Jacek Koronacki: W poszukiwaniu amerykańskiej elity społecznej

Między purytańską utopią a interesami globalnych korporacji – Jacek Koronacki analizuje rodowód i charakter amerykańskiej elity oraz koszty jakie Amerykanie płacą za politykę światowej dominacji

 

 

 

Jacek Koronacki

W poszukiwaniu amerykańskiej elity społecznej

Amerykańska nowa klasa wyższa

Siedemdziesiąt siedem lat temu, w 1941 roku, amerykański uczeń wybitnego włoskiego socjologa Wilfryda Pareta, James Burnham, pisał o rewolucji menedżerskiej. W USA i na całym rozwiniętym świecie miał zapanować nowy ustrój – menedżerski liberalizm. I miała powstać zupełnie nowa wyższa klasa, stanowiąca swego rodzaju elitę państwa. Pięćdziesiąt lat później najchętniej określano tę nową klasę terminem „merytokracja”. Jej członkowie mogli pochwalić się wysokim ilorazem inteligencji i elitarnym wyższym wykształceniem.

Znakomity amerykański badacz Charles Murray uznaje dziś za merytokratyczną klasę wyższą te 5% pracujących osób z wyższej klasy średniej wraz z ich rodzinami, którym powodzi się najlepiej. Członkowie wyższej klasy średniej to osoby zajmujące stanowiska kierownicze, lub będące lekarzami, prawnikami, inżynierami, naukowcami spoza uczelni lub należącymi do grona uczelnianych profesorów, wreszcie pracownikami prasy, radia i telewizji tworzącymi treści przekazywane przez te media. Wśród nich, członkowie merytokratycznej klasy wyższej to warstwa licząca w USA ponad 1,4 miliona osób. Jeśli uwzględnić, że 69% tych osób jest żonatych lub zamężnych i dołączyć współmałżonków do rzeczonej warstwy wyższej, otrzymujemy populację liczącą około 2,4 miliona osób.

Cała wyższa klasa średnia zachowuje tradycyjny kod moralny. Gdy chodzi o małżeństwa, wśród osób w wieku 30 do 49 lat 94% osób żyło w związku małżeńskim w roku 1960 i 90% w roku 2010. Rozwodów prawie nie było w roku 1960, kiedy to ich liczba zaczęła rosnąć, by zbliżyć się do 5% w latach 80-tych i na tym poziomie zatrzymać. Dzieci uczą się w dobrych szkołach, zaś ich rodzice często aktywnie współpracują ze szkołą. Tylko w 3% gospodarstw domowych dzieci są wychowywane przez osoby rozwiedzione lub takie, które nigdy nie były w związku małżeńskim.

Gdy chodzi o religijność, ta zaczęła spadać w USA w latach 70-tych, podobnie w prawie wszystkich warstwach społecznych. W roku 1972 tylko 4% białych Amerykanów w wieku 30 do 49 lat odpowiadało, że nie wyznaje żadnej religii, w roku 1980 już 10%, zaś w roku 2010 aż 21%. Gdy dodać do nich tych, którzy pojawiają się w kościele nie częściej niż raz w roku, dla wyższej klasy średniej otrzymamy w roku 2010 liczbę prawie dwukrotnie większą, bo 41%. Z tym, że odrzucenie religii (wyznania) nie oznacza ateizmu. W USA procent zadeklarowanych ateistów jest praktycznie niezmienny i wynosi 4.

Niestety dobre prowadzenie się nawet poważnej części narodu to za mało. Każdy naród potrzebuje elity, która potrafi promieniować wzorcami przez nią uosabianymi na cały naród i tym sposobem sprawować misję przewodzenia mu na polu kultury. Bez takiej elity naród ulega degeneracji. I oto amerykańska węższa nowa klasa wyższa, która powinna stanowić taką elitę, jest doskonale odcięta od reszty Ameryki. Żyje w gettach ze swoimi szkołami, kościołami, klubami, tylko tam tworząc żywe, ale zamknięte dla innych wspólnoty. Zachowuje się schizofrenicznie – zamiast sprzeciwić się wulgaryzacji języka, obyczajów i sztuki, im sprzyja. Mówi językiem współczesnego liberalizmu i na zewnątrz popiera moralny nihilizm. Jest nieznośnie politycznie poprawna, ulega lewicowemu terrorowi i popiera najbardziej absurdalne idee współczesnych lewaków.

… I niższa

Średnia klasa Amerykanów została zostawiona sama sobie w kraju, którego elity nie reprezentują własnego narodu i odrzuciły misję przewodzenia mu. Co jeszcze gorsze, biali z warstwy robotniczej, pozbawieni przewodników, częściowo ulegli moralnej degeneracji. Powstała także nowa biała klasa niższa.

Postępowa inżynieria społeczna dawno temu zrobiła ze zbyt wielu czarnych Amerykanów nieszczęśników bez rodzin i godności, żyjących z państwowego zasiłku. Podobna klęska dotyka dziś także białych robotników. W tej robotniczej warstwie, w grupie osób w wieku 30 do 49 lat, 84% osób żyło w związku małżeńskim w roku 1960, ale tylko 48% w roku 2010. Procent rozwodów wzrósł w tej grupie z 4% w roku 1960 do 33% w roku 2010. Aż 22% dzieci są wychowywane przez osoby rozwiedzione, żyjące w separacji lub przez matki, które nigdy nie miały męża. Wśród białych matek, które nie ukończyły szkoły średniej, procent dzieci nieślubnych sięgnął 60. W roku 2010 procent dzieci żyjących w pełnej biologicznej rodzinie, gdy matka osiągnęła 40. rok życia, spadł do 35 (w wyższej klasie średniej jest to 85%). W warstwie białych robotników aż 60% populacji albo nie wyznaje żadnej religii, albo nie pojawia się w kościele częściej niż raz w roku.

Jeśli za nową klasę niższą uznać za Charlesem Murrayem tę część mężczyzn z populacji robotników, która nie potrafi lub nie chce zarobić na utrzymanie dwuosobowego gospodarstwa domowego powyżej tzw. progu ubóstwa, to okaże się, że takich białych mężczyzn w wieku 30 do 49 lat było w populacji robotniczej 8% w roku 1967 i odtąd procent ten stale rósł, by w roku 2007 osiągnąć 27%. Kilkadziesiąt lat temu biali Amerykanie nie zarabiający na utrzymanie dwuosobowej rodziny nie stanowili klasy, która mogłaby wyznaczać obyczaje i sposób życia warstwy pracowników fizycznych. Żyli na marginesie, bez własnej winy, albo skutkiem własnego wyboru. Dziś zbudowali nową klasę niższą współwyznaczającą cywilizacyjny wzorzec dla niemałego segmentu amerykańskiego społeczeństwa.

Wielki biznes, bank centralny, postępowa era i … religijna utopia

Amerykańskie społeczeństwo znalazło się w stanie rozkładu. Czy nowa klasa wyższa dostrzeże swoją klęskę i z czasem włączy się w ratowanie narodu, którego jest członkiem? Czy opamięta się widząc, że ostatnim okresem społecznej konsolidacji i spójności było pierwsze dziesięciolecie po II wojnie światowej? Odpowiedź na pytanie o szanse społecznego odrodzenia – z koniecznym tego elementem w postaci zdrowej społecznej elity – wymaga rozpoznania przyczyn kryzysu.

Trochę tylko upraszczając, historia USA to od początku spór federalistów z Północy, nade wszystko Alexandra Hamiltona – zwolenników silnej władzy centralnej i wspieranego przez państwo rozwoju przemysłowego – z federalistami i tym bardziej antyfederalistami z rolniczego Południa – prowadzonymi przez Thomasa Jeffersona zwolennikami suwerenności luźno skonfederowanych stanów. Polityka tych pierwszych od początku istnienia Stanów Zjednoczonych cieszyła się poparciem ludzi biznesu oraz bankierów ze stanów północno-wschodnich. Ziemianie z Południa byli przeciwni centralizacji władzy, w tym centralnie sterowanej polityce fiskalnej państwa, wielkim programom infrastrukturalnym oraz merkantylizmowi, który wspierał produkcję przemysłową kosztem produkcji rolnej.

