Senator Prawa i Sprawiedliwości podkreślił, że przekaz środowych konferencji premierów Polski i Izraela był sukcesem Rzeczpospolitej, w walce o popularyzację naszej narracji historycznej Holokauście.
Zdaniem gościa Poranka Wnet nowelizacja ustawy o IPN oraz następnie konferencje premierów Morawieckiego i Netanjahu były sukcesem Polski: Deklaracja premierów jest naszym zwycięstwem w walce o narrację historyczną, ponieważ storna izraelska stara się, by historia holocaustu nie uległa żadnej deformacji, poprzez jakieś wyjątkowe doświadczenie innego narodu. A my mieliśmy wyjątkowe doświadczenia II wojny światowej.
Jeżeli chodzi o kwestie roszczeń bezspadkowych, to niewątpliwie wartość deklaracji premierów zobaczymy dopiero w trakcie kolejnych negocjacji, które pewnie będą wynikiem nacisków USA – podkreślił w Poranku Wnet profesor Jan Żaryn, historyk, znawca dziejów Holokaustu oraz senator Prawa i Sprawiedliwości.
Zdaniem gościa Poranka Wnet w ramach walki o historyczną prawdę musi dojść do sporu innymi narodami: W społeczności żydowskiej jest bardzo wiele osób i środowisk, które są zainteresowane w podtrzymaniu mitu o wyjątkowy losie narodu żydowskiego w czasie II wojny świętej, w którym żaden obcy dźwięk ma nie być obecnym. W tym micie kluczowe jest, że Holokaustu dokonali naziści z Niemiec, ale za zgodą chrześcijańskich narodów Europy i stanowił finał antyżydowskiej opowieści toczącej się co najmniej od 70 roku po Chrystusie.
Prof. Jan Żaryn podkreślił, że jeszcze wiele działań przed rządem oraz polskim społeczeństwem, zanim polska narracja o II wojnie światowej zajmie właściwe miejsce w światowym obrazie tych wydarzeń: Po tej deklaracji front z Izraelem nie jest zamknięty. W relacjach między USA i Izraelem a Polską i w tym trójkącie mamy jeszcze wiele zadań do wykonania. Zrobiliśmy pierwszy krok, ale teraz czas na edukację i naukę. Trzeba powoływać katedry zajmujące się kulturą i historią Polski na zachodnich uniwersytetach i nie oddawać ich w ręce takich ludzi jak Tomasz Gross, a tak działo się dotychczas.
Musimy zdawać sobie sprawę, że ta prawda historyczna dotycząca II wojny światowej, stawia nas w pozycjach wyjątkowych, jeśli chodzi o przebieg II wojny światowej, więc musimy się zderzyć z narracjami obcymi i musimy się zderzyć, także z mitologiami, w związku z tym musimy być potraktowany jako intruz. To jest kwestia, która powinna być dla nas oczywiste – podkreślił profesor Jan Żaryn.
Przewodniczący specjalnego zespołu ds. dialogu z Izraelem podkreślił, że III Rzeczpospolita nie prowadziła prawdziwej polityki historycznej, tym samym osłabiając pozycję Polski.
Głównym tematem rozmowy z Bronisławem Wildsteinem była wspólna deklaracja premierów Polski i Izraela: We wspólnej deklaracji premierów znajduje się, podniesie pewnych spraw, które nigdy nie wybrzmiały w światowej przestrzeni publicznej. Po pierwsze, że polskie państwo podziemne i rząd na uchodźstwie robił wszystko, żeby ratować swoich obywateli pochodzenia żydowskiego. Zostało przypomniane, że liczni Polacy heroicznie ratujących swoich współobywateli żydowskiego pochodzenia.
Gość Poranka Wnet podkreślił, że istotnym impulsem do ataków na Polskę, są środowiska wrogie obecnemu rządowi: W sprawie dialogu historycznego mamy do czynienia z działaniami na polu minowych i do tego we wrogim otoczeniu, niestety wrogim również w naszych kraju, ponieważ mamy bardzo wrogie rządowi środowiska, które nie liczą się, jakie to będzie mało konsekwencje dla państwa polskiego. Tym środowiskom tylko chodzi o to, żeby powrócić do władzy, i w tym celu są gotowi biegać z donosami po kraju, dezinformując zagranicę o sytuacji w Polsce.
Gra o politykę historyczną, a to jest gra o wizerunek polski, który ma wpływ na aktualną pozycję polski w relacjach międzynarodowych. (…) To nie jest tylko kwestia polsko-żydowska tylko znacznie szersza, tylko kwestia niemiecko-polska i niemiecko-żydowska – podkreślił Bronisław Wildstein.
Gość Poranka Wnet wskazał na błędy w kreowaniu wizerunku Polski: Przez cała III RP robiliśmy fatalną politykę historyczną, już po upadku komunizmu, kiedy dominowała chęć odrzucenia własnej tożsamości. Polska w ogóle nie przedstawiała własnej opowieści o historii i o świecie, a bez własnej opowieści o świecie nie można mówić o samodzielnej polityce.
Ameryka potrzebuje rechrystianizacji. Zwłaszcza klasy wyższej, by ta mogła stać się elitą narodu, który dziś tej elity nie ma. Szansa w tym, że klasa ta jeszcze nie oślepła i dostrzeże swoją klęskę.
Jacek Koronacki
W poszukiwaniu amerykańskiej elity społecznej
Amerykańska nowa klasa wyższa
Siedemdziesiąt siedem lat temu, w 1941 roku, amerykański uczeń wybitnego włoskiego socjologa Wilfryda Pareta, James Burnham, pisał o rewolucji menedżerskiej. W USA i na całym rozwiniętym świecie miał zapanować nowy ustrój – menedżerski liberalizm. I miała powstać zupełnie nowa wyższa klasa, stanowiąca swego rodzaju elitę państwa. Pięćdziesiąt lat później najchętniej określano tę nową klasę terminem „merytokracja”. Jej członkowie mogli pochwalić się wysokim ilorazem inteligencji i elitarnym wyższym wykształceniem.
