Stłumienie „wołynki” sekretnym celem wojsk obrony terytorialnej? / Stanisław Michalkiewicz w Radiu WNET [VIDEO]

W rozmowie z publicystą Najwyższego Czasu o tym, czy na Krakowskim Przedmieściu powinien stanąć krzyż, o rewolucji komunistycznej w Europie, o prymasie Polaku oraz „wynalazkach” prezesa Kaczyńskiego.

Pomnik smoleński przed Pałacem Prezydenckim jest zdaniem Stanisława Michalkiewicza „rodzajem nieubłaganego palca, który ma dźgać czyjeś chore z nienawiści oczy”.  – Nie wiem czy przypisywanie takiej roli krzyżowi byłoby właściwe, ale od polityki uciec niepodobna.

Według gościa Poranka w Europie mamy do czynienia z rewolucją komunistyczną w pełnym natarciu. Dokonuje się ona według innej strategii, którą znamy. A znamy strategię bolszewicką, od niej w latach 60 zaczęto odchodzić. Największym czynnikiem alienującym człowieka jest kultura burżuazyjna. Jej podstawowym elementem jest religia. Skoro kulturę burżuazyjną obalamy, to zaczynamy od tego. Za tym stoi – jak twierdzi Stanisław Michalkiewicz – żydokomuna i dodaje: – Trzeba to powiedzieć bez zacietrzewienia, ale też bez lęku. Żydokomuna na to czeka, żebyśmy bali się wypowiedzieć to słowo. Jeśli będziemy się tego bać, to już przegraliśmy. Nie lękajmy się!

„Jaki ideał ma teraz Europa? Wypić i zakąsić. Kto będzie za to umierał?”

Wypowiedź prymasa Wojciecha Polaka, „jeśli jest przemyślana, to jest nie tylko głupia, ale i łajdacka”, gdyż „ksiądz prymas zapowiada stosowanie kar kanonicznych za niewłaściwą postawę polityczną”. – Ja to nazywam łajdactwem.

– W historii byli różni prymasi – wtrącił ksiądz Stanisław Małkowski. Był na przykład prymas Poniatowski.

Rozmowa dotyczyła też stosunków wewnątrz obozu Prawa i  Sprawiedliwości. – Pan prezes Kaczyński zmusza te swoje wynalazki, jak pana prezydenta Dudę, do robienia rzeczy na granicy prawa lub poza nią” – powiedział felietonista Najwyższego Czasu. – Pierwszy ruch na granicy prawa czy poza granicami zrobiła koalicja jeszcze poprzednia PO-PSL, mianując trzech sędziów nadliczbowych. Panuje powszechna opinia, że tam w Trybunale Konstytucyjnym zasiadają wybitni prawnicy. Wybitny prawnik nie mógł sobie zdawać sprawy w jakim trybie został wybrany i po co. Mamy dwie możliwości – albo ci sędziowie nadprogramowi to są  durnie, więc nie powinni zasiadać w Trybunale Konstytucyjnym, albo są szubrawcami. Wtedy też nie powinni zasiadać w TK. Tutaj już z powodu prawnego, gdyż szubrawiec nie może mieć nieskazitelnego charakteru. Prawo i Sprawiedliwość zamiast powtarzać ten manewr, powinno po prostu zwrócić na to uwagę.

Podobnie na skróty PiS idzie, „tworząc te czerezwyczajki” – komisję ws. dzikiej reprywatyzacji w Warszawie i w komisję w sprawie Amber Gold.

Na koniec Stanisław Michalkiewicz odkrył sekretny cel tworzenia wojsk obrony terytorialnej. Ma ona być narzędziem do stłumienia ewentualnej „wołynki”, którą miałaby sprokurować nawet półprocentowa część ponadmilionowej rzeszy Ukraińców podpuszczona przez ich służby lub przez służby niemieckie.

 

 

Hasło „My chcemy Boga” postulatem politycznym? / Krzysztof Bosak w Radiu WNET o tegorocznym haśle Marszu Niepodległości

– Chcemy, żeby prawo w Polsce było oparte na Dekalogu, a nie laickich koncepcjach praw człowieka, interpretowanych przez Amnesty International lub ONZ – powiedział jeden z liderów Ruchu Narodowego.


Krzysztof Bosak, polityk i działacz Ruchu Narodowego, w Poranku WNET mówił o tym, co stoi za wyborem takiego, a nie innego hasła Marszu Niepodległości oraz czy Polska zmieniła się w ciągu dwóch lat rządów Prawa i Sprawiedliwości. Zapraszamy do obejrzenia i wysłuchania całej rozmowy!

 

Mówiłem o neokolonializmie gospodarczym, zanim to było modne / Bartłomiej Radziejewski w Radiu WNET

Czy Witold Waszczykowski podniósł Polskę z kolan, a Mateusz Morawiecki skutecznie zwalcza neokolonializm gospodarczy? W Poranku WNET redaktor naczelny Nowej Konfederacji zrecenzował rząd PiS.

