Co oznacza wygrana Bidena dla Rosji? Jak działa rosyjska propaganda? Maria Przełomiec o rosyjskich komentarzach na temat wyniku wyborów w Stanach Zjednoczonych i trollach Kremla.
Dziennikarka Studia Wschód TVP zauważa, że na ogłoszone przez amerykańskie media zwycięstwo kandydata Demokratów w wyborach prezydenckich w USA
Kreml na razie nie zareagował.
Powściągliwie wypowiadają się także rosyjskie media. Izwiestia cytuje jednego z amerykańskiego ekspertów, który stwierdził, iż zwycięstwo Bidena może oznaczać odprężenie w stosunkach amerykańsko-rosyjskich. Z kolei Kommiersant wskazuje, że sekretarzem stanu może zostać Susan Rice, siostra Condolezzy Rice krytykującej Trumpa za zbyt łagodną politykę wobec Moskwy. Rosyjscy dziennikarze zauważają też, że
Kurs Joe Bidena ws. energii odnawialnej może powstrzymać szczelinowe wydobycie ropy w Stanach Zjednoczonych, co z kolei podniesie ceny ropy i wzmocni rosyjskiego rubla.
Media rosyjskie zaś podkreślają, że amerykańska demokracja się nie sprawdziła. Podkreśla się bałagan i niestabilność Stanów Zjednoczonych.
Maria Przełomiec wskazuje na książkę fińskiej pisarki „Trolle Putina”, która ujawnia mechanizmy rosyjskiej propagandy. Wykorzystywani są w niej także dziennikarze. Aro Jessikka zwróciła uwagę na rolę mediów społecznościowych w machinie propagandowej Kremla. Odbywa się ona nie tylko w języku rosyjskim, ale także po fińsku.
[Autorka] opisuje karierę młodego litewskiego dyplomaty, szalenie aktywnego na wschodzie, na Białorusi, który został zniszczony przez kłamstwa, pomówienia.
Pisarka była nękana przez anonimowe groźby, w wyniku których wyjechała ze swojego kraju. Nadal jednak żyje w ciągłym strachu.
Eurodeputowany PiS mówi o tym, jak może się zmienić polityka zagraniczna USA po wyborach prezydenckich. Komentuje również stan negocjacji nad nowym budżetem UE.
Jacek Saryusz-Wolski ocenia, że wybór Joe Bidena na prezydenta USA nie jest jeszcze przesądzony.
Na dzisiaj Biden ma większe szanse, ale nie policzono jeszcze głosów w czterech kluczowych stanach.
Gdyby tak się jednak wydarzyło, doszłoby do korekty polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych. Nie objęłaby ona jednak zagadnienia wschodniej flanki NATO i gazociągu Nord Stream 2. Kurs wobec Chin i Rosji mógłby być lekko złagodzony.
Obecność militarna Amerykanów na wschodniej granicy UE jest w żywotnym interesie Stanów Zjednoczonych.
Gość „Popołudnia WNET” zauważa, że większość europejskiego establishmentu sympatyzuje z Joe Bidenem. Wyraża również nadzieję, że kwestie ideologiczne nie staną się barierą w relacjach polsko-amerykańskich.
Zbieżność interesów Polski i USA ma charakter systemowy i ponadpartyjny.
Poruszony zostaje również temat brexitu. Eurodeputowany wyraża opinię, że jest on bardzo złym scenariuszem dla Europy, wzmacniającym Rosję i Chiny.
Wyjście Wielkiej Brytanii z UE jest poważnym błędem z obu stron i poważną wyrwą w unijnym potencjale gospodarczym i wojskowym. Osłabi również więzi transatlantyckie.
Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego omawia również stan negocjacji budżetowych Unii Europejskiej. Wskazuje, że mechanizm powiązania wypłaty funduszy z praworządnością jest bezprawny. Jak zapewnia polityk, Unia jest przygotowana do funkcjonowania w ramach rocznych prowizoriów budżetowych. Dla Polski mogą być one nawet korzystniejsze niż budżet wieloletni:
Kiedy posiedzenia unijnych organów odbywają się w formie wideo, przygotowywane są rozwiązania drastycznie naruszające suwerenność krajów członkowskich.
Europoseł Jacek Saryusz-Wolski mówi również o sytuacji epidemicznej w Belgii. Kraj jest dotknięty COVID-19 wyraźnie mocniej niż Polska.
