Paweł Soloch: W kwestii dialogu Unii Europejskiej z Chinami Polska nie może być pomijana

Brak telefonu z Waszyngtonu, waga tematów światopoglądowych i rozmowy Andrzeja Dudy z Xi Jinpingiem. Paweł Soloch o stosunkach Polski ze Stanami Zjednoczonymi i Chinami.


Nowa amerykańska głowa państwa nie rozmawiała jeszcze z Andrzejem Dudą. Paweł Soloch jednak zapewnia, iż to nie pogarsza relacji obydwu państw. Wskazuje, że lista przywódców z którym Joe Biden jeszcze się nie kontaktował jest długa.

 Według szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego światopogląd nowej administracji Białego Domu nie pogorszy relacje obydwu stron. Tematy dotyczące spraw światopoglądowych nie są jedyne. Przypomina, że także za Donalda Trumpa płynęły z amerykańskiej ambasady sygnały dotyczące m.in. LGBT. Nie przeszkodziło to przy tym we współpracy naszych krajów. Nie wiadomo, kiedy spotkanie Duda-Biden dojdzie do skutku.

Paweł Soloch stwierdza, że Waszyngton jest zainteresowany rozmawianiem z państwami europejskimi w ramach instytucji i forów międzynarodowych, takich jak Trójkąt Weimarski. Odnosi się również do relacji z Chinami. Zaznacza, że Polska jest ważnym państwem w ramach formatu 17+1.

W kwestiach również dialogu z Chinami, czy to Unii Europejskiej , czy to Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej, Polska nie może być pomijana.

Nasz gość wskazuje, że prezydent Andrzej Duda przyjmował przewodniczącego Xi Jinpinga w Warszawie, a później obaj rozmawiali ze sobą telefonicznie.

Poziom relacji polsko-chińskich uważam za dobry.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Kożuszek: procedura impeachmentu została przeprowadzona przez Demokratów w kuriozalny sposób

Maciej Kożuszek o niepowodzeniu próby skazania byłej amerykańskiej głowy państwa, rywalizacji o przywództwo w GOP oraz o reformach Bidenach i niechęci prezydenta do zadeklarowania swej polityki.


Maciej Kożuszek mówi na temat obecnej sytuacji w Stanach Zjednoczonych. Próba impeachmentu Donalda Trumpa się nie powiodła. Jak stwierdził senator Mitch McConnell, uniewinnienie byłego prezydenta to zwycięstwo konstytucji, która nie pozwala na odwołanie prezydent po zakończeniu jego kadencji.

Partia Demokratyczna chciała przegłosować impeachment jeszcze przed  końcem kadencji Donalda Trumpa, strasząc tym, co może zrobić w ostatnich dniach kadencji. Po tym zaś jak Izba Reprezentantów artykuły impeachmentu przegłosowała, to Nancy Pelosi przez pięć dni wstrzymywała się z przesłaniem ich do Senatu. Dziennikarz zauważa, że ludzi bardziej interesuje przyjęcie pakietu pomocowego niż skazanie byłej głowy państwa.

 Następnie Kożuszek przedstawia walkę o władzę w Partii Republikańskiej. Były lider większości republikańskiej w Senacie, Mitch McConnell dysponuje funduszami na kampanię. Donald Trump ma zaś ludzi, którzy go popierają. W przeciwieństwie do rywala nie ma jednak instytucjonalnego zaplecza.

Dziennikarz „Gazety Polskiej” komentuje też reformy Joego Bidena. Tak jak nowa administracja Białego Domu łatwo przeprowadza reformy światopoglądowe, tak z trudem przeprowadza te gospodarcze. Nie ma też planu odnośnie szczepień i obostrzeń sanitarnych. Joe Biden i Kamala Harris unikają jakichkolwiek wiążących deklaracji, z których mogą być później rozliczani.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Dr Brzeski: senatorowie republikańscy, którzy głosowali przeciwko Trumpowi odczuwają polityczną niechęć swoich wyborców

Dr Rafał Brzeski odniósł się na antenie Radia Wnet do sytuacji za Oceanem oraz nad Sekwaną. Poruszył także kwestię konfliktu w obozie Zjednoczonej Prawicy.

Dr Rafał Brzeski mówił o zagranicznych echach procesu ws. książki profesorów Barbary Engelking i Jana Grabowskiego „Dalej jest noc”. Zwrócił uwagę, że Francja, gdzie ukazały się antypolskie komentarze na ten temat, od wielu dekad sama ma poważny problem z antysemityzmem. Francuska rozgłośnia publiczna stwierdziła, że „Polska chciałaby zakazać ” jakiegokolwiek przywoływania swojej odpowiedzialności za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę.

Ten skandaliczny wpis będzie przedmiotem protestu ambasady polskiej we Francji i interwencji prawnej Instytutu Ordo Iuris – wskazuje dr Brzeski.

Politolog skomentował ponadto zawirowania w partii Porozumienie. Wyraża obawę, że jego prawdziwym celem jest obalenie rządu Mateusza Morawieckiego.

Nieporozumienie w Porozumieniu przestało być śmieszne a zaczyna być groźne. (…) Awantura przypomina próbę obalenia rządu Mateusza Morawieckiego za cenę samolikwidacji ugrupowania politycznego.

Mówił również o przemianach politycznych w USA po ostatnich wyborach prezydenckich, oraz batalii o Nord Stream 2.

W opinii prezydenta Bidena Nord Stream 2 to złe rozwiązanie, bo dzieli Europę i naraża Ukrainę oraz Europę Środkową na rosyjską manipulację. Zgodnie z terminarzem prac Kongresu amerykańska administracja waszyngtońska ma przedstawić do jutra  Kongresmenom raport z listą firm zaangażowanych w tę inwestycję.

Poruszył także temat sytuacji politycznej we Francji gdzie establishment zwiera szeregi w celu niedopuszczenia do zwycięstwa Marine Le Pen w najbliższych wyborach prezydenckich.

Bruno le Maire, francuski minister finansów stwierdził, że (…) przyszłoroczna kampania prezydencka będzie trudna (…) i będzie wymagać mobilizacji wszystkich ludzi gotowych zaangażować się, (…) by nie dopuścic do zwycięstwa frontu narodowego.

[related id=137008 side=left]Dr Brzeski podsumował postępowanie Senatu USA przeciwko byłemu prezydentowi Donaldowi Trumpowi. Wskazuje, że ci politycy Partii Republikańskiej, którzy opowiedzieli się za postawieniem Trumpa w stan oskarżenia, znajdą się na marginesie sceny politycznej.

Ci senatorowie, którzy głosowali przeciwko Trumpowi już odczuwają polityczną niechęć swoich wyborców. (…)Partia się przegrupuje, ale ci którzy głosowali przeciwko Trumpowi wypadną z obiegu.

 

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

A.W.K/A.N.

Albert Świdziński: Stosunek nowej administracji USA do Chin to bardziej kontynuacja niż odejście od linii Trumpa

Albert Świdziński o raporcie WHO ws. SARS-CoV-2, rywalizacji amerykańsko-chińskiej i o tym, czemu sama strategia nie wystarczy do wygrania z Pekinem.


Albert Świdziński komentuje raport Światowej Organizacji Zdrowia na temat początku epidemii SARS-CoV-2. Według raportu najbardziej prawdopodobny scenariusz początku epidemii to  przeniesienie się wirusa z na człowieka.

Dochodzenie toczyło się w Wuhan w mieście, w którym uważa się powszechnie że ten wirus po raz pierwszy się pojawił. Raport stwierdza, że hipoteza o laboratoryjnych pochodzeniu Korona wirusa jest ekstremalnie mało prawdopodobna.

Waszyngton nie zajął stanowiska wobec raportu WHO. Jak stwierdził rzecznik Departamentu Sprawiedliwości Ned Price:

Chiny do tej pory nie wykazały się odpowiednią transparentnością.

Stany Zjednoczone odniosą się do raportu, gdy zapoznają się z nim całościowo. Uwagę Amerykanów przykuwa obecnie pakiet stymulacyjny zapowiadany przez administrację Bidena. Ma on przejść przez Izbę Reprezentantów i Senat w przyśpieszonym tempie. Congressional Bugdet Office, oceniający możliwości budżetowe rządu federalnego, negatywnie zaopiniował projekt.

Dalej bowiem zawiera zapisy nakazujące zwiększenie płacy minimalnej do 15 dolarów za godzinę w 2025 roku zwiększające zasiłek dla bezrobotnych do kwoty niemal 740 dolarów tygodniowo, a być może nawet ponad 900 dolarów.

Problem z płynnością finansową mogłoby mieć 25 proc. europejskich firm do końca 2020 r., gdyby nie luzowanie ilościowe i pakiety pomocy publicznej. Tak wynika z raportu Komisji Europejskiej, który wskazuje, że wraz z wygaszaniem programów pomocowych można się spodziewać rosnącej liczby bankructw.

Po tym jak pandemia w końcu się zakończy Europę czeka […] potężny kryzys gospodarczy fala bankructw i niewypłacalności.

Tymczasem nie ustaje rywalizacja między USA a ChRL. Pacyfik jest świadkiem manewrów flot obu mocarstw z udziałem lotniskowców. Joe Biden ogłosił powstanie 15-osobowej grupy roboczej ekspertów cywilnych i wojskowych, która ma przygotować strategię rywalizowania z Państwem Środka. Problem jednak, jak wskazuje Albert Świdziński, nie leży jedynie w braku strategii:

Raczej brak strategii jest emanacją tego, że w kraju tym istnieją głębokie i głębokie problemy strukturalne, a tych nie da się rozwiązać jedynie za pomocą błyskotliwych strategii.

Według cytowanego przez Reuters przedstawiciela amerykańskiej administracji, nowy prezydent nie tylko nie zamierza znosić sankcji na chińskie przedsiębiorstwa, ale zamierza wprowadzić nowe.

Po raz kolejny widać, że jeśli chodzi o nową administrację i jej stosunek do Chin mowa raczej o kontynuacji linii Trumpa, a nie odejściu.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Dr Kawa o impeachmencie Trumpa: Mamy sygnały, że Demokraci tak łatwo nie odpuszczą. Wpłynął wniosek by wszcząć śledztwo

Dr Marek Kawa o głosowaniu nad skazaniem Donalda Trumpa, wniosku o śledztwo ws. wydarzeń na Kapitolu oraz o działaniach administracji Bidena i próbach odwrócenia uwagi od ich niedostatków.


Dr Marek Kawa mówi na temat impeachmentu Donalda Trumpa. Były prezydent nie został postawiony w stan oskarżenia. Za odebraniem mu tego prawa głosowało 57 senatorów, w tym 7 Republikanów. Mówi się o wszczęciu śledztwa w sprawie tego, co się wydarzyło 6 stycznia na Kapitolu.

Według sondaży sprzeciw wobec skazania Trumpa wzrósł z 37 do 45 proc. Jak przypomina amerykanista, nie było w historii Stanów Zjednoczonych przypadku, by skazano prezydenta w procedurze impeachmentu. Najbliżej był Andrew Jackson, do skazania którego zabrakło jednego głosu. Próba wykonania tej procedury według naszego gościa ma zadanie przykryć słabość prezydentury Joe Bidena. Codziennie są 2-3 tysiące ofiar Covidu. Amerykanom, jak przypomina dr Kawa, obiecano  w ramach Stimulus Act 200 tys. dolarów. Tymczasem nie przegłosowano jeszcze 140 tys.

Rozmówca Katarzyny Adamiak przypomina jak 17 września 2009 r. Amerykanie wycofali się z tarczy antyrakietowej. Nastąpił reset w relacjach z Rosją. Pokazuje to jak administracja Obamy nie spełniała swoich deklaracji. Administracja Bidena jest zaś w znacznej mierze złożona z ludzi pracujących wcześniej dla Baracka Obamy.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Impeachment Donalda Trumpa: Były prezydent nie został postawiony w stan oskarżenia

Trump będzie mógł ponownie kandydować na prezydenta. Za odebraniem mu tego prawa głosowało 57 senatorów, w tym 7 Republikanów.

Niepowodzeniem przeciwników Donalda Trumpa zakończyła się druga procedura impeachmentu. Nie uzyskali oni potrzebnej większości 2/3 głosów w Senacie USA.  Stało się tak, pomimo iż za postawieniem Trumpa w stan oskarżenia opowiedzieli się prominentni politycy republikańscy, m.in. były kandydat na prezydenta Mitt Romney. Inną decyzję podjął za to znany krytyk Trumpa, lider mniejszości republikańskiej Mitch McConnell. Jak powiedział:

Nie ma wątpliwości, że Donald Trump jest moralnie i praktycznie odpowiedzialny za wydarzenia pod Kapitolem 6 stycznia. Ludzie szturmujący budynek Kongresu działali z inspiracji swojego prezydenta. […] Nie możemy jednak postawić w stan oskarżenia byłego urzędnika państwowego, który jest obecnie prywatną osobą.

Zupełnie inaczej sytuację skomentował Michael van der Veen, jeden z obrońców byłego prezydenta:

To oskarżenie było od początku do końca kompletną farsą. Cały spektakl był niczym innym jak chwiejnym dążeniem partii opozycyjnej do długotrwałej politycznej zemsty na Trumpie.

Oskarżyciele reprezentujący Izbę Reprezentantów argumentowali w trakcie trwającego pięć dni procesu, że prezydent Donald Trump wmawiał swoim zwolennikom, że wybory zostały sfałszowane, podważał konstytucyjne procedury, a ostatecznie podburzył tłum do ataku na Kapitol, gdzie trwało zatwierdzanie zwycięstwa Joe Bidena. Obrońca Trumpa utrzymywali z kolei, że język walki, którego używał  on podczas wystąpienia poprzedzającego szturm na Kapitol miał charakter przysłowiowy i że Demokraci w przeszłości posługiwali się jeszcze ostrzejszą retoryką.

Pozdrawiam wszystkich Republikanów, którzy stanęli po słusznej stronie. Wiem, że to nie było łatwe, ale stanęliście po właściwej stronie – skomentował z kolei przywódca Demokratów w Senacie Chuck Summer.

A.W.K.

Cejrowski Nowy polski ład to koncepcja masońska. Zmroziło mnie, gdy o nim usłyszałem

Gospodarz „Studia Dziki Zachód” mówi o perspektywach popandemicznych dla świata oraz o zagrożeniu, jakim dla Zachodu są Chiny,

Wojciech Cejrowski mówi o „nowym polskim ładzie”. Zwraca uwagę, że pomysł nasuwa skojarzenia z koncepcjami masonerii:

Jak o tym usłyszałem, zmroziło mnie. Sama nazwa jest przerażająca. Kto im to podsunął?

Podróżnik krytykuje fakt, iż rząd ukrywa założenia swojej koncepcji przed obywatelami.  Poruszając kwestię polityki klimatycznej, zwraca uwagę, że energetyka jądrowa nie jest zeroemisyjna, wbrew obiegowej opinii.

