Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie? – pyta Angela Merkel. Politycy rosyjscy czy chińscy?

Merkel i Putin być może za sobą nie przepadają i pewnie nagle nie wzrosło między nimi porozumienie, ale oboje wiedzą, że wzajemnie siebie potrzebują i muszą rozmawiać o wszelkich sprawach.

Jan Bogatko

Pałac Meseberg (nazywany przez dyletantów zamkiem), odbijający się w lustrzanej tafli jeziora Huwenowsee (około 70 km na północ od Berlina) to perełka z epoki późnego baroku. (…) Kanclerz Merkel przyjmuje w nim wybitne osobistości, chcąc uniknąć wielkomiejskiego zgiełku. W sobotę 18 sierpnia 2018 r. gościła tam prezydenta Rosji, Władimira Putina, który wpadł do niej na chwilkę nazajutrz po weselu Karin Kneissl (szefowej dyplomacji w Wiedniu), na jakie został był zaproszony na austriacką prowincję (przywożąc ze sobą w prezencie chór kozacki; brak informacji o tym, czy Putin podarował go minister, czy zabrał ze sobą z powrotem, w każdym razie w Mesebergu się on nie pojawił). (…)

Zanim jednak płk Putin przyjechał na rozmowy z kanclerz Merkel (a tak niedawno przecież, bo w maju, gawarili niemnożko ze sobą w Soczi), doszło do zaskakującej wizyty moskiewskich prominentów w berlińskim Urzędzie Kanclerskim: ministra spraw zagranicznym Kremla, Siergieja Ławrowa i szefa sztabu generalnego sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej w Moskwie – Walerija Gierasimowa. Generał Gierasimow, persona non grata w Unii Europejskiej, jest twórcą nazwanej jego imieniem doktryny prowadzenia wojny, sprawdzanej dziś w praktyce w Europie, a która łączy operacje wojskowe, technologiczne i informacyjne z działaniami dyplomatycznymi, ekonomicznymi, kulturowymi, internetowymi itd. To, że Gierasimowa wpuszczono, zamiast wydalić, odpowiada po części na pytanie zadane lustereczku.

W każdym razie coś zmieniło się relacjach Berlin-Moskwa. O ile do niedawna niemiecko-rosyjskie kontakty na najwyższym szczeblu należały do rzadkości, to teraz na trasie Rosja-Niemcy panuje ożywiony ruch.

(…) Nowe sankcje, wprowadzone przez Waszyngton przeciwko Rosji, mogą boleśnie uderzyć także w firmy niemieckie. Do tej pory mówiono, że niemiecki przemysł ugina się wręcz pod ciężarem zleceń. Wydaje się, że te czasy minęły – uważają tutaj eksperci gospodarczy. Jakby nagle ucichły też medialne przepowiednie superwzrostu gospodarczego. Przeciwnie – nawet dyżurni ekonomiści mainstreamu przebąkują, że niemiecka gospodarka złote czasy ma już za sobą. Dopiero co agencja Reuters, powołując się na dane federalnego ministerstwa gospodarki w Berlinie, podała informację, że w związku z konfliktem handlowym z USA zamówienia dla niemieckiego przemysłu załamały się, osiągając najniższy poziom od półtora roku. Niemcy żyją z eksportu i ta wiadomość boli. Z tej informacji wynika, że nowy biznes w czerwcu spadł w porównaniu z majem aż o 4% – znacznie więcej, niż przypuszczano. Reuters utrzymuje, że ekonomiści zgodnym chórem przepowiadali spadek o zaledwie 0,4%. Pomylili się z kretesem. Czyżby kryształowa kula zawiodła? Doniesienia agencji resort gospodarki w Berlinie skomentował słowami, że na sytuację tę wywarła pewien wpływ niepewność co do polityki gospodarczej Niemiec. Pamiętam bon mot pewnego niemieckiego liberała, który lata temu powiedział, że gospodarka to płocha łania. (…)

Z gospodarką – zwłaszcza w Niemczech – nie ma żartów i to oczywiste, że obowiązuje zasada „ratuj się, kto może”. I z kim może. Przypominam sobie w tym kontekście stosunek Berlina do narodowokomunistycznych Chin: początkowo niemieccy politycy, jadąc do Pekinu, besztali tamtejszy rząd, domagając się przestrzegania praw człowieka. Dziś nikt się na to nie odważy. Chiny są zbyt ważne. Dlaczego stosunek do Rosji, starego przyjaciela Niemiec, miałby się nie zmienić?

W pewnym towarzystwie zapytano mnie, dlaczego Polska nie lubi Rosji. Wytłumaczyłem w dwu słowach – Ribbentrop-Mołotow. Usłyszałem w odpowiedzi, że czasy się zmieniły. Stąd apele z kół gospodarczych do Merkel: skończyć z sankcjami dla Moskwy z powodu Krymu.

Ale nie tylko schłodzona gospodarka w Niemczech była tematem rozmów na jeziorem Huwenowsee. Wprawdzie media wspominały tę kwestię niejako mimochodem, niemal między wierszami, ale to oczywiste, że sprawa ta miała wielkie znaczenie. Chodzi o katastrofalny błąd Merkel w kwestii imigracji, który nadal może doprowadzić kanclerz do upadku. Niemcy nie mogą doliczyć się rzekomych uchodźców. Problemy z młodymi Arabami przerastają siły niemieckiej policji. Tutaj Putin ma dla Merkel ofertę nie do odrzucenia: chętnie pomożemy Berlinowi. Wspomniany wyżej Stefan Meister zwraca uwagę, że Merkel ma interes w tym, by Asad przyjął uchodźców. A Asad pozostaje pod wpływem Putina! Ten sam Asad, przed którym jakoby uciekali do Niemiec ci młodzi, wysportowani ludzie! Może Merkel zdała sobie sprawę, że wpadła w zastawione na nią sieci? Doktryna Gierasimowa w przypadku Berlina sprawdziła się. Teraz Merkel będzie domagała się od unionistów (propagandyści powiedzą: Europejczyków) pieniędzy na odbudowę Syrii. Do tej pory Berlin był zdania, że pomoc dla Syrii będzie możliwa pod warunkiem, że Baszszar al-Asad zejdzie ze sceny. Teraz przykrywa porażkę słowami, że na okres przejściowy można odbudowywać Syrię z Asadem. On kontroluje tymczasem dwie trzecie terytorium Syrii. To się nazywa Realpolitik, mówi Meister.

