Były prezes KRRiT o fake newsie PAP: To przestępstwo informacyjne, które niszczy reputację Polski

Maciej Świrski

Fałszywa depesza PAP podważyła wiarygodność Polski na świecie – mówi w Poranku Radia Wnet Maciej Świrski. Były szef KRRiT, a wcześniej członek zarządu Polskiej Agencji Prasowej.

Posłuchaj całej audycji:

Fałszywa depesza Polskiej Agencji Prasowej, w której przypisano Donaldowi Trumpowi słowa, których nigdy nie wypowiedział, wywołała burzę nie tylko w Polsce, ale i na świecie.

To wydarzenie podważyło wiarygodność Polski. Patrzą na nas jak na kraj niepoważny

– mówi Maciej Świrski w Poranku Radia Wnet, były przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Świrski zna PAP od podszewki. W latach 2006–2009 był członkiem zarządu agencji, a we wrześniu 2020 roku objął funkcję przewodniczącego rady nadzorczej. Jak podkreśla, zna procedury obowiązujące przy publikacji depesz i dlatego uważa, że wydarzenia ostatnich dni to poważne naruszenie standardów.

„Depesza nigdy nie miała prawa się ukazać”

Depesza w PAP nie ma prawa wyjść bez zatwierdzenia przez redaktora dyżurnego. Sprawdza on, czy tekst pokazuje obie strony problemu, czy opiera się na źródłach i czy jest poprawny językowo. W sprawach istotnych decyzję podejmuje nawet prezes agencji

– wyjaśnia Świrski.

Dodaje, że system edycyjny „Tryton”, wprowadzony w PAP w latach 2008–2010, rejestruje każde kliknięcie.

Nie można go ominąć. Jeśli depesza wyszła, to ktoś musiał ją świadomie zatwierdzić. A jeśli śladów w systemie brakuje, to znaczy, że dane zostały usunięte – a to już przestępstwo

– zaznacza.

Tobiasz Bocheński: Mateusz Morawiecki nie jest dla nas odniesieniem

Kto odpowiada?

Zdaniem Świrskiego odpowiedzialność spoczywa na trzech poziomach:

  • likwidatorze pełniącym obowiązki prezesa – „To stanowisko jest nielegalne, bo PAP została powołana ustawą i tylko ustawa może ją zlikwidować”;
  • redaktorze dyżurnym, który wypuścił depeszę;
  • kierownictwie redakcji zagranicznej i redaktorze naczelnym, którzy odpowiadają za treści.

Bezpośrednią odpowiedzialność ponosi człowiek, który bezprawnie pełni funkcję prezesa. Po drugie – redaktor dyżurny, który zatwierdził tekst. Po trzecie – kierownictwo redakcji. Te osoby odpowiadają za to, co trafiło do abonentów

– mówi.

„Kierwiński de facto zamknął granicę dla polskich firm”. Dramatyczny protest transportowców w Warszawie

PAP jako gwarant prawdy

Były szef KRRiT przypomina, że depesze PAP mają szczególny status w polskim systemie medialnym.

Jeśli medium powoła się na depeszę PAP, a ta okaże się fałszywa, odpowiedzialność spada wyłącznie na PAP. To czyni z agencji podstawowe źródło prawdy w polskich mediach. Abonentami są wszystkie największe redakcje i liczne instytucje gospodarcze

– wyjaśnia.

Teraz jednak reputacja PAP – jego zdaniem – została zachwiana.

Każdy redaktor naczelny, który dostaje depeszę z PAP, musi się zastanawiać, czy można jej zaufać. To podważa fundamenty systemu informacyjnego w Polsce

– ocenia.

Waldemar Gontarski: Szpitale więzienne to współczesne obozy zagłady

Skutki międzynarodowe

Świrski nie ma wątpliwości, że konsekwencje są poważne.

Świat patrzył na histerię w Polsce, wiedząc, że Trump nic takiego nie powiedział. W efekcie Polacy zostali przedstawieni jako ludzie niepoważni. To uderza w naszą reputację i wizerunek Polski jako partnera

– podkreśla.

Dodaje, że pracownicy PAP to profesjonalni dziennikarze, choć słabo wynagradzani.