Znakomity amerykański badacz Charles Murray uznaje dziś za merytokratyczną klasę wyższą te 5% pracujących osób z wyższej klasy średniej wraz z ich rodzinami, którym powodzi się najlepiej. Członkowie wyższej klasy średniej to osoby zajmujące stanowiska kierownicze lub będące lekarzami, prawnikami, inżynierami, naukowcami spoza uczelni lub należącymi do grona uczelnianych profesorów, wreszcie pracownikami prasy, radia i telewizji tworzącymi treści przekazywane przez te media. Wśród nich członkowie merytokratycznej klasy wyższej to warstwa licząca w USA ponad 1,4 miliona osób. Jeśli uwzględnić, że 69% tych osób jest żonatych lub zamężnych i dołączyć współmałżonków do rzeczonej warstwy wyższej, otrzymujemy populację liczącą około 2,4 miliona osób.
Cała wyższa klasa średnia zachowuje tradycyjny kod moralny. Gdy chodzi o małżeństwa, wśród osób w wieku 30 do 49 lat 94% osób żyło w związku małżeńskim w roku 1960 i 90% w roku 2010. Rozwodów prawie nie było w roku 1960, kiedy to ich liczba zaczęła rosnąć, by zbliżyć się do 5% w latach 80. i na tym poziomie zatrzymać. Dzieci uczą się w dobrych szkołach, ich rodzice zaś często aktywnie współpracują ze szkołą. Tylko w 3% gospodarstw domowych dzieci są wychowywane przez osoby rozwiedzione lub takie, które nigdy nie były w związku małżeńskim.
Gdy chodzi o religijność, ta zaczęła spadać w USA w latach 70., podobnie w prawie wszystkich warstwach społecznych. W roku 1972 tylko 4% białych Amerykanów w wieku 30 do 49 lat odpowiadało, że nie wyznaje żadnej religii, w roku 1980 już 10%, zaś w roku 2010 aż 21%. Gdy dodać do nich tych, którzy pojawiają się w kościele nie częściej niż raz w roku, dla wyższej klasy średniej otrzymamy w roku 2010 liczbę prawie dwukrotnie większą, bo 41%. Z tym, że odrzucenie religii (wyznania) nie oznacza ateizmu. W USA procent zadeklarowanych ateistów jest praktycznie niezmienny i wynosi 4.
Niestety dobre prowadzenie się nawet poważnej części narodu to za mało. Każdy naród potrzebuje elity, która potrafi promieniować wzorcami przez nią uosabianymi na cały naród i tym sposobem sprawować misję przewodzenia mu na polu kultury. Bez takiej elity naród ulega degeneracji. I oto amerykańska węższa nowa klasa wyższa, która powinna stanowić taką elitę, jest doskonale odcięta od reszty Ameryki. Żyje w gettach ze swoimi szkołami, kościołami, klubami, tylko tam tworząc żywe, ale zamknięte dla innych wspólnoty. Zachowuje się schizofrenicznie – zamiast sprzeciwić się wulgaryzacji języka, obyczajów i sztuki, sprzyja im. Mówi językiem współczesnego liberalizmu i na zewnątrz popiera moralny nihilizm. Jest nieznośnie politycznie poprawna, ulega lewicowemu terrorowi i popiera najbardziej absurdalne idee współczesnych lewaków.
…i niższa
Średnia klasa Amerykanów została zostawiona sama sobie w kraju, którego elity nie reprezentują własnego narodu i odrzuciły misję przewodzenia mu. Co jeszcze gorsze, biali z warstwy robotniczej, pozbawieni przewodników, częściowo ulegli moralnej degeneracji. Powstała także nowa biała klasa niższa.
Postępowa inżynieria społeczna dawno temu zrobiła ze zbyt wielu czarnych Amerykanów nieszczęśników bez rodzin i godności, żyjących z państwowego zasiłku. Podobna klęska dotyka dziś także białych robotników. W tej robotniczej warstwie, w grupie osób w wieku 30 do 49 lat, 84% osób żyło w związku małżeńskim w roku 1960, ale tylko 48% w roku 2010. Procent rozwodów wzrósł w tej grupie z 4% w roku 1960 do 33% w roku 2010. Aż 22% dzieci jest wychowywanych przez osoby rozwiedzione, żyjące w separacji lub przez matki, które nigdy nie miały męża. Wśród białych matek, które nie ukończyły szkoły średniej, procent dzieci nieślubnych sięgnął 60. W roku 2010 procent dzieci żyjących w pełnej biologicznej rodzinie, gdy matka osiągnęła 40. rok życia, spadł do 35 (w wyższej klasie średniej jest to 85%). W warstwie białych robotników aż 60% populacji albo nie wyznaje żadnej religii, albo nie pojawia się w kościele częściej niż raz w roku.
Jeśli za nową klasę niższą uznać za Charlesem Murrayem tę część mężczyzn z populacji robotników, która nie potrafi lub nie chce zarobić na utrzymanie dwuosobowego gospodarstwa domowego powyżej tzw. progu ubóstwa, to okaże się, że takich białych mężczyzn w wieku 30 do 49 lat było w populacji robotniczej 8% w roku 1967 i odtąd procent ten stale rósł, by w roku 2007 osiągnąć 27%.
Kilkadziesiąt lat temu biali Amerykanie nie zarabiający na utrzymanie dwuosobowej rodziny nie stanowili klasy, która mogłaby wyznaczać obyczaje i sposób życia warstwy pracowników fizycznych. Żyli na marginesie bez własnej winy albo z własnego wyboru. Dziś zbudowali nową klasę niższą, współwyznaczającą cywilizacyjny wzorzec dla niemałego segmentu amerykańskiego społeczeństwa.
Wielki biznes, bank centralny, postępowa era i … religijna utopia
Amerykańskie społeczeństwo znalazło się w stanie rozkładu. Czy nowa klasa wyższa dostrzeże swoją klęskę i z czasem włączy się w ratowanie narodu, którego jest członkiem? Czy opamięta się, widząc, że ostatnim okresem społecznej konsolidacji i spójności było pierwsze dziesięciolecie po II wojnie światowej? Odpowiedź na pytanie o szanse społecznego odrodzenia – z koniecznym tego elementem w postaci zdrowej społecznej elity – wymaga rozpoznania przyczyn kryzysu.