Dziś wrogiem publicznym numer jeden obojga jest Donald Trump. Zwłaszcza w kwestii polityki energetycznej. Trump, zresztą jak wielu członków UE, sprzeciwia się temu prestiżowemu według Berlina projektowi, o którego realizację zabiega z drugiego rzędu Gerhard Schröder, były kanclerz Niemiec z ramienia SPD, pracownik Gazpromu, prawdziwy ambasador spraw niemieckich w Rosji. (…)

Diametralne różnie Nordstream 2 postrzega badacz gospodarki Marcel Fratzscher, dyrektor Niemieckiego Instytutu Badań Gospodarczych DIW. Jego opinia o gazociągu jest miażdżąca: „Ani Niemcom, ani Europie nie jest potrzebny rurociąg z Rosji. Jedynie zwiększy on zależność od Rosji”.

Felieton Jana Bogatki, pt. „Lustereczko, powiedz przecie… – jak co miesiąc, na stronie „Wolna Europa” „Kuriera WNET”, nr wrześniowy 51/2018, s. 3, wnet.webbook.pl.

 


Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku WNET na WNET.fm.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Jana Bogatki pt. „Lustereczko, powiedz przecie…” na stronie 3 „Wolna Europa” wrześniowego „Kuriera WNET”, nr 51/2018, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Emerytalne plany Małgorzaty Gersdorf: prezes Sądu Najwyższego na emigracji / Jan Bogatko, „Kurier WNET” nr 50/2018

Nie mogę się opędzić od słów piosenki sprzed lat: „Mam gorsecik, kolczyk z kółkiem, będę tańczyć, będę tańczyć z całym pułkiem. Małgorzatka tańcowała, póki się nie, póki się nie postarzała”.

Jan Bogatko

Tańcowała Małgorzatka…

Kiedy była prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf dotrzyma swej obietnicy pełnienia funkcji prezes SN na emigracji?

Oświadczenie, złożone w lipcu na łamach lewicowej (innych w zasadzie w Niemczech już nie ma) gazety „Süddeutsche Zeitung” z Monachium jest tak przerażająco jednoznaczne, że nawet najwybitniejszy prawnik z grona sędziów Sądu Najwyższego nie byłby w stanie inaczej zinterpretować tej wypowiedzi, jak tylko tak, że Małgorzata Gersdorf chce utworzyć jakiś konkurencyjny wobec Sądu Najwyższego w Warszawie trybunał, na którego czele zamierza osobiście stanąć.

Bawić się można na wiele sposobów, a Monachium (także to czerwone) ma swój karnawał, zwany nad Izerą Fasching, na którym każdy się bawi jak chce. Czemu nie w prezes Sądu Najwyższego na emigracji? I chyba tylko to Małgorzata Gersdorf miała na myśli, opowiadając w Karlsruhe o swych planach na spędzenie emerytury.

A może się jednak mylę, skoro występ Małgorzaty Gersdorf w siedzibie i na zaproszenie BGH (Bundesgerichtshof) – niemieckiego odpowiednika polskiego Sądu Najwyższego – przygotowywano z wielką precyzją, by nie dopuścić do politycznej gafy. Nadburmistrz miasta Karlsruhe, w którym to zapadają ostateczne wyroki, Frank Mentrup, po otrzymaniu od ambasadora Najjaśniejszej Rzeczpospolitej w Berlinie pisma, informującego go o tym, że Małgorzata Gersdorf jest jedynie emerytowaną prezeską Sądu Najwyższego, zwrócił się z zapytaniem w tej sprawie do wyższej instancji, czyli do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Ministerstwo Spraw Zagranicznych uspokoiło nadburmistrza Karlsruhe słowami: „nie ma sygnałów, jakoby nie była już ona prezeską”.

Nie można mieć pretensji do nadburmistrza Karlsruhe, że w tak delikatnej sprawie zwrócił się do resortu stojącego wyżej od ambasadora. Sęk w tym, że pomylił stolice – bo nie wydaje mi się, by sądził, że polski ambasador podlega szefowi AA (Auswärtiges Amt) w Berlinie, aczkolwiek nie da się wykluczyć takiego rozumowania.

Protesty zawiedzionych ludzi, wynikające z kompleksów lub z politycznej determinacji, przyjmują różnorakie formy. W redakcji niemieckiej rozgłośni radiowej, w której pracowałem do chwili przejścia na emeryturę, na którą zresztą jakże niecierpliwie czekałem; a zatem w tej redakcji lat temu wiele pracował pewien redaktor, dla którego przegrana CDU w wyborach do Bundestagu (w roku 1969) była tak wielkim szokiem, że wyszedł przez okno willi w najelegantszej wówczas dzielnicy Kolonii, Marienburg, w której mieściła się redakcja, i wszedł na znak protestu wobec zwycięstwa czerwonych (SPD) na drzewo, z którego zdjęli go strażacy i panowie w białych kitlach. A on uwierzył tylko w przesłanie o końcu świata, jaki niechybnie musiał po wyborach nadejść. Być może miał on przed oczyma plakat wyborczy CDU, na którym groźnie wyglądający gość przestrzega: Alle Wege des Marxismus führen nach Moskau!. Co czyta Małgorzata Gersdorf?

O dalszych losach oświadczenia berlińskiego MSZ, rozstrzygającego ostatecznie o tym, czy Małgorzata Gersdorf nie jest, czy jest prezesem Sądu Najwyższego Rzeczpospolitej Polskiej w Warszawie, już nie czytałem ani nie słyszałem, ani też nie widziałem czegokolwiek w niemieckich mediach. Deklaracja berlińskiego AA, która ma wszelkie atuty, by znaleźć się nie tylko w skryptach instytutów dziennikarstwa, ale i prawa międzynarodowego, przeszła bez śladu! Cicho, sza!

Tak więc nie dowiedziałem się, czy szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych (w Warszawie) wezwał w nocy (a tak nakazuje protokół) ambasadora zaprzyjaźnionego mocarstwa, by mu wytłumaczyć, że nie tylko dobry obyczaj nie zezwala na tego typu niesmaczną ingerencję w sprawy sąsiedniego państwa. Jestem przekonany, że do tego wydarzenia doszło, nie wyobrażam bowiem sobie, by MSZ w Warszawie sam siebie zlekceważył.

Wprawdzie wielu polityków dzisiejszej opozycji po przegranych wyborach do Sejmu wyrażało gotowość dalszego prowadzenia działalności politycznej w gabinecie cieni (złośliwie i nieładnie nazywanego przez nielewicowych internautów „gabinetem cieniasów”), względnie deklarowało opuszczenie kraju, ale wypowiedzi te były raczej wyrazem rozpaczy, niż odpowiadały wymogom Realpolitik. Opuścić kraj, ale dokąd? Przenieść się do Brukseli bez apanaży chociażby członka Parlamentu Europejskiego? To raczej mało wykonalne, zbyt kosztowne i nieefektywne. Taki projekt nie daje, jak to się dzisiaj mówi, możliwości „finansowej samorealizacji”. Projekt Sądu Najwyższego na emigracji nie mógłby udać się w pojedynkę: a gdzie premier, gdzie rząd, gdzie ministrowie, no i gdzie pan prezydent? Wydaje mi się, że nawet najbogatsze Karnevalvereine w Niemczech nie weszłyby w ten biznes, bo niewielki, jeśli w ogóle, przyniósłby on profit. A publika, na przykład w Nadrenii, woli jednak młode, fikające nóżkami Maryśki od najlepszych zasłużonych artystek rewolucji.

W Karlsruhe, stolicy niemieckiego prawa, świętuje się także piątą porę roku, czyli Fasching. Małgorzata Gersdorf powinna się pośpieszyć z realizacją swego projektu emigracyjnego, jeśli chce zdążyć na czas. Karnawał to zbyt poważna sprawa, by oddać go w nieprofesjonalne ręce. Zarabia gastronomia. Hotelarstwo. Reklama. Także i policja ma ręce pełne roboty, a nie jest ona w Niemczech tak pokojowa, jak w Polsce. To wszystko wymaga przygotowań. Pisanie tekstów skeczy pożera czas i intelekt tęgich piór, szkoły tańca mają pełne programy, sale na festyny rezerwuje się na lata z góry. I jak tu zmieścić w programie Fastnacht „Malgorzata Gersdorf Show”? Nie, na ten karnawał jest już zdecydowanie za późno. I mało prawdopodobne, by w tym projekcie gościowi z dalekiej Warszawy pomogła finansowo Bettina Limperg, gospodyni spotkania, na którym Gersdorf wyraziła ochotę na funkcję „pierwszej prezes na emigracji”.

Czytelnik prasy niemieckiej sporo może dowiedzieć się o – chciałoby się powiedzieć – braterskiej pomocy dla Gersdorf i towarzyszy w walce ze „strategicznym demontażem państwa prawa w Polsce przez populistyczną partię rządzącą” – jak „informuje” „Süddeutsche Zeitung”. Także niemiecki Trybunał Konstytucyjny włącza się w krucjatę wspierającą „zaangażowanych polskich kolegów”. Tymczasem – opowiada Johannes Masing, sędzia niemieckiego BFG, który „od dawna utrzymuje ścisłe kontakty z zaangażowanymi polskimi kolegami” – Trybunał Konstytucyjny w Polsce, pierwszy cel demontażu, został w zasadzie unicestwiony przez „pozbawienie go serca i tożsamości”. A teraz to samo stało się z Sądem Najwyższym Małgorzaty Gersdorf!

Tak dla informacji: w niemieckim Trybunale Konstytucyjnym nie ma ani jednego sędziego z ex-NRD. Na to nie zezwolił duch państwa prawa. Oczywiście niemieckiego państwa prawa.

Ach, jakie wzruszające sceny z wieczornej gali Małgorzaty Gersdorf w przedkarnawałowym Karlsruhe opisuje monachijska „Süddeutsche Zeitung”! Oto na zakończenie wykładu w BGH dopuszczono pytania ze strony zaproszonej publiczności. Zgłosiła się pewna Polka mieszkająca w Niemczech. W jej oczach – zauważa dziennik – sytuacja wygląda jeszcze groźniej, niż faktycznie jest. Emigrantka pyta, czy Polska nie stoi aby w obliczu wojny domowej. – Nie była Pani tam od dawna – odpowiedziała pytaniem Małgorzata Gersdorf – prawda? I dodała: – Nie, wykluczam wojnę domową. Tym bardziej, że nasze wojsko jest niezbyt dobrze zorganizowane.

Nasi sojusznicy na pewno się cieszą z tej opinii. Na takie dictum nie zdobyłby się żaden niemiecki polityk za granicą. To skończyłoby jego karierę. Raz na zawsze. Przed, po i w trakcie karnawału. Ale w Polsce takie lekceważenie nie uchodzi za naganne. I to nie tylko w maglu.

Wszystkie niemieckie gazety – bez wyjątku – uważają się za znawców polskiej konstytucji, której ich dziennikarze zapewne nigdy nie mieli i nie będą mieć w ręku.

Fakt uchwalenia ustawy obniżającej wiek emerytalny sędziów do lat 65 uważają one za „ewidentne naruszenie polskiej konstytucji”, jak chce monachijska gazeta. Czytelnik tych dzienników przecież po konstytucję nie sięgnie i nie przeczyta tam chociażby, że to „Ustawa określa granicę wieku, po osiągnięciu której sędziowie przechodzą w stan spoczynku” – art. 180 ust. 4. Dlatego pani Gersdorf może w Karlsruhe z przejęciem opowiadać manipulowanej publiczności o „czystkach” w Polsce pod pretekstem obniżenia wieku emerytalnego. Nie ponosi w związku z tym żadnego ryzyka. Nic jej za to w Polsce nie grozi. Nikt jej nie oskarży, nie postawi przecież przed sądem emerytki. Zabraknie dreszczyku na paradę karnawałową w Karlsruhe?

