8 marca ’68. Napięcie wisiało w powietrzu. Ten dzień, pół wieku temu, przesądził o moich dalszych losach

Te dni zadecydowały też o losach moich kolegów. Jedni wstąpili do PZPR (jak chociażby kolega Andrzej Rzepliński) i zrobili demokratyczne kariery już w PRL. Inni powiedzieli reżimowi ‘nie’.

Jan Bogatko

Nie wiem, kto wpadł na pomysł ze studenckimi czapkami. Ale domyślam się, gdzie się on narodził – na Chmielnej, na odcinku zwanym Rutkowskiego. Tam je przecież sprzedawano. Zaraz po pierwszym starciu z SB na Krakowskim i Nowym Świecie zaroiło się od czapek, wołających z daleka – to ja, student! Widzisz, nie kryjemy się! Już się was nie boimy! Najbardziej pokojowy protest, jaki dotąd widziałem. Dziewczęta i chłopcy w czapkach, nie oglądanych tu od międzywojnia! Białe, z amarantowym otokiem, jak wzrok sięga! Rzadziej brązowo-wiśniowe, z polibudy. Te znienawidzone przez demokrację socjalistyczną! Nieproletariackie, buntownicze, antykomunistyczne – tak jak i gros uczestników marcowej rebelii, którzy wyszli w nich na ulice Warszawy. (…)

Obawiam się, że w 50 rocznicę marca ’68 w Polsce w lewicowych mediach usłyszymy, że oto pół wieku temu „Polacy wypędzali Żydów z Polski” i chcę uprzedzić ten ewentualny, lecz prawdopodobny atak, przypominając, że to nie naród polski, lecz wroga narodowi polskiemu partia komunistyczna (PZPR) postanowiła przeprowadzić czystkę w swych szeregach, czego efektem były pociągi odjeżdżające do Wiednia z dworca Warszawa Gdańska.

Jednak raczej nie przeczytamy w nich o losach np. Stefana Michnika, jednego z dwustu byłych pracowników bezpieczeństwa i informacji wojskowej odpowiedzialnych za zbrodnie stalinowskie, którzy wyjechali wówczas na Zachód. To oni w sporej mierze są nosicielami mitu o „polskim antysemityzmie”, jakże powszechnym na przykład Niemczech. Kiedy mieszkałem w Kolonii, w dzielnicy Südstadt, wysłuchiwałem w knajpach opowieści o „polskich zwyrodnialcach”. Dyskusja była niemożliwa. Oni wiedzieli wszystko lepiej. (…)

Kiedy zaproszony rabin z Kolonii wywodził, że Auschwitz zbudowano w Polsce z uwagi na antysemityzm Polaków, sprzyjający Zagładzie, poprosiłem o przyniesienie mapy Generalnego Gubernatorstwa i wyjaśniłem, że Auschwitz – z przeznaczeniem dla Polaków – stworzono na terenach włączonych do Rzeszy. Z Oświęcimia Niemcy wypędzili (w Polsce się mówi „wysiedlili”) całą inteligencję i nie tylko, a więc tłumaczenie rabina wzięło w łeb (mnie natomiast przestano zapraszać do Mülheim nad Rurą). (…)

Nowelizacja ustawy o IPN nie jest tematem mojego felietonu. Ale będą nim na pewno skutki tejże i wrzawa, jaką ona wywołała. Uważam ją za cenną. Nie oceniam treści nowelizacji. Dobrze by było, by polscy dziennikarze porzucili autocenzurę i przyjrzeli się zbrodniom, popełnionym na Żydach przez Żydów (np. żydowska policja w gettach) i na Polakach przez Żydów, względnie przy ich udziale w centralnej (Białystok, Grodno, Brześć i Lwów) i wschodniej (Pińsk) Polsce, okupowanej przez Rosjan na mocy paktu Stalina z Hitlerem. Wyjaśnić należy do końca rolę żydowskich komunistów w aparacie przemocy w okupowanej przez Sowiety Polsce. Polska przez ponad pół wieku nie mogła prowadzić tej debaty. Najwyższy czas na to, by ją podjąć – rzeczowo, konkretnie i bez oglądania się przez ramię. Będzie ona trudna, bowiem Polska jest jedynym krajem w Europie, który nie splamił sobie rąk systemową kolaboracją z nazizmem. Trudna, ale tym bardziej potrzebna.

Cały felieton Jana Bogatki, pt. „8 marca ’68” – jak co miesiąc, na stronie „Wolna Europa” „Kuriera WNET”, nr marcowy 45/2018, s. 3, wnet.webbook.pl.

Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku WNET na WNET.fm.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jana Bogatki pt. „8 marca ’68” na s. 3 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl

Pejzaż wyborczy w Niemczech zaskakuje- Byli wyborcy SPD w większości głosowali na AfD

Jan Bogatko przedstawił niemieckie badania opinii publicznej, wedle których wyborcy prawicowej AfD to byli sympatycy socjaldemokratów z SPD. Wywołało to wielkie zdziwienie wśród części komentatorów.