To dobrzy fachowcy, ale całe to wydarzenie niszczy zarówno agencję, jak i Polskę. Obecne kierownictwo dołożyło cegiełkę do psucia naszego wizerunku na świecie

– konkluduje.

/ad

Waldemar Gontarski: Szpitale więzienne to współczesne obozy zagłady

Waldemar Gontarski/ fot. Wnet

W rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim adwokat Waldemar Gontarski, który spędził kilkanaście miesięcy w areszcie w toku śledztwa Prokuratury Krajowej, mówi o nieludzkim traktowaniu w zakładzie karnym.

Waldemar Gontarski do doktor habilitowany prawa i adwokat, który m.in. repretentował Polskę przed TSUE w czasach rządów Mateusza Morawieckiego. W kwietniu 2024 r. na polecenie Prokuratury Krajowej został zatrzymany przez funkcjonariuszy CBA, a następnie tymczasowo aresztowany pod zarzutami korupcyjnymi.

Kranówa do picia

W Poranku Radia Wnet Waldemar Gontarski, który nie przyznaje się do winy, opisuje realia tymczasowego aresztu, w którym przebywał kilkanaście miesięcy.

Opowiem jedną scenę. 5 maja zeszłego roku w moje imieniny cały dzień jestem w szpitalu klinicznym w Rzeszowie, z wenflonami i kajdanami zespolonymi. Kajdany zrywają wenflony. Później przewożą mnie do szpitala więziennego w Krakowie, na Montepulich. Szpital ten przypomina obóz koncentracyjny. Nie miałem w nim dostępu do wody, kazano mi pić kranówę, po której wymiotowałem. Miałem silne zapalenie płuc

– mówi prawnik.

Krzysztof Wąsowski: Ksiądz Michał Olszewski nie jest dziś w stanie wypowiadać się publicznie

Gontarski podkreśla, że jeszcze na rzeszowskim SOR był pilnowany przez dwóch uzbrojonych antyterrorystów ze Służby Więziennej, niczym groźny przestępca. Decyzję o przewiezieniu go do szpitala więziennego w Krakowie podjęli lekarze, którzy bali się go puścić z powrotem do aresztu z uwagi na jego stan zdrowia.

W Krakowie trafiłem do celi, w której siedziały osoby z zanikiem kory mózgowej. Nie wiedzieli, za co siedzą, a osadzeni musieli zmieniać im pampersy

– wspomina gość Poranka Wnet, który podkreśla, że sam znalazł się w tej sytuacji, pomimo, że był niedotleniony i słaniał się z bólu.

Sugestia dla wiceministr Ejchart

Podając trudne do wyobrażenia dla przeciętnego człowieka realia, dodaje, że kiedyś zabroniono mu wytrzepiać koc na spacerniaku, bo obawiano się, że za jego pomocą może próbować uciec z zakładu karnego.

Waldemar Gontarski zachęca wiceminister sprawiedliwości Marię Ejchart, by odwiedziła placówkę, w której przebywał.

Jeśli będę mógł znowu wykonywać zawód adwokata, publicznie obiecuję założenie fundacji „Szpitale więzienne – współczesne obozy zagłady”

– zapowiada prawnik.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

jbp/

„Kierwiński de facto zamknął granicę dla polskich firm”. Dramatyczny protest transportowców w Warszawie

Polscy transportowcy na krawędzi bankructwa, fot. OpenAI / Sora (AI-generated)

Ponad 1400 polskich ciężarówek utknęło na Białorusi. – Przyszłość naszych pojazdów zależy od Łukaszenki – alarmuje Jacek Sokół. Wartość zatrzymanych aut i naczep przekracza 100 mln zł.

Posłuchaj całej rozmowy:

Polskie firmy transportowe znalazły się w dramatycznej sytuacji. Ponad 1400 ciężarówek stoi po białoruskiej stronie granicy, a kierowcy pilnują pojazdów wartych ponad 100 milionów złotych.

To być albo nie być dla wielu przedsiębiorstw

– mówi Jacek Sokół w Poranku Radia Wnet, wiceprezes Komitetu Obrony Przewoźników i Pracodawców.

Kierwiński wprowadził transportowców w błąd

Według Sokoła problem zaczął się w momencie zamknięcia przejścia granicznego w Koroszczynie.

