Jan Szyszko: Po oświadczeniu Donalda Trumpa pozostałe państwa muszą zdecydować o przyszłości porozumień klimatycznych

Porozumienie paryskie może nie przetrwać, jeśli Stany Zjednoczone pozostaną przy postanowieniu wycofania się z niego. Decyzja USA nie będzie jednak miała natychmiastowych konsekwencji dla klimatu.

W czwartek 1 czerwca Prezydent USA Donald Trump ogłosił, że USA wycofa się z paryskiego porozumienia klimatycznego z 2015 roku, co jest spełnieniem jego obietnicy, że będzie przedkładał interesy amerykańskich pracowników i konsumentów nad inne. – Poczynając od dzisiaj USA zaprzestaną implementacji porozumień paryskich – powiedział.

[related id=22508]

Prezydent USA stwierdził też, że amerykańscy pracownicy, których kocha, płacą cenę za postanowienia traktatu. Tą ceną jest między innymi utrata miejsc pracy i ograniczenia produkcji w niektórych sektorach gospodarki. Redukcji emisji gazów cieplarnianych, wynikająca z paryskich ustaleń, byłaby jego zdaniem zbyt kosztowna dla USA.

O konsekwencjach decyzji prezydenta USA  rozmawialiśmy w „Poranku Wnet” z prof. Janem Szyszką, ministrem środowiska. – W tej chwili rozpoczęła się procedura wychodzenia [USA z porozumień klimatycznych podjętych w Paryżu w 2015 roku – ŁAJ] i trzeba tę sytuację dokładanie przeanalizować. Amerykanie to ludzie, którzy zawsze twardo chodzili po ziemi, w związku z tym analizują, czy wyjście z porozumienia paryskiego, które jest częścią globalnego paktu klimatycznego, będzie dla nich korzystne. Jednak proces wychodzenia z ustaleń, o ile naprawdę nastąpi, będzie trwał parę lat – powiedział minister.

Prof. Szyszko uważa, że decyzja Donalda Trumpa nie będzie miała natychmiastowych konsekwencji dla klimatu i z punktu widzenia prezydenta USA jest logiczna. – Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Amerykanie bardzo mocno patrzą na rozwój gospodarczy. Trzeba również pamiętać, że pan prezydent Trump miał swój program wyborczy, dzięki któremu wygrał, i teraz musi zrealizować swoje zobowiązania. Musimy na tę decyzję spojrzeć spokojnie. Ameryka jest odpowiedzialnym państwem z punktu widzenia rozwoju gospodarczego.

Minister jest zdania, że porozumienie z Paryża zawiera dobre mechanizmy walki z problemami degradacji środowiska. – Polityka klimatyczna wytyczona w porozumieniu paryskim, stwarza możliwości rozwiązania wielkich problemów świata, takich jak brak dobrej wody, na co cierpi jedna trzecia ludności, czy brak żywności oraz głód, który jest spowodowany degradacją gleb i procesem pustynnienia. Porozumienie paryskie miało szanse rozwiązać te kwestie.

Porozumienie ma wejść w życie dopiero po 2020 roku. Są więc jeszcze trzy lata na dyskusję. Tyle samo czasu mają Stany Zjednoczone, aby ewentualnie wyjść z porozumienia. Minister nie przesądził jednak, czy na pewno porozumienie przetrwa w sytuacji, gdy USA przestaną go przestrzegać. Zależeć to będzie od decyzji pozostałych państw, od tego, czy dalej będą chciały przestrzegać paktu.

ŁAJ/PAP

USA/ Donald Trump: W czwartek ogłoszę decyzję w tej sprawie – media przewidują, że wycofa się z porozumienia paryskiego

Prezydent USA Donald Trump zapowiedział, że w czwartek o godz. 15 czasu lokalnego (godz. 21 w Polsce) ogłosi decyzję ws. paryskiego porozumienia klimatycznego. Trump poinformował o tym na Twitterze.

Decyzja – jak zaznaczył – będzie ogłoszona w Ogrodzie Różanym przy Białym Domu.

Zdaniem amerykańskich mediów Donald Trump zamierza się wycofać z porozumienia paryskiego, co zdaje się potwierdzać także niezwykle trudny przebieg rozmów w tej sprawie między nim i pozostałymi przywódcami państw wchodzących do grupy G7.

Trump odmówił zobowiązania się do realizacji postanowień przełomowego porozumienia paryskiego z 2015 r. o ograniczeniu emisji gazów cieplarnianych. Prezydent USA „uparcie” twierdził, że „środowisko jest bardzo, bardzo” dla niego ważne, ale jednocześnie jasno dał do zrozumienia, że cele dotyczące środowiska zatwierdzone przez poprzednią administrację Baracka Obamy są zbyt kosztowne dla amerykańskiej gospodarki” – napisał w komentarzu po spotkaniu na szczycie w Taorminie dziennik „Financial Times”.

[related id=”17856″]

Dziennik zwrócił też w komentarzu uwagę na fakt, że prezydent Francji Emmanuel Macron ostrzegł na szczycie, iż inne mocarstwa, takie jak Chiny i Indie, będą gotowe do przejęcia przywództwa w walce z globalnym ociepleniem, jeśli USA zdecydują się od tego odwrócić.

Axios Media podały w sobotę, powołując się na trzy niezależne źródła w administracji prezydenckiej, że Donald Trump powiadomił już najbardziej zaufanych pracowników, że zamierza wycofać się z podpisanego w grudniu 2015 r. w Paryżu porozumienia ONZ o przeciwdziałaniu zmianom klimatycznym.

O wypełnienie zobowiązań wynikających z porozumienia paryskiego przez USA apelowali do prezydenta Donalda Trumpa partnerzy z G7 w czasie szczytu w Taorminie na Sycylii.

Donald Trump niejednokrotnie wyrażał swój sprzeciw wobec postanowień umowy paryskiej podpisanej w ramach konwencji ONZ o przeciwdziałaniu zmianom klimatycznym, uznając przyjęte w niej założenia za zbyt kosztowne dla USA.

Porozumienie paryskie zostało podpisane w grudniu 2015 r. przez 195 państw w celu utrzymania wzrostu średniej temperatury światowej na poziomie poniżej 2 stopni Celsjusza. Wymagało ratyfikacji co najmniej ze strony 55 państw, które łącznie wytwarzają 55 proc. globalnych zanieczyszczeń.

PAP/JN

Dla WNET.FM Ryszard Czarnecki: Prezydent musi liczyć się ze swoim politycznym zapleczem i być gotowy do kompromisów

Gościem „Południa Wnet” był Ryszard Czarnecki, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego. Rozmowa dotyczyła głównie szczytu NATO w Brukseli, kwestii imigrantów w UE oraz polityki Donalda Trumpa.

Ryszard Czarnecki powiedział, że po szczycie NATO w Brukseli oraz szczycie G7 nic szczególnego nie zmieniło się w polityce międzynarodowej. Ciekawe było jedynie stwierdzenie przywódców grupy G7, że imigrantom należy pomagać poza granicami Europy, w ich krajach:

– To oświadczenie grupy G7 bardzo koresponduje z tym, co mówi na temat przyjmowania imigrantów rząd Prawa i Sprawiedliwości.

Jego zdaniem bardzo niefortunne było zobowiązanie rządu PO-PSL we wrześniu 2015 roku do przyjęcia przez Polskę imigrantów przybyłych z Afryki do Włoch oraz Grecji.

Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego podkreślił, że Polska nie chce płacić za błędy polityki migracyjnej Unii Europejskiej, dlatego obecny rząd nie chce tej decyzji zaakceptować.

– Rząd nie wyobraża sobie otworzenia drzwi dla imigrantów islamskich, którzy nie będą potrafili się zasymilować. Jest to kwestia statystki: im więcej muzułmanów, tym więcej ataków terrorystycznych. W każdym tygodniu w Europie albo następują zamachy, albo wykrywane są spiski. Nie chcemy, aby w Polsce było tak samo.

Gość „Południa Wnet” zauważył, że wybory w Unii Europejskiej wygrywają ci kandydaci, którzy są wobec Unii bezkrytyczni  oraz przychylni  wobec imigracji;  powoli to się jednak zmienia. Jako przykład podał Holandię, której premier Mark Rutte wygrał głównie dzięki temu, ze przyjął retorykę sceptyczną wobec imigrantów.

– Nawet Jeżeli  eurosceptycy nie wygrywają politycznie wyborów, to nadają pewien język debacie publicznej. Europa przesuwa się wyraźnie na prawo, to widać, słychać  i czuć.

Ryszard Czarnecki odniósł się do obecności Donalda Trumpa na szczycie NATO:

– Prezydent USA nie znosi spotkań innych niż bilateralne, dwustronne i Bruksela była tego potwierdzeniem. Dobrze, że takie spotkanie się odbyło.

Powiedział również, że podczas szczytu dało się zauważyć pogorszenie relacji amerykańsko-niemieckich, co może być dla Polski szansą. Amerykanie rezygnują z Niemiec jako pośrednika między USA a UE i będą szukać innych kanałów europejskich:

– Nie ma żadnej „chemii” między Angelą Merkel a Donaldem Trumpem. Dla Polski oznacza to, że Amerykanie będą szukali innych sojuszników w Europie i mamy szansę zyskać na znaczeniu.

Również ze strony Niemiec możemy liczyć na większą przychylność, ponieważ będą starali się ratować projekt europejski, sprzymierzając się m.in z Polską – największym krajem regionu Europy Środkowo-Wschodniej.

Ryszard Czarnecki ustosunkował się do pytania o możliwy impeachment Donalda Trumpa:

– Niestety widać walkę amerykańskich służb z prezydentem Trumpem. Nie pierwszy raz amerykańskie służby odgrywają ważną rolę w polityce. Media liberalne po krótkiej przerwie w atakowaniu prezydenta znów są wobec jego krytyczne.

Ryszard Czarnecki stwierdził, że Ameryka żyje teraz debatą budżetową. Budżet to w USA bardzo ważny element polityki amerykańskiej. W tym kontekście gość Radia WNET przypomniał, że Donald Trump, mimo że jest przywódcą państwa, które ma ustrój prezydencki i w którym jego pozycja w związku z tym jest, jak określił, „piekielnie” silna, musi liczyć się ze swoim – republikańskim – zapleczem politycznym, ustalać z nim swoją politykę i iść na pewne kompromisy.

Rozmówca Antoniego Opalińskiego zaznaczył, że warto, aby prezydent Polski też o tym pamiętał.

JN

 

 

Pierwsze zagraniczne wizyty Donalda Trumpa. Amerykańskie media odetchnęły z ulgą, że nic strasznego się nie stało

Irena Lasota w Poranku Wnet – Media śmieją się z gaf prezydenta Trumpa, których na szczęście nie było aż tak dużo, ale też zastanawiają się dlaczego jak pierwszą odwiedził Arabię Saudyjską.

Irena Lasota opowiedziała Aleksandrowi Wierzejskiemu o tym, jak amerykańskie media komentowały pierwszą zagraniczną podróż Donalda Trumpa jako prezydenta.

Głównym tematem dyskusji była kwestia, czy jakieś głębokie znaczenie ma to, że pierwszym krajem, który odwiedził Donald Trump, była Arabia Saudyjska.

– Mimo, że Iran nie cieszy się sympatią, to był źle wybrany tydzień, bo odbywały się tam wybory w miarę postępowe jak na ichniejsze standardy. Jednoczenie się z Arabią Saudyjską, która jest kolebką wahabitów, radykalizmu, a także ojczyzną Osamy bin Ladena, nie było najlepiej odbierane. Ale czego można oczekiwać od Trumpa? – takie głosy pojawiały się w mediach, według Ireny Lasoty.

– Sam szczyt NATO również pozwolił na zmniejszenie obaw – mówiła dalej nasza korespondentka. – Trump powtórzył swoje wyborcze żądanie, by państwa NATO 2 procent PKB poświęcały na obronność. Polska przy tej okazji wymieniana była jako jedno z czterech czy pięciu państw, które to żądanie realizują.

Irena Lasota powiedziała, że Stany Zjednoczone wydają dużo na obronę, ale taką, która nie ma nic wspólnego z Europą. Zauważyła też, że niektórzy też mieli być rozczarowani, że w czasie podróży prezydenta nie było mowy o Rosji i wschodniej flance krajów NATO oraz o artykule 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Tutaj publicystka zaznaczyła, że nie przywiązywałaby do tego wagi, ponieważ artykuł ten istnieje i obowiązuje bez względu na to, czy się o nim mówi, czy nie.

Komentując spotkanie G7 na Sycylii, korespondentka stwierdziła, że Stany Zjednoczone w kwestii klimatu nie dojdą do porozumienia z Niemcami czy Francją, ale nie będzie to miało większego znaczenia dla Europy i reszty świata.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

LK

 

Belgia: Donald Trump spotkał się z Emmanuelem Macronem. Główne tematy rozmowy: terroryzm, gospodarka, klimat i energia

Prezydent USA Donald Trump spotkał się w czwartek w rezydencji amerykańskiego ambasadora w Brukseli po raz pierwszy z nowym prezydentem Francji Macronem. Pogratulował mu wspaniałego zwycięstwa.

Donald Trump, który przyjął Emmanuela Macrona na roboczym lunchu, powiedział, że odniósł on „niewiarygodne zwycięstwo; mówi się o tym na całym świecie i mamy dużo do przedyskutowania, włączając w to terroryzm i inne rzeczy. Gratulacje, dobra robota”.

Prezydent Trump czekał na gościa w drzwiach rezydencji wraz z żoną Melanią. Macronowi nie towarzyszyła podczas wizyty jego żona Brigitte.

[related id=”16711″]

„Ze swej strony jestem bardzo szczęśliwy, że jestem tutaj z prezydentem Trumpem” – powiedział Macron, który wśród tematów rozmów z amerykańskim przywódcą wymienił „szeroki wachlarz spraw: walkę z terroryzmem, gospodarkę, klimat i energię”.

Wśród tematów spotkania AFP wymienia się: czwartkowy szczyt NATO w Brukseli, piątkowo-sobotni szczyt G7 na Sycylii, kryzysy regionalne w Syrii, na Ukrainie i wokół Korei Północnej, sprawy gospodarcze i przyszłe stanowisko nowej administracji USA wobec paryskiego porozumienia klimatycznego z grudnia 2015 roku.

Wybrany w drugiej turze 8 maja i zaprzysiężony 14 maja 39-letni Emmanuel Macron podczas wizyty w Brukseli i podróży do Taorminy na Sycylii stawia pierwsze kroki w świecie wielkiej dyplomacji.

Z kolei prezydent Trump, który również w czwartek wieczorem leci na Sycylię, odbywa swą pierwszą podróż zagraniczną. W czwartek przed południem spotkał się z szefami unijnych instytucji.

Po południu Donald Trump, Emmanuel Macron i pozostali szefowie państw i rządów krajów NATO wezmą udział w krótkim szczycie inaugurującym nową kwaterę główną Sojuszu na przedmieściach Brukseli.

PAP/JN

Włochy/Szczyt G7 w Taorminie. Oczekuje się, że po zamachu w Manchesterze obrady skoncentrują się na walce z terroryzmem

W piątek rozpoczyna się 43. szczyt przywódców krajów G7: USA, Wlk. Brytanii, Włoch, Francji, Niemiec, Kanady i Japonii. Po raz czwarty – bez udziału Rosji. Jednak jej opinie będą częścią dyskusji.

Przy stole obrad G7 zadebiutuje czworo nowych przywódców: prezydent USA Donald Trump, premier Włoch Paolo Gentiloni, szefowa brytyjskiego rządu Theresa May oraz sprawujący urząd od kilkunastu dni prezydent Francji Emmanuel Macron. Będą także: kanclerz Angela Merkel, premierzy Kanady Justin Trudeau i Japonii Shinzo Abe.

Przybędą przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker i szef Rady Europejskiej Donald Tusk.

[related id=”19480″]

Będzie to już czwarte forum polityczno-ekonomiczne szefów państw i rządów bez udziału Rosji. Kraj ten, który uczestniczył w formule G8, został w niej zawieszony w 2014 roku po rosyjskiej aneksji Krymu. Głos Rosji zostanie wzięty pod uwagę w czasie obrad – zapowiedział ich gospodarz premier Gentiloni.

W czasie spotkania z prezydentem Władimirem Putinem w Soczi 17 maja szef włoskiego rządu oświadczył, że Rosja jest „bardzo ważnym aktorem na scenie międzynarodowej w kontekście wydarzeń w rejonie Morza Śródziemnego i innych”. Dlatego – dodał Gentiloni – opinie Moskwy „muszą stanowić część dyskusji” w Taorminie.

“Uwzględnienie tak ważnego aktora to obowiązek tego, którego zadaniem jest przewodniczenie G7” – dodał.

Komentatorzy we włoskiej prasie podkreślają, że po poniedziałkowym zamachu w Manchesterze na pierwszym planie rozmów będzie walka z terroryzmem.

Paolo Gentiloni zapowiedział dzień po tym ataku: „Pracujemy nad tym, aby z obrad G7 w Taorminie wystosowany został tak mocny komunikat, jak to możliwe, w sprawie nadzwyczajnego wspólnego zaangażowania przeciwko terroryzmowi”.

[related id=”20272″ side=”left”]

„To będzie okazja, by powtórzyć razem, że nikczemność tych, którzy odbierają życie młodym ludziom, nie wygra z naszą wolnością” – dodał włoski premier.

Według agencji Ansa przedstawiciele wszystkich delegacji w trybie pilnym przystąpili do prac nad wspólnym dokumentem dotyczącym walki z terroryzmem.

Znacznie trudniejszym tematem dyskusji przy stole siódemki, zauważają włoscy komentatorzy, będą kwestie klimatyczne.

Zwraca się uwagę, że według źródeł francuskich możliwe jest, że włoska prezydencja w G7 będzie zmuszona z powodu podziałów przygotować dwa teksty na ten temat. Jeden byłby bardziej umiarkowany, a zatem „rozczarowujący”, a drugi zawierający zobowiązania siedmiu potęg gospodarczych, przede wszystkim USA, w sprawie realizacji porozumienia klimatycznego z Paryża.

Strona francuska, podkreśla dziennik „Il Sole-24 Ore”, oczekuje, że Trump wyjaśni jednoznacznie, czy zamierza tej umowy przestrzegać, czy też ją porzuci. Ekonomiczna gazeta nie wyklucza, że prace nad dokumentem końcowym obrad może opóźnić nie tylko sporna sprawa klimatu, ale także kwestie handlowe. I w tych, dodaje, stanowisko strony amerykańskiej nie jest jasne.

[related id=”18132″]

Dziennik „La Repubblica” podkreśla, że od przywódców oczekuje się silnego sygnału sprzeciwu wobec protekcjonizmu. Protekcjonistyczne skłonności głównego uczestnika szczytu, czyli Donalda Trumpa, już ostygły – zauważają komentatorzy.

Należy przygotować się na to, że prezydent USA, osłabiony przez kłopoty na wewnętrznej scenie politycznej, między innymi przez sprawę domniemanych powiązań jego sztabu wyborczego z Rosją, przybędzie na włoską wyspę „o kulach” – uważa cytowany przez Ansę ekspert Alberto Forchielli.

Jak dodał, naprzeciwko tego najbardziej eurosceptycznego z prezydentów USA stanie Europa pełna nowego wigoru i wzmocniona dzięki wyborom we Francji i jeszcze silniejszej pozycji kanclerz Angeli Merkel.

“Na G7 nie zobaczymy administracji USA gotowej stawić czoło Europie” – ocenił Forchielli.

Były dwukrotny premier Włoch i były przewodniczący Komisji Europejskiej Romano Prodi w artykule na łamach rzymskiego dziennika „Il Messaggero” napisał: „Szczyt będzie okazją do tego, by zobaczyć, jakie stanowisko nieprzewidywalny Trump zajmie wobec swych rozmówców, z których kilkoro nie należy na pewno do jego ulubieńców”.

Prodi zaapelował też do rządu Paolo Gentiloniego o to, by przy stole obrad stanowczo poruszył kwestię migracji i konieczności wypracowania wspólnej strategii wobec tego zjawiska.

„W obliczu tego ogromnego fenomenu zostaliśmy pozostawieni sami sobie przez wszystkich, poczynając od naszych europejskich przyjaciół” – zauważył polityk włoskiej centrolewicy. Przypomniał, że obrady w „raju” w Taorminie odbywać się będą w pobliżu „piekła”, jakie ma miejsce na Morzu Śródziemnym.

Szef włoskiej dyplomacji Angelino Alfano zapowiedział, że kryzys migracyjny będzie tematem jednej z poszerzonych sesji, jakie odbędą się na marginesie szczytu G7. Będą w niej uczestniczyć przedstawiciele Unii Afrykańskiej i rządów kilku krajów Afryki.

Oczekuje się, że tematem dyskusji będzie konflikt w Syrii, choć w tej sprawie obserwatorzy nie przewidują żadnego przełomu.

Premier Japonii Shinzo Abe zadeklarował, że podniesie kwestie prób rakietowych przeprowadzanych przez Koreę Północną.

PAP/JN

USA / Po zapoznaniu się z ekspertyzą amerykański Senat może rozpocząć pracę nad ustawą o reformie opieki medycznej

Kongresowe Biuro Budżetu (CBO) przedstawiło w środę analizę kosztów społecznych i finansowych wprowadzenia w życie ustawy o reformie medycznej przyjętej 4 maja br. przez Izbę Reprezentantów.

Przedstawienie ekspertyzy pozwala na rozpoczęcie prac nad taką ustawą w Senacie.

Eksperci CBO w swojej analizie kosztów i konsekwencji realizacji ustawy o zniesieniu Obamacare i wprowadzeniu nowego systemu opieki medycznej przewidują, że wprowadzenie w życie tej ustawy spowoduje utratę ubezpieczenia medycznego przez 23 mln Amerykanów, wzrost o 20 proc. wysokości składek ubezpieczeniowych w pierwszych latach po wprowadzeniu reformy, oraz – na co przede wszystkim zwracają uwagę republikańscy autorzy tej ustawy – przyczyni się do zaoszczędzenia w budżecie państwa 119 mld dolarów w ciągu najbliższych 10 lat.

Przewidywane w raporcie CBO zmniejszenie deficytu w budżecie rządu federalnego ma kolosalne znaczenie dla przyszłości ustawy o zniesieniu Obamacare w Senacie.