„Badania naukowe, przeprowadzone przez Instytut Niemieckiej Gospodarki zaskakują. W mediach mówiono, ze partię AfD wybierają ludzie starsi, źle wykształceni i z małych ośrodków.” – powiedział gość Radia Wnet.

Jak się okazało wyborcy AfD to byli klienci wyborczy SPD, a wyborcy SPD to ludzie z wielkich miast, wykształceni, w większości robotnicy.

Zdaniem Jana Bogatki to pewnego rodzaju fenomen, że AfD ma takie poparcie, szczególnie w Niemczech Wschodnich.

” W pięciu wschodnio-niemieckich landach AfD jest drugą potęgą polityczną. W Saksonii wyprzedza nawet CDU. Wbrew wszystkiemu Ci ludzie są bardziej podobni w swoich poglądów do Polaków”.- podkreślił Jan Bogatko.

SPD to partia, która czwartego marca zdecyduje, czy chce tworzyć wielką koalicję, na której bardzo zależy z jednej strony Angeli Merkel, która chce być kanclerzem po raz czwarty a z drugiej strony byłemu kanclerzowi Niemiec -Gerhardowi Schröderowi, który wywołał ostatnio wiele kontrowersji przyjmując stanowisko członka rady dyrektorów rosyjskiego koncernu paliwowego Rosnieft.

Zapraszam do wysłuchania całej rozmowy.

jn

Powiedzieć, że góra urodziła mysz po 55 latach obowiązywania Traktatu Elizejskiego, byłoby stwierdzeniem na wyrost

Traktat Elizejski ma 55 lat. Kiedy podpisywali go Charles de Gaulle i Konrad Adenauer, Emmanuela Macrona nie było jeszcze na świecie, a Angela Merkel spędzała szczęśliwe dzieciństwo w NRD.

Jan Bogatko

Znany ze swej intelektualnej głębi prezydent Francji, Emmanuel Macron, śmiało zauważył: „Spoglądając w kierunku Europy, mogę jedynie stwierdzić: nie uda się nam w pojedynkę zrealizować naszych ambicji”. Co dostrzegł Macron, spoglądając w kierunku Europy? Brexit? Nazizm w Polsce? Niedawny stan wyjątkowy we Francji? Kryzys na południu Europy? Islamskie zagrożenie terrorystyczne, którego podobno nie ma? Tego nam, niestety, prezydent Francji nie zdradził.

Mało kto przypomina sobie, czym była Francja i czym były Niemcy w roku podpisania Traktatu Elizejskiego. Warto o tym przypomnieć w dwu słowach. Francja, antyamerykańska, atomowa potęga, nadszarpnięta przegraną wojną algierską. Niemcy, europejski tygrys, wschodząca potęga, ale nadal pod amerykańskim protektoratem.

Dla Niemiec zbratanie z Francją (wschodnie Niemcy określano jako „środkowe”, czego reliktem jest nazwa stacji RTV MDR – Mitteldeutscher Rundfunk w Niemczech Wschodnich) to polisa ubezpieczeniowa. Co przyniesie jutro? Jak zachowają się Sowieci? Co zrobią Amerykanie? Pod czyim parasolem atomowym będziemy spać spokojnie? Co z naszymi ziemiami na wschodzie? Pytań bez liku. (…)

Znajomy lekarz, z którego pomocy byłem zmuszony skorzystać w tych dniach, a z którym rozmawiam o polityce międzynarodowej (interesują go zwłaszcza sprawy polsko-niemieckie i kwestia imigrantów do Europy z innych kontynentów), ze zdziwieniem opowiadał mi, że w telewizji, oglądając relacje z uroczystości rocznicowych z parlamentów w Paryżu i w Berlinie, zobaczył wypełnioną po brzegi salę Bundestagu w gmachu Reichstagu i straszącą pustkami salę parlamentu w Paryżu. (…)

A więc cele są: odnowienie Układu Elizejskiego „w europejskim duchu”, tym niemniej dążąc do „nowych celów i nowych form współpracy”. Ach, jak zazdroszczę naszym przyjaciołom z Paryża i Berlina języka, wyrażającego wszystko i nic!

Podobno jednak projekt jest już w szufladzie. Petycja, powzięta przez parlamenty w Paryżu i w Berlinie, odważnie wzywa do wzmożenia współpracy w regionie przygranicznym, wyrównania różnic w kwestiach podatkowych i socjalnych, a także realizacji wspólnych projektów oświatowych. Projekt ma być zamknięty na ostatni guzik jeszcze w tym roku.

Szok, po prostu szok! Powiedzieć, że góra urodziła mysz po 55 latach obowiązywania Traktatu Elizejskiego, byłoby stwierdzeniem na wyrost. A tak na marginesie – prezydent Macron po spotkaniu z kanclerz Angelą Merkel w Paryżu powiedział, że nie będzie ingerował w politykę wewnętrzną zaprzyjaźnionego kraju, ale ma nadzieję, że SPD wypowie się (i marzenie się spełniło) za podjęciem rozmów sondażowych z CDU/CSU.

Cały felieton Jana Bogatki, pt. „Vive l‘Allemagne! Es lebe Frankreich!” – jak co miesiąc, na stronie „Wolna Europa” „Kuriera WNET”, nr lutowy 44/2018, s. 3, wnet.webbook.pl.

Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku WNET na WNET.fm.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jana Bogatki pt. „Vive l‘Allemagne! Es lebe Frankreich!” na s. 3 „Wolna Europa” lutowego „Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl

Czyżby Niemcy potrzebowały Dobrej Zmiany? Problem biedy się wypiera, ale 1 600 000 dzieci żyje tam z zasiłków socjalnych

W Niemczech każdy dostanie domek z ogródkiem i samochód – obiecują muzułmańskim osadnikom ulotki przemytniczych „biur podróży”, jak Koran hurysy, czekające na zabójców niewiernych w islamskim raju.

Jan Bogatko

Oczywiście bogactwo to rzecz względna i można je interpretować na tysiące sposobów. Na przykład procesowy obrońca syna stróżki (dawniej była taka funkcja w kamienicach czynszowych), któremu dawałem korepetycje w podstawówce, a który wraz ze swymi przyjaciółmi włamał się do naszego mieszkania, zabierając to i owo w celu spieniężenia i niszcząc wszystko inne jak popadło, przekonywał sąd, że to przecież złodziej i wandal był ofiarą, bowiem stracił rozum w obliczu bogactwa, w jakim sią znalazł. Mniejsza o to, że ten rozum musiał tracić za każdym razem, przychodząc do naszego mieszkania na korepetycje – nam to schludne i czyste mieszkanie wydawało się nadzwyczaj skromne. Nie odbiegające wcale od innych. Fakt – bogactwo to rzecz względna.

Kiedy przebiegam ulicami Niemieckiego Zgorzelca (mieszkańcy Polskiego Zgorzelca nazywają to miasto „Gorlic” odmieniając: w Gorlicu, za Gorlicem, po gorlicku itd.), rzucają mi się w oczy młodzi mężczyźni ubrani wedle ostatniej mody (markowe ciuchy, spodnie, bluzy i kurtki, skarpetki poniżej kostki) o nieco innej karnacji od tubylców w rozdeptanych adidasach, spodniach spadających z bioder, wytartych kurtkach i posklejanych włosach.

A także dziewczęta, przeważnie otyłe, o dwukolorowych fryzurach (te miejscowe) oraz w eleganckich płaszczach, w chustkach na głowie, z markowymi wózkami i gromadką porządnie ubranych dzieci (przybyłe). Ta różnica w ubiorze wynika z jego pochodzenia: ze sklepu czy z magazynu pomocy społecznej. Imigranci nie są ubodzy – dużo musieli zapłacić za przyjazd do Ziemi Obiecanej. Mówi się o co najmniej 5 tysiącach dolarów od łebka. (…)

Oczywiście lepiej być biednym w Niemczech niż w Rosji. Bieda, jak i bogactwo, to rzecz względna. Za biednego lub zagrożonego ubóstwem uchodzi w Niemczech osoba o dochodach poniżej 60 procent średniego dochodu w gospodarstwie domowym. Wielkość ta oznacza obliczone statystycznie zapotrzebowanie finansowe netto członka prywatnego gospodarstwa domowego na głowę. Wynika ona z sumy dochodów wszystkich członków gospodarstwa domowego dzielonej przez wielkość określoną zazwyczaj w oparciu o nową skalę ekwiwalentności OECD. Nowa skala zmniejsza (statystycznie) liczbę ubogich. Kto w roku 2016 zarobił rocznie poniżej 12 726 euro, ten uchodzi za zagrożonego biedą. (…)

Niezwykle interesującą statystykę znalazłem pod tytułem „Europa południowa ma problem z ubóstwem”. Trochę mylący tytuł, skoro zaliczono do tego regionu Szwecję, ale widać można. I tak wyliczono tam kraje, w których bieda wzrasta (a także i spada), podając, o ile.

Najpierw wzrost ubóstwa: Włochy – 2 388 000, Hiszpania: 2 041 000, Grecja: 743 000, teraz Szwecja 432 000, Francja 313 000, Wielka Brytania: 290 000; nawet Szwajcaria: 127 000. A teraz spadek: Austria: o 157 tysięcy, Niemcy – o 310 000 i POLSKA: TO NIE POMYŁKA: AŻ O 3 270 000. A to dopiero półmetek rządu Dobrej Zmiany! Tyle na temat 500+. O skutkach projektu mieszkanie+ jeszcze za wcześnie, by mówić.

