Poseł PiS: Słowa doktora Wacława Berczyńskiego mogą zostać wykorzystane przeciwko Polsce przez Airbus Helicopters

W Popołudniu Wnet o propozycji Platformy, aby powołać komisję śledczą w sprawie przetargu na śmigłowe Caracal, rozmawialiśmy z Wojciechem Skurkiewiczem, wiceprzewodniczących Komisji Obrony Narodowej.

Na pierwsze strony gazet powróciła sprawa przetargu na śmigłowe dla sił zbrojnych. Nastąpiło to za sprawą słów dr Wacława Berczyńskiego, byłego przewodniczącego specjalnej podkomisji ds. ponownego zbadania katastrofy prezydenckiego Tu-154 w Smoleńsku, które padły w wywiadzie opublikowanym w „Dzienniku Gazecie Prawnej”, że to on „wykończył Caracale”.

Zdaniem posła Prawa i Sprawiedliwości, doktor Berczyński nie miał najmniejszego wpływu na zakończenie rozmów offsetowych z francuskim koncernem.   – Kontrakt na śmigłowe dla polskiej armii był tak dokładnie omawiany w Sejmie, także na Komisji Obrony, że już wszystko jest jasne, również dla posłów totalnej opozycji. Słowa doktora Berczyńskiego, które były z pewnością niefortunne, nie miały wpływu na rozstrzygnięcie przetargu w jego zakresie wojskowym. Ta część przetargu została zakończona jeszcze na miesiąc przed wyborami parlamentarnymi w 2015 roku – wyjaśnił Skurkiewicz. Podkreśili, że przetarg rozbił się o negocjacje offsetowe, które zakończyły się fiaskiem, bowiem Francuzi „wycofali się rakiem” ze zobowiązań i obietnic, jakie składali wcześniej.

Wiceprzewodniczący sejmowej komisji Obrony Narodowej przyznał jednak, że burza medialna wokół słów współpracownika ministra obrony może zostać wykorzystana w ewentualnym procesie przez stronę francuską. – Tego, co powiedział doktor Berczyński, nie da się bronić, to były słowa bardzo niefortunne, one nie powinny się pojawić – skonstatował.

Warto podkreślić, że negocjacje offsetowe w sprawie Caracali zakończyły się fiaskiem, ale nie z winy polskiego rządu, tylko za sprawą braku porozumienia obydwu stron. To jest normalna sytuacja w tego typu przetargach – podkreślił poseł PiS.

ŁAJ

 

Wojciech Cejrowski krytycznie o programie „Mieszkanie Plus”: Mamy kupować chińskie produkty i żyć na darmowym osiedlu

Pisarz w Radiu Wnet w negatywny sposób odniósł się do rządowego programu ułatwiającego Polakom tańszy wynajem mieszkań, a realizację rządowego projektu reindustrializacji nazwał pozorną.

W kontekście podpisanego przez prezydenta USA w ubiegłym tygodniu we wtorek rozporządzenia – „Kupuj amerykańskie, zatrudnij Amerykanów!” – Wojciech Cejrowski skrytykował polskie władze za zbytnie zaangażowanie się w chińską inicjatywę „Pasa i Szlaku”, którego sztandarowym projektem jest Nowy Jedwabny Szlak. Jednocześnie negatywnie odniósł się do jednego z projektów rządu premier Beaty Szydło – „Mieszkanie Plus”.

[related id=”15159″]

Trump podpisał rozporządzenie o tym, że amerykańskie produkty mają być produkowane przez Amerykanów. […] Powiedział: „Nie kupujemy chińskich produktów, jeśli jest możliwość kupna amerykańskich”. […] Szydło natomiast chce, żebyśmy wszystko kupowali z Chin poprzez Jedwabny Szlak. Będziemy płacić Chińczykom, kupując ich towar, podczas gdy sami nie będziemy niczego produkowali, tylko leżeli na osiedlu zbudowanym za darmo – powiedział.

W opinii Wojciecha Cejrowskiego inwestycje w postaci budowy lokali na wynajem w ramach projektu „Mieszkanie Plus” są działaniami pozornymi. Na przykładzie współpracy pomiędzy ministerstwem rozwoju a ministerstwem obrony narodowej pisarz i podróżnik ukazał słabość rządowego programu.

Jeśli osoba kupuje produkt sama od siebie, to jest to działanie pozorne. Jeśli zainwestowaliśmy własne pieniądze, a nowy kapitał nie wpłynął do gospodarki państwa, to jest to kreatywną księgowością rządu. Podam przykład: jeżeli wojsko kupuje towar od rządu, to rząd nie zarobił nic. Bo w momencie, kiedy rząd zarobił coś w innym sektorze, to jednocześnie wydał te pieniądze na produkty przeznaczone dla wojska, czyli rachunek wychodzi zerowy. Z tego samego portfela wydali i do tego samego portfela włożyli kapitał – powiedział w Radiu Wnet.

K.T.

 

 

Posłuchaj również jednego z fragmentów całej rozmowy Wojciecha Cejrowskiego z Krzysztofem Skowrońskim w Radiu Wnet z 19 kwietnia 2017 roku na YouTube:

Maciej Lisowski o reformie KRS: Władza sądownicza w żaden sposób nie podlega demokratycznemu wyborowi. To się zmieni

Dyrektor Fundacji Lex Nostra pozytywnie ocenił w Poranku Wnet zmiany, które mają się dokonać w sądownictwie: – Teraz przedstawiciele narodu (tj. posłowie) będą zgłaszać kandydatów na sędziów.

Jak powiedział Maciej Lisowski w rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim, proponowana reforma Krajowej Rady Sądowniczej jest „dobrym pomysłem”. W opinii dyrektora Fundacji Lex Nostra, zapowiedziana już w kwietniu przez PiS zmiana modelu powoływania i odwoływania sędziów do KRS jest sprawiedliwym rozwiązaniem, dzięki któremu trójpodział władzy w Polsce będzie bardziej zrównoważony.

Dotychczas jest tak, że KRS opiniuje kandydatów na sędziów, a później przedstawia propozycje prezydentowi. On ich albo powołuje, albo ich nie desygnuje. […] Co w takim razie ma być zmienione? Do tej pory w KRS zasiadali sędziowie wybierani jakby spośród tych samych sędziów. Środowisko sędziowskie wybierało skład Rady, która następnie decydowała, kto ma być sędzią lub ma otrzymać awans. De facto sędziowie wybierali sami siebie – wyjaśnił problem rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego.

[related id=”13510″]

Lisowski wytłumaczył przy tym, w jaki sposób ma zostać zlikwidowany wskazany przezeń problem: – Władza sądownicza w żaden sposób nie podlega ocenie społecznej i demokratycznemu wyborowi. To się zmieni. […] Przedstawiciele narodu (tj. posłowie oraz marszałek Sejmu) będą proponowali kandydatury sędziów rekomendowanych przez stowarzyszenia sędziowskie. To nie jest tak, że posłowie wezmą sędziego z łapanki i go zgłoszą. Będą musieli zwracać uwagę na rekomendację stowarzyszeń sędziowskich – tłumaczył.

Zdaniem dyrektora Fundacji Lex Nostra, zaproponowany przez PiS model powoływania sędziów do KRS wprowadzi „większy zakres kontroli nad karierami jurystów”, co w jego ocenie jest demokratyzacją sądów.

Ponadto zaopiniował planowane powołanie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Pomysł zapowiedziany przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę na początku b.r. podczas jednej z konferencji prasowych, ma za zadanie podnieść standardy etyczne w sądownictwie.

W przypadku ewentualnych przestępstw dokonanych przez sędziów, oskarżycielem będzie prokurator, czyli przedstawiciel innej grupy zawodowej. Kolokwialnie mówiąc, to nie będzie już sąd między sędziami – powiedział w Poranku Wnet Maciej Lisowski.

K.T.

 

 

Obejrzyj również wywiad z Maciejem Lisowskim na YouTube Radia Wnet!

Premier Szydło: Z Angelą Merkel będę rozmawiać na temat wyborów we Francji, Brexitu, migracji i niemieckich mediów

Szefowa polskiego rządu i kanclerz Niemiec w niedzielę w Hanowerze wezmą udział w ceremonii otwarcia targów przemysłowych Hannover Messe. Po niej dojdzie do spotkania Beaty Szydło z Angelą Merkel.

Szefowa polskiego rządu i kanclerz Niemiec w niedzielę w Hanowerze wezmą udział w ceremonii otwarcia targów przemysłowych Hannover Messe. Po oficjalnej ceremonii otwarcia targów dojdzie do spotkania Beaty Szydło i Angeli Merkel.

Pytana w sobotę w TVP, czego będzie dotyczyć ta rozmowa, premier odpowiedziała: – Spotykamy się w szczególnym dniu, bo jutro są wybory we Francji i na pewno będziemy miały okazję o tym porozmawiać. W momencie, gdy będzie nasza kolacja, będą pewnie znane pierwsze wyniki.

[related id=”14697″]- Ale będziemy też pewnie rozmawiać o tym, co w tej chwili absorbuje polityków europejskich. Za tydzień w Brukseli jest szczyt Rady Europejskiej, na którym mamy przyjąć założenia, instrukcje związane z Brexitem. Mamy też sporo wzajemnych spraw bilateralnych – powiedziała Szydło.

Premier zapowiedziała, że będzie też chciała zwrócić uwagę na sposób, w jaki niemieckie media przekazują informacje o Polsce. – Liczylibyśmy na to, chcielibyśmy, by media niemieckie nieco inaczej, a przede wszystkim uczciwie nas traktowały – podkreśliła.

Na pewno będziemy rozmawiać o problemie migracji, bo to jest jeden z ważnych tematów prezydencji maltańskiej. Tyle tylko, że stanowisko Polski jest odmienne niż stanowisko niemieckie. My uważamy, że problem migracyjny można rozwiązać w ten sposób, aby zwiększyć pomoc humanitarną, ażeby rozwiązywać ten problem tam, gdzie się rodzi – dodała.

Przypomniała o polskich inicjatywach – m.in. dotyczących odbudowy mieszkań dla osób poszkodowanych w konflikcie w Syrii (ma na to zostać przeznaczonych 4 mln zł) i wsparciu poszkodowanych w czasie wojny dzieci – przekazano na to 1,5 mln zł.

Natomiast w Hanowerze „chcemy pokazać, że Polska stawia na nowoczesne technologie, na innowacje, że jesteśmy państwem, w którym gospodarka i nauka łączy się po to, żeby wprowadzać nowe rozwiązania technologiczne” – podkreśliła szefowa rządu.

Przekonywała, że jej rządowi zależy na tym, żeby Polska gospodarka była oparta na badaniach, rozwoju i nowoczesnych technologiach.

Jesteśmy naprawdę na dobrej drodze, ale to jest początek. My sobie zdajemy z tego sprawę, że te dobre wyniki i to, że jutro jesteśmy w Hanowerze jako główny partner, to jest to wyróżnienie, to jest pokazanie i docenienie polskiej gospodarki, tego, co robi polski rząd, ale to jest też wielka odpowiedzialność, bo musimy w tej chwili zrobić wszystko, żeby te dobre wyniki, wskaźniki utrzymać i żeby one były jeszcze lepsze – stwierdziła premier Szydło.

[related id=”14622″ side=”left”]Premier powiedziała, że na targach w Hanowerze prezentowany będzie m.in. „elektryczny samochód z Polski”. – To jest produkt, który może stać się właśnie marką Polski i to jest produkt, który chcemy rozwijać i możemy właśnie w ten sposób budować markę Polski – dodała. Według niej ten produkt „będzie nas wyróżniał na arenie międzynarodowej”.

Polska jako kraj partnerski międzynarodowych targów przemysłowych będzie współgospodarzem niedzielnej ceremonii otwarcia, w której udział wezmą m.in. premier Beata Szydło i kanclerz Angela Merkel. Szefowe polskiego i niemieckiego rządu otworzą też wspólnie w poniedziałek polskie stanowisko.

Polskie stanowisko na terenie targów zajmie około 1,2 tys. metrów kwadratowych. Wśród polskich firm, które tam się zaprezentują, są m.in. Solaris Bus & Coach (producent autobusów, także elektrycznych), Saule Technologies (producent ultracienkich półprzeźroczystych ogniw fotowoltaicznych), Eko Energetyka (producent urządzeń do ładowania pojazdów elektrycznych) i TMA Automation (projektant rozwiązań w dziedzinie robotyki oraz automatyki).

Będą także obecne: Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, osiem regionów, pięć specjalnych stref ekonomicznych i Urząd Dozoru Technicznego. W strefie start-upów znajdzie się dodatkowo 18 młodych, innowacyjnych firm.

Polska obecność na targach będzie promowana pod hasłem „Smart means Poland”

Hannover Messe w tym roku odbędą się między 24 a 28 kwietnia, to jedne z największych targów przemysłowych na świecie.

WJB/PAP

 

Premier Beata Szydło: Wniosek o referendum ws. reformy edukacji wpłynął zbyt późno, reforma została już wdrożona

– Jestem za tym, aby w ważnych sprawach pytać Polaków, co sądzą. Natomiast w tym momencie mamy szczególną sytuację – powiedziała szefowa rządu, odnosząc się do inicjatywy referendum.

Pani premier, goszcząc w „Wiadmościach” TVP przekonywała, że polska szkoła potrzebuje reformy: – Wszystko to, co proponujemy w tej reformie, jest nastawione na to, by te dobre zmiany wprowadzić w szkole, by rodzice mogli być pewni, że ich dzieci są dobrze przygotowane, dobrze wykształcone, ale też mają dobrą opiekę, a nauczyciele – żeby mieli poczucie tego, że wykonują zawód, który jest szanowany i w godnych warunkach mogą pracować – mówiła Beata Szydło.

Premier tłumaczyła, że jest za tym, by w ważnych sprawach pytać o zdanie Polaków i uważa, że referenda są potrzebne: – Natomiast w tym momencie mamy szczególną sytuację, ponieważ ten wniosek referendalny wpłynął zbyt późno. Reforma edukacji została wdrożona, ona jest w tej chwili przygotowywana.

[related id=”14211″ side=”left”] – To nie jest łatwe, ja sobie z tego zdają sprawę, ale myślę, że w tej chwili te zmiany, które już są wprowadzane, przebiegają bardzo spokojnie. Powiedziała też, że minister edukacji Anna Zalewska prowadziła szerokie konsultacje w tej sprawie, bo przez kilka miesięcy jeździła po Polsce, spotykała się z samorządowcami, pedagogami i rodzicami. – I tutaj nie ma niejasności, żadnych! – podkreśliła premier.

Z inicjatywą przeprowadzenia referendum wystąpił Związek Nauczycielstwa Polskiego. Pod koniec stycznia zawiązał się komitet referendalny, w skład którego weszli przedstawiciele partii politycznych, stowarzyszeń, organizacji i ruchów społecznych popierających pomysł referendum, m.in. ruchu „Rodzice przeciwko reformie edukacji”, koalicji „Nie dla chaosu w szkole”, Kongresu Kobiet, Krajowego Porozumienia Rodziców i Rad Rodziców, Społecznego Towarzystwa Oświatowego, Krajowego Forum Oświaty Niepublicznej, OPZZ, PO, Nowoczesnej, PSL, Razem i Inicjatywy Polska.

WJB/PAP

Targi w Hanowerze: Zaprezentujemy m.in. łaziki kosmiczne, autobusy elektryczne, superprzetwornice i obiecujące start-upy

– Targi w Hanowerze to najważniejsze na świecie targi przemysłowe; trudno, żeby Polski tam nie było – powiedział w sobotę wicepremier, minister rozwoju i finansów, Mateusz Morawiecki.

Polska, jako kraj partnerski międzynarodowych targów przemysłowych w Hanowerze, będzie współgospodarzem niedzielnej ceremonii otwarcia, w której udział wezmą m.in. premier Beata Szydło i kanclerz Angela Merkel. Szefowe polskiego i niemieckiego rządu otworzą też wspólnie w poniedziałek polskie stanowisko.

Targi w Hanowerze to najważniejsze na świecie targi przemysłowe. Trudno, żeby Polski, która wyznaczyła azymut w Planie na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju na wzrost wysokodochodowego przemysłu, wysokodochodowych branż przemysłowych, tam nie było – powiedział wicepremier w radiu RMF FM.

Poza szefową rządu, w Hanowerze obecni będą także wicepremierzy: minister finansów i rozwoju Mateusz Morawiecki oraz minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin. Morawiecki weźmie udział m.in. w podpisaniu umów pomiędzy polskimi i niemieckimi firmami.

[related id=”14122″]Jak powiedział w sobotę wicepremier Morawiecki, Polska na targi zabiera około 200 przedstawicieli firm zaawansowanych technologicznie.

Łaziki kosmiczne, autobusy elektryczne, superprzetwornice i inne urządzenia o wysoko zaawansowanej technologii – ale dodatkowo mogę powiedzieć, że bierzemy ze sobą grupę start-upów, która zachwyciła ostatnio wielu inwestorów międzynarodowych – powiedział minister rozwoju.

Dodał, że już za trzy dni rusza program „Starter”, z którego blisko miliard złotych będzie dostępne dla start-upów.

To są pieniądze w dużym stopniu zagregowane z różnych programów unijnych. Natomiast w Hanowerze chcemy pokazać się nie tylko od strony znakomitych produktów rolnych, ale też chcemy pokazać nasze znakomite osiągnięcia przemysłowe. My chcemy, żeby polskie autobusy elektryczne jeździły po niemieckich drogach – podkreślił minister finansów.

Polskie stanowisko na terenie targów zajmie około 1,2 tys. metrów kwadratowych. Zaprezentuje się 11 polskich firm, wśród nich Solaris Bus & Coach (producent autobusów, także elektrycznych), Saule Technologies (producent ultracienkich półprzeźroczystych ogniw fotowoltaicznych), Eko Energetyka (producent urządzeń do ładowania pojazdów elektrycznych) czy TMA Automation (projektant rozwiązań w dziedzinie robotyki oraz automatyki).

Obecne będą także Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, osiem regionów, pięć specjalnych stref ekonomicznych i Urząd Dozoru Technicznego.

W strefie start-upów znajdzie się dodatkowo 18 młodych, innowacyjnych firm, a w całych targach weźmie udział w sumie ok. 200 przedsiębiorstw z Polski.

Polska obecność na targach będzie promowana pod hasłem „Smart means Poland”.

Hannover Messe w tym roku odbędą się między 24 a 28 kwietnia. To jedne z największych targów przemysłowych na świecie.

WBJ/PAP

Adam Abramowicz, PiS: Praca w Polsce jest opodatkowana podobnie jak wódka czy papierosy. Nasza propozycja to zmieni

Jako parlamentarny zespół wspierania przedsiębiorczości zaproponowaliśmy rozwiązanie, które bez obniżenia wpływów do budżetu pozwoli na zwiększenie dochodów Polaków – powiedział Adam Abramowicz.

Z posłem Prawa i Sprawiedliwości Adamem Abramowiczem rozmawialiśmy o propozycji gruntownej reformy systemu podatkowego zaprezentowanej na posiedzeniu parlamentarnego Zespołu Wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego.

Wszyscy mówią, że system podatkowy musi być prostszy, ale nikt do tej pory nie przedstawiał żadnych konkretnych propozycji. Zespół Wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego razem z licznymi organizacjami pozarządowymi, na podstawie ustawy śp. prof. Dzierżawskiego, zaproponował rozwiązanie, dzięki któremu Polacy będą mogli zarabiać znacznie więcej.

Nowy system podatkowy zaproponowany przez zespół parlamentarny zakłada np. likwidację dotychczasowych podatków: PIT, CIT, składek na NFZ, ZUS, Fundusz Pracy oraz na Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

Zamiast nich wprowadzony byłby powszechny podatek przychodowy, np. 27-procentowy podatek od funduszu płac, który zastępowałby dotychczasowy PIT oraz wszystkie pozapłacowe koszty pracy, wynoszące teraz, według obliczeń autorów pomysłu, 60 procent.

Planowany system podatkowy obejmowałby także: podatek przychodowy od działalności gospodarczej osób fizycznych, podatek przychodowy od przedsiębiorstw i banków, podatek od usług publicznych dla działalności gospodarczej, a także podatek od dywidend.

Podatek przychodowy od działalności gospodarczej osób fizycznych, jak mówił podczas prezentacji pomysłu Mariusz Pawlak z ZPP, wynosiłby średnio 3,9 proc., choć stawka dla różnych podmiotów wahałaby się między 1,5 proc. a 15 proc. Dodatkowo zostałby ustanowiony ryczałtowy podatek od usług publicznych, w wysokości 550 zł.

Poseł PiS podkreślił, że obecna konstrukcja podatków jest nieczytelna, przez co wiele firm nie jest w stanie utrzymać się na rynku. – System podatkowy jest wyjątkowo skomplikowany i przedsiębiorcy, którzy w Polsce chcą uczciwie działać i płacić podatki, są narażeni na to, że poprzez skomplikowanie systemu podejmują błędne decyzje lub też często to urzędnicy uważają, że [przedsiębiorcy] podejmują błędne decyzje podatkowe. W związku z takimi działaniami wielu przedsiębiorców musi zamykać swojej firmy.

Zdaniem Adama Abramowicza, jedną z największych bolączek przedsiębiorców jest znaczne opodatkowanie pracy, dlatego zaproponowana ustawa zakłada zdecydowane zmniejszenie tzw. klina podatkowego. – Dzisiaj praca jest obciążona tak dużymi podatkami i składkami zdrowotnymi, że przypomina wysokość akcyzy na papierosy czy wódkę. Te obciążenia sprawiają, że pracodawcy nie są w stanie przyjąć nowych pracowników i zapłacić odpowiednich pensji. Obecnie łączne opodatkowanie pracy wynosi ponad 60 procent.

Gość Poranka Wnet wskazał również na źródła sfinansowania przez budżet kosztów obniżki świadczeń do ZUS. – Chcemy zreformować podatek CIT, który jest nieefektywny i bardzo łatwo go ominąć, kiedy ma się pieniądze na dobrych prawników i doradców podatkowych. Optymalizacja podatkowa kosztuje dużo mniej niż uczciwe płacenie podatków.

Adam Abramowicz, pytany o możliwość realizacji swojego pomysłu, odpowiedział, że w przeszłości zespołowi udało się już przekazać rządowi pomysł rozwiązań przychylnych przedsiębiorcom. – My jako zespół jesteśmy organem pomocniczym dla rządu, w którym ścierają się różne poglądy. Na przykład rozwiązania o małym ZUS-ie dla mikroprzedsiębiorców, które obecnie zostały przyjęte przez rząd. Pomysł na reformę podatków nie jest ustawą rządową czy całego klubu PiS, ale propozycją składaną przez stronę społeczną i nasz zespół.

Przedsiębiorcy rozumieją, że pracownikom trzeba zwiększyć wynagrodzenia, tak aby byli bardziej zmotywowani oraz żeby młodzi Polacy w końcu przestali wyjeżdżać za granicę – podkreślił w Poranku Wnet Adam Abramowicz.

Z posłem PiS rozmawialiśmy również o reformie służby dyplomatycznej. – Od 1989 roku nie potrafiliśmy zorganizować fachowej służby dyplomatycznej niepowiązanej z PRL, która zajmowałaby się dobrem Polski. Jesteśmy już niepodległym krajem i powinniśmy mieć niezależną dyplomację.

ŁAJ/PAP

 

Min. Kownacki: Rząd Brazylii wynegocjował niższą kwotę za helikoptery; rząd PO-PSL wynegocjował niższą liczbę śmigłowców

Przy zakupie wojskowych śmigłowców Caracal Brazylijczycy potrafili w tym samym czasie wynegocjować znacznie lepsze warunki finansowe niż rząd PO-PSL – poinformował piątkowy „Nasz Dziennik”.

Według gazety takie wnioski płyną z analizy warunków kontraktu wynegocjowanego przez poprzedni rząd z koncernem Airbus Helicopters w porównaniu z umową, jaką ten producent zawarł z Brazylią.

„Nasz Dziennik” przypomina, że brazylijskie siły zbrojne kupiły od francuskiego koncernu 50 śmigłowców Eurocopter EC725 Super Cougar, obecnie wytwarzanych pod nazwą H225M Caracal. Francuzi chcieli początkowo otrzymać za te maszyny 2,5 mld euro (ponad 10 mld zł), ale ostatecznie Brazylijczycy wynegocjowali kwotę 1 mld 847 mln euro (czyli ok. 7,5-8 mld zł). Tymczasem rząd koalicji PO-PSL wynegocjował za 50 śmigłowców Caracal kwotę około 3 mld euro (13 mld zł).

Gazeta cytuje wiceministra obrony Bartosza Kownackiego, który przypomina, że poprzedni rząd zgodził się na zmniejszenie liczby zamawianych maszyn z 70 do 50 przy zachowaniu wartości kontraktu. „W Brazylii rząd wynegocjował niższą kwotę za zamawiane helikoptery, a w Polsce rząd PO-PSL wynegocjował niższą liczbę śmigłowców” – mówi gazecie wiceminister Kownacki.

Zdaniem „Naszego Dziennika”, o fiasku kontraktu na dostawy śmigłowców H225M Caracal przesądził brak umowy offsetowej. Wartość offsetu dla Brazylii była wyższa niż w Polsce (przekraczała 100 proc. wartości kontraktu przy zastosowaniu tzw. mnożników offsetowych). Cytowany przez gazetę Kownacki twierdzi, że offset proponowany Polsce przez AH miał wartość 3 mld zł wobec kontraktu o wartości 13 mld zł.

Źródło: PAP

lk

PiS zamierza „skończyć z PRL w MSZ” i wprowadzić projekt zmian w służbie zagranicznej; opozycja chce odrzucenia projektu

Państwo polskie zasługuje na osoby, które chcą w pełni służyć Rzeczypospolitej, które nie mają w życiorysie uwikłania w kolaborację z systemem sowieckim – powiedział minister Witold Waszczykowski.

PiS uważa, że projekt zmian w ustawie o służbie zagranicznej kończy z PRL-em w MSZ. Opozycja ocenia, że proponowane rozwiązania spowodują chaos i służą wprowadzeniu do dyplomacji osób związanych z PiS. PO, Nowoczesna, PSL i Kukiz’15 chcą odrzucenia projektu w pierwszym czytaniu.

Sejm przeprowadził w czwartek pierwsze czytanie przygotowanego przez MSZ projektu nowelizacji ustawy o służbie zagranicznej, który przewiduje m.in. wygaśnięcie – po 6 miesiącach od dnia wejścia w życie ustawy – stosunku pracy nawiązanego z członkami służby zagranicznej, chyba, że przed upływem tego terminu zostaną im zaproponowane nowe warunki pracy lub płacy. Stosunek pracy wygaśnie także, jeżeli członek służby zagranicznej nie przyjmie nowych warunków pracy lub płacy.

Ponadto projekt zakłada, że funkcjonariusze i współpracownicy komunistycznego aparatu bezpieczeństwa nie będą mogli pełnić służby zagranicznej – ma to dotyczyć osób, które do 31 lipca 1990 r. pracowały lub pełniły służbę albo były współpracownikami organów bezpieczeństwa państwa w rozumieniu tzw. ustawy lustracyjnej. Stosunek pracy z tymi osobami wygaśnie w ciągu 30 dni.

Wiceszef MSZ Jan Dziedziczak, prezentując projekt w Sejmie, mówił, że dotychczas w polskiej dyplomacji funkcjonowali ludzie związani z systemem komunistycznym, a nawet zdarzały się osoby, które były tajnymi współpracownikami służb bezpieczeństwa. – To było coś szczególnie niestosownego, że zdarzało się tak, że osoby takie miały za zadanie np. opiekowanie się Polonią, opiekowanie się ludźmi, którzy zostali bardzo skrzywdzeni w wielu przypadkach przez władzę komunistyczną – oświadczył wiceminister.

My chcemy to zmienić, bo państwo polskie zasługuje na osoby, które chcą w pełni służyć Rzeczypospolitej, które nie mają w życiorysie uwikłania w kolaborację z systemem sowieckim czy to formalną, czy to nieformalną – powiedział wiceszef MSZ. Dodał, że dziś osoby związane z dawnym systemem są już w służbie zagranicznej niepotrzebne i „stanowią jedynie zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa i interesu Rzeczypospolitej”.

Podkreślił, że aby uzupełnić kadry, MSZ „otwiera szeroko drzwi” dla kandydatów z Akademii Dyplomatycznej, która – jak zaznaczył – w tym roku ma rekordowo dużą liczbę słuchaczy, dwa razy więcej niż w roku ubiegłym. Podkreślił też, że trzeba skończyć „z biurokracją i doprowadzić do sytuacji, że procent dyplomacji w polskiej dyplomacji będzie wysoki, tak jak wymagają tego europejskie standardy”.

Według niego obecnie „niestety, ten zbiurokratyzowany twór, jakim jest w tej chwili służba zagraniczna, jest targany patologiami w stylu klanowości i kolesiostwa”. „To trzeba zmienić” – podkreślił wiceszef MSZ.

Posłanka PiS Małgorzata Gosiewska, odnosząc się do proponowanych zmian, powiedziała, że „po 28 latach doczekaliśmy się wreszcie momentu, kiedy możemy mówić o reformie w służbie zagranicznej, bo w międzyczasie powoływano nowe służby, reformowano instytucje państwa, a MSZ jaki był, taki jest”.

Posłanka PiS oceniła, że do dziś w resorcie pracują „oficerowie PRL-owskiej bezpieki”. – Może to Państwu nie przeszkadza, ale nam akurat tak i interesowi państwa polskiego również – powiedziała, zwracając się do posłów opozycji: PO i Nowoczesnej.

Według Gosiewskiej, w MSZ obecnie wciąż pracują osoby, które zaczynały karierę w latach 80. od „śledzenia emigracji, donoszenia na kolegów”. – Byli współpracownicy PRL-owskiej bezpieki oraz absolwenci wybitnej rosyjskiej uczelni już w tym resorcie zatrudnienia mieć nie będą, doczekaliśmy tego momentu, koniec z PRL-em w MSZ – powiedziała posłanka.

Gosiewska oceniła, że w resorcie pracują także osoby, które „nie tylko nie utożsamiają się ze służbą zagraniczną, ale też po prostu nic nie robią”. Stwierdziła, że istniała ustawowa możliwość rozstania się z takimi pracownikami poprzez regularne oceny okresowe, ale w praktyce „ograniczano się do przeniesienia źle ocenianego pracownika do innej komórki”.

Słyszymy, że to będzie chaos w służbie dyplomatycznej, demontaż czy wręcz paraliż, ale propozycje przedstawione przez rząd pani premier Beaty Szydło nie mają charakteru czystki, jak Państwo mówicie, jak przedstawia to tzw. totalna opozycja, a stanowi to próbę systemowego i dawno oczekiwanego uporządkowania wybranych zagadnień, w tym m.in. kwestii kadrowych – mówiła Gosiewska.

Jak zaznaczyła, zadaniem MSZ jest aktywnie współuczestniczyć w tworzeniu polskiej polityki zagranicznej. – Jednak gdy przyjrzymy się bliżej samej strukturze organizacyjnej ministerstwa, proporcjom pomiędzy komórkami organizacyjnymi zajmującymi się obsługą ministerstwa a komórkami zajmującymi się zagadnieniami politycznymi, to zrozumiemy, że ten resort nawet przy woli politycznej jego szefa nie był w stanie realizować swoich podstawowych założeń – stwierdziła.

Z kolei Rafał Trzaskowski (PO), zwracając się do polityków PiS podkreślił, że PRL skończył się 27 lat temu. – Ci straszni ludzie, o których Państwo mówicie, wprowadzili nas do NATO, do Unii Europejskiej – powiedział.

W momencie, kiedy decydują się losy Unii Europejskiej, w momencie kiedy Wielka Brytania wychodzi z Unii, przeredagowywany jest porządek globalny, kiedy decydują się najważniejsze kwestie bezpieczeństwa, wy chcecie wprowadzić największy chaos i niepewność w polskiej dyplomacji – mówił polityk PO do polityków PiS.

W jego ocenie prawdziwym celem projektu jest wprowadzenie do polskiej dyplomacji współpracowników PiS. – Wy nie ufacie ludziom, którzy mówią wam prawdę, i dlatego chcecie usunąć specjalistów i wprowadzić na ich miejsce swoich wiernych akolitów – stwierdził Trzaskowski.

Klub PO złożył wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu. Odrzucenia projektu chce również klub Nowoczesnej. Jak mówił poseł Nowoczesnej Adam Szłapka, polityka zagraniczna rządu PiS i ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego jest książkowym zobrazowaniem powiedzenia „ryba psuje się od głowy”.

W ciągu półtora roku funkcjonowania ministra Waszczykowskiego na stanowisku szefa MSZ potrafiliście doprowadzić całkiem dobrze zorganizowaną dyplomację, która wprowadziła Polskę do UE i NATO, do takiego stanu, że nie jest w stanie żadnego projektu zrealizować – powiedział, zwracając się do polityków PiS.

Jak mówił, PiS doprowadził dyplomację do „całkowitej kompromitacji” na szczycie unijnym, podczas którego przy sprzeciwie polskiego rządu przedłużono mandat szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska. Szłapka stwierdził, że planowana „dezubekizacja” i „dekomunizacja” służby dyplomatycznej to „skrajna hipokryzja”.

Bo to wy powołaliście na ambasadora w Berlinie TW Wolfganga – powiedział, zwracając się do posłów PiS i nawiązując do sprawy ambasadora Polski w Niemczech, Andrzeja Przyłębskiego – na początku marca poznański oddział IPN udostępnił teczkę personalną tajnego współpracownika o pseudonimie „Wolfgang”, dotyczącą Przyłębskiego.

Według posła Nowoczesnej, wygaszenie stosunków pracy z członkami służby zagranicznej to „bolszewicka czystka”, która otwiera furtkę do zatrudniania w służbie zagranicznej „misiewiczów”.

Mówcie rzeczy prawdziwe: zwalniamy ludzi, bo chcemy zatrudnić swoich – powiedział z kolei poseł Kukiz’15, Grzegorz Długi, w debacie nad projektem. Według niego projekt wyraża chęć wprowadzenia „złej ustawy, w złym, niecnym celu”. – Jeżeli chcecie wprowadzić tę ustawę, to łamiecie przepisy prawa, łamiecie konstytucję przynajmniej w dwóch przepisach, łamiecie porozumienia międzynarodowe związane z międzynarodową organizacją pracy, łamiecie ustawę o związkach zawodowych – mówił Długi, zwracając się do posłów PiS.

Zdaniem Długiego, tym projektem politycy PiS „łamią prawo, posługując się mianem aniołów”. – Nie jesteście aniołami, jesteście aniołami śmierci. Ta ustawa nie zasługuje na żadne poparcie. Ta ustawa nie jest żadną reformą – dodał Długi. Poinformował, że również klub Kukiz’15 składa wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu.

Podobny wniosek złożył klub PSL. Jak mówił w debacie poseł Marek Sawicki (PSL), w czasie międzynarodowych zawirowań związanych m.in. z Brexitem „nasi dyplomaci żyją perspektywą wygaszenia stosunków pracy”. W jego ocenie, rozwiązania zawarte w projekcie będą prowadzić do likwidacji polskiej służby zagranicznej. – Wam nie zależy na Polsce, na polskiej gospodarce, na dobrym imieniu Polski. Wam zależy na wewnętrznych rozgrywkach w kraju – powiedział pod adresem polityków PiS.

Jeśli jeszcze nie tak dawno mieliśmy teorię budowania wielkiego Międzymorza, teraz Trójmorza, a za chwilę się okaże, że pojezierza, to pytanie, po co ładujecie się w tego typu rozwiązania. Jeżeli w dyplomacji potrzebne są osoby wolne, niezawisłe i nieuwikłane w poprzedni system, to pozbądźcie się Piotrowicza, Jasińskiego, Przyłębskiego, Kryże. Przecież do tego nie potrzeba żadnej ustawy, to można zrobić jednym ruchem kadrowym – powiedział Sawicki.

Odpowiadając na pytania posłów ws projektu, wiceminister Dziedziczak powiedział m.in., że od 1944 roku do okresu po roku 1989 pracę w MSZ można było dostać dlatego, że należało się do rodziny dygnitarza partyjnego albo wysokiego urzędnika MSZ, a nie dzięki kompetencjom. – To była ta klanowość, to była ta patologia. Teraz tak nie będzie – oświadczył.

MSZ zaproponowało w tym roku pracę największej ilości absolwentów Krajowej Szkoły Administracji Publicznej ze wszystkich organów administracji publicznej. To jest ta otwartość, ta szansa dla wszystkich ze względu na ich kompetencje – mówił wiceszef MSZ.

Według Dziedziczaka, liczba zwolnionych osób ze służby dyplomatycznej będzie „mniejsza niż w latach koalicji PO-PSL”. – Wtedy to było ok. 300 osób. Teraz to będzie nawet kilkakrotnie mniej – zapowiedział.

Wiceszef MSZ zaznaczył, że w projekcie ustawy podkreślany jest etos urzędnika służby zagranicznej. – Służba zagraniczna, jak sama nazwa wskazuje, jest służbą dla Polski – mówił. Zdaniem Dziedziczaka, służba zagraniczna to praca wtedy, kiedy wymaga tego interes Polski, także w święta, w dni wolne, wieczorami. – My chcemy to podejście, oczywiste w wielu krajach, wprowadzić – oświadczył.

Zapowiedział, że podczas weryfikacji osób pełniących służbę zagraniczną mają być brane pod uwagę potrzeby służby zagranicznej, środki budżetowe i etatowe, a także ocena dotychczasowej służby.

Reforma ma unowocześnić MSZ, chcemy doprowadzić do sytuacji, że Polska będzie miała służby profesjonalne, nieobarczone żadnymi elementami z przeszłości, które uniemożliwiałyby dyplomacie skuteczną pracę dla Polski. Zależy nam, by to nowoczesne podejście, obecne w innych krajach UE, było także widoczne w naszych służbach dyplomatycznych – podsumował.

Źródło: PAP

lk

Jadwiga Chmielowska: Konflikt między prezydentem a szefem MON może być wynikiem działań rosyjskich służb

Cała sprawa Misiewicza jest sztucznie rozdmuchana, a fakt, że korespondencja między kancelarią prezydenta a MON jest ujawniania, może świadczyć o działalności agentów WSI, którzy czują się zagrożeni.

Zdaniem Jadwigi Chmielowskiej sprawa ujawniania dokumentacji strategicznej wskazuje na intensywne działania obcych wywiadów i agentów służb wywodzących się jeszcze z PRL-u. – Jeśli korespondencja między MON a BBN pojawia się w Internecie, to mam zastrzeżenia co do pracowników, zarówno kancelarii, jak i ministerstwa. W tej sprawie powinno pojawić się śledztwo. Bo w sytuacji otwartego konfliktu na Ukrainie przecieki korespondencji dowodzą, że nie możemy czuć się bezpieczni.

– Cała sprawa w sporze między Prezydentem i Ministrem Obrony wygląda na grę rosyjskich służb, a zdajmy sobie sprawę, że wojna hybrydowa w Europie trwa – zaznaczyła redaktor naczelna „Śląskiego Kuriera Wnet”.

Gość Południa Wnet odniosła się również do wczorajszych wydarzeń na Dworcu Centralnym w Warszawie: – Zaskakujące jest to, że takie manifestacje się odbyły, zwłaszcza, że przesłuchanie w prokuraturze dotyczyło sprawy podpisania współpracy służb polskich z Rosjanami. Przecież SKW nie może podpisywać umowy z GRU, to mi pachnie jakimiś zakulisowymi działaniami byłych oficerów WSI, którzy współpracowali z rosyjskimi służbami. Nie mam pojęcia, dlaczego Donald Tusk się na to zgodził. Politycy powinni ponosić odpowiedzialność za podejmowanie działania.

– Dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki, nie wierzę, aby Tusk miał większe szanse na odzyskanie poparcia w Polsce, aczkolwiek zachowanie elit i decyzje podejmowane przez rząd będą miały olbrzymie znaczenie dla przyszłego zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości – podkreśliła Jadwiga Chmielowska.

Redaktor naczelna „Śląskiego Kuriera Wnet” odniosła się do sprawy byłego rzecznika MON. – Sprawa Misiewicza pachnie rozróbą przygotowywaną przez byłe Wojskowe Służby Informacyjne, ponieważ zostanie ujawniony zbiór zastrzeżony i  oficerowie WSI czują się zagrożeni. Czekamy na ujawnienie aneksu do raportu po likwidacji WSI i stąd pojawiają się propozycje odwracania uwagi i kompromitowania MON. Bo sprawa Misiewicza jest sztuczna.

Z redaktor Jadwigą Chmielowską rozmawialiśmy również o zatrzymaniu Adama Słomki w areszcie w Mysłowicach. – Dlatego, że nie chciał zdjąć czapki maciejówki, w której chodzi na wszystkie uroczystości, w sądzie trafił do aresztu, gdzie spędził święta. Adam Słomka czuje się dobrze i wiemy, że opuści areszt w najbliższy piątek. To jest zemsta sądowa za walkę z pomnikami wdzięczności okupacyjnej Armii Czerwonej.

ŁAJ