Beata Szydło: Chciałabym, aby zapisać w konstytucji gwarancje wsparcia dla rodzin czy też gwarancje wieku emerytalnego

Premier Polski w wywiadzie dla Super Expressu stwierdziła również, że Unia Europejska nie ma w tej chwili możliwości, by UE zastosowała wobec Polski sankcje za nieprzyjmowanie migrantów.

W sobotnim wywiadzie dla „Super Expressu” szefowa rządu, zapytana, w jakim kierunku będą następowały zmiany polskiej konstytucji, stwierdziła, że propozycja prezydenta skonkretyzuje się w najbliższym czasie i wtedy będzie można coś więcej na ten temat powiedzieć. Przede wszystkim, aby zmienić konstytucję, trzeba mieć taką możliwość, czyli mieć większość konstytucyjną. Obecnie rządzący obóz polityczny stawia sobie za cel, by w 2019 r. taką większość mieć.

Premier powiedziała, że osobiście chciałaby, aby zapisać w konstytucji gwarancje wsparcia dla rodzin czy też gwarancje wieku emerytalnego – czyli tych projektów, które zostały wprowadzone w życie, a które PO po dojściu do władzy zlikwiduje.

Na kolejne pytanie, co UE może nam realnie zrobić za nieprzyjmowanie migrantów, premier odpowiedziała, że nie ma takiej możliwości, żeby w tej chwili UE zastosowała jakieś sankcje, mimo że grożą nimi niektórzy politycy.

Beata Szydło podkreśliła, że groźby, jakie płyną ze strony UE między innymi pod adresem Polski, są próbą zamaskowania błędnych decyzji unijnych i przerzucenia konsekwencji za nie na państwa członkowskie, ale szantaż i pogróżki nie są dobrym rozwiązaniem, a problemu nie rozwiąże przymusowe narzucenie państwom członkowskim rozwiązań dotyczących polityki migracyjnej.

Polski rząd stoi na stanowisku, że UE musi wypracować dobrą i skuteczną politykę migracyjną, która pomoże ludziom. – Rozwiązaniem nie jest niekończące przyjmowanie migrantów do Europy. Przez kilka lat taka polityka migracyjna jest realizowana i nie przynosi efektów – podkreśliła premier.

Odnosząc się do wypowiedzi szefa Rady Europejskiej, Donalda Tuska, który zapowiedział konsekwencje dla Polski, jeśli ta nie będzie uczestniczyć w mechanizmie relokacji, Beata Szydło stwierdziła, że Tusk udowadnia w ten sposób, iż jego wybór na szefa RE „był pomyłką i jako szef tego ciała nie koncentruje się na rozwiązywaniu problemu migracyjnego, tylko na walce z rządem polskim i węgierskim”.

I przypomniała, że nie tylko tylko polski rząd bardzo głośno  mówi o złej polityce migracyjnej Unii. Ta polityka nie jest realizowana przez zdecydowaną większość państw członkowskich: – Dotychczas rozlokowano raptem ok. 10 proc. migrantów, co o czymś świadczy.

Premier przypomniała, że Polska od samego początku konsekwentnie i z odwagą podnosiła ten problem i nie bała się dyskusji na ten temat, a cały Wyszehrad jest w tej chwili tego samego zdania.

Podkreśliła przy tym, że „Polska chce pomagać tym wszystkim, którzy wymagają pomocy”.

– Systematycznie zwiększamy pomoc humanitarną, którą realizujemy poprzez projekty w Libanie, Jordanii, Syrii. Projekty te dotyczą konkretnej pomocy medycznej, odbudowy szkół, szpitali czy domów. Realizowane inicjatywy na bieżąco monitorujemy i kontrolujemy wydatkowanie przekazywanych środków. Dzisiaj mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, iż nasze działania sprawdzają się i przynoszą konkretne efekty – powiedziała Beata Szydło.

Premier oceniła też, że gdyby w Polsce rządziła PO, „naraziłaby nas na zagrożenie dwojakiego rodzaju”. Stwierdziła, że politycy PO po pierwsze są ulegli wobec UE i zgodziliby się na przymusową relokację. Po drugie, nie pomogliby też imigrantom, ponieważ nie mają własnego zdania na ten temat.

– Grzegorz Schetyna z dnia na dzień zmienił zdanie, gdy tylko UE tupnęła nogą. Gdy Donald Tusk powiedział o karaniu, Schetyna natychmiast stwierdził, że uchodźców trzeba przyjmować. PO nie jest partią, która byłaby zdolna prowadzić suwerenną politykę migracyjną i suwerenną politykę wobec UE, reprezentować w Brukseli polskie racje. Tak zachowywali się przez osiem lat i widać, że nadal podążaliby w tym kierunku – powiedziała premier.

Odniosła się również do miesięcznic smoleńskich. Oświadczyła, że służą upamiętnieniu katastrofy, a jest wiele ośrodków, które chcą, by Smoleńsk został zapomniany.

Zapytana o rekonstrukcję rządu, Beata Szydło powiedziała, że w tej chwili nie ma takiej potrzeby.

WJB/PAP

Rzecznik rządu: Jest bardzo zaskakujące, że Donald Tusk grozi Polsce sankcjami za decyzję o nieprzyjmowaniu uchodźców

Człowiek, który ma ponoć reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej, grozi nam sankcjami. Tymczasem program relokacji uchodźców jest realizowany przez wszystkie państwa zaledwie w 10 procentach.

Donald Tusk oświadczył, że polski rząd wyłamuje się z europejskiej solidarności, nie przyjmując uchodźców w ramach programu relokacji. Dodał, że jest w stanie zrozumieć argumenty polskiego rządu, ale będzie wiązało się to z konsekwencjami.

– Groźby Donalda Tuska są trochę dziwne, ponieważ nie tylko Polska nie realizuje tych nietrafionych decyzji Komisji Europejskiej, ale również inne państwa – mówił w czwartek rzecznik rządu na antenie Polskiego Radia 24.
[related id=”14061″]

Jak dodał, program relokacji obecnie jest realizowany na poziomie 10 proc. przez wszystkie państwa członkowskie. Zdaniem Bochenka pokazuje to, że „ta polityka jest nieskuteczna i nieakceptowana”.

Według Bochenka nie ma w Europie spójnej i kompleksowej polityki w zakresie uchodźców. Jak mówił, nie ma „żadnego systemowego mechanizmu przeprowadzenia procesu adaptacji tych ludzi w społeczeństwach europejskich”.

Rzecznik rządu zaznaczył, że Komisja Europejska zobowiązała się do przygotowania do relokacji 160 tysięcy uchodźców, tymczasem ich liczba jak dotąd wynosi tylko około 20 tysięcy. W jego ocenie świadczy to o tym, że KE nie jest w stanie weryfikować tożsamości uchodźców.

Jak mówił, od samego początku był problem z funkcjonowaniem tzw. hotspotów, za pośrednictwem których miał się odbywać proces „rozdziału” uchodźców pomiędzy państwa członkowskie.

– Ci migranci, którzy do tych „hotspotów” napływali, przyjeżdżali z podrobionymi dokumentami albo w ogóle bez dokumentów. Był problem z ustaleniem ich tożsamości, powiązań rodzinnych, ostatniego miejsca pracy – mówił Rafał Bochenek. Jak stwierdził, „hotspoty” już od początku „de facto nie działały”.

[related id=”14055″ side=”left”]

Komisja Europejska zagroziła we wtorek rozpoczęciem procedury o naruszenie prawa UE, jeśli Polska, Węgry i Austria do czerwca nie przystąpią do relokacji uchodźców; te trzy kraje nie relokowały dotychczas ani jednej osoby.

We wrześniu 2015 roku państwa członkowskie UE zgodziły się na przeniesienie na teren państw członkowskich 160 tys. uchodźców z Włoch i Gracji; termin zakończenie działań wyznaczono na wrzesień 2017 roku. Dotychczas tylko nieco ponad 18 tys., czyli około 11 proc. ustalonej liczby osób, zostało faktycznie przeniesionych.

Premier Beata Szydło we wtorek oświadczyła, że nie ma w tej chwili możliwości, by do Polski byli przyjmowani uchodźcy. Podkreśliła, że rząd polski nie zgadza się, by UE narzucała Polsce i innym krajom członkowskim obligatoryjne decyzje dotyczące tej kwestii.

PAP/JN

Bezpieczeństwo, nasza tożsamość, wspólne wartości, infrastruktura, rola parlamentów w polityce – to kluczowe kwestie

Stanisław Karczewski: Naszym celem jest budowanie mostu, także w kwestiach, w których mamy rozbieżne interesy. Chcemy rozmawiać o współpracy, dzielić się doświadczeniem, osiągnięciami i sukcesami.

Marszałek Senatu Stanisław Karczewski, bohater – jak nazwał go red. Krzysztof Skowroński w powitaniu na antenie – i współgospodarz szczytu przewodniczących parlamentów krajów Europy Środkowej i Wschodniej, mimo napiętego programu dzisiejszych debat parlamentarnych znalazł czas na rozmowę w Poranku Wnet. „Bohaterem to są nasi goście” – ripostował Marszałek – „ja i pan marszałek Kuchciński jesteśmy gospodarzami”. Podkreślił, że duża frekwencja, to, jak dużo państw przyjęło zaproszenie i przyjechało wczoraj do Warszawy, to wielka nadzieja i powód do radości.

Jest pięć tematów, które mają być kluczowymi obszarami rozmów na forum przewodniczących. Są to bezpieczeństwo, nasza tożsamość, wspólne wartości, infrastruktura i rola parlamentów w polityce, w tym współpraca międzyparlamentarna – wymieniał marszałek Karczewski.  Na pytanie red. Skowrońskiego, czy efektem spotkań będzie jakaś wspólna konkluzja, przesłanie do krajów Europy Zachodniej, świata, ONZ, nasz gość odpowiedział, że nie jest to celem szczytu, choć wszystko to, co będzie tematem debat, niewątpliwie powędruje w świat jako głos  naszego regionu. Natomiast „byłoby trudno w tak krótkim czasie ustalić treść wspólnej deklaracji – to jednak 30 delegacji”; jednak „będziemy nad tym pracować”. Ideą szczytu jest natomiast wymiana doświadczeń, dzielenie się osiągnięciami i sukcesami, „największy nacisk kładziemy na rozmowy”.

Marszałek zwrócił uwagę, że spośród najbardziej rozwiniętych krajów regionu aż osiem ma swe reprezentacje w warszawskim szczycie, jest więc o czym rozmawiać i od kogo czerpać wiedzę wynikającą z doświadczeń.

„Podczas intensywnych rozmów bilateralnych” ważnym punktem będzie współpraca, w tym współpraca gospodarcza. Jednak „nie podpisujemy żadnych umów – stwarzamy dobre warunki, taki background, dobrą atmosferę do współpracy ministrów, szefów państw, prezydentów, to jest nasze zadanie” – mówił nasz gość.

Na pytanie Krzysztofa Skowrońskiego o rozbieżności interesów poszczególnych państw uczestniczących w szczycie, Marszałek przyznał, że w istocie tak jest i że jest to zrozumiałe. Jednak intencją spotkania jest „poszukiwanie mostu”, tego, co wzmocni wzajemne relacje. To daje nadzieję na wspólne działania i ich dobre efekty także w tak trudnych kwestiach jak np. sprawy energetyczne, które będą poruszane na dzisiejszym panelu dotyczącym infrastruktury, a prowadzonym właśnie przez Marszałka Senatu.

A jak to jest z zarzutami o łamanie demokracji w Polsce i konieczności ukarania nas, czy te tematy także są czy będą poruszane podczas rozmów przewodniczących parlamentów – dopytywał red. Skowroński. Jak dotąd nie były – zaznaczył nasz gość, podkreślając, że w pierwszym dniu szczytu rozmawiał z większością delegatów i każda z tych rozmów skupiona była wyłącznie na współpracy. „To były bardzo otwarte i dobre merytoryczne rozmowy”, podkreślał, m.in. o programie 500+, którym zainteresowanych jest wiele państw, np. Gruzja, zmagających się z podobnymi jak my problemami demograficznymi. Tak że zarzuty czy też tezy opozycji wydają się w tym kontekście niecelne.

Natomiast w kwestii uchodźców – nie ukaże się wspólne stanowisko krajów Europy Środkowo-Wschodniej – zaznaczył marszałek Karczewski. Takie stanowisko to byłaby ingerencja w indywidualne decyzje rządów poszczególnych państw – uzasadniał, choć na pewno problem ten zostanie podniesiony podczas dzisiejszej debaty. „Jednaknie nie będzie to temat kluczowy”.

– Kluczowy to bezpieczeństwo? W sensie militarnym? – pytał redaktor Poranka Wnet.

– Tak, ale też inne – infrastruktura, rola parlamentów, nasza tożsamość, wspólne wartości – to, co nas łączy.

Krzysztof Skowroński zwrócił uwagę, że wśród delegacji, które przyjechały do Polski, jest też Azerbejdżan. To już doprawdy kres Europy Środkowo-Wschodniej – zauważył.

Formuła szczytu jest bardzo otwarta, bardzo szeroka – mówił Marszałek – „chcemy zajmować się problemami nie tylko UE. Europa to nie tylko Unia, to większy obszar, to też kraje, które chcą z nami współpracować i są w naszym bliskim sąsiedztwie”. Natomiast zabrakło delegacji Czech, co jest związane z bardzo poważnym kryzysem politycznym, jaki ma miejsce w tym kraju.

Krzysztof Skowroński spytał o głosy opozycji czeskiej, które w wielu punktach pokrywają się z opiniami „Gazety Wyborczej”. Gość Poranka Wnet podkreślił, jak bardzo ważna jest kwestia dobrych relacji w ramach Grupy Wyszehradzkiej. – To nasze spotkanie nie jest wymierzone przeciwko jakiejkolwiek strukturze – podkreślił. – Nie jesteśmy też sami nastawieni na budowanie struktury.

Jeszcze raz powtórzył, że ideą szczytu jest budowanie dialogu, poszukiwanie porozumienia i relacji bardziej „bilateralnych niż strukturalnych”.

Powróćmy do wywołanego tematu – zaproponował redaktor Poranka – skoro już padła nazwa „Gazety Wyborczej”:

– Czy będzie mowa o alternatywnych źródłach informowania? Czy ten pomysł o wyszehradzkiej telewizji gdzieś jeszcze się tli?

Stanisław Karczewski przyznał, że ten pomysł był mu bardzo bliski, niestety nie wie, na jakim etapie jest dzisiaj. Natomiast wspomniał o podobnej idei, którą stara się realizować w ramach organizowanych przez siebie comiesięcznych śniadań dla dziennikarzy, na których rozmawia z obecnymi na aktualne tematy, o sprawach toczących się „w parlamencie i obok nas”. Przy okazji podziękował dziennikarzom Radia Wnet za udział w tych spotkaniach. Mówił też o podobnych śniadaniach skierowanych do dziennikarzy zagranicznych akredytowanych w Polsce i o tematach pierwszego: przede wszystkim o obecnym szczycie, ale także o naszych aktualnych problemach wewnętrznych i zewnętrznych.

Prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier 19 maja na zaproszenie Andrzeja Dudy złoży oficjalną wizytę w Polsce. Czy sprawa mniejszości polskiej w Niemczech, jako niezwykle ważna w relacjach polsko-niemieckich, jest wpisana w agendę spotkania prezydentów? – pytał red. Skowroński. „Tak, to bardzo ważny temat” – przyznał nasz gość. Powiedział, że kwestię tę podejmował z  Steinmeierem już wcześniej, gdy był on ministrem spraw zagranicznych Niemiec, jednak nie była ona wtedy do końca rozwiązana i dlatego liczy na to, że powróci jako ważny punkt spotkania w Warszawie.

Jeśli chodzi o dzisiejszą debatę, odbędzie się ona w sali parlamentarnej Sejmu.

– Będziemy dyskutować aż do wyczerpania listy mówców – zapewniał Stanisław Karczewski.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy.

 

 

Obejrzyj również wywiad z marszałkiem Senatu na YouTube Radia Wnet:

Minister Jan Szyszko: Gminy powinny rekompensować prywatnym właścicielom to, że na swoim terenie utrzymują drzewa

Wedle ministra środowiska mogłoby to się odbywać np. przez obniżkę podatku gruntowego. Stwierdził, że jeśli właściciel posadził na swoim gruncie drzewo, to powinien móc je też bez przeszkód usunąć.

Według szefa resortu środowiska, gminy w wielu przypadkach „przerzuciły” na prywatnych właścicieli gruntów odpowiedzialność za utrzymywanie terenów zielonych.

„Mnóstwo lasów oraz terenów zielonych zostało zabudowanych przez miasta, przez co osiągnęły one konkretne korzyści finansowe. Z kolei prywatni właściciele, jeśli mają na swoim terenie drzewa, muszą niejako bezpłatnie świadczyć usługi dla tych, którzy ich nie mają, mimo że je posadzili i wyhodowali. Obecny system kontroli polega de facto na donosicielstwie, bo samorządy nie wiedzą, ile mają drzew. Polega to na tym, że ktoś informuje urzędników o usunięciu drzewa, następnie oni przyjeżdżają i nakładają karę” – powiedział.

Minister ocenił, że samorządy powinny rekompensować prywatnym właścicielom gruntów to, że utrzymują oni na swoim terenie tereny zielone. – Jeżeli na swoim gruncie mamy cenne z punktu widzenia społeczności lokalnej drzewa – chodzi o wartości przyrodnicze czy krajobrazowe – to gmina powinna rekompensować takim właścicielom to, że nie mogą oni w pełni korzystać ze swojej nieruchomości. Mogłoby to być np. obniżenie podatku gruntowego, który by rósł do „normalnej stawki” przy wycięciu drzew – wyjaśnił.

Od początku roku obowiązują zliberalizowane przepisy dotyczące wycinki drzew na prywatnych gruntach. Zgodnie z nimi właściciel nieruchomości może bez zezwolenia wyciąć drzewo na swojej działce, bez względu na jego obwód, jeśli nie jest to związane z działalnością gospodarczą. Przepisy te wzbudziły jednak społeczne protesty.

Minister zwrócił uwagę, że to co się wydarzyło po Nowym Roku wykazało przede wszystkim braki w planowaniu przestrzennym w gminach. „Poselska nowelizacja ustawy o ochronie przyrody, która zaczęła obowiązywać od 1 stycznia, była wspierana przeze mnie całym sercem, bo przywracała właścicielom gruntów prawo do zarządzania nimi wedle swojego uznania. To, co zaistniało po 1 stycznia, pokazało dobitnie, że gminy nie mają planów zagospodarowania przestrzennego, które nakładałyby na miasta obowiązek dbania o tereny zielone. To obowiązkiem miast, a nie prywatnych właścicieli jest finansowanie, utrzymywanie terenów zielonych” – powiedział.

Przypomniał, że niedawno Najwyższa Izba Kontroli informowała, że plany zagospodarowania przestrzennego obejmują tylko ok. 30 proc. powierzchni kraju.

W czwartek Sejm poparł senackie poprawki do noweli dotyczącej wycinki na prywatnych gruntach. W kwietniu posłowie zdecydowali, by przepisy zmienić tak, aby planowaną wycinkę zgłaszać organom gminnym. Urzędnik będzie miał dokonać oględzin w ciągu 21 dni. Jeżeli gmina nie wyrazi sprzeciwu, tzw. milcząca zgoda, to właściciel będzie mógł ją przeprowadzić. Gminy mają też dostać nowe narzędzie, które pozwoli im wyrazić sprzeciw wobec wycinki, jeśli drzewo będzie cenne przyrodniczo. Kryteria, na podstawie których urzędnik będzie mógł wydać taki zakaz, mają zostać określone w rozporządzeniu ministra środowiska.

Nowe przepisy przywrócą też konieczność uzgodnienia z regionalnym dyrektorem ochrony środowiska zezwolenia na usunięcie drzew w pasie przydrożnym. Wyjątek stanowić będą niektóre gatunki topoli.

Nowe prawo zakłada, że jeśli przed upływem pięciu lat od dokonania oględzin przez urzędnika gminnego właściciel wystąpi o pozwolenie na budowę związaną z prowadzeniem działalności gospodarczej i będzie ona realizowana na części nieruchomości, gdzie rosły usunięte drzewa, będzie musiał uiścić opłatę za wycinkę tych drzew.

PAP/WJB

Morawiecki w „24 minuty”: polska gospodarka, podatki, repolonizacja, Macron, Brexit, polityka klimatyczna UE… (VIDEO)

Wicepremier, minister rozwoju i minister finansów Mateusz Morawiecki był gościem Krzysztofa Skowrońskiego w cotygodniowym programie w TVP Info „24 minuty”, o godzinie 18:00 w poniedziałek 8 maja.

Redaktor twittera TVP Info starał się na żywo podsumowywać najważniejsze wątki rozmowy, ale najlepiej obejrzeć cały wywiad na stronie programu w serwisie vod.tvp.pl.

Minister prezydenta: Nie wykluczam, że referendum nad zmianami w konstytucji odbędzie się razem z wyborami samorządowymi

Paweł Mucha, Sekretarz Stanu Kancelarii Prezydenta RP w Poranku Wnet ujawniał szczegóły debaty nad zmianami w ustawie zasadniczej zapowiedzianej przez Prezydenta Andrzeja Dudę w przemówieniu z 3 maja.

Kontekst wystąpienia prezydenta był bardzo dobry, ponieważ pan prezydent mówił o zmianie ustawy zasadniczej  w 226 rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja. Pan prezydent zwrócił uwagę, że po 20 latach funkcjonowania Konstytucji z 1997 roku nadszedł czas, aby w ramach społeczeństwa usiąść do pogłębionej dyskusji, jak kształtować przyszły ustrój III Rzeczypospolitej na następne dziesięciolecia – powiedział w rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim prezydencki minister Paweł Mucha.

[related id=16521]

W czasie obchodów święta uchwalenia Konstytucji 3 Maja prezydent Andrzej Duda zapowiedział rozpoczęcie pogłębionej debaty społecznej nad zmianami w ustawie zasadniczej – Chcę, aby w sprawie Konstytucji Rzeczypospolitej odbyło się w naszym kraju w przyszłym roku, roku 100-lecia niepodległości, referendum – powiedział w środę na Placu Zamkowym.

W Poranku Wnet Paweł Mucha, zastępca Szefa Kancelarii Prezydenta RP, zaprezentował szczegółowe zagadnienia, które powinny stać się przedmiotem debaty społecznej: – Wiele jest kwestii, które wymagają refleksji i poprawy w ramach przygotowywania nowej konstytucji, jak w przypadku elementów zachowania praw, ale także szczegółowe kwestie, jak chociażby podział władzy, a także zagadnienia natury społecznej, na co Prezydent zwracał uwagę już w zeszłym roku.

[related id=16410 side=left]

Na propozycję prezydenta krytycznie odpowiedziała większość stronnictw opozycyjnych z Platformą Obywatelską na czele: – Propozycja prezydenta ws. referendum dotyczącego konstytucji jest niepoważna i kompromitująca – ocenił lider PO Grzegorz Schetyna. Przewodniczącemu Platformy wtórowali politycy Nowoczesnej, którzy podkreślali, że nie zamierzają uczestniczyć w żadnych rozmowach z prezydentem Andrzejem Dudą o zmianie konstytucji.

Zdaniem gościa Poranka Wnet, stanowisko opozycji będzie ulegać zmianie w trakcie prowadzania społecznej dyskusji nad propozycjami zmian w konstytucji. – Wśród opozycji pojawiają się postawy racjonalne, jak chociażby te wyrażane przez polityków Kukiz’15. Głosy totalnej opozycji mają charakter totalnej negacji jakichkolwiek propozycji władz, ale wątpię, aby taka postawa mogła być utrzymywana przez dłuższy okres. Pan prezydent odnosi się do głosu społeczeństwa, które w większości chce zmian. Wątpię, aby partie totalnej opozycji odwracały się plecami do własnych wyborców.

Prezydent chce zainicjować dyskusję w ramach całego społeczeństwa, ale też z udziałem ekspertów z Narodowej Rady Rozwoju i prawników spoza tego ciała. – Chcemy, aby efektem tej dyskusji była analiza, co zdaniem społeczeństwa powinno być zmieniane w ustroju państwa – powiedział Paweł Mucha.

Gość Poranka Wnet zaznaczył, że nie ma możliwości, aby Prezydent zaproponował zmiany, które nie będą miały szerokiego poparcia społecznego – Nie wyobrażam sobie, aby nowa konstytucja nie była budowana w oparciu o społeczną zgodę. (…) Jeżeli nie będzie poparcia w referendum dla zmian, jakie zostaną przyjęte w ramach dyskusji społecznej, to nie będą one implantowane. Nie wyobrażam sobie, aby ta nowa konstytucja powstawała bez głębokiego namysłu.

Z konkretnych rozwiązań w projekcie zmian w ustawie zasadniczej, zdaniem ministra, powinny znaleźć się również podstawowe kwestie ustroju państwa: – Wielokrotnie w dyskusjach wracała kwestia, jaki powinien być rodzaj systemu rządów: czy system gabinetowy, czy prezydencki. To będzie również elementem namysłu w dyskusji nad nową ustawą zasadniczą.

Prezydencki minister krytycznie odniósł się do propozycji pełnego personalnego rozdzielenia władzy ustawodawczej od wykonawczej: – Nie sposób wyobrazić sobie sytuację, w której ministrowie nie cieszą się poparciem większości władzy ustawodawczej. (…) Nie jestem zwolennikiem rozdzielenia mandatu posła z zasiadaniem w rządzie.

– Wyobrażam sobie, że referendum w sprawie zmian w konstytucji mogłoby odbyć się w dniu wyborów samorządowych – zaznaczył pod koniec rozmowy Paweł Mucha, minister w Kancelarii Prezydenta.

ŁAJ

 

Resort środowiska stanowczo przeciwny GMO w Polsce: Nasz kraj będzie wolny od upraw roślin genetycznie modyfikowanych

– Resort środowiska jest zdecydowanym przeciwnikiem upraw żywności GMO w Polsce; stanowisko rządu w tej sprawie jest jednoznaczne – mówi PAP wiceminister środowiska, Andrzej Szweda-Lewandowski.

W Sejmie trwają prace nad rządowym projektem nowelizacji ustawy o mikroorganizmach i organizmach genetycznie zmodyfikowanych. W myśl proponowanych przepisów, terytorium RP będzie wolne od upraw GMO. Projekt przewiduje jednak możliwość prowadzenia takich upraw w specjalnych strefach, na których utworzenie zgodę musiałby wydać minister środowiska, pod bardzo rygorystycznymi warunkami.

[related id=”2094″]

Wynika to z faktu, że w myśl zapisów zawartych w unijnej dyrektywie 2001/18 państwo członkowskie nie może zakazać wprost upraw GMO. Może natomiast wystąpić do KE o wyłączenie swojego terytorium z upraw konkretnych odmian GMO, które są dopuszczone do uprawy na terenie UE. Polska w 2015 roku wystąpiła ze stosownym wnioskiem do KE i otrzymała wyłączenia, na mocy których w Polsce nie można uprawiać żadnej rośliny genetycznie modyfikowanej.

Propozycja nowych przepisów wzbudza jednak kontrowersje. Przeciwnicy GMO zarzucali przedstawicielom władzy, że stwarzają furtkę do prowadzenia takich upraw w Polsce.

Zgadzamy się z postulatami przeciwników GMO, bo rząd, jak i Ministerstwo Środowiska, są przeciwnikami prowadzenia upraw genetycznie modyfikowanych w naszym kraju. Ponadto jest ramowe stanowisko rządu ws. GMO. Wskazuje ono, że Polska będzie dążyć do bycia krajem wolnym od GMO – czy to chodzi o uprawy, pasze czy żywność – podkreślił w rozmowie z PAP wiceminister środowiska i Główny Konserwator Przyrody, Andrzej Szweda-Lewandowski.

Wyjaśnił, że procedowane obecnie w Sejmie nowe przepisy dotyczące GMO są konsekwencją wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE, nakazującego nam stworzenie rejestru upraw genetycznie modyfikowanych, który ma być podany do publicznej wiadomości. Wprowadzony ma być też mechanizm powiadamiania odpowiednich organów, w tym przypadku MŚ, o planowanych uprawach.

Wprowadzane przedmiotową zmianą przepisy będą martwe i są tylko i wyłącznie formalnym wykonaniem wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE. Formalnie musimy te przepisy wprowadzić, ale jestem przekonany, że ten rejestr będzie pusty – dodał Szweda-Lewandowski.

Wiceminister zapewnił, że w projekcie znalazły się mechanizmy, które de facto będą blokować możliwość prowadzenia upraw GMO w Polsce.

[related id=”3237″]

Pierwszą barierą jest stworzona w 2015 r. możliwość polegająca na tym, że państwo członkowskie może wystąpić do KE o wyłączenie jego terytorium spod upraw GMO. My to już zrobiliśmy wobec wszystkich możliwych upraw GMO, jakie figurują w rejestrze UE. Kolejną barierą, którą chcemy wprowadzić w noweli, jest konieczność udowodnienia, że uprawa GMO nie ma negatywnych skutków dla środowiska, np. dla owadów zapylających – wyjaśnił.

Szweda-Lewandowski dodał, że w projekcie nowelizacji znajduje się też przepis, który stanowi, iż rolnik, chcąc uprawiać rośliny GMO, będzie musiał uzyskać na to zgodę od właścicieli nieruchomości położonych w promieniu trzech kilometrów od pola.

Przedstawiciel resortu środowiska pytany był też przez PAP o przyjętą w ubiegłym roku nowelę ustawy o paszach, która pozwala do 1 stycznia 2019 r. na karmienie zwierząt paszami GMO.

Szweda-Lewandowski zapewnił, że resort rolnictwa pracuje nad rozwiązaniami, które mają stworzyć polską bazę wysokobiałkowej paszy, która zastąpiłaby tę z GMO.

Polska importuje ok. 2 mln ton śruty sojowej rocznie, a cała Unia – ok. 35 mln ton. Największymi producentami soi na świecie są: USA, Brazylia i Argentyna.

K.T./PAP

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zapowiedział rozszerzenie granic obrony koniecznej m.in. o odpieranie zamachu

Ta propozycja prowadzi do zagwarantowania osobie broniącej się – w sytuacjach opisanych w przepisie bezkarności – nawet wtedy, gdy doszło po jej stronie do przekroczenia granic obrony koniecznej.

Przewaga, która powinna towarzyszyć osobie broniącej się, wymaga zmiany ustawowej – powiedział na konferencji prasowej minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Rozszerzenie granic obrony koniecznej m.in. w sytuacjach odpierania zamachu związanego z wdarciem się napastnika do domu osoby broniącej się, zapowiedział w czwartek minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Jak poinformował, proponowany przepis dotyczący obrony koniecznej miałby brzmieć: „Nie podlega karze, kto przekracza granice obrony koniecznej, odpierając zamach polegający na wdarciu się do mieszkania, lokalu, domu albo ogrodzonego terenu przylegającego do mieszkania, lokalu, domu lub odpierając zamach poprzedzony wdarciem się do tych miejsc, chyba że przekroczenie granic obrony koniecznej było rażące”.

Ta propozycja de facto prowadzi do rozszerzenia rozumienia obrony koniecznej poprzez zagwarantowanie osobie broniącej się – w tych sytuacjach opisanych w przepisie bezkarności – nawet wtedy, gdy doszło po ich stronie do przekroczenia granic obrony koniecznej – dodał minister sprawiedliwości.

Dziś Kodeks karny stanowi, że „nie popełnia przestępstwa, kto w obronie koniecznej odpiera bezpośredni, bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem”. W razie przekroczenia granic obrony koniecznej, w szczególności gdy sprawca zastosował sposób obrony niewspółmierny do niebezpieczeństwa zamachu, sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia – głosi k.k. Zgodnie z nim, nie podlega karze, kto przekracza granice obrony koniecznej pod wpływem strachu lub wzburzenia usprawiedliwionych okolicznościami zamachu.

Mam nadzieję, że ta zmiana wejdzie w życie w perspektywie kilku miesięcy, jeśli przekonam do tej propozycji swoje koleżanki i kolegów z rządu, a następnie z koalicji, która stanowi większość w parlamencie. To warunek konieczny, bez niego nie da się tej zmiany przeprowadzić – powiedział minister Ziobro. [related id=”15167″]

Minister poinformował, że pełne wyniki analizy dot. spraw od 2010 r., będą gotowe „w najbliższych miesiącach”.

Są co najmniej dwa przypadki, w których zdecydowałem się wnieść kasację do Sądu Najwyższego po stronie osób broniących się, które zostały skazane w związku z tym, że w sposób skuteczny odparły zamach przestępcy, a jednak mimo to sądy uznały, że dopuściły się przekroczenia granicy obrony koniecznej i zdecydowały się zastosować wobec nich sankcje karne – powiedział Ziobro na konferencji prasowej.

Nie zgadzam się z takim rozumieniem i taką interpretacją prawa, i w każdym wypadku, w którym uznam, że doszło do przekroczenia przez sądy granic interpretacji obrony koniecznej, będę domagał się zmiany takiego stanu rzeczy, kierując kasację do Sądu Najwyższego na korzyść osób broniących się – dodał minister.

Poinformował, że zamierza wydać wytyczne dla prokuratorów: – Zobowiążę ich do tego, aby w określony sposób, czyli przychylnie dla osoby broniącej się, interpretowali zasady przekroczenia obrony koniecznej oraz ewentualnie, czy to przekroczenie miało charakter rażący, czy nie.

Źródło: PAP

lk

Witold Gadowski: Nadszedł czas, by kontrole CBA i CBŚ, które są prowadzone od jakiegoś czasu, przyniosły realne efekty

– Nadeszła pora uderzenia w bastiony anty państwa, czyli główne źródła finansowania kręgów byłych oficerów wojskowej i cywilnej bezpieki, ich dzieci i ich kręgów towarzyskich – mówił Witold Gadowski.

Witold Gadowski w rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim oceniając dobrą zmianę, stwierdził, że do zrobienia miał bardzo dużo: – Załatwiono to, co można było załatwić kosmetycznie, a teraz nadeszła pora uderzenia w bastiony anty państwa, czyli główne źródła finansowania kręgów byłych oficerów wojskowej i cywilnej bezpieki, ich dzieci i ich kręgów towarzyskich. Dlatego taki krzyk się podnosi.

[related id=”15422″]Wśród niezbędnych działań wskazał potrzebę postawienia przed sądem ludzi, którzy dokonywali afer. Oprócz afer wskazał, że źródłem finansowania były zamówienia publiczne: – Trzeba pokazać kto ile zarobił i jacy ludzie przypadkowo ciągle dostawali te same zlecenia.

Poza tym czas na to, by kontrole CBA i CBŚ, które są prowadzone od jakiegoś czasu, przyniosły realne efekty. Na razie jedyny raport w miarę konkretny, to był raport otwarcia, za którym nie poszły śledztwa prokuratorskie. Co z posłem Burym? Nawet w tej sprawie jest cisza – mówił.

Co  redaktor Witold Gadowski sądzi o ministrze Antonim Macierewiczu i ministrze Janie Szyszko?

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy.

 

WJB

 

Obejrzyj również cały wywiad na YouTube Radia Wnet.

Andrzejewski: Prezydent ma prawo i obowiązek mieszania się do spraw podporządkowanego mu ministra obrony narodowej

O domniemanym konflikcie prezydenta Andrzeja Dudy z szefem MON Antoni Macierewiczem mówił Piotr Andrzejewski w Popołudniu Wnet: – To nie spór. Problemem jest interpretacja systemu podziału władzy.

W kontekście spekulacji mediów dotyczących konfliktu pomiędzy prezydentem a ministrem obrony narodowej wypowiedział się członek Trybunału Stanu  Piotr Andrzejewski. Przypominamy, iż chodzi o sprawę korespondencji Andrzeja Dudy do Antoniego Macierewicza, która jest uważana za dowód na możliwy konflikt na linii prezydent – szef MON.

Zdaniem Andrzejewskiego wymiana informacji między dwoma politykami wynika z prerogatyw prezydenta: – To nie jest spór. Problemem jest interpretacja obowiązującego podziału władz w konstytucji. […] Prezydent ma prawo i obowiązek mieszania się do do spraw podporządkowanego mu Ministra Obrony Narodowej. Szef MON ma podwójne podporządkowanie: zwierzchnikowi Sił Zbrojnych, czyli Prezydentowi […], i z drugiej strony Radzie Ministrów. Zgodnie z tym, szef MON powinien być w stałym kontakcie z Prezydentem – powiedział.

Ponadto członek Trybunału Stanu zaopiniował próbę przeforsowania wniosków posłów Platformy Obywatelskiej, które dotyczyły przeprowadzenia nadzwyczajnej kontroli w MON przez sejmową Komisję Obrony Narodowej. Wnioski nazwał „fantazją przedstawicieli obozu destrukcji prawa, która [na co dzień – red.] mieni się opozycją”.

Piotr Andrzejewski w Popołudniu Wnet mówił również na temat reformy Krajowej Rady Sądowniczej oraz projektu, mającego zakończyć sprawę afery reprywatyzacyjnej w Warszawie.

K.T.