Gospodarz „Studia Dziki Zachód” postuluje, by w ramach odbudowy polskiej gospodarki po pandemii rząd zlikwidował akcyzę na paliwo oraz wszelkie inne podatki. Krytykuje zamiar rządu, zgodnie z którym pomoc antykryzysową otrzymają również te gminy, które jej nie potrzebują:

Równo nie znaczy ani dobrze, ani sprawiedliwie.

Wojciech Cejrowski krytykuje ponadto ideę przekazywania patentów  pomiędzy Chinami a Zachodem, którą zgłosił podczas niedawnego forum w Davos Xi Jingping.

Sam szczyt w Davos jest bardzo groźnym zjawiskiem – ludzie przez nikogo nie wybrani wybierają nam podczas tego szczytu władze. To klasyczne, masońskie sterowanie światem. […] Kim jest Bill Gates, że go słuchamy? Jedyną rzeczą, jaka daje mu władzę, jest majątek.

Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego podkreśla, że śledztwo nie przyniosło potwierdzenia tezy o tym, że zwycięstwo wyborcze Trumpa w 2016 r. było konsekwencją ingerencji Federacji Rosyjskiej w amerykański proces wyborczy.

Omówiony zostaje również temat wczorajszego finału ligi futbolu amerykańskiego Super Bowl.

W USA powstanie partia antytrumpowska? Reuters: Byli republikańscy urzędnicy rozmawiają o powołaniu trzeciej partii

Według doniesień agencji Reuters grupa ponad 120 dawnych członków administracji republikańskich prezydentów rozmawiała w piątek na Zoomie o utworzeniu nowej centroprawicowej formacji.

Ci frajerzy opuścili Partię Republikańską, gdy zagłosowali na Joego Bidena.

[related id=135341 side=right] W tych słowach do rozmów na temat powołania tzw. trzeciej partii (czyli takiej, która rzuci wyzwanie duopolowi Demokratów i Republikanów) odniósł się rzecznik Donalda Trumpa, Jason Miller. Dotąd spekulowano raczej, iż to były prezydent zdecyduje się na założenie własnej partii, z której poparciem startowałby w wyborach prezydenckich w 2024 r. Nie byłaby to dla Trumpa zupełna nowość, gdyż już w 2000 r. uzyskał on nominację na kandydata Partii Reform (choć w samych wyborach wówczas nie wystartował).

Obecnie zaś mówi się o możliwości secesji z Partii Republikańskiej przeciwników polityki niedawnej głowy państwa. Jak powiedział Reutersowi Evan McMullin, współorganizator spotkania na Zoomie Republikanów zaniepokojonych działania Trumpa:

Duża część Partii Republikańskiej radykalizuje się tworząc zagrożenie dla amerykańskiej demokracji.

Były niezależny kandydat w wyborach prezydenckich z 2016 r. podkreślił, że GOP musi powrócić do swych ideałów, gdyż inaczej będzie trzeba będzie powołać coś nowego. W rozmowach na Zoomie brali udział dawni ambasadorzy, członkowie administracji republikańskich prezydentów i inni działacze. Jak zdradził McMullin nieco ponad 40 proc. z nich poparło w piątek ideę powołania rozłamowej partii. Inną braną pod uwagę opcją jest powołanie własnej frakcji w ramach Partii Republikańskiej.

A.P.

Prof. Bogdan Szafrański: szanse na impeachment Donalda Trumpa są minimalne

Prof. Bogdan Szafrański mówił na antenie Radia WNET o tym, czy impeachment Donalda Trumpa może dojść do skutku. – Do tego jest jeszcze bardzo daleka droga – ocenił rozmówca Łukasza Jankowskiego.

Profesor Bogdan Szafrański w rozmowie z red. Łukaszem Jankowskim wskazywał, że impeachment Donalda Trumpa nie dojdzie raczej do skutku. Skazanie byłego prezydenta uniemożliwiłoby mu startowanie w przyszłych wyborach prezydenckich.

Do skazania potrzebnych jest 2/3 kongresmanów. Obecnie zaś jest mniej więcej pół na pół.  Nasz gość stwierdza, że większość Republikanów popiera Donalda Trumpa, żeby nie zaszkodzić swym karierom politycznym.

Zachęcamy do wysłuchania całej rozmowy!

A.N.

Chińczykom bardzo zależy na tym, by Trump nigdy nie wrócił do polityki / Jan Martini, „Wielkopolski Kurier WNET” 80/2021

„Przemysł pogardy” objawił się z całą swoją mocą dopiero wobec prezydenta Trumpa. Intensywność ataków na Trumpa można porównać tylko z atakami prasy polskiej i niemieckiej na prezydenta Kaczyńskiego.

Jan Martini

Amerykańskie pożegnania

Taki tytuł nosił cykl reportaży emitowanych w CNN w pierwszych latach XXI wieku, ukazujący konsekwencje masowej przeprowadzki amerykańskiej wytwórczości do Chin. W nastroju nieco nostalgicznym pokazywano zamykane zakłady, a nawet likwidowane całe branże i wpływ tych procesów na lokalne społeczności. Miałem okazję oglądać niektóre odcinki – pamiętam likwidowaną gdzieś w Oregonie ostatnią wytwórnię skarpetek, ostatnią fabrykę porcelanowych kubków czy właśnie zamykaną, prowadzoną przez 4 pokolenia rodzinną stolarnię wytwarzającą półki i szafki drewniane.

Oczywiście bez kubków czy skarpetek można żyć, ale doszczętna likwidacja branży oponiarskie wraz z przeprowadzką całej produkcji firmy Bridgestone, mogła stanowić strategiczne zagrożenie dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. W Ameryce pozostał jedynie budynek dyrekcji. Niedługo wymrą ostatni fachowcy i nikt w kraju nie będzie wiedział, jak się robi opony. Będzie trzeba szukać instrukcji w internecie, ale ktoś może ten internet wyłączyć…

Gościnni Chińczycy przyjmowali do siebie fabryki różnych artykułów, pod warunkiem przekazania pełnej dokumentacji i wyszkolenia techników i inżynierów. W ten sposób Amerykanie stworzyli potęgę Chin, nie tylko technologiczną. Ameryka wyhodowała sobie potwora i przyszłe kłopoty na odcinku chińskim są pewne.

Często wspomina się nieszczęsnego Konrada Mazowieckiego jako przykład głupoty Polaków, którzy nie przewidzieli konsekwencji sprowadzenia 3 mnichów – rycerzy krzyżackich na okres 5 lat (może to było 5 mnichów na 3 lata…). Mnisi mieli rozwiązać problem najazdów pogańskich Jadźwingów na Mazowsze. Krzyżacy z zadania się wywiązali i po Jadźwingach ślad zaginął, ale skutki tego faktu historycznego odczuwamy do dziś. Amerykanie znacznie szybciej niż po paru stuleciach doświadczają swego braku wyobraźni.

A wszystko zaczęło się od prezydentury Nixona, który posłuchał swego doradcy ds. bezpieczeństwa Henry’ego Kissingera, mającego pomysł na walkę z Rosją Sowiecką przez wzmocnienie Chin, czyli na zwalczanie dżumy cholerą. Ćwierć wieku później, spacerując po magazynie sieci Walmart w Miami, ze zdumieniem spotykałem niemal wyłącznie chińskie produkty. Tylko siekiera i kilof – jak na urągowisko opatrzone typowym zwrotem Proudly made in USA („z dumą wytworzone”) – nie były chińskie. W ten sposób dążenie do obniżania kosztów pracy, wynikające z pazerności zarządów firm (zresztą działających pod presją akcjonariuszy), musiało wygrać z interesem narodowym. Mimo narracji, że „przyszłość leży w usługach”, nie brak było ludzi dostrzegających niebezpieczeństwo zaprzestania wszelkiej produkcji. Żartowano, że za 10 lat Ameryka będzie krajem, w którym ludzie sobie nawzajem będą sprzedawać na ulicach kiełbaski…

Ale to nie Nixon, a dopiero Bill Clinton był faktycznym twórcą potęgi Chin. W ciągu ośmiu lat jego prezydentury nastąpił gigantyczny transfer technologii i kapitału amerykańskiego do tego komunistycznego kraju. Na wzajemnych relacjach skorzystała także Ameryka (powstało 200 tys. nowych milionerów), ale wzbogaciło się tylko 10% Amerykanów. Relatywnie straciła klasa średnia – fundament demokracji. Tak więc Clinton osłabił Amerykę, a to zawsze oznacza kurczenie się, cofanie zachodniej cywilizacji.

Na razie Ameryka ma niezwykle dużą ofertę dla przybyszów z całego świata, a Amerykanie są chwaleni, że tak chętnie dzielą się swą wiedzą (w USA kształci się wielka rzesza studentów ze wszystkich kontynentów). Wynika to nie tyle z dobrego charakteru Amerykanów, co raczej z interesu.

Mimo że kształcenie kadr dla swojego perspektywicznego konkurenta z pewnością nie leży w interesie amerykańskim, studiuje tu 1,5 mln studentów chińskich, a wiele uczelni jest po prostu uzależnionych od studentów z Chin – bez nich nie utrzymałyby się na rynku. Szacuje się, że co najmniej połowa chińskich studentów zajmuje się (lub zajmie w przyszłości) szpiegostwem.

Taką studentką była ucząca się w Kalifornii piękna Fang Fang, która wdała się w romans z ważnym kongresmenem. Po zażyłych kontaktach z kilkoma innymi politykami Fang została odwołana w 2015 roku do Chin, ale słabość do Kraju Środka pozostała u polityków, którzy ulegli urokom pięknej Azjatki. Chińczycy okazali się mistrzami korupcji politycznej. Nauczeni metod KGB, szukają „kompromatów” na polityków, którymi później posługują się do swoich celów. Tak się złożyło, że właśnie bardzo bliski znajomy panny Fang – kongresmen z Partii Demokratycznej, Eric Swalwell – był liderem w poprzednim procesie impeachmentu Trumpa i zajmuje się także obecnym, kuriozalnie przegłosowanym już po skończonej kadencji prezydenta!

Widać, że Chińczykom bardzo zależy na tym, by Trump nigdy nie powrócił do polityki. Mają ku temu powody, bo po jego wyborze w 2016 roku Chiny zaczęły tracić wpływy w Ameryce. Trump zaczął energicznie zabiegać o powrót wytwórczości do kraju, co przyniosło rezultaty w rekordowym spadku bezrobocia i wzroście zamożności. Trump jako człowiek bogaty był odporny na korupcję i lobbystów. Ponadto zaczął rewidować różne umowy i traktaty, które uznał za faworyzujące Chiny. Powołał na doradcę ds. bezpieczeństwa gen. Spaldinga – znawcę Chin i autora książki Niewidzialna wojna – jak Chiny w biały dzień przejęły wolny Zachód.

Sędziwa (85 lat) senator Dianne Feinstein z Kalifornii miała 3 mężów, ale tylko jednego przez całe życie kierowcę, który okazał się chińskim szpiegiem. Natomiast postać nr 2 w Partii Republikańskiej – Mitch McConnell, marszałek senatu (majority speaker), ma żonę Chinkę. Jego teść jest bliskim przyjacielem przywódcy KP Chin Xi Jingpinga (!), a bratowa teścia zasiada w radzie nadzorczej centralnego banku Chin.

McConnell wręcz sabotował politykę Trumpa na odcinku chińskim, nie poparł prezydenta w walce z oszustwami wyborczymi, a teraz prawdopodobnie poprze impeachment byłego (!) prezydenta. Jest on niewątpliwie najwyższym rangą chińskim lobbystą w Ameryce i prawdopodobnie zawdzięcza swój urząd chińskim koneksjom. Próbowano walczyć z wszechobecną chińską penetracją, ale – rzecz charakterystyczna – wszystkie firmy adwokackie odmówiły współpracy, bo ich najwięksi klienci robią interesy w Chinach…

Ameryka (podobnie jak inne kraje Zachodu) jest bardzo wdzięcznym terenem do penetracji dla komunistycznych służb i żyje się tu przyjemnie. Nic dziwnego, że zdekonspirowani szpiedzy za nic nie chcą wracać do swych ojczyzn. Np. były szpieg KGB, niejaki Michaił Lennikow, schronił się przed deportacją w kościele w Vancouver. W jego obronie murem stanął pastor i wierni, gdyż chrześcijańskie miłosierdzie nie pozwala narażać człowieka na tak wielką przykrość, jaką jest życie w Rosji…

W latach 90. czytałem w „Miami Herald” artykuł o przenikaniu rosyjskiej mafii do najistotniejszych centrów amerykańskiej gospodarki. Choć w Ameryce powszechna jest świadomość, że nie można ustalić wyraźnej granicy między rosyjskim biznesmenem, gangsterem a agentem KGB (sowietolog Christopher Story uważa mafię rosyjską za dział KGB), rosyjscy biznesmeni zasiadają w radach nadzorczych, są menedżerami, podejmują ważne decyzje, słowem – mają coraz większy wpływ w amerykańskich korporacjach (np. Sergiej Brim – współwłaściciel Google’a). Konkluzje artykułu były dwie: 1. Z powodu braku instrumentów prawnych nic się nie da zrobić. 2. Tak widocznie ma być. To dlatego „zarząd główny” rosyjskiej mafii urzęduje w Nowym Jorku.

Nie ma już niestety senatora McCarthy’ego i jego „polowania na czarownice”, więc Ameryka wystawiona jest na harce agentów i lobbystów wszelkiej proweniencji. Ich działania medialne i biznesowe są skuteczne, ale udowodnienie jakichkolwiek powiązań w zasadzie niemożliwe, a już usunięcie z kraju w ogóle nie wchodzi w rachubę (z uwagi na prawa człowieka).

Chińczycy żyją w Ameryce w zwartych skupiskach już 200 lat (kantoński jest trzecim nieangielskim językiem w USA), co obecnie ułatwia infiltrację komunistycznym Chinom. Poza tym, mając ogromne zapasy amerykańskiej waluty, Chiny oddziałują na USA przez giełdę. Dlatego finansiści z Wall Street i ich organy medialne tak bardzo zaangażowały się w poparcie dla Bidena i zwalczanie Trumpa, „szkodzącego owocnej współpracy gospodarczej z Chinami”.

Dla establishmentu nie stanowi problemu fakt, że Chiny prowadzą jawnie wrogą politykę, popierając wszystkie siły mogące szkodzić Zachodowi – Rosję, Iran, Koreę Płn. Wenezuelę. Już Lenin poznał mentalność kapitalistów mówiąc, że „sprzedadzą nam sznur, na którym będziemy ich wieszać”.

Prezydenci właściwi i ci, którzy nie powinni rządzić

Opiniotwórcze media amerykańskie, święcie przekonane o własnej niezależności i obiektywizmie, w ocenie polityków nie kryją swoich sympatii i antypatii. Niezmiennie znakomitą prasę miał (i ma) prezydent Obama.