Podróżnik i publicysta mówi o tym, jak mogłaby wyglądać polityka zagraniczna USA pod rządami Joe Bidena. Wskazuje dyplomatyczne sukcesy Donalda Trumpa.
Tomasz Grzywaczewski mówi, że nie jest zaskoczony wyrównanymi wynikami wyborów prezydenckich w USA, mimo że większość badań opinii publicznej sugerowała zdecydowany sukces kandydata Demokratów:
Spodziewałem się walki do ostatniego głosu. Widzimy, że nie należy zbyt mocno opierać się na sondażach. Ciągle jeszcze nic nie wiemy.
W przypadku zwycięstwa Joe Bidena należy się spodziewać poprawy stosunków na linii USA-Niemcy.
Badania mówią, że Niemcy Amerykanów nie lubią, i nie chcą mieć z nimi nic wspólnego. Joe Biden zapowiada, że chciałby to naprawiać.
Żadna istotna zmiana nie nastąpi natomiast w relacjach między Stanami Zjednoczonymi a Federacją Rosyjską.
Twardy kurs wobec Moskwy będzie utrzymany. Dla nas to dobra wiadomość.
Gość „Popołudnia WNET” spodziewa się pewnych napięć między ewentualnym demokratycznym prezydentem USA a rządem Zjednoczonej Prawicy, jednak strategiczny sojusz między Waszyngtonem a Warszawą nie jest zagrożony.
Próby sugerowania, że Polska ma coś wspólnego z Białorusią, w sposób naturalny budzi nasze zaniepokojenie. Łatwiej by było rozmawiać z prezydentem, którego już znamy.
Tomasz Grzywaczewski ocenia, że największym sukcesem prezydentury Donalda Trumpa jest „rzucenie wyzwania Chinom”. Prezydentowi udało się również zapobiec w tym roku eskalacji konfliktu z Iranem:
Donald Trump jest prezydentem wielkiej zmiany, to jak oceniamy tę zmianę, zależy od naszych politycznych sympatii.
Witold Waszczykowski o znaczeniu wyniku wyborów w USA dla Polski oraz o polityce Donalda Trumpa wobec Chin, NATO i Niemiec.
Przewidywane wielkie zwycięstwo Joe Bidena nie nastąpi, jeśli nastąpi w ogóle.
Witold Waszczykowski wskazuje, że pandemia w Stanach Zjednoczonych jest większa niż w Polsce, a nikt potrzeby przeprowadzenia wyborów nie neguje. Przypomina współpracę polsko-amerykańską, która trwałą mimo zmian na stołku prezydenta:
Bush senior wyciągnął nas z komunizmu i pomógł nam restrukturyzować nasze długi. To był Republikanin. Do NATO wprowadzał nas demokratyczny prezydent Clinton.
Za G.W. Busha Polska wysłała wojska do Iraku, a za Baracka Obamy zapadały decyzje o rozlokowaniu baz amerykańskich i natowskich w Polsce. Były szef MSZ stwierdza, że nasz kraj nie jest stroną w chińsko-amerykańskiej rywalizacji handlowej. Wskazuje, że
Relacje chińsko-amerykańskie były bardzo nierówne. Korzystały na nich Chiny.
Joe Biden, jeśli zwycięży, będzie musiał kontynuować podnoszenie kwestii tej nierówności, które zapoczątkował Donald Trump. Ten ostatni zaś upominając Niemcy, że nie przestrzegają swych zobowiązań w ramach NATO, odwoływał się do ustaleń, które zapadły za Obamy.
Trump postawił sprawę jednoznacznie: jakim prawem domagacie się byśmy bronili was przed zagrożeniem rosyjskim, jeśli sami wspomagacie Rosjan zakupami gazu.
Paweł Bobołowicz o komentarzach ukraińskich ekspertów ws. wyborów w USA, większych sympatiach wobec Joe Bidena na Ukrainie i przewidywaniach, co do jego polityki jako prezydenta.
Paweł Bobołowicz przypomina, że Ukraina odegrała istotną rolę ws. kampanii prezydenckiej w Stanach Zjednoczonej. Kontrkandydaci nawzajem przerzucali się oskarżeniami związanymi z pracą Huntera w Burisma Holdings i naciskami amerykańskiego prezydenta na ukraińskie władze w tej sprawie.