Minister Kierwiński, zamykając granicę, poinformował, że nawet samochody, które wjeżdżały w ostatniej chwili, będą mogły wrócić przez inne przejścia, na przykład przez Litwę. To była nieprawda. Zostaliśmy wprowadzeni w błąd

– podkreśla.

Przewoźnicy, którzy próbowali wracać innymi drogami, spotkali się z odmową.

Na granicy białorusko-litewskiej zabierano dokumenty od pojazdów i naczep, a samochody z kierowcami pod konwojem odprowadzano z powrotem na granicę z Polską. Teraz stoją na parkingach celnych

– relacjonuje Sokół.

„Firmy będą upadać jedna po drugiej”. Największy kryzys w polskim transporcie od 25 lat

1,5 tys. ciężarówek i niepewna przyszłość

Obecnie na Białorusi utknęło około półtora tysiąca pojazdów.

Dokładnej liczby nie znamy, bo część mogła zostać w serwisach czy warsztatach. To około 1400–1500 ciężarówek

– mówi Sokół.

Samochody nie mogą jechać dalej w głąb Białorusi, Rosji czy Kazachstanu. Dozwolony jest jedynie przewóz towarów zwolnionych z zakazu, np. leków.

Pozostałe mogą być dostarczone tylko do magazynów celnych, gdzie odbywa się przeładunek albo przepinka naczep

– tłumaczy.

Otwarcie na prywatnych przewoźników receptą na patologie polskiej kolei? Komentarz red. naczelnego „Z biegiem szyn”

Kierowcy stracą majątek?

Na miejscu pozostają kierowcy, którzy czuwają przy samochodach.

To dorobek naszych firm budowany latami. Wartość tych pojazdów i naczep przekracza 100 milionów złotych. Dla wielu przedsiębiorstw to kwestia przetrwania

– zaznacza Sokół.

Największe obawy budzi ryzyko konfiskaty.

Przekraczając granicę, otrzymujemy dokument, który pozwala przebywać na Białorusi określoną liczbę dni. Te dokumenty już wygasły. Białoruś obiecała, że przedłuży je o 10 dni, faktycznie dała 7. I nikt nie wie, co będzie dalej. Może pojawić się służba, która powie: proszę oddać kluczyki

– ostrzega.

Tobiasz Bocheński: Mateusz Morawiecki nie jest dla nas odniesieniem

Ogromne koszty

Do problemów dochodzą gigantyczne opłaty.

Dawniej zezwolenie na wjazd kosztowało 50 zł. Teraz płacimy 170–180 euro. Do tego dochodzi plomba elektroniczna za 160 euro i obowiązkowa dezynfekcja za dwadzieścia kilka euro. Sam parking po stronie białoruskiej również generuje koszty, które mogą być tak wysokie, że odbiór pojazdów przestanie się opłacać

– wylicza Sokół.

Jak podkreśla, polscy przewoźnicy nie łamią prawa.

Nie przewozimy towarów nielegalnych. Obsługujemy tylko ładunki niesankcyjne, dopuszczone jeszcze przed wprowadzeniem sankcji

– zaznacza.

Co się dzieje w Agencji Rozwoju Przemysłu? „Miała wspierać przemysł, planuje budowę kolei do Odessy”

Protest w Warszawie

Brak reakcji rządu sprawił, że przewoźnicy szykują protest w stolicy.

Mamy wiele potwierdzeń od firm, że przyjadą do Warszawy swoimi ciężarówkami. Chcemy pokazać skalę problemu. Ale do tego wszystkiego nie musi dojść. Wystarczy dobra wola rządu i uzgodnienie z Białorusią czasowego rozwiązania, które pozwoliłoby naszym kierowcom i samochodom wrócić do Polski

– mówi Sokół.

Zaznacza też, że obecnie wśród zatrzymanych pojazdów praktycznie nie ma obcych przewoźników.

Może dwóch, trzech Czechów, jakiś Serb. 98 procent to polskie firmy. De facto więc sami zablokowaliśmy granicę dla siebie

– ocenia.

/ad

Tobiasz Bocheński: Mateusz Morawiecki nie jest dla nas odniesieniem

Featured Video Play Icon

W rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim europoseł Tobiasz Bocheński deklaruje, że w sporze między Mateuszem Morawieckim a Zbigniewem Ziobro o Zielony Ład stoi po stronie byłego ministra sprawiedliwości.