Gdy w 1829 roku prezydentem został Andrew Jackson, kandydat powstałej rok wcześniej na Południu Partii Demokratycznej, władza znalazła się w rękach zwolenników leseferyzmu, polityki wolnorynkowej oraz „twardego” pieniądza, mającego pokrycie w złocie. W roku 1836 jacksonowscy Demokraci zamknęli Bank Centralny (dokładniej, Kongres nie zgodził się na jego dalsze trwanie). Nowa Partia Republikańska, powstała w 1854 roku, wraz z objęciem władzy przez Abrahama Lincolna rozpoczęła realizację zupełnie innego programu ekonomicznego – nacjonalistycznego i protekcjonistycznego, z czasem subsydiującego wielkie programy infrastrukturalne (np. koleje transkontynentalne). Odeszła od standardu złota, wprowadziła papierowy pieniądz (tzw. „greenbacks”) i po dwóch latach trwania wojny z Południem zaczęła finansować tę wojnę długiem publicznym.

Ostatnie dekady XIX wieku przyniosły tzw. pozłacany wiek (c. 1870 – 1900) i w jego ramach dynamiczny rozwój wielkiego biznesu, kontynuowany podczas tzw. postępowej ery (c. 1890 – 1920). Jednym z fundamentów owego rozwoju było korupcyjne i wówczas bezprecedensowe związanie tegoż biznesu i coraz potężniejszych banków z klasą polityczną.

O pierwszeństwo na polu biznesu i bankowości rywalizowały rodziny Morganów i Rockefellerów, wspomagając się swoimi biznesowymi koalicjantami. John Pierpont Morgan i John Davison Rockefeller zwalczali się bez pardonu w sferze biznesu, przeszkadzając sobie w budowaniu coraz potężniejszych karteli i trustów, mających zniszczyć mały i średni biznes. Ale współpracowali w dziele stworzenia bankowego giganta w postaci Banku Centralnego, który został utworzony w 1913 roku. W świecie wielkiej polityki aż do prezydentury Franklina Delano Roosevelta (1933 – 1945), więcej do powiedzenia miał dom Morganów (F. D. Roosevelt był mocno związany z kręgami biznesowymi J. D. Rockefellera, ale także z rekinem biznesu Josephem P. Kennedym, rodziną Gianninich z Kalifornijskiego Banku Ameryki i mormońskimi bankierami z Utah). Ludzie Morganów byli w najbliższym otoczeniu prawie każdego prezydenta od początku postępowej ery (wcześniej, z Morganami był związany prezydent Grover Cleveland i to J. Pierpont Morgan zorganizował wsparcie finansistów dla Williama McKinleya w wyborach prezydenckich w latach 1896 i 1900). Największy z prezydentów postępowej ery, Theodore Roosevelt (1901 – 1909), owocnie współpracował – choć ich cele wydawały się stać na antypodach – z samym J. P. Morganem. Ci dwaj tytani – jeden wielkiej polityki, drugi finansów – mieli wiele wspólnego. Pochodzili z tej samej klasy społecznej, łączył ich wiktoriański moralizm, ambicja przewodzenia krajowi oraz poczucie misji – chcieli zaprowadzenia w kraju ładu i dobrobytu. Postępowy prezydent, w zasadzie przeciwny trustom, w praktyce nie przeszkadzał wielkiemu finansiście rozbudowywać jego trusty – dla dobrobytu wszystkich i fortuny finansisty (za prezydentury Roosevelta przywrócona została do życia antytrustowa ustawa Shermana, ale została głównie skierowana przeciw Rockefellera Standard Oil Company i liniom kolejowym Edwarda Henry’ego Harrimana – konkurenta J. P. Morgana). Tak powstawał nowy ład łączący w sposób systemowy i uporządkowany wielką politykę, finanse państwa i wielki biznes.

Słowem, co najmniej od początku postępowej ery Stany Zjednoczone doświadczały przyspieszonej państwowej centralizacji i etatyzacji, dążenia do państwowej regulacji na polu ekonomicznym, takiej jednak, która nie zagroziłaby wielkiemu biznesowi. Strażnikiem stabilnego wzrostu ekonomicznego, minimalizacji bezrobocia oraz stabilności systemu finansowego, w tej ostatniej kwestii nie mającego nad sobą żadnej kontroli, stał się Bank Centralny (Rezerwa Federalna). Okres ten oznaczał także postępującą kartelizację – wzrost potęgi już nie korporacji, ale ich trustów. Zaś stale rosnąca federalna administracja stała się czwartą gałęzią władzy (o jej obecnej wszechwładzy świadczą np. takie liczby: rząd to 15 ministerstw, ale społeczeństwo jest ponadto kontrolowane przez około 70 agencji federalnych; zbiór federalnych regulacji liczył w 2012 roku 174 545 stron, i to nie licząc wielu tysięcy stron prawa podatkowego, ustaw Kongresu oraz wykonawczych zarządzeń Prezydenta).

W takiej Ameryce nie było dość miejsca dla politycznej myśli amerykańskiego Południa, jankeskich konserwatystów, czy szerzej, przeciwników uczynienia z Ameryki imperium mundi z silną władzą federalną (centralną). W swojej mowie pożegnalnej w roku 1961 prezydent Dwight Eisenhower przestrzegał naród przed obdarowaniem kompleksu wojskowo-przemysłowego zbyt dużym wpływem na rząd. Na darmo. Kompleks wojskowo-przemysłowy, bank centralny i ponadnarodowe korporacje uczyniły z Ameryki światowego hegemona, nie licząc się z narodem i niewiele sobie robiąc z zadłużania Ameryki na niebotyczną skalę. Dziś hegemon stara się za wszelką cenę zachować kontrolę nad światowym przemysłem wydobycia ropy i gazu, oraz utrzymać pozycję dolara jako waluty światowej.

Zwracałem już wcześniej uwagę na łamach portalu Teologii Politycznej, iż wraz z nastaniem postępowej ery, w USA zadomowiła się postępowa inżynieria społeczna. W sferze kultury i obyczajów inżynieria ta nabrała rozmachu dopiero na przełomie lat 60-tych i 70-tych XX wieku. Natomiast wśród elit uniwersyteckich i prasowych zapanowała niezwykle szybko, za swoich pionierów mając Herberta Croly’ego i Johna Deweya. Obydwaj wywarli ogromny wpływ na amerykańską myśl (Croly) i praktykę (Dewey) postępowego liberalizmu. Pierwszy z nich wychodził od analiz Auguste’a Comte’a, w tym jego religii ludzkości (z czego przyszłość już nie skorzystała), oraz podziwu dla bismarckowskiego państwowego socjalizmu. Drugi był twórcą szczególnie rozumianego pragmatyzmu, w istocie bliskiego neo-marksistowskiej teorii krytycznej. Obydwaj zgadzali się, że myśl nowoczesna nie miała odtąd służyć zrozumieniu świata i człowieka, lecz ich zmianie.

Ale jak w ogóle mógł się etatystyczny progresywizm zadomowić w USA, prędzej czy później? Otóż mógł, albo i nieomal musiał na protestanckiej Północy. Historycy religii przypominają, że purytanie, którzy dotarli do brzegów Nowej Anglii w latach 30-tych i 40-tych XVII wieku, umykali z angielskiej ojczyzny przekonani, iż dzieło reformacji zapoczątkowane przez Lutra, kościół anglikański i nawet przez Kalwina nie zostało dokończone. Uważali, że zbyt wiele było w nim wciąż elementów katolickich. Purytanie przywieźli ze sobą tzw. postmillenaryzm, według którego Ameryka stawała się dzięki danemu im Bożemu powołaniu narzędziem stałej poprawy świata aż do ziszczenia się Królestwa Bożego na ziemi (inaczej niż w młodszym o dwa wieki tzw. premillenaryzmie, powtórne przyjście Chrystusa i Sąd Ostateczny mają nastąpić dopiero po tysiącu lat trwania Królestwa, a nie z chwilą powstania tego Królestwa, z Chrystusem jako jego Królem). Zacząć należało od wyrugowania resztek papizmu, likwidując na przykład katolickie święta, cały kalendarz liturgiczny i unieważniając ortodoksyjną sakramentologię. Wyeliminowawszy rok liturgiczny, purytanie usunęli szkielet, który pozwalał nabożeństwu być skupionym na Zwiastowaniu, Narodzinach, życiu i śmierci oraz Zmartwychwstaniu Chrystusa. Zamiast skupienia się na zbawczej mocy Bożej miłości, Wcielenia, Ukrzyżowania i Zmartwychwstania, pozostawało uznanie, że zbawienie człowieka przychodzi przez nawrócenie się jego umysłu i serca, zaś po nawróceniu pozostaje moralne doskonalenie się wedle wskazówek przynoszonych przez surowych kaznodziei oraz stałą lekturę Pisma Świętego.

