Polska była na skraju dyktatury i… wszyscy rozjechali się na wakacje. Czy we wrześniu groźba dyktatury powróci?

Dzień 55. z 80/ Gdynia/ Poranek WNET – Marcin Horała o spodziewanych protestach opozycji po wakacjach, o tym, czy rząd należycie walczy ze skutkami nawałnicy, i o relacjach na linii prezydent – rząd.

W nadawanym z Gdyni Poranku WNET Aleksander Wierzejski rozmawiał z gdyńskim posłem Prawa i Sprawiedliwości Marcinem Horałą.

Pierwszym tematem były spodziewane kolejne protesty opozycji po wakacjach. Gość uważa, że opozycja na pewno tego spróbuje. Jakiś sukces udało się jej osiągnąć protestami przeciwko reformie sądownictwa. Pytanie, czy jest on do powtórzenia. Ludzie, których emocje udało się rozbujać, nie kupią po raz kolejny takiego sterowania ich emocjami.

– Polska była na skraju dyktatury, na skraju jakiejś katastrofy (w ich mniemaniu). I oto wszyscy rozjechali się na wakacje, wszystko dobrze, spokojnie, nic się złego nie dzieje. Za chwilę, we wrześniu, znów będziemy na skraju dyktatury. Mimo wszystko liczę na inteligencję odbiorcy takiego przekazu.

Według posła widoczne w sondażach wysokie poparcie PiS nie wynika z tego, że wyborcy PO wyjechali na wakacje i ankieterzy agencji sondażowych nie mogli do nich dotrzeć. Na wakacje wyjeżdżają przecież sympatycy wszystkich partii. Dobre notowania obozu rządowego spowodowane są tym, że realizuje on obietnice wyborcze, co jest przełomem w polskiej polityce. Drugi powód to bardzo dobra sytuacja gospodarcza. „Baza” sprzyja więc rządzącym. Problemy są w „nadbudowie” – gdzie trwa nieustanna awantura i próby wzniecania emocji. [related id=35102]

Marcin Horała wypowiedział się także na temat pomysłu PiS na dekoncentrację mediów. Media są – jego zdaniem – elementem systemu, który był obmyślony tak, żeby w razie oddania władzy realna kontrola nad społeczeństwem została zachowana. Dlatego potrzebna jest reforma sytemu medialnego. Dzisiaj media lokalne są najczęściej w rękach niemieckich. W największych, ogólnopolskich mediach elektronicznych też nie jest dobrze – twórcą jednej telewizji jest człowiek o kilku nazwiskach w paszportach i dziwnych powiązaniach, a drugiej osoba, którą Jerzy Urban polecał generałowi Kiszczakowi jako zdolnego propagandzistę.

Poseł uważa zarzuty wobec rządu, że zbyt wolno zareagował na zeszłotygodniowy kataklizm na Pomorzu, za niesłuszne, oparte na manipulacjach polegających na nagłaśnianiu pojedynczych przypadków, gdzie pomoc jeszcze nie dotarła. Prawda jest taka, że służby państwowe, choćby Państwowa Straż Pożarna, działają od samego początku.

Jeśli już ktoś zawinił, to raczej władze samorządowe. Na przykład w Chojnicach w starostwie powiatowym otrzymano informację o nawałnicy o godzinie 15 w piątek i nic z nią nie zrobiono, bo uznano, że już wszyscy w urzędzie kończą pracę i idą do domu.

Aleksander Wierzejski zapytał posła, czy weto wobec ustaw reformujących sądownictwo i odmowa nominacji generalskich 15 sierpnia oznaczają, że prezydent „wydobywa się na samodzielność” poza obóz „dobrej zmiany”. Marcin Horała odparł, że w tym pytaniu zawarte są dwie tezy, z którymi się nie zgadza. Jedna to to, że wcześniej prezydent nie był samodzielny, a druga – że jego samodzielność musi oznaczać bycie poza obozem „dobrej zmiany”. Zaznaczył, iż nie da się ukryć, że nastąpiła pewna rozbieżność, „zgrzyt” – prezydent miał inne zdanie niż większość parlamentarna na temat uchwalonych ustaw. Jednak liczy na to, że teraz prezydent przedstawi swoje projekty, które w sposób bardziej zręczny, a w istocie taki, jakiego chce koalicja, dokonają głębokiej zmiany sądownictwa w Polsce.

Poseł zwrócił także uwagę na słabość polskiej konstytucji – pozycja ustrojowa prezydenta, jak to określił, jest „silno-słaba”.

Konstytucja była projektowana tak, żeby maksymalnie ograniczyć uprawnienia prezydenta, którym wtedy był Lech Wałęsa. Gdy w międzyczasie prezydentem został Aleksander Kwaśniewski, „miły ówczesnej większości konstytucyjnej”, część tych konstrukcji osłabiających poodwracano. Efektem jest to, że władza wykonawcza jest w Polsce dość chaotycznie i niejasno podzielona między prezydenta i rząd, powodując ich „szorstką przyjaźń”, nawet jeśli pochodzą z tego samego obozu politycznego.

– Mam nadzieję, i na to wszyscy liczymy, że nawet jeśli jakiś zgrzyt wystąpi, to będzie on wspólnie przeanalizowany i wspólnie wypracowane zostanie satysfakcjonujące rozwiązanie. Byłaby to absolutna tragedia, gdyby, wygrawszy serię wyborów, mając i władzę wykonawczą, i ustawodawczą w Polsce, obóz „dobrej zmiany” potknął się o własne nogi i jakiś konflikt wewnętrzny stanąłby nam na przeszkodzie – tak poseł Marcin Horała podsumował tę kwestię.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy w części czwartej Poranka WNET z Gdyni.

JS

Akcjonariusze Stoczni Szczecińskiej zostali okradzeni! O tym się nie mówi. Dokąd zmierza polityka obecnie rządzących?

Zastanawiam się, czy nie byłem wykorzystywany do celów, które ktoś sobie zamierzył. Wtedy nie tylko ja zostałem oszukany – 10 milionów. A dzień dzisiejszy pokazuje, że umiejętnie nad nami pracowano.

Krzysztof Skowroński
Lech Wydrzyński

Jeśli chodzi o tereny akcjonariatu Porty Holding Stoczni Szczecińskiej, to oprócz zamiatania na pochylni i jej odkurzania nic się nie dzieje, bo przed przystąpieniem do odnowienia dawnej infrastruktury jest prowadzona inwentaryzacja szkód pozostałych po 2002 roku i po Stoczni Nowej. Szczeciński Park Przemysłowy, który teraz zarządza majątkiem w imieniu Skarbu Państwa, hale podnajmuje różnym spółeczkom czy osobom fizycznym. (…)

Te tereny są nadal własnością akcjonariuszy Stoczni Szczecińskiej Porta Holding SA. W różnych wywiadach, w różnych informacjach nie podaje się, kto naprawdę jest właścicielem tych terenów. Procedura upadłości z 2002 r. nie została zakończona i akcjonariusze nadal są prawnymi właścicielami terenu. (…)

Skarb Państwa, ówczesny minister kupił za złotówkę jedną z córek Porty Holding, ASS, która zajmowała się piaskowaniem, malowaniem itd. I ówczesny zarząd tej spółki z prezesem panem Stachurą zamienili ASS na stocznię Nową. Skarb państwa kupił za złotówkę córkę Porty Holding.