Komentując bieżącą politykę Tobiasz Bocheński nie wierzy, by ziścił się scenariusz przyspieszonych wyborów w Polsce.

Uważam, że przykucie się do synekur i stołków przez polityków, którzy tworzą dzisiejszą koalicję rządową jest zbyt silne. Ta namiętność do pieniędzy i władzy jest zbyt silna, bo przecież nie kieruje nimi dobro wspólne, więc niestety nie uda się tego węzła gordyjskiego przeciąć wcześniej

– mówi europoseł.

Historia przyznała rację Ziobrze, nie Morawieckiemu

Pytany o swoje stanowisko w sporze między byłym premierem Mateuszem Morawieckim a byłym ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobro o Zielony Ład, Bocheński określa się jako krytyk polityki prowadzonej przez rząd PiS pod kierownictwem Morawieckiego.

Faktycznie w tej sprawie jestem bliski poglądowi Zbigniewa Ziobry, który został zweryfikowany przez historię i przez wydarzenia, że jednak polityka bardziej jastrzębia i stanowcza powinna mieć miejsce. Negocjacje w dobrej wierze z Ursulą von der Leyen nie doprowadziły do oczekiwanych rezultatów, dlatego że negocjowała ona w złej wierze, chciała zamontować w Polsce rząd Donalda Tuska i robiła wszystko, aby utrudnić życie Prawu i Sprawiedliwości, nie licząc się z regułami prawnymi, nie licząc się z regułami słuszności, czy też z dobrem polskich obywateli

– ocenia Bocheński.

Polityk zaznacza, że myślał, iż spór na linii Morawiecki-Ziobro należy już do przeszłości i został wyjaśniony.

Możemy dyskutować o przyszłości Polski, bo to Polaków najbardziej interesuje

– podkreśla gość Poranka Wnet.

Morawiecki? Nie jest naszym odniesieniem

Prowadzący audycję Krzysztof Skowroński pyta Tobiasza Bocheńskiego o zdjęcie, które zamieścił w poniedziałek na platformie X. Widać na nim Tobiasza Bocheńskiego, Przemysława Czarnka, Patryka Jakiego i Jacka Sasina. Według redaktora naczelnego Radia Wnet można odnieść wrażenie, że fotografia przedstawia polityków z obozu opozycyjnego względem byłego premiera.

Wiceprezes Morawiecki nie jest naszym odniesieniem. My faktycznie się w tym gronie spotykamy i nie tylko w tym gronie. Rozmawiamy o strategiach dla Prawa i Sprawiedliwości. Rozmawiamy o programie dla Polski. Zastanawiamy się co zrobić, żeby odsunąć rząd Donalda Tuska od władzy i jaka ścieżka ku temu jest najskuteczniejsza

– odpowiada Bocheński.

Wysłuchaj całej audycji już teraz!

jbp/

Przemysław Czarnek o Radosławie Sikorskim: Z chamami elegancko się nie postępuje

Jak uniknąć demograficznej katastrofy? Bartosz Marczuk: kluczem jest powrót do myślenia wspólnotowego i repatriacja 2.0

Bartosz Marczuk / Fot. Konrad Tomaszewski, Radio Wnet

Mamy ogromny problem, jeżeli chodzi o tworzenie trwałych związków przez ludzi urodzonych w latach 80. później. Bez relacji, bez związków nie będzie dzieci – mówi b. wiceminister rodziny.

Bartosz Marczuk w rozmowie z Wiktorem Świetlikiem stwierdza, że obecnie nie da się wymyśleć żadnego nowego programu społecznego na wzór Rodzina 800+, który dałby szybki efekt w postaci wzrostu liczby rodzących się w Polsce dzieci.

Były wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej jest współautorem, obok b. dyrektora Instytutu Pokolenia Michała Kota, książki „Jak uniknąć demograficznej katastrofy”. W rozmowie krytykuje bierność państwa polskiego wobec licznej polskiej diaspory, brak dbałości o nauczanie języka polskiego na świecie, oraz szereg innych zaniedbań burzących narodową wspólnotę.

/awk

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

„To lukrowana trucizna”. Prezes stowarzyszenia o edukacji zdrowotnej w szkołach

Narody tracąc pamięć, tracą życie — rozmowa wokół pierwszego przeglądu filmów Marii Dłużewskiej „Patrzę na Ciebie”

Plakat Przeglądu filmów Marii Dłużewskiej, Autor: Wojciech Korkuć

W studiu Radia Wnet goszczą Marek Głowacki i Marek Dorsz – współorganizatorzy wydarzenia, którzy osobiście znali Marię Dłużewską.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

Maria Dłużewska była osobą niezwykłą. W latach 70. pracowała jako aktorka, ale świadomie zrezygnowała z kariery zawodowej, by poświęcić się działalności w konspiracji, szczególnie w obszarze kultury niezależnej i w podziemnym Radiu Solidarność. Warto podkreślić, że było to radio działające nielegalnie – dziś mało kto zdaje sobie sprawę, co kryje się za określeniem „program drugi Radia Solidarność” w jej biogramach. Udział w takiej aktywności niósł realne ryzyko: więzienia, represji, pobicia, a nawet śmierci.

~ mówi Marek Głowacki. Dodaje, że działalność Marii Dłużewskiej była wszechstronna: kolportowała niezależną prasę, tworzyła teatr domowy i działała w Solidarności Walczącej:

I trzeba mocno podkreślić: nie chodziło tu o krótki epizod, pół roku czy rok działalności. To były długie lata, od 1982 do 1989, wypełnione stresem, poniewierką i ciągłym lękiem przed aresztowaniem. Maria wybrała taką drogę. A później, gdy zaczęła tworzyć filmy dokumentalne – ponad czterdzieści, w których była reżyserką, scenarzystką czy producentką – można uznać, że była to w pewnym sensie kontynuacja jej wcześniejszej pracy w podziemiu.

26 września w sali widowiskowej Kościoła Wszystkich Świętych na pl. Grzybowskim w Warszawie odbędzie się pierwszy przegląd filmów Marii Dłużewskiej pod hasłem Patrzę na Ciebie. Marek Głowacki mówi o tym, dlaczego należy pamiętać o twórczości polskiej reżyserki:

Tukidydes powiedział: Narody tracąc pamięć, tracą życie. To jest uniwersalna sentencja, którą w szczególny sposób można odnieść do Marii. Ona przypominała naszą historię, odkłamywała naszą historię, przypominała zapomniane albo wręcz wycinane z naszej świadomości postaci, takich jak Joanna i Andrzej Gwiazdowie, takich jak Andrzej Kołodziej i wiele innych. Czyli to może służyć nam jako to powiedzenie, może służyć jako motto praktycznie do wszystkich filmów Marii Dłużewskiej.

Dodaje, że na tegorocznym przeglądzie, zdecydowano się pokazać dwa filmy: Zorza 2 nad Gdańskiem oraz Dzielnieśmy stali i celnie rzucali:

Oba filmy dokumentalne bazują na odkrytych, niezwykle interesujących i nigdzie wcześniej niepublikowanych materiałach historycznych. Jeden z nich przedstawia wizytę papieża Jana Pawła II w Gdańsku w 1987 roku oraz jego decyzję o złożeniu kwiatów pod pomnikiem stoczniowców, a dalsze konsekwencje tej decyzji są ukazane w filmie. Drugi film, Dzielnieśmy stali i celnie rzucali, opiera się na dokumentach z narad specjalnego sztabu MSW odpowiedzialnego za tłumienie tzw. rewolty grudniowej, która w rzeczywistości była brutalną masakrą w grudniu 1970 roku. Te niezwykle cenne materiały stanowią punkt wyjścia do głębszych analiz historycznych.

Marek Dorsz dzieli się też refleksją na temat pierwszego z wymienionych filmów:

Mogę tylko podkreślić, że film o wizycie papieża nie powstał przypadkowo. To bardzo ważne wydarzenie. Pamiętam, jak Maja wraz z Pawłem montowali ten film. Pokazuje ono sytuację, która odsłania nasze dzisiejsze zaniedbania wobec ojczyzny i społeczeństwa – bo papież został tam potraktowany w sposób wyjątkowo brutalny. Nie chcę teraz opowiadać całej fabuły filmu, ale to wydarzenie miało ogromne konsekwencje i nadal nas porusza. Nigdzie na świecie papież nie doświadczył takiego afrontu, jaki spotkał go pod pomnikiem stoczniowców w Gdańsku, i to jest dla nas wszystkich bolesne, zwłaszcza że sprawcami byli nasi rodacy.