Trochę tylko upraszczając, historia USA to od początku spór federalistów z Północy, nade wszystko Alexandra Hamiltona – zwolenników silnej władzy centralnej i wspieranego przez państwo rozwoju przemysłowego – z federalistami i tym bardziej antyfederalistami z rolniczego Południa – prowadzonymi przez Thomasa Jeffersona zwolennikami suwerenności luźno skonfederowanych stanów. Polityka tych pierwszych od początku istnienia Stanów Zjednoczonych cieszyła się poparciem ludzi biznesu oraz bankierów ze stanów północno-wschodnich. Ziemianie z Południa byli przeciwni centralizacji władzy, w tym centralnie sterowanej polityce fiskalnej państwa, wielkim programom infrastrukturalnym oraz merkantylizmowi, który wspierał produkcję przemysłową kosztem produkcji rolnej.
Gdy w 1829 roku prezydentem został Andrew Jackson, kandydat powstałej rok wcześniej na Południu Partii Demokratycznej, władza znalazła się w rękach zwolenników leseferyzmu, polityki wolnorynkowej oraz „twardego” pieniądza, mającego pokrycie w złocie. W roku 1836 jacksonowscy Demokraci zamknęli Bank Centralny (dokładniej, Kongres nie zgodził się na jego dalsze trwanie). Nowa Partia Republikańska, powstała w 1854 roku, wraz z objęciem władzy przez Abrahama Lincolna rozpoczęła realizację zupełnie innego programu ekonomicznego – nacjonalistycznego i protekcjonistycznego, z czasem subsydiującego wielkie programy infrastrukturalne (np. koleje transkontynentalne). Odeszła od standardu złota, wprowadziła papierowy pieniądz (tzw. greenbacks) i po dwóch latach trwania wojny z Południem zaczęła finansować tę wojnę długiem publicznym.
Ostatnie dekady XIX wieku przyniosły tzw. pozłacany wiek (c. 1870–1900) i w jego ramach dynamiczny rozwój wielkiego biznesu, kontynuowany podczas tzw. postępowej ery (c. 1890–1920). Jednym z fundamentów owego rozwoju było korupcyjne i wówczas bezprecedensowe związanie tegoż biznesu i coraz potężniejszych banków z klasą polityczną.
O pierwszeństwo na polu biznesu i bankowości rywalizowały rodziny Morganów i Rockefellerów, wspomagając się swoimi biznesowymi koalicjantami. John Pierpont Morgan i John Davison Rockefeller zwalczali się bez pardonu w sferze biznesu, przeszkadzając sobie w budowaniu coraz potężniejszych karteli i trustów, mających zniszczyć mały i średni biznes. Ale współpracowali w dziele stworzenia bankowego giganta w postaci Banku Centralnego, który został utworzony w 1913 roku.
W świecie wielkiej polityki aż do prezydentury Franklina Delano Roosevelta (1933–1945) więcej do powiedzenia miał dom Morganów (F.D. Roosevelt był mocno związany z kręgami biznesowymi J.D. Rockefellera, ale także z rekinem biznesu Josephem P. Kennedym, rodziną Gianninich z Kalifornijskiego Banku Ameryki i mormońskimi bankierami z Utah). Ludzie Morganów byli w najbliższym otoczeniu prawie każdego prezydenta od początku postępowej ery (wcześniej, z Morganami był związany prezydent Grover Cleveland i to J. Pierpont Morgan zorganizował wsparcie finansistów dla Williama McKinleya w wyborach prezydenckich w latach 1896 i 1900).
Największy z prezydentów postępowej ery, Theodore Roosevelt (1901–1909), owocnie współpracował – choć ich cele wydawały się stać na antypodach – z samym J.P. Morganem. Ci dwaj tytani – jeden wielkiej polityki, drugi finansów – mieli wiele wspólnego. Pochodzili z tej samej klasy społecznej, łączył ich wiktoriański moralizm, ambicja przewodzenia krajowi oraz poczucie misji – chcieli zaprowadzenia w kraju ładu i dobrobytu. Postępowy prezydent, w zasadzie przeciwny trustom, w praktyce nie przeszkadzał wielkiemu finansiście rozbudowywać jego trusty – dla dobrobytu wszystkich i fortuny finansisty (za prezydentury Roosevelta przywrócona została do życia antytrustowa ustawa Shermana, ale została głównie skierowana przeciw Rockefellera Standard Oil Company i liniom kolejowym Edwarda Henry’ego Harrimana – konkurenta J.P. Morgana). Tak powstawał nowy ład łączący w sposób systemowy i uporządkowany wielką politykę, finanse państwa i wielki biznes. Słowem, co najmniej od początku postępowej ery Stany Zjednoczone doświadczały przyspieszonej państwowej centralizacji i etatyzacji, dążenia do państwowej regulacji na polu ekonomicznym, takiej jednak, która nie zagroziłaby wielkiemu biznesowi.
Strażnikiem stabilnego wzrostu ekonomicznego, minimalizacji bezrobocia oraz stabilności systemu finansowego, w tej ostatniej kwestii nie mającego nad sobą żadnej kontroli, stał się Bank Centralny (Rezerwa Federalna). Okres ten oznaczał także postępującą kartelizację – wzrost potęgi już nie korporacji, ale ich trustów. Zaś stale rosnąca federalna administracja stała się czwartą gałęzią władzy (o jej obecnej wszechwładzy świadczą np. takie liczby: rząd to 15 ministerstw, ale społeczeństwo jest ponadto kontrolowane przez około 70 agencji federalnych; zbiór federalnych regulacji liczył w 2012 roku 174 545 stron, i to nie licząc wielu tysięcy stron prawa podatkowego, ustaw Kongresu oraz wykonawczych zarządzeń Prezydenta).
W takiej Ameryce nie było dość miejsca dla politycznej myśli amerykańskiego Południa, jankeskich konserwatystów, czy szerzej, przeciwników uczynienia z Ameryki imperium mundi z silną władzą federalną (centralną).
W swojej mowie pożegnalnej w roku 1961 prezydent Dwight Eisenhower przestrzegał naród przed obdarowaniem kompleksu wojskowo-przemysłowego zbyt dużym wpływem na rząd. Na darmo. Kompleks wojskowo-przemysłowy, bank centralny i ponadnarodowe korporacje uczyniły z Ameryki światowego hegemona, nie licząc się z narodem i niewiele sobie robiąc z zadłużania Ameryki na niebotyczną skalę. Dziś hegemon stara się za wszelką cenę zachować kontrolę nad światowym przemysłem wydobycia ropy i gazu, oraz utrzymać pozycję dolara jako waluty światowej.
Zwracałem już wcześniej uwagę na łamach portalu Teologii Politycznej, iż wraz z nastaniem postępowej ery, w USA zadomowiła się postępowa inżynieria społeczna. W sferze kultury i obyczajów inżynieria ta nabrała rozmachu dopiero na przełomie lat 60. i 70. XX wieku. Natomiast wśród elit uniwersyteckich i prasowych zapanowała niezwykle szybko, za swoich pionierów mając Herberta Croly’ego i Johna Deweya. Obydwaj wywarli ogromny wpływ na amerykańską myśl (Croly) i praktykę (Dewey) postępowego liberalizmu. Pierwszy z nich wychodził od analiz Auguste’a Comte’a, w tym jego religii ludzkości (z czego przyszłość już nie skorzystała), oraz podziwu dla bismarckowskiego państwowego socjalizmu. Drugi był twórcą szczególnie rozumianego pragmatyzmu, w istocie bliskiego neomarksistowskiej teorii krytycznej. Obydwaj zgadzali się, że myśl nowoczesna nie miała odtąd służyć zrozumieniu świata i człowieka, lecz ich zmianie.
Ale jak w ogóle mógł się etatystyczny progresywizm zadomowić w USA, prędzej czy później? Otóż mógł albo i nieomal musiał na protestanckiej Północy. Historycy religii przypominają, że purytanie, którzy dotarli do brzegów Nowej Anglii w latach 30. i 40. XVII wieku, umykali z angielskiej ojczyzny przekonani, iż dzieło reformacji, zapoczątkowane przez Lutra, Kościół anglikański i nawet przez Kalwina, nie zostało dokończone. Uważali, że zbyt wiele było w nim wciąż elementów katolickich. Purytanie przywieźli ze sobą tzw. postmillenaryzm, według którego Ameryka stawała się, dzięki danemu im Bożemu powołaniu, narzędziem stałej poprawy świata, aż do ziszczenia się Królestwa Bożego na ziemi (inaczej niż w młodszym o dwa wieki tzw. premillenaryzmie, powtórne przyjście Chrystusa i Sąd Ostateczny mają nastąpić dopiero po tysiącu lat trwania Królestwa, a nie z chwilą powstania tego Królestwa, z Chrystusem jako jego Królem). Zacząć należało od wyrugowania resztek papizmu, likwidując na przykład katolickie święta, cały kalendarz liturgiczny i unieważniając ortodoksyjną sakramentologię.
Wyeliminowawszy rok liturgiczny, purytanie usunęli szkielet, który pozwalał nabożeństwu być skupionym na Zwiastowaniu, Narodzinach, życiu i śmierci oraz Zmartwychwstaniu Chrystusa. Zamiast skupienia się na zbawczej mocy Bożej miłości, Wcielenia, Ukrzyżowania i Zmartwychwstania, pozostawało uznanie, że zbawienie człowieka przychodzi przez nawrócenie się jego umysłu i serca, zaś po nawróceniu pozostaje moralne doskonalenie się wedle wskazówek przynoszonych przez surowych kaznodziei oraz stałą lekturę Pisma Świętego.
Purytanie, nie chcąc tego, zasiali w Ameryce ziarna wczesnego ewangelikalizmu, który przyszedł w latach 1730. i uznawał za najważniejsze, jeśli nie jedyne ważne, jednorazowe doświadczenie nawrócenia oraz późniejsze cnotliwe życie wierzącego. Zasiali też ziarna unitarianizmu, który na przełomie XVIII i XIX wieku przyjęły Kościoły nazwane później liberalnymi (unitarianizm przyjęła też część wspólnot purytańskich).
Jak to ujął jeden z konserwatywnych historyków religii, jankeska koalicja ewangelikalnych protestantów i unitarian – którą wcześniej purytanie nauczyli studiować Biblię po to, by stale odpowiadać na pytanie „co Jezus uczyniłby w danej sytuacji” – odpowiadała na to pytanie, maszerując przez cały wiek XIX i połowę XX od jednej społecznej kampanii do drugiej. Od radykalnego abolicjonizmu przez prohibicjonizm do prezydenta Woodrowa Wilsona idei „wojny, która skończy wszystkie wojny”. Odrzucenie katolickiego szacunku dla Tradycji i mądrości wieków postawiło tę koalicję po stronie „społecznego postępu” (notabene, Wilson został prezydentem tylko dlatego, że Morganowie postanowili uniemożliwić Williamowi Howardowi Taftowi – który zerwał z Theodorem Rooseveltem i stał się człowiekiem Rockefellera – ponowny wybór na prezydenta w 1912 roku).
Postępowi ideologowie XX wieku zostawili za sobą pietystyczny protestantyzm, ale zachowali millenaryzm. Chrześcijańska wiara w transcendentne rozwiązanie konfliktów ziemskich poza czasem została zastąpiona nieustającym wysiłkiem na rzecz ich rozwiązania w czasie – w ciągu naszej ludzkiej historii. Takiego wysiłku może się podjąć jedynie państwo o władzy nad społeczeństwem nieomal nieograniczonej – najlepiej od przedszkola i szkoły, poprzez całe życie aż po śmierć. Który to program jednako odpowiadał możnym świata polityki, finansów i biznesu.