Purytanie, nie chcąc tego, zasiali w Ameryce ziarna wczesnego ewangelikalizmu, który przyszedł w latach 1730-tych i uznawał za najważniejsze, jeśli nie jedyne ważne, jednorazowe doświadczenie nawrócenia oraz późniejsze cnotliwe życie wierzącego. Zasiali też ziarna unitarianizmu, który na przełomie XVIII i XIX wieku przyjęły kościoły nazwane później liberalnymi (unitarianizm przyjęła też część wspólnot purytańskich).

Jak to ujął jeden z konserwatywnych historyków religii, jankeska koalicja ewangelikalnych protestantów i unitarian – którą wcześniej purytanie nauczyli studiować Biblię po to, by stale odpowiadać na pytanie „co Jezus uczyniłby w danej sytuacji” – odpowiadała na to pytanie maszerując przez cały wiek XIX i połowę XX od jednej społecznej kampanii do drugiej. Od radykalnego abolicjonizmu, poprzez prohibicjonizm do prezydenta Woodrowa Wilsona idei „wojny, która skończy wszystkie wojny”. Odrzucenie katolickiego szacunku dla Tradycji i mądrości wieków postawiło tę koalicję po stronie „społecznego postępu”. (Nota bene, Wilson został prezydentem tylko dlatego, że Morganowie postanowili uniemożliwić Williamowi Howardowi Taftowi – który zerwał z Theodorem Rooseveltem i stał się człowiekiem Rockefellera – ponowny wybór na prezydenta w 1912 roku.)

Postępowi ideologowie XX wieku zostawili za sobą pietystyczny protestantyzm, ale zachowali millenaryzm. Chrześcijańska wiara w transcendentne rozwiązanie konfliktów ziemskich poza czasem została zastąpiona nieustającym wysiłkiem na rzecz ich rozwiązania w czasie – w ciągu naszej ludzkiej historii. Takiego wysiłku może się podjąć jedynie państwo o władzy nad społeczeństwem nieomal nieograniczonej – najlepiej od przedszkola i szkoły, poprzez całe życie aż po śmierć. Który to program jednako odpowiadał możnym świata polityki, finansów i biznesu.

Warto jeszcze wspomnieć, że najlepiej wykształceni amerykańscy rzecznicy postępu bardzo przydali się wielkim ze świata biznesu i finansów. Naród nie miał zaufania do bogaczy, bogactwo drażniło, Wall Street była znienawidzona. Naród nie chciał ani trustów, ani Banku Centralnego. Niezbędne było więc powstanie ośrodków opiniotwórczych, które społeczeństwo uzna za godne zaufania, a ich argumenty za nowym ładem ekonomicznym i społecznym za przekonujące. Tymczasem w końcu XIX wieku amerykańskie uczelnie nie nadawały jeszcze doktoratów. Najzdolniejsi jechali zatem po doktoraty do etatystycznych (socjalistycznych) Niemiec. I przywieziona przez nich fascynacja niemieckim ustrojem doskonale odpowiadała potrzebie chwili.

Niechcianą ceną postępowego eksperymentu okazała się duchowa dezorientacja i w rezultacie śmierć elit oraz rozkład społeczeństwa.

Pytania o szanse uzdrowienia

Parę pierwszych kroków w stronę okiełznania omnipotencji państwa można wykonać – i takie propozycje już są – organizując legalne akcje paraliżujące absurdalne działania urzędów federalnych. Na przykład można zacząć gromadzić specjalne fundusze na masowe zaskarżanie takich działań do sądów. Pewne ośrodki analityczne pracują nad zaproponowaniem sposobów obniżenia kosztów życia gorzej zarabiających i udrożnienia kanałów awansu ekonomicznego grup najuboższych oraz niższej klasy średniej. Na przykład podmioty lokalne, publiczne i prywatne, mogą współpracować na rzecz obniżenia kosztów ubezpieczenia zdrowotnego, kosztów studiów wyższych i dla najuboższych kosztów wychowania dzieci.

Dziś można pokładać jakąś nadzieję w rodzących się oddolnych i lokalnych ruchach odbudowy wspólnot społecznych, i przynajmniej w nich ożywieniu narodowej tradycji oraz wspólnego dziedzictwa. Chodzi o ożywienie takich lokalnych wspólnot, które przywrócą obywatelowi podmiotowość i odnowią jego poczucie odpowiedzialności za siebie i innych. To oczywiście zadanie na pokolenia, na razie wykonalne dla małych i na pewno nielicznych wspólnot. Wszak Ameryka jest dziś państwem, które jest światowym, imperialnym hegemonem, którego hegemonia będzie coraz trudniejsza do utrzymania i którego obywatele tej hegemonii wcale nie potrzebują, ale zarazem są zniewolonymi trybikami całej tej machiny. Podczas gdy wyższa klasa średnia jest bezkrytyczną siłą napędową owej machiny, cała klasa średnia jest biernym proletariatem na jej usługach. Szerokim rzeszom ma wystarczyć praca oraz oglądanie krótkich reklam telewizyjnych i widowisk sportowych, seriali oraz teleturniejów, a młodszym pozostają portale społecznościowe. Rzesze te żyją w obcym im państwie.

W planie szerszym niezbędne jest zatem znalezienie sposobu na przejście od świata monocentrycznego z USA w roli światowego hegemona, poprzez świat jedno-wielo-centryczny, do wielocentrycznego, z kilkoma mocarstwami regionalnymi. Nie należy jeszcze wykluczać, że – za zgodą amerykańskich tytanów świata finansów i biznesu, oraz sterującej dziś polityką zagraniczną „partii wojny” – Ameryka rozpocznie marsz ku światu jedno-wielo-centrycznemu z nią jako hegemonem, ale wspomaganym przez kilka mocarstw regionalnych. Dziś nic na to nie wskazuje, ale też można mieć nadzieję, że Ameryka widzi inne rozwiązanie własnych problemów geopolitycznych i finansowych, niż mnożenie lokalnych wojen nie do wygrania.

I jeśli jest jeszcze na to czas, Ameryka nade wszystko potrzebuje rechrystianizacji. Zwłaszcza klasy wyższej, by ta mogła stać się elitą narodu, który dziś tej elity nie ma. Szansa w tym, że klasa ta jeszcze nie oślepła i przeto dostrzeże swoją klęskę. Zaś będąc dziś w istocie społecznością pochrześcijańską – a dokładniej poprotestancką – jest wolna od millenarystycznych utopii. Jeśli zatem obudzi się, jej rechrystianizacja będzie prawdziwa i przyniesie dobre owoce. Jeśli …

 


Profesor Jacek Koronacki jest Dyrektorem Instytutu Podstaw Informatyki. Był wykładowcą wielu zagranicznych uczelni. Od wielu lat pisze o najważniejszych zagadnieniach polityki USA, zwłaszcza o różnych obliczach amerykańskiej prawicy. Publikował m.in. w Arcanach i Teologii Politycznej, jest też  autorem książki Amerykański konserwatyzm na progu XXI wieku.

Antoni Macierewicz: Kiedy Polonia alarmowała o Ustawie 447, to polska dyplomacja pozostawała bezczynna [VIDEO]

Polityk Prawa i Sprawiedliwości podkreślił, że polskie władze powinny w oficjalnym stanowisko jasno przekazać, że nie uznają, aby ustawa JUST w jakikolwiek sposób dotyczyła Rzeczpospolitej.


Zdaniem byłego ministra obrony narodowej wskazał, że ustawa 447 nie ma pełnego poparcia w Waszyngtonie: Na tę ustawę trzeba będzie zareagować. Trzeba mieć zanalizowaną całą sytuację. Ustawa przeszła przez kongres niespodziewanie. Ustawa o rekompensacie za mienie bezspadkowe była procedowana od dawna, ale dosyć niespodziewanie kongres przyjął ustawę senatu i Paul Rayan szybko podjął ją pod głosowania, a sam wyszedł. W głosowaniu wielu kongresmenów nie brało udziału w tym głosowaniu.

