Gen. Waldemar Skrzypczak, dr Zbigniew Kuźmiuk, Dmytro Antoniuk, Borys Tynka – Poranek Wnet – 4 maja 2022 r.

Biblioteka naukowa Dnieprzańskiego Uniwersytetu Narodowego/Foto. Skoropadsky/CC BY-SA 4.0

„Poranka Wnet” można słuchać na 87.8 FM w Warszawie, 95.2 FM w Krakowie, 96.8 FM we Wrocławiu, 103.9 FM w Białymstoku, 98.9 FM w Szczecinie, 106.1 FM w Łodzi, 104.4 FM w Bydgoszczy.

Goście „Poranka Wnet”:

Dmytro Antoniuk i Wojciech Jankowski – korespondenci Radia Wnet;

gen. Waldemar Skrzypczak – były Dowódca Wojsk Lądowych, oficer dyplomowany wojsk pancernych;

dr Zbigniew Kuźmiuk – europoseł PiS;

Borys Tynka – przewodnik po Odessie;

Andrzej Zawadzki-Liang – prawnik z Szanghaju;


Prowadzący: Krzysztof Skowroński

Realizator: Mikołaj Poruszek


Wojciech Jankowski relacjonuje wczorajsze bombardowanie Lwowa.  W miasto uderzyły trzy rakiety. Po raz pierwszy wystrzelone zostały rakiety w Zakarpacie.


Dmytro Antoniuk o sytuacji w Kijowie. Około 20 rakiet wystrzelono na Ukrainę z Morza Kaspijskiego. Nasz korespondent donosi, że Rosjanie nie odnoszą sukcesów na froncie.

Antoniuk przedstawia odbiór wypowiedzi papieża Franciszka, który stwierdził, że jedną z przyczyn wojny na Ukrainie było „szczekanie NATO u drzwi Rosji”.

Do Mariupola przyjechał Sołowjow.


Andrzej Zawadzki-Liang o lockdownie w Szanghaju. Ludzie są testowani. Mieszkańcy raczej karnie nie wychodzą z domów. Szczególnie chętnie wychodzą ludzie starsi. Prawnik mieszkający w Szanghaju skazuje, że za wszelkie przekroczenie nałożonych obostrzeń grozi areszt. Wyjaśnia, że na początku lockdownu nie można było wyjść z psem na spacer. Teraz już można, ale tylko dookoła bloku. Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego opowiada o problemach z kupowaniem żywności. Bierze się to, co jest. Zawadzki-Liang przedstawia narrację chińską odnośnie Ukrainy. Zgodnie z nią za wojnę winę ponoszą Stany Zjednoczone, które dostarczają na Ukrainę broń.


Gen. Waldemar Skrzypczak ocenia, że Władimir Putin może po 9 maja ogłosić częściową lub powszechną mobilizację. Nie sądzi, żeby prawdą były doniesienia medialne o zranieniu gen. Gerasimowa.

Były Dowódca Wojsk Lądowych stwierdza, że Rosjanie nie zdobędą Donbasu. Wskazuje na błędy rosyjskiej armii i determinację Ukraińców. Dodaje, że rzucenie na Ukrainę rosyjskich poborowych nie rozwiąże problemów najeźdźców.


Dr Zbigniew Kuźmiuk wskazuje, że Unia Europejska nie pomaga Polsce w utrzymaniu uchodźców.

Zamiast tego na Polskę nakłada się ogromne kary, które, jak podkreśla, nie mają nic wspólnego z egzekwowaniem praworządności. Wskazuje, że Bułgaria której były premier oskarżony jest o defraudację środków unijnych, otrzymała akceptację dla swego planu odbudowy. Dr Kuźmiuk odnosi się do propozycji zmian w Unii Europejskiej.



 Borys Tynka z relacją z Odessy. Mówi się o możliwości ogłoszenia mobilizacji 9 maja.

Majowy felieton. Polska dusza jest wdzięcznym tematem szczególnie w oktawie naszych majowych świąt

„Kolejny rok, kolejna wiosna i kolejny 2 maja za nami a my…  A My wciąż na Wyspie. Mniemam tak, widząc oczami duszy jak Państwo czytają mój felieton. Dlaczego padła we wstępie data: 2 maja? To Dzień Polonii i Polaków za Granicą, który obchodzimy od 2 maja 2002 roku.” – dokładnie tak napisałem na łamach miesięcznika MiR rok temu. Ale dziś będzie przede wszystkim o duszy, w którą nie wszyscy wierzą. Często w moich rozważaniach, tak poetyckich jak […]

„Kolejny rok, kolejna wiosna i kolejny 2 maja za nami a my…  A My wciąż na Wyspie. Mniemam tak, widząc oczami duszy jak Państwo czytają mój felieton. Dlaczego padła we wstępie data: 2 maja? To Dzień Polonii i Polaków za Granicą, który obchodzimy od 2 maja 2002 roku.”

– dokładnie tak napisałem na łamach miesięcznika MiR rok temu. Ale dziś będzie przede wszystkim o duszy, w którą nie wszyscy wierzą.

