„Poranka Wnet” można słuchać na 87.8 FM w Warszawie, 95.2 FM w Krakowie, 96.8 FM we Wrocławiu, 103.9 FM w Białymstoku, 98.9 FM w Szczecinie, 106.1 FM w Łodzi, 104.4 FM w Bydgoszczy.
Goście „Poranka Wnet”:
Michał Dworczyk – szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów;
Iwanna Kłympusz-Cyncadze – wicepremier Ukrainy ds. integracji europejskiej w latach 2016-2019;
Dmytro Antoniuk – korespondent Radia Wnet na Ukrainie;
Paweł Bobołowicz – korespondent Radia Wnet na Ukrainie;
Piotr Kaszuwara – dziennikarz;
Jewhen Mahda – dyrektor Instytutu Polityki Światowej;
Prowadzący: Krzysztof Skowroński
Realizator: Mateusz Jeżewski
Dmytro Antoniuk przedstawia sytuację na froncie.
Dmytro Antoniuk w #PoranekWnet: Nadal są ciężkie walki, szczególnie na Donbasie #RadioWnet
Gościem naszego korespondenta jest Piotr Kaszuwara, który przyjechał na Ukrainę z pomocą humanitarną. Mówi o tym, jak wygląda życie w ostrzeliwanych miastach. Dziennikarz podkreśla, że nie mogliby nieść pomocy, gdyby nie otrzymywane wsparcie finansowe. Podkreśla, że każda otrzymana hrywna i złotówka zostają na Ukrainie, by tu działać. Kaszuwara wskazuje na wiarę Ukraińców w zwycięstwo.
Piotr Kaszuwara zauważa, że na zajętych terytoriach Rosjanie w ciągu kilku dni zaczynają rozdawanie paszportów. Patrzą na to, kto je bierze, a kto nie.
Paweł Bobołowicz
Paweł Bobołowicz o wizycie polskich ministrów w Kijowie. Wyjaśnia, jakie przygotowania były przed nim poczynione. Sprawę chciano utrzymać w tajemnicy przed Rosjanami ze względów bezpieczeństwa.
Jewhen Mahda mówi, że Ukraina wytrzymała jako niepodległe państwo. Ponosi ona wielkie straty.
Jewhen Mahda w #PoranekWnet: W Bratysławie nikt się nie boi powiedzieć, że Putin jest winny wojny na Ukrainie #RadioWnet
Zauważa, że w polsko-ukraińskie stosunki są obecnie najbliższe w dziejach 30 lat.
Michał Dworczyk / Fot. Konrad Tomaszewski, Radio WNET
Michał Dworczyk stwierdza, że jest optymistą jeśli chodzi o sprawę Krajowego Planu Odbudowy. Polska zgodziła się na realizację kamieni milowych. Gość Poranka Wnet mówi także o wspólnym posiedzeniu rządów Polski i Ukrainy.
Podkreśla, że oba rządy miały kworum, żeby podejmować wiążące decyzje.
.@michaldworczyk w #PoranekWnet: Głównymi krajami mającymi wpływ na politykę wschodnią, czy przyjmowanie kolejnych członków są Francja i Niemcy #RadioWnet
Iwanna Kłympusz-Cyncadze/Fot. Piotr Bobołowicz, Radio Wnet
Iwanna Kłympusz-Cyncadze o rozmowach rządów Polski i Ukraina. Podkreśla, że potrzebna jest praktyczna współpraca, nie same deklaracje. Była wicepremier ds. integracji europejskiej i euroatlantyckiej odnosi się do oporu części państw Unii Europejskiej wobec przyznania Ukrainie statusu kandydata. Dodaje, iż rząd ukraiński niepotrzebnie wyciszył kwestię członkostwa Ukrainy w Sojuszu Północnoatlantyckim. Uważa, że Ukraina powinna stać się członkiem NATO, tak jak Finlandia i Szwecja. Rozmówczyni Piotra Bobołowicza odnosi się do stwierdzeń, że proces akcesji Ukrainy do Unii może zająć 20 lat.
.@IKlympush w #PoranekWnet Bezprecedensowe wydarzenia wymagają bezprecedensowych decyzji. Trzy miesiące temu nie mówiło się o przyjęciu Ukrainy do UE #RadioWnet
Via Carpatia dotarła do swego celu, czyli greckich Salonik. Miasto to ma długą historię sięgającą czasów hellenistycznych. Grecy i ich północni sąsiedzi spierają się o to, kto ma prawo do dziedzictwa starożytnej Macedonii. Mikołaj Poruszek zauważa, że Via Carpatia już działa, na tych odcinkach, które są ukończone.
Ponadto o wyjeździe ekipy Radia Wnet do Bratysławy w ramach cyklu „Bukareszteńska 9”.
Iza Smolarek i Alex Sławiński o 70-leciu panowania królowej Elżbiety II o brytyjskim lotniskowcu przeprowadzającym manewry na Bałtyku.
Iza Lech m.in. o kolejnej edycji festiwalu „Taste of Chicago”.
Krzysztof Skowroński zapowiada wywiad z ambasadorem RP w Bratysławie Krzysztofem Strzałką i przypomina wcześniejsze wyjazdy w ramach cyklu „Bukareszteńska 9”. Relacjonuje rozpoczęte dziś w stolicy Słowacji forum GlobSec.
Ojciec Paweł Kosiński o zmianach prawa aborcyjnego w USA.
Kazimierz Gajowy o pierwszym posiedzeniu nowego libańskiego parlamentu.
Sławomir Budzik o aresztowaniu męża Nancy Pelosi za jazdę pod wpływem środków odurzających.
Dmytro Antoniuk powraca do środowych konsultacji rządów Polski i Ukrainy.
Wysłuchaj całego magazynu „Ponad Oceanami” już teraz!
Popołudnia Wnet można słuchać od poniedziałku do piątku w godzinach 16:00 – 18:00 na: www.wnet.fm oraz w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Białymstoku, Szczecinie, Łodzi i Bydgoszczy.
Goście „Popołudnia Wnet”:
Paweł Rakowski – ekspert ds. bliskowschodnich
Ryszard Czarnecki – europoseł PiS
Zbigniew Dąbrowski – gospodarz audycji „Republica Latina”
Prowadzący: Jaśmina Nowak
Realizator: Mateusz Jeżewski, Kaja Bezzubik
Kair – stolica Egiptu i ośrodek najważniejszych nurtów politycznych i ideowych świata arabskiego/foto: Dan/flickr.com
Paweł Rakowski podsumowuje wizytę prezydenta Andrzeja Dudy w Egipcie. Jak wskazuje ekspert, nasze kraje mają wiele wspólnych interesów. Polska chętnie zakupiłaby egipskie surowce, w drugą stronę mogłaby powędrować żywność. Głowa państwa polskiego poruszyła również kwestię położenia egipskich chrześcijan.
Ryszard Czarnecki wyraża zadowolenie z postępów w negocjacjach nt. kolejnych sankcji przeciwko Rosji, pomimo iż dyskusje trwały bardzo długo.
.@r_czarnecki w #PopołudnieWnet: polityka to nie koncert życzeń; decyzje muszą być podejmowane nawet wtedy, kiedy nie wszyscy są zadowoleni #RadioWnet
Zbigniew Dąbrowski komentuje wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich w Kolumbii, która zakończyła się spodziewanym sukcesem Gustavo Petro. Zaskoczeniem jest wejście do drugiej tury Rodolfo Hernandeza.
Kolumbijczycy powiedzieli „dosyć” korupcji, brakowi bezpieczeństwa i tradycyjnym partiom politycznym.
Popołudnia Wnet można słuchać od poniedziałku do piątku w godzinach 16:00 – 18:00 na: www.wnet.fm oraz w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Białymstoku, Szczecinie, Łodzi i Bydgoszczy.
Zbigniew Stefanik – korespondent polskich mediów we Francji
Prowadzący: Łukasz Jankowski
Realizator: Mateusz Jeżewski, Kaja Bezzubik
Radosław Fogiel / Fot. Konrad Tomaszewski, Radio Wnet
Radosław Fogiel odnosi się do kwestii akceptacji Krajowego Planu Odbudowy przez Komisję Europejską. Wierzy, że opozycji nie uda się storpedować porozumienia z Brukselą. Zwraca uwagę na wywiad byłego RPO Adama Bodnara.
.@radekfogiel w #PopołudnieWnet: Z jednej strony mamy ludzi, którzy chcą władzy, żeby spełniać czyjeś zachcianki. Z drugiej frakcję prawicową, suwerennościową #RadioWnet
Zastępca rzecznika prasowego PiS podkreśla, że pieniądze z KPO Polakom się po prostu należą. Polska jest w stanie poradzić sobie i bez nich, choć nie jest to scenariusz, który by rząd zakładał.
Rozmówca Łukasza Jankowskiego mówi o planowanej trasie polityków PiS po kraju.
.@radekfogiel w #PopołudnieWnet: W sprawie zabójstwa na Nowym Świecie politycy Konfederacji próbowali bez dowodów grać kartą ukraińską. Widać, że Polacy tego nie akceptują #RadioWnet
Dr Szymon Kardaś / Fot. Konrad Tomaszewski, Radio WNET
Dr Szymon Kardaś wskazuje na zmianę w polityce Unii Europejskiej wobec importu energii z Rosji. Przed wojną podobnie radykalne działania jak są obecnie podejmowane nikomu się nie śniły. Z unijnego embarga na rosyjską ropę został wyłączony rurociąg Przyjaźń, na który przypada trzecia część importu. Jego południowa nitka przebiega przez Słowację, Czechy i Węgry.
.@szymonkardas w #PoranekWnet: Rada Unii Europejskiej powinna wypracować taki kształt ostatecznych przepisów, aby nie doszło do zaburzenia wspólnego rynku #RadioWnet
Należy wypracować mechanizmy, które zniwelują przewagę krajów, które będą kontynuować sprowadzanie ropy z Rosji. Jednym z nich może być zakaz reeksportu surowca z FR. Chodzi o to, aby np. węgierski Mol nie wykorzystywał przewagi konkurencyjnej wynikającej z korzystania z tańszej rosyjskiej ropy.
Ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich odnosi się do możliwości rozszerzenia embarga na gaz. Zauważa, że część państw z góry odrzuca taką możliwość. Komisja Europejska przedstawiła plan zakładający całkowitą rezygnację z importu gazu z Rosji do 2027 r.
.@szymonkardas w #PoranekWnet: W Unii Europejskiej są kraje związane długoterminowymi umowami gazowymi, jak Niemcy, Austriacy, czy Francuzi #RadioWnet
. @szymonkardas w #PoranekWnet: Jeśli chodzi o gaz, nie ma klimatu, żeby rozmawiać o sankcjach. Jest klimat, żeby rozmawiać o długoterminowej rezygnacji z rosyjskich surowców #RadioWnet
Rozmówca Łukasza Jankowskiego wskazuje, że w przypadku zamrożenia konfliktu na Ukrainie, państwa europejskie mogą „zapomnieć” o planach rezygnacji z rosyjskiego gazu.
Jan Olendzki podsumowuje wizytę w Sofii. Ze stolicy udali się do Błagojewgradu w historycznej Macedonii.
Prof. Rafał Chwedoruk / Fot. Konrad Tomaszewski, Radio WNET
Prof. Rafał Chwedoruk komentuje trasę polityków PiS po Polsce. Wskazuje, że dla mobilizacji wyborców szczególnie ważny jest kontakt bezpośredni. Formacji rządzącej potrzebna jest mobilizacja elektoratu. Dotąd sukcesy wyborcze Zjednoczonej Prawicy odbywały się w warunkach nadzwyczajnie dużej, jak na polskie warunki, frekwencji wyborczej. Politolog UW wskazuje, że możliwości przyciągnięcia nowych wyborców są ograniczone.
prof. Rafał Chwedoruk w #PopołudnieWnet: wybory w Polsce to rywalizacja o grono paręset tysięcy osób #RadioWnet
Prof. Chwedoruk sądzi, że do istotnych zmian może dojść kiedy gros wyborców stanowić będą osoby urodzone po roku 1989 r. Odnosi się do spadającego poparcia Konfederacji w sondażach. Zauważa, że w sytuacjach kryzysowych tracą mniejsze partie. Zauważa przy tym, że może ona zyskać głosy niektórych sfrustrowanych kryzysem wyborców.
Gość Popołudnia Wnet odnosi się do sytuacji w Platformie Obywatelskiej. Wskazuje, że Rafał Trzaskowski może liczyć na lepsze postrzeganie za oceanem ze względu na swe liberalne poglądy. Na dodatek Donald Tusk kojarzony jest z Angelą Merkel, co nie działa na jego korzyść. Były premier może utrzymać swą polityczną pozycję dzięki kontroli nad partią.
Damian Ratka mówi o zakupach wozów bojowych dla polskiej armii. Mówi się o kupnie wozów koreańskich.
.@DRatka1 w #PopołudnieWnet: siły zbrojne Stanów Zjednoczonych, co jest zrozumiałe z ich punktu widzenia, nie są chętne dzielić się swymi technologiami z sojusznikami #RadioWnet
Jak zauważa redaktor Nowej Techniki Wojskowej, amerykański Land-Lease zakłada pieniądze nie tylko dla samej Ukrainy, ale także dla państwa wspierających ją. Oznacza to, że możemy dostać od Amerykanów fundusze na zakup ich sprzętu.
Zbigniew Stefanik o podejściu Francji do kwestii obronności Europy. Odnosi się do pomocy dla Ukrainy. Jak stwierdza, może być tak, że państwa Europy Zachodniej nie mogą wspierać bardziej Ukrainy sprzętem, bez szkody dla własnej obronności. Rozmówca Jaśminy Nowak wskazuje na rosyjskie wpływy w Afryce. Kreml ma również wpływy na Bałkanach.
Gośćmi Pawła Bobołowicza są: Henryk Kozak, prezes Stowarzyszenia Wołyński Rajd Motocyklowy, oraz Andrzej Iwaszko, prezes Polsko-Ukraińskiego Stowarzyszenia Kulturalnego w Mariupolu.
Henryk Kozak – opowiada o działalności Stowarzyszenia Wołyński Rajd Motocyklowy, Zajmuje się ono między innymi porządkowaniem mogił Polaków na Ukrainie. Od momentu rozpoczęcie rosyjskiej inwazji członkowie stowarzyszenia aktywnie uczestniczą w organizacji pomocy ofiarom wojny. Jeżdżą jako wolontariusze na wschód wioząc ze sobą niezbędne pomoce.
Andrzej Iwaszko – mówi jak wygląda Mariupol po zdobyciu go przez wojska rosyjskie. 95% budynków jest zniszczonych, pod gruzami wciąż leżą zwłoki, które w niektórych przepadkach są wymywane na powierzchnię. Liczba ofiar cywilnych przekracza 25 tys.
Świnoujście to jedno z najpiękniejszych nadmorskich miejsc nie tylko na terenie Polski, ale i Europy. Do miasta, gdzie Świna uchodzi do morza zjeżdżają turyści z całego świata, których fascynuje moc atrakcji, zabytki oraz równie niezwykle ciekawostki. W tym roku Świnoujście kusi kolejną atrkacją, tym razem muzyczną. Mowa oczywiście o Tribute Festival, który 17 i 18 czerwca odbędzie się pod głównym patronatem medialnym sieci Radia Wnet.
Świnoujście kulturą stoi od dziesiątek lat. O tym opowiadłem w poprzedniej Muzycznej Polskiej Tygodniówce w związku nowym muzycznym świętem nad Świną, który ściągnie żądnych rockowych wrażeń turystów! Mowa o Tribute Festival. Jak mawiają turyści, którzy co roku odwiedzają Śwonujście W tym mieście mamy wszystko to, czego poszukuje się w czasie kanikuły i miłego zapomnienia od codziennych obowiązków. Urlop nad Bałtykiem w Świnoujściu przynosi prawdziwy relaks związany z aktywnością na świeżym powietrzu z mozaiką […]
Świnoujście kulturą stoi od dziesiątek lat. O tym opowiadłem w poprzedniej Muzycznej Polskiej Tygodniówce w związku nowym muzycznym świętem nad Świną, który ściągnie żądnych rockowych wrażeń turystów! Mowa o Tribute Festival.
Jak mawiają turyści, którzy co roku odwiedzają Śwonujście
W tym mieście mamy wszystko to, czego poszukuje się w czasie kanikuły i miłego zapomnienia od codziennych obowiązków.
Urlop nad Bałtykiem w Świnoujściu przynosi prawdziwy relaks związany z aktywnością na świeżym powietrzu z mozaiką nadmorskich rozrywek. Przykłady? Choćby pierwszy z brzegu
wyjątkowe położenie i szerokość świnoujskiej plaży, która liczy sobie 200 metrów!
Tutaj do wysłuchania cały program z udziałem Michała Japtoka, Artura Zbyszewskiego i Łukasza Winiarskiego:
Z tej oto przyczyny, ta część Morza Bałtyckiego uważana jest po prostu za najpiękniejszy fragment wybrzeża. Bliskość Zalewu Szczecińskiego i Wolińskiego Parku Narodowego są gwarantem pięknych widoków i znalezienia miejsc do aktywnego spędzanie czasu.
I o tym m.in. rozmawiałem z Michałem Japtokiem, jednym z właścicieli firmy Baltic Home , która oferuje luksusowe apartamenty w dwóch nadmorskich miejscowościach, w Świnoujściu oraz w Międzyzdrojach. Baltic Home Apartamenty jest jednym z festiwalowych partnerów Tribute Festival.
Hotel Baltic Home mieści się na terenie kompleksu Trzy Korony.
Z Michałem Japtokiem rozmawiałem o rozlicznych atrakcjach Świnoujścia i okolic. Zastanawialiśmy się, która z trzech największych wysp – Uznam, Wolin, Karsibór – jest najpiękniejsza.
Trzeba też odnotować fakt, że Świnoujście należy do miast uzdrowiskowych, choć początkowo, bowiem w 1824, było ono jednak kurortem. Status uzdrowiska uzyskało w 1859 roku, kiedy odkryto tutaj solankę i borowinę.
Świnoujście znane jest również z tego, że posiada niezwykły Park Zdrojowy, który ma powierzchnię 40 ha. Park powstał w latach 1826- 1827 i możemy tam spotkać niezwykle rzadkie okazy drzew śródziemnomorskich. Inną ciekawostką jest znajdujący się na wyspie Wolin Skansen Wikingów i Słowian. To miejsce, gdzie co roku organizowany jest festiwal Słowian i wikingów, na który przybywają ludzie z całego kraju.
Na fotografii jedna z najbardziej znanych restauracji w Świnoujściu. Restauracja i pub Neptun od wielu lat zaskakuje swoim wystrojem i bogatą historią, która sięga XIX wieku. Ale przede wszystkim zachwyca gamą niezwykłych smaków z przebogatej karty dań, które oferuje. Neptun, król mórz i oceanów zawitał również do tego miejsca, gdzie króluje bogactwo smaków i aromatów. Artur Zbyszewski i restauracje jego i wspólników to także partnerzy Tribute Festival.
Świnoujście to również tajemnica pewnej latarni morskiej, która jest najwyższą na polskim wybrzeżu!Jej wysokość to 68 metrów. Aby dostać się na jej szczyt trzeba pokonać 300 schodów.
Latarnia w Świnoujściu jest pierwszą na morskim szlaku latarni polskiego wybrzeża, który kończy się w Krynicy Morskiej.
Ale najbardziej znanym obiektem miasta są „Stawa Młyny”. To Jeden z najwazniejszych elementów dawnej nawigacji.
Dzięki tego typu urządzeniom ułatwiano pływanie statków po wyznaczonych drogach wodnych. Stawa Młyny ma kształt wiatraka i znajduje się na końcu Falochronu Zachodniego u ujściu Świny do morza.
Restauracja i pub Neptun nocą.
Z Arturem Zbyszewskim, jednym z szefów i współwłaścicieli restauracji i pubu Neptun, Bistro CAMP i Cafe Bistro, rozmawiałem o najważniejszych kulinarnych przybytkach grodu nad Świną, oraz o upodobaniach turystów, którzy pojawiają się w mieście.
Zdecydowana większość turystów lubi poznawać polskie lokalne i regionalne potrawy. Ledwie niespełna 5 % turystów nie zwraca na to uwagi. Rośnie rola patriotyzmu konsumenckiego.
Artur Zbyszewski jest zdania, że każda nacja ma swoje specyficzne upodobania. Aby im sprostać każda restauracja musi być uniwersalna i oferować niemal wszystko.
Wciąż nie mamy jeszcze typowego, kojarzonego ze Śwonoujściem dania, ale może nadchodzi czas, aby nad tym zastanowić się i zaskoczyć rzesze turystów. – powiedział Artur Zbyszewski.
Turyści pytają o dania z ryb, ale i o… pizzę i makarony. Pan Artur podkreśla, że kuchnia polska kuchnia zachwyca prostotą, różnorodnością i bogatym smakiem.
Każdy region ma swoje nie tylko pyszne i charakterystyczne, ale też ciekawe i nietypowe dania. To nasze kulturowe skarby, który warto odkrywać. W naszych restauracjach znajdą Państwo ich co niemiara. – podkreśla.
W tym roku do Świnoujścia zjadą jedne z najlepszych w Europie „Cover” i „Tribute” bandy. Zespoły wystąpią w Świnoujskim Amfiteatrze im. Marka Grechuty 17 i 18 czerwca 2022 roku. Patronem medialnym wydarzenia Radio Wnet.
Partnerami i sponsorami „Tribute Festival” są nasi rozmówcy – Michał Japtok i forma Baltic Home Apartamenty, oraz Artur Zbyszewski i restauracje Neptun, Bistro CAMP i Cafe Bistro.
Oto szczegółowy harmonogram dwóch festiwalowych dni
17 czerwca 2022 (piątek) – „HARD & HEAVY DAY”
18:00 – 19:15 MADE IN WARSAW (Deep Purple)
19:30 – 21:00 ALCOHOLICA (Metallica)
21:30 – 23:00 ORGASMATRON (Motörhead)
23:30 – 01:00 4 SZMERY (AC/DC)
18 czerwca 2022 (sobota) – „SOFT DAY”
18:00 – 19:15 BLUES STATION (Dżem)
19:30 – 21:00 LYNYRD SKYNYRD TRIBUTE
21:30 – 23:00 ZZ TOP REVIVAL
23:30 – 01:00 QUEEN MAY ROCK
Tutaj do wysłuchania cały program „Muzyczna Polska Tygodniówka” z udziałem Łukasza Winiarskiego, Bartka Wutke i wiceprezydenta miasta Świnoujścia Pawła Sujki:
„Poranka Wnet” można słuchać na 87.8 FM w Warszawie, 95.2 FM w Krakowie, 96.8 FM we Wrocławiu, 103.9 FM w Białymstoku, 98.9 FM w Szczecinie, 106.1 FM w Łodzi, 104.4 FM w Bydgoszczy.
Goście „Poranka Wnet”:
Dmytro Antoniuk – korespondent Radia Wnet na Ukrainie
Iza Smolarek i Alex Sławiński – Studio Londyn
Tomasz Rzymkowski – wiceminister edukacji i nauki
Beata Kempa – europosłanka PiS
Michał Wójcik- minister w Kancelarii Prezesa Rady MInistrów
Prowadząca: Magdalena Uchaniuk
Realizator: Joanna Rejner
Dmytro Antoniuk przekazuje najświeższe doniesienia o sytuacji na froncie wojny rosyjsko-ukraińskiej. Cały czas najcięższe walki toczą się w Donbasie, zwłaszcza w Sewierodoniecku i okolicach.
Na innych odcinkach Ukraina odnosi pewne sukcesy, dzięki temu, że do armii dołączają kolejni ludzie, oraz uzbrojenie. Jego dostawy są duźym wsparciem, choć, zdaniem Dmytro Antoniuka, administracja USA działa w tej kwestii zbyt wolno.
Iza Smolarek i Alex Sławiński o rocznicy oddania do użytku londyńskiego zegara Big Ben.
Tomasz Rzymkowski / Fot. Konrad Tomaszewski, Radio WNET
Tomasz Rzymkowski mówi o przygotowaniach Ministerstwa Edukacji i Nauki na przyjęcie większej liczby uczniów
.@T.Rzymkowski w #PoranekWnet: musimy się przygotować na zwiększoną obecność uczniów z Ukrainy w polskich szkołach, choć moim zdaniem dalszego przyrostu nie będzie #RadioWnet
— RadioWnet (@RadioWNET) May 31, 2022
Wiceminister edukacji i nauki uwypukla znaczenie zasilenia polskiego budżetu m.in. przez środki z Europejskiego Funduszu Odbudowy.
.@TRzymkowski w #PoranekWnet: do Polski nie trafiły żadne środki unijne na rzecz pomocy uchodźcom. Proponowane 5 mln euro to i tak kropla w morzu potrzeb #RadioWnet
Beata Kempa komentuje negocjacje unijne ws. antyrosyjskich sankcji. Podkreśla, że ostatecznym, choć trudnym do osiągnięcia celem powinno być złamanie putinowskiego systemu.
Michał Wójcik ocenia, że Warszawa i Bruksela są coraz bliżej kompromisu ws. Krajowego Planu Odbudowy. Omawia też m.in. stan koalicji Zjednoczonej Prawicy.
Dużo czytam. To zapewnia mi wewnętrzny spokój i swoiste poczucie spełnienia. Jak pisał Ryszard Kapuściński, „aby napisać jedna stronę, trzeba przeczytać sto innych stron.” Dziś odszedł…
JERZY PILCH…
W gronie współczesnych polskich pisarzy zawsze wyróżniałem dwóch. Andrzej Stasiuka za debiutanckie „Mury Hebronu” i pachnące prozą Marquzea „Opowieści galicyjskie”. U Stasiuka cenię nazywanie rzeczy po imieniu, odszyfrowywanie świata, ciekawość drugiego człowieka i pasję zaklinania na stronicach blednących zakątków Europy (jeden z jego esejów w zbiorze „Znikająca Europa”). Ów drugi to Jerzy Pilch, który dzisiaj odszedł… Jego cenię za tak zwany całokształt i twórcy, i Jego dzieł.
Tomasz Wybranowski
Tutaj do wysłuchania program o tożsamości jednostki i narodu z dala od kraju urodzenia. Muzyka i metafory irlandzkiej grupy Fontaines D.C. mają dla mnie osobiście wiele z klimatu lektur Jerzego Pilcha:
Pierwszy raz o Jerzym Pilchu usłyszałem przy okazji uroczystej premiery filmu Jerzego Stuhra „Spis cudzołożnic”. Jego scenariusz powstał w oparciu o powieść Pilcha pod tym samym tytułem, a dokładnie „Spis cudzołożnic. Proza podróżna”. Było to wielkie wydarzenie.
Wówczas Jerzy Pilch stał się znany, głośny i cytowany. Boję się to napisać, ale muszę. Bowiem dzięki temu obrazowi on stał się … modny. Opowieść o „dwójce protestantów spacerujących w sercu katolickiego miasta – Krakowa” zmuszała do refleksji.
O życiu, o miłości i o tym, co pozostanie po nas. Banał, cholerny banał! – powie ktoś z Czytelników. Tak, banał stary jak świat, ale nie w przypadku Jerzego Pilcha i Jego prozy.
Jak nikt inny ze znanych mi polskich współczesnych pisarzy Pilch tnie duszę na kawałki. Odrzuca patos, heroizm, dumę, naszą czasami przeterminowaną i zbutwiałą polskość (tylko na sprzedaż), zaś skupia się na tych małych okruszkach szarej, choć niełatwej codzienności. Dusza boli. Dusza nie daje o sobie zapomnieć. W swojej prozie Pilch starał się diagnozować ów ból egzystencjalny i, na swój sposób, rozłozyć go ma czynniki pierwsze.
Tak jest w przypadku bohatera „Spisu cudzołożnic”, profesora akademickiego, który w ciagu jednej nocy odbywa ze swoim szwedzkim przyjacielem podróż sentymentalną do czasów młodości szlakiem adresów swoich sympatii i miłości ze starego notesu z czasu studiów. Tęskni do tego co minione, przeszłe i na poły zapomniane. Z tęsknotą przychodzi refleksja, że to co mogło się wydarzyć na pewno nie wydarzy się „tu i teraz”.
Nie inaczej jest z bohaterem – narratorem powieści „Pod Mocnym Aniołem”. Jerzy Pilch opisał po prostu siebie podczas zmagań z nałogiem alkoholowym. To – moim zdaniem – najbardziej spektakularna spowiedź człowieka, która szuka… sam siebie.
Bohaterowie powieści pisarza z Wisły, wyrosłego w tradycji luterańskiej, nie szukają usprawiedliwienia, nie dobierają argumentów, aby udowodnić tezę, iż „to co się dzieje ze mną, to nie moja wina. To czas, moment, środowisko, etc.”
Wyjazd z kraju jest przecież jednym z podstawowych scenariuszy w naszej rzeczywistości. Oczywiście, że należy to spisać, kwestia tylko w tym, kiedy to się stanie? Czy ktoś weźmie się za to teraz, czy napisze to właśnie ten 35-letni emigrant, czy jego syn, czy jego prawnuk – tego nikt nie wie. Niemniej jednak uważam, że nadszedł już czas na taką książkę. Moim zdaniem to spojrzenie jest niezwykle cenne, szczególnie jeśli w chwili obecnej na Wyspach znajduje się ok. 1,5 miliona osób. – Jerzy Pilch
Powód cierpienia, które tożsamy jest często z trwaniem, prawie zawsze tkwi w bohaterze. To jego decyzje i wybory doprowadzają go do tego konkretnego miejsca na mapie życia. I – co nie jest nagminne nie tylko w literaturze, ale i życiu – przyznają sie do tego. Czasami ta magiczna i ciężka do wymówienia „mea culpa” jest zawaluowana ironią, ale nigdy cynizmem. Tu raz jeszcze cytat Ryszarda Kapuścińskiego, który napisał kiedyś, że „cynik nie może być dobrym dziennikarzem.”.
A proza Pilcha, dla mnie osobiście, ma wymiar dziennikarstwa pamietnikarskiego. Ze szczegółami potrafi oddać stan duszy swoich bohaterów, ale też czasoprzestrzeń w której dzieje się i plącze on sam i jego życie – „Pod Mocnym Aniołem” i „Upadek człowieka pod Dworcem Centralnym”.
Pamiętam dobrze ten dreszcz emocji jaki towarzyszył mi podczas czytania „Pod Mocnym Aniołem”. W moim niewielkim pokoju na nowohuckim osiedlu przeżywałem z bohaterem Jerzym ból duszy, nieznośną ciężkość bytu i próby na nowo zdefiniowania siebie. Nawet alkohol miał inny smak podczas pokonywania kolejnych stron.
To dobra książka, ponieważ sprawiala mi trudność w czytaniu, w objęciu jej i pełnym ogarnięciu. Ale, właśnie dlatego to bardzo dobra książka. Zostawiła ślad na długo… Może i na zawsze. A potem te ciarki na ciele, kiedy z powieścia w dłoni odnajdywałem w chmurno – jesiennym przestworze Krakowa i okolic, te miejsca, które Jerzy Pilch opisał. A pisał ironicznie, z patyną filozofii i humorem. Jego użytkowy język polski jest przeczysty, a przez to taki piękny. Mój kolega, fololog polski, powiedział kiedyś , że z prozą Pilcha jest jak z poezją Zbigniewa Herberta
Od pierwszej frazy, pierwszego wersu po prostu wiesz kto to napisał.
Ostatni raz spotkaliśmy się przypadkiem pod koniec października 2013 roku w Warszawie. Wręczyłem Jerzemu zbiorek „Nocnego Czuwania” i powoli szliśmy w kierunku Dworca Centralnego. Nie pamiętam już nawet o czym rozmawialiśmy. To nie jest ważne, szczególnie dzisiaj, w dniu Jego odejścia.
Żegnając Jerzego Pilcha i wspominając go, gorąco polecam wywiad moich kolegów Marcina Korczyca i Macieja Aronowicza. Rozmowa z Jerzym Pilchem ukazała się w miesięczniku „Wyspa” (10/2007).
Jerzy Pilch (1952 – 2020). W 1988 roku zadebiutował tomem opowiadań „Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej”, nagrodzonym Nagrodą Fundacji im. Kościelskich (1989).
Ta popularność często bywa źródłem zawiści w środowisku literackim, ponieważ nie od dziś wiadomo, że w Polsce nie wybacza się sukcesu. Dodatkowo pisarz, który staje się popularny, często bywa automatycznie mieszany z błotem, ponieważ powszechnie się uważa, że literatura wysoka nie może być popularna. – Jerzy Pilch.
MYŚLĘ OBRZEM – JERZY PILCH
Autorzy: Marcin Korczyc i Maciej Aronowicz
Codzienność często bywa przytłaczająca. Praca, obowiązki, zakupy i nieustanny pośpiech zazwyczaj nie pozwalają głębiej zastanawiać się nad tym co dla nas naprawdę istotne. Ludzka duchowość została ściągnięta na daleki plan i tylko czasem zwraca się na nią uwagę. W przeżywaniu takich momentów bardzo pomaga literatura, która często potrafi nas wznieść na wyższy poziom odczuwania. O podejściu do odbiorcy, haniebnych notatkach pisarzy i potrzebie opisywania współczesności, specjalnie dla miesięcznika Wyspa i metoo.ie opowiedział Jerzy Pilch.
Marcin Korczyc: W irlandzkiej sieci sklepów Eason, coś w stylu naszego Empiku, pojawiło się ostatnio stoisko z polskimi książkami. Jako pierwsze pojawiły się pozycje autorstwa Pana oraz Katarzyny Grocholi. Co prawda to zdecydowanie inny typ literatury, ale towarzystwo nie najgorsze. Te książki są po polski, ciekawi mnie jednak, czy był Pan kiedyś tłumaczony na obce języki?
Jerzy Pilch: Tak, jedną z moich książek, a konkretnie „Inne rozkosze”, przetłumaczono na język amerykański. Co prawda amerykańska wersja książki wyszła pod dość niefortunnie zmienionym tytułem i nie był to jakiś ogromny nakład, ale wydało ją bardzo prestiżowe wydawnictwo North West University. Poza łaciną naszej współczesności, książki moje tłumaczono również na wiele innych języków, jednak w żadnym z państw nie odniosły one jakiegoś znaczącego sukcesu. Pomimo tego samych przekładów było dość sporo.
Oczywiście, samo wydanie nie jest problemem, ważne natomiast, aby książka się sprzedała. Największy sukces za granicą odniosłem w Hiszpanii, w której przetłumaczono dwie z moich książek. Dodatkowo co jakiś czas pojawiają się fragmenty poszczególnych pozycji w anglojęzycznej prasie. To akurat zdarza się dość cyklicznie.
– A czy Pan lubi tłumaczenia?
Jerzy Pilch:Niekoniecznie. To znaczy lubię to, co tłumaczenia moich książek za sobą niosą. Weźmy pod uwagę Pod mocnym aniołem. Dzięki przekładowi książki na język włoski mogłem zwiedzić Rzym, do którego zostałem zaproszony. To jeśli chodzi o to, to tak, bardzo lubię. Natomiast kwestie pozostałe są jakby poza moim zasięgiem. Wywodzę się z tego pokolenia Polaków, którzy niestety nie władają językami obcymi. Oczywiście radzę sobie z angielskim, jednak jest to raczej rodzaj angielszczyzny turystycznej. Potrafię się więc porozumieć w tym języku, spytać o drogę, zrobić zakupy czy porozmawiać z kimś przy kawie. Niestety wykładu już nie wygłoszę. Szczerze mogę stwierdzić, że jest to bardzo przykre, szczególnie dla człowieka, który na co dzień pracuje właśnie językiem. Świadomość nieznajomości języków obcych bardzo mnie upokarza. Często wręcz wiem co chcę powiedzieć, wręcz rwę się do tego. Niestety, w takich chwilach zdaję sobie sprawę, że same chęci nie wystarczą. Po prostu brakuje warsztatu.
Maciej Aronowicz: Niestety, to chyba wymiar tamtych czasów. Wtedy w Polsce raczej nie uczono żadnego języka, poza rosyjskim.
– Z jednej strony można to tak tłumaczyć. Z drugiej natomiast to żaden argument. Mam znajomych, którzy wtedy potrafili nauczyć się niemieckiego, czy angielskiego. Na to wygląda, że po prostu trzeba było chcieć. Ten upór bywał nagradzany właśnie tym, że jako nieliczni wtedy mogli porozumiewać się właśnie w językach zachodnich. Cóż, mi się chyba nie chciało i z tego powodu często teraz cierpię.
– Twierdzi Pan, że na zachodzie odniósł jedynie śladowy sukces. Może i tak. Pamiętajmy jednak, że zachód obecnie jest również wypełniony Polakami. Nasi czytelnicy znają pańskie książki, chcą Pana czytać i wymagają od nas, abyśmy coś na ich temat pisali. Polacy, szczególnie młodzi, mieszkający na Wyspach Brytyjskich lubią Jerzego Pilcha i często go szukają. Tak więc śmiało można stwierdzić, że istnieje coś takiego, jak głód na pańskie książki. Czy odczuwa Pan to również w Polsce?
– Tak, bardzo często zauważam żywe zainteresowanie moją twórczością. Nie będę ukrywał, że jest dla mnie źródło radosnego zdumienia. Ja bardzo powoli wkraczałem w szeregi ludzi piszących, debiutowałem stosunkowo późno. Oczywiście marzyłem przy tym o literaturze, ale wtedy nawet do głowy mi nie przychodziło, że będę pisarzem popularnym. Raczej wręcz na odwrót, nie sądziłem, aby jakieś szersze grono zainteresowało się proponowanymi przeze mnie historiami. Natomiast fakt, że odzew przeszedł moje najszczersze oczekiwania, że mam stałe grono odbiorców, które pojawia się na przeróżnych spotkaniach ze mną jest źródłem prywatnej satysfakcji. Okazuje się, że potrafiłem zainteresować czytelnika na tyle, żeby ten poświęcił mi sporo swojej uwagi, a to jest bardzo satysfakcjonujące. Oczywiście jest też druga strona medalu.
Ta popularność często bywa źródłem zawiści w środowisku literackim, ponieważ nie od dziś wiadomo, że w Polsce nie wybacza się sukcesu. Dodatkowo pisarz, który staje się popularny, często bywa automatycznie mieszany z błotem, ponieważ powszechnie się uważa, że literatura wysoka nie może być popularna. Jeśli nie wiadomo o co w książce chodzi, kiedy przedstawiona historia jest podana w taki sposób, że nikt nie potrafi jej zrozumieć, wtedy z reguły się uważa, że pisarz stanął na wysokości zadania. Natomiast jeśli historia jest w jakiś sposób pisana przez życie, to za chwilę się twierdzi, że pisarz się sprzedał. A przecież żyjemy w czasach, w których absolutnie nie warto pisać czegokolwiek do szuflady, ponieważ nic to za sobą nie niesie. Moim zdaniem pisze się po to, żeby ludzie czytali.
– Czy może Pan powiedzieć, że wciąż pisze dla siebie? Czy już jednak typowo pod kątem odbiorcy?
– Kiedy odbywam cykl spotkań, na których zawsze mam po kilkaset osób, kiedy dodać do tego listy, których dostaję naprawdę sporo to zaczynam o tym w jakiś sposób myśleć. Oczywiście jestem pod tym względem bardzo spokojny, ponieważ wszystkie te ruchy odbywają się niezmiennie w kategoriach przyjemności. Sądzę, że mi nie grozi zaszczucie przez media, jakie spotkało chociażby księżną Dianę. Ale tak, myślę na ten temat i czasem rozważam w jakim stopniu piszę coś pod kontem własnym, a ile jest w tym myśli o potencjalnym odbiorcy. Zawsze jednak uważałem, że należy w jakimś stopniu brać pod uwagę odbiorcę. Co więcej, trzeba próbować wychodzić z czegoś, co określiłbym mianem literackiego getta, do którego żaden niezrzeszony nie ma wstępu. Już od bardzo dawna uczestniczę w życiu literackim, znacznie dłużej niż w życiu samej literatury.
Co prawda zadebiutowałem dopiero przed 40, ale studia polonistyczne, następnie recenzje, których napisałem dość dużo oraz wszelkiego rodzaju spotkania sprawiły, że przez ostatnie 30 lat zdążyłem się napatrzyć na towarzystwa literackie, które przypominają właśnie wyżej wspomniane getta. Pisanie tylko dla kolegów, a przede wszystkim dla kolegów, z których każdy również pisze, jest nieco bezsensowne. Przecież pisze się przede wszystkim dla niepiszących. Niestety, żyjemy w czasach, w których chyba więcej jest piszących, niż zwykłych odbiorców, dlatego to właśnie każdy inteligentny czytelnik jest najważniejszy. Nie jest to oczywiście tak, że pisząc dogłębnie zastanawiam się, jak mnie chcą odebrać. Sam fakt jednak ilości odbiorców i książek popularnych, które co chwila pojawiają się na rynku świadczy o tym, że grupa ta istnieje i nie widzę powodu, żeby o nią nie dbać. Po prostu trzeba opowiadać im ciekawe historie.
– A jak jest z tymi historiami w przypadku Pana? Gdzie Pan ich szuka i na jakiej podstawie weryfikuje? Przez książki przewija się wiele motywów autobiograficznych…
– Sądzę, że wynika to z faktu iż jestem wręcz przyciśnięty intensywnością mojego doświadczenia biograficznego. Oczywiście w jakiś sposób jest to dziwne, ale moje dzieciństwo odcisnęło na mnie trwałe piętno. Dorastałem w rodzinie ewangelickiej, niby w Polsce, ale w zasadzie można powiedzieć, że myśmy bardziej graniczyli z Polską, niż w niej mieszkali.
Tworzyliśmy własną, specyficzną, luterańską społeczność, śladów której raczej nigdy się nie wyzbędę. Po latach wraca to we mnie i często staje się fabułą, a jeśli nie konkretną fabułą, to jakimś jej zaczątkiem, obrazem. Następnie tak długo chodzi mi to po głowie, że wreszcie finał tego ma miejsce na kartce.
– No właśnie. Czy pisząc posługuje się Pan jedynie pewnymi motywami, na kanwie których powstaje historia, czy raczej z góry myśli Pan całościowo – historią?
Jerzy Pilch:Myślę obrazem. Pierwszy zawsze jest obraz.
Zgodzi się Pan jednak, że pisarze współcześni nie mają łatwo. Kiedy ich książki odzwierciedlają codzienność przy pomocy dość prostych chwytów, a dzięki temu są chętnie czytane, zarzuca się im komercjalizację. Taki człowiek automatycznie staje się zdrajcą, sprzedawczykiem, na którym krytyka nie pozostawia suchej nitki porównując co rusz do literatury wysokiej, niekoniecznie uwielbianej przez tłumy. Natomiast Pan jest swoistym ewenementem na rynku, ponieważ to właśnie Panu udało się chyba połączyć te dwa światy. Nie pisze Pan przecież jak Joyce czy Mann, z drugiej natomiast strony nie pisze Pan w żadnym wypadku literatury chodnikowej. Czy zastanawiał się Pan kiedyś nad tym?
Jerzy Pilch: Szczerze powiem, że nie bardzo. Niewykluczone, że mam coś takiego w podświadomości, ale jakoś nie rozmyślam na ten temat. Ja piszę, bo mam coś do napisania. Opowiadam niniejszą historię najlepiej jak to potrafię zrobić. Staram się przy tym, aby wszystko było jasne. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że posługuję się w tym wszystkim rodzajem własnego języka. Swoistym kodem, który wytworzyłem na przestrzeni lat, a który jest dość często rozpoznawalny, a często wręcz krytykowany.
Ta, jak to nazwano „fraza Pilcha” jest wykorzystywana przeze mnie z czystą premedytacją. Często ma to charakter pewnej maniery, te niekończące się zdania, liczne powtórzenia czy wreszcie nawiązania są dla mnie typowe. Często staram się też to upraszczać, żeby czytelnik nie miał problemu z przebrnięciem przez tekst. Cóż, słowa które Pan mówi są bardzo miłe. Ale jest w tym jakiś cień prawdy. Przecież jestem popularnym pisarzem nie tworząc literatury typowo popularnej – w końcu nie zajmuję się pisaniem Harlequeen’nów czy czegoś w tym stylu. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że piszę po prostu swoje rzeczy.
– A czy od czasów nagrody Nike zmieniło się coś w stylu pańskiej pracy, pisania? Czy brzemię tego wyróżnienia miało jakiś istotny wpływ na pańskie pisanie? Kiedyś oglądałem wywiad z Wisławą Szymborską, która stwierdziła, że Nobel nie miał najmniejszego wpływu na jej poezję. Kiedy siada przed kartką, w żadnym wypadku nie myśli przez pryzmat nagrody i nie ma obaw związanych z tym czy obecne wiersze będą równie dobre, jak poprzednie. Jak Pan do tego podchodzi? Czy po tym, jak doceniono „Pod Mocnym Aniołem”, miał Pan obawy podczas prac nad kolejnymi książkami?
– Nie ukrywajmy, że nagrody są bardzo miłe, ponieważ utwierdzają w przekonaniu, że warto robić to, co się robi. Ważne jednak, aby nie zachłysnąć się tymi osiągnięciami. Nagrody to rzecz chwilowa, o której często odbiorca zapomina. On chce dostać książkę, a nie przechwałki na temat osiągnięć. Uważam więc, że otrzymując jakieś wyróżnienie, należy szybko się z niego otrząsnąć.
Po trzech dniach zmartwychwstać i tworzyć dalej, bez skupiania się na przeszłości, która przecież już minęła. Mnie Nike przyznano w okolicach 50 urodzin, więc trochę już zdążyłem przeżyć i doświadczyć, w związku z czym sądzę, że sama nagroda niewiele w moim życiu, zarówno prywatnym, jak i zawodowym zmieniła. Oczywiście, zyskałem większą sławę, jednak na pisanie wpływu nie miała. Nie ukrywajmy, że istnieją również pisarze, którzy zmieniają się pod wpływem nagród.
Najciekawsze, że zmiany te zachodzą w dwie strony. Niektórych wyróżnienia blokują i odbierają pewność siebie w przyszłości, innych natomiast, czego przykładem może być Czesław Miłosz, w jakiś sposób potrafią zmotywować do fantastycznego rozwoju własnej twórczości. Chociaż to nie dla osiągnięć się pisze, Kto to robi dla nagród, powinien czym prędzej zmienić zawód.
– Oczywiście, ale są również tacy, których sukces wręcz przeraża. Ci boją się stworzyć następcę, ponieważ uważają, że ten nie będzie na tyle dobry. Jak jest z Panem? Sukces nie powoduje blokad i obaw?
– Trzeba ryzykować. Trzeba pisać kolejne, nowe rzeczy. Nie można się zatrzymywać. Oczywiście w przypadku nagrody niebezpieczeństwo się zwiększa, jednak należy złapać dysans, podjąć walkę i najlepiej ją wygrać.
Jerzy Pilch. Zdjęcie z roku 2007. Fot. Maciej Aronowicz dla miesięcznika WYSPA (Irlandia).
– A czy dużo jest rzeczy, które Pan po napisaniu wyrzucił, tudzież schował głęboko w szufladzie i nigdy do tego nie wrócił?
Jerzy Pilch:Każdy pisarz ma pewną ilość haniebnych notatek, ja również. To, co człowiek jest w stanie napsuć, przechodzi wszelkie pojęcie. W moim przypadku najczęściej zdarza się to w chwili pierwszych szkiców. Uważam również, że część winy za tego typu anty-dokonania ponosi również rozwój cywilizacji, a konkretnie praca na komputerze. Ja tego urządzenia zacząłem używać naprawdę późno, nigdy jednak nie było w tym fascynacji. Szczerze powiem, że nawet internetu używam strasznie rzadko. Wcześniej najczęściej pisałem ręcznie. Maszyny używałem z reguły do przepisywania.
Nawet felietony do „Polityki” faksowałem z rękopisu. Obecnie głównie korzystam z komputera. Większość ze swoich książek napisałem jednak ręcznie. Wróćmy jednak do tematu. Komputer daje możliwość nanoszenia szybkich poprawek, co potrafi niesamowicie wciągać. Niestety, jest w tym pewne zagrożenie. Pisarz, który jest nałogowcem poprawiania, nigdy nie skończy swojej książki. Jego zapiski nigdy nie będą go do końca satysfakcjonować, ponieważ w każdej chwili może coś poprawić i nieskończenie o tym myśli. Ja również odczuwam w sobie coraz większy lęk w trakcie pisania. Co prawda wiem, że za pierwszym razem niemal nigdy nie napiszę niczego dobrego. Jednak chciałbym mieć w sobie pewność, że stanie się to już za razem drugim. Nieuniknioność przyszłych poprawek bywa paraliżująca, a jednocześnie bardzo nęcąca. Komputer zmienia więc świadomość pisarza. Wyobraźcie sobie co było, gdyby dać komputer takiemu Kraszewskiemu. Przecież do dziś by jeszcze jego prace nie były przeczytane do końca.
– A zdarza się Panu czytać własne książki?
– Tylko do momentu wydania. Po ukazaniu się książki, staram się o niej zapomnieć, myślę o czymś nowym. Oczywiście przejrzę ją, ale nie czytam, za bardzo się stresuję i staram się jak najszybciej zająć pracę przy czymś innym.
– A co sądzi Pan na temat o emigracji? Z jednej strony mieszkamy w pięknych miejscach na całym świecie, które są tak inne od Polski. Z drugiej natomiast wciąż łapiemy się na tym, że czujemy nierozerwalny związek z pozostawioną ojczyzną. W końcu jak Pan sam stwierdził: nie da się wykorzenić czegoś, co tkwi w nas bardzo głęboko, można tylko to na chwilę zagłuszyć. Czy pańskim zdaniem nadszedł już czas i potrzeba na spisanie historii kogoś takiego jak my? Stworzenie książki o obecnym emigrancie, który zdecydował się na życie gdzieś w świecie, pozostawiając najczęściej rodzinę w Polsce?
– Prawdopodobnie naszkicował Pan właśnie elementarną historię czasów obecnych. Wyjazd z kraju jest przecież jednym z podstawowych scenariuszy w naszej rzeczywistości. Oczywiście, że należy to spisać, kwestia tylko w tym, kiedy to się stanie? Czy ktoś weźmie się za to teraz, czy napisze to właśnie ten 35-letni emigrant, czy jego syn, czy jego prawnuk – tego nikt nie wie. Nie mniej jednak uważam, że nadszedł już czas na taką książkę. Moim zdaniem to spojrzenie jest niezwykle cenne, szczególnie jeśli w chwili obecnej na Wyspach znajduje się ok. 1,5 miliona osób. Przecież w tej grupie na pewno jest całe gros szalenie utalentowanych ludzi. Talent w połączeniu ze zderzeniem kultur, języków i uczuć może spowodować powstanie niezwykle ciekawej pozycji. Pamiętajmy natomiast, że literatur nie bierze się z utalentowanych biografii, ponieważ masa ludzi miała arcyciekawe życiorysy. Na literaturę przede wszystkim składa się dar języka, a dopiero potem wydarzenia, które za pomocą tego daru są opisywane. Natomiast grupa, którą Panowie reprezentujecie jest szalenie ciekawa. Wielu z Was ma dar języka, która w tym przypadku jest potęgowany zderzeniem z językiem innym. Ta mieszanka musi mieć swój finał na kartach książki.
Z Jerzym Pilchem rozmawiali Marcin Korczyc i Maciej Aronowicz
Zapraszamy do odsłuchania poprzednich audycji muzycznych Romana Zawadzkiego, które znajdują się tutaj. Więcej publikacji autora, w tym niektóre książki znajdziesz na romanzawadzki.pl
Zapraszamy do odsłuchania poprzednich audycji muzycznych Romana Zawadzkiego, które znajdują się tutaj.
Więcej publikacji autora, w tym niektóre książki znajdziesz na romanzawadzki.pl
Wojciech Jankowski wraz z Pawłem Bobołowiczem i gośćmi opisują sytuację w Czarnobylu i na granicy litewsko – białoruskiej. Mówią o rozłamie w Patriarchacie Moskiewskim.
Prowadzący:
Wojciech Jankowski
Paweł Bobołowicz
Goście:
Dmytro Antoniuk – korespondent Radia Wnet na Ukrainie
Krzysztof Skowroński – redaktor naczelny Radia Wnet
Artur Żak – redaktor Kuriera Galicyjskiego
Dmytro Antoniuk – opisuje swoją podróż do Czarnobyla. Zwraca uwagę na całkowitą dekomunizację tego miasta. Nie znajdziemy w nim żadnych pomników bohaterów radzieckich, czego nie można powiedzieć np. o Kijowie. Korespondent Radia Wnet twierdzi, że reaktor jądrowy uszkodzony w 1986 roku jest świetnie zabezpieczony i nie stanowi zagrożenia.
Krzysztof Skowroński – relacjonuje swój pobyt na granicy litewsko – białoruskiej. Podsumowuje pobyt Radia Wnet na Litwie i rozmowy przeprowadzone m.in. z członkami tamtejszego rządu.
Artur Żak – mówi o soborze zwołanym przez przez Ukraińską Cerkiew Prawosławną Patriarchatu Moskiewskiego. Jego rezultatem jest ogłoszenie jej niezależności. Patriarchat Moskiewski może mieć z tego faktu problemy nie tylko natury duchowej, czy politycznej. Istotny może być również aspekt finansowy. Ukraińskie wspólnoty zapewniały Moskiewskiej Cerkwi 2/3 całego przychodu.