O tym, że można skutecznie walczyć z nędzą, pokazała Polska przez ostatnie dwa lata. Widzą to w Niemczech politycy konserwatywnej opozycji, jak Alternatywa dla Niemiec.

Cały felieton Jana Bogatki, pt. „Niemcy, nadchodzi Dobra Zmiana?” – jak co miesiąc, na stronie „Wolna Europa” „Kuriera WNET”, nr styczniowy 43/2018, s. 3, wnet.webbook.pl.

Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku WNET na WNET.fm.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Jana Bogatki pt. „Niemcy, nadchodzi Dobra Zmiana?” na s. 3 „Wolna Europa” styczniowego „Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl

Kto zostanie następną Angelą Merkel? / Jan Bogatko w Poranku WNET o coraz mniejszym poparciu dla pani kanclerz

W sumie przeciw dalszej władzy Angeli Merkel jest aż 47 % Niemców, a popiera ją jedynie 36%. W relacji z Niemiec także o wzrastającej roli Polaków na niemieckim rynku pracy.

 

Co drugi Niemiec jest przeciw urzędowaniu Angeli Merkel, co może zwiastować pewną rewolucję, ponieważ jej panowanie stało się w niemieckiej polityce swego rodzaju nawykiem. „Merkel to instytucja. Tak jak rum na Kubie nazywany jest po prostu Bacardi, tak teraz nie mówi się kto zostanie kanclerzem Niemiec, tylko kto zostanie kolejną Merkel”.

Przeciw Angeli Merkel jest 82% wyborców AfD. 67% komunistów z Die Linke nie chce pani dotychczasowej pani kanclerz. Podobnie ma się sprzeciw wobec niej w SPD – kwestii 64% jej wyborców SPD nie zgadza się na jej dalsze rządy. Z kolei 55% dawnych liberałów z FDP również nie chce Angeli Merkel jako szefowej rządu. Spośród elektoratu Zielonych 40% również jej się sprzeciwia. Jednak aż 75% wyborców CDU/CSU chce Angeli Merkel kanclerza.

W sumie przeciw dalszej władzy Angeli Merkel jest aż 47 % Niemców, a popiera ją jedynie 36%. Jest to jej klęska – powiedział Jan Bogatko.

Mimo niezliczonych tysięcy uchodźców przyjętych przez Niemcy, którzy mieli być bardzo wykształceni i pomocni dla niemieckiej gospodarki, nasz zachodni sąsiad wciąż poszukuje pracowników w Polsce. W Niemczech przy granicy z Polską od dawna już bardzo wiele firm przygotowuje się do tego, że będą zatrudniać Polaków. Coraz częściej dochodzi do tego, Niemcy uczą się języka polskiego. Obecnie według oficjalnych szacunków w Niemczech pracuje o 366 tysięcy Polaków. Ważne jest przy tym przypomnienie, że Niemcy dopiero w 2011 roku otworzyły swój rynek pracy dla Polaków.

Coraz więcej niemieckich firm zabiega o polskich pracowników, ale coraz mniej Polaków chce tam przyjeżdżać.

JS

Cała rozmowa w części piątej Poranka WNET w piątek 29 grudnia 2017 roku, a w niej także o Opłatku Maltański, w którego organizacji uczestniczył Jan Bogatko oraz o jego planach na Sylwestra.

 

Niemcy: miało być egzotycznie, będzie, jak było. Znowu große Koalition – wielka koalicja. Bo wszystko na to wskazuje.

Nawet towarzysz Honecker nie uzyskał w NRD takiego poparcia w wyborach na stanowisko szefa partii, jak były przewodniczący Parlamentu Europejskiego, kiedy zajaśniała jego gwiazda pomyślności.

Jan Bogatko

A tuż przed wyborami do Bundestagu w Niemczech (24 września 2017) niejaki Martin Schulz (wielki przyjaciel Polaków, pamiętają go Państwo z jego pierwszoplanowej roli w Parlamencie Europejskim?) powiedział był wszem i wobec, w górę wznosząc czerwony sztandar w swych silnych rękach, że teraz to on zasiądzie w fotelu kanclerza, bo oryginał lepszy od kopii. To hasło, przyznać muszę, bardzo się politykowi niemieckiej lewicy udało. Bo to fakt – Angela Merkel, teoretycznie szefowa partii centro-konserwatywnej, CDU, prowadziła w imieniu tej partii politykę na wskroś lewicową. Była zawsze za, a nawet przeciw, jak wykazała jej postawa podczas głosowania nad projektem „małżeństwo dla wszystkich” (aczkolwiek to pewna przesada, inni jeszcze czekają na swoją szansę).

