Irlandia to kraj mający ogromny potencjał jako sprzymierzeniec – niestety Polska nie ma tam nawet ambasadora

Marcin Natorski o podobieństwie kulturowym pomiędzy Polską a Irlandią i szerokiej możliwości współpracy. „To są nasi naturalni sprzymierzeńcy” – dodaje Natorski.

Marcin Natorski w tę majówkę włożył buty turystyczne i wraz z rodziną wybrał się do Szwecji. Skandynawia przysporzyła mu nie tylko relaksu, ale również sardonicznego uśmiechu na twarzy. Albowiem podczas Święta Pracy szwedzcy socjaliści w liczbie groteskowej manifestowali w sercu kraju, czyli Sztokholmie, głosząc przy tym komunistyczne hasła. „Ta formuła się po prostu wyczerpała!”.

Ponadto gość Poranka WNET mówi o świętowaniu Polonii w dniu flagi oraz o znaczeniu Irlandii dla Polski:

Jesteśmy między innymi kulturowo do Zielonej Wyspy zbliżeni, ale ten potencjał niestety nie zostaje wykorzystany przez nasz kraj.

– oznajmia i dziwi się, dlaczego w Dublinie nie ma polskiego… ambasadora (sic!):

Nie wydaje mi się, że on jeszcze na tę chwilę wykorzystywany [potencjał Polonii – przyp. red.] nawet w połowie. Niestety tak to jest i wciąż nie mamy ambasadora Rzeczypospolitej Polskiej w Republice Irlandii.

Natorski wspomina także o podobieństwach pomiędzy Polską a Irlandią i możliwości bliższej współpracy ze względu na spore podobieństwa pomiędzy nimi:

Irlandia to kraj mający ogromny potencjał jako sprzymierzeniec Polski, mogący wpierać nasze interesy w Unii Europejskiej. Mamy podobne doświadczenia, jeśli chodzi o kulturę czy zabory. […] Dlaczego nie możemy tratować Irlandii jako jakiejś trampoliny do wyższego poziomu polityki, dyplomacji w unii Europejskiej i całym świecie? To są nasi naturalni sprzymierzeńcy. […] Irlandia to kraj szans, kraj, który otworzył się na Polaków, na Polskę. Podobna kultura, podobne pasje, poczucie humoru, jesteśmy kulturowo do siebie bardzo zbliżeni, zdecydowanie ten potencjał jest niewykorzystany.

Posłuchaj całej wypowiedzi już teraz!

K.T. / A. Kowarzyk

Szopa (Defence24.PL): Zaniedbania w zakupie sprzętu wojskowego sięgają 30 lat wstecz

Maciej Szopa z portalu defence24.pl wypowiada się na temat zakupów śmigłowców AW101, uznając ten zakup za niezbędny.

Omawiane przez Szopę poradzieckie Mi-14 są już mocno przestarzałe technologicznie, wymagając bardzo pilnej wymiany.

Wspomniał również, że Polska nie może zrezygnować z posiadania tego typu sprzętu, gdyż utraciłaby wtedy możliwość większości działań bojowych i ratunkowych na morzu, w tym zwalczania okrętów podwodnych:

Ten zakup na pewno nie był tani (412 mln zł za jedną maszynę – przyp. red), ale cena obejmuje oprócz samych śmigłowców również bardzo drogi sprzęt do zwalczania okrętów podwodnych […] do tego dochodzą szkolenia, infrastruktura, części zamienne. Gdyby Polska kupiła za kilka lat na przykład kolejne cztery śmigłowce tego typu, to cena byłaby już odpowiednio niższa, gdyż choćby infrastruktura byłaby już gotowa.

Gość Poranka WNET wspomniał także o samej produkcji zakupionego sprzętu, która w większości będzie miała miejsce w Wielkiej Brytanii. Polski Świdnik będzie produkował tylko niektóre z elementów, tak jak ma to miejsce do tej pory:

Trudno się spodziewać, aby przy zakupie czterech maszyn miała zostać nagle przeniesiona cała produkcja do Polski. Zakłady w Łodzi dostaną zastrzyk technologii pod postacią kompetencji serwisowych i remontowych do tych śmigłowców.

Szopa wypowiedział się także na temat możliwości modernizacji innych posiadanych przez Polskę śmigłowców:

20-letnie Sokoły w porównaniu do wspomnianych Mi-14 są sporo młodszą konstrukcją i można je wykorzystać jeszcze przez następne 10-15-20 lat relatywnie niskim kosztem. Polski nie stać na to, żeby dać je na złom i kupić najnowsze śmigłowce jakiegoś zagranicznego producenta.

Gość Poranka WNET rozwiał również wątpliwości co do stanu Polskiej Armii, wymieniając strategiczne zakupy, które powinny być dokonane w najbliższym czasie, aby ta nie była zacofana w stosunku do swoich sąsiadów:

Zaniedbania w tej dziedzinie to są dziesięciolecia. Obrona przeciwlotnicza rakietowa średniego (Patriot) i krótkiego zasięgu (Narew), czołgi, wozy piechoty, śmigłowce bojowe, myśliwce.

Szopa dodał także, że ciężko tu mówić o zaniedbaniach konkretnej partii. Według jego słów, w zasadzie wszystkie rządy przyłożyły do tego rękę.

Słuchaj całej audycji już teraz!

Marzena Machałek, wiceminister edukacji: Widać, że ustawa maturalna zadziałała

Zdaniem gościa Popołudnia WNET istnieje realna szansa, na wypracowanie szerokiej reformy polskiej szkoły w ramach rozmów przy edukacyjnym okrągłym stole.

 

Gościem Krzysztofa Skowrońskiego była Marzena Machałek wiceminister edukacji narodowej, która odniosła się do realizacji założeń znowelizowanej w zeszłym tygodniu ustaw prawo oświatowe: Ustawa maturalna zadziałała, ale najważniejsze jest to, że rady pedagogiczne klasyfikowały uczniów. Natomiast zdarzyły się takie przypadki, że musieliśmy się odwołać do zapisów, w trybie pilnym przygotowanej, ustawy maturalnej.

Zdaniem wiceminister, brak odbycia rad klasyfikacyjnych dla maturzystów to pokłosie nastrojów strajkowych w niektórych szkołach: Z jakichś powodów w ponad 190 szkołach nauczyciele tej rady Nie przeprowadzili. Myślę, że to są jeszcze emocje. Myślę, że to są sytuacje, które wynikają z emocji strajkowych, ale dobrze, że była ta ustawa i uratowała spokojne zdawanie egzaminów.

Gość Popołudnia WNET odniósł się również do dalszych planów strajkowych zapowiedzianych przez kierownictwo ZNP: Nauczyciele, są sfrustrowani tym, że trochę mogli się poczuć wykorzystani przez przewodniczącego Broniarza. To jest taki odzew, że nie strajkujemy, ale będziemy się powstrzymywać od innych zajęć. Jestem przekonana, że nauczyciele wrócą do pracy i będą się troszczyć o swoich uczniów i pracować zgodnie z zasadami, tak jak pracowali do tej pory.

Minister Machałek, która jest odpowiedzialna za prace zespołu zajmującego się reforma jakości kształcenia, funkcjonującego w ramach edukacyjnego okrągłego stołu, wskazała, że aktualnie jest szansa na realną reformę polskiej szkoły: To dobrze, że dzisiaj wszyscy dyskutują o edukacji, tylko z tego muszą być wypracowanych wnioski i próba ich zrealizowania. Może trzeba już odejść od pewnych utartych schematów, o których wydawało, że nie możemy już odejść, bo tak już było 20 czy 18 lat temu.

Mam nadzieję, że związki zawodowe ZNP i forum związków zawodowych, przyjdą na tę rozmowę, bo bez zgody związków zawodowych pewnych zmian nie zrobimy, ale dyskutujmy o tym, gdzie są problemy, żeby je jakoś poprawić – powiedziała na antenie Radia WNET Marzena Machałek.

ŁAJ

Karnowski: Ruch Kukiz’15 i Wiosna Biedronia mają szansę na poważne zakotwiczenie na scenie politycznej

Michał Karnowski ocenia dwie konwencje wyborcze (Prawa i Sprawiedliwości oraz Koalicji Europejskiej), które odbyły się w ostatni weekend.

Zdaniem dziennikarza obie partie wyraźnie przedstawiły swoje stanowiska. Pomimo iż KE przedstawiała obraz Polski pod panowaniem PiS jako kraj wychodzący z Unii Europejskiej, to, według Karnowskiego, Kaczyński dobitnie podkreślił, iż nasze państwo chce zmienić UE, a nie z niej wychodzić.

Gość Poranka WNET ocenił także wypowiedź Grzegorza Schetyny z konwencji Koalicji Obywatelskiej w kontekście programu opozycji:

Grzegorz Schetyna dość ładnie i sprawnie wyraził to, co jest istotą oferty Platformy Obywatelskiej w tych zdaniach, w których mówił, że byliśmy kiedyś prymusem europy, że wszyscy nas chwalili, płynęliśmy z tym głównym nurtem i żadnego zdania odmiennego nie mieliśmy. To jest ta oferta, podkreślać kiedy […] Polska przez wszystkich wielkich jak Francję i Niemcy była wychwalana […] a jak źle jest dzisiaj, kiedy [Polska – przyp. red.] o coś się bije, o coś walczy, o coś się szarpie.

Oprócz tego nasz gość nie ma wątpliwości, że gra narracja Polexitu przez Koalicję Obywatelską się nie udała. Po ocenie konwencji największych bloków politycznych w Polsce, Karnowski wyraził zdanie na temat trzeciego kongresu ubiegłego weekendu, którego organizatorami był ruch Kukiz’15. Wypowiedział się także na temat szans w wyborach Ruchu Kukiza i Partii Biedronia:

Ruch Kukiz’15 i Wiosna Biedronia mają szansę na poważne zakotwiczenie na scenie politycznej. […] na razie wydaje się że to właśnie Kukiz i Wiosna są tymi elementami, które mają najwięcej atutów i szans, aby na tej scenie funkcjonować. […] Ruch Kukiz’15 odgrywa co paradoksalne, coraz lepszą rolę na scenie politycznej. […] kilka elementów [przez ruch Kukiz’15 – przyp. red.] do naszej debaty jest wnoszone.

Posłuchaj całej wypowiedzi już teraz!

Nowy wspólny program opozycji ponad podziałami: odsunąć PiS od władzy / Jan Martini, „Wielkopolski Kurier WNET” 58/2019

Z punktu widzenia opozycji sytuacja Polski zła jest. Sądy pełne dublerów, wszechobecna mowa nienawiści, brak tolerancji wobec delikatnych osób LGBT, faszyzujący kibole hajlują w krzakach i na ulicach.

Jan Martini

Dlaczego PiS tak bardzo przeszkadza?

Z punktu widzenia opozycji sytuacja Polski zła jest. Konstytucja, pisana z najwyższą starannością przez 3 lata przez pryncypialnych komunistów z najlepszych resortowych rodzin, została połamana. Sądy pełne dublerów, wszechobecna mowa nienawiści, brak tolerancji wobec delikatnych osób LGBT, faszyzujący kibole brutalnie hajlują w krzakach i na ulicach.

Sytuacja dojrzała do zdecydowanych działań. Poprzednie próby nie dały rezultatów. Dlatego dysponenci partii opozycyjnych doszli do wniosku, że potrzebne jest porozumienie ponad podziałami i wypracowali wspólny program, składający się z jednego punktu: – odsunąć PiS od władzy. Zmiana rządzących partii to rzecz zwyczajna w demokracji, ale w tym przypadku sytuacja jest bardziej złożona i aby ją rozszyfrować, potrzebny będzie rys historyczny.