Często w moich rozważaniach, tak poetyckich jak i literacko naukowych interesuje mnie rozbita polska dusza, która chcąc zgłębić tajemnice ukrytej prawdy i przez to popada w coraz większą rozpacz i boleść.

Polska dusza jest wdzięcznym tematem szczególnie w oktawie naszych majowych świąt. Chociaż coraz częściej dochodzę do wniosku, że sprawy roku 1793, majowej polskiej konstytucji, podobnie jak Dzień Flagi Narodowej (nazywany też Dniem Polonii) niewiele Polek i Polaków na Wyspach interesuje.

Dublin. Fot. arch. Studio 37 Dublin.

 

Piszę to nie po to, aby zdenerwować naszą Polonię i przydać jej na licu kolejnych zmarszczek w i tak trudnych okolicznościach wiosny roku 2022.

Na Ukrainie trwa wojna, kryzys i recesja coraz dotkliwiej dają o sobie znać, Polska staje się krajem przyfrontowym a nawet Republika Irlandii myśli o tym, czy aby nie porzucić swojej idei bycia neutralną. Ale, ale…

Powracając do naszej polskiej duszy i Polaków jako zbiorowości, zadaję pytanie. Po co ten cały zawrót głowy nazywany życiem, kiedy utracimy naszą korzenność i kompas wiedzy „skąd nasz ród”.

Czy chcemy być tylko konsumentami, zjadaczami węglowodanów i przetworzonych cukrów, niezadowolonymi pracownikami pod niebem Irlandii, czy innych krajów, gdzie wyemigrowaliśmy, narzekającymi na co tylko się da. A najbardziej na tych, którzy po 1 maja 2004 roku goszczą nas na swoich ziemiach, tak jak Irlandczycy?

Czy chcemy wciąż brnąć w narrację, że rodaków najlepiej unikać poza granicami i nie afiszować się przesadnie z nimi?

Co w nas jest takiego, że w sytuacji próby (kolejne edycje WOŚP, czy zbiórka darów dla walczących i tracących dorobek całego życia Ukraińców) potrafimy solidarnie coś zrobić, a w czasie tak zwanej stabilizacji i czasu szarości nic nam nie wychodzi za bardzo. Dotyczy to i kolejnych premierów z ministrami a kończąc na nas, szeregowych obywatelach. Czyżby w nieskończoność przetarcie polskiej materii na trzy osobne zabory od roku 1772 wciąż sprawia, że nie umiemy być zjednoczeni i solidarni, życzliwi i po prostu dobrzy dla siebie? Skąd ta skryta boleść?

Fot. congerdesign (CC0, Pixabay.com)

 

A boleść jest oznaką choroby. Ale czy w tym wypadku chorobę jasno i precyzyjnie potrafimy zdiagnozować?

Oczywiście to zależy od wielu czynników: symptomów chorobowych, objawów i przebiegu, wiedzy lekarza i wreszcie, woli współpracy z medykiem samego pacjenta. A jak jest ze stanem polskiej duszy?

Do końca lat 20. XIX stulecia polscy poeci i pisarze unikali tego problemu. Nie próbowali nawet starać się dociekać co jest przyczyną polskiego fatalizmu, ciągu klęsk i tragedii narodowych z utratą suwerenności i rozbiorem ziem przez sąsiadów na czele. Być może powodem braku zainteresowania tym tematem była wszechogarniająca groza i lęk przed przekroczeniem granicy. Być może nie chciano kusić w żaden sposób losu i łamać polskiego tabu.

W skarbnicy polskiej literatury do czasu romantyzmu na próżno odszukać dzieła opowiadające o „polskiej wędrówce w głąb zrozumienia samych siebie”. Dopiero w XIX wieku „piekło przybyło na [polską] ziemię”, parafrazując wypowiedź J. A. Cuddona.

Romantycy, natchnieni przeczuciem istnienia słowiańskich bytów, wierzeń i rozbudowanej mitologii przed milową datą 966 roku, zaczęli coraz częściej stawiać pytania o naszą zapomnianą przeszłość.

Mówię i piszę tutaj o przeczuciach nie bez powodu. To przecież romantyzm jest apoteozą „czucie i wieszczenie”, to kult czynu i zapału, to wiara w lud, który oparł się „szkiełku i oku” i wciąż trwa przy starych wierzeniach odprawiając dziady czy nucąc piosnki o „dawnym świecie praojców”.

Skoro nic nie może dziać się bez konkretnej przyczyny, to diagnozując „polską chorobę” trzeba powtórzyć za prof. Marią Janion fundamentalną tezę:

„Pragnę tylko, aby dla uzyskania równowagi uświadomić sobie dalekosiężne skutki, jakie odcisnęło w polskiej mentalności fatalistyczne przeświadczenie o naszej marginalności w Europie i wytworzenia w związku z tym mesjanistycznych fantazmatów. Z dystansu lepiej widać zgubne umysłowe skutki kulturowej opozycji ‘lepszości’ i ‘gorszości’.”

