Pentagon: System obrony THAAD osiągnął wstępną zdolność operacyjną; jest w stanie przechwycić północnokoreańskie rakiety

Rzecznik Pentagonu Jeff Davis powiedział w poniedziałek, że system obrony THAAD, instalowany w ostatnich tygodniach na terenie Korei Płd., jest w stanie przechwycić rakiety z Korei Północnej.

„Zakończyliśmy niedawno rozmieszczanie tam (w południowokoreańskiej bazie Seongju) pierwszej baterii. Osiągnęła wstępną zdolność operacyjną. To nie jest pełna zdolność operacyjna, ale chcemy, by miała wstępną zdolność, by pokonywać północnokoreańskie rakiety” – dodał przedstawiciel Pentagonu.

Davis dodał, że chiński sprzeciw wobec rozmieszczania systemu „wprawia w osłupienie”, i powiedział: „To system, który z natury jest w 100 proc. obronny. Nie ma zdolności ofensywnej. Jego celem jest obrona przed rakietami Korei Północnej. To, że przez innych może być odbierany jako czynnik destabilizujący, jest zaskakujące i niezrozumiałe z mojego punktu widzenia” – wyjaśniał rzecznik.

[related id=”15888″]

Rada Bezpieczeństwa ONZ potępiła w poniedziałek Pjongjang za ostatnią, niedzielną próbę rakietową, ostrzegając przed wprowadzeniem dalszych sankcji za takie prowokacje. W jednogłośnie przyjętym oświadczeniu 15-osobowa RB ponagliła reżim do okazania „szczerego zaangażowania na rzecz nuklearnego rozbrojenia poprzez podjęcie konkretnych działań”.

Władze Korei Północnej oświadczyły w poniedziałek, że niedzielna próba odpalenia pocisku balistycznego została zakończona powodzeniem i że była to rakieta nowego typu, zdolna dosięgnąć terytorium USA.

Północnokoreańska agencja informacyjna KCNA poinformowała, iż pocisk wystrzelony w niedzielę to rakieta typu Hwasong-12. Według Pjongjangu pocisk osiągnął wysokość 2115,5 km i pokonał 787 km.

Pocisk wystrzelono z bazy wojskowej w Kusong, w prowincji Pjongan Północny, położonej na północny zachód od stolicy Korei Północnej – Pjongjangu. W tym samym miejscu przeprowadzono 12 lutego br. próbę z rakietą Pukguksong-2 (KN-15).

W oświadczeniu wydanym w języku angielskim zaznaczono, że „test miał na celu sprawdzenie taktycznych i technologicznych specyfikacji opracowanego właśnie pocisku balistycznego zdolnego do przenoszenia głowic nuklearnych”.

[related id=”13866″ side=”left”]

W oświadczeniu dodano także, iż przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un był osobiście obecny przy wystrzeleniu pocisku typu „ziemia-ziemia” i „nadzorował cały proces”.

Lider komunistycznego państwa ostrzegł przy tej okazji USA, by przestały ulegać iluzjom i wreszcie zrozumiały, że terytorium USA oraz obszar działań Stanów Zjednoczonych na Pacyfiku znajdują się w „zasięgu uderzenia i że (Korea Północna) dysponuje wszelkimi środkami, aby uskutecznić uderzenie odwetowe”, gdyby była zagrożona.

Jeżeli informacje podawane przez Koreę Północną się potwierdzą, będzie to oznaczać, że Pjongjang może być coraz bliżej opracowania międzykontynentalnego pocisku balistycznego zdolnego uderzać w cele na terytorium USA.

PAP/JN

USA: Najpoważniejszy w historii zarzut wobec urzędującego prezydenta. Donald Trump ujawnił Rosji tajne informacje?

Prezydent USA Donald Trump podczas spotkania z szefem rosyjskiego MSZ Siergiejem Ławrowem w ubiegłym tygodniu mimowolnie ujawnił tajne informacje wywiadu – poinformował dziennik „Washington Post”.

Tajne informacje zostały rzekomo ujawnione przez Trumpa podczas jego rozmowy z Ławrowem, w której prezydent USA wspomniał o prawdopodobnej operacji tzw. Państwa Islamskiego z użyciem bomby umieszczonej w laptopie. Według źródeł amerykańskiego dygnitarza cytowanego przez „Washington Post”, informacje te pozwalają na ustalenie tożsamości i miejsca pobytu informatora, jak również ustalenie, która z sojuszniczych agencji wywiadowczych przekazała te poufne informacje CIA.

„Washington Post”, który wcześniej serią rewelacji doprowadził do dymisji doradcy do spraw bezpieczeństwa narodowego Michaela Flynna, informuje, że jeden z przedstawicieli aparatu bezpieczeństwa państwa, nie czekając na zakończenie spotkania, wybiegł z Gabinetu Owalnego, aby ostrzec CIA i Agencję Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) przed konsekwencjami wypowiedzi prezydenta.

Alan Dershowitz, emerytowany profesor prawa i nieprzejednany krytyk Trumpa, w wywiadzie dla niechętnej prezydentowi USA telewizji CNN nazwał rewelacje „Washington Post” „najpoważniejszym w historii zarzutem wysuniętym wobec urzędującego prezydenta”.

[related id=”18132″]

Rewelacjom dziennika zaprzeczyli sekretarz stanu Rex Tillerson i prezydencki doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego H.R. McMaster, którzy uczestniczyli w spotkaniu w Gabinecie Owalnym Białego Domu w ubiegłą środę.

McMaster podczas pośpiesznie zwołanej konferencji prasowej powiedział, że „prezydent nigdy nie omawiał podczas spotkania w Białym Domu szczegółów i metod operacji wywiadu”. Po odczytaniu oświadczenia McMaster odmówił odpowiedzi na pytania dziennikarzy.

W spotkaniu Trumpa z Ławrowem, które odbyło się dzień po zwolnieniu Jamesa Comeya ze stanowiska dyrektora FBI, uczestniczył także Siergiej Kislak, ambasador Rosji w Waszyngtonie i jeden z głównych bohaterów kontrowersji związanych z kontaktami otoczenia prezydenta USA z przedstawicielami Kremla. Amerykańscy fotoreporterzy nie zostali wpuszczeni na poprzedzającą rozmowy w Białym Domu tradycyjną sesję fotograficzną, co wywołało oburzenie nawet z reguły przychylnej Trumpowi telewizji Fox. W rezultacie zdjęcia roześmianego prezydenta Trumpa i ambasadora Kislaka pojawiły się w amerykańskich mediach za pośrednictwem rosyjskiej agencji TASS.

Trump powiedział, że spotkał się z Ławrowem i zgodził na wejście rosyjskich fotoreporterów do Gabinetu Owalnego Białego Domu, bo poprosił go o to podczas rozmowy telefonicznej prezydent Rosji Władimir Putin. Wyznanie amerykańskiego prezydenta skłoniło niektórych komentatorów do publicznych spekulacji, czy po spotkaniu Gabinet Owalny został sprawdzony i czy Rosjanie nie zainstalowali w nim podsłuchu.

PAP/JN

Korea Północna: Parlament wysłał do Kongresu USA list potępiający sankcje nałożone na reżim w Pjongjangu

Północnokoreański parlament wysłał list do Izby Reprezentantów amerykańskiego Kongresu, żeby zaprotestować przeciwko nowemu pakietowi sankcji nałożonych na reżim w Pjongjangu.

Komisja spraw zagranicznych Najwyższego Zgromadzenia Ludowego, parlamentu Korei Północnej, potępiła sankcje, nazywając je „ohydnym działaniem przeciwko ludzkości” – podała w piątek północnokoreańska agencja prasowa KCNA.

Amerykańska agencja prasowa Associated Press zwraca uwagę, że krytykowanie przez Pjongjang działań Waszyngtonu wymierzonych w reżim Korei Północnej nie należy do rzadkości, ale bezpośredni protest, jak w tym wypadku, już tak.

[related id=”15888″]

Na razie nie jest jasne, w jaki sposób list został przekazany, skoro Korea Północna i Stany Zjednoczone nie utrzymują stosunków dyplomatycznych i praktycznie nie mają żadnych oficjalnych kanałów komunikacji.

KCNA informuje jedynie, ze list protestacyjny wysłano w piątek.

4 maja Izba Reprezentantów przyjęła ustawę o kolejnym pakiecie sankcji nałożonych na Koreę Północną.

Administracja prezydenta USA Donalda Trumpa deklarowała jak dotąd, że wobec Korei Północnej „wszystkie opcje są na stole”, łącznie z atakiem militarnym. Jednak oficjalne źródła w Waszyngtonie oceniają, że uprzedzający atak jest mało prawdopodobny. Strategia USA wobec Pjongjangu opiera się obecnie na wywieraniu nacisków na reżim przy współdziałaniu z Chinami

PAP/JN

„Sojusz południowokoreańsko-amerykański jest obecnie ważniejszy niż cokolwiek innego” w związku z eskalacją konfliktu

Prezydent USA Donald Trump rozmawiał przez telefon z nowym prezydentem Korei Płd. Mun Dze Inem. Podano, że obaj przywódcy zgodzili się na zacieśnianie współpracy w sprawie Korei Północnej.

Prezydent Trump oświadczył, że problem wokół Korei Płn., choć wymagający, może być rozwiązany – poinformowała strona południowokoreańska.

Obserwatorzy przypominają, że podczas kampanii wyborczej Mun zapowiadał renegocjacje zasad współpracy z amerykańską armią w sprawie instalacji systemu obrony przeciwrakietowej THAAD w południowokoreańskiej bazie w Seongju.

Dziennik „Korea Times” przytoczył w środę wypowiedź eksperta ds. energii atomowej Siegfrieda S. Heckera, według którego prezydent Trump powinien wysłać do Pjongjangu przedstawiciela, by uniknąć katastrofy nuklearnej. „Sądzę, że pierwsze rozmowy powinny być w formacie dwustronnym i nieformalnym i prowadzone za pośrednictwem prezydenckiego wysłannika rozmawiającego bezpośrednio z Kim Dzong Unem” – powiedział naukowiec, mając na myśli przywódcę Korei Płn.

„Nie ma takiej kwestii, jak ograniczona wojna nuklearna. Eksplozja jakiejkolwiek głowicy jądrowej na Półwyspie Koreańskim byłaby katastrofą na nieopisaną skalę” – podkreślił Hecker.

PAP/Moro

Prezydent USA Trump spotkał się z szefem MSZ Rosji Siergiejem Ławrowem w atmosferze skandalu po zwolnieniu szefa FBI

Spotkanie Trump-Ławrow prezydent ocenił jako „bardzo dobre”. Rosyjski minister ujawnił, że dotyczyło „reeskalacji konfliktu w Syrii” i nie dotyczyło sankcji nałożonych na Rosję po aneksji Krymu.

Spotkanie Trump–Ławrow było amerykańsko-rosyjskim spotkaniem najwyższego szczebla od czasu objęcia władzy przez nowego, 45. prezydenta Stanów Zjednoczonych. Prezydent USA Donald Trump ocenił jako „bardzo dobre” swoje środowe spotkanie z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem, który wcześniej przeprowadził też rozmowy z amerykańskim sekretarzem stanu Rexem Tillersonem.

Ławrow, kierujący rosyjską dyplomacją od roku 2004, przybył do Waszyngtonu po dłuższej nieobecności, która jest jednym z objawów poważnego pogorszenia się stosunków amerykańsko-rosyjskich w wyniku agresywnych poczynań Moskwy wobec swoich sąsiadów, w tym aneksji Krymu i podsycania konfliktu w Donbasie na wschodzie Ukrainy.

Poprzednio Ławrow gościł z wizytą w stolicy USA w sierpniu 2013 roku. W spotkaniu rosyjskiego ministra z prezydentem Trumpem w Białym Domu uczestniczył Siergiej Kislak, ambasador Federacji Rosyjskiej w Waszyngtonie i jeden z głównych bohaterów kontrowersji związanych z kontaktami otoczenia Trumpa z przedstawicielami Kremla.

Wychodząc ze spotkania z prezydentem Trumpem, szef rosyjskiej dyplomacji minął się w drzwiach i pozował do fotografii z Henrym Kissingerem, legendarnym byłym sekretarzem stanu i byłym doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego w republikańskich administracjach prezydenta Richarda Nixona i Geralda Forda.

Po spotkaniu z Trumpem Ławrow poinformował na konferencji prasowej w ambasadzie Rosji, że rozmowa dotyczyła przede wszystkim planu deeskalacji konfliktu w Syrii. Sam Trump po rozmowach oświadczył, że przemoc w Syrii musi się zakończyć i „wszyscy pracują nad tym, aby osiągnąć ten cel”.

Szef rosyjskiej dyplomacji wyjaśnił, że rozmowa o sytuacji w Syrii koncentrowała się głównie na wprowadzeniu tak zwanych stref bezpieczeństwa na obszarze objętym konfliktem, zgodnie z planem przedstawionym przez sekretarza stanu USA Tillersona. Ławrow zastrzegł, że rozmowa z Trumpem nie dotyczyła sankcji nałożonych na Rosję. Sankcje nałożono po zaanektowaniu przez Rosję ukraińskiego Krymu w roku 2014.

Ławrow dodał, że Trump stawia na „pragmatyczne (…) wzajemnie korzystne” relacje między Waszyngtonem a Moskwą. Ocenił, że obecna amerykańska administracja składa się z „ludzi czynu”, a dialog z nią jest „wolny od ideologii, która utrudniała relacje z Białym Domem (prezydenta Baracka) Obamy”.

Rosyjski minister poinformował, że Trump i prezydent Rosji Władimir Putin spotkają się w lipcu w Hamburgu podczas szczytu G20.

Wcześniej w Waszyngtonie, w środę rano czasu miejscowego, o sposobach rozwiązania konfliktu w Syrii oraz o problemach w amerykańsko-rosyjskich stosunkach dwustronnych, w tym o przygotowaniu spotkania na szczycie Putin-Trump, Ławrow rozmawiał ze swoim amerykańskim odpowiednikiem, Tillersonem.

Wśród najważniejszych tematów rozmów szefów dyplomacji USA i Rosji był konflikt na Ukrainie i możliwości zakończenia wojny domowej w Syrii – jak poinformował Ławrow rosyjskich dziennikarzy po spotkaniu.

Spotkanie Tillerson-Ławrow było rewizytą i służyło przełamaniu lodów po tym, jak Tillerson po wizycie w Moskwie w ubiegłym miesiącu stwierdził, że stosunki amerykańsko-rosyjskie znalazły się w najniższym punkcie od „zakończenia zimnej wojny”.

Wizyta Ławrowa w Waszyngtonie, zapowiadana w mediach jako „wydarzenie tygodnia”, została całkowicie przyćmiona niespodziewaną decyzją prezydenta Trumpa o natychmiastowym zwolnieniu we wtorek dyrektora FBI Jamesa Comeya.

[related id=”17925″]

Ławrow, zapytany przez dziennikarzy podczas poprzedzającej rozmowy z Tillersonem sesji fotograficznej o zwolnienie Comeya, udał zdziwienie: „Dyrektor FBI został zwolniony?” – zapytał z kamienną twarzą Ławrow. „Chyba żartujecie, chyba żartujecie” – powtórzył po angielsku szef rosyjskiej dyplomacji.

Żart Ławrowa oburzył amerykańskich komentatorów i niektórych kongresmenów jako nietaktowny, jeśli się weźmie pod uwagę, że Ławrow był w siedzibie amerykańskiego resortu spraw zagranicznych, a zwolnienie Comeya jest kojarzone w Waszyngtonie z dochodzeniem w sprawie mieszania się Rosji w amerykański proces wyborczy.

PAP/Moro

Światowe media podzielone w ocenie przyczyn odwołania przez prezydenta Trumpa z funkcji szefa FBI Jamesa Comeya

W domysłach przeważa opcja, że Comey został odwołany za próbę wyjaśnienia przez FBI powiązań osób z otoczenia prezydenta z Rosją; przyczyną mogą też być błędy w śledztwie ws. e-maili Hillary Clinton.

Portal telewizji Fox News tłumaczy, że Trump podjął taką decyzję na wniosek wysokich funkcjonariuszy ministerstwa sprawiedliwości USA. Tym samym przytacza oficjalną przyczynę, jaką podał Biały Dom.

Zastępca prokuratora generalnego Rod Rosenstein w notatce służbowej do prokuratora generalnego Jeffa Sessionsa podkreślał „obawy związane ze sposobem, w jaki Comey prowadził śledztwo dotyczące e-maili Clinton” – tłumaczy Fox News. Chodzi o postępowanie z zeszłego roku w sprawie używania przez kandydatkę Partii Demokratycznej na prezydenta, Hillary Clinton, prywatnego serwera do korespondencji mailowej obejmującej poufne materiały rządowe.

W dokumencie Rosenstein napisał, że „wszyscy zgadzają się, że dyrektor popełnił poważne błędy”. Zastępca prokuratora generalnego przypomina, że 5 lipca 2016 roku Comey ogłosił, że Clinton i jej otoczenie byli „niezwykle nieostrożni” w sprawie poufnych materiałów. Z drugiej strony szef FBI zaznaczył, że jego biuro nie opowiada się za postawieniem w tej sprawie zarzutów. Zdaniem Rosensteina Comey powinien zakończyć śledztwo i przekazać jego rezultaty prokuraturze.

W ub. tygodniu Clinton obarczyła Comeya winą za swoją przegraną, twierdząc, że ujawnienie przez niego tuż przed wyborami prezydenckimi faktu wznowienia śledztwa dotyczącego wykorzystania serwera kosztowało ją prezydenturę.

Z kolei w środowym komentarzu redakcyjnym NYT podkreśla, że główną przyczyną odwołania Comeya było śledztwo, jakie FBI podjęło wobec prezydenta Trumpa i jego współpracowników, a które mogło doprowadzić do „odwołania” szefa państwa. Dziennik przypomina, że śledczy badali powiązania Trumpa i jego otoczenia z Rosją, co „mogło mieć tragiczne konsekwencje dla administracji”.

„Przy stałym sprzeciwie Republikanów dla poważnego śledztwa, działania Comeya były jedyną agresywną próbą wyjaśnienia powiązań kampanii wyborczej Trumpa z Rosją” – tłumaczy NYT. Dziennik przypomina też, że do tej pory ze stanowisk musiało zrezygnować kilka osób z bliskiego otoczenia Trumpa, np. były doradca ds. bezpieczeństwa narodowego, gen. Michael Flynn. Zataił on informacje o swoich kontaktach z ambasadorem Rosji.

Według NYT decyzja o odwołaniu dyrektora FBI powoduje, że zdolności FBI do dalszego badania powiązań Trumpa i jego otoczenia z Rosją będą „sparaliżowane”.

Niemiecki dziennik „Die Welt” krytykuje decyzję prezydenta USA Donalda Trumpa o zwolnieniu szefa FBI Jamesa Comeya jako krok w kierunku upolitycznienia wymiaru sprawiedliwości i wyzwanie dla trójpodziału władz. Zdaniem gazety sytuacja przypomina aferę Watergate.

Dziennik „Financial Times”, pisząc o zwolnieniu Jamesa Comeya ze stanowiska dyrektora Federalnego Biura Śledczego przez prezydenta Donalda Trumpa, zauważa, że był on osobą nadzorującą śledztwo ws. kontaktów między sztabem Trumpa a przedstawicielami Rosji.

FT zwraca uwagę, że do zwolnienia Comeya doszło niecałe trzy miesiące po usunięciu Michaela Flynna ze stanowiska prezydenckiego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego. FBI prowadzi śledztwo w sprawie Flynna, który zataił przed przedstawicielami Białego Domu charakter swoich rozmów telefonicznych z rosyjskim ambasadorem w okresie po wyborach.

Pod koniec stycznia Trump zwolnił także p.o. prokuratora generalnego Sally Yates za odmowę obrony w sądach jego kontrowersyjnego dekretu imigracyjnego. Yates zeznała w tym tygodniu, że kilka dni wcześniej powiedziała urzędnikom z Białego Domu, iż uważa, że Flynn może być szantażowany przez Rosję.

W marcu prezydent Trump domagał się też rezygnacji 46 prokuratorów.

James Comey, republikanin powołany przez poprzednika Trumpa, Baracka Obamę, cieszył się świetną reputacją do 2016 roku. Wówczas kontrowersje wywołał sposób prowadzenia przez niego śledztwa w sprawie używania przez kandydatkę demokratów na prezydenta, Hillary Clinton, prywatnego konta e-mailowego do spraw państwowych.

PAP/MoRo

 

USA: Prezydent Donald Trump niespodziewanie zwolnił dyrektora Federalnego Biura Śledczego Jamesa Comeya

Donald Trump uzasadnił decyzję o zwolnieniu Jamesa Comeya przekonaniem prokuratora generalnego Jeffa Sessionsa, że „nie jest on w stanie skutecznie kierować tą bardzo ważną agencją federalną”.

Informując Jamesa Comeya o zwolnieniu, prezydent Trump „docenił fakt”, że były już dyrektor FBI „ trzykrotnie poinformował go przy różnych okazjach”, że  „nie jest przedmiotem dochodzenia w sprawie związków jego sztabu wyborczego z przedstawicielami Kremla.”

Administracja Trumpa dała do zrozumienia, że powodem zwolnienia były pomyłki Comeya popełnione w czasie prowadzenia od lipca ubiegłego roku śledztwa w sprawie używania przez demokratyczną kandydatkę na prezydenta USA Hillary Clinton prywatnego serwera w korespondencji mailowej obejmującej poufne materiały rządowe.

[related id=”17856″]

Clinton kilkakrotnie oskarżała Comeya o przyczynienie się do jej porażki w wyborach.

Decyzja prezydenta Trumpa o natychmiastowym zwolnieniu dyrektora FBI była absolutnym szokiem dla korpusu prasowego Białego Domu i całego establishmentu politycznego w Waszyngtonie.

