Sprzeciw Europejczyków wobec UE powoli zalewa całą Europę. Polska powinna stać na jego czele – uważa Marek Jurek

– Jeżeli chcemy przekazać młodym Polakom te wartości, które były dla nas oparciem w walce z komunizmem, musimy sprzeciwić się polityce genderowej UE – mówi Marek Jurek, gość Poranka WNET.

Marek Jurek w Poranku WNET komentuje aspekty społeczne prowadzonej przez Unię Europejską polityki. Dwa tygodnie temu wchodzący w skład belgijskiego rządu koalicyjnego Nowy Sojusz Flamandzki (N-VA) sprzeciwił się przyjęciu przygotowanego przez ONZ Światowego Paktu w sprawie Migracji. Na decyzję tę wpłynął m.in. mający miejsce w Wielki Wtorek 2016 r. podwójny zamach przeprowadzony przez muzułmańskich imigrantów na stacji metra w okolicy Parlamentu Europejskiego i lotnisku. W związku z poparciem dokumentu przez większość belgijskich deputowanych partia opuściła koalicję, na skutek czego belgijski rząd funkcjonuje obecnie jako gabinet mniejszościowy.

To moim zdaniem jest bardzo ciekawy fakt, bo to pokazuje, że ta fala sprzeciwu, tego rozumienia przez Europę dobra wspólnego, odpowiedzialności za przyszłość ogarnia cały kontynent. 

Były marszałek Sejmu uważa, że Polska powinna wykorzystać rosnące niezadowolenie z polityki unijnej na kontynencie i nadawać temu sprzeciwowi ton. Dla gościa Poranka WNET nastroje te stanowią również reakcję na stopniowe ograniczanie przez Unię Europejską suwerennych kompetencji państw. Polityk stwierdza, że efektem takiej polityki jest kryzys migracyjny, kryzys ekonomiczny na południu Europy oraz Brexit.

Wielka Brytania cofa historię o kilkadziesiąt lat, rezygnując z tych płaszczyzn współpracy, które bardzo dobrze wcześniej realizowała. Między innymi dlatego, że taki nacisk w polityce migracyjnej czy innej jest. 

Marek Jurek omawia także kontrowersje, które w Europie Środkowej wywołuje Konwencja Stambulska, będąca częścią polityki genderowej UE. Bułgarski Trybunał Konstytucyjny oświadczył niedawno, że jej postanowienia są sprzeczne z zapisami krajowej konstytucji dotyczącymi rodziny, w związku z czym dokument ten nie może być ratyfikowany. Były marszałek jest zdania, że Polska popełniła błąd podpisując Konwencję.

Jeżeli chcemy przekazać następnym pokoleniom te wartości, które my otrzymaliśmy, i które dla nas były oparciem w walce z komunizmem, to musimy ją po prostu wypowiedzieć.

Polityk odnosi się również do zakończonego 14 grudnia szczytu klimatycznego w Katowicach stwierdzając, że był do dla Polski duży sukces prestiżowy. Zauważa również, że Polska jest krajem, który jeszcze długo będzie potrzebował węgla.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.K.

Bułgaria: Bojko Borysow znowu premierem. Główne cele jego rządu to bezpieczeństwo kraju i walka z przestępczością

Szefem nowego bułgarskiego rządu po raz trzeci został Bojko Borysow. Za koalicyjnym gabinetem premiera głosowało 133 posłów, przeciw było 101, głównie deputowanych lewicy i mniejszości tureckiej.

Gabinet powstał w wyniku koalicyjnego porozumienia między GERB a nacjonalistyczną koalicją Zjednoczeni Patrioci. Jej liderzy Krasimir Karakaczanow i Waleri Simeonow zostali wicepremierami odpowiednio do spraw obronności i ładu wewnętrznego oraz polityki gospodarczej i demograficznej. Karakaczanow jednocześnie jest ministrem obrony.

Czwartkowa prasa przypomina, że nowy minister został w 2007 r. wymieniony jako agent przez specjalną komisję badającą archiwa służb bezpieczeństwa okresu komunistycznego. Według publikowanych wówczas dokumentów został on zwerbowany w 1989 r. jako student historii trzeciego roku, zajmujący się stosunkami między Bułgarią a Macedonią.

[related id=”8585″]

Po ujawnieniu teczki powiedział, że mógłby także obecnie podpisać się pod tymi dokumentami. Według dziennika „Sega”, zgodnie z bułgarskim ustawodawstwem przeszłość agenturalna może stać się przeszkodą dla otrzymania dostępu do tajnych dokumentów krajowych i natowskich.

W skład nowego rządu lidera centroprawicowej partii GERB (Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii) wchodzi czterech wicepremierów i 18 ministrów. Znana jest ponad połowa ministrów w trzecim gabinecie Borysowa. Na dawne stanowiska wraca wicepremier ds. funduszy unijnych Tomisław Donczew oraz ministrowie: finansów Władysław Goranow, transportu Iwajło Moskowski, turystyki Nikolina Angełkowa, energetyki Temenużka Petkowa.

Na czele resortu spraw wewnętrznych stanął dawny wiceminister obrony Walentin Radew, wicepremierem ds. reformy systemu sądowniczego i szefem MSZ została Ekaterina Zachariewa, sprawiedliwości – dawna szefowa parlamentu Cecka Caczewa. Specjalny resort ds. bułgarskiej prezydencji w UE w 2018 r. został powierzony Lilianie Pawłowej. Wyznaczonym przez nacjonalistów ministrom Neno Dimowowi i Emilowi Karanikołowowi powierzono odpowiednio resorty ekologii i gospodarki.

Przedstawiając priorytety swojego gabinetu, Borysow wymienił jego euroatlantycką orientację i dążenie do pogłębienia jedności i zreformowania UE. Zapewnienie bezpieczeństwa kraju i ochronę jego granic, walkę z przestępczością, w tym pospolitą, Borysow wymienił na pierwszym miejscu.

Wśród priorytetów jest też podniesienie dochodów – pod koniec czteroletniej kadencji minimalna płaca ma wzrosnąć o około jedną trzecią, do 650 lewów (325 euro), a przeciętna do 1 500 lewów (750 euro). Borysow podkreślił, że wynoszące obecnie 165 lewów (82 euro) minimalne emerytury wzrosną od 1 lipca, a od 1 października br. mają być podwyższone wszystkie pozostałe emerytury. Nie podał jednak, o ile.

Premier podkreślił, że jednym z priorytetów pozostaje kandydowanie do strefy euro po spełnieniu wszystkich kryteriów. Ważnymi zadaniami są: modernizacja uzbrojenia armii, budowa nowoczesnej infrastruktury i zakończenie kilku ważnych inwestycji, w tym autostrad.

Liderka opozycyjnej Bułgarskiej Partii Socjalistycznej (BSP) Kornelia Ninowa uznała program rządu za odstąpienie od obietnic składanych podczas kampanii wyborczej.

Ninowa podkreśliła jednak, że nastąpiła ważna zmiana stanowiska nacjonalistów – od stanowczego sprzeciwu wobec NATO przeszli oni do programu proeuroatlantyckiego.

Lewica popiera najważniejsze cele w polityce zagranicznej i dotyczące bułgarskiej prezydencji UE, lecz w podstawowych punktach polityki wewnętrznej i przede wszystkim w walce z ubóstwem priorytety lewicy i gabinetu Borysowa różnią się całkowicie – podkreśliła Ninowa.

Zdaniem lidera partii tureckiej mniejszości Ruch na rzecz Praw i Swobód (DPS), Mustafy Karadayi, obecność nacjonalistów w rządzie, na czas którego przypadanie bułgarska prezydencja UE, jest niedopuszczalna i przeczy praktyce w większości zachodnioeuropejskich krajów.

Tolerancja i odrzucenie etnicznych podziałów, a nie dążenie do wyrzucenia z życia publicznego przedstawicieli części społeczeństwa, czego domagają się nacjonaliści, powinny być podstawą bułgarskiej polityki – podkreślił. Dodał, że DPS nie poprze żadnych przejawów nietolerancji i nienawiści.

