Niemcy: USA pod pozorem sankcji nakładanych na Rosję wspierają swoje koncerny energetyczne

Rząd Niemiec oświadczył w środę, że USA nie mogą „pod płaszczykiem” sankcji przeciwko Rosji uprawiać polityki gospodarczej korzystnej dla własnych koncernów energetycznych.

[related id=”32018″]Amerykańska Izba Reprezentantów zatwierdziła we wtorek zdecydowaną większością głosów projekt ustawy, która wprowadza kolejne sankcje wobec Rosji, Iranu i Korei Północnej. Projekt musi jeszcze zaaprobować Senat i podpisać prezydent.
Rząd Niemiec w odpowiedzi na to oświadczył, że USA nie mogą „pod płaszczykiem” sankcji przeciwko Rosji uprawiać polityki gospodarczej korzystnej dla własnych koncernów energetycznych. Retorsje wobec krajów trzecich za udział w Nord Stream 2 są niezgodne z prawem.

„Nie możemy zaakceptować sytuacji, w której amerykański rząd, amerykańska polityka, amerykański Kongres pod płaszczykiem sankcji realizują politykę przemysłową na korzyść amerykańskich koncernów energetycznych” – powiedział rzecznik niemieckiego MSZ Martin Schaefer na spotkaniu z dziennikarzami w Berlinie.

„Będziemy to naszym amerykańskim partnerom nadal głośno i bez ogródek mówić” – dodał Schaefer.

Rzecznik MSZ podkreślił, że dzięki interwencjom przedstawicieli Niemiec w Stanach Zjednoczonych do pierwotnego projektu ustawy o sankcjach dodane zostały korzystne z punktu widzenia Niemiec i UE poprawki. Jak wyjaśnił, ustawa „nie wprowadza automatycznie sankcji przeciwko europejskim firmom (współpracującym z Rosją), lecz jedynie upoważnia prezydenta do nałożenia w razie potrzeby takich sankcji”.

Dodana – jak twierdzi Berlin – pod naciskiem Niemiec i Komisji Europejskiej poprawka stanowi, że przed ewentualnym wprowadzeniem sankcji Stany Zjednoczone muszą przeprowadzić konsultacje z Brukselą. „Jeśli do tego dojdzie, będziemy mieli dużo czasu, by przedstawić stronie amerykańskiej nasze argumenty” – wyjaśnił Schaefer.

Zastępczyni rzecznika rządu Ulrike Demmer zastrzegła, że celem amerykańskich sankcji „nie może być gospodarka europejska”. „W przypadku sankcji przeciwko gospodarce rosyjskiej odrzucamy z powodów zasadniczych sankcje o działaniu eksterytorialnym, czyli dotyczące krajów trzecich” – dodała Demmer.

Podkreśliła, że dla Berlina ważne jest, by Stany Zjednoczone i Europa „nadal ściśle koordynowały swoje sankcje przeciwko Rosji”. Schaefer zaznaczył, że stanowisko Berlina i Wiednia z połowy czerwca „pozostaje aktualne”.

W opublikowanym 15 czerwca oświadczeniu szef dyplomacji Niemiec Sigmar Gabriel i kanclerz Austrii Christian Kern skrytykowali nowe sankcje wobec Rosji, przewidujące m.in. kary dla europejskich firm współpracujących z rosyjskim sektorem energetycznym.

„Nie możemy […] zaakceptować groźby sprzecznych z prawem międzynarodowym eksterytorialnych sankcji przeciw europejskim przedsiębiorstwom uczestniczącym w rozbudowie europejskiej sieci energetycznej” – napisali wówczas Gabriel i Kern.

Po decyzji Izby Reprezentantów Biały Dom poinformował, że prezydent USA Donald Trump nie zdecydował jeszcze, czy podpisze, czy zawetuje ustawę.

PAP/MoRo

Czytaj również:

Ekspert ds. energetycznych brukselskiego think tanku: sankcje USA mogą uderzyć w Nord Stream 2 i rosyjskie gazociągi

„Niezawisimaja Gazieta”: sankcje USA groźne dla biznesu z UE i rosyjskich projektów

Szef OMV w „Frankfurter Allgemeine Zeitung”: Nord Stream 2 nieodzowny, Ameryka nie ma prawa weta

„Niezawisimaja Gazieta”: sankcje USA groźne dla biznesu krajów unijnych i rosyjskich projektów

Sankcje USA wobec Rosji i Iranu stwarzają realną groźbę dla biznesu europejskiego – pisze „NG”. Eksperci oceniają, że dla większości rosyjskich projektów energetycznych efekt będzie nieprzewidywalny.

[related id=”32018″]”NG” przywołuje ocenę brukselskiego portalu EurActiv, zdaniem którego przyjmowana w Kongresie USA ustawa o sankcjach może docelowo dotyczyć ośmiu rosyjskich projektów, w które zaangażowane są firmy europejskie.

Szef Amerykańskiej Izby Handlowej w Rosji Aleksiej Rodzianko powiedział dziennikowi, iż projekt ustawy może „postawić Europę przed wyborem – albo przestrzegać prawa amerykańskiego, albo włączać swoje interesy i wizje we własny pakiet sankcji”. Rodzianko ocenił przy tym, że istnieje obawa, iż uchwalane w USA sankcje zmuszą amerykańskie firmy energetyczne do odejścia z rynku rosyjskiego.

„Trudno jest dziś wnioskować, czy [sankcje – PAP] zdołają całkowicie sparaliżować budowę Nord Stream 2 czy prowadzoną wspólnie z europejskimi firmami eksploatację złóż gazu Szach Deniz czy Zohr” – powiedział „NG” analityk Kiriłł Jakowienko z firmy Alor Broker. Gazeta zauważa, że „skutki gospodarcze, jakie pociągnie za sobą wprowadzenie nowego pakietu sankcji, mogą być nieprzewidywalne dla większości funkcjonujących i zaplanowanych rosyjskich projektów w sferze energetyki”.

Inny ekspert, Emil Martirosjan z Akademii Gospodarki Narodowej i Administracji Publicznej przy prezydencie Rosji, ocenia, że wszelkie sankcje odbiją się na przebiegu projektów inwestycyjnych z udziałem partnerów europejskich, głównie na terminie ich realizacji. „Rosja jest w dużym stopniu zintegrowana z projektami ekonomicznymi Europy i USA”, w przypadku sfery energetycznej ograniczenia odczują „wszystkie strony wspólnych przedsięwzięć” – ocenia rozmówca gazety.

EurActiv podał we wtorek, że Komisja Europejska opracowała listę unijno-rosyjskich projektów energetycznych, które mogą zostać dotknięte sankcjami USA. KE ze swej strony nie skomentowała tej listy. Chodzi o projekt budowy zakładów gazu skroplonego (LNG) w rejonie portu Ust-Ługa, położonego 110 km na zachód od Petersburga, o uruchomiony w 2002 roku gazociąg Błękitny Potok (Blue Stream) z Rosji do Turcji oraz oba gazociągi Nord Stream po dnie Bałtyku. Wymieniony został także projekt rozbudowy Sachalin-2, zakładu produkcji LNG, którego nowa linia miała być uruchomiona w przyszłej dekadzie. EurActiv wskazał również rurociąg naftowy CPC (Kaspijskie Konsorcjum Rurociągowe), Gazociąg Południowokaukaski (Baku-Tbilisi-Erzurum), pola Zohr w Egipcie i import gazu do UE z azerskiego złoża Szach Deniz.

