Decyzje Donalda Trumpa, które dotyczą Bliskiego Wschodu mogą pokazywać, jak będzie wyglądała polityka dotycząca Ukrainy, uważa Arleta Bojke, dziennikarka i reportażystka.
Posłuchaj całej audycji:
Stany Zjednoczone chcą przejąć kontrolę nad Strefą Gazy. Premier Izraela Beniamin Netanjahu był też pierwszym zagranicznym gościem zaproszonym do Białego Domu. Czy to oznacza, że Bliski Wschód będzie teraz głównym obszarem działania USA, a sprawa Ukrainy schodzi na drugi plan? M.in. o tych tematach rozmawialiśmy w poranku Radia Wnet z Arletą Bojkę, dziennikarką, reportażystką i twórczynią kanału “Koniec świata”.
Donald Trump nie ukrywał w całej kampanii wyborczej, że on jest prezydentem, który szuka prostych rozwiązań, że wiele konfliktów na świecie da się rozwiązać prostymi rozwiązaniami i bardzo prostymi argumentami, argumentami siły. Więc rzeczywiście wszystko wskazuje na to, że zaczął od Bliskiego Wschodu. Ja nie bardzo wyobrażam sobie, żeby zostawił kwestię ukraińską. Zresztą często jest mu przypominane, że powiedział, że jest w stanie zakończyć konflikt na Ukrainie w ciągu 24 godzin
– stwierdza dziennikarka.
Rozgrywka na geopolitycznej szachownicy trwa
Według Bojke sprawa się przedłuża, ponieważ cały czas trwają rozmowy, a wcześniejsze ruch na scenie geopolitycznej mogły być błędnie interpretowane.
Być może te wizyty Wiktora Orbana w Moskwie to była część planu Donalda Trumpa, no bo Wiktor Orban był najpierw w Mar-a-Lago, potem właśnie między innymi w Moskwie. No trudno tutaj nie łączyć tych kropek
– podkreśla Bojke.
Zdaniem dziennikarki dla Donalda Trumpa Bliski Wschód był priorytetem i od niego chciał zacząć, bo można tutaj pokazać skuteczność nowego prezydenta USA.
Przynajmniej na tym etapie nie ma bombardowań. Ten pokój jest, wiadomo, kruchy i nigdy dany raz na zawsze. Donald Trump będzie pilnował tego, żeby podczas jego kadencji nie wybuchła kolejna tak duża wojna, jak ta, którą obserwowaliśmy w ostatnim czasie
Prof. Adam Prokopowicz / Fot. Zbiór zdjęć prof. Adama Prokopowicza
Amerykanista mówi o polskich korzeniach na Alasce, nietypowym systemie wyborczym w tym stanie oraz politycznych decyzjach Donalda Trumpa.
Zachęcamy do wysłuchania całej audycji!
Polskie korzenie na Alasce
Profesor Adam Prokopowicz zwraca uwagę na polski akcent w historii Alaski.
Stan ten od lat jest w dużej mierze zarządzany przez rodzinę Murkowskich . Obecna senator, Lisa Murkowski, wywodzi się z polskiej rodziny – jej pradziadek pochodził z Kcyni w województwie kujawsko-pomorskim. To swoista polska mafia na Alasce
– żartuje rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego, wskazując na polityczne dziedzictwo tej rodziny.
Lisa Murkowski, choć nominalnie republikańska, często głosuje zgodnie z linią Partii Demokratycznej.
W 2013 roku jej głosowania były zgodne z prezydentem Obamą w ponad 70% przypadków
– zauważa profesor.
Wskazuje też na jej rolę w kluczowych decyzjach, jak głosowanie przeciwko sędziemu Brettowi Kavanaugh, a za kandydaturą Ketani Brown Jackson do Sądu Najwyższego.
Nietypowy system wyborczy Alaski
Prof. Adam Prokopowicz wskazuje również na specyficzny system wyborczy w tym stanie:
Ranked choice voting przypomina skoki narciarskie – nie wystarczy być pierwszym, trzeba być drugim i trzecim To właśnie dzięki temu systemowi Lisa Murkowski utrzymała fotel senatora, choć w pierwszej rundzie nie zdobyła większości głosów.
Donald Trump a zmiany nazw geograficznych
Alaska była także areną jednego z ciekawszych sporów politycznych.
Najwyższy szczyt Ameryki Północnej, Mount McKinley, w 2015 roku zmienił nazwę na Denali. Trump przywrócił starą nazwę, podkreślając konieczność szacunku dla historii Stanów Zjednoczonych
– wyjaśnia amerykanista.
To tylko jeden z wielu sporów o symbole w amerykańskiej polityce.
Wojny handlowe
Trump chce przywrócić produkcję do kraju, wprowadzając taryfy celne na towary z Kanady, Meksyku i Chin
– zauważa prof. Adam Prokopowicz. Zdaniem gościa „Poranka Wnet”, podobne ruchy mogą spotkać Unię Europejską.
Jak podkreśla rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego, te działania Donalda Trumpa nie są jedynie konfliktem handlowym, lecz strategią mającą na celu odbudowę amerykańskiego przemysłu.
Płot graniczny pomiędzy Mexicali (MX) a Calexico (USA); Omar Bárcena; flickr.com; CC BY 2.0
W dzisiejszym wydaniu República Latina przyjrzymy się trudnym relacjom Meksyku i Stanów Zjednoczonych z perspektywy historycznej, współczesnej i widoków na przyszłość
Meksyk i USA: dwaj geograficzni sąsiedzi, których wspólna historia była raczej usłana cierniami, niż różami. Zarazem też dwa kraje, które przeszły długą i ciężką wspólną drogę: od konfliktów w XIX wieku do współpracy w wieku XXI. Pomimo faktu, że obydwa kraje nie są równorzędnymi partnerami w tej współpracy, nie można powiedzieć, że nie czerpią one z niej profitów. Dla USA Meksyk jest przede wszystkim źródłem taniej siły roboczej. I to zarówno dla amerykańskich fabryk na terenie Meksyku, jak i w postaci meksykańskich pracowników w USA. Z kolei dla Meksyku USA jest największym rynkiem zbytu, ale i źródłem inwestycji oraz know-how. Nie można też zapomnieć o miliardach USD, które corocznie meksykańscy emigranci ślą do swoich rodzin w kraju pochodzenia.
Czy jednak ten w miarę spokojny wizerunek współpracy pomiedzy obydwoma państwami ulegnie destrukcji? Nowy prezydent USA, Donald Trump, chce pozbyć się milionów emigrantów pochodzenia latynoskiego, odsyłając ich do krajów pochodzenia. Zarazem też nałożył on cła na produkty pochodzenia m.in. meksykańskiego. Wreszcie wspomina on o konieczności prowadzenia wojny z meksykańskimi kartelami narkotykowymi na terenie Meksyku. Z kolei prezydent Meksyku, Claudia Sheinbaum póki co zdaje się uspokajać sytuację.
W dzisiejszym wydaniu República Latina przyjrzymy się trudnym relacjom Meksyku i Stanów Zjednoczonych z perspektywy zarówno historycznej, jak i współczesnej oraz widoków na przyszłość. Razem z naszym gościem, Héctorem Franco przeanalizujemy jak obydwa kraje ewoluowały od przeciwników do strategicznych partnerów, wspólnie stawiając czoła wyzwaniom współczesnego świata. Omówimy początki relacji między oboma narodami i to, jak stosunki dyplomatyczne między dwoma krajami kształtowały się na przestrzeni dziejów. Zajmiemy się wspólnymi wysiłkami na rzecz zwalczania handlu narkotykami i międzynarodowej przestępczości zorganizowanej. Przeanalizujemy przyczyny, konsekwencje i możliwe rozwiązania jednej z najbardziej kontrowersyjnych kwestii w dwustronnej agendzie, jaką jest migracja. Wreszcie, zbadamy, w jaki sposób ostatnie deklaracje administracji Donalda Trumpa mogą rozpętać konflikt wykraczający poza dyplomację.
Zapraszamy już dziś na godz. 19H00! Będziemy rozmawiać po polsku i hiszpańsku!
Y la versión en español:
México y Estados Unidos: dos vecinos geográficos cuya historia común ha estado sembrada de espinas más que de rosas. Al mismo tiempo, dos países que han recorrido juntos un largo y duro camino: de los conflictos del siglo XIX a la cooperación del siglo XXI. A pesar de que los dos países no son socios iguales en esta cooperación, no puede decirse que no se beneficien de ella. Para Estados Unidos, México es ante todo una fuente de mano de obra barata. Y esto tanto para las fábricas estadounidenses en suelo mexicano como en forma de trabajadores mexicanos en EEUU. Para México, en cambio, EU es su mayor mercado, pero también una fuente de inversiones y conocimientos técnicos. Tampoco podemos olvidar los miles de millones de dólares que los expatriados mexicanos envían cada año a sus familias en su país de origen.
Pero, se destruirá esta imagen relativamente pacífica de cooperación entre los dos países? El nuevo presidente de Estados Unidos, Donald Trump, quiere deshacerse de millones de emigrantes de origen hispano devolviéndolos a sus países de origen. Al mismo tiempo, también ha impuesto aranceles a los productos de origen mexicano, entre otros. Por último, menciona la necesidad de librar una guerra contra los cárteles mexicanos de la droga en suelo mexicano. Por su parte, la presidenta mexicana, Claudia Sheinbaum, parece haber calmado la situación por el momento.
Hoy en República Latina, analizamos la difícil relación entre México y Estados Unidos desde una perspectiva histórica y contemporánea, así como las perspectivas de futuro. Junto con nuestro invitado, Héctor Franco, analizaremos cómo ambos países han evolucionado de adversarios a socios estratégicos, enfrentando juntos los retos del mundo moderno. Hablaremos de los orígenes de la relación entre ambas naciones y de cómo han evolucionado las relaciones diplomáticas entre los dos países a lo largo de la historia. Abordaremos los esfuerzos conjuntos en la lucha contra el narcotráfico y la delincuencia organizada transnacional. Analizaremos las causas, consecuencias y posibles soluciones a uno de los temas más controvertidos de la agenda bilateral: la migración. Finalmente, exploraremos cómo las recientes declaraciones de la administración de Donald Trump podrían encender un conflicto que va más allá de la diplomacia.
Les invitamos a escucharnos hoy a las 7PM UTC+1! Vamos a hablar en polaco y en español.
Prezydent USA Donald Trump zapowiada deportowanie miliona osób rocznie. W całym kraju żyje 11 milionów nielegalnych imigrantów z Meksyku.
Prezydent Meksyku, Claudia Sheinbaum, wielokrotnie podkreślała, że jej rząd jest „przygotowany” na ewentualną masową deportację obiecaną przez Donalda Trumpa.
Nowy prezydent Stanów Zjednoczonych powtórzył w swoim przemówieniu, że spodziewa się wysłać żołnierzy na granicę w trybie pilnym.
Wszystkie nielegalne wjazdy zostaną natychmiast zatrzymane i rozpoczniemy proces odsyłania milionów przestępczych cudzoziemców tam, skąd przybyli
powiedział.
Jedna trzecia z 11 milionów nieudokumentowanych osób w USA to Meksykanie. Trump obiecuje deportować milion osób rocznie. W 2012 roku, kiedy odnotowano
najwięcej deportacji, liczba powracających nie przekroczyła 300 000. Przed zaprzysiężeniem Trumpa, Sheinbaum ujawniła na porannej konferencji prasowej najbardziej szczegółową wersję środków, które jej rząd wdroży, aby wesprzeć to, co nazywa „naszymi paisanos”. Chcemy, aby wiedzieli, że jesteśmy przygotowani, że jesteśmy gotowi, aby wspierać naszych rodaków i jesteśmy pewni, że osiągniemy porozumienia z rządem prezydenta Trumpa, gdy tylko zostaną ustanowione odpowiednie kanały – powiedziała.
La Jefa de Gobierno Claudia Sheinbaum Pardo, acompañada por el Secretario de Cultura, José Alfonso Suárez del Real; la Alcaldesa de Tlalpan, Patricia Elena Aceves; la Secretaria de Gobierno, Rosa Icela Rodríguez y de más invitados, inauguraron el Parque Leona Vicario. Fotografía: Maritza Ríos / Secretaría de Cultura de la Ciudad de México
Rząd ogłosił, że wszyscy deportowani Meksykanie będą mieli dostęp do rozległej sieci państwowych programów pomocowych. Migranci otrzymają „Tarjeta de Bienestar Paisano” z kuponem o wartości 2000 pesos (około 100 USD) na pokrycie kosztów powrotu do miejsca pochodzenia. Ponadto’ osoby powracające i ich rodziny będą mogły dołączyć do Instituto Nacional de Seugridad Social (IMSS), z którym będą mogli uzyskać dostęp do pięciu programów ubezpieczeniowych w zakresie zdrowia, ryzyka zawodowego, niepełnosprawności, emerytury z powodu starości i opieki dziennej.
Zagraniczni inwestorzy uważają, że obiecane przez Trumpa ograniczenia handlowe mogą wpłynąć na wyniki meksykańskiej gospodarki.
Przekazy pieniężne, które migranci w Stanach Zjednoczonych wysyłają co miesiąc do swoich krewnych, są jednym z filarów meksykańskiej gospodarki konsumpcyjnej: według oficjalnych danych są one między drugim a trzecim co do wielkości źródłem dochodu po turystyce i sprzedaży ropy naftowej.
Prezydent USA grozi również nałożeniem ceł w wysokości 25% na import z Meksyku, jeśli kraj ten nie zaprzestanie nielegalnego handlu migrantami.
Zapewnił również, że nałoży 500% cła na samochody produkowane przez chińskie firmy w Meksyku. Według think tanku Capital Economics, 10-procentowa taryfa na towary importowane z Meksyku oznaczałaby 1,5-procentowy spadek meksykańskiego PKB.
Donald Trump / Fot. Chairman of the Joint Chiefs of Staff from Washington D.C, United States, WIkimedia Commons (Public domain)
Dlaczego w wystąpieniu wygłoszonym w Kongresie nowy-stary prezydent praktycznie nie wspomniał o Chinach? Amerykanista stwierdza, że między USA a ChRL nie toczy się żadna realna walka o hegemonię.
Nie wierzę w użycie przez USA siły militarnej, jednak należy się spodziewać licznych zachęt ekonomicznych dla ludności zamieszkującej Grenlandię – mówi były minister obrony narodowej.
W dzisiejszym wydaniu República Latina przyjrzymy się obecnej sytuacji w Wenezueli w świetle ostatnich wydarzeń w tym kraju i na świecie
Czy istnieje szansa na polityczną i społeczną zmianę w Wenezueli? Opozycja wenezuelska wzywa reżim chavistowski do pokojowego przekazania władzy. Również i opinia międzynarodowa coraz bardziej ma dosyć niedemokratycznych rządów Nicolása Maduro i jego współpracowników. Tymczasem jednak reżim kurczowo trzyma się władzy. Co więcej działania poszczególnych agend reżimu nie wskazują na to, by ten chciał usiąść do negocjacyjnego stołu ze swoimi oponentami, a wręcz przeciwnie.
Jak długo jednak może trwać taka sytuacja? Czy wybór Donalda Trumpa, niegdyś nieprzejednanego wroga reżimu, daje szansę na zmianę sytuacji politycznej w Wenezueli? Czy też czy prezydent-elekt będzie chciał się dogadać z reżimem?
W dzisiejszym wydaniu República Latina wspólnie z Beatriz Blanco porozmawiamy o bieżącej sytuacji w Wenezueli, cztery miesiące po wyborach prezydenckich. Zastanowimy się również nad możliwą zmianą polityki USA wobec reżimu chavistowskiego. Opowiemy także o sankcjach, jakie administracja północnoamerykańska nałożyła ostatnio na kolejnych przedstawicieli reżimu. Zastanowimy się również na ile realne są groźby członków reżimu wobec opozycji. Na ile realny jest powrót prezydenta-elekta, Edmundo Gonzáleza Urrutii do Wenezueli? Wreszcie opowiemy o dzisiejszej, światowej manifestacji poparcia dla zmian w Wenezueli.
To wszystko już dziś o godz. 19H00! Serdecznie zapraszamy!
Marco Rubio / Fot.Gage Skidmore, Wikimedia Commons
Milei, Peña, Abinader i Bukele: to najbardziej proamerykańscy przywódcy w Ameryce Południowej – wskazał polityk nominowany na funkcję sekretarza stanu w gabinecie Donalda Trumpa.
Marco Rubio: bicz na latynoskich dyktatorów
W bezprecedensowym posunięciu w politycznej historii Stanów Zjednoczonych, Donald Trump nominował Marco Rubio na stanowisko sekretarza stanu. Po raz pierwszy w Białym Domu zasiądzie sekretarz stanu o latynoskich korzeniach, który rozumie, w jaki sposób dyktatury w Wenezueli, na Kubie i w Nikaragui spowodowały śmierć, smutek i wygnanie w regionie.
Przez lata Waszyngton prowadził zagmatwaną i zygzakowatą politykę zagraniczną z dyktatorami Nicolásem Maduro, Miguelem Díazem Canelem i Danielem Ortegą, którzy utrzymują się u władzy dzięki represjom państwowym oraz wsparciu gospodarczemu i wojskowemu ze strony Chin, Rosji i Iranu.
W tym kontekście geopolitycznym regionalne dyktatury pozostały u władzy dzięki korupcji, oszustwom wyborczym i strategicznym powiązaniom z Pekinem, Moskwą i Teheranem.
Na przykład Maduro dokonał historycznego oszustwa w ostatnich wyborach, a Biden utrzymał zezwolenia Chevronu na wydobycie ropy naftowej, które pozwalają wenezuelskiemu reżimowi przetrwać pomimo międzynarodowych sankcji gospodarczych.
a temat reżimów w Caracas, Hawanie i Managui, Rubio miał do powiedzenia co następuje:
Wenezuela ma ogromne znaczenie geograficzne. Jej dyktatura jest jedną z głównych bram na naszej półkuli dla głównych przeciwników USA, od Iranu po Rosję i Chiny. Wenezuelski reżim zapewnia również pomoc narko-terrorystom, którzy wysyłają narkotyki i przemoc do krajów naszego regionu, w tym Ekwadoru i Stanów Zjednoczonych.
Kubańska dyktatura jest wrogiem Stanów Zjednoczonych i aktywnie wspiera tyranów na całym świecie. Świat jest świadkiem wielu sposobów, w jakie reżim Castro/Diaz-Canela służył jako marionetka Chin, Iranu, a ostatnio Rosji. Stany Zjednoczone mają moralny obowiązek bronić interesów naszego kraju i musimy nadal bronić demokratycznego porządku i sprawiedliwości na naszej półkuli.
(Daniel) Ortega i (Rosario) Murillo systematycznie prześladują członków Kościoła katolickiego i będą próbowali cenzurować każdy głos sprzeciwu w swoim kraju. Nasi katoliccy bracia i siostry w Nikaragui dźwigają ciężki krzyż, ponieważ nadal są celem represji i prześladowań religijnych.
Daniel Ortega / Fot. Ismael Francisco/ Cubadebate, Flickr, CC BY-NC-SA 2.0
Oprócz własnych poglądów na temat dyktatur w Ameryce Łacińskiej, Rubio utrzymuje więzi polityczne z prezydentami w regionie, którzy podzielają wspólne wartości w zakresie gospodarki, wolności i praw własności. Następny sekretarz stanu będzie miał otwartą agendę z Lulą da Silvą (Brazylia), Gustavo Petro (Kolumbia) i Claudią Sheinbaum (Meksyk), ale jego polityka sojuszy będzie opierać się na innych przywódcach Ameryki Łacińskiej.
Z tej perspektywy, gdy za kurtyną było już wiadomo, że zostanie mianowany przez Trumpa, Rubio zamieścił na X komentarz na temat ideologicznego dopasowania Javiera Milei (Argentyna), Santiago Peña (Paragwaj), Luisa Abinadera (Dominikana) i Nayiba Bukele (Salwador). „Proamerykańscy przywódcy w Ameryce Łacińskiej”, napisał następny sekretarz stanu na X, w poście pokazującym zdjęcia Milei, Peña, Abinader i Bukele.
Ten komentarz na portalu społecznościowym sugeruje, że realizując regionalną agendę, Rubio uzna Argentynę, Paragwaj, Salwador i Dominikanę za swoich naturalnych sojuszników w Ameryce Łacińskiej. Priorytetem dla administracji Trumpa będzie globalna ofensywa Chin, wojna między Ukrainą a Rosją oraz Izrael, który jest zagrożony przez Iran i jego terrorystycznych pełnomocników w Gazie, Libanie i Jemenie. Następnie, ze względu na swoje latynoskie korzenie i osobistą znajomość regionu, Rubio zajmie się złożoną sytuacją w Ameryce Łacińskiej.
Nie chodzi tylko o trzech dyktatorów: są też nieudokumentowani imigranci, zagrożenie terrorystyczne, kartele narkotykowe i potrzeba zmniejszenia asymetrii gospodarczej z bezpośrednimi planami dla regionu.
Trump ma radykalne pomysły, które grożą destabilizacją Ameryki Łacińskiej, w tym bezprecedensową deportację milionów migrantów do regionu i nałożenie surowych ceł, które zakłóciłyby przepływy handlowe.
Choć polityka ta jest bliska jemu i jego zapleczu politycznemu, jej wdrożenie byłoby wybawieniem dla Chin, największego partnera handlowego Ameryki Południowej: z czterema z pięciu największych gospodarek regionu kierowanych przez lewicowe rządy, możliwość przeciwdziałania ofensywie Trumpa poprzez „przytulenie się” do Pekinu i jego firm jest oczywista i niemal nieunikniona, ku wielkiemu bólowi Waszyngtonu.
Nawet libertariański prezydent Argentyny Javier Milei, który szybko pogratulował Trumpowi zwycięstwa w wyborach i spieszy się na Florydę, aby zobaczyć się z nim w czwartek, zrobił zwrot w kierunku azjatyckiego kraju, mówiąc, że Chiny „są teraz bardzo interesującym partnerem handlowym, ponieważ niczego nie żądają”.
Javier Milei / Fot. Ilan Berkenwald, Flickr,CC BY-SA 2.0
Rosnące wpływy Chin w regionie to coś, czego amerykańscy urzędnicy będą świadkami z pierwszej ręki w tym tygodniu, kiedy prezydent Joe Biden i jego odpowiednik Xi Jinping wezmą udział w Forum Współpracy Gospodarczej Azji i Pacyfiku w Limie, a następnie w szczycie Grupy 20 w Rio de Janeiro.
Prezydent Javier Milei zapowiedział, że po powrocie Donalda Trumpa do Białego Domu będzie dążył do podpisania umowy o wolnym handlu ze Stanami Zjednoczonymi w celu pogłębienia stosunków gospodarczych między oboma krajami.
W tych warunkach możemy iść naprzód w kierunku większych umów handlowych z USA, w taki sam sposób, w jaki idziemy naprzód z Chinami” – powiedział prezydent w wywiadzie radiowym, którego udzielił w środę.
Brazylia: zamach i najniższe poparcie dla Luli
Pozytywna ocena rządu Luiza Inácio Luli da Silvy spadła w listopadzie do najniższego poziomu od czasu objęcia przez brazylijskiego prezydenta urzędu na trzecią kadencję w styczniu 2023 r., wynika z ankiety opublikowanej we wtorek przez stowarzyszenie pracodawców transportowych.
Według sondażu, który Krajowa Konfederacja Transportu (CNT) powierzyła firmie MDA, pozytywna ocena rządu Luli, która osiągnęła 43% w maju 2023 r., spadła z 37,4% w maju tego roku do 35,5% w listopadzie.
Odsetek Brazylijczyków, którzy oceniają rząd negatywnie, wzrósł z 25% w maju ubiegłego roku do 30% w maju tego roku i do 30,8% w listopadzie, co jest najwyższym poziomem od czasu, gdy wskaźnik ten zaczął być mierzony przez MDA.
Lula podczas wizyty w Ekwadorze | Fot. Xavier Granja (CC A-S 2.0, Flickr.com)
Tymczasem liczba osób, które uważają administrację Luli za sprawiedliwą wzrosła z 28% w maju ubiegłego roku do 31% w tym samym miesiącu tego roku i do 32,1% w listopadzie.
Sondaż ujawnił również, że odsetek Brazylijczyków, którzy akceptują osobiste osiągnięcia Luli jako prezydenta, również spadł do najniższego poziomu, z 57% w maju ubiegłego roku do 50,7% w maju tego roku i do 49,7% w listopadzie.
Pomimo spadku popularności, Lula nadal prowadzi w sondażach dotyczących zamiaru głosowania w wyborach prezydenckich w październiku 2026 r., choć z niewielką przewagą nad byłym prezydentem Jairem Bolsonaro (2019-2022), który nie może wziąć udziału w wyborach po tym, jak został skazany za ataki na demokrację.
Według sondażu, gdyby wybory odbyły się teraz, Lula uzyskałby 35,2% głosów, a Bolsonaro, który wciąż ma nadzieję, że jego przywódcy w Kongresie udzielą mu amnestii i pozwolą mu wziąć udział w wyborach, 32,2%.
Czy są zagadnienia – i jeżeli tak, to jakie? – w których obie partie w Kongresie USA będą umiały dojść do porozumienia? Mówi autor kanału Niepoprawny Dyplomata.