Nasza Konfederacja Wolnych Polaków, którą zawiążemy w celu budowy V Rzeczpospolitej, nie będzie przeciw komukolwiek

To będzie Polska Wolnych Polaków, w której każdy będzie mógł robić, co chce, oczywiście w granicach rozsądku i obowiązującego prawa. I będzie mógł liczyć na wsparcie ze strony państwa.

Jan Kowalski

Zmarnowaliśmy prawie 30 lat, a czasu pozostało coraz mniej. Niemcy uzyskały ogromną przewagę w Europie. Rosja kończy przegrupowanie swoich sił i nawet jeśli nie podniesie się do statusu mocarstwa, zawsze może być zapleczem surowcowym i militarnym dla Niemiec (przynajmniej w części europejskiej, bo Azja równie dobrze może przypaść Chinom).

W obliczu dwóch tak ogromnych potęg Polska stworzyła, jak do tej pory, jedynie iluzję państwa. Iluzję, która ostatecznie rozwiała się 10 kwietnia 2010 roku razem ze smoleńską mgłą. Zatem, skoro nie mamy nic do stracenia, a wiele do zyskania, bierzmy się do roboty! Naród polski, miłujący wolność jak żaden inny, zasługuje na państwo strukturalnie oparte na wolności, wolności, jaką otrzymaliśmy od Pana Boga.

Jako miarę patriotyzmu przedstawia się bardzo często postawę Józefa Piłsudskiego, twierdząc, że dla Polski gotów był paktować nawet z diabłem. Na tym właśnie polega najpierw intelektualna, a potem życiowa pułapka wielu patriotów. Ręka w rękę z diabłem na pewno nie wywalczymy wolnej Polski, bo tak wywalczona Polska będzie piekłem.

Piszę to do wszystkich, którzy uważają, że mogą być dobrymi Polakami, głosząc szczytne hasła, a nie mają Boga w sercu i nie przestrzegają Jego przykazań. Nawołują innych do poświęceń, a siebie przedstawiają do zaszczytów i stanowisk, najlepiej unijnych. Rzeczpospolita była wielka, gdy była gwarantem wolności dla ludzi i ludów ją zamieszkujących. Jeśli chcemy odzyskać Polskę, to dla zwykłych ludzi, ledwie wiążących koniec z końcem lub chwilowo emigrujących za chlebem.

Prawdziwa wiara w Boga zmienia nasze widzenie rzeczywistości. Poszerza je z życia jedynie doczesnego na wieczność. Tak pojmując rzeczywistość, służąc Bogu i bliźnim, niestraszne już nam są chwilowe niepowodzenia, cierpienia czy brak natychmiastowej realizacji naszych pragnień. I brak wyniesienia na cokoły jeszcze przed śmiercią. Służąc Bogu i bliźnim, żyjącym obok nas Polakom – zwyciężymy. I spotkamy się w Wolnej Ojczyźnie, jeśli nie tej doczesnej, to w Niebieskiej.

To brak wiary w życie wieczne i perspektywa zawężona jedynie do tu i teraz pozwoliły elicie opozycyjnej na podpisanie paktu Okrągłego Stołu. A potem do „ustawiania” tu i teraz siebie i swoich dzieci. Wbrew interesom zwykłych ludzi. A ile było przy tym pięknych słówek! Nawiązania do patriotyzmu, do obowiązku i do konieczności wyrzeczeń!

Oszust może wszystko powiedzieć i wszystko obiecać, bo wie, że niczego nie dotrzyma. Zwykli Polacy zbyt często byli oszukiwani przy pomocy pięknych słówek. I nie dziwmy się, że nie chcą słuchać kolejnych proroków, którzy obiecują jedno: że ich urządzą, jak tylko zostaną wybrani. Wystarczającą ilość razy zostaliśmy urządzeni, czyli załatwieni na cacy. Dlatego dosyć już pięknych słówek, które kolejne kliki polityczne mają czelność nazywać programem. A które służą jedynie oszukaniu wyborców, żeby dorwać się do żłobu. (…)

Nie unikniemy oczywiście nienawiści ze strony wrogów wolności i Boga. Będziemy się modlić za ich nawrócenie i popierać wszelkie wolnościowe ruchy wewnątrz innych państw. Jako samotna wyspa wolności nie ostaniemy się na morzu wzburzonym od chęci zniewolenia swoich obywateli innych państw. Mam nadzieję, że staniemy się przykładem dla naszych sąsiadów. (…)

Konfederacje w dawnej Polsce były zawiązywane dla ratowania ojczyzny, w sytuacji, gdy inne formy debaty publicznej nie mogły już pomóc. Nie były występkiem przeciwko państwu utożsamianemu w dużej mierze z królem. Przeciwnie, czekano, żeby król poparł postulaty konfederacji. Nasza Konfederacja Wolnych Polaków również nie będzie występkiem przeciwko państwu. Wręcz przeciwnie, będzie szansą na odbudowę Polski jako sprawnego i silnego państwa.

Cały artykuł Jana Kowalskiego pt. „Wojna, którą właśnie przegraliśmy” cz. 11 – „Konfederacja Wolnych Polaków” znajduje się na s. 8 lipcowego „Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jana Kowalskiego pt. „Wojna, którą właśnie przegraliśmy” cz. 11 – „Konfederacja Wolnych Polaków” na s. 8 lipcowego „Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Jan Kowalski/Zanim napiszemy nową konstytucję (6). Niepłacenie podatków to główna przyczyna upadku I Rzeczypospolitej

Nie tylko zagraniczne sieci handlowe – święci też niechętnie płacą podatki. Dlatego potrzebna jest żelazna konsekwencja, niskie podatki, bezwzględna ich egzekucja i likwidacja przywilejów podatkowych.

Zanim napiszemy nową konstytucję (6)

Uporawszy się przed tygodniem z preambułą, przejdźmy do istoty rzeczy. W konstytucji musimy określić dwie istotne sprawy: sposób zarządzania państwem i finansowanie tego sposobu. Zacznijmy jednak nie od roku 2017, ale cofnijmy się do czasów I Rzeczypospolitej. Do niej przecież my, miłujący wolność i silne państwo re(s)publikanie, nieustannie się odwołujemy. Odwołując się do dwóch wieków potęgi państwa, od połowy XV do połowy XVII wieku, nie zapominamy ani o fundamentach położonych przez Władysława Łokietka, ani o wadach ustrojowych, które budowlę całą obróciły w ruinę (przy wyraźnej pomocy sąsiadów, rzecz jasna).

Analizując rozwój i zmiany w ustroju dawnej Polski, nie sposób nie dostrzec wady głównej, która do upadku i do rozbiorów doprowadziła. Ta wada to nie żadne liberum veto, nie za dużo wolności osobistej, nawet nie najgorszy sposób wyboru króla w najgorszym możliwym miejscu, czyli wsi Wola pod Warszawą.

Ta wada to brak jasnych, automatycznych zasad płacenia podatków i finansowania państwa. To dopiero ustawowe przyjęcie zasady, że sejm walny musi ustalić wysokość podatków, wraz z wcześniejszym zwolnieniem szlachty z ich płacenia, doprowadziło do zrywania sejmów.

Zerwany sejm oznaczał automatycznie brak uchwalenia corocznych podatków, również w stosunku do duchowieństwa i mieszczaństwa. Przy czym nieważny był powód, podatki mogły być już ustalone, ale gdy sejm został zerwany, nie wchodziły w życie. Teraz wystarczyło znaleźć wystarczająco mocny pretekst, by sejm nie doszedł do skutku. Posłowie rozjeżdżali się do domów, podatki nie wchodziły w życie, a skarbiec państwowy świecił pustkami.[related id=25132]

Mając w swoim ręku tak silną kartę przetargową i wykorzystując ją w rokowaniach z królem o kolejne przywileje, szlachta jako grupa społeczna uległa nieuniknionej demoralizacji. Dlatego dziś pamiętajmy, żadna grupa społeczna nie może mieć w państwie aż takiej przewagi. Szantażując władze i podporządkowując sobie inne grupy społeczne, doprowadza w efekcie do upadku państwa.

Zatem projektując dziś ustrój nowoczesnego państwa, pamiętajmy o podatkach. O sposobie ich ustalania, zbierania i wydatkowania. Nie tylko zagraniczne sieci handlowe – ludzie święci też niechętnie płacą podatki. Dlatego potrzebna jest żelazna konsekwencja, niskie podatki i bezwzględna ich egzekucja. Likwidacja wszelkich przywilejów, czyli zwolnień podatkowych, jak zawsze dla najbogatszych.

Obserwując kiedyś sprawę Romana Kluski, dowiedziałem się, że przymusowo sprzedając swoją firmę za 250 milionów złotych, nie musiałby zapłacić od tej transakcji ani złotówki podatku! Dlaczego? zapyta pewnie zdumiony Czytelnik, który przecież wie, że podatek płaci się od wszystkiego, od każdej złotówki.

To proste, Drogi Czytelniku, takie mamy prawo. Sprzedaż przekraczająca kwotę 50 milionów złotych jest zwolniona od podatku na rzecz skarbu państwa. Zbuduj taką firmę, sprzedaj ją za kwotę powyżej 50 milionów złotych, to też nie zapłacisz żadnego podatku. I nie przejmuj się – w podobny sposób wyglądała równość wobec prawa również w I Rzeczypospolitej, magnata w stosunku do zwykłego szlachcica.

Ale uszczelnienie systemu podatkowego, co obecnie realizuje polski rząd, to dopiero jeden z warunków sukcesu. Administracja skarbowa nie może przejadać zbieranych przez siebie pieniędzy. Uprzywilejowanie tej warstwy społecznej spowodowało jej szalony rozrost, z którym styka się każdy, kto odwiedza jakikolwiek urząd skarbowy.

Ale administracja skarbowa to tylko część milionowej klasy społecznej, która funkcjonuje w większości po to, by nas, pozostałych Polaków, kontrolować. Kontrolować, zabraniać i karać. Do tego w roku 1991 wystarczało 110 tysięcy urzędników. Obecnie potrzebnych jest dziesięciokrotnie więcej, pomimo ogromnego rozwoju technologicznego. I, jak już pisałem wcześniej, sam premier Tusk nie potrafił jej ograniczyć.

Oznacza to jedno: że kolejna komisja ds. ograniczenia biurokracji spowoduje jej przyrost. Oznacza to zarazem, że warstwa ta jest poza stanowionym prawem i nie podlega władzom państwowym. Nawet bardziej niż kasta prawnicza. Logiczne jest zatem, że obecna Polska również nie rządem stoi – ale wolnością swoich obywateli również nie. Tak więc, chociaż jeszcze stoi, to na glinianych nogach, skoro kasa jest pusta, a długi przyrastają.

Nie ma sposobu na uzdrowienie państwa bez zmierzenia się ze sposobem zarządzania nim. Bo biurokracja, która przejada nasze pieniądze i marnuje nasze szanse na rozwój, to nie przyczyna, ale skutek.

Po przewałkowaniu skutku, następnym razem zajmę się przyczyną – systemem władzy w Polsce.

Jan Kowalski

Jan Kowalski/Zanim napiszemy nową konstytucję (4). Biurokracja jest z gruntu antypaństwowa, antynarodowa i antyspołeczna

Cieszy mnie, że Walne Zebranie Spółdzielczych Mediów Wnet przyjęło uchwałę o rozpoczęciu prac nad własnym projektem nowej konstytucji, nawiązującym do tradycji Rzeczypospolitej bez biurokracji.

Zanim napiszemy nową konstytucję (4)

Siedemnaście złotych. Tyle kosztowało mnie dziś starcie z biurokracją powiatową. Sympatyczny urzędnik zapewnił, że do sprzedaży działki naprawdę nie potrzebuję zaświadczenia o urządzaniu lasów. Na tej działce nie ma ani metra kwadratowego lasu i nie przylega do Lasów Państwowych. Ponieważ naprawdę nie potrzebowałem tego zaświadczenia, ale bez niego jej nie sprzedam, w niecały kwadrans za cenę siedemnastu złotych uzyskałem stosowny dokument i zadowolony wyszedłem ze starostwa.

Niesiony falą sukcesu, poszedłem wprost do Urzędu Skarbowego. Tu uzyskałem kolejne zaświadczenie, że zgodnie z przywołanym przez rejenta przepisem obowiązującej ustawy, zostałem kilka lat temu zwolniony z podatku od darowizny. I znowu kosztowało mnie to siedemnaście złotych. Zastanawiałem się przez chwilę, czy nie potrzebuję zaświadczenia o prawdziwości mojej tożsamości, bo dowód może nie wystarczyć, ale notariusz rozwiał mój niepokój. Odetchnąłem swobodnie.

Tak właśnie działa biurokracja. Aha, przy okazji pobytu w Urzędzie Skarbowym załatwiłem drobną sprawę dla znajomego. Ani mi on brat, ani swat, w związku z czym za pełnomocnictwo z jego sfałszowanym podpisem (proszę to jakoś załatwić, powiedziała przesympatyczna urzędniczka), zapłaciłem kolejne siedemnaście złotych. Sam przejazd autobusem w obie strony kosztowałby go co najmniej pięćdziesiąt, zatem jesteśmy do przodu.

Tak właśnie działa biurokracja. Zatem zanim zaczniemy pisać nową konstytucję i wejdziemy w bitwę na noże o brzmienie preambuły, przyjrzyjmy się jeszcze raz zjawisku o nazwie BIUROKRACJA.[related id=21180]

W dobrze zarządzanym i silnym państwie biurokracja nie ma jak się rozwinąć. W takim państwie istotny spór toczy się między dwoma obozami. Centralistyczny usiłuje podporządkować jak najwięcej sfer życia społecznego władzy państwowej. Natomiast wolnościowy, wprost przeciwnie, pragnie zapewnić zwykłym obywatelom jak największą władzę decydowania o sobie i najbliższym otoczeniu. I jeśli ten spór nie zakończy się niczyją klęską ale konsensusem, mamy do czynienia z państwem na miarę tego świata idealnym.

W silnym i dobrze zarządzanym organizmie państwowym obywatele cieszą się nieskrępowaną wolnością osobistą. Spór rzeczywisty zatem toczy się o przewagę pomiędzy administracją odgórną z ramienia władcy, a administracją oddolną samorządową.

Polska po roku 1989 stała się idealną pożywką dla rozwoju biurokracji, ponieważ III RP została zaprojektowana jako państwo bez wyraźnie zarysowanych kompetencji organów władzy państwowych i samorządowych. Rzekomo stworzony został samorząd, ale bez zagwarantowanego ustawowo finansowania z podatków i dochodów własnych. Korzystając z kasy państwowej jest on zatem przedłużeniem władzy centralnej. A jednocześnie tej władzy nie podlega ani personalnie, ani zadaniowo.

Z nieswoich pieniędzy zatem wójt gminy zatrudnia kolejnych pociotków i znajomych, w zamian za to żądając jednego – głosu wyborczego. A żeby było jeszcze śmieszniej, urzędnicy gminni organizują i nadzorują wybory swojego pracodawcy. To dlatego władza samorządowa to oaza stabilności w niespokojnych czasach.

W niespokojnych czasach, zwłaszcza czasach kryzysu, właśnie biurokracja potrafi o siebie zadbać  najbardziej. Również ta państwowa. Po co ryzykować na niepewnym rynku, skoro znajomy na urzędzie już wymyśli dla nas jakieś stanowisko. A jeżeli jeszcze uważamy się za patriotę, to stanowisko należy się jak psu kość. Cierpieć za ojczyznę za darmo, to chyba nawet mało eleganckie.

Pomijając jednak frazesy, biurokracja jest formacją z gruntu antypaństwową, antynarodową i antyspołeczną. Brak jej nie tylko patriotyzmu, ale i zwykłej solidarności społecznej. Dotyczy to biurokracji całego świata. W latach kryzysu 2009–2012 liczba urzędników w Polsce wzrosła oficjalnie o 14%, w Hiszpanii zagrożonej bankructwem o tyle samo, na Słowacji o 22%. Spadła drastycznie na Łotwie, prawie o 30%, ale przy 18% spadku PKB i rzeczywistym zagrożeniu egzystencji państwa.

Kiedyś dawno, dawno temu, przed rokiem 2005, myślałem że Prawo i Sprawiedliwość, jak już dojdzie do władzy, to w pierwszej kolejności rozprawi się właśnie z biurokracją w imię sprawnej centralistycznej władzy własnej. Nadzieje swoje opierałem na bardzo sugestywnej przesłance. Według własnych pisowskich badań sondażowych, do których miałem chwilowy dostęp, partię tę popierało zaledwie 1% (słownie: jeden procent) urzędników. Wtedy nic z tego nie wyniknęło.

Teraz naprawdę cieszą mnie jednopartyjne rządy Prawa i Sprawiedliwości. Pierwszy raz w historii III RP możemy określić, kto odpowiada za zarządzanie państwem polskim. Dlatego zamiast odstawiać wizerunkowy szoł z referendum prezydenckim, obóz Prawa i Sprawiedliwości powinien przedstawić swój projekt konstytucji. Projekt sprawnie zarządzanego państwa z silną administracją rządową.

Prezydent, skoro nie ma własnego projektu, ale chce być moderatorem, powinien właśnie ten projekt przyjąć jako pierwszy. A potem przyjąć kolejne, konkurencyjne projekty. A w ogólnonarodowym referendum obywatele powinni wybrać jeden z nich. I temu wybranemu przez naród muszą się podporządkować wszystkie partie polityczne, również Prawo i Sprawiedliwość – niech rządzi jak najdłużej!

Jan Kowalski

PS Cieszy mnie bardzo, że Walne Zebranie Spółdzielczych Mediów Wnet przyjęło uchwałę o rozpoczęciu prac nad własnym projektem nowej konstytucji, nawiązującym do tradycji Rzeczypospolitej bez biurokracji.

Jan Kowalski / V Rzeczpospolita Przedsiębiorcza. Mali i średni przedsiębiorcy jako podstawa ładu społecznego

Pomyślność i podporządkowanie organizacji struktur państwa interesom przedsiębiorców powoduje nie wprost pomyślność innych grup społecznych. W ciągu kilku lat może rozładować strukturalne bezrobocie.

Jan Kowalski

V RP – Rzeczpospolita Przedsiębiorcza

Według badań przeprowadzonych kilkanaście lat temu przez Amerykanów, Polacy są drugim najbardziej przedsiębiorczym narodem świata, po Amerykanach. A wynika to wprost z indywidualnego umiłowania wolności i chęci decydowania o własnym losie nawet przy ryzyku niedostatku. Oczywiście dla obecnej warstwy rządzącej i nawet grupy do tej władzy aspirującej brzmi to jak przekleństwo. I jest wystarczającym powodem, żeby w zarodku tępić jakiekolwiek aspiracje Polaków do rządzenia państwem. To dlatego nazywam mój projekt „V Rzeczpospolitą”. W odróżnieniu od III, która jest spiskiem przeciwko narodowi polskiemu, zawiązanym przy Okrągłym Stole. W odróżnieniu od IV, która była projektem, jak zmusić Polaków do uczciwości i pracowitości bez przeprowadzenia jakichkolwiek zmian systemowych, za to pod przewodem tym razem sprawiedliwej partii.

Projekt V Rzeczpospolitej wynika wprost z charakteru Polaków, z naszego historycznego doświadczenia. Z doświadczenia I Rzeczypospolitej Szlacheckiej, z doświadczenia Wielkopolan pod pruskim zaborem, wreszcie z doświadczenia 1. Solidarności. Wynika wprost i jako sposób urządzenia państwa, i jako sposób dojścia do tego państwa.

Ale po kolei, najpierw przedstawmy model upragnionego przez nas państwa wolnych Polaków. Zacznijmy od idei. Ideą przewodnią w tym przypadku jest, rzecz jasna, charakter narodowy Polaków. Wspominałem już o tym. Jest skończoną fantasmagorią próba uczynienia z Polaków kogoś innego niż są. Nie staniemy się Niemcami, Rosjanami, Anglikami, Turkami ani Bułgarami. Żaden najbardziej nawet zdeterminowany rząd nie wyprodukuje nowego Polaka, który już nie byłby Polakiem.

Komunizm nas stłamsił, ale przecież nie przemienił w komunistów. Oczywiście zawsze było pod dostatkiem renegatów, którzy gotowi byli w imię materialnego dobra własnego służyć najgorszemu wrogowi narodu polskiego. Ale przecież najbardziej nawet dorodne ziarno oblepione jest plewą.

Charakter narodowy Polaków, objawiający się w przedsiębiorczości i indywidualizmie, historycznie rzecz biorąc, trwa przez całe stulecia. Bez wgłębiania się w temat należy powiedzieć jedno: czy się to komuś podoba, czy nie, chrześcijaństwo jest jedyną doktryną oddającą charakter narodowy Polaków i jedyną ideą spajającą naród.

Według mojej niesprawdzonej wiedzy historycznej, chrześcijaństwo podkreśliło i uwypukliło jedynie cechy wrodzone naszych przodków. Dlatego na zawsze już zlało się z Polską i polskością.

Biskup Łaski, którego już przywołałem, miałby chyba niemały problem z rozdzieleniem służby Bogu od służby Ojczyźnie. Ale tych księży służących jednocześnie Bogu i Ojczyźnie jest nieprzebrany szereg. Wspomnijmy księdza Skargę, którego modlitwa za Ojczyznę przetrwała do dziś. Jana Pawła II, który pomimo sprawowania przywództwa duchowego nad całym światem chrześcijan katolików z Rzymu, a nie z Warszawy, nawet nie pomyślał, żeby wyrzec się polskości. Na koniec wspomnijmy księdza Jerzego Popiełuszkę. Błogosławiony ksiądz Jerzy, kapelan Solidarności, został zamordowany przez sługi Zła nie dlatego, że był politykiem i walczył o władzę polityczną. Ksiądz Jerzy walczył dobrem o prawdę, o bożą prawdę.[related id=6658]

Wielu osób ukąszonych w młodości przez bestię socjalizmu lub mających prywatne problemy z wiarą powyższy akapit pewnie nie przekona. Oni chcą, podobnie jak kiedyś Żydzi, żeby Jezus Chrystus przywrócił im ziemskie królestwo, a jak nie, to sorry. Kończąc chwilowo temat wiary, powiem jedno – w odzyskaniu Polski, w nadaniu jej kształtu państwa służącego wszystkim obywatelom nie pomogą hipokryci jakiejkolwiek maści.

Nie pomogą ci, którzy msze święte wykorzystują jedynie jako pretekst do organizowania patriotycznych demonstracji. I nawet nie pomyślą, że należałoby wejść do kościoła i się pomodlić, a nie tylko wrzeszczeć: Ojczyznę wolną racz nam wrócić (!). O co będziecie prosić Boga, gdy znowu utracimy niepodległość? Nie pomogą też ci, którzy w rozmodleniu na wszelki wypadek dłużej zostają w kościele, bo mogą zostać spałowani. Pocieszę obie grupy – hipokryzja jako jednostka chorobowa daje się leczyć… Wiarą.

Napisałem to, co powyżej, jako pewnego rodzaju ubezpieczenie przed złym zrozumieniem tego, co poniżej. Uważam bowiem, że Kościół katolicki w Polsce ma na swoim sumieniu ogromne grzechy, z największym grzechem głównym, jakim jest pycha. To pycha proboszczów i biskupów doprowadziła do swoistego przymierza tronu z ołtarzem. Suto zastawione stoły i ceremoniały oficjalnych uroczystości państwowych i gminnych, a wszędzie na pierwszym planie – były komunista, ubek i ksiądz. Jakiż przykład dla wiernych, okradanych i rujnowanych przez państwo Okrągłego Stołu! I jeszcze uwikłanie w rozgrywki władzy, które nie pozwoli nazwać zła po imieniu. I hipokryzja byłego biskupa krakowskiego, apelującego ze wzgórza wawelskiego do polityków, żeby wreszcie podali sobie ręce na zgodę i porzucili swary. W sytuacji, gdy jeden kopie i poniża, a drugi jest kopany i poniżany. Nie tego zostałem nauczony przez mojego proboszcza.

Sojusz tronu z ołtarzem nigdy nie był korzystny dla wiernych. I ten również nie będzie. Co więcej, od Kościoła może się wielu odwrócić. Po chwilowym świeckim tryumfie w blasku kamer zrozumieją to również biskupi i proboszczowie. Ale wtedy – kto odbuduje utracony autorytet?

Rok ’89 zawrócił chwilowo w głowie wielu ludziom, nie tylko księżom. Jednak wina księży jest o tyle niepokojąca, że nie jest tylko winą ludzką (chociaż ksiądz to też człowiek). W wymiarze tym nie-ludzkim ksiądz jest Sługą Bożym i depozytariuszem Wiary. Komuniści i libertyni doskonale wiedzą, jak wykorzystywać wszelkie ludzkie słabości księży, żeby ich potem ośmieszyć w oczach wiernych, tych wszystkich maluczkich, za których zgorszenie księża ponoszą odpowiedzialność.

Sojusz z nową władzą był jednym z takich zgorszeń. Ale dużo poważniejszym przestępstwem była utrata autorytetu wśród młodzieży. Zamiast tworzyć własne szkoły, od parafialnych poczynając, Kościół dał się zwieść iluzji łatwego przejęcia całości szkolnictwa. I jeszcze miał mieć za to płacone. W efekcie, wchodząc do świeckich szkół, utracił sacrum, a religia stała się jedynie kolejnym przedmiotem.

Piszę w tak gorzki sposób z jednego powodu. Bez czynnego udziału Kościoła, czy też, ściślej mówiąc, zaangażowania wielu patriotycznych księży, nie jest możliwe odbudowanie naszej ojczyzny. Mam na myśli nie tylko ich indywidualny, duchowy i fizyczny wkład, ale również, jak było to w latach 80., pomoc instytucjonalną. Zwłaszcza, że budując naszą V Rzeczpospolitą, oprzemy się na wierze w Boga, jaki nam się objawił w Jezusie Chrystusie i społecznej nauce Kościoła.

Wiele nieporozumień narosło wokół nauki społecznej Kościoła. Na tyle wiele, że przypomnijmy jej trzy filary, żeby nie zostać źle zrozumianym. Te trzy filary to umiłowanie Ojczyzny, solidarność i pomocniczość.

Umiłowanie Ojczyzny jest tożsame z patriotyzmem. Oznacza przywiązanie do ziemi ojców, do pracy dla dobra ojczyzny i gotowość do poświęcenia własnego życia w jej obronie. Bo w rozumieniu chrześcijańskim Ojczyzna jest przestrzenią, w której spotykają się minione i przyszłe pokolenia ludzi związanych wspólną krwią i kulturą. Jest rodziną rodzin.

Solidarność w rozumieniu chrześcijańskim jest gotowością do niesienia pomocy i opieki nad wdowami, sierotami i kalekami – tymi wszystkimi, którym w ramach naszego narodu nie wiedzie się najlepiej. Obejmuje swym pojęciem wszystkich i nie wyklucza nikogo. Taka właśnie była Pierwsza Solidarność. Upominała się nie o najmądrzejszych i najbardziej utalentowanych, ale o tych najsłabszych.

I wreszcie pomocniczość. Z naszego punktu widzenia – filar najważniejszy. Bo to on determinuje sposób zorganizowania i funkcjonowania naszej V RP. W pomocniczości w zasadzie zawiera się wszystko. A zatem po kolei. [related id=10627]

  1. Od dołu do góry.
  2.  Finanse państwa.
  3. Podatki.
  4. System wyborczy.
  5. Parlament.
  6. Rząd.
  7. Wojsko.
  8. Policja.
  9.  Skarb państwa.
  10. Konstytucja.
  11. Sądownictwo.
  12. Partie polityczne.

1.      Od dołu do góry. Każda inicjatywa służąca lokalnej społeczności powinna być realizowana środkami lokalnymi. Bez udziału jakiekolwiek „góry”, tak jeśli chodzi o środki finansowe, jak i władztwo decyzyjne. Wszelkie inicjatywy mieszczące się w obrębie danej gminy muszą być realizowane i finansowane jej środkami własnymi. Jeżeli projekt dotyczy kilku sąsiadujących gmin, to tylko te gminy dogadują się co do realizacji wspólnego projektu – z ich własnych pieniędzy.

2.      Finanse państwa. Wynikają wprost z oddolnej organizacji życia społecznego. Ciężar podejmowania decyzji jest przeniesiony jak najbliżej zainteresowanych. I oznacza zlikwidowanie osławionej Centrali. Kończymy ze zbiórką pieniędzy dla Centrali tylko po to, żeby później w niej żebrać. Na własnym terenie sami zbieramy pieniądze na realizację wspólnych celów. Zatem po kolei: najpierw liczy się kasa gminy, potem kasa samorządnego (nie mylić z obecnym) województwa, dopiero na końcu kasa państwowa, czyli skarb państwa.

3.      Podatki. Mieliśmy być już drugą Japonią, drugą Irlandią. Czas najwyższy przy okazji budowania nowej struktury finansów państwa i co za tym idzie, podatków, popatrzeć bliżej naszych granic. Popatrzmy na Szwajcarię, o której już wspominałem. Otóż najważniejsze dla Szwajcarów decyzje zapadają na poziomie samorządu gminnego i kantonu, co wielkościowo i liczebnie odpowiada polskiemu powiatowi. Dlatego też mają Szwajcarzy taką a nie inną strukturę wydatków publicznych.

28% podatków, czyli pieniędzy publicznych, jest w dyspozycji gminy, 40% jest wydatkowanych przez kanton, a tylko 32% pieniędzy trafia do skarbu państwa. Wybory do samorządu gminnego i do kantonu są bezpośrednie. Jak zatem widać, każdy Szwajcar decyduje w 68% o swojej przyszłości. A 32% przekazywane federacji też w niemałym stopniu kontroluje, ponieważ wiele stanowisk urzędniczych szczebla ogólnokrajowego jest wybieralnych bezpośrednio. Nie ma sensu, żebyśmy próbowali zostać drugą Szwajcarią. Przy naszej organizacji państwa wybór takiego finansowania państwa jest oczywisty. Dzięki niemu wreszcie będziemy mogli stać się Polską. A wtedy niech inni starają się być drugą Polską.

4.      System wyborczy. Jest rzeczą oczywistą, że przy takim systemie finansowym państwa, zorganizowanym od dołu do góry, najważniejsze wybory obywatelskie dotyczą spraw lokalnych. To wybory do władz gminy są najważniejsze dla mieszkańców. Oczywiście znowu nie mówimy o dotychczasowych strukturach gminnych, monstrualnych jak i obecne gminne budynki. Zamiast je burzyć, wynajmiemy je lokalnym firmom albo obywatelskim inicjatywom. A obecni urzędnicy gminni, cóż – będą musieli znaleźć sobie inne zajęcie. Może nie wszyscy, ale przynajmniej 75% z nich.

Drugie nie mniej ważne wybory w państwie to będą wybory wojewódzkie, do sejmu województwa. To posłowie wojewódzcy (ziemscy) będą koordynować współpracę gmin i nadzorować zarządzanie województwem. Ale oprócz tego będą również wybierać posłów na sejm V Rzeczypospolitej. Żeby nie było kłótni w zależności od liczby mieszkańców danego województwa – od 2 do 7, tak jak to było w I Rzeczypospolitej.

5.      Parlament. Tak wybrany Sejm V Rzeczypospolitej będzie liczył około 70 posłów, delegatów poszczególnych województw. Będzie radził nad istotnymi, ważnymi dla państwa polskiego sprawami. Wszystkimi, które przerastają skalę i kompetencje gmin i poszczególnych województw. Jego pierwszym zadaniem będzie uchwalenie nowej konstytucji państwa. Tej konstytucji, którą przedstawimy w programie wyborczym naszego społecznego ruchu Konfederacji Wolnych Polaków. Ponieważ większość obowiązków razem z pieniędzmi delegowaliśmy do gmin i województw, Sejm nie będzie musiał już być Sejmem Nieustającym (naszym przodkom nawet do głowy nie przyszło, żeby stale obradować w Warszawie, dopóki ich caryca nie zmusiła). Wystarczą, jak to było kiedyś, dwie sesje: wiosenna i jesienna. W sytuacji nadzwyczajnej pomoże Internet lub sesja nadzwyczajna.