Nie, Małgorzata Gersdorf nie utworzy Sądu Najwyższego na emigracji. W każdym razie nie w Niemieckiej Republice Federalnej. Ani w żadnym z państw członkowskich Unii Europejskiej. Zabraniają tego przepisy prawa i umowy międzynarodowe. Oczywiście dla Małgorzaty Gersdorf jest to na razie obojętne. Ale emerytowana pierwsza prezes Sądu Najwyższego musi się jeszcze wiele nauczyć, zanim wejdzie na śliski, unijny parkiet. Na przykład podstawowej zasady, że nawet najbardziej efektowne kłamstwo ma krótkie nogi. A raczej – im efektowniejsze, tym krótsze.

I nie mogę się opędzić od słów piosenki sprzed lat: „Mam gorsecik, kolczyk z kółkiem, będę tańczyć, będę tańczyć z całym pułkiem. Małgorzatka tańcowała, póki się nie, póki się nie postarzała”.

Felieton Jana Bogatki, pt. „Tańcowała Małgorzatka…” – jak co miesiąc, na stronie „Wolna Europa” „Kuriera WNET”, nr sierpniowy 50/2018, s. 3, wnet.webbook.pl.

 


Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku WNET na WNET.fm.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Jana Bogatki, pt. „Tańcowała Małgorzatka…” na stronie „Wolna Europa” „Kuriera WNET”, nr sierpniowy 50/2018, s. 3, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

 

Między Ameryką a Rosją. Co przesądza o Polsce, jej gospodarce i sile? Kto nam zagraża? Kto jest naszym sojusznikiem?

Jeśli zakłada się, że bez pomocy sojusznika nie ma szans na zwycięstwo, już się przegrało. Nie ma odwiecznych wrogów ani odwiecznych przyjaciół. Polityka to sztuka ich pozyskiwania. To mało czy wiele?

Jan Bogatko

Tego samego zdania był przecież Adolf Bocheński, autor książki „Między Niemcami a Rosją”, lektury obowiązującej dla polskich polityków wszelkich opcji. Odnoszę wrażenie, że politycy Dobrej Zmiany Bocheńskiego nie czytali. (…)

Bocheński wskazywał, pisząc swą książkę w 1937 roku, na dwa lata przed II wojną światową – na wady naszych sojuszników, podkreślając – co dla Polaków bywa trudne do zrozumienia – że polityka obronna, sojusznicza kieruje się jedynym interesem – to znaczy własnym. Sloganem „za wolność naszą i waszą” kierowała się głównie Polska, obrywając za to, ile wlezie. Interes naszych sojuszników był ostro zdefiniowany, czego wyrazem było choćby stwierdzenie francuskiego socjalisty, polityka i dziennikarza, Marcela Déata, wyrażone na łamach gazety „L’Oeuvre” 4 maja 1939 roku: „nie będziemy umierać za Gdańsk”. Socjalista został sojusznikiem Hitlera. Chociaż podobno Francuzi, zwłaszcza młodzi, chcieli „umierać za Gdańsk”. Przynajmniej teoretycznie. Ale elity – praktycznie – nie chciały. Tak, jak nie obchodziło ich zajęcia Zaolzia przez Czechów, kiedy Rosjanie stali u bram Warszawy.

Podobno Maria Teresa płakała, biorąc udział w likwidacji Polski. Francuzi starali się namówić Sobieskiego, by nie słuchał ani papieża, ani cesarza. Może wówczas zabrakłoby jednego zaborcy, a Polska miałaby swój wiek XIX, wiek pary i elektryczności? Byłaby to jedyna dobra rada ze strony Francji. (…)

Można snuć domysły, dlaczego udzieliła w 1939 roku Polsce gwarancji, wiedząc, że nie jest w stanie jej dotrzymać. Ale Polacy powinni się zastanowić nad tym, dlaczego Polska je przyjęła, wystawiając Hitlera na pośmiewisko. Najpóźniej w chwili wypowiedzenia deklaracji o niestosowaniu przemocy Warszawa wiedziała, co Polskę czeka.

Czy słaba militarnie Polska mogła liczyć na sojuszników? Oczywiście nie, zwłaszcza, że nie łączyły jej z sojusznikami wspólne cele. Wracając do Bocheńskiego, opisującego na tle historycznym sytuację w latach 30. XX wieku (po dojściu Hitlera do władzy), trudno nie wskazać na cytat: „Dziś stroną pragnącą porozumienia dwu mocarstw kosztem Polski nie są Niemcy. Stroną nie pragnącą dalszego zaognienia antagonizmu z Niemcami jest właśnie Rosja Sowiecka. Jeśli więc w interesie Polski jest trwanie antagonizmu niemiecko-rosyjskiego, w myśl doświadczeń dziejowych Potockich, Czartoryskich i Piłsudskich powinna stanąć Rzeczpospolita raczej po stronie Niemiec, jak (niż) po stronie Rosji”.

I dalej: „Ci więc, którzy twierdzą, że Hitler jest w sporze niemiecko-rosyjskim napastnikiem, powinni ze względu na interes Polski występować po jego stronie. To jest jasne jak słońce”. Logika wywodów Bocheńskiego przeraża. A podkreślił on jedynie to, że sojusz wymaga wspólnoty interesów. I to wszystko!