 

Aleksander Wierzejski rozmawiał dziś z Bartłomiejem Radziejewskim, politologiem, redaktorem naczelnym Nowej Konfederacji. Głównym tematem była ocena dokonań rządu w kontekście zapowiedzi jego rekonstrukcji.

Bartłomiej Radziejewski uważa, że rekonstrukcja rządu to dobry pomysł. „Gabinet ma ileś wyraźnie słabych punktów personalnych, które ciągną go w dół”. Wysokie notowania rządu są jednak przesłanką, żeby nic nie zmieniać.

Gość Poranka przywołał badania opinii publicznej, według których Antoni Macierewicz jest obciążeniem wizerunkowym PiS-u nawet wewnątrz jego elektoratu. „Średnio jednak sobie wyobrażam jego wyjście z rządu”. Krytyczna ocena ministra obrony narodowej nie oznacza obrony patologii, które miały w wojsku miejsce za poprzedniej władzy. Antoni Macierewicz, zdaniem redaktora naczelnego Nowej Konfederacji, stosuje bardzo radykalną retorykę, miejscami niepoważną. Na przykład mówi o dronach dla wojska, po czym odcina polskie firmy prywatne od zamówień.

Jasnymi punktami w rządzie są dla Bartłomieja Radziejewskiego Beata Szydło i Elżbieta Rafalska. Pani premier udało się „ozdobić wizerunek” PiS-u – jest on dzięki niej łagodniejszy, ale i zdecydowany. Z kolei minister rodziny, pracy i opieki społecznej osiągnęła sukces, sprawnie wprowadzając program 500 plus z całą otoczką informatyczną. [related id=43520]

Nisko politolog ocenia Witolda Waszczykowskiego, który jest jego zdaniem gorszym ministrem niż Antoni Macierewicz. Niestałe członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ nie jest sukcesem, gdyż raz na jakiś czas trafia się to każdemu państwu. Ma oczywiście sukcesy, jak doprowadzenie do wizyty Donalda Trumpa w Warszawie, ale generalnie prowadzi politykę zdumiewającą. „Miało być wstawanie z kolan, a jest podporządkowanie polityki zagranicznej potrzebom wyborczym”.

Dowodem na to jest sprawa reparacji wojennych od Niemiec. Przez miesiąc o tym mówiliśmy i nic nie osiągnęliśmy, a jedynie pogorszyliśmy nasze stosunki z zachodnim sąsiadem. Te stosunki i tak nie były dobre. Rząd wybrał politykę „dystansu i sceptycyzmu” wobec Niemiec. Mają one przyczyny obiektywne, jak zaproszenie przez Angelę Merkel imigrantów do Europy. Są też powody subiektywne – takim jest właśnie kwestia reparacji. Nikt rządu nie zmuszał, żeby ten temat podejmować.

Bartłomiej Radziejewski pyta o bilans takiej polityki. Jej skutkiem jest to, że mamy złe stosunki z Niemcami, z instytucjami Unii Europejskiej i z Francją. Zaznaczył przy tym, że dobre stosunki są nie celem samym w sobie, ale narzędziem do osiągania konkretnych celów, na przykład uzyskania korzystnej wysokości środków strukturalnych dla Polski.

Aleksander Wierzejski stwierdził, że kraje zachodnie prowadzą wobec Polski neokolonialną politykę gospodarczą, czego przykładem jest kupienie przez Francję Telekomunikacji Polskiej oraz sprzedawanie przez zachodnie koncerny w Europie Wschodniej produktów gorszej jakości niż u siebie. Na to Bartłomiej Radziejewski odparł pytaniem, czy redaktor sam by nie kupił Telekomunikacji Polskiej, gdyby mu ją oferowano w dobrej cenie, i przypomniał, że o neokolonializmie gospodarczym pisał już w 2013 roku, „zanim to było modne”.

Rząd, według gościa Poranka, stawiając słuszną diagnozę na temat neokolonializmu gospodarczego, wyciąga dość absurdalne wnioski – dąży do autarkii, a potępia zagraniczny kapitał. Ten, owszem, transferuje zyski z Polski, ale przyniósł wysokie standardy organizacyjne i miejsca pracy. „Nie widzę , żeby rząd zrobił coś dla dekolonizacji gospodarczej Polski ponad to, co było już robione”. Już wcześniej stawiano na wzrost roli państwa w gospodarce. Zaczęło się to już za SLD, które faktycznie wstrzymało prywatyzację. „Poziom agresji i ostentacji, z jaką rząd ogłasza zmiany w gospodarce jest mocno nieadekwatny do realiów”.

[related id=43482 side=left]Jak w takim razie oceniać Mateusza Morawieckiego, wicepremiera odpowiedzialnego za gospodarkę i finanse państwa? Bartłomiej Radziejewski ma do niego ambiwalentny stosunek. Docenia pogromienie mafii wyłudzających podatek VAT i zwiększenie ściągalności podatków. Jednak słynny Plan Morawieckiego jest w jego opinii niewykonalny. Po pierwsze rząd nie posiada instrumentów wykonawczych, co jest spowodowane niewydolnością instytucjonalną państwa. Po drugie nie ma takich pieniędzy, jakie są w tym planie zapisane.