Mimo tego nieprzychylnego obrazu Ukrainy, ten kraj cieszy się poparciem obydwu kandydatów na prezydenta.
Urzędujący prezydent twierdzi, iż od początku wspierał Ukrainę. Podkreślał przy tym, że wobec korupcji nad Dnieprem chce mieć gwarancje, że amerykańska pomoc będzie właściwie wydatkowana. Sztab Bidena oskarża swego konkurenta, że nie rozumie Ukrainy.
Według Pawło Klimkina, byłego ukraińskiego szefa MSZ, Ukraina zyska na wygranie Demokraty. Biden pozytywnie podchodzi do Ukrainy, podczas, gdy Trump „uważa Ukrainę za idealną rzeczywistość korupcyjną” i nie przywiązuje do niej dużej wagi.
Według Klimkina nikt tak jak Joe Biden nie rozumie, że wobec umacniania się Chin i osłabiania Rosji geopolitycznie znaczenie Ukrainy jest kluczowe.
Jeden zaś z ukraińskich ekspertów, związany z nacjonalistyczną Swobodą Mykoła Kapitonenko, ma odmienne zdanie. Uważa, że wygrana Trumpa czy Bidena nic nie zmieni w międzynarodowej polityce Ukrainy. Zmieni się raczej polityka wobec Unii Europejskiej.
Polityka Stanów Zjednoczonych wobec Ukrainy jest zależna od polityki wobec Rosji. Obydwaj kandydaci są gotowi do dialogu z Moskwą i obaj nie uznają aneksji Krymu.
Były ambasador Ukrainy w Stanach Zjednoczonych Walerij Czałyj twierdzi, że prezydentura kandydata Demokratów może być zdecydowanie bardziej ostra niż się wydaje. Ukraińskie telewizje przypominają prorosyjskie wypowiedzi Donalda Trumpa, który m.in. stwierdził, że „Putin jest dobrym człowiekiem”.
Negocjacje ws. paktu New START, ćwiczenia wojskowe Malabar, pierwsza wizyta zagraniczna premiera Japonii i słowa Marka Espera. Albert Świdziński o istotnych dla geopolityki wydarzeniach na świecie.
Albert Świdziński wskazuje na kwestię przedłużenia paktu amerykańsko-rosyjskiego New START, który wszedł w życie w 2011 r. i wygasa w 2021 r. W ostatnim tygodniu Rosjanie zmienili swoje nastawienie w negocjacjach nad przedłużeniem tego porozumienia ograniczającego zbrojenia jądrowe.
Rosjanie zgodzili się w zasadzie bezwarunkowo na propozycje stawiane przez Waszyngton- przedłużenie rozmów o rok i zamrożenie stanu głowic.
Dyrektor analiz w Strategy&Future dodaje, że zarówno Rosjanie, jak i Chińczycy rozbudowują swoje arsenały pocisków średniego zasięgu. W związku z tym, NATO ma rzekomo samo rozbudować swój arsenał. Mogło mieć to wpływ na postawę Kremla wobec negocjacji.
Tymczasem Indie organizują ćwiczenia Malabar. Wezmą w nich udział Australia, Japonia i Stany Zjednoczone. Fakt, że do ćwiczeń przystąpiła Australia zbliża współpracę tych krajów do koncepcji tzw. azjatyckiego NATO. Sojusz ten wymierzony jest w Chiny. Tymczasem Szwecja wyklucza ze swojej sieci 5G Huawei, przychylając się tak jak Australia i Wielka Brytania, do amerykańskich ostrzeżeń przed korzystaniem z usług chińskiego koncernu.
Pierwszą swoją podróż zagraniczną odbył nowy premier Japonii Yoshihide Suga- do Wietnamu i Indonezji. Jak zauważa nasz gość, oba państwa są członkami grupy AESAN. Pod tym względem Suga kontynuuje politykę swojego poprzednika, który także swe rządy rozpoczął od odwiedzenia krajów Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej. W trakcie wizyty zapadły ustalenia w sprawie eksportu japońskiej broni do Indonezji i Wietnamu.
Japonia od 1976 do 2014 r. w ogóle nie eksportowała broni.