Kariera od skromnej aktywistki FDJ w NRD do szefowej rządu w Republice Federalnej, ba, cesarzowej, jak wielu ją nazywa, nawiązując do jej żywotności politycznej, to wyczyn nie lada.

(…) Przegrana we wrześniowych wyborach do Bundestagu stanowiła dla Schulza wielki zawód. Jak to, on, oryginał, pokonany przez kopię?! Populista z Würselen nigdy nie był pragmatykiem. Porażony klęską Martin Schulz zapowiedział, że SPD nie weźmie udziału w rządach! Koniec wielkiej koalicji! Socjaldemokraci przechodzą do opozycji! W tej sytuacji Angeli Merkel nie pozostawała nic innego, jak podjąć rozmowy sondażowe z dawnym koalicjantem chrześcijańskiej niegdyś demokracji, centrowo-liberalną partią FDP, oraz skrajnie lewicowymi Zielonymi. I wcale nie brakowało takich, którzy uwierzyli w te zapowiedzi Schulza (mimo że w odróżnieniu od foteli w rządowym gabinecie, ławy opozycji są dość twarde). A także i w to, że egzotyczna koalicja rządząca z CDU, CSU, FDP i Zielonych ma przy istniejących różnicach programowych szanse na realizację. Nawet wówczas, kiedy rozmowy sondażowe przeciągały się, wydawało się, w nieskończoność, wiara w sukces tychże i przejście do II etapu była niezmącona. (…)

Socjaldemokraci stanęli do wyborów wrześniowych, prowadzeni przez burmistrza z Würselen, jako… partia opozycyjna; jak gdyby to nie SPD współrządziło w Berlinie, a ktoś całkiem inny, pod tą samą nazwą.

W tej sytuacji wszystko, co złe, to nie my – mówił Schulz; odpowiedzialność (w domyśle za katastrofę z imigrantami) ponosi tylko i wyłącznie, a jakże, Angela Merkel.

(…) Poirytowana postawą Schulza Merkel stwierdziła, że wielka koalicja wykonała ostatnimi laty dobrą pracę, dodając: „jaka szkoda, że SPD nie skomentowała tego choćby jednym dobrym słowem”. Ale i w CDU wrze: „Dzisiaj nadszedł dzień, by powiedzieć: cesarzowa jest naga”. Żaden kanclerz dotąd nie był tak łasy na władzę i niepatriotyczny – powiedział Wolfgang Grieger w Kühlungsborn. Bardzo go złajano za te słowa pod adresem Merkel.

Cały felieton Jana Bogatki, pt. „Niemcy – Jamajka i z powrotem” – jak co miesiąc, na stronie „Wolna Europa” „Kuriera Wnet”, nr grudniowy 42/2017, s. 3, wnet.webbook.pl.

Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku WNET na WNET.fm.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jana Bogatki pt. „Niemcy – Jamajka i z powrotem” na s. 3 grudniowego „Kuriera WNET” nr 42/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Polski Związek Kawalerów Maltańskich nie zapomina o potrzebujących i co roku organizuje dla nich Wigilię

Jan Bogatko mówił o akcji pomocy dla biednych w polskich miastach, zorganizowanej przez Związek Polskich Kawalerów Maltańskich oraz o przetaczającej się obecnie przez Niemcy fali antysemityzmu.

Od 15 lat fundacja Polskiego Związku Kawalerów Maltańskich udziela pomocy najbiedniejszym i najbardziej potrzebującym ludziom w Polsce. Co roku organizuje akcję Opłatek Maltański, który jest dla wielu ubogich Polaków jedyną możliwością uczestniczenia w wieczerzy wigilijnej. Jednym z miast, gdzie odbyła się ta akcja, był Zgorzelec, w którym mieszka nasz korespondent.[related id=47019]

Beneficjentami tej pomocy jest ponad 3 tysiące ludzi w Polsce. Pieniądze na ten cel zbierane są od firm oraz osób prywatnych. Wartość wsparcia finansowego od 2002 roku wyniosła już ponad dwa miliony.

Jan Bogatko opowiedział też o trwających ciągle próbach utworzenia koalicji rządowej w Niemczech: – Jutro odbędą się rozmowy wstępne. Dyskusja w SPD ma zadecydować o tym, czy w ogóle zostaną podjęte rozmowy sondażowe z liberalną lewicą, czyli z CDU/CSU. To oni zadecydują o tym, w jakim kierunku będzie rozwijać się kraj.

Jan Bogatko uważa, że atmosfera w Niemczech staje się coraz bardziej niepokojąca. Po tym, jak prezydent USA Donald Trump uznał Jerozolimę za stolicę Izraela, na ulice Berlina wyszli demonstranci, którzy palili izraelskie flagi i skandowali antyżydowskie i antyizraelskie hasła. W niektórych regionach kraju bycie Żydem stało się niebezpieczne. Cześć komentatorów porównuje sytuację do tej z lat 30. XX wieku, kiedy kanclerzem Niemiec był Adolf Hitler.

– Ostatnio przez Niemcy przetacza się fala antysemityzmu. Przypomina to najokropniejsze czasy, o których powinniśmy zapomnieć – powiedział Jan Bogatko.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy w części piątej Poranka WNET.

JN

 

 

 

 

Jak rozpoznać nieletniego uchodźcę?

Kilkunastu małoletnich imigrantów z Maroka bezkarnie paraliżuje miasto Mannheim. Peter Kurz, jego nadburmistrz, jest przerażony i mówi, że ci uchodźcy mają w nosie niemiecki system prawny.

Skoro takie rzeczy można usłyszeć z ust polityka SPD, a mieszkańcy zarzucają władzom, że państwo już nie istnieje, to jest to coś niebezpiecznego i wywołującego wstrząs w całych Niemczech.

Kim są ludzie, którzy terroryzują miasto? Okazuje się, że są to mężczyźni z Afryki Północnej, konkretnie z Maroka. A jak wiadomo Maroko znajduje się w centrum wszelkich możliwych wojen i dlatego uchodźcy stamtąd są bardzo mile witani w Niemczech i w innych krajach europejskich.

Bezradny jest wymiar sprawiedliwości. Niedawno wystąpiono z nakazem aresztowania przeciwko czternastoletniemu Marokańczykowi. Zaistniała jednak pewna trudność – ten młody człowiek miał wiele różnych dowodów tożsamości, nie wiadomo więc, kim jest. Nie można kogoś takiego przecież aresztować, bo zamiast jednej aresztowano by pięć, sześć czy siedem osób.

A nie chodzi o to, że ci młodzi ludzie są niegrzeczni, używają brzydkich słów, piją piwo i plują. Oni napadają na staruszki, kradną torebki, czasem kogoś podrapią nożem. Ludzie boją się wychodzić na ulice.

Są bezkarni, gdyż osoby do czternastego roku życia, złapane na gorącym uczynku, poddawane są pod opiekę Urzędu do spraw Młodzieży. Ta opieka jest dość zaskakująca. Brakuje instrumentów, które mogłyby tych młodych ludzi sprowadzi na słuszną drogę. A jeżeli coś takiego by im zagrażało, to mają krewnych i znajomych w innych miastach, w których mogą się ukryć i kontynuować swoją działalność. [related id=45049]

Do tego tak naprawdę nie wiadomo, ile taki sprawca ma lat. Były już przypadki czternastolatków, którym rosły długie brody i trzynastolatków gwałcących starsze panie. Nie wiadomo w gruncie rzeczy, kim ci ludzie są. Nawet jeśli mają więcej niż 14 lat, bardzo trudno jest zastosować wobec nich areszt tymczasowy, ponieważ jest on stosowany jedynie w najcięższych przypadkach. Praktycznie nie da się więc nic zrobić.

Do tego dochodzi kwestia wydalania małoletnich z kraju. Zakładając nawet, że są małoletni, podlegają ochronie prawnej. Sprawiła ona, że w 2016 roku nie wydalono żadnej osoby w tej grupie wiekowej, bez względu na to, co zrobiła. Jak już dochodzi do wydalenia uchodźcy, to odbywa się ona w luksusowych warunkach, np. samolotem. Wtedy bardzo często kapitan odmawia zabrania na pokład takiej osoby, co w tym roku zdarzyło się już ponad 200 razy.

Przyczyną kłopotów jest to, że wśród uchodźców znajduje się szczególnie wielu mężczyzn w wieku od 18 do 21 lat. Cały czas pokazywano kobiety z dziećmi na rękach, a tu okazuje się, że to głównie młodzi mężczyźni. Jak to wcześniej mówiono, głoszono, że bzdura, nieprawda, propaganda konserwatywno-prawicowa i ultrakatolicka itepe i itede.

Minister spraw wewnętrznych powiedział, że należy się bardzo dokładnie przyglądać, kto jest młodociany, a kto już nie. Nie wiem, po czym on chce to poznawać. To jest zagadka, którą trzeba będzie niedługo rozwiązać.

Jan Bogatko

Felieton Jana Bogatki został wygłoszony w części piątej Poranka WNET w czwartek 7 grudnia 2017 roku. Korespondent Radia WNET mówił także o słabnącej pozycji kanclerz Angeli Merkel w związku z dotychczasowym fiaskiem negocjacji w sprawie utworzenia koalicji rządowej.

 

Komu należy się w Niemczech palma pierwszeństwa za brzemienne w skutkach zdanie: „Islam należy do Niemiec”?

Ciekawa jest historia tej wypowiedzi i wiele mówi o wpływach islamskich w Niemczech i lobbingu na rzecz „religii pokoju”, za jaką uważa się ta popierana przez lewicę państwowa doktryna polityczna.

Jan Bogatko

Otóż w dniu 3 października, w 20. rocznicę zjednoczenia Niemiec, prezydent Wulff powiedział: „Chrześcijaństwo bez wątpienia należy do Niemiec. Judaizm bez wątpienia należy do Niemiec. To jest nasza chrześcijańsko-żydowska historia. Ale tymczasem islam także należy do Niemiec”.

W środowisku dziennikarskim opowiada się, że wypowiedź prezydenta Christiana Wulffa na temat islamu jako elementu niemieckiej kultury ma swe źródło w działaniu producenta telewizyjnego pochodzenia afgańskiego, Walida Nakschbandiego. Nakschabandi, urodzony w Kabulu, jest managerem Grupy Wydawniczej Georg von Holtzbrinck, pisze także dla lewicowych gazet, jak „Der Tagesspiegel” czy „Süddeutsche Zeitung”.

Otóż do Nakschabandiego miał podczas pisania przemówienia dla Wulffa zadzwonić (nie wiemy jednak, dlaczego, lecz możemy się jedynie domyślać) rzecznik prezydenta, Olaf Glaesecker. Po tejże rozmowie Nakschabandi napisał do Wulffa list, a w nim o problemach i lękach islamskich imigrantów wywołanych debatą wokół książki Thilo Sarrazina, byłego polityka SPD, swego czasu szefa Bundesbanku, „Niemcy w samolikwidacji”. W liście tym urodzony w Afganistanie syn dyplomaty napisał, że jego zdaniem islam należy do Niemiec. Wulff miał się przejąć tym listem i zdanie to znalazło się w jego kontrowersyjnym przemówieniu w dniu jedności Niemiec. (…)

Ziarno, raz zasiane i podlewane, z reguły wschodzi. Jak wypowiedź ministra spaw wewnętrznych, Wolfganga Schäuble’a, kładąc w określonych okolicznościach mocniejszy akcent, powtórzył prezydent Niemiec Christian Wulff, mówiąc o islamie jako elemencie niemieckiej kultury, tak z kolei słowa byłego prezydenta – niejako idąc za ciosem – rozszerzył aktualny minister spraw wewnętrznych w rządzie Angeli Merkel, znowu polityk CDU, Thomas de Maiziere.

W tym miejscu pozwolę sobie na pewną anegdotę. Pewien niemiecki historyk kultury podał Prusy jako przykład wielkiej tolerancji, bo przyjmowały zbiegłych z Francji hugenotów. Przodkowie pana ministra de Maiziere należeli do tych emigrantów. Sęk w tym, że Prusy były państwem protestanckim, więc przyjmowanie hugenotów, także protestantów, to taka sama tolerancja, jak przyjmowanie przez Stalina komunistów zbiegłych z Hiszpanii po wojnie domowej – odpowiedziałem zdziwionemu uczonemu.

Jak minister Thomas de Maiziere rozszerzył wypowiedzi Wolfganga Schäuble’a i Christiana Wulffa na temat Niemiec i miejsca w nich islamu? Otóż szef MSW na imprezie wyborczej w Dolnej Saksonii (gdzie zresztą CDU przegrała z kretesem mimo dobrych kart w rękawie) powiedział, że nadeszła pora na wprowadzenie do kalendarza islamskich świąt. (…)

Sporym zaskoczeniem dla Thomasa de Maiziere musiała być wypowiedź szefa przyszłego (?) koalicjanta CDU, partii Zielonych, Cema Özdemira. Polityk, urodzony w Niemczech syn czerkieskich imigrantów z Turcji, uzyskał niemieckie obywatelstwo i wszedł do polityki: „Jestem obywatelem niemieckim tureckiego pochodzenia. Ale Szwabia jest mi nawet bliższa niż Niemcy; z tym tureckim pochodzeniem sprawa nie jest wcale taka łatwa”. O sobie mówi: „Nie jestem imigrantem, lecz tubylcem. Tu się urodziłem”.

Na łamach gazety „Passauer Neue Presse” polityk Zielonych udzielił odprawy postulatowi Thomasa de Maiziere. W Niemczech nie potrzeba wprowadzać islamskich świąt, ponieważ (czy nie wiedział o tym szef MSW?) muzułmanie już dzisiaj mogą brać wolne w swe święta. W niektórych landach, na przykład w Berlinie, Hamburgu czy w Bremie (te rządzone przez lewicę miasta są odrębnymi krajami związkowymi) już dzisiaj zwalnia się uczniów z obowiązku szkolnego w ważne święta islamskie, podobnie zresztą jak i pracowników.

Alexander Dobrindt, szef grupy krajowej CSU (siostrzana partia CDU, a właściwie 4. koalicjant), skomentował wypowiedź szefa MSW w gabinecie Angeli Merkel krótko i zwięźle: „Islamskie święto w Niemczech? Nie wchodzi w grę!”. „Nasza chrześcijańska spuścizna nie podlega dyskusji” – dodał polityk z Bawarii. Wtóruje mu ekspert ds. polityki wewnętrznej z ramienia CSU, Stephan Mayer: „Niemcy są od wieków kształtowane przez chrześcijańską tradycję. I pod tym względem po dziś dzień nic się nie zmieniło”.