Mateusz Morawiecki mówi też o walce z „resortowością”. Jednak sam Jarosław Kaczyński powiedział, że Polska była, jest i będzie resortowa. Faktycznie owa resortowość się pogłębia. Rolą lidera (w domyśle Jarosława Kaczyńskiego) jest to przełamać. Możliwe są też działania instytucjonalne. Te obecnie są ograniczone, bo za czasów pierwszego rządu PiS zlikwidowane zostało Rządowe Centrum Studiów Strategicznych, które było „oczami i uszami rządu”. Niemożność pokonania „resortowości” pogłębia też sytuacja polityczna w obozie rządzącym – wycofany na Nowogrodzką naczelnik, słaby premier i silni ministrowie – jak to opisał Bartłomiej Radziejewski. Uważa, że Mateusz Morawiecki nie radzi sobie z tą sytuacją i dlatego ucieka w propagandę sukcesu.

Na koniec Bartłomiej Radziejewski opowiedział o planowanych zmianach w Nowej Konfederacji, która ma już nie być tylko redakcją. Ma odpowiedzieć na istniejący jego zdaniem problem z opisem rzeczywistości wynikającym z „barbarzyństwa specjalizacji”.

JS

Rozmowy można posłuchać w pierwszej części piątkowego Poranka WNET.

Rekonstrukcja rządu w połowie listopada – nie powiem, jaka / Szef klubu PiS Ryszard Terlecki w Poranku WNET

Wicemarszałek Ryszard Terlecki u Krzysztofa Skowrońskiego o zmianach w rządzie, porozumieniu na linii prezydent-PiS, proteście lekarzy i problemach „rozpadającego się klubu parlamentarnego Kukiz’15”.

 

– Ocena rządu premier Beaty Szydło jest bardzo dobra, co pokazują sondaże – powiedział przewodniczący klubu parlamentarnego PiS Ryszard Terlecki. – Nie będziemy odsłaniać żadnych planów rekonstrukcji rządu. Proszę nie dopytywać i tak nie powiem.

– Zmiany jakieś nastąpią, ale będzie o nich wiadomo dopiero wtedy, kiedy to się stanie – bronił się wicemarszałek, dając do zrozumienia, że wie, jakie zmiany nastąpią, ale nie powie. – Prawdopodobnie będzie to połowa miesiąca.

[related id=42974]Porozumienie na linii PiS – prezydent w sprawie ustaw o KRS i SN jest, a negocjacje dotyczące szczegółowych rozwiązań są w fazie końcowej, dlatego wicemarszałek Ryszard Terlecki spodziewa się, że już w tym roku obie ustawy przejdą przez parlament i zostaną podpisane przez prezydenta.

– Obawialiśmy się przez chwilę, że w tak dużej liczbie poprawek i wątpliwości utonie sens i radykalizm reformy sądownictwa – powiedział wicemarszałek Terlecki, który ubolewa tylko nad niepotrzebną stratą czasu. – Do Sejmu obie ustawy trafią w listopadzie.

Szef klubu PiS jest zdania, że opór społeczny, jakiego byliśmy świadkami w lipcu tego roku z powodu wprowadzanych reform w wymiarze sprawiedliwości, już „się wypalił”, ale mimo to spodziewa się demonstracji ulicznych.

– Widać, że opozycja szuka innych pól konfrontacji i konfliktów – powiedział gość Poranka WNET. Niepokoją go plany rozszerzenia protestu lekarzy. – Nawet opinia publiczna nie podziela przekonania lekarzy, że za mało zarabiają.

Szef klubu PiS uważa, że porozumienie z lekarzami zostanie zawarte, bo propozycje rządu w sprawie finansowania opieki zdrowotnej są na tyle znaczące, że środowisko je powinno docenić. – Oczywiście jest to kwestia rozmaitych szczegółów i o nich trzeba rozmawiać.

– Trudno się obawiać czegoś, co jest całkowicie nieracjonalne – powiedział wicemarszałek Terlecki zapytany, czy nie boi się, że protest lekarzy rezydentów to tylko iskra, która rozpali cały kraj.

Jego zdaniem na zaostrzeniu konfliktu w tej sprawie zależy jedynie opozycji, chcącej tym sposobem zyskać poparcie, i dlatego postrzega protest przede wszystkim w kategoriach politycznych. Przyznał jednak, że służba zdrowia to dziedzina wymagająca największego wysiłku ze strony rządu, bo „być może tu wszystko działo się zbyt wolno”. [related id=42731 side=left]

Reforma systemu wyborczego, nad którą aktualnie pracuje PiS, jest mocno krytykowana przez lidera Kukiz’15, ale zdaniem szefa klubu poselskiego PiS to tylko retoryka polityczna: „Walczy on o przetrwanie, bo klub mu się rozsypuje”. Porozumiewanie się Pawła Kukiza z Nowoczesną przeciwko PiS jego zdaniem tylko zaszkodzi ruchowi Kukiz’15, bo nie znajdzie zrozumienia u wyborców.

