Karygodne wypowiedzi Borysa Budki w wywiadzie dla niemieckiego „Die Zeit”. „Unia musi postawić ultimatum Polsce”

Dzień 65. z 80 / Warszawa / Poranek WNET – Jan Bogatko skomentował stworzonego przez posła Platformy Obywatelskiej „fake newsa”, który rozprzestrzenił się po Niemczech i wywołał gorącą dyskusję.

W dzisiejszym Poranku Antoni Opaliński połączył się telefonicznie z Janem Bogatką, korespondentem Rradia Wnet z Niemiec.

– Jeżeli człowiek przegląda prasę niemiecką, to drapie się lekko po czole i zastanawia, gdzie jest, czy to jest jakiś sen, czy to jest prawda, co to jest wolność infornmacji – rozpoczął rozmowę Jan Bogatko.

Przed tygodniem Borys Budka, polityk PO, wyszedł z cienia i udzielił wywiadu niemieckiemu lewicowemu tygodnikowi „Die Zeit”, w którym nieustannie powtarzał, że w Polsce dzieją się „wstrząsające rzeczy”, bo władza wykonawcza chce sobie całkowicie podporządkować władzę sądowniczą. Niestety nie mógł powiedzieć, jak to podporządkowanie władzy ma wyglądać. Stworzył „fake newsa”, który publikowany jest w Niemczech i wywołuje niesamowitą falę dyskusji.

Poseł zapytany, dlaczego prezydent Duda, uważany za bardzo PiS-owskiego, zaprotestował w sprawie reformy sądownictwa, odparł, że musiał tak zrobić, ponieważ chce pozyskać głosy w wyborach, także i z centrum. – Nie definiuje przy tym, co to jest centrum, może myśli o sobie, nie wiem – powiedział korespondent z Niemiec.

Jak relacjonuje Jan Bogatko, „Die Zeit” pytał posła, czy Polska, mimo ewentualnych reform, pozostanie państwem prawa. To oznacza, że jeszcze 23 sierpnia Polska była państwem prawa, kiedy był przeprowadzany ten wywiad – komentował przebieg rozmowy z eurodeputowanym PO nasz korespondent z Niemiec – a dopiero od chwili uchwalenia tych ustaw przestanie być państwem prawa. Przecież KOD walczy o demokrację właśnie dlatego, że Polska przestała być państwem prawa i jest już dyktaturą.

Borys Budka mówił również niemieckiemu dziennikarzowi o „strasznym populizmie” w Polsce. PiS cieszy się poparciem – twierdzi – ponieważ rząd dokonuje rzeczy nieprawdopodobnych, na przykład obniżył wiek emerytalny. – Może ktoś powinien byłemu ministrowi uświadomić, że w Niemczech też obniżono wiek emerytalny w bardzo podobnej sytuacji, dlatego że były protesty przeciwko jego podniesieniu – skomentował tę wypowiedź Jan Bogatko. – Nie jest to więc „taki straszny populizm”, chyba że uważa się to za populizm w Polsce, a w Niemczech już nie. [related id=36106]

Inną „straszną rzeczą” według posła PO było wprowadzenie 500+. – Dodatki na dzieci w Niemczech są o wiele wyższe, wiec przeciętnemu Niemcowi, jak to czyta, trudno jest zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi – mówił z ironią Jan Bogatko, po czym dodał, że po opublikowaniu wywiadu tygodnik „Die Zeit” na swojej stronie internetowej umieścił sprostowanie, że zaszła pomyłka, bo pan Budka nie mówił w swoim wywiadzie o programie dla dzieci 500+. – W takim razie to zostało dopisane? Skoro nie powiedział, nie powinno się tam znaleźć? – pytał retorycznie korespondent.

Wyrazem populizmu według Borysa Budki jest również domaganie się odszkodowania od Niemiec. – Jest to rzecz straszliwa i budząca grozę – podkreślił Jan Bogatko. Przecież wiadomo, kto tę wojnę rozpoczął, kto skończył i o co chodziło.

Zwrócił uwagę, że pojawiające się w niemieckich mediach tytuły w stylu „Polska kampania przeciwko Niemcom” pokazują, jaka będzie tematyka na 1 września – być może znów usłyszymy, tak jak w 1939 roku, że „Polska atakuje Niemcy”.

Całego Poranka możesz posłuchać tutaj. Relacja Jana Bogatki w części trzeciej.

MW

Ulica i zagranica – kolejna odsłona farsy w warszawskim teatrze letnim

W cotygodniowym felietonie z Niemiec o tym, jak to polska policja śledzi opozycję oraz o historii słynnego zdjęcia, za którego publikowanie grozi w Niemczech utrata wolności.

„Die Welt”, niegdyś konserwatywna gazeta, włączyła się do chóru w prasie lewicowo-liberalnej w Niemczech. Mianowicie przejęła się potwornym dramatem dziejącym się w Polsce. Otóż polska policja nie ma nic lepszego do roboty niż śledzenie pana Petru. Jest on śledzony „zza każdego drzewa, zza każdego krzaka, na każdym rogu każdej ulicy”. „Die Welt”, opisując to, powołuje się na „najbardziej obiektywny polski dziennik” – „Gazetę Wyborczą”. Między 15 a 21 lipca wszystkie siły policyjne szkolone w obserwowaniu były użyte przeciwko polskiej opozycji.

Andrzej Przyłębski, ambasador Polski w Berlinie, jest jednak innego zdania. Uważa, że media niemieckie przedstawiają jednostronny i fałszywy obraz Polski. Zwrócił uwagę na skandaliczne informacje niemieckich dziennikarzy, m.in. korespondenta lewicowego „Süddeutsche Zeitung”.

Wszyscy w Polsce powinni przystąpić do „zmasowanego ataku w obronie wolności słowa w Niemczech”. Pewien niemiecki dziennikarz przedstawił zdjęcie muftiego Jerozolimy z niemieckim oficjelem z czasów II wojny światowej. Owa „Süddeutsche Zeitung” opisała to zdjęcie w ten sposób, że znajduje się na nim jakiś człowiek z opaską z Hakenkreutzem – można się domyślić, że to pewnie jakiś polski faszysta.

Tymczasem w Berlinie 28 listopada 1941 roku znany ze swej tolerancji Adolf Hitler przyjął u siebie wyjątkowego gościa. Był to Al-Hadżdż Muhammad Amin al-Husajni – uchodźca, który w kobiecym przebraniu uciekł z Iraku po obaleniu tam antybrytyjskiego puczu. Przyjęto go w Niemczech niczym bohatera narodowego – „Dziś do nas należy islam, a jutro cały świat”. W tym duchu widocznie teraz pisze najwidoczniej lewicowa gazeta „Süddeutsche Zeitung”, podczas gdy niemiecki sąd skazuje dziennikarza na karę pół roku więzienia w zawieszeniu za opublikowanie prawdziwego zdjęcia. Wyrok całe szczęście jeszcze nie jest prawomocny.

Zapraszamy do wysłuchania felietonu Jana Bogatki w części czwartej Poranka WNET.

JS

Jan Bogatko z Sankt Petersburga/ Wojna nie zniszczyła substancji miasta. Powiedziano mi, że zniszczyła ludzi, nie mury

Wspomnienie o Witoldzie Iwickim, kapłanie, który poznał totalitaryzmy: carski, komunistyczny i narodowosocjalistyczny, i oddał dobrowolnie życie za bliźniego, podobnie jak Maksymilian Maria Kolbe.

Jan Bogatko

 

Moi dziadkowie mieszkali w Petersburgu przez kilka miesięcy w roku. W jednym z domów niedaleko Fontanki, przy najkrótszej ulicy w ówczesnej stolicy imperium. Nazywa się Mała Sadowa i liczy 175 metrów długości. Zamknięta dla ruchu, ma kilka kawiarń i pomniki …kotów. Jeśli wcelujesz w jednego z nich, to spotka cię szczęście, opowiada się. Ciekawe, nie widać żebraków czyhających na odbijające się od ścian monety. Przyczyna tkwi chyba nie tyle w niekorzystnym kursie rubla, co w braku żebraków w Petersburgu w ogóle. (…)

Nie tylko moi dziadkowie mieszkali w Petersburgu. Mieszkał tu i pracował także stryj mego ojca, Witold Iwicki. Był on proboszczem jednej z dwu parafii katolickich w Petersburgu – św. Stanisława, Biskupa i Męczennika.

Witold Iwicki, wilnianin, syn powstańca roku 1863, Teofila Bronisława Iwickiego i Celiny Antoniny z Białłozorów, po uzyskaniu matury w wileńskim gimnazjum, w 1902 roku wstąpił do seminarium duchownego w Petersburgu, gdzie otrzymał w 1907 roku święcenia kapłańskie. Jako kapłan wcześnie naraził się carskim władzom. Na żądanie premiera Rosji, Piotra Stołypina, metropolita mohylewski musiał usunąć ks. Iwickiego z pełnionych funkcji w Mozyrzu. (…)

Aresztowany jako zakładnik we wrześniu 1920 roku, był więziony w Moskwie. Jego proces wywołał szczególny rozgłos. W marcu 1921 roku w drodze wymiany wrócił z Rosji do niepodległej Polski, szczęśliwie unikając zsyłki do bolszewickiego łagru lub stracenia. Tak polski kapłan poznał drugi totalitaryzm – komunistyczny.

17 września Pińsk zajęli Sowieci, a po wybuchu wojny Hitlera ze Stalinem miasto znalazło się pod kolejną okupacją – z kolei niemiecką. Tak polski kapłan poznał trzeci totalitaryzm: narodowo-socjalistyczny.

I tego nie dane mu było już przeżyć. 22 stycznia 1943 roku zamordowano go w Janowie Poleskim jako zakładnika po akcji AK na więzienie w Pińsku. Przed egzekucją darowano mu życie. Z zeznań świadka Jana Pietraszka: „Wskazując na niego (naczelnika stacji kolejowej w Pińsku), ks. prał. Iwicki powiedział, że on ma żonę i dzieci i żeby on został zwolniony, a ja poniosę śmierć”.

Proces beatyfikacyjny Witolda Iwickiego jest w toku.

Cały felieton Jana Bogatki, pt. „Białe noce” – jak co miesiąc, na stronie „Wolna Europa” „Kuriera Wnet”, nr sierpniowy 38/2017, s. 3, wnet.webbook.pl.

Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku Radia WNET na falach Radia Warszawa (106,2 FM) i Radia Nadzieja z Łomży (103,6 FM) oraz na www.radiownet.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Jana Bogatki pt. „Białe noce” na s. 3 sierpniowego „Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl

A!!! Król jest nagi! – czyli totalne zaskoczenie dziennikarza „Die Welt” podwójnymi standardami unijnymi wobec Polski

Schümer zwraca uwagę na podstawowe rzeczy, które człowieka myślącego zaczynają irytować, a które innym nie zakłócają jeszcze spokoju: dlaczego Bruksela narzuca rozwiązania krajom na wschodzie UE?

[related id=34901]Artykuł Dirka Schümera w „Die Welt” o Unii Europejskiej, która stosuje podwójne standardy, jest dla naszego korespondenta z Niemiec Jana Bogatki symptomatyczny.

– Wydaje mi się, że wreszcie chciał on napisać coś poprawnego na temat stosunków polsko-niemieckich. Tylko że autor rzeczonego artykułu tak dużo czyta niemieckiej prasy, słucha niemieckiego radia i ogląda niemieckiej telewizji, że się sam w tym gubi – ocenił Jan Bogatko. – Schümer pisze w „Die Welt”, że Unia, ganiąc kraje wschodniej Europy, często postępuje w ten sam sposób, co karbowy w minionych czasach, poganiając pracowników – niewolników junkra.

Zwrócił uwagę, że Dirk Schümer, posługując się terminem Europa Wschodnia, który został do końca przecież zdefiniowany już jakiś czas temu, tak naprawdę nie wie, co on oznacza. Wyjaśnił, że Europa Wschodnia to były tereny, które znalazły się w sowieckiej sferze wpływów. Z drugiej strony wie, że nawet Polacy często mówią „my tu w Europie Wschodniej”, czyli zachowują się tak, jak im powiedziano – aby w tym kącie spokojnie siedzieli i nie podskakiwali.

– Schümer zwraca uwagę na podstawowe rzeczy, które go jako człowieka myślącego zaczynają irytować, a które innym nie zakłócają jeszcze spokoju – powiedział korespondent. – Mianowicie dlaczego Bruksela narzuca rozwiązania krajom na wschodniej flance UE? „Przypomina to – pisze Schümer – mieszanie się w sprawy wewnętrzne Układu Warszawskiego”. – Oczywiście Układ Warszawski i UE mają ze sobą bardzo wiele wspólnego, to znaczy – zerowy margines wolności dla tych, którzy stojąc, nie biją braw UE, i tu leży pies pogrzebany, jak to się mówi w Niemczech – ocenia Bogatko.

Zwrócił uwagę, że domaganie się przez mieszkańców Polski, Węgier itd. zabezpieczenia przez UE granicy zewnętrznej przedstawiane jest dzisiaj jako coś nadzwyczajnego, a przecież „nie tak dawno temu zabezpieczenie granicy UE było tematem numer jeden wszystkich mediów niemieckich. To było bardzo ważne, żeby ci Polacy, Bułgarzy itd. zwracali uwagę na to, żeby ta granica była należycie kontrolowana”.

– Dzisiaj postępuje się inaczej, uważa się tutaj, uważają liberałowie, lewica i lewicowy przecież „Die Welt”, że nie powinno być żadnych granic, wszyscy powinni biec do nas z całego świata radośnie i wesoło – powiedział Jan Bogatko.
[related id=34829]- Czy rzeczywiście politycy UE, którzy w zasadzie mają dość wątpliwą legitymację demokratyczną, mogą narzucać swoje stanowiska tym państwom, które mają demokratycznie wybrane rządy? – pyta Jan Bogatko, jako przykład podając Jeana-Claude’a Junckera, którego „wyborcy w Luksemburgu ukarali”, albo Fransa Timmermansa – którego partia była „par excellence bolszewicka” i w trakcie Cudu nad Wisłą optowała za tym, aby w Holandii wprowadzić „prawdziwie sprawiedliwy system bolszewicki”, a który to podaje się wszędzie jako wierzący katolik. „No domyślam się, w co on wierzy, natomiast jakim on jest katolikiem, nie będę chciał rozmawiać, bo nie mieszam się w kwestie sumienia i wyznania”.

Jan Bogatko uważa, że tekstu Schümera w „Die Welt” nie można traktować jako przełomu, „to raczej gorzka refleksja dziennikarza, który zauważył, że sam dał się omamić przekazowi niemieckich mediów” i „szuka z tego wyjścia, bo ma resztkę sumienia. A może to jest totalne zaskoczenie chłopca, który zobaczył… A!!! Król jest nagi!”

MoRo

chcesz wysłuchać całej audycji, kliknij tutaj

Korespondencja z Niemiec Jana Bogatki w części czwartej Poranka Wnet.

Telewizja ZDF pyta ministra Ziobrę, czemu Unia Europejska krytykuję Polskę, a nie Niemcy. Czy to dowcip tygodnia?

Dzień 44. z 80 / Nowy Sącz / Poranek WNET – W korespondencji Jana Bogatki z Niemiec o wywiadzie ministra sprawiedliwości w niemieckiej telewizji oraz o reakcji Niemiec na kwestię reparacji wojennych.

– Dlaczego Unia Europejska krytykuje Polskę, a nie Niemcy? – spytał redaktor telewizji ZDF ministra Zbigniewa Ziobrę podczas przeprowadzanego z nim wczoraj wywiadu. Jan Bogatko przyznaje, że to bardzo dobre pytanie, ale czy dobrze jest zaadresowane?

Minister Ziobro „bił się dobrze”. Był w sposób elegancki atakowany od samego początku rozmowy. Starał się wyjaśnić niemieckim widzom, że reformy, które chce przeprowadzić, nie idą tak daleko, jak niemieckie przepisy, według których państwo ma znacznie większy wpływ na nominowanie sędziów wszystkich sądów, niż on proponuje w Polsce. Gdyby sprawa nie była tak poważna, zadane Ziobrze tytułowe pytanie, czemu Unia Europejska krytykuje Polskę, a nie Niemcy, mogłoby być, według Jana Bogatki, dowcipem tygodnia.

Z reformą wymiaru sprawiedliwości i „likwidacją” Puszczy Białowieskiej walczą też inne media. Mówią, że polska opozycja jest nimi bardzo zaniepokojona, a tą opozycją okazuje się być głównie Katarzyna Lubnauer z Nowoczesnej. [related id=34086]

Teraz PiS – według niemieckich mediów – zamierza wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej i to wbrew społeczeństwu, które murem stoi za Unią, gdyż dzięki niej może wyjeżdżać za granicę. Wprawdzie polski rząd nie wypowiedział się, że jest za wyjściem Polski z UE, ale… ciągle krytykuje rzekomą biurokrację unijną. Tymczasem nawet w lewicowej niemieckiej prasie każdego miesiąca można znaleźć tysiące żartów z unijnej biurokracji. Tym, co ma świadczyć o zamiarze opuszczenia przez Polskę Unii, jest też krytykowanie rzekomej – według prasy niemieckiej – ingerencji Komisji Europejskiej w sprawy wewnętrzne państw członkowskich. – Jak pogodzić ten zarzut z jednoczesnym nawoływaniem, żeby Unia wywierała presję na Polskę w sprawie reform sądownictwa i Puszczy Białowieskiej? – pyta retorycznie Jan Bogatko.

Na temat żądania wypłacenia Polsce reparacji wojennych przez Niemcy media niemieckie nie mówią wiele, gdyż nie chcą wywoływać dyskusji na ten temat. Sucho jedynie stwierdzają, że sprawa została już załatwiona, bo Polska zrzekła się odszkodowania, i że nawet polska opozycja jest przeciwna występowaniu o odszkodowania wojenne, gdyż tym sposobem – zdaniem Grzegorza Schetyny – Polska znów rozpoczęłaby wojnę z Niemcami. – Znowu, czyli atakiem na radiostację w Gliwicach? – pyta Jan Bogatko na koniec swojej relacji.

Zapraszamy do wysłuchania całej relacji z Niemiec w części trzeciej Poranka WNET.

JS

Niemiecka prasa boi się, że Donald Tusk nie wróci do Polski i dlatego namaszcza Borysa Budkę i Kamilę Gasiuk-Pihowicz?

Dzień 37. z 80 / Sejny / Poranek WNET – W cotygodniowej korespondencji z Niemiec Jan Bogatko o sytuacji politycznej w Polsce widzianej tym razem oczami dziennikarza „Die Welt”.

W dzienniku „Die Welt” ukazał się artykuł Gerhada Gnaucka na temat tego, co aktualnie dzieje się w Polsce. Już nie „totalna”, a „zjednoczona opozycja” będzie protestować przeciwko reformie wymiaru sprawiedliwości, która dzieli Polaków. Połączyć ich może Donald Tusk, który dzisiaj przyjeżdża do Warszawy zeznawać na temat tego, co się wydarzyło po katastrofie smoleńskiej z jej ofiarami.

Sytuacja jest cały czas trudna, pomimo że dwie ustawy z trzech o wymiarze sprawiedliwości nie zostały podpisane przez prezydenta Andrzeja Dudę. Podpisana została trzecia. „Jak on mógł to podpisać!” W związku z tym Bruksela rozpoczęła postępowanie przeciwko Polsce. Za tym stoi Donald Tusk, jak go określił Jan Bogatko: niemiecki polityk, dawniej polityk polski.

Według „Die Welt” Donald Tusk ma potencjał, aby stać się mężem opatrznościowym Polaków. Czas jego rządów był okresem wspaniałej modernizacji kraju, solidnej polityki gospodarczej pomimo kryzysu na świecie. Rząd PO upadł jedynie dlatego, że była „jakaś” afera podsłuchowa, która nosi wyraźnie ślady rosyjskie. [related id=33271]

Mamy więc nową teorię spiskową – Rosja nie ma nic wspólnego z katastrofą smoleńską, ale z aferą podsłuchową, która ma „wyraźny podpis cyrylicą”, jak zażartował Jan Bogatko. Takie rzeczy wypisuje dziennikarz „Die Welt”, który „zna się na wszystkim”. Afera podsłuchowa miała według niego zdestabilizować Polskę przez odsuniecie od władzy „postępowej, wspaniałej, lubianej przez wszystkich” Platformy Obywatelskiej.

Dalej czytamy w „Die Welt”, że zwolennicy PO chcą, żeby Donald Tusk wrócił do Polski i odsunął od władzy autorytarnie rządzący PiS.

Dziennik tłumaczy też sprawę, w której były premier ma dzisiaj zeznawać. Otóż nie można było otwierać trumien zaraz po katastrofie, bo wywołałoby to rewolucję.

Czy Tusk w ogóle chce stanąć na ringu? – pyta z niepokojem dziennikarz „Die Welt”. Jedno jest jego zdaniem pewne – wielu Polaków, którzy teraz wychodzą na ulice, nie przepada za aktualnymi liderami PO i Nowoczesnej (Grzegorzem Schetyną i Ryszardem Petru), dlatego największe oklaski otrzymuje Borys Budka i Kamila Gasiuk-Pihowicz.

Zapraszamy do słuchania Poranka WNET z Sejn. Korespondencja Jana Bogatki w części trzeciej.

JS

 

 

Dlaczego Angela Merkel milczy na temat „strasznej sytuacji” w Polsce?

Ma to być przemyślana strategia, której celem jest to, żeby najbliższe wybory w Polsce wygrał Donald Tusk – wyjaśnia postępowanie kanclerz Merkel „Die Welt”.

 

Korespondent Radia WNET relacjonuje słuchaczom, co wypisują niemieckie media na temat reformy sądownictwa przeprowadzanej przez rząd Prawa i Sprawiedliwości. Sezon ogórkowy w pełni?

„Die Welt” zdradziła swoim czytelnikom to, o czym od dawna mówiła polska prawica, a czemu niemieckie media zawsze zaprzeczały. Otóż Niemcy próbują w różny sposób oddziaływać na sytuację wewnętrzną w Polsce. Dziennik ten „wysmażył długi materiał”, w którym tłumaczy, dlaczego Angela Merkel milczy na temat Polski. Ma to być przemyślana strategia, której celem jest to, żeby najbliższe wybory w Polsce wygrał Donald Tusk. Bezpośrednie zabranie głosu przez kanclerz Merkel w sprawie – jak ją się określa – „strasznej sytuacji” w Polsce tylko wzmocniłoby pozycję Jarosława Kaczyńskiego, a przecież nie o to Niemcom chodzi. [related id=32215]

„Niemieckim specjalistom od polskiej konstytucji wszystko, ale to wszystko kompletnie się myli”. Dlatego można darować „Spieglowi”, podanie informacji, że prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o reformie Sądu Najwyższego. W ogóle informacje podawane w Niemczech na temat tego, co jest zgodne, a co nie, z polską konstytucją, są kompletnie niezrozumiałe dla tych, którzy się na tym cokolwiek znają.

Z kolei „Bild” zarzuca, że Polska staje się republiką bananową, przy czym opisując, co się według niego dzieje w Polsce, nieustannie myli Sąd Najwyższy z sądami powszechnymi.

Czy elementem strategii Niemiec jest ultimatum postawione Polsce przez Fransa Timmermansa, „ulubionego” polityka Jana Bogatki, nie reprezentującego obecnie nikogo, bo jego partia w Holandii ostatnio otrzymała zaledwie 7 procent głosów?

Zapraszamy do słuchania korespondencji Jana Bogatki w dzisiejszym Poranku WNET w jego trzeciej części.

JS

„Panie i Panowie, Szanowni Murzyni” – czy tak Niemcy chętnie zwracaliby się do Polaków?

Dlaczego rozwiązania prawne, które w Niemczech gwarantują sędziom niezależność, w Polsce łamią zasady demokracji i praworządności? Czy Polska jest prymitywnym krajem bez kultury prawnej?

Jan Bogatko w Poranku WNET w rozmowie z Andrzejem Abgarowiczem opowiedział o tym, jak w Niemczech komentuje się przeprowadzane przez rządzący w Polsce obóz zmiany w wymiarze sprawiedliwości. Otóż reformy te komentuje się w sposób, „którego można oczekiwać, czyli w sposób bardzo negatywny”. Obowiązuje zasada, że wszelkie zmiany i inicjatywy rządu PiS są oceniane negatywnie, cokolwiek by się działo.

Jako przykład gość podał wywiad przeprowadzony przez „Deutsche Welle” z profesor prawa z Bonn Anne Sanders. Ma on znamienny tytuł „Polska. Państwo prawne w demontażu”. Profesor opisuje w nim, jak wygląda mianowanie sędziów w Niemczech. Na szczeblu federalnym sędziów wybiera komisja wyboru sędziów, która składa się z posłów i ministrów sprawiedliwości landów, a później mianuje ich federalny minister sprawiedliwości. Profesor zauważa, że rząd i parlament mają bardzo duży wpływ na ten wybór. Nie zaskakuje więc jej to, że rząd w Polsce ucieka się do argumentacji, że wprowadza reformy wzorowane właśnie na rozwiązaniach niemieckich. [related id=”31718″]

Tymczasem według Anne Sanders różnica jest taka, że ten system w Niemczech jest już od dawna stosowany i wypracowała się zasada „check and balance”, dzięki czemu sędziowie mogą pracować niezależnie. Innymi słowy – jak podsumował to Jan Bogatko – „w Polsce jest to niemożliwe, Polska jest na innym etapie rozwoju, jest prymitywnym państwem bez kultury prawnej”. Porównał to do sytuacji, gdy Heinrich Lübke, prezydent RFN w latach 1959-69, podczas wizyty w Liberii zwrócił się do zgromadzonych słowami „Panie i Panowie, Szanowni Murzyni”.

Z kolei aktualny niemiecki minister sprawiedliwości Heiko Maas wezwał do izolowania Polski w ramach Unii Europejskiej. Groźby te nie są według Jana Bogatki realne, ale tworzą klimat zastraszania i stawiania Polski w jednym szeregu z Turcją. Heiko Mass już wcześniej w podobny sposób wypowiadał się na temat Polski, mijając się przy tym z faktami.

O tym, a także o Mikołaju Iwickim – przodku Jana Bogatki – który w 1610 r. ufundował obraz Matki Bożej Pocieszenia w Orchówku można usłyszeć w części szóstej Poranka WNET nadawanego z Orchówka.

JS

 

Poranek WNET/ Warszawa 6 lipca 2017 / Jan Bogatko: Komentarze niemieckiej prasy nt. wizyty Donalda Trumpa w Warszawie

Niemieckie media: Trump przyjechał wesprzeć prawicowy rząd PiS-u i jego starania w walce z emigrantami. Czemu się dziwić, Polacy są religijni, wsiowi, więc muszą być nastawieni przeciwko emigrantom.

Jak niemiecka prasa wita Trumpa w Warszawie? – zapytał Jana Bogatkę Aleksander Wierzejski.

– Niemieckie media są w szoku. Taki prezydent takiego państwa, jak Stany Zjednoczone, a przyjeżdża do Polski. Dawniej, kiedy USA miały prawdziwego prezydenta, to przyjeżdżał do Londynu, Paryża czy Berlina. A nie do jakiejś tam Warszawy na końcu świata – uważa Tagesschau.

Jak mówi Jan Bogatko, niemieckie media piszą, że Trump ma wesprzeć prawicowy rząd PiS-u i jego starania w walce z emigrantami. Nie przypominają o tym, że w Polsce znajduje się milion Ukraińców i jakoś nikt do nich nie strzela i oni nie strzelają do nikogo – to nie jest ważne. Były doradca Obamy do spraw polityki zagranicznej w Białym Domu Charles Hatcher stwierdził: „czemu się dziwić, Polacy są religijni, wsiowi, więc muszą być nastawieni przeciwko emigrantom”.

W niemieckich mediach mówi się o tym, że policja brutalnie zamyka ulice, czyści z demonstrantów różne place, ale nie pokazuje się w telewizji takich scen, jakie znamy z Hamburga, gdzie demokratyczne armatki wodne rozbijają demonstrantów. Widocznie Polacy jeszcze do tego nie dorośli, są po prostu zbyt wsiowi. W tym kierunku i tonie piszą wszystkie gazety.

Niemcy uważają, że Polska jest dla Trumpa tym, czym była Arabia Saudyjska podczas jego pierwszej podróży zagranicznej w końcu maja. Po prostu ciepłe rozpoczęcie wizyty, zanim w Hamburgu będzie chłodno. – Oczywiście skoro tych armatek wodnych tam jest tyle, ale mam nadzieję, że nie będą one stosowane przeciwko prezydentowi USA – powiedział Jan Bogatko.

Tagesschau i Deutschlandfunk obawiają się, że Trump może doprowadzić do rozbicia Unii, tak jak to było podczas wojny w Iraku. „Warszawa nie wierzy w pełni swoim partnerom”. Prof. Hatcher jest cytowany wszędzie i na okrągło.

Media niemieckie są w szoku, przewidując, co się będzie działo na placu Krasińskich. Na szczęście, stwierdzają, plac Krasińskich jest mały i będzie robić wrażenie, że tam są tłumy. Gdyby był dużo większy, to po prostu te tłumy by się rozlały i nie byłoby widać, że tyle ludzi wita Trumpa.

Tłumy, jak wiadomo, są potrzebne na demonstracjach KOD-u i Obywateli PRL – przepraszam, RP – zmitygował się korespondent.

W tym samym tonie utrzymuje „Stuttgarter Zeitung”, zdaniem której w Warszawie nie wydarzy się nic dobrego, bo prawicowo-konserwatywny rząd będzie przyjmował prawicowego konserwatystę i Warszawa już cieszy się z sukcesu. Jak wiadomo, Polska jest kompletnie izolowana i dlatego jest zadowolona, że przyjedzie do niej wielu polityków, żeby debatować o kwestii Międzymorza. A dopiero później coś istotnego: G-20, Hamburg.

Gazeta „Stuttgarter Zeitung” pisze, że Trump tylko przejazdem zatrzymał się w Warszawie, a w zasadzie jedzie do Hamburga, tego, jak mówi Jan Bogatko, w którym armatki wodne przygotowywały miejsce na spotkanie G-20.

– To wszystko, co mógłbym powiedzieć o relacjach niemieckich mediów na temat wizyty Donalda Trumpa w Warszawie – zakończył nasz korespondent, który będzie śledził również przebieg spotkania G-20 i komentarze w Niemczech po nim.

Całą wypowiedź Jana Bogatki z Niemiec dla Poranka Wnet można usłyszeć tutaj.

MS

„Kurier Wnet” 37/2017, Jan Bogatko: „Ramadan, wielkie niemieckie święto”. Nikt w Niemczech się o to nie spiera

Co to znaczy ‘islamizacja’? Ilu muzułmanów musi mieszkać w państwie, by uznać je za obszar islamizacji? A może wystarczy, gdy staną się większością na jego pewnym obszarze, jak było w Libanie?

Jan Bogatko

Islamizacja? „Nie, skądże”, oponują przedstawiciele środowisk poprawnych politycznie. Tych samych, które terror islamski uważają za wymysł islamofobów. Kiedy „rycerz proroka” wjechał tirem na bożonarodzeniowy jarmark w Berlinie, także i w prasie w Polsce można było znaleźć tytuł „Polska ciężarówka wjechała w tłum”. Islam i terroryzm? „Nic ich ze sobą nie łączy” – śpiesznie składali oświadczenia tej treści niemieccy politycy. To samo słyszeli ludzie po zamachach w Manchesterze i w Londynie.

„Mają nas za durniów?” – pytali komentatorzy doniesień w gazetach i na portalach internetowych. Bariera strachu przed wypowiadaniem tego, co się myśli, przed publicznym ostracyzmem, wyraźnie spada.

Jeżeli 'Angst’ (strach) nadal jest jednym z najważniejszych pojęć w Niemczech, to dzisiaj już z nieco innego powodu niż nie całkiem tak dawno temu. A więc jednak islamizacja? Tak, czytam na łamach lewicowej (bo wszystkie są lewicowe) gazety „Die Welt”, dla której Polska jest największym zagrożeniem dla „Europy” (chodzi o Unię Europejską po ostrym skręcie w kierunku liberalizmu, rzecz jasna). (…)

Zmarły niedawno publicysta średniego pokolenia (swego czasu redaktor „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, zanim skręciła ostro na lewo) Udo Ulfkotte opublikował informację z kategorii poufnych, pochodzącą z resortowego źródła, według którego specjalnymi pociągami do Niemiec zwożono tysiącami uchodźców w najlepszym wypadku gospodarczych (nie mających zgodnie z niemiecką konstytucją prawa do azylu), i to w liczbie pięcio- a nawet sześciokrotnie wyższej, niż podawano do publicznej wiadomości Niemcom zafascynowanym Wilkommenskultur (kulturą powitania). (…)

Berlińska gazeta „Die Welt” stawia pytanie, czy nie należy mówić o islamizacji, kiedy w Berlinie młody żyd musi opuścić „Szkołę bez rasizmu” (sic!) bo jest szykanowany przez muzułmańskich kolegów z klasy, co pozostaje bez konsekwencji? W niemieckich szkołach antysemityzm, głównie islamskiego pochodzenia, jest powszechnym zjawiskiem. Stacja TV Arte odmówiła emisji filmu dokumentalnego o antysemityzmie w Europie. Z uwagi na poprawność polityczną?

Czy publiczna dyskusja na temat dopuszczalności wieprzowiny w publicznych stołówkach nie ma nic wspólnego z islamizacją? Czy to przypadek? Czy również przypadkiem jest (posiłkowe, przyznać muszę) stosowanie prawa koranicznego w procesie karnym w Niemczech?

Z ankiet wynika, że dla 47 procent muzułmanów w Niemczech religia i jej nakazy są ważniejsze od prawa państwa, w jakim żyją. Tego zdania są głównie młodzi wyznawcy islamu. Ta tendencja rośnie.

Cały felieton Jana Bogatki, pt. „Ramadan, wielkie niemieckie święto” – jak co miesiąc, na stronie „Wolna Europa” „Kuriera Wnet”, nr lipcowy 37/2017, s. 3, wnet.webbook.pl.

Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku Radia WNET na falach Radia Warszawa (106,2 FM) i Radia Nadzieja z Łomży (103,6 FM) oraz na www.radiownet.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jana Bogatki pt. „Ramadan, wielkie niemieckie święto” na s. 3 lipcowego „Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego