Przewodniczący Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka podkreślił, że to władze klubu dokonały wskazania kandydatur, a sejmowa komisja tylko ja uszeregowała na liście przedłożonej Sejmowi.
We wtorek Sejm dokonał wyboru sędziów członków Krajowej Rady Sądownictwa, których udało się wybrać większością 3/5 głosów. Dziewięć kandydatur wskazał klub PiS, a sześć posłowie z klubu Kukiz’15. Pozostałe partie obecne w Sejmie nie skorzystały z prawa wskazania kandydatur oraz nie wzięły udziału w głosowaniu.
Za ustaloną w poniedziałek przez sejmową komisję sprawiedliwości i praw człowieka listą 15 kandydatów na członków KRS, głosowało 267 posłów, nikt nie głosował przeciw dwóch posłów wstrzymało się od głosu. Kluby: PO Nowoczesna i PSL-UED nie wzięły udziału w głosowaniu.
Po głosowaniach w Sejmie Minister Ziobro na konferencji prasowej podkreślił, że dzięki zmianom w KRS: – udało się w polskim Sejmie przywrócić, w całym znaczeniu tego słowa, zasadę trójpodziału władzy (…) Tak naprawę jedynym elementem mającym legitymację demokratyczną i wpływ zarazem na funkcjonowanie sądownictwa były decyzje pana prezydenta. Poza tym, całe sądownictwo, jeżeli chodzi o nabór do sądownictwa, awanse w sądownictwie, cały proces związany z postępowaniami dyscyplinarnymi, usuwaniem z sądownictwa były poza sferą kontrolną demokratycznej władzy. To się właśnie zmieniło-podkreślił.
Wątpliwości budziło utajnienie list poparcia z nazwiskami sędziów i obywateli, którzy popierali konkretnych kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa. W wywiadzie dla Telewizji Polskiej minister sprawiedliwości stwierdził, że nazwiska sędziów podpisanych pod wnioskiem powinny być jawne. Zdaniem Stanisława Piotrowicz w obecnej sytuacji ujawnieni nazwisk mogłoby uruchomić falę ataków na sędziów, ze strony opozycji: Ujawnienie nazwisk byłoby przedmiotem szykanowania sędziów. Przy nastawieniu opozycji i przedstawicieli KRS, że ci, którzy zgodzą się kandydować lub poprą kandydatów, zostaną pozbawieni zawodu.
Przewodniczący sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka wskazał, że możemy się jeszcze w tej kadencji spodziewać kolejnych ustaw reformujących system sądownictwa w wymiarze sądów powszechnych. Stanisław Piotrowicz nie zaprzeczył, że możliwe jest wprowadzenie instytucji sędziów pokoju.
Były minister obrony narodowej odniósł się do zmian w armii, podkreślając, że lista awansowanych generałów nie różniła się od propozycji przedstawianych przez MON przed rekonstrukcją rządu.
Od komentarzy jesteście państwo. Ja nie zajmuję się komentarzami – stwierdził Antoni Macierewicz w rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim, pytany o wczorajszą decyzję w sprawie gen. Kraszewskiego. – Nie było żadnego sporu między mną a BBN albo Pałacem Prezydenckim. To nieporozumienie. Ja się z nikim nie spierałem – mówił gość Poranka Wnet.
Pytany o nominacje generalskie, stwierdził „że się doczekał” – Znowu nie ma komentarza. Lista [awansowanych generałów] nie uległa zasadniczej zmianie – dodał były szef MON.
Od początku tego kryzysu podkreśliłem, że ta spawa oczerniania Polski jako kraju antysemickiego służy głównie Rosji do oddziaływania na Polskę, tak aby skonfliktować nas ze Stanami Zjednoczonymi i wyeliminowania współdziałania Warszawy i Waszyngtonu na rzecz bezpieczeństwa.
Tematem rozmowy była również nowelizacja Ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej: Wskazałem na to, że ta ustawa ma także swoje słabości i chcę tutaj jasno powiedzieć, że budzić może u wielu ludzi taki niepokój fakt, że są tam wymienione różne możliwe negatywne interpretacje polskiej historii, którym będziemy przeciwdziałali, ale musi budzić niepokój, że nie ma tam, wśród różnych działań, które miały charakter ludobójczy, które są negowane, wymienionych działań komunistów rosyjskich, którzy ludobójstwo wobec narodu polskiego popełnili, np. w Katyniu – stwierdził Antoni Macierewicz w Poranku Wnet, pytany, czy jednym z kosztów nowelizacji ustawy o IPN nie będzie popsucie strategicznych stosunków Polski z USA.
– Chcę podkreślić, że uważam, że ta ustawa jest absolutnie potrzebna i powinna jak najszybciej być realizowana. Ona jest po prostu dla Polski bardzo ważna i mam nadzieję, że będziemy umieli tak poprowadzić tę sprawę, że będzie skutecznie, bez tworzenia niepotrzebnych napięć realizowana obronie dobrego imienia Polski – dodał były szef MON. Jak dodał, bardzo zastanawia go pominięcie ludobójstwa sowiecko-rosyjskiego na Polakach i źle się stało.
W Poranku Wnet Antoni Macierewicz podkreślił, że polityka międzynarodowa prezydenta Rosji skończyła się dla Kremla katastrofą: Prezent Putin utracił wpływ na Ukrainę i próbuję teraz odzyskać ten wpływ poprzez łamanie wszelkich norm międzynarodowych, a tym samym spienił wszystkie czarne sny przywódców sowieckich, w których wojska NATO stacjonują u granic Rosji (…) Putin doprowadził do sytuacji, że wszystkie siły pokojowe jednoczą się przeciwko imperialnej polityce Rosji.
Prezes Partii Republikańskiej i posłanka klubu Prawo i Sprawiedliwość jednoznacznie podkreśliła, że przekazania WOT pod niezreformowany Sztab Generalny pozbawi je terytorialnego charakteru.
Jak w połowie lutego informowały media, minister Obrony Narodowej Mariusz Błaszczak, zastanawia się nad włączeniem Wojsk Obrony Terytorialnej pod bezpośrednie dowództwo Sztabu Generalnego. Do tej pory w okresie formowania WOT podlegały szefowi MON. Z planami ministerstwa całkowicie nie zgadza się poseł Anna Siarkowska, która od lat pracuje na rzecz powołania formacji wojsk terytorialnych: Podporządkowanie całości rodzajów sił zbrojnych dowództwu wojskowemu jest potrzebne, natomiast na tym etapie podporządkowanie Wojsk Obrony Terytorialnej pod niezreformowany Sztab Genialny będzie skutkowało, tym że te wojska stracą swój terytorialny charakter i będą budowane na wzór wojsk operacyjnych tylko, że trzeciej kategorii. Zamienią się w takie Narodowe Siły Rezerwy bis.
Niestety w Sztabie Generalnym obserwuję kompletne niezrozumienie idei Wojsk Obrony Terytorialnej. Dlatego jeszcze raz podkreślam, że do czasu pełnego uformowania i ukompletowania WOT powinny polegać pod ministra obrony narodowej – podkreśliła Anna Siarkowska.
Prezes Partii Republikańskiej wskazała, że czas, kiedy trwa formowanie WOT, minister Błaszczak powinien wykorzystać na reformowania systemu dowodzenia: Obecnie powinna zostać przeprowadzona dogłębna reforma Sztabu Generalnego. Wielu z tych ludzi, którzy dzisiaj pracują w sztabie, powinno odejść na emerytury. Czas na młodych ludzi, którzy będą rozumieć specyfikę nowoczesnej armii, nowoczesnych potrzeb państwa w zakresie obrony narodowej.
Tematem rozmowy z posłem Anną Siarkowskiej było również znaczenie święta Żołnierzy Wyklętych: Ustanowienie święta dnia pamięci Żołnierzy Wyklętych 1 marca, bardzo pomogło w propagowaniu wiedzy na temat żołnierzy niezłomnych. Jeszcze kilka lat temu uczniowie w szkołach nie dostawali żadnej wiedzy na ten temat. Dzisiaj to się zmienia i pamiętamy o naszych bohaterach.
Komuna niestety nie poszła w zapomnienie, dlatego że dzieci komunistów do dzisiaj funkcjonują w polskiej przestrzeni publicznej, na szczęście nie są już u władzy, ale w dalszym ciągu nie złożyli borni i hańbą pamięć o polskich bohaterach – podkreśliła poseł Siarkowska, odnosząc się do głosów podważających pamięć o „Żołnierzach Wyklętych”.
Sfera gospodarcza w obszarze pryncypiów jest przestrzenią zgody między prawicą i lewicą. Panuje tu niepisana zgoda niestrzelania do pianisty, za jakiego bezdyskusyjnie uważany jest Mateusz Morawiecki.
Jan Parczewski
Polityka gospodarcza rządu, oparta na Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju utożsamianej z osobą Mateusza Morawieckiego, generalnie cieszy się poparciem aktorów głównej sceny politycznej – od jej prawej strony począwszy, a skończywszy na lewej.
Zjawisko to jest fenomenem o tyle, że występuje równolegle do spektakularnych, coraz bardziej widowiskowych i niejednokrotnie wręcz dramatycznych sporów przedstawicieli stron, połączonych z pogłębiającą się polaryzacją publiczności, prowadzącą niejednokrotne do rękoczynów.
Na lewej stronie sceny akceptacja budowana jest poprzez pogląd, iż de facto obecna polska polityka gospodarcza transmituje na nasz grunt i materializuje oczekiwania gospodarcze globalne/UE/Niemiec. Ludzie małej wiary połączonej z dużym doświadczeniem odczytują to wręcz jako swoistą kontynuację relacji gospodarczych poprzedniej ekipy.
Na prawej stronie sceny akceptacja, wspierana oficjalną retoryką rządową, budowana jest według syndromu oblężonej twierdzy. Zgodnie z tym syndromem często nieuniknione spory załogi twierdzy powinny być wyciszane i eliminowane, gdyż stają się jawnym prezentem dla oblegających. Warto podkreślić, że w syndromie tym, zdaniem socjologów, eliminowanie wewnętrznej krytyki miewa z zasady cechy psychomanipulacji i może służyć do realizacji pomysłów nie zawsze najkorzystniejszych dla egzystencji obleganych.
Obietnice przedwyborcze zarówno prezydenta, jak i PiS wskazywały wyraźnie na kierunek pronarodowy i gospodarczo podmiotowy zapowiadanych zmian. Niestety, rzeczywistość zmiany okazała się być w wielu elementach istotnie inna.
Dlatego też wspomniana, oficjalnie demonstrowana homogeniczność poglądów gospodarczych ma swoją gorzką cenę na prawicy. Jest nią głęboka, ukryta trauma znacznej części prawicowego elektoratu. Szczególnie dotkliwy okazał się rozziew pomiędzy przedwyborczymi deklaracjami a rzeczywistością w obszarze stosunku do roli kapitału zagranicznego oraz patriotyzmu gospodarczego.
Sfera gospodarcza w obszarze jej pryncypiów jest obecnie przestrzenią zgody pomiędzy prawicą oraz lewicą. Obie strony wspierają bardzo podobny model patriotyzmu gospodarczego. Panuje tu niepisana zgoda niestrzelania do pianisty, za jakiego bezdyskusyjnie uważany jest Mateusz Morawiecki.
W odróżnieniu od sfery gospodarczej, stosunek do imponderabiliów narodowych, społecznych, historycznych oraz kulturowych rytualizuje i tworzy pole konfliktu stron. Atrybutami tych widowiskowych sporów są szable i sztandary, a nie wielkie pieniądze, kapitał oraz własność, właściwe dla chłodnych i realizowanych w ciszy gier gospodarczych z wątkiem globalnym.
Obecna sytuacja, w której szczególnie po prawej stronie, na zasadzie nieformalnej cenzury bądź autocenzury eliminowane są znaczące głosy polemiczne, nie sprzyja racjonalnej, bieżącej ocenie stanu naszej gospodarki.
Przykładem może być bezkrytyczny, żeby nie powiedzieć dziecinny entuzjazm, z jakim mainstreamowe media prawicowe przyjęły wiadomość o wprowadzeniu banku JP Morgan do Polski. Patrząc racjonalnie, skądinąd niczego nie ujmując temu potężnemu i zasłużonemu bankowi, wypadałoby podjąć także próbę analizy, jaki cel gospodarczy przyświeca tejże operacji i na ile byłyby on zgodny (bądź nie) z polskim interesem gospodarczym.
Wzorem minionych okresów w historii mamy obecnie do czynienia z jedynie słuszną prawdą – im dłużej tak będzie, tym jej upadek może być bardziej przykry.
Dlatego też na miejscu obozu rządzącego za pochopne należałoby uznać przyjmowanie daru, jakim jest zgoda na obecny model ekonomiczny zarówno opozycji, jak i globalnych graczy gospodarczych. Należy pamiętać, że interesariusze ci lubią udawać Greka, a jak wiadomo, bezkrytyczne przyjmowanie podarków od Greków bywa w efekcie dość kłopotliwe.
(…) Stosowane obecnie w oficjalnym dyskursie pojęcia owocują znaczącym przesunięciem znaczeń i zafałszowaniem przekazu gospodarczego. Gwoli ścisłości, rząd w tej sferze jest zdecydowanie bardziej użytkownikiem określonej wykładni niż jej twórcą.
Jakie znaczenia kryją się pod określeniem „polski” we współczesnej retoryce gospodarczej?
Polska firma– co to jest? Od strony formalnoprawnej to firma zarejestrowana na terytorium kraju. Może mieć 100% kapitału zagranicznego oraz zarząd osób zagranicznych.
Postulat: należy rozdzielić pojęciowo określenie ‘polskie firmy’. Używanie tego terminu bez doprecyzowań w obszarze własności prowadzić może do dramatycznych nieporozumień po stronie odbiorcy oraz do ew. maskowania działań de facto godzących w status firm polskich z kapitałem polskim.
Gospodarka polska – co to jest? Gospodarka polska, nazywana także gospodarką narodową, mierzona jest obecnie przez produkt krajowy brutto (PKB), tj. wskaźnik scalający wartość dodaną, wytwarzaną przez podmioty zarejestrowane na terytorium kraju, niezależnie od ich pochodzenia i kapitału.
Postulat: należy rozdzielić pojęciowo określenie ‘polska gospodarka’ na części, pod kątem praw własności czynników produkcji te części tworzących. Używanie terminu ‘polska gospodarka’ bez doprecyzowań może prowadzić do dramatycznych nieporozumień po stronie odbiorcy.
Cały artykuł Jana Parczewskiego pt. „Nie strzelać do pianisty” znajduje się na s. 15 lutowego „Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Jana Parczewskiego pt. „Nie strzelać do pianisty” na s. 15 lutowego „Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl
Redaktor Michalkiewicz wskazał na dyskretne zachowania polskich mediów wobec próby opodatkowania katolickich kościołów, które znajdują się na terytorium Jerozolimy.
Stanisław Michalkiewicz, odnosząc się do kryzysu dyplomatycznego, wskazał na niepokojące działania Knesetu wymierzone w Kościół katolicki: Władze Izraela pracują nad ustawą, która zmierza do opodatkowania kościołów katolickich i zakłada, że jeżeli ten podatek nie zostanie zapłacony, to świątynie będą konfiskowane na rzecz państwa. Ta ustawa została zgłoszona zaraz po tym, jak Donald Trump zapowiedział przeniesienie ambasady USA w Izraelu do Jerozolimy. Były obawy, że jeżeli Izrael przejmie pełną kontrolę nad Jerozolimą, to dostęp do katolickich świątyń będzie utrudniony i to się teraz dzieje.
To jest bardzo ciekawa sytuacja, to, że w naszych mediach, taka dyskrecja na ten temat panuje, świadczy o tym, że podlizujemy się, jak tylko możemy – podkreślił Stanisław Michalkiewicz.
Tematem rozmowy był również Jonny Daniels, osoba prowadząca polsko-izraelski dialog, m.in. organizator wizyt członków Knesetu w Polsce: Pan Daniels, to jest współczesny przykład kariery Nikodema Dyzmy. A on się cieszy wyjątkową sympatią naszych umiłowanych przywódców. Przed głęboką rekonstrukcją rządów na szabasowej kolacji u pana Danielsa to zaproszeni zostali Mateusz Morawiecki, wiceminister spraw zagranicznych Jan Dziedziczak oraz wicemarszałek senatu Adam Bielan, ale nie było tam premier Beaty Szydło, co wskazywałoby, że jej czas się kończy, a zaczyna się czas pana Mateusza Morawieckiego. Wszystko się sprawdziło i naczelnik naszego państwa zarządził zgodnie z tymi preferencjami.
Ja myślę, że pomysł Jonnyego Danielsa, aby obóz koncentracyjny Auschwitz został przekazany na pod nadzór międzynarodowej fundacji, zostanie rozszerzony na całą Polskę – skomentował Stanisław Michalkiewicz w rozmowie z Witoldem Gadowskim.
Prezes Ruchu Narodowego podkreślił, że jakiekolwiek mówienie o zamrożeniu działania nowelizacji ustawy o IPN to kuriozalny pomysł, podkopujący autorytet polski na arenie międzynarodowej.
Zdaniem gościa Poranka Wnet rząd PiS nie może zrezygnować z wprowadzenia i egzekwowania zapisów ustawy o IPN, odnosząc się do stanowiska jednej z komisji Knesetu, które wezwała rząd do zmian w zakresie polskiego prawa o Holokauście: Polska nie może się uginać pod naporem obcych ambasad i parlamentów. To jest rzecz fundamentalna. Jesteśmy w tej bardzo komfortowej sytuacji, że jako naród nie musimy uprawiać specjalnej polityki historycznej, wystarczy, że upomnimy się o prawdę historyczną.
Robert Winnicki podkreślił, że polski parlament powinien się odnieść do nacisków innych państw poprzez przyjęcie specjalnej uchwały sejmowej: Odpowiedzialności za wizerunek Polski spoczywa na wszystkich politykach, ale szczególnie na rządzących. Dlatego apelowałem do rządu o przyjęcie uchwały dotyczącej suwerennego ustanawiania prawa w Polsce. To się niestety nie stało, a mamy też jakieś karkołomne wypowiedzi, ze strony polityków PiS, jak marszałka Karczewskiego, że ustawa będzie zamrożona.
Myślenie, że ustawa może być uchwalona, ale niestosowana to jest sytuacja kuriozalna, to jest wprowadzane standardów bananowej republiki. Jeżeli Sejm uchwalił ustawę i ona wchodzi w życie, to prawo musi być stosowane – zaznaczył gość Poranka Wnet.
Prezes Ruchu Narodowego podkreślił w rozmowie z Witoldem Gadowskim, że w obecnych warunkach nie ma możliwości na osiągnięcie kompromisu z Izraelem w sprawie pamięci o Holokauście: Jako Polska, mamy strukturalny spór z Izraelem, który polega na wizji historii II wojny światowej. Dzisiejszy Izrael jest oparty na micie Holokaustu, który zakłada dwa czynniki, po pierwsze ludobójstwo popełnione na żydach jest ewenementem na skalę światową, a drugim fundamentem tego mitu jest przeświadczenie, że wszystkie narody europejskiej są winne zagładzie żydów.
Musimy zdawać sobie sprawę, że to jest konflikt strukturalny i musimy przygotować strategię propagandową na dekady walki o prawdę historyczną. Środki na promowanie polskiej historii już powinny być użyte – mówił w Poranku Wnet Robert Winnicki, prezes Ruchu Narodowego.
Choć program PO to walka z „kaczyzmem”, likwidacja CBA i IPN, „urealnienie wieku emerytalnego” i przyjęcie „uchodźców”, głosuje na nią 100% celebrytów, więźniów i rzesze obywateli tzw. „rozumnych”.
Jan Martini
Zlecenie na Macierewicza
Niejaki Piątek Tomasz się wywiązał. Jako literat posłużył się słowem pisanym (do zleceń wykonywanych innymi narzędziami niż pióro używa się innych fachowców). Powstała książka pt. Macierewicz i jego tajemnice okazała się bestselerem i wzbudziła zachwyt tzw. rozumnej części społeczeństwa. Znawcy podkreślają, że książka jest znakomicie udokumentowana (600 odniesień do źródeł) i zawiera mnóstwo faktów, a „wnioski niech sobie każdy wyciągnie sam”.
Żeby jednak wyciąganie wniosków nieco Czytelnikom ułatwić, autor pisze we wstępie: Sednem tej książki, jej najważniejszą treścią są powiązania między Antonim Macierewiczem i jego środowiskiem a globalnym gangsterem i finansistą Siemionem Mogilewiczem, powszechnie uważanym za mózg rosyjskiej mafii. Powiązanie „dwóch panów M.” – jak pisze Piątek – łatwo jest udowodnić, bo Macierewicz zna od 37 lat niejakiego Luśnię, który okazał się agentem SB, a który był rozpracowany przez funkcjonariusza UOP Niezgodę – tego samego, który rozpracowywał aferzystę Bogatina – kolegę Mogilewicza (szefa rosyjskiej mafii w Nowym Jorku, znajomego Putina jeszcze z pracy w KGB w Petersburgu).
Piątek szeroko dokumentuje powiązania rosyjskiej mafii z „Rodziną Gambino” i mafią sycylijską, a także tłumaczy zależność rosyjskiej mafii od KGB. Dla każdego, nawet słabo wykształconego podkarpackiego pisowca, takie powiązania są oczywistością nie wymagającą udowadniania. Jednak dla postępowych elit wielkomiejskich mogą być szokującą nowością.
Uważam „demaskującą” Macierewicza książkę za pożyteczną, bo przekazuje intelektualnym elitom sporo wiedzy. Mogą się np. dowiedzieć, co to jest „razwiedka” wojskowa, czym różni się GRU od FSB itp. Dotychczas monopol na teorie spiskowe miały prawicowe „oszołomy”; po lekturze książki jest szansa, by także wykształceni „normalsi” uwierzyli, że świat nie musi być taki, jak go opisuje tzw. poważna prasa.
Autor zasypuje czytelnika lawiną faktów. Możemy się dowiedzieć, kto kogo zastrzelił w Nowym Jorku, kto komu płaci haracz itp. Wszystko udokumentowane przypisami. Faktów jest tak dużo, że umyka pytanie: jaki to ma związek z Macierewiczem? Jeden z blogerów odpowiedział – „ktoś tam ma śwagra, który pojechał do USA i pił wódkę z facetem, którego kuzyn kupił ruską wiertarkę”.
Aby się nie pogubić w licznych wątkach, w książce zamieszczone są rozkładane tablice ze schematami powiązań. Np. „Macierewicz – R. Luśnia – D. Bogatin – S. Mogilewicz – Putin”. Lub „Macierewicz – grupa Radius – Sz. – mafia sołncewska – GRU – Putin”. Wokół Macierewicza zawsze kręciło się sporo agentów lub osób pragnących się ogrzać w jego blasku, np. Bronisław Komorowski. Jakoś autorowi umknęło znacznie krótsze połączenie „Macierewicz – Komorowski – N. Patruszew – Putin”.
Oczywiście najkrótsze połączenie z Putinem ma sam autor: „Piątek – A. Michnik – Putin”. Redaktor Michnik był widziany na obiedzie z Putinem w tzw. „Klubie Wajdalskim”. Są na to niezbite dowody i liczni świadkowie.
Książka Piątka natychmiast otrzymała nagrodę Reporterów Bez Granic (prestiżowa nagroda w ślad za publikacją to stały fragment gry zleceniodawców tego typu literatury).
Autor przypomina: Afera Misiewicza i Jannigera, afery caracali i mistrali – i dramatycznie pyta: Kim naprawdę jest Antoni Macierewicz i co zrobił Polakom? (…) Wiele osób pyta mnie wprost: czy Macierewicz jest rosyjskim szpiegiem? Nie mogę jeszcze odpowiedzieć na to pytanie. Wiem, że działania Macierewicza osłabiają Polskę, polską armię i NATO, co jest korzystne dla Rosji.
Piątek (podobnie zresztą jak Poniedziałek i Środa) ocenia Macierewicza źle także ze względu na jego powiązania z „oligarchą katolickim Tadeuszem Rydzykiem”.
Mimo, że Macierewicz usunął 25 bitnych generałów i zaatakował Centrum Ekspertów Kontrwywiadu NATO, Piątek ciągle nie jest pewny agenturalności Macierewicza. Takich wątpliwości nie ma on jednak co do Donalda Trumpa: Oczywiście Trump czasem okazuje chwilową niezależność, ale poza tym prowadzi politykę skrajnie korzystną dla Putina. Chce rozbić Unię Europejską, by słabe państwa narodowe Europy znalazły się na łasce i niełasce Putina.
Niedawno w Stanach Zjednoczonych ukazała się książka niejakiego Michaela Wolffa na temat Donalda Trumpa, napisana według schematu sprawdzonego przez Piątka. Czyżby zleceniodawca był tej samej proweniencji? Jeśli tak, to można się spodziewać wkrótce prestiżowej nagrody literackiej i tłumaczenia na język polski.
Czy publikacja Piątka miała wpływ na odwołanie ministra, nie wiemy, ale książka ta wpisuje się w ciąg zdarzeń mających zdyskredytować Antoniego Macierewicza podejmowanych na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Jego postać jest bardzo niewygodna dla środowisk widzących Polskę płynącą „w głównym nurcie” i „korzystającą z okazji, by siedzieć cicho”.
Dymisja ministra Macierewicza była chyba jeszcze większym szokiem dla wyborców PiS niż usunięcie premier Szydło. Sposób jej przeprowadzenia – zaproszenie do prezydenta na zaprzysiężenie rządu i niespodziewana dymisja – porażał wręcz chamstwem. Czyżby zachodziła obawa, że Antoni Macierewicz wyprowadzi czołgi na ulice, dokona desantu „terytorialsów” i wywoła wojnę domową? Na taki scenariusz miał nadzieję G. Schetyna, mówiąc, że „będzie się działo”.
***
Polityka jest sztuką osiągania celów możliwych do uzyskania, a Stalin nauczał, że w miarę postępu rewolucji opór będzie wzrastał i walka klasowa się zaostrzy. Widocznie opór wzrósł tak znacznie, że trzeba było „zejść z linii strzału”, pokazać twarz „europejską” i wytrącić argumenty przeciwnikom. Rezultatem tego „nowego otwarcia” jest pewna (choć niewielka) „dekompozycja opozycji”.
Wydawało się, że projekt Platformy Obywatelskiej jest perfekcyjny, gwarantujący niezniszczalność produktu. Zanim przystąpiono do tworzenia partii, grupa jej twórców – ekspertów w mundurach – musiała sobie odpowiedzieć na pytanie, na jaką partię zagłosują Polacy. Ustalono, że partia musi być nowoczesna, europejska, niekomunistyczna (ale nie antykomunistyczna), „centrowo-prawicowo-liberalna”, ideologicznie na tyle niekonkretna, że możliwa do zaakceptowania przez wszystkich, co są „za, a nawet przeciw” („od Sierakowskiej po Libickiego”).
W demokracji „telewizyjnej” (większość ludzi zawdzięcza swoje poglądy telewizji) najważniejszy był jednak wizerunek „frontmenów” medialnych partii. Musieli to być ludzie młodzi, o miłych gębach, wyposażeni w dobre garnitury i drogie zegarki (gęby faktycznie sterujących formacją „macherów z zaplecza” nie musiały już być tak miłe). Donald Tusk okazał się idealnym kandydatem na lidera i przyczynił się w sposób decydujący do powodzenia przedsięwzięcia.
Trzeba przyznać, że wojskowe służby wykazały się znakomitą intuicją, inwestując w Tuska. Odkrywcą, mentorem, czy wręcz twórcą przyszłego „prezydenta Europy” był Wiktor Kubiak – szwedzki (?) biznesmen, impresario, ale przede wszystkim agent „wojskówki”. Jego skromny grób na warszawskim cmentarzu żydowskim ma się nijak do oszałamiających sukcesów wychowanka. Dzieło przerosło mistrza.
Stosunkowo niewielka afera Rywina (17 mln $) w 2005 roku dosłownie zmiotła rządzącą formację polityczną. Trudna do ogarnięcia ilość afer (niektórzy szacują ją na ok. 1000), wielomiliardowe przekręty wciąż mają mały wpływ na postrzeganie PO. Choć program Platformy ogranicza się do walki z „kaczyzmem”, likwidacji CBA i IPN, „urealnienia wieku emerytalnego” i przyjęcia islamskich „uchodźców”, niezmiennie głosuje na tę partię 100% celebrytów, 100% więźniów, a także liczne rzesze obywateli aspirujących do bycia „rozumnymi”. Do dobrego tonu należy bezkrytyczne popieranie tej formacji, co jest źródłem dobrego samopoczucia i formą nobilitacji towarzyskiej. Atrakcyjność wizerunkowa Platformy jest tak znaczna, że Polacy dwukrotnie powierzyli władzę jej liderowi – facetowi, który twierdził, że „polskość to nienormalność”. Tusk spokojnie mógłby przejechać na pasach ciężarną zakonnicę, a i tak „nie miałby z kim przegrać”.
Sukces PO był tak znaczny, że skłonił jej twórców do powielenia projektu. Największa partia na Litwie – Partia Pracy – była dokładną kopią Platformy Obywatelskiej. Założył ją milioner – biznesmen rosyjskiego pochodzenia Wiktor Uspaskich, który pojawił się na Litwie w latach 90. (nie znał litewskiego). Wkrótce został „charyzmatycznym” merem Wilna i najpopularniejszym politykiem litewskim. Przypadkowo wyszło na jaw, że jest rosyjskim agentem.
Po dekonspiracji Uspaskich ewakuował się do Rosji, ale partia założona przez niego pozostała i dobrze funkcjonowała aż do roku 2013, gdy wykryto wielkie przekręty finansowe. Uspaskich został skazany na 4 lata, lecz „buja się na wolce”, ponieważ chroni go immunitet – w międzyczasie został litewskim eurodeputowanym…
Równie opornie jak spadek notowań PO postępuje przyrost potencjalnych wyborców PiS. Latem ubiegłego roku Donald Tusk w wywiadzie u T. Lisa stwierdził z zadowoleniem, że mimo programu 500+ notowania PiS nie wzrosły. Działo się tak dlatego, że beneficjentami programu była głównie ta część elektoratu, która nie chodzi na wybory. Realizacja programu, wywiązywanie się z obietnic wyborczych nie jest żadną gwarancją sukcesu w następnych wyborach.
Mimo znacznego wzrostu swobód obywatelskich (mamy wybór, kiedy iść na emeryturę, kiedy posłać dziecko do szkoły, możemy np. wyciąć drzewo na swojej posesji), spora część ludzi w Polsce mówi o „dyktaturze”, cytując potężne ośrodki dywersji ideologicznej działające legalnie w kraju. Warto sobie uświadomić, że rząd rządzi tylko około połową państwa – druga część to samorządy będące pod kontrolą postkomunistów (często wręcz sabotujących politykę państwa).
Solidarność w 1980 roku była równocześnie związkiem zawodowym i ruchem narodowo-wyzwoleńczym. Prawo i Sprawiedliwość jako spadkobierca tego ruchu jest nie tylko partią polityczną, lecz także depozytariuszem idei niepodległości.
Pamiętajmy o tym i miejmy nadzieję, że mają to na względzie również rządzący.
Artykuł Jana Martiniego pt. „Zlecenie na Macierewicza” wraz z oświadczeniem AKO ws. dymisji Antoniego Macierewicza znajduje się na s. 3 lutowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Jana Martiniego pt. „Zlecenie na Macierewicza” wraz z oświadczeniem AKO ws. dymisji Antoniego Macierewicza na s. 3 lutowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl
Artur Soboń, wiceminister odpowiedzialny w rządzie za dział „budownictwo”, podkreślił, że dla uboższych rodzin w ramach Mieszkania Plus, będą specjalne dotacje do czynszu z budżetu państwa.
Mieszkanie Plus, sztandarowy program społeczny rządu, jak go określił prezes PiS Jarosław Kaczyński, przejdzie głęboką przebudowę. Rekonstrukcja rządu z początku roku przełożyła się na zmianę punktu widzenia podstawowych założeń państwowego programu mieszkaniowego. Brak spójnej wizji realizacji Mieszkania Plus, połączone z brakiem zainteresowania prywatnych deweloperów, wpłynęło na mierne wyniki w realizacji programu. Po dwóch latach działania Mieszkania Plus powstało tylko 1700 lokali.
Premier Mateusz Morawiecki postanowił zintegrować realizację programu na poziomie Kancelarii Prezesa Ministrów w ramach Rady Mieszkalnictwa. Na czele nowej instytucji stanął sam prezes Rady Ministrów. Skupienie wszystkich kompetencji w ręku premiera, razem z odebraniem rządowego działu budownictwa ministerstwo infrastruktury, ma przełamać impas w realizacji Mieszkania Plus.
Usprawnieniu realizacji programu ma służyć również powołanie specjalnego wiceministra, który będzie odpowiadał za dział budownictwa i nadzorował kolejne etapy procesu legislacyjnego.
Chcemy na tyle zwiększyć podaży mieszkań, aby nie tylko rozwiązać problemy społeczne, ale też dać impuls dla gospodarki. Obecnie kluczowe decyzje zapadają na Radzie Mieszkalnictwa i są akceptowane przez szefów konkretnych resortów jak ministerstwa rolnictwa czy rodziny. Ja będą gospodarzem wspólnie wypracowany projektów ustaw. Obecnie kluczowa jest kwestia specustawy mieszkaniowej – podkreślił w rozmowie z Radiem Wnet wiceminister Inwestycji i Rozwoju Artur Soboń.
W ramach przebudowy programu rząd zmienił również podstawowe założenia realizacji programu. Wcześniejsze zapowiedzi Premier Beata Szydło, że rząd zbuduje mieszkania z czynszem rzędu 10-20 zł za metr, przechodzą do historii. Jak podkreślają członkowie Rady Mieszkalnictwa w nowych założeniach programu, ceny mają być zbliżone do poziomu rynkowego, a dla najuboższych będą specjalne dopłaty mieszkaniowe.
Jesteśmy gotowy zaakceptować fakt, że czynsze będą wyższe, niż się niektórzy tego spodziewali. Chcemy również dopłacać mieszkańcom do najmu z budżetu państwa. Nad formą tej dopłaty jeszcze dyskutujemy – podkreślił minister Soboń.
Nowe zasady finansowania programu Mieszkanie Plus oraz zasady dopłat do czynszów, mają zostać zapisane w projekcie specustawy, nad którą pracuję Rada Mieszkalnictwa. Pracę mają się zakończyć w pierwszej połowie roku: Myślę, że prac robocze nad tą ustawą zakończymy w najbliższym czasie. Chcemy, aby uwag i wątpliwości związanych z tą ustawą było jak najmniej. Całość prac legislacyjnych nad tym projektem, razem z podpisem Pana Prezydenta, przeprowadzimy do końca czerwca – zaznaczył wiceminister inwestycji odpowiedzialny za budownictwo.
Artur Soboń wymienił główne założenia przygotowywanych przepisów specustawy, które mają wpłynąć na zdynamizowanie rozwój budownictwa mieszkaniowego w ramach Mieszkania Plus: Specustawa da dużo szybszą ścieżkę realizacji inwestycji mieszkaniowych, zwiększając jednocześnie podaż gruntów, poprzez zwiększenie możliwości wykorzystania terenów w miastach – zaznaczył wiceminister, wskazując na konkretny rodzaj niewykorzystanych obecnie potencjalnych terenów pod inwestycje – Na przykład setki hektarów gruntów rolnych, które znajdują się w granicach miast. To jest pomysł na automatyczne odrolnienie gurtów w granicach miast. To wojewodowie będą decydować, gdzie specustawa, także w ramach automatycznego odrolnienia, będzie stosowana – podkreślił w rozmowie z Radiem Wnet Artur Soboń, dodając, że na realizacje inwestycji w ramach programu Mieszkanie Plus, będzie potrzebna również zgoda władz samorządowych.
W zapowiedziach przedstawiciela Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju wyraźnie zaznacza się większe otwarcie na prywatnych inwestorów, którzy będą ujęci w zapisach specustawy: Chciałbym, aby system był kompleksowy, tak żeby w jego ramach funkcjonowały również fundusze kapitałowe, o czym rozmawialiśmy na ostatniej Radzie Mieszkalnictwa. Chcemy do tego projektu zaprosić wszystkie podmioty, to znaczy i samorządy i inwestorów prywatnych. Jeśli chcemy istotnie zmienić skalę budownictwa, o czynszach dostępnych dla setek tysięcy polskich rodzin, to nie będzie to możliwe, do zrealizowania tylko przez państwową spółkę.
Specustawa nie będzie skierowana wyłącznie do gruntów skarbu państwa, czy komunalnych, ale także do gruntów prywatnych – podkreślił w rozmowie z Radiem Wnet wiceminister Inwestycji i Rozwoju Artur Soboń.
Zdaniem profesor Oręziak nowy pomysł premiera Morawieckiego na zwiększenie oszczędności Polaków nie spełnia podstawowych wymagań systemu emerytalnego, a deklarowana dobrowolność jest iluzoryczna.
15 lutego, po niemalże dwóch latach od pierwszych zapowiedzi, minister finansów Teresa Czerwińska oraz minister rodziny Elżbieta Rafalska, w asyście Pawła Borysa prezesa Polskiego Funduszu Rozwoju, przedstawiły projekt ustawy o Pracowniczych Planach Kapitałowych (PPK), czyli program dodatkowego oszczędzanie pieniędzy na emeryturę.
PPK w deklaracji mają być dobrowolną formą odkładania przez pracowników środków na dodatkowe świadczenia emerytalne, działającą w podstawowych założeniach na zbliżonych zasadach do zbiorowych programów funkcjonujących w ramach trzeciego filaru emerytalnego.
System wprowadzana nową dobrowolną, ale powszechnie dostępną dla pracowników płacących składki do ZUS-u, formę dodatkowego zabezpieczenia emerytalnego. Projekt zakłada, obowiązek założenia Pracowniczych Planów Kapitałowych przez pracodawców, który odprowadzają składkę ubezpieczeniową chociażby od jednego pracownika. W teorii to pracownik będzie samodzielnie decydować czy przystąpić do programu, jednak na początek wszyscy zostaną zapisani do programów i tylko jeśli ktoś będzie chciał może się wypisać, ale nawet jeśli na to zdecyduje, to jego przygoda z PPK wcale się nie skończy.
Pracodawca i pracownik, będą się wspólnie zrzucać na nową składkę przekazywaną do PPK, którym i będą zarządzać prywatne towarzystwa finansowe. Pracownicy uczestniczący w nowym systemie emerytalnym będą co miesiąc odkładać 2 procent swojej pensji na specjalne konto emerytalne. Pracodawca ze swojej strony dołoży 1,5 procent od wysokości wypłacanej pensji. Swój wkład do systemy dołoży również państwo m.in. w postaci przewidywana w projekcie ustawy swoistej zachęty w formie składki powitalnej w postaci 250 zł oraz dopłaty rocznej ze strony państwa w wysokości 240 zł.
O opinię na temat rządowej propozycji poprosiliśmy prof. Leokadię Oręziak: Jest to system, w którym całe koszty i ryzyko spadają na przyszłego emeryta oraz na państwo. Zyskują ci, którzy działają na rynkach finansowych, czyli banki, towarzystwa ubezpieczeniowe i towarzystwa funduszy inwestycyjnych. Oni bardzo czekają na ten system i liczą, że ogromne środki będą trafiać na rynki, a oni będą pobierać opłaty za zarządzanie środkami zgromadzonymi w Pracowniczych Planach Kapitałowych – podkreśliła prof. Leokadia Oręziak, kierownik Katedry Finansów Międzynarodowych Szkoły Głównej Handlowej oraz ceniona badaczka systemów emerytalnych, autorka uznanej książki o skutkach wprowadzenia na Wisłą Otwartych Funduszy Emerytalnych pt. „OFE. Katastrofa prywatyzacji emerytur w Polsce”.
Zdaniem profesor Oręziak deklarowana przez rząd dobrowolności udziału w programie, w rzeczywistości jest fikcją: W istocie w ramach PPK, obowiązuje aromatyczny zapis pracowników sektora prywatnego, a następnie publicznego, do programu. Tylko kto będzie wiedział i nie zapomni o możliwości wyjścia z programu, to będzie mógł się wypisać. Przy automatycznym zapisie wiele osób nie zdecyduje się na wypisanie z programu, bojąc się konieczności zwrotu środków wpłacany ze strony państwa. Nawet jak ktoś złoży oświadczenie, że się wypisuje, to co dwa lat i tak zostanie do niego automatycznie zapisany powtórnie. Trudno to nazwać systemem dobrowolnym.
Do gry na rynkach finansowych i na giełdzie zaprzęgnięte będą nie tylko składki płacone przez pracownika i pracodawcę, ale też publiczne pieniądze z funduszu pracy – podkreśliła prof. Leokadia Oręziak.
Ekonomistka wskazuje na znaczne koszty dla sektora finansów publicznych oraz dla samych uczestników planów, przy baraku odpowiednich gwarancji wypłaty przyszłych świadczeń: Szacuje się, że w ramach Pracowniczych Planów Kapitałowych ok. trzech miliardów złotych rocznie z publicznych pieniędzy, będzie przekazanych na rynek kapitałowy. Będzie to system, który pochłonie bardzo duże środki finansowe od pracowników, pracodawców ale również państwa, nie dając żądanych gwarancji emerytalnych dla jego uczestników.
Tak naprawdę oceniając to rozwiązanie, można powiedzieć, że z pensji pracowniczych środki trafią do budżetu państwa, za pośrednictwem instytucji finansowych, które sobie od tego skasują procent – mówił prof. Oręziak.
Jedynym sprawdzonym zabezpieczeniem wypłaty świadczeń na starość jest powszechny publicznych system emerytalny, a wszelkie prywatne formy zabezpieczeń mogą działać tylko w formie pełnej dobrowolności jako uzupełnienia dla chętnych, podkreśliła profesor Leokadia Oręziak. Wskazując jednocześnie na szereg zagrożeń, na jakie narażone będą środku zgromadzone w ramach nowej propozycji premiera Morawieckiego: Pieniądze, które trafią do PPK będą narażone na ryzyko rynku finansowego, czyli załamań giełdowych i kryzysów, kiedy aktywa spadają o kilkanaście procent. Aktywa finansowe nie są zabezpieczone przed inflacją oraz defraudacją ze strony instytucji finansowych. (…) Opłaty, nawet zredukowane przez ustawodawcę, ale pobierane przez lata, będą wpływać na obniżenie świadczenia.
Jest to rozwianie ryzykowne z punktu widzenia emeryta. To nie spełnia wymagań stawianych systemom emerytalnym. W ogóle nie jest system emerytalny, tylko sposób na zebranie kapitału na państwowe inwestycje – podkreśliła prof. Leokadia Oręziak, ekonomistka, specjalizująca się w zasadach działania rynków finansowych i ich wpływu na systemy emerytalne.
Nord Stream1 umożliwił Rosji uzyskanie środków, które przeznaczyła na modernizację armii. Dwa lata później nastąpiła agresja Rosji na Gruzję, później aneksja Krymu, agresja na Ukrainę, Syria…
Krzysztof Skowroński
Jacek Czaputowicz
Zaczęliśmy dialog z Niemcami na temat reparacji?
Uważam, że to nasz i mój pewien sukces wizyty w Berlinie – przekonanie mojego partnera Sigmara Gabriela, ministra spraw zagranicznych Niemiec do tego, by Niemcy spojrzały na ten problem oczami Polaków, żeby zrozumiały nasze stanowisko, a sam minister spraw zagranicznych Niemiec zgodził się na to, żeby tej sprawie przyjrzeli się eksperci, oczywiście po stronie polskiej. Ci eksperci pracują w komisji parlamentarnej pana posła Mularczyka.
Innymi słowy, do tej pory Niemcy mówili, że dla nich sprawa reparacji i pewnego zadośćuczynienia ofiarom – bo tu nie chodzi tylko o reparacje międzypaństwowe – jest z perspektywy prawa zamknięta. Teraz jednak dopuszczają rozmowy i myślę, że to jest właściwa droga. (…)
Moja prośba do Niemców była taka, żeby porównali straty poniesione przez Polaków w czasie drugiej wojny światowej i to, co otrzymali w ramach zadośćuczynienia czy reparacji, ze stratami, jakie poniosły inne narody i z ich reparacjami. Innymi słowy, czy wobec ogromu strat i zniszczeń Polacy nie są przypadkiem traktowani jako obywatele drugiej kategorii w porównaniu do Duńczyków, Francuzów itd. To był mój argument, który, mam nadzieję, przekonał i spowodował pewne otwarcie ze strony ministra spraw zagranicznych Niemiec. (…)
Czy rozmowy w Berlinie koncentrowały się na reparacjach, czy było poruszanych więcej tematów?
Tematów było więcej. Mówiliśmy o naszych dwustronnych stosunkach z Niemcami. Niemcy chcieliby je zacieśniać. Omawialiśmy problem pełnomocnika ze strony polskiej do współpracy transgranicznej. Mówiliśmy o naszym miejscu w Unii Europejskiej, o wspólnej polityce w ramach UE. Moim zdaniem – i to też otwarcie prezentowałem podczas tego spotkania – jest pewna bliskość interesów między Niemcami a Polską, taka dalekosiężna, dotycząca kształtu Unii Europejskiej. Chodzi o to, by zachować konkurencyjność Unii, by cztery podstawowe swobody były w niej przestrzegane.
Postawiłem tezę, że w Unii mamy do czynienia z podziałem państw na dwie grupy. Jedna to demokracje liberalne, do których zaliczam Niemcy, Polskę, Szwecję i Węgry, a więc te państwa, które opowiadają się za swobodą przepływu usług, towarów, kapitału i osób, które chcą, by Europa była konkurencyjna, by znaczyła coraz więcej w świecie, by się szybko rozwijała – pod tym względem jesteśmy razem, mam nadzieję, z Niemcami.
I jest druga grupa państw – możemy je nazwać demokracjami protekcjonistycznymi – które ograniczają te swobody, a w konsekwencji ciągną Unię Europejską do dołu.
Ta teza zrobiła wrażenie. Widziałem to po reakcji moich rozmówców, także po reakcji prasowej. Do tej pory my byliśmy stawiani do kąta jako państwo, nie chcę powtarzać słowa, jakie, gdzie nie ma demokracji. Nie, my jesteśmy wśród tych państw, które ciągną w górę. Spójrzmy na rozwój gospodarczy, na reformy państwa – i znowuż na grupę sąsiadów Niemiec z tamtej strony.
Francuzi.
Nie wymieniłem tych państw, ale wiadomo, że to są te, które mają problem z funkcjonowaniem państwa. One powinny zreformować swoje państwo, a nie stosować polityki protekcjonistycznej i egoistycznej, co ma miejsce, jeśli chodzi o swobodę przepływu pracowników, delegowanych pracowników-kierowców – co się teraz toczy. Przecież to jest ograniczanie liberalnych wartości europejskich. Musimy więc bronić naszego stanowiska.
Niemcy są tak pośrodku… To jest sytuacja ciekawa dla Niemiec. My walczymy o to, żeby oni jednak wspierali bardziej nas niż, powiedzmy, tego innego partnera, który opowiada się za protekcjonizmem.
Czy w czasie spotkań dyplomatycznych wszystkie argumenty leżą na stole, czy też politycy owijają w bawełnę?
Tu jest pewien problem, który dostrzegłem w moich rozmowach z partnerami z Unii Europejskiej – ministrami spraw zagranicznych czy komisarzem Fransem Timmermansem. Dominuje pewna narracja, narzucona przez Komisję Europejską, i mamy problem, żeby przebić się z naszym stanowiskiem. Na przykład według tej narracji w Polsce jest problem z przestrzeganiem trójpodziału władzy, niezależności sądów i praworządności. Według mnie ta narracja jest nieprawdziwa, ale nie byliśmy w stanie przekonać do tego naszych partnerów rozmów.
Pod kierunkiem premiera Mateusza Morawieckiego powstaje właśnie taka „biała księga”, w której ustosunkowujemy się do zarzutów Komisji Europejskiej. Jej stanowisko jest niesłychanie krytyczne i niesprawiedliwie przedstawia stan rzeczy, jeśli chodzi o reformę sądownictwa, a nawet powiedziałbym, że niektóre fakty nie są przedstawione w sposób prawdziwy, co prowadzi do bardzo złych konkluzji: że nie ma niezależnego Trybunału Konstytucyjnego, że sądy nie są niezależne.
Państwa członkowskie za pośrednictwem dyplomatów unijnych przyjęły taką wizję. I uważają, że nie mają powodu uznać, że ta wizja jest nieprawdziwa. Ja mówię, że ona jest nieprawdziwa, musimy przedstawić nasze racje i na razie prosimy o to, żeby państwa, które są w Radzie, spojrzały obiektywnie na tę reformę, która jest w Polsce jeszcze w toku i podjęły decyzję później, zgodnie z pełną wiedzą.
Symboliczna dla relacji polsko-niemieckiej jest budowa Nord Stream; najpierw Nord Stream1, teraz Nord Stream2. Czy o tym też Pan rozmawiał i przedstawił polskie argumenty przeciwko tej budowie i czy po stronie niemieckiej jest jakakolwiek otwartość na dyskusję?
Na spotkaniu w Niemczech przedstawiłem w sposób zdecydowany te kwestie. Ukazałem pewną zależność, odnosząc się do budowy Nord Stream1 w czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości 2005–2007 – wówczas byłem dyrektorem departamentu strategii i planowania w MSZ.
Polacy zdecydowanie przeciwstawiali się budowie Nord Stream1, jednak Niemcy to przeforsowali. Nord Stream1 umożliwił Rosji uzyskanie pewnych środków, które przeznaczyła na modernizację armii. Niemcy uczestniczyły w tej modernizacji, budując w Rosji ośrodki szkoleniowe dla żołnierzy rosyjskich. Dwa lata później nastąpiła agresja Rosji na Gruzję, później aneksja Krymu, agresja na Ukrainę, Donbas, Ługańsk; później zaangażowanie w Syrii.
Powiedziałem, że to jest konsekwencja, że trzeba to widzieć w kategoriach geopolitycznych: jeżeli dostarcza się Rosji pewne środki i współpracuje z Rosją, to wówczas musi się ponieść tego konsekwencje. Te relacje przyczynowe dla nas w Polsce są oczywiste, a tam, w Niemczech, wzbudziło to zdziwienie, ale też pozytywne. Być może pewną refleksję. To było przecież oczywiste wsparcie dla reżimu, odnowienie i przeszkolenie, unowocześnienie tej armii. Dzisiaj płacimy jako społeczność międzynarodowa, bo przecież Rosja w zdecydowany sposób przeciwstawia się polityce świata zachodniego, Stanów Zjednoczonych, Unii Europejskiej, ale to my sami jako Europejczycy – nie Polacy, ale Niemcy – umożliwiliśmy.
Jeżeli zostałby zrealizowany Nord Stream2, to pozycja Rosji, przede wszystkim wobec Ukrainy, jeszcze się umocni. To jest bardzo poważne zagrożenie geopolityczne. Te argumenty podczas rozmów leżą na stole. Przekonujemy cały czas, że to jest niedobra inwestycja dla naszego bezpieczeństwa i może mieć daleko idące konsekwencje geopolityczne. (…)
Czy coś się zmienia w naszej polityce w stosunku do uchodźców?
Nasza polityka w tej sprawie jest niezmienna. Uważamy – i to są też moje słowa ze spotkania w Niemczech – że każde państwo ma prawo do zapraszania uchodźców na swoje tereny, ale nie ma prawa do zapraszania ich do innego państwa. To jest dla nas oczywiste. Jeśli chodzi o problem relokacji, nie ma w Polsce zgody na stosowanie tego mechanizmu. (…)
Propozycja objęcia stanowiska ministra padła 24 godziny przed faktem. Czy ciężko było podjąć taką decyzję?
(…) Argumenty za przeważyły i zdecydowałem się podjąć wyzwanie. W tym sensie była trudna, że oczywiście jest to niesłychanie ważne i odpowiedzialne stanowisko. Każdy sobie w tej sytuacji stawia pytanie, czy spełni oczekiwania, ale myślę, że chciałbym się przyczynić do rozładowania napięcia, do poprawy stanu naszej dyplomacji i działać na rzecz Polski, bo przecież naszym celem jest służyć Polsce.
Cały wywiad Krzysztofa Skowrońskiego z ministrem spraw zagranicznych Jackiem Czaputowiczem pt. „Walczymy o naszą pozycję w Europie” znajduje się na s. 10–11 lutowego „Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Wywiad Krzysztofa Skowrońskiego z ministrem spraw zagranicznych Jackiem Czaputowiczem pt. „Walczymy o naszą pozycję w Europie” na s. 10–11 lutowego „Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl