Wybory samorządowe w najludniejszym kraju związkowym RFN wygrała CDU z wynikiem 34,3 proc. SPD zdobyła 24,3 proc., co jest najgorszym wynikiem tej partii w wyborach samorządowych tego landu.
Premier Nadrenii Północnej – Westfalii Armin Laschet, wymieniany jako jeden z potencjalnych następców kanclerz Angeli Merkel, ocenił, że wynik niedzielnego głosowania to wiatr w żagle dla jego „kursu ku środkowi”. Dodał, że takiego wyniku CDU w landzie, którym przez pół wieku rządzili socjaldemokraci niewielu się spodziewało.
Przewodniczący SPD Norbert Walter-Borjans zwraca uwagę, że choć wynik partii jest najgorszy w historii wyborów samorządowych w tym landzie, to jest on jednocześnie lepszy niż 19,2 proc. uzyskane w Nadrenii Płn.-Westfalii przez SPD w czasie ostatnich wyborów do europarlamentu.
O 8 punktów procentowych swój wynik poprawili Zieloni zdobywając 20 proc. głosów. Jak podkreśliła szefowa lokalnych struktur Zielonych Mona Neubauer:
Nie jesteśmy już tylko przystawką dla innych partii.
Obecny wynik jest zdaniem szefowej ugrupowania Annaleny Baerbock odskocznią do dobrego wyniku w przyszłorocznych wyborach do Bundestagu. 5,6 proc. zdobyła FDP, a 5 proc. AfD.
– Wymknięcie się choroby spod kontroli może wywołać w Niemczech polityczne trzęsienie ziemi – ocenia korespondent Radia WNET w Niemczech,
Jan Bogatko mówi o rozwijającej się w Niemczech epidemii koronawirusa oraz sezonowej grypie w tym kraju:
Nie ma domu, w którym ktoś nie byłby chory.
Jak relacjonuje korespondent Radia WNET, w ciągu ostatnich 24 godzin zanotowano 10 nowych zachorowań na COVID-19.
Służby medyczne uważają, że Niemcom nic nie zagraża, i że panują nad sytuacją.
Do zakażeń doszło w Nadrenii-Północnej Westfalii, Badenii-Wirtembergii i Nadrenii-Palatynacie. W niemieckich aptekach w ostatnim czasie występują niedobory leków.
Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego zwraca uwagę na polityczny aspekt nieuchronnie zbliżającej się epidemii koronawirusa. Federalny minister zdrowia Jens Spahn ubiega się o funkcję przewodniczącego CDU. W przypadku wymknięcia się sytuacji spod kontroli jego szanse na objęcie tego stanowiska drastycznie by zmalały.
Koronawirus zagraża również szansom wyborczym CDU w Turyngii.
Jan Bogatko wraca do wczorajszej Środy Popielcowej, również w kontekście politycznym:
W Środę Popielcową niemieccy politycy mówią ludzkim głosem; zaczynają mówić to, co naprawdę myślą. […] Jest to pokarnawałowy karnawał polityczny. Obrzucanie się błotem i wbijanie szpilek jest na porządku dziennym. […] Kto bardziej dotkliwie zaatakuje przeciwnika, ten zbierze więcej politycznych punktów.
Zdaniem naszego korespondenta praktycznie wszystkie partie polityczne w Niemczech mają profil lewicowy, niekiedy skrajnie. Coraz częstsze są tam przejawy niechęci do własnego kraju.
Przewodnicząca SPD zażądała od CDU zajęcia zdecydowanego stanowiska wobec, jak powiedziała, „nazistów z AfD”. Z kolei przedstawicielka tej ostatniej formacji oskarżyła premiera Bawarii o podżeganie do buntu.
Olivier Bault o problemach Niemców i Francuzów z lewacką przemocą, kwestii nielegalnej imigracji nad Sekwaną i w Ceucie i o sądzie nad Salvinim.
Niemcy nie mogły się otrząsnąć po ubiegłotygodniowym głosowaniu w parlamencie Turyngii.
Olivier Bault z przeglądem prasy. U naszych zachodnich sąsiadów emocje wzbudza głosowanie w którym Thomasa Kemmericha z liberalnej FDP poparli przedstawiciele AfD, stygmatyzowanej jako „skrajna prawica”. Choć sam Kemmerich zrezygnował to emocje pozostają.
Niemcy są ogarnięte bezprecedensową falą przemocy politycznej.
We Francji pisze się o przemocy lewicowych aktywistów w Niemczech. We Francji problemy są podobne- w Tuluzie Antifa zaatakowała polityków Zjednoczenia [dawniej Frontu-przyp. red.] Narodowego. Dodatkowo nad Sekwaną w 2019 r. wzrosły statystyki morderstw, napadów, gwałtów. Czy to ma związek z masową imigracją? Rzadko kiedy francuska prasa porusza ten temat. Niektórzy mówią, iż to zagadnienie się przemilcza. Tymczasem padł rekord wniosków o azyl- 154 620.
Włochy żyją zaś sprawą wicepremiera Mattea Salviniego, któremu włoski senat odebrał immunitet. Związane jest to z jego decyzją jaką podjął w lipcu zeszłego roku jako szef włoskiego MSW. Nie chciał on bowiem pozwolić , by uratowani na Morzu Śródziemnym przez włoską Straż Przybrzeżna imigranci z Afryki zeszli na włoski ląd, dopóki inne kraje UE nie zgodziły się ich przyjąć. Część mediów twierdzi, że „Salvini próbuje z siebie robić męczennika”, zaś prawicowy „Il Giornale” stwierdza, że „sytuacja jest absurdalna”.
Bault zauważa, że otwieranie portów na nielegalną imigracje zachęca tylko ludzi do szerszego przybywania i sprawia, że jest więcej ofiar. Problem nielegalnej imigracji dotyka także w Hiszpanię, której rządowi udało się przekonać Europejski Trybunał Praw Człowieka, że praktykowane przez Madryt „wydalenia na gorąco są dozwolone”, wbrew wcześniejszej opinii ETPC w tej sprawie.
Korespondent Radia WNET komentuje polityczne zamieszanie w Niemczech wywołane wybraniem głosami AfD premiera Turyngii Thomasa Kenricha i jego błyskawiczną dymisją.
Korespondent Radia WNET w Niemczech Jan Bogatko mówi o „politycznym trzęsieniu ziemi w Turyngii, gdzie Alternatywa dla Niemiec (AfD) wspólnie z CDU wybrała premiera landu. Wywołało to oburzenie lewicowych mediów i polityków:
We wschodnich Niemczech nachodzą na siebie: stara, dobrze wypróbowana płyta SED, i płyta, która się nazywa demokracji federalnej. Tarcia są bardzo ostre, wywołują dużo hałasu i liczne wstrząsy. […] Komuniści to doskonale zorganizowani ludzie, którzy wiedzą, że muszą zmieniać nazwę zależnie od okoliczności.
Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego zwraca uwagę na znaczenie krajów związkowych w ustroju państwa niemieckiego, które wynika z faktu, że jednolite Niemcy są organizmem stosunkowo młodym, pierwszy raz pojawiły się na mapie Europy dopiero w 1871 r.
CDU wyszła z awantury w Turyngii z poobijaną gębą.
Problem z samodzielnym wyborem premiera Turyngii doprowadził do poważnego kryzysu w CDU. Przewodnicząca niemieckiej chadecji Annegret Kramp-Karrenbauer podała się do dymisji, zapoczątkowując „drugą fazę trzęsienia ziemi”.
Doszło do głosowania, w którym wysunięty przez FDP kandydat zwyciężył tylko dzięki poparciu „trędowatych” z AfD.
Thomas Kenrich pełnił funkcję szefa rządu Turyngii przez 24 godziny, co jest wynikiem rekordowo krótkim w historii Niemiec. W sprawie głos zabrała również kanclerz Angela Merkel, przebywająca aktualnie w Afryce:
W niemieckim systemie Angela Merkel może wszystko, nawet jeżeli nie jest już szefową swojej lewicowo-liberalnej partii CDU.
Po wakacjach mają odbyć się nowe wybory w Turyngii:
Szef klubu poselskiego AfD podsunął diaboliczny pomysł, by poprzeć kandydata Die Linke, Ramelowa, ponieważ wtedy i on spadnie ze sceny.
Jak stwierdza Jan Bogatko:
Pocałunek śmierci dla Kenricha to najważniejsze wydarzenie polityczne w Niemczech. Ludzie dostrzegają lewicowy zwrot CDU.
Niemieckie media piszą o tym, że Die Linke w ciągu ostatnich lat w pełni się zdemokratyzowała, a AfD uległa radykalizacji.
Demokracja liberalna to nic innego, jak tylko demokracja socjalistyczna w nowym wydaniu.
W dzienniku „Die Welt'” ukazał się wywiad z polskim sędzią Igorem Tuleyą, jednak pozostał niezauważony.
Jan Bogatko o komentarzach niemieckich mediów nt. wizyty w Polsce prezydenta Francji, smutku Niemców wobec nieodwołania amerykańskiej głowy państwa z urzędu i o wyborze premiera Turyngii głosami AfD.
Jan Bogatko mówi, że niemieccy dziennikarzy są smutni z powodu nieudanego impeachmentu Donalda Trumpa. Demokraci sugerują, że obecny prezydent USA będzie panował w Stanach Zjednoczonych niczym monarcha absolutystyczny.
Nasz korespondent mówi także o wyborach do landtagów. W niedzielnych wyborach do parlamentu krajowego w Brandenburgii wygrała SPD a w Saksonii CDU. Trwa „awantura o premiera Turyngi”. Thomas Kemmerich, został bowiem wybrany głosami AfD, które w ostatnich wyborach uzyskało w Turyngii 11 mandatów, czyli tyle samo co postkomunistyczna Die Linke
Ponadto Bogatko mówi o głosach z niemieckiej prasy dotyczących wizyty Emmanuela Macrona w Polsce. Dziennikarze się zdają sobie sprawę, że po brexitcie Polska stała się ważnym państwem w Unii Europejskiej. Frankfurter Allgemeine Zeitung pisze, że prezydent Francji przyjechał nad Wisłę, by „żeby zainicjować nową politykę wschodnią”.
Niemcy nie wiedzą jak z tego wybrnąć.
Redaktorzy są przekonani, że obecnie należy ożywić Trójkąt Weimarski, czyli organizację, do której przynależą trzy państwa: Niemcy, Francja i Polska.
Sojusz niemiecko-rosyjski jest coraz bardziej ewidentny. Niemcy są zaskoczeni informacjami o pluralizmie medialnym w Polsce – kraju, gdzie rzekomo obowiązuje zamordyzm.
Korespondent Radia WNET w Niemczech Jan Bogatko mówi o wprowadzeniu zakazu palenia flag, wprowadzonym przez Bundestag, w związku ze spaleniem flagi Izraela w zeszłym roku. Czyn taki zagrożony jest karą więzienia do lat 3. Zasada rozszerzona została również na flagę unii Europejskiej, która przecież, jak wskazuje nasz korespondent, państwem przecież nie jest. Partia AfD ostrzega, że taki precedens może doprowadzić do penalizacji palenia np. flag LGBT.
Jan Bogatko przywołuje echa wizyty Angeli Merkel w Moskwie. Media niemieckie piszą o przyjaźni gospodarczej między Niemcami a Federacją Rosyjską. Krytykują za to Stany Zjednoczone:
Sojusz dwóch stolic jest coraz bardziej ewidentny.
Rozmówca Krzysztofa Skowroński relacjonuje również IV polsko-niemieckie forum medialne w Görlitz, odbywające się pod hasłem „Budować mosty na Nysie”. Uczestniczył w niej przedstawiciel fundacji im. Konrada Adenauera, dr Joachim Klose, korespondent TVP w Berlinie Cezary Gmyz, oraz dr Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitorowania Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Dr Klose mówił o ujednoliceniu mediów niemieckich, w rezultacie którego trudno określić, które medium jest bardziej lewicowe, a które bardziej prawicowe. Media polskie są bardziej zróżnicowane, co bardzo zdziwiło niemiecką publiczność. Jak zauważył zresztą dr Klose, w Niemczech unika się używania pojęć „prawicowy” i „konserwatywny”, ponieważ budzą one bardzo złe skojarzenia. Dr Jolanta Hajdasz stwierdziła, że polskie media są bardziej pluralistyczne. Zdziwiło to niemiecka publiczność, przyzwyczajoną do opinii, zgodnie z którymi w Polsce panuje zamordyzm i depcze się wolność słowa. Zaprezentowano na forum wyniki badania, które wskazało, że 70% niemieckich dziennikarzy popiera SPD i Zielonych:
Wyniki sondażu przeprowadzonego wśród dziennikarzy wywołały szok.
Jan Bogatko wspomina początki partii Zielonych, która na przestrzeni ostatnich 30 lat bardzo urosła w siłę. Nasz korespondent zwraca uwagę, że współorganizatorem forum był niemiecki oddział Rotary International. Przedstawiciele tej organizacji odebrali bardzo wiele maili, stawiających polskich gości forum w bardzo złym świetle. Treść tych wiadomości pełna była oskarżeń o antydemokratyczne i antyeuropejskie nastawienia Cezarego Gmyza, dr Jolanty Hajdasz, oraz nieobecnego na forum Krzysztofa Skowrońskiego:
Ta akcja mailowa unaoczniła wielu Niemcom, że akcje prowadzone przez opozycję w Polsce nie mają wiele wspólnego z normami cywilizacyjnymi przyjętymi w Niemczech.
Konsekwencją popularyzacji islamu w Niemczech jest strach tamtejszych obywateli. Muzułmanie bowiem w wielu przypadkach nie chcą integrować się z innowiercami lub autochtonami.
Dr Sławomir Ozdyk, ekspert ds. bezpieczeństwa mówi o rozwoju organizacji salafickich w stolicy Niemiec oraz radykalizacji wyznawców religii proroka Mahometa:
Kwestia rozwoju radykalnego islamu jest ciągle kwestią bardzo ważną i delikatną, gdyż jedna strona nie chce urazić dużej społeczności muzułmańskiej, która już mieszka w niemczech a z drugiej strony jest Partia AFD, która ciągle podnosi na sztandarach kwestię radykalizacji islamu w niemczech.
Urząd Ochrony Konstytucji w rocznym raporcie przedstawił problem salafitów niemieckich, które są jedną z najszybciej rozwijających się organizacji ekstremistycznych w Niemczech:
W 2018 roku tylko w berlinie mieliśmy ok. 1080 radykalnych salafitów. W tym roku […] mamy tych salafitów już 1180. Przyrost o 100 osób w ciągu roku to bardzo dużo. […] Musimy liczyć się z każdą mozliwością popełnienia zamachu terrorystycznego.
Salafici przyciągają szczególnie młodych ludzi, którzy poszukują swojej własnej tożsamości. Okazuje się, że bardzo wiele osób przechodzących na islam staje się radykalnymi wyznawcami:
Młodzież staje się bardzo radykalna. Jest skłonna do przeprowadzenia ataku terrorystycznego. Ci młodzi ludzie odchodzą od Kościoła Ewangelickiego i przechodzą na islam, w salafickiej formie odnajdują quasi-poczucie wartości. Ruchy te bardzo dobrze są zorganizowane w sieci i mają bardzo dobrze opracowane bezpośrednie metody werbunkowe.
Jak mówi nasz gość, wyznawcy tej religii nawołują do powrotu do prawdziwej formy religii muzułmańskiej, czyli czasów pierwszych trzech pokoleń od Mahometa może pozwolić na spokojne życie:
Urząd Ochrony Konstytucji systematyczne ostrzega w raportach i publikacjach, iż problem zamachów terrorystycznych wcale się nie zmniejsza […] Im większa masowa niekontrolowana imigracja, tym możliwość przeprowadzenia zamachu jest większa.
Konsekwencją popularyzacji islamu w Niemczech jest strach tamtejszych obywateli. Muzułmanie bowiem w wielu przypadkach nie chcą integrować się z innowiercami lub autochtonami. Jak podkreśla dr Ozdyk, Niemcy żyją w strachu przed zagrożeniem ze strony diaspory muzułmańskiej, której członkowie częstokroć są agresywni. Mówi także o stosunku niemieckich polityków do tego zjawiska. Lewicowe organizacje są przeciwne deportacjom nielegalnych migrantów czy stosowaniu nieprzychylnej retoryki wobec muzułmanów.
Dr Sławomir Ozdyk o brakach w niemieckich procedurach migracyjnych i zmianach na niemieckiej scenie politycznej: nowym wizerunku AfD i przechodzenia poparcia z CDU i SPD na AfD i Zielonych.
Dr Sławomir Ozdyk mówi słabości niemieckiej polityki migracyjnej.
Jest 28 tys. osób, które wyjeżdżają i potem ponownie wracają do Niemiec.
Problem zaczęła dostrzegać niemiecka prasa głównego nurtu, po powrocie do Niemiec Ibrahima Miri, stojącego na czele klanu Miri w Bremie. Jak podaje portal dojczland.info, Miri jest podejrzany w około 150 zbrodniach. W Niemczech został kilkukrotnie skazany za handel narkotykami, wymuszenia i porwania.
Jego działalność stała się tak głośna medialnie, że rząd postanowił coś zrobić.
Deportowany mieszkał wcześniej w Niemczech kilkanaście lat. Do akcji deportacyjnej doszło w nocy. O godz. 2 do domu imigranta zapukali funkcjonariusze policji, którzy aresztowali go, wsadzili w samolot i zostawili w Bejrucie. Kilka miesięcy później, pod koniec października, Libańczyk powrócił do hanzeatyckiego miasta, gdzie wobec zakazu wjazdu na teren RFN musiał dostać się z pomocą przemytników. Po zatrzymaniu prosił urzędników migracyjnych o udzielenie mu azylu, gdyż „nie czuje się bezpieczny w Bejrucie”. Sąd nie przychylił się do wniosku i został ponownie wysłany do Bejrutu.
W rezultacie można słyszeć głosy niemieckich polityków, że potrzebna jest zmiana niemieckich procedur migracyjnych. Postuluje się m.in. żeby osoby, które po wydaleniu wbrew prawu niemieckiemu powróciły, trafiły do więzienia na okres całej procedury migracyjnej. Teraz bowiem trafiają do niego tylko na początku, a potem oczekują na procedurę z wolnej stopu i otrzymują zapomogę na życie w Niemczech.
Nasz gość Zapowiada zmianę retoryki partii AfD, motywowaną chęcią zwiększenia bazy wyborców. Partia ta zmienia kierownictwo: Alexandra Gaulanda na stanowisku jednego z dwóch przywódców zastąpi Tino Chrupalla. Alternatywa będzie „wygładzić swój wizerunek”
Dr Ozdyk komentuje też napięcia w łonie „wielkiej koalicji” rządzącej Niemcami. Obie partie tracą wyborców: SPD na rzecz Zielonych, CDU na rzeczy AfD. W rezultacie SPD skręca w lewo i w tym kierunku chce pociągnąć chce koalicję, co nie jest w interesie chadeków, jeśli nie chcą stracić kolejnych wyborców.
Jan Bogatko o bojówkach Antify na niemieckich uczelniach, lewicowym charakterze mediów niemieckich i sukcesie postkomunistów z Die Linke w Turyngii.
Jan Bogatko o lewackim terrorze na uniwersytetach niemieckich. Porównuje obecną sytuację do rewolucji 1968 r. Założyciel AfD Bend Lucke „który był profesorem uniwersytetu, został brutalnie potraktowany przez bojówki antify na uniwersytecie w Hamburgu”. Jego wykład został przerwany przez bojówkarzy krzyczących, że profesor jest „nazistowską świnią”. Później „podobnie lewacy potraktowali byłego ministra spraw wewnętrznych CDU Thomasa de Maiziere’a”, któremu nie pozwolili wejść na prezentację jego książki, tarasując wejście i zmuszając go od ucieczki.
Frank-Walter Steinmeier poruszył ten temat. Normalnie wali się w prawicę, której w Niemczech praktycznie nie ma.
Winą za tą sytuację korespondent obciąża pośrednio media niemieckie, mówiąc o zdecydowanie lewicowych ciągotach dziennikarzy niemieckich, z których większość wybrałaby Die Linke lub SPD.
Die Linke to po prostu następczyni SED, komunistycznej partii Niemiec. To zupełnie jakby ktoś po wojnie utworzył jakąś partię, która zasadza się na ideałach NSDAP i mówił, że oni już się zmienili.
Postkomuniści przekroczyli szklany sufit w wyborach w Turyngii. Według prognoz opublikowanych przez ARD i ZDF Lewica premiera Turyngii Bodo Ramelowa zdobyła 29,5-30 procent głosów. Wynik CDU oscyluje między 22 a 22,5 procent. AfD zaś poprawiła swój wynik z 10,6 na 23-24 procent. Jak komentuje Bogatko, „w Niemczech Wschodnich komunizm trzyma się dobrze”.
Niemcy przypisywali wielkie zwycięstwo niebieskiej kropce i Wiośnie Biedrona. Te wszystkie wróżby okazały się niestety niesprawdzalne.
Nasz korespondent mówi również o tym, co niemieckie media piszą o wyniku wyborów parlamentarnych w Polsce:„mówi się o Senacie, mówi się, że PiS uzyskał w wyborach ponad 2 mln więcej”. Zwraca uwagę, że dotychczasowe nadzieje niemieckich dziennikarzy na zwycięstwo sił lewicowych i liberalnych w Polsce okazały się płonne.
Jarosław Kaczyński wspomina pierwsze powojenne wolne wybory, przytacza historie powstania Porozumienia Centrum, odnosi się do ostatniej wypowiedzi D. Tuska oraz komentuje aktualną sytuację Polski.
Krzysztof Skowroński rozmawiał z Jarosławem Kaczyńskim o jego wspomnieniach związanymi z pierwszymi w powojennyej historii Polski kontraktowymi, półwolnymi wyborami, które odbyły się 4 czerwca 1989 roku:
To wspomnienie bardzo miłe, z napięciem czekałem na wyniki wyborów. Przychodziły informacje z Warszawy, że w przypadku senatu może być druga tura, na szczęście wygraliśmy w pierwszej turze, jeśli chodzi o senat. Gdy dowiedziałem się, że wygrał mój śp. brat, to czułem wielką radość i nadchodzącą zmianę.
Prezes Jarosław Kaczyński opowiadał także o swojej nadziei , która wówczas graniczyła z pewnością, że wybory zakończą się pomyślnie dla Solidarności:
Jeszcze na pół roku przed wyborami założyłem się o butelkę wódki, że za pół roku będziemy mieli rząd. Od razu dostaliśmy zlecenie skonstruowania rządu od Lecha Wałęsy.
Jak tworzyło się Porozumienia Centrum?
Gość Poranka WNET streścił przebieg rozmów koalicyjnych i przytoczył listę wielu pojawiających się komplikacji i zawirowań towarzyszących tym rozmowom:
Środowiska, które do dzisiaj symbolizuje Gazeta Wyborcza, stawiały na Bronisława Geremka jako premiera rządu. Wałęsa już długo przedtem, chyba jeszcze na jesieni 1988 roku poinformował mojego brata o tym, że raczej stawia na Tadeusza Mazowieckiego, chociaż miał wahania, bo mówił też o Bronisławie Geremku.
W dalszej części wywiadu Krzysztofa Skowrońskiego, prezes Prawa i Sprawiedliwości opowiadał, jak powstało Porozumienie Centrum. Jarosław Kaczyński mówił także o tym, jaki wówczas był jego i Lecha Kaczyńskiego, stosunek do Lecha Wałęsy:
Mój brat był zdecydowanym przeciwnikiem tego, żeby Lech Wałęsa został prezydentem. Nie wziął w tym udziału, nie był w komitecie Wałęsy. Dzięki Lechowi Kaczyńskiemu mogło powstać porozumienie Centrum, bo to była ta siła przyciągająca. […] Ja też byłem w kierownictwie Solidarności, ale nie byłem osobą aż tak przyciągającą do siebie ludzi jak mój brat, chociaż również tworzyłem pewne środowisko. Dzięki temu już dość łatwo można było zorganizować grupę, która później zmieniła się w partię polityczną. […] Poparłem Lecha Wałęsę w wyborach prezydenckich bo nie widziałem na tematen moment innego rozwiązania dla naszej partii […] Mam nadzieję że Bog na sądzie ostatecznym mi to wybaczy.
Prezes Kaczyński stanowczo zdementował informację, która pojawia się w wielu opracowaniach, że podczas wyborów w 1991 roku w ramach Obywatelskiego Porozumienia Centrum startowało także ugrupowanie KLD (Kongres Liberalno – Demokratyczny), w którym pojawił się Donald Tusk:
To zupełne nieporozumienie. KLD miało własny komitet wyborczy. Opowieść o tym, że KLD i Porozumienie Centrum startowały razem, jest opowieścią zupełnie nieprawdziwą. Były pewne relacje pomiędzy nami. Wielu ludzi się znało, tak jak mój śp. brat z Donaldem Tuskiem, ale to dzisiaj nie ma znaczenia. Później Tusk mówił, że mój brat pił z Kiszczakiem, co jest wierutnym kłamstwem. Donald Tusk ma obyczaj kłamać i kłamie w każdej sprawie. Oczywiście on w Magdalence nie był, gdyż był wtedy człowiekiem niespecjalnie ważnym.
Tusk porównuje aktualną opozycję do Solidarności
Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego nawiązał także do ostatniej wypowiedzi Donalda Tuska, który 4 czerwca w Gdańsku, stwierdził, że „to jego środowisko reprezentuje wolność, natomiast partia rządząca władzę autorytarną”.
Donald Tusk powiedział także, że „dzisiejsza opozycja jest jak niegdyś Solidarność, która musiała walczyć z siłą rządowej telewizji przy pomocy podziemnych drukarni”:
To jest zabieg tak skrajnie prymitywny, że nie sądzę, żeby ktokolwiek się na to nabrał. Każdy ma w domu telewizor i wiele innych programów, zupełnie innych niż telewizja publiczna. Wiele z nich nas mocno atakuje, z TVN-em na czele. Nie wspomnę już o wielu prywatnych radiach. To jest coś, co może przemówić tylko do ludzi, którym brakuje elementarnej wiedzy, bądź mają skrajnie złą wolę.
Prezes Kaczyński odniósł się także do swojego wystąpienie wygłoszonego podczas wieczoru wyborczego na temat zbliżającej się kampanii parlamentarnej, która „może być bardziej brutalna niż dotychczas”:
To jest kwestia znajomości naszych przeciwników, a także bardzo konkretnej wiedzy, którą nie będę się teraz dzielił, odnośnie do przygotowań opozycji w różnych wymiarach.
Prezes PiS acharakteryzował i ocenił strategię opozycji wykorzystaną w kampanii do Europarlamentu oraz działania bardziej niż negatywnie nastawionych zdecydowanej grupy mediów, z Gazetą Wyborczą na czele:
Okazało się, że jestem najbardziej dorobionym politykiem, właściwie miliarderem. Powiedzieć można wszystko. Można powiedzieć, co bardzo chętnie bym przyjął, że jestem wysokim, młodym, pięknym, blondynem, chociaż tego akurat nami przeciwnicy nie powiedzą. Kłamać, kłamać i jeszcze raz kłamać — to jest polityka, którą oni kontynuują od początku. Cała ta opowieść o dyktaturze w Polsce, o naszej przewadze medialnej, to jest komiczne, bo jeszcze do niedawna mówiono, że telewizji publicznej nikt nie ogląda, a teraz opozycja twierdzi, że te wybory wygrało TVP i Jacek Kurski.
Polska nie będzie płacić za niemieckie zbronie
Jarosław Kaczyński w kwestii amerykańskiej ustawy JUST 447 stwierdził, że Konfederacja KORWiN Braun Liroy Narodowcy jest partią prorosyjską, stosującą narrację szkodzącą Polsce. Jedynym zaś, jak stwierdził gwarantem przeciwko roszczeniom żydowskim jest Prawo i Sprawiedliwość:
Polska nie będzie płaciła [żadnych pieniędzy – red.] za niemieckie zbrodnie w czasie drugiej wojny światowej. Jeśli żydzi mają jakieś roszczenia, to niech zgłaszają się do Niemiec.
Kształt Europarlametu i stosunki polsko-rosyjskie
Rozmówca Poranka WNET snuł refleksje o przyszłości Unii Europejskiej i pozycji Grupy Wyszehradzkiej, która, jego zdaniem, powinna mieć taką pozycję, jak choćby Francja czy Niemcy. Prezes J. Kaczyński podsumował także możliwość stworzenia wspólnego bloku razem z Matteo Salvinim:
Mamy taki problem, że Pan Salvini chce założyć nową grupę razem z takimi formacjami, których w żadnym razie nie jesteśmy w stanie zaakceptować. To jest zgromadzenie narodowe Pani Le Pen, czy potencjalnie Alternatywa dla Niemiec. Nie możemy tego zaakceptować. […] Salvini dąży do stworzenia bardzo dużej grupy. Propozycje zjednoczenia padały, ale z formacją która jest wyraźnie proposyjska, a źródła są dla nas nie do zaakceptowania. Szczególnie w kontekście ojca Pani Le Pen, który wcześniej przewodniczył jej formacji.
Prezes Kaczyński wypowiedział się także na temat napiętych stosunków polsko-rosyjskich oraz roli polskich prokuratorów, którzy badają w Smoleńsku wrak prezydenckiego Tupolewa:
Co do polepszenia się stosunków Polsko-Rosyjskich, to musi być decyzja Rosji. O tym, że zmienia stosunek do Polski. Obawiam się, że może być z tym poważny kłopot. Bardzo chciałbym się mylić, ale wydaje mi się, że druga strona nie przyzwyczaiła się jeszcze do tego, że tutaj istnieje państwo podmiotowe, które może odgrywać rolę w europie środkowej i które jest konkurencyjne wobec Rosji. Musimy umieć wywalczyć tę podmiotowość, ponieważ jeśli ktoś nie walczy o swoje interesy, to pod każdym względem na tym straszliwie traci.
W rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim prezes PiS powiedział, iż nie wie, czy w Polsce powstanie Fort Trump. Jarosłąw Kaczyński zapewnił jednak, że kontyngent amerykański nadal będzie stacjonował w Polsce i będzie się stale powiększał.