To się odbyło ze złamaniem wszelkich procedur statutowych spółki Porty Holding. Bo żeby sprzedać jakąś część majątku Porty Holding, trzeba mieć zgodę właściciela, jakim jest Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy, a to się odbyło z pominięciem tego i ówcześnie rządzący wiedzieli o tym, bo żeśmy o tym informowali, odbyłem rozmowy, wszystko było prowadzone w Warszawie. Dzisiaj ze zdumieniem przyjmuję informację, że w Szczecińskim Parku Przemysłowym jakby zapomnieli, kto jest rzeczywistym właścicielem. (…)

Pracownicy mieli 25% udziałów, zarząd Porty miał dwa razy po 5% i resztę inne podmioty. (…)

Stocznia Szczecińska Nowa powstała na bazie, jak wspomniałem, tej córki ASS. A ja wtedy już mówiłem, że ją powołano na okres przejściowy, żeby ukryć przestępstwa, które zdarzyły się w 2002 roku. I nie kto inny, jak ówczesny minister gospodarki, później wiceminister skarbu Jacek Piechota, cały ten układ SLD, który wtedy rządził, wpadli na pomysł występowania do Unii Europejskiej o wsparcie finansowe na tzw. restrukturyzację przemysłu okrętowego w Polsce. No i otrzymali 5,5 miliarda.

To nie jest mało, bo nie tylko ja, ale wszyscy znający się na budowie stoczni wiedzą, że to wystarczyłoby do wybudowania stoczni na łące, od zera. A stocznia Nowa, wchodząc w cały układ, miała za sobą całą infrastrukturę, pracowników, całą inżynierię, biuro projektowe, konstrukcyjne. Miała wszystko. Ten zarząd, który oskarżono o defraudacje, to wszystko mógł prowadzić. Ale im chodziło tylko o to, żeby te pieniądze skasować. (…)

Liczyłem, że dobra zmiana przyniesie funkcjonowanie prawa i sprawiedliwości, ale zaczyna mnie niepokoić, że ministrowie, z którymi się spotykałem, odbierali ode mnie osobiście wszelkie dokumenty niezbędne, żeby uzyskać wiarygodne informacje i z nich skorzystać – a mimo wcześniejszych zapewnień o rewitalizacji stoczni przemysłu okrętowego, na dzień dzisiejszy się o tym nie mówi. Dlatego zaczynam się zastanawiać, dokąd zmierza polityka obecnie rządzących. (…)

Jeżeli chce się coś odrestaurować, a wie się, że zostało to nabyte niezgodnie z prawem, to chyba ma się świadomość, że trzeba będzie stracić to, co się włożyło. A po trzecie – ten majątek od samego początku, od upadłości, cały czas należy do podatnika. (…)

Jestem akcjonariuszem Porty Holding, to znaczy jestem jej współwłaścicielem, tych terenów itd. Po drugie jako stoczniowiec interesowałem się całą sprawą od 2002 roku i to pozwoliło mi dojść do wiedzy, której inni nie mają: w jaki sposób i co załatwiano, informowano czy robiono, przygotowywano, jakie osoby brały w tym udział.

Mogę powiedzieć oficjalnie, że Jacek Piechota przygotował grupę związkową, która mu pomogła w załatwieniu tej sprawy. To była Solidarność ’80 Stoczni Szczecińskiej. Wszystko wykonali, powołali komitet, na którego czele stanął śp. Marian Jurczyk. Wcześniej odbyła się jego lustracja i sąd lustracyjny uznał go za agenta służb specjalnych o pseudonimie „Święty”. A w podziękowaniu za sprawę stoczni został sądownie oczyszczony i mógł korzystać z tych przywilejów, które sąd lustracyjny mu odebrał, czyli że nie mógł funkcjonować jako osoba publiczna. (…)

Myślę, że pan Wałęsa, czyli „Bolek”, wiedział doskonale, kim jest Jurczyk. Oni nawzajem wiedzieli, kto jest kim. Dzisiaj śmiało mogę powiedzieć, że strajki sierpnia ‘80 i to wszystko, to nie były zrywy robotników. Jedynym niekontrolowanym strajkiem był ten w Gdańsku, który Wałęsa zamknął w ciągu trzech dni i dopiero interwencja Aliny Pieńkowskiej, Anny Walentynowicz i tej grupy spowodowała, że nie został przerwany. To był jedyny strajk niekontrolowany przez agenta.

Cały wywiad Krzysztofa Skowrońskiego z Lechem Wydrzyńskim, stoczniowcem, prezesem Szczecińskiego Stowarzyszenia Obrony Stoczni i Przemysłu Okrętowego, pt. „Słudzy i wolni obywatele”, znajduje się na s. 8 sierpniowego „Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Wywiad Krzysztofa Skowrońskiego ze Zdzisławem Szostkiem pt. „Akcjonariusze Stoczni Szczecińskiej zostali okradzeni!” na s. 8 sierpniowego „Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl

Reforma polskiego wymiaru sprawiedliwości. Dzisiaj wchodzi w życie nowela Prawa o ustroju sądów powszechnych

Nowela prawa o ustroju sądów powszechnych to kolejny krok w reformie wymiaru sprawiedliwości służący m.in. obiektywizacji rozpatrywanych spraw i uniezależnieniu sędziów od nacisków przełożonych .

Projekt noweli posłowie PiS złożyli w kwietniu. Pierwsze czytanie odbyło się 25 maja, a drugie – 8 czerwca. Miały one burzliwy przebieg, tak jak i prace w komisji. Ostateczne głosowania były dwa razy zdejmowane z porządku obrad Izby. Sejm uchwalił nowelę 12 lipca. Zagłosowało za nią 229 posłów, a 3 było przeciw. Opozycja, mimo obecności na sali plenarnej, nie głosowała. 15 lipca Senat przyjął regulację bez poprawek.

Prezydent podpisał nowelę 24 lipca. Równocześnie zawetował dwa inne akty dotyczące sądownictwa – nową ustawę o Sądzie Najwyższym oraz nowelizację ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. Zapowiedział, że w ciągu dwóch miesięcy zostaną przygotowane projekty ustaw o SN i KRS.