Ryszard Terlecki przyznał, że prace nad ordynacją wyborczą trwają i najbardziej krytykowane rozwiązania jeszcze nie znalazły się w projekcie, bo są w fazie wstępnych dyskusji wewnątrz PiS. Zapowiedział, że zmiany dotyczące jednomandatowych okręgów wyborczych do rad gmin zostaną wprowadzone ze względu na istniejące duże poparcie polityczne tego rozwiązania.

– Decyzje w sprawie pracowników delegowanych źle wyglądają, ale jest to nadal przedmiot negocjacji – powiedział wicemarszałek. Wczorajsze spotkanie z Komisją Wenecką nazwał „bardzo sympatycznym”. Ujawnił, że podczas długiej dyskusji miało miejsce bardzo zabawne zdarzenie, kiedy jeden z członków komisji został poinformowany przez polskiego posła, jak wygląda w jego państwie system prawny, i był tym faktem bardzo zaskoczony, a „przyjechał pouczać nas”.

MoRo

Wywiad z szefem klubu PiS Ryszardem Terleckim w części piątej Poranka Wnet.

Profesor Zdzisław Krasnodębski w Poranku WNET: Głęboka rekonstrukcja to szansa na prowadzenie sprawniejszych rządów

Zdaniem posła do Parlamentu Europejskiego zmiana na fotelu premiera mogłaby wpłynąć na jeszcze sprawniejszą pracę rządu PiS, a premier Beata Szydło powinna działać w polityce europejskiej.

 

Gościem Poranka Wnet był profesor Zdzisław Krasnodębski, poseł do Parlamentu Europejskiego reprezentujący Prawo i Sprawiedliwość. Nasz rozmówca odniósł się do wczorajszej decyzji unijnych ministrów pracy, którzy przyjęli proponowane przez Francję propozycje radykalnego ograniczenia możliwości delegowania pracowników. Maksymalny czas delegowania zostanie ograniczony do 12 miesięcy, a delegowany pracownik będzie musiał otrzymywać wynagrodzenie minimalne obowiązujące w kraju, w którym wykonuje zlecenie. Opłacane powinien mieć też wszystkie składki zabezpieczenia socjalnego. Obowiązywać będą również układy zbiorowe pracy z miejsca wykonywania pracy przez delegowanego pracownika.

– Cała ta sprawa jest bardzo komentowana, że jest to pierwszy sukces Macrona, a z drugiej strony jest wrażenie, że bardzo coś chciano oddać prezydentowi Francji, a najłatwiej było oddać interesy Europy Środkowej – powiedział gość Poranka WNET o wczorajszej decyzji Rady Unii Europejskiej.

W trakcie negocjacji część krajów naszego regionu, w tym Czechy i Słowacja, ostatecznie przyjęły francuskie propozycje, łamiąc solidarność Grupy Wyszehradzkiej. Zdaniem Zdzisława Krasnodębskiego nie jest to istotny cios w politykę europejską polskiego rządu. To nie jest tylko opowieść o silnej i spójnej polityce Europy Środkowej – uważa profesor. Według niego „są też różne interesy i też kraje Grupy Wyszehradzkiej różnią się stopniem determinacji w obronie konkretnych z nich. W sprawie kwestii pracowników delegowanych Polska, Węgry i dwa kraje bałtyckie bardzo mocno walczyły do końca.

Prof. Krasnodębski uważa, że działania Paryża w polityce europejskiej mogą doprowadzić do erozji ekonomicznej wspólnoty w ramach UE: – Różne kraje są bardzo wspaniałomyślne, jeśli chodzi o imigrację zewnętrzną, a zaczęły, zwalczając mobilność wewnętrzną pod hasłem obrony praw socjalnych. Choć prawie wszyscy eksperci mówią, że nie ma mowy o jakimś dumpingu socjalnym, to pokazuje czysty populizm polityki Marcona.

– Prezydent Francji występuje przeciwko dotychczasowym zasadom, które mówiły, żeby zwiększać przepływ usług i mobilności pracowników. A polityka Macrona to tak naprawdę protekcjonizm. Tak jak nie ma jednolitego rynku usług w UE, ponieważ to nie służy najsilniejszym krajom – podkreślił prof. Zdzisław Krasnodębski.

[related id=42974]Gość Poranka Wnet powiedział, że coraz częściej to kraje naszego regionu proponują rozwiązania zwiększające spoistość Unii: – To Polska zgłasza propozycje liberalizacji, chociażby usług cyfrowych, przy silnym oporze płynącym z Niemiec. Sprawa pracowników delegowanych jest bardzo charakterystyczna. My chcemy, aby poprawiał się standard tych pracowników, ale nie chodzi o to, aby ujednolicać cały rynek pracy.

Profesor Zdzisław Krasnodębski odniósł się również do spekulacji na temat rekonstrukcji gabinetu premier Beaty Szydło: – Celem jest jak najsprawniejsze rządzenie, a osoby są drugorzędne. Krążą takie informacje, że występuje klincz między ministerstwami i że należałoby dynamiczniej rozwiązywać tego rodzaju wątpliwości. Pani premier, gdyby nastąpiła taka zmiana, będzie dalej odgrywać ważną rolę – mówi się o polityce europejskiej.

