Poza dwuletnią karą łagru Umerow ma zakaz działalności publicznej i udzielania wywiadów mediom. Lider Tatarów przebywa w tej chwili w swoim domu w Symferopolu. Dopóki nie zostanie rozpatrzona apelacja, wyrok nie nabierze mocy prawnej.
W niedzielę 1 października w Kijowie odbył się wieczór poparcia dla Ilmiego Umerowa. Wzięli w nim udział Mustafa Dżemilew i Refat Czubarow, którzy mają zakaz wjazdu na Krym. W czasie spotkania córka Ilmiego Ajsze Umerowa powiedziała, że nie wiadomo, kiedy będzie rozpatrzona apelacja, zatem jest bardzo mało czasu na to, żeby poruszyć wszystkie możliwe mechanizmy, aby wyrok nie nabrał mocy prawnej:
– Ojciec ma 60 lat. Cierpi na kilka chorób. To dla niego zsyłka. To jest powtórka z tego, co zrobiono Tatarom w 1944 roku. To naprawdę druga deportacja, kiedy musisz mieszkać w ograniczonej przestrzeni oraz musisz się meldować.
W przemowie Umerow na rozprawie powiedział, że na Krymie panuje taka sytuacja, że „sprzedawczycy sądzą niesprzedajnych”. Słowami „do zobaczenia w Hadze” dał do zrozumienia, że nie liczy na uniewinnienie, bo proces jest sfingowany i ma charakter polityczny. Zakończył słowami hymnu Tatarów krymskich po krymskotatarsku, po czym przeczytał tłumaczenie: „Przysięgałem, dałem słowo, że za naród mój umrę”.

– Władza w Rosji w swej istocie jest terrorystyczna, ponieważ stara się zastraszyć społeczeństwo. Jedną z metod zastraszania są polityczne represje na tych, którzy otwarcie mówią, co myślą o sytuacji politycznej. To reżim terrorystyczny – powiedział, komentując wyrok w TV ATR, Alekasander Podrabinek, rosyjski dziennikarz, obrońca praw człowieka, nagrodzony Krzyżem Solidarności Walczącej. – Jego aresztowano, aby ludzie zrozumieli, że występowanie przeciw władzy jest niebezpieczne; żeby zasiać strach. Sąd w Symferopolu to imitacja praworządnego sądu. Oni demonstrują, że mogą posadzić, kogo zechcą, jakiegokolwiek lidera, w tym lidera ruchu narodowego Tatarów krymskich. Demonstrują całemu społeczeństwu, że mogą nie liczyć się z prawem, że mogą ignorować przepisy, a w sądzie ignorować dowody braku winy, fałszować dowody winy, jak to robią w procesie Umerowa. Oni to robią, żeby pokazać, że wszystko jest w ich rękach i można za nic posadzić człowieka, za cokolwiek, za to, że powiesiłeś flagę, że udzieliłeś wywiadu telewizji w innym państwie.

Ilmi Umerow po wywiadzie udzielonym 19 marca 2016 roku tatarskiej telewizji ATR został oskarżony o nawoływanie do naruszenia granic Federacji Rosyjskiej. Oskarżenia dokonano na podstawie nowego artykułu w kodeksie karnym 180.1. W wywiadzie Umerow na pytanie o pomoc, którą Zachód mógłby udzielić Ukrainie, odpowiedział, że byłoby nią zintensyfikowanie sankcji. Temat był omawiany w Radiu Wnet tutaj: http://wnet.fm/2017/09/01/ilmi-umerow-wiceprzewodniczacy-medzlisu-zagrozony-kara-5-wiezienia-wywiad-udzielony-tatarskiej-tv-atr/

Ilmi Umerow stał na czele rejonu bakczysarajskiego w okresie „referendum”. Pełni też funkcję zastępcy przewodniczącego Rady Najwyższej Krymu. Należy do pokolenia tatarskich działaczy, którzy w latach 80., wiecując w Moskwie, walczyli o powrót na Krym. Brał aktywny udział w tych protestach. Wydany wyrok jest wyższy od żądanego przez prokuratora.

Wojciech Jankowski

Rosja eliminuje niepokornych. Aktywista tatarski na Krymie Achtem Czijgoz otrzymał wyrok ośmiu lat kolonii karnej

Wiceszef Medżlisu został skazany za zorganizowanie protestu przed gmachem Rady Najwyższej Krymu. Rosjanie wyeliminowali z życia publicznego trzech najważniejszych członków tatarskiej mniejszości.

[related id=35785]Achtem Czijgoz został aresztowany w styczniu 2015 roku. Od tamtej pory przetrzymywany był w areszcie. Wytoczono mu sprawę o zorganizowanie przez Tatarów krymskich blokady gmachu Rady Najwyższej Krymu, co miało miejsce 26 lutego 2014. Wchodzący w skład Ukrainy Półwysep Krymski został zaanektowany przez Rosję w marcu 2014 roku, po referendum, które władze Ukrainy i Zachód uznają za nielegalne. Zatem wówczas było to terytorium Ukrainy. Rosjanie złamali w tej sprawie rzymską zasadę, że prawo nie działa wstecz, na co powoływała się obrona. Wszyscy komentatorzy nie mieli wątpliwości, że jest to proces polityczny, na dodatek pozbawiony podstaw prawnych.

Do tej pory Czijoz spędził w areszcie dwa i pół roku. Nawet na rozprawy nie dowożono go i brał w nich udział za pośrednictwem transmisji internetowych. W tym czasie tylko raz pozwolono mu opuścić więzienie. Pod eskortą zawieziono go na 10 minut do umierającej na raka matki.

