Premier RP: Nie ma większej wartości niż rodzina. To jest przyszłość Polski, także Europy, która przeżywa ogromny kryzys

Rodzina była, jest i będzie symbolem polskiego rządu, symbolem Polski – powiedziała premier Beata Szydło w sobotę w Toruniu na konferencji „Firmy rodzinne szansą polskiej gospodarki”.

 

Rodzina była, jest i będzie symbolem polskiego rządu. Jest symbolem Polski. Nie boję się tego powiedzieć, dlatego że po kilkunastu miesiącach pracy naszego rządu otrzymaliśmy już tak wiele wyróżnień międzynarodowych. W różnych miejscach Polska jest przywoływana jako państwo, w którym jest prowadzona polityka prorodzinna z prawdziwego zdarzenia – powiedziała premier Szydło.

[related id=”9705″]- Nie ma większej wartości ponad rodziną. I to jest dzisiaj przyszłość Polski i Europy – Europy, która przeżywa ogromny kryzys wartości, Europy, która nie potrafi sobie poradzić z kolejnymi wstrząsami i kryzysami, dlatego że wyrzekła się wartości, dlatego że Europą zaczęły rządzić partykularyzmy, ideologie politycznie umocowane w różnych środowiskach, które walczą z chrześcijaństwem, i rządzi pieniądz, który ma budować przede wszystkim prywatne zaplecze – mówiła szefowa rządu.

Nie jest łatwo, kiedy musimy mierzyć się z tymi, którzy odrzucają taką filozofię i mówią „będziecie z nami w jednym klubie, jeżeli przyjmiecie nasze warunki”. Ale my już nie musimy walczyć o wejście do tego klubu, bo my w tym klubie jesteśmy i mamy takie same prawa i takie same obowiązki – stwierdziła.

I dzisiaj ja mogę powiedzieć: tak, my mamy wartości, których będziemy strzec. Jeżeli ktoś mówi do mnie „wy macie zasady, a my mamy pieniądze”, to ja mówię: tak, ale zasady są ważniejsze – powiedziała premier.

WJB/PAP

Program 500 plus skończył rok. Korzysta z niego 3 miliony 820 tysięcy dzieci, czyli 55 proc. wszystkich polskich dzieci

Minął rok od rozpoczęcia flagowego programu Prawa i Sprawiedliwości, jakim jest 500 plus. Minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska określa ten rok mianem przełomowego.

Od początku program był zapowiadany jako prodemograficzny. Korzysta z niego 2 mln 560 tys. rodzin i wydaje się, że cel częściowo został osiągnięty, ponieważ w ubiegłym roku urodziło się o 17 tysięcy więcej dzieci, niż przewidywał GUS. Na ostateczne potwierdzenie skuteczności tego programu trzeba jednak jeszcze poczekać.

Program bez wątpienia ma wymiar socjalny. Coraz mniej osób korzysta ze świadczeń z pomocy społecznej, takich jak zasiłki okresowe czy celowe, i z pomocy w postaci dożywiania. W stosunku do roku poprzedniego jest to spadek 10-procentowy.

Świadczenie z programu w wysokości 500 zł przysługuje niezależnie od dochodu na drugie i kolejne dziecko do ukończenia przez nie 18 roku życia. W przypadku rodzin z dochodem poniżej 800 złotych netto na osobę lub 1200 złotych netto, gdy rodzina wychowuje dziecko niepełnosprawne, wsparcie można otrzymać także na dziecko pierwsze lub jedyne.

[related id=”9711″]Przed zwycięstwem Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych program był krytykowany jako nierealny ze względu na fundusze państwa. Dzisiaj ci sami posłowie krytykują program jako wykluczający i zapowiadają, że gdy dojdą do władzy, program będzie obejmował każde dziecko.

Krytykowano program również jako niesprawiedliwy w stosunku do samotnych matek. Jednak, jak mówi minister Elżbieta Rafalska, to świadczenie obejmuje więcej samotnych matek (388 tys.) niż rodzin wielodzietnych (360 tys.).

