Minister Jan Szyszko: wycofanie się USA z porozumienia paryskiego niczego nie zmieniło, ono nadal obowiązuje [VIDEO]

Polacy więcej drzew sadzą niż wycinają, a w Polsce nadal mamy pełną, stuprocentową gamę zwierząt, które w 45-60 procentach wyginęły w krajach tak gościnnej UE – powiedział profesor Jan Szyszko.

– Donald Trump nie wypowiedział konwencji klimatycznej, a porozumienie paryskie to jedynie załącznik do niej  – powiedział minister ochrony środowiska, zasobów naturalnych i leśnictwa profesor Jan Szyszko w „Poranku Wnet” w rozmowie z redaktorem Witoldem Gadowskim. Zwrócił uwagę, że porozumienie paryskie jest jedynie częścią konwencji klimatycznej. W dodatku konwencja wiedeńska warunkuje wypowiedzenie porozumienia czteroletnim okresem przejściowym, obowiązują odpowiednie procedury, co będzie trwało jeszcze około czterech lat.

-Nie ma co załamywać rąk. Porozumienie paryskie wchodzi w życie, ono przywraca ducha konwencji klimatycznej – powiedział minister ochrony środowiska. Jego zdaniem Polska odegrała dużą rolę w działaniach na rzecz doprowadzenia do zawarcia porozumienia, które jasno mówi, że należy doprowadzić do zahamowania tempa wzrostu koncentracji dwutlenku węgla w atmosferze jak najszybciej, jak najefektywniej i jak najtaniej.

Przypomniał, że ma ono na celu nie tylko zapobieżenie zmianom klimatycznym, w czym ma pomóc wychwytywanie dwutlenku węgla z atmosfery, ale również ochronę bioróżnorodności. Ma także sprawić, aby gatunki zwierząt powracały na swoje dawne miejsca, zwłaszcza w Europie Zachodniej, gdzie środowisko zostało zniszczone.

– Jestem zdziwiony tym, co się dzieje w związku z decyzją Trumpa, bowiem niczego to nie zmienia – powiedział Szyszko. Przypomniał, że porozumienie paryskie podpisało i ratyfikowało do dziś aż 147 państw na 195, które podpisały konwencję klimatyczną. Wytwarzają one 83 procent globalnej emisji CO2. USA to jedynie 18 procent globalnej emisji, a z zapisów porozumienia wynika, że będzie ono obowiązywało, gdy podpiszą je państwa mające ogółem nie mniej niż 55 procent globalnej emisji. Jego zdaniem Trump jest przewidywalnym politykiem i realizuje swoje obietnice wyborcze.

– W Polsce więcej drzew się sadzi niż wycina, nasza lesistość rośnie – powiedział minister ochrony środowiska, odpowiadając na zarzuty maistreamowych mediów, jakoby był „mordercą drzew”. Przypomniał, że od 1945 roku mamy stały przyrost dobrostanu drzew, kiedy to było „900 milionów metrów sześciennych drewna na pile, w tej chwili mamy 2,5 miliarda metrów sześciennych drewna na pile”.

Podkreślił, że jest to naturalna kolej rzeczy: jeśli ktoś sadzi drzewa, to robi to w jakimś konkretnym celu, a więc po to,  aby było ono ozdobą albo po to, aby zrobić z tego drewna ławkę czy po prostu napalić w kominku.

– W Polsce nadal mamy pełną, stuprocentową gamę rodzimych gatunków zwierząt, które w 45-60 procentach wyginęły w krajach tak gościnnej UE – powiedział profesor Szyszko. Zwrócił uwagę, że gatunki migrujące, jak chociażby bociany, które kiedyś były pospolite w wielu krajach Unii Europejskiej, dziś tylko przelatują nad nimi, a do Polski przylatują nadal.

O konwencji klimatycznej, a także dlaczego polscy myśliwi obrazili się na byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego, o aferze w handlu emisjami dwutlenku węgla, w którą jest zamieszany biznesmen z Torunia Jarosław K., skazany w Paryżu, i o innych kwestiach rozmawia minister ochrony środowiska profesor Jan Szyszko w audycji Witolda Gadowskiego.

MoRo

 

Obejrzyj również wywiad na YouTube Radia Wnet:

USA: Donald Trump krytykuje strategię resortu sprawiedliwości w sprawie „rozwodnionej” wersji dekretu imigracyjnego

Administracja Donalda Trumpa oczekuje na ocenę przez Sąd Najwyższy zgodności z prawem zakazu wjazdu dla obywateli sześciu krajów muzułmańskich. Dekret prezydenta w tej sprawie został zablokowany.

W serii wysłanych w poniedziałek rano tweetów prezydent wezwał ministerstwo do przyśpieszenia postępowania sądowego w sprawie dekretu, który jest zmodyfikowaną wersją rozporządzenia zakazującego wjazdu do USA obywatelom kilku krajów muzułmańskich.

Donald Trump zaapelował do resortu o forsowanie „znacznie twardszej wersji” zakazu. Nie jest jasne, czy prezydent zwrócił się też oficjalnie do ministerstwa sprawiedliwości w tej sprawie. Biały Dom i resort nie udzieliły w tej sprawie komentarza.

[related id=”19960″]

W czwartek administracja Donalda Trumpa wystąpiła w trybie pilnym do Sądu Najwyższego o ocenę zgodności z prawem zakazu wjazdu dla mieszkańców sześciu krajów zamieszkanych w większości przez muzułmanów. Dekret prezydencki w tej sprawie został zablokowany przez sądy niższych instancji.

W razie pozytywnej opinii administracja może liczyć na natychmiastowe wprowadzenie dekretu w życie, co uchyliłoby decyzje sądów niższych instancji w Maryland i Wirginii.

Decyzja Sądu Najwyższego w sprawie uznania lub uchylenia rządowego wniosku oczekiwana jest w ciągu dwóch tygodni od złożenia wniosku. Ministerstwo sprawiedliwości wnioskowało o przyspieszenie procedury, co znaczy, że sędziowie SN mogliby zacząć rozpatrywanie sprawy w październiku. To zaś oznacza, że jeśli w czerwcu sędziowie przychylą się do wniosku ministerstwa sprawiedliwości i dekret imigracyjny zostałby przywrócony ze skutkiem natychmiastowym, to ostateczna decyzja w tej sprawie zapadłaby na długo po upływie 90-dniowego okresu obowiązywania dekretu.

[related id=”20911″ side=”left”]

Pod koniec stycznia Donald Trump ogłosił pierwszą wersję zakazu wjazdu w formie rozporządzenia wykonawczego (dekretu), argumentując, że chodzi o zabezpieczenie kraju przed terroryzmem. Dekret wywołał lawinę pozwów sądowych i protestów obrońców praw muzułmanów i imigrantów. Kilka sądów federalnych wydało orzeczenie wstrzymujące jego wykonanie. Biały Dom odwołał się do sądu apelacyjnego, ale ten podtrzymał decyzję niższych instancji.

Administracja Donalda Trumpa zmodyfikowała następnie zakaz, jednak drugi dekret w tej sprawie, wprowadzony w marcu, również został zaskarżony. Rozporządzenie w nowej wersji zawiesiłoby na 90 dni możliwość wystawiania nowych wiz wjazdowych do USA obywatelom sześciu krajów: Iranu, Libii, Somalii, Sudanu, Syrii i Jemenu, a także na 120 dni zawiesiłoby przyjmowanie uchodźców.

PAP/JN

Prezydent Andrzej Duda oraz inni światowi przywódcy złożyli kondolencje ofiarom ataku terrorystycznego w Londynie

Wyrazy współczucia dla ofiar zamachów w Londynie. Europa potrzebuje jedności i solidarności, ale też zdecydowanej i twardej postawy – napisał w niedzielę na Twitterze prezydent Andrzej Duda.

[related id=”22746″]Kolejny bestialski atak, kolejne ofiary. Kondolencje i wyrazy współczucia. Europa musi odważnie przeciwstawić się terrorystom – napisała w niedzielę na Twitterze premier Beata Szydło.

W sobotę wieczorem zamachowcy wjechali samochodem w pieszych na moście London Bridge, a następnie zaatakowali za pomocą noży ludzi w pobliżu targu Borough Market. Wszyscy trzej napastnicy zostali zastrzeleni przez policję. W wyniku zdarzenia zginęło co najmniej sześć osób, a ok. 50 trafiło do szpitala.

Kondolencje złożył również prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump, który napisał w niedzielę na Twitterze: – Cokolwiek Stany Zjednoczone mogą zrobić, by pomóc Londynowi i Zjednoczonemu Królestwu, będziemy z wami – JESTEŚMY Z WAMI. NIECH BÓG WAS BŁOGOSŁAWI!

We wcześniejszym wpisie, po pierwszych doniesieniach o ataku, Donald Trump napisał:

– Musimy być sprytni, czujni i nieustępliwi. Potrzebujemy, by sądy zwróciły nam nasze prawa. Potrzebujemy zakazu wjazdu jako dodatkowego poziomu bezpieczeństwa – stwierdził, nawiązując do zakazu wjazdu dla mieszkańców sześciu krajów zamieszkanych w większości przez muzułmanów, zawartego w jego dekrecie prezydenckim, który został zablokowany przez sąd.

PAP/JN

 

Maria Giedz: Kontrola Amerykańskiego Departamentu Obrony wykazała, że w 2015 roku amerykańska broń trafiała w ręce ISIS

Kontrola Amerykańskiego Departamentu Obrony i raport Amnestii International podaje, że sprzęt do walki z ISIS wart ponad 1,5 mld dolarów trafił do Państwa Islamskiego i innych grup paramilitarnych.

W cotygodniowej rozmowie Maria Giedz kontynuowała również temat referendum niepodległościowego Kurdów na terenach Kurdystanu irackiego. Zgłębiła przyczyny próby przeprowadzenia tego referendum właśnie teraz, a także możliwym rozwoju wypadku już po nim.

Zwróciła uwagę, że Kurdowie mogą zabiegać o protekcję Rosji zamiast USA. Może to wynikać z wycofania się amerykańskich firm z zakupu kurdyjskiej ropy, przy zainteresowaniu tym surowcem ze strony rosyjskiej. Co więcej, kontrola Amerykańskiego Departamentu Obrony wykazała, że w 2015 roku, a więc kiedy już toczyły się walki o wyrzucenie dżihadystów, po ludobójstwie jazydów, po zabijaniu chrześcijan, po całych seriach ataków terrorystycznych, amerykański Kongres przekazał do rządu irackiego wyposażenie wojskowe do walki z tzw. Państwem Islamskim. Sprzęt miał trafić do wojsk armii irackiej, ale również do kurdyjskich peszmergów.

Tak się jednak nie stało: – Kontrola Amerykańskiego Departamentu Obrony i raport Amnesty International podaje, że cały sprzęt za 1,5 mld dolarów trafił do Państwa Islamskiego i innych grup paramilitarnych. Brawo. Okazuje się, że w ten sposób dofinansowujemy terrorystów – skomentowała dr Maria Giedz.

Zapraszamy do wysłuchania korespondencji.

Jean-Claude Juncker: Decyzja Donalda Trumpa w sprawie porozumienia klimatycznego sprzeciwia się oczekiwaniom świata

„Pacta sunt servanda; to sprawa zaufania i przywództwa” – tak z kolei skomentował wycofanie się USA z umowy paryskiej Antonio Tajani, którego zdaniem pakt przetrwa nawet bez uczestnictwa Amerykanów.

Przewodniczący KE Jean-Claude Juncker powiedział, że zaangażowanie Unii Europejskiej w porozumienie paryskie jest niezmienne i będzie ona nadal prowadzić walkę ze zmianami klimatu.

Pacta sunt servanda. Należy przestrzegać paryskiej umowy. To sprawa zaufania i przywództwa – napisał również na Twitterze przewodniczący Parlamentu Europejskiego Antonio Tajani. Jego zdaniem umowa przetrwa –  z udziałem USA czy bez.

[related id=”13680″]

– Ci, którzy z niej zrezygnują, zignorują historyczną szansę dla obywateli, planety i gospodarki. UE będzie nadal działać na rzecz walki ze zmianami klimatu i dążyć do stania się światowym liderem w przyciąganiu inwestycji, innowacji i technologii, tworzeniu miejsc pracy i zwiększeniu konkurencyjności.

Prezydent USA Donald Trump ogłosił w czwartek, że Stany Zjednoczone wycofają się z paryskiego porozumienia klimatycznego z 2015 roku, co jest spełnieniem jego obietnicy, że będzie przedkładał interesy amerykańskich pracowników i konsumentów nad inne.

Donald Trump oświadczył, że wycofanie USA z porozumienia „nie będzie miało dużego wpływu” na klimat. Ocenił, że koszty tego porozumienia ponosili dotąd amerykańscy podatnicy i firmy w USA. Uważa, że rezygnacja ze zobowiązań wynikających z porozumienia będzie korzystna dla amerykańskiego sektora energetycznego i przemysłu.

Przyjęte w grudniu 2015 roku na konferencji klimatycznej ONZ w Paryżu porozumienie ratyfikowało dotąd 147 państw. USA uczyniły to we wrześniu ubiegłego roku, zobowiązując się do działań na rzecz ograniczenia wzrostu średniej temperatury na świecie do wyraźnie mniej niż 2, a jeśli to możliwe do 1,5 stopnia Celsjusza w porównaniu z epoką przedindustrialną. Wymaga to zredukowania globalnej emisji gazów cieplarnianych, w której udział USA wynosi według porozumienia paryskiego 17,89 procent. Wyprzedzają je pod tym względem tylko Chiny z udziałem 20,09 procent.

PAP/JN

Jan Szyszko: Po oświadczeniu Donalda Trumpa pozostałe państwa muszą zdecydować o przyszłości porozumień klimatycznych

Porozumienie paryskie może nie przetrwać, jeśli Stany Zjednoczone pozostaną przy postanowieniu wycofania się z niego. Decyzja USA nie będzie jednak miała natychmiastowych konsekwencji dla klimatu.

W czwartek 1 czerwca Prezydent USA Donald Trump ogłosił, że USA wycofa się z paryskiego porozumienia klimatycznego z 2015 roku, co jest spełnieniem jego obietnicy, że będzie przedkładał interesy amerykańskich pracowników i konsumentów nad inne. – Poczynając od dzisiaj USA zaprzestaną implementacji porozumień paryskich – powiedział.

[related id=22508]

Prezydent USA stwierdził też, że amerykańscy pracownicy, których kocha, płacą cenę za postanowienia traktatu. Tą ceną jest między innymi utrata miejsc pracy i ograniczenia produkcji w niektórych sektorach gospodarki. Redukcji emisji gazów cieplarnianych, wynikająca z paryskich ustaleń, byłaby jego zdaniem zbyt kosztowna dla USA.

O konsekwencjach decyzji prezydenta USA  rozmawialiśmy w „Poranku Wnet” z prof. Janem Szyszką, ministrem środowiska. – W tej chwili rozpoczęła się procedura wychodzenia [USA z porozumień klimatycznych podjętych w Paryżu w 2015 roku – ŁAJ] i trzeba tę sytuację dokładanie przeanalizować. Amerykanie to ludzie, którzy zawsze twardo chodzili po ziemi, w związku z tym analizują, czy wyjście z porozumienia paryskiego, które jest częścią globalnego paktu klimatycznego, będzie dla nich korzystne. Jednak proces wychodzenia z ustaleń, o ile naprawdę nastąpi, będzie trwał parę lat – powiedział minister.

Prof. Szyszko uważa, że decyzja Donalda Trumpa nie będzie miała natychmiastowych konsekwencji dla klimatu i z punktu widzenia prezydenta USA jest logiczna. – Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Amerykanie bardzo mocno patrzą na rozwój gospodarczy. Trzeba również pamiętać, że pan prezydent Trump miał swój program wyborczy, dzięki któremu wygrał, i teraz musi zrealizować swoje zobowiązania. Musimy na tę decyzję spojrzeć spokojnie. Ameryka jest odpowiedzialnym państwem z punktu widzenia rozwoju gospodarczego.

Minister jest zdania, że porozumienie z Paryża zawiera dobre mechanizmy walki z problemami degradacji środowiska. – Polityka klimatyczna wytyczona w porozumieniu paryskim, stwarza możliwości rozwiązania wielkich problemów świata, takich jak brak dobrej wody, na co cierpi jedna trzecia ludności, czy brak żywności oraz głód, który jest spowodowany degradacją gleb i procesem pustynnienia. Porozumienie paryskie miało szanse rozwiązać te kwestie.

Porozumienie ma wejść w życie dopiero po 2020 roku. Są więc jeszcze trzy lata na dyskusję. Tyle samo czasu mają Stany Zjednoczone, aby ewentualnie wyjść z porozumienia. Minister nie przesądził jednak, czy na pewno porozumienie przetrwa w sytuacji, gdy USA przestaną go przestrzegać. Zależeć to będzie od decyzji pozostałych państw, od tego, czy dalej będą chciały przestrzegać paktu.

ŁAJ/PAP

USA wycofa się z paryskiego porozumienia ws. klimatu. Donald Trump: Ta decyzja nie będzie miała dużego wpływu na klimat

Donald Trump oznajmił, że USA rozpoczną negocjacje w sprawie porozumienia, którego „warunki będą uczciwe dla USA”, ale zastrzegł, że uzyskanie takiego paktu nie jest priorytetem dla USA.

Prezydent USA Donald Trump ogłosił w czwartek, że USA wycofa się z paryskiego porozumienia klimatycznego z 2015 roku, co jest spełnieniem jego obietnicy, że będzie przedkładał interesy amerykańskich pracowników i konsumentów nad inne. „Poczynając od dzisiaj USA zaprzestaną implementacji porozumień paryskich” – powiedział Trump.

Dodał, że „amerykańscy pracownicy, których kocha (…)” płacą cenę za postanowienia, wynikające z tego traktatu w postaci kosztów, utraty miejsc pracy i ograniczenia produkcji w niektórych sektorach gospodarki. Prezydent uzasadnił swą decyzję tym, że konieczność redukcji emisji gazów cieplarnianych, wynikająca z paryskich ustaleń, byłaby zbyt kosztowna dla USA.

Donald Trump oznajmił też, że USA rozpoczną negocjacje w sprawie porozumienia, którego „warunki będą uczciwe dla USA”. Porozumienie paryskie jest „w najwyższym stopniu niekorzystne dla USA”, działa natomiast na korzyść innych krajów – dodał, zaznaczając, że został wybrany po to, by „reprezentować mieszkańców Pittsburgha, a nie Paryża”. Pittsburgh w stanie Pensylwania jest ośrodkiem przemysłu ciężkiego.

Jak można się było spodziewać, ta decyzja wywołała falę krytycznych komentarzy. Były prezydent Barack Obama napisał w oświadczeniu, że administracja Trumpa „odrzuca przyszłość”. Mer Paryża Anne Hidalgo skomentowała decyzję Trumpa, nazywając ją „pomyłką, która będzie miała dramatyczne konsekwencje”. Przypomniała, że podpisanie tego porozumienia w stolicy Francji w 2015 roku było możliwe dzięki pomocy i zdecydowaniu Stanów Zjednoczonych.

Przyjęte w grudniu 2015 roku na konferencji klimatycznej ONZ w Paryżu porozumienie ratyfikowało dotąd 147 państw, a USA uczyniły to we wrześniu ubiegłego roku. Zobowiązały się w ten sposób do podjęcia działań na rzecz ograniczenia wzrostu średniej temperatury na świecie do wyraźnie mniej niż 2, a jeśli to możliwe do 1,5 stopnia Celsjusza w porównaniu z epoką przedindustrialną. Wymaga to zredukowania globalnej emisji gazów cieplarnianych, w której udział USA wynosi według porozumienia paryskiego 17,89 procent. Wyprzedzają je pod tym względem tylko Chiny z udziałem 20,09 procent.

Porozumienie paryskie ma wejść w życie w 2020 roku na miejsce protokołu z Kioto, uzupełniającego konwencję w sprawie zmian klimatu. Protokół ten obowiązywał w latach 2008-2012, a uzgodnione na konferencji klimatycznej ONZ w stolicy Kataru, Dausze, w 2012 roku przedłużenie jego ważności na następne osiem lat nie nabrało jeszcze mocy prawnej. 36 państw uprzemysłowionych oraz Unia Europejska podpisały także aneks do protokołu, nakładający na nie określone limity emisji gazów cieplarnianych z możliwością handlu niewykorzystanymi nadwyżkami w przydzielonych kwotach.

Stany Zjednoczone podpisały za prezydentury Billa Clintona protokół z Kioto wraz z aneksem, ale Senat odmówił zajęcia się ich ratyfikacją i stan taki trwa do dnia dzisiejszego. Następca Clintona George Bush junior oświadczył zaraz po swym wyborze w 2000 roku, że jest przeciwnikiem protokołu z Kioto, gdyż większość jego sygnatariuszy, w tym wytwarzające znaczne ilości gazów cieplarnianych Chiny i Indie, nie podpisała ograniczającego emisje aneksu, co mogłoby mieć negatywne skutki dla gospodarki USA.

Kanada, która ratyfikowała protokół z Kioto wraz z aneksem, ogłosiła pod koniec 2011 roku wycofanie się z niego, argumentując, że nie może on być skuteczny, skoro nie obejmuje dwóch największych emitentów gazów cieplarnianych – USA i Chin.

W przeciwieństwie do aneksu do protokołu z Kioto porozumienie paryskie nie nakłada na państwa będące jego stronami określonych oraz egzekwowanych prawnie limitów emisji gazów cieplarnianych i jest z tego powodu krytykowane jako potencjalnie nieskuteczne.

WJB/PAP

USA/ Donald Trump: W czwartek ogłoszę decyzję w tej sprawie – media przewidują, że wycofa się z porozumienia paryskiego

Prezydent USA Donald Trump zapowiedział, że w czwartek o godz. 15 czasu lokalnego (godz. 21 w Polsce) ogłosi decyzję ws. paryskiego porozumienia klimatycznego. Trump poinformował o tym na Twitterze.

Decyzja – jak zaznaczył – będzie ogłoszona w Ogrodzie Różanym przy Białym Domu.

Zdaniem amerykańskich mediów Donald Trump zamierza się wycofać z porozumienia paryskiego, co zdaje się potwierdzać także niezwykle trudny przebieg rozmów w tej sprawie między nim i pozostałymi przywódcami państw wchodzących do grupy G7.

Trump odmówił zobowiązania się do realizacji postanowień przełomowego porozumienia paryskiego z 2015 r. o ograniczeniu emisji gazów cieplarnianych. Prezydent USA „uparcie” twierdził, że „środowisko jest bardzo, bardzo” dla niego ważne, ale jednocześnie jasno dał do zrozumienia, że cele dotyczące środowiska zatwierdzone przez poprzednią administrację Baracka Obamy są zbyt kosztowne dla amerykańskiej gospodarki” – napisał w komentarzu po spotkaniu na szczycie w Taorminie dziennik „Financial Times”.

[related id=”17856″]

Dziennik zwrócił też w komentarzu uwagę na fakt, że prezydent Francji Emmanuel Macron ostrzegł na szczycie, iż inne mocarstwa, takie jak Chiny i Indie, będą gotowe do przejęcia przywództwa w walce z globalnym ociepleniem, jeśli USA zdecydują się od tego odwrócić.

Axios Media podały w sobotę, powołując się na trzy niezależne źródła w administracji prezydenckiej, że Donald Trump powiadomił już najbardziej zaufanych pracowników, że zamierza wycofać się z podpisanego w grudniu 2015 r. w Paryżu porozumienia ONZ o przeciwdziałaniu zmianom klimatycznym.

O wypełnienie zobowiązań wynikających z porozumienia paryskiego przez USA apelowali do prezydenta Donalda Trumpa partnerzy z G7 w czasie szczytu w Taorminie na Sycylii.

Donald Trump niejednokrotnie wyrażał swój sprzeciw wobec postanowień umowy paryskiej podpisanej w ramach konwencji ONZ o przeciwdziałaniu zmianom klimatycznym, uznając przyjęte w niej założenia za zbyt kosztowne dla USA.

Porozumienie paryskie zostało podpisane w grudniu 2015 r. przez 195 państw w celu utrzymania wzrostu średniej temperatury światowej na poziomie poniżej 2 stopni Celsjusza. Wymagało ratyfikacji co najmniej ze strony 55 państw, które łącznie wytwarzają 55 proc. globalnych zanieczyszczeń.

PAP/JN

USA: Test rakietowego systemu obronnego przeprowadzony we wtorek przez Pentagon zakończył się sukcesem

Testowano część systemu wykorzystywaną do zestrzeliwania międzykontynentalnych pocisków balistycznych (ICBM) zdolnych do przenoszenia broni nuklearnej. Może to być odpowiednim sygnałem dla Korei Płn.

Próba polegała na zniszczeniu w powietrzu atrapy rakiety o specyfikacji takiej jak ICBM z głowicą nuklearną i o zasięgu podobnym do rakiet testowanych w ostatnich tygodniach przez Koreę Północną.

Agencja Obrony Przeciwrakietowej (MDA) Pentagonu poinformowała, że rakieta została wystrzelona z poligonu testowego USA na Wyspach Marshalla na Oceanie Spokojnym. Pocisk został zniszczono przy użyciu pocisku przechwytującego, wystrzelonego z bazy lotniczej Vandenberg w południowej Kalifornii. Był to pierwszy tego typu test zakończony sukcesem od ponad trzech lat.

[related id=”2891″]

MDA podkreśliła w komunikacie, że próba nie była bezpośrednią odpowiedzią na działania Korei Północnej, ale jednocześnie wyraziła przekonanie, że będzie ona odpowiednim sygnałem dla Pjongjangu.

Jak pisze agencja AP, próba, której koszt to 244 mln dolarów, nie potwierdziła, że w warunkach wojennych USA byłyby w stanie przechwycić ICBM wystrzeloną przez Koreę Północną. – Wstępne dane wskazują, że próba spełniła swój główny cel, ale działania systemu będzie nadal oceniane na podstawie danych telemetrycznych i innych danych uzyskanych podczas próby – podkreślił szef MDA, wiceadmirał Jim Syring.

Około połowy dotychczasowych prób zakończyło się niepowodzeniem, co spotkało się ze znaczną krytyką i sugestiami, że USA mają ograniczoną zdolność do obrony przed pociskami o zasięgu międzykontynentalnym.

Obecnie w bazie powietrznej Vandenberg oraz Fort Greely w stanie Alaska rozmieszono 36 rakiet przechwytujących wchodzących w skład rakietowego systemu obrony powietrznej. Do końca tego roku ich liczba ma zostać zwiększona do 44.

PAP/JN

Kontrakt na dostawy broni do Arabii Saudyjskiej media w USA uważają za sukces Donalda Trumpa w polityce międzynarodowej

Spotkanie z przywódcami krajów muzułmańskich uznano za sukces Donalda Trumpa, chociaż rozmowy na szczycie NATO i G7 nazwano trudnymi. Nie milkną komentarze po podróży zagranicznej prezydenta USA.

Profesor Paweł Kalczyński był gościem „Poranka Wnet”. Relacjonował komentarze amerykańskiej prasy na temat pierwszej zagranicznej podróży Donalda Trumpa jako głowy państwa.

– Komentarze po wizycie Donalda Trumpa na Bliskim Wschodzie i w Watykanie są dość pozytywne, ale zauważa się, że rozmowy na spotkaniach w Europie na szczycie NATO i G7 były trudne – powiedział profesor.

– Myślę, że media w Europie błędnie odbierają działania i postawę Donalda Trumpa, pisząc, że amerykański prezydent nie podziela europejskich wartości – powiedział gość Krzysztofa Skowrońskiego, odnosząc się do głosów podnoszonych w Europie o pozostawieniu jej obronności samej sobie.

Jego zdaniem, Trump już w okresie wyborczym podkreślał, że nie nie jest słuszne, żeby z 28 członków NATO tylko pięciu wywiązywało się z umowy, która mówi, że wpłacamy 2 procent PKB na obronność. Przypomniał, że Polska, oprócz Estonii, Grecji, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, realizuje to zobowiązanie.

– Niekoniecznie też postanowił wypowiedzieć pakiet klimatyczny – kontynuował Kalczyński – ale odłożył odpowiedź na to pytanie o tydzień, bowiem trwają analizy rządowe i pozarządowe, które mają ocenić, czy to będzie służyło Ameryce, czy nie.

[related id=”20869″]

Dalej rozmówca redaktora Skowrońskiego przypomniał, że Arabia Saudyjska przez długi czas była uważana za sojusznika Stanów Zjednoczonych, więc kontrakt na dostawy broni został uznany za wielki sukces w polityce międzynarodowej Trumpa, jak również przyjęcie go przez króla Salmana Sauda, spotkanie z przywódcami krajów muzułmańskich, nie wspominając już o wizycie w Izraelu.

– Naturalnie spotkanie z papieżem Franciszkiem jest komentowane pozytywnie – dodał profesor. Kalczyński.

Komentując sprawę oskarżeń pod adresem Trumpa, gość Radia WNET przywołał stanowisko wybitnego prawnika, wyborcy Hillary Clinton, który twierdzi, że nie ma podstaw, by postawić amerykańskiego prezydenta w stan oskarżenia i dotychczasowe pomówienia raczej nie skończą się impeachmentem.

– Media nie sprzyjają prezydentowi USA. 96 procent pracowników medialnych przeznaczyło fundusze na kampanię Hillary Clinton, od 80 do 90 procent wiadomości o Trumpie w Stanach Zjednoczonych jest negatywnych – wyjaśnił ekspert, skąd biorą się wiadomości na temat problemów Trumpa.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy.

LK