Ambasador USA przy RB ONZ: Iran nie przestrzega postanowień umowy nuklearnej

Iran nie przestrzega postanowień porozumienia nuklearnego – oznajmiła ambasador USA przy ONZ Nikki Haley. Jej zdaniem umowa jest tak skonstruowana, że wycofanie się z niej jest „mało atrakcyjne”.

W wypowiedzi dla think tanku American Enterprise Institute amerykańska ambasador Nikki Haley stwierdziła również, że umowa nuklearna została „zaprojektowana jako zbyt wielka, by upaść”, a irańscy przywódcy „biorą świat jako zakładników swojego złego zachowania”. Haley dodała, że porozumienie jest „bardzo wadliwe i ograniczone”, a Iran wielokrotnie je naruszał.

Jak jednak zaznaczyła, jeżeli prezydent USA Donald Trump powie w październiku Kongresowi, że Iran nie przestrzega postanowień porozumienia nuklearnego, nie będzie to oznaczać, że Waszyngton zamierza wycofać się z umowy.

Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) opublikowała w czwartek raport kwartalny, w którym oceniła, że Iran stosuje się do warunków zawartych w umowie nuklearnej. W październiku Trump wystąpi przed Kongresem, by ogłosić, czy Iran respektuje warunki porozumienia; Haley powiedziała we wtorek, że nie wie, jaką decyzję podejmie prezydent USA.

W odpowiedzi na wystrzelenie przez Teheran rakiety zdolnej do przenoszenia satelitów Waszyngton nałożył 28 lipca sankcje finansowe na sześć irańskich przedsiębiorstw uczestniczących w irańskim programie rakiet balistycznych. Próbę rakietową, którą Iran opisał jako sukces, ale amerykańska stacja Fox News, powołując się na źródła wywiadowcze, określiła jako fiasko, USA uznały za naruszenie postawień rezolucji ONZ oraz pogwałcenie porozumienia atomowego.

Na początku sierpnia prezydent USA Donald Trump podpisał ustawę wprowadzającą nowe sankcje wobec Iranu, Rosji i Korei Północnej, którą wcześniej przyjął Kongres USA.

Prezydent Iranu Hasan Rowhani zagroził 15 sierpnia, że jeśli Stany Zjednoczone nałożą kolejne sankcje na jego kraj, to „nawet w ciągu kilku godzin” będzie on mógł zerwać umowę nuklearną.

Zawarte w 2015 roku międzynarodowe porozumienie nuklearne ma na celu ograniczenie programu nuklearnego Teheranu i przewiduje, że zrezygnuje on z dążenia do uzyskania broni atomowej w zamian za stopniowe znoszenie nałożonych na niego sankcji międzynarodowych. W ramach paktu zawartego z mocarstwami program jądrowy Iranu został poddany ścisłej kontroli MAEA.

PAP/MoRo

Irena Lasota z Waszyngtonu: Czy USA powinny wprowadzić sankcje wobec Chin jako protektora Korei Północnej?

Dzień 69. z 80 / Wisła / Poranek Wnet – W relacji Ireny Lasoty o napiętej sytuacji na Dalekim Wschodzie w związku zapowiedziami przeprowadzenia przez Koreę Północną kolejnych prób broni atomowej.

[related id=36762]W Poranku WNET nadawanym z Wisły Antoni Opaliński rozmawiał z Ireną Lasotą. Mieszkająca w Waszyngtonie dziennikarka uważa, że sprawa z Koreą Północną, która prawdopodobnie dokona kolejnej próby z bronią jądrową, jest bardzo poważna.

Zaistniała sytuacja nie jest wynikiem polityki Donalda Trumpa, ale kilkunastoletniej polityki prowadzonej przez USA, które nie traktowały poważnie tego, co się dzieje w Korei Północnej. Posyłano tam różnych emisariuszy. To był błąd, który Ameryka robi od kilkudziesięciu lat, od czasu do czasu próbując „dogadać się z wampirem”.

Jedyna rzecz, która może – zdaniem Ireny Lasoty – doprowadzić do ograniczenia zbrojeń Korei, to groźby i sankcje. Teraz jednak może już być na to za późno. Obecnie zaczyna się mówić o tym, że USA powinny wprowadzić sankcje wobec krajów, które handlują z Koreą Północną, czyli przede wszystkim wobec Chin. Czy jednak USA byłyby teraz w ogóle w stanie coś takiego zrobić? Chiny są od dawna protektorem Korei Północnej. Irena Lasota uważa, że wprowadzenie sankcji w reakcji na postępowanie Chin potrzebne było już dawno. Tymczasem Donald Trump mówi o zerwaniu umowy handlowej z … Koreą Południową.

Korespondentka Radia WNET zwraca uwagę na to, że tak naprawdę nie wiadomo, „czym jest Korea Północna” i jakie zasoby posiada. Dlatego też trudno przewidzieć, jakie byłyby skutki militarnego zaangażowania USA w konflikt z nią. Mogłoby to zmienić cały porządek świata. USA byłyby wtedy zaangażowane już nie tylko na Bliskim, ale też na Dalekim Wschodzie. Co by to miało oznaczać dla Europy i dla NATO, nikt nie wie.

Niewiadomą też jest to, co się dzieje w Korei Północnej. Dziennikarze, którzy tam byli, oglądali wioski potiomkinowskie. O północnokoreańskim mechanizmie sprawowania władzy, poza tym że jest to zaostrzona wersja komunizmu wojennego, nic nie wiadomo. Ośrodki analityczne podzielone są jak zawsze na tych, którzy „są bardziej gołębiami lub bardziej jastrzębiami”.

[related id=36586]Tymczasem tak samo jak nieprzewidywalna jest Korea Północna, tak też nieprzewidywalny jest sam Donald Trump. Jedyne, co jest przewidywalne, to sztab generalny i Pentagon. Według Ireny Lasoty generałowie nie dopuszczą do pochopnych kroków. Jak na razie Donald Trump zrobił ten sam błąd, który już kilkakrotnie popełnił Obama – krzyknął :”Ani kroku dalej, bo was rozniosę!”, ten krok został zrobiony i… jak na razie, nic się nie dzieje.

Irena Lasota liczy, że najbliższe dni przyniosą coś więcej niż rezolucje ONZ i ogólne wyrazy oburzenia.

Zapraszamy do wysłuchania całej relacji z Waszyngtonu w Poranku WNET w części piątej.

JS/Irena Lasota z Waszyngtonu

Świat potępia Koreę Północną. Seul chce amerykańskiej broni atomowej

Po przeprowadzeniu przez Koreę Płn. próby nuklearnej płyną słowa potępiania ze wszystkich stron świata. Państwa regionu chcą silniejszej presji na komunistyczną Koreę i broni atomowej od USA.

 

 

USA i Japonia chcą wywarcia silniejszej presji na Pjongjang
Prezydent USA Donald Trump i premier Japonii Shinzo Abe, którzy w niedzielę, po teście bomby wodorowej przeprowadzonym przez Pjongjang, rozmawiał dwukrotnie przez telefon, uzgodnili, że na Koreę Płn. należy wywrzeć silniejszą presję niż robiono to do tej pory.

Zdaniem Abe i Trumpa cała wspólnota międzynarodowa musi znacznie ostrzej odpowiedzieć na prowokacje północnokoreańskiego reżimu – podaje Kyodo.

Premier Abe rozmawiał też telefonicznie z prezydentem Rosji Władimirem Putinem – pisze Reuters.

Szef japońskiej dyplomacji Taro Kono powiedział wcześniej w niedzielę, że kolejna próba atomowa świadczy, iż reżim w Pongjangu nie jest zainteresowany prowadzeniem dialogu z innymi krajami. Dodał, że Tokio prowadzi już konsultacje z Koreą Południową i USA w sprawie zwołania nadzwyczajnego posiedzenia RB ONZ.

Premier Japonii: Północnokoreański program atomowy i balistyczny wynosi na „nowy poziom wielkie i bezpośrednie zagrożenie” dla regionu

Premier Japonii Shinzo Abe potępił w niedzielę próbę atomową, przeprowadzoną wcześniej tego dnia przez reżim Korei Północnej. Północnokoreański program atomowy i balistyczny wynosi na „nowy poziom wielkie i bezpośrednie zagrożenie” dla regionu – zaznaczył.

„Rada Bezpieczeństwa ONZ stanowczo skrytykowała Koreę Północną za kontynuowanie w tym roku prób pocisków balistycznych. My uważamy za całkowicie nie do przyjęcia fakt, iż kraj ten w obecnej sytuacji przeprowadził próbę atomową” – przekazał Abe w oświadczeniu.

 MSZ: Chiny „stanowczo potępiają” najnowszą próbę atomową Pjongjangu

Chiny „stanowczo potępiają” kolejną próbę atomową przeprowadzoną w niedzielę przez Koreę Północną oraz apelują do władz w Pjongjangu o powstrzymanie się od działań, które mogłyby pogorszyć obecną sytuację – ogłosiło chińskie MSZ w wydanym oświadczeniu.

Korea Północna „zignorowała sprzeciw społeczności międzynarodowej i dokonała nowej próby nuklearnej” – głosi ministerialny komunikat, dodając, że „rząd Chin wyraża stanowczy sprzeciw (wobec tego testu) i zdecydowanie go potępia”.

Wzywając Pjongjang do unikania „niewłaściwych” działań, Chiny pragną podkreślić swoje „niewzruszone” zaangażowanie we współpracę ze społecznością międzynarodową w celu zapewnienia pokoju i stabilności na Półwyspie Koreańskim – dodano.

Chiny, które są najważniejszym sojusznikiem Korei Płn. i jej największym partnerem handlowym, wielokrotnie podczas obecnego kryzysu apelowały o spokój. Pekin dawał wyraz swej frustracji wywołanej zarówno licznymi północnokoreańskimi próbami nuklearnymi i testami rakietowymi jak i zachowaniem Korei Płd. i USA, które postrzega jako powód eskalacji napięcia.

Państwo Środka od dawna obawia się, że konflikt na Półwyspie Koreańskim spowodowałby falę uchodźców i zjednoczenie obu Korei pod wodzą proamerykańskich władz w Seulu. Jak przypomina agencja Reutera, Korea Płn. oddziela też Chiny od wojsk USA stacjonujących w Korei Płd. i Japonii.

Korea Płd. żąda „kompletnej izolacji” Pjongjangu  i „najsilniejszych zasobów strategicznych armii amerykańskiej”
W odpowiedzi na szóstą próbę atomową Pjongjangu Korea Południowa wykorzysta wszelkie środki dyplomatyczne, w tym nowe sankcje Rady Bezpieczeństwa ONZ, by pogrążyć Północ w „kompletnej izolacji” – oświadczył w niedzielę doradca prezydenta Czung Uj Jung.

Ponadto władze w Seulu prowadzą rozmowy z USA w sprawie rozmieszczenia na terytorium Korei Południowej „najsilniejszych zasobów strategicznych armii amerykańskiej” – dodał doradca prezydenta Mun Dze Ina ds. polityki zagranicznej. Nie sprecyzował, o jakie zasoby chodzi. Jak zauważa dpa, nie jest jasne, czy pod tym pojęciem kryje się rozmieszczenie w kraju taktycznej broni jądrowej USA.