Prezydent Trump – podkreślają komentatorzy – miał doskonałą okazję aby zwolnić Comeya bezpośrednio po objęciu urzędu prezydenta 20 stycznia i uniknąć w ten sposób obecnej atmosfery skandalu i spekulacji dotyczących rzeczywistych motywów zwolnienia.

Demokraci potrzebowali mniej niż godziny, aby porównać zwolnienie Comeya do „słynnej masakry sobotniej nocy” w czasach prezydentury Richarda Nixona.

Terminem tym komentatorzy określali zwolnienie w 1973 r. przez Nixona specjalnego prokuratora powołanego do zbadania zarzutów o nadużywanie przez niego władzy. Swoją decyzją Nixon spowodował wówczas rezygnację prokuratora generalnego i jego zastępcy.

[related id=”18035″ side=”left”]

Senator Charles Schumer, przywódca demokratycznej mniejszości w Senacie, a w istocie przywódca całej opozycji demokratycznej w Kongresie, zwrócił uwagę na te „nixonowskie” podobieństwa, zadając pytanie często powtarzane w Waszyngtonie po decyzji Trumpa: „Dlaczego teraz? Dlaczego teraz, po tym, jak Comey, występując w Kongresie przed tygodniem, poinformował, że od lata ub. roku prowadzone jest śledztwo w sprawie powiązań otoczenia Trumpa z Kremlem?”

Senator Schumer w swoim wystąpieniu kilkakrotnie wezwał do powołania specjalnego prokuratora w celu wyjaśnienia wszystkich podejrzeń związanych z ubiegłorocznymi wyborami prezydenckimi.

„Do tej pory – podkreślił Schumer – był to jeden ze sposobów odzyskania zaufania Amerykanów w nasz wymiar sprawiedliwości. Teraz jest to jedyny sposób”.

Zwolnienie Jamesa Comeya przez Donalda Trumpa jest zaledwie drugim w historii Stanów Zjednoczonych przypadkiem zwolnienia przez urzędującego prezydenta szefa FBI przed ukończeniem przez niego 10-letniej kadencji.

FBI jest agencją podporządkowaną Departamentowi Sprawiedliwości i zajmuje się zarówno ściganiem przestępstw stanowiących pogwałcenie przepisów federalnych, jak i kontrwywiadem.

PAP/JN

USA: Donald Trump zatwierdził dostawy broni dla kurdyjskich oddziałów Ludowych Jednostek Samoobrony w Syrii

Prezydent USA zatwierdził dostawy broni dla kurdyjskich oddziałów milicji YPG, walczących z Państwem Islamskim w Syrii – podały we wtorek agencje, powołując się na oficjalne źródła w Białym Domu.

Finansowanie „w celu dostarczenia pomocy YPG zostało zatwierdzone” – powiedział anonimowy przedstawiciel amerykańskiej administracji. „Zatwierdzenie wchodzi w życie natychmiast, ale termin dostaw broni pozostaje do określenia” – dodał.

Nie sprecyzował, jaki rodzaj broni ma zostać dostarczony; wiadomo że już wcześniej USA dostarczyły uzbrojenia Kurdom w Syrii. AP pisze, że chodzi o „cięższą broń”.

[related id=”11272″]

Nowe dostawy uzbrojenia mają być wsparciem dla kurdyjskich bojowników w prowadzonej przez nich operacji, która ma na celu odbicie z rąk dżihadystów ar-Rakki, nieformalnej stolicy IS w Syrii. Oczekuje się, że decyzja Białego Domu przyspieszy tę ofensywę.

Agencja AP zaznacza, że prezydent Trump podjął decyzję mimo ostrego sprzeciwu Turcji; uważa ona YPG za ramię zdelegalizowanej w Turcji Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), która jest ugrupowaniem terrorystycznym. Tymczasem w Syrii jednostki YPG stanowią trzon Syryjskich Sił Demokratycznych – koalicji kurdyjsko-arabskiej do walki z dżihadystami.

Turcja jest zdecydowanie przeciwna współpracy Amerykanów z Kurdami w Syrii i Iraku, oskarża też siły YPG o to, że usiłują stworzyć kurdyjskie państwo na północy Syrii.

PAP/JN

USA: Prezydent Donald Trump ogłosił nominacje 10 nowych sędziów federalnych. Demokraci krytycznie ocenili jego wybór

Na prezydenckie decyzje czeka jeszcze ponad 120 etatów sędziów federalnych. Przedstawiciel Białego Domu zapowiedział, że aby zapełnić wolne etaty, Donald Trump będzie dokonywał nominacji co miesiąc.