Kraj Wschodzącego Słońca formalnie nie posiada sił zbrojnych, zgodnie ze swą konstytucją, w której wyrzekł się prawa do prowadzenia wojny. Albert Świdziński wskazuje na przemówienie Marka Espera, który zaznaczył, że polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych będzie mniej warunkowana ściśle lokalnie, a prowadzona bardziej holistycznie. Sekretarz obrony Stanów Zjednoczonych powiedział także, iż obowiązek spoczywający na członkach Sojuszu Północnoatlantyckiego przeznaczania dwóch procent na obronność powinien być rozciągnięty na wszystkich sojuszników USA.
Esper zauważył, że możliwe będzie przeniesienie elementów 2 pułku kawalerii do Polski lub państw bałtyckich.
Świdzińska zaprasza na stronę strategyandfuture.org, do zapoznania się ze znajdującymi się tam analizami.
Prof. Adam Prokopowicz o głosowaniu korespondencyjnym w USA, imigracji, debatach prezydenckich i stosunkach z Rosją.
Wybory w Stanach Zjednoczonych już trwają. Na dzień dzisiejszy zagłosowało już około 5 proc. wyborców, czyli mniej więcej ok. 7 mln ludzi.
Prof. Adam Prokopowicz informuje, że w USA jest ok 245 mln pełnoletnich, z czego 160 mln zarejestrowanych do głosowania. Głosuje ok. 140 mln, z których 25 mln nie urodziło się w Stanach Zjednoczonych. W ostatnich wyborach frekwencja wyniosła 56 procent. Prezes Instytutu Globalnych Innowacji, Ekonomii i Logistyki zdradza, że sam też już głosował. Wyjaśnia, w jaki sposób wygląda głosowanie korespondencyjne. Nie we wszystkich stanach procedury są odpowiednia. Zdarza się przesyłanie pakietów wyborczych do osób zmarłych.
W niektórych stanach znaleziono już setki tysięcy głosów wyrzuconych gdzieś przez jakiegoś listonosza, który nie lubił jednego z kandydatów lub gdzieś zagubionych.
Prof. Prokopowicz zauważa, iż amerykański Kongres przymierza się do odtajnienia materiałów związanych ze śledztwem dotyczących powiązania prezydenta Trumpa z Rosją. Stwierdza, że działania Demokratów utrudniają Stanom utrzymywanie normalnych relacji z Rosją. Opisuje również problem migracji w Stanach Zjednoczonych:
Głównie napływają […] osoby z Azji i z Ameryki Łacińskiej, tzw. biały człowiek to tylko 15-16 procent, czyli gdzieś ci biali ludzie są dyskryminowani.
Obecnie w Stanach jest 35 mln nielegalnych imigrantów. Imigracja zmienia strukturę amerykańskiego społeczeństwa. Nasz gość krytykuje organizację debat prezydenckich. Zauważa, że najbliższą debatę ma prowadzić były asystent Bidena. Prof. Prokopowicz zastanawia się także, jaki mają wpływ dwie debaty prezydenckie na ostateczny wynik wyborów. Ponadto opisuje sytuację pandemiczną w USA oraz prezentuje zasługi Donalda Trumpa na stanowisku głowy państwa.
Wicenaczelny portalu Energetyka24.pl mówi o determinacji USA w blokowaniu gazociągu Nord Stream 2. Ocenia, że inwestycja ma zbyt duże znaczenie dla Rosji i Niemiec, by mogły ją całkowicie porzucić.
Jakub Wiech mówi o narastających trudnościach w budowie gazociągu Nord Stream 2, spowodowanych coraz bardziej stanowczymi działaniami Stanów Zjednoczonych:
Czarne chmury nad tą inwestycją są coraz większe. Szanse na ukończenie gazociągu są coraz bliższe zeru.
Z udziału w projekcie rezygnuje coraz więcej firm. Ekspert dodaje, że w kwestii Nord Stream 2 występują podziały na scenie politycznej w Niemczech, nawet wewnątrz poszczególnych partii. Ja k dalej mówi Jakub Wiech:
Nie widzę możliwości porozumienia się Niemiec z USA jeżeli chodzi o sankcje. Na amerykańskiej scenie politycznej nie ma ludzi mających pozytywne podejście do Nord Stream 2. Będziemy świadkami powolnego dogorywania projektu.
Wicenaczelny portalu Energetyka24.pl relacjonuje również, że Niemcy krytykują amerykańskie sankcje, oceniając je jako ingerencje w wewnętrzne sprawy kraju.
Gość „Kuriera w samo południe”, że Federacja Rosyjska nie potrzebuje gazociągu Nord Stream 2, jest to dla niej jedynie projekt polityczny.
Rosjanie budują ten gazociąg tylko po to, by przerzucić transfer gazu z Ukrainy i Białorusi. Jednocześnie powiela model tępej propagandy głosząc, że to jedynie koncepcja gospodarcza.
Jakub Wiech wskazuje, że Niemcy wiązały nadzieję z nowym gazociągiem, licząc na zyski z reeksportu gazu. Niewykluczone zatem, że pomysł ten powróci w innej odsłonie:
Szlak dostaw gazu przez Bałtyk jest zbyt atrakcyjny dla Rosji i Niemiec, by te kraje skończyły marzyć o współpracy w tej dziedzinie.
Autor używa terminów ‘faszyzm’ i ‘nazizm’ bez ich wyjaśnienia, a przecież nie są one jednoznaczne. Chyba nikt nie może być bardziej wyczulony na użycie tych terminów, jak historyk II wojny światowej.
Władysław Zajewski
Opublikowana w formie małego katechizmu rozprawka prof. Timothy’ego Snydera z Uniwersytetu Yale przeszła jakby niedostrzeżona, może uznana za katechizm wolności, a wiadomo, że nad taką publikacją nie ma debaty.
A przecież sam Autor, wybitny znawca historii Europy Środkowo-Wschodniej, a szczególnie losów Rzeczypospolitej szlacheckiej, napisał w tymże „katechizmie”, że „sięganie do historii jest jedną z podstawowych tradycji Zachodu” (s. 10). Model zachodniej – liberalnej, pluralistycznej demokracji jest jego ideałem, co więcej, najlepszym porządkiem, gwarantującym pełnię praw obywatelskich. Bo cały traktat prof. T. Snydera jest jednym wielkim protestem przeciw rządom arbitralnym, despotycznym, których uosobieniem było w przeszłości istnienie, co prawda krótkie, anegdotycznych tyranii. Dla prof. Syndera tyrania jest wynikiem całkowitej bierności i apatii społeczeństwa.
Mimo że Autor pisze wyraźnie, że jego traktat adresowany jest do społeczności ludzi młodych, głównie w USA, rozszedł się on także w Europie.
Europejska historiografia spogląda w historię tego, co wzmiankowani tylko filozofowie zwięźle nazywali tyranią – uzurpowanie władzy przez jednostkę – głębiej i bardziej wnikliwie niż zademonstrował to swoim czytelnikom pan prof. Timothy Snyder.
Wybitny historyk niemiecki Theodor Mommsen (1817–1903), laureat nagrody Nobla za rok 1902, stale pozostający w konflikcie z kanclerzem Bismarckiem, napisał: „Historia to odprawianie sądów nad zmarłymi pokoleniami przez żyjących”. Według prof. Snydera dawni filozofowie uznawali za tyranię fakt zagarnięcia całej władzy przez jednostkę lub określoną grupkę ludzi (s. 10). Już samo pojęcie ‘tyran’ budzi zrozumiale obrzydzenie. Ale historia antyku jest dość skomplikowana i czytelnik może zapytać Autora tego „katechizmu wolności”: a co z łagodnymi tyranami? Wsadzimy ich do jednego piekielnego pieca z tymi złymi tyranami XX wieku? Wszak tyran Dionizjos I (430–367) z Syrakuz na Sycylii był człowiekiem bardzo inteligentnym, wykształconym, piszącym utwory artystyczne. Zapraszał do siebie na debaty Platona, który przybył do Syrakuz i dyskutował z nim długie wieczory. Platon przekonywał go do swego modelu państwa rządzonego przez filozofów, a w końcu – rozczarowany – opuścił Syrakuzy. Dionizjos rozważał zaprezentowany mu model państwa Platona, w którym miała istnieć klasa wojowników, klasa kupców oraz rzemieślników i – co najdziwniejsze – nawet wspólne żony… Nie wiemy dokładnie, co poróżniło tyrana z Platonem, ale filozof swobodnie odpłynął do Aten.