W dniu ogłoszenia wyroku pod gmachem sądu czekało na niego około 400 Tatarów krymskich, aby udzielić mu wsparcia. Wśród zebranych był również ojciec Czijgoza. Powiedział on, że to nie jest wyrok na jego syna, a na całym krymskotatarskim narodzie. Tatarzy skandowali „Achtem, jesteśmy z tobą! Achtem, jesteśmy z tobą!”.

W sierpniu żona lidera Tatarów wystosowała w wywiadzie apel do Polaków, który wyemitowaliśmy w Radiu Wnet:
– Chciałam zwrócić się do mieszkańców Europy, w tym do Polaków, którzy zawsze wspierali w walce naród Tatarów krymskich. Nie zapominajcie o nas! Wspierajcie nas! Ponieważ to, co przytrafiło się nam w 2014 roku i ma miejsce teraz, może okazać się nieostatnim takim zdarzeniem, może zdarzyć się jeszcze komuś. To, co teraz odbywa się z rdzennym krymskotatarskim narodem, bezprawie, z jakim ma do czynienia, może przytrafić się innym narodom. Tylko gdy się zjednoczymy, możemy nie dopuścić do powtórzenia 2014 roku, tylko zjednoczona Europa i Ameryka, ich poparcie dla Ukrainy w obronie integralności i nienaruszalności granic, może ocalić Europę przed – niestety – niebezpiecznym sąsiadem!
Czijgoza skazano na osiem lat w kolonii karnej wyrokiem, który zapadł 11 września. Czijgoz nie mógł go osobiście wysłuchać, bowiem nie przywieziono go na salę rozpraw. Wyrok transmitowano mu w więzieniu.

Nikołaj Połozow zapowiedział apelację w przyszłym roku do Sądu Najwyższego Federacji Rosyjskiej. Ministerstwo Spraw Okupowanych Terytoriów w Kijowie zapowiedziało, że zaskarży wyrok w sądzie w Hadze. Refat Czubarow, przewodniczący Medżlisu, zaznaczył, że Ukraina będzie domagała się ekstradycji swojego obywatela do Kijowa.

Federacja Rosyjska wyeliminowała w ten sposób z życia społecznego już trzech liderów Tatarów krymskich: Mustafę Dźemilewa i Frefat Czubarówa, przewodniczący Medżlisu ma zakaz wjazdu na półwysep. Achmet Czijgoz jest już uwięziony od dwóch i pół roku. Zastępca przewodniczącego Medżlisu Ilmi Umerow ma wytoczoną sprawę o nawoływanie do naruszenia integralności terytorialnej kraju. Grozi mu za to pięć lat ppozbawienia wolności.

Wojciech Jankowski ze Stanisławowa na Ukrainie

Czytaj również

Elmira Ablialimowa, żona Achmeta Czijgoza: Polacy! Nie zapominajcie o nas! 2014 rok może przydarzyć się innym narodom

Sulejman Kadyrow posądzony o nawoływanie do naruszenia integracji FR za komentarz na Facebooku „Krym to Ukraina”

Kadyrow jest aktywistą tatarskim, u którego już dwukrotnie przeprowadzono przeszukanie. Za komentarz na portalu społecznościowym „Krym to Ukraina” grozi mu kolonia karna lub 5 lat więzienia.

[related id=35785]Sulejman Kadyrow poza tym, że jest działaczem Medżlisu został również delegatem Światowego Kongresu Tatarów Krymskich z ramienia Teodozji. Z powodu aktywności politycznej  już dwukrotnie u niego przeprowadzono przeszukanie, oficjalnie z powodu zamieszczonego komentarza na portalu społecznościowym „Krym to Ukraina”. Oskarżany jest o nawoływanie do naruszenia integralności terytorialnej Federacji Rosyjskiej.

Sulejman Kadyrow został wpisany na listę ekstremistów przez rosyjskie organa na Krymie. Powoduje to między innymi,  że nie może korzystać z konta bankowego, ani z karty płatniczej. Za każdym razem, gdy otrzymuje emeryturę musi iść do banku, składać podanie o wypłacenie pieniędzy. Następnie czeka na telefon z banku, po którym może wypłacić pieniądze. Aby zapłacić comiesięczną ratę za kredyt też musi pisać podania. Stara się nie opuszczać często domu i przebywać w towarzystwie innych aktywistów, ponieważ były już wypadki podrzucania broni lub narkotyków osobom krytycznie nastawionym do okupacji Krymu przez Rosję. Wszystko z powodu jednego komentarza w internecie.

-Ci fesesbesznicy nie szanują nawet swojej konstytucji – powiedział o funkcjonariuszach Federalnej Służby Bezpieczeństwa Kadyrow – To jest państwo czekistów, kagiebistów. Tam nie było nigdy demokratycznych wyborów i nigdy nie będzie. To państwo autorytarne!

Dwukrotnie przeprowadzono w jego domu rewizję. Pierwszy raz prawdopodobnie w skutek tego, że jako aktywista proukraiński często jeździł samochodem na Ukrainę kontynentalną. Pewnego dnia w ponad rok od aneksji i  powrocie z Ukrainy, gdy położył się spać na dwie godziny, do jego domu załomotały służby w celu przeprowadzenia przeszukania. Drugi raz był rok później. Załomotano do jego drzwi o 7 nad ranem. Rewizja trwała 4 godziny, chociaż w sprawozdaniu służb jest napisane, że „ogląd” mieszkania, nie rewizja, trwała 15 minut. Przez 2 i pół godziny przeglądano mu komputer.

W czasie przeszukania pod bronią trzymano jego matkę, którą sowieci w dzieciństwie deportowali do Uzbekistanu. Po wielu latach do jej domu znów przyszli uzbrojeni Rosjanie. Wszystko co najgorsze w życiu spotkało ją z rąk Rosjan, i na stare lata historia zatoczyła swego rodzaju koło. Matka Kadyrowa z utęsknieniem wspomina Ukrainę:
-Kocham Ukrainę i będę kochała do śmierci! W najgorszym momencie Ukraina nas uratowała! Niech mnie sądzą, ja już w życiu wszystkie trudy przeżyłam – mi to nie straszne, jestem na to gotowa. Kocham Ukrainę! Chwała Ukrainie! [w oryg. Sława Ukrainie!)

[related id=35592] Po przeszukaniu jego mieszkania, na profilu Facebookowym pojawiły się komentarze, których on sam nie napisał. Trudno nie odnieść wrażenia, że zostały one dopisane przez funkcjonariuszy FSB. Jego konto jest w tej chwili zablokowane.

W czasie rewizji działa wypracowany przez Tatarów krymskich system wspierania się. W momencie, gdy przychodzi informacja o przeszukaniu w domu aktywisty, inni Tatarzy momentalnie przyjeżdżają pod jego dom. Zdarzały się bowiem sytuacje, gdy Tatarzy zaginęli bez wieści, albo znajdowano tylko ich ciała.

Matka Kadyrowa trzyma w toalecie telefon na wypadek kolejnej rewizji. Jest przygotowany w specjalny sposób, aby po naciśnięciu jednego klawisza wysyłał alarmującą wiadomość tekstową do bliskich. Jeden raz niechcący nacisnęła przycisk i wszczęła alarm. Zanim Tatarzy zjechali się pod dom, sprawa została wyjaśniona.

-Składałem przysięgę, jako członek Medżlisu, narodowi tatarskiemu, jako milicjant narodowi ukraińskiemu – tłumaczy swoją postawę Kadyrow – a to jest jedna i ta sama przysięga – ochrona wszystkich narodów Ukrainy.

Sulejman Kadyrow jest jednym z wielu aktywistów na Krymie sądzonych z paragrafu o nawoływanie do naruszenia integralności terytorialnej Federacji Rosyjskiej na podstawie artykułu 280.1. Sędzia dał zgodę na przeszukiwanie mieszkania na podstawie podejrzeń o wspieranie batalionu tatarskiego Asker, który w 2016 roku miał doprowadzić do wyzwolenia Krymu spod rosyjskiej okupacji.

Sulejman Kadyrow krytycznie ocenia obecną sytuację na Krymie nie tylko ze względu na politykę i represje rosyjskie, ale również z uwagi na rozczarowanie Rosjan trzecim rokiem życia w Federacji Rosyjskiej:
– Kiedyś Krym był rosyjski, teraz zrobił się ukraiński. Oni zrobili wielki błąd! Lepiej było trzymać prorosyjski Krym w składzie Ukrainy.

Rewizje w domu Sulejmana Kadyrowa odbyły się 31 października 2015 roku i 5 października 2016 roku. Jego sprawą zajmuje się tatarski adwokat specjalizujący się w sprawach politycznych na Krymie, Edem Semedlajew.

Wojciech Jankowski z Ukrainy

W audycji Wojciech Jankowski opowiadał również o problemach jakie mają na granicy Ukrainy i anektowanego przez Rosję Krymu dziennikarze, które stały się również jego udziałem. Otóż przekroczenie tej „granicy administracyjnej”, jak ja nazywają Rosjanie, jest co najmniej frustrujące.

-Jadąc z Symferopola w kierunku Armiańska w stronę granicy zastanawiałem się jak będzie wyglądało to przejście granicy – powiedział Jankowski, wspominając o swoich doświadczeniach i innych korespondentów, z tego typu „przejściami granicznymi”.

-Jechałem autobusem, jeszcze w ostatniej chwili wyrywałem notatki, kasowałem zdjęcia i o godzinie 19.00 wreszcie przeszedłem przez granicę – wspomina Jankowski. Gdy pokazał polski paszport na przejściu granicznym „pani, zastanawiała się co zrobić. Zadzwoniła i dowiedziała się, że ma mnie potraktować tak jak wszystkich”.

-Niestety, w końcu znalazła  napis журналистская виза (wiza dziennikarska – przyp.red.) i wtedy zapytała, „a czym się zajmowaliście?” – kontynuuje Jankowski, który  wymijająco odpowiedział na pytanie funkcjonariuszki – czy zajmował się na Krymie polityką? – że między innymi kościołem katolickim.

-Ona popatrzyła na mnie i pouczyła”kościół to nie polityka, to kultura” – wspomina Jankowski, który zdziwiony tą klasyfikacją odetchnął z ulgą, chociaż musiał jeszcze trochę poczekać. Nasz korespondent wiedział, że tak będzie, bo zazwyczaj dziennikarze mają kilkugodzinne rozmowy z funkcjonariuszami FSB. Na szczęście FSB nie była zainteresowana piszącym o „kulturze” i zakomenderowała „пропуск”(wypuścić – przyp.red.).

-Wtedy również pomyślałem, że życie jest piękne! – powiedział Jankowski.

MoRo

 

Krymski dziennikarz Mykoła Semena oskarżony o wzywanie do naruszenia granic Federacji Rosyjskiej za napisanie artykułu

Dziennikarz został oskarżony o wzywanie do naruszenia integralności terytorialnej FR za artykuł na portalu Krym Realii. Pół roku po publikacji FSB przeszukała mu dom i wytoczyła sprawę przed sądem.