Pora na postawienie pytania, czy NATO (a dokładniej Niemcy, Francję, Wielką Brytanię czy USA) łączy z Polską wspólnota interesów. Wydaje mi się, że raczej nie. (…)

Wydaje mi się, że nadszedł moment rozpoczęcia sondaży w Moskwie. Czasy mamy bowiem inne niż w epoce Bocheńskiego, ale mechanizmy pozostały te same. Z Rosją Polska (poza pewną krótką i bolesną listą) nie ma punktów spornych. Rosja, inaczej niż Ukraina, nie formułuje nawet w trzecim szeregu polityków roszczeń terytorialnych wobec Polski. Nie będzie to łatwe, ale polityka to niełatwe rzemiosło i zajęcie nie dla każdego.

Cały felieton Jana Bogatki, pt. „Między Ameryką a Rosją” – jak co miesiąc, na stronie „Wolna Europa” „Kuriera WNET”, nr lipcowy 49/2018, s. 3, wnet.webbook.pl.

Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku WNET na WNET.fm.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Jana Bogatki pt. „Między Ameryką a Rosją” na s. 3 „Wolna Europa” lipcowego „Kuriera WNET” nr 49/2018, wnet.webbook.pl

Zachód jest czerwony. Obalenie komunizmu to była lipa. Weszliśmy do Unii Europejskiej, czyli z deszczu pod rynnę

Niemcy, a z nimi cały liberalny świat, uczcili w Trewirze 200 rocznicę urodzin Karola Marksa, ikony komunistycznych zbrodniarzy. Trewir został „wzbogacony” o ważący 2,3 tony jego pomnik made in China.

Jan Bogatko

Jako miejsce uroczystości wybrano Bazylikę Konstantyna w cesarskim mieście Trewirze (Augusta Treverorum). To, trzeba przyznać, właściwe miejsce dla uczczenia żydowskiego arystokraty, potomka dynastii rabinackich po mieczu, jak i (co ważniejsze) po kądzieli, zdeklarowanego wroga wszelkich Kościołów. Na szczęście Bazylika Konstantyna to fałszywa bazylika – ale laureat najzupełniej prawdziwy. „Marks to znowu gość” – czytam w niemieckiej prasie. Trzy lata trwały przygotowania do piątkowego majufesu w Trewirze; impreza kosztowała 5 milionów euro, a więc pryszcz w porównaniu z największą klapą inwestycyjną w Niemczech, jaką jest budowa lotniska Berlin-Brandenburg (ma być podobno rozebrane, koszt: 2 miliardy 800 milionów euro. To nie jest wcale koszt ostateczny!).

1000 zaproszonych gości (Who is Who ze świata niemieckiej polityki, kultury i gospodarki) przybyło na uroczyste otwarcie wielkiej ekspozycji na temat życia, dzieła i epoki myśliciela – jak określa się tutaj ikonę największych zbrodni XX wieku. Eleganckie panie i wytworni panowie zjeżdżali pod bazylikę w Trewirze, z oburzeniem patrząc na faszystów, którzy ośmielili się zakłócić to radosne wydarzenie, prezentując plakaty o zbrodniczych i odczuwalnych po dziś dzień skutkach dzieł i pracy wybitnego niemieckiego filozofa. (…)

Znany w Polsce jak fałszywy szeląg Jean-Claude Juncker („chrześcijański” „demokrata”), przewodniczący Komisji Europejskiej, gwiazda wieczoru w Bazylice Konstantyna w Trewirze, podkreślił w swym przemówieniu, że gród i kraj związkowy uczyniły dobrze, przypominając o Marksie. „Marks” – kontynuował zwolennik neoliberalizmu – „nie odpowiada wcale za zbrodnie swych rzekomych spadkobierców”. (…)

To dla Niemiec wstyd, że tylko jedna polityczna partia (nie licząc związków ofiar komunistycznej przemocy) opowiedziała się publicznie przeciwko wzniesieniu pomnika ku czci ikony lewicowych zbrodniarzy. Szef AfD, Alexander Gauland, wydał w piątek – tuż po uroczystościach w Trewirze – oświadczenie, w którym prosto z mostu stwierdził, że „komunizm, który przyniósł tyle nieszczęść tylu narodom, nie zasługuje na żaden pomnik”. Zrzeszenia ofiar komunistycznej przemocy oraz AfD nie podzielają bezkrytycznego traktowania komunizmu Marksa, pomijającego zbrodnicze skutki ideologii marksistowskiej.

„Strącić Marksa” – to motto sobotniego marszu milczenia w Trewirze. Milcząca grupa przechodzi ulicami miasta. Olbrzymia prezencja na ogół niewidocznej w Niemczech policji. Propaganda robi swoje. Mieszkańcy, siedzący w promieniach słońca na tarasach kafejek, wyraźnie nie są zainteresowani informacjami o tym, w ilu krajach świata marksizm może zapisać ofiary na swym niechlubnym koncie.

Tak zwani „antyfaszyści”, też w końcu wnuki Marksa, chronieni przez policję, wznoszą rykiem hasła „Witamy uchodźców!” i „Precz z nazizmem!”, zagłuszając… marsz milczenia.

Pewna kobieta niesie wykonany przez siebie plakat, informujący o tym, że komuniści torturowali i zagłodzili na śmierć jej dziadka w gułagu, zastrzelili wuja, a rodziców zabrali do obozu koncentracyjnego. Jej hasło: „Precz z komunizmem!” wywołuje niesmak demokratów, zajadających ciastka w kawiarnianych ogródkach.

Inny uczestnik marszu milczenia niesie plakat z hasłem „Wolny Tybet”. Dziś mało kto pamięta o tym, że swego czasu Angela Merkel (tak, ta sama!) wznosiła podobne „faszystowskie” hasła i rozmawiała z zapomnianym już dziś Dalajlamą, tybetańskim przywódcą. Komunistyczne Chiny są cenionym partnerem gospodarczym Niemiec, a pieniądz nie śmierdzi.

Cały felieton Jana Bogatki, pt. „Zachód jest czerwony” – jak co miesiąc, na stronie „Wolna Europa” „Kuriera WNET”, nr czerwcowy 48/2018, s. 3, wnet.webbook.plAktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku WNET na WNET.fm.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi oraz dodatek specjalny z okazji 9 rocznicy powstania Radia WNET, czyli 44 strony dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

felieton Jana Bogatki, pt. „Zachód jest czerwony” na s. 3 „Wolna Europa” czerwcowego „Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl

Bogatko: Niemcy mają dosyć imigrantów. Angela Merkel znalazła się pod presją mediów oraz polityków

Jan Bogatko opowiedział o sytuacji politycznej w Niemczech oraz o narastającym problemie z imigrantami u naszego zachodniego sąsiada.


Jan Bogatko skomentował wypowiedź byłego komisarza ds. rozszerzenia Unii Europejskiej Güntera Verheugena, który powiedział, że obwinianie Polski, Węgier czy innych państw, za to, że nie okazują solidarności w kwestii przyjmowania imigrantów, jest niesprawiedliwe.

Natomiast Angela Merkel znalazła się teraz pod presją mediów oraz polityków (w szczególności tych z siostrzanej partii CSU). Zarzuca się jej, że zbyt mocno pofolgowała sobie w sprawie imigrantów. Jak podkreśla Jan Bogatko, bywają w Niemczech sytuacje, kiedy nielegalnie przekraczający granice imigranci, nie ponoszą z tego tytułu żadnych konsekwencji prawnych: „Można w Niemczech rozpocząć dyskusję na temat praworządności”.

W Zgorzelcu również wyczuwalne są coraz częściej nastroje antyimigranckie. Podczas spotkania z politykami z CSU w tymże mieście wybuchła żywa dyskusja, kiedy jeden z uczestników podniósł temat imigrantów:

„Wszystko wskazuje na to, że do tej pory bardzo życzliwi migrantom mieszkańcy tego miasta są coraz mniej wobec nich przychylni”.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy.

JN

Karol Marks w Niemczech wciąż żywy

Jan Bogatko opowiedział o obchodach dwusetnej rocznicy urodzin Karola Marksa, które miały miejsce w Trewirze, w zachodnich Niemczech 5 maja.

Dwusetna rocznica urodzin Karola Marksa odbiła się szerokim echem u naszych zachodnich sąsiadów. W obchodach brały udział setki przedstawicieli „ludu niepracującego”, a także politycy z całego świata, w tym przewodniczący KE Jean Claude Juncker, który wygłosił przemówienie na cześć rewolucjonisty w miejscowej katedrze. Obchody te oczywiście nie mogły się odbyć bez protestów ruchu narodowego. Protestowali również chrześcijanie, katolicy, oraz potomkowie ofiar komunistycznego reżimu.

Nasz rozmówca wspomniał także o pomniku Marks,a ufundowanym przez Chińską Republikę Ludową:

„Chińska Republika Ludowa, to wielki bastion socjalizmu na świecie, w którym nadal na różnego rodzaju jubileuszach, wywijają ku czci Mao Tse-tunga i Karola Marksa”.

Warto nadmienić także, iż takich pomników jest w całych Niemczech o wiele więcej, np. monumentalny, mierzący 13 metrów wysokości oraz ważący 40 ton pomnik Marksa, znajdujący się w Chemnitz, który uważany jest przez lewicę za symbol tego miasta, oraz najważniejszy zabytek, ściągający wielu turystów i wyznawców ideologii marksistowskiej.

Na koniec rozmowy redaktor zwrócił także uwagę na wyraźne zbaczanie Niemców w „lewą stronę” co widać już od dłuższego czasu, chociażby na przykładzie spotkania zorganizowanego przez NPD w przygranicznym Ostritz z okazji urodzin Adolfa Hitlera. Obchody te zostały zakłócone przez przedstawicieli Antify oraz środowisk lewackich, których było kilka razy więcej. Media niemieckie mino to przedstawiły zakłamany obraz, krytykując NPD jako niebezpiecznych faszystów, wybielając natomiast pozostałych, mimo ich agresywniejszych działań.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy.

jn

 

Wiele hałasu o nic. Spotkanie niemieckiej czerwonej lewicy z brunatną. Więcej policjantów niż uczestników manifestacji

Kiedy tłumaczyłem pewnemu aktywiście kościelnemu z Rychbachu, że neonaziści to lewica, ten otwarł szeroko usta ze zdziwienia. Oficjalnie bowiem w Niemczech uważa się nazizm za ideologię prawicową.

Jan Bogatko

Miasteczko na Łużycach, maleńki Wostrow, u zbiegu granic polskiej, czeskiej i niemieckiej, gdzie zazwyczaj diabeł mówi dobranoc, przeżywało w weekend z 21 na 22 kwietnia tę chwilę, tę jedyną, na jaką się czeka się czasem nadaremnie całe życie: medialną sławę. (…)

Lewicowo-liberalne (czytaj: neokomunistyczne) media z Polski na wiele dni przed zaplanowanym w tym miasteczku występem kilku grup propagujących nazistowski hałas rozpisywały się (jak GW) o tym, jak to „polscy naziści” wybierają się do swych nazistowskich przyjaciół za Nysę.

Niemieckie media podchwyciły tę informację, zamieściła ją cała tutejsza prasa. I rzeczywiście Polacy przyjechali: polska policja była tutaj obecna, pomagając swym niemieckim kolegom utrzymać porządek (i oczywiście czeskim, zgodnie z nadgranicznymi umowami).