Premier Theresa May: Korea Płn. zagrożeniem dla wspólnoty międzynarodowej

Premier W. Brytanii Theresa May powiedziała w niedzielę, po próbie atomowej Pjongjangu, że Korea Płn. stała się zagrożeniem dla wspólnoty międzynarodowej, które jest „nie do zaakceptowania”; wezwała też do nałożenia nowych, surowszych sankcji na reżim.

„Te ostatnie posunięcia Korei Północnej stanowią ryzyko dla całej wspólnoty międzynarodowej (…). Omawiałam te zagrożenia z premierem Japonii (Shinzo) Abe i powtarzam nasz wspólny apel o podjęcie bardziej radyklanych działań (przeciw reżimowi), przyśpieszenie implementacji nałożonych już sankcji i pilne poszukiwanie (na forum) RB ONZ nowych środków (nacisku)” – oznajmiła premier.

Merkel i Macron za ostrzejszymi sankcjami wobec Korei Płn.
Kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Francji Emmanuel Macron potępili w niedzielę najpotężniejszą dotąd próbę jądrową Korei Północnej i wezwali UE do wprowadzenia ostrzejszych sankcji wobec władz w Pjongjangu.

„Najnowsza prowokacja przywódcy w Pjongjangu osiągnęła nowy wymiar” – czytamy w komunikacie opublikowanym przez niemiecki rząd.

Podczas rozmowy telefonicznej Merkel i Macron zgodzili się co do tego, że Korea Północna łamie międzynarodowe prawo i uznali, że w związku z tym społeczność międzynarodowa powinna zdecydowanie zareagować na tę eskalację – dodano.

Według Merkel i Macrona po najnowszym teście jądrowym konieczne są działania nie tylko ze strony Rady Bezpieczeństwa ONZ, ale także Unii Europejskiej. „Kanclerz i prezydent wyrazili poparcie dla zaostrzenia unijnych sankcji wobec Korei Północnej” – czytamy.

PAP/MoRo

 

Trudno powiedzieć, żeby utrata posady przez Steve’a Bannona była zaskoczeniem, bo tu już nic nikogo nie może zadziwić

Dzień 55. z 80/ Gdynia/ Poranek WNET – Irena Lasota o utracie stanowiska przez Steve’a Bannona, obecnej histerii dotyczącej zamieszek neonazistów w Ameryce oraz reakcji po zamachu w Barcelonie.

Z gdyńskiego portu Aleksander Wierzejski połączył się telefonicznie z Ireną Lasotą, korespondentką z Waszyngtonu, która skomentowała dla Radia Wnet ostatnie wydarzenia w Stanach Zjednoczonych.

Pod koniec ubiegłego tygodnia swoją posadę głównego doradcy strategicznego Donalda Trumpa utracił Steve Bannon. Jego odejściu towarzyszył silny nacisk na prezydenta, mimo to niektórzy przewidywali, że ta sytuacja nie będzie miała miejsca.

Bannon miał bardzo zbliżone poglądy do Donalda Trumpa jeszcze zanim zaczęli współpracować. Jednak „nie pasował do całości, która i tak jest bardzo chaotyczna”. Był skonfliktowany z córką prezydenta Ivanką i jej mężem, którzy „wolą, żeby jednak nie wzbudzać takich kontrowersji, a co najmniej nie wzbudzać ich w Partii Republikańskiej, póki jeszcze nie osiągnie się jakichś zapowiedzianych w kampanii celów”. Bannon jest człowiekiem całkowicie niezależnym. Wiele osób zastanawia się, czy teraz nie będzie krytykował prezydenta z konserwatywnych pozycji, jakie prezydent zajmował w czasie kampanii.

Odejście Bannona zbiegło się z reakcją Ameryki na bójkę niewielkiej grupy neonazistów z grupą antynazistów. Z tego zaczyna robić się wielka afera. To jest nie tylko kwestia przewracania pomników, co ma miejsce obecnie w Ameryce, ale też zmiany nazw ulic. Rasiści i neonaziści nie są dobrze odbierani przez społeczeństwo. Jednak teraz zapanowała histeria społeczna, która nigdy dobrze nie służy logice. Irena Lasota uważa, że sytuacja będzie się rozwijać w najbliższych tygodniach, aż dojdzie do jakiegoś szczytu, który dopiero przywróci logikę. [related id=35102]

Od dawna mówi się o usunięciu z piedestału Tomasza Jeffersona, który posiadał wielu niewolników. Był on przyjacielem Tadeusza Kościuszki. Kościuszko dostał w prezencie od rządu amerykańskiego duże na ówczesne czasy pieniądze, które w testamencie przeznaczył na wykup niewolników Jeffersona i zapewnienie im edukacji. Wykonawcą testamentu miał być Jefferson, który się na to nie zgodził.

Irena Lasota stwierdziła, że najnudniejszą częścią ostatnich wiadomości było wyliczanie wszystkich prezydentów, premierów, polityków i tak dalej, którzy wysłali wyrazy ubolewania do rządu hiszpańskiego po ataku w Barcelonie. Jak zawsze ze standardowych formułek wyłamał się prezydent Trump, który na swoim Twitterze powołał się na historię od wielu lat odrzucaną przez historyków, uznawaną za nieprawdę. Legenda głosi, że generał Pershing, tłumiąc muzułmańskie powstanie na Filipinach, zanurzył 50 kul w świńskiej krwi, po czym rozstrzelał 49 muzułmanów, a pięćdziesiątemu powiedział, żeby opowiedział o tym wydarzeniu innym. Trump napisał, że dzięki temu przez kolejne 35 lat nikt nie podniósł głowy. Wzburzyło to opinię publiczną, która stwierdziła, że jest to zachęta do zbrodni wojennych.