Mykoła Semena 11 września opublikował na stronie Krym Realii artykuł pod tytułem „Blokada – pierwszy i niezbędny krok ku wyzwoleniu Krymu”. Tekst był głosem w szerszej dyskusji na temat sensu wprowadzenia blokady Krymu. Pół roku później okazało się, że Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) interesowała się działalnością Mykoły Semeny i w kwietniu 2016 roku funkcjonariusze FSB przeszukali jego mieszkanie (i innych dziennikarzy publikujących na stronie Krym Realii). Semenę oskarżono o wzywanie do naruszenia granic i integralności terytorialnej Federacji Rosyjskiej, chociaż istnieje artykuł o naruszeniu integralności terytorialnej Krymu, który został wprowadzony w prawie rosyjskim po aneksji tej części Ukrainy. Warto wiedzieć, że artykuł 280.1 kodeksu karnego Federacji Rosyjskiej – z którego ma być sądzony dziennikarz – przewiduje w tym wypadku karę kolonii karnej i zakaz zajmowania się wykonywanym zawodem lub do pięciu lat pozbawienia wolność plus trzy lata zakazu wykonywania zawodu.

Mykoła Semena przyznał się do autorstwa artykułu. Obrońcy dziennikarza oparli obronę na dwóch faktach. W artykule nie było wezwań do naruszenia integralności FR. Ponadto, nawet wedle prawa rosyjskiego Krym nie wszedł w skład Federacji Rosyjskiej.

Ostatnią tezę uzasadnili tym, że:

– konstytucja FR uznaje priorytet prawa międzynarodowego, dopiero potem prawo wewnętrzne państwa, a wedle takiego porządku aktów pierwszeństwo mają: akt helsiński o nienaruszalności granic w Europie, dokumenty Rady Europy, ONZ i OBWE. Ponadto organizacje te nie uznały aneksji Krymu przez Rosję.

– wedle prawa rosyjskiego granica FR – zgodnie z umową z Ukrainą „O przyjaźni, współpracy i wzajemnej pomocy” i o granicy państwowej  – przebiega przez Morze Czarne i Cieśninę Kerczeńską.

Zdaniem obrońców w porządku prawnym FR nie nastąpiło przeniesienie granicy między Rosją a Ukrainą z Cieśniny Kerczeńskiej na granicę miedzy Krymem a obwodem chersońskim. Jako przykład podają oni przypadek pewnego Rosjanina, który niedawno zrobił tratwę i przepłynął na niej przez cieśninę na Krym i został… oskarżony o naruszenie granicy.
Dane ściągnięte z komputera Semeny zostały pobrane nielegalnie przez funkcjonariuszy, ponieważ zgodę na to dostali od sądu kilka miesięcy później. Ekspertyzę tekstu przeprowadzono w sposób nierzetelny. Przy FSB powstała jednostka do tego przeznaczona, która wedle Semeny pisze ekspertyzy na własne potrzeby.

Obrońcy zamówili w Moskwie powtórną ekspertyzę. W recenzji napisano, że krymska ekspertyza była przeprowadzona przez niewykwalifikowaną osobę. Znaleźli w dokumencie 72 błędy (na poziomie szkoły wyższej – 25, średniej – 27 i 20 błędów na poziomie nauczania języka rosyjskiego w szkole podstawowej!).

– Jest to oświadczenie rosyjskich organizacji obrony praw człowieka, że artykuł 280.1, na podstawie którego mnie sądzą, został wprowadzony do kodeksu karnego z powodów politycznych. Były przecież takie czasy, kiedy w Rosji nie było więźniów politycznych – powiedział Mykoła Semena – Nie rozumiem, dlaczego Rosja znów wraca do tych czasów. To ewidentny krok wstecz.

Mykoła Semena nie ma wątpliwości, że jego proces jest kolejną sądową sprawą polityczną na Krymie. Żegnając się ze mną, powiedział, że nie wie, jak potoczą się jego sprawy, może pójdzie do więzienia. Zaznaczył, że za większe drobnostki osądzano ludzi w Rosji, na przykład za tzw. reposty, udostępnienia cudzej publikacji w mediach społecznościowych. W takim wypadku, jak mówi, przynajmniej wiedziałby, za co poszedł do więzienia. „Jestem patriotą Ukrainy i wyraziłem swoją opinię” – zakończył.

W obronę Semeny zaangażowała się grupa Memoriał, wedle której w tekście nie ma wezwań do naruszenia granic rosyjskich.

Artykuł 280.1 kodeksu karnego o wzywaniu do naruszenia integralności terytorialnej Federacji Rosyjskiej został wprowadzony po aneksji Krymu i wedle wielu komentatorów ma on charakter polityczny. Na podstawie artykułu 280.1 oskarżono już wiele osób, w tym mieszkańców Krymu, między innymi Ilmiego Umerowa za wywiad udzielony tatarskiej telewizji ATR.

W czwartek 31 sierpnia odbędzie się kolejne posiedzenie sądu. Obrońcy będą opierali się na tym, że wezwań do naruszenia integralności FR w artykule Semeny nie ma, jednocześnie de iure paragraf o integralności terytorialnej FR nie dotyczy Krymu i poproszą o uniewinnienie.

Wojciech Jankowski z Krymu

Korespondencja z Krymu / Tatar krymski Serwer Karametow: Jesteśmy rdzennym narodem Krymu! Nie powinniśmy się bać!

W sierpniu tego roku Serwer Karametow wyszedł protestować z plakatem „Putin. Nasze dzieci to nie terroryści”. Otrzymał za to 10 dni aresztu, mimo że ma 76 lat i cierpi na chorobę Parkinsona.