6.      Rząd. Szkoda, że nie mamy króla, mądrego króla. Nasi przodkowie z Rzeczypospolitej Szlacheckiej jako pierwsi ludzie w świecie cywilizacji łacińskiej sami wybierali króla. Bez pisemnych i przed Bogiem zobowiązań do przestrzegania ich praw i konstytucji państwa, kandydat nie mógł objąć urzędu. Teraz ten wybierany przez naród człowiek będzie się nazywał prezydentem. Jego zadaniem, po złożeniu przysięgi na konstytucję, będzie zorganizowanie ogólnej administracji państwa polskiego. Stanie zatem na czele rządu. Oczywiście zupełnie innego rządu niż ten, który oglądamy w telewizji. Jego zadaniem będzie sprawne zarządzanie państwem w sferach, które przekraczają kompetencje władz lokalnych. Takich, jak wojsko do obrony całości i niepodległości państwa, policja państwowa, zarządzanie ogólnonarodowymi sferami gospodarki istotnymi dla bezpieczeństwa państwa. Również zarządzanie ogólnonarodowymi projektami celowymi. Ale na pewno nie będzie miejsca w rządzie dla ministerstwa zdrowia, sportu, wyznań, poprawności politycznej lub urody.[related id=1123]

7.      Wojsko. Oczywiście armia zawodowa będzie zarządzana przez ministra wojny, członka rządu. Zawodowa armia na potrzeby państwa polskiego w czasie pokoju w zupełności wystarczy. Ale nie zapominajmy o możliwym zagrożeniu (Si vis pacem para bellum) i pospolitym ruszeniu. Żeby takie pospolite ruszenie na czas wojny szybko można było uruchomić, w czasie pokoju wszyscy zdolni do noszenia broni Polacy muszą przechodzić obowiązkowe półroczne przeszkolenie wojskowe w ramach szkoły średniej. Rzecz jasna, rzeczywiste przeszkolenie wojskowe. No i oczywiście, co się z tym wiąże, każdy przeszkolony obywatel będzie mógł w szafie powiesić mundur wojskowy i karabin. Sprawna koordynacja współpracy armii zawodowej i pospolitego ruszenia (Gwardii Narodowej), zdolna uruchomić milionową armię, pozwoli obronić niepodległość Polski przed jakimkolwiek zagrożeniem zewnętrznym.

8.      Policja. Oczywiście, że na poziomie lokalnym policja musi być lokalna i zależna od mieszkańców finansowo. A co za tym idzie, przez nich wybieralna.

Lokalny szef policji, nazwijmy go szeryf, podobnie jak było to nawet w II RP, będzie reagował na każde przestępstwo i naruszenie porządku publicznego, nie zasłaniając się, jak teraz, niską szkodliwością społeczną czynu. Całe grupy przestępcze wyrastają z niskiej szkodliwości społecznej przestępstwa. I oczywiście, co rozumie się samo przez się, nie będzie gnębił obywateli=swoich wyborców wyłudzaniem ich pieniędzy, zamiast ścigać przestępców.

Policja państwowa musi istnieć dla ochrony konstytucyjnych władz państwowych i jako służba rozpracowująca zorganizowaną przestępczość kryminalną i gospodarczą. Podlegać będzie ministrowi policji. I utrzymywana będzie, podobnie jak armia zawodowa, ze skarbu państwa.

9.      Skarb państwa. Tu oczywiście szykujemy historyczną rewolucję. Historyczną, to znaczy wracamy do pierwotnego znaczenia pojęcia skarbu państwa. A zatem to obywatele, my wszyscy decydujemy o wielkości skarbu państwa. O tym, ile środków finansowych ma zostać przeznaczonych na sprawne zarządzanie państwem, tak aby nasza ojczyzna rozkwitała i wzrastała w siłę, zapewniając zewnętrzne i wewnętrzne bezpieczeństwo wszystkich obywateli, włączając w to wdowy, sieroty i ludzi kalekich.

Finansowanie władz państwowych i samego państwa będzie się odbywać w dwojaki sposób. Raz – poprzez podatki zatwierdzane przez Sejm, dwa – poprzez wykorzystanie dochodów wielkich narodowych firm zarządzanych przez kolejnego ministra rządu – ministra gospodarki.

10.  Konstytucja. Konstytucja będzie naszym programem wyborczym. Pokazaniem, jakiego państwa chcemy i za jakim państwem zagłosują nasi wyborcy. To będzie niepodlegająca dyskusji i przetargom przysięga narodowa. Przysięga obowiązująca przede wszystkim naszych kandydatów do parlamentu, który przecież będzie jeszcze wybierany według starych reguł, według reguł prawnych Okrągłego Stołu. I automatycznie każdy wybrany poseł naszego Ruchu będzie tracił mandat poselski, jeżeli okaże się uległy staremu układowi władzy. Bo nasz Ruch, czyli Konfederacja Wolnych Polaków, nie będzie kolejną partią polityczną, którą można zmanipulować i zawłaszczyć. To będzie ruch społeczny na wzór Ruchu Egzekucyjnego Praw i Dóbr, ustanawiający nowe państwo z nową konstytucją – V Rzeczypospolitą, służącą wszystkim Polakom. I na to państwo, i na tę konstytucję będą musieli przysięgać kolejni prezydenci i inni urzędnicy państwowi. A jeśli przyszłoby im do głowy Konstytucję złamać, zostaną natychmiast pozbawieni stanowiska.[related id=18515]

11.  Sądownictwo. Wymiar (nie)sprawiedliwości, jaki zapanował w III RP dla ochrony systemu Okrągłego Stołu, stanowi najbardziej skuteczną gwarancję trwania obecnej patologii. Wyrasta wprost z komunizmu, nie przeszedł najlżejszej nawet weryfikacji i jest dowolnie używany przez system do niszczenia przeciwników i zabezpieczenia pozycji uwłaszczonych w latach 80. komunistów. Rola wymiaru sprawiedliwości w aspekcie nadzoru nad przestrzeganiem naszej konstytucji jest zbyt poważna, żeby i tu nie dokonać gruntownej przebudowy, logicznie zgodnej z nowym, terytorialnym ustrojem państwa. Oczywiście wszyscy prawnicy, od sędziów poczynając, będą musieli złożyć przysięgę na nową konstytucję. A ci, którzy obecnie łamią ułomne dotychczasowe prawo, będą musieli pożegnać się z zawodem.

12.  Partie polityczne. W zasadzie nie piszę tu o partiach politycznych, ponieważ jest na to za wcześnie. Najpierw, niezależnie od naszych doktrynalnych poglądów i wynikających stąd różnic, musimy nasze państwo w podstawowym dla nas wszystkich kształcie zbudować. Jedno jest pewne: w naszym samorządnym państwie nie będzie szerokiego pola dla politykierstwa. Podobnie jak to jest w Stanach, partie polityczne będą jedynie społecznymi komitetami wyborczymi kandydatów na prezydenta. Oczywiście administrowanie państwem razem ze swoim zwycięskim kandydatem będzie dla osób tworzących takie sztaby wystarczającą mobilizacją do aktywnego działania. A nas, czyli całego społeczeństwa, nie będzie to obciążać zbędnymi kosztami.

Rządzący (czytaj: zarządzający państwem w imieniu obywateli) są odpowiedzialni za zapewnienie obywatelom warunków do jak najlepszego rozwoju. Jeśli tego podstawowego kryterium nie wypełniają, oznacza to jedno – nie nadają się na zarządców. Nie chodzi tu o zapewnienie pomyślności jakiejś jednej, wybranej grupie społecznej – nie wiem: nauczycielom, robotnikom, urzędnikom.

Jednak pomyślność i podporządkowanie sposobu organizacji struktur państwa interesom przedsiębiorców powoduje nie wprost pomyślność dla innych grup społecznych. Przede wszystkim w bardzo krótkim czasie kilku lat może rozładować strukturalne bezrobocie, które wydaje się, że na stale zagościło w państwie Okrągłego Stołu, i to pomimo wyjazdu z kraju 2 milionów obywateli i dorywczej pracy za granicą kolejnych 2–3 mln.

Solidarność Przedsiębiorców musi być otwarta na ludzi z każdej warstwy społecznej. Tak, jak otwarta była Solidarność roku 1980. A przedsiębiorcy główną grupą są z tego samego powodu, dla którego w roku 1980 to robotnicy byli siłą zdolną przeciwstawić się ówczesnemu systemowi. Przedsiębiorcy są warstwą-gwarantem przemian w interesie wszystkich Polaków. Przedsiębiorczość nie jest stanem ani przywilejem. Nikt nie rodzi się przedsiębiorcą ani przedsiębiorczości nie dziedziczy.

Ziemski opiekun Jezusa Chrystusa, św. Józef, był cieślą, rzemieślnikiem, a zatem drobnym przedsiębiorcą. Według obecnego nazewnictwa – mikroprzedsiębiorcą. Własny warsztat i praca na swoim od początku towarzyszą nauce społecznej Kościoła. Już Leon XIII w pierwszej encyklice społecznej optował za samozatrudnieniem jako najlepszym stanem społecznym.

Odbudowa państwa polskiego jako państwa wolnych i odpowiedzialnych obywateli według zasad nauki społecznej Kościoła wprost determinuje oparcie się na małych i średnich przedsiębiorcach jako podstawie ładu społecznego. I ten nowy ład społeczny, nazywany przeze mnie V Rzeczpospolitą lub Rzeczpospolitą Przedsiębiorczą, jest nie tylko najlepszym ustrojem społecznym odpowiadającym charakterowi narodowemu Polaków, z ich umiłowaniem wolności, indywidualności i przedsiębiorczości. Jest również jedyną możliwością zbudowania silnego państwa, zdolnego obronić swoją pozycję, po pierwsze w warunkach globalizacji, po drugie – w zmieniającej się niekorzystnie sytuacji geopolitycznej.
Cały artykuł Jana Kowalskiego pt. „V RP – Rzeczpospolita Przedsiębiorcza” można przeczytać na s. 6 czerwcowego „Kuriera Wnet” nr 36/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jana Kowalskiego pt. „V RP – Rzeczpospolita Przedsiębiorcza” na s. 6 czerwcowego „Kuriera Wnet” nr 36/2017, wnet.webbook.pl

 

Jan Kowalski / V Rzeczpospolita Przedsiębiorcza. Mali i średni przedsiębiorcy jako podstawa ładu społecznego

Pomyślność i podporządkowanie organizacji struktur państwa interesom przedsiębiorców powoduje nie wprost pomyślność innych grup społecznych. W ciągu kilku lat może rozładować strukturalne bezrobocie.

Jan Kowalski

Według badań przeprowadzonych kilkanaście lat temu przez Amerykanów, Polacy są drugim najbardziej przedsiębiorczym narodem świata, po Amerykanach. A wynika to wprost z indywidualnego umiłowania wolności i chęci decydowania o własnym losie nawet przy ryzyku niedostatku. (…)

Nazywam mój projekt „V Rzeczpospolitą” w odróżnieniu od III, która jest spiskiem przeciwko narodowi polskiemu, zawiązanym przy Okrągłym Stole. W odróżnieniu od IV, która była projektem, jak zmusić Polaków do uczciwości i pracowitości bez przeprowadzenia jakichkolwiek zmian systemowych, za to pod przewodem tym razem sprawiedliwej partii.

Projekt V Rzeczpospolitej wynika wprost z charakteru Polaków, z naszego historycznego doświadczenia. Z doświadczenia I Rzeczypospolitej Szlacheckiej, z doświadczenia Wielkopolan pod pruskim zaborem, wreszcie z doświadczenia 1. Solidarności. Wynika wprost i jako sposób urządzenia państwa, i jako sposób dojścia do tego państwa. (…)

Ideą przewodnią w tym przypadku jest, rzecz jasna, charakter narodowy Polaków. Wspominałem już o tym. Jest skończoną fantasmagorią próba uczynienia z Polaków kogoś innego niż są. Nie staniemy się Niemcami, Rosjanami, Anglikami, Turkami ani Bułgarami. Żaden najbardziej nawet zdeterminowany rząd nie wyprodukuje nowego Polaka, który już nie byłby Polakiem.

Komunizm nas stłamsił, ale przecież nie przemienił w komunistów. Oczywiście zawsze było pod dostatkiem renegatów, którzy gotowi byli w imię materialnego dobra własnego służyć najgorszemu wrogowi narodu polskiego. Ale przecież najbardziej nawet dorodne ziarno oblepione jest plewą. (…)

Bez czynnego udziału Kościoła, czy też, ściślej mówiąc, zaangażowania wielu patriotycznych księży, nie jest możliwe odbudowanie naszej ojczyzny. Mam na myśli nie tylko ich indywidualny, duchowy i fizyczny wkład, ale również, jak było to w latach 80., pomoc instytucjonalną. Zwłaszcza, że budując naszą V Rzeczpospolitą, oprzemy się na wierze w Boga, jaki nam się objawił w Jezusie Chrystusie i społecznej nauce Kościoła.

Wiele nieporozumień narosło wokół nauki społecznej Kościoła. Na tyle wiele, że przypomnijmy jej trzy filary, żeby nie zostać źle zrozumianym. Te trzy filary to umiłowanie Ojczyzny, solidarność i pomocniczość. (…)

Pomyślność i podporządkowanie sposobu organizacji struktur państwa interesom przedsiębiorców powoduje nie wprost pomyślność dla innych grup społecznych. Przede wszystkim w bardzo krótkim czasie kilku lat może rozładować strukturalne bezrobocie, które wydaje się, że na stale zagościło w państwie Okrągłego Stołu, i to pomimo wyjazdu z kraju 2 milionów obywateli i dorywczej pracy za granicą kolejnych 2–3 mln.

Solidarność Przedsiębiorców musi być otwarta na ludzi z każdej warstwy społecznej. Tak, jak otwarta była Solidarność roku 1980. A przedsiębiorcy główną grupą są z tego samego powodu, dla którego w roku 1980 to robotnicy byli siłą zdolną przeciwstawić się ówczesnemu systemowi. Przedsiębiorcy są warstwą-gwarantem przemian w interesie wszystkich Polaków. (…)

Cały artykuł Jana Kowalskiego pt. „V RP – Rzeczpospolita Przedsiębiorcza” można przeczytać na s. 6 czerwcowego „Kuriera Wnet” nr 36/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jana Kowalskiego pt. „V RP – Rzeczpospolita Przedsiębiorcza” na s. 6 czerwcowego „Kuriera Wnet” nr 36/2017, wnet.webbook.pl

 

„Wojna, którą właśnie przegraliśmy”: Jeśli nie chcemy żyć w wydmuszce państwa, musimy wiedzieć, jakiego państwa chcemy

Po doświadczeniu z Pierwszą Solidarnością wiemy, jakiego państwa życzą sobie nasi wrogowie. Oni chcą słabego państwa z jak najmniejszym udziałem obywateli, za to z własną, niekontrolowaną władzą.

Jan Kowalski

Drugą Solidarność roku 1988, pod przewodem Lecha Wałęsy, komuniści zorganizowali już na swoich warunkach. Gdyby Solidarność nie została zniszczona pod koniec roku 1981, to w roku 1988 nie mielibyśmy żadnego Okrągłego Stołu. Nic by nie stało na przeszkodzie, żeby struktury Solidarności przekształciły się w struktury państwa polskiego, w prawdziwie obywatelską Rzeczpospolitą.

To bowiem, co brzmiało jak zarzut, że obrady solidarnościowe przypominają szlacheckie sejmikowanie, a cały ruch pospolite ruszenie, było największą siłą Związku. I zarazem śmiertelnym niebezpieczeństwem dla komunistów. Po wycofaniu się Moskwy, zmykaliby, gdzie pieprz rośnie, zamiast błyszczeć na salonach, jak to jest obecnie. (…)

Przypominając sposób zorganizowania Solidarności w roku ’81, przypomnieliśmy również I Rzeczpospolitą, zwaną szlachecką. Wbrew twierdzeniom jej zaprzysięgłych wrogów, nie jest prawdą, że taka organizacja państwa byłaby w dzisiejszym świecie anachronizmem. Nie tak daleko od nas położona Szwajcaria jest żywym dowodem na to, że państwo, w którym większość decyzji podejmują obywatele poprzez ciągłe sejmikowanie, może być jak najbardziej nowoczesnym sposobem na zarządzanie państwem.

Zwłaszcza w dzisiejszym świecie powszechnego dostępu do Internetu. Szwajcaria jest zarazem żywym dowodem na to, że organizując nasze państwo, wcale nie musimy wybierać spośród koncepcji, które są absolutnie sprzeczne z interesem Polski i charakterem Polaków.

I tu dochodzimy do istoty problemu. Jedynym wyznacznikiem polskości jest wiara chrześcijańska – czy to się komuś podoba, czy nie. Polska nie ma innego zwornika. Nie mamy posttatarskiej bezwzględnej dzikości i braku szacunku do drugiego człowieka Rosjan. Nie mamy pruskiego ordnungu bez względu na wszystko. Nie mamy bezczelności Anglików. Nie ma sensu więcej wymieniać. Mamy za to polskie umiłowanie wolności własnej i drugiego człowieka, które najbardziej zawiera się w chrześcijaństwie. I takie też musi być urządzenie naszego państwa. (…)

Wbrew powszechnemu myśleniu, I Rzeczpospolita upadła nie poprzez nadmiar swobód obywatelskich w odróżnieniu od zamordystycznych Prus i Rosji, ale w wyniku wewnętrznego upadku tych swobód. Całe bogactwo i splendor Rzeczypospolitej wynikał z konstytucyjnej wolności i równości wobec prawa całego ówczesnego narodu, czyli szlachty. Ten ówczesny naród szlachecki tworzył zarazem ekonomiczną podstawę potęgi państwa. (…)

Nie ma już szlachty, nie ma nawet dziesięciomilionowej Solidarności, a nawet warunków, żeby się odrodziła, bo nie ma już wielkich zakładów pracy. MY to obywatelski naród, który chce rozporządzać własnym państwem. To właśnie jest Solidarność. Solidarność szlachty, która na początku XVI wieku wywalczyła swoje państwo. Solidarność Polaków z zaboru pruskiego, którzy powiększyli swój stan posiadania i w efekcie zwyciężyli. Solidarność z roku 1980, która upomniała się o swoje portfele oraz prawa obywatelskie.

Dzisiejsza Solidarność i Solidarność jutra, która podniesie z upadku naszą ojczyznę, musi być Solidarnością Przedsiębiorców. Ale to nie znaczy, że ma być zamknięta na ludzi spoza tej warstwy. Wręcz przeciwnie. Podobnie jak Solidarność roku osiemdziesiątego, na pozór robotnicza, musi być ruchem społecznym grupującym wszystkich, którym na sercu leży dobro Polski. Polski, której będą pełnoprawnymi obywatelami.

Cały artykuł Jana Kowalskiego pt. „Wojna, którą właśnie przegraliśmy”, cz. 9: „Różne koncepcje państwa”, można przeczytać na s. 6 majowego „Kuriera Wnet” nr 35/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jana Kowalskiego pt. „Wojna, którą właśnie przegraliśmy”, cz. 9: „Różne koncepcje państwa” na s. 6 „Kuriera Wnet” nr 35/2017, wnet.webbook.pl

Umowa Okrągłego Stołu pozwoliła grupie inteligenckich obiboków stać się elitą polityczną z komunistycznego mianowania

Odzyskanie państwa obecnie nie jest możliwe bez polskich przedsiębiorców. Prawdziwych, a nie podwieszonych pod układ władzy figurantów. Drobni i średni przedsiębiorcy są najważniejszą grupą społeczną.

Jan Kowalski

Gdybyśmy w roku 1989 rzeczywiście odzyskali niepodległość, jak to stało się w roku 1918, to pierwszym krokiem byłoby powołanie sejmu konstytucyjnego, grupującego przedstawicieli wszystkich grup opozycyjnych mających własny program polityczny.

Tak skonstruowana Konstytuanta w ciągu dwóch lat przygotowałaby konstytucję nowego państwa, a siły polityczne poczuwające się do odpowiedzialności za rządzenie państwem miały by czas na przygotowanie się do wolnych wyborów. W roku 1992 naród polski mógłby dokonać swojego pierwszego wyboru, kto w jego imieniu ma zarządzać państwem. (…)

Nie ma sprawiedliwości na tym świecie, dlatego nie płaczmy dłużej nad tym. Każda próba odzyskania zagrabionego, chociaż na razie bez większych szans realizacji, oznaczałaby jedynie nowe nieszczęścia. (…)

Jak rewolucja Solidarności roku 80-tego, niestety zdławiona 13 grudnia 1981, nie mogła by wybuchnąć bez wielkoprzemysłowej klasy robotniczej, tak odzyskanie państwa obecnie nie jest możliwe bez masowego udziału polskich przedsiębiorców. Prawdziwych przedsiębiorców, rzecz jasna, a nie podwieszonych pod układ władzy figurantów. Myślę tu o 2-dwumilionowej rzeszy drobnych i średnich przedsiębiorców, którzy nieraz ledwo dyszą, ale jeszcze trwają. Wbrew świadomej lub nieświadomie bezmyślnej polityce władz polskich ostatnich 20-tu lat. I nie ma tu znaczenia jakakolwiek opcja polityczna, która w tym czasie sprawowała rządy w III RP.

(…) Prawo i Sprawiedliwość w żaden sposób nie zmieni ciężkiego losu polskich przedsiębiorców. Z jednego prostego powodu: każda z dotychczasowych partii politycznych czy już rządzących, czy dopiero szykujących się do władzy, akceptuje porządek ustanowiony przy Okrągłym Stole. I sposób zorganizowania państwa tam ustalony. Sposób, który jest bezpośrednią przyczyną upadku przedsiębiorców jako grupy społecznej, a w wyniku tego coraz większej nędzy i masowej emigracji Polaków. Przyczyną upadku Polski.

Cały artykuł Jana Kowalskiego z cyklu „Wojna, którą właśnie przegraliśmy”, cz. 8.: „Koniec pewnego złudzenia”, można przeczytać na s. 9 kwietniowego „Kuriera Wnet” nr 34/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jana Kowalskiego z cyklu „Wojna, którą właśnie przegraliśmy”, cz. 8.: „Koniec pewnego złudzenia” na s. 9 kwietniowego „Kuriera Wnet” nr 34/2017, wnet.webbook.pl

Dwa stulecia wielkości Polski zawdzięczaliśmy przedsiębiorczości naszych przodków. Wojna, którą właśnie przegraliśmy (7)

Wojny mają to do siebie, że się je wygrywa lub przegrywa. Tę, którą opisałem, już jako państwo i naród przegraliśmy, chociaż wielu jeszcze tego nie dostrzega. Ale nie musimy zaraz kłaść się do trumny.

Jan Kowalski

W przedunijnych latach mieliśmy do czynienia wręcz z szalonym przeszukiwaniem rynku przez grupy gospodarcze powiązane z tajnymi służbami w celu znalezienia pieniędzy. Afera z aresztowaniem Romana Kluski w celu wyłudzenia od niego pieniędzy była najsłynniejszą, ale tylko jedną z wielu. Do tych wymuszeń dochodziło z jednego, prostego powodu. Nie było możliwe w sposób zgodny z prawem zorganizowanie machiny dodatkowego finansowania systemu, grup i osób ten system chroniących. Dlatego odprowadzanie składki do Brukseli, do czego zobowiązaliśmy się, wstępując do Unii, a potem otrzymywanie pieniędzy z powrotem, już wypranych, jest dla tego systemu rozwiązaniem idealnym i ze wszech miar legalnym. Nawet gdybyśmy więcej wpłacali, niż otrzymywali z powrotem, i tak będzie to z korzyścią dla układu Okrągłego Stołu. Ważne jedynie, żeby tych środków przepływało jak najwięcej. (…)

Ponieważ żadna wojna nie ma gładkiego przebiegu, tylko czekać, aż otworzy się wiele frontów, które zwiążą liczne siły przeciwnika. I właśnie w tym tkwi nasza szansa, szansa Polski na rozwój własnej niepodległej gospodarki, a w wyniku tego silnego państwa. Polacy już kiedyś toczyli taką wojnę. Jak to zostało ładnie powiedziane: najdłuższą wojnę nowoczesnej Europy. I pomimo niesprzyjających warunków, bez opieki własnego państwa – wygrali ją, chociaż wydawało się, że nie mają szans.

To była cywilna, gospodarcza wojna w zaborze pruskim. Wojna z żywiołem niemieckim popieranym finansowo przez państwo-zaborcę w celu germanizacji Wielkopolski. Polacy nie tylko nie utracili swojego posiadania w jej wyniku, ale wzmocnili się gospodarczo do tego stopnia, że później sami mogli sfinansować zwycięskie powstanie przeciwko Niemcom. (…)

U podstaw wielkości I Rzeczypospolitej leżało zwycięstwo Ruchu Egzekucyjnego Praw i Dóbr. Ruchu ówczesnego społeczeństwa polskiego, czyli drobnej i średniej szlachty, w obronie swoich praw obywatelskich i przeciw bezprawnemu rozkradaniu majątku państwowego. W owych czasach po powołaniu na jakieś państwowe stanowisko dostawało się od króla określone dobra ziemskie. I te dobra po zakończeniu sprawowania funkcji powinny być do skarbu monarchy zwrócone. Praktyka była niestety inna, co spowodowało bunt obywatelski. Jak zatem widzimy, ówczesna szlachta, obywatele państwa polskiego poczuli się jego prawowitymi właścicielami. A król miał jedynie własnością tą zarządzać. I tu należy dodać to, co nas od początku najbardziej frapuje – ci szlachcice XVI-wieczni byli ówczesnymi przedsiębiorcami, a ich gospodarstwa były ówczesnymi przedsiębiorstwami. Co szczególnie istotne, pierwszym liderem tego ruchu był Jan Łaski – biskup!

 

Cały artykuł Jana Kowalskiego pt. „Wojna, którą właśnie przegraliśmy” można przeczytać na s. 7 marcowego „Kuriera Wnet” nr 33/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jana Kowalskiego pt. „Wojna, którą właśnie przegraliśmy” na s. 7 marcowego „Kuriera Wnet” nr 33/2017, wnet.webbook.pl

Przezroczyste urny mają przymnożyć władzy PiS w terenie. Tak się stanie, tylko jaka korzyść wyniknie z tego dla mnie?

Ogłoszony właśnie przez prezesa Kaczyńskiego postulat zmiany ordynacji wyborczej, w punkcie zamiany urny na przezroczystą i stały monitoring wyborów w Internecie, wywołał mój niekłamany entuzjazm.

Jan Kowalski

Jest jednak jedno „ale”. No i co z tego, że wybierzemy uczciwie? (…) mieszkańcy gminy wiejskiej lub miejskiej nie zagłosują w swej masie na ludzi uczciwych i sprawiedliwych, i dodatkowo gwarantujących dobre zarządzanie ich najbliższym otoczeniem. Zagłosują na cwaniaków, kombinatorów, ale takich, o których wieść gminna głosi, że mają plecy w Warszawie. (…)

Powyższe słowa to nie jest zarzut w stosunku do wyborców, do społeczeństwa w ogólności, że głosują na miernoty i – głupi – sami są sobie winni. O co chętnie obwiniają Polaków wszyscy przegrani. Ludzie z zasady kierują się zdrowym rozsądkiem, zwłaszcza wybierając swoich przedstawicieli. I istota tego wyboru sprowadza się do kalkulacji, co mnie, mojej rodzinie bardziej się opłaca.

(…) Po prostu większość wyborców, kierując się niezachwianą logiką, wskaże na tego, kto ma lepsze chody w Centrali, ministerstwie. Tylko taki człowiek może coś załatwić dla lokalnej społeczności.

Żeby być dobrze zrozumianym – przyznaję stuprocentową rację tym wyborcom. Ja sam jeszcze nie brałem udziału w wyborach samorządowych, chociaż mam przekroczoną 50-kę. Po co? Mam głosować na partyjną klikę, taką czy inną, która za moje pieniądze coraz bardziej ogranicza moją wolność? (…)

Nie tylko kasta prawnicza nie została zmieniona po roku 1989. Niezmieniony został też zaprowadzony pod sowieckim reżimem budżet państwa, czyli sposób zbierania i wydawania naszych wspólnych pieniędzy. Żadne państwo Zachodu, do którego tak dążyliśmy, nie zabiera w tak bolszewicki sposób pieniędzy swoich obywateli i tak bezczelnie ich nie marnotrawi.

Cały artykuł Jana Kowalskiego pt. „Szklane urny. Czy wszystko załatwią?” znajduje się na s. 4 lutowego „Kuriera Wnet” nr 32/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jana Kowalskiego pt. „Szklane urny. Czy wszystko załatwią?” na s. 4 lutowego „Kuriera Wnet” nr 32/2017, wnet.webbook.pl

Bilans lat niepodległości. Andrzej Gwiazda: pobłądziliśmy, musimy cofnąć się po własnych śladach i zacząć od początku

Cofnijmy się nawet dalej, do początku komunizmu. A zatem w imieniu światowego komunizmu pomiędzy rokiem 1945 a 1948 komuniści odbierają zwyczajnym Polakom prawo do decydowania o sobie, o swoim życiu.

Jan Kowalski

Przejmują odpowiedzialność za całą gospodarkę. Raz – odbierając własność dotychczasowym posiadaczom. Dwa – odbierając większość wynagrodzenia za pracę robotnikom. Opisując kiedyś przypadek mojego dziadka kowala wyliczyłem, że komuniści pozostawili w jego kieszeni nieco ponad 10% dotychczasowych zarobków (dziadek pracował przed II wojną w Hucie Stalowa Wola i zarabiał miesięcznie 120 złotych; był świetnym kowalem). W zamian za przymusową rezygnację z dbania o siebie, komuniści w imię budowy świetlanej przyszłości rozdysponowali pozostałe 90% w sposób następujący: 50% oddali z powrotem w postaci

  • przymusowego zatrudnienia wszystkich Polaków w wieku produkcyjnym;
  • bezpłatnej służby zdrowia;
  • bezpłatnego szkolnictwa, od podstawowego do wyższego;
  • bezpłatnego mieszkania;
  • dopłat do podstawowych artykułów spożywczych i przemysłowych, ze szczególnym uwzględnieniem dzieci.

Pozostałe 40% z pensji dziadka komuniści przeznaczyli na budowę systemu zabezpieczenia własnych interesów, sorry – oczywiście, że interesów światowego komunizmu. Stąd właśnie wzięło się państwo, jak je złośliwie nazywaliśmy, policyjne. Spełniające, poza zwykłą rolą zapewnienia bezpieczeństwa zewnętrznego, również rolę zapewnienia bezpieczeństwa wewnętrznego. Na wszelki wypadek, gdyby w nowym systemie dziadek nie czuł się zbyt szczęśliwy. (…)

Myślę, że właśnie możliwość bezkarnego przejęcia owych 50%, odebranych w roku 1945 zwyczajnym ludziom ze względów ideologicznych, stanowiła fundament zmowy Okrągłego Stołu. „Opozycja” w wyniku tej zmowy zyskała możliwość przekształcenia się w warstwę urzędniczą nowego państwa. Stąd taki rozrost biurokracji. (…)

Nowy, rzekomo kapitalistyczny system zaoferował zatem Polakom pozbawienie ich wszelkich dotychczasowych dofinansowań, nie oferując w zamian możliwości zarobków, jakie istniały przed jego wprowadzeniem w roku 1945. Propagandowy majstersztyk autorstwa Jerzego Urbana, że w kapitalizmie nikt o nikogo się nie troszczy, został jak najbardziej poważnie zaakceptowany przez dotychczasową opozycję. Odtąd wraz z byłymi komunistami oskarżającą zwyczajnych Polaków o resentymenty komunistyczne i tęsknotę za PRL. (…)

Jedno się udało: sprzedać wszystko, co II Rzeczpospolita zbudowała, czyli podstawy niezależności państwowej w oparciu o własną narodową gospodarkę. Więcej, udało się sprzedać również to, co wyrzeczeniem całego narodu udało się zbudować Polsce Ludowej. I tak nie wystarczyło na obsługę systemu, dlatego jesteśmy już zadłużeni kilkakrotnie bardziej niż za Gierka. Przy czym za Gierka przynajmniej parę rzeczy zostało zbudowanych. (…)

Cały artykuł Jana Kowalskiego pt. „Wojna, którą właśnie przegraliśmy VII. Bilans lat niepodległości” można przeczytać na s. 6 lutowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 32/2017, wnet.webbook.pl.

______

„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jana Kowalskiego pt. „Wojna, którą właśnie przegraliśmy VII. Bilans lat niepodległości” na s. 6 lutowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 32/2017, wnet.webbook.pl