– Ponieważ mijają dwa lata, trzeba dokonać wnikliwej oceny pracy. Rekonstrukcja byłaby korzystna ze względu na jakość rządzenia. I to nie tylko wymiana ministrów, ale głębsza zmiana, także może z wymianą kapitana – podkreślił Zdzisław Krasnodębski.

ŁAJ

Rozmowa z prof. Zdzisławem Krasnodębskim miała miejsce w części pierwszej dzisiejszego Poranka WNET.

Niepokoi mnie retoryka premier Beaty Szydło. Programy społeczne nie mogą być napędem gospodarki / Bronisław Wildstein

Im więcej pieniędzy wydamy na programy społeczne, tym gospodarka będzie się lepiej rozwijać – to niebezpieczny chwyt retoryczny, bo miesza ludziom w głowach. Czy ten zarzut uzasadnia zmianę premiera?

W najnowszym tygodniku „Sieci prawdy” (d. „wSieci”) Robert Mazurek i Igor Zalewski donoszą, że w listopadzie ma nastąpić rekonstrukcja rządu, w tym również na stanowisku premiera (w Radiu WNET mówiliśmy o tym w przeglądzie prasy). Goszczący w Poranku WNET publicysta tego tygodnika przyznał, że istnieją w PiS wpływowi ludzie i wpływowe grupy, które uważają, że byłoby dobrze, żeby bezpośredni ster rządów objął Jarosław Kaczyński.

Choć premier Beata Szydło bardzo dobrze wypada w relacjach międzyludzkich i jest lubiana, to pojawiają się pytania, czy optymalnie sprawuje swoją funkcję, i wątpliwości, czy jej nie wymienić. Logiczne wydawałoby się, że jeśli tak, to na Jarosława Kaczyńskiego. Do tej roli mógłby nadawać się też Mateusz Morawiecki, który – zdaniem Bronisława Wildsteina – bardzo dobrze zarządza gospodarką. Generalnie zmiany w rządzie to „kwestia domniemań, pytań, ścierania się rozmaitych poglądów i aspiracji”. [related id=42944 ]

Jeśli chodzi o ocenę rządów Beaty Szydło, to Bronisław Wildstein stwierdził, że niepokoi go jej retoryka. Kiedy pani premier mówi, że gospodarka rozwija się dzięki programom społecznym, to – jak powiedział gość dzisiejszego Poranka – włos jeży się na głowie. Znaczy to bowiem, że im więcej pieniędzy wydamy na programy społeczne, tym gospodarka będzie się lepiej rozwijać. Jest to chwyt retoryczny, ale „niebezpieczny, bo miesza ludziom w głowach”. Programy 500+ czy Mieszkanie+ są uzasadnione społecznie, mogą nawet na krótką metę pobudzić gospodarkę, ale nie mogą być jej napędem.

Stosunki między rządem a prezydentem Bronisław Wildstein nazwał sferą napięć i ucierania konsensusu. Rozumie obie strony. Reformę wymiaru sprawiedliwości należy przeprowadzić, gdyż została obiecana w programie wyborczym, a poza tym działanie wymiaru sprawiedliwości jest „największa bolączką w Polsce”. Jest on bowiem wyalienowany, a uważa się za gospodarza polskich spraw, czyniąc pozorem demokrację w Polsce. Brak kontroli wymiaru sprawiedliwości prowadzi do jego degeneracji. Każdy system niekontrolowany się degeneruje. Chodzi o to, żeby reformować struktury i zasady, ale nawet najlepsze pomysły zdegenerują źli wykonawcy.

[related id=42877 side=left]Bronisław Wildstein rozumie stanowisko prezydenta, który uważa, że jedna partia nie powinna mieć zbyt dużo do powiedzenia  – reforma wymiaru sprawiedliwości powinna być przeprowadzana w warunkach większego konsensusu. Jednak osiągnięcie go, według publicysty, jest mało prawdopodobne. Dlatego postuluje, żeby prezydent poszedł na większy kompromis, gdyż już zbyt długo czekamy na reformę.

Gość Poranka skomentował też wizytę w Polsce premiera Turcji. Uważa, że niepotrzebna była tak wielka feta i eksponowanie wizyty. Samo spotkanie z nim nie byłoby niczym złym. Jest to jednak „bardzo ponura figura”. Odpowiada za 150 tysięcy ludzi w więzieniach, tortury, mordy, pacyfikację Kurdów. Nie powinniśmy zrywać stosunków z Turcją, ale też nie powinniśmy „fetować takiego osobnika”. Rezerwa Unii Europejskiej wobec niego jest – zdaniem Bronisława Wildsteina – uzasadniona. Łamanie w Turcji elementarnych praw człowieka powinno powodować otoczenie Erdogana potępieniem na arenie międzynarodowej.

JS

Cała rozmowa jest w czwartej części dzisiejszego Poranka WNET.

 

 

Upiorna i antyrozwojowa reforma Gowina / Dr Aleksander Temkin z Narodowej Rady Rozwoju o reformie szkolnictwa wyższego

Gość Poranka WNET na 87,8 UKF wypowiedział się bardzo krytycznie o proponowanej reformie. Czy jej podłożem jest brudny deal między towarzystwem rektorskim a wicepremierem Jarosławem Gowinem?

– Niepokoi nas bańka propagandowa, która została utworzona wokół tej reformy. Jest ona przedstawiana jako wielki skok w nowoczesność i wielka zmiana, a gdy zobaczymy, kto ją tworzył, to okazuje się, że to są ci sami ludzie, którzy doprowadzili do zapaści polskiej nauki w ostatnich 15 latach – powiedział dr Aleksander Temkin, przewodniczący ruchu społecznego i stowarzyszenia Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej oraz członek Narodowej Rady Rozwoju. Przypomniał, że samo ministerstwo podaje informacje, że z polskich uczelni od 2005 roku uciekło 30 tysięcy naukowców. Jego zdaniem reforma Gowina oddaje pełnię władzy na uczelniach ludziom, którzy do tego kryzysu doprowadzili.

– Treścią tej reformy jest bardzo nieciekawy, żeby nie powiedzieć, brudny deal między towarzystwem rektorskim a Gowinem – ocenił dr Temkin. – Z jednej strony władza rektorów zostaje niesłychanie wzmocniona przez tę ustawę (…). Z drugiej strony rektorzy dają Gowinowi zielone światło na rozprawienie się z resztkami systemu.

[related id=42395]Jego zdaniem ustawa doprowadzi do zniszczenia szkolnictwa wyższego poza Krakowem, Warszawą i Poznaniem. Z symulacji wynika, że około 40 procent kierunków straci możliwość prowadzenia studiów magisterskich. Wśród tego typu uczelni znajdą się: Uniwersytet Szczeciński, Uniwersytet Opolski, Politechnika Opolska, Uniwersytet im. Jana Kochanowskiego w Kielcach, Politechnika Świętokrzyska i inne. To oznacza, że ambitna młodzież z tych miast będzie musiała uciekać. Taka sytuacja spowoduje zubożenie kulturalne i gospodarcze regionów.

– To uderza w podstawy zrównoważonego rozwoju całego kraju, o którym tak dużo mówi premier Morawiecki – zauważył gość Poranka – chociaż nie jest to zaskakujące, bo premier Gowin podobną politykę prowadził w poprzednim rządzie.

Przypomniał tu inną reformę w wykonaniu Jarosława Gowina jako ministra sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska. Wtedy odpowiadał za reformę struktury sądów, polegającą na likwidacji sądów w mniejszych miejscowościach, nazywaną przez ówczesną opozycję „zwijaniem państwa”. Zdaniem dr. Temkina Jarosław Gowin aktualnie robi to samo, tyle że z uczelniami wyższymi w Polsce. [related id=42919 side=left]Przyznał jednak, że proponowana przez niego reforma ma rozległy zakres i zawiera w niektórych punktach dobre rozwiązania.

– Niestety ramy tej reformy są upiorne i  antyrozwojowe – ocenił dr Temkin. Uważa, że reforma ta doprowadzi do zniszczenie uczelni regionalnych. – Chodzi o uprawnienia do możliwości habilitacji czy doktoryzowania się w związku z kategorią naukowości jednostki. Wszystkie kierunki z kategorią B stracą takie uprawnienia i stracą możliwość prowadzenia studiów magisterskich o profilu ogólnoakademickim.

– Rozumiemy intencje wzmocnienia uczelni centralnych Krakowa, Poznania i Warszawy, ale to nie oznacza, że powinniśmy wepchnąć resztę Polski w pozycję podwykonawcy, takiej swoistej kolonii Krakowa, Warszawy i Poznania – powiedział Aleksander Temkin. Jest to jego zdaniem odstręczająca i niesprawiedliwa wizja kraju.  – A jej charakter antydemokratyczny, to, że rektorzy stają się folwarcznymi panami swoich uczelni, jest nie do przyjęcia.

Dr Aleksander Temkin zastrzegł, że wypowiada się jedynie w swoim imieniu, a nie w imieniu całej Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie RP. Przyznał, że trwa nadal debata w tym gremium i jest wiele głosów krytycznych.

MoRo

Modzelewska: Uwłaszczą „lepszą kastę PRL-u”. Dlaczego za aferę reprywatyzacyjną mają płacić prawowici właściciele?

Bierut nie przewidział tego, co jest w tym projekcie, bo Bierut w dekrecie mówi przynajmniej o „słusznym odszkodowaniu” – oceniła Joanna Modzelewska projekt ustawy reprywatyzacyjnej Patryka Jakiego.


Z narracji mediów, w tym mainstreamowych, można by wywnioskować, że w sprawie reprywatyzacji doszło w Polsce do swego rodzaju porozumienia nad podziałami. Praktycznie wszyscy wypowiadają się pozytywnie na temat przedstawionej wczoraj przez Patryka Jakiego propozycji nowej ustawy reprywatyzacyjnej.

Prawnik Joanna Modzelewska, gość Poranka WNET, w odróżnieniu od ogółu nie cieszy się z propozycji przedstawionych wczoraj i ma nadzieję, że zostanie odebrane to jako głos rozsądku, a nie atak na PiS, bo jak przyznaje, właśnie na to ugrupowanie oddała swój głos w ostatnich wyborach.

– Nie mogę się zgodzić na to, aby łamać tu takie zasady, jak święte prawo własności – powiedziała Modzelewska, która uważa projekt Jakiego za niezgodny z dekretem Bieruta, Konstytucją i przepisami prawa międzynarodowego. Pierwszym problemem tej propozycji jest tzw. termin zawity, gdzie osoby mające prawo własności do danej nieruchomości są zobligowane, niezależnie od okoliczności, zgłosić je w ciągu roku.

Opisując proceder wyłudzania nieruchomości, gość Poranka zwróciła uwagę, że musieli brać w tym udział urzędnicy, którzy wiedzieli, kto nie przeżył okupacji i gdzie nie przeprowadzono postępowań spadkowych. Stąd proceder złodziejski, w którym głównymi aktorami były osoby podrabiające dokumenty czy osoby dające kuratora właścicielom mającym na papierze ponad 130 lat.

– To, że zwraca się nieruchomości prawowitym właścicielom, podoba mi się, ale jeżeli jest mowa tu o najbliższej rodzinie, to gwałci przepisy postępowania spadkowego – zwróciła uwagę Modzelewska, która uważa intencje tworzących ustawę za w miarę czyste i rozumie, że chodzi tu przede wszystkim o ukrócenie procederu złodziejskiej reprywatyzacji i ograniczenie w czasie sprawy reprywatyzacji. Dlatego stawia niewygodne pytania. – W Warszawie w dobrych lokalizacjach w nieruchomościach odebranych prawowitym właścicielom (…)  kto dostawał mieszkania za czasów komuny?

Dla niej nie ulega wątpliwości, że nie były to przypadkowe osoby, a przede wszystkim ludzie związani z PRL-owskimi władzami, „lepsza kasta”.

– Te osoby miały prawo wykupu tych nieruchomości za 1 procent, 5 procent lub 10 procent wartości i mogły je sprzedać za 100 procent wartości (…) A prawowity właściciel – co dostanie za swoją własność? 20 procent wartości nieruchomości – powiedziała Modzelewska, która uważa taki system za głęboko niesprawiedliwy, bo przysłowiowy ubek mógł nieruchomość sprzedać za 100 procent wartości. – Jeżeli prawowity właściciel bierze 20 procent, to pytam się, kto bierze 80 procent? Nazywam to opodatkowaniem prawowitego właściciela podatkiem od wzbogacenia w wysokości 80 procent.

Przyznała, że to „opodatkowanie” w dodatku nie trafi do Skarbu Państwa, ale summa summarum bezpośrednio do kieszeni ludzi władzy w PRL-u lub ich spadkobierców.

– Zakładam , że projektodawcy ustawy reprywatyzacyjnej o tym nie pomyśleli – powiedziała Modzelewska. Pani prawnik uznaje racje w kwestii zabezpieczenia praw lokatorów, którzy często do tej pory lądowali na bruku. Zwraca jednak uwagę, że lokatorzy mają w tym wypadku korzystniejszą sytuację niż prawowity właściciel. – To gwałci zasadę równości wobec prawa.

– Dlaczego za całą aferę reprywatyzacyjną mają płacić prawowici właściciele? – pyta Modzelewska, zwracając uwagę, że w ten sposób prawowitym właścicielom wystawia się rachunek za osoby, które brały udział w faktycznym złodziejstwie, fałszowały, kradły i wyłudzały nieruchomości, a do tej pory nie zostały z tego rozliczone.

Przyznała, chociaż niechętnie, że rękami PiS-u i projektem wiceministra Patryka Jakiego jest sankcjonowane złodziejstwo, chociaż nazwała to „strasznym podsumowaniem”.

– Bierut tego nie przewidział, co jest w tym projekcie, bo Bierut w swoim dekrecie mówi przynajmniej o „słusznym odszkodowaniu” – powiedziała Joanna Modzelewska, która w ten sposób oceniła ustawę reprywatyzacyjną przygotowaną przez Jakiego i uważa, że rządzący powinni to jeszcze raz przemyśleć.

– Ten, który przejął nieruchomość na podstawie podrobionych papierów, dostał zwrot w naturze, a prawowity właściciel musi żebrać o 20 procent wartości – powiedziała. – To tak, jak było z katującymi niepodległościowców emerytami z UB i SB, którzy dostawali, mimo zmiany systemu, 10 tysięcy złotych emerytury, a ten katowany 500 złotych. Kto tu był wygrany? Kto tu się śmiał?

– Rząd musi pomyśleć o prawowitych właścicielach, żeby się z nimi rozliczyć – powiedziała Modzelewska, która uważa, że tej sprawie może pomóc uzyskanie należnych Polsce reparacji wojennych od  Niemiec.

MoRo

Opozycją systemową staje się prezydent – nawet w GW rozpaczają, że w Polsce nie było opozycji, a PiS ją sobie wytworzył

O paradoksalnych analogiach między sceną polityczną w Niemczech i w Polsce oraz o zmieszaniu i niepewności, jakie wydarzenia Katalonii zasiały w umysłach europosłów, opowiedział Zdzisław Krasnodębski.


W Poranku WNET Witold Gadowski rozmawiał ze Zdzisławem Krasnodębskim, europosłem PiS, profesorem socjologii, wykładowcą m.in. na uniwersytecie w Bremie.

Co po wyborach czeka naszego zachodniego sąsiada?

Profesor odpowiada, że przede wszystkim trudny proces tworzenia rządu. Zapowiadana jest koalicja trzech partii – koalicja, która z powodów ideowych kiedyś wydawała się niemożliwa. Obecnie jest to chyba jedyna możliwa konstelacja. Jeżeli rząd nie powstanie, rozwiązaniem będą tylko przyspieszone wybory, co się w Niemczech jeszcze nigdy nie zdarzyło.

Pokazuje to, że – pomimo to, iż wynik wyborów był spodziewany – wybory te spowodowały szok w opinii publicznej i jednak zmianę polityczną. To, czy nowy rząd będzie prowadzić nową politykę, pozostaje wielkim pytaniem. Czy w takim razie ograniczenie liczby przyjmowanych uchodźców do 200 tysięcy to konsekwencja wyborów? Zdaniem Zdzisława Krasnodębskiego – tak. Istotną zmianą jest już sam fakt, że zaczęło się o tym mówić. W kampanii wyborczej ten temat w ogóle nie był podejmowany. Pewnie dlatego, że za problem z imigracją odpowiadają obie główne partie – CDU i SPD. Ta najważniejsza w zasadzie kwestia w ogóle nie była tematem przed wyborami, z wyjątkiem kampanii AfD. Temat ten jednak z całą siłą wrócił po wyborach. [related id=41452]

Europoseł uważa, że największym przegranym obok SPD jest CDU. Nie spowoduje to jednak wielkich zmian na szczytach polityki. System polityczny w Niemczech jest bardzo stabilny – tak różne partie mogą tworzyć koalicję. Wszyscy w Niemczech mówią o odpowiedzialności za państwo. Nawet SPD wzywa się, żeby w imię tej odpowiedzialności weszła do rządu. Takie podejście różni niemiecką klasę polityczną od polskiej. Nie ma w Niemczech totalnej opozycji oprócz AfD, choć nawet ona nie jest opozycją totalną wobec swojego państwa. Nie ma takich zapędów mścicielskich jak opozycja w Polsce i nie ma takich antypaństwowych mediów jak u nas TVN.

Prezydent opozycją systemową w Polsce?

W ostatnim czasie u nas opozycją systemową staje się prezydent. Zdzisław Krasnodębski zauważył, że nawet w „Gazecie Wyborczej” rozpaczają, że w Polsce nie było opozycji, a PiS ją sobie teraz wytworzył. Mamy więc taką sytuację, że z tego samego obozu pochodzi rząd i opozycja. Tu profesor widzi podobieństwo polskiej sceny politycznej do niemieckiej. Różnice między prezydentem a PiS są nie większe niż różnice między CDU/CSU a SPD. Ponadto stwierdził, że nie można mówić, że w Polsce jest dyktatura – rządzi bowiem koalicja, którą tworzy PiS z konserwatywno-liberalną Polską Razem i stojącą bardziej na prawo niż PiS – Solidarną Polską. Ponadto w samym PiS są różne nurty ideowe. Mamy więc pluralizm – ocenia europoseł. System polityczny nie różni się zatem wiele od systemu niemieckiego, tyle że mieści się on w ramach jednego obozu politycznego.

Katalonia a Unia Europejska

Wydarzenia w Katalonii spowodowały w Parlamencie Europejskim zmieszanie i niepewność co do tego, co należy mówić. Parlament Europejski – jak wskazuje europoseł – nie znosi sytuacji, w których nie ma pełnej jasności, gdy są konflikty wartości i nie ma prostego rozwiązania. W PE wszystko się upraszcza. Unia Europejska jakoś nie krzyczy, że w Hiszpanii łamane są prawa człowieka, a interesuje się Polską. Timmermans w przemówieniu, mówiąc o Katalonii, powołał się na prawo stanowione i konieczność jego przestrzegania. Nie wspomniał nic o prawach fundamentalnych, które stoją ponad prawem stanowionym. A do interwencji w Polsce wzywa się właśnie w związku z łamaniem praw fundamentalnych, wartości europejskich itp., a nie prawa stanowionego.

W konsekwencji okazuje się, że Katalończyk nie ma takich praw jak Polak – nie może głosować tak, jak chce, wychodzić na ulice, nie ma prawa do samostanowienia. Sprawa Katalonii powoduje, że nie wiadomo, jak się zachować. Zwycięża interes polityczny. Nie będzie się mówić o Hiszpanii, a zapowiada się kolejną debatę o Polsce. A ta jest problemem dla Unii Europejskiej, bo nie przystaje do wyobrażeń o europeizmie i może „zainfekować” Europę. Polska jest większym problemem niż Węgry, bo jest większym krajem.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy w dzisiejszym Poranku WNET w części pierwszej.

JS