„Stare duchy” w komentarzach po wypowiedzi niemieckiej minister obrony i „trzecia płeć”

Wszelkie sprawy związane ze stosunkami polsko-niemieckimi są zawsze gorąco komentowane, tak też stało się z wystąpieniem Ursuli von der Leyen, które wywołało mnóstwo komentarzy w Internecie.

 

Ursula von der Leyen, niemiecka minister obrony, była głównym gościem talk-show na antenie telewizji ZDF, która podczas spotkania w programie w 35 minucie wypowiedziała słynne zdanie, które wywołało spore zamieszanie: „Należy wspierać demokratyczny ruch oporu młodego pokolenia”.

Później niemiecka minister obrony, rozmawiając z dziennikarzami „Frankfurter Allgemeine Zeitung” z oburzeniem – raczej udawanym, niż rzeczywistym powiedziała: „Mam mocne wrażenie, że wypowiedzi, które w weekend wywołały w Polsce zamieszanie, są wyrwane z kontekstu i częściowo zmienione w mediach społecznościowych w Polsce”.

Uczestnicy spotkania podczas całego talk-show wypowiadali się w aroganckim stylu o „jakiejś tam Europie Wschodniej”, określając w ten sposób byłe państwa strefy sowieckiej. Co znamienne, już dawno w Niemczech nie używano tego zwrotu, te państwa nazywane były Europą Środkową, ponieważ uznano, że nie wypada mówić „państwa Europy Wschodniej”.

Ton wypowiedzi gości programu jest niewyczuwalny dla obserwatora z zewnątrz, który nie mieszka długo w Niemczech – jest on bardzo arogancki i nieprzyjemny. [related id=44489]

Wszelkie sprawy związane ze stosunkami polsko-niemieckimi są zawsze gorąco komentowane, tak też stało się z wystąpieniem Ursuli von der Leyen, które wywołało mnóstwo komentarzy w Internecie.

W tych komentarzach widać „stare duchy. Tego, co można było wyczytać, nie można uznać za budujące stosunki polsko-niemieckie. Część z komentarzy była nieprzyjazna dla Ursuli von der Leyen, a część dla Polski, jak np. te mówiące o tym, że Polska zawsze dążyła do wojen, a jej stosunek do Żydów w czasie II wojny światowej był karygodny.

Niemiecki Trybunał Konstytucyjny uznał, że istnieje tzw. trzecia płeć. Parlament niemiecki ma czas do 2018 roku, żeby przejrzeć prawo i uwzględnić istnienie owej trzeciej płci, zadbać o równouprawnienie dla niej, parytet w rządzie i rozmaitych urzędach.

To, co się określa „ trzecią płcią”, jest naigrawaniem się z ludzkiego nieszczęścia. „Trzecia płeć” jest zjawiskiem znanym od setek, jeżeli nie tysięcy lat i nazywanie tego „trzecią” otwiera drogę do tworzenia czwartej, piątej itd. Chodzi o to, że wszystkie siły lewicowe musiały mieć swój nośnik. Kiedy proletariat jako taki się wypalił, trzeba było wymyślić nowy i teraz się nad tym pracuje.

Jan Bogatko

Jan Bogatko wygłosił swój felieton w części drugiej Poranka WNET.

W Niemczech udało się udaremnić zamach. Zatrzymano 19-letniego uchodźcę-osadnika, który planował zamach bombowy

Blisko rocznicy krwawego zamachu w Berlinie udało się udaremnić zamach. Kim był niedoszły zamachowiec i jak sprawa została odebrana w Niemczech, opowiedział w Poranku WNET Jan Bogatko.

We wtorek zatrzymano niejakiego Jamena A. Jest to uchodźca z Syrii. Co chciał zrobić? Chciał zbudować bombę i ją wysadzić w jakimś tłumie. Zbliża się rocznica straszliwego zamachu w Berlinie, przechodzą człowieka ciarki.