Spór z Komisją Europejską

Podpisanie Ustawy o sądach powszechnych uzasadnia uruchomienie procedury o naruszenie unijnych przepisów – oświadczył 26 lipca wiceszef KE Frans Timmermans. KE wezwała już Polskę do „usunięcia uchybienia”. Polska ma miesiąc na odpowiedź.

Główne zastrzeżenie KE dotyczy dyskryminacji ze względu na płeć. Chodzi o to, że nowela wprowadza odmienny wiek wcześniejszego przejścia na sędziowską emeryturę dla kobiet (60 lat) i mężczyzn (65 lat). KE ma też zastrzeżenia wobec uprawnienia ministra sprawiedliwości do odwoływania i powoływania prezesów sądów oraz prawa przedłużania przezeń służby sędziom, którzy osiągnęli wiek emerytalny. Według KE, podważy to niezależność polskich sądów.

Sprawy wymiaru sprawiedliwości mieszczą się w zakresie wewnętrznych uprawnień państwa – komentował stanowisko KE minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. „W tym zakresie będziemy z naszej kompetencji, naszego demokratycznego mandatu korzystać, nie ulegając jakiejkolwiek presji, naciskom, pogróżkom, czy groźbom” – dodał. Jak mówił zaś wiceszef MSZ Konrad Szymański, stanowisko KE jest nieuzasadnione, bo Ustawa o sądach powszechnych dostosowuje wiek stanu spoczynku sędziów do powszechnego wieku emerytalnego w Polsce, a prezesi sądów odgrywają rolę przede wszystkim administracyjną.

Nowela wchodzi w życie w sobotę z jednym wyjątkiem. 1 października 2017 r. wejdą w życie zapisy o tym, że sędzia przechodzi w stan spoczynku z dniem ukończenia 60. roku życia w przypadku kobiety i 65. roku – mężczyzny, chyba że oświadczy ministrowi wolę dalszego pełnienia służby i przedstawi zaświadczenie, że zdrowie mu na to pozwala. W razie zgody ministra sędzia mógłby pełnić urząd nie dłużej niż do 70. roku życia. Według KE, brak określenia ram czasowych na decyzję ministra daje mu „możliwość wywierania wpływu na sędziów przez cały czas pozostały do wygaśnięcia ich mandatu”.

Prezesi sądów powszechnych

Nowelizacja odstępuje od modelu powoływania prezesów sądów apelacyjnych i okręgowych przez ministra sprawiedliwości po uzyskaniu opinii zgromadzeń ogólnych sądów. Zakłada też – „dla wzmocnienia nadzoru zewnętrznego sprawowanego przez ministra” – odstąpienie od zasady powoływania prezesów sądów rejonowych przez prezesów sądów apelacyjnych z zastosowaniem procedury opiniowania kandydata – na rzecz powołania go przez ministra.

Resort uzasadniał, że „środowisko sędziowskie niejednokrotnie kierowało się sympatiami koleżeńskimi w opiniowaniu kandydatów na prezesów i wiceprezesów sądów, a względy merytoryczne i kompetencje nie miały znaczenia”. „W wielu sądach – o czym mówią sami sędziowie – doprowadziło to do stworzenia bizantyjskich systemów powiązań i folwarków prezesów, którzy sami, według własnych pozamerytorycznych opinii, decydowali o podziale funkcji czy awansów. Zmiana uniezależnia sędziów od takiego systemu i wprowadza zasadę, że decydujące będą kompetencje kandydata, a nie układy czy szczebel sądu, w którym orzeka” – dodano. Według MS, zmiany mają umożliwiać „szybkie działanie i zapobiegać bulwersującym społecznie sytuacjom, gdy prestiżowe funkcje pełnią osoby, które utraciły zaufanie, jak w przypadku afery związanej z podejrzeniem wyłudzenia co najmniej 10 mln zł z Sądu Apelacyjnego w Krakowie”.

Dotychczas prezesi sądów apelacyjnych i okręgowych mogli być odwołani przez ministra w przypadku: rażącego niewywiązywania się z obowiązków służbowych oraz gdy dalsze pełnienie funkcji nie da się pogodzić z dobrem wymiaru sprawiedliwości. Nowela wprowadza możliwość odwołania również w sytuacji „rażącego lub uporczywego niewywiązywania się z obowiązków służbowych” oraz szczególnie niskiej efektywności działań w zakresie pełnionego nadzoru administracyjnego lub organizacji pracy w sądzie lub sądach niższych.

Przy procedurze odwoływania prezesów opinia Krajowej Rady Sądownictwa byłaby wiążąca – jeśli byłaby podjęta większością 2/3 głosów.

Z kolei przepis przejściowy przewiduje, że prezesi i wiceprezesi sądów „mogą zostać odwołani przez ministra sprawiedliwości, w okresie nie dłuższym niż 6 miesięcy od dnia wejścia w życie niniejszej ustawy” – bez zachowania wymogów określonych w tych przepisach. Przez pół roku będzie też możliwość dokonania przez prezesów „przeglądu stanowisk funkcyjnych” w sądach, czyli m.in. przewodniczących wydziałów.

Zdaniem opozycji, doprowadzi to do usunięcia doświadczonych prezesów i spowolnienia prac sądów. „To będzie czystka” – oceniali podczas prac legislacyjnych posłowie PO i N. To, że jest potencjalnie kilkuset prezesów do zmiany, to nie znaczy, że wszyscy będą odwołani – zapewniał wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak.

Losowe i równe przydzielanie spraw

Według noweli, sprawy mają być przydzielane sędziom losowo, w ramach poszczególnych kategorii. Jak mówił Piebiak, „obywatel zyskuje gwarancję, że nikt nie wskaże palcem sędziego, który osądzi jego sprawę”. „Budujemy barierę – prezesi odpowiadają za administracje, a sędziowie za orzekanie” – dodał.

Przydział spraw sędziom ma być równy. Nowelizacja – jak podkreślało MS – zapewnia „równe i sprawiedliwe obciążenie pracą sędziów oraz zagwarantowanie bezstronności stronom postępowań”. „Specjalny elektroniczny system wzorowany na niemieckim zważy gatunkowo poszczególne sprawy i doprowadzi do sytuacji, że żaden z sędziów w Polsce nie będzie miał większego zakresu obowiązków niż jego kolega z wydziału czy sądu” – wskazał resort.

W razie przydzielenia sprawy wymagającej „nadzwyczajnego nakładu pracy”, sędzia-sprawozdawca będzie mógł wystąpić do prezesa sądu o wstrzymaniu mu na określony czas przydziału kolejnych spraw. Od decyzji prezesa przysługiwałoby odwołanie do kolegium sądu aby – jak podkreślało PiS – uniknąć „ewentualnych arbitralnych decyzji”.

Przeniesienie sędziego do innego wydziału wymagałoby jego zgody, poza sytuacjami, gdy następuje ono m.in. do wydziału, w którym rozpoznaje się sprawy z tego samego zakresu lub gdy żaden inny sędzia wydziału nie zgodził się na przeniesienie (wtedy bierze się pod uwagę staż pracy sędziów w wydziale).

Wprowadzono zasadę niezmienności składu orzekającego. „Raz wylosowany skład sądu nie powinien ulegać zmianie do zakończenia sprawy. Dziś w wielu sądach nowemu sędziemu w wydziale przydziela się sprawy już rozpoczęte przez innych sędziów, ze szkodą dla sprawności postępowania” – podkreślało MS.

Według Piebiaka, dzięki noweli „będzie więcej sędziów na linii”, bo ograniczone zostaną wizytacje planowe, zlikwidowane oceny okresowe i „zbędna biurokracja sądowa”. Wiceminister oceniał, że „obywatele zyskają też to, iż sędzia, który awansuje, albo przeniesie się do innej miejscowości będzie miał obowiązek sprawę dokończyć i nie zostawi sprawy rozgrzebanej”.

Sędzia sądu Apelacyjnego  

Zgodnie z nowelą, sędzią sądu apelacyjnego będzie mógł zostać sędzia sądu rejonowego lub prokurator – pod warunkiem 10 lat stażu pracy. Zapis ten krytykowała opozycja. Ministerstwo Sprawiedliwości replikowało, że już wcześniej sędzia rejonowy lub prokurator mogli trafiać do Sądu Najwyższego – co nie wywołuje kontrowersji.

Nowela wprowadza również jawność oświadczeń majątkowych sędziów za 2016 r., złożonych do 5 stycznia br., które na razie nie podlegały ujawnieniu. Jawne są już oświadczenia złożone po tej dacie. Ponadto rozszerzono zakres oświadczeń majątkowych sędziów. Obowiązkiem złożenia takich oświadczeń objęto także dyrektorów sądów.

Nadzwyczajne uprawnienia ministra sprawiedliwości

Nowe przepisy umożliwiają ministrowi sprawiedliwości wydanie decyzji o przyznaniu Skarbowi Państwa uprawnień wynikających z autorskich praw majątkowych do programu komputerowego obsługującego systemy informatyczne wymiaru sprawiedliwości. Będzie to możliwe w sytuacji zagrożenia dla „sprawności działania czy ciągłości funkcjonowania programu komputerowego albo systemu teleinformatycznego lub jeżeli zapewnienia ich sprawności czy ciągłości wymaga ważny interes państwa lub dobro wymiaru sprawiedliwości, a porozumienie z osobą, której przysługują prawa do programu, napotyka przeszkody”. Wysokość wynagrodzenia dla autora przejętych praw minister określi po zasięgnięciu opinii biegłego.

Nowością jest instytucja urlopu rehabilitacyjnego sędziego. Nowela wprowadza także możliwość delegowania sędziego do Kancelarii Prezydenta RP czy MSZ. W okręgach sądowych powołani będą koordynatorzy do współpracy międzynarodowej, prawa europejskiego i praw człowieka w sprawach cywilnych oraz karnych.

Zdaniem opozycji – która wnosiła o odrzucenie projektu – „wywraca to konstytucyjny porządek, oparty na klasycznym trójpodziale władzy”, bo daje za duże uprawnienia ministrowi sprawiedliwości. Zmiany uniezależniają sędziów od nacisków przełożonych, przywracając bezstronność i prawdziwą niezawisłość – podkreślał resort sprawiedliwości.

PAP/MoRo

Telewizja ZDF pyta ministra Ziobrę, czemu Unia Europejska krytykuję Polskę, a nie Niemcy. Czy to dowcip tygodnia?

Dzień 44. z 80 / Nowy Sącz / Poranek WNET – W korespondencji Jana Bogatki z Niemiec o wywiadzie ministra sprawiedliwości w niemieckiej telewizji oraz o reakcji Niemiec na kwestię reparacji wojennych.

– Dlaczego Unia Europejska krytykuje Polskę, a nie Niemcy? – spytał redaktor telewizji ZDF ministra Zbigniewa Ziobrę podczas przeprowadzanego z nim wczoraj wywiadu. Jan Bogatko przyznaje, że to bardzo dobre pytanie, ale czy dobrze jest zaadresowane?

Minister Ziobro „bił się dobrze”. Był w sposób elegancki atakowany od samego początku rozmowy. Starał się wyjaśnić niemieckim widzom, że reformy, które chce przeprowadzić, nie idą tak daleko, jak niemieckie przepisy, według których państwo ma znacznie większy wpływ na nominowanie sędziów wszystkich sądów, niż on proponuje w Polsce. Gdyby sprawa nie była tak poważna, zadane Ziobrze tytułowe pytanie, czemu Unia Europejska krytykuje Polskę, a nie Niemcy, mogłoby być, według Jana Bogatki, dowcipem tygodnia.

Z reformą wymiaru sprawiedliwości i „likwidacją” Puszczy Białowieskiej walczą też inne media. Mówią, że polska opozycja jest nimi bardzo zaniepokojona, a tą opozycją okazuje się być głównie Katarzyna Lubnauer z Nowoczesnej. [related id=34086]

Teraz PiS – według niemieckich mediów – zamierza wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej i to wbrew społeczeństwu, które murem stoi za Unią, gdyż dzięki niej może wyjeżdżać za granicę. Wprawdzie polski rząd nie wypowiedział się, że jest za wyjściem Polski z UE, ale… ciągle krytykuje rzekomą biurokrację unijną. Tymczasem nawet w lewicowej niemieckiej prasie każdego miesiąca można znaleźć tysiące żartów z unijnej biurokracji. Tym, co ma świadczyć o zamiarze opuszczenia przez Polskę Unii, jest też krytykowanie rzekomej – według prasy niemieckiej – ingerencji Komisji Europejskiej w sprawy wewnętrzne państw członkowskich. – Jak pogodzić ten zarzut z jednoczesnym nawoływaniem, żeby Unia wywierała presję na Polskę w sprawie reform sądownictwa i Puszczy Białowieskiej? – pyta retorycznie Jan Bogatko.

Na temat żądania wypłacenia Polsce reparacji wojennych przez Niemcy media niemieckie nie mówią wiele, gdyż nie chcą wywoływać dyskusji na ten temat. Sucho jedynie stwierdzają, że sprawa została już załatwiona, bo Polska zrzekła się odszkodowania, i że nawet polska opozycja jest przeciwna występowaniu o odszkodowania wojenne, gdyż tym sposobem – zdaniem Grzegorza Schetyny – Polska znów rozpoczęłaby wojnę z Niemcami. – Znowu, czyli atakiem na radiostację w Gliwicach? – pyta Jan Bogatko na koniec swojej relacji.

Zapraszamy do wysłuchania całej relacji z Niemiec w części trzeciej Poranka WNET.

JS

Czy jedynym wytłumaczeniem zachowania Władysława Frasyniuka i innych jest to, że tworzyli Solidarność „służbowo”?

Dzień 44. z 80 / Nowy Sącz / Poranek WNET – O tym, czy PiS powtarza błędy AWS-u, oraz o tym, co kieruje działaniami opozycjonistów z czasów PRL wspierających opozycję „totalną” i jej „pucze”.

Witold Gadowski w Poranku WNET nadawanym z Nowego Sącza gościł Andrzeja Szkaradka, działacza Solidarności oraz posła AWS.

Andrzej Szkaradek zwrócił uwagę na to, że PiS najlepszy wynik w wyborach osiągnął w okręgu nowosądeckim, a najgorszy na Pomorzu Zachodnim i w Szczecinie. Tymczasem obecnie największe inwestycje kieruje na północno-zachodnie tereny Polski, podczas gdy w Nowym Sączu i w jego okolicach bardzo potrzebne są drogi, zwłaszcza między Nowym Sączem a Krakowem.

Tematem rozmowy były też trudności z utrzymaniem dyscypliny w klubie parlamentarnym. Pan Andrzej Szkaradek wie coś o tym, bo był rzecznikiem ds. dyscypliny w klubie parlamentarnym AWS. Jego zdaniem Jarosław Kaczyński dobrze utrzymuje dyscyplinę w PiS-ie, ale zdarzają się „występki”. Widać, że upadek AWS był dobrą nauką dla polityków PiS-u, choć nie udaje się uniknąć wielu błędów.

Główne błędy PiS mają charakter kadrowy. Nieprawdziwy jest mit tzw. krótkiej ławki, gdyż jest wielu kompetentnych i uczciwych ludzi. Nie korzysta się z nich tak jak należy. Efekt jest taki, że nie zawsze właściwe osoby trafiają na właściwe miejsca. Liczą się natomiast układy i dostęp do prezesa Kaczyńskiego.

Kolejnym błędem jest to, że polityka przeniosła się do Warszawy. Walka polityczna powinna odbywać się w terenie, w rodzinnych stronach parlamentarzystów, gdzie należy prowadzić rozmowy ze społeczeństwem i z miejscowymi członkami PiS.

Gość Poranka, zapytany o ocenę dzisiejszej postawy Jana Rulewskiego, powiedział, że są jeszcze gorsi – Lech Wałęsa, Bogdan Borusewicz i Władysław Frasyniuk. Jedynym wytłumaczeniem ich działań może być to, że oni „tworzyli Solidarność służbowo”. Teraz wiedzą przecież, do czego dąży opozycja, którą wspierają, kto stoi za jej manifestacjami i „puczami”. [related id=34086]

Pewnym wyjaśnieniem może też być to, że nad zwykłymi robotnikami, którzy w czasie stanu wojennego byli bardzo odważni, siedzieli po więzieniach, pieczę sprawowali „jacyś inteligentni”. We Wrocławiu było to małżeństwo Labudów. „Tak wyszkolili Władka, że dzisiaj jest po tamtej stronie, nie zdając sobie sprawy z tego, że przynosi Polsce krzywdę”. To, co się dzieje, jest też wyrazem światowej walki pomiędzy liberalnym lewactwem a prawicą mającą korzenie w wartościach chrześcijańskich.

Andrzej Szkaradek sądzi, że dzisiaj potrzebne jest „skupienie wokół Jarosława Kaczyńskiego” i trzymanie się tego, co powiedział Donald Trump w przemówieniu w czasie wizyty w Warszawie, na które zresztą Polacy w ostatnich latach wcale nie zasłużyli.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy w części piątej dzisiejszego Poranka WNET. Uczestniczył w niej także Robert Ślusarek, dyrektor Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu, który przedstawił zarys historii Nowego Sącza, a także sylwetkę Andrzeja Szkaradka, wybitnego działacza Solidarności.

JS

 

 

Ministerstwo Finansów: luka podatkowa w 2015 roku była 7,1 razy większa niż w 2007 roku

Luka podatkowa w 2015 roku była 7,1 razy większa niż w 2007 roku; wzrosła ona z 7,1 mld zł w 2007 r. do 50,4 mld zł w 2015 r. – poinformowano na konferencji w MF.

Luka podatkowa w 2015 roku była 7,1 razy większa niż w 2007 roku; wzrosła ona z 7,1 mld zł w 2007 r. do 50,4 mld zł w 2015 r. – poinformowano na środowej konferencji w Ministerstwie Finansów. Skumulowany poziom luki w latach 2008-2015 wyniósł 262 mld zł – podano.

Jest nieprawdą, że budujemy dochody budżetowe kosztem niezwróconego podatku VAT przedsiębiorcom; kosztem ich płynności finansowej podkreślił wiceminister finansów Paweł Gruza. „W opinii publicznej pojawiły się przekazy, że my budujemy dochody budżetowe kosztem niezwróconego podatku VAT przedsiębiorcom, kosztem uszczerbku na ich płynności finansowej. To jest teza fałszywa. Wykluczamy tego typu działanie naszych służb skarbowych” – powiedział Gruza.

Jak wynika z przedstawionych danych, w pierwszej połowie 2017 roku odnotowano „niespotykany” wzrost wpływów z VAT w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku – o 17 mld zł czyli o 28 proc.

W Ministerstwie Finansów zorganizowano w środę konferencję z udziałem wiceministra Pawła Gruzy i dyrektora Departamentu Poboru Podatków Tomasza Strąka na temat dochodów i zwrotów VAT w latach 2007-2017.

Jak mówił wiceminister Gruza, w poprzednich latach „kwestia wyłudzeń VAT powodowała, że państwo stawało się swoistym reketierem, czyli osobą, która pobiera, wymusza płatności na uczciwych przedsiębiorcach”.

„Sytuacja, w której państwo pobiera podatek VAT od uczciwej części gospodarki i pozwala na jego wyłudzanie przez zorganizowane grupy przestępcze jest sytuacją moralną skrajnie negatywną (…) Pozwalanie na okradanie państwa jest rzeczą skrajnie naganną, z którą właśnie podjęliśmy walkę od początku rządu PiS” – podkreślał wiceminister finansów.

Z danych przedstawionych przez dyr. Strąka wynika, że luka podatkowa w 2015 roku była 7,1 razy większa niż w 2007 roku – wzrosła ona z 7,1 mld zł w 2007 r., do 50,4 mld zł w 2015. Jak podkreślał przedstawiciel MF, że w UE nie ma takiego kraju, w którym luka ta wzrosła w tym okresie tak „imponująco”.

Z danych tych wynika także, że skumulowany poziom luki w latach 2008-2015 wyniósł 262 mld zł. „W latach 2008-2015 w czterech przypadkach, dochody w danym roku budżetowym były niższe niż w roku poprzednim. Taka sytuacja miała miejsce w 2009 r., w 2012, 2013 r. i w 2015 r.” – mówił dyr. Strąk.

Dodał, że w latach 2008-2015 dochody z VAT wzrosły jedynie o 21 mld zł. „To niewielki wzrost w porównaniu ze wzrostem gospodarczym” – zaznaczył.

Jak wynika bowiem z prezentacji, w latach 2008-15 systematycznie spadała relacja dochodów z VAT do PKB. W 2008 roku to było 7,92 proc., tymczasem w 2015 roku 6,99 proc. (przejściowy wzrost był tylko w roku 2011, gdy podniesiono stawkę VAT z 22 do 23 proc.)

Jak tłumaczył dyr. Strąk, w okresie 2008-2015 dochody z VAT wzrosły nominalnie o ok. 21-24 proc., natomiast PKB w tym samym czasie nominalnie wzrósł o 40 proc.

„W tym samym czasie wzrosła kwota zwrotów w porównaniu do wpłat” – mówił. Dodał, że „trudno się dziwić, że efekt tego końcowy jest taki, że luka podatkowa w 2015 była 7,1 razy większa niż w roku 2007”.

„W 2008 r. relacja wpływ brutto (…) a zwroty kształtowała się na poziomie 35,9 proc. Natomiast w roku 2015 – 41,6 proc.” – powiedział Strąk.

Podkreślił, że skoro relacja zwrotów do wpłat wzrosła, to trudno się dziwić, że „imponująco” wzrosła luka podatkowa – z 7,1 mld zł w 2007 r., do 50,4 mld zł w 2015 r.

Dyr. Strąk wskazał zarazem, że w 2007 r. odnotowano imponujący wzrost zarówno nominalny jak i w ujęciu ESA 2010 dochodów z VAT – odpowiednio o 14,1 czy też o 13,5 proc. „Jest to dotąd rekordowy wzrost dochodów z VAT. Jedynie zakładamy, że istotnie poprawimy ten wynik w roku 2017” – ocenił.

Jak wynikało z prezentacji, o ile w roku 2015 Polska była jednym z krajów UE o najniższej skuteczności w realizacji dochodów z VAT, o tyle w roku 2007 była jednym z liderów w UE w zakresie skuteczności realizacji dochodów z VAT.

Relacja dochodów z VAT do PKB wynosiła w tamtym roku 8,24 proc. (2015 – 6,99 proc.), relacja zwroty/wpływy – 34,0 proc. (2015 – 41,6 proc), a luka w VAT – 0,6 proc. PKB (2015 – 2,8 proc.). Dyr. Strąk zwracał uwagę, że według Komisji Europejskiej w roku 2007 tylko Holandia miała niższą lukę podatkową w VAT niż Polska.

Z kolei, zgodnie z szacunkami Komisji Europejskiej w Polsce w okresie 2007-2014 zanotowano jeden z największych w Unii Europejskiej wzrost luki podatkowej w VAT – od 0,2 proc. PKB (2007) do 2,26 proc. PKB (2014).

Polska też najgorzej radziła sobie w tych latach z uszczelnianiem VAT w stosunku do naszych najbliższych sąsiadów. To powoduje, podkreślał wiceminister Gruza, że dziś musimy podejmować szczególne środki zaradcze.

Te jednak przynoszą już widoczne efekty, bo jak wynika z przedstawionych na konferencji danych, o ile dochody z VAT w pierwszej połowie 2016 roku wynosiły ponad 62 mld zł, w pierwszej połowie 2017 było to ponad 80 mld zł. Oznacza to wzrost o ponad 17 mld zł (czyli o 28 proc.)

„To skok procentowy niespotykany” – podkreślał dyr. Strąk. „To zdecydowanie najlepsze półrocze od momentu wdrożenia tego podatku w Polsce” – dodał.

W pierwszym półroczu 2017 roku odnotowano także – wynika z przedstawionych danych – nominalny wzrost wpływów o 9,63 mld zł, spadek zwrotów o 7,93 mld zł, a także zmniejszenie o 4,19 mld zł deklarowanych kwot zwrotów.

W okresie tym skrócono również o około 4 dni przeciętny termin zwrotów i zmniejszono o 1,8 mld zł kwoty zwrotów zatrzymanych. To też, jak przekonywał dyr. Strąk, efekt uszczelnienia systemu.

W pierwszym półroczu 2017 także relacja zwroty/wpływy wynosiła ok. 31 proc. (w 2015 roku ponad 41 proc.). „Wraz z ograniczaniem luki podatkowej VAT ta relacja zwroty/wpływy będzie malała” – tłumaczył dyr. Strąk.

W lipcu br., dodał przedstawiciel MF, wpływy z VAT „wzrosły o kolejny miliard” i są już o ponad 18 mld zł większe niż w analogicznym okresie poprzedniego roku.

„Lipiec to jest kolejny wzrost o kolejny miliard, czyli już mamy ponad 18,5 mld od początku roku. Zakładamy, że bardzo wyśrubowany, ten nasz plan budżetowy, czyli 143 mld, osiągniemy już w listopadzie” – mówił dyr. Strąk. „Widać wyraźnie, że mamy do czynienia ze skutkami uszczelnienia podatku VAT” – podsumował.

Przedstawiciele MF, pytani o mechanizm nagłego wzrostu wpływów z VAT, polemizowali z głosami opozycji, że powodem jest uchwalona jeszcze w 2015 ustawa, wprowadzająca tzw. jednolity plik kontrolny.

„Ta ustawa zdecydowała, że w czasie kontroli można żądać jednolitego pliku kontrolnego. Ale to nie jest główne narzędzie uszczelnienia. Są nimi pliki JPK, które przedsiębiorcy przekazują nam co miesiąc, a ta zmiana została wprowadzona w 2016 roku” – tłumaczył dyr. Strąk.

„To rozwiązanie proponowane w roku 2015 jest jak poczta tradycyjna, a rozwiązania, które wprowadziliśmy w 2016 roku, są jak poczta elektroniczna” – dodał wiceminister Gruza.

Przekonywał, że „główną przyczyną uszczelnienia VAT jest determinacja rządu, Ministerstwa Finansów, a teraz jeszcze Krajowej Administracji Skarbowej”. Dodał, że instrumenty uszczelniające system są wprowadzane od 2016 roku i ich liczba „będzie się pogłębiać”.

„Te instrumenty są oparte o nowoczesne systemy Big Data i będziemy te nowe instrumenty implementować” – powiedział Gruza.

Zapowiedział, że wkrótce Ministerstwo Finansów będzie mogło ustalić zakres tzw. pustych faktur i ustalić emitentów tego tupu dokumentów także w przeszłości.

Jak mówił, „dzięki nowym informatycznym narzędziom będziemy w stanie znaleźć te faktury w rozliczeniach podatników, którzy nadużywają prawa i nadużywają tego typu instrumentów”.

Gruza zwrócił zatem przedsiębiorcom uwagę na to, aby „absolutnie nie korzystali z tego typu nadużycia i spojrzeli w swoje rozliczenia, czy w przeszłości tego typu faktur w odliczeniu podatku naliczonego czy w kosztach podatkowych dla celów podatków dochodowych nie mają, ponieważ będzie niedługo taki moment, że będziemy w stanie bardzo precyzyjnie określić te obszary nadużyć”.

Mówił też, że MF będzie koncentrować uwagę na tzw. handlu konsumenckim, czyli na dostawie towarów i usług do odbiorcy ostatecznego. „Tutaj także dzięki nowym pomysłom, nowym narzędziom informatycznym, które implementujemy będziemy w stanie dużo bardziej precyzyjnie określać, także w przeszłość, te lokale i instytucje, te sklepy internetowe, które nie spełniały obowiązku odprowadzania VAT-u od konsumpcji prywatnej, czyli dostaw do odbiorcy ostatecznego” – powiedział wiceminister.

Przestrzegał przedsiębiorców przed pokusą nieewidencjonowania obrotu VAT-owskiego na kasach fiskalnych, „ponieważ także w przeszłość będziemy mogli spojrzeć w te dane i określić te konkretne NIP-y, które mają niecharakterystyczne, nietypowe statystyki dotyczące paragonów fiskalnych”.

PAP/MoRo

Mateusz Morawiecki: Rząd planuje w „ogromnej większości” sprywatyzować środki zgromadzone na OFE tzn. oddać je ludziom

Wicepremier Morawiecki powiedział na antenie TV Trwam i Radia Maryja, że rząd planuje w „ogromnej większości” sprywatyzować środki zgromadzone na OFE oraz pozytywnie ocenił projekt ws. frankowiczów.

Wicepremier, minister finansów i rozwoju Mateusz Morawiecki w programie „Rozmowy niedokończone” na antenie TV Trwam i Radia Maryja mówił o planowanej reformie Otwartych Funduszy Emerytalnych, z którymi – jak stwierdził – „ciężko cokolwiek mądrego wymyślić”. – Nikt nie widział na świecie takiego gatunku OFE, żeby inwestować w przeważającej mierze w akcje, a tak właśnie skonstruowali OFE poprzednicy – wyjaśniał wicepremier.

W związku z tym rząd planuje przekazać w roku 2018 uczestnikom OFE (jest ich w Polsce ponad 16,5 miliona) środki z ich kont na Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego. – My chcemy je w ogromnej większości sprywatyzować. Przekazać je ludziom, tym osobom, na których kontach są zapisane te środki OFE – powiedział Morawiecki.

Minister finansów skomentował też prezydencki projekt nowelizacji ustawy o wsparciu kredytobiorców, którzy znajdują się w trudnej sytuacji. Wskazał, że ten projekt opracowano głównie z myślą o tzw. frankowiczach. – Myślę, że to jest bardzo dobra propozycja. Ludziom, którzy są w potrzebie, a posiadają takie kredyty, trzeba jak najbardziej dopomóc – wskazał. Wicepremier dodał przy tym, że takiej pomocy nie powinni otrzymywać ci, którzy mają wysokie dochody.

Radio Maryja, TV Trwam/ MoRo

„Nasze polskie pięć minut”. Gdy wreszcie się doczekamy swoich pięciu minut i zachowamy morale, możemy osiągnąć sukces

Optymistyczne jest to, że się zaczęło. Od przyjazdu do Polski prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. Jego prosta mowa została zrozumiana przez wszystkich, w tym przez naszych sąsiadów.

Jan Kowalski

Światowe Imperium gwarantuje Polsce niepodległość i możliwość naprawy państwa. Już nie jesteśmy sami przeciwko dwudziestu siedmiu, jak wykrzykiwali jeszcze wczoraj świadomi i nieświadomi zwolennicy reżimu Okrągłego Stołu. Bardzo potrzebne było nam to poparcie. Wobec niego bledną wszystkie strachy nowej Targowicy, mającej poparcie brukselskiej eurokracji. Objawiło się natychmiast wielu zatroskanych tym, że Amerykanie chcą nas tylko wykorzystać. Odpowiem tak – niech nas wykorzystują jak najdłużej! (…)

Jak wszyscy znamy się na piłce nożnej, tak wszyscy znamy się oczywiście na polityce i wiemy, co należy zrobić tu i teraz, natychmiast. Zapominamy tylko o jednym, o cierpliwości. To cierpliwość jest najcenniejszą zaletą nie tylko na boisku, nie tylko w życiu, ale również w polityce. Gdy wreszcie się doczekamy swoich pięciu minut i zachowamy morale, wtedy możemy osiągnąć sukces.

Piszę to pod rozwagę wszelkim malkontentom. Wszyscy to widzimy, że zmiany są wprowadzane zbyt wolno, za słabo, że lokalni działacze PiS-u to często miernoty. Zgoda, sam już chciałbym żyć w V Rzeczypospolitej, w silnym państwie bez biurokracji, wolnym i bogatym. Ale najpierw Polacy muszą odzyskać kontrolę nad Polską. I to się właśnie dokonuje za sprawą Prawa i Sprawiedliwości. Pozwólmy i pomóżmy im wygrać do końca, pozwólmy wygrać IV Rzeczypospolitej.

Cały felieton Jana Kowalskiego pt. „Nasze polskie pięć minut” znajduje się na s. 13 sierpniowego „Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Jana Kowalskiego pt. „Nasze polskie pięć minut” na s. 13 sierpniowego „Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl

 

Polska do Trybunału Sprawiedliwości UE: Wstrzymanie wycinki w Puszczy Białowieskiej to szkody o wartości 3,2 mld zł

Wstrzymanie wycinki w Puszczy Białowieskiej, tak jak chce tego KE, spowoduje szkody w środowisku o szacowanej wartości 3,2 mld zł – napisał do Trybunału Sprawiedliwości UE polski resort środowiska.

[related id=”32358″]Trybunał podjął 28 lipca decyzję o natychmiastowym nakazie wstrzymania wycinki na obszarach chronionych Puszczy Białowieskiej. To środek tymczasowy, o który wnioskowała KE. Polska dostała czas do piątku, by przesłać swoją odpowiedź w tej sprawie.

Z informacji uzyskanych przez PAP wynika, że resort środowiska podkreśla w piśmie, iż jego działania są zgodne z przepisami dyrektywy ptasiej i siedliskowej, a nawet niezbędne dla ochrony przyrody.

Przeciwnego zdania jest Komisja Europejska, która właśnie za nieprzestrzeganie tych regulacji rozpoczęła procedurę o naruszenie prawa unijnego w Polsce. Obie dyrektywy są podstawą europejskiego programu Natura 2000.

Ministerstwo Środowiska argumentuje, że wniosek Komisji Europejskiej dotyczący zastosowania przez Trybunał środka tymczasowego, czyli nakazu natychmiastowego wstrzymania wycinki, nie spełnia odpowiednich przesłanek, by go zastosować.

W odpowiedzi Polski wskazano, że już na pierwszy rzut oka nie jest oczywiste, iż żądania KE są uzasadnione, bo – jak przekonuje ministerstwo – jej stanowisko w znacznej mierze opiera się na hipotezach.

Resort ministra Jana Szyszki przekonuje również, że nie można mówić o tym, że uzasadnieniem działań Trybunału jest pilność sprawy, bo Komisja na wcześniejszych etapach nie spieszyła się z działaniami, które miałyby położyć kres ewentualnemu naruszeniu prawa.

Pierwsze informacje o kontaktach Brukseli z Warszawą w sprawie puszczy pojawiły się w marcu 2016 roku. Kilka tygodni później podano, że prowadzone jest w tej sprawie wstępne postępowanie, które następnie zostało przekształcone w procedurę o naruszenie prawa unijnego.

Komisja nie wykazała powstania poważnych i nieodwracalnych szkód w puszczy
Ministerstwo jest zdania, że Komisja nie wykazała w wystarczający sposób prawdopodobieństwa powstania poważnych i nieodwracalnych szkód na skutek interwencji na obszarach chronionych puszczy.

W piśmie do Trybunału resort przekonuje, że to właśnie realizacja środka tymczasowego, o który wnioskowała KE, spowodowałaby zniszczenie siedlisk przyrodniczych i spowodować nieodwracalne szkody, których wysokość została oszacowana na 3,24 mld złotych.

Spór dotyczący prowadzenia wycinki w Puszczy Białowieskiej przybrał na sile, gdy w ubiegłym tygodniu Trybunał Sprawiedliwości w swojej wstępnej decyzji przychylił się do wniosku KE o zastosowanie środka tymczasowego i nakazał wstrzymanie wycinki drzew.

Resort środowiska zapowiedział w poniedziałek, że będzie nadal prowadził działania w puszczy. W środę rzeczniczka KE Mina Andreeva powiedziała, że „Komisja śledzi sytuację z wielkim zaniepokojeniem”. „Jeśli zostanie potwierdzone, że wycinka ma dalej miejsce w Puszczy Białowieskiej, sprawa zostanie wzięta pod uwagę w prowadzonej procedurze praworządności dotyczącej Polski” – zapowiedziała.

Ministerstwo Środowiska w czwartkowym komunikacie podkreśliło, że na terenie puszczy są prowadzone tylko działania mające na celu zapewnienie bezpieczeństwa publicznego, tym samym są one zgodne z postanowieniem Trybunału Sprawiedliwości UE.

Z informacji otrzymanych przez PAP z Trybunału wynika, że postępowanie w sprawie środków tymczasowych jest w toku. Nadal obowiązuje postanowienie wiceprezesa Trybunału z 27 lipca o wstrzymaniu wycinki. „Wydaje się, że postępowanie w sprawie środków tymczasowych może zakończyć się we wrześniu” – podało PAP źródło w Trybunale.

PAP/MoRo

Michał Karnowski: Fakt, że w trumnach pozamieniano ciała w tak dużej skali, jest bez wątpienia przestępstwem

Dzień 38. z 80 / Suwałki / Poranek WNET – W rozmowie z redaktorem naczelnym „wSieci” o politycznych skutkach wczorajszego przesłuchania Donalda Tuska oraz o tym, czy w PiS dojdzie do „wojny na górze”.

[related id=”33381″]Według Michała Karnowskiego o tym, czy wczorajsze przesłuchanie Donalda Tuska będzie miało znaczenie polityczne, jeszcze się przekonamy. Były premier nadal jest daleko w Brukseli i nie może wziąć bezpośredniego udziału w budowaniu siły opozycji. Przesłuchanie odegra natomiast rolę w ocenie i bilansie jego rządów. Wczoraj po raz pierwszy można było zobaczyć Donalda Tuska zdenerwowanego, wręcz przestraszonego. I nie dlatego, że ktoś mu robił krzywdę.

Prawnik byłego premiera i jego stronnicy starają się sprawę, w której był przesłuchiwany, sprowadzić do tego, czy był zakaz otwierania trumien, czy nie, oraz czy Tusk jest winien, że doszło do katastrofy smoleńskiej, czy też nie. Tymczasem chodzi o bardzo konkretny fakt. Kto odpowiada za tragedię smoleńską, może być dyskusyjne. Jednak to, że w trumnach pozamieniano ciała w tak dużej skali, jest zdaniem Michała Karnowskiego przestępstwem. Na to wpływ miał Donald Tusk jako ówczesny premier.

Redaktor naczelny tygodnika „wSieci” przypuszcza, że rzadkie u Donalda Tuska zdenerwowanie, które dało się zauważyć po jego wyjściu z prokuratury, mogło być spowodowane tym, że zaskoczony został trudnymi pytaniami prokuratorów. Być może na wiele z nich nie potrafił odpowiedzieć. [related id=33425]

Drugą wartą zauważenia rzeczą jest to, że były premier nie zdecydował się na zorganizowanie „takiego show”, jak przy poprzednim przesłuchaniu. Zdaniem Michała Karnowskiego świadczy to o tym, że musiał uznać, iż takie działanie Polaków nie przekonuje. Może to być również dowodem na to, że Polska się zmieniła przez ostatnie kilka lat i to, czym dawniej Donald Tusk uwodził Polaków, może już nie być tak skuteczne.

Czy istniej konflikt w obozie „dobrej zmiany”? Gorsza by byłaby fasadowa zgoda niż to co, się dzieje teraz. Emocje jednak trochę opadły. Ponadto prezydent powiedział, że przygotuje ustawy zasadniczo i radykalnie reformujące sądownictwo i – jak powiedział Michał Karnowski – warto go trzymać za słowo. Gość Poranka uważa jednak, że coś pękło. Nie skończy się to „wojną na górze” lub awanturą, ale część Prawa i Sprawiedliwości utraciła zaufanie do prezydenta i nie będzie go teraz traktować jako absolutnie pewnego sojusznika w twardym zmienianiu rzeczywistości. Naprawić to może tylko przedstawienie przez prezydenta ustaw reformujących wymiar sprawiedliwości, które będą bardzo bliskie Prawu i Sprawiedliwości, czyli opierające się na tych zawetowanych, ale niezawierające błędów, które się w nie wdały.

Zapraszamy do słuchania całego Poranka WNET. Rozmowa z Michałem Karnowskim w części szóstej.

JS