Warto jeszcze wspomnieć, że najlepiej wykształceni amerykańscy rzecznicy postępu bardzo przydali się wielkim ze świata biznesu i finansów. Naród nie miał zaufania do bogaczy, bogactwo drażniło, Wall Street była znienawidzona. Naród nie chciał ani trustów, ani Banku Centralnego. Niezbędne było więc powstanie ośrodków opiniotwórczych, które społeczeństwo uzna za godne zaufania, a ich argumenty za nowym ładem ekonomicznym i społecznym za przekonujące. Tymczasem w końcu XIX wieku amerykańskie uczelnie nie nadawały jeszcze doktoratów. Najzdolniejsi jechali zatem po doktoraty do etatystycznych (socjalistycznych) Niemiec. I przywieziona przez nich fascynacja niemieckim ustrojem doskonale odpowiadała potrzebie chwili.
Niechcianą ceną postępowego eksperymentu okazała się duchowa dezorientacja i w rezultacie śmierć elit oraz rozkład społeczeństwa.
Pytania o szanse uzdrowienia
Parę pierwszych kroków w stronę okiełznania omnipotencji państwa można wykonać – i takie propozycje już są – organizując legalne akcje paraliżujące absurdalne działania urzędów federalnych. Na przykład można zacząć gromadzić specjalne fundusze na masowe zaskarżanie takich działań do sądów. Pewne ośrodki analityczne pracują nad zaproponowaniem sposobów obniżenia kosztów życia gorzej zarabiających i udrożnienia kanałów awansu ekonomicznego grup najuboższych oraz niższej klasy średniej. Na przykład podmioty lokalne, publiczne i prywatne, mogą współpracować na rzecz obniżenia kosztów ubezpieczenia zdrowotnego, kosztów studiów wyższych i dla najuboższych – kosztów wychowania dzieci.
Dziś można pokładać jakąś nadzieję w rodzących się oddolnych i lokalnych ruchach odbudowy wspólnot społecznych, i przynajmniej w nich – ożywieniu narodowej tradycji oraz wspólnego dziedzictwa. Chodzi o ożywienie takich lokalnych wspólnot, które przywrócą obywatelowi podmiotowość i odnowią jego poczucie odpowiedzialności za siebie i innych. To oczywiście zadanie na pokolenia, na razie wykonalne dla małych i na pewno nielicznych wspólnot.
Wszak Ameryka jest dziś państwem, które jest światowym, imperialnym hegemonem, którego hegemonia będzie coraz trudniejsza do utrzymania i którego obywatele tej hegemonii wcale nie potrzebują, ale zarazem są zniewolonymi trybikami całej tej machiny. Podczas gdy wyższa klasa średnia jest bezkrytyczną siłą napędową owej machiny, cała klasa średnia jest biernym proletariatem na jej usługach. Szerokim rzeszom ma wystarczyć praca oraz oglądanie krótkich reklam telewizyjnych i widowisk sportowych, seriali oraz teleturniejów, a młodszym pozostają portale społecznościowe. Rzesze te żyją w obcym im państwie.
W planie szerszym niezbędne jest zatem znalezienie sposobu na przejście od świata monocentrycznego, z USA w roli światowego hegemona, poprzez świat jedno-wielo-centryczny do wielocentrycznego, z kilkoma mocarstwami regionalnymi. Nie należy jeszcze wykluczać, że – za zgodą amerykańskich tytanów świata finansów i biznesu oraz sterującej dziś polityką zagraniczną „partii wojny” – Ameryka rozpocznie marsz ku światu jedno-wielo-centrycznemu z nią jako hegemonem, ale wspomaganym przez kilka mocarstw regionalnych. Dziś nic na to nie wskazuje, ale też można mieć nadzieję, że Ameryka widzi inne rozwiązanie własnych problemów geopolitycznych i finansowych, niż mnożenie lokalnych wojen nie do wygrania.
I jeśli jest jeszcze na to czas, Ameryka nade wszystko potrzebuje rechrystianizacji. Zwłaszcza klasy wyższej, by ta mogła stać się elitą narodu, który dziś tej elity nie ma. Szansa w tym, że klasa ta jeszcze nie oślepła i przeto dostrzeże swoją klęskę. Zaś będąc dziś w istocie społecznością pochrześcijańską – a dokładniej poprotestancką – jest wolna od millenarystycznych utopii. Jeśli zatem obudzi się, jej rechrystianizacja będzie prawdziwa i przyniesie dobre owoce. Jeśli…
Artykuł Jacka Koronackiego pt. „W poszukiwaniu amerykańskiej elity społecznej” znajduje się na s. 6 i 9 czerwcowego „Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi oraz dodatek specjalny z okazji 9 rocznicy powstania Radia WNET, czyli 44 strony dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Jacka Koronackiego pt. „W poszukiwaniu amerykańskiej elity społecznej” na s. 6 czerwcowego „Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl
Godzina Trumpa w Radiu WNET – ostry spór o politykę amerykańskiego prezydenta. Dyskutują Wojciech Cejrowski i Paweł Zyzak
Kim jest Donald Trump – przemyślnym strategiem, który realizuje konsekwentny plan, czy szaleńcem zmieniającym zdanie w rytm kolejnych tweetow? Jak oceniać spotkanie w Singapurze – jako przełamanie izolacji przez morderczy reżim czy jako genialny manewr Trumpa, który zmusi koreańskiego dyktatora do ustępstw? Czy nad amerykańskim liderem rzeczywiście wisi cień rosyjskich kontaktów jego ekipy, czy to tylko kolejny fake-news wymierzony w polityka nielubianego przez elity? I jaki z tego wniosek dla polskich interesów?
Wojciech Cejrowski i dr Paweł Zyzak w ostrym polemicznym starciu. Takie dyskusje – tylko w Poranku WNET!
– Armia Izraelska pokazała swój poziom humanitaryzmu, strzelając do dzieci oraz ostrzeliwując szkoły i szpitale – Powiedział ks. Waldemar Cisło w Poranku WNET.
Według nowego raportu o prześladowaniach Chrześcijan na świecie, średnio co 5 minut ginie jeden Chrześcijanin. Choć jest to zauważalna poprawa (poprzedni raport wskazywał na męczeńską śmierć co 3 minuty), to Chrześcijanie wciąż są najbardziej prześladowaną religią na świecie. Ks. Waldemar Cisło, przewodniczący polskiej sekcji Pomocy Kościołowi w Potrzebie, przedstawił statystyki: „Pamiętamy liczby, które prezentował stały przedstawiciel Watykanu przy ONZ, które mówiły o 170 tysiącach ofiar, ostatnie dane są nieco lepsze 105 tysięcy chrześcijan jest zabijanych rocznie.”