Jamen A. ma 19 lat. Ma bardzo typowy życiorys. Przyjechał do Niemiec wtedy, kiedy przyjeżdżały tłumy, gdy pani kanclerz Merkel zaprosiła osadników z licznych państw Azji i Afryki. Przyjechał jesienią 2015 roku i poprosił o azyl polityczny w Meklemburgii-Pomorzu Zaodrzańskim. Otrzymał prawo pobytu do 2020 roku. [related id=42561]

Już w lipcu zwrócono na niego uwagę – był kolekcjonerem części do budowy bomby. Jego działania były bardzo typowe dla „rycerzy Proroka” lub „żołnierzy Kalifatu”. Utrzymywał bliskie stosunki z organizacją terrorystyczną, jaką jest Państwo Islamskie.

Minister spraw wewnętrznych Niemiec Thomas de Maizière jest bardzo zadowolony, że udało się udaremnić zamach. Policja nie spała, to bardzo dobry znak – uważa się w Niemczech.

Ten system, który muzułmanie wybrali jakoby do życia w pokoju, jest tylko teatrem wojny.

Jan Bogatko

Zapraszamy do wysłuchania felietonu Jana Bogatki i rozmowy z nim na temat formowania się koalicji w Niemczech w części drugiej Poranka WNET.

Skutery, jachty wodne, samochody z szoferami – nowa jakość w podróży uchodźców do Europy

Bogaci imigranci z Afganistanu, Iranu, Pakistanu, Syrii coraz częściej korzystają z usług swego rodzaju „biur podróży” i przybywają do Europy. Czy to ich zapraszała Angela Merkel?

Świat się zmienia i zmienia się turystyka polityczna – powiedział w Radiu WNET Jan Bogatko. Tak wynika z analizy Europolu. Okazuje się, że do Europy bogaci imigranci przybywają własnymi jachtami i skuterami wodnymi. Już nie gumowymi pontonami, jak na zdjęciach, które wielokrotnie widzieliśmy – na pierwszym planie matka z dzieckiem, a dalej tysiące niezidentyfikowanych twarzy.

Do Europy przybywają najbogatsi, czyli… w zasadzie ci, do których wystosowała zaproszenia Angela Merkel, a z którego wcześniej skorzystała zupełnie inna „grupa docelowa”.

Obowiązuje cennik jak w biurze podróży. Za około 6 tys. euro można wybierać, jak w katalogu – jachtem, skuterem, do Niemiec, do Francji… [related id=42500]

Z badań wynika, że bogaci imigranci z Afganistanu, Iranu, Pakistanu, Syrii coraz częściej korzystają z usług tych „biur podróży”. Operują one głównie w Turcji i Tunezji. „Głowa” tego procederu prawdopodobnie pracuje w Turcji.

Coraz więcej tego rodzaju „uchodźców” trafia do Grecji. Frontex zastanawia się, dlaczego Grecy przeciwko temu nie protestują. Jan Bogatko na to, że on by wiedział, ale nie będzie podpowiadać, bo Frontex ma swoich ekspertów.

W czerwcu na Sycylii złapano bandę, która przewoziła bogatych „uchodźców” z Maghrebu do Europy. Płynęli z Tunisu na Sycylię, a stamtąd mieli do wyboru, pierwszą klasą, samochodem z szoferem, dokąd chcieli – do Austrii, Belgii, Niemiec.

Mamy więc nową jakość. Może wreszcie zdali sobie sprawę w Brukseli, że ci uchodźcy są różnych kategorii, a nie każdy uchodźca to uchodźca. Może dlatego Donald Tusk powiedział – „Relokacja jest martwa”. Odpowiedziano mu – „Ona zawsze była martwa”. Tylko on tego nie zauważył.

JS

Felietonu Jana Bogatki można posłuchać w drugiej części Poranka WNET.

Jan Bogatko o niemieckich echach „Różańca do granic” i stawianiu Polski pod pręgierzem przez szefa Związku Wypędzonych

To budzi śmiech, jeżeli lewactwo atakuje w ramach hasła „Proletariusze wszystkich krajów łączcie się przeciwko ludziom, którzy się modlą”.  Przypomina to głęboki stalinizm i totalny Czerwonogród.

[related id=41276]Tematem, o którym dużo mówiło się ostatnio w Niemczech, jest „Różaniec do granic”, który był niemiłosiernie krytykowany. Wśród określeń królowały takie jak: ksenofobia, antyislamskie nastawienie itd., itp. Okazało się, że te pojawiające się krytyczne głosy były przysłowiowymi głosami wołającego na puszczy. W „Die Welt” napisano, że po prostu Polacy modlili się za chrześcijańską cywilizację. „Polscy katolicy po prostu, trzymając różaniec wzdłuż granicy liczącej trzy i pół tysiąca kilometrów, modlili się”. W Zgorzelcu, w którym mieszka Jan Bogatko, po niemieckiej stronie widać było ów różaniec i ludzi stojących tam podczas tej akcji.

Ku zdziwieniu naszego korespondenta, piszący na ten temat w „Die Welt” Gerhard Gnauck, tłumacząc sytuację niemieckiemu czytelnikowi, napisał rzetelnie, że dziesiątki tysięcy polskich katolików modliło się o pokój na świecie i w Polsce. To już budzi wielki śmiech, jeżeli lewactwo atakuje w ramach hasła „Proletariusze wszystkich krajów łączcie się” ludzi, którzy się modlą. Przypomina to najgorsze czasy lat 50., głębokiego stalinizmu i totalnego Czerwonogrodu.

Krytycy „Różańca do granic” mówili o tym, że budzono w ten sposób w Polsce antyrosyjskie i antymuzułmańskie resentymenty, a jak pisze Gnauck, rzeczywistość „wygląda całkiem, całkiem inaczej”. Jak widać, można zrobić coś dobrego za pomocą oddolnej inicjatywy, która nie przyjmuje pieniędzy od wielkich tego świata. Fundacja „Solo Dios Basta” ratuje, jak Teresa z Avila, za pomocą modlitwy Polskę i świat.

 

[related id=41694]Rada Europy podjęła decyzję, która stawia Polskę pod pręgierzem na skutek rzekomych działań antydemokratycznych. Rezolucję tę uchwalono także głosami bardzo postępowych partii w Polsce, to jest Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej. Autorem jej jest Bernd-Bernhard Fabritius, polityk CSU i szef Związku Wypędzonych,  który przejął przewodnictwo w 2014 roku od  największej „przyjaciółki” Polski w dziejach, Eriki Steinbach.

Warto w tym miejscu dodać, że jest to bardzo postępowy człowiek, który żyje w związku homoseksualnym. Jest on wiceszefem Komisji Prawnej i Praw Człowieka w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy i, jak widać, jest to bardzo, bardzo ważne stanowisko dla tego pana, jego idei i dla spraw polsko-niemieckich.

Całego felietonu Jana Bogatki można posłuchać w drugiej części Poranka WNET.

MoRo

 

„Król umarł, niech żyje król!” W Niemczech po wyborach. Jest tak jak przed wyborami. Ale tylko na pierwszy rzut oka.

Nową Merkel została Merkel. Niebawem nazwisko kanclerz Niemiec (po byłym mężu) stanie się taką samą marką, jak Bacardi na Kubie przed emigracją na Bermudy. Tam na rum mówi się po prostu bacardi.

Jan Bogatko

A przecież Martin Schulz, dobrze znany w Polsce były przewodniczący Parlamentu Europejskiego, wybrany niczym Honecker na szefa partii SPD przez aklamację, bez jednego choćby głosu sprzeciwu, już witał się z gąską! W Polsce rozległy się dzwonki alarmowe (z prawej strony). Schulz zostanie Merkel! Biada nam, biada!

Kiedy w Radiu WNET mówiłem, że to dowcip roku, słuchano mnie z niedowierzaniem. Wizja Schulza z palcem wskazującym z Berlina na Warszawę, jak do niedawna ze Strasburga, spędzała niepodległościowcom sen z oczu. Tymczasem koszmar szybciej minął niż się zaczął.

Po wodzu opozycji z obozu rządowego (to taki niemiecki fenomen) pozostał tylko cień. Teraz ma on szansę zostać naprawdę szefem opozycji. Ale czy zechce? Jeśli połakomi się na ministerialny fotel, show skradnie mu Alternatywa dla Niemiec, AfD. (…)

Ponieważ Martin Schulz, oryginał – jak wychwalał siebie przynajmniej na początku kampanii wyborczej – zapowiedział wszem i wobec, że koalicji z CDU/CSU nie chce, to pozostają czwarto- czy nawet piątorzędni (chyba jeszcze nie ma takiego słowa?) aktorzy z niemieckiej sceny politycznej. „Jamajka” nazywa się ta konstelacja, łącząca – na wzór flagi tego państwa – niemieckie formacje polityczne: czarną, zieloną i żółtą (CDU/CSU, Zieloni, FDP); przy czym śmiało mogą twórcy tej koalicji zapożyczyć od tejże Jamajki jej dewizę: Out of Many, One People (Z wielu – jeden lud). Pasuje, jak ulał! (…)

Wielki sukces Alternatywy dla Niemiec może potrwać krócej niż zakładano. Ledwo nadzieja konserwatywnej rewolucji zajęła miejsce medalowe w wyborach do Bundestagu, a już podest trzeszczy. Posłowie Alternatywy nie zdążyli jeszcze zasiąść w sali plenarnej Bundestagu, a tymczasem federalny przewodniczący AfD, Jörg Meuthen, wezwał współprzewodniczącą partii, Frauke Petry, do… wystąpienia z jej szeregów.

O co poszło? W powyborczy poniedziałek, jeszcze słońce dobrze nie wzeszło, kiedy Petry oznajmiła, że na skutek różnic politycznych nie chce wejść w skład klubu poselskiego AfD, lecz pozostać w parlamencie jako niezależna posłanka. Meuthen się wściekł i oznajmił na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (a jeszcze nie tak dawno byłoby to niemożliwe z uwagi na jego przynależność partyjną), że radziłby jej opuścić szeregi AfD, rezygnując z funkcji, przez co uniknęłaby postępowania wykluczającego, czego domaga się jakoby partyjny lud. (…)

Czy zatem niebawem dewiza Out of Many, One People zastąpi inskrypcję Dem Deutsche Volke widniejącą na gmachu Reichstagu? Nie zakładałbym się o to. I tu wracam do niedokończonego zdania: „chyba, że… Otóż ja nie wykluczam, że dr Jekyll i mr. Hyde, jak niemiecka prasa pokpiwa sobie z Martina Schulza, przełknie pianę, która nie zrobiła większego wrażenia na Angeli Merkel, podetnie brodę i świeżo wykąpany przystąpi, oczywiście nie chcąc, lecz musząc, do rozmów sondażowych z CDU Angeli Merkel i jej stałym koalicjantem, CSU.

Wszak fotele ministerialne są wygodne, a gabinety zaciszne. Można w nich oddać się dywagacjom i o oryginale, i o kopii. Oczywiście oryginał to on, ale nie trzeba głośno mówić. A można osiągnąć tak wiele, kosztem niewielu, rzecz jasna. I to na kolejne cztery lata.

Cały felieton Jana Bogatki, pt. „Król umarł, niech żyje król!” – jak co miesiąc, na stronie „Wolna Europa” „Kuriera Wnet”, nr październikowy 40/2017, s. 3, wnet.webbook.pl.

Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku Radia WNET na falach Radia Warszawa (106,2 FM) i Radia Nadzieja z Łomży (103,6 FM) oraz na www.radiownet.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Jana Bogatki pt. „Król umarł, niech żyje król!” na s. 3 październikowego „Kuriera Wnet” nr 40/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Niemiecki historyk prof. Böhler przypomina Niemcom, że podczas II wojny światowej traktowali Polaków jak zwierzynę łowną

Nad morzem w Piaśnicy siedzą sobie ludzie i nie wiedzą, że za drzewami ukryty jest pomnik, że tutaj zamordowano kilkanaście tysięcy ludzi, więcej niż w Katyniu.

Dyskusja na temat reparacji wojennych od Niemiec dla Polski, podjęta niedawno, zatacza coraz szersze kręgi. W Niemczech teraz nie pisze się o samej kwestii odszkodowań wojennych, ale zwraca się uwagę na to, jak wyglądało życie w Polsce podczas II wojny światowej. Historyk, profesor Jochen Böhler napisał na ten temat artykuł w jednym z opiniotwórczych niemieckich dzienników.

W Niemczech bardzo dużo już pisano o sytuacji w Polsce w czasie II wojny światowej, ale „jakoś to nie docierało do nikogo”. Stan wiedzy na temat tego, co się działo w Polsce w latach 1939-45, został podsumowany w tym artykule. O II wojnie światowej oczywiście dużo się mówiło, ale ostatnio dość wybiórczo. Przykładem była objazdowa wystawa zorganizowana przez jednego z niemieckich multimilionerów, zatytułowana „Zbrodnie Wehrmachtu 1941-45”. Kiedy ta wystawa „ruszyła w teren”, Jan Bogatko, jak wspomina, bardzo się zdenerwował, bo przecież te zbrodnie nie zaczęły się w 1941 roku i nie zaczęły się w Rosji.

O tym właśnie napisał Jochen Böhler, między innymi o zbrodni w Piaśnicy. Nad morzem w Piaśnicy siedzą sobie ludzie i nie wiedzą, że za drzewami ukryty jest pomnik, że tutaj zamordowano kilkanaście tysięcy ludzi, więcej niż w  Katyniu. Piaśnica mogłaby być takim samym symbolem. Była to zbrodnia bez precedensu. W 1939 roku na samym początku wojny Niemcy rozstrzelali tam tysiące ludzi, polską inteligencję i Niemców z antyhitlerowskiej opozycji, których wrzucano do tych samych dołów.

Autor nazywa Polaków w czasie okupacji zwierzyną łowną i stwierdza, że rozmiar niemieckiej przemocy przerasta możliwości wyobraźni. W Niemczech o wypędzeniach wie się jedynie tyle, że Niemcy musieli opuścić swoje wschodnie tereny, oddając je Polsce. Dlatego Jochen Böhler opisał, jak Niemcy wypędzali ludzi z Pomorza i Wielkopolski. Rodzice Jana Bogatki 13 grudnia 1939 roku w trakcie obiadu zostali wezwani do opuszczenia mieszkania. Po trzech miesiącach w obozie koncentracyjnym zostali wypuszczeni gdzieś w Kieleckiem w czasie mroźnej zimy.

Takich historii w Niemczech się nie zna. Dobrze, że o tym się przypomina, również Polakom, którzy też o nich zapominają. Artykuł nie odnosi się do kwestii reparacji, gdyż nie jest im poświęcony. Jan Bogatko jest zdania, że „dobrze, że się o tym mówi, trzeba najpierw powiedzieć, co się zdarzyło, gdzie się zdarzyło, jak się zdarzyło, a na końcu się powinno poprosić rachunek”. Ma nadzieję, że do tego kiedyś dojdzie.

Felietonu można posłuchać w czwartej części Poranka WNET.

JS

W Niemczech wszystkie dzieci są straszone partią AfD. Strach ten przeniósł się również do Polski. Czy słusznie?

Dzieją się rzeczy, które w Niemczech do tej pory nigdy nie miały miejsca, a mianowicie fake news. Sfałszowane sondaże krążą po internecie – powiedział w swoim cotygodniowym felietonie Jan Bogatko.

Jak co tydzień Jan Bogatko w Poranku WNET wygłosił felieton. Tym razem przedstawił w nim sytuację i nastroje na niemieckiej scenie politycznej i medialnej przed niedzielnymi wyborami parlamentarnymi.

W Niemczech przed wyborami panuje nieco nerwowa atmosfera. W niedzielę Niemcy pójdą głosować. Pytanie – jak? Jeszcze niedawno zapowiadano wielkie zwycięstwo SPD z „niesamowitym i wielkim przyjacielem Polaków” panem Schulzem. Okazuje się, że na SPD po początkowym zachwycie nikt głosować specjalnie nie chce. Według opublikowanego sondażu na tę partię zamierza oddać głosy 23% Niemców. Czy rzeczywiście tyle zagłosuje, jest wątpliwe według znawców sceny politycznej w Niemczech, ponieważ jest jeszcze dark horse, partia, która może niekoniecznie wywrócić cały pejzaż polityczny Niemiec, ale poważnie na niego wpłynąć – AfD (Alternatywa dla Niemiec).

Dzisiaj scena polityczna Niemiec wygląda tak, że do mety jako pierwsza dobiega CDU/CSU z 36% głosów, za nią, w dość dużym oddaleniu, SPD – z 23%, dalej komuniści, którzy zawłaszczyli pojęcie lewicy i nazywają się Die Linke (komuniści zawsze woleli nazywać się inaczej) – z 10%. FDP, niegdyś partia wielkiego przemysłu, wybitnych intelektualistów, wolnych zawodów, człapie z 9% poparcia. Łeb w łeb z nią idzie AfD, a na końcu, obolali po różnych aferach, włącznie z pedofilską, Zieloni.

Co będzie w niedzielę, nie wiemy, ale wiemy, że dzieją się rzeczy, które w Niemczech do tej pory nigdy nie miały miejsca, a mianowicie fake news. Sfałszowane sondaże krążą po internecie. Uderzają, w zależności od autora, w partię, którą chce się zwalczyć – w CDU/CSU, w SPD i w AfD – w którą we wzmożony sposób „walą wszyscy jak w bęben”. „To nie jest partia, z którą można wejść do koalicji”, „to nie jest partia, z którą będziemy rozmawiać w telewizji”, „to nie jest partia, z którą będziemy rozmawiać w radiu”, „to nie jest partia, z którą przeprowadzimy wywiady do gazet”.

[related id=39046]Wszystkie dzieci są straszone AfD. Ten strach przeniósł się również do Polski, bo uważa się, że ta partia może być szczególnie antypolska. Jan Bogatko sobie tego nie wyobraża, podobnie jak i Polacy mieszkający w Niemczech.

W niedzielę zobaczymy, jak będzie wyglądał krajobraz po bitwie.

Zapraszamy do wysłuchania całego Poranka WNET z Rygi.

JS

Niemcy przed wyborami, a właściwie już chyba po wyborach. Nawet, jeśli na oficjalny wynik przyjdzie trochę poczekać

Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w Niemczech? Kto będzie nową Merkel? Może wielki orędownik Polaków w PE, a dziś pierwszy sekretarz (czy jak go zwał) SPD, towarzysz Martin Schulz?

Jan Bogatko

Ulubiona zabawa niemieckich dziennikarzy polega na śledzeniu wyników sondaży poparcia dla partii politycznych i sprowadza się do pytania: „a gdyby w najbliższą niedzielę odbyły się wybory do Bundestagu”… No, pogdybajmy. (…)

Z plakatów zdobiących (czy to właściwe słowo?) latarnie w zachodnim Zgorzelcu spogląda z niepewnym uśmiechem lider lewicy Martin Schulz (aby wykluczyć nieporozumienie: lewica to SPD; Die Linke, po polsku zwani „lewica”, to komuniści, spadkobiercy SED). A pamiętam zdenerwowanie (by nie powiedzieć przerażenie) w Warszawie, kiedy „oryginał” (my lepiej prowadzimy lewicową politykę od CDU) Schulz piął się po drabinie popularności w górę, by – zgodnie z moją zapowiedzią – spaść z niej z dość dużym hukiem.

Merkel ma szczęście. Nikt jej nie ukarał za „Wilkommenspolitik”, bo jakże? Przecież nie ma konkurenta. Latami była aktywistka FDJ pracowała nad pozbyciem się wszelkiej konkurencji i odniosła sukces! Merkel, wysokiej rangi funkcjonariuszka FDJ do spraw agitacji i propagandy, jak czytam na jednaj z berlińskich stron internetowych, zna się na rzeczy.

To doskonała polityk, dostrzegł swego czasu szef komunistów – Die Linke – Oskar Lafontaine, mówiąc na łamach „Hamburger Abendblatt”: należała do rezerwy bojowej SED. Dziś jest niekwestionowaną szefową lewicowo-liberalnej partii CDU. (…)

Wprawdzie cesarzowa wyjdzie z wyborów w niedzielę 24 września dość poturbowana, jej partia straci sporo mandatów, wprawdzie nie będzie mogła rządzić samodzielnie, ale zachowa koronę. Puści pewnie oko do Katarzyny II, której konterfekt podarował jej swego czasu przyjaciel z Kremla (Władimir Putin), a który zdobi jej biuro w Urzędzie Kanclerskim nad Sprewą. Być może Angela Wielka przypomina sobie rendez-vous w Moskwie, podczas którego Putin przyjął ją w towarzystwie swego rottweilera (Merkel cierpi na kynofobię, czyli paniczny lęk przed psami), i powtarza zgodnie z zaleceniem psychologów, zerkając na ów portrecik: „ja tu rządzę, ja tu rządzę”.

Cały felieton Jana Bogatki, pt. „Niemcy przed wyborami” – jak co miesiąc, na stronie „Wolna Europa” „Kuriera Wnet”, nr wrześniowy 39/2017, s. 3, wnet.webbook.pl.

Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku Radia WNET na falach Radia Warszawa (106,2 FM) i Radia Nadzieja z Łomży (103,6 FM) oraz na www.radiownet.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Jana Bogatki pt. „Niemcy przed wyborami” na s. 3 wrześniowego „Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Dzięki podniesieniu tematu reparacji, o zbrodniach, których Niemcy dopuszczali się w Polsce, dowiedział się cały świat

Rozpoczyna się bardzo ciekawy konflikt prawny, który przysłonić może „historie, na których wyżywały się niemieckie media”. Stosunki polsko-niemieckie wreszcie dotyczą spraw realnych.

[related id=38338]W cotygodniowej korespondencji o tym, co niemieckie media piszą na temat reparacji wojennych i jakie to może mieć skutki dla świadomości Niemców.

„Der Spiegel” zaniepokojony pyta – czy Niemcy muszą teraz wypłacić Polsce miliardy reparacji wojennych? Odpowiada, że oczywiście nie. Jan Bogatko widzi jednak w niemieckich mediach wielkie zaniepokojenie wywołane rozpoczęciem dyskusji na temat odszkodowań wojennych dla Polski.

Korespondent Radia WNET zwraca uwagę na jeden ważny skutek pojawienia się tematu reparacji, niezależny od samej zasadności roszczeń, która według niemieckich ekspertów jest wątpliwa. Otóż teraz o zbrodniach, których dopuszczali się Niemcy w Polsce, dowiedział się cały świat.

Do tej pory w niemieckich mediach o tym nie pisano nic – wydawało się, że w Polsce były tylko polskie obozy koncentracyjne, a Polacy pomagali mordować Żydów. Okazuje się jednak, że na terenie Polski w czasie wojny działo się coś innego. Niemcy dopuszczali się w Polsce takich rzeczy, jak prawie nigdzie poza nią. Z 39 milionów Polaków 5,5 mln nie przeżyło wojny, a do tego Niemcy niszczyli wsie, miasta, zabytki kultury, a Warszawę wysadzili dom po domu po powstaniu warszawskim, o którym też nikt wcześniej w Niemczech nie wiedział. Przysłaniało je inne powstanie – powstanie w getcie. Zginęło w nim około kilka tys. osób. Jest to olbrzymia tragedia, ale „zamordowanie całego miasta nie mieściło się nikomu w głowie”.

Mnóstwo ekspertów zabrało w Niemczech głos. Jeden powiedział, że Niemcy straciły jedną piątą terytorium, a Polska uzyskała olbrzymi majątek. Jan Bogatko odpowiada na to w oczywisty sposób – prawda, że Niemcy utraciły jedną piątą terytorium, ale Polska ponad połowę, i to nie Polska napadła na Niemcy, ale odwrotnie.

Jan Bogatko uważa, że Niemcy wiedzą o tym, że żądania reparacji są uzasadnione, że „coś w nich jest”. Oczywiście wszystkie inne media w Niemczech powołują się na to, że Polska w 1953 roku miała zrzec się prawa do odszkodowań wojennych. Przecież w 1953 roku nie było Polski! To tak samo, jakby zjednoczone Niemcy zaczęły uznawać zobowiązania powzięte przez NRD, czyli sowiecką kolonię na terenie Niemiec.

To wszystko przypomina sprawę odszkodowań dla przymusowych robotników w Niemczech. Początkowo mówiło się tylko o robotnikach żydowskich. O polskich przymusowych robotnikach w czasie II wojny światowej nikt w Niemczech nie wiedział poza tymi, którzy sami korzystali z ich pracy. Okazało się jednakowoż, że tacy robotnicy byli i doszło do wypłaty odszkodowań.

