Do liderów opozycji: Wasze żądania kojarzą mi się z żądaniami karpia przyspieszenia świąt Bożego Narodzenia

Albo Kaczyński jest dyktatorem, a Wy w swej naiwności chcecie dać mu narzędzia, żeby Was pognębił, albo nie jest dyktatorem, w związku z czym cała Wasza narracja była i jest oszukiwaniem Polaków.

Droga opozycjo, staram się zrozumieć Wasze postępowanie i Wasze motywy, jednak nie do końca to mi się udaje. Rozumiem, że wobec grożącej katastrofy wyborczej należy dążyć do przesunięcia wyborów, a lepiej ich anulowania, by móc zastąpić katastrofalną kandydatkę kimś, kto mógłby osiągnąć wynik na poziomie chociażby kilkunastu procent i uniknąć kompromitacji.

Rozumiem, że to ściema z tymi wirusami przenoszonymi w kopercie albo śmiercią czekającą w lokalach wyborczych. To taka wersja dla niezorientowanego wyborcy. To wszystko rozumiem, nie rozumiem tylko jednego: dlaczego dla osiągnięcia tego celu tak kurczowo trzymacie się żądania ogłoszenia stanu nadzwyczajnego, konkretnie stanu klęski żywiołowej? Od wielu lat powtarzacie, że Kaczyński jest dyktatorem bezwzględnie dążącym do powiększenia swojej władzy i gnębienia obywateli. Powtarzaliście to tak często, że chyba Wam uwierzyłem. Tymczasem teraz chcecie temu dyktatorowi włożyć do ręki narzędzie dalszego zniewolenia i uważacie, że on z tego nie skorzysta? Pomijam kuriozum na skalę światową, gdy demokratyczna opozycja domaga się anulowania wyborów i wprowadzenia stanu nadzwyczajnego.

Innym kuriozum jest brutalny dyktator, który broni się przed wprowadzeniem tego nadzwyczajnego stanu, dążąc bezwzględnie do przeprowadzenia wyborów. To tak na marginesie.

Zastanawiam się jednak, czy wiecie, co robicie? Czy zdajecie sobie sprawę z tego, jakie konsekwencje wprowadzenie stanu nadzwyczajnego przyniesie dla Was? Odnoszę wrażenie, że walcząc długo i intensywnie w obronie Konstytucji, nie mieliście czasu, by ją przeczytać, jak i paru innych ustaw. Zrobiłem to więc za Was i chcę przedstawić Wam konsekwencje, jakie mogą spotkać Was po zrealizowaniu Waszych dążeń.

Pomijam tutaj kwestie odszkodowań, jakie Polska będzie musiała wypłacić zagranicznym firmom, które zainwestowały u nas, bo nie jest prawdą to, co mówił przewodniczący Platformy, że można to ograniczyć do firm niemających siedziby w rajach podatkowych. Takich zapisów nie ma w umowach, jakie Polska zawarła z innymi krajami i te właśnie firmy z łatwością wywalczą sowite odszkodowania przed każdym sądem arbitrażowym. Wiem jednak, że to Was najmniej interesuje i dlatego chciałem pokazać, co wprowadzenie stanu nadzwyczajnego może oznaczać dla Was jako partii i dla Was osobiście.

Zacznijmy od tego, że zgodnie z artykułem 228 Konstytucji RP stany nadzwyczajne wprowadzić można jedynie, gdy zwykłe środki konstytucyjne są niewystarczające. Obecnie wszystkie działania rządu oparte są na obowiązujących ustawach i nie potrzeba wprowadzać środków nadzwyczajnych. Tak więc, jeśli rządzący zdecydują się na to, będzie to jedynie ugięcie się pod presją opozycji i kierowanie się motywami politycznymi, a nie merytorycznymi.

Zastanawia mnie to, że przez wiele lat wmawialiście wszystkim, jakim bezwzględnym dyktatorem jest Jarosław Kaczyński, za wszelką cenę dążący do poszerzania swojej władzy i deptania wolności obywateli, a teraz chcecie dać mu narzędzie, by mógł swe niecne zamiary zrealizować

Zobaczmy, jak może on wykorzystać stan klęski żywiołowej.

Zacznijmy od tego, że stan klęski żywiołowej ogłosić można na 30 dni, ale Sejm może przedłużać go na kolejne 30 dni i ani Konstytucja, ani ustawa nie określają maksymalnej ilości tych przedłużeń. Dacie wtedy do ręki Kaczyńskiemu to, o czym każdy dyktator marzy. Nietrudno wyobrazić sobie sytuację, gdy brutalny dyktator będzie tak sterował ilością przedłużeń, by w odpowiednio korzystnym dla siebie momencie zdecydować się wreszcie na zniesienie tego stanu i przeprowadzenie wyborów, tak aby być pewnym wygranej.

A jak możecie temu przeciwdziałać? Praktycznie nie możecie. Ustawa przewiduje możliwość ograniczenia wszelkiej działalności, jakkolwiek nie pisze o tym wprost, ale jej artykuł 21 wprowadza możliwość ograniczenia poruszania się. Ograniczyć można do zera, w związku z czym będziecie zamknięci we własnych mieszkaniach, w ostrej kwarantannie. Co więcej, nie będziecie mogli organizować akcji internetowych czy nawet kontaktować się pocztą, jako że artykuł 25 pozwala na wyłączenie poczty i kurierów, a również nadawania elektronicznego, w tym internetu i telefonów.

Co więcej, skoro epidemia osiągnęła takie rozmiary, że konieczne jest wprowadzenie stanu nadzwyczajnego, nie będzie problemu dla rządzących z uzasadnieniem innych kroków, jak na przykład zlikwidowaniem dotacji dla partii politycznych, bo wszystkie środki będą potrzebne na walkę z koronawirusem.

Z czego będziecie wtedy żyli? Wiem, wiem, liczycie na Waszych samorządowców, którzy mogą Was przytulić i pożywić. Nie liczcie jednak na to. Artykuł 9 w punkcie piątym umożliwia rządowi zawieszenie w funkcjach prezydentów, burmistrzów i wójtów i wprowadzenie na ich miejsce swoich komisarzy. Oczywiście jest to możliwe tylko wtedy, jeśli ci prezydenci, burmistrzowie i wójtowie nie współpracują należycie z władzami państwowymi. Mnogie ostatnio oświadczenia i działania Waszych samorządowców znacznie ułatwiają pisowskim zamordystom uzasadnienie takich decyzji. I co wtedy zrobicie? Kaczyński doprowadzi Was do ruiny, a potem ogłosi wybory, w których nie będziecie mogli wystartować z powodów finansowych. Poskarżycie się do Brukseli? Jak? Z własnego mieszkania, bez możliwości zadzwonienia, wysłania maila czy listu?

Ale to nie wszystko. Dlaczego Kaczyński miałby ogłosić stan klęski żywiołowej, a nie stan wyjątkowy? Powody dla jego ogłoszenia są takie same, czyli żadne. A tu już nie ma żartów. W stanie wyjątkowym zakazuje się jakiejkolwiek działalności. Można zakazać działalności partii politycznych, stowarzyszeń, strajków, zrzeszania się. Komisarze wchodzą praktycznie automatycznie. I nawet media tego nie skrytykują z powodu wprowadzonej cenzury prewencyjnej. Co więcej, „Gazeta Wyborcza” będzie nie tylko mogła, ale musiała zamieszczać komunikaty rządowe, niestety bezpłatnie.

Najlepsze na koniec: to możliwość internowania. Po prostu pozamykają Was i tyle. I to wszystko zgodnie z prawem i ukochaną przez Was Konstytucją. Co więcej, na Wasze żądanie.

Jest w tym wszystkim iskierka nadziei, ponieważ stan wyjątkowy można ogłosić na maksimum 90 dni i przedłużyć go raz o dni 60. Daje to w sumie 150 dni. Wybory potem nie mogą odbyć się wcześniej niż w ciągu 90 dni. Zakładając, że chodzi o ogłoszenie wyborów, a nie termin głosowania, dojdziemy mniej więcej do wymarzonego przez was terminu. Stanie się tak jak chcecie, ale czy Wasza sytuacja będzie taka jaką chcielibyście mieć? Bez pieniędzy, z rozbitymi strukturami, po 150 dniach więzienia, gdzie, jak wiecie, różnie bywa, choć siedzi tam Wasz elektorat? Nie wiem, czy ktokolwiek z rozsądnych ludzi zgodzi się kandydować z Waszego ramienia.

A przecież niewykluczone jest, że krwawy i mściwy Kaczor napuści prokuratorów Ziobry, by znaleźli na Was cokolwiek. Bądźmy szczerzy, nie muszą długo szukać. Tym razem jednak nie możecie liczyć, że zastraszeni sędziowie Was uniewinnią.

A czy Wasi zagraniczni przyjaciele zechcą Was bronić i w Was inwestować? W ludzi zepchniętych na margines polityki? Czy raczej ograniczą się do kilku rytualnych wyrazów poparcia i dogadają się z Kaczyńskim? Tak jak nikt poważny nie inwestuje w opozycję białoruską, rosyjską czy turecką.

Tego właśnie nie mogę zrozumieć: dlaczego wplątujecie się w taką sytuację? Wasze żądania wprowadzenia stanu stan klęski żywiołowej kojarzą mi się z żądaniami karpia przyspieszenia świąt Bożego Narodzenia.

Chyba że jest coś, w co uwierzyć nie mogę: uważacie, że Kaczyński wcale nie jest brutalnym dyktatorem, lecz szczerym demokratą, który nie wykorzysta w niecnym celu narzędzi, jakie dajecie mu do ręki.

Znaczyłoby to jednak coś, o czym boję się pomyśleć. Znaczyłoby, że przez te wszystkie lata po prostu kłamaliście. Nie mam innego rozwiązania tego dylematu. Albo Kaczyński jest dyktatorem, a Wy w swej naiwności chcecie dać mu narzędzia, żeby Was pognębił, albo nie jest dyktatorem, w związku z czym cała Wasza narracja była i jest oszukiwaniem Polaków.

Wyjaśnijcie mi to, proszę, bo czegoś tu nie rozumiem i miotam się biedny, skołatany, od teorii do teorii. Bez Waszej pomocy zostanie mi tylko rozpłakać się z bezsilności, tak jak Wasz obecnie główny kandydat na prezydenta.

Zbigniew Kopczyński

Jan Kanthak: Samorządy kontrolowane przez opozycję torpedowały cały proces przygotowywania wyborów

Jan Kanthak o tym, czemu zorganizowanie wyborów 10 maja stało się niemożliwe, skutkach uznania ich nieważności i realizacji porozumienia Gowin-Kaczyński.

Umowa sprawy klaruje i bardzo wyjaśnia.

Jan Kanthak opisuje nową rzeczywistość wyborczą w związku z porozumieniem pomiędzy Jarosławem Gowinem a Jarosławem Kaczyńskim. Po tym jak Sąd Najwyższy stwierdzi nieważność wyborów, konstytucja przewiduje maksymalny termin 60 dni na przeprowadzenie wyborów. Pozwoli to uniknąć sytuacji, w której wybory nie odbyłyby się przed zakończeniem kadencji urzędującego prezydenta. Poseł PiS podkreśla, że niemożliwość przeprowadzenia wyborów w dniu 10 maja to wina obstrukcji większości senackiej i kontrolowanych przez polityków opozycji samorządów.

Jest większość parlamentarna stabilna. […] Ustawa znów będzie musiała pójść do Senatu.

Mówi, iż teraz Zjednoczona Prawica powinna przegłosować w Sejmie możliwość wyborów korespondencyjnych. Zgodnie z zawartą przez liderów PiS-u i Porozumienia umową zostanie uchwalona nowelizacja ustawy o głosowaniu korespondencyjnym. Będzie ona musiała przejść całą drogę legislacyjną.

Kandydaci dotychczas startujący w wyborach mają zachować prawa nabyte, co, jak zauważa Kanthak, oznacza uniknięcie konieczności zbierania podpisów w czasie epidemii.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Michał Karnowski: Chmura nowej nocnej zmiany została przepędzona. Gra zaczyna się od nowa

Michał Karnowski o wspólnej deklaracji ws. wyborów prezydenckich dwóch liderów Zjednoczonej Prawicy, zażegnaniu widma rozpadu koalicji, debacie prezydenckiej i o tym, czy Platforma zmieni kandydata.

Chmura nowej nocnej zmiany, która zaczęła gdzieś majaczyć na horyzoncie została przepędzona.

Michał Karnowski komentuje porozumienie Jarosława Gowina i Jarosława Kaczyńskiego w sprawie wyborów korespondencyjnych. Spodziewał się, że negocjacje między większym i mniejszych koalicjantem potrwają dłużej. Osiągnięcie trudnego dla obu stron kompromisu uważa za dobrą wiadomość. Zauważa, że „Jarosław Gowin tak bardzo przeraził wielu ludzi”, gdyż przypomniały one ludziom upadek koalicji rządzącej w 2007 r. Lider Porozumienia „licytował tak ostro i tak niezrozumiale, że spora część działaczy wypowiedziała mu posłuszeństwo”.

Gra się zaczyna od nowa. Dorobek kampanii staje pod znakiem zapytania.

Dziennikarz zaznacza, że zwycięstwo ubiegającego się o reelekcję prezydenta w przesuniętych wyborach nie jest pewne. Odnosząc się do debaty prezydenckiej mówi o Władysławie Kosiniak-Kamyszu:

Zobaczyliśmy polityka niesamowicie antypiowskiego.

Wobec słabości kandydatki Koalicji Obywatelskiej sądzi, że miałoby dojść do zmiany kandydata przez tą formację. Kandydatem mógłby zostać Rafał Trzaskowski bądź sam Borys Budka. Wskazuje na rolę zaplecza medialnego, które może naciskać a Platformę, by poparła Szymona Hołownię.  W Donaldzie Tusku nie widzi możliwego kandydata. Przypomina, że apel szefa EPL o bojkot wyborów prezydenckich spotkał się z niewielkim odzewem Polaków.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Bosak: Ja w żadne bojkoty nie wchodzę. Każdy chciałby przynieść Jarosławowi Kaczyńskiemu głosy Konfederacji na tacy

Krzysztof Bosak o głosowaniu koresponencyjnym, potrzebie wprowadzenia stanu klęski żywiołowej, delikcie konstytucyjnym, jakiego mógł dopuścić się rząd, mentalności wyborców PO i wprowadzanych zmianach

Nie zmienia się reguł w trakcie gry.