Ks. Waldemar Cisło opowiedział również o innych przykładach łamania praw człowieka, szczególnie w Arabii Saudyjskiej. Również kraje Unii Europejskiej oraz innych krajów zrzeszonych w organizacjach międzynarodowych, ks. Cisło określił jako, te, które mają „usta pełne frazesów”.
– Kiedy przedstawiciele największych kościołów z Syrii i z Iraku byli w parlamencie Europejskim, to wyjechali zażenowani poziomem wiedzy i poziomem dyskusji, która tam panowała. Działo się to obliczu wypędzenia z okolic Mosulu około stu tysięcy Chrześcijan. (…) Odpowiedź jednego z „bardziej wykształconych” eurodeputowanych brzmiała: „To po co oni tam jeżdżą”.
Ksiądz odnosząc się do praw człowieka przytoczył również sytuację z roku 2014, która dotyczyła Jazydek i chrześcijanek, były one porywane i sprzedawane na rynku w Mosulu jako niewolnice seksualne, a na szyjach miały powieszone kartki z ceną. Istniały grupy ludzi którzy wykupowali te kobiety aby im pomóc. Najmłodsza wykupiona niewolnica seksualna miała 5 i pół roku.
Sytuacja w Syrii od lat się nie polepsza, ludzie nie mają pracy, więc rodzinom brakuje pieniędzy do życia. „Pensja spadła dwunastokrotnie w porównaniu do tej przed rozpoczęciem wojny”- w efekcie brakuje pracy, a do utrzymania rodziny trzeba mieć je dwie powiedział ks.Waldemar Cisło, podkreślając rolę pomocy humanitarnej świadczonej przez PKWP i Caritas.
Ksiądz odniósł się również do sformułowań uznających prezydenta Syrii jako winnego wojny, jako nieprawdziwe. Przypomniał słowa biskupa Syrii, który apelował o pozwolenie Syrii na życie w pokoju oraz wypowiedź rosyjskiego generała, który przyznał, że przez Syrię miano poprowadzić ropociąg i gazociąg, który ominąłby Rosję.
Gość Poranka WNET bardzo zdecydowanie odniósł się również do działań Izraela, które uważa za nieludzkie i przerażające:„Armia Izraelska pokazała swój poziom humanitaryzmu, strzelając do dzieci, ostrzeliwując szkoły i szpitale. Oczywiście jest to teren wojny ale strzelanie do dzieci, ostrzeliwanie szkół i szpitali i potem każda forma krytyki jest uznawana za antysemityzm, więc bądźmy realistami. Opinia międzynarodowa powinna zejść do poziomu właściwej dyskusji nad tym co robi Izrael. Zresztą nie tylko u siebie w kraju ale też w krajach ościennych.”
Irena Lasota skomentowała skandaliczne słowa kandydatki na ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce Georgette Mosbacher.
Podczas przesłuchań w amerykańskim Senacie Georgette Mosbacher skrytykowała ustawę o IPN, sugerując, że dała ona początek nowej fali antysemityzmu w Polsce. Mosbacher zasugerowała również, że Polska powinna przyjąć konkretną liczbę uchodźców. Zapowiedziała, że zamierza bronić demokracji i wolności słowa w Polsce. Do jej słów w Poranku Wnet ustosunkowała się Irena Lasota:
„Nic mnie nie zaskoczyło w wystąpieniu pani Georgette Mosbacher. Wiedziałam, że nie ma ona pojęcia o polityce zagranicznej. Jej wystąpienie było wyraźnie przygotowane przez kogoś, kto wiedział, że ma ona pewne ograniczenia”.
Przyszła ambasador USA nie była nigdy dyplomatką; przez całe życie była związana ze sferą finansową. Irena Lasota uważa, że większość wypowiedzi kandydatki na wysokie stanowisko dyplomatyczne są zdeterminowane przekazem przedrukowanym z liberalnych czasopism, w tym m.in. New York Times.
Gość Poranka WNET przyznała jednak, że równie ważną sprawą co słowa kandydatki na dyplomatę są wypowiedzi Richarda Grenella, ambasadora USA w Niemczech, dla amerykańskiego portalu Breitbart.
W wywiadzie powiedział on, że „chce wzmocnić pozycję konserwatystów w całej Europie”. W liberalnych społeczeństwach Zachodu, wypowiedzi Grenella wprawiły wielu w osłupienie.
Zdaniem redaktora naczelnego tygodnika DoRzeczy, jeśli dojdzie do realizacji roszczeń środowisk żydowskich wobec Polski, to skutki dla budżetu państwa będą horrendalne.
W Poranku Wnet redaktor Paweł Lisicki podkreślał wagę uchwalonej przez amerykański kongres ustawy JUST: Wygląda na to, że głównym celem ustawy 447 jest Polska. Sumy podawane przez środowiska żydowskie, czyli 340 mld dolarów, są z naszego punktu widzenia horrendalne. Jeśli dojdzie do realizacji założeń ułożeń ustawy 447, to konsekwencje będą dla Polski tragiczne. A główne media pomijają ten temat i wiedza społeczeństwa o tej ustawie jest niewielka.
Przez lata prawica podkreślała, że tylko bliskie relacje z USA są gwarancją naszego bezpieczeństwa. Teraz się okazało, że nasz sojusznik potraktował nas, delikatnie mówiąc, po macoszemu. Dlatego media prawicowe niechętnie piszą o ustawie 447 – podkreślił gość Poranka Wnet.
Zdaniem Pawła Lisickiego, w obecnej sytuacji zbyt mocne związanie się ze Stanami Zjednoczonymi jest politycznym błędem: Państwo, które chce być suwerenne, musi grać na wielu fortepianach, do nikogo nie przywiązując się na stałe. Nikogo nie można traktować jako jednoznaczne zło. Dla mnie przykładem prowadzenia mądrej polityki zagranicznej są Węgry Wiktora Orbana.