Dzięki enuncjacjom prasowym w niemieckich gazetach oczekiwano wielkiej bitwy na lewym brzegu Nysy. W zasadzie, czuło się podskórnie, liczono na awantury. Określone media w Niemczech, a także i w Polsce, wietrzyły krew. Wiele na to zresztą mogło wskazywać – miejscowa Antifa (terroryści ze skrajnej czerwonej lewicy stalinowskiej) cieszyła się na spotkanie towarzyskie z brunatną lewicą. Pamiętam szarżę Antify na grupę rekonstrukcyjną wojska Księstwa Warszawskiego w Warszawie na marszu Niepodległości w 2011 roku. Kiedy w rozmowie tłumaczyłem pewnemu aktywiście kościelnemu z Rychbachu (miasteczko nieopodal Żytawy, po niemiecku Reichenbach), że neonaziści to lewica, ten otwarł szeroko usta ze zdziwienia. Oficjalnie bowiem w Niemczech uważa się nazizm za prawicową ideologię; tak o tym uczy się dzieci w szkołach, jak gdyby socjalizm w jakiejkolwiek formie mógłby być ideologią prawicy. (…)

Jak zwykle dane o tym, ilu było w Wostrowie brunatnych, a ilu czerwonych, różnią się ewidentnie. Zwyczajowo ci pierwsi, jak i ci drudzy, zawyżają liczbę swych towarzyszy. Ale mimo wszystko to wiele hałasu o nic – wydaje się, że więcej było policjantów niż uczestników imprez po obu stronach

Jak donoszą lokalne media, jeden brunatny zalał się krwią po tym, jak otrzymał w głowę butelką od uczestnika pokojowej imprezy. Ale to za mało krwi przelanej – do tego po „niewłaściwej” stronie, by kamery telewizyjne poszły w ruch. (…)

Burmistrz miasteczka, Marion Prange (bezpartyjna), w niedzielę przed ekumenicznym nabożeństwem (brak informacji o tym, czy aktywiści Antify brali z nim udział) wyraziła wobec dziennikarzy radość z powodu imprezy komunistów (Die Linke) oraz zadowolenie z faktu, że nie doszło do zamieszek (Antifa zbiera zapewne siły na „rewolucyjny 1 Maja” – stałą chuligańską imprezę w Berlinie).

Oczywiście przeciwko komunistom nie protestuje żadna prawica czy umiarkowane centrum, bo nie wypada. A nazistów jest za mało, by byli w stanie zaistnieć.

Tolerowana przez państwo niemieckie ekstrema odreaguje na wystawach i samochodach. Lewacki stołeczny „Der Tagesspiegel”, informując o wydarzeniu, zaprasza do udziału w nim. Pokojowi podpalacze liczą na udział 15 tysięcy uczestników. Można powiedzieć, że jak na stołeczne, wielomilionowe miasto, to garstka. A ponieważ lewacy mają gdzieś państwo, które im dłoń ściska, to nawet nie zamierzają oficjalnie zgłosić swej „pokojowej” demonstracji. Zresztą to już tradycja. Szef resortu spraw wewnętrznych w berlińskim ratuszu, Andreas Geisel (SPD), obiecał „tolerowanie” nielegalnej demonstracji. Pokojowego festynu, jak w Wostrowie, przeciwko stalinowcom w Berlinie nie będzie.

Cały felieton Jana Bogatki, pt. „Na lewo marsz !” – jak co miesiąc, na stronie „Wolna Europa” „Kuriera WNET”, nr majowy 47/2018, s. 3, wnet.webbook.pl.

Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku WNET na WNET.fm.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jana Bogatki pt. „Na lewo marsz!” na s. 3 majowego „Kuriera WNET” nr 47/2018, wnet.webbook.pl

Bogatko: Niemiecka prasa krytykuje wolność mediów w Polsce

Jan Bogatko opowiedział o obrazie polskich dziennikarzy w niemieckiej prasie. Zdaniem wielu niemieckich gazet oraz portali, wolność mediów jest w Polsce łamana.

 

W gazecie „Deutschland” można przeczytać artykuł Pauliny Tillman, którego tytuł brzmi „Nie róbcie z czytelników idiotów”. Artykuł traktuje o tym, że w Polsce nie ma wolnych mediów. Zdaniem dziennikarki po dojściu do władzy prawicowo-konserwatywnych populistów w Polsce, krytyczne artykuły oraz artykuły śledcze praktycznie przestały istnieć.

Dalej dziennikarka pisze o tym, że w Polsce powstało sporo dziennikarskich instytucji medialnych, które zyskują wielkie poparcie ze strony społeczeństwa, m.in. wymienia tutaj portal OKO.PRESS

Podobne, nieprawdziwe informacje w mediach niemieckich, dotyczyły rzekomego zjazdu neonazistów w Ostrowie:

„Na tym spotkaniu było około 500 nazistów oraz około 1500 neo-stalinowców z Antify i ludzi z podobnych stowarzyszeń- o czym nikt wspomniał”.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

jn

 

 

 

 

Berlin–Warszawa i z powrotem. Po zaprzysiężeniu rządu szef dyplomacji i sama kanclerz Niemiec ruszyli do Warszawy

Angela Merkel tak się śpieszyła do Warszawy, że na później odłożyła złożenie w Bundestagu oświadczenia rządowego. Rozmowy z premierem Morawieckim i z prezydentem Dudą były dla niej ważniejsze.

Jan Bogatko

Kiedy pojawiło się doniesienie, że oto po 171 dniach zabiegów, rozmów koalicyjnych i błyskawicznej wizycie w zaprzyjaźnionym Paryżu szef niemieckiej dyplomacji z ramienia koalicyjnej SPD, Heiko Maas, wsiadł do samolotu i poleciał do Warszawy, tejże Warszawy, która jest solą w oku niemieckich mediów lewicowo-liberalnych (a innych między Odrą a Renem brak), zapanowała w Niemczech pewna konsternacja – jak to możliwe? Dlaczego? Czary goryczy dopełniło doniesienie polskich mediów (pomijam znane lewicowo-liberalne) o zamiarze Angeli Merkel udania się w poniedziałek po zaprzysiężeniu jej kolejnego, czwartego z kolei rządu, na rozmowy z premierem Morawieckim i prezydentem Dudą, wrogami publicznymi liberalnej lewicy i jej intelektualnych ofiar w Republice Federalnej. Zaskoczenie było tak wielkie, że nadaremnie by szukać w prasie piątkowej czy weekendowej w Niemczech doniesień o tej wizycie.