Platon pokazał się powtórnie w Syrakuzach, gdy rządził tam już syn poprzedniego tyrana, Dionizjos II (367–345). I te debaty zakończyły się powrotem Platona do Aten, ale Dionizjos II zrezygnował z modelu rządów tyrańskich. Jego doradcą był uczeń Platona – filozof, niejaki Dion. Tyran stał się zwykłym obywatelem Syrakuz i żył tam swobodnie i długo jako zwykły mieszkaniec. Nikt nie próbował pozbawić go głowy. (…)
T. Snyder przywołał w swojej rozprawie Arystotelesa (s. 9), który nie tylko potępiał tyranię, ale ostrzegał obywateli Aten, by w żadnym wypadku nie dopuszczali nikogo do długotrwałego piastowania głównych urzędów, bo właśnie długi okres urzędowania w oligarchiach oraz w demokracjach stawał się podstawą do wytworzenia tyranii. Ten temat uchodzi jednak dziś uwadze tysięcy głosujących obywateli, z tej prostej racji, że nigdy nie słyszeli o wykładzie zasady rządów Arystotelesa.
Naturalnie Autor, wyborny znawca losów Europy powersalskiej, trafnie konstatuje, że Hitler po zwycięstwie wyborczym w 1933 r. szybko i skutecznie przekształcał Niemcy w państwo monopartyjne. Wykorzystał skutecznie kryzys i niepopularność systemu powersalskiego, a jego skryte marzenia o rewanżu i powrocie do mapy Europy z 1914 roku, z całkowitym zignorowaniem 12 nowych państw powstałych w rezultacie traktatu wersalskiego, głównie z ambitnej inicjatywy prezydenta Woodrowa Wilsona, znalazły poparcie licznych finansowych elit w Niemczech weimarskich.
Autor omawia następnie fatalny skutek sukcesów Hitlera, jakim okazało się błyskawiczne przyłączenie, bez jednego wystrzału, Austrii do Niemiec. Anschluss spowodował nie tylko upokorzenie społeczności żydowskiej, ale także ułatwił rabunek jej własności czy nawet stworzył okazję do publicznego policzkowania Żydów (s. 35 i 45). Społeczność żydowska, mimo jej spolegliwości, była zaledwie tolerowana, z coraz uboższym zakresem praw obywatelskich. Natomiast znakomita większość obywateli Austrii zastosowała antyczną maksymę Cycerona „Ex malio eligere minima”… (Wybierz mniejsze zło).
„Katechizm wolności” pióra prof. T. Snydera tworzy bardzo spłaszczony, a przeto fałszywy obraz Europy, na przekór rzeczywistym humanitarnym i wolnościowym intencjom Autora.
W tym czasie, kiedy Niemcy dokonali Anschlussu, mieszkałem i przygotowywałem się do pójścia do drugiej klasy szkoły podstawowej w Drugiej Rzeczypospolitej, w uroczej Florencji Północy, czasem nazywanej Paryżem Północy, czyli w Wilnie – mieście ponad 200-tysięcznym, gdzie mniejszość żydowska liczyła 29% mieszkańców, natomiast Polacy – 69% ludności. Zdarzały się tam wówczas rzadkie zamieszki młodzieży, np. w 1938 roku incydent zakończony śmiercią polskiego studenta. Sprawca tego zabójstwa, Żyd Samuel Wofin, został skazany prawomocnym wyrokiem na dwa lata więzienia. (…)
Budzi moje ogromne zdziwienie nieobecność w tekście nazwiska prezydenta Woodrowa Wilsona (1856–1924), rektora Princeton University, jednego z głównych architektów traktatu wersalskiego i tej niedoskonałej, skomplikowanej terytorialnie Europy powersalskiej, z licznymi nowymi państwami narodowymi. (…)
Prezydent Wilson, zdając sobie sprawę z dużego ryzyka przedłużenia konfliktu zbrojnego w Europie, widząc ogromne wyczerpanie ententy i narastający ferment w samej Ameryce, zdecydował się wysłać w lutym 1919 roku specjalną misję do Moskwy. Jej przedstawiciele mieli bezpośrednio z Leninem ustalić, czy możliwe jest zażegnanie zbrojnego konfliktu, pod pewnymi jednak warunkami. Na czele tej misji stanął podpowiedziany przez płk Edwarda M. House’a i desygnowany przez prezydenta Wilsona William C. Bullitt (1891–1967), który od 1914 r. był doradcą rządu amerykańskiego do spraw rosyjskich. Bullittowi mieli towarzyszyć nadto Lincoln Steffens oraz lewicowy dziennikarz szwedzki, Karl Klibom.