[related id=”18132″]

Senat z powodu własnych regulacji nie może dyskutować projektów ustaw powodujących w ciągu najbliższych 10 lat wzrost deficytu powyżej określony pułap, dlatego zapewnienie przez CBO, że ustawa Izby Reprezentantów o zniesieniu Obamacare nie przyczyni się do zwiększenia deficytu – ale przeciwnie – spowoduje jego zmniejszenia w ciągu 10 lat, pozwala na rozpoczęcie prac nad projektem ustawy o reformie opieki medycznej w wyższej izbie amerykańskiego parlamentu.

Ustawa o zniesieniu Obmacare, oficjalnie nazwana Ustawą o Amerykańskiej Opiece Medycznej (American Health Care Act), została przegłosowana 4 maja br. przez republikańską większość Izby Reprezentantów przewagą zaledwie trzech głosów.

Przyjęcie ustawy przez Izbę Reprezentantów było pierwszym i jak do tej pory jedynym sukcesem w 7-letnich staraniach Republikanów o zniesienie Obamacare i największym zwycięstwem ustawodawczym prezydenta Trumpa w batalii o spełnienie swojej głównej obietnicy wyborczej, jaką była reforma opieki medycznej.

[related id=”19923″ side=”left”]

Ustawa przyjęta przez Izbę Reprezentantów 4 maja została przegłosowana w pośpiechu, bez przeprowadzania rutynowej analizy projektu ustawy przez Kongresowe Biuro Budżetu, którego podstawowym zadaniem jest ocena kosztów dyskutowanych w Kongresie ustaw dla budżetu państwa.

Wcześniej, w marcu tego roku, Republikanie zostali zmuszeni do wycofania pierwotnego projektu tej ustawy, kiedy zorientowali się, że ten projekt nie ma szans na przyjęcie. Jednym z powodów braku poparcia dla pierwotnego projektu była właśnie opinia ekspertów Kongresowego Biura Budżetu.

Eksperci CBO w swojej analizie pierwotnego projektu reformy doszli do wniosku, że w pierwszym roku po jej wejściu w życie, spowoduje ona utratę ubezpieczenia medycznego przez ok. 14 mln, a ciągu 10 lat funkcjonowania nowego systemu 24 mln Amerykanów, o milion więcej niż, zdaniem CBO, straci ubezpieczenie w przypadku realizacji ustawy ostatecznie przyjętej przez Izbę Reprezentantów na początku maja.

Pierwotny projekt ustawy zdaniem ekspertów CBO przyniósłby większe oszczędności dla budżetu państwa: 337 miliardów dolarów w ciągu 10 lat, podczas gdy oszczędności w rezultacie wprowadzenia w życie przyjętej przez Izbę Reprezentantów ustawy są szacowane na 119 miliardów dolarów w ciągu 10 lat.

[related id=”16711″]

Wydatki i oszczędności przewidywane w obu ekspertyzach CBO, przygotowanej w marcu ekspertyzy pierwotnego projektu ustawy i kosztorysu wprowadzenia w życie ustawy zaaprobowanej przez Izbę Reprezentantów 4 maja br., mają według ekspertów głównie formalne znaczenie.

Zarówno pierwotny projekt ustawy, jak jej ostateczna wersja przyjęta przez Izbę Reprezentantów, oparte są na tych samych założeniach, nieznacznie różnią się od siebie – i co najważniejsze – mają nikłe szanse na pozostanie w niezmienionej formie, w projekcie ustawy o reformy opieki medycznej, jaką teraz, po raporcie Kongresowego Biura Budżetu, może zacząć przygotowywać Senat.

Aby republikańska reforma opieki medycznej weszła w życie, senacka wersja ustawy, po jej opracowaniu i przyjęciu, będzie musiała być uzgodniona z ustawą przyjętą 4 maja przez Izbę Reprezentantów podczas konferencji ustawodawczej przedstawicieli obu izb amerykańskiego parlamentu, a następnie przedstawiona prezydentowi do podpisania.

PAP/JN

Watykan/ Papież Franciszek w trakcie „serdecznej rozmowy” wyraził nadzieję, że Donald Trump „będzie narzędziem pokoju”.

Pokój osiągany na drodze negocjacji politycznych, sytuacja na Bliskim Wschodzie i obrona życia – takie były tematy środowych rozmów papieża Franciszka z prezydentem USA Donaldem Trumpem.

Po rozmowach z papieżem Franciszkiem prezydent Trump spotkał się z sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej kardynałem Pietro Parolinem i szefem dyplomacji watykańskiej arcybiskupem Paulem Richardem Gallagherem.

W oświadczeniu, jakie wydano po spotkaniu papieża z prezydentem USA podkreśla się, że w czasie „serdecznych rozmów” wyrażono zadowolenie z dobrego stanu stosunków między Stolicą Apostolską a Stanami Zjednoczonymi, a także ze „wspólnego zaangażowania na rzecz życia i wolności religii oraz sumienia”.

[related id=”20610″]

„Wyrażono pragnienie spokojnej współpracy między państwem a Kościołem katolickim w USA, zaangażowanej w służbę ludności w dziedzinie ochrony zdrowia, edukacji i pomocy imigrantom – głosi komunikat Watykanu.

– Rozmowy umożliwiły wymianę poglądów na niektóre tematy związane z bieżącą sytuacją międzynarodową i krzewieniem pokoju na świecie poprzez negocjacje polityczne i dialog międzyreligijny, ze szczególnym odniesieniem do sytuacji na Bliskim Wschodzie i ochrony wspólnot chrześcijańskich – poinformował Watykan.

Po rozmowach z papieżem i dostojnikami watykańskimi prezydent Trump wraz z rodziną i towarzyszącymi mu członkami delegacji USA zwiedził Kaplicę Sykstyńską.

PAP/JN

Pół godziny trwała długo wyczekiwana rozmowa papieża Franciszka z prezydentem Donaldem Trumpem w papieskiej bibliotece

Środowa rozmowa prezydenta USA z Papieżem Franciszkiem trwała pół godziny. Przy powitaniu w Pałacu Apostolskim Donalda Trump był uśmiechnięty, a papież miał poważniejszy wyraz twarzy.

Po pierwszych chwilach lody zostały przełamane – oceniają media, zwracając uwagę na serdeczny klimat audiencji.

Tuż po godzinie 8.30 papież Franciszek i Trump usiedli przy biurku w papieskiej bibliotece, gdzie rozpoczęła się ich rozmowa z udziałem tłumacza. Następnie odbyła się publiczna część audiencji z udziałem 12 osób z delegacji towarzyszącej Trumpowi.

Była w niej małżonka amerykańskiego przywódcy Melania, córka Ivanka z mężem Jaredem Kushnerem, a także sekretarz stanu USA Rex Tillerson.

[related id=”14357″]

Spotkanie zakończyła krótka, serdeczna rozmowa papieża z Donaldem i Melanią Trumpami. Pierwsza dama USA poprosiła Franciszka o pobłogosławienie trzymanego przez nią różańca.

Papież wręczył amerykańskiemu prezydentowi egzemplarze swej ekologicznej encykliki „Laudato si'” oraz dwie adhortacje: „Evangelii gaudium” i „Amoris laetitia”, a także – co jest nowością w audiencjach dla przywódców – tekst swego orędzia na Światowy Dzień Pokoju. Podarował także Donaldowi Trumpowi małą płaskorzeźbę przedstawiającą drzewko oliwne, symbol pokoju.

Po trwającej w sumie 40 minut audiencji w papieskiej bibliotece prezydent USA udał się na rozmowy z watykańskim sekretarzem stanu kardynałem Pietro Parolinem i szefem dyplomacji arcybiskupem Paulem Richardem Gallagherem.

Media przypominają, że w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy papież i kandydujący wówczas na prezydenta USA Donald Trump kilkakrotnie wyrażali opinie o sobie nawzajem. W lutym zeszłego roku Franciszek, poproszony przez dziennikarzy o zdanie na temat kandydata, który chce zbudować mur z Meksykiem, oświadczył: „Człowiek, który tylko myśli o wznoszeniu murów, a nie o budowaniu mostów, nie jest chrześcijaninem. O takim zachowaniu nie mówi Pismo Święte”.

W reakcji na te słowa Donald Trump powiedział zaś: „Kiedy organizacja terrorystyczna Państwo Islamskie zaatakuje Watykan, papież jeszcze bardzo zapragnie i będzie się o to modlił, żebym został prezydentem”.

PAP/JN

USA / Donald Trump przedstawił projekt budżetu na przyszły rok. Przewiduje redukcję wydatków i redukcję podatków

Biały Dom przedstawił we wtorek projekt budżetu prezydenta USA Donalda Trumpa na rok finansowy 2018. W porównaniu z bieżącym rokiem redukcja wydatków na cele socjalne wyniesie prawie bilion dolarów.

Pierwszy projekt budżetu przedstawiony przez 45. prezydenta Stanów Zjednoczonych, zgodnie z jego wyborczym hasłem „Ameryka przede wszystkim”, został oficjalnie zatytułowany „Nowe Fundamenty Amerykańskiej Wielkości”.