Wiceprzewodniczący CSU, Manfred Weber, na łamach gazety „Passauer Neue Presse” odpowiada swemu koledze z CDU, że „dni świąteczne są przede wszystkim wyrazem religijnej tradycji kraju a nie poszczególnych grup mieszkańców”. A do tego – zauważa Weber – „integracji obywateli mahometan nie przyśpieszy wprowadzenie świąt islamskich”.

Cały felieton Jana Bogatki, pt. „Salam alejkum, almania!” – jak co miesiąc, na stronie „Wolna Europa” „Kuriera Wnet”, nr listopadowy 41/2017, s. 3, wnet.webbook.pl.

Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku WNET na WNET.fm.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Jana Bogatki „Salam alejkum, almania!” na s. 3 „Wolna Europa” listopadowego „Kuriera WNET” nr 41/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Dzięki „Die Welt” teraz już wiem, co to znaczy być politykiem liberalnym

„Die Welt” pisze o faszystach, którzy paradowali w Warszawie. Wspomina też, że prezydent Warszawy opowiada się za ich delegalizacją. Gazeta ta podkreśla przy tym, że jest ona politykiem liberalnym.

Niemcy znowu zamierzają pozbyć się Polski z Unii Europejskiej. Kolejnym krokiem do tego jest szantaż ideologiczny wobec Warszawy, która nie jest dość „ortodoksyjna” – to znaczy, nie trzyma się zasad, które w Brukseli uznano za święte.

Na jednym z niemieckich portali został opublikowany tekst oparty na doniesieniach różnych agencji prasowych. Stwierdza się w nim, że – w obliczu trwałego konfliktu z Polską i Węgrami o dotrzymywanie zasad demokracji – Niemcy chcą ograniczyć środki finansowe z UE dla Polski i Węgier, uzależniając ich wypłatę od przestrzegania praworządności. Oczywiście o tym, czym jest ta praworządność, decyduje Bruksela.

Używa się słów powszechnie uznanych za piękne i wypełnia się je – nie chcę powiedzieć: proletariacką – liberalno-lewicową treścią. „Zasady demokracji”. Nie podaje się, że nie chodzi o zasady demokracji, ale o zasady liberalnej demokracji. Każdy normalnie myślący człowiek wie, ze demokracja poprzedzona przymiotnikiem przestaje być demokracją, a staje się jej przeciwieństwem.

Jeden z wiceministrów z SPD, jeszcze będącej w koalicji rządowej, stwierdził, że trzeba się zastanowić, czy Polsce nie należy ograniczyć środków w ramach polityki spójności.

[related id=44999]Również Marsz Niepodległości znalazł się na łamach niemieckich mediów. „Die Welt” pisze o faszystach, którzy paradowali w Warszawie. Wspomina też, że prezydent Warszawy, Hanna Gronkiewicz-Waltz, opowiada się za delegalizacją tych formacji, które psują obraz Polski w Brukseli. Gazeta ta podkreśla przy tym, że pani prezydent jest politykiem liberalnym. Teraz już wiem, co to znaczy być politykiem liberalnym. Jest to taki polityk, który domaga się delegalizacji innych stronnictw politycznych.

Byłem w Berlinie w Instytucie Polskim na spotkaniu na temat mediów polskich i niemieckich i ich współpracy. W Deutsche Welle ukazała się relacja polskiego dziennikarza. Wynika z niej, że polscy dziennikarze mieli przekonywać tam Europę do dobrej zmiany. Nie jest to jednak tak naprawdę relacja ze spotkania, ale wypracowanie par exellence polityczne. Nie każdy miał, według niej, chcieć przyjechać na to spotkanie. Na przykład Jerzy Haszczyński oświadczył, że nie ma zamiaru zajmować się obroną jakiegoś rządu lub partii. Według relacji w Deutsche Welle, niemieccy dziennikarze byli mocno zdziwieni, że nie zaproszono krytyków obecnego rządu. A może zaproszono, ale nie przyjechali?

Uważam to za dość duży sukces. Dziennikarze niemieccy mogli dowiedzieć się bez pośrednictwa „Gazety Wyborczej”, jaki jest pejzaż medialny w Polsce. Sam rozmawiałem z kilkorgiem z nich. Są zainteresowani dalszymi kontaktami. Są to dziennikarze lewicowo-liberalni, ale prawdziwi dziennikarze.

Jan Bogatko

Felieton Jana Bogatki i komentarz na temat rozmów sprawie koalicji w Niemczech dostępny jest w części drugiej dzisiejszego Poranka WNET.