Dzień 22. z 80 / Brzeg nad Odrą / Bartłomiej Wróblewski – echa wczorajszej ostrej dyskusji w Sejmie nt. ustaw o KRS i SN

Determinacja PiS dotyczy przeprowadzenia zmian, a nie obrony jak niepodległości każdego zaproponowanego przez rząd zapisu. Chodzi o to, żeby przeprowadzić reformę, a nie postawić na swoim.

„Wyjątkowo trudną” i „niedobrą” nazwał doktor Bartłomiej Wróblewski, poseł PiS, prawnik i konstytucjonalista, wczorajszą debatę sejmową na temat zmian w systemie polskiego wymiaru sprawiedliwości. Dotyczyła ona ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa i ustawy o Sądzie Najwyższym. Jak powiedział rozmówca Łukasza Jankowskiego, opozycja starała się przeciągnąć i utrudnić debatę. Natężenie obstrukcji i „nieeleganckich” ataków z jej strony było wyjątkowo duże.

Jak powiedział poseł PiS, całe obrady upłynęły pod znakiem prowokacji, obrażania; naigrywano się nawet z nazwisk posłów PiS. Posłowie PO i Nowoczesnej podeszli w pewnym momencie do miejsca, w którym zasiada Jarosław Kaczyński; wyglądało to, według słów posła Wróblewskiego, na „chamską prowokację” i dążenie do awantury, nawet do rękoczynów.

Inicjatywa ustawodawcza prezydenta była zaskoczeniem dla wszystkich. Prawo i Sprawiedliwość nie spodziewało się propozycji poprawki prezydenta do ustawy o KRS, jednak jego wystąpienie zostało przyjęte z zaciekawieniem. Szybko udało się wypracować porozumienie między prezydentem a klubem PiS. Propozycję prezydenta odebrano jako próbę załagodzenia sporu politycznego.[related id=29444]

Prezydent oświadczył, że nie podpisze ustawy o KRS, jeśli nie zostanie uwzględniona w niej jego poprawka o wyborze sędziów członków Krajowej Rady Sądownictwa  większością 3/5 głosów, a więc większością kwalifikowaną.

W zamiarze prezydenta ma to zmusić rządzącą większość parlamentarną do szukania sprzymierzeńców wśród opozycji, co będzie budować lepszą atmosferę polityczną. Trudno przewidzieć, czy uda się w szeregach posłów opozycji znaleźć liczbę sprzymierzeńców potrzebną w głosowaniu, ale zdaniem posła Wróblewskiego, uwzględnienie tej poprawki przynajmniej stwarza taką nadzieję.

Bartłomiej Wróblewski przypomniał, że inicjatywa prezydenta wpisuje się we wcześniejsze propozycje PiS dotyczące poprawek do ustawy o Sądzie Najwyższym.

– Minister Ziobro i inni przedstawiciele naszego środowiska zapowiadali, że w ustawie o Sądzie Najwyższym zostaną przyjęte poprawki ograniczające wpływ Ministra Sprawiedliwości na kwestie personalne, a wzmacniające pozycję Krajowej Rady Sądownictwa.

W ustawie o ustroju sądów powszechnych, w której Bartłomiej Wróblewski reprezentował wnioskodawców – PiS – także postulowano wzmocnienie roli Krajowej Rady Sądownictwa. Niektóre z tych postulatów zostały uwzględnione. M.in. poseł Wróblewski zgłosił propozycję, aby w przypadku odwoływania prezesów sądów to KRS mogła zgłosić sprzeciw większością 2/3 głosów.[related id=29454]

Tak więc widać, że propozycja prezydenta wpisuje się w propozycje wzmocnienia pozycji ustrojowej zreformowanej Krajowej Rady Sądownictwa. Wcześniej Rada była zdominowana przez „korporacyjny czynnik sędziowski”. Obecnie zyska bardzo silną demokratyczną legitymację: sędziów KRS będzie wybierał parlament.

Na pytanie o zmiany w ustawie o Sądzie Najwyższym, które zmniejszyłyby prerogatywy Ministra Sprawiedliwości, poseł Wróblewski odpowiedział, że prace idą w kierunku odbierania opozycji argumentów i ulepszenia projektu ustawy o Sądzie Najwyższym. Propozycje dotyczą przeniesienia kompetencji, które opozycja krytykowała, gdyby miały przypaść Ministrowi Sprawiedliwości, na KRS i prezydenta.

Chodzi o wskazywanie tych sędziów, którzy w okresie przejściowym będą pełnić rolę sędziów Sądu Najwyższego, co oznacza, że w okresie reorganizacyjnym kompetencje personalne będą przesunięte w stronę ciała kolegialnego, jakim jest KRS. Nie będzie ich posiadał Minister Sprawiedliwości. Także regulamin Sądu Najwyższego będzie nadawał Prezydent, a nie Minister Sprawiedliwości.

Zdaniem Bartłomieja Wróblewskiego ustrojowo zmiany te idą w dobrym kierunku, a jednocześnie odbierają argumenty opozycji, która protestowała przeciwko reformie Sądu Najwyższego.

Oświadczenie premier, że PiS nie cofnie się ze swojego zamiaru reformy systemu sprawiedliwości, nie jest sprzeczne z propozycją prezydenta Dudy, ponieważ determinacja PiS dotyczy przeprowadzenia zmian, a nie obrony jak niepodległości każdego zaproponowanego przez rząd zapisu. Najważniejsze jest, żeby czynić projekty lepszymi wszędzie tam, gdzie to jest możliwe.

Chodzi o to, żeby przeprowadzić reformę, a nie, żeby postawić na swoim.

Całej rozmowy z Bartłomiejem Wróblewskim można wysłuchać w części trzeciej Poranka Wnet z Brzegu nad Odrą.

MS

W Sejmie nocna burzliwa debata nad SN. Prezydent chce powoływania sędziów przez Sejm kwalifikowaną większością głosów

Prezydent a nie Minister Sprawiedliwości określi regulamin urzędowania Sądu Najwyższego; to prezydent wskaże też, którzy sędziowie zostaną w składzie SN – to poprawki PiS do projektu ustawy o SN.

W nocy z wtorku na środę w Sejmie odbyło się drugie czytanie poselskiego projektu ustawy o Sądzie Najwyższym. Pierwsze czytanie miało miejsce we wtorek rano. W środę rano Sejm będzie głosował nad skierowaniem projektu do sejmowej komisji.

Stanisław Piotrowicz (PiS) oświadczył, że PiS do proponuje szereg poprawek do projektu, z których zdecydowana większość ma charakter legislacyjny i doprecyzowujący. Dodał, że kilka poprawek „jest istotnych”.

Jak poinformował, jedna z nich przewiduje, że regulamin Sądu Najwyższego będzie określał prezydent w drodze rozporządzenia, a nie minister sprawiedliwości. Kolejna – która jest uwzględnieniem sugestii prezydenta – zakłada, iż o tym, kto spośród sędziów pozostanie w SN po uchwaleniu nowej ustawy, ostatecznie zdecyduje prezydent.

„Przedkładamy również poprawkę, wedle której Sejm będzie wybierał spośród sędziów członków KRS większością 3/5 głosów” – dodał Piotrowicz.

Budka: Dopóki był śp. Lech Kaczyński, pan nie odważył się podnieść ręki na wymiar sprawiedliwości.
Projekt ustawy skrytykował poseł PO Borys Budka. Zarzucił posłom PiS, że „tkwią mentalnie w PRL-u”, „próbują zdusić polską demokrację” i „podzielić naród”.

„Nie ma żadnej reformy, jest jedno wielkie kłamstwo, obłuda i manipulacja. Od blisko dwóch lat opinia publiczna jest epatowana kłamstwami, które sączycie każdego dnia. Niestety, zamiast reformować polskie sądy, wy proponujecie taki model PRL-owski” – powiedział Budka, zwracając się do polityków PiS.

„Macie swój Sejm, Senat, prezydenta, chcecie mieć Sąd Najwyższy. Ale nie po to, by Polakom było lepiej, tylko po to, by swoich kolesi uniewinniać, a ewentualnie unieważnić wybory, które nas czekają” – oświadczył poseł PO.

Zwracając się do szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego, Budka mówił: „Pan jest wyjątkową osobą, ponieważ amnezję, którą pan potrafił uruchomić we właściwym czasie, pan ją uruchamia wtedy, gdy zmieniają się pana poglądy. Dopóki był śp. Lech Kaczyński, pan nie odważył się podnieść ręki na wymiar sprawiedliwości, bo na szczęście był ktoś, kto rozumiał, na czym polega trójpodział władzy. Tym aktem prawnym, tym zestawem ustaw państwo próbujecie zdusić polską demokrację”.

Kaczyński: nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego śp. brata

Na te słowa zareagował Jarosław Kaczyński. „Przepraszam bardzo panie marszałku, ale ja bez żadnego trybu. Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego śp. brata, niszczyliście go, zamordowaliście go, jesteście kanaliami” – oświadczył lider PiS.

Po jego wystąpieniu posłanka Nowoczesnej Kamila Gasiuk-Pihowicz zgłosiła wniosek o przerwę. – To, co się zdarzyło w tej sali, łamie wszelkie możliwe zasady. W trzy minuty chcecie skasować demokrację. Wychodzi prezes Kaczyński w nieznanym w polskim Sejmie nieregulaminowym trybie, schodząc z mównicy obraża kobietę i mówi do niej „won”, do posła Rzeczpospolitej. Nas wybrał suweren, tak jak i was”- oświadczyła.

Wniosek o przerwę zgłosił również poseł Adam Szłapka (Nowoczesna), by – jak mówił – dać szansę Kaczyńskiemu na przeprosiny. Jak dodał, kończąc swoje nieregulaminowe wystąpienie prezes PiS do Kamili Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej powiedział: „won!”.

Także lider Nowoczesnej Ryszard Petru zaapelował do Kaczyńskiego, aby przeprosił za słowa, które ten wcześniej wypowiedział w kierunku opozycji. Petru złożył też wniosek do komisji etyki, aby zajęła się ona sprawą wypowiedzi lidera PiS. Wystąpieniu szefa Nowoczesnej towarzyszyły okrzyki posłów PiS: „Przeproś żonę”.

Tomczyk złożył wniosek o odroczenie obrad na siedem dni, do czasu wyjaśnienia „incydentu”. „Żądam też w imieniu swoim i moich wyborców przeprosin od pana prezesa Kaczyńskiego za te skandaliczne słowa, które padły z tej mównicy” – mówił poseł.

Wicemarszałek Joachim Brudziński (PiS) wyjaśnił, że wystąpienie Kaczyńskiego odbywało się w trybie sprostowania. „Jego nazwisko zostało wymienione przez pana posła B. Budkę” – mówił Brudziński.

Wnioski przeciwne przerwie zgłosili posłowie PiS: wicemarszałek Ryszard Terlecki i Iwona Arent. Ostatecznie za kontynuowaniem obrad zagłosowało 224 posłów, przeciw było 174, dwóch wstrzymało się od głosu.

Ustawy błędne, bo minister sprawiedliwości jest również Prokuratorem Generalnym
Gasiuk-Pihowicz w debacie nad projektem ustawy o SN zwróciła się z apelem do przewodniczącego Krajowej Rady Sądownictwa i I prezes SN. „Z szacunku do obywateli pod Sejmem, z myślą o przyszłych pokoleniach wzywam państwa do obrony konstytucji, nieustępowania ze stanowisk pod presją siły ze strony PiS” – apelowała.

Jerzy Jachnik (Kukiz’15) wskazywał, że rozwiązania ustawy są błędne, bo minister sprawiedliwości jest również prokuratorem generalnym. „I jest konflikt interesów – nie możemy doprowadzić do sytuacji, gdy prokurator będzie wydawał polecenia sędziom” – dodał.

„Mieliście dużą szansę naprawić system. Niestety ta ustawa tego nie czyni, bo pozwala, np. by prokuratorzy rejonowi zostali sędziami SN” – mówił Jachnik. Jak dodał, cele jego ugrupowania, gdy chodzi o zmiany w sądownictwie, były bardziej radykalne. „Ale nie możemy iść w tym kierunku, żeby sądy były partyjne” – dodał. Zgłosił też poprawkę do projektu ustawy o SN, by to prezydent, a nie minister sprawiedliwości wygasił kadencję sędziów Sądu Najwyższego.

Lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz pytał polityków PiS, do czego prowadzi „obłudna polityka i forsowanie ustawy bez merytorycznej dyskusji”. „Prowadzi do protestów na ulicach, do zamieszek w Sejmie, do wprowadzania Straży Marszałkowskiej na salę posiedzeń, do anarchii. Tak się kończy nieodpowiedzialne rządzenie” – powiedział.

Jacek Protasiewicz (UED) ocenił, że do posłów PiS „nie docierają żadne argumenty: ani ekspertów międzynarodowych, ani autorytetów prawniczych”. Poparł też wniosek PSL o odrzucenie „haniebnego i skandalicznego” projektu ustawy w drugim czytaniu.

O 9.00 zadecydują o ustawie o SN

Po wysłuchaniu wystąpień klubów i kół parlamentarnych oraz kilku wniosków formalnych – m.in. o odroczenie obrad i zmianę trybu prowadzenia debaty nad tym punktem porządku dziennego – Brudziński powiedział posłom chcącym zabrać jeszcze głos, że nie dopuszcza pytań w tej debacie. W tej sytuacji posłowie składali poprawki na biurko marszałka na piśmie.

Wicemarszałek ogłosił też, że w związku z wnioskami o odrzucenie projektu i zgłoszonymi w II czytaniu poprawkami projekt trafi do sejmowej komisji celem zaopiniowania. „Jeśli nie usłyszę sprzeciwu, uznam, że Sejm propozycję przyjął” – powiedział Brudziński. Ponieważ posłowie opozycji zgłosili sprzeciw, Brudziński ogłosił, że Sejm rozstrzygnie to w głosowaniu po wznowieniu posiedzenia w środę o godz. 9 rano.

PAP/MoRo

Dzień 21. z 80 / Poranek WNET z Zamościa / Rozmowa z senatorem PiS Jerzym Chróścikowskim, zamościaninem

„Jak będziecie mieli większość parlamentarną, będziecie mogli przegłosować sobie wszystko” – przypomniał w rozmowie z senatorem słowa Stefana Niesiołowskiego sprzed kilku lat Tomasz Wybranowski.