Krzysztof Bosak krytycznie odnosi się do wyborów korespondencyjnych. Konfederacja jest za tym, aby odsunąć wybory do czasu, kiedy epidemia się zakończy. Aby tego dokonać, to należałoby wprowadzić stan nadzwyczajny. Bosak twierdzi, że ten stan powinien być wprowadzony na początku epidemii w Polsce. Nakłada on bowiem ograniczenia również na rząd, nie tylko na obywateli. Tymczasem:

Rząd ograniczając w największym stopniu w historii III Rzeczypospolitej wolność obywateli […] przyznał sobie nadzwyczajne możliwości, nie dokonując samoograniczenia w dziedzinie swoich możliwości politycznych.

Kandydat Konfederacji na Prezydenta RP zaznacza, że rząd „nie skorzystał ze zwykłych uprawnień”, lecz wprowadził specustawę, przeciw której głosowała Konfederacja. Wciąż zaś nowelizowane są dziesiątki przepisów, gdzie nie wszystkie zmiany są złe. Chodzi o zmiany takie jak rozszerzenie zakresu elektronicznej korespondencji z sądami i ZUS-em, które, jak mówi, powinno już dawno nastąpić.

To użycie stanu nadzwyczajnego do ochrony praw i obywateli.

Nasz gość nie sądzi, żeby wprowadzenie stanu klęski żywiołowej w celu przesunięcia wyborów oznaczało jego instrumentalne stosowanie. Podkreśla, że stan jest rodzajem narzędzia, a obecnie istnieją uzasadnione powody do przełożenia wyborów. Ograniczona jest możliwość prowadzenia kampanii wyborczej przez brak spotkań na żywo z ludźmi. Polacy za granicą mogą mieć problem we wzięciu udziału w wyborach, a wielu Polaków z kraju obawia się zgłaszać się do komisji wyborczych. Głosy zaś ktoś musi policzyć. Zapowiada przy tym, że

Jeżeli zostanie uchwalone w sposób ważny prawo o wyborach korespondencyjnych […] to ja w żadne bojkoty nie wchodzę.

Bosak odnosi się także do wystąpienia Donalda Tuska i retoryki Platformy Obywatelskiej. Ta ostatnia bardziej niż na ściśle określonych poglądach, których jej brakuje, bazuje na wspólnej tożsamości:

PO próbuje budować tożsamość dla swoich wyborców w oparciu o poczucie krzywdy.

Poseł Konfederacji opowiada o próbach pozyskania przedstawicieli formacji, do której należy, przez obóz Zjednoczonej Prawicy.

Od tygodnia wydzwaniają do nas różni  znajomi. […] Każdy chciałby przynieść Jarosławowi Kaczyńskiemu głosy Konfederacji na tacy.

Podkreśla, że Konfederacja nie jest na sprzedaż i nie zrezygnuje z budowy ideowej prawicy w Polsce.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Dr Kuźmiuk: Podatek cyfrowy mógłby być najłatwiejszy do wprowadzenia, ale sprzeciwia mu się Irlandia

Dr Zbigniew Kuźmiuk o unijnym budżecie, jego wielkości, podatkach ogólnounijnych, które mogłyby go zasilić i o oskarżeniach kierowanych wobec Polski i Węgier.

Dr Zbigniew Kuźmiuk informuje, że obecnie na forum unijnym omawiane są sprawy Węgier i Polski. Te pierwsze oskarża się w związku z uchwałą węgierskiego parlamentu, który przyznał prawo premierowi rządzić dekretami. Naszemu rządowi zarzuca się zaś, że dążąc do przeprowadzenia wyborów w terminie nie chce wprowadzić stanu nadzwyczajnego.

Wymieniane są wielkie sumy- trzy biliony euro. […] To wszystko są póki co wirtualne pieniądze.

Europoseł mówi o działaniach Unii wobec problemów gospodarczych, z jakimi się obecnie mierzy. Powstał, „pomysł powołania funduszu specjalnego”, który „może pożyczać na rynku bardzo tanio”. Chodzi o 25 mld euro płaconych proporcjonalnie do potencjału gospodarczego. Kluczową rolę mieliby w tym płatnicy euro: Niemcy, Skandynawia, kraje Beneluksu.

Najważniejsze sprawy europejskie stoją w miejscu, a te łatwiejsze ideologiczne się popycha, bo to nic nie kosztuje.

W sprawach tych brakuje jednak zgody między członkami. Odnosząc się do negocjacji nad budżetem unijnym na lata 2021-27 stwierdza, że projekt został przygotowany i położony na stole w maju 2018 r. Obecnie zaś,

Muszą trwać pracę nad nową perspektywą. […] Musi być hojniejszy i inaczej wyglądać.

Żeby budżet był wsparciem dla doświadczonych przez koronawirusa i związanymi z nim ograniczeniami Europę, musi być on większy, niż było to proponowane w czasie prezydencji fińskiej. Ekonomista przypomina, że budżet unijny „w 80 paru proc. składa się ze składek członkowskich”. Poza nimi zasilany jest on przez cła pobierane na zewnętrznych granicach UE i przez kary nakładane na wielkie korporacje za nieprzestrzeganie zasad konkurencji i przepisów unijnych. Dodatkowym źródłem dochodu dla Komisji Europejskiej mógłby być podatek cyfrowy. Obejmowałby on w praktyce amerykańskie korporacje. Jednak jego wprowadzeniu sprzeciwia się Irlandia, w której jedna z nich ma swój europejski oddział. Dr Kuźmiuk zwraca uwagę, że rząd w Dublinie policzył podatek po stawce niższej niż promil.

Viktor Orbán przyjmuje politykę taką, jaka jest najkorzystniejsza dla jego kraju. […]  Presja Donalda Tuska jako szefa EPL-u olbrzymia.

Rozmówca Łukasza Jankowskiego odnosi się do możliwości przejścia Fideszu z Europejskiej Partii Ludowej do Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Przypomina, że rozmowy w tej sprawie już dawniej prowadzili premier Węgier i Jarosław Kaczyński.

A.P.

 

Wywiad z 09.09.2010 r. Jan M. Tomaszewski: Zwłoki były w workach na śmieci. Tusk nie złożył kondolencji. Gra Putina

Jan M. Tomaszewski o podróży do Smoleńska 10 IV 2010 r.: trudnościach czynionych przez Rosjan, stanie szczątków Prezydenta, ciałach w workach jak na śmieci oraz o tajemniczej rozmowie, jaką słyszał.

Jarek powiedział żebym się ubrał w garnitur i jedziemy do Smoleńska.

W wywiadzie 9 września 2010 r. Jan Maria Tomaszewski opowiadał, jak po katastrofie poleciał z Jarosławem Kaczyńskim do Witebska. Stamtąd szybko pokonali 30 km do granicy rosyjskiej. Na granicy zostali poddani kontroli paszportowej, choć w ich grupie byli posłowie, a więc ludzie mający paszporty dyplomatyczne. Trwało to, jak powiedział, bardzo długo, podobnie jak późniejsza droga do Smoleńska. Trasę ok. 60 km pokonali w jakieś 2,5 godziny, gdyż ich kolumna jechała bardzo wolno. Po drodze wyprzedziła ich kolumna z premierem Donaldem Tuskiem. Po tym, jak w końcu dojechali pod bramę lotniska:

Przed naszym autobusem zamknięto bramy.

Wyjaśnianie sprawy przez attaché z Moskwy pochłonęło kolejną godzinę, tak, że gdy wjeżdżali było już kompletnie ciemno. Na miejscu zastali „pełno wozów, telewizję”, dziennikarzy i namioty.

W jednym z namiotów światła: pan Putin z panem Tuskiem robią show przed dziennikarzami.

Lasek brzozowy ścięty i pełno małych kawałków metalu. Ciało Prezydenta RP udało się odnaleźć, gdyż

Miał wszyty w garnitur chip, który można było namierzyć przez GPS.

Ciało ś.p. Lecha Kaczyńskiego było straszliwie zmasakrowane.

Leszek był bardzo pocięty. Nie wiem nawet, czy to były jego nogi. Że Jarek to przetrzymał, to coś niesamowitego, normalny człowiek by tego nie wytrzymał.

Krewny braci Kaczyńskich zwrócił uwagę na leżące na ziemi worki, wyglądające, jak te na śmieci. Jak mówi „tam były te części ludzkie”. Wtedy cofnął się do autokaru, którym przyjechali. Tam siedząc w ciemnościach, usłyszał niepokojącą rozmowę.

Przed autobusem stoi ochrona, podchodzi do niej w polskim mundurze człowiek, pyta się gdzie jest nasz samolot.

Na odpowiedź, że „w powietrzu” powiedział: „Jezus Maria będzie następna tragedia. Oni chcą go zestrzelić”. Nakazał, aby piloci cały czas łączyli się radiotelefonem.

Niech oni cały czas słyszą, że jest rozmowa. Niech mówią mayday madyday, wszystko jedno co.

Podkreślił, że siedział w ciemnym autobusie, więc rozmawiający nie wiedzieli, że on ich słyszy. Później rosyjski lekarz poinformował ich, że Putin wyraził zgodę, by zabrali ciało prezydenta z powrotem do kraju swym samolotem. Ostatecznie, po tym czekali w hotelu do godz. 1., dowiedzieli się, że jednak nie ma zgody.