Odrodzenie Polski w 1918 roku to cud, który racjonalnie rozumując, nie miał prawa się wydarzyć, a czynnikami umożliwiającymi zaistnienie tego cudu był równoczesny upadek wszystkich państw zaborczych, fanatyczne wręcz dążenie Polaków do odzyskania państwa i 13. punkt orędzia Wilsona.

Powszechnie wiadomo o przyjaznych kontaktach Ignacego Paderewskiego z prezydentem Stanów Zjednoczonych (a nasz wirtuoz miał wówczas status celebryty równy dzisiejszym czołowym piłkarzom czy fryzjerom damskim), ale mało kto wie, że z prośbą o wskrzeszenie Polski napisało do Wilsona 600 tys. amerykańskich rodaków-wyborców (dla porównania – w sprawie petycji przeciw ustawie 447 zdołano zebrać zaledwie 50 tys. podpisów).

Woodrow Wilson był bombardowany petycjami i poddawany presji także ze strony żydowskiej, aby Polska NIE powstała. Na szczęście było to jeszcze w czasie, gdy prezydent USA mógł przeciwstawić się lobby żydowskiemu.

Z faktem odrodzenia państwa polskiego nie pogodziły się dawne państwa zaborcze, a także „światowe żydostwo” (taki termin był w powszechnym użyciu przed wojną w prasie – także żydowskiej). Nasi wielcy sąsiedzi uważali Polskę za „państwo sezonowe”, które należy zlikwidować przy najbliższej okazji, co zresztą nadarzyło się dość szybko. Natomiast dla Żydów Polska była kolebkę ich kultury, dlatego nasz kraj do dziś „pozostaje w zainteresowaniu” (niestety) tych trzech graczy i sytuacja nie ulegnie zmianie w dającej się przewidzieć przyszłości. Gdy ład jałtański „wyczerpał swoją formułę”, możni tego świata musieli podjąć decyzje co do przyszłości naszej części Europy po zjednoczeniu Niemiec. Wszelkie ustalenia były tajne i nieprędko historycy będą mieć możliwość badań tego tematu. Nie wiemy, gdzie odbywały się rokowania (Hotel Bilderberg?) i kto w nich uczestniczył, ale jednego możemy być pewni – podobnie jak w Jałcie, nikt nie pytał o zdanie ludności zamieszkującej Europę Wschodnią. Z pewnością także nie brano pod uwagę aspiracji niepodległościowych Polaków – założono, że zwiększenie swobód obywatelskich i pewne koncesje wobec ulubionego przez Polaków Kościoła (lekcje religii, krzyże w urzędach) wystarczą. Równocześnie sprawni propagandziści skutecznie wmówili Polakom, że właśnie teraz to już jest „wolna Polska”, a my nie znaliśmy wówczas wypowiedzi jednego z autorów „upadku komunizmu” – b. sekretarza stanu USA Henry’ego Kissingera:

„Trzecia Mitteleuropa ma na celu nową kompozycję Europy Środkowo-Wschodniej po wycofaniu się Sowietów. Zadaniem 80-milionowych Niemiec jest zająć ten obszar”.

Można przypuszczać, że rokowania „wysokich umawiających się stron” były najtrudniejsze „na odcinku” polskim – czyli dokładnie tak, jak podczas kongresu wiedeńskiego, który z powodu kłótni o Polskę trwał aż 10 miesięcy. Brytyjski sowietolog Christopher Story jest zdania, że decyzja o rozpadzie Czechosłowacji i podziale wpływów zapadła w 1990 roku podczas spotkania niemieckiego kanclerza Kohla z M. Gorbaczowem w Genewie. Czechy miały przypaść Niemcom, a Słowacja Rosji – faktem jest, że Słowacja wstąpiła do NATO 5 lat później niż kraje sąsiednie. Rosjanie – znani z łamania wszelkich umów – natychmiast przystąpili do poszerzania swoich wpływów w Czechach, np. wykupując Karlowe Vary i próbując (wraz z Niemcami) „wyprowadzić” USA z Europy. Najlepszym dowodem na przepychanki rosyjsko-niemieckie była rezygnacja D. Tuska z pewnej prezydentury na rzecz partyjnego kolegi zalecanego przez konkurencję.

A na polskiej scenie politycznej harcują także „inni szatani”. Jak widać, „partnerzy” szybko zaczęli się nawzajem „przekręcać” i czynią tak do dziś, co wskazuje, że zawarty układ jest niestabilny, a więc potencjalnie niebezpieczny. Gdy pewien polski (?) mąż stanu zawarł kontrakt na dostawę gazu po bardzo niekorzystnej cenie, ale za to aż do 2037 roku, interweniowała Bruksela, a kanclerz Merkel przypomniała panu Putinowi, że „do Bugu obowiązuje niemiecka strefa wpływu”. Tak więc umawiające się strony są zmuszone do pewnego ograniczania się w „strzyżeniu” Polaków (musi starczyć dla każdego). Niestety środowiska żydowskie zbliżone do „przemysłu Holokaustu” nie wykazują takiego umiaru – na wieść o dobrych wynikach gospodarczych w Polsce zwiększyły sumy, które ich zdaniem należą się im jako „kontrybucja za Holokaust”, z 65 mld do 300 mld dolarów. Mimo widocznych tarć równowaga trwa, a świadczy o tym fakt, że zarówno prezydent Trump w pamiętnym wystąpieniu, jak i ostatnio Mike Pompeo wspomnieli o „bohaterskim” Wałęsie, co było afrontem dla Polaków.

Amerykanie oczywiście wiedzą, kim był Wałęsa i do czego służył, ale wzmianka o nim była sygnałem dla pozostałych stron, że ustalenia nadal obowiązują, a konfident – noblista wciąż jest filarem „układu okrągłostołowego”.

Łże-prawda o przemianach ustrojowych wraz z kultowym okrągłym meblem przechowywana jest w zardzewiałym muzeum – sarkofagu Europejskiego Centrum Kultury w Gdańsku, a całości interesu dogląda (co znamienne) niemiecki dyrektor.

Rewolucja agenturalnie wspomagana

W 2017 roku ukazała się kompletnie zamilczana praca dr Jerzego Targalskiego Służby specjalne i pieriestrojka – rola służb specjalnych i ich agentur w demontażu komunizmu w Europie Środkowej. Autor opisuje działania sowieckich reformatorów w budowie „demokracji kontrolowanej” i tworzeniu w miejsce dawnego bloku socjalistycznego formalnie niepodległych państw, pozostających jednak pod nadzorem moskiewskiej centrali. Cel ten udało się w dużej mierze zrealizować (gen. Jaruzelski: „Oddaliśmy władzę, ale zachowaliśmy pakiet kontrolny akcji”). Historyczny strajk sierpniowy w stoczni z jego „zwrotami akcji” jawi się czytelnikom pracy Targalskiego w nowym świetle i pozwala zrozumieć, dlaczego termin wybuchu strajku był zaskoczeniem dla działaczy WZZ (A. Gwiazda był na wakacjach) i dlaczego „do pomocy robotnikom” w stoczni błyskawicznie pojawili się „eksperci”, którym strona rządowa zagwarantowała hotel i przelot samolotem. W mieszkaniu Br. Geremka napisany został list 64 intelektualistów wzywających obie strony do podjęcia rokowań (skąd intelektualiści wiedzieli, że strajk wybuchnie?). Jednak realizowany scenariusz został zablokowany powstaniem 17 września (wbrew Wałęsie i ustaleniom porozumień sierpniowych) ogólnopolskiego związku, który przyjął nazwę Solidarność. Aby odzyskać kontrolę nad wydarzeniami, potrzebny był stan wojenny i niemal 10 lat mrówczej pracy służb komunistycznych. Wbrew powszechnym opiniom, „wojna polsko-jaruzelska” nie była próbą przywrócenia stanu z przed 1980 roku („aby było tak, jak było”) – chodziło tylko o przeprowadzenie reform („pierestrojki”) na swoich warunkach, bez dopuszczenia do głosu sił nie dających się kontrolować.

Jako człowiek Solidarności mam emocjonalny stosunek do tego wielkiego ruchu społecznego. Andrzej Gwiazda powiedział jednak, że wszelkie prace na temat „S” bez uwzględnienia problemu agentury są bezwartościowe.

Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę, że konfidenci są wśród nas, ale nie mieliśmy pojęcia o skali infiltracji. Dziś wiemy, że wśród delegatów na I Krajowy Zjazd „S” było 300 konfidentów, a gen. Kiszczak chwalił się, że wpompował w związek 3 dywizje swoich ludzi.

Wśród 16 najaktywniejszych działaczy Zarządu Regionu w Pile było 11 tajnych współpracowników (proporcje zbliżone do episkopatu Bułgarii, gdzie na 15 biskupów 13 było „trefnych”). W dekadzie lat 80 wielokrotnie przyszło się nam dziwić i zastanawiać „co jest grane”?

Na przykład – dlaczego po ostatnim posiedzeniu Komisji Krajowej „S”, która skończyła się parę minut przed wprowadzeniem stanu wojennego, „zwinięto” wszystkich jej uczestników, ale pozwolono uciec tylko tym, których gen. Kiszczak później zaprosił na negocjacje okrągłego stołu? Dlaczego w rocznicę porozumień sierpniowych koszalińska SB wyprowadziła ludzi na ulicę za pomocą ulotek, aby następnie ich „spałować”, polać wodą ze specjalnie sprowadzonej z Gdańska polewaczki i okadzić gazem łzawiącym? Wówczas myśleliśmy, że to inicjatywa chcących się wykazać lokalnych esbeków zmęczonych bezczynnością.

Dlaczego śledczy w mojej sprawie wykazywali małe zainteresowanie, skąd otrzymywałem materiały i gdzie przekazywałem teksty? Wtedy tłumaczyłem to sobie tym, że funkcjonariusze (zresztą kulturalni i grzeczni) stracili wiarę w socjalizm i entuzjazm dla swojej pracy. Dlaczego w stanie wojennym można było kupić farbę drukarską w wiejskim sklepiku w Kłaninie? Czy był to asortyment niezbędny rolnikom? (Kubełek farby oczywiście kupiłem i przekazałem naszym drukarzom). Dlatego z mieszanymi uczuciami słuchałem relacji Adama Borowskiego, że co tydzień kupował od złodziei 2 tony papieru dla swoich wydawnictw. Borowski jest ostatnią osobą, którą mógłbym podejrzewać o agenturalność, ale wiemy, że funkcjonariusze często wspierali podziemne wydawnictwa, robiąc przy tym niezłą kasę.

Największy wydawca w Krakowie, niejaki Karkosza, był tajnym współpracownikiem SB. Został internowany w Jaworzu wraz z innymi kapusiami – literatem Szczypiorskim, redaktorem „Gazety Wyborczej” Maleszką i szefem Radiokomitetu Drawiczem (oraz czołówką późniejszych polityków III RP).

Listę wydarzeń dziwnych i niezrozumiałych można by ciągnąć długo (np. konspiratorzy ukrywający się w mieszkaniach tajnych współpracowników SB), co świadczy o naszej znikomej wiedzy o złożoności zachodzących wówczas procesów.

Dopiero w 1988 roku uznano, że sytuacja jest na tyle „wyprostowana”, że można rozpocząć proces „przekazywania władzy w ręce opozycji”. Na wszelki wypadek pozbyto się kilku tysięcy solidarnościowców, wysyłając ich na emigrację. Z IPN otrzymałem ciekawy dokument, z którego wynika, że przygotowania do „okrągłego stołu” trwały cały rok i rozpatrywano możliwość ponownej fali internowań jako formy „dialogu z opozycją”. Ten dokument to „Meldunek o stanie przygotowań Wydziału III WUSW do realizacji decyzji Ministerstwa SW z dnia 29.04.1988 r.”. Chodziło o wytypowanie osób przewidzianych do internowania, „które w przypadku pogorszenia sytuacji wewnętrznej w kraju mogą podjąć działania wymierzone przeciwko porządkowi publicznemu”. W województwie koszalińskim znaleziono 2 takie osoby (byłem jedną z nich), ale do internowań nie doszło. Sytuacja się nie pogorszyła, a rokowania „okrągłego stołu” przebiegły zgodnie ze scenariuszem.

Myślę, że nie tylko mnie nachodzi czasem przygnębiające pytanie – czy nasza walka w ogóle miała sens? Czy nie opóźniliśmy „wiosny ludów” Europy Wschodniej przez sypanie piasku w tryby historii? A może mur berliński mógł runąć znacznie wcześniej? Czy „państwo teoretyczne”, które uzyskaliśmy w wyniku ustaleń w Magdalence, było lepsze niż przewidziane dla nas przez projektantów pierestrojki profesorów pułkowników Szłykowa i Rubanowa? Na te pytania prawdopodobnie nigdy nie uzyskamy odpowiedzi.

Stół pełen kantów

Podczas obrad „okrągłego stołu” Ciosek z Mazowieckim kłócili się do upadłego. Komunistom trzeba było wyrywać z gardła każde ustępstwo. W końcu zgodzili się na wiele, ale paradoks polegał na tym, że te ustalenia realizować mieli nie komuniści, lecz rząd „solidarnościowy”, któremu zamierzano przekazać władzę.

Ponoć tekst porozumień liczy 17 tys. stron, co – jak powiedział Andrzej Gwiazda – jest najlepszą gwarancją, że tego nikt nigdy nie przeczyta.

Ale to był tylko teatr dla maluczkich. Prawdziwe ustalenia w gronie poważnych osób zapadały gdzie indziej. Gdzieś zadecydowano, że prezydentem „wolnej Polski” ma zostać dotychczasowy wojskowy dyktator Jaruzelski. Czy było to w 1985 roku podczas spotkania Rockefellera i Brzezińskiego z Jaruzelskim w Nowym Jorku? Wybór Jaruzelskiego w Sejmie przeszedł jednym głosem, bo w kluczowym momencie głosowania poseł Marek Jurek wyszedł „za potrzebą”. Wiadomość o tej nominacji wywołała szok wśród Polonii – emigracyjny prezydent Sabbat zmarł na serce.

Jeszcze w 1988 roku wprowadzono moratorium na wykonywanie kary śmierci (tak na wszelki wypadek…). Było to wyraźne złamanie prawa (odmowa wykonania prawomocnych wyroków sądów). Gdy w 1995 roku Sejm moratorium przedłużył, posłowie Unii Polityki Realnej złożyli interpelację, pytając ministra sprawiedliwości Jerzego Jaskiernię (TW „Prym”), kto wprowadził owo moratorium. Minister odparł, że „nie można ustalić autora tej decyzji”. Niewątpliwie najważniejsze ustalenia zapadały nie przy okrągłym meblu, tylko w miejscach spokojniejszych (ambasady zaprzyjaźnionych państw?), a najważniejszym rezultatem było historyczne pojednanie zwaśnionych frakcji komunistycznych – „natolińczyków” i „puławian” („chamokomuny” i „żydokomuny”). Zadecydowano, że zbrodnie komunistyczne nie będą ścigane (i co się z tym wiąże – nie można „ruszyć” sądownictwa) i że MSZ, którego również nie można „ruszyć”, będzie w gestii „żydokomuny”. Kadry tego ministerstwa zbudowano w oparciu o „notes Geremka” – zatrudniono progeniturę sprawdzonych urzędników, którzy pracowali tam w latach 50. Również temu środowisku powierzono troskę o stan świadomości Polaków. Naczelnym wychowawcą został Adam Michnik, który przejął pałeczkę od swojego starszego kolegi Jerzego Urbana – głównego ideologa i propagandzisty lat osiemdziesiątych.

Jakieś wysokie i tajne kolektywy zadecydowały, by nie rozwiązywać komunistycznych służb specjalnych („są tam świetni fachowcy”), a Amerykanie obiecali, że „przewerbują je w całości”. Uważali prawdopodobnie, że będą one strażnikiem interesów rosyjskich, stabilizując sytuację w Polsce. Z pewnością zabezpieczono interesy wszystkich poważnych „akcjonariuszy” zewnętrznych i wewnętrznych, a Polakom pozostała jedynie „terapia szokowa”.

Mój więzienny współtowarzysz niedoli – robotnik z Białogardu deklarował, że wystarczy mu miska zupy na dzień, byle tylko Polska była wolna. Zupę koledze Makaremu zapewnił Balcerowicz – ubyło 5 mln miejsc pracy, straciliśmy 85% sektora bankowego i 50% przemysłowego.

Wszystko „poszło” za ok. 5% wartości odtworzeniowej. Po kilku latach reform ok. 40% Polaków (w 1989 roku było ich 16%) znalazło się poniżej minimum egzystencji. Za demokratyzację zapłaciliśmy wysoką cenę.

Kłopotliwa partia spoza rozdzielnika

Natychmiast po rokowaniach „okrągłego stołu” „przewerbowane” służby rozpoczęły meblowanie polskiej sceny politycznej w myśl zaleceń gen. Kiszczaka: „Musimy sobie zapewnić operacyjne możliwości oddziaływania na te organizacje, kreowania ich działalności i polityki”. Gdy ujawniono „listy Macierewicza”, okazało się, że tylko w partii PC (poprzedniczki PiS) Jarosława Kaczyńskiego nie ma agentów, a więc gen. Kiszczak nie mógł zapewnić sobie „operacyjnej możliwości kreowania jej działalności i polityki”. Z tego względu partia Kaczyńskiego zawsze podlegała huraganowej krytyce mediów miejscowych i zagranicznych. Nie miała też tzw. zdolności koalicyjnej. Po wygranych przez PiS wyborach 2005 roku zaproponowano ludowcom udział w rządzie. PSL to partia „profesjonalnych koalicjantów” zwyczajowo wchodzących w koalicje ze wszystkimi. Tym razem ludowcy odmówili, a wyglądało to tak, jakby ktoś, kto ma „operacyjne możliwości oddziaływania”, właśnie „oddziałał”. Na PiS i jego prezesa od zawsze spadały nieprawdopodobne ilości hejtu ze wszystkich stron, a to dlatego, że PiS jest „ciałem obcym” na scenie politycznej, przy budowie której angażowali się ci, co roszczą sobie pretensje do zarządzania ziemiami zamieszkałymi przez Polaków.

Historia zatoczyła koło – siły, które sprzeciwiały się odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku, dziś również działają w tej samej sprawie. Zdobycie w 2015 roku samodzielnej władzy przez „skrajnie nacjonalistyczną, niedemokratyczną, autorytarną” (najczęściej używane epitety) partię było „fuksem”, który możemy zawdzięczać zbiegowi kilku czynników. Natomiast utrzymanie się przy władzy i efektywne rządzenie wbrew przytłaczającej większości mediów, wobec nieustannych awantur i przepychanek, graniczy niemal z cudem. Aby „zejść z linii strzału” po 2 latach udanych rządów, dokonano rekonstrukcji gabinetu w celu poprawy wizerunku. Niestety nowa, „europejska” twarz całej formacji nie zrobiła najmniejszego wrażenia – ataki nie zmniejszyły się ani o milimetr. I nawet gdyby min. Zalewska wprowadziła obowiązkową naukę nowoczesnych, europejskich technik masturbacyjnych na wszystkich szczeblach nauczania z egzaminem praktycznym na maturze, nie zmieniłoby to opinii o Polsce. Bo nie chodzi tu o wizerunek – partia upominająca się o prawa dla Polaków jest po prostu obca systemowo i nieakceptowalna dla „sił trzymających władzę” w naszej części Europy. Jarosław Kaczyński, pomny prób naprawy państwa w czasie Sejmu Wielkiego i ich tragicznych efektów, stara się unikać gwałtownych ruchów, które mogłyby zakłócić kruchą równowagę, jaką wypracowały mocarstwa „na odcinku polskim”. Dlatego rządzący z nadzwyczajną cierpliwością znoszą wszelkie upokorzenia i afronty na forum międzynarodowym. Ale czy Polacy będą równie cierpliwi? Rozczarowany elektorat powściągliwość interpretuje jako indolencję i tchórzostwo, a bez pełnej mobilizacji wyborców nie sposób wygrać ze „zjednoczoną opozycją” (do której przed wyborami do Sejmu z pewnością dołączy także „Wiosna”).

Katastrofą byłby powrót do władzy internacjonalistów liberalno-proletariackich. Większość reform zostałaby cofnięta, „urealniono” by wiek emerytalny i skończyłoby się „rozdawnictwo” dla krajowców, bo „piniędze” potrzebne byłyby gdzie indziej.

Rządzący zdają sobie sprawę, że zemsta sędzi Kamińskiej będzie straszna, a sędzia Łączewski prawdopodobnie już zaczyna pisać uzasadnienia wyroków. Jak pamiętamy, zajmuje mu to dużo czasu (dla Mariusza Kamińskiego pisał 3 miesiące). Obecny rząd realizuje z lepszym lub gorszym skutkiem swoje obietnice wyborcze i nie ulega wątpliwości, że zrobił najwięcej dla Polaków ze wszystkich rządów po 1990 roku. Prawdopodobnie żaden następny rząd tyle nie osiągnie – powinni o tym pamiętać rozczarowani wyborcy PiS.

Artykuł Jana Martiniego pt. „Dlaczego PiS tak bardzo przeszkadza?” znajduje się na s. 6 kwietniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 58/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jana Martiniego pt. „Dlaczego PiS tak bardzo przeszkadza?” na s. 6 kwietniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 58/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Szafrański: Polski rząd liczy na życzliwość USA ws. ustawy 447. „Dzięki niej może nic się nie stanie” [VIDEO]

Bogdan Szafrański broni koncepcję ekonomiczną Petera Navarro, obecnego asystenta prezydenta USA Donalda Trumpa oraz szefa ds. amerykańskiej polityki handlowej i produkcyjnej.

W Stanach Zjednoczonych wielu zasłużonych ekonomistów krytykuje Navarro za jego podejście do ekonomii i metody, które stosuje w prowadzeniu polityki gospodarczej. Niemniej jednak Szafrański przedstawia wyniki pracy tego człowieka. Podczas rządów Donalda Trumpa kapitalizacja giełd amerykańskich za sprawą porad Navarro wzrosła się o 6 bilionów dolarów:

[Zmiany — przyp. red.] wprowadzane w życie Przez Donalda Trumpa, spowodowały, że gospodarka amerykańska z poziomu wzrostu 1-2% który się utrzymywał za czasów Obamy, osiągnęła poziom wzrostu 3%, a celem Trumpa jest osiągnięcie wzrostu gospodarczego gospodarki amerykańskiej 4%.

Co więcej, ten ekonomista sądzi, że euro jest fałszywą walutą i służy jedynie wzrostowi potęgi gospodarczej Niemiec. Szafrański mówi także o możliwych następstwach realizacji ustawy 447:

Lekceważenie tej groźby nie jest najlepszą rzeczą.

Suski: chodzi o zabezpieczenie w Polsce dostaw gazu i w jakimś sensie odejście od tej groźby szantażu gazowego

Szef Gabinetu Politycznego Prezesa Rady Ministrów opisuje działania rządu mające na celu ochronę interesów uczniów oraz omawia kwestie związane z rozbudową gazoportu w Świnoujściu.