W bezpośrednich trzytygodniowych rokowaniach w lutym 1919 roku Lenin zapewnił delegację amerykańską, że rewolucja bolszewicka 1917 roku przekształciła Rosję w kraj całkowicie demokratyczny, nie mający już nic wspólnego z autorytaryzmem i carskim despotyzmem.
W tej więc sytuacji autorzy raportu stwierdzali: American troops were doing no sort of good in Russia (Wojska amerykańskie nie mają w Rosji nic dobrego do zrobienia), co zaś dotyczy zobowiązań dłużniczych Rosji wobec USA oraz innych krajów ententy, to będą one stopniowo i systematycznie regulowane. Wszystkie niepokoje Waszyngtonu są więc nieuzasadnione, bo w istocie nie ma żadnego konfliktu między USA a nowo budowanym demokratycznym państwem rosyjskim.
Taki oto raport przedłożyła prezydentowi Wilsonowi mocno lewicowa delegacja amerykańska: że nie widzi ona żadnych powodów do zbrojnej interwencji w Rosji, skoro ta, jako państwo całkowicie zdemokratyzowane, uznaje wszystkie swoje długi wobec Ameryki.
Na spotkaniu w Paryżu, w trakcie zawiłych prac kongresu wersalskiego, prezydent Woodrow Wilson i premier Wielkiej Brytanii David Lloyd George (1863–1945) osiągnęli porozumienie: żadnej interwencji zbrojnej obu tych mocarstw na rzecz zwycięstwa „strony białych” w rewolucji domowej w Rosji nie będzie.
Prezydent Wilson pozostał w przekonaniu, że skutecznie przyczynił się do upadku trzech imperiów: Hohenzollernów, Habsburgów oraz Imperium Ottomańskiego.
Cały artykuł Władysława Zajewskiego pt. „Traktat o złych i łagodnych tyranach” znajduje się na s. 11 wrześniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 75/2020.
Od lipca 2020 r. cena wydania papierowego „Kuriera WNET” wynosi 9 zł.
Ten numer „Kuriera WNET” można nabyć również w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: e-kiosk.pl, egazety.pl lub nexto.pl.
Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
Rosyjscy trolle z Petersburga publikowali informacje o sprawiedliwość rasowej w USA i Wielkiej Brytanii, spisku QAnon czy kampanii prezydenckiej w USA.
W dniu 1 września Facebook poinformował, że usunął niewielką sieć kont i stron powiązanych z rosyjską Agencją Badań Internetowych z Petersburga, która od czasu amerykańskich wyborów prezydenckich w 2016 r., wykorzystuje swoją aktywność w internecie do budowania podziałów politycznych w USA.
Pięć powiązanych kont zawiesił także Twitter, który stwierdził, że były one kontami spamerskimi i niewiele z nich otrzymywała retweety czy polubienia. Osoby prowadzące konta miały rekrutować „nieświadomych” niezależnych dziennikarzy, którzy następnie publikowali posty w języku angielskim i arabskim, skierowane głównie do lewicowych odbiorców. Zdjęcia fałszywych redaktorów zostały stworzone przy użyciu technologii graficznych.
Facebook podał we wtorek, że działalność sieci rosyjskiej fabryki trolli koncentruje się na Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Algierii i Egipcie oraz innych krajach anglojęzycznych, czy krajach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej.
Amerykańska firma wskazała, że rozpoczęła badanie sieci na podstawie informacji z FBI, a wykryta sieć znajdowała się na wczesnym etapie rozwoju nim została usunięta. Sieć składała się z 13 kont na Facebooku i dwóch stron, które były obserwowane przez 14 000 kont.
Rosyjscy trolle publikowali informacje o globalnych wydarzeniach, takich jak sprawiedliwość rasowa w USA i Wielkiej Brytanii, NATO, spisek QAnon, kampania prezydencka prezydenta Donalda Trumpa i Joe Bidena.
Rosyjscy propagandziści zdołali wydać zaledwie 480 dolarów na reklamy na Facebooku, głównie w dolarach amerykańskich, nim zostali usunięci przez Facebooka.