Zdaniem dyrektora Biura Budżetu Białego Domu Micka Mulvaneya, który we wtorek przedstawił dziennikarzom założenia tego planu wydatków rządu federalnego, właściwy tytuł projektu powinien brzmieć: „Pierwszy Budżet Podatników”.

[related id=”19923″]

Mulvaney uważa, że projekt ten przedstawia wydatki rządowe z perspektywy strony płacącej za działalność rządu federalnego, a więc podatnika amerykańskiego, a nie z perspektywy strony biorącej pieniądze od podatnika, czyli resortów federalnych.

Plan wydatków rządowych w roku 2018 zakłada drakońskie cięcia nakładów na programy socjalne, takie jak program bezpłatnej opieki medycznej dla najstarszych Amerykanów Medicare, ubezpieczenia medyczne dla dzieci czy finansowanie bonów żywnościowych dla najbiedniejszych oraz pożyczek na studia.

Administracja Trumpa przewiduje wzrost wydatków na obronę o 51 miliardów dolarów (prawie 10 proc.), zwiększenie nakładów na infrastrukturę o 200 mld dolarów oraz nietypowy, jak na prezydenta mającego opinię fiskalnego konserwatysty, pomysł przeznaczenia 19 mld dolarów na urlopy dla nowych rodziców (niezależnie od tego, czy będzie to ojciec czy matka) na opiekę nad noworodkami.

Zwiększenie wydatków na obronę będzie możliwe dzięki redukcji wydatków na pomoc zagraniczną USA, w tym na misje pokojowe oraz na takie cele, jak np. ochrona środowiska naturalnego.

Zawarte w projekcie wytyczne dotyczące wydatków rządu oznaczają ograniczenie nie tylko funduszy Departamentu Stanu, ale także na programy Pentagonu związane z pomocą wojskową dla zagranicy.

Budżet zakłada też drastyczną redukcję i zmianę zasad przyznawania amerykańskiej pomocy wojskowej, jak np. zastąpienie bezzwrotnych subwencji na zakup amerykańskiej broni pożyczkami i gwarancjami kredytowymi na ten cel.

[related id=”16711″ side=”left”]

Tylko amerykańska pomoc militarna dla Izraela na rok 2018 nie została zmniejszona. W roku budżetowym 2016 całe amerykańskie wojskowe wsparcie dla zagranicy warte było 5,7 miliardów dolarów; tymczasem pomoc wojskowa dla Izraela, w ramach 10-letniej umowy zawartej w ubiegłym roku, wynosi rocznie 3,8 miliardów.

Dodatkowym argumentem za utrzymaniem w roku 2018 pomocy militarnej dla Izraela na dotychczasowym poziomie jest – zdaniem ekspertów – podpisanie przez prezydenta Trumpa podczas wizyty w Arabii Saudyjskiej w ubiegłym tygodniu umowy o sprzedaży dla Arabii Saudyjskiej amerykańskiej broni i sprzętu militarnego wartości 109 mld dolarów.

Amerykańska pomoc wojskowa dla Państwa żydowskiego służy zapewnieniu Izraelowi tzw. kwalifikowanej przewagi militarnej (qualitative military edge) nad arabskimi, z reguły wrogimi wobec Izraela sąsiadami.

Planowane cięcia wydatków obejmą budżety wszystkich resortów, w tym ministerstwa rolnictwa, które – w mało prawdopodobnym przypadku zaaprobowania projektu budżetu Trumpa w jego pierwotnej formie – ograniczy subwencje dla farmerów.

Projekt budżetu przewiduje zrównoważenie wydatków rządu federalnego z wpływami w ciągu 10 lat.

Zdaniem ekspertów projekt ten oparto na zbyt optymistycznych założeniach, np. takich, że wzrost gospodarczy Stanów Zjednoczonych do roku 2021 będzie wynosił przeciętnie 3 procent PKB rocznie, oszczędności z zastąpienia systemu opieki medycznej Obamacare nowym wariantem ubezpieczeń wyniosą 250 mld dolarów, a reforma podatkowa, która jeszcze nie była omawiana w Kongresie, przyczyni się do wzrostu wpływów do budżetu.

Projekt ten, nazywany projektem „redukcji podatków i redukcji wydatków”, spotkał się z ostrą krytyką ustawodawców Partii Demokratycznej, a także niektórych Republikanów. Wynika z tego, że ten „pierwszy budżet podatników” nie będzie ostatnim projektem budżetu administracji Trumpa na rok 2018.

Rok finansowy rozpoczyna się w Stanach Zjednoczonych 1 października, a kończy 30 września.

PAP/JN