[related id=”12002″]

„Bitwę przeciw obecności nacjonalistów przeniesiemy na fora unijne” – zapowiedział poseł DPS Jordan Conew.

Nowy bułgarski rząd jest pierwszym od dwóch dekad, w którym nie ma ani jednego przedstawiciela tureckiej mniejszości stanowiącej 10 proc. ludności kraju.

W 240-miejscowym parlamencie kluby GERB i nacjonalistów mają łącznie 122 deputowanych. Poparcie dla rządu deklarował 12-osobowy klub partii Wola biznesmena Weselina Mareszkiego. W czwartek DPS nie poparł rządu, lecz w pewnych konkretnych sprawach partia tureckiej mniejszości może głosować razem z większością.

Zdaniem części analityków, poparcie dla gabinetu wygląda na stabilne i rząd ma wszelkie szanse przetrwać do końca kadencji. Inni jednak prognozują, że gabinet dotrwa do końca bułgarskiej prezydencji w UE (pierwsze półrocze 2018 r.), po czym należy spodziewać się kolejnych przedterminowych wyborów. Wskazują na brak spójności koalicji nacjonalistycznej i na to, że Borysow dwukrotnie podawał się do dymisji jako premier przed końcem kadencji, a z funkcji szefa służb operacyjnych MSW i mera Sofii także wycofywał się przedwcześnie.

Marcowe wybory były trzecimi przedterminowymi wyborami w ostatnich pięciu latach. W ciągu dwóch poprzednich kadencji Borysowa (2009-13 oraz 2014–17), podobnie jak za poprzednich rządów, Bułgaria nie przestała być najuboższym i postrzeganym jako najbardziej skorumpowany kraj w Unii Europejskiej.

PAP/JN

Bułgaria: Wbrew sondażom, centroprawicowa partia GERB wygrała wybory parlamentarne, zdobywając 32,58 procent głosów

W niedzielnych wyborach parlamentarnych w Bułgarii zwyciężyła centroprawicowa partia GERB. Drugą siłą została lewicowa koalicja BSP, a za nimi nacjonalistyczna koalicja i partia tureckiej mniejszości.

Bułgaria po opublikowaniu w nocy wyników przez Centralną Komisję Wyborczą obudziła się w poniedziałek w innej rzeczywistości. Wbrew przedwyborczym sondażom okazało się, że do parlamentu wejdzie tylko pięć partii i teoretycznie możliwe jest utworzenie koalicji z dwóch podmiotów.

Według najnowszych danych CKW, po przeliczeniu 98 proc. głosów centroprawicowa partia GERB (Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii) byłego i przyszłego premiera Bojko Borysowa otrzymała w wyborach 32,64 proc. głosów, lewicowa koalicja Bułgarska Partia Socjalistyczna (BSP) na rzecz Bułgarii – 27,12 proc.; nacjonalistyczną koalicję Zjednoczeni Patrioci i partię tureckiej mniejszości DPS (Ruch na rzecz Praw i Swobód) dzielą dwie setne punktu procentowego – te partie mają odpowiednio 9,06 i 9,04 proc., a partia Wola populistycznego biznesmena Weselina Mareszkiego – 4,15 procent.

Według wstępnych obliczeń GERB będzie miał w 240-miejscowym parlamencie 96 posłów, BSP – 79, nacjonaliści – 27, DPS – 26 i Wola – 12. Koalicja Borysowa z nacjonalistami może mieć absolutną większość – 123 głosy.

To, czy ugrupowania te porozumieją się i czego będą oczekiwać nacjonaliści, jest sprawą zapewne kilkutygodniowych negocjacji. Borysow podczas kampanii tłumaczył, że na jesieni ub.r. koalicja, która popierała GERB w parlamencie, „wykręcała mu ręce” w sprawie podniesienia o 100 proc. wynoszących 85 euro emerytur minimalnych, co stało się jedną z przyczyn dymisji jego rządu. Podniesienie emerytur, nie tylko minimalnych, jest jednym z najważniejszym punktów programu nacjonalistów, z którego nie są oni gotowi zrezygnować.

Innym ważnym punktem niezgody jest polityka wobec Turcji. Według Borysowa powinna być ona ugodowa, podczas gdy nacjonalistyczna koalicja zajmuje najbardziej wojownicze stanowisko wobec Turcji, aktualnej polityki jej władz i bułgarskich etnicznych Turków mieszkających w obu krajach. Ponadto zdaniem socjologa Andreja Rajczewa, Zjednoczeni Patrioci to koalicja trzech sił, które nie zawsze są zgodne.

[related id=”8750″ side=”left”]

Wariantem dla Borysowa pozostaje rząd mniejszościowy, który będzie jednak działał w odmiennych niż w okresie 2009-2013 warunkach, ponieważ wybory odmieniły krajobraz polityczny. Oprócz wyeliminowania małych, centroprawicowych, dotychczasowych partnerów Borysowa, najważniejszym wynikiem głosowania jest umocnienie lewicy. „Monopol władzy (GERB – PAP) realnie znikł. Opozycja, niezależnie od tego, jak się nazywa, ma wyjątkowo ważne znaczenie dla władzy” – konstatował analityk polityczny Arman Babikian.

Według większości analityków właśnie odzyskanie straconej od ponad 10 lat pozycji Bułgarskiej Partii Socjalistycznej jest najważniejszym wynikiem niedzielnych wyborów. Borysow nie będzie mógł nie liczyć się z BSP – uważa Babikian.

Poniedziałkowa prasa komentuje, że niedzielne zwycięstwo Borysowa nie będzie trwałe. „Borysow wygrał niewielką (przewagą) i na krótko” – pisze dziennik „Sega”. „Zatoczyliśmy koło i okazało się, że jesteśmy w tym samym miejscu; wybory nie dały odpowiedzi na żadne z ważnych pytań stojących przez krajem. Bułgarzy, prawdopodobnie z obawy, wybrali pewność i to, co już znają. Poważne problemy, w tym przyszłość energetyki, UE czy ochrona granicy z Turcją, wiszą w powietrzu” – stwierdził socjolog Antonij Todorow.

Na razie jednak wygląda, że widmo nowych wyborów w tym roku, przed początkiem negocjacji o przyszłym rządzie, jest oddalone, m.in. dlatego, że – zdaniem ekspertów – kampania była bardzo droga i partie nie będą miały środków na następną w ciągu kilku miesięcy. Ustalony w niedzielę układ sił może się zachwiać – według dziennika „Sega” – latem przyszłego roku, po zakończeniu bułgarskiej prezydencji w UE, przypadającej na pierwszą połowę 2018 r.

Warunkiem jest to, że zapowiedziana przez proturecką partię DOST (Demokraci na rzecz Odpowiedzialności, Sprawiedliwości i Tolerancji) skarga z żądaniem unieważnienia wyborów zostanie odrzucona.

PAP/lk

Bułgaria: Po trzech nieudanych próbach powołania rządu w niedzielę 26.03 odbędą się przedterminowe wybory do parlamentu

Szanse dwóch wiodących sił – centroprawicy (GERB ) i lewicy (BSP) – są tak wyrównane, że, zdaniem obserwatorów, zwycięzca będzie znany dopiero po przeliczeniu prawie wszystkich głosów.

W niedzielę w Bułgarii odbędą się przedterminowe wybory parlamentarne. Rozpisano je po dymisji koalicyjnego gabinetu centroprawicowego premiera Bojko Borysowa z listopada 2016 r. i trzech nieudanych próbach powołania nowego rządu w ramach obecnego parlamentu.

Publikowane w ostatnich dniach sondaże dają praktycznie równie szanse centroprawicowej partii GERB (Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii) i lewicowej koalicji BSP na rzecz Bułgarii, na czele z Bułgarską Partią Socjalistyczną. Do parlamentu wejdzie zapewne pięć partii, dwie są na granicy przekroczenia 4-procentowego progu. Do utworzenia gabinetu potrzebna będzie koalicja składająca się z co najmniej trzech sił.

Borysow ustąpił po porażce kandydatki swojej partii GERB, Cecki Caczewej, w listopadowych wyborach prezydenckich i po zwycięstwie kandydata lewicy, Rumena Radewa. Była to druga dymisja Borysowa przed zakończeniem kadencji, poprzednią złożył w lutym 2013 r. Obecne wybory będą już trzecimi z kolei wyborami przedterminowymi w ostatnich czterech latach. Jak najwcześniejszego terminu wyborów (26 marca to pierwsza możliwa data) domagała się lewica, licząca na kolejne zwycięstwo po listopadowym.

Tymczasem „Wall Street Journal”, powołując się na dokumenty przechwycone przez bułgarski wywiad, informuje, że Bułgarska Partia Socjalistyczna otrzymała od think tanku powiązanego z władzami w Moskwie dokładny plan wygrania wyborów, który zakładał m.in. kampanię fałszywych informacji oraz publikacje nieprawdziwych sondaży. Chodzi o wybory, które z dużą przewagą w listopadzie 2016 roku wygrał Rumen Radew, 53-letni pilot i generał w stanie spoczynku. Na kandydata socjalistów głosowało ponad 2 mln osób, czyli znacznie szerszy krąg wyborców niż ponad dwukrotnie mniejszy elektorat lewicy. Na kilka tygodni przed wyborami znacznie wzrosła liczba antyzachodnich i prokremlowskich publikacji w internecie i mediach – zwracali uwagę analitycy, na jakich powołuje się WSJ. Latem było ich ok. 50 dziennie, a na dwa tygodnie przed wyborami – do 400 dziennie – policzono.

W sprawie stosunków z Rosją BSP, DPS ( partia tureckiej mniejszości Ruch na rzecz Praw i Swobód) i nacjonaliści opowiadają się za natychmiastowym zniesieniem unijnych sankcji, gdyż według tych partii sankcje powodują duże straty w bułgarskiej gospodarce. GERB zajmuje pozycję umiarkowaną – nie sprzeciwiłby się kontynuowaniu sankcji, lecz – zdaniem Borysowa – z Rosją należy utrzymywać pragmatyczne i poprawne stosunki, rozwijać turystykę i współpracę w energetyce. Bułgarska turystyka, zapewniająca ok. 15 procent PKB, jest nastawiona głównie na Rosjan. Borysow liczy też nadal na utworzenie gazowego węzła pod Warną, dla którego głównym dostawcą gazu byłaby Rosja.

Partia tureckiej mniejszości stanowi punkt zapalny w stosunkach bułgarsko-tureckich. Problem zaognił się po powołaniu w ubiegłym roku partii Demokraci na rzecz Odpowiedzialności, Sprawiedliwości i Tolerancji (DOST, co po turecku znaczy przyjaciel) Lutfiego Mestana, byłego przewodniczącego najstarszej i najbardziej reprezentatywnej partii tureckiej mniejszości Ruch na rzecz Praw i Swobód (DPS). W ostatnich 15 latach, prócz tego, że bronił praw mniejszości tureckiej, DPS przekształcił się w swoisty biznesinkubator, postrzegany jako jeden z ważnych ośrodków korupcji, a ostro antykomunistyczną retorykę z początku lat 90. zamienił na bułgarsko-patriotyczną z elementami prorosyjskimi. Partia ta, jak twierdzą bułgarskie media, finansowana jest przez Turcję.

[related id=”7575″ side=”left”]

Wielkim problemem Bułgarii jest korupcja. Kraj ten postrzegany jest jako najbardziej skorumpowany we wspólnocie europejskiej. W rankingu Transparency International za 2016 r.Bułgaria zajęła 75 miejsce wśród 176 krajów, spadając o 7 miejsc w porównaniu z poprzednim rokiem. Nie było tu ani jednego wyroku skazującego za korupcję na wysokich szczeblach władzy. Łączy się to ze wzrostem gospodarczym, który z kolei zależy od inwestycji zagranicznych.

Dyskusja o walce z korupcją toczy się wokół „rumuńskiego modelu” – powołania całkowicie niezależnej, wyspecjalizowanej prokuratury na wzór rumuńskiej DNA (Krajowej Dyrekcji Antykorupcyjnej). Za taką strukturą opowiadają się małe, centroprawicowe partie, które mają najbardziej konkretne propozycje w sprawie zwalczania korupcji. Obecnie rumuński model popiera również lewica, która wcześniej raczej go odrzucała. „Gratuluję Rumunii jej wyników, tam są wyroki skazujące, uważam niezależny organ antykorupcyjny za bardzo efektywny” – powiedziała liderka BSP, Kornelia Ninowa. Jej zdaniem korupcja, nazywana przez nią „równoległą gospodarką”, odbiera bułgarskim obywatelom 10 mld lewów (5 mld euro) rocznie.

Nacjonaliści zgłaszają wiele zastrzeżeń do tego modelu, GERB mu się sprzeciwia.

„Z całym szacunkiem dla sąsiadów, Rumunia nigdy nie była dla mnie wzorem do naśladowania. Chcemy być jak Niemcy” – mówi Bojko Borysow.

Obecnie jego partia opowiada się za przyjęciem antykorupcyjnej ustawy zaproponowanej przez centroprawicowy Blok Reformatorski w poprzednim parlamencie i odrzucony m.in. głosami jej posłów.

Ordynacja wprowadza ograniczenie liczby lokali wyborczych za granicą – w kraju spoza UE może ich być maksymalnie 35. Wniosek ten złożyły partie nacjonalistyczne, dążące do ograniczenia głosowania w Turcji przez obywateli o podwójnym obywatelstwie, bułgarskim i tureckim.

Obecnie bułgarskie władze zmagają się z problemem napływu Turków z zagranicy, którzy przybywają, by głosować w kraju. We wtorek nacjonaliści zablokowali granicę, by wstrzymać autobusy z Turcji. Dalsze blokady zapowiedziane są na piątek i sobotę. Według mediów przejazdy opłacane są przez władze tureckie. Według danych organizacji nacjonalistycznych, szacuje się, że z Turcji przybędzie ok. 40 tys. osób o podwójnym obywatelstwie. Drugie tyle osób z podwójnym obywatelstwem będzie głosować w Turcji. Łącznie głosy bułgarskich Turków – w kraju i za granicą – wynoszą ok. 600 tys.

Wszystkich kandydatów na posłów, których jest ponad 4,5 tys., pod kątem współpracy sprawdziła komisja badająca archiwa dawnych służb bezpieczeństwa i wywiadu wojskowego lat komunistycznych. Wśród nich wykryto 81 dawnych pracowników etatowych i współpracowników. Najwięcej, 16, jest w lewicowej koalicji, na czele której stoi Bułgarska Partia Socjalistyczna (BSP). W partii tureckiej mniejszości DPS (Ruch na rzecz Praw i Swobód) jest ich 9, w koalicji Zjednoczeni Patrioci – 8, w partii Ruch na rzecz Radykalnej odnowy „Bułgarska wiosna” – również 8, w GERB – 5, w lewicowej koalicji ABW–Ruch 21 – 4. Po kilku agentów znalazło się w partii Wola i centroprawicowych formacjach Tak, Bułgaria oraz Nowa Republika i Blok Reformatorski. Ostatnie trzy ugrupowania wycofały kandydatów-agentów.

Bułgarskie ustawodawstwo nie zakazuje pełnienia funkcji publicznych po ujawnieniu współpracy z dawnymi służbami specjalnymi okresu komunistycznego. Fakt współpracy jednak musi być ogłoszony.

Na wybory w piątek do Bułgarii przybywa 15-osobowa misja obserwatorów Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Przyjadą również obserwatorzy z Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE).

PAP/lk