Pan Tusk nie raczył podejść i złożyć kondolencji, Nawet moi koledzy Austriacy składali mi kondolencje.

Tomaszewski przyznał, że ówczesny premier nie złożył im kondolencji. Przy powrocie samolotem ze Smoleńska Rosjanie przed startem jeszcze przeszukali ich maszynę. Do Warszawy wrócili o piątej nad ranem.

A.P.

Jan Maria Tomaszewski: Nie wierzę, że jedna brzoza zniszczyła potężny samolot

Jan Maria Tomaszewski o 10. rocznicy katastrofy smoleńskiej w obliczu epidemii koronawirusa, wątpliwościach co do oficjalnie podawanego przebiegu wydarzeń i obcych mediach w Polsce.

 

Jan Maria Tomaszewski zauważa, że mamy teraz „dziwne dni”, gdyż choć 10 lat minęło od tragedii smoleńskiej, to nie ma „żadnych uroczystości, żadnych przemarszy”:

Może lepiej, że tak się stało, bo nie ma tego gwaru i człowiek łączy się sam z tymi ludźmi, którzy tam zginęli. Zostaje sam ze swoimi myślami. To chyba jakiś symbol.

Brat cioteczny ś.p. Lecha Kaczyńskiego wspomina swoje dzieciństwo, w którym był blisko ze swoimi kuzynami. To, co wydarzyło się 10 lat temu odczuwa bardzo mocno, choć nie tak, jak brat-bliźniak prezydenta. Jarosław Kaczyński  musi się czuć „tak jakby oderwali od niego kawał jego części”. Jest to „rana wciąż jątrząca i to nigdy nie przejdzie”.

Nasz gość opowiada także o polityce wokół katastrofy, którą prowadzili niektórzy polscy politycy. Nie wierzy, że jedna„brzoza jak patyczek” „zniszczyła potężny samolot”. Przypomina katastrofę lotniczą w Lesie Kabackim w 1987 r., kiedy to samolot „wyciął wszystkie drzewa na przestrzeni kilkuset metrów”. Mówiąc na temat relacji mediów po tragedii smoleńskiej, stwierdza, że

To są obce media, którym zależy, by w Polsce był bałagan.

Poskreśla, że we Francji obcy kapitał stanowi trzy proc. mediów, a „w Niemczech chyba zero”.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Gowin: Głosowanie korespondencyjne jest logistycznie niemożliwe

Swoją dymisję komentował na antenie Radia WNET Jarosław Gowin. Głosowanie korespondencyjne 10 maja uznaje za niemożliwe, jednak twierdzi, że przez następne dwa lata innej formy głosowania nie będzie.

Zastał mnie pan redaktor w ministerstwie. Pakuję się, pakuję dokumenty, żegnam się – powiedział redaktorowi Krzysztofowi Skowrońskiemu.

Dymisję określił jako „akt niezgody na postawę polskiej klasy politycznej, która nie potrafi zająć się tym, co jest naprawdę ważne, a więc walką o zdrowie i życie Polaków i walką o miejsca pracy, o polskie firmy. Zamiast tego klasa polityczna w chocholim tańcu prze do wyborów prezydenckich”.

Choć nie zdołał przekonać ani koalicji, ani opozycji, do swojego rozwiązania problemu związanego z organizacją wyborów prezydenckich (poprzez wydłużenie kadencji prezydenta Dudy), Gowin nadal wierzy w możliwość wprowadzenia zmian w Konstytucji.

Opozycja ma cały czas możliwość podpisać się pod poprawką.

Stwierdził również, że w razie głosowania Zjednoczona Prawica poprze poprawkę. „Mam takie zapewnienie, pod projektem podpisali się zarówno prezes Kaczyński, jak i premier Morawiecki”.

Gowin przekonywał o możliwości wprowadzenia poprawki przed 10 maja [planowanym terminem wyborów prezydenckich – przyp. red.] albo poprzez krótkoterminowe wprowadzenie stanu klęski żywiołowej, albo poprzez zmiany w Regulaminie Sejmu skracające czas procedowania projektu. Trwa okres 30 dni do rozpoczęcia procedowania ustawy, w czasie którego można próbować uzyskać do niego poparcie.

Wszystko to zostało złożone do laski marszałkowskiej szóstego kwietnia. Sejm może zająć się tym szóstego maja, siódmego maja mogłoby się zająć Senat, ósmego podpisać prezydent – przekonywał Gowin.

Określił się jako przeciwnik wyborów 10 maja, ponieważ „typowa forma głosowania jest wykluczona, a projekt głosowania korespondencyjnego wymaga dłuższego przygotowania niż do 10 maja”.

Nawet abstrahując od warunków sanitarnych, Gowin uznał, że głosowanie korespondencyjne „od strony logistycznej wydaje się do 10 maja niemożliwe”. Ustawa o głosowaniu korespondencyjnym jest jednak według niego potrzebna:

Ta ustawa jest potrzebna, bo obawiam się, że w ciągu 2 lat nie będzie możliwa organizacja żadnych wyborów drogą tradycyjną – mówił.

Stan klęski żywiołowej uznał z kolei za nieadekwatny do sytuacji.

Jeśli chodzi o walkę z koronawirusem, wprowadzenie stanu klęski nam niczego nie daje – twierdził – Jeśli chodzi o wybory – przesuwa termin. Opozycja proponuje, żeby metodą wprowadzania co miesiąc stanu klęski żywiołowej doprowadzić do wyborów wiosną przyszłego roku.  Jednak metoda, którą proponuje opozycja, oznaczyłaby bankructwo Polski w sensie rzeczywistym.

PiS z kolei nie chce zmieniać ustawy o stanie wyjątkowym. Jak zdradzał Gowin:

Obawiają  się, że Sąd Najwyższy mógłby to zakwestionować.

Twierdził jednak, że rząd pozostanie zjednoczony i solidarny do 2023 r., co niemożliwe jest bez Porozumienia.

Chodzi mi o dobro Polski. Dobro Polski wymaga dwóch rzeczy. Po pierwsze, przesunięcia terminu wyborów: mówię to z pełną świadomością dramatycznego stanu rzeczy jeżeli chodzi o epidemię i dramatycznych prognoz – 10 maja, czy 17 maja, to jest czas, w którym epidemia będzie w apogeum.

Po drugie chodzi mi o zachowanie rządu większościowego, dlatego że w warunkach tego dramatycznego kryzysu epidemii, w warunkach katastrofy gospodarczej, nałożenie się na te dwa [kryzysy – przyp. red.] jeszcze kryzysu politycznego, bo rząd mniejszościowy nie jest w stanie rządzić skutecznie, byłoby scenariuszem naprawdę tragicznym.

Ekspertyzy epidemiologów uznał za mało optymistyczne, jednak możliwe, że w pierwszych tygodniach po świętach rozpocznie się stopniowe „rozmrażanie” i powrót części Polaków do pracy, ze względu na katastrofalne skutki epidemii dla gospodarki.

Gowin stwierdził również, że Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki byli zaskoczeni jego dymisją, ale przyjęli ją jako fakt dokonany. Stanowisko wicepremier przejmie teraz Jadwiga Emilewicz, zaś Porozumienie zgłosi niebawem kandydaturę na stanowisko ministra nauki i szkolnictwa wyższego. Jaka jest zaś przyszłość polityczna Gowina?

Będę przekonywał polskich polityków do przesunięcia wyborów. Poza tym przez cały czas będę współpracował jako szeregowy poseł, ale też lider partii, z grupami ekspertów; będziemy proponować scenariusze realizacji tego, co nazywam drugim etapem wychodzenia z epidemii, czyli właśnie przygotowywania polskiej gospodarki polskiego państwa na powrót do stopniowego aktywnego funkcjonowania.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

Redakcja

Prof. Dudek o sporze ws. wyborów: Może się skończyć wysadzeniem w powietrze całej klasy politycznej

Obie strony walczą o to, kto kontroluje Titanica, który zderza się z górą lodową. Za chwilę mogą zatonąć jedni i drudzy – ocenia politolog.

 

Profesor Antoni Dudek omawia zawirowania polityczne wokół daty wyborów prezydenckich. Ocenia, że propozycja Jarosława Gowina jest jedyną możliwą opcją ich bezpiecznego przeprowadzenia Jednak, nad czym ubolewa politolog, koncepcja ta została natychmiast odrzucona przez opozycję:

Jesteśmy w punkcie wyjścia, nie wiadomo co dalej.

Politolog uwypukla fakt, że Prawo i Sprawiedliwość zmieniło zdanie na temat stanowiska swojego koalicyjnego partnera.

Gość „Popołudnia WNET” zwraca uwagę, że zlikwidowanie możliwości reelekcji prezydenta, co proponuje Porozumienie, byłoby ogromną zmianą ustrojową. Radykalnie umocniłoby pozycję prezydenta w polskim systemie politycznym. Niemniej, zdaniem prof. Dudka szkoda czasu na takie rozważania, ponieważ pomysł środowiska Jarosława Gowina nie zostanie zrealizowany z powodu braku woli politycznej po stronie opozycji.

Krytykuje fakt, że politycy od kilku tygodni za pośrednictwem mediów przerzucają się inwektywami i zrzucają na siebie odpowiedzialność za patową sytuację:

To może się skończyć wysadzeniem w powietrze całej klasy politycznej. Uprawianie polityki w stylu sprzed połowy marca może okazać się katastrofalne dla wszystkich, którzy ją uprawiają w taki sposób.