Zapowiadano także, że pieniądze te będą przez rodziców marnowane. Wyniki zaskoczyły nawet minister Rafalską: — Kilka rzeczy pozytywnie mnie zaskoczyło. Na przykład skala tzw. marnotrawienia środków. Jest ona bardzo niska, bo wynosi zaledwie 0,03 promila. Choć muszę podkreślić, że ja nigdy nie podzielałam obaw, że skala marnotrawienia będzie duża.

– Cieszę się również, że wydatki są kierowane np. na edukację, na dodatkowe zajęcia, na wakacje. Spodziewałam się, że będą to głównie wydatki bieżące, nie tak precyzyjnie adresowane do dzieci — mówiła minister w wywiadzie dla PAP.

WJB/PAP

 

Na budynkach flagi państwowe, związkowe i czarne, odwołane lekcje. Dziś w całym kraju odbywają się strajki nauczycieli

Udział w strajku zapowiedziało 45% placówek z 16 województw z całej Polski – czyli kilkanaście tysięcy szkół. Nauczyciele domagają się podwyżek i gwarancji, że nie stracą pracy po reformie oświaty.

Flagi państwowe, związkowe oraz czarne umieszczone na budynkach, brak lekcji – tak dziś, w dniu strajku w oświacie, ma wyglądać część szkół w Polsce.

Nauczyciele domagają się spełnienia przede wszystkim następujących 3 postulatów:
– dziesięcioprocentowych podwyżek,
– stałych warunków pracy,
– gwarancji  zatrudnienia do 2022 r. (chodzi o zapewnienie etatów nauczycielom, którzy stracą pracę w wyniku likwidacji gimnazjów).

Protest będzie polegał na zbiorowym powstrzymaniu się pracowników oświaty od wykonywania pracy. W czasie strajku pracownicy nie będą pełnić żadnych obowiązków wynikających ze stosunku pracy, czyli strajkujący nauczyciel nie poprowadzi lekcji, zajęć wychowawczych i opiekuńczych. Strajkować będą także pracownicy szkolnej administracji i obsługi.

Według prezesa Związku Nauczycielstwa Polskiego, Sławomira Broniarza, dzisiejszy strajk jest uzasadniony, natomiast  wyróżnia się niespotykaną wcześniej nagonką m.in. ze strony władz państwowych i kuratorów oświaty. Według niego nie było takiej nawet przed strajkiem w 2007 r., gdy ministrem edukacji był Roman Giertych.

Nie zastraszał nauczycieli. Nie było listów od kuratorów, by podać, czy szkoła strajkuje. Mimo że relacje i emocje między nami również były pełne napięć, nie było takiego otwartego, frontalnego ataku – ocenił.

Według wielu komentatorów strajk przybrał bardzo polityczny charakter i nie ma zbyt wiele wspólnego z realnymi problemami nauczycieli. Takie stanowisko zajęła m.in. premier Beata Szydło: – Mam nadzieję, że strajk nie będzie ingerował w normalne funkcjonowanie szkół, nie można realizować postulatów politycznych kosztem dzieci – powiedziała.

Premier Beata Szydło odniosła się również do postulatów Związku Nauczycielstwa Polskiego. Powiedziała, że nie widzi obecnie powodów do strajku, bo jeśli stoją za nim oczekiwania finansowe nauczycieli, to przy okazji reformy edukacji „rząd przygotował pełną ofertę (…) dla nauczycieli, polegającą na tym, że będą podwyżki, będą propozycje tych podwyżek przedstawione przez panią minister Annę Zalewską w kwietniu i są na to zapewnione środki finansowe”.

Premier Szydło podkreśla, że jest zwolenniczką szukania wyjścia i zadeklarowała chęć współpracy ze strony rządu. – Ja jestem zwolenniczką rozmów, jestem zwolenniczką szukania konsensusu.

PAP/jn

 

 

Wojciech Buczak, poseł PiS: MON zakupi osiem śmigłowców dla wojsk specjalnych i osiem dla wojsk marynarki wojennej

Polski rząd ogłosił ponowny przetarg na śmigłowce. W ich zakupie zostaną uwzględnione pilne potrzeby wojska. W obecnie prowadzonym przetargu Polska mam możliwość wybrania najlepszego sprzętu.

Gościem Radia Wnet był Wojciech Buczak –  poseł Prawa i Sprawiedliwości, członek Komisji Obrony Narodowej. Mówił o konieczności zakupu śmigłowców dla polskiej armii przez Ministerstwo Obrony Narodowej.

– Polski rząd ogłosił ponowny przetarg w trybie przyspieszonym, ponieważ poprzedni, jak wiadomo, nie został rozstrzygnięty. Rząd, decydując się na ten krok,  uwzględni pilne potrzeby wojska. Ministerstwo Obrony Narodowej  zakupi osiem  śmigłowców dla wojsk specjalnych oraz osiem dla wojsk marynarki wojennej. Swoje oferty złożyło trzech oferentów.

– Ten przetarg jest prowadzony inaczej niż poprzedni – teraz mamy możliwość wybrania najlepszego sprzętu – dodał.

Wojciech Buczak  podkreślił również, że poprzedni przetarg nie został zerwany, tylko „trwał za długo i nie zakończył się z powodzeniem ze względu na to, że oferta firmy nie spełniła zapowiedzianych warunków – przede wszystkim chodzi o ofertę dla polskiego przemysłu”. Zapytany, czy wcześniejsze wypowiedzi Antoniego Macierewicza nie będą podstawą do podważenia przetargu, odpowiedział:

 – Antoni Macierewicz nie założył i nie wskazał z góry, jaki sprzęt będzie zakupiony, tylko bazował na wiedzy dotyczącej potencjału polskich firm.

Gość Radia Wnet na pytanie o znaczenie Grupy Wyszehradzkiej dla Polski odpowiedział:

Od kiedy w Polsce rządy  przejął PiS, bardzo dynamicznie ruszyła współpraca Grupy Wyszehradzkiej. Przed nami trudne rozmowy o kształcie i przyszłości Unii Europejskiej.  Nasze doświadczenia historyczne powinny skłaniać nas do tego, by kraje Europy Środkowo-Wschodniej ze sobą współpracowały i wypracowywały wspólne korzystne rozwiązania dla tego rejonu Europy.

Na zakończenie Wojciech Buczak  skomentował ostatnie wybory na szefa Rady Europejskiej:

Z różnych powodów kraje Grupy Wyszehradzkiej  zagłosowały inaczej niż Polska, ale nie wyolbrzymiałbym tego. Dużo ważniejsza jest współpraca praktyczna i  gospodarcza.

jn

Anna Siarkowska: Czy polityka bezpieczeństwa narodowego jest spójna, czy mamy dwa ośrodki decyzyjne w tym sektorze?

– Dziwnym trafem MON dystansuje się od Strategicznej Koncepcji Bezpieczeństwa Morskiego BBN-u. […] Czy polityka bezpieczeństwa narodowego jest spójna? – pytała w Poranku Wnet Anna Maria Siarkowska.

W porannym programie Radia Wnet przewodnicząca klubu poselskiego Republikanie mówiła o dokumencie powstałym pod egidą Biura Bezpieczeństwa Narodowego – Strategiczna Koncepcja Bezpieczeństwa Morskiego Polski.

Jest to dokument wydany przez BBN, a podpisany przez prezydenta Andrzeja Dudę. Określa on główne kierunki rozwoju polskiej marynarki wojennej. Zgodnie z założeniami tego dokumentu chcemy, aby nasza marynarka wojenna osiągnęła trzecią kategorię. Dzisiaj jesteśmy w kategorii szóstej bądź siódmej. Trzecia kategoria umożliwiłaby nam nie tylko możliwość obrony na Bałtyku, ale operowania statków polskiej marynarki wojennej również na akwenach międzynarodowych.

Anna Maria Siarkowska powiedziała również o możliwym zaistnieniu konfliktu na linii prezydent Polski – Ministerstwo Obrony Narodowej: – Dziwnym trafem MON dystansuje się od tego dokumentu. Podczas podpisywania SKBM przez prezydenta Andrzeja Dudę obecny na posiedzeniu wiceminister obrony narodowej Tomasz Szatkowski powiedział, że jest to pewna koncepcja, a nie obowiązujący dokument. Tak więc, czy rzeczywiście polityka bezpieczeństwa narodowego jest spójna, czy mamy dwa ośrodki decyzyjne w tym sektorze? – pytała w Poranku Wnet.

Zdaniem przewodniczącej klubu poselskiego, to retoryka MON jest błędna, gdyż komunikaty ministerstwa sprawiają wrażenie niespójności ośrodków decyzyjnych odnoszących się do polityki obrony kraju.

K.T.

Czarnecki: Nawet „Der Spiegel” wyraził uznanie polskiemu rządowi w kwestii walki o kształt deklaracji rzymskiej

– Tylko upór Polski spowodował, że w deklaracji jest mowa o jedności Europy, a nie o Europie paru prędkości – powiedział w Poranku Wnet Ryszard Czarnecki, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.

W rozmowie z Aleksandrem Wierzejskim Ryszard Czarnecki stwierdził, że polska opozycja bagatelizuje udział Polski w kształtowaniu deklaracji rzymskiej: – Telefon przewodniczącego Tuska do prezydenta Rzeczpospolitej pokazuje, że walka o to, żeby ta deklaracja rzymska była optymalna z punktu widzenia Polski, trwała do ostatniego momentu.

Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego ocenił treść tej deklaracji jako dobrą z punktu widzenia Polski, ponieważ są w niej poruszone kwestie socjalne, bezpieczeństwa militarnego i antyterrorystycznego oraz jest w niej mowa o jedności Europy, a nie podziale na Unię wielu prędkości. Zaznaczył również, że w pewnym sensie podział w Unii już istnieje ze względu na strefę euro i strefę Schengen.[related id=”8698″]

Deklaracja rzymska jest o tyle istotna, że wbrew temu, na co się umawiali przywódcy Unii Europejskiej w styczniu, a umawiali się wtedy, że pod koniec czerwca, na koniec prezydencji Malty w Unii Europejskiej, będzie przyjęty taki poważny, sążnisty dokument o przyszłości Europy.

Okazuje się, że tego dokumentu nie będzie, bo i tak wszyscy w Europie czekają na wynik wrześniowych wyborów do Bundestagu – mówił Ryszard Czarnecki.

Podczas szczytu uwagę przykuło również zachowanie przewodniczącego Komisji Europejskiej, Jean-Claude Junckera. Oficjalnie był zmęczony, ale nieoficjalnie mówi się o problemie alkoholowym: – To nie jest żadna tajemnica, o tym piszą gazety. Pan przewodniczący Juncker jest od rana w bardzo dobrym nastroju, i to każdego dnia – co tłumaczy jego częste obcesowe zachowanie względem innych ludzi, komentował Ryszard Czarnecki.

WJB

Wiceminister Piotr Dardziński: Elita polskich naukowców nie opuści kraju dzięki systemowi doktorantów wdrożeniowych

– Doktoranci wdrożeniowi dostaną atrakcyjną propozycję pracy, zatrudnienia na cztery lata, a uczelnie dostaną ambitnych doktorantów – dr Piotr Dardziński, wiceminister Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Jak powiedział wiceminister w rozmowie z Łukaszem Jankowskim, polskiemu biznesowi oraz szkolnictwu wyższemu brakuje osób, dzięki którym będą mogli współpracować: – Ludzi, którzy potrafią zrozumieć zarówno logikę, jak i zasady funkcjonowania w rzeczywistości naukowej i w rzeczywistości biznesu. Właśnie ci doktoranci wdrożeniowi mają być zatrudnieni w przedsiębiorstwie, ale prowadząc działania naukowe na uczelni.

Odpowiadając na zarzuty, iż tacy doktoranci zaniżą poziom studiów, minister stwierdził, iż będą oni stanowić elitę: – Każdy doktorant, który będzie studiował i korzystał z tego programu, musi spełnić wszystkie wymagania, które spełnia normalny doktorant będzie też musiał spełnić warunek wdrożenia, czyli praktycznego wykorzystania pracy, a pilnować tego będzie promotor pomocniczy.

Wobec tej ustawy pojawiają się również zarzuty o nieprecyzyjny język: – Wszystkie sformułowania już dzisiaj istnieją. Przepisy, które zastosowaliśmy wobec doktora pomocniczego, są analogicznymi przepisami, które stosujemy dzisiaj do naukowców, którzy mają tytuł doktora, a przyjeżdżają do nas z Zachodu. Ale on ma być tylko profesorem pomocniczym.

Czy przedsiębiorcy deklarują chęć zatrudnienia takich osób? Ilu doktorantów ma mieć szansę ukończenia takich studiów?
Zapraszamy do wysłuchania nagrania.

WJB

Hajdasz: Niepokojący jest sposób interpretowania przez Ministerstwo Kultury tego, co się dzieje na rynku prasy w Polsce

– Warto byłoby uświadomić Ministerstwo Kultury, że problem istnieje i należy poważnie zająć się przepisami dotyczącymi dekoncentracji czy repolonizacji – powiedziała redaktor Jolanta Hajdasz.

Redaktor naczelna „Wielkopolskiego Kuriera Wnet”, relacjonując wczorajsze posiedzenie sejmowej komisji kultury, stwierdziła, że niewiele wiadomo na temat sytuacji prasy w Polsce: – Nie wiadomo, czy prace podążają w kierunku opracowania zupełnie nowych przepisów, czy też nowelizacji obowiązujących, ani czy konsultowane będą założenia do ustawy, czy już sam projekt.

Również informacje przedstawione przez ministerstwo nie napawają optymizmem: – Moja konkluzja jest następująca: wszyscy zagraniczni właściciele prasy w Polsce mogą spać spokojnie, bo na pewno prawo nie będzie działać wstecz, na pewno nikt nie będzie im niczego siłą narzucał – mówiła Jolanta Hajdasz.

[related id=”3768″]- To, co niepokojące, to sposób interpretowania tego, co się dzieje na rynku prasy w Polsce. Przedstawiono nam informacje tak, jakby problemu właściwie nie było. Porównano sektory mediów, dzienniki ogólnokrajowe, opiniotwórcze tygodniki ogólnopolskie i regionalne dzienniki i tygodniki. Właściwie w tych czterech grupach wyszło, że problemem jest tylko rynek dzienników regionalnych, gdzie dominuje grupa Polska Press – relacjonowała redaktor Hajdasz.

W jej opinii powinno się patrzeć na nakład i sprzedaż danych tytułów: – Jeżeli porówna się ten wskaźnik, to okaże się, że nr jeden w Polsce jest niemieckie wydawnictwo Bauer, dwa to Ringier Axel Springer, trzy to Polska Press Grupa. Agora jest dopiero czwarta.

Co więcej: – Nie rozumiem, dlaczego mamy się zastanawiać tylko nad tygodnikami opiniotwórczymi, kiedy dzisiaj przekazywanie treści odbywa się przede wszystkim nie w tych poważnych tygodnikach, tylko przez prasę kolorową – stwierdziła.

WJB
Fot.

Ryszard Czarnecki: Ci, którzy deklarują podział Unii Europejskiej na Unię kilku prędkości, są jej grabarzami

– Niektóre bogate państwa starej Unii chciały wpisać do deklaracji rzymskiej tworzenie Europy dwóch czy kilku prędkości, co jest dzieleniem Europy – powiedział Ryszard Czarnecki w Poranku Wnet.

Dzisiaj premier Beata Szydło przylatuje do Rzymu na szczyt UE z okazji 60 rocznicy podpisania traktatów rzymskich: – Szczyt zakończy się pewną deklaracją rzymską, która, jak sądzę, nie będzie miała przełomowego znaczenia, bo Unia przygotowuje poważniejszy, głębszy, dłuższy (co nie znaczy, że lepszy) dokument, który będzie mówił o przyszłości Europy. Ma on zostać przyjęty w czerwcu na szczycie Unii – powiedział wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.

Zdaniem europosła, pomimo tego, że dokument będzie przypominał bardziej akt strzelisty, obecność Polski na tym szczycie jest istotna: – Polska walczy o to, aby kształt tej deklaracji nie stanowił pretekstu, trampoliny dla krajów, które chcą docisnąć śrubę integracyjną, które chcą powstania Stanów Zjednoczonych Europy.[related id=”8444″]

Dopytany czy tym razem możemy liczyć na wsparcie Grupy Wyszehradzkiej, niż w przypadku wyboru szefa Radu Europy, odparł: – Konsultacje były. Tutaj w większym stopniu możemy spodziewać się solidarności.

Zapytany o ocenę pozycji Angeli Merkel po jej spotkaniu z Donaldem Trumpem, stwierdził, że to spotkanie uniemożliwiło mówienie, jakoby Niemcy przejęły prym nad rozmowami ze Stanami Zjednoczonymi. Pozycja pani kanclerz nie nie jest tak silna, jak była jeszcze przed napływem imigrantów, ale nadal jest mocna.

W kontekście zamachu w Londynie wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego zwrócił uwagę na stosowaną tam poprawność polityczną: – Brytyjska policja, media oraz niektóre portale w Polsce mówią o incydencie terrorystycznym. Co znaczy incydent terrorystyczny? Od ilu osób należy mierzyć zamach, a do kiedy jest incydent? Dziwna polityczna poprawność, która nie chce urazić muzułmanów – mówił, podkreślając, że dzień tego zamachu był rocznicą zamachu w Brukseli.

WJB

Hambura: Choć rząd prowadzi starania o zwrócenie wraku TU-154M, ich wynik prawdopodobnie będzie zależał od geopolityki

Mecenas Stefan Hambura: Tusk i Sikorski zaprzepaścili niepowtarzalną okazję. Rosjanie będą tę sprawę wykorzystywać politycznie. Być może nastanie taki czas, że ten wrak sami przywiozą do Polski.

Antoni Macierewicz w rozmowie z „Gazetą Polską Codziennie” poinformował, że złożył zawiadomienie dotyczące podejrzenia popełnienia przestępstwa przez byłego premiera Donalda Tuska w związku z tragedią smoleńską. Zawiadomienie ma dotyczyć okresu od 10 kwietnia 2010 r. do 2014 r., gdy Tusk został szefem Rady Europejskiej.

Premier Donald Tusk zawarł z Władimirem Putinem nielegalną umowę na szkodę Polski i za to powinien odpowiadać karnie – powiedział minister.

Wedle relacji mediów, podstawą do zgłoszenia sprawy do prokuratury jest artykuł 129 Kodeksu karnego, w którym jest napisane, że kto, będąc upoważniony do występowania w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej w stosunkach z rządem obcego państwa lub zagraniczną organizacją, działa na szkodę Rzeczpospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.[related id=”8237″]

Minister obrony narodowej zarzuca Donaldowi Tuskowi zaniechania podczas śledztwa i wymienia kilka przykładów, m.in. zgodę na zastosowanie do badania katastrofy smoleńskiej załącznika nr 13 konwencji chicagowskiej, co, zdaniem szefa MON, uniemożliwiło pełny udział strony polskiej w badaniu przyczyn.

O to, czy to oznacza, że b. premier Polski trafi do więzienia, Łukasz Jankowski zapytał w Popołudnia Wnet mecenasa Stefana Hamburę: – Tak może być, ale oczywiście najpierw te zarzuty musi zbadać prokuratura i ewentualnie wnieść akt oskarżenia, wtedy sprawa sądowa itd. – stwierdził mecenas.

Stefan Hambura przypomniał, że sam złożył zawiadomienie z tego artykułu w lipcu 2010 roku: – Ale zawiadomienie ministra Antoniego Macierewicza idzie o wiele dalej, bo obejmuje dłuższy okres.

Zapytany o działanie komisji mającej na celu wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej, mecenas odparł: – Uważam, że komisja działająca pod panem dr Berczyńskim działa z należytą starannością. Żeby rzetelnie pracować, potrzeba czasu i dajmy go tej komisji.

Dopytany o szanse na powrót wraku TU-154M do Polski, stwierdził, że starania są czynione, ale Donald Tusk i Radosław Sikorski zaprzepaścili niepowtarzalną okazję: – Tej szansy nie wykorzystali w 2010 roku. Wiemy, że Rosjanie będą tę sprawę wykorzystywać politycznie. Zobaczymy, jak sprawa ułoży się geopolitycznie. Być może nastanie taki czas, że ten wrak Rosjanie sami przywiozą do Polski.
WJB