To jest ustawa o niespotykanym charakterze w świcie zachodnim. Ponieważ ona nakazuje do przekazania mienia bezspadkowego, na rzecz, właściwie przypadkowych organizacji, niemających żadnych powiązań z właścicielami tych majtków – podkreślił w Poranku Wnet Antoni Macierewicz, wskazując, że walna z ustawą jeszcze się nie kończy, ponieważ: Polonia teraz prowadzi akcję, żeby tę ustawę zaskarżyć, ponieważ jest ona niezgoda z zasadami prawa.

W deklaracji Terezińskiej jest zapisane, że nie ma ona mocy prawnej, a w kwestii mienia bezspadkowego jest tylko jedno zdanie, że niektóre państwa mogą wykorzystać minie bezspadkowe na rzecz kultywowania pamięci o Holokauście – powiedział gość Poranka Wnet.

Antoni Macierewicz podkreślił, że mimo początkowej bierności, cały czas jest możliwości zablokowania ustawy i jest pole do działań rządu: Musi być jasne oświadczenie instytucji państwa, że ta ustawa do niczego Polski nie przymusza, że Polska nie będzie respektowała tej ustawy i traktowała jako skierowanej do siebie. Po drugie trzeba uruchomić środki wsparcia dla Polonii, która jest rozżalona, bo przez miesiące alarmowała o tej ustawie i bezskutecznie zgłaszała się do instytucji państwowych w tym do MSZ.

Finansowy wymiar ustawy 447 o przejęciu mienia bezspadkowego, które obejmuje 20 procent nieruchomości, będzie dla Polski całkowicie rujnujący – powiedział Antoni Macierewicz, który wskazał, że ustawy ma także rujnujący wpływ na Polonię, których przedstawiciele będzie sprowadzeni do roli obywateli piątej kategorii.

ŁAJ

Profesor Kazimierz Dadak o ustawie 447: To jest sytuacja kryzysowa i polski rząd powinien działać zdecydowanie

Ekonomista wykładający na Hollins University podkreśli, że ustawa w najbliższym czasie nie przyniesie znaczących szkód dla Polski, ale koszty jej uchwalenia na pewno pojawią się w przyszłość.

We wtorek Izba Reprezentantów Kongresu USA jednomyślnie, przez aklamację, przyjęła we wtorek ustawę o sprawiedliwości dla ofiar, którym nie zadośćuczyniono (Justice for Uncompensated Survivors Today – JUST), dotyczącą restytucji mienia ofiar Holokaustu.

W przypadku podpisania ustawy JUST (co po angielsku znaczy „sprawiedliwie”) przez prezydenta Donalda Trumpa, co wydaje się być zwykłą formalnością, sekretarz stanu będzie zobowiązany do przedstawienia w dorocznym raporcie Departamentu Stanu o przestrzeganiu praw człowieka w poszczególnych państwach świata albo w dorocznym raporcie o wolności religijnej na świecie; sprawozdanie o realizacji ustaleń zawartych w Deklaracji Terezińskiej.


Prof. Kazimierz Dadak ocenił, że zapisy ustawy stanowią znaczące zagrożenie dla Polski: To jest sytuacja kryzysowa i władze polskie powinni powołać sztab kryzysowy, gdzie znaleźliby się przedstawiciele amerykański w postaci ekspertów, którzy doradzaliby jak się zachowywać w tej sytuacji.

Tutaj wchodzi w grę kwestia kilkadziesiąt miliardów dolarów, a jeśli nawet nie kwestia odszkodowania, to przyniesie ciągłą presji przez władze USA, chociażby na przeniesienie polskiej ambasady z Tel-Avivu do Jerozolimy – podkreślił prof. Kazimierz Dadak.

Zdaniem gościa Pranka Wnet rząd powinien działać intensywnie na wielu polach m.in. prawnym, historycznym czy wizerunkowym, tak aby, jak najszybciej nadrobić zaległości poprzednich rządów: Powinniśmy powołać sztab historyków, który pokazywałby historię Polski i Polaków w czasie II wojny światowej oraz skalę pomocy, jaka Polacy nieśli żydom. Trzeba wynająć najlepsze kancelarie prawnicze oraz lobbingowe działające w Waszyngtonie.

Profesor Dadak podkreślił, że teraz najważniejszy będzie walka o dobry kształt rozwiązań przygotowywanych przez waszyngtońską administrację: Najważniejszą konsekwencją przyjętej ustawy będzie sprawozdanie, które sporządzi Departamentu Stanu. Przez najbliższe półtora roku zapanuje cisza, ale Izrael będzie intensywnie działał, aby pierwsze sprawozdanie wypadło na korzyść środowisk żydowski.

Cała sprawa zaczęła się od deklaracji Terezińskiej w 2009 i nic się przez lata nie działo. Tak samo będzie w przypadku ustaw 447. Początkowe nic się nie będzie działo, ale potem kwestia reparacji wróci z całą mocą – zaznaczył w Poranku Wnet prof. Kazimierz Dadak.

ŁAJ/Bankier.pl

Musimy udowodnić, że nie opłaca się nas atakować. Geopolityczny tygiel / Jerzy Targalski, „Kurier WNET” 46/2018

Antysemici i ludzie, którzy uważają, że trzeba siedzieć cicho, tak naprawdę są przekonani o tym, że Żydzi rządzą światem. I że my w starciu z Żydami amerykańskimi przegramy. Ja uważam, że wygramy.

Jerzy Targalski

Musimy udowodnić, że nie opłaca się nas atakować

W związku z kryzysem w stosunkach polsko-żydowskich i atakiem lobby żydowskiego w Ameryce oraz elit politycznych w Izraelu na Polskę, zaczęto mówić dużo o dialogu. Czemu taki dialog służy? Niczemu, poza dwoma celami: zaciemnić sytuację, stworzyć taką atmosferę, żeby nikt już nie wiedział, o co chodzi i żeby można było bezpiecznie skapitulować. Taki cel nie jest godny szacunku. Drugi to przedłużenie całej sprawy. Pod przykrywką bezproduktywnego dialogu toczą się negocjacje. W każdym konflikcie są strony, które liczą, jakie są straty w wypadku przegranej i jakie będą koszty, które trzeba ponieść w razie zwycięstwa. Zatem naszym celem powinno być zwiększenie kosztów przeciwnika, żeby zrozumiał, że nawet gdyby wygrał, będzie to pyrrusowe zwycięstwo i dlatego warto się z nami porozumieć.

Przypominam: Polska będzie miała sojuszników, jeżeli inne państwa będą się bały nas atakować. I to jest jedyny powód, dla którego warto będzie z Polską zawierać sojusze. Co zatem powiedział premier Morawiecki w Monachium; jaki przekaz został skierowany do środowisk żydowskich? Premier Morawiecki – świadomie czy nieświadomie – przekazał środowiskom żydowskim następującą informację: „Jeżeli będziecie nas atakowali, odpowiemy przypomnieniem prawdy o Holocauście. I wtedy wasza religia Holocaustu rozsypie się w proch. A zatem nie atakujcie, bo zlikwidujemy waszą religię Holocaustu, która jest dla was podstawą nie tylko jedności Izraela, nie tylko akcji emigracyjnej do Izraela, ale przede wszystkim podstawą wyciągania pieniędzy od wszystkich pozostałych. Dlatego nie opłaca się Polski atakować”.

Ten przekaz trzeba wzmocnić. Dlatego, czy ktoś jest zwolennikiem, przeciwnikiem, całkowitym, umiarkowanym czy wybiórczym krytykiem premiera Morawieckiego – to wszystko nie ma znaczenia i musi zejść na dalszy plan. Najważniejsza sprawa teraz – bo to jest najważniejszy konflikt, jaki w tej chwili toczymy – to wesprzeć premiera Morawieckiego, żeby nie skapitulował. Żeby się nie załamał, nie wycofał, nie uległ namowom rozmaitych „dialogantów”, co to będą opowiadali, jak to Żydom w Polsce dobrze było, jakby oni o tym nie wiedzieli albo ich to obchodziło – tylko jasno trzymał się tej taktyki:

Będzie prawda o Holocauście i nie utrzymacie swojej religii Holocaustu, chyba, że a) zrezygnujecie z kampanii nienawiści na forum międzynarodowym i w Izraelu przeciwko Polsce, i b) – zrezygnujecie z roszczeń do mienia bezspadkowego.

Na marginesie chciałem przypomnieć, jak wyglądała ustawa reprywatyzacyjna w Czechach w 1991 roku. Zakładała ona – a w grę wchodziło mienie Niemców sudeckich – że żeby odzyskać majątek, trzeba spełniać dwa warunki. Po pierwsze, być obywatelem czeskim, po drugie mieszkać w Czechosłowacji – bo wtedy jeszcze była Czechosłowacja. A zatem takie rozwiązania już były. Wtedy Czechosłowacja, a szczególnie Czechy i premier Klaus, nie byli tak atakowani. Dlaczego? Bo uznawano, że Czechy i tak będą częścią Niemiec, więc atak na Czechy byłby atakiem na Niemcy. Ale też dlatego, że Czesi, mimo opcji niemieckiej, potrafili bronić własnych interesów. Nie merdali ogonkami, nie padali na kolana, nie bili twarzą o ziemię, nie przepraszali, że istnieją. Twardo bronili swoich interesów.

Teraz zastanówmy się, co chcemy osiągnąć my. W tej sprawie zbiegają się interesy co najmniej czterech naszych przeciwników. Są to interesy organizacji żydowskich w Ameryce, które są najbardziej winne temu, że tylu Żydów zginęło w Holocauście, ponieważ to amerykańscy Żydzi odmawiali pomocy swoim braciom na Wschodzie. Następnie – elity żydowskie w Izraelu, które wiedzą, że nienawiść do Polski zwiększa szanse wyborcze, tak jak w Polsce nienawiść do Ukrainy, do Żydów, antysemityzm czy nieustanne polowanie na tak zwanych banderowców. Z tego korzystają nasi wrogowie – Niemcy i Rosja, a za tym stoją jeszcze rozmaici genderyści w Brukseli. Każdy interes jest inny, ale każdy sprowadza się do zniszczenia Polski, do złamania naszego oporu. Musimy się temu przeciwstawić. Jeśli wyłączymy z tego, za pomocą taktyki, o której mówiłem, lobby żydowskie w Ameryce i elity żydowskie w Izraelu, wówczas Niemcy i Rosja stracą instrument. Degeneraci w Brukseli zawsze będą mieli tu, w Polsce, kandydatów na zarządców Polski i nadal targowicę popiera około jednej piątej wyborców. Ale to już jest kwestia naszego stosunku do tych, którzy są zaprzańcami.

Reakcje antysemickie, jak i nawoływanie do dialogu, wynikają z dwóch przyczyn. Po pierwsze – z ogromnego strachu. To jest paradoksalne, że zarówno antysemici, jak i ludzie, którzy uważają, że trzeba siedzieć cicho, tak naprawdę są przekonani o tym, że Żydzi rządzą światem. I uważają, że my w starciu z Żydami amerykańskimi przegramy. Ja uważam, że wygramy. Wygramy, a nasza taktyka powinna polegać na stałym pokazywaniu im: wam się to nie opłaci.

Drugą przyczyną jest przekonanie, że jeśli nie będziemy cicho, jeżeli się nie poddamy, to ucierpią na tym stosunki amerykańsko-polskie; że lobby żydowskie w Ameryce zmusi Stany Zjednoczone do zerwania stosunków z Polską. I za tym znów stoi przekonanie zarówno antysemitów, jak i tak zwanych ugodowców, że polityka amerykańska jest dyktowana przez lobby żydowskie i Izrael. Ja się z tym nie zgadzam.

Dowodem na to, że mam rację, jest choćby to, że Ameryka zabroniła Izraelowi wszcząć wojnę z Iranem i dokonać prewencyjnych nalotów. Cały czas, zarówno za Obamy, jak i teraz, Izrael jest trzymany przez Stany Zjednoczone za gardło, bo one pilnują własnych interesów. Oczywiście są tam wpływy lobby żydowskiego, ale Stany pilnują własnych interesów. Jeżeli będą miały do wyboru sprzedawać nam swoją broń albo nie sprzedawać nic, tylko żebyśmy futrowali organizacje żydowskie w Ameryce, to chyba jest oczywiste, jaką opcję wybierze lobby zbrojeniowe w Ameryce. Lobby zbrojeniowe w USA jest naszym sojusznikiem.

Gdyby Stany Zjednoczone z nami zerwały, bo tak będzie chciało lobby żydowskie, to by znaczyło, że cała polityka amerykańska miała na celu wyłącznie postraszenie Niemców i Rosji, czyli że i tak by z nami zerwali. Moim zdaniem interesy amerykańskie polegają na stałej obecności na naszym obszarze, celem zrównoważenia wpływu Niemiec i niedopuszczenia do sojuszu niemiecko-rosyjskiego.

Co trzeba zrobić? Przede wszystkim trzeba rozszerzyć front i wprowadzić zamieszanie na polu przeciwnika. Po pierwsze, przypomnieć wszystkim państwom i narodom Międzymorza, że jeżeli upadnie Polska, to jako pierwsza, ale oni wszyscy będą płacili tak jak my albo jeszcze więcej. U nas szaulisów nie było. To nie my, to Nachtigall robił pogrom żydowski we Lwowie. To ksiądz Tiso wywoził Żydów słowackich do Oświęcimia. To nilaszowcy mordowali Żydów na Węgrzech. A więc, jeśli się ta operacja uda, będą płacili wszyscy inni.

Druga sprawa: przypomnieć państwom zachodnim, jak uniemożliwiały ratowanie Żydów. I zapytać organizacje żydowskie, zwłaszcza w Ameryce, czy na przykład domagają się odszkodowań od Stanów Zjednoczonych za to, że nie wpuszczając statku Saint Louis, spowodowały śmierć większości jego pasażerów, którzy uciekali przed Hitlerem.

Trzeba pamiętać, że w latach 30. hitlerowcy wysłali dwóch późniejszych wysokich funkcjonariuszy aparatu zagłady do Palestyny, żeby się zorientowali, czy jest możliwe przesiedlenie tam Żydów. Tamci stwierdzili, że nie. Takie były podstawy historyczne decyzji o wymordowaniu narodu żydowskiego. Ale gdyby Zachód zgodził się na przesiedlenie Żydów, tych ofiar by nie było. Gdyby Zachód zgodził się na propozycję Polaków zbombardowania torów do Oświęcimia, tylu ofiar by nie było. Niech wszyscy wiedzą, że oni też będą płacić, nie tylko Polacy.

I sprawa najważniejsza: przypominanie o skali kolaboracji żydowskiej w wymordowaniu narodu żydowskiego. Nie tylko w Polsce, ale na wszystkich możliwych dostępnych forach zagranicznych, w językach obcych. Niech się przeciwnicy zorientują, że tę wojnę przegrają i lepiej, żeby się na czas wycofali, bo poniosą koszty. My zapłacimy, ale i tak jesteśmy nielubiani. A jeżeli oni przegrają, to wszyscy się na nich rzucą. To są nasze argumenty i podstawy pod nasze zwycięstwo. Ale warunek najważniejszy: nie wolno się wycofywać ani chować się pod stół.

Jaka na tym tle jest oferta niemiecka? Bądźcie naszym landem, to was obronimy. Za moich młodych lat mówiło się: „Nie ze mną te numery, Brunner, ty świnio!” Druga oferta to ta, którą Sigmar Gabriel złożył ostatnio, bardziej niebezpieczna: wróćmy do status quo sprzed wojny; my znów będziemy dla was pilnowali Europy. Mam nadzieję, że Ameryka na to nie pójdzie, a my pomożemy jej zrozumieć, że to oszustwo.

Z głupoty, z nienawiści, z chęci zdobycia popularności czy zysku albo pod dyktando Łubianki rozpowszechniane są, oprócz odsądzania od czci i wiary wszystkich Żydów, trzy tezy: że w Polsce będzie okupacja żydowska, że Żydzi dążą do stworzenia państwa wyspowego, czyli zajęcia wszystkich miast na obszarze Międzymorza – co samo w sobie jest wielką głupotą, bo Żydów by nie starczyło – i trzecie, że amerykańskie bazy w Polsce są po to, żeby strzelać do Polaków, gdyby się chcieli buntować przeciwko Żydom. Powtarzają to rosyjscy agenci, a głupcy łykają. Jest to pogląd podsuwany przez Łubiankę, który wykorzystuje strach, rzekłbym, atawistyczny, że w Izraelu nikt o niczym nie myśli, jak tylko o tym, żeby się przesiedlić do Polski i nas zniewolić. Tymczasem podstawowym celem Izraela i pokolenia sabrów, czyli Żydów urodzonych już w Izraelu, jest wzmocnić Izrael. W tej chwili sprowadzają Żydów z Europy Zachodniej do Izraela, a służy temu między innymi ostrzeganie przed zagrożeniem islamskim. I dlatego w ostatnich kilku latach z Francji przesiedliło się do Izraela 30 000 Żydów.

Jakie są cele rosyjskie? Bardzo proste. Z jednej strony chodzi o budowę w Polsce antysemickiej, prorosyjskiej partii narodowej, która zwiąże Polskę z Rosją i spowoduje zerwanie naszych stosunków ze Stanami Zjednoczonymi. Z drugiej strony chodzi o to samo, co po Kielcach i po Marcu. O przedstawienie Polaków na Zachodzie jako dziczy antysemickiej. Zachód będzie miał usprawiedliwienie, żeby Polaków oddać pod kuratelę Rosjanom albo Niemcom, a najlepiej jednym i drugim, i wtedy będzie z nami święty spokój. Tak więc musimy wykazać, że zaczepianie Polski jest niebezpieczne.

Całe życie walczyłem z antysemitami i doskonale wiem, jaka jest skala nastrojów antysemickich w Polsce, ale też – jakie są ich przyczyny. A przyczyny nowego antysemityzmu w Polsce są dwie: komuniści żydowscy i działalność Wybiórczej. To Wybiórcza jest największym generatorem postaw antysemickich w Polsce – jej ataki na Polskę, Polaków, naszą tradycję i w ogóle na państwo polskie.

Jestem zasypywany listami, że Polska nie ma szans w starciu z lobby żydowskim, że ta wojna z góry jest przez nas przegrana. Nie wiadomo, skąd ci specjaliści wiedzą, że przegramy, ale wiedzą; tylko kapitulacja może nas ocalić. Kapitulacja oznacza, że będziemy płacili do końca świata rozmaite odszkodowania, które mają to do siebie, że rosną w tempie miliarda dziennie. Dlatego takie alarmistyczne nawoływania nie robią na mnie żadnego wrażenia. Co najwyżej przypomina mi się młodość, kiedy mnie przekonywano w 1976, w ‘80, w ‘82 roku, jaka to bezpieka jest potężna, jakie KGB niezwyciężone, a Związek Sowiecki to już wieczny jest i dlatego nie ma żadnego sensu cokolwiek robić.

Kto nie podejmuje wyzwania, ten zawsze przegrywa; szanse na zwycięstwo daje tylko podjęcie walki. Oczekiwanie, że administracja państwowa coś zrobi, jest w Polsce bezcelowe. W Polsce żadna instytucja państwowa nic nie zrobi, ponieważ ci ludzie są sparaliżowani strachem. Polacy mają tę wyższość nad innymi narodami, że potrafią działać bez państwa. Nie musimy mieć rozkazu instytucji państwowych, możemy działać sami. Dlatego od naszej aktywności zależy wynik tej rozgrywki. Chciałem zauważyć, że już pierwszy efekt jest, ponieważ są głosy, że wprawdzie to była bardzo malutka grupka, ale jednak ta symboliczna grupka Żydów kolaborowała. Tyle tylko, że ich kolaboracja była usprawiedliwiona, bo oni ratowali własne życie, biorąc udział w likwidowaniu czy też w mordowaniu swoich braci poprzez wydawanie i sporządzanie list, i tak dalej. Ja na ten temat mam inny pogląd. Uważam, że jeżeli człowiek chce zachować człowieczeństwo, nie może ratować własnego życia, biorąc udział w mordowaniu innych, niewinnych ludzi. Żeby zachować człowieczeństwo, czasem trzeba wybrać śmierć. I to jest ta zasadnicza różnica, jeżeli chodzi o etykę. Tak mnie w domu uczono.

Swojego czasu nastąpił huraganowy atak na Szwajcarię, po którym nastąpiło pewne odprężenie. Tymi, którzy wyciągnęli rękę do zgody, byli działacze żydowscy z Izraela. Ale rolę głównych atakujących wzięły na siebie organizacje żydowskie w Stanach Zjednoczonych.

Myślę, że teraz my jesteśmy na tym samym etapie: zaczęło się pewne odprężenie z Izraelem, w związku z czym należy się spodziewać skoncentrowanego ataku amerykańskich organizacji żydowskich. Dlatego trzeba po raz kolejny przypomnieć (napisał to też Szewach Weiss), że Żydzi amerykańscy są winni obojętności wobec zagłady Żydów wschodnioeuropejskich. I nie przejmować się tymi wszystkimi katastroficznymi zapowiedziami.

W czasie, kiedy kapitulanci będą zbierali pieniądze na odszkodowania, my zastanówmy się nad sytuacją w Turcji. Polityka prezydenta Turcji Recepa Erdoğana jest przez agenturę rosyjską w Polsce przytaczana jako wzorzec dla Polaków. Tak jak Erdoğan, powinniśmy się zdystansować do Ameryki i zbliżyć do Rosji. Zobaczmy, co to Turcji przyniosło.

Przed Erdoğanem polityka turecka opierała się z jednej strony na sojuszu z USA, a z drugiej na wymaganiach: jesteśmy sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, ale nie dajemy nic za darmo. Erdoğan zerwał z tą zasadą i z jednej strony zdystansował się od USA, a nawet popadł z nimi w konflikt, a z drugiej strony zbliżył się do Rosji, zgodził się na Turk Stream, kupił rakiety S400. Co osiągnął?

Jeżeli chodzi o Europę, jest całkowicie izolowany i pozostaje w konflikcie z Niemcami. Jeżeli chodzi o USA, myślał, że swoją polityką żądań, dystansowania się i szantażowania stosunkami z Rosją uzyska od Stanów Zjednoczonych zezwolenie na zajęcie terenów kurdyjskich w Syrii. Nie udało się.

Od Rosji oczekiwał wsparcia w zajęciu enklawy Afrin w płn. Syrii, ale co się okazało? Po pierwsze Kurdowie w Afrinie porozumieli się z Asadem, który jest głównym sojusznikiem Rosji, i Asad wsparł Kurdów. Do tego Kurdowie zaczęli się porozumiewać z Irańczykami i wychwalany przez agenturę sojusz Turcja-Iran-Rosja, który miał podbić pół świata, zaczął trzeszczeć w szwach, ponieważ porozumienie kurdyjsko-irańskie oznacza konflikt między Turcją i Iranem. Rosjanie nie zgodzili się na usunięcie Asada, jak chciał Erdoğan, i zaatakowanie Afrinu przyniosło wojskom tureckim klęskę. Czyli tu też Erdoğan nic nie uzyskał.

Popadł w konflikt z Izraelem, ponieważ Izrael popiera Kurdów. W tej chwili Turcja jest izolowana na wszystkich frontach. W ten sposób okazuje się, że polityka Erdoğana, która miała przywrócić przynajmniej częściowo wpływy osmańskie na Bliskim Wschodzie, zakończyła się przegraną.

Czyli tak naprawdę polityka Erdoğana doprowadziła do tego, że Turcja nie tylko stała się nieprzewidywalnym członkiem NATO, ale znalazła się w okrążeniu sił jej przynajmniej niechętnych. I to jest model zalecany przez opcję prorosyjską w Polsce. Erdoğan miał być wzorcem dobrych stosunków z Rosją i dystansowania się od Stanów Zjednoczonych.