Zdaniem redaktora naczelnego tygodnika DoRzeczy, jeśli Polska chce się przed czymś bronić, to musi sama siebie szanować. Jeżeli będziemy cały czas mówić, że jedynym gwarantem bezpieczeństwa Polski są stany zjednoczone, sami obniżamy swoją pozycję negocjacyjną.
Tematem rozmowy Krzysztofa Skowrońskiego z Paweł Lisickim była również sytuacja na Bliskim Wschodzie i konflikt izraelsko-palestyński: To, co się dzieje w Strefie Gazy oraz to, co wydarzyło się między USA a Iranem, to już miało wyraźny wpływ na nasze życie, chociażby kiedy jedziemy na stację benzynową. Dopływ taniej irańskiej ropy znikną oraz obawa przed konfliktem zbrojnym bezpośrednio odbił się na cenach paliwa w Polsce.
Dr Jerzy Targalski skomentował relacje na linii Polska- Unia Europejska, Polska-USA. Ponadto ostro skomentował niepokojącą sytuację na Bliskim Wschodzie.
Dr Jerzy Targalski uważa, że Donald Trump przeszarżował, zrywając porozumienie nuklearne z Iranem oraz grożąc Teheranowi „bardzo poważnymi konsekwencjami” w momencie wznowienia przez bliskowschodni kraj programu atomowego. Gość Radia Wnet twierdzi również, że kanclerz Niemiec Angela Merkel, pragnąca stworzyć europejską armię w ramach Stałej Współpracy Strukturalnej (PESCO), może zagrozić przyszłości NATO. Czy wybór przez Polskę PESCO, aniżeli NATO byłby lepszy? Historyk powiedział, że nasz kraj ma spore pole manewru w tej kwestii i jak na razie powinien kierować się ku pierwszej opcji, ponieważ w ostatnim okresie NATO – pod auspicjami Stanów Zjednoczonych – zagwarantowało nam ustawę 447, wedle której Polska będzie prawdopodobnie musiała zapłacić roszczenia w gargantuicznej kwocie ponad biliona złotych.
Witold Waszczykowski skomentował wczorajszą decyzję prezydenta USA Donalda Trumpa o zerwaniu porozumienia nuklearnego z Iranem.
Porozumienie z Iranem z 2015 roku było nieudane. Mamy dowody, że Teheran pracował nad programem nuklearnym mimo podpisania tej umowy. Stany Zjednoczone nie będą już więcej stosować pustych gróźb – powiedział prezydent USA Donald Trump.
Zdaniem Witolda Waszczykowskiego mogliśmy spodziewać się takiego kroku:
„Prezydent USA zapowiadał to już podczas swojej kampanii wyborczej oraz przez ponad rok swojej prezydentury. Porozumienie z Iranem, które zostało zawarte w 2015 roku, nie było doskonałe. Pozytywnym jego elementem było to, że Iran przez najbliższe 10 lat zamrozi produkcje wzbogaconego uranu, który może być używany jako paliwo w elektrowni jądrowej, ale po dalszym wzbogaceniu może być użyty również do produkcji broni jądrowej”.
Zdaniem naszego gościa negatywnym elementem tego porozumienia było to, że pozwalało ono zatrzymać całą technologię do produkcji wzbogaconego uranu oraz produkcji bomby atomowej w rękach irańskich. Oznacza to, że Iran doszedł do poziomu tzw. państwa progowego – czyli, takiego, który pozyskał technologię pozwalającą na to, że w każdej chwili może on powrócić do produkcji bomby jądrowej. Drugi pejoratywnym elementem jest ten, że to porozumienie nie obejmowało programu rakietowego:
„Aby bomba była skuteczna, muszą być dostosowane środki przenoszenia. Rakiety Iranu mogą osiągać zasięg nawet 2 tys. kilometrów, sięgając tym samym Europy. Trzecią kwestią jest to, że porozumienie nie ogranicza destabilizującej aktywności irańskiej w regionie. Chodzi mi o agresywną politykę tego państwa”.
Były szef MSZ został również zapytany o możliwą wojnę iracko-irańską. Zdaniem Waszczykowskiego taka sytuacja jest mało prawdopodobna, ponieważ głównym rywalem Iranu jest Arabia Saudyjska.
Zdaniem Witolda Waszczykowskiego musimy się zastanowić, czy negatywne kwestie przeważają i są na tyle istotne, aby zerwać to porozumienie, czy jednak kontrola i dostęp inspektorów do irańskiego przemysłu i technologii jądrowej jest na tyle ważny dla świata, że warto takie porozumienie podpisać.
Bulwersuje nas nazwa ustawy – „Just” – sprawiedliwość dla tych, co przeżyli Holocaust. Słowo ‘just’ oznacza sprawiedliwość. Dla nas ta ustawa jest typowym przykład ‘unjust’, czyli niesprawiedliwości.
Edmund Lewandowski
Komentarz do Ustawy 447
Według polskiego rządu ustawa nie ma znaczenia, bo dotyczy tylko raportowania. Według części Polonii amerykańskiej może być zupełnie przeciwnie. Moim zdaniem ustawa daje punkt zaczepienia dla organizacji żydowskich w Stanach Zjednoczonych do wszczęcia postępowania roszczeniowego dotyczącego mienia bezspadkowego. Nie znam wartości, nie znam liczb, ale wiemy, że może chodzić o majątek wartości dziesiątków miliardów dolarów. Oczywiście nie ma bezpośredniej relacji między ustawą a działaniem rządu polskiego, ale środowiska żydowskie mają wiele możliwości, by naciskać na polski rząd.
Bulwersuje nas też nazwa ustawy – „Just” – sprawiedliwość dla tych, co przeżyli Holocaust. Słowo ‘just’ oznacza sprawiedliwość. Dla nas ta ustawa jest typowym przykład ‘unjust’, czyli niesprawiedliwości.