Całej audycji można posłuchać tutaj. Relacja Ireny Lasoty jest w części pierwszej.

MW

 

Jacek Bartosiak: Stany Zjednoczone chciałyby rewizji porządku światowego na taki, który dalej sprzyjałby ich gospodarce

Dzień 50. z 80/ Olsztyn/ Poranek Wnet/ O trwającej już wojnie o supremację nad światem między Chinami i USA oraz o jednym z jej przejawów – konflikcie w związku z groźbami ataku atomowego Korei Płn.

– Rozwój technologii, sieci transportowych, komunikacji czyni świat coraz bardziej kalustrofobicznym, a więc reguły geograficzne mówiące, gdzie są napięcia, wojny o wpływy będą miały coraz większe znaczenie – powiedział Jacek Bartosiak, gość Aleksandra Wierzejskiego w Poranku Wnet. Uważa on, że w dzisiejszej geopolityce ciągle aktualna jest teoria Mackindera wymyślona ponad wiek temu, która mówi, że Heartland (stepy Azji Środkowej) stanowi klucz do kontroli nad Eurazją, a ta z potęg, która kontroluje Eurazję, może zapanować nad światem.

Wyjaśnił, że mimo iż koszty transportu spadają, to zwiększenie wielkości transportu, jego mobilności w konsekwencji  sprowadza się do tego, kto więcej, a kto mniej korzysta. I nie ma tu mowy o zyskach wymiernych, bowiem bilans jest zerowy. Jego zdaniem chodzi tu bardziej o korzyści natury geopolitycznej poprzez prowadzenie właściwej strategii, co będzie miało coraz większe znaczenie w XXI wieku ze względu na problem „ścieśniania się świata i czynienia go coraz bardziej napiętym”.

Jego zdaniem batalia w związku z eskalacją konfliktu z Koreą Północną nie jest główną batalią, którą powinny toczyć Stany Zjednoczone.

– Korea jest używana przez Chińczyków, żeby Amerykanie mieli taki side shore (boczny trend) i Amerykanie nie za bardzo mogą wygrać tę sytuację – powiedział Bartosiak. Jego zdaniem nie ma tu optymalnego rozwiązania, a Amerykanie „tracą czas i energię, pokazując swoją bezradność”. W dodatku Chiny dalej rosną w siłę i utrzymują gospodarczy porządek globalny, jaki nie podoba się Amerykanom. Zwrócił uwagę na to, że Chińczycy wcale nie chcą pomóc w tej trudnej sytuacji.

– Trump grozi użyciem siły, Koreańczycy z kolei bombardowaniem Guam – hubu logistycznego USA na Pacyfiku, a Chińczycy eskalują konflikt, mówiąc, że jeśli Amerykanie pierwsi zaatakują, to oni staną po stronie Korei, chyba że zrobi to Korea Północna – wtedy będą neutralni. To jest bardzo twarde dictum – ocenił Bartosiak. Przypomniał, że w 1950 roku, gdy Chińczycy byli po stu latach upokorzenia niewolniczego i kolonizacji, po wojnie domowej „biedni strasznie, tak jak najbiedniejsze kraje afrykańskie, gdzie PKB na głowę mieszkańca kształtowało się w okolicach tego, jakie mamy w Mozambiku”, wówczas weszli do wojny, popierając rewolucję w Korei  i Kim Ir Sena przeciwko pierwszej potędze ówczesnego świata – USA.

– Trump zrozumiał już, że został wciągnięty w pułapkę i przedwczoraj wydał rozporządzenie, aby amerykańska komisja specjalna zbadała naruszanie praw autorskich i własności intelektualnej w wymianie handlowej ze Stanami przez Chiny – powiedział Bartosiak, który stwierdził, że tego typu działania zazwyczaj poprzedzają sankcje. W odpowiedzi na te poczynania Amerykanów jeden z chińskich ministrów w oficjalnym wystąpieniu zagroził im wojną handlową, „jeśli nie zejdą z tej ścieżki”.

– To już nie są żarty, bo to dwa najpotężniejsze państwa świata – ocenił Bartosiak, który zauważył, że PKB chińskie, nawet liczone nominalnie, a nie według parytetu siły nabywczej, ma już 60 procent tego, co posiadają Stany Zjednoczone, „a to jest dwa razy tyle niż miały Niemcy hitlerowskie i Japonia imperialna razem wzięte w roku 1943; dwukrotnie, a nawet trzykrotnie więcej niż Związek Sowiecki u szczytu swej potęgi”.

[related id=34684]- Nigdy Amerykanie nie mieli w Eurazji takiego przeciwnika, i to jeszcze wpiętego w handel globalny, właściwie fabrykę świata, z którą wszyscy chcą handlować – powiedział Bartosiak. Jego zdaniem Korea Północna jest tematem, którym Amerykanie nie bardzo chcieliby się zajmować, a są niejako zmuszeni.

– Amerykanie chcieliby się zajmować rewizją systemu globalnego, tak aby nadal wspierał gospodarkę Stanów Zjednoczonych – podsumował Bartosiak.

MoRo

Chcesz wysłuchać całego Poranka Wnet, kliknij tutaj

W Południu Wnet dalsza część rozmowy z Jackiem Bartosiakiem na tematy geopolityczne.

Mattis i Tillerson w „Wall Street Journal”: USA nie usiłują zmienić reżimu w Pjongjangu

Minister obrony USA Jim Mattis i sekretarz stanu tego kraju Rex Tillerson zapewnili w publikacji w „WSJ”, że USA nie dążą do zmiany reżimu w Pjongjagu ani do przyspieszenia zjednoczenia Korei.

Dodali, że USA „nie szukają żadnego pretekstu do stacjonowania wojsk na północ od strefy zdemilitaryzowanej”, która oddziela Koreę Północną od Południowej.

„Nie mamy ochoty zaszkodzić narodowi północnokoreańskiemu, który już wiele wycierpiał i którego nie należy mieszać z wrogim reżimem w Pjongjangu” – zaznaczyli ministrowie.

Po raz kolejny zaapelowali o większy udział Chin w rozwiązaniu kryzysu wywołanego zbrojeniami nuklearnymi KRLD i rozwojem jej zdolności do wystrzeliwania pocisków balistycznych.

„Jeśli Chiny chcą odgrywać bardziej aktywną rolę w celu zapewnienia pokoju i bezpieczeństwa – z czego my wszyscy, a przede wszystkim Chiny wyciągną najwięcej korzyści – muszą zdecydować się na wywieranie decydującego wpływu dyplomatycznego i handlowego na Koreę Północną” – napisali autorzy artykułu.

5 sierpnia Rada Bezpieczeństwa ONZ uchwaliła rezolucję nakładającą nowe sankcje na Koreę Płn. w związku z niedawnymi próbami międzykontynentalnych pocisków balistycznych (ICBM), z których najnowsza odbyła się 28 lipca. Dzień później Kim Dzong Un oznajmił: „Całe terytorium USA jest w naszym zasięgu”.

To doprowadziło do eskalacji napięcia. W środę oficjalne media północnokoreańskie podały, że Korea Płn. „starannie analizuje” plany dokonania ataku rakietowego na należącą do USA wyspę Guam na Pacyfiku, a atak zależy od decyzji Kim Dzong Una.

Prezydent USA Donald Trump w piątek zapowiedział na Twitterze, że amerykańskie siły zbrojne „są gotowe do strzału”, oraz ostrzegł, że Kim Dzong Unowi nie „ujdą na sucho jego pogróżki”.

PAP/MoRo

Prezydent Trump potępił „zło, jakim jest rasizm, i wszystkich tych, którzy w imię rasizmu (…) uciekają się do przemocy

W oświadczeniu Trump, po wyliczeniu swoich osiągnięć gospodarczych, nazwał sprawców motywowanej rasowo przemocy „kryminalistami i zbirami”. Potępił Ku Klux Klan i zwolenników supremacji białej rasy.

W oświadczeniu odczytanym z telepromptera Donald Trump nazwał sprawców motywowanej rasowo przemocy „kryminalistami i zbirami”, dodając, że są oni „odrażający dla wszystkiego, co jest nam drogie jako Amerykanom”. Wymienił tu również, obok Ku Klux Klanu, zwolenników supremacji białej rasy, a także „inne grupy nienawiści”.

Prezydent Trump, który w poniedziałek przerwał swoje „robocze wakacje” i na dzień przyjechał do Waszyngtonu, wypowiadał się po tym, gdy 20-letni James Alex Fields podczas sobotniej demonstracji białych nacjonalistów w Charlottesville wjechał rozpędzonym samochodem w kontrdemonstrantów, zabijając jedną osobę – 32-letnią Heather Heyer – i powodując obrażenia u co najmniej 19 osób.

Fields, który – jak powiedział jego nauczyciel historii – „już w szkole średniej był zafascynowany Hitlerem i nazizmem”, został oskarżony o zabójstwo, spowodowanie obrażeń oraz ucieczkę z miejsca wypadku. Prokurator generalny Jeff Sessions zapowiedział w poniedziałek, że prokuratorzy federalni zamierzają postawić Fieldsowi dalsze zarzuty, m.in. na podstawie ustawy o walce ze zbrodniami nienawiści.

Grupy ultraprawicowe – w tym osoby związane z rasistowską organizacją Ku-Klux-Klan, organizacjami białych nacjonalistów i organizacjami neofaszystowskimi – zjechały do Charlottesville na demonstrację przeciw planowanemu przez władze miasta usunięciu pomnika gen. Roberta E. Lee, jednego z dowódców Konfederacji w amerykańskiej wojnie domowej (1861-1865).

Trump był krytykowany, ponieważ w pierwszej reakcji na zamieszki w Charlottesville potępił w sobotę „przejawy nienawiści, bigoterii i przemocy z wielu stron”. Oświadczenie to zostało skrytykowanie przez przedstawicieli obu partii – w tym przez ustawodawców z Partii Republikańskiej i m.in. redakcję konserwatywnego czasopisma „National Review” – jako niewystarczające, ponieważ prezydent nie wymienił grup odpowiedzialnych za akty przemocy podczas zamieszek w Charlottesville, a jego oświadczenie sprawiało wrażenie, że obarcza odpowiedzialnością zarówno demonstrujących zwolenników białej supremacji i nazizmu, jak i uczestników antyrasistowskiej kontrdemonstracji.

Republikański senator Lindsey Graham uznał, że „brak potępienia przez Trumpa zwolenników białej supremacji powoduje, iż jest on postrzegany jako ich przyjaciel”.

W proteście przeciw niedostatecznemu potępieniu przez prezydenta Trumpa przemocy ze strony białych nacjonalistów w Charlottesville, Kenneth Frazier – Afroamerykanin, dyrektor wykonawczy firmy farmakologicznej Merck Co. – złożył rezygnację z członkostwa w powołanej przez prezydenta doradczej radzie ds. produkcji przemysłowej. Dopiero w oświadczeniu wydanym w niedzielę przez anonimowego przedstawiciela Białego Domu administracja zapewniała, że prezydent Trump „potępia wszystkie formy przemocy, bigoterii, nienawiści i oczywiście obejmuje to zwolenników supremacji białych, Ku-Klux-Klan, neonazistów i wszystkie grupy ekstremalne”. To oświadczenie anonimowego przedstawiciela administracji nie zadowoliło jednak krytyków prezydenta.

Także poniedziałkowe ostre potępienie przez Trumpa ekstremalnych grup rasistowskich nie zadowoliło jego krytyków. Przykładem może być komentarz Davida Nakamury, który na portalu niechętnego Trumpowi dziennika „Washington Post” napisał, że „rozpoczęte wyliczeniem sukcesów gospodarczych” oświadczenie prezydenta po prawie dwudniowej krytyce jego pierwszej rozczarowującej reakcji “było mocno spóźnione i sprawiało wrażenie przygotowanego naprędce”.

Z Waszyngtonu Tadeusz Zachurski PAP

O konflikcie nuklearnym na razie nie może być mowy, chyba że Korea Północna „coś” spróbuje wystrzelić

Najważniejsze w tej sprawie nie jest to, co mówi Korea i Donald Trump, ale zachowanie Chin i w jakimś sensie również Rosji. Zbyt mocne uderzenie może sprowokować Chiny do większego poparcia Korei.

– Od jakiegoś czasu toczy się w USA głośna dyskusja nad tym, czy należy zostawiać, czy usuwać pomniki bohaterów Południa z wojny domowej z XIX wieku – powiedziała Irena Lasota, publicystka, wydawca, działaczka społeczna i dyrektorka Fundacji na rzecz Demokracji w Europie Wschodniej w Waszyngtonie, przypomnając, że wojna secesyjna była najkrwawszą wojną w historii Ameryki i jej głównym skutkiem było zniesienie niewolnictwa. Jej zdaniem podział w sporze o pomniki nie jest jasny, bowiem są ludzie, którzy wcale nie utożsamiają się z ideałami rasizmu, a są przeciwni usuwaniu pomników, które stoją już od 150 lat. Relacjonując wydarzenia, jakie miały miejsce w Charlottesville w stanie w Virgina, przytoczyła również argumentację drugiej strony, powołującej się najczęściej na odczucia ciemnoskórych mieszkańców Ameryki, których przodkowie byli niewolnikami.

Zajścia w Chalottesville

Fot. PAP EPA/PETER FOLEY
Marsz protestacyjny solidaryzujący się z ofiarami przemocy, która miała miejsce podczas wiecu w Charlottesville w stanie Wirginia. W demonstracji w Nowym Jorku 13 sierpnia 2017 r. wzięli udział członkowie różnych grup przeciwnych polityce prezydenta Trumpa oraz grupa Black Lives Matter.

Przypomnijmy – w sobotę w Charlottesville został zorganizowany wiec pod hasłem „Zjednoczyć prawicę”, który był protestem przeciwko planowanemu przez władze miejskie usunięciu pomnika generała Roberta E. Lee, dowódcy wojsk Konfederacji w czasie wojny secesyjnej (1861–65). Podczas zajść zginęły trzy osoby: kobieta potrącona przez samochód, który wjechał w kontrdemonstrantów, oraz dwaj policjanci, ofiary katastrofy śmigłowca, której przyczyn nie ustalono do dziś. Jak podkreślają uczestnicy manifestacji, służby porządkowe nie stanęły na wysokości zadania, bowiem zamiast odgrodzić manifestantów od kontrmanifestatntów, przyczyniły się do zaostrzenia konfliktu, każąc manifestantom z wiecu „Zjednoczyć prawicę” przejść trasą, na której zgromadzili się kontrmanifestujący lewacy, zagradzający dostęp do pomnika generała Lee.

– Zrobiła się draka nie wiadomo z czego – powiedziała Irena Lasota, wyjaśniając, że wszystko zaczęło się od dwóch małych i głośnych grupek alt-prawicy i alt-lewicy, które stanęły naprzeciw siebie w  Charlottesville. Jej zdaniem członkowie alt-prawicy, tak jak ma to miejsce również w Europie, usiłują nazywać się prawicowymi i podłączać do formacji rządzącej. Przy okazji zajść w Virginii narracja mediów usiłowała powiązać ich z Republikanami. Zwróciła uwagę, że Republikanie od tej alt-prawicy, od rasizmu i innych poglądów, jakie te osoby reprezentują, natychmiast się odcięli, tak jak zawsze się odcinali.

[related id=34548]- Partia Republikańska to partia Abrahama Lincolna, czyli przeciwnika niewolnictwa – zaznaczyła publicystka. Jej zdaniem alt-lewica w USA jest bardzo podobna do tej europejskiej.

– Skrzykują się za pomocą internetu i ich głównym zadaniem jest sprowokować do tego, żeby była jakaś awantura, draka, i czasami im się to udaje, czasami nie – mówiła. W sobotę dopięli swego w głównej mierze dlatego, że było to zapowiadane już od jakiegoś czasu w internecie, bowiem „głównie internet kreuje naszą wyobraźnię polityczną”.

Jak powiedziała, zastanawia się, dlaczego zajść w Charlottesville nie nazwano terroryzmem, bowiem podobny przebieg miały wydarzenia sprzed roku w Nicei czy niedawne w Londynie, gdzie również samochodami wjeżdżano w tłumy.

– Niestety żyjemy w bardzo nielogicznych czasach, bo terrorysta koniecznie musi być muzułmaninem, natomiast jeżeli jest to biały zwolennik Ku Klux Klanu, to już nie jest terroryzm – zauważyła Irena Lasota.

Jej zdaniem grupy skrajne zarówno prawicowe, jak i lewicowe są bardzo nieliczne, a jedynie dobrze rozpracowały technikę „udawania”, że są bardzo silną zorganizowaną partią. Podała tu za przykład jedno alt-prawicowe ugrupowanie, które – jak ktoś wyśledził – jest w stanie w ciągu miesiąca powysyłać kilkaset tysięcy listów oburzonych w jakiejś sprawie, a jak się okazało, wychodzą one tylko z 1600 adresów IP.

– Pewnie to również trzeba brać pod uwagę, jeżeli człowiek mówi o radykalnych partiach w Polsce – powiedziała. Według niej postawa gubernatora stanu Virginia była „bardzo ładna i wszystkim się podobała”, bo Terry McAuliffe, demokratyczny gubernator Virginii, w ostrych słowach przeciwstawił się osobom występującym pod sztandarami „białej supremacji” (ang. white supremacy). Jej zdaniem złe wrażenie zrobił na wszystkich prezydent Donald Trump, „który w dyplomatycznym języku wezwał obie strony rozrabiających do zachowania spokoju”, a Republikanie oczekiwali, że potępi on marsze z symbolami Ku Klux Klanu, neonazistów itd.

Eskalacja konfliktu USA – Korea Północna

[related id=34554]W sprawie zaostrzającego się konfliktu koreańskiego, jak powiedziała Irena Lasota, krąży wiele interpretacji, ale nie jest to kwestia, która głównie zaprząta prezydenta Trumpa.

– Ludzie z otoczenia prezydenta Trumpa mówią, że on nie jest w stanie skupić się na niczym dłużej niż 10 minut – relacjonowała publicystka doniesienia mediów na temat Donalda Trumpa, który w stosunku do Korei Północnej używał ostrego języka, za co „był bardzo krytykowany przez zwolenników i przez przeciwników”, bowiem był to „język niegodny prezydenta, zwłaszcza w stosunku do innego prezydenta, który słynie z tego, że lubi się przekomarzać i walczyć na słowa”.

– Najważniejsze w tej sprawie nie jest to, co mówi Korea i prezydent Trump, ale zachowanie Chin i w jakimś sensie również Rosji – zauważyła Irena Lasota. Przypomniała, że Chiny głosowały w ONZ za potępieniem Korei Północnej, ale w praktyce cały czas podtrzymują ją, sprzedając jej ropę naftową, którą kupują w Iranie. Jej zdaniem Chiny coraz bardziej odgrywają rolę państwa niezależnego, ale również nastawionego „niezbyt pokojowo”.

Jej zdaniem w całej tej sprawie trzeba bacznie przypatrywać się temu, co mówi jedna i druga strona konfliktu. Zauważyła, że początkowa ostra retoryka prezydenta Trumpa została nieco złagodzona, bowiem nie mówi on już, że USA zareagują na wszelkie pogróżki, ale jedynie na te poparte czynem.

[related id=34471]- Jeśli Korea coś wystrzeli albo wysunie się poza swoje wody terytorialne, myślę, że wtedy rzeczywiście Stany Zjednoczone odpowiedzą. W jaki sposób odpowiedzą, jest bardzo trudno mi przewidzieć, ponieważ wszyscy debatują po pierwsze na temat kosztów mocnego uderzenia – powiedziała Lasota i dodała przy tym, że debata na ten temat dotyczy również kwestii nieobliczalności Korei, a także możliwości „zbyt mocnego uderzenia, które może sprowokować Chiny do większego poparcia Korei Północnej”. Zwróciła przy tym uwagę, że „tak naprawdę to, czego Chiny nie chcą, to większej obecności Stanów Zjednoczonych na Dalekim Wschodzie”. Miniony weekend w USA przyniósł w mediach wiele wypowiedzi na ten temat osób, które były na najwyższych stanowiskach w armii, ale nikt z zawodowo czynnych oficerów, jak i z administracji nie wypowiadał się w tej kwestii.

– O konflikcie nuklearnym na razie nie może być mowy, chyba że Korea Północna coś spróbuje wystrzelić, co może polecieć nie w tę stronę, gdzie trzeba – powiedziała pani Lasota, relacjonując wnioski amerykańskich specjalistów. Poinformowała również, że specjaliści wypowiadający się na temat możliwości koreańskich pocisków z głowicami nuklearnymi są zgodni co do tego, że próby z bronią jądrową tego państwa są obarczone bardzo dużym ryzykiem ze względu na niedopracowane technologie, nawet do tego stopnia, że mogą się one zakończyć eksplozją na terenie samej Korei Północnej.

W audycji również o wyścigu, jaki toczy się między USA i Niemcami jako najsilniejszym państwem Unii Europejskiej.

MoRo

Chcesz wysłuchać Poranka Wnet, kliknij tutaj.

Czytaj również: Jacek Bartosiak: Stany Zjednoczone chciałyby rewizji porządku światowego na taki, który dalej sprzyjałby ich gospodarce

Słudzy i wolni obywatele. Czy zagranica zawsze musi nam „coś dać”? Refleksje po wizycie prezydenta Donalda Trumpa

Reakcje na przemówienie prezydenta Trumpa w Warszawie w znacznej mierze odzwierciedlają podział na Polskę pro- i antyrządową, ale pokazują także coś więcej: różnicę w podejściu do zagranicy.

Henryk Krzyżanowski

Były prezydent Lech Wałęsa w charakterystyczny dla siebie skrótowy sposób tak podsumował przemówienie: „Było dobre, ale on to robił dla siebie. (…) Gdy się tak dobrze przyjrzeć, to Polacy nic wczoraj nie dostali”. Sceptycy bardziej wyrafinowani mówili to samo – niektórzy odwoływali się nawet do obrazu szklanych paciorków, którymi gość omamił jakoby swoich warszawskich entuzjastów.

Zauważmy w tym miejscu, że takie patrzenie automatycznie określa Polskę jako kraj zależny od woli państw ważniejszych od nas. Nasze oczekiwania wobec zagranicy streszczają się wtedy w prostym zdaniu: zagranica może nam coś dać. A skoro tak, to ustawiamy się sami w relacji pan – sługa. Zupełnie jak w słowach psalmisty: „Jak oczy sług są zwrócone na ręce ich panów i jak oczy służącej na ręce jej pani”.

Do obrazu pan – sługa kompletnie nie pasuje tłum, który entuzjastycznie fetował Donalda Trumpa na placu Krasińskich. Znaczna część obecnej tam publiczności to mohery od ojca Rydzyka, członkowie klubów „Gazety Polskiej” czy inni wyborcy PiS-u. To ludzie, którzy nie tylko nie liczą na dotacje czy prezenty z zagranicy, ale przeciwnie, sami nie szczędzą grosza na cele publiczne.

Można o nich powiedzieć, że kiedy w ostatnich wyborach odsunęli od władzy Platformę, zrobili to za własne pieniądze. Dając także swój własny czas – choćby ten włożony w kontrolę uczciwości wyborów. Na plac Krasińskich przyjechali więc nie po to, by coś dostać, ale by spotkać się w gronie przyjaciół, do których zaliczają prezydenta USA – czy słusznie, zobaczymy. Wolni ludzie decydujący o sobie w wolnym kraju.

Cały felieton Henryka Krzyżanowskiego pt. „Słudzy i wolni obywatele” znajduje się na s. 2 sierpniowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Henryka Krzyżanowskiego pt. „Słudzy i wolni obywatele” na s. 2 sierpniowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl

Władze Guam opublikowały instrukcję dla ludności na wypadek ataku. „Chowaj się za wszystko, co może ci zapewnić ochronę”

W obliczu groźby północnokoreańskiego ataku rakietowego na wyspę USA Guam tamtejszy departament bezpieczeństwa wewnętrznego wydał instrukcję, jak 160 tys. jej mieszkańców ma się na to przygotować.

Dwustronicowy dokument ostrzega między innymi: „Nie patrz na rozbłysk lub kulę ognistą – może cię to oślepić” oraz „Chowaj się za wszystko, co może ci zapewnić ochronę”. Zapewniono, że w przypadku bezpośredniego zagrożenia departament wykorzysta wszystkie formy masowego komunikowania, by zaalarmować ludność. W razie ewentualnego incydentu powinno się przez 24 godziny unikać wychodzenia z domu, by nie stykać się z jakimkolwiek materiałem radioaktywnym.

Władze wezwały mieszkańców, by mieli przygotowane osobiste zestawy najniezbędniejszych przedmiotów i rodzinne plany ewakuacyjne oraz by zadbali o spisy znajdujących się w ich pobliżu betonowych schronów.

Zgodnie z instrukcją w razie ataku należy natychmiast szukać schronienia, nawet jeśli przebywa się w miejscu odległym o kilometry od wybuchu, gdyż substancje promieniotwórcze mogą być przenoszone przez wiatr. Ci, których wybuch zaskoczy na otwartym terenie, powinni za wszelką cenę unikać zetknięcia się z materiałem radioaktywnym.

„Zdejmij odzież, by udaremnić dalsze skażenia materiałem radioaktywnym. Zdjęcie zewnętrznej warstwy odzieży usuwa do 90 proc. materiału radioaktywnego. Jeśli się da, umieść swą skażoną odzież w plastikowej torbie i zaklej ją lub zawiąż. Odłóż torbę tak daleko od ludzi i zwierząt, jak to możliwe, by pochodzące z niej promieniowanie nie szkodziło innym” – głosi instrukcja.

„Jeśli to możliwe, weź prysznic z dużą ilością wody i mydła, co pomoże w usunięciu skażenia radioaktywnego. Nie trzyj ani nie drap skóry. Umyj włosy szamponem lub mydłem oraz wodą. Nie używaj odżywki do włosów, gdyż będzie ona utrzymywać materiał radioaktywny na twoich włosach” – wskazują władze Guam.

Prezydent Donald Trump ostrzegł w czwartek, że jeśli Korea Północna „nie weźmie się w garść”, popadnie w kłopoty, jakich doświadczyło niewiele krajów. Dodał, że USA „oczywiście” zawsze biorą pod uwagę negocjacje z Pjongjangiem, ale że negocjacje z tym krajem kończyły się fiaskiem przez ostatnie 25 lat.

Nawiązując do północnokoreańskich gróźb zaatakowania Guam, prezydent powiedział, że gdyby Korea Północna poczyniła jakiekolwiek kroki, „by choćby pomyśleć o ataku, miałaby powody do obaw”. Z kolei we wtorek Trump ostrzegł, że jeśli Pjongjang będzie dalej grozić Stanom Zjednoczonym, to spotka go „ogień i gniew, jakich świat nigdy nie widział”.

PAP/MoRo