Wybory prezydenckie w USA stają się z elekcji na elekcję coraz kosztowniejsze, a sponsorzy grają o coraz wyższą stawkę. O ile trudno przypuszczać, by na sukcesję władzy w Rosji, Chinach czy Iranie demokratyczne kraje zachodnie miały jakikolwiek wpływ, to odwrotna sytuacja – zewnętrzne ingerencje w amerykański proces wyborczy – nie ulega wątpliwości.

Pewne jest, że z wyborem Obamy wiązały duże nadzieje (i chyba się nie zawiodły) siły wrogie Zachodowi i jednocześnie dysponujące wielką ilością środków – służby chińskie, rosyjskie i fundamentaliści islamscy.

Kampania prezydencka w USA zaczyna się od spraw zasadniczych – zbierania pieniędzy. Już od pierwszych dni na konto wyborcze Obamy wpływało niewspółmiernie więcej pieniędzy niż na jakiegokolwiek innego kandydata. Fakt ten zadziwiał komentatorów, którzy w końcu doszli do wniosku, że to ubodzy Murzyni wpłacają po 20 dolarów. Ale Afroamerykanów w USA jest tylko kilkanaście procent! Ktoś najwyraźniej inwestował w Obamę. Wiadomo, że transfer pieniędzy z zewnątrz jest utrudniony, ale wspomagać mogą firmy już istniejące w USA – formalnie amerykańskie… Dla zachęty, już na samym początku urzędowania Obama otrzymał pokojową nagrodę Nobla (kontrkandydatka Irena Sendlerowa, ratująca Żydów, nie uzyskała akceptacji). Poprzednio tą nagrodą uhonorowano prezydenta Cartera, ale on miał konkretne „osiągnięcia” – jako miłośnik pokoju dokonał jednostronnego rozbrojenia i przeprowadził wielką czystkę w CIA, na wiele lat paraliżującą działanie tej instytucji (tzw. „Halloween Massacre” z 1977 r.).

Inny niepokojący fakt pojawił się w związku z przysięgą Obamy. Sposób, w jaki o tym wydarzeniu informował „New York Times”, to arcydzieło dziennikarstwa dezinformującego. Zamiast po prostu napisać, że prezydent podczas składania przysięgi opuścił wymagane w konstytucji odniesienie do Boga, co wymusiło powtórzenie całej procedury (sytuacja bez precedensu), stwierdzono, że sędzia, za którym Obama powtarzał rotę, pomylił się i „zmienił lekko tekst” (a little bit). Ta relacja obiegła następnie świat, stając się obowiązującą wykładnią wydarzenia. Sam Obama żartował, że było to zabawne (funny), więc powtórzyli przysięgę.

Obama był pierwszym prezydentem, który nie przyniósł na przysięgę swojej Biblii, bo jej nie posiada.

Tak więc wybór Baraka Husajna Obamy był pod wieloma względami wyjątkowy i budził równie wiele obaw, jak i nadziei. Jeśli o nadziei mowa, to dużo sobie po tym wyborze obiecywał… Fidel Castro, nazywając Obamę „szczerym i uczciwym”. Dobrą stroną wyboru Obamy było definitywnie wytrącenie wrogom Ameryki dyżurnego argumentu o rasizmie.

Życiorys Baraka Obamy podlegał retuszom i początkowo lansowana teza o ubogim chłopcu z przedmieścia szybko przestała obowiązywać. Wiadomo, że babka Baraka (Amerykanka żydowskiego pochodzenia) była prezesem banku na Hawajach, a matka – hippiska i miłośniczka sowieckiej Rosji – jako etnograf przejawiała wielkie zainteresowanie zawodowe muzułmańskimi mężczyznami różnych ras i narodów (ojciec Baraka – Kenijczyk, ojczym – Indonezyjczyk). Dla nas Obama – „bardziej pokojowy i mniej antyrosyjski prezydent” – pozostanie postacią ponurą ze względu na jego dwuznaczną postawę wobec wydarzenia smoleńskiego i wypowiedzenie umowy o budowie tarczy antyrakietowej w Redzikowie w symbolicznym dniu 17 września (2009).

W przeciwieństwie do Obamy, jego poprzednik – republikański prezydent George W. Bush – od początku miał „złą prasę” i funkcjonował w nieprzychylnym środowisku medialnym. Nigdy nie pisano „rząd USA”, tylko „Bush administration” – w domyśle, że administracja ta jest zła (nieudolna, skorumpowana, niekompetentna), a prezydent nie kocha pokoju. W telewizji pokazywano niekończące się powtórki drobnych przejęzyczeń czy gaf prezydenta. Można było wielokrotnie zobaczyć, jak Bush się potknął czy uderzył w głowę, wychodząc z helikoptera itp.

W miłych latach 90., kiedy Amerykanie konsumowali pozycję jedynego supermocarstwa, prezydent Clinton mógł sobie pograć na saksofonie i robić bezeceństwa (w godzinach urzędowania!) w gabinecie zwanym odtąd „oralnym”. Historia nie była tak łaskawa dla Busha-juniora. Po pierwszym w dziejach Ameryki ataku na jej terytorium, Amerykanie byli zaszokowani – nie tylko oczekiwali, ale wręcz żądali, by prezydent coś zrobił, i to natychmiast. Mało kto teraz pamięta, że decyzję o wojnie z Irakiem poparło 80% Amerykanów. Po latach okazało się, że wszyscy byli „za, ale właściwie przeciw”, Bush wplątał Amerykę w „iracką awanturę”, a w ogóle to lekceważył ONZ, nie konsultował się z sojusznikami itp. Lekceważony i ośmieszany przez media, nie zabiegał o sondaże. Mimo że był starannie wykształcony, przyprawiono mu gębę teksańskiego prostaka.

Bush odszedł bez rozgłosu – niemal w niesławie. Właściwie nie było żadnego podsumowania jego prezydentury, ani jednego ciepłego słowa na odejście, a przecież miał też osiągnięcia – choćby fakt, że działania antyterrorystyczne, jakie podjął, okazały się skuteczne. Islamistom nie udało się popełnić żadnego aktu terrorystycznego na terenie USA, a trudno przypuszczać, by byli tak łaskawi, żeby nie próbować. Nikt też nie może mu odmówić woli walki.

„Przemysł pogardy”, raczkujący przy Bushu, objawił się z całą swoją mocą dopiero wobec prezydenta Trumpa, znienawidzonego przez ekologów, pacyfistów, gejów i lesbijki, autorytety moralne, obrońców praw człowieka i w ogóle całą postępową ludzkość. Intensywność ataków na Trumpa można porównać tylko z atakami prasy polskiej i niemieckiej na prezydenta Kaczyńskiego. Niewątpliwie Trump sobie „nagrabił” na wielu polach. Najważniejszym była „wojna handlowa” z Chinami i Niemcami (próba likwidacji nierównowagi handlowej z tymi krajami). Z kolei Rosja źle przyjęła konkretne wzmocnienie wschodniej flanki NATO.

Równocześnie, w trosce o utrzymanie tożsamości amerykańskiej, Trump walczył z nielegalną imigracją, budując kosztowny mur na bardzo długiej granicy z Meksykiem. Budowanie murów jest przyjmowane bardzo źle przez miłośników „społeczeństwa otwartego”, chyba że dotyczy Izraela. Stały, wielki napływ ludności latynoskiej szukającej lepszego życia jest źródłem kłopotów w Ameryce, jednak dla demokratów imigracja jest korzystna, gdyż przysparza wyborców Partii Demokratycznej. Z przyczyn humanitarnych (łączenie rodzin) regularnie przeprowadza się „amnestie” legalizujące pobyt imigrantów, co wiąże się z nabyciem praw wyborczych. Wybory roku 2020 były ostatnimi z przewagą białej anglojęzycznej ludności; w następnych – twórcy państwa amerykańskiego będą w mniejszości.

Trump nie był miłośnikiem aborcji i genderyzmu, ponadto często odwoływał się do patriotyzmu, co posłużyło za pretekst do przyprawienia mu gęby ksenofoba, rasisty i homofoba, niekochającego postępu i demokracji.

Po jego zwycięstwie w 2016 roku pisano, że „na Kremlu strzelają korki szampana”, powtarzano opinie typu „najbardziej proizraelski prezydent”. Nietrudno zauważyć, że są to te same „cepy”, którymi okładało się Lecha i okłada Jarosława Kaczyńskiego.

Pandemia, która umożliwiła zwycięstwo (wątpliwe) Bidena, spowodowała, że Chiny staną się liderem ekonomicznym świata wcześniej niż planowano. Dlatego z pewnością w Pekinie strzelały korki szampana. Ameryka stanie się „społeczeństwem otwartym” jeszcze szerzej niż obecnie, choć już dawno w ramach „swobodnego przepływu towarów, usług, ludzi, idei” przypływały towary chińskie, gangsterzy rosyjscy, rzesze imigrantów i idee marksizmu-leninizmu. Właśnie dzięki tym ideom na uczelniach, studenci chińscy czują się w Ameryce jak w domu.

Żegnając prezydenta Trumpa, wielu z nas obawia się, że równocześnie żegnamy Amerykę taką, jaką znamy – ostoję wolności. A może nawet – żegnamy zachodnią chrześcijańską cywilizację. Osobiście wierzę jednak w zdolności regeneracyjne społeczeństwa amerykańskiego, bo pamiętam sytuację po skończonej kadencji prezydenta Busha, gdy republikanie mieli tylko 20% poparcia. Prognozowano wówczas zmierzch systemu dwupartyjnego, który tak skutecznie zapewniał (i zapewnia) wolność w Ameryce.

Artykuł Jana Martiniego pt. „Amerykańskie pożegnania” oraz znajduje się na s. 4 lutowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 80/2021. Przemówienie pożegnalne prezydenta Donalda Trumpa do narodu amerykańskiego – na s. 5 tegoż WKW.

 


  • Lutowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Jana Martiniego pt. „Amerykańskie pożegnania” na s. 4 lutowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 80/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego