Lasota: Sprawa wiarygodności prezydenta przebiła kwestie jego kontaktów z Rosją. W USA nie ma przyzwolenia na kłamstwo

Gościem Poranka Wnet była Irena Lasota. Głównym tematem rozmowy było przesłuchanie byłego szefa FBI Jamesa Comeya w sprawie śledztwa dotyczącego m.in. kontaktów otoczenia Donalda Trumpa z Rosją.

Irena Lasota powiedziała, że przez trzy godziny przesłuchania przeciwnicy oraz zwolennicy Donalda Trumpa wyciągnęli podobne wnioski – sprawa wiarygodności prezydenta przebiła możliwą sprawę związków otoczenia prezydenta Donalda Trumpa z Rosją.

– W całej aferze ważniejsza jest kwestia, czy prezydent skłamał w sprawie Comeya, niż to, za co usunął go ze stanowiska i w jakich okolicznościach.

Były szef FBI zaczął przesłuchanie od tego, że chce się pożegnać ze swoimi kolegami z FBI, ponieważ został zwolniony w trybie, który mu to uniemożliwił. James Comey powiedział również, że kłamstwem były słowa Donalda Trumpa, że powodem jego zwolnienia miała być utrata zaufania do FBI oraz to, że w służbach specjalnych Ameryki panuje chaos.

Irena Lasota zwróciła uwagę na fakt, że Donald Trump, mając dostęp do Twittera, często zmieniał zdanie w sprawie powodów zwolnienia Comeya, dlatego podczas wczorajszego przesłuchania rodzina i bliscy Donalda Trumpa mieli pilnować, by ten nie zamieszczał spontanicznych wpisów.

Komentatorka zauważyła, że przesłuchanie Comeya odnowiło zainteresowanie sprawą rosyjskich „wpływów w politykę Ameryki”, przypomniało również związki Fundacji Clintonów z Rosją.

– Przypomina się teraz w USA, że pierwszą oskarżoną o zbyt zażyłe kontakty z Rosją była rodzina Clintonów.

Ta sytuacja pokazuje, że parlament – w tym wypadku Senat – ma olbrzymią władzę i może kontrolować zachowania prezydenta, tak samo jak prezydent może kontrolować to, co dzieje się w kongresie. – To właśnie jest system amerykański.

Irena Lasota została zapytana, czy z afery z Comeyem może wyniknąć coś bardzo złego dla prezydenta, np. czy może on zostać usunięty z urzędu.

– Bardzo przedwczesne jest mówienie o impeachmencie, Senat może natomiast kontynuować przesłuchania na temat tego, czy prezydent kłamał. A jest to poważny zarzut, ponieważ w USA nie ma przyzwolenia na kłamstwo – powiedziała, dodając, że takie zachowania często spotykają się z karą. Jako przykład podała aferę z romansu Billa Clintona i Monicą Lewinsky.

– W sprawie Clintona nie chodziło o romans, tylko o to, że skłamał.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

JN

 

USA/ Biały Dom: Prezydent Trump nie jest kłamcą. Są grupy interesów w Waszyngtonie, które są mu przeciwne

Rzeczniczka Białego Domu Sarah Sanders odniosła się do słów byłego szefa FBI Jamesa Comeya, który podczas przesłuchania zasugerował, że prezydent może kłamać w sprawie ich spotkania.

„Mogę powiedzieć z całą pewnością, że prezydent nie jest kłamcą, i szczerze mówiąc, czuję się obrażona tym, że można zadać takie pytanie” – powiedziała Sanders dziennikarzom akredytowanym w Białym Domu podczas briefingu. Agencje nie przytaczają dokładnej treści pytania, jakie zadano rzeczniczce.

Sanders nie chciała odpowiedzieć na pytania o to, czy Biały Dom ma system nagrywania, na którym mogły zostać utrwalone rozmowy Trumpa z Comeyem. „Nie mam pojęcia” – powiedziała.

[related id=”23699″]

Donald Trump napisał na Twitterze, że Comey powinien liczyć na to, że nie ma nagrań tych rozmów. Były szef FBI powiedział komisji, że ma nadzieję, że takie taśmy istnieją.

Sanders zapowiedziała też, że Trump odpowie na zarzuty Comeya za pośrednictwem swego prywatnego adwokata Marca Kasowitza, który wygłosi stosowne oświadczenie.

Comey zeznał podczas przesłuchania, że obawiał się, iż Trump może kłamać w sprawie treści ich rozmów, i uznając, że będzie musiał mieć własny zapis tego spotkania, sporządził notatkę służbową zaraz po rozstaniu się z prezydentem.

Na zeznania byłego szefa FBI zareagował też republikański przewodniczący Izby Reprezentantów Paul Ryan, który powiedział, że na to, jak przebiegały kontakty prezydenta z Comeyem, miał wpływ fakt, że dla Trumpa rząd jest czymś „nowym”, czego jeszcze się uczy, nie jest więc do końca obeznany z niezależnością FBI od Białego Domu. – Nie twierdzę, że jest to wystarczające tłumaczenie – dodał.

Ryan odniósł się do zeznań Comeya, który powiedział, że prezydent nalegał na zablokowanie śledztwa FBI w sprawie jego byłego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego Michaela Flynna.

Przesłuchanie Comeya przez komisję było częścią jej szerszego dochodzenia w sprawie ingerowania przez Rosję w wybory oraz ewentualnej współpracy sztabu wyborczego Trumpa i ludzi z jego otoczenia z przedstawicielami rosyjskich władz.

Sanders oświadczyła też po wystąpieniu byłego szefa FBI w Senacie, że prezydent traktuje wybory bardzo poważnie i zrobił wszystko, aby przebiegały bez jakichkolwiek ingerencji.

Sam prezydent nie zareagował na wystąpienie Comeya, ale podczas spotkania z grupą swych zwolenników powiedział, że grupy interesów w Waszyngtonie są mu przeciwne, i dodał: „Nie zrezygnujemy z robienia tego, co jest słuszne”.

– Jesteśmy w stanie oblężenia […], ale wyjdziemy z tego więksi, lepsi i silniejsi niż kiedykolwiek […]. Wiemy, jak walczyć, i nigdy się nie poddamy – oznajmił Trump.

PAP/JN

Przesłuchanie byłego szefa FBI. James Comey: Nie mam żadnych wątpliwości, że Rosja ingerowała w wybory

James Comey zeznaje przed Komisją Senatu ws. śledztwa dotyczącego ingerowania przez Rosję w kampanię przed wyborami prezydenckimi w USA oraz domniemanych powiązań między otoczeniem Trumpa a Kremlem.

James Comey powiedział, że nie ma żadnych wątpliwości, iż Rosja ingerowała w wybory prezydenckie w USA w 2016 roku.

Przesłuchanie Jamesa Comeya przez komisję jest częścią jej szerszego dochodzenia w sprawie ingerowania przez Rosję w wybory oraz ewentualnej współpracy sztabu wyborczego Donalda Trumpa i ludzi z jego otoczenia z przedstawicielami rosyjskich władz.

[related id=”23214″]

Zapytany, dlaczego został zwolniony akurat w tym określonym momencie, Comey podkreślił, że stało się tak ze względu na to, jak nadzorował śledztwo w sprawie Rosji, co – jego zdaniem – przyznał sam prezydent.

Po zwolnieniu Comeya Donald Trump powiedział w wywiadzie telewizyjnym, że gdy postanowił go usunąć ze stanowiska, miał na uwadze dochodzenie w sprawie ingerencji Rosji w ubiegłoroczne wybory w USA.

Comey sprecyzował, że podczas rozmów z prezydentem zrozumiał jego słowa jako nacisk, by zarzucił śledztwo w sprawie byłego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego Michaela Flynna.

Wyjaśnił, że nie odrzucił natychmiast żądania prezydenta, ponieważ był „oszołomiony”.

Jak powiedział, miał wrażenie, że podczas kolacji w Białym Domu Trump chciał coś ode niego uzyskać w zamian za obietnicę, że zachowa stanowisko.

Podkreślił, że był zaniepokojony tym, iż prezydent poprosił go o „lojalność”, ponieważ FBI powinno być niezależne od Białego Domu.

Dodał, że twierdzenie Trumpa, jakoby to on zabiegał o spotkanie przy kolacji z prezydentem, nie odpowiada prawdzie.

Comey zeznał też, że obawiał się, iż Trump może kłamać w sprawie treści ich rozmów, i wiedział, że będzie musiał mieć własny zapis tego spotkania, więc sporządził notatkę służbową na ten temat zaraz po pożegnaniu się z prezydentem.

Były szef FBI przyznał, że poprosił następnie przyjaciela o przekazanie mediom tej notatki. Zdecydował się na to, gdy prezydent napisał na Twitterze, że Comey „powinien mieć nadzieję”, że nie ma nagrań z ich rozmów.

Comey powiedział komisji senackiej: „mam nadzieję, że te taśmy istnieją”. Dodał, że chciałby, aby Trump je upublicznił.

Jak relacjonował, powiedział prezydentowi, że nie był on przedmiotem dochodzenia w sprawie ingerencji Rosjan w wybory, ale nie chciał upublicznić tej informacji, ponieważ byłby wtedy zobligowany do ujawnienia ewentualnej decyzji o objęciu Trumpa śledztwem.

Agencja Associated Press, powołując się na anonimowe źródło podała, jeszcze w trakcie przesłuchania Comeya, że prezydent podważa twierdzenie byłego szefa FBI, iż żądał od niego lojalności oraz chciał, by odstąpił on od postępowania w sprawie Flynna.

Comey zastrzegł, że Trump nie nakazał mu przerwania śledztwa w sprawie ingerencji Rosjan w wybory.

Dodał, że uznał prośby prezydenta za „bardzo niepokojące”, jednak podkreślił, że nie leży w jego kompetencji ocena, czy Trump usiłował utrudnić działanie wymiaru sprawiedliwości podczas dochodzenia w sprawie Flynna oraz kontaktów jego otoczenia z Rosjanami.

Były szef FBI oświadczył, że administracja Trumpa postanowiła go zniesławić, jak i zniesławić całe FBI, posługując się „zwykłymi, prostymi kłamstwami” i utrzymując, że w jego agencji panuje chaos, że jest ona źle zarządzana, a jej pracownicy utracili zaufanie do swego dyrektora.

„FBI jest uczciwe. FBI jest silne i zawsze będzie niezależne” – dodał Comey.

AP podało, że prywatny adwokat prezydenta Marc Kasowitz ma zamiar wygłosić oświadczenie po przesłuchaniu Comeya przez komisję.

PAP/JN

Christopher Wray, który wybronił przyjaciela Trumpa Chrisa Christi w aferze Bridgegate, zostanie nowym szefem FBI

Nowy szef FBI Christopher Wray (50 l.) to były współpracownik niedawno zwolnionego w atmosferze skandalu Jamesa Comeya. Pod jego nadzorem pracował w biurze Prokuratora Generalnego w latach 2003-05.

„Nominuję Christophera A. Wraya, człowieka o doskonałych kwalifikacjach, na nowego dyrektora FBI. Szczegóły później” – napisał prezydent Trump na Twitterze.

W oświadczeniu  pięćdziesięcioletni Wray powiedział, że to dla niego „wielki zaszczyt” i nie może się „doczekać, aby służyć” i być  liderem tej „niezwykłej grupy mężczyzn i kobiet, którzy poświęcili swoje kariery ochronie  kraju”. Jak zauważają amerykańskie media, jeszcze nie wiadomo, kiedy Wray obejmie swoje stanowisko, bowiem jego nominację musi zatwierdzić Senat.

NYT:Wybór bezpieczny i tendencyjny

Jego wybór gazeta „The New York Times” określiła jako „bezpieczny i tendencyjny”. Donald Trump wcześniej mówił bowiem, że niewykluczone, że na dyrektora FBI wybierze polityka, a tradycyjnie funkcja ta jest apolityczna. Do niedawna najmocniejszym tego typu kandydatem wydawał się być były senator Joe Libermann. Ostatecznie padło jednak na prawnika i osobę spoza świata polityki, która już wcześniej pracowała w obszarze bezpieczeństwa narodowego USA.

Bill Mateja, który pracował z Wray’em w Departamencie Sprawiedliwości w roku 2000, powiedział dla „Washington Post”: „Jeśli ktoś myśli, że Trump wybrał sobie lokaja, to się bardzo myli, bo Chris Wray nie będzie lokajem Trumpa”.

Wray do tej pory był wspólnikiem w dużej kancelarii prawnej King&Spalding. Jego nazwisko pojawiało się już we wcześniejszych doniesieniach prasowych na temat ewentualnej obsady wakującego do dziś fotela szefa FBI. Wray był jednym z dwóch kandydatów Trumpa, z którymi prezydent spotkał się w ubiegłym tygodniu . Drugim był Jan S. Pistole, weteran FBI i były dyrektor Transportation Security Administration.

Praca w King&Spalding

Wray to były współpracownik byłego szefa FBI Jamesa Comeya w Departamencie Sprawiedliwości, skąd odszedł w 2005 roku. Wówczas rozpoczął pracę w kancelarii King&Spalding, gdzie pracował głównie w biurach firmy w Atlancie i Waszyngtonie. Zajmował się tam „sprawami szczególnymi”, jak reprezentowanie przedsiębiorstw podczas audytu czy też prowadzenie wewnętrznych dochodzeń korporacyjnych. Jest uznawany za adwokata, który może „zapewnić radę w najtrudniejszych sprawach”.[related id=”18035″]

On również reprezentował szwajcarski bank Credit Suisse AG w sprawie oszustw podatkowych, która zakończyła się ugodą z władzami USA w wysokości 2,6 mld USD.  W 2014 roku bank przyznał się do spiskowania z amerykańskimi podatnikami w celu wniesienia fałszywych deklaracji podatkowych.

Ostatnio do najbardziej spektakularnych jego sukcesów należy wybronienie gubernatora New Jersey Chrisa Christi w waszyngtońskiej aferze Bridgegate. Warto tu dodać, że pozostałych dwóch „bohaterów” Bridgegate  zostało skazanych. Trump i Christie przyjaźnią się już od 14 lat. W 2015 roku obydwaj wystartowali jako kandydaci na prezydenta USA. W  lipcu ubiegłego roku Christie poparł Trumpa w wyborach prezydenckich.

Śledztwa w Departamencie Sprawiedliwości

Chris Wray był asystentem prokuratora generalnego w czasie, gdy Cormey był zastępcą prokuratora generalnego (w 2003 roku został mianowany przez prezydenta Georga W. Busha  na asystenta prokuratora generalnego, odpowiedzialnego za wydział karny, na co otrzymał jednogłośne poparcie Senatu).

Tam  nadzorował słynną i, jak podkreślał wówczas Departament Stanu, jedną z najbardziej skomplikowanych spraw kreatywnej księgowości nieistniejącej już dziś firmy energetycznej Enron. Prowadził także wiele spraw związanych z terroryzmem. Według strony internetowej kancelarii King&Spaling Wray przyczynił się do rozwiązania „fali skandali korporacyjnych oszustw oraz przyczynił się do przywrócenia integralności amerykańskich rynków finansowych”.

Wray prowadził dochodzenia różnego typu, między innymi o oszustwa na giełdzie papierów wartościowych, naruszenia tajemnicy bankowej i pranie brudnych pieniędzy, korupcję, piractwo i sprawy dotyczące cyberprzestępczości.  Odegrał również kluczową rolę w nadzorowaniu działań prawnych i operacyjnych „w ciągłej wojnie z terroryzmem” po ataku na Word Trade Center.

Przyszły szef FBI opuścił Departament Sprawiedliwości w 2005 roku, aby powrócić do prywatnej praktyki. Wówczas został odznaczony najwyższym odznaczeniem państwowym za pracę.

Wray ukończył prawo na Yale University w 1989 roku. Jest żonaty, ma dwoje dzieci – córkę i syna.

Monika Rotulska/ Heavy.com, Twitter , The York Times, Washington Post

Bartosiak: Trump „rozmontowuje wszystkie bezpieczniki”, z przekonaniem, że USA nadal są architektem ładu światowego

Gościem „Poranka Wnet” był Jacek Bartosiak – ekspert od spraw geopolityki. Głównym tematem rozmowy była sytuacja na Bliskim Wschodzie, wizyta Donalda Trumpa na szczycie G7 oraz Nowy Jedwabny Szlak.

Jacek Bartosiak powiedział, że na Bliskim Wschodzie dochodzi aktualnie do próby wyizolowania Kataru. Kraj ten został wskazany jako źródło terroryzmu oraz destabilizacji przez sojusz państw, które wywierają na nim presję. Zdaniem eksperta Katar będzie musiał podporządkować się tym naciskom.

– Jestem ciekawy jedynie, jak to podporządkowanie przełoży się na konkretne decyzje ekonomiczne oraz polityczne – zastanawiał się gość „Poranka Wnet”. Jego zdaniem, wizyta prezydenta USA Donalda Trumpa na Bliskim Wschodzie dała impuls wzmagający dynamikę polityczną.

– Trump dał sygnał Iranowi, Turcji, Rosji oraz Izraelowi, że „Dom Saudów” jest głównym sojusznikiem USA – powiedział Bartosiak. Zauważył, że Bliski Wschód zaczyna „budować się na nowo”, jednak jest to trudny i długi proces, do którego wtrącają się mocarstwa. [related id=23443]

– Cała układanka Bliskiego Wschodu rozpadła się jak domek z kart i trwa jego wielka przebudowa. Udział w tym biorą dwa mocarstwa zewnętrzne: Rosja oraz USA – powiedział gość Krzysztofa Skowrońskiego.

Ekspert powiedział, że przy stole negocjacyjnym próbuje znaleźć się Rosja, która chce wpływać na wojsko oraz na sytuację polityczną i bardzo odległe mocarstwo morskie – USA, które poprzez budowanie sieci sojuszy zamierza zachować korzystną dla siebie równowagę sił w regionie. Dodał, że nasuwa się pytanie o to, jaki rodzaj równowagi na Bliskim Wschodzie jest korzystny dla USA oraz w jaki sposób można go osiągnąć.

Zauważył, że na Szczycie G7 zdano sobie sprawę z intencji Donalda Trumpa, który naprawdę chce przeprowadzić terapię szokową i nadal uważa Stany Zjednoczone za architekta ładu światowego. Na tymże spotkaniu kanclerz Niemiec Angela Merkel zrozumiała, że USA Trumpa zmieniają się i mogą zagrozić interesom gospodarczym Niemiec.

– Donald Trump rozmontowuje wszystkie bezpieczniki, które były do tej pory, z przekonaniem, że Ameryka może robić to bez konsekwencji. Wydaje się, że reszta świata zaczyna w to wątpić. Prezydent USA nie ma już argumentów i nie może odwołać się do faktu, że USA po drugiej wojnie odbudowało gospodarkę niemiecką, a wdzięczność nie jest walutą w stosunkach międzynarodowych. Jest pytanie, czy Ameryka ma mechanizmy kontrolne w globalnej polityce gospodarczej, jak chociażby dolar.

Należy rozważyć, czy do tej przebudowy dojdzie, czy też stary ład się obroni – zastanawiał się na antenie gość „Poranka Wnet”.

Na zakończenie rozmowy Jacek Bartosiak mówił o Jedwabnym Szlaku.

Zapraszamy do wysłuchania audycji.

Jacek Bartosiak – ekspert ds. geopolityki i strategii , autor książki „Pacyfik i Euroazja”, były współpracownik Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego, absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, adwokat i partner zarządzający w kancelarii adwokackiej zajmującej się obsługą biznesu.

JN

Ujawniono tajny raport Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA). To dowód na ingerencję Kremla w amerykańskie wybory

Ujawniony w poniedziałek tajny raport wskazuje, że ingerencja rosyjskiego wywiadu w infrastrukturę amerykańskich wyborów była o wiele poważniejsza niż wcześniej podejrzewano.

Raport Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA), ujawniony przez portal The Intercept, nie pozostawia wątpliwości, że to agenci rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU przeprowadzili cyberataki na infrastrukturę wyborczą Stanów Zjednoczonych, w tym na system informatyczny przedsiębiorstwa produkującego oprogramowanie stosowane w maszynach do głosowania. Dodatkowo agenci GRU wysłali do przynajmniej 100 przedstawicieli lokalnych komisji wyborczych szereg maili, które miały na celu wyłudzić dane osobowe lub „opanować” zaatakowany komputer poprzez dołączony w pliku wirus.

Autentyczność raportu ujawnionego przez The Intercept redakcja portalu potwierdziła niezależnie.

[related id=”18132″]

Raport NSA, poświęcony analizie metod stosowanych przez GRU w czasie kampanii przed amerykańskimi wyborami prezydenckimi w ubiegłym roku, nie zawiera ocen ani tego, czy i w jakim stopniu zabiegi te miały wpływ na wynik amerykańskich wyborów.

Jak stwierdza redakcja mającego opinię lewicowego portalu The Intercept, ujawniony raport NSA drastycznie kłóci się z zapewnieniami prezydenta Rosji Władimira Putina, który przed tygodniem powiedział, że „Rosja jako państwo nigdy nie ingerowała i nie zamierza ingerować w wybory za granicą”.

Putin po raz pierwszy nie wykluczył jednak, że cyberataki w czasie kampanii wyborczej, obejmujące m.in. ataki na system informatyczny Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej (DNC), mogły być przeprowadzone przez „patriotycznie nastawionych” rosyjskich hakerów.

The Intercept nie ujawnił źródła pochodzenia supertajnego raportu analityka NSA, jednak zdaniem mediów poszlaki wskazują, że portal otrzymał go od 25-letniej Reality Leigh Winner, zatrudnionej przez prywatną firmę Pluribus International Corporation. Firma ta, na podstawie zawartej umowy, pracuje na rzecz federalnej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego.

Winner, która w przeszłości służyła w amerykańskich siłach powietrznych, została aresztowana przez agentów FBI w sobotę. Oskarżono ją o złamanie ustawy o szpiegostwie (Espionage Act) przyjętej przez Kongres w 1917 roku i wielokrotnie od tego czasu nowelizowanej. Jeśli sąd federalny uzna Winner winną, grozi jej kara do 10 lat więzienia.

JN

USA: Szesnaście stanów oświadczyło, że będzie bronić dekretu imigracyjnego prezydenta USA Donalda Trumpa

Stany te za pośrednictwem prokuratorów federalnych złożyły pismo do Sądu Najwyższego, w którym wyjaśniają, że dekret podpisany 6 marca nie dyskryminował muzułmanów, a bronił bezpieczeństwa USA.

Przedstawiciele administracji złożyli pismo w tej sprawie do Sądu Najwyższego (SN), który obecnie podejmuje decyzję, czy zajmie się rozpatrzeniem apelacji administracji Trumpa od decyzji sądów niższej instancji, które zablokowały obowiązywanie dekretu imigracyjnego podpisanego przez prezydenta 6 marca.

Sygnatariuszami pisma są prokuratorzy federalni stanów: Teksas, Alabama, Arizona, Arkansas, Floryda, Kansas, Luizjana, Montana, Dakota Północna, Ohio, Oklahoma, Karolina Południowa, Dakota Południowa, Tennessee, Wirginia Zachodnia oraz gubernator Missisipi.

[related id=”18132″]

Stany Luizjana, Montana i Wirginia Zachodnia rządzone są przez Partię Demokratyczną, reszta należy do Republikanów.

W piśmie, które zostało złożone w SN w poniedziałek, prokurator stanowy Teksasu Scott Keller uzasadnia, że wspomniane rozporządzenie wykonawcze nie wspomina w swojej treści religii, a rozróżnia i dzieli ludzi zgodnie z ich narodowościami, w związku z czym nie jest to tzw. „zakaz muzułmański”.

Keller dodał, że sądy powinny wykazać się większą ostrożnością w zgadywaniu intencji prezydenta w sprawach bezpieczeństwa narodowego oraz że powinny zostawić te kwestie głowie państwa (co jest zgodne z poglądem reprezentowanym przez obecną administrację).

Wspomniany zostaje również fakt, że rozporządzenie nie jest sprzeczne z konstytucyjnym zakazem faworyzowania bądź dyskryminacji jakichkolwiek religii. Pismo zostało złożone po tym, jak w ostatni czwartek administracja prezydencka zwróciła się do SN o pozwolenie, by dyrektywa imigracyjna zaczęła obowiązywać.

SN poinformował, że zapozna się ze złożonymi dokumentami przed rozpoczęciem rozpatrywania wniosku apelacyjnego administracji Trumpa, który wspierany jest przez Amerykańskie Stowarzyszenie Swobód Obywatelskich (American Civil Liberties Union).

Jednym z argumentów sądów niższej instancji przeciwko dekretowi imigracyjnemu był fakt, że prezydent w czasie kampanii mówił o całkowitym zakazie wstępu muzułmanów do USA i w związku z tym w rozpatrywaniu dekretu należy brać pod uwagę te wcześniejsze jego wypowiedzi.

Natomiast administracja wskazywała, że „nie jest to zakaz dla muzułmanów”. Dekret odnosi się do osób pochodzących z krajów, w których terroryzm jest powszechnym zjawiskiem bądź które podejrzane są o finansowanie terroryzmu.

W styczniu Trump ogłosił pierwszą wersję zakazu wjazdu w formie rozporządzenia wykonawczego, argumentując, że chodzi o zabezpieczenie kraju przed terroryzmem. Dotyczył on obywateli siedmiu państw: Iranu, Iraku, Libii, Somalii, Sudanu, Syrii i Jemenu.

Drugi zmodyfikowany zakaz, wprowadzony w marcu, podobnie jak pierwszy został zaskarżony. Rozporządzenie w nowej wersji zawiesiłoby na 90 dni możliwość wystawiania nowych wiz wjazdowych do USA obywatelom sześciu krajów: Iranu, Libii, Somalii, Sudanu, Syrii i Jemenu, a także na 120 dni zawiesiłoby przyjmowanie uchodźców.

PAP/JN

USA: Donald Trump krytykuje strategię resortu sprawiedliwości w sprawie „rozwodnionej” wersji dekretu imigracyjnego

Administracja Donalda Trumpa oczekuje na ocenę przez Sąd Najwyższy zgodności z prawem zakazu wjazdu dla obywateli sześciu krajów muzułmańskich. Dekret prezydenta w tej sprawie został zablokowany.

W serii wysłanych w poniedziałek rano tweetów prezydent wezwał ministerstwo do przyśpieszenia postępowania sądowego w sprawie dekretu, który jest zmodyfikowaną wersją rozporządzenia zakazującego wjazdu do USA obywatelom kilku krajów muzułmańskich.

Donald Trump zaapelował do resortu o forsowanie „znacznie twardszej wersji” zakazu. Nie jest jasne, czy prezydent zwrócił się też oficjalnie do ministerstwa sprawiedliwości w tej sprawie. Biały Dom i resort nie udzieliły w tej sprawie komentarza.

[related id=”19960″]

W czwartek administracja Donalda Trumpa wystąpiła w trybie pilnym do Sądu Najwyższego o ocenę zgodności z prawem zakazu wjazdu dla mieszkańców sześciu krajów zamieszkanych w większości przez muzułmanów. Dekret prezydencki w tej sprawie został zablokowany przez sądy niższych instancji.

W razie pozytywnej opinii administracja może liczyć na natychmiastowe wprowadzenie dekretu w życie, co uchyliłoby decyzje sądów niższych instancji w Maryland i Wirginii.

Decyzja Sądu Najwyższego w sprawie uznania lub uchylenia rządowego wniosku oczekiwana jest w ciągu dwóch tygodni od złożenia wniosku. Ministerstwo sprawiedliwości wnioskowało o przyspieszenie procedury, co znaczy, że sędziowie SN mogliby zacząć rozpatrywanie sprawy w październiku. To zaś oznacza, że jeśli w czerwcu sędziowie przychylą się do wniosku ministerstwa sprawiedliwości i dekret imigracyjny zostałby przywrócony ze skutkiem natychmiastowym, to ostateczna decyzja w tej sprawie zapadłaby na długo po upływie 90-dniowego okresu obowiązywania dekretu.

[related id=”20911″ side=”left”]

Pod koniec stycznia Donald Trump ogłosił pierwszą wersję zakazu wjazdu w formie rozporządzenia wykonawczego (dekretu), argumentując, że chodzi o zabezpieczenie kraju przed terroryzmem. Dekret wywołał lawinę pozwów sądowych i protestów obrońców praw muzułmanów i imigrantów. Kilka sądów federalnych wydało orzeczenie wstrzymujące jego wykonanie. Biały Dom odwołał się do sądu apelacyjnego, ale ten podtrzymał decyzję niższych instancji.

Administracja Donalda Trumpa zmodyfikowała następnie zakaz, jednak drugi dekret w tej sprawie, wprowadzony w marcu, również został zaskarżony. Rozporządzenie w nowej wersji zawiesiłoby na 90 dni możliwość wystawiania nowych wiz wjazdowych do USA obywatelom sześciu krajów: Iranu, Libii, Somalii, Sudanu, Syrii i Jemenu, a także na 120 dni zawiesiłoby przyjmowanie uchodźców.

PAP/JN

Prezydent Andrzej Duda oraz inni światowi przywódcy złożyli kondolencje ofiarom ataku terrorystycznego w Londynie

Wyrazy współczucia dla ofiar zamachów w Londynie. Europa potrzebuje jedności i solidarności, ale też zdecydowanej i twardej postawy – napisał w niedzielę na Twitterze prezydent Andrzej Duda.

[related id=”22746″]Kolejny bestialski atak, kolejne ofiary. Kondolencje i wyrazy współczucia. Europa musi odważnie przeciwstawić się terrorystom – napisała w niedzielę na Twitterze premier Beata Szydło.

W sobotę wieczorem zamachowcy wjechali samochodem w pieszych na moście London Bridge, a następnie zaatakowali za pomocą noży ludzi w pobliżu targu Borough Market. Wszyscy trzej napastnicy zostali zastrzeleni przez policję. W wyniku zdarzenia zginęło co najmniej sześć osób, a ok. 50 trafiło do szpitala.

Kondolencje złożył również prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump, który napisał w niedzielę na Twitterze: – Cokolwiek Stany Zjednoczone mogą zrobić, by pomóc Londynowi i Zjednoczonemu Królestwu, będziemy z wami – JESTEŚMY Z WAMI. NIECH BÓG WAS BŁOGOSŁAWI!

We wcześniejszym wpisie, po pierwszych doniesieniach o ataku, Donald Trump napisał:

– Musimy być sprytni, czujni i nieustępliwi. Potrzebujemy, by sądy zwróciły nam nasze prawa. Potrzebujemy zakazu wjazdu jako dodatkowego poziomu bezpieczeństwa – stwierdził, nawiązując do zakazu wjazdu dla mieszkańców sześciu krajów zamieszkanych w większości przez muzułmanów, zawartego w jego dekrecie prezydenckim, który został zablokowany przez sąd.

PAP/JN

 

USA/Republikanie chwalą decyzję Donalda Trumpa w sprawie porozumienia paryskiego. Demokraci i większość mediów krytykują

Przywódcy Partii Republikańskiej uznali czwartkową decyzję prezydenta Donalda Trumpa o wyjściu USA z porozumienia paryskiego za “słuszny i odważny krok” w obronie „zagrożonych interesów amerykańskich”

Przywódcy republikanów, w przeciwieństwie do demokratów i zdecydowanej większości mediów, których zdaniem decyzja Donalda Trumpa będzie miała prawie “apokaliptyczne konsekwencje”, zwracają uwagę na genezę tego ich zdaniem „złego porozumienia”, negocjowanego w imieniu USA przez poprzednią demokratyczną administrację Baracka Obamy z prawie całkowitym pominięciem amerykańskiego Kongresu.

– Decyzja Trumpa – powiedział senator Mitch McConnell, przywódca republikańskiej większości w Senacie – jest kolejną znaczącą odpowiedzią na dokonany przez administrację Obamy zamach na amerykańską produkcję energii i na amerykańskie miejsca pracy”.

– Kiedy poprzednia administracja przyłączyła Amerykę do realizacji nieosiągalnego celu, zapowiedzieliśmy, że będziemy walczyć z tą samowolną decyzją Obamy wszelkimi sposobami – dodał senator McConnell, który reprezentuje w Senacie „górniczy” stan Kentucky.

[related id=”22423″]
Jednym z głównych argumentów przywódców Partii Republikańskiej, wymienianych na poparcie decyzji Trumpa, jest przeświadczenie, że porozumienie paryskie ma wszelkie formalnoprawne cechy traktatu międzynarodowego, który zgodnie z Konstytucją powinien być ratyfikowany przez Senat.

– Jeśli Barack Obama był przekonany, że porozumienie paryskie było takie wspaniałe, to dlaczego zamiast przedstawić je do ratyfikacji przez Senat, doprowadził do niego z pominięciem Kongresu? – zapytał na Twitterze były republikański gubernator stanu Arkansas, Mike Hackabee.

Podobnych argumentów użył Scott Pruitt, kontrowersyjny dyrektor federalnej Agencji Ochrony Środowiska (EPA), mianowany na to stanowisko przez Donalda Trumpa.

Pruitt podkreślił kilkakrotnie, że dyskusje w Białym Domu nad decyzją prezydenta nie dotyczyły kwestii, czy “globalne zmiany klimatyczne są rzeczywiste i spowodowane działalnością człowieka”, ale tego, czy „porozumienie paryskie jest dobre dla interesów Ameryki i amerykańskiego rynku pracy.” Dodał, że nawet „lewica ekologiczna”, nazwana ostatnio przez jednego z komentatorów „międzynarodówką ekologiczną”, dostrzega ułomności porozumienia paryskiego.

W tym kontekście wskazał na wypowiedzi prof. Jamesa Hansena, byłego głównego naukowca NASA, który nazwał porozumienie paryskie „oszustwem, bzdurą i badziewiem”. Prof. Hansen, obecnie wykładowca Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku, jako jeden z pierwszych naukowców ostrzegał przed ekologiczną katastrofą spowodowaną wzrostem stężenia gazów cieplarnianych w atmosferze Ziemi.

Wielu republikanów, jak ceniony przez obie partie senator Lindsey Graham, zamiast wdawać się dyskusje z demokratami nad zasadnością decyzji Trumpa, z nadzieją przyjęło przedstawioną przez amerykańskiego prezydenta możliwość renegocjacji porozumienia paryskiego.

– Popieram decyzję prezydenta, aby ponownie włączyć się do porozumienia paryskiego, kiedy będzie zawierało lepsze warunki dla Ameryki i biznesu – napisał sen. Lindsay Graham na Twitterze.

Demokraci nie biorą takiej możliwości pod uwagę. Natychmiast po ogłoszeniu przez Trumpa jego decyzji, demokratyczni gubernatorzy trzech stanów: Kalifornii, Nowy Jork i Waszyngton ogłosiło stworzenie koalicji pod nazwą Sojusz Klimatyczny Stanów Zjednoczonych (United States Climate Alliance).

Celem koalicji tych trzech, mających opinię lewicowych, stanów jest redukcja przez te stany emisji gazów cieplarnianych do poziomu określonego przez „porozumienie paryskie”. Ludność Kalifornii oraz stanów Nowy Jork i Waszyngton stanowi ok. 20 procent populacji Stanów Zjednoczonych.

– Skoro Prezydent Stanów Zjednoczonych jest „nieobecny bez usprawiedliwienia” w tym wyjątkowym przedsięwzięciu ludzkości, to Kalifornia i inne stany muszą podjąć się tego zadania – stwierdził gubernator Kalifornii Jerry Brown w oświadczeniu wyjaśniającym motywy powołania sojuszu.

PAP/JN