USA / Donald Trump przedstawił projekt budżetu na przyszły rok. Przewiduje redukcję wydatków i redukcję podatków

Biały Dom przedstawił we wtorek projekt budżetu prezydenta USA Donalda Trumpa na rok finansowy 2018. W porównaniu z bieżącym rokiem redukcja wydatków na cele socjalne wyniesie prawie bilion dolarów.

Pierwszy projekt budżetu przedstawiony przez 45. prezydenta Stanów Zjednoczonych, zgodnie z jego wyborczym hasłem „Ameryka przede wszystkim”, został oficjalnie zatytułowany „Nowe Fundamenty Amerykańskiej Wielkości”.

Zdaniem dyrektora Biura Budżetu Białego Domu Micka Mulvaneya, który we wtorek przedstawił dziennikarzom założenia tego planu wydatków rządu federalnego, właściwy tytuł projektu powinien brzmieć: „Pierwszy Budżet Podatników”.

[related id=”19923″]

Mulvaney uważa, że projekt ten przedstawia wydatki rządowe z perspektywy strony płacącej za działalność rządu federalnego, a więc podatnika amerykańskiego, a nie z perspektywy strony biorącej pieniądze od podatnika, czyli resortów federalnych.

Plan wydatków rządowych w roku 2018 zakłada drakońskie cięcia nakładów na programy socjalne, takie jak program bezpłatnej opieki medycznej dla najstarszych Amerykanów Medicare, ubezpieczenia medyczne dla dzieci czy finansowanie bonów żywnościowych dla najbiedniejszych oraz pożyczek na studia.

Administracja Trumpa przewiduje wzrost wydatków na obronę o 51 miliardów dolarów (prawie 10 proc.), zwiększenie nakładów na infrastrukturę o 200 mld dolarów oraz nietypowy, jak na prezydenta mającego opinię fiskalnego konserwatysty, pomysł przeznaczenia 19 mld dolarów na urlopy dla nowych rodziców (niezależnie od tego, czy będzie to ojciec czy matka) na opiekę nad noworodkami.

Zwiększenie wydatków na obronę będzie możliwe dzięki redukcji wydatków na pomoc zagraniczną USA, w tym na misje pokojowe oraz na takie cele, jak np. ochrona środowiska naturalnego.

Zawarte w projekcie wytyczne dotyczące wydatków rządu oznaczają ograniczenie nie tylko funduszy Departamentu Stanu, ale także na programy Pentagonu związane z pomocą wojskową dla zagranicy.

Budżet zakłada też drastyczną redukcję i zmianę zasad przyznawania amerykańskiej pomocy wojskowej, jak np. zastąpienie bezzwrotnych subwencji na zakup amerykańskiej broni pożyczkami i gwarancjami kredytowymi na ten cel.

[related id=”16711″ side=”left”]

Tylko amerykańska pomoc militarna dla Izraela na rok 2018 nie została zmniejszona. W roku budżetowym 2016 całe amerykańskie wojskowe wsparcie dla zagranicy warte było 5,7 miliardów dolarów; tymczasem pomoc wojskowa dla Izraela, w ramach 10-letniej umowy zawartej w ubiegłym roku, wynosi rocznie 3,8 miliardów.

Dodatkowym argumentem za utrzymaniem w roku 2018 pomocy militarnej dla Izraela na dotychczasowym poziomie jest – zdaniem ekspertów – podpisanie przez prezydenta Trumpa podczas wizyty w Arabii Saudyjskiej w ubiegłym tygodniu umowy o sprzedaży dla Arabii Saudyjskiej amerykańskiej broni i sprzętu militarnego wartości 109 mld dolarów.

Amerykańska pomoc wojskowa dla Państwa żydowskiego służy zapewnieniu Izraelowi tzw. kwalifikowanej przewagi militarnej (qualitative military edge) nad arabskimi, z reguły wrogimi wobec Izraela sąsiadami.

Planowane cięcia wydatków obejmą budżety wszystkich resortów, w tym ministerstwa rolnictwa, które – w mało prawdopodobnym przypadku zaaprobowania projektu budżetu Trumpa w jego pierwotnej formie – ograniczy subwencje dla farmerów.

Projekt budżetu przewiduje zrównoważenie wydatków rządu federalnego z wpływami w ciągu 10 lat.

Zdaniem ekspertów projekt ten oparto na zbyt optymistycznych założeniach, np. takich, że wzrost gospodarczy Stanów Zjednoczonych do roku 2021 będzie wynosił przeciętnie 3 procent PKB rocznie, oszczędności z zastąpienia systemu opieki medycznej Obamacare nowym wariantem ubezpieczeń wyniosą 250 mld dolarów, a reforma podatkowa, która jeszcze nie była omawiana w Kongresie, przyczyni się do wzrostu wpływów do budżetu.

Projekt ten, nazywany projektem „redukcji podatków i redukcji wydatków”, spotkał się z ostrą krytyką ustawodawców Partii Demokratycznej, a także niektórych Republikanów. Wynika z tego, że ten „pierwszy budżet podatników” nie będzie ostatnim projektem budżetu administracji Trumpa na rok 2018.

Rok finansowy rozpoczyna się w Stanach Zjednoczonych 1 października, a kończy 30 września.

PAP/JN

Donald Trump jako pierwszy urzędujący prezydent USA podczas oficjalnej wizyty stanął przed Ścianą Płaczu w Jerozolimie

Składający wizytę w Izraelu i Autonomii Palestyńskiej Trump, jako pierwszy w historii urzędujący prezydent USA odwiedził w poniedziałek Ścianę Płaczu na Starym Mieście w Jerozolimie.

Trump, w czarnej jarmułce na głowie, modlił się pod Ścianą Płaczu, a następnie wpisał się do księgi pamiątkowej. Jak każdy odwiedzający to miejsce, wsunął w szczelinę między kamiennymi blokami, z jakich zbudowana jest Ściana Płaczu, zapisany zwitek papieru – zgodnie z tradycją, Żydzi zanoszą w ten sposób bezpośrednie prośby do Boga.

Żona prezydenta Melania, a także jego córka Ivanka, która przeszła na judaizm, odwiedziły w tym czasie sektor przeznaczony dla modlących się pod Ścianą kobiet.

Podczas wizyty pod Ścianą Płaczu Trumpowi nie towarzyszył żaden wysoki rangą przedstawiciel strony izraelskiej – podała AFP. Agencja zauważyła również, że przed Trumpem Ściany Płaczu nie odwiedził żaden urzędujący prezydent USA.

Ściana Płaczu to część muru oporowego stojącej na wzgórzu Świątyni Jerozolimskiej, zburzonej w 70. roku przez Rzymian. Religijni Żydzi uważają Wzgórze Świątynne za miejsce, gdzie ludzie zostaną odkupieni po przyjściu Mesjasza.

Wcześniej prezydent z rodziną odwiedził znajdującą się nieopodal na jerozolimskim Starym Mieście Bazylikę Grobu Pańskiego – miejsce, gdzie według tradycji chrześcijańskiej Chrystus został ukrzyżowany, pochowany a następnie zmartwychwstał.

Po przybyciu w poniedziałek do Izraela, Trump, który wcześniej odwiedził Arabię Saudyjską, wezwał bliskowschodnich przywódców do współdziałania na rzecz pokoju. Witający go na lotnisku w Tel Awiwie premier Izraela Benjamin Netanjahu wyraził nadzieję, że wizyta Trumpa będzie „kamieniem milowym” w staraniach o pokój.

Podczas dwudniowej wizyty w Izraelu i na terytoriach palestyńskich Trump będzie rozmawiał z Netanjahu w Jerozolimie i z palestyńskim prezydentem Mahmudem Abbasem w Betlejem na Zachodnim Brzegu Jordanu.

Sekretarz stanu USA Rex Tillerson, towarzyszący prezydentowi w jego pierwszej zagranicznej podróży, podkreślił, że Trump jest gotów osobiście dołożyć starań o pokój na Bliskim Wschodzie, jeśli przywódcy izraelscy i palestyńscy będą gotowi poważnie zaangażować się w ten proces.

PAP/ MoRo

Media w USA: Trzech pracowników Białego Domu zostało zidentyfikowanych jako źródła wycieków tajnych informacji do prasy

Prezydent Trump ma dokonać zwolnień po powrocie z zagranicznych wizyt – poinformowała w poniedziałek stacja One America News Network. Wycieki tajnych informacji z administracji są dużym problemem.

Korespondent OAN przy Białym Domu, Trey Yingst poinformował, że według jednego z anonimowych źródeł „sytuacja jest poważna i będziemy mieć tu prawdopodobnie do czynienia z zarzutami kryminalnymi; ludzie mogą pójść do więzienia”.

Sprawa, ze wskazaniem podejrzanych, została przekazana przez Biały Dom do Biura Etyki Rządowej (Office of Government Ethics). Po zakończeniu swojego dochodzenia Biuro przedstawi jego wyniki prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi, który podejmie ostateczne decyzje.

Nie zostało sprecyzowane, kiedy będą podjęte decyzje personalne. Wycieki tajnych informacji z administracji prezydenckiej są dużym problemem od początku kadencji Trumpa.

Tylko w zeszłym tygodniu zostały przekazane prasie informacje wywiadowcze dotyczące organizacji grup terrorystycznych na Bliskim Wschodzie, głównie w Iraku i Syrii, oraz ich plany dotyczące umieszczania bomb w laptopach, które następnie są wnoszone na pokłady samolotów. Informacje te pochodziły z tajnych źródeł i mogło przez to dojść do ujawnienia tych źródeł.

One America News Network to informacyjna stacja telewizyjna, której właścicielem jest Herring Networks. OAN działa od 2004 roku jako niezależny, rodzinny biznes; zajmuje się w większości wiadomościami z kraju, głównie w Waszyngtonie i Kalifornii.

PAP/WJB

Prezydent USA Donald Trump nominował Callistę Gingrich na ambasadora Stanów Zjednoczonych w Watykanie

Callista Gingrich, żona byłego przewodniczącego Izby Reprezentantów, jest znana z gorliwego katolicyzmu. Pochodzi z rodziny o polskich korzeniach. Będzie trzecią kobietą, która obejmie ten urząd.

O kandydaturze poinformował Biały Dom, lecz musi jeszcze zostać oficjalnie przedstawiona Senatowi i przezeń zatwierdzona w głosowaniu.

51-letnia Callista Gingrich, żona byłego przewodniczącego Izby Reprezentantów Newta Gingricha, znana jest ze swego gorliwego katolicyzmu. Dotychczas kierowała m.in. firmą multimedialną Gingrich Productions, która produkuje dokumenty historyczne, często o zabarwieniu religijnym.

Jednym z filmów wyprodukowanych przez tę firmę jest „Dziewięć dni, które zmieniły świat” z 2010 r. Opowiada on o pielgrzymce papieża Jana Pawła II do Polski w 1979 r. i roli, jaką ta wizyta odegrała w upadku komunizmu w Europie Wschodniej. Inny obraz, pt. „Boskie miłosierdzie: kanonizacja Jana Pawła II” ukazuje życie polskiego papieża, jego heroizm i przedstawia go jako jednego z najbardziej wpływowych przywódców XX wieku.

Nominacja nowej ambasador w Watykanie nie jest pozbawiona kontrowersji. Callista Gingrich to trzecia żona Newta, z którą był w wieloletnim związku, gdy była ona jeszcze młodą asystentką parlamentarną, a on sam wciąż był żonaty. Newt Gingrich rozwiódł się w 1999 roku, a rok później ożenił się z Callistą i pod jej wpływem przeszedł na katolicyzm.

Nowo mianowana ambasador została wychowana w wierze katolickiej w Wisconsin. Studiowała na Uniwersytecie Luterańskim w Decorah w stanie Iowa, gdzie otrzymała stypendium muzyczne. Od dziecka gra na fortepianie i rogu francuskim.[related id=”20033″]

Panieńskie nazwisko Callisty Gingrich to Bisek. Jej babka Agnieszka Możdżeń urodziła się w Nowym Targu w grudniu 1889 r. W styczniu 1907 r. przeniosła się do Stanów Zjednoczonych. Dwa lata później osiedliła się w mieście Independence w stanie Wisconsin, gdzie poślubiła Johna Biseka, który także najprawdopodobniej urodził się w Polsce. Bisek był wdowcem z czwórką dzieci.

Małżeństwo miało razem 11 dzieci, z czego najmłodszy Alphonse Bisek był ojcem Callisty. W wywiadzie dla dziennika „Polish Daily News” Gingrich przyznała, że ojciec, jego rodzice i rodzeństwo mówili zarówno po polsku, jak i po angielsku. Choć, jak zaznaczyła, sama nie włada językiem polskim, od dzieciństwa uczestniczyła w zjazdach rodzinnych i ślubach swojej dalszej polskiej rodziny.

Mąż Callisty Gingrich, 73-letni Newt, jako jeden z niewielu prominentnych Republikanów popierał Donalda Trumpa podczas kampanii prezydenckiej w 2016 roku. Ostatecznie postanowił nie obejmować żadnego stanowiska w nowej administracji, chociaż jego nazwisko było brane pod uwagę.

Przed Callistą Gingrich funkcję ambasadora USA w Watykanie sprawował Ken Hackett. Callista będzie trzecią kobietą, która obejmie ten urząd. Wcześniej były to Lindy Boggs oraz Mary Ann Glendon.

PAP/LK

Niespokojnie na arenie międzynarodowej: Korea Północna po raz kolejny wystrzeliła pocisk balistyczny średniego zasięgu

Pocisk przeleciał ok. 500 km i spadł do Morza Japońskiego – podały władze Korei Południowej, USA i Japonii. Według Białego Domu pocisk miał mniejszy zasięg, niż rakiety testowane w ostatnim czasie.

Południowokoreański sztab generalny podał, że pocisk został wystrzelony w kierunku wschodnim z powiatu Pukch’ang, w prowincji P’yongan Południowy, w środkowej części kraju. To z tego obszaru w kwietniu Pjongjang dokonał innej próby rakietowej, która zakończyła się niepowodzeniem.

Chcący zachować anonimowość przedstawiciel administracji USA zauważył, że pocisk miał mniejszy zasięg, niż rakiety wykorzystywane podczas trzech ostatnich północnokoreańskich testów. Dodał, że po raz ostatni taki pocisk jak w niedzielę testowano w lutym.

[related id=”19352″]

Japoński rząd stanowczo zaprotestował przeciwko próbie z rakietą balistyczną i podkreślił, że nie może tolerować powtarzających się prowokacji północnokoreańskiego reżimu.

Według sekretarza generalnego gabinetu Yoshihide Sugi, rakieta spadła tuż za wyłączną strefą ekonomiczną Japonii, nie powodując żadnych szkód.

W związku z najnowszą próbą prezydent Korei Południowej Mun Dze In zwołał Radę Bezpieczeństwa Narodowego.

W ubiegłą niedzielę Pjongjang skutecznie przetestował nowy pocisk balistyczny średniego zasięgu Hwasong-12, który według północnokoreańskiego reżimu byłby zdolny przenosić ładunki jądrowe. Eksperci uznali tę próbę za oznakę postępu w programie rakietowym Korei Północnej. Według analityków, rakieta miała bezprecedensowy zasięg i leciała wyżej, niż jakikolwiek pocisk przetestowany w przeszłości przez reżim. Pocisk pokonał ok. 800 km, po czym wpadł do Morza Japońskiego.

[related id=”13866″ side=”left”]

Jak pisze agencja AFP (Agence France Presse), była to 10. próba rakietowa Korei Północnej od początku tego roku. W 2016 roku Pjongjang przeprowadził ich kilkanaście, a także dokonał dwóch prób jądrowych.

Władze północnokoreańskie kontynuują program jądrowy i próby rakietowe, mimo zakazujących tego rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ i międzynarodowych sankcji. Zapowiadają też budowę międzykontynentalnej rakiety balistycznej (ICBM), która byłaby zdolna dosięgnąć terytorium USA i przenosić głowicę nuklearną.

Amerykański prezydent Donald Trump zapewnił, że do tego nie dopuści.

Pjongjang od dawna dysponuje pociskami, które mogą dosięgnąć celów w Korei Południowej (np. rakiety Scud o zasięgu 500 km) i w Japonii (rakiety Rodong o zasięgu od 1 tys. do 3 tys. km). Jednak mający zasięg 4,5 tys. km Hwasong-12 mógłby uderzyć w amerykańskie bazy na wyspie Guam na Pacyfiku – zauważa AFP.

PAP/JN

Donald Trump: Setki miliardów dolarów inwestycji w USA i miejsca pracy, miejsca pracy! Dziękuję Arabii Saudyjskiej!

Umowy handlowe, jakie podpisano w sobotę w trakcie pierwszego dnia wizyty Donalda Trumpa w Arabii Saudyjskiej, mogą przynieść gospodarce USA do 350 mld dolarów – oświadczył sekretarz stanu USA.

Kwota ta obejmuje także opcje, które mogą zostać zrealizowane w ciągu najbliższych 10 lat.

Po ceremonii podpisania prezydent Trump powiedział dziennikarzom, że jest to „niesamowity dzień” i wyraził swe podziękowania dla Saudyjczyków.

[related id=”18132″]

„Niesamowite inwestycje w USA i nasza wspólnota militarna jest bardzo szczęśliwa. Setki miliardów dolarów inwestycji w USA i miejsca pracy, miejsca pracy, miejsca pracy. Dlatego chciałbym podziękować całemu narodowi Arabii Saudyjskiej” – powiedział Donald Trump.

Jeszcze przed podpisaniem umów informowano, że dotyczą one m.in. nabycia przez Saudyjczyków amerykańskiego uzbrojenia za łącznie 110 mld dolarów, co ma wzmocnić pozycję Arabii Saudyjskiej w konfrontacji z regionalnym rywalem Iranem. Opiewający na 6 mld dolarów kontrakt z koncernem lotniczym Lockheed Martin przewiduje zmontowanie w Arabii Saudyjskiej 150 śmigłowców Blackhawk, co zapewni około 450 miejsc pracy. Nowe umowy z państwową firmą naftową Saudi Aramco mają zapewnić amerykańskim kontrahentom 50 mld dolarów, a koncern branży maszynowej i elektroenergetycznej GE otrzymał zamówienia na łącznie 15 mld dolarów.

Występując w Rijadzie na wspólnej konferencji prasowej z saudyjskim ministrem spraw zagranicznych Adilem ad-Dżubeirim, Tillerson wyraził nadzieję, że wybrany w piątek na drugą kadencję prezydent Iranu Hasan Rowhani doprowadzi do likwidacji programu budowy pocisków balistycznych i tego, co nazwał siecią terroryzmu.

„Nie zamierzam komentować moich oczekiwań. Ale mamy nadzieję, że jeśli Rowhani chce zmienić relacje Iranu z resztą świata, to są to rzeczy, które mógłby zrobić” – stwierdził Tillerson.

Zadeklarował również, że USA zamierzają bardziej intensywnie przeciwdziałać wpływom Iranu w Syrii i Jemenie, gdzie oba państwa popierają przeciwne strony lokalnych konfliktów.

PAP/JN

Donald Trump źle dobrał sobie administrację, jego otoczenie go nie chroni. Wolno mu wyraźnie mniej niż poprzednikom

„Program Wschodni” gościł politologa, dra Michała Kuzia. Głównym tematem rozmowy były oskarżenia wobec Donalda Trumpa o kontakty z rosyjskimi służbami oraz polityka Ameryki wobec Rosji.

Dr Michał Kuź, politolog z Uczelni Łazarskiego, zapytany o podejrzenia wobec prezydenta Donalda Trumpa o niejasne powiązania z rosyjskim wywiadem powiedział, że do tej pory jednoznacznie niczego Donaldowi Trumpowi nie udowodniono. Jest w tej sprawie niesamowity szum informacyjny.

Były szef FBI James Comey, którego Donald Trump miał rzekomo prosić o zamknięcie śledztwa w sprawie kontaktów z rosyjskimi służbami swojego byłego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego, Michaela Flynna, zeznał pod przysięgą na początku maja, że Donald Trump osobiście nie jest zamieszany w aferę i nie wywierał na niego nacisku w sprawie zakończenia śledztwa przeciwko gen Flynnowi.  Krótko po tym, jak stracił pracę, Comey zmienił zdanie i zarzucił Donaldowi Trumpowi, że ten jednak wywierał na niego nacisk.

Jak podkreślił politolog, jest to poważny zarzut, ponieważ dotyczy utrudniania śledztwa na bardzo wysokim szczeblu. Ostatnio takich niejasnych przecieków jest w administracji Trumpa coraz więcej i cała sytuacja wygląda nieciekawie dla prezydenta USA. Coraz częściej mówi się możliwym  impeachmencie.

Dr Michał Kuź zauważył, że prezydentowi nikt spośród jego administracji nie pomaga i nikt go nie chroni. Jego zdaniem Donald Trump źle zaplanował swoją prezydenturę, nie obsadził wielu stanowisk.  Wolno mu wyraźnie mniej niż jego poprzednikom.

Według politologa narracje, jakoby Donald Trump miał być nieprzygotowany do pełnienia swojej prezydentury, są lekko przesadzone. Jako przykład podał Ronalda Reagana, który pod koniec swojej prezydentury cierpiał na alzheimera, oraz Kennedy’ego, który był uzależniony od leków:

– Wszyscy oni, mimo wad, byli chronieni przez swoje otoczenie. Byli zakorzenieni w swojej administracji i wiedzieli, jak obsadzać najważniejsze stanowiska.

Rozmówca Antoniego Opalińskiego zauważył, ze prezydentura Donalda Trumpa utknęła w martwym punkcie, ponieważ niezależnie od tego, czy był, czy nie był zamieszany w aferę z Rosją, ta sytuacja będzie ograniczała mu pole działania.

Niektórzy obserwatorzy sugerują, że prezydentowi Ameryki w „odzyskaniu twarzy” jako przywódcy pomogłaby np. wojna.

Gość „Programu Wschodniego” mówił również o polityce Donalda Trumpa w stosunku do Rosji.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

JN

 

Donald Trump dotarł do Arabii Saudyjskiej – jest to pierwszy przystanek w jego zagranicznej podróży po objęciu urzędu

Według agencji Associate Press celem wizyty amerykańskiego prezydenta w Rijadzie – stolicy Arabii Saudyjskiej – jest rozwijanie silniejszej współpracy w walce z terroryzmem w regionie.

Prezydencki Air Force One wylądował na stołecznym lotnisku tuż przed godz. 10 lokalnego czasu (godz. 9 czasu polskiego). Donalda Trumpa, jego małżonkę Melanię i córkę Ivankę powitał tam król Salman.

Donald Trump jest pierwszym w historii amerykańskim prezydentem, który wybrał Arabię Saudyjską lub jakikolwiek kraj zamieszkany w większości przez muzułmanów jako cel pierwszej, zagranicznej podróży. Według AP, administracja podjęła taką decyzję m.in., by okazać regionowi szacunek po wielu miesiącach ostrych antymuzułmańskich wypowiedzi Donalda Trumpa.

[related id=”19889″]

W sobotę prezydent USA spotka się z saudyjską rodziną królewską, a w niedzielę będzie rozmawiał z przywódcami ponad 50 krajów arabskich i muzułmańskich, którzy zebrali się w Rijadzie na regionalnym szczycie poświęconym zwalczaniu dżihadystów z Państwa Islamskiego.

Głównym punktem wizyty w Arabii Saudyjskiej będzie przemówienie, które Trump wygłosi w niedzielę na szczycie. Według agencji AFP wyrazi w nim nadzieję na „pokojową wizję islamu”. Jego doradcy z Białego Domu informowali, że przemówienie to ma być przeciwwagą do wystąpienia Baracka Obamy z 2009 roku do świata muzułmańskiego. Doradcy twierdzą, że Obama przyjął wówczas zbyt skruszoną postawę, gdy przepraszał za działania USA w regionie.

[related id=”16711″ side=”left”]

Według mediów, Donald Trump podpisze w Arabii Saudyjskiej wstępne porozumienie dotyczące dostaw amerykańskiej broni i sprzętu wojskowego o wartości 110 miliardów dolarów, a także umowy dotyczące współpracy gospodarczej i wspólnej walki z terroryzmem.

 

 

Zapowiadając swoją wizytę w Arabii Saudyjskiej, królestwie, które jest faktycznym strażnikiem świętych miejsc islamu, Donald Trump wskazał, że będzie to „prawdziwie historyczne spotkanie w Arabii Saudyjskiej z przywódcami świata muzułmańskiego”. Trump obiecał, że w Rijadzie „położone zostaną nowe fundamenty pod współpracę i wsparcie naszych muzułmańskich sojuszników dla zwalczania ekstremizmu, terroryzmu i przemocy”.

Oprócz Arabii Saudyjskiej delegacja, w której skład wchodzi też Rex Tillerson oraz grupa dygnitarzy reprezentujących amerykański rząd, odwiedzi również Izrael, Autonomię Palestyńską, Watykan, a także Brukselę, gdzie w przyszły czwartek prezydent USA weźmie udział spotkaniu na szczycie przywódców państw i rządów krajów NATO. Będzie też uczestnikiem szczytu G7 w Taorminie na Sycylii.

PAP/JN

USA: Donald Trump wyruszył w piątek w pierwszą podróż zagraniczną jako głowa państwa. Odwiedzi Bliski Wschód i Europę

Na tydzień przed rozpoczęciem tej podróży Biały Dom poinformował, że amerykański prezydent zrobi wszystko, by zjednoczyć wysiłki muzułmanów, żydów i chrześcijan w celu poskromienia terroryzmu.

Prezydent odwiedzi najpierw Arabię Saudyjską, potem Izrael, Watykan, Brukselę i Włochy. Przed odlotem na Twitterze pojawił się wpis, w który Trump obiecuje Amerykanom „bronić energicznie interesów USA”.

Prezydentowi towarzyszy jego małżonka Melania i córka Ivanka, która jest też jego doradcą.

Pierwszym przystankiem w tej podróży będzie Rijad, gdzie – jak się oczekuje – Trump podpisze wstępne porozumienia dotyczące dostaw broni, współpracy gospodarczej i wspólnej walki z terroryzmem – podaje „Washington Post”. W stolicy Arabii Saudyjskiej weźmie też udział w szczycie sześciu państw Zatoki Perskiej.

Z Rijadu prezydent uda się do Izraela i Watykanu; w następnych dniach odwiedzi kwaterę główną NATO i instytucje europejskie w Brukseli, a następnie weźmie udział w szczycie G7 na Sycylii. Powrót Trumpa do Waszyngtonu zaplanowano na 27 maja.

Prezydencki doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego H.R. McMaster zapowiedział, że w Izraelu Trump „potwierdzi nienaruszalną więź Ameryki z państwem żydowskim”, a w trakcie rozmów z palestyńskim prezydentem Mahmudem Abbasem „wyrazi pragnienie godności i samostanowienia dla Palestyńczyków”.

PAP/LK

Młody mężczyzna, który pod wpływem narkotyków wjechał w tłum na Times Square, chciał zostać zastrzelony przez policję

Winnym tragedii w Nowym Jorku był 26-latek, który po zakończeniu służby wojskowej doświadczał ciężkich problemów psychicznych – mówiła Radiu Wnet mieszkająca w USA dziennikarka Anna Arciszewska.

Czwartkowy atak przeprowadził Richard Rojas, były wojskowy, wydalony z armii z powodów dyscyplinarnych. Sprawca rozpędził auto do przeszło 100 km/godz., po czym wjechał w tłum spacerujący po najbardziej uczęszczanym placu Nowego Jorku.

– Samochód zatrzymał się dopiero na metalowym słupie, tuż przy placu, gdzie znajdują się stoliki i krzesełka, i gdzie zawsze jest bardzo dużo ludzi. Jest to samo serce Times Square – relacjonowała dziennikarka. Dodała, że gdyby nie słup, najprawdopodobniej zginęłoby dużo więcej osób.

Prawdopodobnie mężczyzna ma problemy psychiczne. – Po wypadku zachowywał się bardzo dziwnie, wykrzykiwał niezrozumiałe treści. Następnie zaczął uciekać, jednak został zatrzymany przez znajdującego się w pobliżu ochroniarza. Na posterunku miał zeznać, że chciał popełnić samobójstwo i liczył na to, że policjanci go zastrzelą – mówiła Anna Arciszewska.

Wbrew pierwszym przypuszczeniom Richard Rojas nie znajdował się pod wpływem alkoholu. Dalsze badania wskazały natomiast na obecność w jego organizmie syntetycznej marihuany K2, nazywanej bojową. Po jej zażyciu „nie czuje się bólu, jest się agresywnym” – mówiła rozmówczyni Radia Wnet.