Jak mówi prof. Dudek, gdyby w maju odbyły się korespondencyjne wybory, Andrzej Duda wygrałby je z ogromną przewagą przy bardzo niskiej frekwencji. Prawdopodobnie główni kandydaci opozycyjni podjęliby decyzję o bojkocie. Co więcej , wybory mogłyby być zakwestionowane przez Sąd Najwyższy. Nawet jeżeliby to nie nastąpiło, to ich ważność podważałoby wielu obywateli, wobec których trzeba by wyciągnąć konsekwencje karne.

Wyborcza wygrana Andrzeja Dudy w maju byłaby zwycięstwem pyrrusowym.

Rozmówca Łukasza Jankowskiego stwierdza, że ułomność obecnej konstytucji jest znana od dawna, mimo to apeluje by trzymać się jej litery. Przestrzega, że brak kompromisu w kwestii wyborów dramatycznie utrudniłby funkcjonowanie państwa w dobie kryzysu.

Od kształtu konstytucji, bardziej martwi mnie dramatyczny stan polskiej klasy politycznej. Obie strony walczą o to, kto kontroluje Titanica, który zderza się z górą lodową. Za chwilę mogą zatonąć jedni i drudzy.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Robert Winnicki: Restrykcje rządowe związane z epidemią są absurdalne i naruszają powagę państwa

Sytuacja epidemiologiczna nie poprawi się przez wiele tygodni. Utrzymanie obecnego reżimu przez tak długi czas jest niemożliwe – ocenia polityk Konfederacji.


Robert Winnicki negatywnie ocenia wprowadzone wczoraj restrykcje rządowe mające służyć w walce z koronawirusem. Wyraża opinię, że osoby 16, 17- letnie często są bardzo pomocne dla swoich rodzin, a także, w przypadku np. harcerzy, dla całego społeczeństwa.

Część z tych ograniczeń jest absurdalna i narusza powagę państwa. Nie wpłynie to dobrze na przestrzeganie kwarantanny. Jeżeli utrwali się przekonanie społeczne, że narzucone zasady są nieadekwatne, ludzie zaczną je łamać.

Przewiduje, że obywatele prędzej czy później zaczną masowo łamać ustalony reżim, zwłaszcza że nie należy spodziewać się szybkiego wygaśnięcia epidemii.

Polityk zapowiada, że Konfederacja w najbliższych dniach zaprezentuje własny plan na społeczną kwarantannę, opracowany po konsultacjach z wieloma ekspertami. Poseł Winnicki obawia się, wydłużenie obecnej formuły kwarantanny nie zahamuje rozwoju epidemii, a z polskiej gospodarki za kilka miesięcy „nie będzie co zbierać”.

Dzisiaj ludzie umierają na koronawirusa, jutro będą umierali z głodu Środki podjęte w tej chwili przez rząd są zbyt łagodne, jeżeli chodzi o izolowanie osób podejrzanych o zakażenie, i zbyt ostre jeżeli chodzi o izolowanie osób zdrowych.

Jeżeli chodzi o sytuację epidemiologiczną w kraju, za 1,5 tygodnia nic się nie zmieni. Liczba zmarłych i zakażonych będzie nadal rosnąć. Nie możemy dopuścić do kontynuowania obecnego modelu przez kilka miesięcy.

Poseł Winnicki wyraża obawę, że Polska może być jednym z najbardziej poszkodowanych przez kryzys państw europejskich.

Za kilka dnich Krzysztof Bosak wyjdzie do Polaków z konkretnym programem wyjścia z zapaści. Trzeba odpowiednio wyważyć bezpieczeństwo zdrowotne i bezpieczeństwo gospodarcze.

Parlamentarzysta wyraża nadzieję, że 10 maja nie odbędą się zaplanowane wcześniej wybory prezydenckie. Pomysł na ich przeprowadzenie określa mianem „horrendalnego”.

Chęć przeprowadzenia wyborów wynika jedynie z desperacji Jarosława Kaczyńskiego. Za przeprowadzenie wyborów we Francji tamtejsi lekarze chcą pociągnąć do odpowiedzialności karnej prezydenta Emmanuela Macrona. […] Pocztowcy słysząc o głosowaniu korespondencyjnym pukają się w czoło

Jedynym bezpiecznym sposobem przeprowadzenia wyborów, zdaniem rozmówcy Magdaleny Uchaniuk-Gadowskiej, byłoby głosowanie online,  co w tej chwili nie jest możliwe ze względu na to, że państwo nie jest na taką formę wyborów przygotowane od strony technicznej. Robert Winnicki stwierdza, że bezpieczeństwa wyborów nie byłoby obecnie w stanie zapewnić nawet wojsko.

Rząd nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa służby zdrowia, szpitale są rozsadnikami epidemii.

Parlamentarzysta mówi również, że państwo nie ma spójnego planu ratowania gospodarki.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.