Co więcej, widzimy, jak ocena tego, co zdarzyło się na terenie Polski podczas drugiej wojny światowej, przybiera coraz bardziej niepokojące kształty. Ustawa 447 jest najbardziej wyrazistym przejawem tych tendencji, które przypisują Polakom współodpowiedzialność za Holocaust.
Koalicja amerykańskiej Polonii dokonała wielkiego wysiłku, żeby zablokować procedowanie ustawy. Nie udało się. Według nas, rząd polski nie przywiązał należytej uwagi do procedowanej ustawy. Zaklinanie, że to nie ma znaczenia, jest mydleniem oczu.
Chcę też zwrócić uwagę na sposób procedowania ustawy. W Izbie Reprezentantów najpierw była procedowana ustawa 1226. Nasza organizacja i inne organizacje polonijne dotarły do większości kongresmenów i moim zdaniem zdecydowało to o nagłej zmianie trybu procedowania. Z dnia na dzień porzucono tekst ustawy 1226 i przyjęto już uchwaloną wersję senacką, co pozwoliło na kosmiczne przyspieszenie uchwalenia tej ustawy. Zamiast w kilka miesięcy, zrobiono to w trzy dni, bez dyskusji i normalnego głosowania.
Teraz Polonia planuje nacisk na prezydenta Donalda Trumpa, aby nie podpisał tej ustawy, a jeśli podpisze, to są już plany zaskarżenia ustawy do Sądu Najwyższego. To jest poważny i kosztowny projekt.
Informacje na ten temat będą dostępne na stronie coalitionofpolishamericans.org.
Autor jest członkiem Rady Koalicji Polonii Amerykańskiej (Coalition of Polish Americans, Inc.).
USTAWA S. 447
O obowiązku raportowania nt. działań niektórych państw obcych w odniesieniu do majątku ery Holokaustu i powiązanych z tym kwestii
SEKCJA 1. TYTUŁ SKRÓCONY
Ustawa niniejsza może być przywoływana również jako Sprawiedliwość dla ocalałych, którzy po dziś dzień nie uzyskali rekompensat, ustawa z 2017 r. – oryg. Justice for Uncompensated Survivors Today (JUST) Act of 2017.
SEKCJA 2. RAPORTOWANIE O MAJĄTKU ERY HOLOKAUSTU I POWIĄZANYCH Z TYM KWESTIACH
(a) DEFINICJE – W tej sekcji:
(1) WŁAŚCIWE KOMISJE KONGRESU – Określenie „właściwe komisje Kongresu” oznacza:
(A) Komisję Spraw Zagranicznych Senatu;
(B) Komisję ds. Wydatków Rządowych Senatu;
(C) Komisję Spraw Zagranicznych Izby Reprezentantów; i
(D) Komisję ds. Wydatków Rządowych Izby Reprezentantów.
(2) PAŃSTWA OBJĘTE – Określenie „państwa objęte” oznacza kraje uczestniczące w 2009 r. Konferencji „Mienie Ery Holokaustu”, które są wskazane przez Sekretarza Stanu lub państwa określone przez Sekretarza w porozumieniu z eksperckimi organizacjami pozarządowymi jako państwa szczególnej troski w odniesieniu do kwestii wskazanych w podsekcji (b).
(3) BEZPRAWNE PRZEJĘCIE LUB PRZEKAZANIE – Termin „bezprawnie przejęcie lub przekazanie” obejmuje konfiskatę, wywłaszczenie, nacjonalizację, sprzedaż wymuszoną lub przeniesienie oraz sprzedaż lub przekazanie pod przymusem mienia w okresie ery Holocaustu lub w okresie rządów komunistycznych w państwie objętym.
(b) RAPORTOWANIE – Nie później niż w ciągu 18 miesięcy od daty wejścia w życie niniejszej ustawy, Sekretarz Stanu przedstawi właściwym komisjom Kongresu raport, który oceni i opisze charakter i zakres przepisów państwowych oraz egzekwowanie przez państwa zasad identyfikacji i zwrotu lub restytucji za bezprawnie przejęte lub przekazane mienie ery Holocaustu, zgodne z założeniami i celem Konferencji Mienie Ery Holokaustu 2009, w tym:
(1) zwrotu prawowitemu właścicielowi każdej nieruchomości, w tym mienia o charakterze religijnym lub komunalnym, która została bezprawnie zajęta lub przekazana;
(2) jeżeli zwrot mienia określonego w ust. 1 nie jest już możliwy, zapewnienia prawowitemu właścicielowi porównywalnej własności zastępczej lub wypłacenia mu godziwej rekompensaty zgodnie z zasadami sprawiedliwości i szybkiego postępowania administracyjnego opartego na zasadach słuszności, przejrzystości i sprawiedliwości;
(3) w przypadku mienia bez spadkobierców, zapewnienia majątku lub rekompensat na rzecz potrzebujących pomocy ofiar Holokaustu, na cele związane ze wspieraniem edukacji o Holokauście oraz na inne cele;
(4) stopień, w jakim takie przepisy i polityki są wdrażane i egzekwowane w praktyce, w tym poprzez wszelkie mające do nich zastosowanie postępowania administracyjne lub sądowe; i
(5) w miarę możliwości przegląd mechanizmów i przebiegu realizacji roszczeń obywateli Stanów Zjednoczonych ocalonych z Holokaustu, jak i członków rodzin obywateli Stanów Zjednoczonych, ofiar Holokaustu.
(c) OCZEKIWANIA KONGRESU – Kongres oczekuje, że po przedstawieniu raportu opisanego w podsekcji (b), Sekretarz Stanu winien nadal przekazywać Kongresowi sprawozdania o majątku z ery Holokaustu i związanych z tym kwestiach w sposób, który jest zgodny ze sposobem, w jaki Departament Stanu informował o takich sprawach przed datą wejścia w życie niniejszej ustawy.
Przekład: Krzysztof Nowak
Źródło: www.polishclub.org
Cały tekst Ustawy 447 oraz komentarz Edmunda Lewandowskiego znajduje się na s. 1 majowego „Kuriera WNET” nr 47/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Cały tekst Ustawy 447 oraz komentarz Edmunda Lewandowskiego na s. 1 majowego „Kuriera WNET” nr 47/2018, wnet.webbook.pl