Na koniec audycji, goście zachęcają do uczestniczenia w wydarzeniu:

Zapraszamy serdecznie wszystkich, którzy kochają Polskę, wszystkich, którzy cenią sobie polską tożsamość narodową, polską historię, ale również wszystkich tych, którzy cenią sobie prawdę, wierność i szacunek dla drugiego człowieka.

/ab

Internetowe „stowarzyszenie” prawników to prowokacja. Prokuratorzy, sędziowie i adwokaci nabici w butelkę

„Dajcie Nam Wszyscy Święty Spokój!” to inicjatywa na portalu X, która przyciągnęła znanych prawników, szukających „trzeciej drogi” w wymiarze sprawiedliwości. Demaskujemy ją jako prowokację.

  • Od lipca 2025 r. na portalu X funkcjonuje profil „Dajcie Nam Wszyscy Święty Spokój!”. To nieformalne internetowe stowarzyszenie prawników, którego prezesem jest osoba ukrywająca się za nickiem „Fioletowy”. Profil ideologiczny tego bytu to rodzaju symetryzmu i dystansowanie się od walki stronników ancien regime`u i żurkizmu-bodnaryzmu.
  • DNWŚP przyciągnąło wielu znanych prawników: prokuratorów, adwokatów i sędziów. „Stowarzyszenie” zaczęło rozpowszechniać kubki i bluzki z własnym logo.
  • W wiadomościach prywatnych wysyłanych do niektórych osób na X „prezes” stowarzyszenia przedstawiał się z nazwiska jako jeden z warszawskich sędziów. Radio Wnet ustaliło, że była to maskirowka, a cała inicjatywa DNWŚS to prowokacja

W Polsce sędziowie noszą czarne togi z fioletowym elementem przy szyi. Na portalu X w kwietniu 2024 r. zarejestrował się profil „fioletowy”. Rozpoczął działalność komentując sytuację w wymiarze sprawiedliwości, posługując się sprawnie prawniczym żargonem. Jej charakter sugerował, że faktycznie „fioletowy” jest sędzią, który pragnie zachować anonimowość. W wpisów „fioletowego” wyłaniał się obraz sędziego, który brał udział w manifestacjach „obrońców praworządności” w czasach rządów PiS, który następnie rozczarował się do systemu, stworzonego przez Adama Bodnara.

Z czasem „fioletowy” zdobył istotne zasięgi i stał się rozpoznawalny. W pewnym momencie zaczął promować inicjatywę internetowego stowarzyszenia prawników-symetrystów. Idea ta okazała się bardzo nośna, a prześmiewczy charakter „stowarzyszenia” przyciągnął szereg poważnych postaci, zmęczonych walką Iustitia-PdP czy LSO-Ad Vocem.

Wpis „fioletowego”/ fot. X

W ramach promocji „stowarzyszenie” zaczęło kolportować gadżety z własnym logo. Były to kubki i T-shirty. W mediach społecznościowych zaczęły się pojawiać zdjęcia różnych osób, korzystających z tych rzeczy. Radio Wnet potwierdziło, że artefakty te faktycznie były rozprowadzane, a prawnicy płacili za nie wskazane kwoty poprzez operacje elektroniczne.

Zdjęcie zamieszczone przez jeden z anonimowych profili na X/ fot. X

Zaproszenie do „Prawodajni”

„Fioletowy” kontaktował się również poprzez wiadomości prywatne z autorem niniejszego tekstu, przedstawiając się jako sędzia. Prezentował własne ustalenia np. dotyczące rzekomej nominacji Ewy Wrzosek na rzecznika prasowego Waldemara Żurka, w następstwie Anny Adamiak. Powoływał się na źródłową wiedzę uzyskaną przez jego żonę od innych sędziów. Autor nie zdecydował się na publikację na podstawie anonimowego źródła, tym niemniej wiadomości te wyglądały na potencjalnie wiarygodne, a fakt, że ostatecznie Wrzosek została radcą w MS, a nie rzecznikiem, nie oznaczał jednoznacznie, że „fioletowy” kłamał, bo Anna Adamiak sama informowała w tamtym czasie o tym, że odchodzi z funkcji, którą finalnie w zaskakujacy sposób utrzymała.

Z uwagi na rosnącą pozycję „fioletowego” w bańce mediów społecznościowych, po tym, gdy kolejny raz odezwał się on poprzez wiadomości prywatne do Jakuba Pilarka, dziennikarz zaproponował mu wystąpienie w programie „Prawodajnia” na antenie Radia Wnet. W trakcie rozmowy na czacie „fioletowy” dociśnięty przedstawił się z imienia i nazwiska jako jeden z warszawskich sędziów w sądzie rejonowym, zastrzegając pod rygorem tajemnicy dziennikarskiej zachowanie tej wiedzy dla siebie przez Jakuba Pilarka.

Weryfikacja

W ramach standardowej procedury weryfikacji Pilarek zwrócił się na oficjalnego imiennego maila sędziego z pytaniem, czy to z nim rozmawiał na X. Z otrzymanej po kilkanastu dniach odpowiedzi (z maila z domeny gov.pl) wynika, że sędzia nie ma nic wspólnego z „fioletowym”.

Nigdy nie zakładałem, nie posiadałem i nie posiadam żadnego konta na portalu X. Nigdy nie podejmowałem próby kontaktu z Panem ani z żadnym innym przedstawicielem mediów. Jeżeli w kontaktach z Panem bądź innym przedstawicielem mediów ktoś powoływał się na moje dane osobowe– to po pierwsze nie byłem ja, a po drugie czynił to bez mojej zgody

– napisał sędzia.

Nie podajemy jego nazwiska, bo jest on ofiarą internetowej prowokacji i w naszej ocenie wymienianie go tutaj nawet w tak jednoznacznym kontekście jako osoby pokrzywdzonej mogłoby naruszać jego dobre imię.

Blamaż prawników

Jakie wnioski płyną z tej sytuacji? Okazuje się, że polscy prawnicy z rozbrajającą naiwnością dali się wpuścić w kanał. Nie chodzi przy tym o to, że brali udział w dyskusjach na X, ale o to, że czynnie wsparli inicjatywę DNWŚS, występując jako jej „członkowie”. Przekroczyli więc pewien rubikon, legitymizując działania prowokatora.

Ten ostatni (lub ci ostatni, bo trudno przesądzać skali tej operacji) mógł się dopuścić przestępstwa z art. 190a kodeksu karnego, czyli kradzieży tożsamości. Wytworzył w pewnej grupie uczestników życia publicznego przekonanie, że za działaniem DNWŚS stoi konkretny sędzia.

W chwili publikacji tekstu nie mamy wiedzy, czy sędzia uznaje się za pokrzywdzonego w rozumieniu prawa karnego i czy skieruje zawiadomienie o przestępstwie. Nie mamy również 100 proc. pewnej wiedzy o autorze prowokacji. Zadajemy za to na koniec pytanie retoryczne, co by było, gdyby za prowokacją stały obce służby, które na przykład posługują się cyrylicą i co nam by to mówiło o naszym bezpieczeństwie i świadomości naszych prawników?

Jakub Pilarek

Zaledwie jeden medal dla Polski na lekkoatletycznych MŚ w Tokio. Artur Partyka analizuje słaby występ naszej kadry

Pośród pasma rozczarowań jedynym pozytywnym akcentem był srebrny medal w skoku wzwyż, wywalczony przez Marię Żodzik skokiem na 2,00 m. Blisko krążka była czwarta w biegu na 400 m Natalia Bukowiecka.

Mistrzostwa świata w Tokio pokazały, że mamy spore luki, ale też lekka atletyka się zmieniła. Czy ktoś przewidział medal dzisiaj Dyskobola z Samoa? Czy ktoś przewidział to, że najlepszą oszczepniczką na świecie w roku 2025 będzie reprezentantka Ekwadoru? Dwa lata temu reprezentantka Kolumbii, Trinidad Tobago, mistrz olimpijski wraca w wielkim stylu z Londynu, wygrywając mistrzostwa świata. Dzieją się naprawdę niesamowite rzeczy. W ogóle te mistrzostwa stały na bardzo wysokim poziomie

komentuje wicemistrz olimpijski z Atlanty w skoku wzwyż Artur Partyka w rozmowie z Grzegorzem Milko.

Sukces pochodzącej z Białorusi Marii Żodzik

Maria bardzo lubi to co robi,  a prócz tego żyje normalnym życiem. Ja jestem totalnym przeciwnikiem trzymania lekkoatletów pod kloszem. Nie mogę słuchać różnego rodzaju narzekań. Nie mamy sponsorów, nie ma pieniędzy. Nie, to do mnie nie dociera, ponieważ ponad 30 lat temu byłem w bardzo podobnej sytuacji i wierzcie mi Państwo, że 30 lat temu znaleźć sponsora było dużo trudniej

mówi gość Radia Wnet.

/awk

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

Starosta powiatu włodawskiego: wracamy do normalności po niedawnym ataku dronowym. Nie damy się zastraszyć

Jesteśmy przyzwyczajeni do funkcjonowania w stanie podwyższonej gotowości. Kluczowa jest ścisła współpraca między samorządem, władzami centralnymi i służbami – mówi Mariusz Zańko.

W nocy z 9 na 10 września 2025 r. doszło do poważnego naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez Federację Rosyjską. Jednym ze skutków incydentu było uderzenie niezidentyfikowanego obiektu w dom jednorodzinny w Wyrykach k/Włodawy.  Starosta powiatu włodawskiego zapewnia, że poszkodowanej rodzinie została udzielona niezbędna pomoc.  Jest przekonany, że władze wojewódzkie pomogą w dalszych działaniach na rzecz uzyskania przez mieszkańców zniszczonego domu adekwatnej rekompensaty. Jak podkreśla, dom był ubezpieczony.

/awk

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

Dron spadł na dom pod Włodawą. Samorząd chce jednostki wojskowej

MSWiA wnioskuje o odwołanie komisarzy wyborczych poza trybem ustawowym – rozmowa z ZPG Robertem Hernandem

Robert Hernand / Fot. Konrad Tomaszewski, Radio Wnet

W rozmowie z Magdaleną Uchaniuk Zastępca Prokuratora Generalnego Robert Hernand komentuje pod kątem prawnym próbę odwołania komisarzy wyborczych przez MSWiA.

W polskim systemie prawnym komisarze wyborczy to przedstawiciele PKW, którzy w terenie mają zapewnić prawidłową organizację wyborów. Są oni powoływanie na 5-letnie kadencje, spośród osób o dużej wiedzy prawniczej. Wśród nich jest wielu sędziów.

Opierając się na ideologii kwestionowania legalności KRS, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji skierowało do Państwowej Komisji Wyborczej wniosek o odwołanie 44 komisjarzy wyborczych przed upływem kadencji. Wcześniej do MSWiA zwrócił się w tej sprawie minister Waldemar Żurek.

Minister Sprawiedliwości zwrócił się do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z wnioskiem o rozważenie skierowania sprawy do Państwowej Komisji Wyborczej w sprawie odwołania lub stwierdzenia wygaśnięcia funkcji części komisarzy wyborczych. Wniosek dotyczy sędziów, którzy podpisali tzw. „listy poparcia” kandydatów na członków Krajowej Rady Sądownictwa ukształtowanej na podstawie ustawy z 8 grudnia 2017 r.

– można było przeczytać na początku sierpnia na stronie resortu spraw wewnętrznych.

Dariusz Lasocki kieruje zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa zamachu stanu do prokurator europejskiej

W rozmowie z Magdaleną Uchaniuk Zastępca Prokuratora Generalnego Robert Hernand podkreśla, że ustawodawca milczy w zakresie możliwości składania wniosku o odwołanie komisarza wyborczego.

To Państwowa Komisja Wyborcza ma prawo oceniać pracę komisarza

– podkreśla prokurator.

Według Roberta Hernanda obecnie stoimy przed ryzykiem sytuacji, w której ustawa może nabrać treści w sensie faktycznym niezgodnie z wolą ustawodawcy.

Kadencja ma charakter ochronny i gwarancyjny dla komisarza wyborczego, także w aspekcie personalnym, czy osobistym, kiedy on się komuś z jakichś względów nie podoba

– podkreśla ZPG.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

jbp/