Rozpoczyna się więc bardzo ciekawy konflikt prawny, który przysłonić może „historie, na których wyżywały się niemieckie media” dotychczas, czyli zagrożenia dla konstytucji, demokracji itd. Stosunki polsko-niemieckie wreszcie, jak mówi Jan Bogatko, zaczynają dotyczyć spraw realnych.

[related id=38213]Drugim tematem felietonu były wybory parlamentarne w Niemczech, które odbędą się już za 10 dni. Jan Bogatko uważa, że Angela Merkel je wygra, „bo nie ma innego wyjścia”, a „nawet jeśli przegra, to wygra”. Pozostaje tylko pytanie o to, jaka będzie koalicja po wyborach, czy dojdzie do „remake’u” wielkiej koalicji.

Wiadomo jedno – po wyborach pejzaż polityczny będzie inny. Partia AfD zdobywa popularność, szczególnie w landach wschodnich. Jan Bogatko stawia tezę, że AfD po wyborach będzie trzecią siłą w parlamencie. To zmusi Niemcy do innego spojrzenia na Europę, na Polskę, na świat, a może nawet i na samych siebie.

Felietonu można wysłuchać w części trzeciej Poranka WNET.

JS

„Die Zeit” ubolewa nad reformą edukacji w Polsce. Na liście lektur ma już nie być wybitnego „myśliciela”… Moliera

Z tego, co ja wiem, a chodziłem do podstawówki, która trwała jeszcze siedem lat, a liceum cztery, to Molier (…) myślicielem nie był. Pomyliło się pewno z Wolterem”.

 

Jak co każdy czwartek w Poranku WNET można było posłuchać felietonu Jana Bogatki, korespondenta Radia WNET z Niemiec, który dziś wziął pod lupę „wielki, znany, lewicowy” tygodnik „Die Zeit”. Oczywiście broni on demokracji. „Chciałoby się powiedzieć, że socjalizmu, ale to słowo wyszło z użycia”.

Tygodnik tym razem zajął się reformą edukacji w Polsce i protestami przeciwko niej, organizowanymi przez Związek Nauczycielstwa Polskiego i jej przewodniczącego Sławomira Broniarza. Jest on „za, a nawet przeciw”. Najpierw był przeciwko wprowadzeniu gimnazjów w Polsce, a teraz jest przeciwko ich zlikwidowaniu. „To się nazywa mieć stałe zadanie i wykonywać je z pasją”. To bardzo podoba się „Die Zeit”, który promuje wszystkich, którzy zwalczają panujący w Polsce „ten okropny reżim”.

Pisze więc „Die Zeit” o „kontrowersyjnej reformie”, o „narodowo-konserwatywnym rządzie”, o dziesiątkach tysięcy nauczycieli, którzy mogą stracić pracę, o czym „będziemy wiedzieć pod koniec września”. Przypomina o „licznych protestach”. Ostatnio miało przeciwko reformie szkolnictwa protestować aż… sto osób. [related id=37176]

„Die Zeit” „bije też w tarabany”, że PiS powraca do systemu z czasów komunizmu, jakby chciał powiedzieć, że będziemy teraz uczyć się wierszy o Leninie. Ma pojawić się nowe pokolenie Polaków, krzyczy „Die Zeit” – „okropne, patriotyczne pokolenie”, dodaje do tego Jan Bogatko.

Niemiecki tygodnik ubolewa nad zmianami w programie nauczania, które wprowadza polski rząd. Mianowicie skreśleni z listy lektur mają być „tacy myśliciele” jak… Molier. Jan Bogatko mówi na to tak: „Z tego, co ja wiem, a chodziłem do podstawówki, która trwała jeszcze siedem lat, a liceum cztery, to Molier (…) myślicielem nie był. Pomyliło się pewno z Wolterem”.

Całego felietonu można posłuchać w trzeciej części Poranka WNET z Nowego Korczyna. Jan Bogatko przytacza także komentarze pod omawianym tekstem z „Die Zeit”. Jak się okazuje, mocno rozmijają się z linią redakcji. Internauci między innymi pytali o to, ilu niemieckich uczniów uczy się o Molierze i wie, kto to jest.

JS