Oczywiście sojusz ze Stanami Zjednoczonymi nie oznacza, że spełniamy każde życzenie, że nie mamy własnych postulatów czy interesów. Skoro zwolennicy kapitulacji uważają, że kręgi żydowskie w Stanach Zjednoczonych będą decydowały o polityce USA wobec Polski i dlatego trzeba natychmiast kapitulować i się porozumieć, to co będzie, jak organizacje żydowskie w Stanach dogadają się z Rosją? Dopiero wtedy nastąpi katastrofa, bo nie dość, że nie będziemy mieli zapewnionego bezpieczeństwa, to jeszcze wcześniej za ten brak bezpieczeństwa zapłacimy haracz.

Wola walki jest nam potrzebna również w stosunkach z Unią Europejską, bo to, że obie strony już się do siebie uśmiechają, to jest teatr dla ludu, ale żądania Unii Europejskiej się nie zmieniły. Co najwyżej dochodzi jeszcze kwestia konfliktu żydowskiego, który Unia chce przeciwko nam wykorzystać.

Oczywiście możemy się uśmiechać, ale jeśli nie będziemy walczyli o nasze interesy, to przegramy. I nie możemy ustąpić, bo to jest kwestia naszego być lub nie być.

Tekst został opracowany na podstawie audycji w TV Republika „Geopolityczny tygiel” i opublikowany za zgodą Autora i TV Republika.

Artykuł Jerzego Targalskiego pt. „Musimy udowodnić, że nie opłaca się nas atakować” znajduje się na s. 4 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl.


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jerzego Targalskiego pt. „Musimy udowodnić, że nie opłaca się nas atakować” na s. 4 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl

Ameryka, Chiny i zaostrzający się konflikt. Czy to już wojna… handlowa? [VIDEO]

Radosław Pyffel komentował w Poranku WNET o coraz bardziej konfliktowe relacje Chiny-USA

 

Prezydent Donald wprowadza cła na import chińskich towarów do USA. Wojna handlowa między globalnym hegemonem a wschodzącym mocarstwem staje się rzeczywistością. Relacje ekonomiczne i polityczne obu krajów oraz ich wpływ na światową i polską gospodarkę komentował w rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim Radosław Pyffel , członek Rady Dyrektorów Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych. W dyskusji uczestniczył także obecny w studiu Jan Pospieszalski.

 

 

Dr Paweł Zyzak: Chiny nie są bezbronne w wojnie handlowej ze Stanami Zjednoczonymi [VIDEO]

Poszerza się grono państw, które zostały wyłączone spod taryf min. UE i inni sojusznicy Stanów Zjednoczonych. Ważą się losy Korei Południowej. Natomiast taryfy uderzą w Chiny- mówi dr Zyzak.


W ostatnim czasie Donald Trump nie stroni od opinii o Chinach. Na jego twitterze pojawił się wpis nt. ostatniej wizyty Kim Dzong Una w Pekinie.

„Otrzymałem wiadomość zeszłej nocy od Xi Jinping, że jego spotkanie z Kim Dzong Un przebiegł bardzo dobrze i że Kim nie może doczekać się spotkania ze mną. W międzyczasie i niestety, maksymalne sankcje i presja muszą być utrzymane za wszelką cenę!”- wpis Donalda Trumpa z 28 marca.

Kwestia relacji amerykańsko-chińskich cały czas absorbuję światowe media. Dzisiaj w Poranku Wnet gościem był dr Paweł Zyzak, historyk i specjalista od polityki amerykańskiej, który podkreślił, że nazwany „wojną handlową” konflikt między Stanami Zjednoczonymi a Chinami jest „Sporem na wielu płaszczyznach, a postawienie Chin do pionu jest odwetem za wykradanie tajemnic handlowych, o które oskarżają Republikę Chińską amerykańskie tajne służby. Agresywna i nieuczciwa konkurencja oraz stosowanie dumpingowych cen są zasadniczymi powodami do nałożenie taryf celnych”.

Gospodarka chińska zaczyna dominować nad światem i jeżeli ktoś tego nie powstrzyma, to skończy się chińską globalną dominacją gospodarczą – powiedział Krzysztof Skowroński.

– Trudno mi sobie wyobrazić, że nałożenie ceł na stal i aluminium ma zatamować ekspansję Chin. Cła mają pokazać chińczykom, że przekroczyli jakąś granice. Chiny prowadzą agresywną, nieuczciwą politykę, jeżeli chodzi o walutę i wykradanie tzn.”know how”. Chiny stają się dominującym partnerem UE, wyparły Stany Zjednoczone poprzez swój eksport – powiedział dr Paweł Zyzak.

Jednak jak twierdzi gość Poranka Wnet Chiny nie są bezbronne w obliczu wojny handlowej ze Stanami Zjednoczonymi, skuteczną bronią  mogą być zgromadzone przez komunistyczny rząd obligacje:

– Chińczycy są górą w tej grze i wystarczy, że zaczną sprzedawać amerykańskie obligację, czyli domagać się zwrotu kredytów zaciągniętych przez Stany Zjednoczone, znajdą się pod ścianą. (…) Chiny ostrzegają USA aby nie otwierały Puszki Pandory, mogą obrać szeroką gamę amerykańskich firm, od rolnictwa po samoloty, samochody, półprzewodniki, a nawet usługi.

NB

Michalkiewicz: Czy 59 senatorów USA traktuje Polskę jako skarbonkę dla Żydów? [VIDEO]

Trzeba wyeliminować nadmiar egzotyki w stosunkach polsko-amerykańskich, bo ta egzotyka może nam się odbić czkawką- mówi pisarz i publicysta Stanisław Michalkiewicz.


Stanisław Michalkiewicz podjął temat ustawy Justice for Uncompensated Survivors Today (JUST, czyli sprawiedliwość dla ocalonych, którym nie zadośćuczyniono). Wielu twierdzi, iż dla Polski może mieć ona poważne konsekwencje, gdyż nasz kraj w najbliższym czasie może stanąć przed koniecznością spłaty gigantycznych roszczeń żydowskich.

„Środowiska żydowskie a głównie organizacje >>przemysłu Holocaust<< w Stanach Zjednoczonych już od lat 90. tzn. od polskiej transformacji ustrojowej, zwęszyły szansę, wyszlamowania Polski i do tej pory nie ustają w swoich wysiłkach. Przypomnę, że po raz pierwszy taka interwencja ze strony polityków amerykańskich była w 1994 roku. Ośmiu wpływowych polityków wystąpiło wówczas z obydwu partii z listem do ówczesnego sekretarza stanu, żeby Departament Stanu ostrzegł rządy krajów środkowej Europy, że jeżeli nie spłacą żydowskich roszczeń majątkowych, to stosunki Stanów Zjednoczonych z tymi krajami się pogorszą”- mówił Stanisław Michalkiewicz w Poranku Wnet.

„Senatorowie podpisani pod listem traktują Polskę jako skarbonkę dla Żydów. Jest to konsekwencja zaniedbań w stosunkach polsko-amerykańskich, popełnionych przez naszych poprzednich przywódców”.

 

NB

Prof. Romuald Szeremietiew: MON pod zarządem Ministra Błaszczaka działa ciszej, co już jest zmianą na lepsze [VIDEO]

Zdaniem gościa Poranka Wnet uzbrojenie polskiej armii jest w złym stanie, a większości nowych przetargów, zapowiadanych przez rząd nie zostało zrealizowanych. Najgorsza sytuacja jest w marynarce.


W Poranku Wnet prof. Romuald Szeremietiew, były minister obrony narodowej przedstawił, stan uzbrojenia polskiej armii: W kwestii obronności zawsze dużo było zapowiedzi, ale nigdy nie dochodziło do konkretów. Kiedy popatrzymy na uzbrojenie naszej armii, to ono nie wygląda dobrze. Czołgi wymagają modernizacji, bojowe wozy piechoty to są obiekty muzealne, jest trochę rosomaków, ale nie wiemy, czy są już w pełni sprawne, bo cały czas są problemy z wieżyczkami. Trochę poprawiło się w artylerii, bo huta Stalowa Wola, zaczęła budować kraby, czyli armatohaubice i moździerze 120 mm typu rak.

Zdaniem gościa Poranka Wnet jeszcze gorzej niż w wojskach lądowych jest w siłach powietrznych i marynarce wojennej: W siłach powietrznych jest mizernie, bo do służy w armii Stanów Zjednoczonych oraz innych państwa są wprowadzane samoloty 5 generacji, a F-16 należą do starszej generacji. Cały czas nie wiemy, jak będzie wyglądać zakup nowych maszyn. Marynarka wojenna to jest zupełny dramat. Ostatnio został wprowadzony nieduży stawiacz nim OPR „Kormoran”, który budowaliśmy wiele lat, a ze służby wychodzą okręty podwodne, które mają ponad czterdzieści lat i będą trafiać na złom, a nowych nie widać. Mówiono o zakupie nowych okrętów podwodnych, ale teraz jakby ciszej o tym projekcie.

Może powinnyśmy się cieszyć, ponieważ batalion reprezentacyjny, zostanie rozwinięty do pułku. Może ich wartość bojowa nie jest najwyższa, to na pewno poprawią się nastroje decydentów i polityków – mówił w Poranku Wnet Romuald Szeremietiew.

Gość Poranka Wnet odniósł się do kontraktu na zestawy rakietowe „Patriot”. W środę w Warszawie, po prawie trzech latach negocjacji, zostanie podpisany kontrakt między Polską a USA o zakupie tych zestawów. Niepokój prof. Szeremietiewa budzi cena zakupionego uzbrojenia: Cały czas jest zagadką, dlaczego cena za rakiety „Patriot” jest tak wygórowana. Ponieważ jak wiemy, USA mają to do siebie, że państwa, które uważają za niezbędne do powodzenia polityki międzynarodowej, potrafią bardzo mocno wspierać, także w polityce obronnej. (…) Zestawy „Patriot”, sprzedawane dla Korei Południowej będą znacznie tańsze niż te, które kupują polskie władze.

Największym beneficjentem funduszu pomocowego USA jest Izrael. Turcja potrafiła uzyskać kilka miliardów dolarów, ponieważ zgodziła się, aby na ich lotniskach przy operacjach na Bliskim Wschodzie lądowały samoloty Stanów Zjednoczonych – podkreślił gość Poranka Wnet.

Prof. Romuald Szeremietiew, podkreślił, że skuteczności konkretnego uzbrojenia, zależy od odpowiednich środków rozpoznania, które naprowadzają pociski na cel: Jeżeli takich środków brakuje, to rakiety będą bezużyteczne, ale zdarza się, że producent broni może zostawić pewne zabezpieczenia elektroniczne, jak kody źródłowe, aby kupujący nie mógł użyć broni bez woli sprzedającego – zaznaczył gość Poranka Wnet.

Pod nowym przywództwem MON działa ciszej, co jest plusem. Minister Błaszczak podkreśla, że najpierw coś kupi, a potem ogłosi, że kupił. Są też lepsze kontakty z prezydentem – zaznaczył prof. Romuald Szeremietiew, były minister obrony narodowej.

ŁAJ

Mówienie o otruciu Siergieja Skripala jest nieprecyzyjne. To był atak chemiczny przy użyciu gazu paraliżującego

Maciej Kożuszek o politycznych skutkach próby otrucia byłego podwójnego agenta Siergieja Skripala i jego córki, Julii, a także zmianie sekretarza stanu USA i wizji polityki zagranicznej Donalda Trumpa

 

Przypomnijmy, że 4 marca zostali przyjęci do szpitala w stanie krytycznym były szpieg rosyjski i jego córka, po utracie przytomności w centrum handlowym. Theresa May ujawniła, że w ataku użyto broni chemicznej typu „nowiczok”, która była w przeszłości produkowana i używana przez Rosję. Środki paralityczno-drgawkowe, tzw. związki V, są wysoce toksycznymi środkami chemicznymi, które zakłócają pracę układu nerwowego i funkcji życiowych organizmu. Premier Wielkiej Brytanii zażądała wyjaśnień od strony rosyjskiej, jak ta broń znalazła się na terytorium jej kraju. Bez rezultatu.

Theresa May oświadczyła, że Wielka Brytania wydali 23 rosyjskich dyplomatów, a na Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej, które zostaną zorganizowane w tym roku w Rosji, nie pojawi się żaden brytyjski minister ani członek rodziny królewskiej. Została również odwołana wizyta Siergieja Ławrowa w Londynie. Są to ciężkie kroki podjęte przez Wielką Brytanię, ale jak komentuje Maciej Kożuszek zapowiadane są bardziej radykalne działania.

– Poważną sankcją byłoby, gdyby Wielka Brytania zbojkotowała Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej i namawiała do tego inne państwa. Mistrzostwa nigdy nie odbywały się w tak fatalnej atmosferze. Nie chodzi tu już nawet o próbę otrucia ale także o to co dzieje się w Syrii. Wielka szkoda, że gdy Polska reprezentacja odnosi sukcesy na boisku, mundial odbywa się w Rosji – mówi Maciej Kożuszek.

Jego zdaniem Polska w tej sytuacji nie powinna wychodzić przed szereg i dotychczasowa reakcja prezydenta i premiera są wystarczające. Redaktor „Gazety Polskiej” zwrócił uwagę, że ten atak był precedensowy również z powodu złamania niepisanych reguł działania służb, ponieważ Siergieja Skripala został wymieniony za rosyjskich szpiegów. Dotychczas takie osoby były nietykalne.

Ponadto rozmówca Łukasza Jankowskiego skomentował zmianę na stanowisku sekretarza stanu USA, zmiana była spodziewana. Stwierdził, że Rex Tillerson został zdymisjonowany, gdyż był słaby, a nowy sekretarz Mike Pompeo raczej będzie przyjaźniej spoglądał na Polskę. Donald Trump za swój cel obrał wzmocnienie polityki zagranicznej, natomiast Tillerson skutecznie mu to uniemożliwiał.

GS/WJB

Witold Waszczykowski: Dymisja Rexa Tillersona nie była dla mnie zaskoczeniem

Zdaniem byłego ministra spraw zagranicznych, zmiana na stanowisku sekretarza stanu, w najbliższym czasie nie przełoży się na stosunki polsko-amerykańskie.

Gość Poranka Wnet podkreślił, że o odejściu Rexa Tillersona mówiło się od dawna: Ta dymisja nie jest zaskoczeniem, sam byłem świadkiem kłótni między prezydentem, a szefem departamentu stanu. Rex Tillerson wywodzi się z biznesu tak, jak Donald Trump, ale z biznesu bardziej poukładanego, stabilniejszego. Była też różnica charakteru między politykami. (…) Donald Trump chciał w polityce większej asertywności i bardziej męskiej polityki wobec świata.

Przez najbliższe tygodnie nie dojdzie do jakiejś znaczącej zmiany w polityce Departamentu Stanu wobec Polski – podkreślił Witold Waszczykowski.

Były minister spraw zagranicznych odniósł się do możliwości spotkania przywódców USA Donalda Trumpa i Korei Północnej Kim Dzong Una: Biorąc pod uwagę, jak w ostatnich miesiącach panowie do się siebie zwracali oraz jak zachowywała się Korea Północna w ostatnich latach, to można powiedzieć, że byłoby to spotkanie porównywalne do wizyty Nixona w Pekinie sprzed kilkudziesięciu lat. Sam jestem bardzo ciekawy czy rzeczywiście do niego dojdzie.

Witold Waszczykowski podkreślił, że kryzys dyplomatyczny po próbie zamordowania Siergieja Skripala będzie eskalował: To jest sygnał dla świata, że Rosja cały czas kąsa, że wychodzi z tradycyjnej strefy swoich wpływów i że może działania nie tylko przy pomocy internetowych trolli. Należy oczekiwać retorsji ze strony Wielkiej Brytanii. Ten kryzys będzie eskalował.

Dyskusja o reformie wymiaru sprawiedliwości, które rozpoczęła się na świecie, wynika z obaw i niewiedzy, które trzeba wyciszać i wytłumaczyć – mówił gość Poranka Wnet.

Zdaniem Witolda Wszczykowskiego szansa na porozumienie z Brukselą na poziomie prawnym są bardzo niskie: Z Komisją Europejską mamy spór ideologiczny, którego nie wyjaśnimy na poziomie prawnym. Tutaj nie ma sporu prawnego, tutaj wszystko wyjaśnia Biała Księga. KE chce, aby w Polsce było tak, jak było i nie akceptuje rozwiązań przyjętych przez demokratycznie wybrany rząd. Komisja przyjmuje stanowisko korporacji prawniczych.

ŁAJ