Przedstawiciel ministerstwa pracy: Odwołanie ministra Chorążego to koniec prac nad rządową polityką migracyjną

Program polityki migracyjnej dla Polski miał realizować gospodarcze założenia Planu Morawieckiego. Obecnie również rozmowy z rządem Filipin nad umową dotyczącą polityki migracyjnej zostały wstrzymane.

Piątkowa decyzja premiera o odwołaniu wiceministra inwestycji i rozwoju Pawła Chorążego. pracującego nad rządowym programem polityki migracyjnej dla Polski, to jedna z pierwszych sytuacji, kiedy rząd Prawa i Sprawiedliwości musi zmienić założenia polityki gospodarczej i przedłożyć kwestię polityczne, ponad interes gospodarczy kraju.

[related id=53818]

Chyba w żadnej innej kwestii, jak w przypadku polityki migracyjnej, oczekiwania pracodawców i potrzeby rynku, nie rozjeżdżają się tak mocno z poglądami wyborców obecnej koalicji wyborczej. Obecnie brak wykwalifikowanych pracowników, staje się największą barierą rozwojową dla przedsiębiorców działających lub chcących dopiero wejść na polski rynek. Według raportu „Klimat Inwestycyjny w Polsce 2017” właśnie brak rąk do pracy urasta do rangi największej bariery rozwojowej dla inwestorów. Jednak politykom Prawa i Sprawiedliwości, których formacja otrzymała dużą premię w wyborach, sprzeciwiając się europejskiemu mechanizmowi relokacji uchodźców, teraz trudno jest bronić polityki większej otwartości rynku pracy na pracowników spoza Unii Europejskiej.

Zjednoczona Prawica, obejmując stery rządów, aktywnie sprzeciwiała się projektowi przymusowej relokacji, który de facto pozbawiłby obywateli polskich realnego wpływu na politykę imigracyjną w swoim kraju. Jednak realia gospodarcze nieoglądaną się na retorykę polityków. Dynamiczny wzrost gospodarczy, coraz większe uposażenia, w wielu miejscach faktyczny zanik bezrobocia oraz kryzys demograficzny spotęgowany emigracją Polaków na zachód w latach wcześniejszych, spowodowały, że pracodawcy bardzo chętnie zatrudniają  pracowników spoza UE. Szczególnie obywateli Ukrainy, którzy stanowią ponad 80 procent osób ubiegających się o oficjalne pozwolenie na pracę. Tylko w 2017 roku polskie władze wydały 500 tysięcy pozwoleń na prace. To więcej niż wszystkie pozostałe kraje wspólnoty razem wzięte, podkreślił w czasie konferencji Europa Karpat prezydencki minister Krzysztof Szczerski.

Według danych przekazywanych przez Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej w lipcu na polskim rynku pracy aktywnych było około półtora miliona imigrantów spoza UE. Skalę imigracji można odczuć już nie tylko na ulicach stolicy, ale również w ośrodkach wojewódzkich, a często i na prowincji. Według danych GUS opublikowanych 12 września tylko w województwie śląskim w okresie 2015-2017 liczba wydanych zezwoleń na pracę zwiększyła 12-krotnie.

Tak szybki wzrost imigracji nie mógł pozostać niezauważony przez polityków. Szczególnie aktywnie przeciwko imigracji występują politycy Ruchu Narodowego oraz część posłów zrzeszonych w klubie Kukiz’15. Jednak do momentu rozpoczęcia kompanii wyborczej do samorządów, temat nie wpływał na główny nurt polityki.

Rząd jeszcze na wiosnę zaprezentował założenia dla nowej polityki migracyjnej, która zakładała większe otwarcie polskiego rynku pracy, już nie tylko na sześć krajów postsowieckich, ale również na przybyszów z dalekiego wschodu, z takich państwa jak Wietnam czy Filipiny. Do tego program zakładał aktywny udział państwa w rekrutowaniu pracowników i zachęcaniu ich do przyjazdu, za pomocą biur Polskiej Agencji Handlu i Inwestycji. W założeniach programu położono również silny nacisk na pogramy integracyjne nowych pracowników. Teraz po dymisji wiceministra Pawła Chorążego, projekt należy uznać za martwy.

Jak dowiedziało się nieoficjalnie Radio Wnet od kierownictwa ministerstwa rodziny, także praca nad specjalną umową pomiędzy rządami polskim a filipińskim, dotyczącej pozwolenia na prace dla kilkudziesięciu tysięcy pracowników z Filipin zostaną wstrzymane. Umowa miała być podpisana niezależnie od prac nad programem migracji. W jej ramach do Polski miały przyjechać pracownicy wyspecjalizowaniu w pracach przy opiece nad osobami starszymi. Do czasu jak sytuacja polityczna się nie uspokoi, nie będziemy prowadzić, żadnych rozmów ze stroną filipińską. Proces negocjacyjny można uznać za bezterminowo zamrożony, sugerował przedstawiciel ministerstwa.

ŁAJ

Konrad Szymański: Nie ma innego kraju, gdzie opozycja opiera swoją strategię polityczną, na niepowodzeniu własnego kraju

Zdaniem wiceminister spraw zagranicznych w kwestii art. 7 traktatu o UE, obecnie nie ma większości w Radzie Europejskie, która mogłaby przegłosować jakąkolwiek negatywną rezolucję w polskiej sprawie.

 

W czwartek rząd przedstawiał informację o udziale Rzeczypospolitej Polskiej w pracach Unii Europejskiej w okresie styczeń-czerwiec 2018 r. w czasie prezydencji bułgarskiej. Istotnym tematem sejmowej debaty była kwestia negocjacji nad następną perspektywą budżetową: Aktualnie obowiązująca propozycja budżetu wieloletniego, jeżeli odejmie się składkę Wielkiej Brytanii, tak abyśmy porównywali rzeczy adekwatny, i jeżeli dołączymy Europejski Fundusz Rozwoju, to okaże się, że Komisja Europejska zaproponowała mniejszy niż dotychczas budżet w relacji do dochodu narodowego brutto.

Trakcie odpowiadania na pytania parlamentarzystów w czasie debaty o polityce europejskiej państwa polskiego, przedstawiciel rządu wskazał na niebezpieczeństwo politycznego sprowadzania wspólnoty europejskiej do poziomu korzyści majątkowych: Ponieważ Polska się bogaci, to z natury rzeczy rola budżetu Unii Europejskiej będzie malała. Mam nadzieję, że mamy co do tego pełną zgodność. Państwo, którzy dzisiaj sprowadzają członkostwa Polski w Unii Europejskiej do transferów bezpośrednich, co będziecie mówić swoim wyborcom, przekonujący ich do tego, że warto być w Unii, kiedy te środki staną się mniejsza, a one muszą się stać mniejsze.

Wydaje się, że sensem funduszy europejskich, jest to, aby przyspieszyć konwergencja, która będzie pozwalała na to, aby Polska nie była zależna od zewnętrznych czynników wzrostu. Jeżeli będziemy myśleli o sobie samych i planowali swoją przyszłość, na długie długie lata, jako kraju, który jest permanentnie zależny od czynników zewnętrznych, to będzie to bardzo smutny scenariusz. Muszę powiedzieć, że dziwię się, że takie słowa padają w polskim parlamencie – podkreślił z sejmowej mównicy Konrad Szymański.

Wiceminister spraw zagranicznych odnosząc się do procedowania kwestii procedury sprawdzania praworządności, nad którą aktualnie pochylają się przedstawiciele państw członkowskich UE: Dzisiaj w Radzie Unii do Spraw Ogólnych nie ma większości państw członkowskich, które byłyby w stanie przegłosować jakikolwiek negatywną opinię w polskich sprawach. Wydaje mi się, że to jest wystarczająco dużo, żeby mówić, że pomimo olbrzymiej presji, presji generowanej także z Warszawy, co jest przykrym aspektem tego procesu, że pomimo tej presji jesteśmy w stanie utrzymać rzeczowy dialog.

Wiele debat w polskim parlamencie robiło wrażenie, jakby posłowie opozycji modlili się o to, aby Polsce się nie udało, jakby modlili się tak o to, aby porażek było więcej i na tym budować swój sukces polityczny. Nie znam innego kraju, w którym ktokolwiek buduje swoją strategię polityczną niepowodzeniach własnego kraju – podkreślał w debacie Konrad Szymański.

W ramach wystąpienia wiceministra spraw zagranicznych odpowiedzialnego za politykę europejską, pojawił się również wątek działań państwa europejskich wobec budowy gazociągu Nord Stream 2: Unii Europejskiej kompetencją są reguły wspólnego rynku w zakresie infrastruktury gazowej. Z całą pewnością jest to Kompetencja Unii Europejskiej. I cóż Widzimy. Okazuje się, że państwa, które chętnie machają unijną flagą, robią wszystko Unia Europejska nie zachowała się aktywnie w sprawie Nord Stream 2. Takie paradoksy się zdarzają.

 

 

ŁAJ

Jan Dziedziczak: Brukselscy urzędnicy nie lubią rządów, które słuchają swoich obywateli, dlatego atakują Polskę i Węgry

Zdaniem polityka PiS znaczną rolę w atakach na polski rząd ze strony KE, odgrywa postawa opozycji, która idąc drogą Targowicy, dla realizacji swoich celów politycznych wykorzystuje zagraniczne siły.

 

W środę Parlament Europejski przegłosował rezolucję otwierającą drogę do zastosowania art. 7 Traktatu Europejskiego wobec Węgier. Zdaniem posła PiS Jana Dziedziczaka, wiceprzewodniczącego sejmowej komisji ds. Unii Europejskiej, powodem decyzji PE, była chęć ukarania społeczeństw wybierających polityków inaczej myślących niż brukselscy biurokraci: Frans Timmermans jest liderem jednej z partii lewicowych w Holandii i wszystkie te wartości, które wybrali Polacy w demokratycznych wyborach, po prostu mu się nie podobają. To ma być taka lekcja dla całej Unii Europejskiej, że nie wolno głosować, na chrześcijański system wartości, że nie wolno głosować za Europą narodów, za patriotyzmem rozumianym klasycznie, że tylko bycie lewicą bądź udawaną prawicą pozwala na bycie Europejczykiem.

Polska wizja uczestnictwa w Unii Europejskiej to realizacja idei ojców założycieli Unii. To, co na początku wspólnoty głosił Schuman Adenauer De Gasperi nawet de Gaulle jest dokładnie tym czy niemal dokładnie tym, co dzisiaj prezentuje polski rząd. To my jesteśmy najbliżej idei ojców założycieli. Polska jest najbardziej proeuropejskim krajem, jeżeli weźmiemy pod uwagę deklarację ojców założycieli – podkreślił polityk Prawa i Sprawiedliwości.

Zdaniem byłego wiceministra spraw zagranicznych istotną sporu między Brukselą a Warszawą czy Budapesztem jest różnica w pojmowaniu roli polityków: Standardem powinno być, że politycy realizują, to co każe im suweren w wolnych wyborach. Jeśli na przykład chodzi o zgodę na wymuszanie na nas relokacji islamskich imigrantów, to jeżeli Polacy sobie tego nie życzą, czy jeśli Węgrzy sobie tego nie życzą, po prostu tego rodzaju rozwiązań nie będzie. Taki jest nasz obowiązek. Mamy, w tak strategicznych kwestia, które będą na dziesięciolecia rzutować na to, jak nasze kraje, bezwzględnie realizować to, co chcę społeczeństwo.

Doskonale pamiętam dyskusje o relokacji, kiedy decydenci Unii mówili, że denerwuje nas to, że niektórzy liderzy państwu zbyt tkliwie wsłuchuję się w głos społeczeństwa. To jest tak naprawdę podważenie demokracji, to jest pokazanie, że urzędnicy unijni bez żadnego mandatu demokratycznego, wiedzą lepiej co społeczeństwa co mają robić. Nie ma na to zgody – podkreślił Jan Dziedziczak.

Tematem rozmowy było również przygotowywane kolejne przesłuchanie Polski przed Parlamentem Europejskim w ramach procedury artykułu 7. Zdaniem Jana Dziedziczaka debata nie przyniesie żadnych efektów, ponieważ nie praworządność jest główną osią sporu: Fakty dla brukselskich dygnitarzy nie mają żadnego znaczenia. Cokolwiek byśmy nie powiedzieli, jakikolwiek argumentów byśmy nie użyli i tak tu chodzi o coś zupełnie innego. Chodzi o niebezpieczną utopijną antyobywatelską, o wizję nowej wspólnoty, lansowanej przez skrajną lewicę i nasza koncepcja dyskusji o tym, jak ona powinna wyglądać, przypominanie co ojcowie założyciele o niej mówili, jest po prostu niewygodne, więc się o faktach nie dyskutuje.

Zdaniem wiceprzewodniczącego komisji ds. Unii Europejskiej, bez udziału opozycji urzędnicy brukselscy nie mogliby tak agresywnie występować przeciwko Warszawie: W tych wszystkich elementach, ataku na Polskę bardzo aktywną rolę odgrywa opozycja, która nawiązując, jak rozumiem do tradycji XVIII wieku, skupia się na atakowaniu polski, używając różnych nieprzychylnych sił Polsce z zagranicy. To jest dokładnie ten sam model, który nasz kraj przerabiał w XVII wieku i jak to się skończyło, to wszyscy wiemy.

Minęło kilka lat. Zapytajmy na chłodno, jakie są efekty wyboru Donalda Tuska na Polski? Proszę wskazać chociaż jedną sprawę, którą dzięki obecności na Tuska jako szefa Rady Europejskiej udało się dla Polski załatwić – pytał na koniec rozmowy polityk Prawa i Sprawiedliwości.

ŁAJ

Izabela Leszczyna: Rządowy pomysł na dodatkowe emerytury nie gwarantuje bezpieczeństwa przyszłym beneficjentom

Poseł Platformy Obywatelskiej wskazała, że rozwiązania przyjęte w Pracowniczych Planach Kapitałowych w istocie służą pozyskaniu środków na rządowe inwestycje, a nie wsparciu przyszłych emerytów.

 

W środę w Sejm rozpoczął pracę nad powszechnym mechanizmem wspierającym gromadzenie oszczędności przez Polaków. Podstawowym założeniem rządowego projektu o Pracowniczych Planach Kapitałowych jest skłonienie pracowników do regularnego, comiesięcznego, oszczędzania w wysokości kilkuprocentowych (od 2 do 4) wpłat od miesięcznego wynagrodzenia na konto prowadzone przez wybrane przez pracodawcę TFI. Do składek pracownika dołoży się również zatrudniający oraz rząd, poprzez Fundusz Pracy. Program z założenia ma być dobrowolny, ale system zachęt i zasada automatycznego zapisu ma sprawić, że system będzie miał powszechny charakter. Zaproponowany projekt budzi silne wątpliwości, ze strony opozycji oraz części posłów koalicji rządzącej.

Zdaniem byłej wiceminister finansów w rządzie PO-PSL, głównym celem projektu wcale nie jest wsparcie przyszłych emerytów: Ustawa o Pracowniczych Planach Kapitałowych nie ma na celu zabezpieczyć środków przyszłym emerytom. Podstawowym celem tej ustawy jest dostarczenie kapitału, na giełdę i na rynek kapitałowy, którego jak kania dżdżu potrzebuje polska gospodarka, ponieważ inwestycje przez trzy lata rządów Prawa i Sprawiedliwości niestety się zwinęły z 20 do 16 procent PKB.

Izabela Leszczyna wskazała na niewystarczający mechanizm zabezpieczania środków, gromadzonych przez przyszłych emerytów: W oszczędnościach emerytalnych najważniejsze jest bezpieczeństwo inwestowania. Tymczasem ta ustawa w ogóle nie daje poczucie bezpieczeństwa przyszłym emerytom, bo środki przekazywane do funduszy inwestycyjnych nie będą w żaden sposób gwarantowane w przypadku, jeśli przyjdzie krach na giełdzie, albo zainwestujemy te pieniądze na nietrafione publiczne przedsięwzięcia.

W mojej ocenie nad tym projektem nie warto dyskutować. Za to na pewno trzeba dyskutować o systemie emerytalnym i ten projekt jest dobrym pretekstem do rozmowy jak zachęcić Polaków do oszczędzania na swoje przyszłe emerytury w trzecim filarze. Uważam, że to robić trzeba, ale sposób, w jaki proponuje ten rząd jest zły – podkreśliła w rozmowie z Radiem Wnet Izabela Leszczyna.

ŁAJ

Bartosz Kownacki krytycznie o polityce zakupowej MON: Trzeba stawiać na polski przemysł, a nie kupować gotowe uzbrojenie

Były wiceminister obrony narodowej podkreślił, że już pod koniec 2017 roku ministerstwo podjęło decyzję, że zakup wysłużonych okrętów z Australii jest niekorzystny ale polskiej armii i gospodarki.

 

Bartosz Kownacki były wiceminister obrony narodowej odpowiedzialny z politykę zakupową sił zbrojnych, w rozmowie z Radiem Wnet odniósł się do sierpniowego zamieszania z zakupem przez Polskę australijskich okrętów wojennych Adelajda: W trakcie, kiedy jeszcze byłem wiceministrem obrony narodowej, prowadziliśmy analizy dotyczące możliwości pozyskania okrętów z Australii. To było warte rozważenia i warte głębszej analizy, ale już po wizycie przedstawicieli Ministerstwa Obrony Narodowej w Australii okazało się, że nakłady, które trzeba byłoby ponieść na modernizację tych korwet, byłyby tak znaczne, że lepiej te miliardy złotych wydać w polskim sektorze stoczniowym.

Poseł Prawa i Sprawiedliwości skomentował również informacje prasowe o zakupie zestawów artylerii rakietowej „Homar” bez rozbudowanego offsetu, na tzw. zasadach rumuńskich: W mojej ocenie powinniśmy stawiać na polski przemysł. Naszym założeniem było, aby budowa systemu Homar odbywała się w Polsce. To oczywiście byłoby na początku dużo bardziej kosztowna, ale uzyskalibyśmy technologię na rozwój naszych fabryk, szczególnie, że mówimy o przemyśle rakietowym, czyli tym najbardziej rozwojowym i najbardziej zaawansowanym technologicznie. Kupno na zasadach rumuńskich, moim zdaniem, jest niezasadne. To jest kupowanie produktu prosto z półki, czyli danie dużych pieniędzy do firmy amerykańskiej, bez żadnych korzyści technologicznych dla polskiego przemysłu zbrojeniowego.

Bartosz Kownacki odniósł się również do apelu Jana Olszewskiego, który na łamach prasy apelował o przywrócenie poprzedniego kierownictwa MON: Minister Antoni Macierewicz dużo w polskiej armii zmieniły i bardzo trudno jest dorównać się komuś, kto tak wysoko zawiesił poprzeczkę. Dlatego też taka była ocena pana premiera Jana Olszewskiego i każdy inny, który przyjdzie na miejsce ministra Macierewicz, nie tylko minister Błaszczak, będzie miał bardzo trudno, żeby dorównać poprzednikowi.

Mam nadzieję, że minister Macierewicz jeszcze odegra rolę w polityce, ale nie chcę mówić o konkretnych stanowiskach. Gra cały czas się toczy – podkreślił były wiceminister Bartosz Kownacki.

 

ŁAJ

Przewodnicząca “S” służby zdrowia: Jeśli rząd nie zmieni polityki płacowej w służbie zdrowia, rozpoczniemy protest

Minister Szumowski przerósł swojego poprzednika w zakresie wprowadzania chaosu w służbie zdrowia – podkreśliła Maria Ochman, przewodnicząca Solidarności służby zdrowia.

We wtorek na posiedzeniu sejmowej Komisji Zdrowia odbyło się pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego pracowników wykonujących zawody medyczne zatrudnionych w podmiotach leczniczych. Z propozycjami systemu przyznawania podwyżek przedłożonymi przez ministra zdrowia nie zgadzają się przedstawiciel strony związkowej oraz dyrektorzy szpitali, którzy boją się o sytuację finansową swoich szpitali. W czasie posiedzenia komisji swoje wątpliwości zgłaszali również przedstawiciele pacjentów.

 

 

Jednoznacznie krytyczną opinię proponowanym rozwiązaniom przedstawiła w rozmowie z Radiem Wnet Maria Ochman, przewodnicząca Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność”: Projekt, który dzisiaj miał pierwsze czytanie w komisji zdrowia, nie jest satysfakcjonujący dla nikogo. Zaproponowane wskaźniki są urągające dla ludzi, którzy pracują w służbie zdrowia kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, wykonując jedne z najcięższych prac, począwszy od rejestratorek medycznych, sanitariuszy czy salowych, ale również osoby zatrudnione w nowych grupach zawodowych jak inżynierowi medycyny nuklearnej, którzy w ramach ustawy uchwalonej w zeszłym roku nie zostali objęci podwyżkami.

Jak podkreśliła przewodnicząca “Solidarności” Służby Zdrowia obecnie część pracowników, aby dostać najniższą krajową, muszą mieć zaliczaną do podstawy dodatki stażowe. Część sanitariuszy dostaje wynagrodzenie w wysokość około 1500 złotych brutto: Mówimy tutaj o bardzo dużej grupie ludzi najniżej uposażonych, a jednocześnie ludzi wykonujących takie najsłabsze zawody. Lekarze czy pielęgniarki, którzy wyjdą na ulicę i medialnie rozegrają swoje sprawy, a są grupy, słabsze i które pozostają w cieniu.

Zdaniem Marii Ochman najlepszą szansą dla rozładowania sytuacji w służbie zdrowia jest ustawie o sposobie ustalania najniższych zasadniczych wynagrodzeń, a nie pojedynczych porozumień: Pan minister Szumowski nie tylko wszedł buty pana Janusza Radziwiłła, ale pomaszerował dalej. Działania ministra, robią wrażenie, jakby zaplątał się już w ilości podpisywanych porozumień i obietnic. Przypomnę porozumienie z rezydentami, porozumienie ze specjalistami, porozumienie z pielęgniarkami, a teraz z ratownikami i diagnostykami, do tego dochodzi umowa z Solidarnością, której pewne propozycje zostały wynegocjowane. Myślę sobie, że to do niczego dobrego pana ministra nie zaprowadzi.

Przewodnicząca wskazała, że polityka przyjęta przez rząd doprowadza do zaostrzania się konfliktów pomiędzy różnymi grupami zawodowymi w służbie zdrowia, co destabilizuje pracę szpitali i placówek medycznych. Dlatego zdaniem “Solidarności” jedynym wyjściem jest przyjęcie całościowej ustawy: Wszystkie porozumienia negocjowane czy podpisywany pod presją protestów powinny znaleźć się w jednej ustawie, aby po pierwsze żaden minister w przyszłości nie był szantażowany przez poszczególne grupy zawodowe w służbie zdrowia, które często są również motywowane politycznie. Po drugie, żeby nigdy już nie zapominać o poszczególnych grupach zawodowych.

Jeśli rzeczywiście nie będzie szybkich rozwiązań, to nie ma dyskusji i my będziemy podejmowali w ciągu tygodnia decyzję o akcji protestacyjnej – podkreśliła Maria Ochman przewodnicząca Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność”.

 

ŁAJ

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców: Powinniśmy odejść od zasady ryczałtowego ZUS-u dla przedsiębiorców

Jest potrzebna wielka debata nad system ubezpieczeń w ZUS, szczególnie w zakresie składek dla przedsiębiorców. Rozważam za wzór system brytyjski lub niemiecki – powiedział Adam Abramowicz.

W ramach zapisów Konstytucji dla Biznesu, przygotowanej przez rząd, 22 czerwca premier Mateusz Morawiecki powołał posła PiS Adama Abramowicza na Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców. Rzecznik ma być gwarantem wprowadzenia zapisów konstytucji do polskiego życia gospodarczego.

Wśród kompetencji rzecznika znajduje się m.in.: opiniowanie projektów aktów prawnych dotyczących interesów przedsiębiorców, pomoc w organizacji mediacji między przedsiębiorcami a administracją, współpraca z organizacjami pozarządowymi, społecznymi i zawodowymi. Rzecznik został wyposażony w kompetencje o charakterze interwencyjnym.

 

 

Obecnie trwa tworzenie kadry urzędu, które mogło rozpocząć się dopiero po opublikowaniu odpowiedniego rozporządzenia premiera: Urząd rzecznika zaczynie funkcjonować od końca września. Obecnie kompletujemy zespół. Byłem zaskoczony, kiedy zobaczyłem jakie procedury musimy jako urząd spełniać. Rozporządzenie pana premiera już zostało opublikowane. Urząd będzie gotowy na koniec września, na komunikację z przedsiębiorcami.

To będzie urząd działający na zasadach interwencyjnych. Szczególnie poszukujemy prawników – podkreślił Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorstw.

Rzecznik jako największą bolączkę polskich przedsiębiorców wskazał ryczałtową składkę na Fundusz Ubezpieczeń Społecznych: Głównym problemem małych i średnich przedsiębiorców jest ryczałtowy ZUS. Mimo tego, że prace trwają i ZUS dla małej działalności wchodzi, ale to jest tylko wkładanie stopy w drzwi. Mały ZUS dotyczy tylko firm jednoosobowych o niskich przychodach, a zostają jeszcze przedsiębiorcy o małych dochodach. Tutaj będę chciał rozpocząć dużą debatę.

Adam Abramowicz wskazał na potrzebę wielkiej zamian systemu ubezpieczeń społecznych: ZUS to jest system, który nie do końca jest wydolny i wymaga dyskusji, w szczególności w zakresie składek od przedsiębiorców. Proponuję dwa rozwiązania. Albo system brytyjski, gdzie składak jest dostawana do wysokości dochodu i każdy jest w stanie ją zapłacić. (…) albo system Niemiecki, gdzie, jeżeli przedsiębiorcy może i chce, to płaci składkę, a jeżeli nie jest w stanie, to nie uczestniczy w systemie.

 

ŁAJ

Wiceminister Finansów: Ustawa o Pracowniczych Planach Kapitałowych to duża szansa dla polskiego rynku kapitałowego

Zdaniem Piotra Nowaka rząd nie przewiduje żadnych większych zmian w projekcie ustawy o PPK na etapie prac parlamentarnych. Program zacznie funkcjonować dla największych firm 1 stycznia 2019 roku.

Na ostatnim sierpniowym posiedzeniu rząd przyjął projekt ustawy o Pracowniczych Planach Kapitałowych, które zakładają prowadzenie dodatkowej składki oszczędnościowej dla wszystkich osób zatrudnionych. Środki będą wpływać na konto prywatnych instytucji finansowych, które utworzą specjalne fundusze, zarządzające zebranymi pieniędzmi.

 

Piotr Nowak, wiceminister finansów, który prowadził prace nad ustawą PPK z ramienia rządu, podkreślił, że wielomiesięczne procedowanie projektu na poziomie rządowym, wynikały ze złożoności oraz ważkości wprowadzanych rozwiązań: To jest niezmiernie ważny projekt, który dotyczy nas wszystkich, ponieważ dotyczy budowania oszczędności w momencie, kiedy nasza aktywność zawodowej już się zakończy. Zależało nam na tym, żeby ten projekt był jak najbardziej uzgodniony, żeby wszystkie strony, które uczestniczą w procesie konsultacyjnym, mogły zgłosić swoje postulaty i poprawki. (…) Również postulaty strony społecznej zostały uwzględnione, co skończyło się pozytywnym komunikatem o przyjęciu tego projektu przez stronę społeczną w ramach Rady Dialogu Społecznego.

[related id=51305]

Zakładamy, że w parlamencie prace będą przebiegały sprawnie, aczkolwiek zobaczymy, czy opozycja zachowa się racjonalnie. Wszyscy interesariusze tego projektu udzielili poparcia, a ich uwagi zostały uwzględnione – podkreślił minister Nowak, odnosząc się do ponad tysiąca uwag zgłoszonych do projektu ustawy, w tym bardzo krytycznych podnoszonych przez Narodowy Bank Polski, Komisję Nadzoru Finansowego, czy Ministerstwo Energii.

Wiceminister Finansów podkreślił, że kompromis przyjęty w ramach konsultacji rządowych oraz społecznych nie powinien być zmieniany w Sejmie – Został osiągnięty pewien konsensus, więc trudno jest mi sobie wyobrazić, żeby ten konsensus mógł zostać naruszony.

Projekt PPK często jest porównywany do OFE, których część środków, została przekazana do budżetu państwa, jako wkład publiczny. Rząd jednoznacznie podkreśla, że środki gromadzone na kontach PPK są pieniędzmi prywatnymi uczestników programu: W ustawie jest wpisane literalnie, że te środki są środkami prywatnymi. Jeśli chodzi o dodatek, ze strony państwa, w projekcie jest jasno napisane, że on staje się prywatny w momencie osiągnięcia wieku emerytalnego. Jeśli ktoś by się zdecydował wycofać środki przed osiągnięciem wieku emerytalnego, to pomoc publiczne będą musiały być zwrócone.

[related id=51767]

Krytycy projektu wskazują, że nadmierny uszczerbek Funduszu Pracy, na rzecz prywatnych kont uczestników PPK, może w przyszłości zagrozić skuteczniej walce z bezrobociem, w przypadku dekoniunktury. Wiceminister Piotr Nowak przyznał, że istnieje w przyszłość możliwość niewypłacalności Funduszu Pracy: Mamy świadomość, że gdyby była zła sytuacja w gospodarcze i Fundusz Pracy będzie miał pewne niedobory, to przecież aktywizacja pracowników, jest również obowiązkiem państwa. Trudno sobie wyobrazić, że gdyby była potrzeba wsparcia osób bezrobotnych, a Fundusz Pracy byłby pusty, to państwo zignoruje taką sytuację.

Zakładamy, że ustawa wejdzie w życie 1 stycznia 2019 roku. Natomiast jest okres przejściowy, po to, aby wszystkie instytucje zdołały się dostosować, również na PFR spoczywa bardzo duża odpowiedzialność przygotowania strony informatycznej i systemów do obsługi programu. Cały czas zakładamy, że ustawa wejdzie w życie 1 stycznia, natomiast pierwszy uczestniczy PPK pojawią się w połowie przyszłego roku – podkreślił Piotr Nowak.

Zdaniem wiceministra finansów realizacja Pracowniczych Programów Kapitałowych pozwoli na dynamiczny wzrost i ekspansję w Europie polskiego rynku finansowego: Wstępne wyliczenia pokazują, że w przeciągu pierwszych dziesięciu lat, zakładający minimalny wymiar wpłat, sama ilość składek, które wpłyną do PPK w sumie, to powinno być między 90 a 100 mld złotych. Jeśli te składki będą pomnażane, to wychodzi około 170 mld złotych. To jest znaczący czynnik, to jest ponad 8 procent PKB. To ułatwi dostępność do kapitału przedsiębiorcom, zbuduje stabilność na rynku finansowych i pomoże naszemu rynkowi rozrosnąć się i stać się centrum tej części Europy.

Zdaniem Ministerstwa Finansów większość uczestników programu, ma na ten rok większy dochód rozporządzalny niż potrzeby konsumpcyjne i część dochodów odkłada na rachunku oszczędnościowym oprocentowanym, który jest realnie oprocentowany na zero procent. Jeśli te same pieniądze zostaną przelane na konto w PPK w długim terminie, a nawet w ramach rocznej kapitalizacji stopa zwrotu będzie lepsza, niż proponują to banki.

Na tej podstawie minister Piotr Nowak podkreślił, że nie ma zagrożenia, aby w wyniku prowadzenia Pracowniczych Planów Kapitałowych osłabła dynamika konsumpcji gospodarstw domowych: Wydaje nam się, że ten efekty spadku konsumpcji będzie praktycznie marginalną, ile w ogóle odczuwalny – podkreślił wiceminister.

W wyniku negocjacji ze stroną społeczną rząd prowadził szereg poprawek do projektu ustawy o PPK, w tym zmniejszanie wymiaru składki dla osób mniej zamożnych: Ciągle niestety wiele rodzin w Polsce ma niskie pensje, dlatego została wprowadzona stawka obniżona z dwóch do pół procent. Jeśli ktoś zarabia mniej niż 120% średniej krajowej, będzie mógł skorzystać z obniżonej stawki, czyli zamiast dwóch procent będzie kontrybuować pół procenta, ale również zostanie dopłaty od państwa [w pełnym wymiarze] więc to również uwzględniliśmy.

ŁAJ

Premier Mateusz Morawicki: Ponad 2,5 miliona rodzin złożyło wnioski o świadczenie z tytułu programu Wyprawka

Premier zaznaczył, że środki na realizację programu „Dobry Start”, w ramach którego rodziny mogą otrzymać 300 złotych na każde uczące się dziecko, są bardzo dobrze zabezpieczone w ramach budżetu.

Na kilka dni przed oficjalnym rozpoczęciem roku szkolnego premier Mateusz Morawiecki razem z minister edukacji Anną Zalewską oraz minister rodziny Elżbietą Rafalską, podsumował przebieg realizacji programu „Wyprawka Plus”. Jak podkreślił przedstawiciele rządu, skala zainteresowania programem, pokazuje, jak bardzo przyjęte rozwiązania były potrzebne.

Wskaźnikiem jak bardzo ten program był potrzeby, świadczy fakt, że ponad 2,5 mln z 3,5 uprawnionych rodzin zgłosiło się po świadczenie z Wyprawki, to pokazuje, jak bardzo był ten program potrzeby – podkreślił premier Mateusz Morawiecki.

 

 

Szef rady ministrów podkreślił, że program „Dobry Start” ma wyrównać szanse dzieci już na etapie edukacji: Podkreślamy, jak ważne jest wyrównywanie szans. To jest dla naszej, szeroko rozumianej, polityki społecznej oraz gospodarczej, ale w tym przypadku również dla polityki odnoszącej się do systemu edukacji, warunek podstawowy, żeby dzieci miały możliwie wyrównane szanse.

Mateusz Morawiecki podkreślił również, że środki na zrealizowanie programu, są zagwarantowane w budżecie: Tym którzy wątpili, czy znajdą się pieniądze, chce powiedzieć, że nasz program opiera się na realnym uszczelnieniu systemu podatkowego i nie tylko w podatku VAT, ale też podatku od zysków firm – zaznaczył na konferencji premier Mateusz Morawiecki, dookreślając, że — W poprzednich latach, pomimo olbrzymiego wzrostu zysków firm, często o 80 procent, to w czasie rządów naszych poprzedników wpływ z podatku od dochodów przedsiębiorstw nie tylko, nie rosły, ale nawet spadały. My obniżamy podatek CIT do jednego z najniższych poziomów w Europie, w tym samym czasie rośną wpływy do budżetu z tego tytułu. To, skąd mamy właśnie środki na realizację wyprawki – podkreślił premier Mateusz Morawiecki.

Premier Morawiecki wskazał, że program Dobry Start to forma inwestycji w przyszły rozwój Polski: Wyprawka szkolna nie powinno dzielić dzieci na lepsze i gorsze, każde dziecko powinno mieć jak najbardziej równe szanse. Edukacja dzieci to jest najważniejsza inwestycja w przyszłość Polski. To inwestycja, dzięki której Polska będzie się lepiej i szybciej rozwijać. Mam ogromną nadzieję, że poprzez te nasze działa, my pokazujemy czy jest wiarygodność w polityce. Powiedzieliśmy w kwietniu, że wprowadzimy program dobry start i doprowadziliśmy do skutecznego wprowadzenia tego programu.

 

Na konferencji wystąpiła również minister Rodziny Pracy i Polityki Społecznej Elżbieta Rafalska: Rządowy program, to komponent kompleksowej, długoterminowej polityki prorodzinnej rządu. Program „Wyprawka Plus” to młodszy brak naszego programu 500 Plus. Dane z 24 sierpnie mówią, że z upoważnionych do pomocy 3,4 miliona rodzin, wnioski złożyło ponad 2,5 miliona gospodarstw domowych, a 40 procent rodzin, które już złożyły wnioski, dostały już środki pieniężne.

Minister Rafalska wskazała, że w ramach realizacji programu „Dobry Plus”, cyfryzacja administracji okazała się skuteczna: W Polsce dokonała się swoista rewolucja, bo ponad 54 procent wniosków, zostało złożonych on-line. To znacznie więcej niż przy programie 500 plus. To pokazało też, że nasze serwery są gotowe do obsługi Polaków przez internet.

W żaden sposób nie kontrolujemy rodzin w ramach wydawania środków z „Wyprawki Plus”. My wierzymy, że rodziny najlepiej wiedzą jak wydawać te pieniądze, a jakiekolwiek sposoby kontroli tylko podniosłyby koszty administracyjne – zaznaczyła minister Rafalska.