Teraz PiS ma większość parlamentarną i przystępuje do reform, które zapowiadał w czasach, kiedy znajdował się w opozycji. Dzisiejsza opozycja zaś zarzuca rządowi zawłaszczanie demokracji i Rzeczpospolitej. O opinię w tej sprawie Tomasz Wybranowski poprosił senatora Jerzego Chróścikowskiego, zamościanina, szefa senackiej komisji rolnictwa.

Senator przypomniał, że wszelkie zmiany, które wprowadza rząd, były zapowiadane w programie wyborczym. Także zmiana systemu sądownictwa. Opozycja nie ma podstaw twierdzić, że rząd czymkolwiek społeczeństwo zaskakuje.

Tym bardziej że, jak twierdzi Jerzy Chróścikowski, biura posłów i senatorów wciąż otrzymują bardzo wiele skarg na rozstrzygnięcia sądów, na przewlekłość postępowań w sprawach dotyczących np. działalności gospodarczej, nieruchomości. Obywatele skarżą się, że sądy nie stają po stronie prawdy, wydają się być uwikłane w układy; ludzie nie mają zaufania do systemu sprawiedliwości.

Reforma ma między innymi doprowadzić do tego, by sędziowie nie wybierali sobie spraw, w których będą rozstrzygać. Wszelkie zmiany mają działać na rzecz obywateli.[related id=29375]

Co do działań opozycji – wydaje się, że jedynym pomysłem ze strony środowisk, które po wyborach utraciły wpływ na państwo, jest usiłowanie prowokacji, nawoływanie do konfliktu, protestów, które mogą doprowadzić do nieprzewidywalnych następstw. Powstaje pytanie, kto poniesie konsekwencje ewentualnych zamieszek, kto przyjmie za nie odpowiedzialność.

Jerzy Chróścikowski przypomniał, że przez te osiem lat, kiedy PiS był w opozycji, nigdy nie usiłował wzniecać niepokojów społecznych. Krytykował rządzących, zgłaszał propozycje, ale nie usiłował naruszać porządku w państwie. Senator przypomniał, że przez PiS zostało wówczas zgłoszonych kilkanaście konstruktywnych propozycji zmian dotyczących rolnictwa, w tym ustawa o ziemi.

Dzisiejsza opozycja również ma możliwość zgłaszania własnych propozycji i postulatów. – Niech zachowują się parlamentarnie, jak przystało w demokracji. Nikt nie zabrania protestować, ale szanujmy jedni drugich – mówi senator.

Społeczeństwo oczekuje na to, by władza sądownicza zaczęła działać inaczej. Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowuje projekt zmian dotyczących Sądu Najwyższego. Opozycja ma możliwość zgłoszenia własnych propozycji. Decyzję podejmie parlament.

Tomasz Wybranowski przypomniał słowa posła Niesiołowskiego z czasów, kiedy u władzy były PO i PSL: „Jak będziecie mieli większość parlamentarną, będziecie mogli przegłosować sobie wszystko”. Tak się stało i PiS wprowadza teraz postulaty, z którymi szedł do władzy.

– Sześćdziesięciu kilku senatorów miała PO – powiedział Jerzy Chróścikowski. – Teraz przewagę ma PiS. Ale my nigdy nie będziemy nawoływać ludzi, żeby wychodzili na ulice. Apeluję jako obywatel: obudźmy się, mówmy o problemach, a nie dążmy do tragedii!

Całej rozmowy Tomasza Wybranowskiego z senatorem Jerzym Chróścikowskim można posłuchać w części piątej Poranka WNET.

MS

Dzień 20. z 80/ Poranek z Nowogrodźca/ Poseł PiS Jacek Sasin wyjaśnia konsekwencje nowo wprowadzonej opłaty paliwowej

Ja sam należę do tych, którzy nie chcą nowych podatków. Nie ma mowy o dodawaniu tych 25 gr do ceny benzyny. Poprawimy stan dróg nie przez sięganie do kieszeni obywateli, tylko do zysków koncernów.

– Czy PiS wycofa się z tych 25 groszy, które mają być dodane do ceny benzyny? – takie pytanie zadał Jackowi Sasinowi, posłowi PiS, Krzysztof Skowroński w Poranku Wnet.

– W tym pytaniu jest zawarty pewien fałsz – odpowiedział poseł. – Nie ma mowy o dodawaniu tych 25 groszy do ceny benzyny. To nieporozumienie. Proponowane przez rząd rozwiązanie nałoży na koncerny paliwowe opłatę 25 groszy od litra sprzedanego paliwa, ale koncerny osiągają dziś gigantyczne zyski i nie muszą doliczać tej kwoty do ceny.

Mamy oświadczenie ze strony PKN Orlen, największego w Polsce dystrybutora paliwa i właściciela stacji benzynowych, że ta opłata nie przełoży się na wzrost cen. Szczęśliwie mamy dwa duże koncerny kontrolowane przez państwo – Orlen i Lotos – i możemy wpływać na to, by nie podnosiły cen.[related id=29273] Konkurencja zaś również tego nie zrobi, by nie stracić klientów. My zaś jako obywatele zyskamy na tym ponad 5 mld zł, które zostaną przeznaczone na remont dróg lokalnych, które obecnie są w fatalnym stanie. Liczba wypadków w Polsce jest ogromna. Poprawa stanu dróg nie tylko przełoży się na jej zmniejszenie, ale i zmniejszy koszty eksploatacji samochodów dzięki temu, że samochody nie będą się tak szybko zużywać.

Poprawimy stan dróg nie przez sięganie do kieszeni obywateli, tylko do zysków koncernów.

– Opór wobec pomysłu wprowadzenia nowej opłaty paliwowej bierze się także stąd, że właściciele małych stacji benzynowych przy granicy z Niemcami obawiają się bankructwa, kiedy paliwo podrożeje i Niemcy przestaną się zaopatrywać u nich w tańszą polską benzynę – przypomniał Krzysztof Skowroński.

Jacek Sasin jest przekonany, że to jest argument wymyślony przez opozycję, by źle nastawić ludzi do pomysłu opłaty. Jego zdaniem ten scenariusz się nie sprawdzi. Po pierwsze ceny paliwa nie wzrosną wcale albo tylko nieznacznie. Po drugie benzyna w Polsce jest najtańsza spośród państw Unii – tańsza nawet niż w Czechach, na Słowacji czy na Węgrzech. Gdyby nawet podrożała o kilka groszy, Niemcom i tak będzie się opłacało kupować ją u nas. Tak więc nie ma powodu do obaw.[related id=28876]

Nawet młody poseł PiS, który tak dramatycznie protestował przeciw wprowadzeniu opłaty, zdaniem Jacka Sasina dał się ponieść młodzieńczym emocjom albo nie zauważył, że alarm podnoszony w tej sprawie przez opozycję jest bezpodstawny, dał się oszukać.

– Ja sam należę do tych, którzy nie chcą nowych opłat i podatków; rzeczywiście taką obietnicę składaliśmy Polakom. Jednak każdy musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy warto szukać sposobu na poprawę stanu dróg lokalnych, a co za tym idzie – zwiększenie liczby miejsc pracy. Ja jestem zdania, że warto.

Rozmowa Krzysztofa Skowrońskiego z Jackiem Sasinem miała miejsce w dziesiątej części Poranka Wnet.

MS

Dzień 20. z 80 / O aktualnych działaniach rządu poseł PiS Jacek Sasin informuje ekipę Radia WNET moknącą w Nowogrodźcu

Opozycja zwyczajowo bajdurzy o odbieraniu Polakom praw obywatelskich. Tymczasem jest odwrotnie – rząd przywraca obywatelom instytucje państwa, czego przykładem jest reforma Krajowej Rady Sądowniczej.

Wobec dochodzących dość niepokojących wieści ze stolicy, Krzysztof Skowroński, szef radiowej ekipy WNET przebywającej aktualnie na Dolnym Śląsku, zapytał o sytuację w Warszawie przewodniczącego Sejmowej Komisji Budżetowej, posła PiS Jacka Sasina.

Jacek Sasin przyznał, że opozycja zareagowała histerycznie na początek wprowadzania zmian w systemie sądownictwa. Jak powiedział, jesteśmy już przyzwyczajeni do histerycznych reakcji opozycji na każdą próbę zmian. PiS jednak wygrał wybory, bo obiecał Polakom te zmiany, a ich elementem jest reforma sądownictwa. Zwyczajowo opozycja bajdurzy, jak się wyraził, o odbieraniu Polakom praw obywatelskich, podczas gdy jest odwrotnie – instytucje państwa są Polakom przywracane.

Charakterystycznym przykładem postawy opozycji jest hasło wywieszone na gmachu Sądu Najwyższego – „Sąd jest nasz”. Zdaniem posła Sasina to mówi więcej niż wszystkie inne słowa. Jest to kwintesencja tego, czego broni opozycja totalna: żeby sądy pozostały ich, a obywatel czuł się w nich jak intruz, tak jak dotychczas. Sędziowie stworzyli odrębną, zamkniętą kastę, żyli sami dla siebie i załatwiali własne interesy, a obywatele nie mogli doczekać się sprawiedliwości. Tymczasem sądy mają być dla obywateli. I dlatego tej reformy nikt nie zatrzyma.[related id=29273]

Na pytanie o eskalację protestów Jacek Sasin odpowiedział, że można się spodziewać powtórki awantury z grudnia, bo opozycja nie ma innego pomysłu na swoje funkcjonowanie, jak wywoływanie kolejnych awantur. Jednak prawda jest taka, że opozycja dysponuje wprawdzie kilkoma tysiącami ludzi, ale nie znajduje szerokiego poparcia w społeczeństwie. Tymczasem miliony oczekują zmian. Sądownictwo jest skamieliną PRL i dziś Polacy nie dadzą sobie wmówić, że to, co proponuje PiS, jest dla Polski zagrożeniem.

Krzysztof Skowroński przywołał wypowiedź prawnika z Bolesławca, który stwierdził, że nawet po reformie nic się nie zmieni, bo układ w sądownictwie pozostanie ten sam.

– Trzeba od czegoś zacząć – odpowiedział na to Jacek Sasin. – Zaczynamy od góry, od Krajowej Rady Sądowniczej. Tę ustawę już Sejm przyjął. Potem reforma powinna zejść na dół.

Całej rozmowy Krzysztofa Skowrońskiego z Jackiem Sasinem można posłuchać w dziesiątej części Poranka Wnet.

MS

Dzień 13. z 80 / Minister Elżbieta Rafalska: Przywrócenie wieku emerytalnego nie zagrozi budżetowi

Program 500 Plus jest realizowany, a ta niechęć, właściwie nienawiść, nie jest adresowana jedynie do nas, ale uderza we wszystkie polskie rodziny – powiedziała Elżbieta Rafalska, minister RPiPS.

– Po tej debacie żałowałam, że dałam się ponieść emocjom, bo to wszystko powinno być analizowane zupełnie na chłodno – wyznała Elżbieta Rafalska, minister rodziny, pracy i polityki społecznej. Rzekome dane, na które powoływała się Joanna Scheuring-Wielgus, posłanka Nowoczesnej, podczas niezwykle emocjonalnego wystąpienia w Sejmie w trakcie debaty przed głosowaniem zmian uszczelniających ustawę 500 Plus, „są nieprawdziwe” – podkreśliła Rafalska.

– Odniosę się chociażby do tego prowokacyjnego twierdzenia, jakoby dzieci rodziło się mniej, bo dzieci rodzi się więcej – sprostowała Rafalska. Przypomniała, że w pierwszym kwartale br. urodziło się 100 tysięcy dzieci, a niewielki spadek odnotowano tylko w kwietniu.

– Procesy tego typu nie są liczone w perspektywie miesiąca i ten wzrost, który zaczął się w Polsce w listopadzie 2016 roku, ciągle trwa – powiedziała minister rodziny, pracy i polityki społecznej w Poranku Wnet. Jej zdaniem efekty działania 500 Plus są zdecydowanie lepsze niż zakładali to jego twórcy.

– Wystąpienia takie, jak pani poseł, skutecznie ogień nienawiści wzniecają – zauważyła Rafalska, odnosząc się do wystąpienia Scheuring-Wielgus, jakie miało miejsce w ubiegły piątek, kiedy to posłanka Nowoczesnej, przywoływana do porządku przez marszałka Sejmu, histerycznie krzyczała z mównicy: „Pani nie reaguje, nie słyszy i przyzwala na mowę nienawiści Jarosława Kaczyńskiego, która sączy się od siedmiu lat 10-go każdego miesiąca!”.

Przypomnijmy, że opozycja przed wprowadzeniem programu 500 Plus ostrzegała PiS, że tego typu rozdawnictwo sprawi, że Polska zbankrutuje, a i tak nie przyniesie ono żadnych korzyści, jedynie długi, które będą zmuszone spłacać przyszłe pokolenia.

– Program 500 Plus jest realizowany, a ta niechęć, właściwie nienawiść, nie jest adresowana jedynie do nas, ale uderza we wszystkie polskie rodziny – zauważyła Rafalska. Jej zdaniem polskie rodziny są zdroworozsądkowe i wszelkie niesprawiedliwe i krzywdzące, przekłamane informacje potrafią ocenić. „Uważam, że opozycja traci na  tym”, przez „wypowiedzi takie, jak pani poseł, ci politycy po prostu się kompromitują”. Przypomniała, że Nowoczesna była zdecydowanym przeciwnikiem wprowadzenia 500 Plus.

– Gdyby ci politycy kiedykolwiek, w co nie wierzę, przejęli władzę, zapewne pierwsze, co by zrobili, to zlikwidowali 500 Plus – powiedziała Rafalska.

– Zmiany, które były głosowane w piątek, to nie tylko kwestie tzw. uszczelnienia 500 Plus, ale również te związane z opieką naprzemienną, kwestie informacyjne, zmiana terminu składania wniosków o przyznanie 500 Plus, rozwiązania związane z Kartą Dużej Rodziny – poinformowała minister. Zwróciła uwagę na to, że „zmienia się mechanizm podejścia do utraty uzyskiwania dochodu”, a także kwestie związane z obowiązkiem alimentacyjnym.[related id=”28516″]

– Liczyłam na to, że będzie to merytoryczna i sensowna dyskusja nad tym projektem i się kolejny raz przeliczyłam – mówiła Rafalska, wyraźnie rozczarowana poziomem dyskusji w Sejmie.

– Nie zapominajmy, że mamy bardzo dobrą sytuację gospodarczą, duży wzrost PKB, rosnące zatrudnienie – to wszystko ma wpływ na fundusze, które mi podlegają: ZUS, fundusz pracy, fundusz gwarantowanych świadczeń pracowniczych – powiedziała Rafalska. Podnosiła, że reforma przywracająca wiek emerytalny została dobrze przygotowana i skutki finansowe jej wprowadzenia zostały dobrze oszacowane i dlatego „nie stanowi to zagrożenia dla budżetu”.

– Proszę pamiętać, że przywrócenie wieku emerytalnego daje nam swobodę wyboru, a nie narzuca przymus pójścia na emeryturę – wskazała Rafalska, która uważa, że wiele osób skorzysta tylko na wprowadzonych rozwiązaniach prawnych.

– Jesteśmy przygotowani na to, że wszyscy skorzystają z możliwości, jakie daje przywrócenie wieku emerytalnego, takie mamy środki zarezerwowane w budżecie – powiedziała minister pracy i polityki socjalnej. Pochwaliła się, że dotacja budżetowa dla ZUS w 2016 roku była najmniejsza od 10 lat.

– Wyniki finansowe pokazują, że reforma ta jest wprowadzana w dobrym momencie – powiedziała Rafalska.  [related id=”28443″]

– Chyba trochę innego wystąpienia się spodziewałam. Nie sądziłam, że Trump jest tak znakomitym mówcą – powiedziała Rafalska, pytana o przemówienie Donalda Trumpa. Jej zdaniem prezydentowi USA skutecznie przyprawia się „pewną etykietę, kompletnie nie przystającą do tego, co zobaczyłam na żywo 6 lipca”. Tego dnia usłyszała, że ktoś, kto nie jest znakomitym mówcą, nie mógłby zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych. Ujęło ją nie tylko konsekwentne odwoływanie się Trumpa do historii, ale również do wartości takich, jak silna rodzina, która, jak podkreślał Trump w przemówieniu, jest równie ważna jak silna gospodarka.

– Największa promocja, jakiej Polska mogła się doczekać w wykonaniu prezydenta Trumpa – oceniła Rafalska. Zauważyła, że my, Polacy, rzadko kiedy mamy odwagę, aby w taki sposób chwalić się swoją historią, a często zarzuca się nam zbytnią egzaltację i epatowanie historią.

Pytana o zamieszki w Hamburgu, zwróciła uwagę, że wszystko to działo się w kraju, który szczyci się swą demokracją, a do tłumienia rozruchów trzeba było tysięcy policjantów.

MoRo

Chcesz wysłuchać całego Poranka Wnet, kliknij tutaj.

Szydło do opozycji o 500+: przez 8 lat nie potrafiliście tego zrobić; O 94 proc. zmniejszyło się ubóstwo wśród dzieci

Posłowie Platformy Obywatelskiej w ogóle nie powinni wypowiadać na temat polityki prorodzinnej – uznała premier Beata Szydło, podczas głosowań nad zmianami w ustawie dotyczącej m.in. programu 500 plus

Ostatecznie Sejm przyjął ustawę 269 głosami, przy 157 przeciwnych i 16 wstrzymujących się.

Szydło zabrała głos po tym, jak minister rodziny i pracy Elżbieta Rafalska odpowiedziała Magdalenie Kochan (PO), która krytykowała program 500 plus.

„Zanim ktokolwiek z was przyjdzie tutaj, na tę mównicę i odniesie się w taki sposób do pani minister Rafalskiej, to radzę spojrzeć w lustro” – powiedziała premier.

„Dosyć tego, szanowni państwo, żeby były ciągłe ataki i poniżanie posłów Prawa i Sprawiedliwości i ludzi z nami związanych. Doprowadzacie do tego, że agresja i brak kultury, i te emocje, które nakręcacie, prowadzą m.in. do takich czynów, których ostatnio doświadczyła pani poseł Krystyna Pawłowicz” – powiedziała premier w Sejmie.

„Tutaj jesteśmy po to, żeby debatować merytorycznie i żeby rozmawiać o problemach, tych, które są ważne dla Polaków” – zaznaczyła.

Odnosząc się do uwag opozycji, co do polityki prorodzinnej rządu, powiedziała, że w wyniku działań Prawa i Sprawiedliwości o 94 proc. zmniejszyło się ubóstwo wśród dzieci. „To jest wystarczający dowód na to, że ten program – program Rodzina 500 plus – był potrzebny, jest realizowany w sposób doskonały i przynosi dobre efekty” – powiedziała premier.

„Można oczywiście wychodzić tutaj na mównicę, stosować populistyczne wypowiedzi, mówić populistyczne rzeczy po to, żeby przypodobać się wyborcom. Tylko że przez osiem lat nie potrafiliście tego zrobić” – podkreśliła premier Szydło.

„Zobaczycie, że nie będzie w Polsce żadnego dziecka i żadnej rodziny, która będzie w Polsce cierpiała biedę. Dzięki temu, że rządzi Prawo i Sprawiedliwość” – podkreśliła.

Również dalsza dyskusja podczas głosowaniami nad poprawkami opozycji do projektu przebiegała burzliwie. Posłowie opozycji pytali m.in. dlaczego PiS nie chce się zgodzić na poszczególne poprawki, m.in. na system złotówka za złotówkę, przy świadczeniu 500 plus.

Odpowiadając na zarzuty opozycji szefowa resortu rodziny i pracy Elżbieta Rafalska powiedziała, że „twierdzenie, że rządowy program wsparcia rodzin jest pozornym wsparciem polskich rodzin, jest jednym z największych kłamstw, jakie słyszałam w tej Izbie”.

Apelowała żeby posłowie rozmawiali o faktach. Jak dodała, wzrost nakładów na politykę społeczną i rodzinną przekroczył 3 procent PKB, podczas gdy za rządów PO-PSL wynosił 1,7.

Jak mówiła Rafalska, liczba dzieci otrzymujących świadczenie rodzinne zbliża się do 4 milionów. „Jest to 2,6 mln dzieci. Takiej liczby uprawnionych nie było przez całe lata. Ileż bezczelności, zakłamania trzeba w sobie mieć, żeby wyjść na tą mównicę i mówić o tym, że ten program nie wspiera polskich rodzin” – mówiła minister.

Magdalena Kochan (PO) mówiła w trakcie głosowań, że rząd PO-PSL przeznaczał 39 mld zł na politykę prorodzinną. „Jeśli nie widzicie tego, że w najgorszym okresie dla finansów, nie tylko polskich, ale i europejskich, robiliśmy wszystko żeby wspomóc rodzinę, to wy jesteście, nie tylko bezczelni, ale po prostu kłamiecie” – mówiła Kochan.

„Pani minister ile trzeba mieć braku kultury politycznej, żeby z mównicy Sejmu zarzucać komukolwiek bezczelność. Pani mówi, że wspieracie rodziny. Pani mówi, że najsłabsi w tym najbardziej korzystają – to jest jawna nieprawda” – powiedziała posłanka PO, zwracając się do Rafalskiej.

Sławomir Neumann (PO) pytał jak PiS i rząd może patrzeć w lustro, po tym co zrobił w czwartek, zwożąc ludzi na Plac Krasińskich. „I te okrzyki, które cały świat widział. To jest dzielenie Polaków pani premier” – ocenił.

„A jeżeli chcecie ograniczyć ilość kłamstw i tych fake newsów, to ja wam daję prostą receptę. O 80 proc. natychmiast ograniczycie ilość kłamstw i fake newsów. Wyłączcie wiadomości TVP” – powiedział Neumann.

Ryszard Petru (N) mówił w Sejmie w piątek, żeby minister Rafalska nie wprowadzała Polaków w błąd. „Po pierwsze chcę przypomnieć, że obiecaliście, że 500 zł będzie na każde dziecko, nie zrobiliście tego. Po drugie, przypomnę, że głosowaliśmy przeciwko 500 plus dlatego, że proponowaliśmy wyprowadzenie progu dochodowego żeby osoby najbogatsze tych pieniędzy nie otrzymały” – powiedział w trakcie głosowań nad zmianami w programie Rodzina 500 plus.

Podkreślał, że ani premier ani pani minister nie odpowiedziała jak to może być, że samotna osoba z dzieckiem pracująca w pomocy społecznej i zarabiająca 2 tys. zł wypłaca pieniądze 500 plus rodzinie wielodzietnej, która zarabia 20 tys. zł, a sama nie dostaje tego świadczenia. „Pytanie czy to jest sprawiedliwe” – mówił Petru.

„Proszę nie mówić, że zlikwidujemy ten program. My chcemy go przekształcić. Nasza propozycja jest taka – na każde dziecko od pierwszego 250 zł ulgi w podatku. Taki program jest tańszy od 7 mld zł” – dodał.

Rafalska przed głosowaniem całości ustawy podziękowała polskim rodzinom, za rozsądne korzystanie z 500 plus. „Chciałabym podziękować polskim rodzinom, powiem państwu dlaczego, bez wielkiego patosu. Dlatego, że to dzięki nim, to co było zarzutami kierowanymi do programu, co było tym stereotypem przyklejoną etykietka na samym początku nie znalazło miejsca” – mówiła w Sejmie.

„To dotyczy marnotrawienia, przepijania świadczenia, co jest problemem absolutnie marginalnym. i to rodziny wywiązały się z tego, bo nie bylibyśmy w stanie tego nadzorować czy kontrolować, nawet tego nie chcieliśmy” – dodała.

Dziękowała też, za to, że również nieprawdziwy okazał się zarzut dezaktywizacji kobiet po wprowadzeniu 500 plus – że będą siedziały w domu, bo nie będzie im się chciało pracować.

„To wszystko jest zasługą polskich rodzin i im to podziękowanie się należy” – podkreśliła.

Przypomniała, że od 1 sierpnia – po wejściu ustawy w życie będzie jednolity termin składania wniosków o świadczenia alimentacyjne, zasiłki wychowawcze i rodzinne. Rafalska liczy, że samorządy, które poradziły sobie bardzo dobrze z przyjmowaniem wniosków o 500 plus również z tym przyjmowaniem wniosków i wydawaniem decyzji poradzą sobie jak najlepiej i najsprawniej, żeby rodzinom zachować ciągłość świadczenia.

Zaznaczyła, że za to zadanie zaplanowane są specjalne środki dla samorządów.

„Nigdy nie powiedzieliśmy, że program nie będzie ulegał zmianom i ze konsumuje wszystkie nasze działania w zakresie polityki rodzinnej, bo tak nie jest. „Wszyscy musimy mieć świadomość skali wydatków, wzrostu wydatków na politykę rodzinną” – powiedziała Rafalska.

PAP/MoRo

Konrad Szymański dla Radia Wnet: Musimy zasypywać różnice dzielące Europę i Amerykę. To jest sens szczytu Trójmorza

O tym, jak wizyta prezydenta USA Donalda Trumpa i szczyt państw Trójmorza w Warszawie wpisują się w polską wizję naprawy Unii, rozmawialiśmy z Konradem Szymańskim, wiceministrem spraw zagranicznych.

Zdaniem Konrada Szymańskiego, rozpoczynający się jutro szczyt w Warszawie, na którym pojawi się 12 delegacji z regionu Europy Środkowej oraz prezydent USA, wpisuje się w polską politykę naprawy i rewitalizacji Unii Europejskiej.

– Związek szczytu państw Trójmorza z polityką europejską jest bardzo silny, ponieważ mówimy o 12 krajach, które pragną odgrywać znaczącą rolę w Unii; chcą także, aby ten projekt uległ rewitalizacji – podkreślił wiceszef MSZ. – Z punktu widzenia polityki europejskiej zależy nam na tym, aby promować jedność Europy i Ameryki. Bez względu na to, jakie są między nami różnice, w interesie obu partnerów jest, aby te podziały zasypywać, a nie je pogłębiać.

Mam nadzieję, że żaden poważny europejski polityk nie myśli, że nasz dobrobyt i bezpieczeństwo mogą być realizowane w kolizji z jakimkolwiek krajem Zachodu, także z USA – podkreślił minister Szymański, odnosząc się do wypowiedzi polityków z Europy Zachodniej, którzy nieprzychylnie patrzą na obecną administrację w Białym Domu.

Wiceminister powiedział też, że szczyt Trójmorza stanowi także ważny element w toczącej się debacie nad przyszłym kształtem wspólnoty europejskiej po Brexicie. – Dzisiaj Unia Europejska wchodzi w fazę przemian, więc jest oczywiste, że każda forma regionalnej koordynacji jest ważna, tak aby wszystkie kraje mogły brać udział w dyskusji o reformie wspólnoty. Państwa naszego regionu rozumieją, że wszelkie koncepcje podziału Unii osłabiają Europę.

Konrad Szymański podkreślił, że polski rząd przykłada dużą wagę do koncepcji Trójmorza i będzie organizował w jej ramach dalsze współdziałanie. – Chcemy inwestować we wszelkie formy współpracy regionalnej, ponieważ widzimy wyraźnie, że ta grupa państw powinna być bardziej widoczna i słyszana w systemie unijnym. Zamierzamy temu pomagać i każdy, kto zauważy ten pomysł i nasze czyste intencje, będzie chciał, aby takie formaty przetrwały. To zależy od wszystkich stolic, czy uwierzą, że warto w ten sposób współpracować. To jest nasz własny wkładu do procesu europejskiego – podkreślił wiceminister.

Zdaniem Konrada Szymańskiego sprawa rozwiązania kryzysu imigracyjnego zależy od rozsądku wszystkich stolic europejskich. – Możemy to napięcie polityczne kontynuować, możemy wyznaczyć drogę ku kompromisowi. Warszawa jest gotowa do kompromisu i proponuje rozwiązania kryzysu imigracyjnego – powiedział w rozmowie z Radiem Wnet Konrad Szymański, wiceminister spraw zagranicznych odpowiedzialny za politykę europejską rządu.

ŁAJ

Wiceprezes PiS Adam Lipiński dla Wnet.fm: Kongres Zjednoczonej Prawicy to przekaz merytoryczny, w PO tylko same emocje

GŁUBCZYCE – 03.07 -Złośliwości PO już tylko bagatelizujemy, bo nie ma tak naprawdę z czym polemizować. To jest retoryka polityków, którzy się kompletnie pogubili – powiedział minister Adam Lipiński.

-To był Kongres programowy, dlatego były wystąpienia, w których mówcy przedstawiali dokonania rządu PiS oraz proponowali rozwiązania, które przyjmiemy w trakcie rządów w kolejnych dwóch latach – powiedział minister Adam Lipiński wiceprzewodniczący PiS, który urodził się w Głubczycach i wychowywał przez pierwsze cztery lata.  Wyjaśnił, że aby PiS udało się zreformować kraj potrzebuje jeszcze kolejnej kadencji u steru władzy. [related id=”27403″]

-To co pokazała Platforma Obywatelska na swojej Radzie Krajowej świadczy o tym, że się kompletnie pogubili – ocenił Lipiński. Jego zdaniem wystąpienia polityków na Kongresie Prawicy były wyważone i merytoryczne.

-Podawano fakty, liczby, propozycje, analizowano nasze deklaracje wyborcze z tym co teraz robimy – powiedział Lipiński, który uważa że nie było tam żadnych emocji. Zaznaczył, że co prawda wystąpienie Kaczyńskiego miało zabarwienie emocjonalne, ale nie było napastliwe.

-Po stronie PO była sama agresja, odwoływanie się tylko i wyłącznie do PiS-u, brak polemik z tym co my proponujemy – punktował Lipiński Platformę, starając się wniknąć w stan psychiczny polityków PO, którzy jego zdaniem mięli jakiś „lęk” i tylko wysyłali pod adresem PiS „groźby”.  „To same emocje”- skwitował Lipiński.

-Złośliwości PO już tylko bagatelizujemy, bo nie ma tak naprawdę z czym polemizować. To jest retoryka polityków, którzy się kompletnie pogubili – powiedział Lipiński pytany o wystąpienie Schetyny  dotyczące reformy szkolnictwa. Zwrócił uwagę na to, że Platformę zaskoczyły sukcesy PiS.

-Najbardziej spektakularnym sukcesem  w wystąpieniach naszych polityków była sprawa VAT-u- powiedział Lipiński, który wytknął PO wieloletnie zaniedbania i bagatelizowanie tego olbrzymiego i kosztownego, jak się okazało problemu.  Przypomniał, że jeden z lewicowych polityków, mówiąc o 500 plus stwierdził, że jeśli PiS uda się ten program to znaczy , że „elity dotychczas rządzące okradały polski naród”. [related id=”27486″]

-Okazuje się, że po pierwsze  są duże pieniądze do wykorzystania ze względu na uszczelnienie systemu podatkowego, a z drugiej strony zaczyna znikać wielki obszar nędzy i biedy, niedożywionych dzieci – wyliczał Lipiński, a w dodatku są to gwałtowne zmiany na lepsze podkreślał wiceprezes PiS.

-Udowodniliśmy, że można. Nie mamy żadnych problemów budżetowych – powiedział Lipiński. Wskazał, że to był główny atak „na nasze propozycje w okresie wyborczym”, kiedy to zarzucano PiS pogrążenie Polski w długach, jeśli dotrzyma obietnic wyborczych.

-Mamy najwyższy od lat wskaźnik wzrostu PKB to jest dwukrotnie wyższy do Niemiec – wyliczał Lipiński sukcesy rządów PiS. Zauważył, że Polska zbliża się do średniej unijnej i to „szybkimi krokami”.

-Chodzi o to, aby wicepremier, który zajmuje się finansami mógł koordynować prace pozostałych ministerstw zajmujących się kwestiami gospodarczymi-powiedział pytany o konieczność wyznaczenia przywództwa w kwestiach ekonomicznych, o których mówił Jarosław Kaczyński w swym słynnym przemówieniu.

MoRo

Chcesz usłyszeć cały Poranek Wnet kliknij tutaj

 

Komisja Europejska nadal broni supermarketów przed „uprzywilejowanymi” przez prawo polskimi sklepikami detalicznymi

KE uważa, że polskie prawo daje małym sklepom przewagę nad konkurencją, tj. hipermarketami, i wzywa, by zlikwidować „nieuczciwą dyskryminację”. Minister finansów obstaje przy progresji podatkowej.

„Szczegółowe dochodzenie Komisji wykazało, że progresywny charakter stawek podatkowych w nieuzasadniony sposób działałby na korzyść niektórych przedsiębiorstw kosztem innych – w zależności od ich obrotów i wielkości. W takim systemie opartym na progresywnych stawkach podatkowych mniejsze przedsiębiorstwa albo w ogóle nie płaciłyby podatku od sprzedaży detalicznej (jeżeli ich obroty nie przekraczą 17 mln zł), albo płaciłyby niższą średnią stawkę niż ich więksi konkurenci. Dawałoby to przedsiębiorstwom o niższych obrotach nieuczciwą przewagę ekonomiczną” – podała w piątek w komunikacie prasowym Komisja Europejska. Polska może zaskarżyć piątkowe postanowienie Komisji.

Podwójne standardy UE

„Decyzja KE ukazuje, że w Unii Europejskiej funkcjonują podwójne standardy dotyczące tego samego segmentu aktywności gospodarczej. Decyzja ta ingeruje w swobodę kraju członkowskiego, co do wyboru systemu podatkowego, jak i zasady swobody ustalania celu kreowania danin publicznych” – ocenił w rozmowie z PAP dr Cezary Mech były wiceminister finansów. Zaznaczył, że KE nie ma na przykład zastrzeżeń do rozwiązań francuskich, które są analogiczne, choć nie oparte na wielkości obrotów.

Według niego, patrząc na hipermarkety należy pamiętać o tym – o czym KE jedynie pośrednio napomyka, że Polska czegoś „nie wykazała”- że, podmioty te generują znacznie wyższe społeczne koszty systemowe np. w nakładach na sieć transportową, ale też uciekają od opodatkowania przy zastosowaniu cen transferowych, jak i uprzywilejowują dostawy ze swoich centrów zakupów, które mieszczą się poza granicami Polski. Zdaniem Mecha, w ten sposób dochodzi do dyskryminacji polskich dostawców i stanowi, że supermarkety stały się efektywnym kanałem dystrybucji produktów na terenie krajów goszczących.

Hipermarket w miasteczku to bankructwo dla wielu rodzinnych firm 

Polskie władze od dłuższego czasu przekonują KE, że konstrukcja podatku (jego progresja) nie powoduje zróżnicowania pomiędzy podatnikami i nie może być mowy o pomocy publicznej. Przypomnijmy, że w ciągu ostatnich 20 lat powstawanie sklepów wielkopowierzchniowych, przeważnie z kapitałem zagranicznym, doprowadziło w Polsce do bankructwa wiele małych, rodzinnych firm zajmujących się handlem detalicznym. Z kolei wielu polskich producentów mogło się przekonać, że sieci supermarketów zlecające im na przykład „podwykonawstwo” tzw. marek własnych, ze względu na ilość zamawianego towaru narzucało zaniżone ceny na ich produkty. Takiej siły przebicia nie mają na rynku małe sklepy, które często zapewniają byt całej rodzinie, a zakup towaru często wiąże się w ich przypadku również z płaceniem marż także hurtownikom.

Praktyka podatkowa sieci handlowych

Sieci handlowe na tematy fiskalne wypowiadają się rzadko. Część z nich do podatków, które płacą, wlicza też VAT, który pokrywają tak naprawdę klienci. Z danych opublikowanych w KRS wynika, że przykładowo sieć Rossman, która słynie z uczciwości na rynku międzynarodowym, w 2016 roku zapłaciła 200 mln podatku, co przy obrotach rzędu miliardów złotych wydaje się być niewielką ich cząstką.

Często duże firmy o zasięgu międzynarodowym zaniżają swoje dochody. Wystarczy tutaj przypomnieć słynną aferę z HM, kiedy to okazało się, że opłaty za używanie marki, loga itp. pochłaniały cały zysk sieci we Francji, więc spółka faktycznie płaciła podatki jedynie w Szwecji, gdzie była jej centrala.

KE: Podatek faworyzuje mniejsze sklepy

KE poinformowała też w piątek, że nie kwestionuje prawa Polski do decydowania o swoim systemie podatkowym ani o celach poszczególnych podatków i opłat. Polska – zdaniem Brukseli – nie wykazała, że przedsiębiorstwa objęte wyższą stawką miałyby większą zdolność do zapłaty czy że wprowadzenie progresywnych stawek podatkowych było uzasadnione celem osiągnięcia wyższych dochodów.

KE wszczęła postępowanie w tej sprawie we wrześniu ub.r., uznając, że konstrukcja podatku może faworyzować mniejsze sklepy, a to z kolei może być uznane za pomoc publiczną. Wydała też nakaz zobowiązujący Polskę do zawieszenia stosowania podatku do czasu zakończenia jego analizy przez urzędników w Brukseli. Polska zaskarżyła do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu tę decyzję KE.

Polski podatek zdecydowanie różni się od węgierskiego

Komisja uznała wcześniej za pomoc publiczną system progresji podatkowej, jaki chciał wprowadzić wobec handlowców rząd Węgier. W tym przypadku również zdecydowano się na zakaz stosowania podatku do czasu ostatecznej decyzji. Budapeszt wycofał się z tych rozwiązań.

Polska strona od września ubiegłego roku prowadziła z Komisją dialog, przekonując, że nasza ustawa o podatku od sprzedaży detalicznej ma inny charakter niż zakwestionowane przez Brukselę wcześniej węgierskie przepisy.

Zgodnie z prawem unijnym to państwa członkowskie decydują o stawkach czy konstrukcji podatków, które nakładają na podmioty czy swoich obywateli. Regulacje te muszą mieścić się jednak w ramach prawnych UE.

Ministerstwo Finansów obstaje przy swoim

„Po otrzymaniu ostatecznej pisemnej decyzji Komisji Europejskiej w sprawie podatku od sprzedaży detalicznej uważnie ją przeanalizujemy i dopiero wówczas będziemy mogli precyzyjnie odnieść się do sprawy” – oświadczyło Ministerstwo Finansów w komentarzu przesłanym PAP.

Resort zaznaczył, że „Polska w dalszym ciągu podtrzymuje przedstawione Komisji Europejskiej argumenty przeczące selektywnemu charakterowi podatku”.

„Obecnie nie została podjęta decyzja co do zakresu kontynuowania prac nad opodatkowaniem handlu” – głosi także komentarz MF.

Unia zablokowała ustawę tuż po wejściu jej w życie

Ustawa o podatku od sprzedaży detalicznej weszła ostatecznie w życie 1 września 2016 roku. Wprowadzała ona dwie stawki podatku od handlu: 0,8 proc. od przychodu między 17 mln zł a 170 mln zł miesięcznie i 1,4 proc. od przychodu powyżej 170 mln zł miesięcznie. Kwota wolna od podatku w skali roku miała wynosić 204 mln zł. Według założeń rządu w 2017 roku podatek ten miał przynieść budżetowi 1,6 miliarda złotych wpływów.

Jednak krótko po wejściu w życie ustawy Komisja Europejska upomniała się o zagraniczne sieci handlowe i wszczęła postępowanie o naruszenie prawa UE przez Polskę w związku z wprowadzeniem podatku handlowego i nakazała zawieszenie jego stosowania, co nastąpiło.

Przychód ze sprzedaży detalicznej miał nie obejmować należnego podatku VAT. W podstawie opodatkowania miała nie być uwzględniana sprzedaż na rzecz przedsiębiorców. Ustawa nie przewidywała opodatkowania sprzedaży dokonywanej przez internet.

Nowy podatek mieli płacić sprzedawcy detaliczni dokonujący zbycia towarów (rzeczy ruchomych lub ich części). Ustawa nie zawierała szczególnych rozwiązań dotyczących sprzedawców działających w ramach sieci handlowych.

Krótka historia „daniny od hipermarketów”

Daninę od hipermarketów PiS zapowiadało w kampanii wyborczej. Miała dotyczyć przede wszystkim zagranicznych sieci handlowych.

Pierwszą wersję podatku MF przedstawiło 2 lutego 2016 roku. Zakładała ona, że podatek ma mieć dwie zasadnicze stawki. Stawka 0,7 proc. miała obciążać przychód nieprzekraczający w danym miesiącu kwoty 300 mln zł. Stawka 1,3 proc. miała być płacona od nadwyżki przychodu ponad 300 mln zł w miesiącu. Inne stawki podatku od sprzedaży miały obowiązywać w soboty, niedziele i święta – 1,3 proc. (dla uzyskujących przychód poniżej 300 mln zł miesięcznie) oraz 1,9 proc. (powyżej tego progu). Kwota wolna od podatku miała wynosić 1,5 mln zł miesięcznie (18 mln zł rocznie).

Propozycje te wzbudziły jednak protesty wielu zainteresowanych środowisk, przede wszystkim handlowców. Podczas posiedzenia Rady Dialogu Społecznego 18 lutego 2016 roku ówczesny minister finansów Paweł Szałamacha przyznał, że wersja projektu z 2 lutego jest w trakcie przepracowywania, jest bowiem wiele kwestii, które MF musi brać pod uwagę, np. to, że Komisja Europejska zdecydowanie negatywnie wypowiada się o stawce progresywnej. Mówił też, że wiele było głosów za podwyższeniem kwoty wolnej powyżej 18 mln zł rocznie, co uznał za zrozumiałe. Dodał też, że należy zważyć argumenty o zniesieniu oddzielnej stawki weekendowej.

13 kwietnia 2016 roku, podczas posiedzenia kierowanego przez Adama Abramowicza zespołu parlamentarnego, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Henryk Kowalczyk i wiceminister Wiesław Janczyk przedstawili nowe założenia projektu. Zawierały one trzy progresywne stawki podatku: 0,4 proc. od miesięcznego przychodu między 1,5 mln i 17 mln zł, 0,8 proc. od przychodu między 17 mln i 170 mln zł, 1,4 proc. od przychodu miesięcznego ponad 170 mln zł. Kwota wolna miała wynosić 1,5 mln zł miesięcznie (18 mln zł rocznie). Nie było już – oprotestowanej przez handlowców – oddzielnej stawki weekendowej i opodatkowania sieci franczyzowych. W ostatecznej wersji projektu rząd wycofał się z najniższej stawki.

Monika Rotulska, PAP, KRS