Połowa ruchu internetowego na temat referendum w Katalonii była generowana w Rosji / płk Grzegorz Małecki w Radiu WNET

O stabilizującej się sytuacji w Katalonii oraz ujawnionej przez hiszpańskie służby skali cyfrowej akcji dezinformacyjnej na temat referendum niepodległościowego mówił gość Poranka, były szef AW.

 

Pułkownik Grzegorz Małecki, były szef Agencji Wywiadu, obecnie ekspert między innymi od spraw hiszpańskich, gościł u Witolda Gadowskiego w Poranku WNET. Co się dzieje w Katalonii?

Emocje ustabilizowały się na wysokim poziomie. Trwa oczekiwanie na wybory w Katalonii, zarządzone przez władze centralne po rozwiązaniu regionalnego parlamentu. Nie wiadomo wcale, czy ugrupowania będące za secesją Katalonii osiągną większość. Decydujący będzie głos większości, która na razie milczy.

Nie bez znaczenia dla wyniku tych wyborów będzie to, że na skutek zawirowania politycznego, w jakim znalazła się Katalonia, jej gospodarka hamuje. Już ponad trzy tysiące firm wycofało się z tego regionu, spadły przychody z turystyki, mają miejsce bojkoty produktów katalońskich. Dodatkowo Unia Europejska, wbrew wcześniejszym planom, zrezygnowała z wyznaczenia Barcelony jako siedziby Europejskiej Agencji Leków. [related id=43112]

Trwa śledztwo w sprawie korupcji w rodzinie Pujol i partii politycznej kierowanej przez byłego premiera Katalonii. Grzegorz Małecki nie przewiduje jednak spektakularnych wyników, gdyż korupcja dotyczy całej elity politycznej Hiszpanii, nie tylko Katalonii.

Jednym z największych odkryć Hiszpanów w ostatnim czasie było to, że stali się obiektem cyfrowej agresji ze strony Rosji. Hiszpanie dzięki współpracy z amerykańskimi służbami zdobyli dowody na to, że w okresie poprzedzającym referendum i krótko po nim ruch w Internecie dotyczący informacji na temat sytuacji w Katalonii był generowany w dużej mierze przez media i podmioty pochodzące z terenu Rosji. Do tego był to ruch przedstawiający działania władz madryckich w sposób zdeformowany, a pozytywnie – postępowanie separatystów. Była to klasyczna akcja dezinformacyjna, mająca na celu komplikowanie sytuacji i generowanie problemów w całej Unii Europejskiej.

– Możemy sobie tylko wyobrazić, co mogą Rosjanie robić w Polsce – powiedział pułkownik Grzegorz Małecki. Nasze służby, jeśli mają wiedzę na ten temat, nie ujawniają jej, gdyż przyjęły inną politykę niż służby hiszpańskie, które zdecydowały się ujawnić, co ustaliły na ten temat.

JS

Cała rozmowa  części czwartej Poranka WNET.

 

Winnicki: W Hiszpanii nastąpił po Franco zwrot w lewo obejmujący wszystkie dziedziny życia społecznego wraz z Kościołem

Gościem Poranka Wnet był prezes Ruchu Narodowego Robert Winnicki. Głównym tematem rozmowy było referendum w Katalonii oraz kondycja państw Europy Zachodniej, które odchodzą od tradycyjnych wartości.

Aby dziś mówić o tym, co teraz dzieje się w Hiszpanii, należy sięgnąć setek lat wstecz, gdy Półwysep Iberyjski zajmowali Arabowie, bo procesy zjednoczeniowe tego państwa trwały tam przez całe wieki.

Hiszpania dopiero w XV w. uwolniła się od muzułmanów, zakończyła się rekonkwista i wtedy to zakończył się proces jednoczenia kraju. To, z czym mamy do czynienia dzisiaj, to uzewnętrznienie się podziałów istniejących tam od setek lat. Są to chociażby różnice językowo-etniczne.

Rozkład kulturowy zaszedł w Hiszpanii bardzo daleko i przyczynia się do coraz głębszych podziałów, co objawiło się miedzy innymi referendum w Katalonii. Po zniknięciu dyktatury Francisco Franco w Hiszpanii nastąpił katastrofalny zwrot na lewo, obejmujący wszystkie dziedziny życia społecznego wraz z Kościołem, który był zwornikiem Hiszpanii.

” Hiszpańskie społeczeństwo jest jednym z najbardziej „zlewaczałych” w zachodniej Europie […] Jak patrzę na niektóre rzeczy, dziejące się w Hiszpanii, to mam wrażenie, że Niemcy to dosyć konserwatywny kraj”.

Przy tych regionalnych językowo-etnicznych podziałach, które zawsze były w Hiszpanii, katolicyzm był czynnikiem spajającym to państwo. Wojna domowa w Hiszpanii zaowocowała radykalizacją poczynań względem katolików, a mordowanie księży czy gwałty na zakonnicach były stałym ich elementem.[related id=”40483″]

W momencie, kiedy Hiszpania odeszła od Kościoła i od tradycji chrześcijańskiej, wszystkie separatystyczne tendencje regionów zostały uwolnione. Dziś rządzący król Filip zrezygnował nawet z ceremonii religijnej inaugurującej jego koronację i sprowadził się do roli urzędnika.

Skoro są różnice ekonomiczne, językowe, etniczne itd., pojawia się pytanie, co łączy Hiszpanów.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

JN

 

 

Żurawski vel Grajewski o separatyzmie w Europie: Referendum w Katalonii nie spełnia żadnych zdroworozsądkowych kryteriów

Secesja Katalonii nasiliłaby nastroje separatystyczne w państwach europejskich, co mogłoby trafić rykoszetem w Polskę, bowiem bezpośrednim następstwem rozpadu państw byłoby osłabienie NATO.

Gościem Poranka WNET był prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski – historyk, członek gabinetu politycznego szefa MSZ i Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP.
– To byłby pewien paradoks, bowiem ruch kataloński jest silnie lewicowy, żeby nie powiedzieć – lewacki – powiedział Żurawski vel Grajewski o ciągotach wielu polskich środowisk prawicowych, które zdają się kibicować zapędom separatystycznym Katalończyków. – W wymiarze geostrategicznym każda skuteczna secesja separatystów z jakiegokolwiek kraju UE pobudzałaby tego typu ruchy w innych państwach.

Jego zdaniem destabilizacja wywołana rozpadem jednego z sześciu największych państw UE, jakim jest Hiszpania, mogłaby wzmóc nastroje separatystyczne chociażby w Szkocji, której secesja byłaby problemem dla Wielkiej Brytanii, a to z kolei uderzyłoby rykoszetem również w Polskę, bowiem zachwiałoby Sojuszem Północnoatlantyckim.

– Rozpad jednego z wiodących mocarstw NATO, jakim jest Wielka Brytania, której siły zbrojne współtworzą stabilność wschodniej flanki Sojuszu, byłby bezpośrednim ciosem dla bezpieczeństwa Polski – ocenił profesor, przypominając o wiodącej roli kontyngentu brytyjskiego w państwach bałtyckich.

Jego zdaniem polski MSZ powinien zignorować ewentualne deklaracje niepodległościowe Katalonii z wielu względów, m.in. z powodu warunków, w jakich było przeprowadzone referendum. Abstrahował tutaj od niekonstytucyjności tegoż referendum (co jest argumentem prawnym, ale nie ma znaczenia politycznego), podnosząc przede wszystkim kwestie wiarygodności. Kolejną kwestią był fakt niewzięcia udziału w referendum przeciwników secesji, co uplasowało frekwencję na poziomie 42 procent. Z kolei dane mówiące o 90-procentowym poparciu separatystów są, zdaniem Żurawskiego vel Grajewskiego, mało wiarygodne, albowiem karty do głosowania każdy mógł sobie wydrukować sam, trudno więc wykluczyć, że te same osoby głosowały nawet kilkakrotnie. Stopień wiarygodności wyników referendum w Katalonii nasz gość przyrównał do stopnia wiarygodności wyników na Krymie, gdzie referendum urządziły władze rosyjskie po zajęciu tych ukraińskich terenów.

– Referendum w Katalonii nie spełnia żadnych zdroworozsądkowych kryteriów, a więc te cytowane powszechnie wyniki 90 procent poparcia są skrajnie niewiarygodne – podkreślił profesor. Jego zdaniem, mimo że działania policji były zdecydowane i obfitowały w pewną dozę przemocy, przyczyniając się do rozpalenia nastrojów, to liczba poszkodowanych w wyniku ich działań była przez władze katalońskie mocno przesadzona. Podano, że było to blisko 900 osób, tymczasem do szpitali zgłosiły się 73 osoby, co jest „różnicą skali”.

Angażowanie policji w tej sprawie przez Hiszpanów było, zdaniem gościa Poranka, błędem, bowiem doprowadziło do „heroizacji” uczestników starć po stronie katalońskiej i odbiło się szerokim echem na świecie. Profesor zaznaczył, że z polskiego punktu widzenia sprawa Katalonii powinna być rozstrzygnięta przez Hiszpanię, jednak „o ile przed wypadkami rola łagodząca UE miałaby tu jakieś znaczenie”, to obecne debaty, zwłaszcza na forum Parlamentu Europejskiego, niczemu już nie służą.

– Apele o wystudzenie emocji są jak najbardziej pożądane, z tym że ich natura w kwestii skuteczności politycznej jest mocno ograniczona – ocenił ekspert.

Zapad 2017

Przeprowadzenie przez Rosję manewrów Zapad 2017, które częściowo odbywały się na terenie Białorusi, ma zdaniem prof. Żurawskiego skutki wielowymiarowe. Po pierwsze wprowadziło w stosunkach Białorusi z Ukrainą pewien element nieufności, mimo że Białoruś do tej pory nie uznała aneksji Krymu. W dodatku ze względu na fakt, że granica między tymi państwami przebiega przez tereny bagienne i podmokłe Polesia, które są operacyjnie martwe, ewentualny atak z północy na Ukrainę musiałby przebiegać od strony Brześcia, co z kolei zdestabilizowałoby operacyjnie cały region, a zwłaszcza Polskę.

– Rosja zademonstrowała, że bez względu na to, co mogą zadecydować władze w Mińsku, to samo terytorium Białorusi na mocy decyzji Kremla może być wykorzystane przeciwko Ukrainie – powiedział Żurawski vel Grajewski. Zapad 2017 „pokazało Białoruś jako wojskowo zależną od Rosji, co z kolei zmniejszyło pole manewru Mińska”.

Historyk uważa, że konsekwencją tego będzie sytuacja, w której potencjalni inwestorzy będą brać pod uwagę ingerencje Kremla na Białorusi, co stawia pod wielkim znakiem zapytania ewentualne inwestycje w tym kraju.

Przypomniał, że w 2013 roku miały miejsce manewry rosyjskie na Bałtyku, których scenariusz zakładał atak na wyspy szwedzkie, a w 2009 roku na fińskie. To wszystko wpływa na niepokój w regionie i „demonstruje zdolność operacyjną wojsk rosyjskich”, co jest elementem szantażu na arenie międzynarodowej.

MoRo

Zwolennicy secesji Katalonii rozdają karty do głosowania. Madryt przejmuje kontrolę nad katalońską policją

Katalońscy separatyści rzucili wyzwanie hiszpańskim władzom, rozdając miliony kart do głosowania w zaplanowanym referendum niepodległościowym.  Madryt przejmuje kontrolę nad katalońską policją.

[related id=39459]Szef separatystycznego ugrupowania Omnium Cultural Jordi Cuixart poinformował, że pakiety kart rozdano podczas wiecu w Barcelonie w celu rozprowadzenia ich po całej Katalonii.

Agencja Associated Press pisze, że w ostatnich dniach hiszpańska policja skonfiskowała miliony kart do głosowania w ramach działań mających na celu niedopuszczenie do plebiscytu 1 października. Referendum zostało uznane za nielegalne przez Trybunał Konstytucyjny Hiszpanii.

Katalońscy separatyści zapowiadają, że mimo działań władz w Madrycie przeprowadzą głosowanie i w niedzielę demonstrowali w tej intencji na placach Barcelony i innych miast. Wielu miało flagi Katalonii i hasła nawołujące do głosowania za niepodległością.

Tymczasem Madryt w sobotę wyznaczył koordynatora działań wszystkich struktur siłowych w Katalonii. Został nim pułkownik Diego Perez de los Cobos. Władze autonomicznego regionu uznały to za niedopuszczalną ingerencję w jego sprawy.

Szef resortu spraw wewnętrznych Katalonii Joaquim Forn powiedział, że jej władze nie akceptują takiego mieszania się do działań regionalnej policji – Mossos d’Esquadra.

O zmianach w koordynacji działań lokalnych resortów siłowych poinformował ich przedstawicieli główny, prokurator Katalonii Jose Maria de Tejada. Z opublikowanego w sobotę wieczorem przez EFE dokumentu Mossos d’Esquadra wynika, że chociaż katalońska policja ma zastrzeżenia do decyzji prokuratury, to jednak uzna nowy porządek.

Sytuacja w Katalonii zaostrzyła się jeszcze bardziej, gdy w ubiegłą środę 12 czołowych katalońskich polityków zostało zatrzymanych przez Gwardię Cywilną (Guardia Civil). Byli to członkowie władz regionalnych, którzy kierowali przygotowaniami do referendum niepodległościowego. Ostatecznie wszyscy zostali zwolnieni z aresztu.

[related id=39446]Hiszpański premier Mariano Rajoy wystąpił w ubiegłym tygodniu z apelem telewizyjnym do katalońskich władz regionalnych i wyborców, mówiąc, że „referendum nie może się odbyć, nigdy nie było legalne i zgodnie z prawem jest niemożliwe” do przeprowadzenia. Wicepremier Katalonii Oriol Junqueras oświadczył z kolei, że referendum się odbędzie.

W Katalonii mieszka 15 proc. ludności Hiszpanii, czyli 7,5 mln spośród 47 mln obywateli. Region ten wytwarza aż 20 proc. PKB całego kraju.

PAP/MoRo

Trzeci dzień protestów w Barcelonie – przybywają nowe kontyngenty policji

W  trzecim dniu ulicznych protestów Katalończyków przeciw zakazowi referendum w sprawie niepodległości, do portów w Barcelonie i Tarragonie zawinęły statki z 6 tys. policjantów i żandarmów.

Jak zakomunikowało hiszpańskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, te kolejne posiłki dla „korpusów bezpieczeństwa państwa” w Katalonii pozostaną tam „co najmniej przez 15 dni”.

Policja i żandarmeria Guardia Civil przeprowadziły dotąd rewizje w kilkudziesięciu instytucjach na terenie Katalonii, konfiskując dokumenty i komputery niezbędne do przeprowadzenia referendum.

Rząd hiszpański zwiększa liczebność tych sił w Katalonii w odpowiedzi na trwające od trzech dni w Barcelonie demonstracje zwolenników referendum. Jednocześnie hiszpańskie media informują o zwolnieniu z aresztu wszystkich zatrzymanych przed trzema dniami katalońskich polityków i członków władz regionalnych.

W piątek ok. 2 000 osób ze sztandarami Katalonii protestowało pod gmachem Sądu Najwyższego w Barcelonie przeciwko represjom wobec organizatorów referendum, a 3 000 studentów okupowało na znak protestu wobec działań władz w Madrycie historyczną siedzibę Uniwersytetu Barcelony. Protesty przeciwko zakazowi referendum trwały trzeci dzień w różnych punktach stolicy Katalonii.

W witrynach sklepów należących do hiszpańskich właścicieli i innych osób znanych jako przeciwnicy oderwania się Katalonii od hiszpańskiej wspólnoty pojawiły się tu i ówdzie w ciągu ostatnich godzin napisy ostrzegające, że należą do „hispanofilów”.

Katalońskie związki zawodowe ogłosiły, że rozważają ogłoszenie strajku generalnego.

Najstarszy madrycki dziennik konserwatywny „ABC” w zamieszczonym w piątek artykule ostro krytykuje postawę trzystu duchownych (20 procent katalońskiego duchowieństwa), którzy publicznie poparli przeprowadzenie referendum w sprawie niepodległości regionu.

Działamy „w zgodzie ze stanowiskiem naszych biskupów” – twierdzą duchowni, wzywając do „wysłuchania słusznych aspiracji ludu katalońskiego”.

O koncyliacyjne stanowisko w sprawie referendum, zalecając „poszukiwanie dróg zadośćuczynienia katalońskim aspiracjom narodowym”, zabiegają opaci dwóch najważniejszych katalońskich klasztorów-sanktuariów, ściśle związanych z historią katolicyzmu w regionie. Są to opat klasztoru Montserrat, Josep Maria Soler i opat klasztoru w Poblet, Octavi Vila.

Władze autonomii katalońskiej zwolniły w piątek z funkcji Josepa Marię Jovego, sekretarza generalnego biura wicepremiera Katalonii, chcąc chronić go przed dalszymi represjami. Odgrywał on kluczową rolę w przygotowaniu referendum. Był jednym z kilkunastu aresztowanych w środę i zwolnionych po 48 godzinach katalońskich polityków.

Trybunał Konstytucyjny w Madrycie, który uznał referendum za nielegalne, skazał jego i 23 inne osoby oskarżone o udział w przygotowywaniu głosowania na kary pieniężne, które wynoszą za każdy dzień „niepodporządkowania się prawu” od 6 tysięcy do 12 tysięcy euro.

„Najlepszym sposobem, aby bronić tych osób przed tak absurdalnymi karami, było zwolnienie ich ze sprawowanych funkcji” – powiedział rzecznik katalońskiego rządu Jordi Turull.

Rząd hiszpański przewiduje także ukaranie członków katalońskiej administracji, którzy brali udział w organizowaniu referendum. W ogłoszonym w piątek komunikacie zapowiedział pociągnięcie do odpowiedzialności sądowej dyrektorów urzędów i wszystkich instytucji publicznych, którzy pomagali w jakikolwiek sposób w przygotowywaniu głosowania. Mogą oni być oskarżeni o złamanie dyscypliny służbowej i malwersację publicznych funduszy.

Rzecznik hiszpańskiego rządu w randze ministra Inigo Mendez de Vigo zapowiedział w piątek, że za udział w propagowaniu referendum i utrudnianie działania policji może być pociągniętych do odpowiedzialności służbowej bądź karnej wiele innych grup osób. Na przykład dyrektorzy szkół, którzy odwołują zajęcia, aby młodzież mogła brać udział w demonstracjach ulicznych.

Piątkowy komunikat hiszpańskiej prokuratury generalnej wymienia wśród nich członków niepodległościowej organizacji Zgromadzenie Narodowe Katalonii (ANC), którzy podczas demonstracji „występują w zielonych bluzach, używając ich świadomie, aby utrudnić interwencje policji”.

Członkowie ANC uczestniczą w tych dniach w demonstracjach pod hasłem „Katalonia nowym państwem Europy”.

PAP/MoRo

Hiszpania: Premier Rajoy wzywa do odwołania referendum w Katalonii

Premier Hiszpanii wezwał regionalny rząd Katalonii do rezygnacji z planowanego referendum w sprawie jej niepodległości, które jego zdaniem oznaczałoby złamanie obowiązującego prawa.

[related id=39445]”Nie idźcie dalej. Wróćcie do prawa i demokracji. To referendum jest chimerą” – powiedział Rajoy w transmitowanym przez telewizję przemówieniu. Dodał, że jakiekolwiek działanie łamiące prawo spotka się ze stosowną odpowiedzią.

Hiszpański Trybunał Konstytucyjny zawiesił wyznaczone na 1 października referendum po zaskarżeniu jego legalności przez rząd. Zdaniem rządu głosowanie takie byłoby sprzeczne z uchwaloną w 1978 roku konstytucją Hiszpanii, która deklaruje niepodzielność terytorium państwa.

Na mocy artykułu 155 ustawy zasadniczej rząd Hiszpanii może zawieszać uprawnienia wykonawcze rządów regionalnych. Na razie nie skorzystał z tej opcji, starając się udaremnić referendum na drodze sądowej.

Zatrzymano bliskiego współpracownika wiceszefa rządu Katalonii
W związku z planowanym referendum ws. niepodległości Katalonii hiszpańska Gwardia Cywilna zatrzymała w środę najbliższego współpracownika wiceszefa regionalnego rządu Josepa Marię Jove. Wcześniej przeprowadzono rewizje w biurach wielu członków gabinetu.

O zatrzymaniu Jovego, sekretarza generalnego kancelarii wicepremiera Katalonii, poinformowało AFP źródło w regionalnym rządzie (Generalitat).

Wcześniej rzecznik Generalitat podał, że Gwardia Cywilna weszła do biur rządu Katalonii. Nie poinformowano jednak o szczegółach operacji. Według brukselskiego portalu EUobserver chodzi o biura czterech ministrów. Serwis pisze, że oprócz Jovego zatrzymano jeszcze dwóch pracowników dwóch różnych ministerstw.

Kataloński wicepremier Oriol Junqueras oświadczył w Catalunya Radio, że funkcjonariusze szukali m.in. plakatów wyborczych i innych materiałów związanych z referendum.

Te kroki hiszpańskich władz centralnych są częścią ofensywy Madrytu, której celem jest uniemożliwienie władzom Katalonii przeprowadzenia planowanego na 1 października referendum ws. secesji tego regionu autonomicznego.

We wtorek madrycki rząd Mariano Rajoya wydał polecenie ambasadorom Hiszpanii, by zwiększyli liczbę swoich wywiadów w zagranicznych mediach oraz artykułów wyjaśniających nieustępliwe stanowisku Madrytu wobec głosowania w Katalonii.

Również we wtorek Gwardia Cywilna (La Guardia Civil) przeprowadziła rewizję w budynkach i samochodach firmy kurierskiej Unipost na terenie aglomeracji barcelońskiej, w celu konfiskaty materiałów służących do organizacji plebiscytu.

Według źródeł policyjnych od zeszłej środy na terenie Katalonii funkcjonariusze przejęli ponad 1,5 mln plakatów i innych druków wyborczych przygotowanych w związku z głosowaniem.

Władze w Madrycie są zdecydowanie przeciwne organizacji referendum w Katalonii, wskazując, że zgodnie z orzeczeniem hiszpańskiego Trybunału Konstytucyjnego jest ono nielegalne. We wrześniu TK uznał też za niekonstytucyjny uchwalony przez kataloński parlament Akt Przejściowy określający warunki, na których nastąpiłaby secesja, gdyby w plebiscycie zwyciężyli zwolennicy niepodległości.

Według hiszpańskich mediów w rządzie Rajoya działa nieformalna grupa, której celem jest zablokowanie organizacji referendum, m.in. poprzez działania prawne, a także przejmowanie urn, kart do głosowania i protokołów komisji wyborczych. Zespół, w którego skład poza premierem i wicepremier wchodzą ministrowie sprawiedliwości, spraw wewnętrznych i finansów, planuje też odcinanie dopływu prądu do lokali wyborczych.

Prokurator generalny Hiszpanii Jose Manuel Maza polecił w zeszłym tygodniu prokuratorom w Katalonii postawienie w stan oskarżenia wszystkich burmistrzów tego regionu, którzy chcą udostępnić lokale na plebiscyt. Zapowiadał też skierowanie do sądu pozwu przeciwko premierowi KataloniiCarlesowi Puigdemontowi oraz jego ministrom odpowiedzialnym za organizację referendum.

Sondaże przewidują, że ponad 70 proc. Katalończyków chce wypowiedzieć się w referendum na temat niepodległości.

Media: władze Katalonii bez szans na organizację referendum
Władze Katalonii zostały, zdaniem hiszpańskich mediów, pozbawione możliwości organizacji referendum niepodległościowego w tym regionie. Trudności mają wynikać z zatrzymania 14 urzędników odpowiedzialnych za plebiscyt i przejęcia ważnych materiałów wyborczych.

W środę przed południem hiszpańska policja oraz Gwardia Cywilna wkroczyły do kilku budynków autonomicznego rządu Katalonii w Barcelonie z nakazem przejęcia materiałów służących zaplanowanemu na 1 października referendum niepodległościowemu.

Wcześniej mówiono o zatrzymaniu najbliższego współpracownika wiceszefa regionalnego rządu Josepa Marii Jovego oraz dwóch innych urzędników. Jednak później poinformowano, że w trakcie policyjnej akcji zatrzymano 14 wysokiej rangi katalońskich urzędników, w tym m.in. sekretarzy ds. finansów oraz gospodarki, a także pracowników ministerstwa pracy, polityki społecznej i spraw zagranicznych. Według madryckiego dziennika „El Pais”, osoby te są głównymi decydentami w sprawie organizacji głosowania w Katalonii.

Większość hiszpańskich mediów twierdzi, że władze Katalonii po środowych zatrzymaniach osób kluczowych dla referendum niepodległościowego nie mają szans na organizację plebiscytu. Wskazują, że według informacji policji w ostatnich dniach funkcjonariusze skonfiskowali aż 80 proc. dokumentów związanych z plebiscytem, które miał wysłać kataloński rząd Carlesa Puigdemonta do członków komisji wyborczych.

„Rząd Puigdemonta nie ma już warunków logistycznych do organizacji referendum niepodległościowego” – ocenili komentatorzy telewizji TVE24.

We wtorek funkcjonariusze Gwardii Cywilnej zarekwirowali druki wyborcze podczas rewizji w budynkach i samochodach kurierskiej firmy Unipost na terenie aglomeracji barcelońskiej. Dwa dni wcześniej 1,3 mln sztuk materiałów wyborczych skonfiskowano w agencji reklamowej w mieście Sabadell.

W środę przed budynkami rządu Katalonii, w których od rana trwa rewizja, protestują setki mieszkańców Barcelony. Dostępu do obiektów bronią funkcjonariusze hiszpańskiej policji i Gwardii Cywilnej. Władze obu tych służb zarzuciły katalońskiej policji odmowę współpracy w działaniach prowadzonych w związku z referendum niepodległościowym.

Jak poinformował Kataloński Związek Zawodowy Policjantów (SPC), codziennie syndykat otrzymuje wiele telefonów od funkcjonariuszy, którzy są niechętni prowadzeniu działań przeciwko organizatorom plebiscytu.

Policyjna akcja przeciwko organizatorom referendum w Katalonii była głównym przedmiotem porannej debaty w hiszpańskim parlamencie. Deputowani Republikańskiej Lewicy Katalonii (ERC) zarzucili premierowi Hiszpanii Mariano Rajoyowi prowadzenie bezprawnych „działań przeciwko legalnie wybranym władzom Katalonii”.

„Żądam, aby zabrał pan swoje brudne ręce od Katalonii” – powiedział podczas wystąpienia w Kongresie Deputowanych Gabriel Rufian z ERC.

Rajoy, zarówno podczas swojego przemówienia w parlamencie, jak i po zakończeniu sesji w rozmowie z dziennikarzami, zapewniał, że środowa akcja policji i Gwardii Cywilnej w Katalonii służy przestrzeganiu prawa na terytorium Hiszpanii.

„Jesteśmy państwem prawa i nie pozwolimy na jego łamanie. Nie dopuścimy, aby zwyciężyła barbarzyńska demokracja” – podkreślił premier Hiszpanii.

Władze w Madrycie są niechętne organizacji referendum niepodległościowego w Katalonii, wskazując, że według orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego Hiszpanii plebiscyt ten jest nielegalny. Według mediów rząd Rajoya posiada plan zablokowania głosowania poprzez działania prawne oraz przejmowanie materiałów wyborczych i odcinanie prądu do lokali wyborczych.

PAP/MoRo

Senator Stanisław Kogut z Barcelony: Samochód zamachowca przejechał pięć metrów ode mnie. Nie da się tego opisać.

W dzisiejszym Poranku WNET rozmowa telefoniczna z naocznym świadkiem wczorajszego zamachu w Barcelonie – senatorem Prawa i Sprawiedliwości Stanisławem Kogutem.

W Poranku WNET Aleksander Wierzejski rozmawiał telefonicznie z senatorem Stanisławem Kogutem, który był wczoraj w Barcelonie w ramach pielgrzymki do Lourdes. Furgonetka zamachowca przejechała pięć metrów od senatora.

Zapraszamy do wysłuchania relacji w drugiej części Poranka WNET oraz komentarza Sławomira Ozdyka, eksperta ds. bezpieczeństwa.

JS

Atak Państwa Islamskiego. W trzynaście lat po zamachu w Madrycie terroryzm znów uderza w Hiszpanię

13 lat po zamachu w Madrycie, który spowodował około 200 ofiar śmiertelnych, Hiszpania znów w żałobie. Terrorysta IS za kierownicą furgonetki wjechał w tłum na reprezentacyjnym deptaku Barcelony.

Było około godziny 17. Młody mężczyzna w białej koszuli za kierownicą furgonetki wjechał na środkowy chodnik bulwaru od strony placu Katalońskiego, rozjeżdżając wszystkich pieszych na swej drodze – powiedział reporterowi hiszpańskiej telewizji TV3 naoczny świadek wydarzeń, taksówkarz Oscar Cano.

Według jego relacji zamachowiec przejechał 300-350 metrów chodnikiem, pozostawiając za sobą na całej trasie przejazdu rannych lub zabitych.

Narzędziem zbrodni był biały dostawczy fiat. Według policji terrorysta przejechał nim bulwarem La Rambla od placu Katalońskiego w centrum Barcelony dwukrotnie dłuższą trasę: 600 metrów.

Jak zwykle w pełni sezonu turystycznego bulwar był zatłoczony. Rocznie odwiedza ten „salon Barcelony” około stu milionów osób.

Straż miejska i katalońska policja pojawiły się na miejscu ataku w ciągu kilku minut – odnotował w internetowym wydaniu największy hiszpański dziennik „El Pais”.

Panika w ciągu niewielu minut ogarnęła całe centrum stolicy Katalonii, przechodnie kryli się w sklepach i restauracjach. W niektórych lokalach zabarykadowano drzwi, w związku z czym pojawiły się zdementowane później informacje o tym, że napastnik zabarykadował się w restauracji, biorąc zakładników.

Pierwsze depesze prasowe donosiły o jednym zabitym i 32 rannych. Co do ich liczby przez wiele godzin pojawiały się sprzeczne informacje. Wieczorem policja podała, że zginęło 13 osób, a 80 jest rannych.

Rząd ogłosił dla całego kraju alarm czwartego stopnia (najwyższy jest piąty). Premier Mariano Rajoy udał się do Barcelony.

PAP/MoRo

Południe Radia Wnet 14 marca 2017 – Ewa Czaczkowska, Piotr Cywiński, Piotr Uściński, Maciej Starmach

Konflikt Holendersko-Turecki pochłoną uwagę krajów europejskich. Kto na nim zyska a kto straci? Na to pytanie starał się odpowiedzieć wieloletni obserwator sceny politycznej, Piotr Cywiński.

 

Goście Południa Wnet:

Ewa Czaczkowska – polska historyk, dziennikarka, publicystka, i biografistka;

Piotr Uściński – poseł PiS, przewodniczący parlamentarnego zespołu na rzecz polityki i kultury prorodzinnej;

Piotr Cywiński – dziennikarz akredytowany w Niemczech;

Maciej Starmach – dziennikarz sportowy.

 


Prowadzący: Jan Włodzimierz Brewczyński
Realizator: Andrzej Gumbrycht


Część pierwsza:

Piotr Cywiński o wyborach parlamentarnych w Holandii oraz problemach związanych z obecnością dużych grup ludności muzułmańskiej w Europie.

Część druga:

Piotr Uściński o kontrowersjach związanych z wizytą Rebecci Kiessling w Polsce i promowaniem przez nią konserwatywnych wartości.

Część trzecia:

Ewa Czaczkowska o czterech latach pontyfikatu papieża Franciszka.


Część czwarta:

Nagranie rozmowy Łukasz Jankowskiego z wiceministrem rozwoju Jerzym Kwiecińskim o zmianach w koncepcji dystrybucji środków unijnych.

Część piąta:

Maciej Starmach o zniżce formy Kamila Stocha w końcówce sezonu Pucharu Świata.