Marek Suski o strajku nauczycieli. W całej tej sytuacji jego zdaniem najbardziej poszkodowaną grupą są uczniowie. Wspomina także o działaniach mających na celu sprawne przeprowadzenie matur:

[Rząd – przyp. red.] wczoraj znowelizował ustawę umożliwiającą przeprowadzenie matur. […] Istotą tej nowelizacji jest to, żeby nasza młodzież mogła spokojnie przystąpić do matur. Państwo ma obowiązki wobec swoich obywateli i to jest właśnie wyjście naprzeciw tym oczekiwaniom młodzieży, żeby mogła zakończyć swoje etapy edukacji niezależnie od tego, czy jest jakiś spór pomiędzy nauczycielami, rządem czy też samorządami.

Szef gabinetu politycznego premiera opowiada również o dywersyfikacji źródeł energii przez nasz kraj w kontekście rozbudowy gazoportu w Świnoujściu:

Przede wszystkim chodzi o zabezpieczenie w Polsce dostaw gazu i w jakimś sensie odejście od tej groźby szantażu gazowego, że zakręcimy wam kurek. […] ceny w Polsce [rosyjskiego gazu – przyp. red], mimo że bliżej jest niż do Niemiec, to Niemcy dostają w niższej cenie gaz od Rosji. […]  tutaj, jak się okazuje, dostawy gazu skroplonego są po niższej cenie, niż ten gaz, który jest z Rosji, czyli to jest po prostu też biznes. Opłaci się mieć możliwość dywersyfikacji.

Ponadto gość Poranka WNET mówi o promocji Polski na świecie i środowym wieczornym spotkaniu premiera Mateusza Morawieckiego w Bratysławie z szefem japońskiego rządu Shinzō Abe. Politycy mieli się wymienić uwagami na temat perspektyw rozwoju współpracy gospodarczej. Suski poformował także, że podczas ostatniego spotkania Morawieckiego z Li Keqiang, premierem Chin, kwestie związane z firmą Huawei nie były omawiane.

Karnowski: Trzeba tak jak Premier Morawiecki jechać i tłumaczyć […] nawet narażając się na ryzyko manipulacji

W ocenie Karnowskiego forma protestu nauczycieli jest nietrafiona. Mówi także o Ustawie 447, manipulacjach medialnych oraz o oczernianiu Polski na arenie międzynarodowej.

Michał Karnowski komentuje środowy wykład Jarosława Kaczyńskiego, który odbył się we Włocławku w związku z konferencją „Być Polakiem – duma i powinność”. Prezes Prawa i Sprawiedliwości opowiadał w nim między innymi o pozycji Polski na arenie międzynarodowej, istoty religii w naszym kraju czy wolności panującej w państwie. Karnowski pozytywnie odnosi się do wystąpienia Kaczyńskiego.

Ponadto gość Poranka WNET mówi na temat strajku nauczycieli. Zgadza się z opinią, iż pracownicy oświaty powinni mieć lepsze zarobki. Niemniej jednak nie popiera formy protestu nauczycieli. Zaznacz też, iż strajk nauczycieli ma wyraźne podłoże polityczne:

Przez 500 plus […] spowodowało, że atrakcyjność zawodu nauczyciela jeszcze bardziej zmalała. […] popierając te postulaty [nauczycieli — przyp. red.], dostrzegając też, jakby pewno błędną ścieżkę, którą tutaj nauczyciele za podszeptem pana Broniarza i pana  Schetyny wybrali. […] związki przegrywają tę bitwę. W tej formie opinia publiczna, to jest kluczowy element, odwraca się od środowisk protestujących w tak skrajny sposób. […] Wąska, delikatna granica, zawsze w ocenie każdego protestu, pomiędzy współczuciem, empatią, zrozumieniem postulatów, a takim przekonaniem, że to jest jakiś egoistyczny interes pewnej klasy zawodowej grupy zawodowej, no to moim zdaniem została przekroczona.

Karnowski apeluje także, aby rząd rozważnie i zdecydowanie działał w sprawie ustawy 447, sam uważając ją za jedno z największych przyszłych wyzwań. Popiera przy tym działania Premiera Mariusza Morawieckiego polegające na spokojnym dialogu i tłumaczeniu obecnej sytuacji, a także medialnej manipulacji jego wypowiedzi:

Premier Mateusz Morawiecki bardzo aktywnie przedstawia pewne wektory debaty publicznej na tematy społeczne,  ekonomiczne. […] wystąpienie premiera Mateusza Morawieckiego w Nowym Jorku i potem to, jak zareagowały na to gazety nieprzychylne dobrej zmianie i portale internetowe, jak oddaliły się od prawdziwych słów Premiera.

Karnowski zaznacza, że Polska została wplątana w działania międzynarodowej machiny medialnej, która stara się przedstawić nasz kraj w złym świetle i zmusić Rząd do ustępstw:

Trzeba tak jak Premier Morawiecki jechać i tłumaczyć, jechać i opowiadać, nawet narażając się na ryzyko manipulacji. Bo ta maszyneria, jest tak naoliwiona, że  działa perfekcyjnie i pamiętajmy, na najpotężniejsza maszyneria medialna świata wzięła sobie Polskę na cel.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

Palade: Póki co ani żadna partia, ani żadna afera polityczna nie zmniejszyła znacznie poparcia dla PiS-u od 2015 r.

– Od momentu przejęcia władzy przez PiS w 2015 r. poparcie dla partii politycznych jest dość stabilne. Oznacza to, że ich zabiegi w celu zwiększenia poparcia są bezskuteczne – mówi Marcin Palade.

 

Marcin Palade, politolog, przedstawia preferencje wyborcze Polaków w obliczu majowych wyborów do Parlamentu Europejskiego.

„Mamy daleko idącą stabilizację jeśli chodzi o poparcie dla partii politycznych, bo to już drugi miesiąc kiedy ośrodki badania opinii publicznej mierzą preferencje Polaków. Zmiany są bardzo niewielkie, przesunięcia bardzo niewielkie, czyli pomimo tego, że każdego dnia mamy dziesiątki newsów, które powinny zmieniać preferencje, te preferencje są – tak jak powiedziałem na wstępie – stabilne”.