Przy tej okazji musimy powrócić myślami do dwóch starożytnych imion: Dike i Ananke. Dike to imię jednej z trzech córek Zeusa i Temidy (tak zwanych Hor), które były boginiami pór roku oraz społecznego ładu i porządku.

Dike (Ateńczycy nazywali ja także Aukso) była uosobieniem sprawiedliwości. Razem z siostrami (Eunomią i Eirene) odpowiadała za utrzymanie społeczności jako grupy oraz czuwała nad cyklem wegetacji.

Ananke zaś (z jęz. greckiego „konieczność”; w mitologii rzymskiej nosiła imię Necessitas i nie była postacią tylko poetycką alegorią), to bogini z mitologii greckiej. W tradycji antycznej była personifikacją siły zniewalającej do bezwzględnego podporządkowania się wyrokom przeznaczenia. Z biegiem wieków stała się ona boginią śmierci i symbolem „Siły najwyższej”.

Te dwa imiona – pojęcia ukształtowały w pewien sposób grecką tragedię. Wypada zadać pytanie, czy twórcy polskiego romantyzmu, kreując swoich bohaterów i ich losy, wybierali dla nich ramy fatalizmu „epoki i historii” w sposób celowy. Według mnie był to zabieg bardziej niż umyślny.

Wplątując polskich bohaterów romantycznych w meandry „sił wyższych” można było „wyłączyć myślenie i refleksję”. Owo „wyłączenie” myślenia związane jest z ciągłą afirmacją naszej typowej „polskiej mentalności” i jej praźródła.

Jej „kliniczne” (i zarazem wzorcowe) symptomy to przejmująca i wszechobecna świadomość bezsilności i stanu klęski, uczucie niższości kraju wobec innych narodów oraz przeświadczenie o bezwartościowości rodzimej sztuki i kultury, z literaturą na czele.

W schizofrenicznym zwidzie dostrzec można także nasze, typowo polskie megalomańskie zapędy, które na zasadzie kontrastu starają się zamazywać ów „bezlitosny stan klęsk”.

Źródło: Sarah Lötscher / Pixabay

 

Stąd przekonania o tym, że polskie cierpienia narodowe są wyjątkowe, zbawcze i „lepsze” niż rozterki i bóle egzystencjalne innych nacji.

Śmiem twierdzić, że to polscy poeci i pisarze epoki romantyzmu z pełną premedytacją postawili tezę o… zupełnym „odrętwieniu” bardzo popularnej do roku 1830 roku idei romantycznej, bo – nomen omen – „narodowej”.

Niestety, moim zdaniem ani krytycy epoki, ani filozofowie, a tym bardziej czytelnicy nie podążyli za tą ożywczą myślą. Gdyby tak się stało, to być może 227, 150, czy 33 lata temu zastanawialibyśmy się nad zagadnieniem: co powoduje głęboki kryzys polskiej tożsamości. Stąd już jeden krok do arcyważnych pytań:

– kim jesteśmy, że łatwiej nam przychodzi kapitulować niż zwyciężać?

– kto odpowiada za zapomnienie naszej tradycji?

Zastanowić się trzeba także nad przyczyną wielkiego uporu i precyzji średniowiecznych zakonników i duchowieństwa w dziele zapominania słowiańskiej „dawności” na ziemiach polskich. Wprowadzając w X wieku nową wiarę dla Polaków chrześcijańscy misjonarze – śmiem twierdzić – bez żadnej refleksji ani zrozumienia, starali się kropidłem i święconą wodą zmyć z nich dawne wyobrażenia duchowe, kulturowe dziedzictwo ojców, wreszcie dumę i poczucie godności.

Dlaczego Słowian nie ewangelizował i nie nawracał na chrześcijaństwo św. Patryk – patron Irlandii. Warto przez chwilę pochylić się nad tym wybitnym mędrcem żałując, że nie trafił nad Wisłę, świętując dzień naszej Konstytucji 3 Maja i Święto Polonii zgrane z Dniem Flagi Narodowej (2 maja, przypomnę).

Życząc zdrowia, wolności i myślenia                               

Tomasz Wybranowski

Tomasz Wybranowski

Ambasador Republiki Litewskiej i doradca Swietłany Cichanouskiej w programie specjalnym Radia Wnet w Święto 3 maja

Goście audycji mówią o współpracy narodów Polski, Litwy, Ukrainy i Białorusi oraz o walce z imperializmem Rosji. W drugiej części Sławomir Szczocki mówi o obrazie Jana Matejki „Konstytucja 3 maja”.

Mateusz Morawiecki, Swiatłana Cichanouska i Paweł Łatuszka/ Autor: Aleksy Dzikawicki

Wysłuchaj całej  pierwszej części programu specjalnego już teraz!

W drugiej części programu gościem jest m.in. europoseł PiS Ryszard Czarnecki, który mówi o zaplanowanej na 3 maja debacie na temat praworządności w Polsce. Ponadto rozmowa z Norbertem Halińskim, kuratorem wystawy „Stanisław Małachowski. Bohater. Mit. Symbol” w Zamku Królewskim w Warszawie oraz z Karoliną Jermak z redakcji Radia Wnet, która przez wiele lat działała w organizacjach Polaków mieszkających na Ukrainie.

Zamek Królewski w Warszawie / Fot. Gniewecki

 

W ostatniej części audycji specjalnej Dmytro Antoniuk mówi o sytuacji na froncie wojny rosyjsko-ukraińskiej.  Do wysłuchania również  przemówienie prezydenta Andrzeja Dudy wygłoszone podczas uroczystości wręczenia Orderów Orła Białego.

Dr Michał Kulecki mówi o zasobach Archiwum Akt Dawnych związanych z Konstytucją 3 maja.

Raków Częstochowa zdobył Puchar Polski w piłce nożnej

Bramki dla zespołu Marka Papszuna zdobyli: Gutkovskis, Wdowiak i Lopez. Częstochowianie obronili tytuł wywalczony przed rokiem. Ogromny udział w sukcesie Rakowa miał również pomocnik Ben Lederman.

Rozgrywany na stadionie PGE Narodowy w Warszawie mecz zbojkotowali kibice Lecha Poznań. Fani zespołu z Wielkopolski przyjechali do stolicy, jednak organizatorzy nie zezwolili na wniesienie ponadwymiarowych flag, stąd protest fanów „Kolejorza”.

Lech przeważał przez większość meczu, zamieszanie pod bramką Kacpra Trelowskiego siali przede wszystkim: Mikael Ishak, Michał Skóraś, i Jakub Kamiński.  Honorową bramkę dla Lecha Poznań w 52 minucie zdobył niewidoczny w pierwszej połowie Dawid Kownacki. Ofensywę zespołu Macieja Skorży rozruszał wprowadzony w przerwie Joao Amaral. Niemniej, defensywa dowodzona przez Tomasa Petraska i Frana Tudora utrzymała prowadzenie drużyny prowadzonej przez Marka Papszuna. Trzecia bramka dla zwycięzców padła w momencie, gdy wydawało się, że na kwadrans przed końcowym gwizdkiem poznaniacy są na dobrej drodze do uzyskania remisu. Jednak, wejście Tiby i Marchwińskiego nie wystarczało by odmienić losy spotkania.  Po stronie Rakowa należy wyróżnić też lewego wahadłowego Patryka Kuna, który nieprzypadkowo otrzymał już pierwsze powołanie do reprezentacji.

Mecz sędziował najwyżej notowany polski sędzia, Szymon Marciniak. W 89 minucie pokazał czerwoną kartkę rezerwowemu napastnikowi Rakowa, Jakubowi Arakowi.

Tutaj do wysłuchania relacja ze stadionu przygotowana przez Miłosza Dudę, oraz analiza meczu, którą zaprezentował Andrzej Karaś:

Andrzej Karaś

Paweł Bobołowicz: Federacja Rosyjska niszczy magazyny zbożowe, bo zamierza wywołać światowy kryzys żywnościowy

Paweł Bobołowicz

Korespondent Radia Wnet na Ukrainie o rosyjskiej mentalności, odbudowie ukraińskich miast i zbiórce dla ukraińskiej armii.

Paweł Bobołowicz poleca wywiad z gen. Nikołajem Patruszewem, sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej wskazując, że pokazuje on, jak myśli Kreml.

Gen. Bogusław Samol: Wojna prowadzona przez Rosjan jest bez sensu. To wyczerpywanie sił

Gen. Patruszew oskarża Zachód i Ukraińców o propagowanie nazizmu. Jak zauważa Bobołowicz, teraz na Ukrainie

Federacja Rosyjska niszczy infrastrukturę, ale niszczy też magazyny zbożowe, bo zamierza wywołać po prostu światowy kryzys żywnościowy.

Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego opisuje odbudowę ukraińskich miast.

Nasz korespondent mówi o zbiórce samochodu dla ukraińskiej armii. Przedstawia sytuację w Kijowie.

A.P.

Gen. Bogusław Samol, Dmytro Antoniuk, Ryszard Zalski, Wojciech Kirejczyk – Poranek Wnet – 2 maja 2022 r.

„Poranka Wnet” można słuchać na 87.8 FM w Warszawie, 95.2 FM w Krakowie, 96.8 FM we Wrocławiu, 103.9 FM w Białymstoku, 98.9 FM w Szczecinie, 106.1 FM w Łodzi, 104.4 FM w Bydgoszczy.

Goście „Poranka Wnet”:

Wojciech Kirejczyk – Dyrektor Biura Programu „Niepodległa”;

Dmytro Antoniuk i Wojciech Jankowski – korespondenci Radia Wnet;

Ryszard Zalski – korespondent Radia WNET na Tajwanie;

Paweł Bobołowicz – korespondent Radia Wnet na Ukrainie;

gen. Bogusław Samol – dowódca Wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego NATO;


Prowadzący: Krzysztof Skowroński

Realizator: Mikołaj Poruszek


Flaga/Foto. VIVIANE6276/ pixabay

Wojciech Kirejczyk o świętowaniu Dnia Flagi. Fundacja Niepodległa organizuje dzisiaj o 11 w Łazienkach Królewskich warsztaty o symbolach narodowych.


Wojciech Jankowski pod kolumną Zygmunta Augusta w Augustowie

Dmytro Antoniuk mówi o sytuacji na froncie. Rosjanie nie odnoszą sukcesów na wschodzie. Również na południu sytuacja jest bez zmian.

Rozpoczęła się ewakuacja cywilów z Azowstali. Wojciech Jankowski o wydarzeniach we Lwowie. Miasto żyje wizytą Angeliną Jolie. Antoniuk zgadza się z tym, że w Kijowie wraca normalne życie. Na ulice Lwowa zaś, jak mówi Jankowski, wróciły wycieczki.


Iza Smolarek i Alex Sławiński oraz Ryszard Zalski, Kazimierz Gajowy i Liliana Wiadrowska o tym, co można przeczytać na Pierwszych Stronach Gazet.


Gen. Bogusław Samol komentuje doniesienia o pojawieniu się na Ukrainie gen. Walerija Gierasimowa. Zauważa, że nie jest niczym nowym to, że wysocy dowódcy osobiście doglądają działań na froncie. Wskazuje, że  wraz z zasiedzeniem oficerów na stanowiskach tworzą się wokół nich kółka wzajemnej adoracji. Nie służy to skuteczności dowodzenia.

Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego stwierdza, że nie rozumie co robią Rosjanie.

Gen. Samol dzieli się swymi uwagami na temat charakteru Rosji i Rosjan. Wskazuje na wydarzenia z przeszłości, z czasów komunistycznych.


Paweł Bobołowicz poleca wywiad z gen. Patruszewem wskazując, że pokazuje on, jak myśli Kreml.

Nasz korespondent mówi o zbiórce samochodu dla ukraińskiej armii. Przedstawia sytuację w Kijowie.

„The Times” ustalił tożsamość „Ducha Kijowa”. Ukraina dementuje

Opinia publiczna pseudonimem „Duch Kijowa” określa pilota, który miał zestrzelić 40 rosyjskich samolotów. „The Times” podaje nazwisko tego żołnierza, jednak strona ukraińska zaprzecza.

„Duch Kijowa” — tak nazywany jest ukraiński pilot, który podczas powietrznej obrony Kijowa miał wykazać się szczególną skutecznością w zestrzeliwaniu samolotów Federacji Rosyjskiej. Przypisuje się jemu czterdzieści takich osiągnięć. Dziennikarze „The Times” piszą, iż ustalili tożsamość żołnierza. Według nich, tym pilotem był major Stepan Tarabałka, który pośmiertnie został odznaczony Orderem Złotej Gwiazdy oraz tytułem Bohatera Ukrainy.

To doniesienie dementuje dowództwo Sił Powietrznych Ukrainy. Jednak strona ukraińska potwierdza, że pilot o tym nazwisku zginał, walcząc dla Ukrainy.

Duch z Kijowa to superbohater-legenda, którego postać stworzyli Ukraińcy! To całościowy obraz pilotów 40. brygady lotnictwa taktycznego Sił Powietrznych, którzy chronią nieba stolicy i słyną z tego, że pojawiają się nagle tam, gdzie nikt ich się nie spodziewa.

Czytaj także:

Artur Żak: ostatniej doby ostrzały były prawie na całej Ukrainie

Informacja ta pozostaje jednak w sprzeczności z treścią internetowego wpisu Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, który został opublikowany na początku inwazji rosyjskiej.

„Nazywa się 'Duchem Kijowa’, choć chroni nasze bezpieczeństwo. Prawdziwy Anioł. W niebiańskich bitwach ukraiński pilot zestrzelił już 10 samolotów okupacyjnych. Razem wygramy!”

Przy informowaniu o tożsamości „Ducha Kijowa”, „The Times” powołuje się na swoje ukraińskie źródła.

„Rzeczpospolita” przytacza słowa matki majora Stepana Tarabałki.

Od wczesnego dzieciństwa zawsze marzył o niebie, o lataniu wyżej niż chmury. Zawsze obserwował spadochroniarzy podczas ćwiczeń w powietrzu. I biegał w ich kierunku, żeby zobaczyć, gdzie lądują.

Źródła: „Gazeta.pl”, „Rzeczpospolita”.

K.K.

Pogodzić się z życiem i tym, co nieuniknione. Rammstein „Zeit” – recenzja Tomasza Wybranowskiego w „Cieniach w jaskini”.

Rammstein powrócił z tarczą z kolejnym albume "Zeit". Foto: Bryan Adams.

Można odetchnąć z ulgą! Oto Rammstein powrócił. Plotki pojawiające się podczas premiery poprzedniego albumu, że „jakoby” „Rammstein – zapałka” z 2019 roku miał być ostatnim okazały się tylko plotką.

Tutaj do wysłuchania cały program „Cienie w jaskini” – 29 04 2022:

 

Przedstawienie każdego kolejnego albumu niemieckich danz – metalowców to zawsze wielkie zdarzenie. I nieważne, czy na ich nowe studyjne dzieło czekamy trzy lata – tak jak z krążkiem „Zeit”  „Czas”, czy dziesięć jak w przypadku oczekiwania na „Rammstein” album z 2019 po „Liebe ist für alle da”, który ukazał się w 2009.

 Tomasz Wybranowski

 

 

„Zeit” wraca do rammsteinowych korzeni. Jest zdecydowanie gitarowo, z charakterystyczną długą serią ich przeciąganych riffów, mocno i to bez zanurzenia tychże w gęstym sosie elektronicznym. Nie znajdziemy tutaj nagrań w stylu „Radio” z poprzedniczki, czy przewrotmego, wręcz pop – metalowego „Ausländer”, z przewrotnym przesłaniem.

Niektórzy tym się martwią a ja się cieszę, choć do płyty „Rammstein” album równie sięgam często, co i do „Mutter”.

 

ANTIQUA, QUAE NUNC SUNT, FUÉRUNT OLIM NOVA 

– TO, CO JEST DZIŚ STARE, BYŁO KIEDYŚ NOWE

Pierwsze wrażenia po pięciodniowym obcowaniu z kompletem nagrań Landersa i spółki jest takie, że to bardzo solidna i równa płyta. Brak tu zdecydowanych szlagierów – błyskawic stadionowych, które będą ozdobą kolejnej trasy koncertowej, ale nie ma też nagrań, które odstają czy nie pasują od reszty.

Spotkamy za to wiele chóralnych zaśpiewów i niemal symfonicznych fraz, ale topos miejsca i duch (ich rodaka) Richarda Wagnera zobowiązuje.

Niezwykle jest już w otwierających „Armee Der Tristen”. Podobnie w szóstym z kolei „OK”, którego finał zdaje mi się być zagubionym ciągiem dalszym „Four Horsemen” Metalliki z debiutu Hetfielda i spółki.

Klimat „Zeit” jest zdecydowanie balladowy, aby nie powiedzieć kontemplacyjny, ale – jak mawiają klasycy – w pewnym wieku wszyscy łagodniejemy. Szczególnie my, panowie. I muszę się z tym zgodzić po przekroczeniu Rubikonu półwiecza żywota.

Czarodziejsko, delikatnie i zmierzchowo robi się już na wstępie. Teatralny patos i wzniosłość tematu urzekają w „Armee de Tristen” / „Armii Śpiących”, o którym już pisałem.

/…/ Ręka w rękę, nigdy więcej sam // Ręka w rękę, nie oglądaj się za siebie // Chodź, zewrzyjmy nasze szeregi // Marszowym krokiem przeciwko szczęściu /…/

Najpierw słyszymy lekko rozwibrowany syntezator a potem Till przechodzi „in medias res”, podobnie gitarowo czynią Landers i Kruspe. Piękno delikatnie zaplata swoją sieć, w czym nie przeszkadza moc industrialnej dźwięczności i metalowa ostra surowość.

Ale teraz jest inaczej niż zwykle. Bo jest odświętnie. Czuje się zdecydowanie aurę zadumę i … spokoju. To wymarzony prolog dla tego albumu, nad którym unosi się Seneka i jego przesłanie

„Mors malum non est, sola ius aequum generis humani”, czyli „Śmierć nie jest złem, a jedynie prawem obowiązującym cały rodzaj ludzki.”

Jak przystało na wzorzec muzycznego prądu Neue Deutsche Härte, jest marszowo, równo w rytm sekcji Riedel – Schneider i wtórze syntezatorów „Flake” Lorentza. Piosenka z „Armee de Tristen” zapowiada początek drogi ku zgłębieniu idei czasu („Zeit”). I kiedy wybrzmiewa „Armia Śpiących” pojawia się właśnie tytułowy „Zeit”.

 

QUAE VETERA NUNC SUNT, FUERUNT OLIM NOVA 

– TO CO TERAZ JEST STARE, KIEDYŚ BYŁO NOWE  (Z KWINTYLIANA)

Napisałem wcześniej, że na najnowszym longplayu Rammstein brakuje typowych szlagierów w rozumieniu ich reprezentacyjnych utworów, które weszły na stałe do koncertowych setów.

Teraz jednak, raz jeszcze wsłuchując się z nagranie tytułowe muszę napisać, że to absolutnie porywający, magiczny i nowy rammsteinowski standard. Klimatem i przesłaniem tekstu przypomina mi niezwykły, dotknięty oddechem Johanna Wolfganga Goethego „Spieluhr” („Pozytywkę”) z albumu „Mutter”.

 

 

W tytułowym „Zeit” Till Lindemann snuje opowieść o ulotności, przemijaniu i złudnych fetyszach, które raz po raz spotykamy na życiowej i wyboistej drodze:

Niektórzy powinni, a niektórzy nie powinni // Widzimy, ale jesteśmy ślepi // Rzucamy cienie bez światła /…/

Cała ta podniosła, iście wagnerowska pieśń ma wiele wspólnego z tytułem mojego sztandarowego programu „Cienie w jaskini”.

Till Lindemann odnosi się bezpośrednio do symbolu, ale i alegorii jaskini Platona. To właśnie tam Plato miał rozmyślać o istocie wiary i o tym, co się stanie kiedy zetknie się z wiedzą. I która wizja zwycięża?

My podobnie w życiu zdajemy się stać twarzą do zimnej skały, a gdzieś za naszymi plecami płonie ogień. Ale wyobraźmy sobie, że nie jesteśmy świadomi tego.

Mało tego, nie wiemy, że to ogień. Nie mamy pojęcia czym on jest. A skoro tak, to wszelkie poruszające się cienie (także nasz) postrzegamy jako samoistne istoty, a nie jako wizerunki tylko tych istot.

To test na myślenie, który ma obedrzeć naszą percepcję z rzeczywistości, choć nie tylko, bo również tego w jaki sposób indywidualny punkt widzenia może zniszczyć, znieważyć prawdę o wydarzeniu, rzeczy, osobie. Ale czym jest prawda więc… ?

 

W teledysku do piosenki „Zeit” oglądamy bardzo rozdzierający motyw. Oto ziarnka piasku czasu skrywają, pochłaniają bez śladu rodzące kobiety, które mają zawiązane oczy. W końcu ziarenka czasu pożerają i muzyków Rammstein. Czas przynosi śmierć i życie.

A jeśli to jego wyobrażeniem – Czasu – jest postać „Ponurego „Żniwiarza” z karykatury, którą widzimy w klipie? Oto rodzi się dziecko, które jest ufne, bez grzechu i wszelkich uprzedzeń. Ale nie wie jednego, że ale „Ponury Żniwiarz” rozporządza już nim niczym władca absolutny.

Nagranie „Zeit” jest także wyśpiewanym pragnieniem, choć może lepiej napisać, że wyzwaniem, a może odezwą do nas – słuchaczy, aby w każdy możliwy sposób zatrzymywać cenne chwile. Czynić na wzór farmera z teledysku, który nie chce, aby „Ponury Żniwiarz” okrył zaspą piasków czasu ukochaną. Kluczową wersy dla mnie w „Zeit” to:

/…/ Leżę tu w twoich ramionach // Och, tak mogłoby być zawsze // Ale czas nie zna litości // Chwila została przypieczętowała /…/

A przecież czas to niby tylko płaskie koło. Tak naprawdę jednak „Zeit” jest wyobrażeniem cyfry „8” tworzącą nieskończoność. I pięknie ujął to dawno temu bydgoski zespół Abraxas z Adamem Łassą, że zacytuję tytuł ich pierwszej dużej płyty w tym momencie

„…Cykl Obraca Się, Narodziny, Dzieciństwo Pełne Duszy, Uśmiechów Niewinnych I Zdrady…“

Urodziny, życie, czyli walka i w finale śmierć. Cykl będzie trwał w nieskończoność. Nawet kiedy nasza cywilizacja się skończy i ktoś pojawi się po nas nawet bez podświadomej zbiorowej wiedzy o naszym istnieniu.

A my wciąż  w tej hamletycznej pułapce na myszy szamoczemy się, chcąc unieważnić nasze złudne zmysły (metafora jaskini Platona) i uciec przed śmiercią (zmylić „Ponurego Żniwiarza”).

Jedno jest pewne, tytułowe nagranie to małe arcydzieło. Nagranie to godne jest być tytułowym na nowym longplayu muzyków Rammstein.

Kolejną perłą jest „Schwarz”, w którym króluje subtelny wręcz jaśminowy fortepian. Natchniony i bardzo podniosły jest także sam finał albumu – „Adiue”.

 

Ale zestaw jedenastu nagrań, które tworzą „Zeit” to mistrzowski mix nastrojów i klimatów. Obok uduchowionej strony longplaya, gdzie zespół ociera się o delikatną kameralną i klasyczną aurę, jest i ta mocna, pełna riffów, zadziorna, mocniejsza wersja Rammstein.

Tam znajdziemy sporo może niewyszukanych metafor Tilla, ale szczerych do bólu, co w poprawnym do porzygania świecie jest ożywcze i po prostu… ludzkie. Przykłady? „Giftig” („Trujący”), „Zick Zack” i „OK”. Te trzy nagrania to standard rammsteinowego grania, czyli taneczny metal z domieszką industrialu ze szczyptą melodyjności zmierzchowego popu. Do singlowego rozgrzewacza „Zick Zack” musiałem nieco przywyknąć. Także do tekstu i … teledysku, który powstał w Polsce. Ale po kolei.

VIVERE NOLIT, QUI MORI NON VULT – KTO NIE CHCE UMIERAĆ, TEN NIE CHCE TEŻ ŻYĆ. (TYM RAZEM Z SENEKI)

Przy tej okazji słów kilka o tym, jak Rammstein potrafi podgrzać aurę zainteresowania wokół siebie. W kwietniu zaczęła się rozprzestrzeniać w sieci ni to informacja, ni to plotka, że grupa zaczyna działania biznesowe.

 

Członkowie Rammstein mieli zainwestować w klinikę estetyczną pod nazwą „Zick Zack”. Jak można się spodziewać, podniósł się medialny tumult mediach podgrzewany przez fanów zespołu. Z całego globu dzwoniono na specjalną infolinię „Zick Zack”, aby ustalić daty wizyt i rozmawiać z ekspertami od poprawy wyglądu. Oczywiście był to zabieg marketingowy promujący nową piosenkę i album.

Ktoś może się oburzać za teksty Tilla Lindemana, ale sieczą one prawdą o ludziach współczesnych. Nie umiemy pogodzić się z upływem czasu, ani faktem, że kres naszego życia też nadejdzie. Zamiast pogodzenia się z życiem i zaakceptowania zmian, współczesny człowiek pragnie oszukać naturę … skalpelem, botoksem, nicią chirurgiczną i zestawem do liposukcji, aby podziwiać części swojego ciała dawno niewidziane z powodu otyłości brzusznej…

Zygzak, zygzak, odetnij to // Tik tak, tik tak, będziesz stary

Twój czas powoli się kończy

Kto chce być piękny, musi cierpieć

Próżność nigdy nie jest skromna

Igła, nić, nożyczki, światło /…/

Teledysk powstał w Warszawie w Teatrze Sabat Małgorzaty Potockiej. W klipie możemy obejrzeć piękne tancerki Baletu Sabat.

Od pierwszego przesłuchania zapada w pamięć „Angst”(„Strach”) z przewodnim, bardzo tłustym riffem, charakterystycznym dla Rammstein, gdzie w końcówce wzrasta napięcie aż do pasjonującego finału.

Kolejne utwory sprawiają radość słuchacza, który łapie się w sieć, że oto musi trwać przy głośniku, aby dowiedzieć się co wydarzyło się dalej. W warstwie tekstowej to najlepszy album od czasu „Mutter”. To oczywiście moja subiektywna ocena.

Till Lindemann znowu przenika, mimo prostoty słów i czasami brutalizacji języka, psychikę człowieka skaleczonego Covidem, chorego na wieczną młodość i sprawność, oszukującego siebie, że kres nie nadejdzie. Rammstein na albumie „Zeit” potłukł kolejne tabu o śmierci, strachu i gniciu życiowym w próżnej bezcelowości.

 

 

Muzycy nagrań dokonali pod niebem Francji w La Fabrique Studios w St. Rémy de Provence. Za okładkę „Zeit” i zdjęcia do wydawnictwa odpowiada kanadyjski rockowy muzyk i bardzo ceniony fotograf, Bryan Adams. Sesja zdjęciowa odbyła się na schodach budynku Trudelturm, w berlińskim parku aerodynamicznym.

„Zeit” to kontynuacja w nieco wydelikaconej, kameralnej i balladowej oprawie muzycznej drogi sześciu gentlemanów, którzy śpiewają o tym „jak naprawdę jest wokół nas (i z nami)”. Wciąż dajemy się ponosić ich operowemu rozmachowi ich wersji metalu, który serwuje nam endorfinowe uderzenia raz za razem.

Nie znajdziecie tu nudy ani kunktatorstwa. Wreszcie „Zeit” to bardzo solidna płyta, która staje się kolejnym pretekstem, aby Till, zawołany pirotechnik – wikliniarz odpalił kilkaset promienistych eksplozji oświetlając nam drogę ku prawdzie i pogodzeniu się z życiem.

Tomasz Wybranowski

(tekst dedykuję Katarzynie Wasik)

 

Rammstein to niemiecka grupa, która powstała w 1994 roku. Nazwa pochodzi od amerykańskiej bazy lotniczej Ramstein Air Base w Niemczech, w której doszło w 1988 roku do tragicznego wypadku podczas pokazów lotniczych.

Nazwa, jak twierdzi Till Lindemann, była wymyślona prześmiewczo i ze względu na ich niewiedzę omyłkowo zapisana przez dwie litery „m” .

Zespół, wliczając premierowy „Zeit”, ma na swoim koncie 8 studyjnych longplayów. Muzyka Rammstein to wzorcowy przykład Neue Deutsche Härte (styl w łonie hard i metalowej sceny rozwijającej się w Niemczech od lat 90. XX wieku, a inspirowany metalem industrialnym i muzyką elektroniczną). W tekstach poruszane są tematy prostytucji, polityki, narkotyków, a nawet trudnych tematów kazirodztwa i pedofilii, których w większości z nich jest wokalista grupy – Till Lindemann.

Pozostałymi członkami zespołu są: Richard Z. Kruspe (gitara), Paul Landers (gitara), Oliver Riedel (gitara basowa), Christoph Schneider (perkusja) oraz Christian Lorenz (instrumenty klawiszowe).

Studio Kijów – 29.04.2022 r.

Kijów / Fot. 12019 (CC0, Pixabay.com)

Gośćmi Pawła Bobołowicz są ukraińscy żołnierze Taras ps. Buntar i Fedir.

Taras ps. Buntar podkreśla, że każdy nowy przekazywany sprzęt wojskowy przybliża ich do zwycięstwa. Im szybciej zaś zwyciężą, tym prędzej będą mogli wrócić do swych domów.


Fedir wyjaśnia czemu jedzie do Polski. Kursuje między Polską a Ukrainą odbierając sprzęt dla walczących z Rosją.