Serwer Karametow jest przykładem dla młodych Tatarów. Brał udział w protestach już w 1969 roku. W 1987 roku był z innymi Tatarami w Moskwie na placu Czerwonym. Pojechał również na Majdan.

– Jesteśmy rdzennym narodem Krymu – mówił 76-letni aktywista. – Nie powinniśmy się bać, czemu mielibyśmy się bać? W czasach sowieckich nieraz jeździliśmy na protesty do Moskwy.

Serwer Karametow wyszedł na protest z plakatem „Putin. Nasze dzieci to nie terroryści” w obronie Achmeta Czijgoza 8 sierpnia. Został zatrzymany i skazany 10 sierpnia na 10 dni aresztu i mandat w wysokości 10 tysięcy rubli (otrzymuje emeryturę 8900 rubli) za naruszenie porządku jednoosobowych protestów i przeciwstawienie się funkcjonariuszom policji.

Po ogłoszeniu wyroku społeczność tatarska zapłaciła 10 tysięcy rubli. Istnieje organizacja Krymska Solidarność, która zbiera pieniądze na aktywistów krymskich. Kilku Tatarów zadzwoniło z informacją, że biorą na siebie karę Karametowa. Aresztowanie Serwera Karametowa wywołało inne jednoosobowe protesty Tatarów na Krymie.

Aktywista faktycznie spędził w areszcie 12 dni. Powinien był znajdować się w areszcie do 17 sierpnia, tymczasem wyszedł 19 sierpnia. Wypuszczono go nocą i wywieziono bez pieniędzy na dworzec autobusowy, pomimo że pod gmachem sądu czekali na Karametowa Tatarzy. Wcześniej adwokatom zapowiedziano, że Karametow zostanie wypuszczony przed gmachem sądu na ul. Pawlenki w Symferopolu. Karametowa odnaleziono dopiero, gdy włączył oddany mu na dworcu telefon.

Serwer Karametow jest aktywistą od 1966 roku. Już w 1969 roku brał udział w proteście w obronie prześladowanego Tatara, został posadzony wówczas na 15 dni. W rocznicę deportacji Tatarów, 18 maja, również wyszedł na protest w Symferopolu. Zatrzymano go wówczas na trzy godziny.

– Już dziesiątki ludzi posadzili na podstawie artykułu o terroryzmie, a terroryzmu u nas w ogóle nie ma. My nie dopuszczaliśmy się aktów terroryzmu i nie będziemy tego robić. Jesteśmy tak małym narodem. W 1863 roku nas było 16 milionów. Rosjanie nas wypychali z Krymu. Do Turcji wyjechało siedem milionów – uzasadniał swoje działanie Karametow. – Dlatego myślałem, jak chronić nasz naród. Wszyscy się boją, nikt nie wychodzi z protestem na ulicę. Jednemu człowiekowi z Sewastopola dali siedem lat, drugiemu 15, a w domu u nich niczego nie znaleźli, ani papierów, ani broni.

Jedyna rzecz, której boi się Serwer Karametow, to kolejne deportacje dzieci Tatarów krymskich. Przypomina, że w 2014 roku w trakcie aneksji Rosjanie dzielili się już tatarskimi domami. Karametow zawsze przy sobie ma na wypadek spontanicznego protestu flagę krymsko-tatarską.

Serwer Karametow wrócił na Krym do rejonu leninowskiego już w 1968 roku, jako jeden z pierwszych Tatarów. Miał wówczas 27 lat. Wedle słów Karametowa było wówczas tylko 10 rodzin tatarskich na Krymie. Po powrocie pracował jako pasterz w kołchozie, żona pracowała przy dojarce. Serwer Karametow mieszka w Starym Krymie, 90 km od Symferopola.

Wojciech Jankowski z Krymu

 

Elmira Ablialimowa, żona Achmeta Czijgoza: Polacy! Nie zapominajcie o nas! 2014 rok może przydarzyć się innym narodom

W relacji Wojciecha Jankowskiego z Krymu o kolejnych represjach i zatrzymaniach działaczy tatarskich i ukraińskich przez władze rosyjskie, a także o procesie politycznym Achmeta Czijgoza z Medżlisu.

Jakie skutki przyniósł Dzień Niepodległości Ukrainy na Krymie? Zatrzymano w Symferopolu dwie osoby z Ukraińskiego Centrum Krymskiego: Alenę Popową i Galinę Bałaban. Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko przyznał Achmetowi Czijgozowi, więźniowi politycznemu, wiceprzewodniczącemu Medżlisu Tatarów krymskich order „Za zasługi” trzeciego stopnia.

Wiceprzewodniczący Medżlisu, samorządu tatarskiego, Achmet Czijogoz znajduje się w więzieniu od 29 stycznia 2015 roku. Jest sądzony za zorganizowanie proukraińskiego mitingu 26 lutego 2014 roku pod gmachem Rady Najwyższej Autonomicznej Republiki Krymu. Czijgoz jest najważniejszą osobą w środowisku Tatarów krymskich na półwyspie, odkąd nie pozwolono wjechać na Krym Mustafie Dżemilowowi i Refacie Dżubarowowi.

Achmet Czijgoz nie opuszcza więzienia na rozprawy sądowe, zeznania składa za pośrednictwem kamer wideo. Na znak solidarności z nim na wszystkie rozprawy przychodzą Tatarzy. Samorząd Tatarów krymskich został uznany przez prokuraturę za organizację ekstremistyczną w kwietniu 2016 roku i zakazał jego działalności.

Jak twierdzą żona Czijgoza Elmira Ablialimowa i jego adwokat Nikołaj Połozow, który wcześniej bronił między innymi Pussy Riot i Aleksieja Nawalnego, jest to bezsprzecznie proces polityczny.

– W procesach politycznych w Federacji Rosyjskiej normą jest to, że wyrok jest na zamówienie władz – powiedziała Elmira Ablialimowa. – To, co nam zostało, to modlić się, prosić Najwyższego o siły, wytrzymałość, cierpliwość i szybkie wypuszczenie męża.

W czasie rozmowy z Elmirą Ablialimową nadeszła informacja z Kijowa, że Petro Poroszenko ukazem 251/2017 nadał tatarskiemu więźniowi politycznemu order trzeciego stopnia „Za zasługi” . Po rozmowie telefonicznej pani Elmira była szczęśliwa, powiedziała, że takie gesty pomagają jej przetrwać ten trudny okres. Otrzymuje dużo pocztówek ze wsparciem z Kanady, Ukrainy, Stanów Zjednoczonych, Czech, a nawet z Rosji. Rosjanie na tych kartkach piszą, że wstydzą się za nieprawość władz Rosji. Zauważyła jednak, że dla władz rosyjskich to może być argument za surowszym potraktowaniem męża.

W czasie rozmowy żona Achmeta Czijgoza wystosowała apel: – Chciałam zwrócić się do mieszkańców Europy, w tym do Polaków, którzy zawsze wspierali naród Tatarów krymskich w walce. Nie zapominajcie o nas! Wspierajcie nas! Ponieważ to, co przytrafiło się nam w 2014 roku i ma miejsce teraz, może okazać się nieostatnim takim zdarzeniem, może zdarzyć się jeszcze komuś.

– To, co teraz odbywa się z rdzennym krymskotatarskim narodem, bezprawie, z jakim ma do czynienia, może przytrafić się innym narodom. Tylko, gdy się zjednoczymy, możemy nie dopuścić do powtórzenia 2014 roku, tylko zjednoczona Europa i Ameryka, ich poparcie dla Ukrainy w obronie integralności i nienaruszalności granic może ocalić Europę przed – niestety – niebezpiecznym sąsiadem!

Achtem Czijgoz przez cały 2015 rok znajdował się w izolacji, w 2016 roku rozpoczął się jego proces. W tym czasie umarła jego chora na raka matka. Sąd dwukrotnie odmawiał Czijgozowi spotkania z nią, uznając, że przykuta do łóżka kobieta w ostatniej fazie raka może odwiedzić syna w więzieniu. W końcu sąd zezwolił mu na dziesięciominutową wizytę u matki. Elmira Ablialimowa o wizycie nie wiedziała, bo przewiezienie Czijgoza do domu odbyło się w głębokiej tajemnicy. W ciągu miesięcy ciężkiej choroby więzień polityczny widział matkę tylko 10 minut. Została ona pochowana 2 lipca bez obecności syna na pogrzebie.

Elmira Ablialimowa powiedziała, że mąż zdążył pożegnać się z matką. Przeprosił za to, że nie jest przy niej w ciężkiej chorobie. Matka na to odpowiedziała, że jest dumna z postawy syna.

Żona wiceprzewodniczącego Medżlisu Tatarów krymskich określa proces jako show, w którym jej rodzina stała się niestety aktorami na scenie. Przykładem jest zeznanie senator Olgi Kowitidi, która jako świadek mówiła na procesie, że Tatarzy zabraniali jej przejść w trakcie demonstracji 26 lutego 2014 roku, mówiąc, że przepuszczą ją, jak odpowie „Gierojam sława” na zawołanie „Sława Ukrainie”. Wedle jej słów, gdy tego nie zrobiła, napluto jej w twarz.

Obecni na rozprawie sądowej komentowali później, że jeżeli taki poziom reprezentują elity krymskie, to niewiele można się po nich spodziewać. Olga Kowitodi była deputowaną Rady Najwyższej Autonomii Krymskiej, obecnie jest członkiem numer 1 Rady Zgromadzenia Rosyjskiej Federacji z ramienia władzy wykonawczej Republiki Krymskiej.

W dniu 24 sierpnia order drugiego stopnia „Za zasługi” został również przyznany Ilmiemu Umerowi, zastępcy przewodniczącego Medżlisu Tatarów krymskich, przeciw któremu również toczy się proces polityczny.

Na zdjęciu Elmira Ablialimowa kilka minut po odebraniu wiadomości o przyznaniu jej mężowi orderu przez prezydenta Ukrainy.

***

W czwartek 24 sierpnia policja zatrzymała dwie osoby z Ukraińskiego Centrum Krymskiego: Alenę Popową i Galinę Bałaban. Zostały prawdopodobnie zatrzymane za to, że w Dzień Niepodległości Ukrainy ubrały się w barwy błękitno-żółte. Dzień wcześniej Alena Popowa, Galina Balaban i stojący na czele UCK Leonid Kuzmin złożyli kwiaty pod pomnikiem Tarasa Szewczenki. Być może to było powodem zatrzymania. Kobiety były przetrzymywane trzy godziny. Przejrzano im plecaki i rzeczy osobiste. Alena Popowa nie miała przy sobie dokumentów, natomiast Galina Bałaban miała paszport, więc jej przetrzymanie było bezpodstawne.

Wojciech Jankowski

Wojciech Jankowski z Krymu / Służby rosyjskie nie dopuściły do spotkania uczestników protestu tatarskiego z 1987 roku

Dzień 57. z 80 / Nadleśnictwo Lipusz / Poranek WNET – W kolejnej korespondencji z Krymu o napięciu między Tatarami a władzą Federacji Rosyjskiej oraz o najnowszej historii Tatarów krymskich.

W niedzielę 20 sierpnia tatarscy uczestnicy protestu z Moskwy z 1987 mieli spotkać się, by uczcić protest w jego rocznicę w bazie odpoczynku w miejscowości Biała Skała (po krymskotatarsku – Aq Qaya) w rejobnie biełogorskim (Biełogorsk, po krymskotatarsku – Qarasuvbazar). Spotkanie miało mieć charakter pikniku. Organizatorzy wybrali miejsce z dala od centrów dużych miast, gdyż wiedzieli, że nie dostaną pozwolenia. Miejsce pod gołym niebem miało nie dawać pretekstu do interwencji i nie wymagało pozwolenia.

Interwencja jednak nastąpiła. Uzbrojone służby w czarnych bandytkach nie dopuściły do przeprowadzenia mityngu. Przyjechało jednak kilka samochodów OMON i policji. Miejsce spotkania zostało otoczone kordonem.

Pomimo obecności uzbrojonych służb siłowych Tatarzy wyjęli flagi tatarskie i zaczęli się modlić. W odległości kilku metrów od kordonu omonowców występował zespół dziecięcy z ludowymi tańcami. Nad głowami obecnych przelatywały śmigłowce. Omonowcy wezwali zebranych do rozejścia się bez użycia siły z ich strony.[related id=35319]

W tym samym czasie zostali otoczeni Tatarzy, którzy przybyli na miejsce przed blokadą. Znajdujący się wśród otoczonych Bekir Umerow zapytał, jak długo potrwa interwencja. W odpowiedzi usłyszał, że „do lepszych czasów”, na co oznajmił, że lepsze czasy przyjdą, gdy zmieni się prezydent. Te słowa zostały potraktowane jako pogróżki skierowane do prezydenta Federacji Rosyjskiej. Bekir Umerow został zatrzymany na kilka godzin.

Po wypuszczeniu Bekira Umerowa spotkanie jednak odbyło się – dwie godziny później, w miejscowości oddalonej o kilka kilometrów. Tatarzy przejechali samochodami z wywieszonymi flagami krymskotatarskimi w inne miejsce, gdzie pomodlili się.

Jak powiedział Ilmi Umerow, jeden z członków zakazanego przez władze Federacji Rosyjskiej na Krymie Medżlisu, całe wydarzenie w ogóle byłoby niezauważone przez media, gdyby nie interwencja służb. Miałoby charakter pikniku, o którym, poza kilkuset osobami, nikt by się nie dowiedział.

– Ich logikę trudno zrozumieć. Cel jest tylko jeden – skomentował Ilmi Umerow – nastraszyć cały naród krymskotatarski, nastraszyć wszystkich, którzy myślą inaczej, wszystkich niepokornych wobec tych władz. Metody zastraszania wybierają za każdym razem inne. A w efekcie ani strachu przed nimi w nas nie przybyło, ani lojalności wobec nich. Po raz kolejny władze pokazały swoją tchórzliwość i niekompetencję. Podjęły głupią decyzję, w wyniku której piknik zamienił się w protest. [related id=35203]

Protesty z 1987 roku to kamień milowy w najnowszej historii Tatarów krymskich. Po deportacji w 1944 roku zamieszkiwali oni głównie Uzbekistan, dokąd ich wtedy wywieziono. Część zdołała przeprowadzić się do sąsiadującego przez Zatokę Kerczeńską Kubania. Tatarzy krymscy byli pierwszym narodem, który wystąpił z protestami w Moskwie.

Latem 1987 roku doszło do serii protestów w Moskwie, w wyniku których z protestującymi spotkał się Andriej Gromyko. Po rozgonieniu protestu i deportacji do republik związkowych – miejsc zamieszkania – aktywiści tatarscy podjęli decyzję o powrocie do ojczyzny. Efektem aktywności Tatarów krymskich z lata 1987 roku był powrót na Krym i przyznanie Tatarom prawa do tego przez władze w 1989 roku.

Bekir Umerow jest jednym z bohaterów ruchu odrodzenia Tatarów krymskich. W latach 80. mieszkał w Kraju Krasnodarskim (Kubań). W rocznicę deportacji swojego narodu, 18 maja 1987 roku, podjął głodówkę w celu skłonienia Gorbaczowa do spotkania z delegacją Tatarów – grupą, która zebrała się w kwietniu 1987 roku w Taszkiencie. Po niedzielnym incydencie Umerow spodziewa się aktu oskarżenia. Jego bratu Ilmi Umerowi wytoczono dwa lata temu proces za wywiad udzielony telewizji krymskotatarskiej ATR.

Wojciech Jankowski

Relacja dostępna w drugiej części Poranka WNET. Zapraszamy do słuchania.

Wojciech Jankowski z Ukrainy / Dzień 56. z 80 / Tarnów / Poranek WNET / Kościół rzymskokatolicki na Krymie trwa

Rzymscy katolicy Symferopola w niedzielę 21 sierpnia modlili się za biskupa Jacka Pyla, który obchodził 17 sierpnia 55 urodziny. W poniedziałek na spotkanie zjechali się księża z całego Krymu.

 

Wojciech Jankowski z Ukrainy

Wierni na niedzielnej mszy świętej cieszyli się obecnością biskupa. Przygotowali dla niego tort i składali życzenia. Obecnie już nie martwią się o obecność biskupa, ale w 2014 roku nie dla wszystkich było oczywiste, jak potoczą się losy Kościoła na Krymie. Wielu rzymskich katolików wyjechało wówczas z półwyspu. Dziś na terytorium całego regionu jest około tysiąca praktykujących.

Na poniedziałkową konferencję przyjechali wszyscy obecni na Krymie księża rzymskokatoliccy. Oficjalnie jest zarejestrowanych 9 parafii: w Symferopolu, Eupatorii, Sewastopolu, Teodozji, Kerczu, Jałcie, Kolczuginie, Ałuszcie i Dżankoju. Zabrakło spośród nich jedynie księdza z Kercza, którego chwilowo nie ma na Krymie. Rzymscy katolicy w Symferopolu nie mają swojego kościoła, spotykają się w kaplicy.[related id=35197]

Ksiądz Jacek Pyl jest biskupem pomocniczym diecezji odesko-symferopolskiej. W 2012 roku Benedykt XVI mianował go biskupem pomocniczym odpowiedzialnym za dekanat krymski. Po aneksji Krymu biskup Jacek Pyl nie opuścił wiernych i został w Symferopolu na stałe. Rozpoczął, zgodnie z umową miedzy Stolicą Apostolską a Federacją Rosyjską, tworzenie Krymskiego Okręgu Duszpasterskiego. Kanonicznie kościół katolicki na Krymie podlega ciągle ukraińskiemu Kościołowi katolickiemu. Rosja, nie uznając prawa ukraińskiego, wymagała rejestracji od nowa parafii w zgodzie z prawem rosyjskim. Problemem było to, że spośród księży mało było obywateli rosyjskich.

Na Półwyspie Krymskim w czterech miastach są odprawiane msze święte po polsku: w Kerczu, Eupatorii, Jałcie, w Symferopolu jest odprawiana sobotnia msza wieczorna w języku polskim przez księdza rosyjskiego. Na terenie Krymu msze święte są odprawiane po rosyjsku, ukraińsku, polsku, angielsku dla studentów, w Sewastopolu jest nawet po hiszpańsku dla hiszpańskojęzycznych studentów Szkoły Morskiej.

W samym Symferopolu od 25 lat wspólnota katolicka stara się o to, by miasto wydzieliło działkę pod budowę kościoła. Stary kościół został zniszczony przez komunistów, a w tym miejscu postawiono inny gmach. Przez cały czas starań władze mówią, że już wszystko jest zagospodarowane. Biskup Jacek Pyl prosi wiernych o modlitwę w intencji nowego kościoła w Symferopolu.

Nieco inna sytuacja jest w Sewastopolu, gdzie wierni walczą o oddanie kościoła przerobionego na kinoteatr wiele lat temu.

Korespondencja Wojciecha Jankowskiego w części pierwszej Poranka WNET.

WJ

Raport Krymskiej Grupy Praw Człowieka: militaryzacja zaanektowanego przez Rosję Krymu zagrożeniem dla praw człowieka

Ukraińscy obrońcy praw człowieka alarmują o postępującej militaryzacji zaanektowanego przez Rosję Krymu, co negatywnie wpływa na życie ludności i prowadzi do ograniczania jej podstawowych swobód.

Raport w tej sprawie opracowała działająca na Ukrainie Krymska Grupa Praw Człowieka. Według niej na półwyspie rośnie liczba przestępstw, popełnianych na ludności cywilnej przez rosyjskich żołnierzy i tzw. rosyjską samoobronę, oraz szerzy się propaganda nienawiści i kultu przemocy w placówkach oświatowych.

„W ciągu 3,5 roku okupacji Krymu odnotowaliśmy wiele przypadków łamania praw człowieka, w czym uczestniczyli zarówno wojskowi Federacji Rosyjskiej, jak i przedstawiciele ugrupowań paramilitarnych. Wśród tych przypadków było przejmowanie własności prywatnej obywateli Ukrainy, w tym mieszkań należących do ukraińskich wojskowych, oraz własności prywatnych przedsiębiorców” – mówi współautorka raportu Iryna Siedowa.

„Ugrupowania paramilitarne, Kozacy i tzw. samoobrona Krymu, dopuszczają się ciężkich przestępstw, wśród których są zabójstwa, porwania i tortury. Rosyjskie władze wykorzystują także te struktury do napaści i zastraszania wszystkich, którzy nie zgadzają się z polityką Kremla” – dodaje Siedowa.

Krymska Grupa Praw Człowieka zwraca uwagę, że sprawcy tych przestępstw nie są ścigani przez rosyjskie władze na Krymie, a ugrupowania paramilitarne finansowane są z budżetu półwyspu.

Grupa zaznaczyła także w swoim raporcie, że wbrew prawu międzynarodowemu mieszkańcy Krymu powoływani są do rosyjskiej armii, co – jej zdaniem – jest poważnym naruszeniem przyjętych na świecie norm.

Druga część raportu mówi o militaryzacji życia społecznego na Krymie, która dotyczy przede wszystkim oświaty.

„Propaganda nienawiści i kult przemocy stały się częścią edukacji dzieci, które nauczane są w szkołach walki o Rosję z bronią w ręku” – czytamy.

„Dzieciom narzucana jest wyłącznie rosyjska tożsamość, co prowadzi do utraty związków z państwem ich urodzenia i obywatelstwa, Ukrainą” – podkreśliła szefowa Krymskiej Grupy Olha Skrypnyk.

Po prezentacji na Ukrainie dokument, który przygotowała Grupa, będzie rozpowszechniany w instytucjach i organizacjach międzynarodowych, a zawarte w nim fakty będą dowodami w procesach przeciwko Rosji – oświadczyli autorzy raportu.

Rosja zajęła należący do Ukrainy Krym w 2014 roku w następstwie interwencji militarnej i referendum, którego wyników nie uznały ani władze w Kijowie, ani Zachód. Zgodnie z prawem międzynarodowym Krym pozostaje częścią terytorium Ukrainy.

PAP/MoRo