Gość Poranka stwierdza, że stałość w sympatiach politycznych w Polsce rozpoczęły rządy Prawa i Sprawiedliwości w 2015 r. Od tego czasu poparcie dla partii rządzącej i opozycji kształtuje się na dość stabilnym poziomie. Nie zmieniają ich nawet afery związane z polityką PiS-u, takie jak trwający strajk nauczycieli czy okupacja Sejmu przypadająca na koniec roku 2016 i koniec 2017 r.

Politolog opowiada również o szansach Konfederacji KORWiN Braun Liroy Narodowcy w wyborach do unijnego ciała ustawodawczego.

„Jak patrzymy na sondaże Konfederacji, to większość z nich pokazuje, że ona się plasuje pod progiem wyborczym, ale są takie pojedyncze pomiary, które pokazują, że ten próg wyborczy może zostać przekroczony. Myślę, że w dużej mierze to będzie zależało od stopnia mobilizacji. Dwa, od przepływów na linii między Konfederacją a Kukizem, i po trzecie wreszcie frekwencji wyborczej”.

Palade snuje także domniemania na temat tego, jakie strategie podczas kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego przyjmie Zjednoczona Prawica i Koalicja Europejska.

„Z całą pewnością Koalicja Europejska zrobi wszystko, żeby tematami dominującymi w kampanii wyborczej nie były kwestie krajowe, dlatego że na tym podwórku bardzo dobrze czuje się Prawo i Sprawiedliwość i Zjednoczona Prawica, co pokazują ostatnie tygodnie i co potwierdzają sondaże”.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.K.

Wilk: Dobrze, że mamy wsparcie militarne Stanów Zjednoczonych, natomiast co do zasady, musimy się zbroić sami [VIDEO]

Rozmowa z Jackiem Wilkiem na temat strajku nauczycieli, rozwiązań edukacyjnych, w tym bonu edukacyjnego, ustawie 447 oraz ciężkiej sytuacji odnośnie zbrojeń Wojska Polskiego.

Jacek Wilk z przykrością stwierdza, iż media głównego nurtu starają się przemilczeć start KONFEDERACJI w wyborach, przez co politycy muszą stosować mocniejszą retorykę:

Użyłem takiego mocnego obrazu tego porównania [nauczycieli do świń – przyp. red.], chociażby po to, żeby przebić się do mediów z naszym przekazem, ponieważ jak pan redaktor pewnie wie, akurat Konfederacja jest bardzo mocno zamilczana w mediach. Właściwie jest taka zmowa zwłaszcza w mediach publicznych, tutaj państwu oczywiście dziękuję i chwała wam za to, że nas zapraszacie, ale media publiczne konsekwentnie udają, że nas nie ma. Czasami musimy używać troszkę mocniejszej retoryki, żeby się przebić.

Rozmówca Poranka WNET stwierdza także, że rząd przedłuża strajk nauczycieli, realizując przy tym swoje polityczne cele. Mówi również, iż należy sprywatyzować szkoły, aby nie dochodziło do podobnych do dzisiejszych strajków. Odnosi się do pomysłu bonu edukacyjnego, który jego zdaniem rozwiązałby problem:

Nasza edukacja jest w bardzo złym stanie, ponieważ jest jednym wielkim skansenem post PRL-owskim i prawdę powiedziawszy, to nie chodzi o to, żeby szkoła była takim zakładem pracy chronionej dla nauczycieli, tylko żeby była rzeczywiście placówką, gdzie świadczy się usługi edukacyjne na jak najwyższym poziomie […] Druga kwestia, czy szkoły prywatne mają wyższy poziom, czy niższy? Mają zasadniczo wyższy poziom. Jeżeli wprowadzimy koncepcję wolnego bonu edukacyjnego, takiego klasycznego, to każdego będzie stać na prywatną szkołę.

Ponadto odnosi się do sprawy ustawy 447 w kontekście notatki opublikowanej przez Stanisława Michalkiewicza, wedle której „kwestia restytucji mienia żydowskiego musi być rozpatrywana w horyzoncie czasowym 2019 roku”:

Byłem naprawdę jedną z dosłownie paru osób, które nie bały się o tym mówić i tak to niestety wygląda, tutaj rząd Polski musi jasno i stanowczo opowiedzieć w tej sprawie, wypowiedzieć swoje stanowisko w sprawie tych roszczeń, że ich nie będzie realizował. […] Strona amerykańska ma w tym interes, jest zainteresowana pobytem w Polsce i stacjonowaniem swoich wojsk. To jest dla nich też interes i w związku z tym mamy prawo żądać od nich więcej.

Żąda, aby polski rząd wyjaśnił temat tajemniczej notatki. Poseł Konfederacji KORWiN Braun Liroy Narodowcy krytykuje także obecność wojsk amerykańskich w Polsce. Przyznaje, że nasz kraj winien przede wszystkim budować własną armię aniżeli liczyć na sojusznicze oddziały:

Myśmy już mieli mnóstwo takich papierowych sojuszy przed wojną, gdzie liczyliśmy na to, że jak ktoś nas napadnie, to nasi strategiczni partnerzy przyjdą nam z pomocą i to się zawsze kończyło tak samo […] Dobrze, że mamy wsparcie militarne Stanów Zjednoczonych, natomiast co do zasady, musimy się zbroić sami. […] Ostatnio rozmawiałem z pewnym wojskowym od techniki militarnej i powiedział, że Polska nie jest w stanie w tej chwili wyprodukować silników do czołgu. No to, o czym my tu mówimy, jeżeli my nie jesteśmy w stanie wyprodukować jako Polska, jako kraj, silnika do czołgu, to nie możemy mieć czołgu. A jak nie możemy mieć czołgu, no to w ogóle nie mamy Wojsk Pancernych, więc ja bardzo przepraszam, ale stan naszej armii jest tragiczny.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!


A. Kowarzyk