PAP/MoRo

Czytaj również:

Ekspert ds. energetycznych brukselskiego think tanku: sankcje USA mogą uderzyć w Nord Stream 2 i rosyjskie gazociągi

Szef OMV w „Frankfurter Allgemeine Zeitung”: Nord Stream 2 nieodzowny, Ameryka nie ma prawa weta

MSZ Rosji: zarzuty w sprawie manewrów na Białorusi to bufonada. Estończycy: rosyjskie jednostki mają bilet w jedną stonę

Zarzuty USA, że Rosja mogłaby pozostawić sprzęt wojskowy na Białorusi po przeprowadzeniu tam we wrześniu br. manewrów wojskowych „Zapad”, „to bufonada” – oświadczył Grigorij Karasin, wiceszef MSZ.

Zarzuty USA, że Rosja mogłaby pozostawić sprzęt wojskowy na Białorusi po przeprowadzeniu tam we wrześniu br. zakrojonych na szeroką skalę manewrów wojskowych, „to bufonada” – oświadczył w piątek wiceszef MSZ Rosji Grigorij Karasin, cytowany przez agencję Interfax.[related id=”31585″]

„Sztuczna bufonada wokół zaplanowanych ćwiczeń Zapad-2017 ma na celu usprawiedliwienie ostrych działań NATO wzdłuż rosyjskiego terytorium” – oznajmił Karasin w rozmowie z agencją Interfax.

Skomentował w ten sposób wypowiedź naczelnego dowódcy sił lądowych USA w Europie gen. Bena Hodgesa o tym, że Stany Zjednoczone i ich sojusznicy w Europie Wschodniej, a także Ukraina są zaniepokojone, iż manewry te mogą być „koniem trojańskim”, polegającym na pozostawieniu przez Rosję uzbrojenia na Białorusi.

Generał Hodges powiedział w wywiadzie udzielonym agencji Reutera, że sojusznicy będą bacznie się przyglądać, czy sprzęt wojskowy przywieziony na ćwiczenia „Zapad 2017” zostanie później wywieziony do Rosji.

Przypomnijmy, że już w kwietniu br. estoński wywiad donosił, że w zaplanowanych na jesień wielkie ćwiczenia rosyjskich i białoruskich wojsk „Zapad 2017” ma wziąć udział ponad 100 tys. żołnierzy. Będą to największe tego typu manewry od 2013 roku.

– Rosyjskie jednostki, które jadą na Białoruś, mają bilet w jedną stronę – powiedział agencji Reutera Margus Tsahkna, minister obrony Estonii. Jego zdaniem w ramach ćwiczeń Rosja planuje wysłanie na Białoruś 4 tys. wagonów żołnierzy i sprzętu. Z kolei estoński wywiad uważa, że po zakończeniu manewrów rosyjscy żołnierze pozostaną na Białorusi.

Rosyjskie ministerstwo obrony początkowo nie zareagowało na prośbę agencji o ustosunkowanie się do tej sprawy. Później Moskwa zaprzeczyła, jakoby zamierzała zagrozić stabilności w Europie.

W związku z planowanymi ćwiczeniami rosyjskie ministerstwo obrony planuje przerzucić na Białoruś nawet 80 razy więcej żołnierzy i sprzętu niż w ubiegłych latach. Wielkość manewrów została oszacowana na podstawie oficjalnych dokumentów dotyczących m.in. przetargu na usługi międzynarodowego militarnego transportu kolejowego.

W 2015 roku rosyjski MON zamawiał 125 wagonów na Białoruś, w 2016 – 50 wagonów, zaś w tym roku, według przetargu, 4126 wagonów kolejowych.

Rosyjski MON uspokaja, że są to rutynowe przygotowania przed cyklicznymi ćwiczeniami „Zapad”, których kolejna edycja odbędzie się w przyszłym roku na Białorusi. Przerzucone wojska będą liczyć maksymalnie kilka dywizji.

Białoruska opozycja doszukuje się w działaniach Rosji przygotowań do przejęcia militarnej kontroli nad ich krajem lub inwazji na terytorium Ukrainy, krajów bałtyckich czy Polski.

Miesiąc temu prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka oświadczył, że NATO będzie mogło obserwować białorusko-rosyjskie manewry „Zapad 2017”.  Powiedział, że jego kraj nie zamierza ograniczać współpracy wojskowej z Rosją.

– Żądam od was wszystkich, by te manewry na terytorium naszego kraju były przejrzyste i dostępne nie tylko dla naszych przyjaciół z Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB), Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej, Wspólnoty Niepodległych Państw, ale także dla przedstawicieli NATO. Niczego nie ukrywamy i nie powinniśmy ukrywać. Jeśli przedstawiciele NATO chcą być obecni na naszych manewrach, to zapraszamy – mówił Łukaszenka. Deklaracja ta nie została przychylnie przyjęta przez Kreml.

PAP, Reuters, Kresy.pl/MoRo

Departament Stanu USA monitoruje działania legislacyjne w Polsce wprowadzające zmiany w wymiarze sprawiedliwości

Według rzecznik prasowej Departamentu Stanu USA Polska jest bliskim sojusznikiem. USA są zaniepokojone wprowadzanymi reformami dotyczącymi sądownictwa, które „potencjalnie mogą osłabić system prawny”.

Heather Nauert została zapytana przez korespondenta stacji TVN, co jej resort sądzi o zachodzących zmianach w Polsce. Odpowiedziała, że „prezydent USA Donald Trump odwiedził ostatnio Polskę, bardzo ważne jest dla nas, by mieć dobre stosunki z Polską i Polakami. Demokratyczna Polska jest naszym bliskim sojusznikiem i bardzo zależy nam na tym kraju i jego obywatelach”.[related id=”31435″]

– Jesteśmy zaniepokojeni działaniami legislacyjnymi polskiego rządu, które wydają się ograniczać władzę sądowniczą i potencjalnie mogą osłabić system prawny. Obserwujemy sytuację oraz prowadzimy rozmowy pomiędzy przedstawicielami najwyższych urzędów USA i Polski – powiedziała Nauert.

Rzecznik dopytana przez dziennikarza TVN, czy USA mają zamiar poprosić prezydenta Polski Andrzeja Dudę o zawetowanie ustawy, odpowiedziała, że nie będzie tego komentować, i dodała, że USA mają dobre relacje z Polską i z Polakami „jesteśmy w bliskim kontakcie w sprawie wielu różnych zagadnień, ta sprawa [reforma sądownictwa] jest zapewne jedną z nich”.

Konferencja prasowa dotyczyła różnych tematów z areny międzynarodowej. Głównymi wątkami była sytuacja na Ukrainie i walczący na jej terenie separatyści wspierani i kierowani przez Rosję, sytuacja w Korei Północnej i możliwe nowe sankcje, a także decyzje Departamentu Skarbu w sprawie firmy ExxonMobil, w której pracował sekretarz stanu Rex Tillerson.

PAP/MoRo

Złożono wniosek o impeachment prezydenta Donalda Trumpa. Biały Dom: „absurd i najgorszy przykład politycznej rozgrywki”

Wniosek o postawianie prezydenta przed sądem Kongresu kongresman Sherman uzasadnił zarzutem utrudniania śledztwa przez prezydenta. Wniosek nawet najwięksi oponenci Trumpa nazywają przedwczesnym.

Wniosek demokraty z Kalifornii, zdaniem nawet najbardziej zaciekłych przeciwników Trumpa, jest przedwczesny. Robert Mueller, specjalny prokurator powołany do wyjaśnienia wszystkich zarzutów związanych z podejrzeniami kontaktów otoczenia Trumpa z władzami rosyjskimi oraz wywierania presji przez prezydenta na byłego dyrektora FBI Jamesa Comeya, dopiero rozpoczął swoje dochodzenie.

Rzeczniczka Białego Domu Sarah Huckabee Sanders nazwała wniosek Shermana „absurdalnym i najgorszym przykładem politycznej rozgrywki”.

Aby rozpocząć procedurę impeachmentu, Izba Reprezentantów, w której partia prezydenta, czyli Partia Republikańska, ma obecnie solidną przewagę 46 głosów, musi większością głosów przyjąć wniosek o rozpoczęciu takiej procedury wobec osoby sprawującej wysoki urząd państwowy.

W przypadku przyjęcia wniosku o impeachment prezydenta, którego ostateczną konsekwencją może być pozbawienie go urzędu, Izba Reprezentantów staje się oskarżycielem, a Senat sądem przysięgłych. Przewodniczącym takiego sądu, jeśli oskarżonym jest prezydent bądź wiceprezydent, jest prezes Sądu Najwyższego.

W historii Stanów Zjednoczonych impeachment został wszczęty tylko wobec dwóch prezydentów: Andrew Johnsona (1865-1869) i Billa Clintona (1993-2001). Ani Johnson (zabrakło jednego głosu), ani Clinton nie zostali pozbawieni urzędu.

PAP/MoRo

Macron: Francja i USA zgadzają się w sprawie „mapy drogowej” dla Syrii, czyli kwestii bezpieczeństwa po skończeniu wojny

Francja i Stany Zjednoczone porozumiały się w sprawie wspólnego opracowania „mapy drogowej”, która określi sytuację w Syrii po zakończeniu wojny – oświadczył prezydent Francji po spotkaniu z Trumpem.

Oba kraje w znacznym stopniu zgadzają się w kwestiach dotyczących bezpieczeństwa i stabilności na Bliskim Wschodzie – dodał Macron.

Zaznaczył też, że dwugodzinne spotkanie z Trumpem dotyczyło m.in. najskuteczniejszych sposobów zwalczania „światowego zagrożenia ze strony wrogów, którzy próbują nas zdestabilizować”.

Macron przyznał ponadto, że zdecydowanie różni się od Trumpa w poglądach na temat paryskiego porozumienia klimatycznego.

Trump: „zobaczymy, co się stanie” w sprawie porozumienia klimatycznego 
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zasugerował w czwartek w Paryżu po spotkaniu z przywódcą Francji Emmanuelem Macronem, że być może rozważy jeszcze swoją decyzję o wycofaniu USA z paryskiego porozumienia klimatycznego – pisze Associated Press.

„Coś może się wydarzyć w związku z paryskim porozumieniem. Zobaczymy, co się stanie, ale będziemy o tym rozmawiać w najbliższym czasie. Jeśli do tego dojdzie, to świetnie, jeśli nie, to też dobrze” – powiedział Trump na wspólnej konferencji prasowej z francuskim prezydentem.

Trump mówił, że z Macronem rozmawiał też o pogłębionej współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa w obliczu zagrożeń ze strony organizacji terrorystycznych i państw takich jak Korea Północna, Iran czy Syria. „Ze wzmożoną determinacją stajemy zjednoczeni wobec tych wrogów ludzkości, by pozbawić ich okupowanych terytoriów, źródeł finansowania, sieci i ideologicznego wsparcia” – podkreślił.

Amerykański przywódca bronił też swojego syna Donalda Trumpa Juniora. Z udostępnionych przez niego maili wynika, że w zeszłym roku przed wyborami prezydenckimi w USA spotkał się on z rosyjską prawniczką powiązaną z Kremlem, która chciała przekazać informacje kompromitujące Hillary Clinton, rywalkę Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w 2016 roku.

Prezydent USA ocenił w czwartek, że „większość ludzi [na miejscu jego syna – PAP] zgodziłaby się na to spotkanie”, i zapewnił, że „do niczego nie doszło”.

PAP/MoRo

Chciałem, żeby to o Polsce wiedział Donald Trump, co Donald Trump o Polsce nam powiedział

– Nie widzę żadnego innego powodu, aby odbywały się wizyty międzynarodowe, jak tylko robienie interesów. A czy to są interesy gospodarcze czy polityczne jest sprawą drugorzędną.

W Poranku WNET nadawanym ze Zgorzelca Krzysztof Skowroński rozmawiał także z Wojciechem Cejrowskim.

– Warszawa to brzydkie miasto, bo zostało wyburzone i nie ma starej substancji – uważa podróżnik. Jedyne, co się Trumpowi mogło podobać, to Pałac Kultury i Nauki imienia Józefa Stalina, który wpisuje się w estetykę wieżowca i jest zrobiony w dekoracjach, jakie były przez chwilę modne w USA. Uważa, że Warszawa to miasto dysharmonii, jeśli chodzi o estetykę. Zawdzięczamy to między innymi aktualnej „gospodyni”.

Wojciech Cejrowski nie miał jeszcze okazji w Radiu WNET skomentować wizyty Donalda Trumpa w Polsce. Przemówienie na pl. Krasińskich bardzo mu się podobało. Napisał na swoim Facebooku, że chciałby, aby któryś z polskich polityków wygłosił tak dobre, tak podnoszące na duchu i patriotyczne przemówienie, jak o obcym przecież kraju wygłosił Trump.

Dla podróżnika istotne było to, że jeśli nawet jednego słowa w tym przemówieniu osobiście nie napisał Trump, to przecież je przeczytał, a wcześniej musiał przygotować się do wystąpienia w Warszawie. „Czegoś z tego przemówienia dowiedział się o Polsce”, a był to – jak powiedział Wojciech Cejrowski – „dobrze napisany artykuł na temat Polski”.

– Chciałem, żeby to o Polsce wiedział Donald Trump, co Donald Trump o Polsce nam powiedział – stwierdził Cejrowski. [related id=28850]

Nawet Polacy mogli usłyszeć w przemówieniu amerykańskiego prezydenta coś, czego wcześniej nie wiedzieli o polskiej historii. Wojciech Cejrowski przyznał, że o kluczowej dla Powstania Warszawskiego obronie przejścia przez Aleje Jerozolimskie, dowiedział się dopiero z wystąpienia Trumpa. Teraz doczytuje sobie całą resztę na ten temat.

Podróżnik nie widzi też problemu w tym, że prezydenci załatwiają różne interesy podczas wizyt zagranicznych dla swych państw, „bo od tego są”. – Nie widzę żadnego innego powodu, aby odbywały się wizyty międzynarodowe, jak tylko robienie interesów. A czy to są interesy gospodarcze, czy polityczne, jest sprawą drugorzędną.

Zapraszamy do wysłuchania Poranka WNET, a w nim w ostatniej, piątej części, rozmowa z Wojciechem Cejrowskim.

MoRo

Zbigniew Stefanik/ Trump u Macrona: Cyberprzestępczość i walka z terroryzmem. Wizyta o charakterze polityczno-militarnym

Rozprawa z terroryzmem w cyberprzestrzeni jest to obecnie najbardziej kluczowa kwestia w walce z ISIS, tak więc można oczekiwać tutaj pewnych decyzji – przewiduje nasz korespondent we Francji.

Wizyta Donalda Trumpa w Paryżu będzie miała charakter bardzo oficjalny. Z jednej strony wiadomo, że nastąpią rozmowy między[related id=”29005″]urzędującym prezydentem Francji Emmanuelem Macronem i Donaldem Trumpem, prezydentem USA. Przewiduje się, że głównym tematem rozmów będzie walka z terroryzmem w cyberprzestrzeni.

– Jest to obecnie najbardziej kluczowa kwestia w walce z ISIS, tak więc można oczekiwać pewnych decyzji – przewiduje Zbigniew Stefanik w swej korespondencji z Francji. Na jutrzejszy dzień przewidziana jest wspólna defilada wojsk francuskich i sił USA podczas tzw. Dnia Bastylii, który obchodzony jest rokrocznie 14 lipca. Ma ona w pewien sposób uczcić setną rocznicę przybycia wojsk amerykańskich, które wsparły wysiłek aliantów podczas I wojny światowej. [related id=”29011″]

– Będzie to wizyta o charakterze polityczno-militarnym, która ma łączyć przeszłość z teraźniejszością – ocenił Stefanik. Uważa, że Francuzi i Amerykanie mają wspólny interes, bowiem dążą do tego, aby pozostałe kraje NATO bardziej aktywnie włączyły się w wojnę z arabskim terroryzmem. Jego zdaniem sprawy, które ich dzielą, jak chociażby kwestie klimatyczne, zostaną odłożone na bok.

Zapraszamy do wysłuchania całej relacji Zbigniewa Stefanika z Francji w drugiej części Poranka WNET, nadawanego ze Zgorzelca.

MoRo

Malabar 2017 – największe wojskowe ćwiczenia morskie USA z Japonią i Indiami

Marynarka wojenna USA oświadczyła, że ćwiczenia pod kryptonimem „Malabar 2017” mają pomóc trzem krajom zwalczać zagrożenia w regionie Azji i Pacyfiku. To największe manewry w historii tj. od 1992 r.

Tegoroczne manewry „Malabar” są największymi od momentu rozpoczęcia wspólnych ćwiczeń przez USA i Indie w 1992 roku; Japonia została włączona do nich później.

Dowództwo sił amerykańskich na Pacyfiku podało, iż „Malabar 2017 to najnowsze z serii ćwiczeń, które rozwinęły się zarówno pod względem stopnia skomplikowania jak i zakresu, tak by przygotować te kraje do walki ze wspólnymi zagrożeniami dla bezpieczeństwa morskiego w regionie”.

Przedstawiciele marynarki wojennej poinformowali, że w ćwiczeniach bierze udział amerykański lotniskowiec atomowy USS Nimitz, indyjski Vikramaditya oraz największy japoński okręt bojowy, niszczyciel śmigłowcowy Izumo. Ćwiczenia mają także pomóc w zachowaniu równowagi w rejonie Azji i Pacyfiku wobec rosnącej obecności Chin w tym regionie.

Kraje biorące udział w „Malabar” są zaniepokojone roszczeniami Chin do praktycznie wszystkich terytoriów na Morzu Południowochińskim oraz zwiększaniem obecności chińskich sił wojskowych w tym regionie. Chińskie okręty podwodne zawinęły niedawno na Sri Lankę, która znajduje się blisko południowej granicy Indii.

Dowództwo sił amerykańskich na Pacyfiku w swoim oświadczeniu napisało, że wspólne ćwiczenia pomogą USA i Indiom zintegrować swoje działania oraz lepiej współpracować na morzu. Marynarka wojenna Indii podała natomiast, że będą skupiać się na operacjach z użyciem lotniskowców oraz różnych sposobach polowania na okręty podwodne.

Przed rozpoczęciem ćwiczeń „Malabar” media podały, iż w ostatnich dwóch miesiącach wykryto na Oceanie Indyjskim ponad tuzin chińskich jednostek wojskowych, w tym okrętów podwodnych.

Indie oraz Stany Zjednoczone podczas zimnej wojny były po różnych stronach konfliktu, natomiast w ostatnich latach zostały ważnymi dla siebie partnerami wojskowymi.

Chiny w przeszłości krytykowały przeprowadzanie ćwiczeń wojskowych „Malabar” jako destabilizujące region.

PAP/MoRo

Przyszły szef FBI chce zachować niezależność od Trumpa: „Jestem lojalny wobec konstytucji, rządów prawa i misji FBI”

Christopher Wray wskazany przez Trumpa na szefa FBI zapewnił podczas przesłuchania w senackiej komisji wymiaru sprawiedliwości, że będzie działał w sposób bezstronny i niezależny, w tym od prezydenta.

Wray ocenił, że prowadzone w USA śledztwo w sprawie mieszania się Rosji w ubiegłoroczne wybory prezydenckie oraz kontaktów bliskiego otoczenia Trumpa z Rosjanami nie jest „polowaniem na czarownice” – jak nazywa je prezydent.  [related id=”23456″]

„Nie sądzę, by dyrektor Mueller brał udział w polowaniu na czarownice” – powiedział Wray, odnosząc się do byłego szefa FBI Roberta Muellera, który jest specjalnym prokuratorem badającym rosyjską ingerencję. Zapewnił, że popiera śledztwo Muellera i darzy go szacunkiem.

Oświadczył też, że „nie ma żadnego powodu, by nie ufać agencjom wywiadowczym” USA, które jednogłośnie potwierdziły, że Rosja próbowała ingerować w proces wyborczy zakończony 8 listopada 2016 roku zwycięstwem Trumpa, np. przeprowadzając ataki hakerskie na serwery Partii Demokratycznej i ujawniając maile.

Dodał, że stojąc na czele FBI, którą nazwał zbrojnym ramieniem wymiaru sprawiedliwości i gwarantem jego niezależności, nigdy nie zgodziłby się na złożenie obietnicy lojalności Białemu Domowi. Zaznaczył, że nikt z administracji Trumpa o to nie prosił.

„Nigdy nie pozwolę, by na pracę FBI wpływało coś innego niż fakty, prawo i poszukiwanie bezstronnej sprawiedliwości. Koniec i kropka – oświadczył Wray. – Jestem lojalny wobec konstytucji, rządów prawa i misji FBI”.

„Zobowiązuję się być liderem, na jakiego FBI zasługuje, i prowadzić biuro w sposób niezależny, tak by było ono źródłem dumy dla Amerykanów” – dodał ten były prokurator, który pracował w administracji prezydenta George’a W. Busha.

Jego przesłuchanie miało miejsce, podczas gdy w USA nasiliły się podejrzenia o sprzyjanie przez Rosję Trumpowi. Chodzi o opublikowanie przez najstarszego syna prezydenta, Donalda Trumpa Jr., e-maili, z których wynika, że w ub. roku spotkał się on w samym środku kampanii prezydenckiej z rosyjską prawniczką przedstawioną mu jako emisariuszka Kremla, która miała dostarczyć dowody pogrążające Hillary Clinton, kandydującą na prezydenta z ramienia Demokratów.

Poprzedni szef FBI, niespodziewanie zwolniony 9 maja przez Trumpa James Comey, nadzorował śledztwo w sprawie kontaktów ekipy Trumpa z Rosjanami.

Podczas przesłuchania Wray zapewniał, że nie został mianowany na stanowisko szefa FBI po to, by oszczędzić prezydentowi kłopotliwych dochodzeń.

„Jest tylko jeden właściwy sposób wykonywania tej pracy: w całkowitej niezależności, zgodnie z zasadami, jak należy, w poszanowaniu konstytucji, zgodnie z ustawami” – wyliczał Wray, podkreślając, że nie będzie ulegał jakimkolwiek naciskom partyjnym.

Zaznaczając swą niezależność od republikańskiego prezydenta, Wray powiedział nawet, że jest „wysoce nieprawdopodobne”, by się zgodził na spotkanie z Trumpem bez świadków.

W latach 2003-05 Wray odpowiadał za pion karny w resorcie sprawiedliwości USA, co oznacza, że jego nadzorowi podlegała m.in. policja federalna. Wówczas w tym ministerstwie pracował również Comey. Nominację Trumpa na szefa FBI Wray dostał 7 czerwca; wymaga ona zatwierdzenia przez Senat, co wydaje się przesądzone.

PAP/MoRo