Rzecznik Białego Domu Sean Spicer zaznaczył, że nominowani „zostali wybrani na podstawie ich dogłębnej znajomości prawa oraz zaangażowania w przestrzeganie przepisów konstytucji”.

Donald Trump w trakcie swojej kampanii prezydenckiej obiecywał, że ma zamiar nominować „silnych sędziów z zasadami, którzy będą pilnować”, aby władze federalne przestrzegały konstytucji „oraz chronić wolność wszystkich Amerykanów”.

Dwoje wybranych sędziów znajdowało się na przygotowanej wcześniej przez administrację liście 21 potencjalnych kandydatów do Sądu Najwyższego (SN).

[related id=”16711″]

Sędzia Joan Larsen została nominowana do 6. Sądu Apelacyjnego w Cincinnati. Jest profesorem prawa na Uniwersytecie Michigan i była asystentką zmarłego w zeszłym roku sędziego SN Antonina Scalii.

Sędzia David Stras, profesor na Uniwersytecie Minnesoty i były asystent sędziego Clarence’a Thomasa, został nominowany do 8. Sądu Apelacyjnego w Saint Louis.

Inni nominowani to: Amy Coney Barrett, profesor prawa z Uniwersytetu Notre Dame do 7. Sądu Apelacyjnego w Chicago; John Bush, prawnik z Louisville do 6. Sądu Okręgowego; Kevin C. Newsom, były prokurator w Alabamie do 11. Sądu Apelacyjnego w Atlancie; David C. Nye do Sądu Okręgowego w Idaho; Scott L. Palk, były prokurator federalny do Sądu Okręgowego w południowym okręgu Oklahomy; Damien Schiff do sądu federalnego; Dabney L. Friedrich do Sądu Okręgowego Dystryktu Kolumbii i Terry Moorer do Sądu Okręgowego środkowego okręgu Alabamy.

Demokraci skrytykowali już prezydenckie nominacje. Senator Chuck Schumer w oświadczeniu stwierdził, że „na podstawie pierwszych nominacji do sądów niższych instancji, wygląda na to, że prezydent kontynuuje wybór sędziów ze środowiska mocno prawicowego, nie konsultując tego z senatorami z obu partii”.

Wybór sędziów niższych instancji ma duży wpływ na działalność sądów federalnych i może na długo ukształtować ich działalność.

[related id=”16731″ side=”left”]

Prezydent Trump odnosił się bardzo krytycznie do sędziów federalnych, którzy blokowali jego dyrektywy (imigracyjną i o miastach azylowych), oskarżając przy tym demokratów, że specjalnie składają pozwy do sądów, które od lat są im przychylne.

Były prezydent Barack Obama nominował ponad 300 sędziów, podobnie jak George W. Bush i Bill Clinton. Na początku swojej prezydentury Trump ma nominować ponad 120 sędziów.

Po nominacji sędziego Sądu Najwyższego Neila Gorsucha, gdy republikanie zmienili regulamin 100-osobowego Senatu, zatwierdzanie nominacji sędziowskiej wymaga zwykłej większości głosów. Wcześniej wymagane było co najmniej 60 głosów.

Minister sprawiedliwości i prokurator generalny Jeff Sessions wyraził w wywiadzie przekonanie, że wszystkie wolne etaty sędziowskie będą obsadzone na czas, twierdząc, że w porównaniu do nominacji sędziowskich poprzednich prezydentów nie ma opóźnień. Zwykle większość stanowisk prokuratorskich była obsadzona do września.

I dodał: „Mamy 127 wakatów sędziowskich i 94 prokuratorskie (…), staramy się jak najlepiej sprawdzić kwalifikacje (kandydatów) i przebieg ich kariery, by mieć pewność, że są to najlepsze osoby na te stanowiska i że będą one przewodzić dążeniu do zredukowania liczby przestępstw w USA i zapewnienia bezpieczeństwa publicznego.

PAP/JN

USA. Udana rozgrywka Donalda Trumpa: Izba Reprezentantów przyjęła projekt ustawy o zniesieniu tzw. Obamacare

Izba Reprezentantów amerykańskiego Kongresu po burzliwej debacie przyjęła projekt ustawy o zniesieniu systemu opieki medycznej Obamacare i zastąpieniu go systemem Partii Republikańskiej.

„Składki pójdą w dół, wydatki z własnej kieszeni pójdą w dół. To jest wspaniały plan” – zachwalał zalety przyjętej przez Izbę Reprezentantów ustawy o reformie opieki medycznej w USA prezydent Donald Trump podczas wystąpienia w Ogrodzie Różanym Białego Domu w czwartek.

Przyjęcie przez Izbę Reprezentantów Ustawy o Amerykańskiej Opiece Medycznej (American Health Care Act – AHCA) jest pierwszym sukcesem w 7-letniej krucjacie Republikanów o zniesienie Obamacare. Republikanie w Kongresie po raz pierwszy próbowali znieść ten system w końcu marca br., czyli w siódmą rocznicę przyjęcia ustawy o dostępności opieki medycznej zwanej potocznie systemem Obamacare. Przed siedmiu laty za jej przyjęciem opowiedzieli się wyłącznie i przegłosowali ją deputowani z Partii Demokratycznej.

[related id=”14357″]

Podczas tego pierwszego, marcowego podejścia do ostatecznej rezygnacji z Obamacare Republikanie zostali zmuszeni do wycofania swego projekt ustawy, ponieważ zorientowali się, że nie ma ona szans na przyjęcie m.in. z powodu sprzeciwu grupy republikańskich kongresmenów, którzy reprezentują konserwatywne nastawienie do polityki fiskalnej. Ich zdaniem zaproponowany przez GOP projekt ustawy był zbyt kosztowny z punktu widzenia budżetu i przyczyniłby się do wzrostu długu publicznego.

Nowy projekt systemu opieki medycznej, przyjęty w czwartek przewagą zaledwie 3 głosów (stosunkiem 216 głosów „za” przy 213 „przeciw”) zbytnio nie różni się od poprzedniego.

W przeciwieństwie do poprzedniego systemu, Obamacare, w nowym porządku opieki medycznej posiadanie ubezpieczeń medycznych nie będzie w przyszłości obowiązkowe. Osoby nieposiadające ubezpieczeń nie będą musiały płacić kary za brak polisy, jak to ma miejsce obecnie. Wymóg obowiązkowego posiadania przez wszystkich Amerykanów w wieku produkcyjnym ubezpieczenia medycznego był najczęściej krytykowaną przez Amerykanów zasadą wprowadzoną w ramach Obamacare.

Osoby, którym pracodawca nie zapewnia ubezpieczenia bądź pracujące na zasadzie umowy o dzieło, będą mogły przy zakupie ubezpieczeń medycznych skorzystać z ulg podatkowych. Wysokość ulg podatkowych będzie uzależniona od wieku i dochodu osób indywidualnie dokonujących zakupów ubezpieczeń medycznych.

Republikański projekt reformy systemu ubezpieczeń medycznych przewiduje wstrzymanie federalnych dotacji na działalność organizacji, które dopuszczają stosowanie aborcji.

Najstarsi Amerykanie, którzy ukończyli 65. rok życia będą korzystać – tak, jak obecnie – z federalnego systemu bezpłatnych ubezpieczeń medycznych Medicare.

[related id=”16711″ side=”left”]

Ustawa przyjęta w Izbie Reprezentantów w czwartek w przeciwieństwie do pierwotnego projektu przewiduje wyasygnowanie w ciągu 5 lat dodatkowo 8 mld dolarów na dopłaty na ubezpieczenia dla ludzi dotkniętych zdiagnozowanymi wcześniej, chronicznymi schorzeniami. Osoby cierpiące na choroby wymagające kosztownego leczenia bez takiej pomocy nie byłyby w stanie wykupić ubezpieczenia. Eksperci twierdzą, że zaplanowana kwota jest symboliczna i nie wystarczy na pomoc w zakupie ubezpieczeń dla wszystkich osób cierpiących na tego rodzaju schorzenia.

Media zwracają uwagę na fakt, że obecna ustawa została przygotowana pośpieszenie i poddana głosowaniu bez rutynowej analizy jej kosztów przez ekspertów ponadpartyjnego Congressional Budget Office (Kongresowego Biura Budżetu).

Aby nowy system stał się prawem, podobną ustawę musi przyjąć Senat, a następnie obie wersje ustawy – tej przyjętej przez Izbę Reprezentantów i tej przez Senat – będą uzgadniane podczas konferencji ustawodawczej przedstawicieli obu izb parlamentu.

Zdaniem ekspertów ustawa przyjęta w czwartek przez Izbę Reprezentantów nie ma szans na uniknięcie w Senacie poważnych zmian. Wiceprezydent Mike Pence, który z urzędu pełni funkcję przewodniczącego Senatu i może też oddać swój głos podczas głosowania nad nią, określił w czwartek przyjęcie ustawy jako „początek końca Obamacare”.

PAP/JN