Ktoś (zupełnie nieważne kto) zaryzykował nawet stwierdzenie, że do Polski (podobno popadła ona przez politykę rządu „narodowo-katolickiego” w totalną izolację w Europie i na świecie) tak wybitni politycy obozu (demokracji ludowej, chciałoby się powiedzieć, nawiązując do języka „Trybuny Ludu” czy „Neues Deutschland”, jakim te media posługują się na co dzień i od święta) przyjechali, bo są z Polską w złych relacjach! Brawo! Wniosek: gdyby byli z nią w dobrych relacjach, to by nie przyjechali (no, może z wyjątkiem Paryża, ale to przecież wyjątek, a nie reguła).

No to zagadka: z jakim państwem na świecie wszyscy są w najlepszych relacjach? Jasne – z Koreą Północną! Dowód? Niemal nikt tam nie przyjeżdża z polityczną wizytą. Ale wróćmy do naszych baranów: totalna, sprawująca w Polsce rządy przez osiem lat, nigdy nie była zaskoczona blitz-wizytą swej berlińskiej idolki w tak karkołomnym tempie. Jeszcze bardziej totalnych zaskoczył klimat wizyty, o tematach rozmów nawet nie wspominając.

Nadzieje opozycji pozaparlamentarnej w Polsce (to znaczy takiej, która wprawdzie bierze diety poselskie, ale pracuje głównie na ulicy i za granicą w walce z rządem na rzecz jego demontażu, w myśl zasady „po nas potop”) na ostrą krytykę rządu Morawieckiego nie spełniły się. Przeciwnie, kanclerz Angela Merkel przejęła główne przesłanie stratega partii Prawo i Sprawiedliwość, Jarosława Kaczyńskiego, wygłoszone przez niego w Sejmie w związku z przejściową likwidacją granic przez Niemcy w dniach wędrówki ludów: „Pomoc tak, ale na miejscu”. Tak „Plan Kaczyńskiego” zastąpił berlińskie bezhołowie i nadał imigracji do Europy niezbędny porządek, no bo w końcu także i w Niemczech Ordnung muss sein, czy się to podoba, czy nie. (…)

Nadszedł czas i przyszedł Maas. Talent dyplomatyczny (poza nieudolnym występem w relacjach polsko-niemieckich jako szef resortu sprawiedliwości) przyszły minister spraw zagranicznych wykazał w trudnych rozmowach międzyresortowych, głównie z ministrem spraw wewnętrznych Thomasem de Maizière. Umiarkowany frankofil z Kraju Saary (włączonego do Republiki Federalnej Niemiec dopiero w 1957 roku) uważany jest przez jednych za technokratę, przez drugich za polityka pozbawionego raczej wyobraźni. Może to i dobre? Zwłaszcza, że Niemcy miewały już polityków z wybujałą wyobraźnią, co nie najlepiej się dla Niemców kończyło.

No i proszę – ledwie się przeprowadził z gabinetu szefa resortu sprawiedliwości do MSZ, a już do głosu doszła Realpolitik, czego można było doświadczyć w Warszawie. Umiarkowanie, ton rzeczowy, żadnych aluzji, same konkrety. Nie można było tak, Herr Bundesminister, od początku? Niemcy bardzo przestrzegają protokołu. Moja babcia wspominała mi o pewnej „konduktorowej wąskotorowej” spod Poznania i o jej kompleksie wobec „konduktorowej szerokotorowej” ze stolicy księstwa. (…)

No dobrze, ale o co chodziło Merkel w Warszawie? Po pierwsze: o, jak się wydawało zapomniany, Trójkąt Weimarski. Być może stosunek Macrona do Trójkąta, który niegdyś był listkiem figowym Democratic Show w Unii Europejskiej, a dzisiaj – zwłaszcza po Brexicie i problemach w euroklubie – nabrałby znowu znaczenia, przesądził o wyciągnięciu dłoni w kierunku Warszawy? Może krytyka Francji i centralistycznej, aroganckiej nawet polityki Macrona ze strony innych członków Unii Europejskiej wpłynęła na nowe otwarcie Berlina i wolę zapalenia fajki pokoju z Warszawą? Mimo nieporzuconych przez Berlin planów „gospodarczych” budowy Nordstream II Niemcy są zaniepokojone polityką Rosji. Wraca rozsądek? Trzeba mieć nadzieję na dobrą zmianę nad Sprewą. I trzeba Niemcom w tym pomóc.

Cały felieton Jana Bogatki, pt. „Berlin–Warszawa i z powrotem” – jak co miesiąc, na stronie „Wolna Europa” „Kuriera WNET”, nr kwietniowy 46/2018, s. 3, wnet.webbook.pl.

Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku WNET na WNET.fm.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Jana Bogatki pt. „Berlin-Warszawa tam i z powrotem” na s. 3 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl

Bogatko: Czy uda się ożywić współpracę w ramach Trójkąta Weimarskiego?

Jan Bogatko skomentował doniesienia na temat próby reanimacji współpracy na linii Polska- Niemcy- Francja.

Angela Merkel po ostatnim spotkaniu z premierem Mateuszem Morawieckim powiedziała, że „zdecydowanie popiera” współpracę Francusko- Niemiecko-Polską w ramach Trójkąta Weimarskiego.

Jan Bogatko skomentował artykuł w niemieckiej gazecie „Die Zeitung”, w którym skomentowano wysiłki Angeli Merkel i Mateusza Morawieckiego w sprawie reanimacji Trójkąta Weimarskiego. W artykule przytaczane są opinie ekspertów, dotyczące tego, czy warto podejmować takie próby, oraz co może z tego wyniknąć:

„Ten artykuł przypomina o tym, że w układzie koalicyjnym między CDU/CSU i SDP znajdują się głosy, że będziemy zabiegać o współpracę z Niemcami oraz Francją. Reanimacja Trójkąta może być jednak bardzo trudna, ponieważ od lat nie ma on już żadnego znaczenia”.

Trójkąt Weimarski ma potencjał, by wewnątrz niego zapadały ważne decyzje dotyczące Unii Europejskiej, zanim wypłyną one na arenę międzynarodową. Niemcy podkreślają, że mogliby włączyć do decydowania o losach Unii Europejskiej małe państwo z Europy środkowo-wschodniej, czyli Polskę.

Zapraszam do wysłuchania artykułu.

jn